Citatio.pl
2020-10-22

Św. Hilaryona, Opata

Żył około roku Pańskiego 371.

(Żywot jego napisany był przez świętego Hieronima.)

Święty Hilaryon rodem z miasteczka Tabaty w Palestynie, przyszedł na świat około roku Pańskiego 291. Posłany od rodziców, którzy byli poganami, dla pobierania nauk w Aleksandryi, znamienity w nich postęp uczynił, a przytém wielkie go tam szczęście spotkało, gdyż został chrześcijaninem. Od téj pory i drugą wielką łaskę Boską tknięty, umyślił świat opuścić i wieść życie pustelnicze.

Słynął wtedy w całym już świecie święty Antoni, mieszkający na puszczy Egipskiéj. Hilaryon udał się do niego, dwa miesiące przy nim spędził przypatrując się jego sposobowi życia, a że tam wiele się zbierało ludzi ściągniętych sławą świątobliwości Antoniego, a Hilaryon pragnął wieść życie jak najbardziéj odosobnione, powrócił do Palestyny. Straciwszy przez ten czas rodziców, znaczny majątek jaki po nich odziedziczył rozdał ubogim, a sam poszedł na pustynię w okolicach Majomy położonéj. Miał wtedy lat piętnaście. Przyodział odzienie ze skóry które dostał od Antoniego, i od razu zaczął tak ostry żywot prowadzić, że raz tylko na dzień po zachodzie słońca jadał kilka fig surowych. Wkrótce po jego tam osiedleniu się, napadli na niego rozbojnicy, a widząc iż go to nie strwożyło wcale, pytali dla czego się ich nie lęka? „Bo nic niemają, odrzekł, nie mam się czego złodziejów obawiać.” – „Ale możemy cię zabić,” powiedzieli mu na to. „Możecie, odpowiedział, ale i tego się nie boję, bo na śmierć jestem gotowy.”

Lecz trudniejsza mu była sprawa ze zbójcą dusz ludzkich. Chcąc go odwieść od życia jakie prowadzić zamyślał, zły duch rozbudził w nim tęsknotę za wygodami jakich na świecie używał, a nawet i pokusy zmysłowe. Święty Hilaryon sądząc że jeszcze nie dość trapi ciało swoje, rzekł do niego: „trzeba ci osiołku jeszcze strawy ująć” i odtąd już tylko co trzy lub cztery dni, po parę fig jadał. Do tak nadzwyczajnego postu, przydał ciągłą modlitwę, i przyczynił sobie ręcznéj pracy uprawiając ziemię i plotąc koszyki ze słomy; aż nareszcie od tych pokus zupełnie się uwolnił.

Zły duch widząc iż z téj strony natrzeć na niego nie może, innemi sposobami chciał go z puszczy wypędzić: nasyłał na niego to dzikie zwierzęta, to rozbójników którzy go kilka razy tylko co nie zamordowali, to znowu wzbudzał wichry, burze i gromy, które mu chatkę jego niszczyły. Ale i przez to nic z tym sługą Bożym nie wskórał, bo młodzieniec ufając Bogu, modląc się ciągle a do Matki Bożéj uciekając, wszystko to przetrzymał i z puszczy swojéj ani się na krok nie ruszył. Jednak wojnę takę, toczył przez całe lat dwadzieścia z szatanem, który widząc w końcu że go tém wszystkiém nie pokonał, umyślił usidlić na próżnéj chwale i wbić w pychę. Ludzie dowiedziawszy się o jego jakby nadludzkim sposobie życia zaczęli schodzić się do niego coraz gromadniéj, jużto dla polecenia się jego modlitwom, już aby zasięgać rady w życiu duchowném. Nie mógł im mąż Boży odmawiać pomocy, a Pan Bóg za jego modlitwami wiele cudów czynił. Szczególnie gdy razu jednego trzech dotkniętych morowém powietrzem i już konających, znakiem krzyża świętego uzdrowił, co miało miejsce w ludném mieście Gazie, nadzwyczaj wielka liczba nawróciła się pogan, i wielu zapragnęło poświęcić się na żywot zakonny pod przewodnictwem świętego Hilaryona. Przyjął ich pod swój zarząd duchowny, pierwszy założył w Palestynie klasztor, i nadał braciom Regułę.

Nigdy od nikogo przyjmować nic nie chciał, a gdy pewien bogaty człowiek, za uleczenie go cudowne, dawał mu wielką ilość złota, Hilaryon pokazując mu kawał czarnego i suchego chleba, którym się zwykle żywił, rzekł: „Ci którzy się taką strawą karmią, złoto za nic mają”. A takiém postępowaniem, najlepiéj skłaniał drugich do wzgardy dóbr doczesnych. Cisnęło się téż dla słuchania jego nauk tak wielu, że niekiedy po trzy tysiące uczniów przy nim bywało. Prócz tego nawrócił w Palestynie wielką liczbę pogan, i kilka klasztorów, w których po stu i więcéj braci przebywało, założył.

Na tych pracach trzydzieści blizko lat przepędził Hilaryon, a kusiciel spostrzegł że pomimo tego w pychę wbić go nie mógł. Bo gdy sława jego znacznie wzrosła, tak że go wszyscy za Świętego mieli, on gorzko z tego powodu płakał, mówiąc: „Chciałem żyć nieznany światu, a świat za życia chce mnie już nagrodzić. Ludzie mają mnie za coś poczciwego, a ja czuję że pod pozorem służenia bliźnim, coraz się sam na starość gorszym staję: trzeba mi przed taką czcią ludzką uchodzić.” Była bowiem w istocie okazya do wielkiéj dla niego pokusy. Nietylko tłumnie zwiedzali go ludzie prości, lecz i najznakomitsi mężowie, biskupi, kapłani i zakonnicy, spieszyli do niego po radę i błogosławieństwo. Niemogąc więc znieść tego dłużéj, wybrał się skrycie w daleką podróż. Bracia i lud całéj okolicy dowiedziawszy się o tém, zebrali się w liczbie przeszło dziesięciu tysięcy, i zastąpili mu drogę aby ich nie opuszczał; ale on stanowczo im oświadczył że póty żadnego posiłku w usta nie weźmie, póki go wolnego w podróż nie puszczą. Pomimo jednak tego odstąpić nie chcieli aż gdy widząc iż przez siedem dni nic w istocie do ust nie bierze, z płaczem wprawdzie, lecz mu już drogi nie tamowali.

Puścił się więc Hilaryon na pustynię gdzie mieszkał święty Antoni, i tam na bardzo odludném miejscu osiadł z dwoma braćmi, mówiąc: „teraz przecie zacznę na prawdę służyć Pana Bogu.” Lecz i tam długo samotności zażywać nie mógł. Odkryli go niektórzy, a gdy Pan Bóg na jego modlitwę kilka cudów uczymił, tak się w Egipcie sława jego rozgłosiła, te znowu ztamtąd uchodząc udał się w okolice Aleksandryi.

Tymczasem wstąpił na tron cesarz Julian odstępca, który cześć bałwanom odnowił, a poganie Gazejscy zburzywszy klasztory świętego Hilaryona i uzyskawszy od cesarza wyrok śmierci na niego, wszędzie go szukali. Zawiadomiony o tém sługa Boży w objawieniu, skrył się w głąb puszczy, w najdziksze jéj miejsce Oazys zwane. Jednakże i tam długo od czci ludzkiéj ochronić się nie mógł. Udał się więc do Libii, gdzie przybył do niego jeden z uczniów jego z Palestyny, oznajmując że cesarz Julian zginął, a że bracia proszę go aby do nich wrócił. Nie chciał jednak tego Święty uczynić, a widząc iż już nigdzie na Wschodzie ukryć się przed ludźmi nie potrafi, udał się na Zachód, i wsiadłszy na okręt popłynął do Sycylii. Niemając czém właścicielowi za przewóz okrętu zapłacić, oddawał ma księgę Ewangelii, którą w młodości własną ręką przepisał, lecz poczciwy żeglarz przyjąć tego nie chciał, a za to Hilaryon pomodliwszy się nad jego synem oddawna już chorym, od razu go uleczył, lecz prosił aby cudu tego przed nikim nie rozgłaszał. Wysiadłszy na ląd w Sycylii, puścił się mąż Boży w głąb kraju, między najdziksze góry, i zdało mu się iż się już tam doskonale od ludzi ukrył: tymczasem wcale tak się nie stało. Zdarzyło się iż się przywlekł do jego pustelni jakiś ciężko chory, a który otrzymawszy zdrowie skoro go Hilaryon przeżegnał, rozgłosił ten cud w okolicy, a wnet niezliczona liczba chorych i pobożnych obległa jego samotnię.

Musiał więc i z tego ustronia uchodzić, i udał się do Epidaru w Dalmacyi, ale i tam zataić się nie mógł: bo w chwili swojego przybycia, trafił na to że w owéj krainie, jakieś strasznie drapieżne zwierzę nakształt smoka ogromnego, pożerało bydlęta i wielu ludzi, a wszyscy mieszkańcy w wielkim byli popłochu. Ulitowawszy się nad nimi święty Hilaryon, kazał blizko jaskini w któréj ten potwór się ukrywał przygotować wielki stos drzewa, a potém pomodliwszy się, zawołał na zwierza i kazał mu ma ów stos wejść: co gdy się tak stało, sam ogień podeń podłożył i potwór ten zginął, co lud cały w wielkie wprawiło zdziwienie, a Hilaryona skłoniło aby i ztamtąd co prędzéj uchodził. Zabierał się do tego gdy przypadło straszne trzęsienie ziemi, w skutek którego koło portowego miasta Epidauru morze się wzburzyło nadzwyczaj, i wzniesione jego bałwany już całe miasto zalać miały. Mieszkańcy pobiegli do Hilaryona, aby ich modlitwą swoją ratował. Poszedł téż z nimi nad morze a skoro ręce do modlitwy podniósł, bałwany morskie opadły, i stanęły tak spokojne jakby nigdy wzburzone nie były.

Korzystając z téj chwili, Hilaryon rzucił się w łódkę tak że nikt go nie widział i puścił się na morze, a spotkawszy jakiś okręt, przyjęty od żeglarzy popłynął z nimi do Cypru. W téj podróży spotkali ich rozbojnicy morscy, których wszyscy się przelękli, lecz Święty rzekł im: „ufajmy w Bogu.” A gdy zbójcy już się zbliżyli, skinął na nich ręką wołając: „na bok” a w tejże chwili okręt ich, jakby pchnięty siłą niewidomą, rzucił się w stronę, a oni szczęśliwie do Cypru przypłynęli. Wysiadłszy na brzeg, ukrył się najprzód o dwie mile od Pafu, ale gdy i tam wkrótce wyśledzili go ludzie i chorych do niego z całéj wyspy znosili, wyszukał sobie wśród dzikich skał i lasów kryjówkę tak niedostępną, że czołgając się na kolanach i rękach, ledwie się sam do niéj dostał. Był tam jednak zdrój wody, miejsce gdzie mógł uprawiać mały ogródek, i sterczały ruiny staréj jakiejś świątyni pogańskiej. Osiadłszy na tém miejscu święty Hilaryon, spędził na niém lat pięć nieco spokojniejszy, bo nikt o nim nie wiedział, i długo odkryć go nikt nie mógł; ale po pięciu latach, doszli jakoś jego kryjówki, i przynieśli mu paralityka ciężko chorego. Wzruszony miłosierdziem sługa Boży rzekł mu: „wstań i chodź”, a chory wstał natychmiast, zupełnie uzdrowiony. Dziękowali wszyscy Bogu iż go wynaleźli, i odtąd znowu nie dawali mu pokoju, a strzegli go pilnie aby nie uszedł, bo wieść o nim chodziła iż nigdzie długo nie przebywa.

Ztamtąd go téż już i Pan Bóg do Siebie powołał. Miał lat ośmdziesiąt, gdy nagle na siłach upadł. Prosił tych którzy wtenczas byli przy nim obecni, aby go nie gdzie indziéj pochowali tylko w tymże ogródku, który na tej pustelni uprawiał. Gdy już był blizki konania, snać szatan rozbudzał w nim przestrach sądów Bożych, rzekł bowiem sam do siebie: „Wychodź duszo moja, wychodź, czego się obawiasz, blizko siedemdziesiąt lat służysz Chrystusowi, a śmierci się lękasz?” I to mówiąc oddał Bogu ducha, i pogrzebiony został tam gdzie tego sobie życzył. Lecz późniéj, jeden a uczniów jego przybył do Cypru, potajemnie uwiózł jego ciało do Palestyny i pochował je w pierwszym klasztorze przez świętego Hilryona w Majomie założonym, gdzie grób jego wielkiemi zasłynął cudami. Umarł 22 Października roku Pańskiego 371.

Pożytek duchowny

Niech Cię przrazi zbawiennie ten szczegół życia świętego Hilaryona, że siedemdziesiąt lat w najostrzejszéj pokucie służąc Panu Bogu, łaską czynienia wielkich cudów udarowany, w czci u wszystkich jako Święty będący, w stanowczéj jednak chwili śmierci, nie był on bez obawy. Pomiarkuj więc, jak ty na tę straszną i stanowczą chwilę, pilnie gotować się powinieneś.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Hilaryona długie lata w ostréj pokucie Ci służącego, dla nauki naszéj, w chwili śmierci sądami Twojemi zbawiennie przeraził, daj nam za jego zasługami i pośrednictwem szczerze grzechy nasze zawczasu odpokutować, w godzinie śmierci naszéj z niepłonną nadzieją w miłosierdzie Twoje z tego świata schodzić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 903–905.

Tags: św Hilaryon z Gazy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat św Antoni pycha
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.