Citatio.pl
2020-07-18

Św. Kamila z Lelis, Założyciela Zgromadzenia Kleryków Zakonnych do Obsługi Chorych

Żył około roku Pańskiego 1614.

(Żywot jego był napisany przez jednego z kapłanów jego Zgromadzenia, i znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Kamill przyszedł na świat w miasteczku Bachianiko (Bachianico) w królestwie Neapolitańskiém roku Pańskiego 1550. Matka jego już sześćdziesięcioletnia kobieta nosząc go w swojém łonie, miała sen, że wydała na świat syna ze znamieniem krzyża na piersiach, za którym wiele dzieci postępowało, z podobnymże znakiem. Byłoto przepowiednią Zakonu który miał założyć.

Wszelako młodość Kamilla nie zapowiadała tego, czém miał być w przyszłości. Wstąpiwszy do wojska, wiódł życie bardzo nieprzykładne. Szczególnie namiętnie oddawał się grze w karty. Spotkawszy dnia pewnego dwóch kapucynów na ulicy, tak był uderzony ich świątobliwą powierzchownością, że uczynił ślub wstąpienia do Zakonu. Lecz po dniach kilku, wrócił do swego lekkomyślnego sposobu życia. Po niejakim czasie tenże ślub ponowił, będąc zaskoczony burzą na morzu trzy dni i trzy nocy trwającą, o czém znowu zapomniał, skoro na ląd wysiadł. Namiętności gry oddał się jeszcze zapamiętalej, i przyszło do tego, że przegrał całą swoję zbroję, potém płaszcz a w końcu i ostatnią koszulę. Zmuszony żebrać, tak się jednak tego wstydził, że wyciągając rękę po jałmużnę, czapką zasłaniał sobie twarz zarumienioną. Aby się więc od tego co jego pychę tak bardzo kosztowało uwolnić, najął się za pomocnika do mularzy pracujących przy klasztorze ojców Kapucynów, budującym się w miasteczku Siponto.

Razu pewnego Gwardyan tego klasztoru, wziął go na stronę, a znając jego przeszły sposób życia, upomniał go z wielką miłością, nakłaniając do szczeréj poprawy. Nazajutrz, Kamill z największą skruchą odbył spowiedź z całego życia, a po niéj upadł do nóg Gwardyana prosząc aby mu ułatwił wstąpienie do jego Zakonu. Przyjęty został do nowicyatu, w klasztorze Trywenckim, do którego wstąpił w święto Oczyszczenia Matki Boskiéj. Budowali się wszyscy jego pobożnością i cnotami zakonnemi, któremi od razu zajaśniał. Wszakże wystąpił przed końcem nowicyatu. Wkrótce potém wstąpił powtórnie, lecz z powodu ciężkiéj rany, która mu się otworzyła na nodze i goić się nie chciała, z wielkim wprawdzie żalem, lecz sami ojcowie zakonni wydalić go musieli.

Wtedy udał się święty Kamill do Rzymu, i poświęcił się na usługi ubogich, w największym tego miasta szpitalu. Tak się tam odznaczył miłością i troskliwością około chorych, że mu główny zarząd całego tego zakładu zwierzono. Najszczególniéj zajmował się konającymi, i Pan Bóg obdarzył go wysokim darem usposabiania każdego do dobréj śmierci.

Widząc jak chorzy niedbale są obsługiwani przez ludzi, którzy się temu dla zysku tylko poświęcają, powziął zamiar zawiązania stowarzyszenia któreby jedynie z miłości Pana Boga, temu rodzajowi usług się oddawało. Gdy zaś przewidując w tém wielkie trudności, wahał się w swoich świętych zamysłach, a gorąco modlił się przed krucyfiksem aby Pan Bóg wolę Swoję w téj mierze wskazać mu raczył, Pan Jezus z krzyża wyciągnął do niego ręce mówiąc: „Nie wahaj się: przyjdę ci w pomoc. To nie twoje, lecz Moje będzie dzieło.” Sługa Boży nabrawszy nowéj otuchy, wziął się do tego, a powodując się zdaniem swojego ojca duchownego, którym był święty Filip Nereusz, postanowił wprzód jeszcze przyjąć święcenia kapłańskie, aby nietylko w doczesnych, ale i to najbardziéj w duchownych potrzebach przychodzić w pomoc chorym. Wtedy był już nie młodym, a w naukach wcale niewykształconym. Pomimo jednak wielkiego upokorzenia na jakie go to narażało, chodził do szkółki wraz z małymi chłopakami, którzy z niego ciągle szydzili.

Nabywszy potrzebnych wiadomości, wyświęcony został na kapłana, i przeznaczony do obsługi kaplicy przenajświętszéj Maryi Panny cudownéj w Rzymie. Tam przybrał sobie za towarzyszy dwóch także kapłanów, i z nimi całe dnie przepędzał w wielkim szpitalu świętego Ducha, usługując chorym. Prześciełali im łóżka, zamiatali sale, opatrywali rany, przyrządzali i rozdawali przepisane przez lekarzy lekarstwa, a wszystko to czynili z taką troskliwością, z jaką pielęgnuje matka najukochańsze swoje dziecię. Lecz przedewszystkiém mieli na względzie potrzeby duszy chorych. Pocieszali ich w cierpieniach, zachęcali do cierpliwości przywodzili do częstego przyjmowania świętych Sakramentów, a najbardziéj nie odstępowali ich w chwili konania, usposabiając do tego stanowczego przejścia. W tej zaś najważniejszéj obsłudze kapłańskiéj, tak im Pan Bóg błogosławi, że jak to często widywał święty Filip Nereusz, Aniołowie poddawali im akty i modlitwy, które z chorymi odmawiali. W krótkim czasie liczba towarzyszy świętego Kamilla znacznie się zwiększyła. Wtedy przepisał im suknię zakonną, z krzyżem na piersiach, w czém sprawdziło się ono widzenie, które miała o nim matka, i nadał Ustawy, przez które stowarzyszeni zobowiązywali się służyć wszelkiego rodzaju chorym, nawet morowém zaraźliwém powietrzem dotkniętym. To dało początek zgromadzeniu Kleryków zakonnych do usługi chorych, zatwierdzonemu w samych swoich początkach, przez Papieża Sykstusa V roku Pańskiego 1586, a którego pierwszym przełożonym został święty Kamill.

Odtąd sługa Boży podwoił gorliwości. Nie ograniczał się na obsługiwaniu chorych w szpitalu świętego Ducha i w kilku innych, lecz wyszukiwał ich po najuboższych i najodleglejszych mieszkaniach, i tam zanosił im pożywienia i lekarstwa, do ostatniéj chwili śmierci najtroskliwiéj doglądał, i we wszelkie pomoce religijne zaopatrywał. Zdarzało się iż znalazłszy chorych na ulicy, na własnych barkach niósł ich do szpitala. Gdy przyszło do tego, że podczas panującego w Rzymie moru, wszystkie szpitale miejskie chorych już pomieścić nie mogły, święty Kamill, dom w którym mieszkał ze swoimi braćmi, zamienił na szpital, i ile tylko można było, umieścił w nim biednych zarazą dotkniętych. Rozdawał na nich co tylko posiadał. Zdarzało się téż że wśród zimy, sam chodził bez płaszcza, bo swój oddał ubogiemu. Razu pewnego, wydał był na nich wszystkie zapasy żywności w spiżarni klasztornéj będące. Jeden z braci zrobił mu uwagę, że i oni sami z tego powodu z głodu pomrzeć mogą. Na co Święty odpowiedział: „Ptaki niebieskie nie orzą i nie sieją, a Bóg je wyżywia, i nam więc sługom Swoim, nie da umrzeć z głodu.” Jakoż, tego samego dnia przybył do nich bogaty mieszkaniec Rzymu, hojnie klasztor zaopatrzył, przyrzekł że na potém zawsze o nich pamiętać będzie, i wiernie dotrzymał słowa.

W dozorze chorych był niezmordowany: żaden z najgorliwszych jego braci w tém mu nie wyrównał. Zwykle na klęczkach usługiwał słabym. Rana na nodze na którą w młodości cierpiał, skutkiem ciągłego zmęczenia, odnowiła się była i wielkie mu zadawała, szczególnie gdy chodził, cierpienia. Pomimo tego służył jak zawsze swoim ukochanym chorym, chociaż nieraz z powodu tego kalectwa upadał na ziemię. Dnia pewnego widząc to chorzy rzekli do niego: „Drogi nasz ojcze, miéj i nad sobą litość, i spocznij aby trochę.” — „Moje dzieci kochane, odpowiedział Święty, jestem waszym poddanym, powinienem ostatnich sił dobywać na wasze usługi.”

W przemowach jakie miewał do nich, a szczególnie gdy ich usposabiał do śmierci widząc mocno chorych, najwięcéj mówił o nieograniczonéj miłości Boga dla ludzi, i o ufności jaką szczególnie w stanowczéj chwili przejścia z tego świata na tamten, mieć powinniśmy w opiece przenajświętszéj Maryi Panny. Gdy téż na jakiém kazaniu nie było o tych dwóch rzeczach wzmianki, powiadał że jestto piękny pierścień, któremu braknie klejnotu.

Zakon jego, przez dwóch następnych Papieżów Grzegorza XV i Klemensa VIII zrównany z przywilejami Zakonów żebrzących, za jego życia jeszcze bardzo się rozszerzył. Założył klasztory swojéj Reguły w kilku miastach włoskich, a mianowicie w Medyolanie, w Bolonii, w Genui, we Florencyi, w Ferrarze, w Messynie, w Mantui i w niektórych innych. Wysyłał braci swoich do Węgier i do dalszych jeszcze krajów, kiedy tam panowało morowe powietrze. Odbywszy piątą generalną kapitułę, któréj przewodniczył roku Pańskiego 1613, zwiedziwszy prawie wszystkie swoje klasztory, gdzie jako ojciec i założyciel, utwierdził braci w ich świętém powołaniu, pożegnał ich z przeczuciem blizkiéj śmierci, i wróciwszy do Rzymu, ciężko zachorował. Przeszedł z kolei pięć długich i bolesnych chorób, które miłosierdziami Bożemi nazywał. Ucieszony zbliżeniem się chwili w któréj przejdzie do szczęśliwéj wieczności, z wielkiém uniesieniem ducha często powtarzał te słowa Psalmu Pańskiego: „Weseliłem się z tego co mi powiedziano: pójdziemy do domu Pańskiego” 1. Dzień swojéj śmierci przepowiedział: a gdy ten nadszedł, z uczuciem najwyższéj pobożności przyjął ostatnie Sakramenta święte. Pod wieczór, gdy już wiedział że idzie do Nieba, rozciągnął ręce jakby na krzyżu, ciągle wzywał przenajświętszych imion Jezusa i Maryi, polecał się świętemu Michałowi Archaniołowi, i spokojnie skonał, wymawiając te słowa z kościelnych modlitw przy konających: „Niech mi się okaże słodkie i świetne oblicze Chrystusa.” Zasnął w Panu dnia 14 Lipca roku 1614 mając lat sześćdziesiąt pięć.

Udzielił mu był Pan Bóg daru prorockiego. A także wielu chorych cudownie modlitwą, lub znakiem krzyża uzdrowił. Odgadywał najskrytsze tajniki serc ludzkich. Kilka razy na jego modlitwy wypróżnione śpiżarnie przy szpitalach, cudownie się napełniały, i gdy zabrakło dla chorych wina, modlitwą swoją wodę w wino zamieniał.

Po śmierci licznemi zasłynął cudami, w skutek czego w poczet Świętych wpisany został, przez Papieża Benedykta XIV.

Pożytek duchowny

Masz w życiu świętego Kamilla, które dopiéro przeczytałeś, dowód nieprzebranego miłosierdzia Bożego: gdy on po kilkakrotném przełamaniu swych dobrych postanowień, w końcu jednak, wielkim Świętym został. Niech cię to pobudzi do ufności w miłosierdzie Boże, i do podobnego zadosyćuczynienia sprawiedliwości Boskiéj za twoje niewierności, na jakie się zdobył dzisiejszy Święty.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś świętego Kamilla, szczególnym darem niesienia pomocy duszom na ostatnią chwilę konania, obdarzył; za jego prosimy zasługami, nas duchem Twojéj miłości obdarz, abyśmy w godzinie wyjścia naszego z tego świata, wroga duszy naszéj zwyciężyć i do niebieskiéj ojczyzny dojść mogli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 596–598.

Footnotes:

1

Psal. CXXII. 1.

Tags: św Kamil de Lelis „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna nawrócenie św Nereusz wstyd zaraza śmierć
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.