Citatio.pl
2020-11-14

Św. Stanisława Kostki

Żył około roku Pańskiego 1563,

(Żywot jego był napisany przez ojca Sakiniego, tegoż zgromadzenia kapłana.)

Święty Stanisław był synem Jana Kostki, kasztelana Zakroczymskiego, i Małgorzaty Kryski z Drobnia. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1550, w dziedzicznéj wsi rodziców swoich Kostkowie, dziś Rostkowem przezwanéj. Najprzód pobożnie w domu wychowany, gdy miał lat piętnaście, z bratem swoim starszym Pawłem posłany został do szkół ojców Jezuitów w Wiedniu przez nich prowadzonych, i w konwikcie ich umieszczony został. Lecz niedługo tam przebywał gdyż zakład ten zniesiono, a uczniowie w mieście zmuszeni byli szukać sobie pomieszczenia. Młodzi Kostkowie zajęli mieszkanie w domu pewnego lutra.

O ile święty Stanisław był pobożnym, i głównie tém co się Boga i Jego służby tyczy zajętym, o tyle brat jego starszy Paweł, lubił świat i jego rozrywki, i temu się namiętnie oddawał. Z tego téż powodu, wiele miał do cierpienia z jego strony Stanisław, którego świątobliwe postępowanie, było ciągłą i żywą naganą płochości Pawła. Ten téż w rozmaity sposób dokuczał młodszemu bratu: wyszydzał jego pobożność, a nawet przychodziło do tego iż go bił bez miłosierdzia. Stanisław cierpliwie wszystko to znosił, i z wszelkiém uszanowaniem dla Pawła, jako dla starszego brata zachowywał się. Uczył się pilnie, a chociaż mu z początku nieco trudno przychodziły nauki, wezwawszy w tém pomocy Matki Bożéj, do któréj miał serdeczne nabożeństwo, w krótkim czasie wielkie postępy uczynił. Wywdzięczając się więc Jéj za to, i dogadzając własnemu sercu, wszystkie wypracowania szkolne, których przedmiot pozostawiono do woli uczniów, obracał na pisanie pochwał Panny przenajświętszéj. Wpisany do Bractwa świętéj Barbary, między współuczniami jego założonego, obrał ją za szczególną swoję patronkę, a do Komunii świętéj starał się jak najczęściéj przystępować. Nagrodził mu téż to wszystko Pan Bóg, łaską powołania do Zakonu. Chciał wstąpić do Towarzystwa Jezusowego, lecz że od rodziców pozwolenia na to pozyskać nie mógł, i z tego powodu przełożeni tego Zgromadzenia robili mu trudności, odłożył to na późniéj, lecz zobowiązał się ślubem aby to w końcu dopełnić.

Pod tę porę nawiedził go Pan Bóg ciężką chorobą; a gdy mu się zdawało że umrze, zapragnął przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych. Lecz napróżno o to prosił: brat lekkomyślny zająć się tą usługą nie chciał, a gospodarz domu luteranin, najprzeciwniejszy był temu. Strapiony tém Stanisław, zaczął serdecznie modlić się do świętéj Barbary, pomnąc iż czytał w jéj żywocie, że kto ma do niéj nabożeństwo, bez przenajświętszego Sakramentu nie umrze. Jakoż, cudownie doznał tego na sobie: gdyż objawiła mu się święta Barbara, a przy niéj dwaj Aniołowie niosący przenajświętszy Sakrament, który mu ze czcią podali. Tak posilony spokojnie czekał śmierci, i w istocie bardzo już był osłabł, kiedy oto znowu okazała mu się Matka Boska i w tejże chwili go uzdrowiła, polecając przytém, aby wstąpienia swego do zgromadzenia Jezuitów, już dłużéj nie odwlekał.

Wyszedłszy z choroby, święty Stanisław widząc iż Prowincyał Jezuitów Wiedeńskich, z powodu iż nie miał pozwolenia od rodziców, przyjąć go nie chciał, za poradą światłego i pobożnego spowiednika, postanowił udać się do innéj zakonnéj Jezuickiéj prowincyi, aby tam być przyjętym. W tym tedy celu, sprawił sobie prostą ubogą siermięgę, noc całą na modlitwie przetrwał, a rano bardzo, kiedy jeszcze wszyscy w domu spali, przybrawszy się w oną suknię, poszedł do kościoła, wysłuchał Mszy świętéj, posilił się Ciałem Pańskiém, i puścił się w drogę, z tym zamiarem, że póty od klasztoru do klasztoru chodzić będzie, aż przyjętym zostanie. Tymczasem brat jego Paweł widząc dnia tego, iż pomimo spóźnionéj pory, Stanisław do domu nie wraca, zdjęty żałością że swojém złém postępowaniem dać mu mógł powód do ucieczki, szukając go po mieście a nie znalazłszy, gdy powziął jakiś ślad którędy się udał, puścił się konno z kilku sługami aby go dogonić. Owoż, blizko już niego nadjeżdżali, gdy nagle konie ich jakby skamieniałe stanęły, i ani kroku naprzód ruszyć nie chciały. Zdumieni więc i przerażeni tym cudem, powrócili, a Święty w dalszą poszedł drogę.

W téj drodze, pewnego poranku, Stanisław ujrzał kościoł otwarty. Wszedł do niego chcąc Mszy świętéj wysłuchać, i Komunią świętą przyjąć. Lecz jakże boleśnie ujrzał się zawiedzionym, gdy poznał że przez pomyłkę, wszedł był do Zboru luterskiego. Rozpłakał się zasmucony i widokiem miejsca gdzie Bóg był znieważany kacerskiemi obrzędami, i myślą że Ciała Pańskiego nie będzie miał szczęścia przyjąć. Lecz go i tu Pan Bóg, jak dawniéj gdy w Wiedniu chorował. łaskawie pocieszyć raczył. Ujrzał liczne grono zbliżających się Aniołów, z których jeden przystąpiwszy do niego, dał mu Komunią świętą.

Przybywszy do Augsburga, gdzie przebywał Kanizyusz, Prowincyał Jezuicki, przedstawił się mu, prosząc o przyjęcie do Zakonu. Ojciec ten, który już wiele o nim był słyszał, a w pierwszém poznaniu ocenił jego świątobliwość, zadość uczynił jego prośbie: posłał go najprzód do konwiktu w Dolingen, dla wyprobowania przez pewien czas jego powołania, a następnie do Rzymu, do Jenerała Jezuitów, którym natenczas był święty Franciszek Borgiasz. Ten przyjął go z otwartém sercem, i na samym wstępie uściskawszy go, rzekł te pełne dla nięgo pociechy słowa: „Drogi Stanisławie, przyjmuję cię bez żadnéj trudności do Zgromadzenia naszego, bo mam wiele dowodów jak cię sam Pan Bóg do tego powołuje.” Umieszczony w nowicyacie, był oddany pod przewodnictwo duchowne Klaudyuszowi Akwawiwie, późniéj z wielkiéj świątobliwości i nauki słynącemu, który poznawszy go bliżéj mówił: „nie ja jego, lecz on moim, na drogach wewnętrznego życia, przewodnikiem być powinien.”

Ojciec Stanisława Kasztelan Kostka, dowiedziawszy się nakoniec co się z jego synem stąło, napisał do niego, silnie go od powziętych zamiarów odwodząc. Święty Stanisław odpowiedział mu na to z wielkiém uszanowaniem i z synowską czułością, lecz oświadczył przytém, że już się Panu Bogu nieodwołalnie poświęcił, że mu się nie godzi ofiary téj cofać, a prosi żeby się i ojciec cieszył, iż Pan Bóg syna jego pomiędzy sługi Swoje policzyć raczył.

Ojciec nie nalegał więcéj, a święty Stanisław budował Rzym cały cnotami jakiemi w nowicyacie zajaśniał. Przedziwna skromność i święty urok okazywał się w całéj jego postawie. Na obliczu jaśniał jakby jakiś niebieski powab. Takie ciągle zachowywał skupienie, że każda jego czynność była jakby modlitwą ustawiczną; a gdy trwał na pobożnych rozmyślaniach i bogomyślności, taki ogień miłości Bożéj wrzał w jego sercu, iż niekiedy musiano chusty zmaczane do piersi mu przykładać. Przenajświętszą Pannę, którą zwał zwykle swoją najmilszą jedyną Matką, w każdéj rozmowie tak mile i wdzięcznie wspominał, że każdego co go słuchał, do szczególnego do Niéj nabożeństwa pobudzał. Wynajdywał dla Niéj coraz nowe prześliczne tytuły, i rzewnie utyskiwał iż nie ma wyrazów na określenie stopnia Jéj chwały i wyrażenia uczuć, jakiemi jest dla Niéj przejęty. Gdy do Niéj się modlił, uważano iż to czynił z tak nadzwyczajną pociechą i z takiém namaszczeniem, że zdawało się iż wtedy widocznie mu się objawia. Przytém różne zadawał sobie umartwienia ciała. W najniższych posługach klasztornych, najbardziéj sobie podobał. W cnocie posłuszeństwa zakonnego celował szczególnie, wiernie wykonywając to co mu nakazywano, chociażby co innego lepszém mu się zdawało. Razu pewnego, gdy nosił drwa do kuchni z drugim współnowicyuszem, zdziwiono się dla czego brał mniéj niż tamten, gdyż zwykle każdego w pracy wyprzedzał. Odpowiedział: iż dla tego że brat kucharz tyle a niewięcéj za każdą razą brać im rozkazał. Gdy mu przełożony nowicyatu skracać kazał rozmyślania, w których największéj doznawał pociechy, najchętniéj to uczynił, najmniejszego nieokazując smutku. Wszystkich wielce poważał, o sobie najniżéj trzymając, dla tego cieszył się serdecznie, że go Pan Bóg do grona zakonnego powołać raczył, mianując się niegodnym tego anielskiego towarzystwa, i wszystkie upokorzenia których mu dla próby nie szczędzono, nietylko bez wzruszenia, lecz z wyraźnie objawiającém się weselem znosił. Tak rączo po drodze doskonałości postępując, w krótkim czasie do szczytu cnót doszedłszy, po zapłatę za nie do Nieba od Pana Boga powołanym został.

Według zwyczaju przyjętego dla młodzieży u ojców Jezuitów, na miesiąc Sierpień przypadł mu za Patrona święty Wawrzyniec. Wigilią uroczystości tegoż wielkiego Męczennika, przepędził Stanisław ze szczególném nabożeństwem, przydając sobie i wiele umartwień ciała. Zaś w sam dzień tegoż swojego na ten miesiąc Patrona, lekko zachorował. Kazano mu się położyć, a lubo wcale na nic groźnego nie zanosiło się, on kładąc się rzekł: „Zdaje mi się że się Panu Bogu podoba, żebym z tego łóżka już nie wstał: w czém niech się stanie wola Jego.” Nazajutrz zapadł w gorączkę, która potém przeszła w zwykłą febrę przemijającą, w której lekarze nic wcale niebezpiecznego nie widzieli; on jednak zapowiedział braciom, że w święto Wniebowzięcia Matki Bożéj, umrze.

Jakoż, w dniu tym po paroksyzmie febry, w mdłości zapadać zaczął, a gdy i to nie zwracało uwagi, on usilnie prosił aby go Sakramentami świętemi opatrzono, a na ziemi położono, dla przyjęcia Komunii świętéj. Gdy mu przyniesiono Ciało Pańskie, zauważano iż jak gdyby mu sił cudownie przybyło, zerwał się na nogi i klęcząc przyjął przenajświętszy Wijatyk z największą gorącością ducha, a obróciwszy się do Rektora, rzekł te słowa z Pisma świętego, z listów błogosławionego Pawła: „Czas jest krótki”, 1 gotujmy się. A potém żegnając i przepraszając braci iż im niedobry z siebie przykład dawał, wziął krzyż w rękę, i jakby rozmawiając z Panem Jezusem, dziękował Mu za wszystkie odebrane dobrodziejstwa, a szczególnie za łaskę powołania do Zakonu. W samém zaś już konaniu, powiedział: „gotowe serce moje Boże, gotowe serce moje”, 2 i powtarzając coraz ciszéj przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi, oddał w Ich ręce duszę. Umarł roku Pańskiego 1563, mając lat ośmnaście. a w miesięcy dziewięć po przyjęciu do Zakonu. Papież Benedykt XIII kanonizacyą jego uroczyście odbył.

Pożytek duchowny

Święty Stanisław Kostka jest jednym z głównych Patronów kraju naszego, a oraz szczególnym Patronem cnoty świętéj czystości, którą tak jaśniał. Z tych obydwóch powodów, powinieneś mieć do niego wielkie nabożeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który pomiędzy różnemi mądrości Twojej cudami, także i młodocianemu wiekowi dojrzałéj świątobliwości łaskę udzielasz spraw prosimy, abyśmy za błogosławionego Stanisława przykładem, z każdéj chwili czasu zbawiennie korzystając, do wiecznego spokoju wejść pospieszali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 977–979.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 901

Zwróćmy uwagę na słowa świętego Stanisława w liście do ojca: „Już od dawna staraniem moim było służyć Bogu i wziąć na siebie krzyż Chrystusowy” itd. Słowa te dają nam jasny pogląd na tę czystą, dziewiczą duszę, pełną bogomyślności.

Jakaż jest istota bogomyślności?

  1. Jest nią silna i żywa radość, jaką Bóg zdobi i obdarza dusze przez łaskę uświęcająca. Za pomocą i przyczyną tej łaski wykonuje człowiek przykazania Boskie ochoczo i rączo, a nadto jeszcze pełni takie dobre uczynki, do których nie jest ściśle zobowiązany. Bogomvślność wiec polega na tym, że obdarzony nią chrześcijanin szybko i chętnie czyni to, co może się przyczynić do chwały Boga, gdv tvmczasem chrześcijanin zwykłej miarv, który nie doszedł jeszcze do tego stopnia doskonałości, ociężale czyni dla Boga to, czego nie może zaniechać bez ściągnięcia na siebie grzechu. Jak niegdyś Pan Jezus garnął do siebie dzieci i swe błogosławione dłonie kładł na ich głowach, tak czyni i dziś. Szczodrobliwość jego zdobi dusze dziecięce darem bogomyślności. Niechaj matki nie omieszkają starannie pielęgnować i rozwijać w swych dziatkach dar bogomyślności, aby się z nich doczekać pociechy na ziemi, i szczęścia w Królestwie niebieskim.
  2. Jakże słodkie jest życie bogomyślne! Człowiek zamiłowany w zmysłowych i ziemskich rozkoszach z politowaniem potrząsa głową, widząc bogomyślnego oddanego postom, modlitwie, samotności, wybaczającego urazy, hamującego gniew i żądze; nie mogąc zajrzeć w tajniki serca, nie pojmuje, jak bogomyślność to wszystko osładza i ułatwia. Święty Franciszek Salezy trafnie porównuje bogomyślnych z pszczółkami, które w tymianku znajdują sok obfity, ale surowy, a przez ssanie zamieniają go na wonny i słodki miód. Bogobojny i pobożny chrześcijanin spotyka w życiu wiele przeciwności i goryczy, ale przyjmując je ochoczo i z poddaniem się woli Bożej, zamienia je na słodycz. Palonym na stosach i wplatanym w koło Męczennikom wydawało się, że spoczywają na posłaniu z kwiatów; święci Młodzieńcy i Dziewice, krępując się dobrowolnie ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, chwalili Boga pobożnym pieniem i psalmami.

Footnotes:

1

1. Kor. VII. 29.

2

Psalm CVII. 2.

Tags: św Stanisław Kostka św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie św Barbara śmierć pokora posłuszeństwo czystość
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.