Citatio.pl
2020-10-29

Św. Bonawentury z Potencyi, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1711.

(Żywot jego wyjęty jest z Bulli jego beatyfikacyi.)

Święty Bonawentura był synem ubogich a bardzo zacnych mieszczan, w małém miastczku Potenca w królestwie Neapoliiaiskiém żyjących. Tam przyszedł na świat roku Pańskiego 1651. Ojciec jego Lelio Lowanio był krawcem, matka wielkiéj pobożności niewiasta miała imię Katarzyna.

Od najmłodszych lat zauważano w nim szczególne nabożeństwo do Matki Bożéj, przed któréj obrazem kilka razy na dzień widzieć go można było klęczącego ze złożonemi rączkami i po dziecinremu rozmawiającego z przenajświętszą Panną, jakby przed nim stała. Gdy lat młodzieńczych dorósł, ojciec bardzo sobie życzył aby został kapłanem świeckim; lecz Święty powołany przez Pana Boga do wyłączniejszéj jeszcze Jemu służby, wstąpił do zakonu Braci Mniejszych Konwentuałów, u nas Bernardynami zwanych. Po wykonaniu ślubów uroczystych, przełożeni widząc że go Pan Bóg obdarzył szczególnemi darami modlitwy, i tą drogą raczył go prowadzić coraz wyżéj, gdy słuchał wykładu filozofii i miał się ćwiczyć w rozprawach teologicznych, przerwali jego zawód naukowy, aby wyłączniéj oddał się saméj bogomyślności. W tym celu przeznaczono go do klasztoru w Amalfi, aby tam pozostawał pod kierunkiem biegłego i świątobiwego przewodnika duchownego.

Pod takim téż mistrzem ćwiczony, w krótkim czasie we wszystkich cnotach zakonnych wielki uczynił postęp, starając się przedewszystkiém, aby przez najdoskonalsze wyrzeczenie się siebie samego, jak najpodobniejszym stawać się Chrystusowi Panu. Cnotą téż pokory i posłuszeństwa odznaczał się najszczególniéj, i to często Pan Bóg wynagradzał mu cudami. Razu pewnego gdy szukał klucza od zakrystyi, przełożony powiedział mu że wleciał w studnię i przydał żartując: „Zrób wędkę i złów go.” Bonawentura uwiązał na kiju sznurek i haczykiem, zapuścił go w studnię bardzo głęboką i klucz wyciągnął. Inną razą wśród lata niósł wielki kawał lodu dla jednego z braci chorych; przełożony dla wyprobowania jego posłuszeństwa, kazał mu tę bryłę włożyć w szafę zakrystyjną, co on bez wahania się uczynił. Przełożonego jakiś ważny interes w téjże chwili zajął, tak że zapomniał o tém rozkazie, którego wykonania nie chciał dopuścić. W kilka godzin potém udał się co prędzéj do zakrystyi, pewny będąc iż wszystkie aparata kościelne uszkodzone zostały od lodu rozpuszczonego; lecz znalazł całą bryłę zamarzniętą, chociaż był wtedy nadzwyczajny upał.

Bonawentura wyświęcony na kapłana oddał się całkiem pracy około zbawienia dusz wiernych. W kazywaniu, nauczaniu dziatek, słuchaniu spowiedzi, a szczególnie w przygotowywaniu ma śmierć chorych, chociaż zawsze wątłego zdrowia, okazywał się niezmordowanym. Na ubogich był, o ile tylko mógł jako sam ubogi zakonnik, miłosiernym. Nietylko oddawał im zwykle swoję porcyą zakonną, poprzestając na kawałku chleba, lecz jeszcze wyżebrywał dla nich hojne u osób świeckich jałmużny, a Pan Bóg często jego w téj mierze starania ułatwiał mu cudownie, rozmnażając pożywienie jakie dla biednych dostawał. Tyle zajęciami obarczony, wylany cały na usługi bliźnich tak w doczesnych jak w duchownych ich potrzebach, w bogomyślności nie ustawał, mając zwyczaj noce całe przepędzać na modlitwie, jużto przed przenajświętszym Sakramentem, już przed ołtarzem Matki Bożéj. Przytém w ulubionéj swojéj cnocie posłuszeństwa ćwiczył się z najzupełniejszém zaparciem. Zdarzyło się że gdy razu pewnego o świcie pracował w ogrodzie obok przełożonego po którego przyszli z ważnym interesem, ten powiedział mu: „Nie odchodź ztąd: ja wnet powrócę.” Tymczasem byłato sprawa tak ważna, że go zatrzymała za klasztorem do wieczora. Zaniepokoił się niewidząc Bonawentury na wieczerzy, tém bardziéj że mu powiedziano iż i na obiedzie nie był. Poszli go więc szukać, i znaleźli w ogrodzie przy robocie, czekającego na Gwardyana. Inną znowu razą, przełożony wychodząc z kaplicy, w któréj był razem z nim, rzekł do niego: „Poczekaj tu na mnie, pójdę tylko na chwilkę do miasta, dowiedzieć się, czy nie ma odjeżdżającego powozu do Neapolu.” Znalazłszy takowy, a że sprawę miał pilną, wsiadł i odjechał. We trzy dni wróciwszy, niewidząc Bonawentury pyta braci o niego. „Sądziliśmy że odjechał z Wami” odrzekli mu oni, „bo od trzech dni go nie widać.” Tymczasem pokazało się, że on w kaplicy całe te trzy dni i trzy noce spędził, niejedząc i niepijąc, a przez czas ten Pan Bóg takiemi go zalewał pociechami, że mu się te trzy doby jak trzy godziny zdawały.

Posłany z kazaniami na wyspę Ischią, znaczną tam liczbę dusz pozyskał Bogu. Z wielkim zbrodniarzem trzymanym w więzieniu, który spowiadać się nie chciał, zamknął się na cały tydzień i w końcu przywiódł go do tego że z najżywszą skruchą pojednał się z Panem Bogiem. Podczas panującego morowego powietrza w okolicach Neapolu, posłany tam dla obsługi duchownéj dotkniętych zarazą, poświęcił się temu z największą miłością, i wielu uzdrowił namaszczeniem oliwy z lampy palącéj się przed ołtarzem świętego Antoniego, któremu jedynie ta cuda przypisywał. Lecz trudy poniesione podówczas przyprawiły i jego samego o śmiertelną chorobę. Dostał wyrzutu na nodze, który w skutek zaniedbania w zgorzeliznę przeszedł. Odbył nadzwyczaj bolesną i długą operacyą, podczas któréj gdy ból stawał się coraz cięższym najcierpliwiéj go znosił, powtarzając tylko przenajświętsze Imie Maryi.

Wysłany na założenie klasztoru w mieście Ruvello, wielce się tém ucieszył, gdyż od lat już wielu przepowiedział mu był świątobliwy zakonnik pod którego przewodnictwem duchonym zostawał w początkach swojego zakonnego zawodu, że w tém mieście życie zakończy. Chociaż już podówczas był w podeszłym wieku i zupełnie upadły na zdrowiu, nietylko w samym Ruvello kazywał nieustanie, lecz i okolice obiegając, wszędzie głosił słowo Boże, słuchał spowiedzi, usposabiał chorych do śmierci, i najzatwardzialszych grzeszników nawracał; a wszędzie według swojego zwyczaju, wspierając ubogich z wyżebranéj dla nich jałmużny. Chorych po mieszkaniach odwiedzał i ostatnie oddawał im usługi. Zdarzyło się że idąc do miasteczka Atranii, spotkał żebraka tak zeszpeconego trądem, że się od niego mimowoli odwrócił. W téjże chwili, przypomniał sobie jak święty jego zakonodawca Franciszek Seraficki, w takich razach przezwyciężał się i toż samo uczynił. Nietylko uściskał serdecznie trędowatego, lecz językiem lizał mu rany, i chory ten od téj chwili z najstraszniejszego trądu zupełnie wyleczonym został.

Posiadał także dar proroctwa w wysokim stopniu. Razu pewnego był w kościele z jedną ze swoich penitentek tercyarką siostrą Maryanną Angelą, gdy nadszedł mały chłopaczek dziewięcioletni. „Czy znasz go?” zapytał téj siostry. „Nie znam” odrzekła. „Przypatrz się mu więc dobrze, powiedział, bo kiedyś, jak będziesz w wielkiéj nędzy, on stanie ci się opiekunem i ojcem.” W wiele lat potém kobieta ta przyszła do ostatecznego niedostatku, a opuszczona od wszystkich i ciężiemi złożona chorobami, przez ośm lat nie miała innego opiekuna i wspomożyciela jak tegoż chłopaczka, który został był księdzem, a na uczynki miłosierne bardzo wylany, dowiedziawszy się wypadkiem o jéj nędzy, wziął ją w swoję pieczę. Odgadywał także tajniki serc ludzkich. Pewien młodzieniec bardzo światowy, miał przyjść wyspowiadać się przed nim. Lecz wstydząc się wyznać mu namiętnego przywiązania do dziewicy z którą miał zawrzeć związek małżeński, poszedł do innego kapłana. Bonawentura spotkał go wkrótce potém, i rzekł do niego: „mój drogi, twoje przywiązanie do téj dziewicy jest istną pokusą, ani z nią ani z żadną inną się nie ożenisz, bo cię Pan Bóg przeznaczył do kapłaństwa.” Uśmiechnął się młodzieniec, bo o tém nigdy nie myślał a o ożenieniu swojém wkrótce nastąpić mającém, nie mógł wątpić. Jednak tak się stało, że z najniespodziewańszego wypadku związek ten nie przyszedł do skutku, a młodzieniec prosił matki aby mu dozwoliła wstąpić do stanu duchownego. Ta zasięgnęła w téj mierze rady błogosławionego Bonawentury. „Nie czas jeszcze na to, powiedział jéj, gdyż zobaczysz że teraz jeszcze on tego zamiaru odstąpi. Poczekaj trochę, przyjdzie chwila kiedy szczerze zapragnie być księdzem, a nastąpi to wtedy gdy Kapituła katedralna będzie go potrzebowała.” Jakoż, młodzieniec jeszcze raz probował ożenić się lecz to nie nastąpiło, i dopiéro w trzy lata po śmierci błogosławionego Bonawentury, powodowany prawdziwém powołaniem, wstąpił do stanu duchownego. W krótkim czasie został kanonikiem, a następnie. Archidyakonem téj dyecezyi i Prałatem wielkiéj świątobliwości.

Tymczasem nadchodził czas w którym Pan Bóg miał już powołać naszego Świętego do chwały Swojéj. Na sześć miesięcy przed zgonem, zdrowia zwykłego zażywając, zapowiedział braciom że przy końcu Października rozstanie się z nimi, a na kilka dni przed śmiercią, znajdując się u Biskupa którego był spowiednikiem, oświadczył mu że potrzeba aby sobie innego obrał, i prosił go o błogosławieństwo na śmierć. W parę dni potém opadł z sił zupełnie, i po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, zaczął śpiewać różne hymny ma część Pana Jezusa i Matki Bożéj. Czynił to prawie bez przerwy przez całą dobę a głosem tak śpiewnym i miłym, jakby już niebieskim. Na godzinę przed śmiercią, umilkł, odmówił trzy razy Zdrowaś Marya najwyraźniéj, i bez konania oddał Bogu ducha dnia 26 Października roku Pańskiego 1711. Zasłynął i po śmierci licznemi cudami, w skutek czego przez Papieża Piusa VI błogosławionym ogłoszony został.

Pożytek duchowny

Otóż i w życiu błogosławionego Bonawentury, które dopiéro co czytałeś, masz przykłady do jakiego stopnia Święci Pańscy posuwali swoje posłuszeństwo względem przełożonych, w których widzieli zastępców Boga samego. Porównaj takie przykłady uległości starszym, a twoją niesfornością nietylko względem ludzi którzy mają nad tobą zwierzchność ale i względem samego Boga, którego podobno nie słuchasz, gwałcąc Jego przykazania.

Modlitwa

Boże któryś w błogosławionym Bonawenturze wyznawcy Twoim, wysoki wzór posłuszeństwa nam zostawił; spraw prosimy, abyśmy za jego przykładem wyrzekając się własnéj woli, przykazaniom Twoim zawsze uległemi byli. Przez Pana naszego i. t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 926–928.

Tags: św Bonawentura z Potenzy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna posłuszeństwo zaraza
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.