Citatio.pl
2020-04-01

Św. Hugona Bisupa Grenopolitańskiego

Żył około roku Pańskiego 1135.

Swięty Hugo narodził się we Francyi, w mieście Szatonef (Chateau-neuf) w dyecezyi Walońskiéj, w Prowincyi Delfinackiéj, roku Pańskiego 1053. Pochodził z rodziny i znakomitéj i wielce pobożnéj. Odilon ojciec jego, odznaczywszy się w służbie wojennéj, w podeszłym już wieku został Kartuzem i zmarł świętobliwie na rękach błogosławionego Hugona, który mu udzielił ostatnie Sakramenta święte. Podobnież i matkę swoję dysponował na śmierć, która zostając na świecie, wiodła życie bardzo świątobliwe.

Wychowany był starannie, a po ukończeniu szkół w ojczyźnie, wysłany został za granicę, dla zwiedzenia obcych krajów i dalszego kształcenia się w naukach. Wielki uczynił w nich postęp, lecz jeszcze większy w gruntownéj pobożności, którą wyniosłszy z domu, przechował jak najwierniéj obcując z ludźmi wielkiego świata . Po powrócie do ojczyzny, wstąpił do stanu duchownego, i wkrótce w Walencyi został Kanonikiem.

Wielka jego świątobliwość, a oraz i głęboka nauka, zwróciły na niego uwagę Legata Papiezkiego imieniem także Hugo, później Arcybiskupa Lyońskiego, który wziął go do swego boku dając mu urząd w Nuncyaturze którą sprawował. Znajdował się nasz Święty z tymże Legatem na Soborze w Awinionie, gdy przybyli posłowie z Dyecezyi Grenopolitańskiéj z prosbą do Legata, aby im dał Hugona na Biskupa. Ten jako blizki świadek jego cnót wysokich zgodził się na to najchętniéj, lecz sam święty Hugo, przejęty uczuciem głębokiéj pokory, w żaden sposób godności téj przyjąć nie chciał. Wtedy Legat zawiózł go do Rzymu, gdzie Papież rozkazał mu przyjąć ofiarowane Biskupstwo, i sam go na nie wyświęcił. Hrabina Matylda, sławna z wielkich darów jakie poczyniła Kościołowi, obecna pod tę porę w Rzymie, przez wzgląd na wielką świątoblibliwość Hugona, podjęła wszystkie koszta jego konsekracyi, sprawiła mu bogaty pastorał i szaty Biskupie, obdarzając go oraz rzadkiém podówczas wydaniem wykładu Psalmów, przez świętego Augustyna.

Po powrócie z Rzymu do swojéj dyecezyi, któréj zarząd objął, święty Hugo wielce się zasmucił opłakanym stanem w jakim ją zastał. Lichwa, świętokupstwo i wszelkiego rodzaju zdrożności, panowały tam nie tylko w ludzie prostym, lecz i ci którzy ze swojego stanu i powołania przyświecać powinni byli drugim, takimiż występkami się kalali. Święty Pasterz wziął się niezwłocznie do swojego obowiązku: a sam w postach i modlitwie dzień i noc jęcząc przed Bogiem nad zepsuciem swoich owieczek, używał wszelkich środków aby ich ze zgubnych dróg na których ich zastał wyrwać co prędzéj. Nauczał, upominał, groził, błagał, przenosząc się ciągle z miejsca na miejsce w swojéj dyecezyi, i obiegając ją całą. Ale przedewszystkiém przykładem własnego życia, i miłością z jaką przyjmował nawracających się, starał się wszystkich pozyskać Panu Bogu.

Gorliwość tak świętą i niezrażającą się największemi trudnościami, w krótkim czasie nagrodził mu Pan Bóg najpożądańszą dla niego pociechą. Dyecezya jego inną przybrała postać, i po dwóch latach ciężkiéj wprawdzie pracy, zniósł w niéj wszelkie istniejące jak w ludzie tak i w duchowieństwie, nadużycia. Wtedy święty ten Biskup, pomimo zbawiennych owoców rządów swoich jakiemi się cieszyć tylko co zaczynał, przejęty żywszém niż kiedykolwiek uczuciem ciężkiéj przed Bogiem odpowiedzialności, przywiązanéj do godności pasterskiéj, postanowił zrzec się takowéj, i uszedłszy potajemnie, zamknął się w klasztorze ojców Benedyktynów, w dyecezyi Klaromontańskiéj w prowincyi Awerneńskiéj. Lecz zaledwie zaczął tam przyświecać wszystkim braciom cnotami najdoskonalszego zakonnika, Papież Grzegorz VII, zawiadomiony o jego zamiarze zrzeczenia się Biskupstwa, nie dozwolit mu na to, i przysłał rozkaz jak najprędszego do swojéj dyecezyi powrótu. Dopełnił tego niezwłocznie Hugo, a dyecezyanie uszczęśliwieni z powrótu swojego ukochanego Pasterza, tém szczerzéj wzięli się do poprawy życia, aby go przez to, między sobą koniecznie zatrzymać.

Trzy lata upływało od powrotu Hugona do jego dyecezyi, gdy święty Bruno przybył tam z sześciu swoimi towarzyszami, z którymi miał zakładać Zakon Kartuzów. Święty Hugo na kilka dni przed tém, miał we śnie widzenie w którém okazało mu się było siedem gwiazd przecudnéj jasności, skrywających się w pustyni będącéj w jego dyecezyi nazwanéj Kartuzyą, przyjął więc tych świętych przybyszów bardzo serdecznie. Dowiedziawszy się iż szukają osamotnionego miejsca, gdzieby odsunąwszy się od świata mogli żyć jak dawni pustelnicy Egipscy, nie tylko uczynił im dar z całéj puszczy Kartuzyańskiéj, o kilka wiorst od Grenoblu, miasta jego rezydencyi Biskupiéj, odległéj, lecz własnym kosztem wybudował im tam kościołek i chatki, czyli celki osobne, zaopatrując ich we wszystkie do życia potrzeby.

Uszczęśliwiony nad wszelki wyraz że we własnéj dyecezyi, posiadał takich zakonników, jakich przed kilku laty, gdy zamyślał złożyć Biskupstwo szukał w obcéj, przepędzał z nimi cały czas, jaki mu od jego obowiązków pasterskich zbywał. Wtedy odbywał najpilniéj wszelkie ich zakonne ćwiczenia, nie ustępując im wcale w postach i umartwieniach ciała, któremi tych wielkich nawet pokutników budował. A i w swoim pałacu Biskupim, żył jak Kartuz, tyle tylko różniąc się od przebywających na puszczy, że obok życia tak nadzwyczaj umartwionego, ciągle lud nauczał, Sakramenta święte sprawował, i opieką najtroskliwszą wszystkich ubogich rozległéj dyecezyi swojéj ogarniał. Tak przytém na straży trzymał swoje zmysły, iż nigdy oczów nie podniósł na niewiastę, i pięćdziesiąt lat rządząc dyecezyą, żadnéj tam kobiety nie znał z twarzy. Mawiał zwykle: „nie pojmuję jak może ustrzedz się szpetnych myśli, kto nie trzyma na wodzy oczów, będących wrotami przez które najłatwiéj wchodzi śmierć do duszy.” Brzydził się cieniem obmowy; a gdy kto w jego obecności pozwalał sobie źle mówić o drugich, „bracie kochany, odzywał się do niego, poco nam roztrząsać grzechy obce: czy nie dość nam na tém, abyśmy własne jak należy opłakiwali.” Obok tak wysokiéj świątobliwości, życia tak umartwionego i czynnego, nie był wolny od ciężkich nagabań złego ducha. Od lat młodych do najpóźniejszéj starości, dręczyły go bluźnierskie myśli, z któremi bezustannie musiął walczyć. Przytém nędznego zażywał zdrowia, a bole głowy i cierpienia żołądka których całe życie doznawał, w późniejszym wieku wzmogły się bardzo. Pomimo tego, i umartwień swoich nie umniejszył, i w pracy sobie nie folgował: za to téż Pan Bóg obdarzał go wielkiemi wewnętrznemi pociechami. Dar łez posiadał w wysokim stopniu. Widok Pana Jezusa ukrzyżowanego, ustęp rzewniejszy z jakiéj pobożnéj książki, pobudzał go do płaczu. Nie raz trzeba było przerywać czytanie odbywane przy jego stole w czasie obiadu, gdy święty Biskup usłyszawszy szczegóły męki Pańskiéj lub coś podobnie do serca przemawiającego, we łzach się rozpływał.

Kiedy w skutek zamieszek w Państwie Kościelném, wszczętych przez stronników samozwańca Anakleta, Inocenty II Papież, zmuszony był szukać schronienia we Francyj, święty Hugo, który sprawę jego najgorliwiéj popierał w całym kraju, przybył do Walencyi na jego spotkanie, i tam upadłszy do nóg Ojcu świętemu prosił go i błagał, aby mu dozwolił zrzec się Biskupstwa. Wszakże chociaż już wtedy bardzo podeszłego był on wieku, nie chciał uczynić tego Papież, widząc jak pomimo tego czynnie i święcie rządził swoją dyecezyą. Lecz nakoniec, gdy w skutek cierpień głowy jakich oddawna doznawał, w ostatnich już latach swojego życia osłabł na pamięci, Ojciec świę- ty pozwolił mu wybrać sobie zastępcę. Tym był Kartuz, również jak on mający na imię Hugo. Nasz Święty zaś nie długo już żył potém. Uwolniony od obowiązków pasterskich, którym przez lat pięćdziesiąt oddawał się sercem i duszą, już dnie całe i większą część nocy spędzał tylko na modlitwie, i nareszcie dnia pierwszego Kwietnia roku Pańskiego 1132, pełen zasług tak w zawodzie swoim apostolskim położonych, jak i życiem pokutném i umartwioném nabytych, poszedł po nagrodę za nie do Nieba. Umarł w Grenoblu mając lat przeszło ośmdziesiąt. We dwa lata potém Ojciec święty Inocenty II, wpisał go uroczyście w poczet Świętych.

Pożytek duchowny

Kto pragnie uchronić się od myśli przeciwnych czystości, powinien pamiętać na ostrzeżenie jakie nam zostawił dzisiejszy Święty gdy mawiał: iż nie pojmuje jak może wolnym być od szpetnych wyobrażeń, kto wzroku nie trzyma na wodzy. Słusznie téż z tego powodu poczytywał on oczy za wrota, któremi najłatwiéj wchodzi śmierć do duszy. Wiedz przeto o tém, że kto ich nie strzeże, dobrowolnie duszę na niebezpieczeństwo wystawia.

Modlitwa

Boże! czystości dawco i lubowniku, daj nam prosimy Cię o to przez zasługi błogosławionego Hugona Biskupa, tak na wodzy trzymać zmysły nasze, abyśmy nie narażając się dobrowolnie na szpetne pokusy, tém łatwiéj za łaską Twoją oprzeć się im potrafili, gdy bez naszéj winy nacierać na nas będą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 257–259.

Tags: św Hugon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup czystość Kartuzi
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.