Citatio.pl
2020-08-14

Św. Euzebiego, Kapłana i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święty Euzebi Męczennik, którego tu żywot podajemy, znany jest tylko z autentycznych dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego, które szczegóły jego za wiarę poniesionéj śmierci zamieszczają. Zkąd jednak był rodem i gdzie jego męczeństwo nastąpiło, nie ma o tém wyraźnéj wzmianki.

Żył on w czwartym wieku za panowania cesarza Dyoklecyana i Maksymina, jak wiadomo okrutnych prześladowców Kościoła, a w miejscu gdzie przebywał, Wielkorządcą cesarskim był Maksencyusz, głośny ze swojéj zawziętości, przeciwko wiernym, i z barbarzyństwa z jakiém się obchodził z nimi, gdy oskarżeni o wyznawanie wiary świętéj przed trybunałem jego stawali. Euzebiusz był kapłanem wielkiéj świątobliwości, gorliwie poświęcającym się na usługi wiernych, pomimo niebezpieczeństwa jakie to wtedy szczególnie na duchownych ściągało. Gdzie tylko mógł zgromadzić pewną liczbę chrześcijan, miewał do mich przemowy, uczył ich tajemnie wiary, zagrzewał do wytrwałości wśród prób na jakie ciągle wystawieni byli, sposobił na gotowość do męczeństwa, i udzielał im Sakramenta święte.

Przez czas pewien, dopóki jeszcze Dyoklecyan i Maksymin nie wydali okrutnych wyroków na chrześcijan które sprowadziły dziesiąte i ostatnie powszechne prześladowanie, gorliwość świętego Euzebiego i jego tak wielkie poświęcenie się dla Kościoła, chociaż powszechnie znane, nie ściągnęło na niego uwagi urzędników pogańskich. Lecz skoro ci, a szczególnie Maksencyusz, który niecierpliwie wyglądał chwili żeby mógł nad chrześcijanami pastwić się, dowiedział się że ma wyjść wyrok cesarski nakazujący jak najsroższe obchodzenie się z wiernymi, nie czekając nawet tego ogłoszenia, kazał schwycić Euzebiego, i stawić go przed sobą. Ponieważ to był oddawna niezdarzający się wypadek, więc poganie, spragnieni barbarzyńskich widowisk jakie im wyprawiano przy męczeństwie wyznawców Chrystusowych, tłumnie zgromadzili się przed trybunał Maksencyusza kiedy miał Euzebiego sądzić. Ujrzawszy go, zaczęli wydawać okrzyki dzikiéj radości, pobudzające Wielkorządcę do jak najsurowszego obejścia się ze Świętym, który już wtedy podeszłego był wieku a dziwnie powabnéj i poważnéj postaci starcem. Cała jego postawa nadzwyczaj była ujmującą, na obliczu malowała się wielka słodycz, a wszystkie rysy jego wyrażały szczególne męstwo i stałość charakteru. Barbarzyńskie okrzyki, cały przyrząd do mąk jakie mu przeznaczano, znana nienawiść sędziego do chrześcijan, nie poruszyły go wcale. Stał spokojny i gotów na wszystko, a podniesioném do Boga sercem prosząc o potrzebne do wytrwałości łaski. Widok jego samego Maksencyusza poruszył, i ten przez chwilę jakby się zawahał co ma czynić, gdy okrzyki ludu zniewoliły go przystąpić bez zwłoki do nakazania Świętemu aby cześć oddał bożkom. „Masz złożyć ofiarę bogom cesarskim, rzekł do niego groźnie, a jeśli tego dobrowolnie nie uczynisz zmuszę cię siłą.” Euzebiusz odpowiedział: „Napisano jest w prawie: Będziesz czcił Pana Boga twego i Jemu Samemu służył.” – „Długo rozprawiać z tobą nie będę. zawołał Maksencyusz. Masz do wyboru: albo umrzeć na mękach, albo składać zaraz ofiary bogom.” – „Uczynić tego nie mogę, odpowiedział Święty, gdyż sam rozum sprzeciwia się temu aby cześć oddawać kamieniom, które są jedną z najkruchszych rzeczy jakie Pan Bóg stworzył.” – „Widzę, powiada na to sędzia, że jesteś z liczby tych ludzi których nazywają chrześcijanami, a którzy do tego stopnia są zaślepieni że przekładają śmierć nad życie.” – „Zaślepieni nie jesteśmy odrzekł Euzebi, gdyż właśnie bezbożnością jest i prawdziwą ciemnotą nie uznawać światła nauki chrześcijańskiéj, a wierzyć w brednie pogańskie.” – „Widzę powiada mu na to Maksencyusz, że łagodność z jaką się z tobą obchodzę, czyni cię tém zuchwalszym, mówię ci przeto po raz ostatni: oddaj cześć bogom, albo żywcem spalony zostaniesz.” – „Groźby twoje, odrzekł sługa Boży, ani mnie zadziwiają ani przestraszają. Wiem że korona która mnie w Niebie czeka, będzie tém świetniejszą, im cięższe tu męki przeniosę dla Chrystusa.” Wtedy tyran zawezwał katów, i kazał Euzebiego rozciągnąć na rusztowaniu.

Oprawcy w téjże chwili spełnili ten rozkaz: z całéj siły rozciągnęli go czterema sznurami w powietrzu, i zaczęli rozdzierać ciało jego żelaznemi hakami. Euzebi wśród téj katuszy nie wydał ani jęku, a od chwili do chwili powtarzał głośno: „Zbaw mnie Panie Jezu Chryste, zbaw mnie. Czy żywi czy umarli Twoimi jesteśmy.” Widząc Maksencyusz że męki te przywieść Świętego do odstępstwa nie mogą, kazał je przerwać, odwiązać od rusztowania Euzebiego, i rzekł mu: „Czy wiesz o wyroku senatu, który nakazuje aby wszyscy mianujący się chrześcijanami, złożyli publicznie cześć bogom?” – „Znany mi ten wyrok, odpowiedział starzec, lecz rozkazy Boga wyższe są nad rozkazy ludzkie.” Maksencyusz widząc iż go przemódz nie zdoła, wydał wyrok aby go poprowadzono na stos i spalono.

Mężny wyznawca szedł spokojnie za oprawcami, a święta radość malowała się na jego obliczu. Na widok jego stałości i odwagi lud zgromadzony zdjęty został litością. Widząc to Maksencyusz i sam uwielbiając wytrwałość świętego starca, przywołał go jeszcze napowrót i rzekł do niego. „Dla czego dobrowolnie wydajesz się na śmierć, kiedy ci tak łatwo uchronić się tego?” Święty, który wiedział że wtedy cesarz Maksymin znajdował się w tém mieście gdzie go męczono, oświadczył Maksencyuszowi, że chce być przez niego samego słuchanym. Żądał zaś tego z téj przyczyny, że prawo rzymskie zastrzegało każdemu obywatelowi takiemu jakim był Euzebi, przywiléj, odwoływania się do cesarza, Wielkorządca téż chętnie się na to zgodził. Odprowadzono więc Świętego do więzienia, a Maksencyusz udał się do Maksymina i zdał mu sprawę z tego co zaszło. Cesarz kazał Euzebiego stawić przed sobą, chociaż jeden z urzędników obecny pierwszemu jego badaniu ostrzegał, że skoro go cesarz usłyszy, ulegnie wpływowi jaki starzec ten wywiera na wszystkich i da się zmiękczyć. Maksymin tém bardziéj zaciekawiony, kazał go niezwłocznie przywołać.

Gdy okazał się Euzebi, wszystkich uderzyła jego powabna postać i wyraz oblicza malujący wielką słodycz, radość a oraz niezachwiane męstwo. Maksymin wpatrując się w niego, także doznał jakiegoś uczucia i litości i poszanowania, i rzekł łagodnym głosem: „Z jakiego powodu stajesz tu przede mną: odpowiadaj śmiało, nie masz czego się lękać, ja pragnę uratować ci życie.” – „Ratunku spodziewam się, odpowiedział starzec, nie od ludzi lecz od Boga, który przyrzekł wspierać sługi Swoje. Lubo przewyższasz tu wszystkich władzą i potęgą, jesteś jednak jak każdy z nas śmiertelnym, powtórzę więc przed tobą com już oświadczył: Jestem chrześcijaninem, więc nie godzi mi się oddawać czci bożyszczom z drzewa lub kruszcu ulanym. Muszę słuchać Boga którego wyznaję i który mi tego zakazuje.” – „Cóż w tém złego, rzekł cesarz do Wielkorządcy, że człowiek ten oddaje cześć Bogu, którego nad innych wyższym uznaje. Wszak i my robimy różnicę między naszemi bogami.” Na to Maksencyusz: „Cesarzu, nie ulegaj czarom jakiemi ten człowiek wszystkich omamia. Ten Bóg o którym on mówi, jestto Jezus Nazareński, którego nikt z naszych uznawać za Boga nie ma.” Maksymin dłużéj nie obstawał, obawiając się aby to w oczach pogan powagi jego nie zachwiało. Odszedł więc i kazał Maksencyuszowi, aby sam sprawę Euzebiego zakończył.

Wtedy wielkorządca znowu domagał się od niego, i to jak najgroźniéj, aby złożył ofiarę bożkom, a gdy uczynić tego nie chciał zawołał: „Składaj ofiarę, bo jak tego nie uczynisz wskażę cię na spalenie.” – „Możesz ciało moje spalić na popiół, odpowiedział Święty, lecz dusza moja jest w ręku Boga i ona gróźb twoich się nie lęka. Nie mnie nie przywiedzie do odstępstwa Chrystusa, którego od dzieciństwa wyznaję.” Tyran widząc iż niczém stałości jego nie przezwycięży wskazał go na śmierć. Euzebi usłyszawszy wyrok zawołał: „Dzięki ci Panie mój Jezu Chryste, że mi dozwalasz podzielać los uczniów Twoich” a w tejże chwili, dał się słyszeć głos z Nieba: „Gdybyś nie był stał się godnym wiele wycierpieć, nie byłbyś godnym zasiąść na dworze Króla niebieskiego.” Przybywszy na miejsce stracenia święty Męczennik ukląkł, pomodlił się i jeszcze dziękując Bogu za łaskę męczeństwa, ścięty został 14 Sierpnia około roku Pańskiego 380.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Euzebi słyszał z Nieba w chwili swojéj śmierci męczeńskiéj, a które mu zapowiadały że gdyby był nie cierpiał na ziemi, nie mógłby królować w Niebie, powinny cię utwierdzać w téj prawdzie, że im większe na kogo zsyła Pan Bóg cierpienia, tém to wyraźniejszy znak że duszę jego chce zbawić. Miéj to w żywéj pamięci ile razy cię co smutnego spotka.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Euzebiego Męczennika Twojego, za cierpienia poniesione na ziemi z miłości ku Tobie, koroną niebieską nagrodził; daj nam za jego wstawieniem się i przykładem, z każdego doznanego za życia cierpienia, obfite sobie do Nieba skarbić zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 681–683.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 657

Łagodność i spokój Euzebiusza uczyniła głębokie wrażenie na sercu tak dzikiego i srogiego tyrana, jakim był Maksymian. Sprawdziło się tu słowo Zbawiciela: „Błogosławieni łagodni, albowiem oni posiędą Królestwo niebieskie”. Łagodny panuje nad własnym sercem i namiętnościami i dlatego popędliwi i skłonni do gniewu czują się wobec słodyczy i łagodności bezbronnymi. Bóg znajduje upodobanie w łagodnych i hamujących swą porywczość i przyobiecał im życie wieczne w krainie niebieskiej. Na czymże więc polega ta łagodność? Na hamowaniu wszelkich popędów i porywów niecierpliwości, gniewu, zazdrości i zemsty i na dobrowolnym znoszeniu wszystkiego, co tylko się Bogu podoba na nas zesłać. Łagodny nigdy nie podrażni złośnika, a krzywdy i zniewagi nie odpłaca krzywdą i zniewagą. Najdoskonalszym wzorem łagodności i cierpliwości jest Pan Jezus, który jak baranek pozwolił zaprowadzić się na rzeź. Za Jego to przykładem przejął się święty Euzebiusz słodyczą i łagodnością. Starajmy się także przyświecać innym przykładem łagodności, zwalczać w samym zarodzie wszelkie wybuchy gniewu, a czując w sobie takie porywy, bierzmy się do modlitwy, jako najskuteczniejszego na to lekarstwa. Nie ustając w walce i uciekając się do Przenajsłodszego Serca Jezusowego, odniesiemy w końcu zwycięstwo.

Tags: św Euzebi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik łagodność gniew
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.