Citatio.pl
2020-05-18

Św. Feliksa z Kantalicyo z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego, Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1587.

(Życie jego napisane jest z akt procesu jego beatyfikacyi, przez ojca Jana z Peruzyi, Kupucyna.)

Święty Feliks przyszedł na świat w małéj wiosce zwanéj Kantaliczio (Cantalicio) we Włoszech, w prowincyi Umbryjskiéj, roku Pańskiego 1513. Rodzice jego byli ubogimi wieśniakami, a tak ojciec jak i matka wielkiéj świątobliwości ludźmi. Mieli kilkoro dziatek, które wychowali najbogobojniéj. Z nieh szczególnie Feliks odznaczał się od dzieciństwa wielką pobożnością, i szczególną miłością Matki Bożéj. Przeznaczony do paszenia trzody w polu, dnie całe spędzał na pobożnych ćwiczeniach, i zwykle widzieć go tam można było klęczącego w postawie największego skupienia przed drzewem, na którém rysował sobie wizerunki Pana Jezusa ukrzyżowanego, albo przenajświętszéj Panny. Co dzień kilka razy odmawiał Koronkę, a niekiedy całe noce spędzał na modlitwie.

Gdy doszedł lat młodzieńczych, przyjął służbę parobka u jednego z gospodarzy swojéj rodzinnej wioski. Pierwszy do wszelkiéj pracy, nie zaniedbywał wcale swoich świętych ćwiczeń, a od czasu odbytéj pod tę porę w jego parafii Misyi przez ojców Kapucynów, regularnie do Sakramentów świętych w każdą niedzielę i święto przystępował. Przytém budował wszystkich swojém wzorowém postępowaniem, skromnością obyczajów i niezmordowaną pracowitością. Wkrótce téż udarował go Pan Bóg i łaską powołania do życia wyłączniéj Bogu poświęconego. Powziął zamiar wstąpienia do Zakonu, lecz przez czas pewien zwlekał to jeszcze, aż razu pewnego obalony o ziemię przez dzikie rozhukane woły, cudownie uszedłszy śmierci, postanowił już dłużej świętych swoich zamysłów nie odkładać. Jakoż, wstąpił do zakonu ojców Kapucynów odbywając nowicyat w ich ubogim klasztorku w miasteczku Askoli.

Było to wkrótce po wszczętéj reformie w zakonie świętego Franciszka Serafickiego, właśnie przez to świeżo powstałe podówczas Zgromadzenie, obowiązujące się do jak najściślejszego zachowania jego pierwotnéj Reguły. Zastał téż w klasztorze tym, wszystko, czego tylko wymagało jego żywe pragnienie prowadzenia życia jak najostrzejszego, najuboższego, i od stosunków ze światem odosobnionego. W roku nowicyatu, dotknięty uporczywie wracającą febrą, tak jednak odrazu zajaśniał wysoką świątobliwością, że pomimo zwątlonego zdrowia, ojcowie zakonni przypuścili go do uroczystych ślubów. Te jako prosty braciszek wykonał z najżywszą radością, całém sercem poświęcając się na służbę Bogu, i poruczając się szczególnéj Matki Bożéj opiece. Niezwłocznie potém odzyskał najczerstwiejsze zdrowie, którego już odtąd zawsze używał, co téż dozwoliło mu wieść życie nadzwyczaj umartwione, które Pan Bóg osładzał mu rzadkiemi darami wyższéj modlitwy, zachwytami w jakie często wpadał i objawieniami które miewał podczas modlitwy.

Zaraz po ukończeniu nowicyatu, przeznaczony został na brata kwestarza do klasztoru Rzymskiego, i na tym pokornym obowiązku, spędził tam przeszło lat czterdzieści, nie tylko braci zakonnych, lecz miasto całe budując wysoką swoją świątobliwością.

Od pierwszych dni zawodu zakonnego do ostatniéj swojéj choroby, to jest przez lat przeszło czterdzieści, taki wiódł rodzaj życia: Odsłużywszy do jednéj z Mszy rannych, wychodził z sakwami na miasto po jałmużnę. Za pozwoleniem przełożonych, prócz tego co wypraszał dla klasztoru, żebrał jeszcze na ubogich i na szpitale, i jednych i drugich odwiedzał, chorych doglądał, strapionych pocieszał. Z czasem nawet przyszło do tego, iż przez jego ręce przechodziły najhojniejsze w całym Rzymie jałmużny, a niektóre z głównych zakładów dobroczynnych, jemu winne swój początek i bogate uposażenia. Szczególną litość okazywał nad choremi dziećmi, i Pan Bóg pomiędzy innemi łaskami, obdarzył go łaską uzdrawiania ich cudownie, przez przeżegnanie znakiem krzyża świętego, lub namaszczeniem oliwą nad którą się modlił w tym celu. Wróciwszy wieczorem do klasztoru, większą część nocy spędzał na modlitwie i na obsługiwaniu braci chorych. Sypiał tylko dwie godziny, i to, na gołéj ziemi lub rohoży słomianéj. Mięsa prawie nigdy nie jadał, i większą połowę roku pościł o chlebie i wodzie. Zimą i latem chodził bez obuwia, i prócz jednego habitu, pod którym nosił ostrą włosiennicę, żadnego zgoła innego nie używał odzienia. Każdéj nocy trzy razy biczował się do krwi.

Na modlitwie często wpadał w zachwycenie. Razu pewnego modląc się w nocy w kościele przed obrazem Matki Bożéj, ujrzał Ją schodzącą do niego z dzieciątkiem Jezus, które mu oddała na ręce, i dozwoliła przez czas długi zażywać ztąd niebieskiéj uciechy.

Pokory i słodyczy w obcowaniu z drugimi był niezrównanéj. To mu téż dawało przystęp do największych grzeszników, których niekiedy jedném słówkiem upomnienia pełnego miłości, nawracał. Było wówczas w Rzymie dwóch młodzieńców znakomitego rodu, rozpustne życie wiodących. Święty Feliks spotkawszy ich dnia pewnego na ulicy, upadł im do nóg i te tylko słowa wyrzekł ze łzami: „Moi bracia drodzy! miejcie litość nad duszami waszemi”, co takie na nich zrobiło wrażenie, że tegoż dnia poszli do spowiedzi i najszczerzéj się nawrócili.

W czasie jednego z karnawałów, usłyszał, że wielka liczba osób tłumnie udaje się na widowisko, mające przedstawiać bardzo obrażające skromność sceny. Wziąwszy na barki krzyż ogromnej wielkości, i w ręku trzymając trupią głowę, Święty udał się wraz z jednym z kaznodziejów klasztoru swojego, na spotkanie idących do teatru. Widok Feliksa w takiéj postaci, i przemówienie tego kapłana wstrzymało wszystkich, tak że widowisko wszeteczne wcale miejsca nie miało.

Znany w całym Rzymie z wysokiéj swojéj świątobliwości, poczytywany od ubogich za największego dobroczyńcę, chociaż sam żył z żebraniny, i klasztor wyżebraną przez siebie jałmużną utrzymywał, w wysokiém był poważaniu u najpierwszych dostojników Kościoła i u najzamożniejszych panów, którzy chcąc jak najlepszy robić użytek z datków swoich na ubogich przeznaczonych, powierzali takowe jego rozszafowywaniu, wiedząc iż jest opiekunem najtroskliwszym wszelkiego rodzaju cierpiących i ubogich w Rzymie. W roku ciężkiego głodu, którym dotknięci byli mieszkańcy tego miasta za życia świętego Felixa, te zakłady dobroczynne i ci ubodzy którymi się on opiekował, wcale niedostatku nie doznali.

Samo jego pojawienie się na ulicy, było jakby kazaniem, pobudzającém drugich do nabożeństwa i skromności, tak dalece w postaci jego i zachowaniu się z ludźmi, było coś budującego i zbawiennie na wszystkich wpływającego. Czterdzieści lat obiegając codziennie Rzym cały, jużto po kweście, już nawiedzając ubogich i szpitale, tak był na wzroku umartwionym, że nigdy oczów nie podniósł na niewiastę, i żadnéj w całém mieście z twarzy nie znał, Mawiał że: „zakonnik znajdując się za klasztorem, powinien ciągle mieć oczy spuszczone do ziemi, myśl podniesioną do Nieba, a w ręku Różaniec.” Za każdą udzieloną sobie jałmużnę odpowiadał: „/Deo-gratias/” to jest: „Bóg zapłać”, a czynił to z takiém namaszczeniem, i z takim wyrazem pobożnéj wdzięczności, że to dających mu wsparcie szczególną napełniało pociechą, i poczytywane było powszechnie za najpożądańsze błogosławieństwo od świętego zakonnika.

Gdy na pokornych usługach klasztornych, długie już spędził lata, przełożeni chcieli go od nich zwolnić, lecz sługa Boży zawsze wypraszał sobie, aby do końca życia dozwolili mu służyć zakonowi bez wypoczynku. Na pewien czas przed śmiercią, przeznaczono go już tylko do dozierania chorych braci w klasztorze, chcąc aby na tym obowiązku znalazł trochę ulgi. Feliks i tu nowe zbierał przed Bogiem a obfite zasługi, dzień i noc doglądając zakonników będących w Infirmaryi, a często mniéj od niego zwątlonych na siłach.

Mając lat siedemdziesiąt dwa, z których przeszło czterdzieści spędził w Zakonie, przepowiedział dzień swojéj śmierci, i wkrótce potém zapadł w chorobę, w któréj dotkliwe boleści największą cierpliwością znosił, Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, wpadł w długie zachwycenie; podczas którego jak to oznajmił bratu będącemu przy nim, widział Matkę Bożą w gronie Aniołów, co go wielką pociechą napełniło. W kilka chwil potém, bez zwykłych znaków konania, usnął błogo w Panu dnia 18 Maja, roku 1587.

Zaraz po śmierci zasłynął wielu cudami, których ośmnaście, Papież Syxtus V podówczas na stolicy Apostolskiéj zasiadający własném świadectwem stwierdził. W poczet Świętych policzony został w roku Pańskim 1712, przez ojca świętego Klemensa XI.

Pożytek duchowny

Oliwa z lampy palącéj się przy grobie świętego Feliksa będącym w kościele ojców Kapucynów w Rzymie, posiada cudowną własność uzdrawiania chorych dzieci nią namaszczanych. Ztąd jest zwyczaj w całym Zakonie ojców Kapucynów, święcenia oliwy w dzień jego uroczystości, i namaszczania nią czoła dziatek, z wzywaniem dla nich pośrednictwa tego ich szczególnego Patrona. Poleć i ty jego opiece dziatki które cię bardziéj obchodzą, aby im i na duszy i na ciele jak najczerstwiejsze wyjednać raczył zdrowie.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Feliksa wyznawcę Twojego, prostotą Ewangeliczną i niewinnością życia w Kościele Twoim uświetnił; spraw, abyśmy jego przykładami nauczeni, a pośrednictwem wsparci, do Jezusa Chrystusa którego on sam na ziemi na rękach piastował, szczęśliwie się dostali. Który z Tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 404–406.

Tags: św Feliks z Kanalicjo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pasterz zgorszenie dzieci jałmużna
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.