Citatio.pl
2020-04-27

Bł. Zity Służącéj

Żyła około Roku Pańskiego 1272.

(Żywot jéj napisany przez współczesnego jej pisarza, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Zita, przyszła na świat przy końcu wieku XIII, w ubogiéj chatce pod górą Sagrati, w okolicach miasta Luki, we Włoszech położonéj, gdzie mieszkali jéj rodzioe, biedni lecz bardzo bogobojni wieśniacy. Nie pozostawiając dzieciom żadnego majątku, wzbogacili je wychowaniem jak najpobożniejszém. Syn ich był wielkiéj świątobliwości pustelnikiem na górze Lupolii, starsza córka podobnież świątobliwą zakonnicą w klasztorze Cystersek, a młodsza Zita, została świętą kanonizowaną. Matka jéj jako doskonała chrześcijanka, od lat najmłodszych, taką w jéj sercu miłość Bożą wszczepiła, że dziecinie téj dość było powiedzieć: że Pan Bóg cóś nakazuje lub czegoś zabrania, a na te jedne słowa okazywała się najposłuszniejszą.

W dwunastym roku, oddano ją w służbę do domu pewnego zamożnego pana w Luce, nazwiskiem Fatinelli. Od pierwszéj chwili tego swojego zawodu, w którym nie rozstając się ze swojém państwem, spędziła lat sześćdziesiąt, Zita zrozumiała dobrze, że dla niéj prawdziwa pobożność zawisła głównie na doskonałém spełnianiu obowiązków stanu, w którym ją Opatrzność umieściła. Przed świtem już na nogach, gdy drudzy jeszcze spoczywali, ona nie tylko modlitwy swoje odbyła lecz codzień i Mszy świętéj wysłuchała, mając kościoł obok domu w którym zostawała na usługach. Pierwsza do wszystkich obowiązków, pracowitością wszystkie inne sługi przechodząca, gotowa na każde skinienie swoich państwa, słodka, pokorna i pełna miłości dla każdego, od domowników jednak, przez kilka pierwszych lat swojéj służby, na rozmaite wystawiona była przykrości. Jéj zamiłowanie cichości, jéj potulność, jéj uległość nawet, poczytywano za rodzaj gapiostwa; a znowu zręczność i usłużność, za chęć odznaczenia się i przypochlebiania państwu, pobożność zaś za obłudę. Pani domu, szczególnie, ciągle była z niéj niezadowoloną. Zita, wśród tego rodzaju istnego prześladowania, niczém się nie zrażała, i ani słowa skargi z ust nie wypuściła, aż nareszcie cnotę jéj takiemi próbami wydoskonaloną, wszyscy ocenili. Młoda jeszcze wówczas, pozyskała zaufanie swoich państwa, którzy jéj powierzyli cały zarząd domu i wydatków, a wszyscy domownicy z takim obchodzili się z nią szacunkiem, jakby jaką nad nimi zwierzchniczką była. Lecz to przyprawiło naszę Świętą o wielki smutek, jak nawzajem prześladowanie gdy go doznawała, wielce ją radowało. Miłośnica krzyża, a więc i upokorzeń wszelkiego rodzaju, upatrywała w téj zmianie drugich względem niéj, karę Bożą za swoje grzechy, i tak dalece pokora jéj na tém cierpiała, że pani domu musiała niekiedy udawać że ją łaje, aby ją uspokoić i zadowolnić.

Nabożeństwo szczególne, jakie od kolebki miała do Matki Bożéj, wyjednało jéj nie tylko najwyższe zamiłowanie świętéj czystości, lecz i łaskę posiadania téj cnoty w wysokim stopniu. Jaśniała w niéj skromność dziewicza w każdym kroku. Przez całe życie nie zatrzymała wzroku na osobie płci obcéj. Wśród największych upałów letnich, i przy ciężkich robotach, przestrzegała w odzieniu najściślejszéj przyzwoitości. Jeden ze służących odważył się był kilkakrotnie przemówić do niéj nieskromnie. Tak ją to przeraziło i oburzyło, iż się rozchorowała, a gdy zuchwalec ten nieustawał w swoich bezwstydnych wyrażeniach, chciała wydalić się ze służby i byłaby to uczyniła, gdyby tego rozpustnika nie wypędzono z domu. Inną razą, napadnięta przez podobnegoż bezwstydnika, tak się mężnie od niego obroniła, iż on na twarzy długo ślady tego nosił. Dla zabezpieczenia cnoty czystości, którą tak wielce miłowała, wiodła życie nadzwyczaj umartwione. Prawie cały rok pościła o chlebie i wodzie. Sypiała na gołéj ziemi; latem i zimą chodziła bez obuwia. Po śmierci jej, znaleziono ją opasaną grubym sznurem, który na parę cali wrośnięty był w ciało. Dar modlitwy posiadała w tak wysokim stopniu, że przy wszelkiego rodzaju zajęciach, ciągle była myślą i sercem zjednoczona z Bogiem. Prawdziwie pokorna, wszelkie obelgi i pogardy znosiła z radością. Tak ją znano powszechnie z tego że największą pociechę sprawiało jéj, gdy ją do jakich przykrych usług używano, że zdarzało się iż niektóre przyjaciółki jéj pani, umyślnie posyłały ją po swoje sprawunki o kilka wiorst za miasto w porze ulewnych deszczów, kiedy inną sługę wypędzićby z domu nie można było, a co Zita z wielką radością spełniała.

Tak wielką litością przejmowała ją każda potrzeba bliźniego, że ubogą służącą będąc, jeszcze umiała wspierać biednych własną jałmużną. Piszą że zaczęła była pościć codzień o chlebie i wodzie, głównie dla tego aby przeznaczone dla niéj jedzenie, mogła rozdawać ubogim. Z odzienia co miała lepszego wszystko im oddawała. Późniéj, gdy jéj Pan przekonał się iż pod jéj zarządem gospodarstwa domowego, majątek jego powiększał się, zdał zupełnie jéj woli czynienie jałmużny z jego dochodów. Wszakże zawsze z tém odnosiła się do niego, a Pan Bóg hojność jéj w téj mierze niekiedy cudami nagradzał. W roku powszechnego głodu, zdarzyło się iż dla ubogich wypróżniła była całą spiżarnię; lecz gdy z rana zajrzała do niéj zakłopotana co pocznie, znalazła ją pełniejszą niż kiedy. Inną razą, jakiś ubogi bardzo osłabiony prosił ją o trochę wina, którego w téj chwili nie miała w piwnicy. Pełna ufności w Bogu pobiegła do studni, zaczerpnęła wody, pomodliła się nad nią, i oddała choremu ubogiemu przemienioną w wyborne wino. W wigilią Bożego Narodzenia, spotkał ją Fatinelli jéj pan, wychodzącą z domu do kościoła na pasterkę, lekko ubraną, bo cieplejsze swoje odzienie oddała była ubogim. Dał więc jej swoje futro, polecając aby mu je zaraz wróciwszy odniosła. Święta wchodząc do kościoła, ujrzała przed drzwiami leżącego ubogiego napół nagiego i drżącego od zimna. Odziała go futrem które miała na sobie, mówiąc że wracając zabierze je z sobą. Lecz wychodząc z kościoła nie znalazła już ubogiego, i wróciwszy do domu miała zdać z tego sprawę panu, gdy zjawił się jakiś nieznajomy, futro oddał i w téjże chwili znikł, wydając z siebie cudowną światłość.

Zita bardzo była pilną, w wykonywaniu wszystkich swoich zajęć we właściwéj porze. Pewnego poranku zbyt długo zabawiła w kościele, zapomniawszy że to był dzień, w którym powinna była o świcie przygotować pieczywo chleba. Wbiegła więc co prędzéj do piekarni, chcąc ile można wynagrodzić jeszcze swoje opóźnienie, lecz nie było tego potrzeby, gdyż znalazła ciasto już przygotowane dla włożenia go do pieca.

Słodycz jéj rozbrajała gniew najgwałtowniejszych osób. Fatinelli był bardzo porywczy: lecz zwykle jedno słowo Zity uspokajało go od razu. Wszakże zdarzało się że niekiedy musiała upaść mu do nóg, żeby otrzymać jego przebaczenie dla drugich.

O ile surowo przesądzała każdy własny postępek, o tyle na wady drugich miała zamknięte oczy. Tak powszechnie wiedziano o tém że ona staje w obronie każdego którego przy niéj ktoś obmawiał lub naganiał, że nieraz umyślnie w jéj obecności źle mówiono o innych, aby się zabawić jéj dowcipem, z jakim broniła sławę bliźniego.

Próżnowania chroniła się jak największéj w służącéj wady; przez lat czterdzieści ośm jéj pobytu w domu Fatinellich, nie widziano jéj ani jednéj chwili bez zajęcia. „Nie masz w naszym stanie, mawiała, prawdziwéj poboźności bez wielkiéj pracowitości; w służącéj, pobożność bez téj cnoty jest wielkiém złudzeniem.”

Tylu i takiemi ozdobiona cnotami, nic téż dziwnego że i szczególnemi darami obdarzył ją był Pan Bóg. Przy Mszy świętéj a szczególnie gdy przyjmowała Komunią świętą, wpadała w zachwycenie, co także ją spotykało często gdy się wpatrywała w wizerunek Matki Bożéj. Miała w domu Fatinellego małą izdebkę zupełnie osobną, gdzie niekiedy całe noce na modlitwie przepędzała. Kilka razy widziano ją tam otoczoną światłością niebieską. W ostatnich latach swego życia, chociaż podeszłego była już wieku, nie folgowała sobie wcale w obowiązkach najpracowitszéj sługi, a obok tego tak była zatopiona w Bogu że niejako ciągle się modliła i w coraz częstsze wpadała zachwycenia.

Sześćdziesiąt lat już miała kiedy zwykle dobrego zażywając zdrowia pomimo tak nadzwyczajnych umartwień jakie zawsze sobie zadawała, zapadła w lekką chorobę. Lubo nikt nie widział w tém niebezpieczeństwa, prosiła usilnie aby jej udzielono ostatnie Sakramenta święte. Domyślano się iż musi w tém mieć jakieś niewątpliwie objawienie, i uczyniono zadość jej prośbie. Przyjęła Sakramenta święte z oznakami najżywszéj pobożności, i wśród aktów miłości Boga, w które była całém życiem wprawiona, dnia 27 Kwietnia roku Pańskiego 1272, spokojnie oddała ducha Bogu. Po śmierci wielu zasłynęła cudami, w skutek czego Papież Leon X, w poczet błogosławionych ją zaliczył.

Pożytek duchowny

Uświątobliwienie nasze, nie zawisło na tém abyśmy nadzwyczajne rzeczy czynili, lecz na tém abyśmy spełniali to czego Bóg po nas wymaga. Owóż obowiązki stanu w jakim się znajdujesz, są wskazówką czego po tobie Pan Bóg wymaga: są one dla ciebie jakby dodatkiem do przykazań Boskich. Spełniaj więc je wiernie, a staniesz się Świętym, jak i błogosławiona Zita, spełniając doskonale obowiązki swojego pospolitego i ubogiego stanu, Świętą została.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławioną Zitę, w stanie służebnym zostającą, przez doskonałe spełnianie obowiązków jéj stanu, do wysokiéj doprowadził doskonałości, spraw prosimy przez jéj zasługi, abyśmy obowiązki stanu naszego, przez wzgląd na wolę Twoję przeznaczającą nam takowe, wiernie spełniając, służyć Ci mogli w Niebie na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 325–328.

Tags: bł Zita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna obowiązki stanu
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.