Citatio.pl
2020-04-17

Mowa nr 71 na Zmartwychwstanie Pańskie – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 338–343.

(Podług braci Ballerini obie M. na Zmartwychwstanie Pańskie wygłoszone były w nocy z soboty na niedzielę w czasie wigilijnego nabożeństwa.)

  1. Zaleciliśmy wam, najmilsi, w ostatnim kazaniu uczestniczenie w Krzyżu Chrystusowym, podając odpowiedni, jak sądzę, po temu sposób, aby tajemnica wielkanocna przenikała samo życie ludzi wierzących, i aby to, co święcą w tym dniu uroczystym, sławili obyczajami. Sami doświadczyliście, jak pożytecznym jest to uczestnictwo: pobożne praktyki wasze pouczyły was, ile to korzyści przynosi tak duszy, jak ciału i post, przez dłuższy czas praktykowany, i częstsza modlitwa, i szczodrzej dawana jałmużna. Boć nie masz może pośród nas nikogo, co by z tych praktyk nie osiągnął zysku, i w skrytości serca nie zachował czegoś takiego, czym słusznie mógłby się radować. Ale korzyści tych należy strzec wytrwale, aby w razie, gdyby zapał ostygł, zazdrosny szatan nie wykradł tego, cośmy za łaską Bożą osiągnęli. Skoro więc dlatego zachowaliśmy post czterdziestodniowy, aby w czasie Męki Pana odczuć w pewnej mierze na sobie krzyż Jego, to starajmy się też usilnie o to, aby stać się uczestnikami zmartwychwstania Chrystusa.

    Już za ziemskiej pielgrzymki mamy przechodzić od śmierci do życia. Celem wszelkiej zmiany i zwrotu w życiu człowieka jest przestać być, czym się było, i zacząć być, czym się nie było. Nie obojętna to jednak rzecz, komu się żyje i komu umiera; jest bowiem taka śmierć, co do życia wiedzie, jest też i takie życie, co śmierć sprowadza. I nie gdzie indziej, jeno tu, w przemijającej doczesności, jedno z dwojga człek sobie gotuje; od tego, jak postępujemy, zależy wieczna zapłata. Trzeba więc umrzeć szatanowi, a żyć Bogu: wziąć stanowczy rozbrat z wszelką nieprawością, aby powstać do życia sprawiedliwego. Niech zginą stare sprawy, aby nowe mogły się narodzić! Ponieważ zaś, jak mówi Wieczna Prawda, „nikt nie może dwom Panom służyć” (Mt. 6, 24; por. Łk. 16, 13; Jan 2, 15), Panem naszym niechaj będzie nie tamten, co stojących przywiódł do upadku, jeno ten, co upadłych podźwignął do chwały.

  2. A skoro Apostoł tak mówi: „Pierwszy człowiek z ziemi, ziemski jest; wtóry człowiek z nieba, niebieski. Jaki ziemski, tacy i ziemscy: a jaki niebieski, tacy i niebiescy. Przeto jakośmy nosili obraz ziemskiego, tak nośmy niebieskiego!” (1 Kor. 15, 47…). Przemiana ta zatem winna nas wielką radością napełniać; ona to bowiem przekształca nas z ziemskich chudopachołków w dostojników nieba, dzięki niewysłowionemu miłosierdziu tego, co zstąpił w nasze niziny, aby nas podnieść w swe wysokie progi. Nie dość, że przyjął naszą naturę, ale podzielał z nami dolę nas grzesznych. W ten sposób Bóg — w sobie niedostępny cierpieniu — wystawił siebie na całą tę nędzę, jakiej my, śmiertelni, podlegamy. Stąd to, aby jednak przygnębionych uczniów nie dręczył zbyt długi smutek, przedziwnie skrócił przepowiedzianą przez siebie trzydniową zwłokę (spoczywanie w grobie) (por. Mt. 12, 40; Jan 2, 19): do pełnego drugiego dnia dorzucił koniec pierwszego i początek trzeciego, tak, że zmniejszył czas trwania, choć ilość dni pozostała ta sama. Zmartwychwstanie więc Zbawiciela nie pozwoliło ani duszy długo przebywać w podziemiu, ani ciału w grobie. Powrót do życia ciała, nie uległego zepsuciu, nastąpił tak szybko, że przypominało to raczej ocknienie ze snu, niż ze śmierci. Bóstwo bowiem, nie odstępując od obu składowych części w ludzkiej naturze Chrystusa (od duszy i ciała), mocą swą złączyło z powrotem to, co mocą rozdzieliło.
  3. Poszły za tym liczne dowody, stwierdzające prawdę tej wiary, co miała być głoszona po całym świecie: odwalony kamień, grób pusty, pozostawione prześcieradło, aniołowie, opowiadający przebieg zdarzenia, wszystko to aż nadto dowodziło, że zmartwychwstał Pan prawdziwie. Ale ukazywał się On jeszcze niejednokrotnie i niewiastom i Apostołom. Rozmawiał, przebywał, biesiadował z nimi. Pozwalał nawet dotykać siebie tym, co jeszcze nie dowierzali. Do uczniów wchodził przez zamknięte drzwi, tchnieniem swoim dawał im Ducha Świętego; udzielał im światła rozumienia i otwierał przed nimi tajemnice Pisma świętego. To znowu pokazywał im ranę w boku, przebicia gwoździ i wszystkie dowody świeżo przebytej męki (por. Mt. 28; Mar. 16; Łk. 24; Jan 20; Dz. Ap. 1, 3). Wszystko to czynił dlatego, aby widocznym dla nas było, że trwają w nim nierozłącznie prawdziwie boska i ludzka natura, i abyśmy w ten sposób nabrali przeświadczenia, że „Słowo” to nie to samo, co „ciało”, i wyznawali, że „Słowo” i „ciało” razem stanowią „jednego Syna Bożego”.
  4. Nie kłóci się z tą wiarą następujące powiedzenie św. Pawła Apostoła: „Jeśli byśmy i znali Chrystusa wedle ciała, to teraz już go nie znamy” (2.Kor. 5, 16). Ze zmartwychwstaniem bowiem nie nastąpiło wyzbycie się ciała, jeno przemiana; spotęgowana moc nie wchłonęła ludzkiej natury. Zmienia się jakość, ale nie istota: to ciało, które niedawno można było ranić i ukrzyżować, jest teraz niedostępne uszkodzeniom i cierpieniom, które można było uśmiercić, jest na wieczność nieśmiertelne. Słusznie przeto wyraził się św. Paweł, że już nie znamy ciała Chrystusa, rozumie się takim, jakim ono było, ponieważ nie zachowało nic ze swej zdolności cierpienia i nic ze swej poprzedniej słabości. Jest ono wprawdzie to samo co do swej istoty, ale nie takie samo co do właściwej mu teraz chwały. Cóż zaś dziwnego, że to o ciele Chrystusa wyznaje Apostoł, skoro on o wszystkich uduchowionych chrześcijanach wyraża się w ten sposób: a tak my odtąd nikogo nie znamy wedle ciała? (2 Kor. 5, 16). Odtąd, powiada, zaczęło się i dla nas zmartwychwstanie w Chrystusie, odkąd na tym, co za wszystkich umarł, okazało się, czego my wszyscy spodziewać się możemy. Nie brniemy przez jakieś wątpliwe przypuszczenia, nie zawiśliśmy w niepewności oczekiwania, lecz, otrzymawszy początek obietnicy 1, oczyma wiary już oglądamy przyszłą naszą rzeczywistość, a ciesząc się z wywyższenia naszej natury, już teraz zażywamy tego, w co wierzymy.
  5. Niech nas przeto nie pochłaniają zbytnio rzeczy zewnętrzne i świat niech nie odwraca myśli i serca naszego od tego, co do nieba prowadzi. To, co już w swej większej części minęło, uważajmy za skończone; natomiast sercem, stęsknionym za tym, co trwałe, tam umieszczajmy swoje pragnienia, gdzie oczekują nas dobra wieczne! Aczkolwiek bowiem nadzieją zbawienia żyjemy, i związani jesteśmy z ciałem, podległym zepsuciu i śmierci, słusznie jednak można o nas powiedzieć, żeśmy już nie cieleśni, jeśli zmysłowość nad nami nie panuje; słusznie też zmieniamy nazwę tej rzeczy, której nie ulegamy posłusznie. Jeśli zaś Apostoł powiada: „ciału w jego pożądliwościach nie dogadzajcie!” (Rzym. 13, 14), nie tak mamy te słowa rozumieć, jakoby nakazywał nam tego, czego nieodzownie wymaga nasza słaba natura, a co zgodne jest z naszym zbawieniem. Napomnienie to zmierza jedynie do tego, abyśmy zachowali odpowiedni umiar, ponieważ nie wszystkie pragnienia należy zaspokajać i nie wszystko spełniać, czego ciało pożąda. Mając je podległe duchowi, ani nie pozwalajmy mu na zbytki, ani też nie odmawiajmy mu rzeczy koniecznych. Stąd to tenże Apostoł powiada w innym miejscu: „nikt jeszcze nie miał w nienawiści własnego ciała, ale je żywi i pielęgnuje” (Efez. 5, 29). Żywi zaś je i pielęgnuje — rzecz prosta — nie dlatego, żeby ono występkom i zbytkom mogło się oddawać, jeno żeby zdolne było do usług, odnawiało swe siły i spełniało swoje zadanie! Nie może przecież to, co niższe, górować w nas przewrotnie i sromotnie nad tym, co wyższe, podobnie jak odwrotnie, to, co wyższe, nie powino podlegać temu, co niższe! Boć niewolnikiem staje się to, co powinno być władcą, gdy występki opanują duszę.
  6. Boży lud przeto dobrze to sobie uświadomić powinien, że w Chrystusie został nowym stworzeniem, i zrozumieć, kto to stworzenie przyjął na siebie i kogo ono przyjęło. Co się odnowiło, nie ma już nawracać do starych niestateczności! „Kto rękę swoją przyłożył do pługa” (Łk. 9, 62), niechaj dokona dzieła! Niech pilnie baczy na to, co sieje, a nie ogląda się wstecz na to, co porzucił! Nikomu nie wolno wracać do tych upadków, z których się dźwignął! Choćby nawet ktoś słabego ciała — złożony był jeszcze jakąś niemocą, niechaj wytrwale dąży do wyzdrowienia i powstania z łoża! To jest jedyna droga do zbawienia, i to właśnie prowadzi do takiego powstania z martwych, jakiemu Chrystus dał początek: na grząskim podłożu doczesnego życia łatwo o różne przygody i upadki, z niepewnego tedy gruntu zejść trzeba na twardy. Dlatego i Pismo św. mówi: „Pan kieruje krokami człowieka i sprzyja mu w drodze. Chociażby upadł, wyjdzie bez szwanku, gdyż Pan go podtrzyma swą ręką” (Ps. 36, 23).

    Wskazania te, najmilsi, nie są tylko odświętnym i wielkanocnym rozważaniem. Zachować je należy na stałe dla uświęcenia całego życia! Celem pobożnych ćwiczeń, tak chętnie przez wiernych w tym, krótkim zresztą, czasie podejmowanych, jest wdrożyć przyzwyczajenie, aby one trwały nie słabnąc, a gdyby nawet zakradło się jakieś przewinienie, nauczyć się niezwłocznie usuwać je pokutą. Ponieważ leczenie zadawnionych chorób trudne jest i przewlekłe, trzeba tym spieszniej stosować środki zaradcze, im świeższe są rany. Dźwigając się w ten sposób wytrwale z wszelkiej ułomności, zasłużymy sobie na obiecane nam zmartwychwstanie w ciele uwielbionym, przez Chrystusa Jezusa, naszego Pana, co z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Mianowicie w zmartwychwstaniu Pana. Jest ono dla nas rękojmią, dając zarazem poznać, że i my zmartwychwstaniemy i otrzymamy przemienione ciało. — Por. Job 19, 25…; Mt 13, 43; Jan 5 28; Dz. Ap. 23, 6; 24, 15; 1 Kor. 15, 16, 51, 54; Filip. 3, 21; 1 Tess. 4, 13,

Tags: św Leon Wielki Zmartwychwstanie pokuta ciało
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.