Citatio.pl
2020-08-20

Św. Bernarda, Opata i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1153.

(Żywot jego napisany był przez trzech znakomitych Prałatów, jemu współczesnych.)

Święty Bernard rodem Francuz, przyszedł na świat roku Pańskiego 1091, w zamku Frontańskim dziedzicznym jego ojca Tescelina, który pochodził z hrabiów Szatilońskich. Matka jego Aleta, spokrewniona była z panującymi książętami Burgundzkimi. Był trzecim z siedmiorga ich dzieci. Wychowanie jego powierzono duchownym w Szatylionie, gdzie były szkoły bardzo wówczas słynące.

Skupienie ducha, nieposzlakowana skromność, pokora, posłuszeństwo i wielka pobożność, byłyto cnoty któremi od dzieciństwa się odznaczył. Tak dalece miłował czystość, iż gdy razu pewnego rzuciwszy na przystrojoną dziewicę oczy, doznał pokus przeciwnych téj cnocie, zanurzył się po szyję w staw zamarznięty, aby się od nich uwolnić. Zniechęcony do świata, szczególnie niebezpieczeństwami na jakie na nim ta właśnie cnota jest narażoną, postanowił wstąpić do zakonu. Dał pierwszeństwo klasztorowi Cystersów, w którym niedawno przedtém, przez świętego Szczepana i błogosławionego Roberta opatów, zaprowadzona była tak ścisła Reguła, że przez długi czas, nikt się tam z wstępujących nie zgłaszał. Święty Bernard, miał wtenczas lat dwadzieścia dwa, i tak już wielki a zbawienny wpływ na drugich wywierał, że z nim razem wstąpiło do tego klasztoru trzydziestu młodzieży z najpierwszych rodzin, a także sześciu jego braci i stryj jeden z największych panów Francyi. Gwido najstarszy brat jego udając się tam podobnież, rzekł do Niwarda najmłodszego: „Zostawiamy cię dziedzicem wszystkich majętności naszych,” a chłopaczek odpowiedział mu na to: „Jakto! sami obieracie sobie Niebo, a mnie przeznaczacie ziemię,” i wkrótce za nimi do zakonu pośpieszył. Siostra świętego Bernarda została także zakonnicą; a późniéj i ojciec w jego klasztorze uczyniwszy śluby zakonne, święcie żył i umarł. Bernard téż tak był znany powszechnie z daru jaki miał rozbudzania w drugich powołania zakonnego że matki kryły przed nim synów, a żony mężów, z obawy aby ich za sobą nie pociągnął.

Zostawszy zakonnikiem, trudno wyrazić z jaką gorliwością i od razu, wstąpił na najwyższe szczeble doskonałości Ewangelicznéj. Zmysły do tego stopnia miał umartwione, że nie wiedział co jada lub co pije, i dla tego, gdy pewną razą postawiono przed nim oliwę zamiast wina, wypił ją niespostrzegłszy tego. Toż samo się zdarzyło gdy zamiast masła dano mu łój zepsuty. Oczy tak miał zawsze spuszczone, że po kilkoletniém mieszkaniu w klasztorze, nie wiedział czy cela jego ma sufit czy belki, i wiele i jakie są okna w kościele.

Zakonnicy téj Reguły oddawali się pracom bardzo ciężkim w polu. Przez wzgląd na słabe siły Bernarda, opat chciał go od nich uwolnić. Święty uprosił aby tego nie czynił, i nikt mu w najcięższych pracach nie wyrównał. Wśród tego, ciągle był skupiony na duchu, rozmyślając nad tém co w celi czytał w księgach świętych. Gdy téż późniéj zajaśniał w Kościele wielką nauką, która go w rzędzie Doktorów Kościoła postawiła, mawiał, że mistrzami jego były dęby i sosny w lasach, w których pracował, gdyż wtedy Pan Bóg nadprzyrodzoném światłem, w przedziwny sposób umysł jego wzbogacał.

Sława świątobliwości Bernarda, i pisma jego któremi już wtenczas zasłynął, ściągały coraz więcéj wstępujących do klasztoru Cystersów, i to ludzi najznakomitszych z różnego stanu. Wtedy Bernard zamianowany został na Opata, z poleceniem aby nowy klasztor, udając się na puszczę z dwunastu braćmi, założył. Święty przybywszy z nimi w głąb lasu w dyecezyi Langroskiéj (Langres), obrał tam wąwóz, który dla swojéj dzikości przezwanym był doliną goryczy. Założył na tém miejscu klasztor, do którego coraz więcéj przybywało braci, pomimo iż w początkach szczególnie, przyszło tam do ostatecznéj nędzy, tak że w przeciągu jednego roku, kilkunastu braci prawie od głodu wymarło. Po téj jednak ciężkiéj próbie, klasztor ten stał się jednym z najliczniejszych i najsławniejszych, i dolina goryczy przezwaną została od tego czasu Świetną doliną (Clara Vallis.)

Tymczasem sława świętego Bernarda coraz więcéj się szerzyła, Królowie, Biskupi, Prałaci najsławniejsi uczeni, wielcy urzędnicy państwa, śpieszyli do niego po radę, dusze najświątobliwsze poddawały się jego przewodnictwu, i klasztor Klarovalleński, stał się główną szkołą pobożności, ogniskiem nauki kościelnéj i kolebką wielkiéj liczby Świętych. Wkrótce, chociaż ciągle powiększano zabudowania, zakonnicy pomieścić się tam nie mogli, i rozsyłano ich w różne miejsca po dwunastu z jednym Opatem na czele, dla zakładana nowych klasztorów, których za życia świętego Bernarda stanęło sto sześćdziesiąt w różnych krajach, bo nie tylko we Francyi, lecz i we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii i Niemczech. Nie było prawie podówczas panującego, i nie było gorliwszego o dobro swoich diecezan Biskupa, któryby nie starał się o zakonników z Klaravalli.

Lecz święty Bernard, stając się tym sposobem jednym z najpierwszych odnowicieli ducha zakonnego, stał się oraz jednym ze świętych mężów, którego wpływ i usługi w całym Kościele były niezmierne. Za jego czasów chrześcijaństwo zasmucone zostało zątargami dwóch Papieżów (z których jeden był nieprawnie obranym), o tę najwyższą godność ubiegających się. Zgromadzony w Klermoncie i Etampie Sobór, na którym był obecny i sam król Ludwik przezwany otyłym, zawezwawszy świętego Bernarda, zdał na niego rozsądzenie kto z dwóch roszczących sobie do Papiestwa prawo, był prawdziwym Papieżem. Bernard po długiéj modlitwie i pilném roztrząśnieniu całéj téj sprawy, uznał Inocentego II prawdziwym następcą świętego Piotra, i za jego zdaniem cały sobór, a potém i cały świat katolicki poszedł.

Panujący książe Wilhelm, sławny ze swoich okrucieństw, sam jeden, na czele dość licznego stronnictwa, upierał się przy Antypapie, to jest nieprawym Papieżu. Udał się do niego święty Bernard, a gdy po długich kilkakrotnych rozprawach, nie mógł go odwieść od syzmy, w czasie Mszy świętéj, wziąwszy przenajświętszy Sakrament, poszedł od ołtarza prosto przed księcia, który jako wyklęty stał przede drzwiami kościoła, i tak groźnie do niego przemówił, że książe padł jakby nieżywy na ziemię, i nie wstał aż mu to Święty wyraźnie rozkazał, upominając w Imię Boga, aby dłużéj postępowaniem swojém Kościoła nie zasmucał. Wilhelm nawrócił się najszezerzéj, i odtąd jak najświątobliwsze wiódł życie.

W klasztorze który założył Bernard w Rzymie, zamianował Opatem tego, który późniéj pod imieniem Eugeniusza III, Papieżem obrany został. Na żądanie jego, Bernard podjął się poselstwa do wszystkich panujących w Europie, w celu skłonienia ich do wojny krzyżowéj. Uskutecznił to w krótkim czasie, obiegając wiele krajów, gdzie Pan Bóg dodawał mocy słowom jego, licznemi i wielkiemi cudami jakie wszędzie czynił. Wyprawa przyszła do skutku, lecz za grzechy jakich się dopuszczali należący do niéj, niepomyślny obrót wzięła. Stało się to dla Świętego powodem wielkich upokorzeń, gdy go bezbożni fałszywym prorokiem i burzycielem ludów nazywali, co wszystko zniósł on w duchu największéj pokory, sobie samemu i swoim grzechom, niepowodzenie świętéj sprawy przypisując.

Przy tylu pracach i zajęciach, trudno pojąć zkąd miał czas na napisanie tak wielu dzieł w najgłębszych przedmiotach religijnych, które stanowią jeden z wielkich skarbów piśmiennictwa kościelnego. Te jego pisma pełne namaszczenia Ducha Świętego, odznaczają się szczególném do Matki Bożéj nabożeństwem, tak że go z tego powodu kochankiem Maryi nazywają. Gdy razu pewnego będąc w katedrze Kolońskiéj napełnionéj tłumem ludu, który go zwykle otaczał, w czasie śpiewu Salve Regina (Witaj Królowo) wpadł w zachwycenie, po ukończeniu téj Antyfony zawołał: „O! clemens, o! pia, o! dulcis Virgo Maria. O! łaskawa, o! litościwa, o! słodka Panno Maryo,” któreto słowa i cały Kościoł do téj Antyfony odtąd przyłączył.

Zawsze będąc słabego zdrowia, w skutek nadzwyczajnych umartwień ciała do tego doszedł był stanu, iż żadnego pokarmu przyjmować nie mógł. Pomimo tego, długie odbywał dla spraw Kościoła podróże; w klasztorze przebywając o ile mógł na wspólnych bywał obowiązkach, i ze zbudowaniem braci, z nogami opuchniętemi, ciężkim kaszlem trapiony, na dziennych i nocnych pacierzach zawsze znajdował się w chórze.

Długi już czas, podziwiano w jaki sposób, przy zupełnym prawie braku posiłku, żyć może, aż nakoniec zapadł w ostatnią chorobę. Gdy blizkim był śmierci, wielka liczba Biskupów, Opatów i zakonników z okolicznych krajów, pośpieszyła aby otrzymać ostatnie jego błogosławieństwo. Pocieszał ich, sam nietracąc ani na chwilę wewnętrznego pokoju, a mówiąc że czas już wreszcie przyszedł aby niepożyteczne i bezowocne drzewo, jakiém się mienił, zrąbane zostało. W takich uczuciach głębokiéj pokory, wielki ten Święty przyjąwszy ostatnie Sakramenta, poszedł do Pana Jezusa 20 Sierpnia roku Pańskiego 1158, mając lat sześćdziesiąt trzy. Papież Aleksander III kanonizował go, a Pius VIII ogłosił Doktorem Kościoła.

Pożytek duchowny

Jak na wielu innych Świętych, tak i na świętym Bernardzie, widziałeś dowód jak wśród rodziny najliczniejszéj, jedna święta dusza i inne za sobą do Boga pociąga. Obyś był z téj liczby, a przykładem swoim i pobożnością całe swoje rodzeństwo do wiernéj służby Panu Jezusowi zachęcał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś lud Twój, dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Bernardzie, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 699–701.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 662–663

Ileż to razy słyszymy z ust oziębłych katolików słowa: „Nie mogę więcej czynić dla zbawienia duszy, ani też nie mogę częściej chodzić na Mszę i do Komunii świętej, i nie mogę w niedziele i uroczystości słuchać kazań i nauk, bo nie mam czasu. Moje prace i zajęcia nie pozwalają na to”. Jeżeli ktokolwiek na świecie mógłby się tłumaczyć i uniewinniać w ten sposób, to chyba jedyny Ojciec święty, który ma na głowie sprawy całego Kościoła, rozkrzewionego po wszystkich częściach świata. Bernard napisał też list w tej sprawie do papieża Eugeniusza III, dawniejszego ucznia swego, który tutaj podajemy w dosłownym brzmieniu:

„Mój Eugeniuszu, przemawiam do Ciebie z czcią i szacunkiem, który Ci się należy jako głowie Kościoła, ale zarazem z tak szczerą przychylnością, z jaką przemawiać winien ojciec miłujący Twą duszę. Żałuję Cię, że masz tyle zajęcia i wierzę, że Cię to smuci i trapi, że nie możesz więcej oddawać się nabożeństwu i że doznajesz przeszkód w pobożnym rozpamiętywaniu. Ale jeśli przy natłoku rozlicznych zatrudnień nie pamiętasz o sobie, jeśli nie zostawiasz sobie czasu na rozmowy z Bogiem, nie zapominaj o tym, ile przez to doznajesz spustoszeń w duszy, ile zatwardziałości stąd powstaje, ile szkód stąd ponosisz. Cóż mi to za życie, udzielać posłuchań od rana do wieczora, przyjmować i odczytywać prośby, godzić zwaśnione stronnictwa, słuchać ich skarg i zażaleń, sprawdzać akta kościelne i wygotowywać listy apostolskie! Gdyby to przynajmniej było we dnie tylko, ale i noce nie są wolne od tych za-

Tags: św Bernard „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat doktor czystość schizma II wyprawa krzyżowa Salve Regina
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.