Citatio.pl
2020-06-03

Bł. Andrzeja z Hispello, z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1254.

(Żywot jego wyjęty jest z brewiarza Braci-Mniejszych i kronik tegoż zakonu.)

Błogosławiony Andrzéj przyszedł na świat roku Pańskiego 1194, we Włoszech w prowincyi Umbryjskiéj. Pochodził ze znakomitego rodu, był wychowany bardzo starannie i pobożnie. Od lat téż najmłodszych odznaczał się skromnością obyczajów, wielką pokorą, słodyczą w obcowaniu z drugimi, i szczególném dla biednych miłosierdziem. W latach dziecinnych, uderzało w nim upodobanie w zajęciach poważnych, a szczególnie w odbywaniu różnych ćwiczeń pobożnych, na cześć Matki Bożéj odprawianych.

Młodym był jeszcze, gdy pragnąc poświęcić się na wyłączną służbę Kościoła, wstąpił do stanu duchownego, i świetnie przebywszy zawód nauk teologicznych w seminaryum dyecezyi Spoletańskiéj do któréj należał, przyjął święcenia kapłańskie.

Chociaż zaraz po wyświęceniu jego, przedstawiały się mu różne bogate posady duchowne, któremi dla jego świątobliwości, znakomitéj nauki, i cnót dla kapłana najniezbędniejszych chciał go Biskup obdarzyć, żadnych nie przyjął. Pragnął bowiem wieść życie jak najsamotniejsze, aby się oddawać bogomyślności i najostrzejszéj pokucie. Taki téż rodzaj życia, zostawszy kapłanem, wiódł przez czas pewien, pozostając w domu przy rodzinie. Całkiem oddany był ćwiczeniom wyższéj pobożności i uczynkom miłosierdzia, a szczególnie usłudze ubogich, którym, będąc bardzo zamożny, hojne czynił jałmużny. Ze światem żadnych prawie nie miał stosunków, i już od czasu do czasu, rozbudzało się w nim pragnienie opuszczenia go zupełnie i wstąpienia do zakonu. Zdaje się jednak, że wielkie przywiązanie do matki i siostry, które i ze swéj strony bardzo świątobliwy żywot wiodły, nie dozwoliło mu zerwać ostatecznie tych pętów które go niejako wstrzymywały od odpowiedzenia powołaniu Bożemu, a z których nieco późniéj sam go Pan Bóg wyzwolił. Wszakże wprzód jeszcze błogosławiony Andrzéj, zmuszony był podjąć się czynnego zawodu świeckiego kapłana.

Mieszkańcy miasta Spoleto, od dawnego czasu patrząc na jego wysoką świątobliwość, doświadczając ciągle dowodów jego niezmordowanéj dla bliźniego miłości, a najzbawienniejszych doznając owoców z kazań które niekiedy miewał po różnych kościołach, wymogli na Mikołaju ówczesnym Biskupie téj dyecezyi, aby zmusił Andrzeja do objęcia zarządu parafii po zmarłym ich proboszczu. Lecz ten sługa Boży, przejęty i uczuciem najgłębszéj pokory, i żywo pojmując powinności każdego dusz pasterza, nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności która jak mu się zdawało przechodziła jego siły, długo a usilnie wypraszał się od tego obowiązku. Zwykłe to bowiem Świętym, że im są oni w istocie godniejsi jakiego w Kościele urzędu, tém się go więcéj obawiają, tém bardziéj od niego stronią: jak przeciwnie, im kto mniéj posiada warunków do godnego sprawowania pasterstwa duchownego, tém śmieléj się na nie porywa. W końcu jednak błogosławiony, Andrzéj uledz musiał wyraźnemu rozkazowi Biskupa, i został proboszczem w mieście Spoleto. Od pierwszego dnia objęcia swoich obowiązków, zajaśniał w wysokim stopniu wszystkiemi cnotami doskonałego Plebana. Oddany jedynie usługom duchownym swoich owieczek, dnie całe im poświęcał, większą część nocy obracając na modlitwę. Dość znaczne i z probostwa pobierające dochody, i wielki posiadając dziedziczny majątek, tak w mieszkaniu, odzieniu jak i w całém sposobie życia, najwyższe zachowywał ubóstwo, wszystko oddając ubogim, między któremi zawsze dawał pierwszeństwo swoim parafianom. Był on ojcem prawdziwym wszystkich wdów i sierót, i kilka lat zarządu powierzonéj mu trzódki, były dziełem szczególnego dla tejże parafii miłosierdzia Opatrzności Boskiéj, które w nim zesłała dla wszelkiego rodzaju nędzy hojne wsparcie, i dla każdego cierpiącego pociechę, z którą ten święty kapłan śpieszył i w każdéj dnia i nocy porze, i dla wszystkich bez żadnego wyjątku parafian swoich.

Wszakże Pan Bóg nie spuszczał z oczu téj wybranéj duszy, a którą chciał mieć jeszcze bardziéj w wyłącznéj służbie sobie poświęconą. Kołatał do jego serca, rozbudzając w nim ciągle pragnienie życia zakonnego, aż nareszcie śmierć matki i siostry, które jedna po drugiéj w krótkim czasie święcie z tego świata zeszły, skłoniły błogosławionego Andrzeja do opuszczenia świata.

W tych to właśnie czasach, wielki święty Franciszek Seraficki założyciel Braci Mniejszych, tylko co był ten zakon swój założył. Duch najwyższego ubóstwa i pokory, na którym ugruntował on swoje Zgromadzenie, a które w początkach, pod jego okiem, szczególnie temi cnotami Ewangelicznemi jaśniało, pociągnął Andrzeja, i skłonił go, aby zamierzając zostać zakonnikiem, zakonowi Patryarchy Asyzkiego dał nad inne pierwszeństwo. Szczególnie zaś spotkanie samego świętego Franciszka, skłoniło go do tego ostatecznie, i dało mu nawet tego szczęścia dostąpić, iż z własnych rąk jego suknię zakonną przyjął. Jak zaś wysoką świątobliwością musiał się już wtenczas odznaczać można i ztąd wnosić, że święty Franciszek, przeciwny zawsze przyjmowaniu do swego zakonu kapłanów, bardzo rzadki w tém robił wyjątek, i to dla tych tylko którzy przedstawiając się jako Aspiranci, odznaczali się wielką świątobliwością, jak najgłębszą pokorą, gorącém zamiłowaniem, ubóstwa, i bardzo umartwioném życiem. Takim téż właśnie był Andrzéj, i dlatego Seraficki ojciec przyjął go chętnie do swego zakonu.

Od chwili przyjęcia habitu zajaśniał on wszystkiemi cnotami, stanowiącemi podstawę doskonałości zakonnej, a zajaśniał niemi w najwyższym stopniu. Cały swój wielki majątek rozdawszy na ubogich, w cnocie ubóstwa Ewangelicznego starał się swojego świętego Patryarchę jak najwierniéj naśladować. Szczególnie zaś odznaczał się cnotą posłuszeństwa, będącą w zakonniku jakby streszczeniem wszystkich cnót temu stanowi właściwych. A jak tę cnotę wysoko Pan Bóg ceni, i jak ją raczył w tym błogosławionym słudze Swoim, tu jeszcze na ziemi nagradzać, dowodem następujące cudowne zdarzenie, które w żywocie jego czytamy. Gdy przebywał w klasztorze Karcerum (Carcerum) zwanym, niedaleko Asyżu, i tam cały bogomyślności oddany zażywał wielkich pociech niebieskich, zdarzyło się iż razu pewnego, gdy się modlił w celi, objawił się mu Pan Jezus w postaci dziecięcia, i najmiłościwiéj z nim rozmawiać zaczął. W tém zadzwoniono do chóru na pacierze wspólne. Święty wiedząc jak miła jest Panu Jezusowi cnota posłuszeństwa, nie zawahał się ani chwilę: Boskiego gościa swego zostawił w celi, a sam pośpieszył na głos dzwonka. Wróciwszy zastał przenajświętsze Dzieciątko czekające na niego i witające go w te słowa: „Dobrześ uczynił Andrzeju spełniając posłuszeństwo, za to szczególnie na ciebie łaskawym będę.”

Z woli Przełożonych przeznaczony miał sobie urząd kaznodziei, i trudno wypowiedzieć z jakim pożytkiem wiernych spełniał go w różnych miejscach. Kazywał z wielką prostotą, najgłębsze tajemnice wiary i zasady moralności Ewangelicznéj wykładał w sposób przystępny dla najpospolitszych umysłów, zwykle wszystkich swoich słuchaczów do łez pobudzając. Pam Bóg zaś i darem cudów uświetniał jego zawód apostolski. Będąc w Hiszpanii na kapitule zakonnéj w mieście Sorya odbywającéj się, miał tam do licznie zgromadzonego ludu kazanie. Panowała wtenczas wielka susza, która głodem całéj krainie groziła. Po kazaniu w którém cały lud pobudził do skruchy, błogosławiony Andrzéj począł się modlić, prosząc Pana Boga o zesłanie deszczu: i w téjże chwili puścił się deszcz rzęsisty, który klęskę grożącą odwrócił. Z tegoto powodu nazwano go Andrzejem ab aqua, to jest pożądany deszcz sprowadzającym.

Święta Klara Asyzka, założycielka zakonu Sióstr ubogich, w szczególném miała go poważaniu. Zwierzyła mu była kierunek duchowny córek swoich, w klasztorze Hyspelskim. Przez lat kilka przewodniczył on na drogach Bożych gronu tych świętych dziewic, naukami jakie miewał do nich i przykładem cnót zakonnych jaki im na sobie przedstawiał, prowadząc je do Nieba. W klasztorze tym, Siostry cierpiały wiele z powodu trudności zaopatrzenia się w wodę. Błogosławiony Andrzéj, pomodliwszy się, wyprosił im cudowne źródło, które wśród ich zabudowań wytrysnęło.

W sześćdziesiątym roku życia, nie ustając w pracach swoich kapłańskich, i nie folgując wcale w umartwieniach ciała, cały już zjednoczony z Bogiem przez coraz wyższe dary bogomyślności, po krótkiéj chorobie przyjąwszy Sakramenta święte, zasnął spokojnie w Panu dnia 8 Czerwca roku Pańskiego 1254. Przy zwłokach jego wiele cudów miało miejsce, po stwierdzeniu których przez proces kanonizacyjny za Papiestwa Klemensa XII przeprowadzony, Benedykt XIV, Błogosławionym go ogłosił, i cześć mu publiczną oddawać pozwolił.

Pożytek duchowny

Pan Jezus tak wysoko ceni wierność w spełnianiu naszych obowiązków religijnych, że gdy błogosławiony Andrzej pozostawił go Samego w celi, aby swojéj powinności na którą go głos dzwonka wzywał, zadość uczynić, pochwalił go za to. Bierz ztąd naukę, jak wiernym być powinieneś w uczestniczeniu obrzędom religijnym przez Kościoł nakazanym, a od których może dla lada powodu uwalniasz się.

Modlitwa (kościelna)

Najłaskawszy Boże! który za błogosławionego Andrzeja zasługami i wstawieniem się, pożądany deszcz zesłać raczyłeś; na dusze nasze rosę łask Twoich racz spuścić, abyśmy ze skazy grzechów naszych omyci, wiekuistego szczęścia oglądania oblicza Twojego w Niebie, godnymi się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 456–458.

Tags: bł Andrzej z Hispello „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora św Franciszek posłuszeństwo deszcz obowiązki stanu
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.