Citatio.pl
2020-04-19

Św. Leona IX Papieża

Żył około roku Pańskiego 1054.

(Szczegóły życia jego wyjęte są z żywotów Papieżów i dziejów Kościoła.)

Święty Leon urodził się w Alzacyi 21 Czerwca 1002 roku. Ojciec jego miał imię Hugo, a matka Helwida; oboje pochodzili ze znakomitych rodzin, połączonych z domami panującemi i byli bardzo pobożni. Matka, gdy go jeszcze w łonie swojém nosiła, miała sobie objawioném iż dziecię jéj będzie bardzo miłe Bogu, i w témże objawieniu otrzymała polecenie aby mu dać imię Bruno. Gdy przyszedł na świat, miał na ciałku kilkanaście znaków w kształcie wyraźnych krzyżyków, co pobudziło tém bardziéj świątobliwą matkę, że go od lat najmłodszych do pobożności wprawiała. W piątym roku powierzyła jego wychowanie Bertoldowi, Biskupowi Tulskiemu (Toul), prałatowi wielkiéj świątobliwości, który kształcąc go w naukach, ćwiczył szczególnie w cnotach chrześcijańskich. W młodym wieku ciężko zapadł był na zdrowiu, lecz kiedy już żadnéj nie było nadziei aby go od śmierci wyratowano, okazał mu się we śnie święty Benedykt i cudownie go zleczył.

Po ukończeniu nauk, wstąpił do stanu duchownego, i zostawszy kanonikiem, wysłany był na dwór cesarza Konrada swojego blizkiego krewnego. Tam odznaczył się taką dobrocią, uprzejmością i miłosierdziem dla ubogich, że dla rozróżnienia go od kilku innych księży tegoż imienia, przezwano go Bruno-dobry. Dowiedziawszy się iż cesarz Konrad zamyśla uczynić go Biskupem, i zamierza obsadzić na najbogatszéj w państwie swojém stolicy, najprzód opierał się temu długo, a gdy musiał uledz woli cesarza, wszelkich dołożył starań aby się mu dostało jak najuboższe Biskupstwo. Jakoż został Biskupem Tulskim (Toul) które było jedno z najmniéj uposażonych w całém cesarstwie.

Pierwszém jego staraniem po objęciu rządów Dyecezyi, było wprowadzenie właściwéj karności w duchowieństwie świeckiém, i ścisłego zachowania Reguł po Zakonach tak męzkich jak i żeńskieh. Wybudował klasztor w mieście Portswawie dla zakonnic, które tam obsadził pod przełożeństwem znakomitéj i wielkiéj świątobliwości pani imieniem Berzena. Jałmużny czynił tak hojne, że bardzo często sam bywał w niedostatku. Codziennie kilkunastu ubogich przyjmował do własnego stołu i umywał im nogi, na pamiątkę wieczerzy Pańskiéj. Posiadał łaskę rzewnéj pobożności. Przy Mszy świętéj, i przy odmawianiu pacierzy kapłańskich zalewął się łzami. W chwilach wolnych od obowiązków swojego pasterstwa, pisał hymny na cześć Świętych, a przytém znając dokładnie i muzykę układał do nich śpiew odpowiedni. Słodycz, pokora i miłość z jaką był dla każdego, zjednała mu wszystkich serca, a że obok tych przymiotów posiadał i dar wymowy, ztąd w kazaniach jakie ciagle miewał, najzbawienniejszy wpływ wywierał na powierzoną sobie trzodę.

Nie zabrakło mu téż pola i do objawienia cnoty pokory i miłości nieprzyjaciół. Ponieważ w wielkim był u cesarza poważaniu, zawistni ludzie, wszelkiemi sposobami starali się mu szkodzić. Znosił to wszystko najcierpliwiéj, i najotwartszym wrogom swoim, gdy tego potrzebowali, właśnie wpływem swoim u dworu, różne łaski wyjednywał. Używany był przez cesarza do różnych najważniejszych spraw kraju, i wiele się przyczynił swojém poselstwem do króla francuzkiego Roberta, do ustalenia pokoju między nim a Konradem. Co roku udawał się do Rzymu, dla uczczenia tam grobu świętych Apostołów i oddania czci należnéj najwyższéj Głowie Kościoła,

W roku 1048 znajdował się na walnym sejmie w mieście Worms, na który cesarz Henryk II zwołał był wszystkich Biskupów i książąt cesarstwa, dla położenia tamy szerzącemu się rozdwojeniu w Kościele, z powodu nieprawnego obioru na papiestwo Benedykta IX. Tam właśnie, wbrew jego woli i gdy najmniéj tego spodziewał się, obrano świętego Leona Papieżem, upatrując w nim te wysokie zalety, jakie szczególnie w tak niespokojnych dla Kościoła czasach, były w najwyższym Pasterzu niezbędnemi. Piszą, iż mowa jaką miał wtedy do zgromadzonych Ojców Soboru, w któréj prosił ich i zaklinał aby inny wybór zrobili, była arcydziełem wymowy, a co dla niego nierównie zaszczytniejszém dowodziła w nim najgłębszéj pokory. Nie mogąc już tego odwrócić, udał się do Rzymu w odzieniu ubogiego pielgrzyma i pieszo, a jako spadkobierca i władzy i sposobu życia świętego Piotra Apostoła, zasiadł na Stolicy Apostolskiéj przybierając imię Leona IX. W drodze téj miał kilką cudownych widzeń, w których Pan Bóg nakazywał mu jak najtroskliwsze staranie około przywrócenia Kościołowi, Oblubienicy Syna Bożego, jéj pierwotnéj i właściwéj świetności, i wskazał mu wtedy szczególne i najwłaściwsze ku temu środki. Zwoływał téż kilkakrotnie Sobory, i osobiście na nich przewodził. Na takowych pomiędzy innemi najniezbędniejszemi postanowieniami, ogłoszone zostały najsurowsze kary kościelne za małżeństwa kazirodzkie, będące ówczesną plagą Kościoła, jako téż i dotknięto klątwą występek świętokupstwa, pozbawiając władzy biskupiéj tych którzy okazali się winnymi téj zbrodni. A także głośne podówczas a bezbożne błędy Beranżera potępione zostały, i sam Święty Leon uczoném dziełem wyświecał je i zbijał.

Pomimo słabego zdrowia, wiódł życie bardzo umartwione: ścisłe zachowywał posty, i wiele godzin w nocy poświęcał modlitwie. Odbywał przytém, dla ważnych potrzeb Kościoła, długie po różnych krajach podróże. Będąc we Francyi w mieście Rejms, wydobył zwłoki świętego Remigiusza głównego Patrona Francyi, i z wielką uroczystością umieścił je w kościele Opactwa pod jego wezwaniem wzniesionego. W wielu innych krajach podobnym obrzędom osobiście przewodniczył, przy których licznie zgromadzone ludy garnęły się do Sakramentów świętych, i słuchały nauk miewanych i przez samego Papieża i przez kapłanów umyślnie do tego wybranych.

Przy końcu papiestwa świętego Leona, Normandowie, napastniczy i niespokojny naród, zagrabili byli kilka prowincyi włoskich do stolicy Apostolskiéj należących. Papież zawezwał pomocy wojsk cesarskich, lecz te pobite zostały i sam ten Ojciec święty najprzód oblężony w zamku do którego się schronił, wzięty został do niewoli i uwieziony do miasta i twierdzy Benewentu. Zatrzymany tam był przez rok cały, lecz Normandowie uderzeni jego świątobliwością, obchodzili się z nim z największém uszanowamiem. Święty Leon zaś przez czas pobytu swojego w téj niewoli, podwoił umartwień ciała, i największą część i dnia i nocy przepędzał na modlitwie. Sypiał na gołéj ziemi przykrytéj dywanem, biorąc kamień pod głowę. Przytém, o ile mu na to starczyło wspierał ubogich w mieście w którém był zatrzymany, i sam ich nawiedzał. Razu pewnego udając się wśród nocy zimowéj do kościoła nieco odległego od swego mieszkania, i to według swego zwyczaju idąc bez obuwia, spotkał biednego trędowatego, leżącego przy ulicy i drżącego od zimna. Wziął go na barki i poniósł do swego mieszkania, chcąc go umieścić w łóżku własném bardzo wygodném, a na którém sam nigdy nie sypiał: lecz gdy wchodził do komnaty, trędowaty znikł nagle, z czego poznał Święty, iż był to sam Pan Jezus, który chciął przez to dać mu sposobność do czynu tak wielkiego miłosierdzia.

Po roku pobytu swojego w Benewencie, zapadł na zdrowiu i poczuł że blizkim jest śmierci. Zapragnął udać się do Rzymu, na co Normandowie nie tylko zezwolili, lecz go sami zanieśli, (gdyż dla słabości zdrowia już inaczéj podróżować nie był w stanie) aż do miasta Kapuy, i tam ze łzami pożegnali, bowiem nie jako swojego niewolnika, lecz najukochańszego Pasterza go poczytywali.

Wróciwszy do Rzymu, już bardzo chory przywołał do siebie Kardynałów, Biskupów i całe duchowieństwo i długą miał do nich przemowę, udzielając im najzbawienniejszych upomnień jako najwyższy Pasterz. Potém kazał zanieść się do kościoła świętego Piotra, gdzie przyjąwszy ostatnie Olejem świętym namazanie, w te słowa głośno się modlił: „Panie nieprzebranego miłosierdzia i Odkupicielu ludzi! Tyś jedyną moją nadzieją i moim ratunkiem. Jeśli chcesz abym jeszcze pracował około zbawienia ludu Twojego, nie uchylam się od trudu; lecz jeśliś postanowił wziąść już do siebie sługę Twego, racz nie przedłużać mojego wygnania.” Zanieśli go napowrót na łóżko, wysłuchał jeszcze Mszy świętéj, przy niéj przyjął Wiatyk, a prosząc aby go samego z Bogiem zostawili, skonał spokojnie, podczas dziękczynnych modlitw, po przyjęciu przenajświętszego ciała Pańskiego. W chwili jego śmierci, wszystkie dzwony przy kościele świętego Piotra same zaczęły dzwonić, żadną ludzką nieporuszane ręką.

Za życia jeszcze wiele uczynił cudów. Uzdrowił pięćset osób dotkniętych morowém powietrzem, przez podanie im do picia wina przez niego święconego i dotkniętego relikwiami Świętych. Przybywszy razu pewnego nad rzekę Nerę, tak wezbraną że od dni kilku nikt przez nią przeprawić się nie mógł, znakiem Krzyża świętego w téjże chwili sprowadził jéj wody do zwykłego koryta. Po śmierci także licznemi zasłynął cudami.

Pożytek duchowny

Święty ten Papież wzięty do niewoli, tak swojemi cnotami zjednał sobie miłość i szacunek nieprzyjaciół, że go nie jak niewolnika, lecz jak ojca swojego kochali i poważali. Narzekasz może, na złe obchodzenie się z tobą osób ci nieprzyjaznych, a nie widzisz że twoje własne postępowanie, albo wywołuje ich niechęć, albo nie umie jéj rozbroić.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Leona Papieża, tak wielką miłością obdarzył, że nią i serca swoich nieprzyjaciół zjednać sobie potrafił; spraw prosimy przez jego zasługi, abyśmy każdego nam nieprzychylnego, pokorą, słodyczą i miłością zjednać sobie umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 304–306.

Tags: św Leon IX „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież miłość nieprzyjaciół
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.