Citatio.pl
2020-11-06

Św. Leonarda, Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 556.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Suryusza.)

Święty Leonard, który przyszedł na świat przy końcu piątego wieku, był rodem z Francyi. Należał do jednéj ze znakomitszych tego kraju rodzin. Sam król Klodoweusz, podówczas panujący, trzymał go do Chrztu, a święty Remigi główny Apostoł Franków, udzielił mu ten Sakrament, a potém wziął do siebie na wychowanie. Ojciec chciał go umieścić na dworze królewskim, gdzie mógł spodziewać się świetnego zawodu mając sobie zapewnione szczególne łaski Klodoweusza; lecz święty Leonard, młodym jeszcze będąc, postanowił świat opuścić i osiąść na puszczy. Nie zaraz to jednak uczynił, gdyż święty Remigi, oceniając jego wysoką świętobliwość i niepospolite wykształcenie w naukach a przytém i rzadki dar wymowy, zatrzymał go przez pewien czas przy sobie, i używał do głoszenia słowa Bożego. Czynił to nasz Święty z wielkim dla dusz pożytkiem, nauczojąc w sposób najzrozumialszy dla prostych umysłów; a że nauki jego poparte były życiem wysokiéj świątobliwości, obfite z nich zbierał owoce, wielu grzeszników wyrywał od zguby ich duszy i znaczną liczbę pogan nawrócił. Wtedy już także zasłynął i licznemi cudami, a wszystko rozniosło imię jego po całym kraju.

Król Klodoweusz, chcąc i sam słuchać jego kazań, i panów dwór jego składających do togo nakłonić, sprowadził go do siebie i pragnął na dworze swoim zatrzymać, aby go co prędzéj zrobić Biskupem. Święty Leonard po ukończeniu kazań które tam miewał, dowiedziawszy się jakie względem niego miał król zamiary, prosił go aby mu pozwolił wydalić się z dworu, a gdy Klodoweusz chciał go koniecznie czém wynagrodzić, Leonard prosił aby mu pozwolił zwiedzić wszystkich trzymanych po więzieniach, a potém uwolnił tych których on znajdzie tego godnymi. Klodoweusz zgodził się na to, a Święty przywiódłszy do najszczerszéj kruchy wielu uwięzionych, otrzymał ich uwolnienie, i potém jak to niżéj obaczymy, stał się szczególnym Patronem, wszystkich będących w kajdanach.

Opuściwszy dwór królewski, sługa Boży przebiegał różne miasta i wioski, wszędzie, niezmiernym pożytkiem ludów głosząc prawdy święte. W mieście Orleanie zatrzymał się w tym celu najdłużej, a gdy spostrzegł iż sława jego coraz się więcéj rozszerza i coraz większą czcią otaczają go wszyscy, umyślił doprowadzić już do skutku swój dawny zamiar udania się na puszczę. Poszedł więc na samotne miejsce, przybierając sobie dwóch tylko towarzyszów równie jak on pragnących wieść życie pustelnicze: a tymi byli, brat jego Lufard, który go nigdy nie odstępował we wszystkich jego apostolskich wycieczkach, i pewien świątobliwy samotnik nazwiskiem Maksymian, który już od niejakiego czasu ten rodzaj życia, w okolicach Orleanu prowadził. Wprzód jednak, aby się wyćwiczyć w sposobie życia doskonałych pustelników, wraz ze swoimi towarzyszami przepędził pewien czas pod przewodnictwem duchowném świętego Mesmina, biegłego mistrza w zawodzie życia pokutnego.

Gdy u niego zastawał wraz z Lufardem bratem swoim rodzonym i Maksyminem, święty Leonard odebrał od Pana Boga natchnienie, aby się ma inną puszczę przeniósł. Skłaniało go do tego i to głównie, że na téj gdzie dotąd przebywał, zbyt często przerywali mu samotność udzie, wiedzący o miejscu jego pobytu. Sławą bowiem jego Świątobliwości i darem czynienia cudów pociągnieni, schodzili się do niego tłumnie, jużto po radę w rzeczch tyczących się sumienia, już dla polecania się jego modlitwom, albo doznania cudownych uzdrowień, gdy bylito chorzy. Święty tedy oświadczył bratu zamiar przeniesienia się na inne miejsce, gdzieby lepiéj mógł się ukryć przed światem; lecz ten prosił go aby mu pozwolił pozostać na dawném miejscu. Kosztowało wiele Leonarda rozstanie się z bratem którego bardzo kochał, i z którym już od lat wiele nierozdzielnie służył Panu Bogu, lecz że widział iż było wolą Bożą aby się téj pociechy wyrzekł, uczynił to bez wahania się, i uściskawszy się z Lufardem, pozostawił go w chatce pustelniczéj w któréj razem dotąd mieszkali, a sam puścił się ku Akwitanii, gdzie wiedział że były podówczas dzikie, gęste i nieprzystępne prawie lasy.

W téj pielgrzymce, przybywszy do miasta Burżu (Bourges), zastał tam jeszcze zaczną część mieszkańców pogrążoną w pogaństwie. Zdjęty wielką litością nad stanem dusz tych biednych ludi, zatrzymał się w tém mieście przez czas pewien, a kazaniami swojemi, popartemi wielkiemi cudami które dał mu Pan Bóg i tam czynić, wytępił resztki bałwochwalstwa. W mieście tém wielu ślepym wzrok przywrócił, słuch głuchym, chromych i różnemi chorobami dotkniętych uzdrowił, tak, że prawie każdy kto się do niego udał, cudownie uleczonym został.

W chwili gdy i tu znowu sława jego jako wielkiego Apostoła i wielkiego cudotworcy, zaczęła ściągać a niego cześć powszechną, święty Leonard, wyszedł z miasta potajemnie, i doszedłszy do wielkich lasów w okolicach miasta Limonżu (Limonges), daleko w głąb ich zapuścił się, i osiadł w puszczy zwanéj Powę, (Pauvin), na któréj wybudowawszy ubogą chatkę pustelniczą, spędził całe lat dwadzieścia, niewykryty przez ludzi, chociaż go pilnie szukali, a cały zatopiony w życiu bogomyślném, oddając się najostrzejszéj pokucie.

Lecz po upływie tego czasu, znowu samotność Leonarda przerwaną została. Król wraz z żoną, przybyli na wielkie łowy do lasów w których była pustelnia tego sługi Bożego. Zdarzyło się, że królowa która była brzemienną, tak nagle tam zachorowała, że nie było żadnéj nadziei uratowania życia ani jéj saméj ani dziecięcia, które niespodziewanie wydawała na świat. Dworzanie rozbiegłszy się po całéj puszczy aby szukać schronienia dla choréj swojéj pani, spotkali wypadkiem Leonarda, którego poznawszy, przyprowadzili do królowéj. Święty pomodlił się nad nią, i w tejże chwili najszczęśliwiéj wydała na świat syna. Król wywdzięczając się za to, dawał mu w darze wszystkie złote i srebrne naczynia stołowe, jakie wtedy miał przy sobie; lecz Leonard prosił go aby je rozdał ubogim i polecił im aby podziękowali Bogu, za wyrządzoną, łaskę królowéj. Przyjął tylko od Klodoweusza w darze część lasu w którym mieszkał, mając zamiar wybudować tam klasztor. Z początku osiadł na tym miejscu z dwoma tylko towarzyszami, i na wierzchu jednéj z gór najwyższych wybudował kaplicę na cześć Matki Bożéj wezwaniem Przenajświętszéj Panny pod drzewami. Wkrótce, zwiększyła się liczba jego uczniów, i stanął tam ubogi lecz obszerny klasztor. Razu pewnego bracia jego zakonni uskarżali się że daleko chodzić muszą po wodę; Święty pomodlił się, i w tejże chwili obok klasztoru wytrysnęło źródło wody, do téj pory płynące.

Tymczasem ludzie zwiedziawszy się o miejscu jego pobytu, znowu tłumnie nawiedzać go zaczęli. Zasłynął wtedy szczególnie cudowną swoją opieką nad więźniami. Zdarzało się bowiem że w najodleglejszych od jego puszczy miejscach, gdy jaki więzień, a zwłaszcza niewinnie uwięziony, wezwał jego pomocy, kajdany cudownie z niego opadały, i również cudownie wychodził on z więzienia, pomimo najściślejszego zamknięcia i czujnéj straży. Wielu takich przybywało do Leonarda na puszczę, przynosząc i składając u nóg jego kajdany, z których wyzwoleni zostali wzywając jego imienia.

Gdy o tém wszystkiém doszła wieść do jego krewnych spragnionych oddawna aby odkryć miejsce jego pobytu, siedem całych rodzin bliżéj z nim spokrewnionych przybyło do jego klasztoru, z zamiarem osiedlenia się na puszczy: „Ja chciałem ukryć się i przed obcymi, rzekł ujrzawszy ich Leonard, a oto i wy mnie aż tu gonicie. Chyba chcecie podobną drogą jaką ja obrałem, dostać się do Nieba?” „Chcemy tego, odpowiedzieli mu wszyscy, i potośmy tu przybyli, wyrzekając się wszelkich naszych posiadłości. Wskaż nam drogę zbawienia, naucz doskonale służyć Bogu.” Uradowany tém święty Leonard, utwierdził ich w tych świętych postanowieniach, wziął pod swoje przewodnictwo duchowne i porozsadzał w siedmiu częściach lasów które należały do klasztoru, aby pola w nich będące uprawiali i z tego żywili siebie i ubogich okolicznych, a obok tego przepisał im różne ćwiczenia bogomyślne, na które o ile możności schodzili się razem.

Długo jeszcze potém żył, coraz liczniejszemi cudami słynąc, a coraz ostrzejszą pokutą wszystkich zadziwiając. Nakoniec, doczekawszy bardzo podeszłego wieku, pełen cnót i zasług zasnął błogo w Panu, dnia 6-go Listopada roku 566.

Po śmierci również skutecznym patronem więźniów okazał się, jak nim był za życia. Pomiędzy licznemi tego przykładami Suryusz opisuje następujący: W mieście Limożu został wtrącony do więzienia człowiek niewinny, wielkie przez całe życie do świętego Leonarda mający nabożeństwo. Włożono mu na ręce tak ciężkie kajdany a silnie okute, że dwóch ludzi ledwie unieść je mogło. Przygnieciony ich ciężarem, tak, że już od tego samego mógł prędko umrzeć, więzień ten wezwał świętego Leonarda, przypominając mu że go zawsze miał w czci szczególnéj. Święty mu się objawił, zdjął z niego kajdany, kazał mu je wziąść i iść za sobą. Więzień to uczynił: kajdany, których sądził że nie udźwignie, znalazł tak lekkie jak pióro, i wyszedł z więzienia w ślad za Świętym, który zaprowadziwszy go do swojego kościoła wtedy w Limożu wybudowanego, zniknął.

Pożytek duchowny

Wszak wielce byłbyś uradowany, gdybyś trzymany w ciężkiém więzieniu, za opieką świętego Leonarda, który wielu więźniów cudownie wyzwolił, został z niego uwolniony. Lecz jeżeli broń Boże, dusza twoja jęczy w kajdanach grzechu, czyż nie potrzebniejsze ci tém bardziéj, pośrednictwo tego wielkiego Patrona uwięzionych? Jeśli więc tak jest, uciekaj się do niego, a proś serdecznie aby cię wstawieniem się swojém, od téj niewoli szatańskiéj wyratował co prędzéj.

Modlitwa

Boże! któryś świętemu Leonardowi, cudowną moc wyzwolenia z kajdan więźniów udzielił; za jego pośrednictwem i przez jego zasługi prosimy Cię, z więzów grzechów naszych racz nas wybawić, i od niewoli szatańskiéj, zachowaj nas na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 952–954.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 886

„Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy stroskani jesteście, a Ja was pokrzepię” — mówi Pan Jezus (Mat. 11, 28). Jak szczerze o to Zbawicielowi chodziło, świadczy św. Leonard, który przez całe życie troszczył się i opiekował tymi, o których nikt nie dba, tj. więźniami i skazańcami. Naśladujmy go w tej mierze i pamiętajmy o więźniach, mając na oku ich nędzę. Pozbawieni praw, okryci hańba, z dala od rodziny wiodą smutny żywot w wstrętnym i zepsutym otoczeniu. Więzienia mają nie tylko karać zbrodnie i zadośćczynić pogwałconemu prawu i sprawiedliwości, ale także poprawić występnego i poprawionego oddać społeczeństwu. Jakże jednak rzadko spełniają ten cel. Ileż to przeszkód staje na zawadzie miłosierdziu Bożemu, którego głos nie dochodzi serca grzesznika? Częstokroć dozorcy wiezienia są tylko maszynami w reku rządu, i dbają jedynie o chleb i pensję. Ileż to razy nie ma kapłan przystępu do więźniów, ileż razy więźniowie odpychają jego pociechę, pomoc i naukę! Więzienia są nieraz szkołami zbrodni, w których młodzi przestępcy gromadzą się około osiwiałych zbrodniarzy, uczą się od nich ostrożności, chytrości, przebiegłości i zemsty na swych oskarżycielach. A przecież i ci przestępcy i winowajcy są naszymi braćmi, wszakże i za nich cierpiał Zbawiciel na krzyżu, czyż więc nie zasługują na naszą litość?

Zważajmy też na skuteczność swej pomocy. Skazanym przestępcom najbardziej potrzeba łaski Bożej, aby poznali cały ciężar swego grzechu, wzbudzili w sobie szczery żal, poznali bezmiar miłosierdzia Bożego, które na nich nakłada lżejszą i doczesną tylko karę, aby ich ochronić od wiekuistej. Tę łaskę można im wyjednać modlitwą, ofiarą Mszy świętej, budzeniem w nich żalu, jałmużną itp. Obmyślić też należy więźniom pracę i zarobek, gdy odbędą karę, i chronić ich od towarzystwa złych, aby nie popadli w dawne występki. I tu jest obszerne pole do błogiej działalności dla tych, co tchną szczerą miłością bliźniego. Jakże im błogo będzie, gdy ktoś odezwie się do nich słowami Mateusza świętego: „Uwieziony byłem, a ty mnie oswobodziłeś” (Mat. 25, 36).

Tags: św Leonard „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik św Remigiusz z Reims więzienie
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.