Citatio.pl
2020-04-26

Św. Kleta i Marcelina Papieżów i Męczenników

Żyli około Roku Pańskiego 304.

(Żywot ich był napisany przez świętego Damaza Papieża.)

Święty Klet, rodem Rzymianin, nawrócony do wiary świętéj przez świętego Piotra, był jednym z jego nieodstępnych uczniów. Pod przewodnictwem tego błogosławionego mistrza, tak wielki uczynił w doskonałosci Ewangelicznéj postęp, że wstąpiwszy do stanu duchownego, stał się wzorem dla wszystkich kapłanów, tak z gorliwości o chwałę Bozą, jak i z wysokiéj świątobliwości, jaką zajaśniał w gronie duchowieństwa rzymskiego.

Słodycz jego i pokora w obchodzeniu się z każdym, sprawiała że pozyskiwał nawet serca pogan nienawracających się, a wielka miłość Pana Jezusa, którą pałało serce jego, była jakby spuścizną którą odziedziczył po mistrzu swoim, odznaczającym się pomiędzy samymi Apostołami najżywszém przywiązaniem do Zbawiciela. Święty Piotr wysoko go cenił, i jest powszechne mniemanie, że nie tylko przybrał go wraz ze świętym Linem do pomocy w pracy około wiernych w Rzymie i w jego okolicach, do czego i wielu innych pracowników Ewangelicznych używał, lecz że jemu szczególnie zwierzał zarząd tego najpierwszego w świecie Kościoła, ile razy wypadało mu samemu wydalić się z Rzymu.

W roku Pańskim sześćdziesiątym siódmym, po męczeńskiéj śmierci świętego Piotra, na Stolicę Apostolską wstąpił Lin święty, a po nim znowu, został Papieżem święty Klet. Ciężkie były to dla świeżo powstającego Kościoła czasy: prześladowanie srożyło się wszędzie, i wierni na ciągłe narażeni niebezpieczeństwa ciągłéj i najtroskliwszéj potrzebowali opieki i zachęty do wytrwałości, co właśnie znaleźli w wielkiéj miłości tego świętego Papieża. Pieczołowitość jego ojcowska, ogarniała wszystkich chrześcijan nie tylko w cesarstwie rzymskiém, lecz w całym świecie znajdujących się. Jednych wspierał hojnemi jałmużnami, drugich pocieszał i utwierdzał w wierze świętéj listami okólnemi; wszystkich nauczał, podnosił na duchu i w sercach ich zaszczepiał królestwo Chrystusowe. W miarę jak się powiększała jego owczarnia, mnożyły się jakby cudem w ręku jego, środki niesienia pomocy wszystkim wiernym i we wszystkich krajach, a serce jego tém większą miłością ogarniało całą jego powszechną trzodę, im cięższe próby przechodzili chrześcijanie, i im częściéj zgłaszali się do niego, po radę lub wsparcie. W samych początkach swojego Papiestwa, ustanowił w Rzymie, a to w skutek polecenia jakie odebrał był jeszcze od swiętego Piotra, dwudziestu nowych Proboszczów, dla łatwiejszéj obsługi duchownéj, coraz liczniejszych wyznawców Chrystusowych, i nie zaniedbał niczego, co tylko mogło przyczynić się do dobra Kościoła całego i jego wzrostu. On pierwszy w odezwach swoich zaczął używać tego wyrażenia: Pozdrowienie i błogosławieństwo Apostolskie, od którego odtąd wszyscy Papieże odezwy swoje rozpoczynają.

Dwanaście już lat upływało, jak święty Klet rządził Kościołem Bożym z tą świętą mądrością i gorliwością niezmordowaną, jakich oczekiwać można było po jednym z najulubieńszych uczniów książęcia Apostołów, kiedy cesarz Dyoklecyan, najokrutniejszy z tyranów i najzawziętszy wróg chrześcijaństwa, wszczął straszliwe Kościoła prześladowanie. Trudno wyobrazić sobie z jakiém barbarzyństwem pastwił się nad wiernymi, postanowiwszy wygładzić ich do szczętu. Klęska ta rozsrożyła się wszędzie. Po kilka tysięcy Męczenników padało w dniu jednym, a krew bohaterów chrześcijańskich lała się po całéj niemal kuli ziemskiéj.

Lecz temu okrutnemu prześladowcy, nie dość było krocie ofiar pomordować zadając im najstraszniejsze męki: chodziło mu głównie o najwyższego Pasterza téj owczarni Bożéj, w któréj krwi brodził. Zwrócił więc głównie swoję zawziętość na Papieża. Nakazał aby wyszukano świętego Kleta, przebiegającego podówczas okolice Rzymu, i już to po jaskiniach w których się ukrywali, już w podziemnych pieczarach, nawiedzającego strapionych chrześcijan, których pocieszał swoją obecnością, przemowami pokrzepiał na duchu, a sprawując wśród nich kościelne obrzędy, udzielał im Sakramenta święte. Nie trudno było żołdactwu cesarskiemu wysłanemu po Papieża, wyszukać go wkrótce, gdy wiedziano, że on tam się zwykle znajduje, gdzie najwięcéj jest nieszczęśliwych i strapionych jego dzieci. Schwytano więc Świętego, i okutego w ciężkie kajdany wtrącono do więzienia. Radość jakiéj ztąd doznał, najlepiéj dowodziła, z jakiém upragnieniem sam wyglądał korony męczeńskiej gdy dotąd zachęcał do niéj drugich. Gwałtowność złości Dyoklecyana nie dała mu długo czekać na to szczęście, i oszczędziła mu wiele cierpień. Niezwłocznie po jego uwięzieniu kazał go zamordować, co nastąpiło dnia 26 Kwietnia, roku Pańskiego 91. Zwłoki jego znajdują się w kościele świętego Piotra na Watykanie.

· · ·

W dniu dzisiejszym obchodzi także Kościół pamiątkę męczeństwa świętego Marcelina Papieża, w którego życiu i śmierci zaszedł wypadek będący wielką pobudką dla nas do ufności w miłosierdzie Boże.

Święty Marcelin był synem zamożnego mieszkańca Rzymu, nazwiskiem Projektus. Zostawszy kapłanem za Papiestwa świętego Kaja, przy końcu trzeciego wieku w służbie Kościoła wielce się odznaczył. Znamienicie wykształcony w naukach i wysokiéj świątobliwości wiodąc życie, po śmierci tego Papieża wybrany został na jego następcę. Były to podobnież jak i za świętego Kleta, bardzo dla łodzi Piotrowéj burzliwe czasy, i biegłego a szczególnie świętego wymagające sternika. Święty Marcelin zasiadł na Stolicy Apostolskiéj roku Pańskiego 290, to jest za panowania dwóch cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, którzy poprzysięgli byli zagładę imienia chrześcijańskiego. Jeden z najdawniejszych i najznakomitszych dziejopisarzy Teodoret, pisze iż święty Marcelin wielkie położył był przed Bogiem zasługi w rządzeniu Kościołem powszechnym w tych opłakanych czasach.

Około roku 303-go, prześladowanie wzmogło się najbardziéj. Cesarz ponowił rozkazy zadawania chrześcijanom mąk najsroższych, i surowo polecił większą pilność w ich wyszukiwaniu. W przeciągu téż niespełna miesiąca, padło piętnaście tysięcy męczenników, a wkrótce przyszła koléj i na samego Papieża. Byłto już wtedy podeszłego wieka starzec. Pomimo tego nad nim właśnie, wtrąciwszy go do więzienia, pastwili się barbarzyńcy z największém okrucieństwem. Morząc go przez pewien czas głodem w ciemnéj piwniey, zawlekli do świątyni Jowiszowéj, i znękanemu męczarniami zadanemi w więzieniu, zagrozili jeszcze cięższemi, jeśli bożyszczu temu nie złoży ofiary. Nieszczęsny starzec, zapominając kim jest, ulegając obawie mąk któremi mu grożono, ofiarę pogańską spełnił, zasmucając Kościół cały tak straszliwym upadkiem.

Lecz go wnet z niego łaska Bożą podźwignąć raczyła. Skoro go wypuszczono na wolność, gorzko zapłakał nad sobą, a chcąc godnie odpokutować grzech popełniony, niezwłocznie napisał do wszystkich Biskupów jacy tylko mogli zgromadzić się w krótkim czasie, i zwołał ich na Sobór do miastą Sinuessy we Włoszech położonego. Skoro się tam zebrali, Papież stanął wpośród nich przybrany w suknię pokutną, i ze łzemi prosił aby mu wyjednali u Pana Boga przebaczenie popełnionéj winy, i naznaczyli pokutę. Biskupi zdziwieni i zbudowani, a oraz i uradowani czynem tak głębokiéj pokory i żywéj skruchy, jednogłośnie na to odpowiedzieli: że sam Papież ma być swoim sędzią, przydając że: „/Stolica Apostolska od nikogo sądzoną być nie może/” i w końcu rzekli do niego: „gdyś naśladował Piotra zapierającego się, naśladujże go i pokutującego”.

Zrozumiał to dobrze Marcelin, tém bardziéj że i sam postanowił już był to uczynić. Jakoż, udał się niezwłocznie do Dyoklecyana, oświadczył mu iż z całego serca żałuje że ulegając groźbom katów, zaofiarował kadzidło bożyszczu pogańskiemu, i że teraz gotów jest wszelkie ponieść męki i życie oddać za wiarę. Tyran nie uczcił tego bohaterskiego postępku, albo raczéj Pan Bóg nie chciał pozbawić Marcelina korony męczeńskiéj. Cesarz skazał go na ścięcie głowy, i wyrok ten wykonano dnia 26 Kwietnia, około roku Pańskiego 304. Zwłoki jego, z rozkazu cesarskiego, przeszło miesiąc niepochowane, leżały na placu publicznym, wraz z ciałami świętych Klaudyusza, Cyrylla i Antonina, współcześnie umęczonych. Lecz nareszcie kapłan imieniem Marcel, z rozkazu świętego Piotra który się mu był objawił, w nocy je uniósł i pochował na cmentarzu Pryscylli.

Pożytek duchowny

Niektórzy nowsi a uczeni pisarze kościelni, dowodzą że zaprzanie się wiary przez świętego Marcelina nie miało miejsca. Lecz gdy szczegół ten znajduje się i w lekcyach Brewiarza i w pismach dawnych autorów wielkiéj powagi, pocóż nam o nim wątpić, tém bardziéj że on dwie bardzo ważne przedstawia nauki. Jednę że każdy grzech szczerze odpokutowany Bóg miłosierny odpuszcza; drugą że od najpierwszych wieków Kościoła, uznawano Papieża wyższym nad wszelką, nawet Soboru zgromadzonego władzę.

Modlitwa (kościelna)

Błogosławionych Męczennikow a oraz i Papieżów Kleta i Marcelina, prosimy Panie niech nas opieka otacza, i ich święte modlitwy niech za nami pośredniczą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 323–325.

Tags: św Klet św Marcelin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik nawrócenie pokuta
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.