Citatio.pl
2020-07-01

Św. Szymona, Przezwanego Sales

Żył około roku Pańskiego 570.

(Żywot jego był napisany przez Leonincyusza Biskupa w Cyprze, według zeznań naocznych świadków.)

Święty Szymon przezwany Sales, co po grecku znaczy głupiec, narodził się w Edessie, w mieście w Mezopotamii położoném, w drugiéj połowie szóstego wieku. Z pierwszych lat jego młodości to tylko wiadomo że mając rodziców bardzo zamożnych i bogobojnych, wychowany był starannie i znakomity uczynił postęp w języku i naukach greckich, świetnie podówczas kwitnących. W dwudziestym roku życia, już w całém mieście znanym był z wielkiéj pobożności i miłosierdzia dla ubogich.

Było podówczas zwyczajem chrześcijańskim w tych krajach, każdego roku udawać się do Jerozolimy, na uroczystość Podwyższenia Krzyża świętego. Szymon wraz z młodym przyjacielem swoim imieniem Jan, pojechali tam także. Zwiedzenie miejsc na których spełniła się sprawa odkupienia ludzi, rozżywiło w obu tych młodzieńcach uczucia pobożne, i nastręczyło myśl wyłączniejszego poświęcenia się Bogu. Wracając z Jerozolimy, puścili się doliną Jerycho, na któréj ujrzeli mnóstwo klasztorów pobudowanych wzdłuż rzeki Jordanu. Widok ten bardzo ich poruszył: „O! jak szczęśliwymi są ludzie, rzekł Szymon, żyjący w tych ustroniach! Błogo im dnie płyną, i spokojnie umierają. Na co się nam w dzień sądu, przydadzą wszystkie próżności tego świata w które opływamy? A i młodości naszéj którą trawimy w życiu światowem, czyż nie szkoda, gdy ona albo z wiekiem przeminie bez żadnéj przed Bogiem zasługi, albo ją śmierć przetnie:” I przydał: „Mam wielką ochotę odwiedzić tych zakonników.” – „A ja, rzekł Jan na to, chciałbym ich naśladować.” – „A więc, powiada Szymon, udajmy się do klasztoru, może Pan Bóg udzieli nam téj łaski.” Takie tedy mając zamiary, odprawili swych ludzi i powozy, a sami zboczywszy z gościńca, małą ścieżką puścili się ku klasztorom. Pierwszy do którego się dostali, byłto klasztor świętego Gerazima, którego Opatem był błogosławiony Nikon. Zabawiwszy tam dni kilka, a zdziwieni anielskiém życiem jakie wiedli ci święci mnisi, oświadczyli Opatowi chęć wstąpienia do ich grona, i przyjęci zostali.

W krótkim czasie okazali się tak wiernymi łasce powołania do tego świętego życia, iż przełożony mógł wszystkim braciom stawiać ich za przykład do naśladowania. Lecz pomimo najściślejszéj karności jaka w zakonie tym istniała, i nadzwyczajnéj ostrości życia, Szymon uczuł pociąg do życia jeszcze bardziéj usamotnionego. Zwierzył się z tego Janowi, który i ze swéj strony zgodził się na to mówiąc: „Gotów jestem pójść z tobą gdzie zechcesz, lecz abyśmy pewniejsi byli że jest to zgodném z wolą Bożą, sądzę że wypada nam poradzić się w téj mierze naszego świętego Opata.” – „Zgadzam się na to, odpowiedział Szymon, przedstawmy mu nasze zamiary, a co on każe to zrobimy.” Błogosławiony Nikon bardzo biegły w rozpoznawaniu ducha, widząc w nich prawdziwe do pustelniczego życia powołanie, pozwolił im na to, a uściskawszy ich serdecznie i pobłogosławiwszy, rzekł do nich: „Idźcie moi synowie, powodujcie się duchem który was wiedzie na puszczę i bądźcie wiernymi tak wielkiéj łasce.”

Puściwszy się oni w głąb puszczy, po dłagiéj podróży, znaleźli nad brzegiem morza małą chatkę pustą, w któréj mieszkał święty pustelnik niedawno zmarły. Miejsce to obrali sobie, i tam osiadłszy, wiedli życie bogomyślności i pokucie oddane. Modlitwa zajmowała im czas prawie wszystek. Sypiali parę godzin, opierając głowę na kamieniu. Żywili się leśnemi korzonkami które koło swojej pustelni znachodzili: słowem, naśladowali najwierniéj pierwszych założycieli życia pustelniczego na puszczach egipskich.

Dziewiętnaście lat spędzili już byli tym sposobem, gdy Szymonowi przyszła myśl szczególna udania się pomiędzy ludzi, i udając głupca, ćwiczyć się w pokorze, a obok tego pozyskiwać dusze grzeszników Bogu. Jan nie odradzał tego swojemu towarzyszowi, ufając iż zamyśla on o tém nie bez szczególnego natchnienia Boskiego, lecz sam pozostał na puszczy. Szymon zaś pożegnawszy się z nim z płaczem, przyrzekł iż go przed Śmiercią jeszcze odwiedzi i udał się najprzód do Jerozolimy, dla zwiedzenia znowu miejsc świętych, a ztamtąd do miasta Emezy w Syryi, gdzie był zupełnie nieznanym, i gdzie już resztę życia swojego spędził.

Wchodząc do tego miasta, ujrzał za bramą psa zdechłego. Uwiązał go sobie u pasa, i z nim wbiegł na rynek, Ściągając za sobą tłum ludzi, patrzący ciekawie na człowieka w ubraniu pustelniczém, którego wzięto za waryata, i uliczników, którzy z początku go targali, a widząc że on z tego wesoło żartuje, zaczęli go to szarpać, to bić, to policzkować i na ziemię obalać. Gdy go drudzy od tych zniewag obronili, przyłączył się do grona dzieci które na publicznym placu się bawiły, i z niemi udające głupca, igrał i dokazywał. Podobnież postępował i dni następnych. Po ulicach, po placach publicznych, wszędzie udawał głupca. Z czasem lud przyzwyczaił się do niego, chętnie się nim bawił, bo było w nim cóś, co mimo wiedzy tych co z nim przestawali, pociągało do niego.

Lecz co najdziwniejsza, że tym sposobem uchodząc za upośledzonego na umyśle i doznając ciągłych upokorzeń z tego powodu, święty Szymon umiał trafiać do serca Największych grzeszników, i nawracał ich niekiedy jedném słowem, które wśród bredni które plótł głośno pocichu im szepnął do ucha. Zdarzało się, iż gdy miał na oku jakiego grzesznika którego chciał nawrócić, wchodził do szynku aby mieć do niego przystęp, i tam zasiadłszy z biesiadującymi którzy z niego szydzili, niekiedy jedném słówkiem tak trafnie do nich przemówił, że nie tylko tego o którego mu chodziło, lecz i innych od rozpusty odwodził. Takim sposobem, bardzo wielu ponawracał. Zadawał się nawet z publicznemi nierządnicami. Dawał im pieniądze, jakby miał zamiar podzielać ich rozpustę; a potém przemówiwszy do nich, albo tylko pomodliwszy się nad niemi, na zawsze wyrywał je z ich zbrodniczego życia. Wpadał do szpitalów, i tam według swego zwyczaju udając półwaryata, zbliżał się do chorych którzy się z niego śmieli, a on ich znakiem krzyża świętego, albo przez samo dotknięcie uzdrawiał. Z opętanymi udawał opętanego, krzyczał jeszcze głośniéj od nich, miotał się z nimi po ziemi, a tym czasem egzorcyzmował ich, i z najstraszniejszych, a których wszyscy już odstępowali, wyganiał złe duchy.

W ciągu zaś tak szczególnego sposobu postępowania, nie przestawał wieść życia równie pokutnego i bogomyślnego, jak gdy był na puszczy. Niekiedy po kilka dni z rzędu, a nawet cały tydzień, nic nie jadał. Sypiał godzinę albo dwie pod kościołami, większą część nocy trawił na modlitwie, i wtedy unosił go Pan Bóg do najwyższéj bogomyślności. Jeśli go kto podszedł w chwilach gdy był w zachwyceniu, wnet z niego wychodził, i jakiémś słówkiem lub czynem niezwyczajnym, wprowadzał świadków tych łask cudownych w błędne mniemanie, że i to były jakieś zwykłe jego dziwactwa. Nakoniec do tego stopnia rozmiłował się we wszelkiego rodzaju upokorzeniach, że gdy pewna dziewica złego prowadzenia się, oskarżyła go iż jest ojcem dziecięcia które nosiła w łonie, Szymon nie tylko nic na obronę swoję nie mówił, ale nawet tak się zachował, jakby to prawdą było. Lecz sam Pan Bóg obronił jego sławy, gdyż ta nieszczęsna kobieta w strasznych boleściach rodząc, póty nie mogła wydać na świat dziecięcia, aż wyznała kto był jego prawdziwym ojcem, i że oszczerstwo rzuciła na Szymona.

Mając objawienie o blizkiéj śmierci swojéj nasz Święty, poszedł na puszczę pożegnać się z Janem, jak mu to był przyrzekł, i wrócił do Emezy gdzie wyznał gospodarzowi domu w którym ciągle mieszkał kim jest, i że dla miłości upokorzeń udawał głupca. Gospodarzem tym był pewien Dyakon kościoła Emezkiego, bardzo świątobliwy człowiek, który już oddawna odgadywał w Szymonie szczególne łaski Boskie. Szymon wymógł na nim, aby to co mu wyznał zachował w tajemnicy aż do jego śmierci, i prosił aby go w odosobnionym kąciku jego domu, zostawił samego na dni kilka. Po dwóch dniach, gdy gospodarz ten go nie widział, poszedł obaczyć czy nie chory i zastał go nieżywego, leżącego pod chrustem który mu służył za posłanie. Po jego śmierci, zaczęli ludzie rozgłaszać różne cuda przez niego czynione, o których dotąd nie mówiono. Przy ciele jego, wielu chorych i kalek zdrowie odzyskało. Cały téż Kościoł uczcił go jako Świętego, i Martyrologium rzymskie, pod dniem dzisiejszym pamiątkę jego ogłasza.

Zasnął w Panu w miesiącu Czerwcu, roku Pańskiego 570.

Pożytek duchowny

Żywot Świętego który dopiéro co przeczytałeś, należy do téj niewielkiéj liczby Żywotów które podziwiać powinniśmy, niekusząc się jednak żeby je zupełnie naśladować. Na to bowiem trzebaby mieć szczególne natchnienie Boskie, jakie miał ten Święty. Lecz bardzo potrzebną zaczerpnąć możesz z niego naukę: widząc bowiem do jakiego stopnia Święci rozmiłowywali się we wzgardzie świata, tém silniéj obmierzić sobie powinieneś twoję żądzę wyniesienia się, i brak pokory w znoszeniu najmniejszego od drugich uchybienia.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Szymona wyznawcę Twojego, tak nadzwyczajną miłością upokorzeń i wzgardy ludzkiéj obdarzył; daj nam za jego wstawieniem się, ducha głębokiéj pokory, a żądzę odbierania czci od ludzi wyniszcz w sercach naszych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 545–547.

Tags: św Szymon de Sales „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik głupiec pokora
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.