Citatio.pl
2020-06-18

Św. Marka i Marcelina, Braci Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 286.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta).

Święci Marek i Marcelin bracia bliźnięta, byli synami Trankwilina szlachetnego rodu Rzymianina, wielki majątek posiadającego. Matka ich podobnież ze znakomitéj rodziny pochodząca, miała imię Marcya. Oboje byli poganami, lecz synom swoim przydali za domowego nauczyciela chrześcijanina bardzo pobożnego, i ci nietylko już w religii chrześcijańskiéj byli wychowani, lecz w krótkim czasie stali się jednymi z najgorliwszych uczniów Chrystusowych. Chociaż pragnęli żyć w bezżeństwie, ulegając jednak woli rodziców, poślubili dwie dziewice pogańskie, spodziewając się pozyskać je Panu Jezusowi, o co starali się głównie, przedstawiając im na sobie wzór wYsokiéj pobożności.

Pomimo tego iż różne oddawali usługi chrześcijanom, i hojnemi wspierali ich jałmużnami, uszli byli przez pewien czas prześladowania, chociaż to już było za czasów okrutnego Dyoklecyana. Lecz w końcu przyszła i na nich koléj. Gdy w miarę jak wzmagało się prześladowanie wiernych, oni podwajali swojéj świętéj gorliwości, schwytani zostali i w ciemne więzienie wtrąceni. Odwaga i stałość, z jaką wyznawali Chrystusa Pana wobec Wielkorządcy miasta, rozbudziła gniew jego, i ten kazał ubiczować ich okrutnie. Święci znieśli te męki z męstwem, które w podziwienie wszystkich pogan wprawiło. Napróżno rodzina ich używała różnych środków, aby ich przywieść do poddania się wyrokom cesarskim, nakazującym oddawać cześć bożkom, i skłaniała do tego aby przynajmniéj dla pozoru, że nie przestali być poganami, uczestniczyli w niektórych obrzędach publicznych. Marceli i Marek ani słyszeć o tém nie chcieli, i stawieni przed sędzią odpowiedzieli wręcz że pogaństwo poczytują za obrzydliwy i bezbożny zabobon, i że nie masz innéj prawdziwéj wiary, prócz chrześcijańskiéj. Sędzia widząc iż przywieść ich do odstępstwa nie może, skazał obydwóch braci na ścięcie. Rodzice i krewni ich, wielkie w Rzymie wpływy mający, uzyskali u Wielkorządcy zwłokę trzydziesto-dniową w wykonaniu wyroku, spodziewając się przez ten czas skłonić Marka i Marcelina do oddania czci bożkom, a przez to do uratowania im życia. Aby rodzinie ułatwić do nich przystęp, z rozkazu samego cesarza, święci z więzienia przeniesieni zostali do domu jednego z pierwszych urzędników zwanego Nikostrates. Tam cięższe poniekąd niż same męczeństwo, czekały ich próby z rodzicami i krewnemi, którzy nie przestawali w sposób najbardziéj do serca przemawiający, namawiać ich aby się na śmierć niechybną nie wystawiali. Ojciec ich Trankwilin i matka Marcya, to znowu ich żony z małemi dziećmi, przychodzili do nich, i zalewając się łzami błagali, aby nad sobą i nad nimi mieli politowanie. Do tych przyłączali się najbliżsi ich przyjaciele i krewni, i trudno wypowiedzieć na jakie ciężkie walki najtkliwsze ich uczucia wystawione były. Trankwilin poważny starzec, wskazywał" im na swoje białe włosy, i zawodząc się od płaczu błagał, aby się nad nim zlitowali. Matka padała im do nóg, i na wpół omdlała, prosiła ich aby jéj życie odebrali, żeby na ich śmierć nie patrzała. W całym domu rozwodziły się krzyki i płacze ich dzieci i żon, które trzymając dziatki na ręku, zaklinały ich, aby nie osierocali i nie poświęcali tych niewinnych ofiar. Przejścia zaś tak bolesne nietylko często się ponawiały, lecz trwały niemal po całych dniach i nocach.

Marek i Marcelin opierali się dość silnie tak trudnym do zwalczenia pokusom: wylewali i oni łez nie mało, lecz przez długi czas mężny opór stawili, i co tylko im żywa wiara w życie przyszłe i w nagrody jakie tam czekają tych którzy do końca przy wyznaniu Chrystusa wytrwają, podać do ust mogła, tém odpowiadali na to co do nich rodzice, żony, dzieci, krewni lub przyjaciele mówili. Wszakże całe trzydzieści dni takich męczarni serca, znużyło już było świętych Męczenników. Męstwo ich chwiać się zaczęło. Zdawało się, że coraz czulszymi stają się na łzy i prośby, któremi ich ciągle oblegano. Sama ich powierzchowność objawiała jakiś smutek, milczenie w którém się już częściéj zamykali, łzy które obficie leli, wszystko to zdradzało, że w walce jaką toczą, może im zabraknąć męstwa. Na szczęście, spostrzegł to święty Sebastyan dowódca pierwszego oddziału gwardyi cesarskiéj, który ich codziennie widywał, a który i sam był potajemnie chrześcijaninem. W samę więc porę przybył im na pomoc, i jak to zwykł był robić z innymi chrześcijanami, gdy ich widział w męstwie zachwianych: „cóż to jest bracia moi, rzekł do nich, otoście już u kresu waszego chwalebnego zawodu, a zdaje się że płacz waszych dzieci i krewnych, jakby was cofał na téj drodze do nieba. Czyż łzy ich miałyby przygasić w sercach waszych płomień miłości Boga, i żywość waszéj wiary? Gdzież się podziało męstwo chrześcijańskie, któregoście na poniesionych mękach dowiedli? Czyż płacz niewiast i dzieci ma was pozbawić korony która już na głowie waszéj spoczywa? Czyż dla nierozstania się z ojcem i matką, z którymi prędzéj czy późnićj musicie się rozłączyć, wyrzeczecie się Boga, który i was i ich stworzył na to abyście w Nim na wieki żyli.” A potém zwracając się ku obecnym rodzicom, żonom i krewnym Świętych, przemówił do nich z takim zapałem o prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, o najwyższém szczęściu oddania życia za Jezusa Chrystusa, i w tak żywém i poruszającém świetle, przedstawił im nagrody jakie w tamtém życiu czekają wytrwałych wyznawców Chrystusa, a z drugiéj strony straszne męki przeznaczone dla odstępców – nietylko utwierdził Marka i Marcelina w ich mężnéj wytrwałości, lecz prócz tego nawrócił do wiary świętéj Nikostrata, w którego domu to się działo, żonę jego nazwiskiem Zoę, a także i Trankwilina i Marcyą rodziców naszych Świętych, jako téż i ich żony.

Trudno wyobrazić sobie jak wielką i świętą radością przejęci zostali Marek i Marcelin, z pozyskania Panu Jezusowi tych najdroższych ich sercu osób, a przez co Pan Bóg nagradzał tu jeszcze na ziemi ich stałość w wierze. Święty Marek miał długą przemowę, w któréj zwracając się głównie do rodziców, do swojéj i brata swego żony, zachęcał ich do wytrwałości i upominał aby gotowymi byli na wszelkie próby, na jakie ich wiara, wśród trwającego prześladowania, narażoną być może. Wszyscy we łzach się rozpływali, lecz byłyto już tylko łzy żalu za grzechy popełnione gdy byli poganami i łzy wdzięczności Bogu że ich błędów pogańskich wyrwać raczył. Nikostrates nawet tak się okazał spragnionym zostania chrześcijaninem, że oświadczył, iż póty nic w usta nie weźmie, póki Chrztu świętego nie przyjmie, a więźniów swoich w tejże chwili na wolność wypuścił. Lecz Święci młodzieńcy, ze swojéj strony pragnąc pozyskać koronę męczeńską, nie chcieli korzystać z tego.

Tymczasem termin trzydziesto-dniowéj zwłoki, wyznaczony przez Chromazego Wielkorządcę, upływał. Wtedy sam Trankwilin udał się do niego aby mu zdać sprawę z tego co zaszło, poruczając się całkiem Bogu w przewidywaniu co go za to czeka. Lecz zastał już i Chromacego chrześcijaninem, który z tego powodu tylko co urząd swój złożył. Następcą jego był niejaki Fabian, człowiek okrutny i zawzięty wróg chrześcijan. Wznowił więc proces świętych Marka i Marcelina, i wskazał ich na przybicie gwoździami za ręce i nogi do słupa.

Gdy wyrok ten spełniono na publicznym placu, przybył tam i Fabian, a zbliżywszy się do rusztowania na którém rozpięto Świętych, zawołał: „Możecie jeszcze życie sobie uratować: wyrzeczcie się wiary waszéj, a każę was zdjąć i wolnymi puszczę. Nie przedłużajcie więc męki swojéj.” Lecz na to odpowiedzieli mu oni: „Nigdyśmy tak roskosznie nie biesiadowali jak teraz gdy chętnie te męki ponosimy dla Jezusa Chrystusa, z którego miłości tu przybici jesteśmy. Oby nam cierpieć dał tak długo, dopóki tém skazitelném ciałem przyodziani jesteśmy.” Tyran odszedł, i tak rozpiętych pozostawił. Przetrwali w téj męce cały dzień i noc następną, a niezachwiani w wierze i męstwie, nie tracąc ani na chwilę swobody ducha, głośno na przemian odmawiali Psalmy, a najczęściéj powtarzali poczynający się od tych słów: O jako dobra i jako wdzięczna rzecz mieszkać braciom wspólnie 1.

Nazajutrz Fabian dowiedziawszy się że jeszcze żyją, kazał przeszyć ich dzidami. Spełniono ten wyrok, a Święci wymawiając głośno przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi, oddali Bogu ducha dnia 18 Czerwca roku Pańskiego 286. Ciała ich pochowano najprzód przy drodze Ardeatyńskiéj, za Grzegorza zaś VIII roku 1582, wraz z ciałem Świętego Trankwilina ich ojca także umęczonego, przeniesione one zostały do kościoła świętych Kosmy i Damiana.

Pożytek duchowny

Podziwiając tych świętych Męczenników męstwo, którego dowiedli nietylko w przeniesieniu wielkich męczarni, lecz oraz i w opieraniu się namowom rodziców i krewnych, którzy ich do zaparcia się Chrystnsa przywieść chcieli, postanów mężny stawić opór wszelkim wpływom odwodzącym cię od tego czego po tobie domaga się Pan Bóg, chociażby wpływy takowe pochodziły od najdroższych ci osób.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy, Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę męczeńskiéj śmierci świętych Marka i Marcelina, od wszelkich szkód grożących duszom naszym, za ich wstawieniem się, uwolnieni byli. Przez Pana na szego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 501–503.

Footnotes:

1

Psalm CXXXII. 1.

Tags: św Marek i Marcelin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Sebastian męstwo św Trankwilin Psalmy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.