Citatio.pl
2020-06-08

Św. Medarda i Gotarda, braci Biskupów

Żyli około roku Pańskiego 545.

(Żywot ich napisany był przez Fortunata kapłana, za ich czasów żyjącego.)

Święci Medard i Gotard byli bracia bliźnięta, i nietylko w jednym dniu przyszli na świat, lecz w jednym i tymże dniu przyjęli kapłaństwo, w jednym dniu zostali wyświęceni na Biskupów, i w jednym dniu obaj zasnęli w Panu. Byli rodem z Francyi z małéj wioski zwanéj Salancya w dyecezyi Nowiomańskiéj (de Noyon). Żyli na początku szóstego wieku. Rodzice ich znakomitego rodu, w znaczne opływali dostatki i wielką odznaczali się pobożnością. Święty Medard od lat dziecinnych okazywał szczególną dla biednych litość. W szkołach będąc, obracał na jałmużnę, wszystko co mu rodzice dawali na rozrywki. Razu pewnego, matka sprawiła mu płaszcz bardzo kosztowny: spotkawszy ślepego w łachmanach i od zimna drżącego oddał mu młodziutki Medard tę swoję szatę. Inną razą, przypatrując się stadu koni ojcowskich, ujrzał na drodze jeźdzca, któremu gdy uchodził przed grożącém mu niebezpieczeństwem, koń ustał. Chłopaczek dał mu najlepszego konia ze stada ojcowskiego. W tejże chwili puścił się deszcz ulewny a Pan Bóg w nagrodę jego dobrego czynu, zesłał ogromnego orła, który go skrzydłami osłaniając jakby parasolem, do domu odprowadził. Koniuszy ojcowski zawiadomił Ojca że braknie konia; lecz gdy Medard tłómaczył się dla czego go oddał, rumak w tejże chwili sam stanął pomiędzy innemi. Widząc to rodzice rzekli mu wtedy: „Synku miły, rozdawaj już dla Boga ile tylko zechcesz, abyśmy wszyscy byli uczestnikami łask Bożych, jakie w tobie widzimy.”

W młodych jeszcze latach zdarzyło się że był z ojcem na polu, o które swarzyli się sąsiedzi, i bój o nie tocząc krew rozlewali. Medard ujrzawszy kamień na roli, pobiegł i stanął na nim, wołając na bijących się aby się pogodzili, i ten kamień za granicę wzięli. Na głos jego wszyscy się uspokoili, do zgody przyszli, a na znak w tém woli Bożéj, znaleźli na kamieniu stopę jego wyciśniętą na zawsze.

Święty Gotard podobnież od młodości odznaczał się wielką pobożnością. Stroniąc od zwykłych zabaw dziecinnych, uczęszczał do kościołów, i długie tam trawił godziny na gorącéj modlitwie. Naśladując brata, czém tylko mógł wspierał ubogich.

Ponieważ święci bracia okazywali wyraźne oznaki powołania do stanu duchownego, więc: obydwóch oddali na służbę Bożą rodzice z wielkiém weselem serca, powierzając ich wychowanie dalsze świątobliwemu mężowi, Biskupowi Wiromandeńskiemu (de Vermond), który po ukończeniu przez nich zawodu nauk teologicznych, wyświęcił ich na kapłanów. Życie ich odtąd było wzorem cnót wszelkich duchownemu stanowi właściwych: w umartwieniach ciała byli ustawiczni, w postach prawie ciągłych wytrwali, w miłości bliźniego, uczynkach miłosiernych i troskliwości o dobro dusz wiernych niespracowani. Pan Bóg téż różnemi cudami, świątobliwość tych wielkich sług Swoich rozsławiał. Między innemi przytaczają, że kiedy Klodoweusz król Franków, zrabowawszy Biskupstwo Wiromodańskie, łupami kościelnemi wozy naładował, te na modlitwę Medarda z miejsca ruszyć się nie dały; aż dopiéro król, uznawszy grzech swój, prosił aby go rozgrzeszył i co kościelne odebrał.

Przydarzyło się także, że złodziéj ukradł był wołu do świętego Medarda należącego: lecz musiał go zwrócić niezwłocznie, gdyż dzwonek który odjął był od szyi tego zwierzęcia, sam ciągle dzwonił głośno, a do ręki mu przywarł tak że go oderwać nie mógł.

Po zawakowaniu Biskupstwa Wiromodańskiego wyniesiono Medarda na to pasterstwo, pomimo iż długo się temu opierał, aż nakazem kilku Biskupów do przyjęcia zmuszony został. Lecz obowiązki które dla głębokiéj pokory swojéj mimo woli przyjął, z wielką gorliwością dla miłości Boga i bliźniego spełniał. Za jego to rządów i za jego staraniem, siedziba Biskupów Wiromodańskich, od częstych napadów na Francyą przez dzikie hordy Wandalów, Gotów i Hunnów niepokojona, przeniesioną została do Nowiomagu (Noyon), miasta w bezpieczniejszém miejscu położonego. Tam gdy kościół katedralny wystawił, drugie nań spadło jarzmo. Po śmierci sąsiedniego Biskupa w Tornaku (Tournai), na żądanie duchowieństwa i ludu, a za zezwoleniem Papieża Hormizdy, i téj dyecezyi został Biskupem. Zastał w niéj wielu jeszcze pogan, a ile od nich wycierpiał trudno wypowiedzieć! Kilkakrotnie był przez nich pojmany, trzymany w więzieniu i na śmierć wskazany; lecz go Pan Bóg cudownie z rąk ich wybawiał, i tak jego około dusz staraniom pobłogosławił, że w krótkim czasie wielką liczbę niewiernych nawrócił, i przy śmierci jego już bardzo mało ich tam było.

Sprawował urząd swój pasterski przez lat piętnaście, a wielką liczbę dusz pozyskawszy Bogu, mając już i swoję oddać w ręce Pana któremu tak wiernie służył, w ciężką chorobę zapadł. Nawiedzano go tłumnie, bo każdy kwapił się aby od ukochanego swojego Pasterza i błogosławieństwo ostatnie otrzymać, i posłyszeć jego zbawienne nauki które dawał otaczającym jego łoże, a żegnając się ze wszystkiemi serdecznie, dla każdego miał słowo pociechy i pożytecznéj przestrogi. Jednych upominał aby złych postępków zaniechali, drugich aby trwali w dobrém, innych zachęcał do stałości w wierze, a duchownym przekazywał gorliwość o chwałę Bożą i pożytek dusz im powierzonych, czego całém życiem swojém dawał im najwznioślejszy przykład. Sam król Klotaryusz, dowiedziawszy się iż blizkim był śmierci ten święty Biskup, pośpieszył do niego prosząc o błogosławieństwo. Udzielił mu takowe mąż Boży, i na jego rękach umarł, dnia 8 Czerwca roku Pańskiego 560 mając przeszło sto lat wieku.

Nad ciałem jego widziano przez kilka godzin po jego zgonie, światłość niebieską, co niezmierną liczbę ludu na pogrzeb zgromadziło, gdzie téż i następujące cudowne zaszło zdarzenie. Gdy zwłoki Świętego, które Król naprzemian z Biskupami niósł na własnych ramionach, przyniesiono do kościoła w mieście Swesonie (Soisson), gdzie miały być pochowane, raptem tak się stały ciężkiemi, że mar na których były złożone poruszyć nie można było. Król widząc w tém coś nadzwyczajnego, postanowił zapisać połowę dóbr swoich blizko Swesonu będących, na uposażenie kleryków, których przy kościele jaki na cześć świętego Medarda chciał wybudować osadził, i zaraz akt tego zapisu sporządził. Lecz gdy przystąpiono do ciała, jedna połowa tylko jego dała się unosić, a druga nad ołów cięższa, nieporuszona leżała. Król zrozumiał wolę Bożą, i gdy zmieniając zapis całe one dobra na fundusz dla młodych sług ołtarza przeznaczył, całe téż zwłoki błogosławionego dały się poruszyć, i z wielką czcią pochowane zostały. Późniéj na tém miejscu stanął wspaniały kościoł, pod wezwaniem tegoż Świętego.

· · ·

Święty Gotard ze swéj strony, jaśniał jako święty Apostoł w Kościele Bożym. W tymże dniu w którym Medard został Biskupem, i on wyświęconym został na Biskupa Rueńskiego (Rouen). Napróżno, podobnież jak i brat jego, przejęty uczuciem wielkiéj odpowiedzialności w sprawowaniu tego wysokiego urzędu, wypraszał się od niego. Musiał uledz woli Bożéj; a że ją tylko miał na względzie, okazał się również gorliwym i świętym jak Medard Pasterzem. Wielu także pogan, zaludniających jeszcze jego dyecezyą, do Chrztu świętego przywiódł. W ludzie wiernym ducha pobożności rozbudził, obyczaje uświęcił, odznaczając się przytém wielkiém miłosierdziem dla ubogich, chorych i więźniów. On to także nawrócił i króla Klodoweusza. Na Soborze w mieście Orleanie odbywającym się, był duszą toczących się tam narad, i wielkie w sprawie Kościoła położył zasługi. Pełen cnót i zasług, przeżywszy podobnie jak brat jego przeszło lat sto, tegoż dnia co Medard to jest 8 Czerwca roku Pańskiego 560, poszedł razem z nim po koronę wiekuistą do Nieba. Ciało jego najprzód w katedrze Rueńskiéj złożone, późniéj przeniesione zostało do kościoła świętego Medarda w Swesonie, aby jak ich koleje za życia i w wieczności przedziwnie Pan Bóg zespolił, tak aby śmierć i zwłók ich ziemskich nie rozdzielała.

Pożytek duchowny

Jak ów dzwonek, który przy ręce nieprawnie posiadającego cudzą własność, ciągle dzwonił, aby pokrzywdziciel ukryć się nie mógł, o czém w żywocie dzisiejszym czytałeś – tak każda krzywda wyrządzona bliźniemu, woła do Boga, dopuki jéj nie wynagrodzi ten który się jéj dopuścił. Obrachuj się z sumieniem, czy w niém nie dzwoni jaki wyrzut wyrządzonéj przez ciebie bliźniemu szkody, a dotąd niewynagrodzonéj.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionych braci bliźniaków Medarda i Gotarda, wyznawców i Biskupów, przedziwnie wspólnemi kolejami za życia przeprowadzając, razem wziął do Nieba i na wieki zespolił; za ich wstawieniem się prosimy, daj nam wszystkim na łonie Kościoła Twojego wspólnie zrodzonym, tak żyć i umierać, abyśmy wszyscy razem chwalić mogli Cię w wieczności. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 471–473.

Uroczystość róż w Salency

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 473

Na cześć świętego Medarda odbywało się corocznie aż do czasów wielkiej rewolucji francuskiej, tj. do roku 1789, w wielu okolicach Francji, a szczególnie w Salency, jego miejscu rodzinnym, w dniu 8 czerwca święto róż. Święto to zaprowadził w Salency sam Medard, a mianowicie chcąc młodzież żeńską zachęcić do zachowywania czystości dziewiczej, rozporządził, że rok rocznie ta z dziewic, która najbardziej odznaczy się pobożnością i czystością obyczajów, otrzyma wieniec z róż i dwanaście talarów, co wówczas było znaczną sumą pieniędzy. Warunkiem otrzymania tej nagrody czystości było, aby nie tylko sama dziewica, ale i cała jej rodzina wiodła przykładne życie. Rozporządzenie to przez wiele stuleci przynosiło błogie owoce, gdyż odkąd zwyczaj ten panował, nie zdarzył się w Salency ani jeden wypadek, aby któraś z tamtejszych niewiast wiodła życie gorszące.

Uroczystość ta odbywała się w sposób na stępujący: Gmina przedstawiała dziedzicowi Salency trzy dorosłe dziewczęta, pochodzące z czcigodnych rodzin, jako najuczciwsze i najcnotliwsze z wszystkich dziewic w osadzie. Dziedzic wybierał jedną z nich na królową róż, po czym jej nazwisko ogłaszano publicznie z ambony, aby wszyscy mogli osądzić, czy wybór był sprawiedliwy i bezstronny. Jeśli nie nastąpił żaden protest, wtedy 8 czerwca odbywała się koronacja królowej róż. O godzinie 2 po południu udawała się królowa róż w białej sukni, z rozpuszczonymi włosami do pałacu, w towarzystwie rodziców i 12 biało ubranych dziewic oraz tyluż w świąteczne szaty przybranych młodzieńców. Stamtąd pochód udawał się do kościoła, przy czym królowę róż prowadził właściciel Salency. Po nieszporach duchowieństwo udawało się w procesji do kaplicy świętego Medarda, gdzie proboszcz święcił i błogosławił koronę z białych róż, a potem wkładał ją na głowę królowej. Następnie wręczano jej ów podarek pieniężny i wracano w procesji do kościoła, gdzie po odśpiewaniu „Te Deum” zakończono uroczystość modlitwą do świętego Medarda.

Wieczorem w pałacu odbywała się uczta i zabawa, w której brała udział cała ludność wsi z dziedzicem i całą jego rodziną na czele.

Tags: św Medard św Gotard „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna zgoda jałmużna krzywda
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.