Citatio.pl
2020-02-25

Św. Martyniana Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 405.

Owóż w Cezarei, ludném mieście, niebardzo od puszczy na której mieszkał Martynian odległém, była głośna z urody, a oraz i z największéj rozpusty nierządnica, imieniem Zoe. Dnia pewnego, gdy przy niéj mówiono o wieliéj świątobliwości Martyniana, zrobiła zakład o znaczną ilość pieniędzy, iż dowiedzie, że cnota jego nie jest tak prawdziwą, jak o niéj sądzą, i że łatwo będzie jéj przywieść go do upadku.

W tym celu, niegodziwa ta niewiasta przybrała się w łachmany ubogiéj żebraczki, wzięła kij w rękę, a schowawszy w zawiniątko, swoje zwykłe odzienie, i ukrywszy je przy sobie, gdy wieczór nadszedł, a deszcz rzęsisty z wielką burzą padał, udała się na puszczę, i około północy przybyła do chatki Martyniana. Zapukała do drzwi jego, i poczęła wołać żałośnie: – „Sługo Boży, zmiłuj się nad nieszczęśliwą kobietą, która zabłądziła na puszczy, i od dzikich zwierząt może być pożartą.” Zawahał się na chwilę pustelnik, lecz wzruszony litością wpuścił ją do chatki, rozniecił ogień aby się rozgrzała, zastawił na stole daktyle dla jéj posiłku, polecając aby przenocowawszy, skoro świt odeszła. Sam zaś, poszedł do osobnéj komory, którą miał daleko od chatki, i całą noc na modlitwie i śpiewaniu psalmów przepędził.

Nazajutrz gdy już słońce wysoko było, pewny iż gość jego dawno odszedł, powrócił do swojéj celki. Jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał tam młodą niewiastę, nadzwyczaj powabnéj urody i świetnie ubraną. Zoe bowiem przystroiwszy się czekała na niego, a gdy on biorąc ją za jaką marę, pytał kim jest, głosem pełnym ułudy tak poczęła mówić do nieg. – „Powiem ci szczerze pocom przyszła: oto ujęta sławą twojéj świętobliwości, zamyślałam oddać ci moję rękę. Jestem z Cezarei, i po rodzicach odziedziczyłam wielki bardzo majątek. Ożenienie się twoje ze mną nie przeszkodzi ci do Twojego uświętobliwienia. Wszak wiesz że wielcy Święci starego testamentu: Noe, Abraham, Izaak, Jakób, Mojżesz, Jozue i wielu innych, żony mieli.”

Nieostrożny Martynian, zamiast wypędzić kuszącą go niewiastę, lub oddalić się niezwłocznie od niej, wdał się z nią w dalszą rozmowę, i już w myśli na grzech zezwalając, wyszedl z chatki, aby tylko obaczyć czy kto nie nadchodzi. Lecz w téj chwili, wejrzał Bóg miłosierdziem Swojém na niego, i otworzył mu oczy na otchłań, w którą już wstępował. Wraca więc do mieszkania, a roznieciwszy na kominku wielki ogień, wkłada weń obydwie nogi. Ciało palone poczęło skwirczyć, a on sam wijąc się od bolu, lecz nóg nie cofając z ognia, tak począł sam do siebie mówić: – „A cóż Martynianie, czy bardzo ogień cię piecze? a ten jednak wodą ugasić możesz, lecz piekielny, który cię czeka, jeśli z tą niewiastą zgrzeszysz, wiecznie goreć będzie.” Potém wysunąwszy nogi z ognia, powtórnie je znowu tam włożył i trzymał jęcząc, i krzycząc od bolu.

Widok ten łaski Boskiéj, walczącéj z pokusą szatańską, skruszył tę któréj zły duch do zguby świętego pustelnika chciał użyć. Zoe padła do nóg Martyniana, prosząc aby jéj wskazał sposób, jakim za grzechy swoje powinna pokutować. Ten odesłał ją do klasztoru świętych dziewic, które w Betleem, pod przewodnictwem świętobliwéj opatki imieniem Pauliny, mieszkały. Zamknąwszy się tam, żyła ona jeszcze lat dwanaście w najostrzejszej pokucie, jadając raz na dzień, a często co dwa dni tylko chleb i wodę, i w tak pokutném życiu wytrwawszy aż do końca, błogosławioną śmiercią zeszła z tego świata.

Tymczasem Martynian, przez siedem miesięcy nie mogąc stanąć na nogi, w skutek strasznego ich popalenia, gdy wyzdrowiał, postanowił udać się w jakie miejsce tak odludne, aby już tam żaden żywy duch ludzki dostać się do niego nie mógł.

Pożytek duchowny

Z téj przedziwnéj historyi Świętego, któregoś żywot przeczytał, bierz podwójną a wielce potrzebną naukę. Najprzód że nigdzie człowiek nie jest wolny od pokus wszelkiego rodzaju, i powtóre, że gdy idzie o zachowanie czystości, jedyny sposób uniknięcia upadku, dla dusz najświętobliwszych nawet, jest ucieczka od okazyi, która tę cnotę na byle najmniejsze niebezpieczeństwo naraża.

Modlitwa

Boże! któryś świętego Martyniana z ciężkiego upadku, miłosierdziem Twojém podźwignąć raczył, i w przedziwnéj pokucie aż do śmierci utwierdził; daj nam cięższemi od niego skalanym grzechami, za pośrednictwem jego, chociaż w części pokutę jego naśladować, a każdéj okazyi do grzechu wiodącej, więcéj niż niebezpieczeństwa życia obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 141–142.

Tags: św Martynian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik czystość pokusa
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.