Citatio.pl
2020-09-05

Św. Wawrzyńca Justyniana, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1455.

(Żywot jego był napisany przez księdza Bernarda Justyniana, jego synowca.)

Błogosławiony Wawrzyniec, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży święci, pochodził ze znakomitéj włoskiéj rodziny Justynianów. Urodził się w Wenecyi roku Pańskiego 1381. Ojciec odumarł go dziecięciem, a matka Kwiryna, wielkiéj świątobliwości pani, wychowała go jak najpobożniéj. Razu pewnego, gdy jeszcze był dzieckiem, podziwiając w nim roztropność, a nawet i wielkoduszność przechodzącą wiek jego, powiedziała mu iż obawia się, czy nie jest to w nim skutkiem pychy, i chęci okazania się lepszym od drugich. „Niech droga matka nie obawia się tego, odrzekł jéj mały Wawrzyniec, ja tylko mam chęć stać się wielkim sługą Bożym, i z dzieci twoich być najpobożniejszym.”

Dalsze jego postępowanie stosowne było do téj zapowiedzi. Majętny, świetnego rodu, żyjąc wśród młodzieży bardzo zepsutéj i wylanéj na uciechy światowe, Wawrzyniec był wzorem młodzieńca chrześcijańskiego, i za takiego wszyscy go poczytywali. Chociaż matka z wielką pociechą patrzała na jego upodobania w ćwiczeniach pobożnych, i sama go na téj drodze prowadziła i utwierdzała jak słowem tak i przykładem, życzyła sobie jednak aby świata nie opuszczał, i ułożyła dla niego świetne zamęście, z bogatą, zacną i znakomitego rodu dziewicą. Lecz gdy dowiedziała się od syna iż pragnie poświęcić się na wyłączną służbę Bogu, zaniechała swego zamiaru, pozostawiając mu wszelką w téj mierze swobodę, jak to każda matka chrześcijańska, czynić w takich razach powinna.

Wawrzyniec jednak, nie nagle przystąpił co do wyboru stanu. Chciał wprzód pilnie zbadać co w téj mierze wolą jest Bożą. Przymnożył więc umartwień ciała, ćwiczeń pobożnych, uczynków miłosiernych, i długie, a szczególnie do Matki Bożéj którą od kolebki czcił i kochał serdecznie, odprawiał modlitwy, a wszystko w tym głównie celu, aby mu Pan Bóg raczył wskazać, gdzie go mieć chce na służbie Swojéj. Nie odmówił mu téż tego Pan najdobrotliwszy który każdą modlitwę ze skruszonego serca przyjmuje łaskawie, a szczególnie gdy Go prosimy aby nam wolę Swoję względem nas objawić raczył, i dał łaskę do jéj wiernego spełnienia.

Dnia pewnego, modląc się z wielką gorącością ducha przed wizerunkiem Matki przenajświętszéj, uczuł Wawrzyniec silniéj niż zwykle serce swoje rozgorzałe miłością Jezusa, i pragnieniem poświęcenia się Mu wyłącznie, a przytém poznał iż chce Pan Bóg aby wstąpił do Zakonu. Niezwłocznie więc potém, wyrzekając się świetnego zawodu jaki go czekał na świecie, robiąc nawet Panu Bogu ofiarę i z najgodziwszych uciech rodzinnego życia, gdzie wielkiego doznawał szczęścia, rozstając się i z matką którą nadzwyczaj kochał, – udał się na sąsiednią Wenecyi wyspę Alga, do Zgromadzenia Kanoników Regularnych świętego Grzegorza, z prośbą aby do grona ich mógł być zaliczonym. Znali go już ci ojcowie z wielkiéj świątobliwości jaką słynął żyjąc na świecie, z otwartemi téż rękoma przyjęli do nowicyatu. Miał wtedy lat dziewiętnaście. Zostawszy zakonnikiem, nietylko nie było mu trudno poddać się przepisom Reguły, i spełniać zwykłe w zakonném życiu umartwienia, lecz jeszcze musieli przełożeni miarkować te, jakie miał zwyczaj czynić gdy zostawał jeszcze na świecie: tak bowiem od lat najmłodszych, wiódł on ostre i pokutne życie. W klasztorze, ojcem jego duchownym został świątobliwy kapłan Maryn Kwiryni, rodzony wuj jego, który znalazł w tym nowicyuszu tak wysoką doskonałość, iż mawiał, że raczéj on jego mistrzem na téj drodze byćby powinien. Już wtedy postanowił sobie różne pobożne ćwiczenia i ostre pokuty, od których od téj pory aż do najpóźniejszéj starości, a nawet gdy Biskupem został, nigdy nie odstępował. O chlebie i wodzie pościł bardzo często, sypiał na gołéj ziemi, i długo w nocy czuwał na modlitwie. Zwykle czas od Jutrzni, którą z zakonnikami odmawiał o północy, do Prymy to jest do szóstéj rano, przepędzał na modlitwie w kościele. Wśród najostrzejszéj zimy, mając celę nieogrzaną, nigdy się do ognia, przy którym zwykli byli ogrzewać się inni bracia, nie zbliżał. W największe upały, poza stołem nie używał żadnego napoju. Po kilku latach jego pobytu w Zakonie, przełożeni obawiając się aby wielkie umartwienia jakie sobie zadawał, nie zaszkodziły jego zdrowiu, ograniczyli mu takowe. Usłuchał mówiąc: „Pan Bóg temu zaradzi.” Jakoż, zaraz potém zapadł w ciężką chorobę, i póty z niéj nie wyszedł, aż mu pozwolono wieść życie tak pokutne jak przedtém.

Wyświęcony na kapłana, z takiém skupieniem i namaszczeniem odprawiał Mszę świętą, przy któréj zalewał się słodkiemi łzami, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby wymowném kazaniem, pobudzającém obecnych do skruchy i nabożeństwa.

W wielkiém będąc w całém mieście poważaniu, spokrewniony z pierwszemi rodzinami w Wenecyi, nigdzie nie bywał, ani nawet w domu matki, którą odwiedził dopiéro wtedy, kiedy umierającéj przyszedł udzielić ostatnie Sakramenta święte. Lecz co go poniżało w oczach ludzkich, tego skwapliwie szukał. Prosił tedy przełożonych, aby go jak najczęściéj wysyłano do miasta po jałmużnę, którą gdy zebrał nietylko upokorzenia, lecz i dotkliwe obelgi go spotykały.

Nie zważając na młody wiek jego, bracia prędko powierzyli mu przełożeństwo klasztorne, a wkrótce potém obrali go Generałem Zakonu. Przemądre ustawy jakie wtedy ułożył i w wykonanie wprowadził, słusznie zjednały mu tytuł głównego Założyciela zgromadzenia do którego należał. Wybrany został powtórnie na Generała, kiedy Papież Eugeniusz IV zamianował go Biskupem Weneckim, a wkrótce potém, do téj jego godności przyłączył władzę Patryarchy, wprzód do Biskupstwa Gradniskiego przywiązaną. Długo opierał się temu sługa Boży, i wszelkich użył był sposobów, aby go Ojciec święty tą godnością nie obarczał, lecz w końcu musiał uledz wyraźnéj woli Papieża, który znając jego wysoką świątobliwość, chciał koniecznie mieć go Biskupem. Noc poprzedzającą jego wyświęcenie, całą przepędził w kościele na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj, Jéj szczególnéj opiece siebie i swoję Dyecezyą oddając na zawsze.

Zająwszy katedrę Biskupią, i to jednę z najbogaciéj uposażonych, w niczém nie zmienił swojego ubogiego trybu życia, i wszystkie umartwienia jakie zwykł był od wstąpienia do nowicyatu zadawać ciału, jak najściśléj dopełniał. Wielu sług i domowników Biskupich oddalił, ograniczając ich liczbę, gdyż jak zwykł był mawiać: „Domownikami Biskupa, są ubodzy jego Dyecezyi, a tych zawsze mieć może wielu.” Na nich téż obracał prawie wszystkie swoje dochody, i tak w tém był hojnym, że często zadłużał się byle im przyjść w pomoc. Razu pewnego, gdy z tego powodu spytano go na kogo rachuje że długi jego zapłaci, odpowiedział: „Na Pana Jezusa, któremu to nie trudno, i który już to nieraz uczynić raczył.” Jakoż, cudownie zsyłana mu w wielu wypadkach pomoc, gdy już jéj gwałtownie potrzebował, dowodziła że mógł na nią śmiało liczyć.

Czuwał z wielką pilnością nad swojém duchowieństwem, i wszelkie nadużycia przeciwne karności kościelnéj poznosił. Zakonów był wielkim dobrodziejem, i najmiłościwszym opiekunem. Sam nie szczędził trudów w przewodniczeniu na drodze doskonałości wielu zakonnicom, pod jego przewodnictwem duchownym zostającym. Piętnaście nowych klasztorów żeńskich zafundował i uposażył. Wielkie zbytki, które kaziły podówczas możniejszych mieszkańców Wenecyi, wykorzenił, i kobiety odwiódł od zwyczaju noszenia strojów przeciwnych skromności. Pozostawił wiele pism treści religijnéj, a głównie do postępu na drodze wyższéj pobożności służących, które nie tyle próżną erudycyą, jak raczéj wielkiém namaszczeniem Ducha Bożego się odznaczają. Słusznie téż poczytywany był za najświątobliwszego i najznakomitszego swojego wieku Prałata, a i sam Papież nazywał go zaszczytem i ozdobą Kościoła. W kilku ciężkich klęskach grożących Rzeczypospolitéj Weneckiéj, szczęśliwe od nich uwolnienie, przypisywano powszechnie jego modlitwom i wstawienia się do Boga.

Darów téż szczególnych, i łaskę czynienia cudów udzielił mu był Pan Bóg. Razu pewnego, gdy w uroczystość Bożego Narodzenia, odprawiał Mszę świętą, okazał mu się Pan Jezus w postaci dzieciątka. Wielu ciężko chorych cudownie uzdrowił, i kilka ważnych uczynił przepowiedni, o wypadkach rozumem ludzkim nieprzewidzianych.

Gdy śmiertelnie zachorował, domownicy którzy wiedzieli iż zawsze na ziemi sypiał, chcieli go skłonić aby się położył na łóżku. Nie uczynił jednak tego mówiąc: „Pan Jezus umarł na krzyżu: jakże chcecie aby taki jak ja grzesznik, umierał na wygodném posłaniu?” Podobnież i innych swoich umartwień do końca nie zaniechał, tak dalece że śmiertelnie już chory będąc nie chciał użyć mięsa, którego całe życie nie jadał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, widząc około siebie płaczących rzekł do nich: „Dzień najpiękniejszy z życia mojego, nie powinien być dla was dniem płaczu.” Poczém pobłogosławił obecnych, i udzieliwszy im zbawiennych nauk, czując iż się już chwila jego ostatnia zbliża, umilkł, zaczął się modlić i wymawiając bardzo głośno te słowa: „Idę do Ciebie o! dobry mój Jezu,” oddał ducha w ręce Jego. Umarł 8 Stycznia roku Pańskiego 1455, mając lat siedemdziesiąt trzy. Papież Aleksander VIII kanonizował go uroczyście, święto jego na dzień dzisiejszy wyznaczając.

Pożytek duchowny

Pięknyto przykład do naśladowania dla matek, pozostawiła matka świętego Wawrzyńca, kiedy ciesząc się jego wzorowém w dzieciństwie jeszcze postępowaniem, troskliwie go badała, czy to nie było w nim tylko skutkiem próżności ludzkiéj. Niech to każdego uczy, jak wystrzegać się powinniśmy aby pycha nie przywiązywała się do naszych spraw dobrych, a rodziców upomni aby Jéj sami w dzieciach nie rozbudzali, przez zachęcanie ich do dobrego dla względów tylko ludzkich.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc uroczystą pamiątkę błogosławionego Wawrzyńca wyznawcy Twojego i Biskupa, i w pobożności postęp uczynili, i zbawienia dostąpili. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 750–752.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 709

Podajemy tutaj złote myśli świętego Wawrzyńca o pokorze: „Modlitwa zmienia człowieka. Czyny człowieka mówią w ostatniej chwili do umierającego: Jesteśmy dziećmi twymi, pozostaniemy przy tobie i pójdziemy z tobą przed sąd. Najniebezpieczniejszą z pokus jest nieświadomość, że jesteśmy wystawieni na pokusę. I najlepsze mięso gnije, jeśli nie jest nasolone. Bez soli pokuszenia i najpiękniejsza dusza wystawiona jest na zgubę. Skutek cierpliwości jest ten, że nieprzyjaciel za nią koszta ponosi. Jeśli szatan cię nagabywa, jeśli wszyscy ludzie ci dokuczają, jeśli smutek cię trapi, jeśli utrapienia cię dręczą, a rozpacz nie daje spokoju, wymów najsłodsze imię Jezus. Wonności wtedy dopiero wydają zapach, gdy się żarzą, tak też i cała wartość cnót naszych okazuje się dopiero w probierczym ogniu utrapień i smutków. Wielu prostodusznych i pokornych wchodzi do Królestwa niebieskiego, ale dumni mędrkowie, choćby posiedli wszystkie wiadomości, nie wezmą udziału w biesiadzie niebieskiej. Ich cierpienia będą tym dotkliwsze, im gorzej korzystali z darów Boskich. Ile występków ciąży na duszy, tyle też wyciśnionych na niej oznak hańby. Jeśli śmierci ciała tak starannie unikamy, tak że każdy się jej strzeże, o ileż bardziej powinniśmy się obawiać śmierci wiekuistej! Jeśli rozum nakazuje unikać przemijających bólów, jak starannie powinniśmy strzec się udręczeń, które nie mają końca”.

Tags: św Wawrzyniec Justynian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora matka
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.