Citatio.pl
2020-04-08

Św. Jana Jałmużnika Patryarchy Aleksandryjskiego

Żył około roku Pańskiego 617.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Jan dla nadzwyczajnych jałmużn jakie czynił przezwany Jałmużnikiem, był rodem z miasta Amatontu na wyspie Cyprze, gdzie ojciec jego piastował urząd Wielkorządcy cesarskiego. Przyszedł na świat w połowie VI wieku. Młodym będąc zawarł śluby małżeńskie, i miał kilkoro dzieci. Lecz straciwszy wszystkie, a po nich i żonę, cały bardzo znaczny majątek oddał na ubogich, i poświęcił się wyłącznie Bogu, wiodąc życie pokutne i bogomyślności oddane. W krótkim czasie tak wysoką zajaśniał świątobliwością, iż imię jego na całym Wschodzie słynném się stało. Gdy Arcybiskupstwo Aleksandryjskie zawakowało, powołano go na tę stolicę Pasterską i zmuszono ją przyjąć. Miał wtedy lat pięćdziesiąt.

Skoro przybył do Aleksandryi, przywołał urzędników kancelaryi Arcybiskupiéj, i rozkazał im aby obiegłszy całe miasto podali mu spis jego Panów. A gdy go spytano kogo pod tém mianem rozumie, odpowiedział: „Ci których nazywają ubogimi, nazywam moimi Panami, gdyż oni mogą otworzyć nam Niebo, jeśli miłosiernymi dla nich okażemy się.” Przedstawiono mu tedy listę ubogich, wynoszącą siedem tysięcy pięćset osób. Wziął ich wszystkich utrzymanie na siebie, ufny iż mu Opatrzność środków do tego dostarczy, co téż i nastąpiło.

Godność Arcybiskupia najwyższéj podówczas używała powagi w Antyochii: korzystał z tego święty Jan aby wpływem swoim osłaniać mieszkańców uboższych, ciemiężonych w różnych zdarzeniach przez możniejszych. Dla ułatwienia przystępu udającym się do niego z prośbami w tym celu, w każdą środę i piątek, zasiadał na ławie przed kościołem, i czytając Pismo Boże, czekał na przybywających. Przyjmował każdego z ojcowską dobrocią, i opieką swoją osłaniał. Podziwiającym taką gotowość służenia drugim, odpowiadał: „Wszak nam nędznym grzesznikom, wolno jest w każdéj porze zanosić prosby nasze do Króla niebieskiego, a cóż w tém dziwnego, że ja daję łatwy przystęp do siebie tym, którzy są braćmi moimi. Wiem przecież że jakim ja będę dla nich, takim Bóg okaże się dla mnie.” Gdy w dniu którym nie przyszedł nikt z prośbą do niego, poczytywał dzień ten za stracony, i uskarżał się że go żadna łaska nie spotkała: tak bowiem nazywał kążdą sposobność wyrządzenia jéj drugim.

Wielką przywiązywał wagę do tego aby wszyscy wierni bywali obecni obrzędom kościelnym. Razu pewnego dowiedział się że wielu młodzieży było zgromadzonych na zabawie, gdy się odprawiało nabożeństwo. Wyszedł z kościoła, udał się do nich i zasiadł pomiędzy nimi. A gdy ich to w wielkie wprawiło zdziwienie: „Moje dzieci, rzekł do nich, gdzie są owieczki tam powinien być i Pasterz: albo więc pójdźcie do kościoła, albo ja z wami pozostanę.” Upomnienie z taką miłością dane, otrzymało swój skutek, i młodzież ta odtąd regularnie bywała w kościele.

Z grzesznikami największymi, z podobnąż łagodnością się obchodził, i zwykle pozyskiwał ich Bogu. Zdarzyło się iż zmuszonym był pewnego księdza, złe życie wiodącego, dotknąć karą klątwy kościelnéj; co go jednak nie tylko nie przywiodło do opamiętania, ale tak rozzuchwaliło że nawet do kościoła nie przychodził. Święty Jan używszy napróżno różnych środków aby go zmiękczyć, udał się sam do niego, i padł mu do nóg, prosząc go i zaklinając, aby duszy swojéj nie gubił. To nareszcie skruszyło błądzącego, który poddał się karom na niego wymierzonym, i odtąd nie dopuszczał się żadnych zdrożności.

Pewien znakomity i pobożny pan Antyocheński nazwiskiem Nicetas, dając wiarę plotkarzom chcącym go poróżnić z Arcybiskupem, zagniewał się był na niego. Gdy nadszedł wieczór, Święty posłał swojego kapelana z poleceniem aby Nicetasowi powiedział: że słońce już zaszło. Zrozumiał tenże iż przez to przypominał mu Arcybiskup słowa Pisma Bożego, nakazującego aby słońce zachodzące nie zastawało w sercu naszém żalu do bliźniego 1, i pośpieszył do świętego Jana który go uściskał serdecznie.

Razu pewnego prosty rzemieślnik, ciężko znieważył rodzonego jego synowca, młodego i świetnego panicza. Nie tylko ten młody człowiek, ale i obecni jego pokrzywdzeniu, domagali się aby je pomszczono jak najsurowiéj. — „Pomszczę się ja za to, rzekł Patryarcha, i to w taki sposób, że całe miasto Aleksandrya mówić o tém będzie.” Jakoż, ponieważ ten sam rzemieślnik, znaczną summę pieniędzy winien był Świętemu, kazał mu oddać rewers na nią wydany, a przyciskając do serca synowca: „Moje dziecię, rzekł do niego, jeśliś prawdziwie moim synowcem, wypada żebyś był jednego ze mną sposobu widzenia rzeczy. Trzeba więc, abyś na wzór Pana Jezusa, przebaczał wszelkie urazy, gdyż wierzaj mi iż to jest jedyna zemsta, dozwolona chrześcijaninowi.”

Ponieważ nadzwyczaj wielkie czynił jałmużny, więc pomimo iż dochody Arcybiskupie były ogromne, żył jednak bardzo ubogo, tak co do odzienia i stołu, jaki co do wszelkich sprzętów których używał. Jeden z najbogatszych mieszkańców Aleksandryi, dowiedziawszy się iż miał kołdrę nędzną i już zużytą, posłał mu bardzo kosztowną. Święty przez grzeczność przyjął dar takowy. Lecz w nocy, gdy mu przyszło na myśl jak wielu ubogich za cenę téj kołdry mogłoby przyodziać się, usnąć nie mógł. Nazajutrz téż przedał ją i pieniądze użył na ubogich. Dowiedziawszy się o tém ten który mu dar z niéj uczynił, wykupił kołdrę i na powrót mu ją posłał. Święty znowu ją przedał, i tak aż do trzech razy, mówiąc żartobliwie: „Obaczymy który z nas dwóch pierwéj ustanie.”

Za jego czasów Persowie wkroczywszy do cesarstwa wschodniego, zdobyli Syryą i Palestynę, a zniszczywszy Jerozolimę, całą tę krainę do ostatniéj przywiedli nędzy. W skutek tego, mnóstwo osób schroniło się do Aleksandryi. Przygarnął wszystkich z największą litością święty Arcybiskup. Wziął na swoje utrzymanie wielką liczbę nie tylko rodzin, ale i kilkunastu Biskupów i wielką liczbę księży i zakonników. Trudno było pojąć jak na to wystarczał. Patrząc téż na jego hojność dla tych nieszczęśliwych, zarządzający jego dochodami zrobili mu uwagę, iż już wszelką przebiera miarę w swoich jałmużnach. „Słabéj jesteście wiary, odrzekł im na to Jan święty. Co do mnie, gdybym widział ubogich świata całego zgromadzonych do Aleksandryi, nie obawiałbym się aby oni wyczerpali skarby Opatrzności.” Dowiódł też tego, gdyż pod tę porę, kiedy tak ogromną liczbę ubogich wspierał w Aleksandryi, wyprawił był kilku Biskupów i Opatów; ze znacznemi pieniędzmi, dla wykupywania więźniów, i do Jerozolimy hojne jałmużny posyłał.

Nadeszła wreszcie jeszcze cięższa próba jego ufności w Opatrzność Bożą. W roku 615, rzeka Nil któréj wylew stanowi żyzność Egiptu, nie wezbrała jak zwykle. W skutek tego, nastąpił głód powszechny. Święty na wszystkie strony posyłał jałmużny i zboże; zadłużył się o ile tylko miał kredytu, lecz w końcu już mu pożyczać nie chciano. W takiéj ostateczności, przyszedł do niego pewien bardzo bogaty młodzieniec i ofiarował mu ogromną summę pieniędzy dla ubogich, byle go przyjął do stanu duchownego, pomimo iż miał do tego przeszkodę, z prawa kanonicznego nie dozwolającą udzielać mu święceń. Arcybiskup ani słyszéć o tém nie chciał. „Ofiara twoja, rzekł do niego, nie miłą byłaby Bogu. Wszak wiesz jak ukaranym był Szymon czarnoksiężnik, za to że chciał zakupić łaski duchowne. Co do moich braci ubogich, Pan Bóg ich wyżywi, jak ich i przed nami żywił, byleśmy nie tracili ufności w Opatrzność Tego który, jak rozmnożył chleb na puszczy, tak potrafi rozmnożyć zboże, które mam w śpichrzach.” Jakoż, tego samego dnia, nadeszły najniespodzianiéj trzy wielkie okręty z Sycylii, obładowane zbożem, przysłaném dla Arcybiskupa.

Wkrótce potém, święty Jan udając się z przyjacielem swoim Nicetasem do cesarza, miał widzenie w którym te słowa usłyszał: „Janie! król wiecznój chwały czeka na ciebie.” Zrozumiał ich znaczenie, i powiedział do Nicetasa: „Bywaj zdrów; wyższy monarcha powołuje mnie do Siebie, idę więc do Niego.” Nie do Carogrodu przeto, lecz do swojéj ojezyzny udał się, i tam w Amantoncie mieście swojém rodzinném, niezwłocznie po przybyciu, zasnął w Panu, około roku 617. Testament swój temi słowy kończył: „Z wielkich skarbów jakie zastałem w kasie Arcybiskupiéj, i z tych nieprzeliczonych jałmużn jakie przez ręce moje przeszły, pozostaje mi jeszcze trzecia część szeląga, którą przekazuję ubogim, jako także do nich należącą.”

Pożytek duchowny

Święty Ambroży powiada: że jak występkiem godnym kary wiecznéj, to jest grzechem śmiertelnym, jest przywłaszczenie sobie rzeczy bogacza, czyli kradzież, tak również jest na taką karę zasługującą winą, gdy kto według możności swojéj nie udziela ubogiemu tego, czego on od nas, będąc w ostatniéj potrzebie, domaga się. Oblicz się ściśle pod tym względem z sumieniem, i przypomnij sobie te słowa Pana Jezusa: idźcie odemnie przeklęci w ogień wieczny… albowiem łaknąłem a nie daliście mi jeść nagi byłem a nie przyodzialiście mnie, 2 i te także że jałmużna od wszęlkiego grzechu wybawia 3.

Modlitwa

Boże! Któryś świętego Jana jałmużnika przedziwną dla ubogich litością obdarzył, spraw za jego pośrednictwem i zasługami, abyśmy okazując nad biednymi miłosierdzie, Twojego miłosierdzia nad nami dostąpili na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 275–277.

Footnotes:

1

Efes. IV. 26.

2

Mat. II. 13.

3

Tob. IV. 11.

Tags: św Jan Jałmużnik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna patryarcha jałmużna
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.