Citatio.pl
2020-03-27

Św. Jana Pustelnika (Damasceńskiego)

Żył około roku Pańskiego 394.

Święty Jan Pustelnik egipski, dla szczególnego daru jakim go Pan Bóg zbogacił przepowiadania przyszłości, przezwany prorokiem, narodził się w wyższéj Tebaidzie w mieście Likopolu, około roku Pańskiego 330. Z ubogiego stanu pochodząc, skoro do lat doszedł, wyuczywszy się ciesielstwa, z tego rzemiosła zarabiał uczciwie na życie. Lecz Pan Bóg, mając przedstawić w nim wysoki wzór doskonałego i świętego pustelnika, rozbudził w sercu jego pragnienie samotności i odosobnienia. W dwudziestym piątym roku, powziąwszy zamiar spędzenia całego życia na puszczy, aby wyłącznie oddać się pokucie i pracy około własnéj duszy, rozstał się z majstrem u którego służył, i który bardzo był z niego zadowolony; poszedł na samotne miejsce, do pewnego starca, już dawno tam na bogomyślności żyjącego, i poddał się jego przewodnictwu duchownemu. Pod tym mistrzem, bardzo świątobliwym, Jan w krótkim czasie, ćwicząc się szczególnie w posłuszeństwie i w pokorze, wielkie postępy na drodze doskonałości chrześcijańskiej uczynił.

Starzec ten dla wyprobowania w nim tych cnót właśnie, kazał mu pielęgnować starannie i podlewać dwa razy na dzień, gałęź drzewa zgniłą, którą w oczach jego zasadził w ziemię, a także polecił wyrwać ze swojego miejsca ogromną skałę, Sługa Boży przekonany że na ślepém posłuszeństwie względem przełożonych, zawisła najwyższa doskonałość, nie zastanawiając się nad dziwacznością wydanych mu poleceń, spełniał je jak najwierniéj, chodząc dwa razy na dzień o parę wiorst po wodę do podlewania drzewa, i starając się poruszyć z miejsca olbrzymią skałę. Kassyan, ówczesny znakomity pisarz kościelny, utrzymuje że przez zaparcie to tak doskonałe własnéj woli i własnego widzenia rzeczy, doszedł on do wysokiego daru bogomyślności, i stał się jednym z najświątobliwszych pustelników egipskich.

Po śmierci swojego przewodnika, Jan przebywał w kilku klasztorach, i w nich przez lat pięć, z najwyższą pilnością ćwiczył się we wszystkich cnotach zakonnych. Zawsze jednak spragniony rodzaju życia jak najsamotniejszego, udał się na jednę z dzikich gór w okolicach Likopolu, wykuł sobie jaskinię w skale na jéj szczycie będącej, i tak się w niéj zamknął, że przebywając tam lat czterdzieści, nie widywał się z nikim inaczéj jak przez mały otwór, który w niéj zostawił, a i ten rzadko kiedy otwierał.

W tym jakby grobie przebył aż do dziewięćdziesiąt drugiego roku wieku swojego, wiodąc życie raczéj anielskie, aniżeli ludzkie. Za pokarm używał przez cały ten przeciąg czasu, tylko surowych jarzyn, lub korzonków z roślin rosnących w szczupłym obrębie jego pustelni, a za napój pił wodę, któréj pod miarą w pewnéj tylko porze sobie pozwalał. Ciągłą jego modlitwę sen zaledwie przerywał, gdyż sypiał nadzwyczaj krótko. Od pierwszéj chwili jego zamknięcia się w tej skale, obdarzył go Pan Bóg tak wysokim darem bogomyślności, że wśród niego już jakby niebieskich uciech przed czasem kosztował. Obok tak surowego sposobu życia, gdy zdarzało się iż dla udzielenia komu jakiéj rady, nauki lub przestrogi duchowej, przychodziło iż przez okienko jaskini rozmawiał z przybyłymi, okazywał się tak miłym, łagodnym, uczynnym a oraz roztropnym i trafnym w dawanych naukach i przestrogach, że każdy po odejściu uwielbiał jego świątobliwość, podziwiał w nim nadzwyczajne dary Boże, i lepszym się stawał. Z kobietami nie rozmawiał wcale. A gdy coraz więcéj osób pociągniętych sławą jego świątobliwości, poczęło mu zbyt często przerywać samotność, tak utrudził drogę do swojéj jaskini i bez tego nie łatwo przystępnéj, że kto do niéj chciał się dostać, musiał się narazić na wielkie i długie trudy.

Lecz szczególnie dar proroctwa, którym go Pan Bóg obdarzył w wysokim stopniu, ściągał do niego tłumy ludzi, z najodleglejszych okolic i krajów, przybywających do tej jakby wyroczni, wolę Bożą im objawiającej.

W czasach tych Etyopijczykowie, naród dziki, najechali kraje do cesarstwa rzymskiego należące, i do Tebaidy wkraczali. Wódz wojsk rzymskich, małą garstką żołnierzy dowodzący, przyszedł do świętego Jana, pytając go czy pomimo tego, może na nich uderzyć. „Chociaż małą siłą rozporządzasz, powiedział mu Swięty, natrzyj na nieprzyjaciela, ufając pomocy Boga zastępów, a odniesiesz zwycięstwo.” Wódz rzymski go usłuchał i nieprzyjaciół na głowę pobił.

Cesarz Teodozyusz Wielki, zasięgał podobnież jego rady co do wojny, wydanéj przez niego tyranowi Maksymowi, który zamordowawszy cesarza Gracyana, gnębił państwo rzymskie. Jan przepowiedział mu niechybne zwycięstwo. Jakoż Teodozyusz odniósł najzupełniejsze z małym nawet krwi rozlewem, co przypisywał głównie modlitwom świętego pustelnika.

We cztery lata potém, tenże Cesarz mając zamiar pomścić na hrabi Argobaście, okrutnéj śmierci młodego Walentyniana, uduszonego przez jego oprawców, życzył sobie, aby przybył do niego Jan święty, od którego chciał się dowiedziéć o skutkach téj znowu wojny. W tym celu posłał do niego Eutropiusza, jednego z pierwszych swoich dworzan. Lecz Święty w żaden sposób nie chciał udać się na dwór cesarski. Przepowiedział mu, że zwycięstwo i tą razą odniesie, lecz że wkrótce potém życie zakończy, co téż i nastąpiło.

Razu pewnego Ewawryusz, przełożony jednego z najliczniejszych w Egipcie klasztorów, i sześciu jego uczniów, pomiędzy którymi był sławny z nauki i świątobliwości Palladyusz, pobudzeni sławą cudów czynionych przez świętego Jana, powzięli zamiar udania się do niego. Lecz wprzód, aby dowiedzieć się dokładniéj, czy warto było tak długą i trudzącą pielgrzymkę do miejsca gdzie przebywał, przedsiębrać, wysłali tam Palladyusza, aby się mu bliżej przypatrzył. Ten przybywszy zastał jaskinię jak zwykle zamkniętą, i dowiedział się że Jan otwierał swoje okienko tylko w niedzielę, a niekiedy w sobotę. Czekając zatém zatrzymał się w rodzaju zajezdnego domu, urządzonego na górze, dla przybywających podróżnych. Gdy nadeszła sobota, wpuszczono go do miejsca przyległego otworowi jaskini Janowéj, gdzie zastał wielką liczbę pustelników, z różnych stron przybyłych, do których Święty przez swój otwór miał naukę. Ujrzawszy Palladyusza, którego wcale nie znał, odgadł od razu z którego klasztoru przybywa; lecz gdy rozpoczął z nim rozmowę, musiał ją przerwać, z powodu przybycia w téjże chwili Alipy Wielkorządcy Tebaidy. To obudziło w umyśle Palladyusza posądzenie, że Jan ulega względom ludzkim, skoro przerywa z nim rozmowę aby pierwiéj przyjąć dostojnego gościa. Jan przeniknąwszy myśl Palladyusza, upomniał go łagodnie i przekonał, że inaczéj postąpić nie mógł. Potém udzielił mu najtrafniejszych rad tyczących się jego sumienia, odwiódł go od zamiaru jaki miał odbycia podróży do swego kraju rodzinnego, a w końcu spytał wesoło czy niechciałby być Biskupem, przepowiadając mu tym sposobem że nim zostanie, i przydając że na téj godności wiele go czeka utrapień i trudów; co wszystko późniéj spełniło się najwierniéj. Palladyusz wróciwszy do swoich, utwierdził ich w przekonaniu jakie mieli o wysokich darach świętego Jana, do którego udali się téż niezwłocznie dla zasiągnienia jego rad i słuchania nauk zbawiennych, w których szczególnie polecił im pokorę, jako zasadniczą cnotę życia zakonnego.

Zbliżał się już nareszcie i koniec świątobliwego żywota tego wielkiego sługi Bożego. Miał lat dziewięćdziesiąt, z których siedemdziesiąt pięć spędził na puszczy, kiedy zawiadomiony przez objawienie, o dniu i godzinie swojej śmierci, prosił aby przez trzy dni, nie wywoływano go do nikogo, gdyż się nikomu nie okaże. Cały ten czas, spędził bez przerwy na modlitwie, wśród któréj błogosławionego ducha swojego oddał w ręce Boga roku Pańskiego 394. Znaleziono ciało jego w postawie klęczącej, i złożono w grobie z wielką uroczystością, w obecności nadzwyczajnego tłumu zebranego z najodleglejszych stron pustelników, ludu wiernego i najpierwszych dostojników kraju.

Pożytek duchowny

Ćwicząc się w ślepém posłuszeństwie, względem tego którego sobie za przełożonego obrał był Jan święty, dostąpił on wysokiéj świątobliwości i nadzwyczajnych darów niebieskich. Przekonaj się i z tego przykładu, jak należne posłuszeństwo wszelkiéj zwierzchności, jest cnotą wielce Bogu miłą, a oblicz się z sumieniem, czy wadą twoją nie jest między innemi, i zuchwały opór wszelkiéj nad tobą władzy

Modlitwa

Boże! któryś nam w błogosławionym Janie, pokornego posłuszeństwa jego przełożonemu, wzór zbawienny przedstawić raczył, daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, w sercach naszych ducha niesforności przytłumić, a przez należne posłuszeństwo prawom Twoim i wszelkiéj przez Ciebie postanowionéj nad nami zwierzchności, obfite do Nieba nabywać zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 243–245.

Tags: św Jan Damasceński „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik wojna prorok posłuszeństwo
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.