Citatio.pl
2020-06-23

Św. Marianny Egnijskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1213.

(Żywot jéj był napisany przez kardynała Jakóba z Witry, jéj spowiednika.)

Święta Maryanna nazwana Egnijską od miasta Egni, w którém długo przebywała, urodziła się w miasteczku Niwella, w biskupstwie Leodyńskiém (Louvain), w Belgii położoném, roku Pańskiego 1177, z rodziców w wielkie dostatki opływających. Od najmłodszych lat uprzedził ją Pan Bóg szczególnemi łaskami, zapowiadającemi wysoką świątobliwość, do jakiéj z czasem dojść miała. Już wtedy Pan Jezus który chciał aby w Nim jednym całe swoje szczęście znajdowała, oderwał jéj serce od rzeczy stworzonych. Maryanna wzgardziła wszystkiém, w czém młode dziewice zwykle największe mają upodobanie: to jest płochemi rozrywkami, uciechami światowemi i strojami. Rodzice dawali jéj przepyszne suknie, klejnoty, drogie perły, a ona starała się jak najrzadziéj takowych używać. Lecz za to wielkie miała upodobanie w samotności, na którą często się udając, modliła się gorąco i rozpamiętywała wieczne prawdy. O północy nawet wstawała, a ujmując sobie spoczynku, trwała na modlitwie. Dla ubogich okazywała wielkie miłosierdzie. Mając żywe pragnienie wstąpienia do klasztoru, z taką czcią była dla zakonnic, że gdy je gdzie spotkała, całowała ich ślady po ziemi.

Rodzice dopatrując w niéj skłonność do życia zakonnego, czemu byli najprzeciwniejsi, aby tego nie dopuścić, postanowili co prędzéj wydać ją za mąż i w czternastym roku zmusili ją niejako do zawarcia ślubów małżeńskich. Wyszła za bardzo znakomitego i również jak ona bogatego młodzieńca imieniem Jan. Na szczęście, w małżonku którego jéj Opatrzność zesłała, znalazła człowieka nietylko wielkiéj prawości, lecz i pobożnego katolika. W domu więc mężowskim, z większą jeszcze swobodą niż gdy była przy rodzicach, mogła oddawać się swoim ćwiczeniom pobożnym. Korzystając z tego, zadawała sobie różne umartwienia ciała, na które jéj dawniéj nie pozwalano: większą część nocy przepędzała na modlitwie, przez resztę zażywając krótkiego spoczynku na łóżku które stanowiły dwie gołe deski. Pod ubraniem nosiła ciągle gruby, ostry i węzłowaty sznur, który jéj służył za włosiennicę.

Jan który i miłował serdecznie swoję żonę i wielce ją poważał, nie sprzeciwiał się wcale rodzajowi życia jaki prowadziła. Co więcéj, mając ciągle przed oczyma przykłady cnót najwyższych, jakie mu dawała Maryanna, budując się jéj słodyczą w pożyciu domowém, jéj miłością w obchodzeniu się ze sługami, jéj miłosierdziem dla ubogich, a przytém jéj roztropnością i rządnością w prowadzeniu domu, postanowił i sam ile możności ją naśladować. Najprzód tedy wraz ze swoją świątobliwą małżonką, uczynili ślub czystości, stanowiąc żyć odtąd jak brat z siostrą. A że kto z łaską Bożą wiernie współdziała, temu Pan Bóg coraz nowych świętych natchnień i pomocy do ich spełnienia udzielać raczy: więc téż i ci błogosławieni małżonkowie, na drodze wysokiéj świątobliwości ciągły postęp czynili. Zaczęli ograniczać swoje stosunki ze światem coraz bardziéj, aby mieć więcéj czasu na ćwiczenia pobożne i uczynki miłosierne, następnie i to wkrótce te stosunki zerwali zupełnie, a w końcu przedawszy całe swoje mienie, rozdali je na ubogich, pozostawiając sobie to tylko, co do zaspokojenia potrzeb do życia niezbędném im było. Gdy zaś pod tę porę, w okolicach gdzie mieszkali, założono szpital dla trędowatych, Jan i Maryanna w nim się zamknęli, aby całkowicie poświęcić się na usługę tym nieszczęsnym odrzutkom społeczeństwa ludzkiego.

Dopóki żyli na świecie, i gdy opływali w wielkie dostatki, ludzie światowi szydzili z nich po kryjomu, zarzucali im dziwactwo, tak nazywając ich święty sposób życia, lecz pomimo tego, otaczali ich tą czcią i poważaniem z jakiemi zwykle jest świat dla osób bardzo zamożnych. Lecz gdy z miłości Chrystusa, stali się oni dobrowolnie ubogimi, wzgardzono nimi, okrywano zniewagami, a najzepsutsi światowcy, nawet zawziętą nienawiścią ich ścigali. Przytém gdy pozbyli się całego majątku i ubogie życie prowadzić zaczęli, najbliżsi nawet ich krewni odstręczyli się od nich, wyrzekli się ich niejako, a niektórzy przy każdém spotkaniu, najdotkliwsze zadawali im upokorzenia. Lecz oni na to nie zważali wcale: zrobiwszy Panu Bogu ofiarę ze wszystkiego przed czém świat czołem bije, miło im było z tego powodu cierpieć, i za szczęśliwych się poczytywali, że i z nimi tak się obchodzą ludzie jak zwykle ze Świętymi.

Maryanna, szczególnie już tym sposobem ze światem zupełnie zerwawszy, oddała się życiu pokutnemu, i nadzwyczajnym umartwieniom, do których jéj Pan Bóg coraz nowych łask udzielał. Jadała tylko raz na dzień i to dopiéro wieczorem, nie używając innych pokarmów jak surowych jarzyn, albo owoców i chleba razowego, bardzo czerstwego. Niekiedy kilka dni z rzędu bez brania żadnego posiłku przepędzała. Wtedy wpadała w długie zachwycenia, w których żyła już nie ziemskiém życiem. „W tych zachwyceniach, pisze kardynał Witry który był jéj ojcem duchownym i historykiem jéj życia, doznawała nasza Święta niewypowiedzianych uciech niebieskich, jakich zakosztowywał święty Paweł, gdy do trzeciego nieba bywał porwany, i wtedy zasłyszywała, na podobieństwo jak on, te tajemnice Słowa przedwiecznego, których ludzkim językiem wypowiedzieć niepodobna.” Obdarzał ją także Pan Bóg łaską łez rzewnych, które wylewała na modlitwie, a które jak się wyrażała, były dla niéj wyższą nad wszelkie ziemskie szczęście pociechą. Posiadała szczególny dar uspokajania dusz, wewnętrznemi utrapieniami dręczonych. Wiele osób, przebywających te ciężkie próby, po jednéj z nią naradzie, odchodziły na zawsze swobodne. Rozmowa jéj o Bogu i o rzeczach tyczących się duszy, poruszała najtwardsze serca, pobudzała do skruchy grzeszników oddawna w grzechach leżących. Zdarzyło się razu pewnego, iż z dwóch kapłanów przejeżdżających blizko miejsca gdzie Maryanna mieszkała, jeden chciał zboczyć z drogi, aby ją odwiedzić. Drugi który był duchownym bardzo nieprzykładnym, z tego powodu szydził ze swego towarzysza, i z nim razem nie poszedł. Lecz gdy ten trochę dłużéj u Świętéj zabawił, przybył i ów szyderca. Po krótkiéj z nią rozmowie rozpłakał się, wyszedł nadzwyczaj wzruszony, przygotował się niezwłocznie do spowiedzi z całego życia, i od tego czasu żył świątobliwie. Błogosławiona ta sługa Boża, miała zwyczaj co roku odbywać pielgrzymkę do przenajświętszéj Panny Egnijskiéj, i jak utrzymywała, przed Jéj to wizerunkiem, wypraszała sobie zawsze najszczególniejsze łaski. Miejsce te było dość odległe od Niwelli, gdzie dotąd Święta mieszkała, jednak odbywała tę drogę zawsze pieszo bez obuwia, chociaż zdarzało się iż zimą tam chodziła. Przez cały ten dzień pielgrzymowania, nie brała żadnego posiłku, a przyszedłszy na miejsce święte, w kościele Matki Bożéj trwała bez przerwy na modlitwie przez noc całą, aż do Nieszporów dnia następnego. Gdy z czasem wsławiła się jéj świątobliwość, a bardzo wiele pobożnych osób, jużto dla polecenia się jéj modlitwom, już dla zasięgnięcia jéj rady, jużto tylko dla przypatrzenia się Świętéj, nawiedzało ją w szpitalu przy którym mieszkała, przeniosła się do Egnii, i tam przy kościele przenajświętszéj Panny osiadła. Byłoto miasteczko ubogie, oddalone od większych gościńców, i dla tego je obrała Maryanna, aby w niém więcéj osamotnione życie wieść mogła. Tam już niewymowne pociechy duchowne zsyłał jéj Pan Bóg: w coraz częstsze i dłuższe wpadała zachwycenia, w których widywała Matkę Boską i swego Anioła Stróża. W dzień narodzenia świętego Jana Chrzciciela, będąc w zachwyceniu, usłyszała te słowa: „Pójdź wybrana moja, za rok koronowaną będziesz.” Przyszedłszy do siebie powiedziała to swojéj towarzyszce imieniem Klementyna, przydając że przez ten rok życia który jéj pozostaje, będzie jeszcze wiele cierpiała. Jakoż, zachorowała, i najrozmaitszym a strasznym podlegała boleściom. Pomimo to, umartwionego sposobu życia w niczém nie odstępowała; a ponieważ miała sobie objawioném, że w dzień poniedziałkowy powoła ją Pan Bóg do Siebie, więc dla uproszenia łaski dobréj śmierci, przez ten rok cały w poniedziałki nic nie jadała.

Na cztery dni przed śmiercią, to jest przed tym dniem który była przepowiedziała, wpadła w zachwycenie, które trwało trzy doby bez przerwy, i wśród którego ciągle śpiewała tak przecudnie, że to wszystkich do łez i do nabożeństwa pobudzało. Lecz co w tém najszczególniejszego było, a o czém wyż przytoczony kardynał Witry jako naoczny świadek pisze: śpiewała pieśni i hymny które sama wtedy układała i to po łacinie, chociaż tego języka wcale nie znała, i opiewała tajemnice o Trójcy przenajświętszéj, o Wcieleniu Syna Bożego, o niezrównanych przywilejach przeczystéj Dziewicy, a następnie o Aniołach i Wszystkich Świętych Pańskich, a to z taką głęboką znajomością Teologii, iż to najuczeńszych kapłanów zdziwiało. Przy końcu odśpiewawszy Magnificat, a po niém pieśń Szymonową: „Teraz wypuścisz mnie Panie w pokoju” wyszła z tego długiego zachwycenia. Potém kazała się zanieść do kościoła przed Wielki Ołtarz, tam przyjęła ostatnie Sakramenta święte, wiele rzeczy o czasach przyszłych przepowiedziała które się ziściły, i wymawiając kilkakrotnie te słowa: „O! jakżeś piękny Królu Panie wiecznéj chwały!” Bogu ducha oddała dnia 23 Czerwca roku Pańskiego 1213.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotu dzisiejszéj Świętéj, do jakiéj wysokiéj świątobliwości dochodzi się w stanie małżeńskim, gdy oboje małżonkowie jako dobrzy chrześcijanie, nawzajem się wspierają na drodze pobożności i są jedno dla drugiego przykładem i zachętą do coraz wyższego na niéj postępu. Biada temu, kto w małżeńskim związku dwóch dusz chrześcijańskich, nietylko nie jest dla drugiéj pomocą w wiernéj służbie Bogu, lecz jeszcze stawi temu przeszkody.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławioną Maryannę przedziwnéj ostrości i wysokiéj bogomyślności łaskami hojnie wzbogacił; daj nam za jéj wstawieniem się i przykładem, zmysły i ciało umartwiając, ducha naszego do niebieskich rzeczy zamiłowania, coraz więcéj sposobić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 516–518.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 508

Święta Marianna często była trapiona pokusami. Nie wiedząc, co czynić przeciw nim, do rozpaczy przychodziła, mniemając, że grzechem się splamiła, a były to myśli sprosne, nieprzystojne, o jakich Pismo święte mówi: „Od myśli nieuczciwych i głupich a nikczemnych, strzeż mnie, Panie!"

Pokusą tą jest czart, który wiedzie człowieka i pociąga ku sobie, aby go odwieść od dobrej drogi. Zwykle Pan Bóg nie dopuszcza pokusy na tych, którzy w grzechu śmiertelnym pozostają, albo za niego nie żałują, ale na tych, którzy pokutę zaczynają albo ku doskonałym cnotom i uczynkom dla zbawienia swego i miłości Bożej postępują.

Gdyby na kogo z dopuszczenia Bożego pokusa przypadła, niech nie sądzi, że te myśli szkaradne z niego wypływają. One są właśnie przez czarta wzbudzone i on je na myśl przywodzi, aby nimi człowieka zgubić.

Pokusy tej niechaj sobie nikt za grzech nie bierze, ale za osobliwsze nawiedzenie i doświadczenie Boże. Im więcej kto za grzech to mieć będzie, tym więcej nieprzyjaciela rozraduje.

Człowiek winien prosić Pana Boga, aby od niego pokusę oddalał, a jeśli Pan Bóg nie raczy tego uczynić, to pokusę tę winien znosić cierpliwie, a grzechami się brzydzić. Czytamy w żywocie świętej Katarzyny z Sieny, że mając długi czas sprosne, niemoralne myśli i widząc szatanów wabiących ją ku sobie, których potem Jezus od niej oddalił, zawołała: „Gdzie żeś był przez ten czas, Oblubieńcze mój miły?" „W sercu twym byłem” – odpowiedział Chrystus. Na co ona odrzekła: „A wszakże serce moje pełne było sprosności! Jakże Ty mogłeś w nim mieszkać, miłośniku czystości?" A Chrystus rzekł: „W tym, iżeś się owymi myślami brzydziła i żałość z nich wielką mając, miejsce dla Mnie zostawiłaś”.

Tak i my się tym cieszmy, gdyby to na nas przyszło, iż nie ustając w miłości ku Panu Bogu, gdy nas trapią pokusy, nie tylko nie utracimy łaski Boga, ale jej sobie jeszcze więcej przyczynić zdołamy.

Tags: św Marianna Egnijska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna bogactwo małżeństwo jałmużna dar języków pokusy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.