Citatio.pl
2020-07-10

Św. Felicyty i Jéj Siedmiu Synów Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 150.

(Męczeństwo ich opisane jest przez świętego Grzegorza Papieża.)

Święta Felicyta żyła na początku wieku pierwszego w Rzymie, za panowania cesarza Antonina. Byłato niewiasta znakomita rodem i bogactwy, ale jeszcze więcéj żywą wiarą, pobożnością i cnotą miłosierdzia dla ubogich, a szczególnie chrześcian, pod srogiém podówczas prześladowaniem jęczących. Po śmierci męża zerwawszy wszelkie ze światem stosunki, a mając dorosłych siedmiu synów, których najstaranniéj i najpobożniéj wychowała, już tylko ćwiczeniom wysokiéj pobożności się oddawała, i w poświęceniu się swojém na usługi wiernych żadnych granic nie kładła. Wysoka téż jéj świątobliwość, samych nawet pogan w zdumienie wprawiała: byli oni dla niéj z uwielbieniem, a wielu z nich zapatrując się na jéj cnoty chrześcijańskie, przez to samo do wiary świętéj się nawracało.

Oburzeni tém kapłani pogańscy, oskarżyli ją przed cesarzem mówiąc: „Wiedz o tém cesarzu, że ta wielka pani Felicyta, równie jak i jéj siedmiu synów, bogom naszym uwłaczają i srogi ich gniew na nas wszystkich ściągają. Jeżeli nie przywiedziesz jéj do tego, aby im publicznie cześć oddała, nieczém się nam przebłagać nie dadzą.” Antonin przychylając się do żądania kapłanów, polecił Publiuszowi, który podówczas był wielkorządcą w Rzymie, aby Felicytę wraz z jéj synami zmusił do oddania czci bożkom.

Publiusz, przez wzgląd na wysokie położenie jakie zajmowała w świecie Felicyta, przyzwał ją do siebie, i najprzód prywatnie i łagodnemi słowy, nakłaniał ją aby wolę cesarza spełniła. Kadził jéj, aby odmowną odpowiedzią nie wywoływała sprawy swojéj przed trybunały sądowe, gdyż w takim razie będzie zmuszonym sądzić ją publicznie, jak to podówczas z chrześcijanami dla postrachu drugich czyniono, a za dalszy jéj opór rozkazom Antonina, podda ją całéj surowości prawa, ciężkie kary; na odmawiających czci bożkom przepisującego. Na to odpowiedziała mu Święta: „Ani mnie twoje łagodne rady nie skłonią do tego, ani pogróżki ustraszą. Ufam Bogu, że mi da siłę wytrwania w mękach i szatanom waszym nie pokłonię się: a jeśli mnie za to zamordujecie, tém większe odniosę nad niemi zwycięstwo.” „Jeżeli sama, rzekł na to Publiusz, chcesz życie twoje za to położyć, tedy przynajmniéj miéj wzgląd na synów twoich. Oni bowiem ofiary bogom złożyć muszą, bo inaczéj poginą.” – „Synowie moi, odpowiedziała Felicyta, wtedyby tylko zginęli, gdyby popełnili grzech składania ofiary bożyszczom, a przeciwnie, żyć będą, jeżeli się tego nie dopuszczą.”

Wielkorządca, widząc iż w ten sposób nie może ustraszyć Felicyty, w dniu „następnym już publicznie zasiadł do sądzenia jéj sprawy, i stawić ją kazał przed sobą na placu Marsowym, wraz z jéj siedmiu synami, i najprzód rzekł do niéj: .„Felicyto! miéj litość nad synami twoimi, tak zacnymi młodzieńcami, a którzy tylko co najpiękniejszą porę życia zaczynają.” – „Miłosierdzie jakie nad nimi okazujesz, odpowiedziała matka, jest prawdziwém okrucieństwem, a upomnienie jakie mi dajesz bluźnierstwem.” A zwracając się do synów mówiła: „Patrzcie dzieci moje w niebo, gdzie was Chrystus ze świętymi oczekuje. Mężnie walczcie, bo idzie tu o zbawienie wasze wieczne, nie odstępujcie od miłości Jezusa.” Słysząc to Publiusz wpadł we wściekłość i zawołał: „Jakto! w obecności mojéj, ośmielasz się nakłaniać twoich synów, aby się oparli rozkazom cesarza? bo on to sam, a nie ja tylko, wymaga abyście złożyli ofiary bogom naszym.” I to mówiąc, przywołał katów, kazał im policzkować Felicytę, a synów jéj jednego po drugim z kolei przywoływać przed swój trybunał.

Pierwszy który stanął, miał imię January. Tyran zaczął od tego iż mu obiecywał wielkie łaski cesarskie, bogate dary i świetny zawód, jeśli wyrzekłszy się wiary w Chrystusa, odda pokłon bożyszczom pogańskim, a w przeciwnym razie, groził mu najstraszniejszemi karami, i w końcu namawiał ze zdradziecką życzliwością, aby się nie wahał i poszedł za jego, jak ją nazywał, przyjacielską radą. Lecz młodzieniec odpowiedział mu na to spokojnie i mężnie: „Złą a nie mądrą radę, dajesz mi Wielkorządco: gdyż mądrość Boska przeciwnie mi doradza, owszem nakazuje, abym wzgardził tém co mi obiecujesz za odstępstwo od Chrystusa, a nie uląkł się tego czém mi zagrażasz, jeśli fałszywym bożyszczom czci nie oddam.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca kazał go okrutnie zesmagać rózgami w oczach matki i wtrącić do więzienia, a tymczasem przyzwał drugiego imieniem Feliks, którego w podobnyż sposób do zaparcia się wiary namawiał, wymagając aby niezwłocznie złożył ofiarę Jowiszowi. Na to rzekł mu młodzieniec: „Jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu godzi się i należy składać ofiary, a tym jest Jezus Chrystus; i bądź pewien Wielkorządco, że ani ja ani bracia moi, tego Pana i Boga naszego nie odstąpimy. A jeśli nas haniebnie biczować i okrutnie katować każesz, przez to wiary z serc naszych nie wydrzesz.”

Publiusz odprawiwszy i tego, kazał przyzwać trzeciego, Filipa, i już wprost straszył go cesarzem mówiąc: „Antonin cesarz pan nasz najwyższy, rozkazał abyś złożył ofiarę wszechmogącym bogom naszym.” Na co Filip: „Nie nazywaj o Wielkorządco, bałwanów waszemi bogami, bo Bogiem wszechmogącym jest tylko ten Bóg Jezus Chrystus, którego my wyznajemy; wasze zaś bożyszcza są to nieme bryły z miedzi lub żelaza ukute, i kto im składa ofiary, na wieczne idzie pohańbienie.”

Przyzwał tedy Publiusz Sylena czwartego syna Felicyty, i gdy stanął przed nim: „Widzę, zawołał do niego groźnie, żeście z niegodziwą matką waszą, spisek uknuli przeciw woli cesarza. Pamiętaj że jeśli rozkazu jego nie spełnicie, wszyscy poginiecie nikczemnie.” – „Inaczéj postępować nie godzi się nam, odpowiedział Sylen: gdybyśmy bowiem ulękli się męczeństwa doczesnego, które chociażby najokrutniejsze krótką chwilę trwać będzie, popadlibyśmy w wieczne męki, które są straszniejsze jeszcze, a końca nie mają. Że przeto wiemy jakie męki czekają po śmierci tych, co się Chrystusa zapierają, a jakie nagrody są zgotowane dla wytrwałych w wierze, przeto słuchać musimy praw Boskich, a nie ludzkich, kiedy się one Boskim sprzeciwiają. Bałwanami więc pogańskiemi gardzimy, abyśmy do końca wiernie służąc Bogu prawdziwemu, żywot wieczny osiągnęli.”

Sądząc Publiusz, że chociaż tak mężny opór znalazł w tych trzech braciach, łatwiéj mu pójdzie z młodszymi, zwłaszcza gdy ich stawić każe przed sobą nie w obecności starszych, których widok mógłby im dodawać męstwa, kazał już przesłuchanych odprowadzić do więzienia i zamknąć wraz z Januarym, a młodszych przyzwał. Tym znowu obiecywał łaski cesarskie, jeśli wolę jego spełnią, a groził mękami i śmiercią, jeśli bożkom się nie pokłonią i spytał Aleksandra, piątego z rzędu brata: „Cóż ty mówisz na to?” a ten mu odrzekł: „Sługa jestem Chrystusów, więc co mam w sercu to i wypowiadam: nie wyrzeknę się wiary, jak jéj i bracia moi się nie wyrzekli” i przydał z wielką dobrocią: „i ty sam Publiuszu, nie gardź wiarą w prawdziwego Boga i zbaw duszę twoję.” Odwrócił się od niego Wielkorządca, a widząc Witalisa szóstego z ich grona, bardzo młodo i wątło wyglądającego, w słowach najłagodniejszych do niego przemówił, spodziewając się że go łatwiéj podejdzie. Lecz ten mu odpowiedział: „Nie sądź że ja dla tego iż młodszym jestem od tych braci moich których już słuchałeś, mniéj będę od nich stałym w wierze.” – „Więc i tobie już życie nie miłe?” rzekł na to Publiusz: „Tak nie jest odparł Witalis, lecz miło będzie mi umrzeć raczéj, aniżeli pokłonić się szatanom.” – „O jakichże to szatanach mówisz?” spytał Wielkorządca. „Szatanami są bożkowie wasi, odrzekł Witalis, którym ja nigdy czci nie oddam.”

Nakoniec siódmemu i ostatniemu Marcialisowi, przedstawiał tyran, że okrucieństwo popełniają sami nad sobą, nie poddając się woli cesarskiéj, na co mu znów ten odrzekł: „Okrucieństwo popełniają nad sobą ci, którzy nie chcą uznać prawdziwego Boga, a za to na wieczne potępienie idą.”

W wielkie wpadł podziwienie Publiusz, widząc tak niezachwiane w całéj téj świętéj rodzinie męstwo, lecz zaślepiony w swych błędach, i wierny wykonawca okrutnego prawa, kazał ich ubiczować, i wtrącić do więzienia, a nazajutrz zdał sprawę cesarzowi, z tego co z nimi zaszło. Cesarz kazał ich wszystkich potracić, lecz prawie każdego w inny sposób. January skonał pod knutami, Feliksa i Filipa pałkami zamordowano, Sylena strącono z wysokiéj skały, Aleksander, Witalis i Marcialis zostali ścięci. Felicyta także przez ścięcie śmierć odebrała. A że nastąpiło to po zamordowaniu w jéj oczach wszystkich jéj synów, na których męczeństwo patrzała, więc tym sposobem, jak się wyraża święty Grzegorz, święta ta matka nie jednę, lecz ośm śmierci męczeńskich poniosła za wiarę.

Pożytek duchowny

O ile rodzice cieleśnie tylko miłujący swoje dzieci, pisze święty Grzegorz, pragną aby ich nie przeżyli, o tyle święta Felicyta w Bogu i dla Boga, a więc prawdziwie miłująca swoich synów, pragnęła ostatnia po nich zstąpić z tego świata, aby patrząc na ich śmierć za wiarę, być pewną że ich wszystkich w Niebie znajdzie. Czyż twoje przywiązanie do drogich ci osób, jest tegoż rodzaju?

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć męstwu tych świętych Męczenników w ich wytrwałości w wierze, miłościwego ich za nami pośrednictwa, skutków doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 572–574.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 552

Św. Felicyta kierowała się zasadą, że rodzice nie mogą dać nic lepszego dzieciom od nieba, a nic gorszego od piekła. Czy spełnienie pierwszej części tej prawdy jest w mocy rodziców? Niewątpliwie. Każde dziecię jest stworzeniem słabym, bezsilnym, potrzebującym pomocy. Nie umie nic, wszystkiego ma się dopiero uczyć: jak stać, jak jeść, jak chodzić i ubierać się. Tym więcej przeto należy je uczyć, jak się ma modlić, miłować Boga, unikać grzechu i wszelkich pokus do niego. Jest ono niejako woskiem, z którego można ukształtować albo przyszłego mieszkańca niebios, albo potępieńca. Jest ono młodą drzewiną, i od ogrodnika zależy, czy ten szczep ma kiedyś wydać bujny owoc, czy zmarnieć. Nie zna ono różnicy między dobrym a złym, a ponieważ pierwsze wrażenia są najtrwalsze, dlatego mówi Chrystus Pan: „Co tym małym uczynicie, to uczynicie Mnie; ale biada tym, kto gorszy małych. Lepiej by było, ażeby gorszycielowi przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono go w głębię morza" (Mat. 18). Rodzice są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami dziatek. Bóg wszczepił w serca rodziców miłość i przywiązanie do dzieci, a w dzieci powolność i posłuszeństwo dla rodziców. Mowę ojca i matki rozumie dziecię lepiej, ich nauki są dlań najwyższą prawdą, ich przykład największą powagą, ich wiara i pobożność najskuteczniejszym kazaniem. Niech przeto rodzice w czynach i słowach nigdy o tym nie zapominają, że będą ponosić odpowiedzialność za zgorszenie, dane własnemu dziecku, i że dobrym przykładem, jaki z siebie dawać będą, powiodą swe potomstwo do nieba i do chwały wiecznej.

Tags: św Felicyta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka wdowa wychowanie
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.