Citatio.pl
2020-11-04

Św. Karola Boromeusza, Arcybiskupa Medyolańskiego

Żył około roku Pańskiego 1584.

(Żywot jego był napisany przez księdza Jusanno jednego z jego Kapelanów.)

Święty Karol który pochodził z jednéj z najzmakomitszych rodzin Włoskich, przyszedł na świat w Arono, dziedzicznym zamku rodziców w państwie Medyolańskiém położonym, z ojca Gilberta hrabiego Boromeo, a matki Małgorzaty z książąt Medyceuszów, siostry Papieża Piusa IV. Światłość niebieska która otoczyła jéj łoże gdy go ma świat wydawała, była zapowiedzią wysokiéj świętości, do jakiej go Pan Bóg przeznaczał. W dzieciństwie ulubionemi jego zabawami były zajęcia odnoszące się do chwały Bożéj. Małym dzieciaczkiem będąc, przystrajał sobie ołtarzyk, i przyrządziwszy jakby szaty kościelne, przewdziewał się w nie naśladując różne obrzędy święte. Do Matki Bożéj szczególne miał nabożeństwo i przed jéj obrazami najdłużej i najrzewniéj się modli.

Nie miał jeszcze żadnych święceń duchownych, kiedy według ówczesnego zwyczaju, dostały mu się w spadku po wuju, bardzo wielkie dochody z pewnego Opactwa. Wymógł na ojcu, gdyż wtenczas był jeszcze małoletnim, aby te pieniądze nie na potrzeby ich rodziny, lecz na miłosierne uczynki i na kościoły obracane zostały. Gdy doszedłszy do pełnoletności, sam stał się panem tego majątku, takiż sam z niego czynił użytek.

Wysłany do akademii w Pawii, chociaż zastał tam między młodzieżą uczącą się, obyczaje bardzo zepsute, wsparty jednak opieką Matki Bożéj, do któréj widząc niebezpieczeństwo w jakiém się znajduje ciągle się uciekał, wyszedł z téj próby bez szkody. Czystość jego obyczajów i wysoka pobożność, którą się już wtedy odznaczał, raziła rozpustnych jego towarzyszów. Ci kilkakrotnie nasyłali na niego złego życia niewiasty, które święty ten młodzieniec ze zgrozą odegnał, co najzbawienniejszy wpływ nawet i na te nieszczęśliwe istoty wywarło.

Widząc. że ojciec zamierza skłaniać go do zawarcia nadzwyczaj świetnego małżeńskiego związku, przyśpieszył wykonanie zamiaru jaki już miał wstąpienia do stanu duchownego, i w krótkim przeciągu czasu, przyjął święcenia kapłańskie. Rodzony wuj jego Papież Pius IV zawezwał go do Rzymu, i uczynił kardynałem, kiedy miał lat dwadzieścia trzy, a od téj chwili zjaśniał on w tém dostojném gronie wysoką pobożnością i wszelkimi cnotami. Wtedy Sobór Trydencki był zawieszony. Za usilnemi to staraniami świętego Karola, który rozliczne i wielkie przełamywać musiał z tego powodu trudności, został nanowo zwołany, i z niewymównym dla Kościoła pożytkiem ukończony.

Zamianowany na Arcybiskupa Medyolańskiego, chociaż Papiéż dla spraw powszechnego Kościoła, chciał go zatrzymać przy sobie, wymówił się jednak od tego i uprosił aby mu pozwolił udać się do swojéj Dyecezyi, co téż i uczynił, zrzekając się dobrowolnie, chociaż mu Ojciec Święty pozwalał to zatrzymać, wszystkich innych posad kościelnych które mu przynosiły około 150 tysięcy rubli dochodu. Przybywszy do swojéj stolicy, w któréj przeszło lat ośmdziesiąt Arcybiskupi osobiście nie przesiadywali, zastał całą Dyecezyą w najopłakańszym stanie. Księża tak byli nieoświeceni, że wielu z nich nie znało artykułów wiary. Lud nie miał ani wyobrażenia o prawdach chrześcijańskich: mało kto umiał się przeżegnać i pacierz odmówić. Święty Karol na tak bardzo zaległém polu, rozwinął całą swoję pasterską gorliwość, w skutek któréj, po dwudziestu dwu letnim zarządzie tą Archidyecezyą, uczynił z niéj arcywzór, na który z podziwem Kościoły całego Świata patrzały. Zaczął od urządzenia całéj Dyecezyi swojéj, według postanowień świeżo ukończonego Soboru Trydenckiego. Dla wprowadzenia karności w duchowieństwie, odbywał częste Sobory Prowincyonalne. Pourządzał Seminarya, obsadziwszy je uczonemi i świątobliwemi profesorami. Sprowadził kilka Zgromadzeń zakonnych tak męzkich jak i żeńskich, odznaczających się jak najściślejszém zachowaniem swoich Reguł. Pozakładał nowe, a między niemi i Domy przytułku dla nawróconych kobiet złego życia, a wszystkie te klasztory i zakłady, najhojniéj z własnego majątku uposażał lub utrzymywał. Wydał dzieło pod tytułem: Katechizm Proboszczów, który nazywają także katechizmem Soboru Trydenckiego, a który jest zbiorem najważniejszych i najpotrzebniejszych przestróg dla kapłanów rządzących duszami. Lecz przedewszystkiém, tak na duchowieństwo jak i na lud, najzbawienniéj wpływał przykładem wysokiéj własnéj świątobliwości.

Prowadził życie nadzwyczaj umartwione: często pościł o samym chlebie i wodzie; zwykle jadał tylko jarzyny i pospolite owoce. Nosił ostrą włosiennicę, większą część nocy spędzał na modlitwie i krwowém biczowaniu się. Pokory i słodyczy w obcowaniu z drugimi, był niezrównanéj. Zwiedzał swoję Archidyecezyą każdego roku dwa razy, i zwykle pieszo, aż gdy dostawszy rany na nodze, na koniu musiał jeździć. Zdarzało się że aby czasu nie tracić, jadąc tak brał swój lekki posiłek. Wszędzie kazywał, słuchał spowiedzi, bierzmował, i miał zwyczaj póty z żadnéj parafii nieodchodzić, aż tam wszystkich z jakiegokolwiek powodu między sobą powaśnionych, pojednał. Nigdy z Dyecezyi wydalać się nie chciał: a gdy razu pewnego jeden z Biskupów mówił mu, iż dla tego ze swojéj Stolicy często wyjeżdża, iż ma małą liczbę dyecezyan, Święty powiedział: „Biskup, chociażby tylko jednego miał dyecezyana, i dla tego jednego z Dyecezyi swojéj, wydalać się nie powinien.”

Miłosierdzie jego dla ubogich granic nie miało. Sprzedawszy księztwo Orya, które było jego dziedzictwem, w jednym dniu rozdał czterdzieści tysięcy sztuk złoła na ubogich. Toż samo uczynił z dwudziestu tysiącami czerwonych złotych, które mu przypadły w spadku po krewnym. A gdy mu już brakło pieniędzy dla biednych, kazał je bić ze sreber Biskupich, i na jałmużnę wszystko obracał. Pod czas gdy w Medyolanie grasowało straszne morowe powietrze, tak rozdał nietylko co miał, ale i wszystkie sprzęty swoje ubogim aż do łóżka własnego, że na ziemi sypiać był zmuszonym. Dzień i noc nawiedzał dotkniętych zarazą, i wielkiej ich liczbie sam ostatnie Sakramenta święte udzielał, co było tak groźném niebezpieczeństwem, że nietylko nikt z obcych ale nawet żaden ze sług jego towarzyszyć mu wtedy nie chciał. Dla ubłagania miłosierdzia Boskiego w téj klęsce, nakazał uroczystą procesyą, przy której ofiarując się Bogu za grzech ludu swojego, szedł na czele z krzyżem w ręku, z powrozem u szyi na znak pokuty, i bosemi nogami, po których ślady krwi pozostawiał, poraniwszy się po ostrych kamieniach. Podczas tego moru, tak wszystko rozdał biednym, że razu pewnego, wróciwszy do siebie wieczorem po całodziennym trudzie przy chorych, a do téj pory nic w usta niewziąwszy, nie znalazł w domu ani kawałka chleba którymby się posilił, i ani jednego grosza aby co do jedzenia kupić. Poszedł więc do kaplicy modlić się, a po chwili, jakiś nieznajomy przyniósł mu tysiąc sztuk złota na jałmużnę. Od téj także pory chodził zawsze boso, i sypiał na ziemi.

Przy tak ostrym sposobie życia, był usposobienia bardzo swobodnego. Razu pewnego, mając u siebie wieczorom dostojnego gościa, dla jego zabawy ulubionéj, grał z nim w szachy. Wszczęła się rozmowa o śmierci, i każdy z obecnych, objawił sposób, w jaki by chciał się do téj stanowczéj chwili przygotować. Spytany święty Arcybiskup coby on czynił, gdyby wiedział że za godzinę umrze, odpowiedział: „Kończyłbym tę grę szachów”; co dowodziło, jak wszystko co czynił, czynił to ze świętą intencyą, i z miłości Boga, a więc w każdéj chwili i po każdéj czynności, gotów był stanąć na sąd Boży.

Z przywileju udzielonego mu od stolicy apostolskiéj, przywrócił był karność zakonną w zgromadzeniu tak nazwanych Humilianów. Między nimi znalazł się jeden niegodziwiec, który za to właśnie do tego stopnia posunął zawziętość swoję przeciwko Świętemu Karolowi, że postanowił go zabić. W tym celu udał się do pałacu Arcybiskupa, który wtenczas w kaplicy klęcząc przed ołtarzem, z domownikami odmawiał głośno pacierze wieczorne. Zbrodniarz dostał się tak blizko Świętego, że tylko o dwa kroki od niego będąc, wystrzelił, wymierzywszy pistolet w sam środek pleców. Broń była nabiła kilku kulami. Jedna z nich która pomiędzy łopatki Arcybiskupa trafiła, zsunęła się po grzbiecie jego jakby po pancerzu, i padła mu przy nogach; druga ugrzęzła w drzewie ołtarza na parę cali, a trzecia kawałek muru odwaliła. Święty ani drgnął w czasie tego, zakazał sługom aby zabójcy nie chwytali, i daléj pacierze najspokojniéj kończył.

Wielce poważał dziewice w Zakonie poświęcone Bogu. Sprowadził najprzód do Medyolanu zakonnice Urszulinki, którym powierzył wychowanie wielkiej liczby ubogich panienek, po większéj części sierot po rodzicach zmarłych z morowego powietrza, i wielkie na to koszta wyłożył. Także wybudował klasztor dla Kapucynek; wprowadził je tam uroczyście, z procesyą, przy któréj ośmnaście tych Qblubienic Chrystusa Pana, które z własnych rąk jego przyjęły były ubogie suknie świętej Klary, postępowały z wielkiemi krzyżami na barkach i z koroną cierniową na skroniach, otoczone duchowieństwem i licznym ludem.

Miał zwyczaj co rok udawać się ma odosobnione miejsce, dla odprawienia Rekollekcyi. Udał się był w tym celu do klasztoru na górze Waralia, gdzie znajdowały się pięknie rzeźbione Stacye Drogi krzyżowéj. Po kilku dniach spędzonych w téj samotności, przymnażając sobie zwykłych umartwień ciała, lecz opływając w tém większe pociechy niebieskie, Święty zapadł na gorączkę. Przywieziono go do Medyolanu, gdzie choroba się wzmogła. Przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, leżąc na ziemi posypanéj popiołem, niespusczając z oczu Pana Jezusa ukrzyżowanego, poszedł do Nieba mając lat czterdzieści siedem, dnia 3-go Października roku Pańskiego 1584. Papież Pius V wpisał go w poczet Świętych.

Pożytek duchowny,

Błogosławiona dusza, która tak jak święty ten Arcybiskup którego żywot czytałeś, każdą swoję czynność tak jedynie z miłości Boskiéj spełnia, że przy każdéj z nich, gotową jest na śmierć. Niech cię to pobudza do pilnego starania, abyś każdą twoję sprawę uświęcał odnosząc ją do Boga.

Modlitwa (Kościelna)

Kościół Twój Panie, niech strzeże ciągła opieka świętego Karola Wyznawcy Twojego i Biskupa, aby jak pasterska jego gorliwość chwałę mu niebieską wyjednała, tak żeby jego pośrednictwo dało nam wzrastać w miłowaniu Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 946–948.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 881–882

Podajemy tutaj kilka myśli z pism świętego Karola Boromeusza:

„Prawdziwą miłość Boga ma ten, kto: 1) z chęcią o Nim myśli; 2) kto chętnie w Jego domu przebywa; 3) kto często o Nim lub z Nim rozmawia; 4) kto z chęcią słucha mówiących o Bogu; 5) kto chętnie daje to, co posiada, na chwałę Boga; 6) kto chętnie w Jego imię znosi przykrości; 7) kto chętnie słucha Jego przykazań; 8) kto lubi, co się Bogu podoba, a nienawidzi, co Mu się nie podoba; 9) kto ma wstręt do świata; 10) kto miłuje Jego namiestników i oddaje im cześć należną”.

„Jakże grubo mylą się ci, którzy pragnienie duszy i tęsknotę serca myślą ugasić inną wodą, jak łaską Ducha świętego i pożywaniem Boga! Dusza nasza łaknie nieskończoności; dla tego też nic innego nasycić jej nie zdoła, jak tylko Bóg nieskończony ”.

Tags: św Karol Boromeusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup sobór trydencki jałmużna zaraza
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.