Citatio.pl
2020-06-04

Św. Franciszka Karacziolo (Caracciolo), Założyciela Zgromadzenia Kleryków Regularnych

Żył około roku Pańskiego 1608.

(Żywot jego był napisany przez Augusta Kornelli, tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Franciszek Karacziolo (Caracciolo), ze Chrztu imieniem Askani, przyszedł na świat roku Pańskiego 1563 w królestwie Neapolitańskiém, w zamku Villa-Santa-Maria, który był udzielném dziedzictwem jego znakomitego rodu. Od lat najmłodszych wszedł na drogi doskonałości ewangelicznéj, wiodąc życie pokutne. Jak tylko wyuczył się czytać, codziennie odmawiał pacierze o Matce Bożéj zwane Officium parvum i Różaniec, a na Jéj cześć każdą sobotę suszył. Wielką okazywał dla ubogich litość. Dzieckiem będąc wypraszał dla nich hojne jałmużny u rodziców, i z każdego obiadu, odmawiając sobie najsmaczniejszych potraw, rozdawał je biednym.

W wieku młodzieńczym odznaczając się najskromniejszemi obyczajami, ściśle przestrzegał ich i w swoich domownikach, oddalając niezwłocznie każdego któremuby pod tym względem było co do zarzucenia. Wiódł życie bardzo pobożne, jednak niektórych rozrywek świeckich pozwalał sobie: szczególnie oddawał się łowiectwu, na którym wiele czasu trwonił. Wszakże czynił to głównie w tym celu, aby umęczeniem ciała poskramiać zmysłowe namiętności. W dwudziestym drugim roku życia, zapadł w ciężką chorobę, w skutek któréj na całém ciele okryty został trądem. W kwiecie wieku i pośród dostatków w jakie opływał dotknięty tak straszném kalectwem, żywo uczuł marność rzeczy tego świata, i uczynił ślub oddania się wyłącznie Bogu, jeśli zdrowie odzyska. Pan Bóg tego po nim oczekiwał i w tejże chwili cudownie uleczonym został. Pomny na uczynione zobowiązanie się, zawiadomiwszy o tém rodziców, rozdał cały majątek jaki już wtedy posiadał, ubogim, i udał się do Neapolu, gdzie po dwóch latach spędzonych na nauce Teologii, zostawszy wyświęcony na kapłana, wszedł do bractwa Biankistów (Bianchi), poświęcających się usłudze duchownéj więźniów i skazanych na śmierć.

Tymczasem Askani czując że go Pan Bóg do czegoś szczególnego przeznacza, ciągle się modlił, aby mógł rozpoznać i spełnić wolę Bożą, która mu objawioną została przez następujące zdarzenie. Pod tę porę dwóch wielkiéj świątobliwości mężów: Augustyn Adorno i Fabricyusz Karacziolo, zamyślali o założeniu nowego Zgromadzenia zakonnego. Z listu jednego z nich, który przez pomyłkę wpadł w ręce naszego Świętego toż samo nazwisko noszącego, dowiedziawszy się on o ich zamysłach, przyłączył się do nich, i wraz z nimi osiadł na pewien czas w Eremie Kamedułów pod Neapolem, dla ułożenia tam Ustaw nowego Zgromadzenia, którego wprawdzie pierwszą myśl inni powzięli, lecz którego on miał być Założycielem. Ustawy te przepisywały życie bardzo ostre, nieprzyjmowanie żadnych godności kościelnych, i nieustającą cześć przenajświętszego Sakramentu, przed którym z kolei jeden z zakonników trwać powinien był na modlitwie. Gdy zgromadzenie miało już dwunastu członków, Święty, wraz z Augustynem Adorno, udał się do Rzymu, dla otrzymania od stolicy apostolskiéj zatwierdzenia nowéj Reguły. Przybywszy tam nie szukał żadnego ludzkiego poparcia, lecz najprzód obszedł główne kościoły i modląc się przed Relikwiami Świętych Pańskich polecił im swoje dzieło. Potém udał się do Papieża Sykstusa V, który przyjąwszy go bardzo łaskawie, po dokładném zbadaniu przedstawionych sobie Ustaw, zatwierdził to zgromadzenie pod nazwiskiem Kleryków Regularnych, i wtedy Askani to imię swoje na Chrzcie otrzymane, zamienił na zakonne imię Franciszka, z powodu wielkiego nabożeństwa, jakie miał do Patryarchy Asyzkiego.

Franciszek i Adorno wrócili do Neapolu niezwłocznie, a jak podróż swoję do Rzymu tak i tę odbyli o żebranym chlebie. Niemając własnego klasztoru, osiedli najprzód przy szpitalu, w którym poświęcili się na usługi chorym, a potém oddano im kościoł i dom przy nim będący, zwany domem Miłosierdzia, który stał się pierwszym klasztorem nowego ich Zgromadzenia. Wkrótce potém z woli Papieża udali się do Hiszpanii, dla założenia w tym kraju zgromadzenia Kleryków Regularnych. W tę drogę puścili się swoim zwyczajem pieszo, bez pieniędzy, zdając się na Opatrzność Boską. Za pierwszym jednak pobytem w Hiszpanii, chociaż przez ludność tameczną przyjęci byli z oznakami czci wielkiéj, nie otrzymali od króla pozwolenia założenia klasztoru swojéj Reguły, i wrócili do Neapolu. Gdy wsiedli na okręt, święty Franciszek przepowiedział podróżnym wielką burzę, która ich miała spotkać. Jakoż nadeszła wkrótce, i tylko modlitwa Świętego uratowała okręt od rozbicia, który jednak musiał schronić się do lądu w miejscu nieznaném. Franciszek uchodząc przed oznakami wdzięczności podróżnych, którzy jego modlitwom cudownym sposobem zawdzięczali życie, zapuścił się w głąb lasu. Tam wraz z Adorno zabłąkawszy się, i gdy już od głodu i strudzenia siły tracili, ujrzeli nadchodzącą łanią, która ich mlekiem swojém posiliła, a przy nogach swoich znaleźli kawałki chleba, które im Opatrzność cudownie zesłała. Doszedłszy nakoniec do brzegów morza, spostrzegli nadchodzący inny okręt który ich zabrał, przez co prędzéj stanęli w Neapolu, niż podróżni z którymi puścili się byli w drogę.

Franciszek zastał zgromadzenie swoje tak bardzo pomnożone, że już pierwotny ich klasztor nie mógł pomieścić braci. Wtedy został obrany Generalnym przełożonym, i otrzymał dla Zakonu swojego kościoł przenajświętszej Maryi Panny większy (Maria-Maggiore), co go tém bardziéj uradowało, że od samego początku, oddał był swoje Zgromadzenie, pod szczególną Opiekę Matki Bożéj.

Zostawszy Generalnym przełożonym, podwoił umartwień ciała: pierwszym był w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły, i najniższe usługi braciom chętnie oddawał, jaśniejąc przedewszystkiém najgłębszą pokorą i miłością dla każdego z podwładnych. Trzy razy w tydzień suszył o chlebie i wodzie; ciągle nosił ostrą włosiennicę, każdéj nocy biczował się do krwi. Siedem godzin na dzień poświęcał bogomyślności i modlitwie, którą odprawiał zwykle przed przenajświętszym Sakramentem w nocy, i tam na schodach ołtarza schylony używał spoczynku, sypiając tylko trzy godziny.

W roku 1594, udał się powtórnie do Hiszpanii. Tą razą poparty listami Papieża do króla Filipa II, założył w Madrycie klasztor Kleryków Regularnych, pod wezwaniem świętego Józefa. Jak w Neapolu tak i w Hiszpanii, zgromadzenie to wielkie dla wiernych przynosiło korzyści. Do kościołów ich codziennie tłumnie się lud gromadził, do Sakramentu pokuty uczęszczając, i mnóstwo grzeszników nawracało się do Boga, a szczególnie pod wpływem kazań świętego Franciszka, którego nazywano Apostołem miłości Bożéj. Z Hiszpanii udawszy się do Rzymu, założył klasztor swojéj Reguły przy szpitalu świętego Wawrzyńca.

Był jeszcze w sile wieku, gdy mając sobie objawioném w Lorecie przez Matkę Bożą, blizkie swoje zejście z tego świata, złożył urząd Generalnego przełożonego, i osiadł w klasztorze Neapolitańskim, obierając za mieszkanie najlichszą celkę pod schodami będącą. Gdy tam przebywał, Papież Paweł V po dwakroć przysyłał do niego, ofiarując mu Biskupstwa, od których Święty wyprosił się pokornie mówiąc: „Niech mi dozwoloném będzie zbawić się w tym moim cichym kąciku: bo oto mój koniec nadchodzi.” Wkrótce potém zmuszony dla spraw Zakonu udać się do prowincyi Abruzkiéj, przybywszy na nocleg do klasztoru Filipinów w mieście Angorze, powiedział: „Oto miejsce mojego spoczynku na wieki.” Jakoż, nazajutrz zapadł w lekką gorączkę, ta wzmogła się dnia trzeciego, w którym, a było to 4 Czerwca roku Pańskiego 1608, żyć przestał. W chwili konania, trzymając w ręku wizerunek Matki Bożéj zawołał: „Idę już idę.” Spytany „dokąd” odpowiedział: „do Nieba” i po tych wyrazach głośno jeszcze wyrzeczonych, zasnął błogo w Panu, mając lat 44.

Licznemi cudami i za życia i po śmierci słynącego, Papież Pius VII w roku 1769, Świętym ogłosił.

Pożytek duchowny

Najwięksi Święci, pilnie się gotowali na straszną chwilę śmierci. Czy pamiętasz że i ciebie czeka ona niechybnie, a czy cię nie spotka bardzo wkrótce, nie wiesz. Gdy codzień umrzeć możemy, codzień na śmierć gotowi być powinniśmy.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Franciszka, nowego Zakonu założyciela, wysokim darem modlitwy i duchem ostréj pokuty przyozdobił; daj nam sługom Twoim, tak z jego przykładu korzystać, abyśmy modląc się bez przestanku i ciało pod panowanie ducha poddając, do chwały wiekuistéj doszli za łaską Twoją. Przez Pana naszego i 6. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 459–461.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 464

Święty Franciszek od samej młodości nie znał większej rozkoszy, jak klęczeć przed Przenajświętszym Sakramentem Ołtarza i modlić się do Boga. Jakież miejsce dla bogobojnego młodzieńca mogłoby być przyjemniejsze, jak nie to właśnie? Dziwić by się należało, że nie cały ogół młodzieży takie miejsca modlitwy sobie obiera, albowiem nabożeństwo do Pana Jezusa jest dla każdego niezbędne.

Serce każdego człowieka jest usposobione do miłości i jakaś siła tajemna pcha ludzi do tego uczucia. Atoli cóż człowiek powinien kochać? Bez wątpienia przede wszystkim to, co jest najbardziej kochania godne – a tym jest Jezus w Sakramencie Ołtarza. Jest to miłość najszlachetniejsza, prawdziwie Boska; w tym Sakramencie bowiem łączy Pan Jezus ducha swego z twoim, zstępując w czasie Komunii świętej do serca twego i napełniając ducha twego, całą istotę twoją ogniem miłości troskliwiej i czulej niż najlepsza matka. W tej chwili Jezus jest zupełnie twoim, udziela się tobie zupełnie. Dla tego i ty powinieneś oddać Bogu serce swoje i wszelkie uczucia zupełnie i niepodzielnie.

Masz serce na wzór i podobieństwo Jezusa Chrystusa, Stwórcy twego i Zbawiciela. W tym spoczywa twoja godność, ale zarazem i powaga i ważność obowiązku udoskonalenia twej istoty podług pierwowzoru. Jezus jest dla ciebie jedyną drogą, prawdą i życiem. On nam dał przykład i my tak winniśmy postępować drogą życia, jak On postępował. Rozważ tę prawdę dokładnie, albowiem nie powinieneś duszy twej kształtować podług wzorów świata pełnego dumy, chciwości i wszelkich namiętności, których przecież unikać przyrzekłeś już od chwili gdy otrzymałeś chrzest święty. Przebywaj zatem często i długo przed Sakramentem Ołtarza i tam ucz się od Jezusa prawdziwej pokory i wszelkich cnót, a zarazem miłości ku Bogu. Nabożeństwo to i zastosowane do niego modlitwy są najzbawienniejsze.

Tags: św Franciszek Caracciolo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Officium parvum post
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.