Citatio.pl
2020-11-23

Mowa 95 o stopniach wiodących do najwyższej szczęśliwości – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 430–437.

  1. Najmilsi! Kiedy nasz Pan, Jezus Chrystus, głosił nowinę swego królestwa i wszędzie po Galilei leczył ludzi z różnych chorób, wieść o jego cudotwórczej mocy rozeszła się po całej Syrii. Rzesze ludzkie, szukając ratunku u niebieskiego lekarza, płynęły nieustannie ku niemu ze wszystkich krańców żydowskiej ziemi (por. Mt. 4, 23…; Mar. 3, 7…; Łk. 6, 17). Ponieważ bowiem nieoświeconych niełatwo jest nakłonić do wierzenia w to, czego nie widzą, i do spodziewania się tego, czego nie znają, należało tych, co mieli utwierdzić się w boskiej nauce, pobudzić dobrodziejstwami, przemawiającymi do zmysłów, i cudami, dostrzegalnymi dla wzroku; żeby nie powątpiewali, że głoszona im nauka tak samo będzie błogosławiona w skutkach, jak ta moc cudowna, której na sobie doznali. Aby więc leczenie zewnętrzne obrócić na dobro wewnętrzne i po uzdrowieniu ciał nieść odrodzenie duszom, Pan, odbiwszy się na pewną odległość od tłumu, wspiął się na pobliskie wzgórze. Zabrał tam z sobą Apostołów, aby z tej znaczącej wyniosłości zaprawiać ich do jeszcze wznioślejszej nauki. Tak przez wybór takiego miejsca, jak tym, czego tam dokonał, zaznaczył, że jest tym samym, co niegdyś zaszczycił Mojżesza swoim objawieniem (por. Wyj. 19, 1). Na górze Synaj, co prawda, objawił więcej sprawiedliwość – a ta budzi lęk – tutaj zaś okazał raczej swoją świętą łagodność, aby spełniła się obietnica, zawarta w proroctwie Jeremiasza: „Oto dni przyjdą, mówi Pan, a wykonam nad domem Izraelskim i nad domem Judy Testament nowy”. „Po onych dniach, mówi Pan, podam prawa moje w ich umysł i na ich serca je napiszę” (Żyd. 8, 8; Jer. 31, 33; LXX, 38, 33). Ten więc co mówił do Mojżesza, przemawiał do Apostołów. Prędko pisząca (Ps. 44, 2) ręka Słowa Bożego kładła głęboko w serca uczniów przykazania Nowego Przymierza; już nie wśród zwisających czarnych chmur powodzi, jak niegdyś, i nie pod grozą grzmotów i błyskawic, odstraszających lud od góry (por. Wyj. 19, 16, 21), ale w pogodnej aurze przyjacielskiej rozmowy, swobodnie rozlegającej się w uszach tych, co go otaczali; aby miejsce surowego prawa zajęła Ewangelia łaski i miast niewolniczego lęku zapanował stosunek dzieci do Ojca!
  2. Własne wypowiedzenia się Chrystusa najlepiej mówią o tym, do czego zmierzał w swej nauce. Kto tedy pragnie dojść do stanu wieczystej szczęśliwości, niech pozna stopnie, do niej wiodące. „Błogosławieni, powiada, ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie” (Mt. 5, 3; Łk. 6, 20). Mogłaby snadnie powstać wątpliwość, o jakich to ubogich mówi tutaj Wieczna Prawda, gdyby do słów „błogosławieni ubodzy” nie dodała nie, co by objaśniło, jak ich ubóstwo rozumieć należy. Mogło by się wydawać, że dla zasłużenia sobie na Królestwo Niebieskie wystarczy sam ten niedostatek, jaki wielu w ciężkich i trudnych warunkach musi znosić. Mówiąc jednak „błogosławieni duchem”, wyraźnie wskazuje, że Królestwo Niebieskie należy się tym, których więcej zaleca cnota pokory, niż bieda materialna. Nie da się wprawdzie zaprzeczyć, że pokora łatwiej przychodzi niezamożnym, niż bogatym; boć tamci, sami żyjąc w skromnych warunkach, także dla innych powolniejsi się stają, podczas gdy ci, wśród bogactw, łatwo przybierają wyniosłą postawę wobec innych. Mimo to jednak u bardzo wielu bogatych spotykamy ten rys charakteru, że nadmiar – poza koniecznymi do życia środkami – zużywają nie na wzbijanie się w pychę, jeno na dzieło miłosierdzia i za największy zysk poczytują sobie, co na złagodzenie cudzej biedy obrócą. Cnota ta dostępna jest dla wszystkich bez względu na ich stan i szczebel społeczny, boć jeśli nie zamożnością, to mogą innym dorównać nastawieniem ducha. Mniejsza o to, jaka stopa życiowa ich dzieli, byle dobra duchowe stawiały ich na równym poziomie. Tacy więc ubodzy wezmą błogosławieństwo, którzy nie dają się uwieść przywiązaniu do świata, i obrastają nie w doczesne, ale w niebieskie bogactwa!
    1. Przykład tak wielkodusznego ubóstwa w ślad za Panem dali nam Apostołowie. Na wezwanie boskiego Mistrza opuścili: oni dosłownie wszystko, co posiadali. Z poławiaczów ryb zmienili się w żarliwych łowców dusz ludzkich (Mt. 4, 19). Wiarą swoją zachęcili wielu do naśladowania siebie, kiedy to w owych początkach Kościoła „mnóstwo wierzących było serce jedno i dusza jedna” (Dz Ap. 4, 32). Podzielali oni z innymi swoje majętności i wszystko, czym rozporządzali, a tym wyrzeczeniem i świętym ubóstwem zaskarbiali sobie dobra wieczne. Cieszyli się, podług wyrażenia Apostołów, że mogą nie za swoje uważać wszystko, co ziemskie, natomiast całe swoje bogactwo widzieć w Chrystusie. Dlatego kiedy go chromy prosił o jałmużnę przy wejściu do świątyni, rzekł mu: „Srebra i złota nie mam; lecz co mam, to ci daję go wstań, a chodź”! (Dz. Ap. 3, 6). Cóż szlachetniejszego nad taką pokorę, cóż bardziej wzbogacającego nad takie ubóstwo? Apostoł nie ma pieniężnego wsparcia dla biedaka, ale ma czym dźwignąć jego ułomną naturę. Chromego z łona matki uzdrawia mocą ze Słowa. Nie obdarza pieniądzem z wizerunkiem cezara, ale za to kształtuje obraz Chrystusa w człowieku. A z obfitości tej skarbnicy skorzystał nie tylko ten, co chód odzyskał, ale i owych 5 tysięcy mężów, którzy wtedy, słuchając kazania Apostoła, uwierzyli w Pana, pod wrażeniem cudownego uzdrowienia (Dz. Ap. 4, 4). On, biedny Piotr, nie mający czym wesprzeć żebrzącego, rozsypuje hojnie łaskę Bożą, tak że przywraca zdrowie duchowe tylu tysiącom, podobnie jak jednemu władzę w nogach. Znalazł ich chromających na żydowską niewiarę, a uczynił rączymi Chrystusa wyznawcami.
    2. Zaleciwszy takie – najbardziej uszczęśliwiające ubóstwo – powiedział Pan następnie: „Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt. 5, 5). Płacz ten, któremu Chrystus zapewnia wieczną pociechę, nie ma nic wspólnego z narzekaniami tego świata. Powszechnie spotykane wśród ludzi biadania na niedolę nie przyczyniają szczęścia nikomu. W duszach pobożnych smutek powstaje z całkiem innej pobudki, ich łzy zupełnie inna wywołuje przyczyna. Religia każe opłakiwać grzechy, własne, albo cudze. Nie z tego zatem mamy się smucić, co nam zsyła sprawiedliwość Boża, jeno z tego, czego dopuszcza się ludzka nieprawość. Dlatego należy raczej nad tymi ubolewać, którzy zło wyrządzają, niż nad tymi, którzy go doznawają; boć na niesprawiedliwego ściąga pomstę własna złośliwość, sprawiedliwego zaś prowadzi do chwały to, że znosi zło cierpliwie.
    3. Potem tak Pan powiada: „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” (Mt. 5, 4; por. Ps. 36, 11), Cisi więc i łagodni, pokorni i skromni, słowem: przygotowani na to, że w ziemskim życiu trzeba umieć znieść wszelakie niesprawiedliwości, otrzymują obietnicę, że odziedziczą ziemię. Dziedzictwa tego nie należy uważać za błahe lub bezwartościowe, jako rzekomo całkiem odcięte od mieszkańców nieba – boć tylko takich można tu mieć na myśli. Otóż obiecana tutaj cichym i mająca dostać się łagodnym ziemia, to jest ciało świętych. W szczęśliwym zmartwychwstaniu w nagrodę za pokorę ulegnie ono przemienieniu i przyodzieje się chwałą nieśmiertelności. Między nim a duszą nie będzie już wtedy żadnej rozterki, przeciwnie, ustali się w nich doskonała jedność chcenia duchowego. Wewnętrzny człowiek całkowicie posiądzie zewnętrznego, panując nad sobą z niczym niezamąconych spokojem. Żadna ułomność cielesna nie przeszkodzi wtedy duchowi zatopić się całkowicie w widzeniu Boga; i już nie będzie konieczności mówić: „ciało, podległe skażeniu, obciąża duszę, a ziemskie mieszkanie tłumi umysł, wiele myślący” (Mądr. 9, 15). Boć ziemia (czyli cielesna natura) nie będzie śmiała ani stawiać oporu, ani podejmować cośkolwiek wbrew woli swego mieszkańca. Cisi będą ją posiadać w wieczystym pokoju. Nabytego do niej prawa nic im już nigdy nie zakłóci, „gdy to skazitelne przyoblecze się w nieskazitelność i to śmiertelne przyoblecze się w nieśmiertelność” (1 Kor. 15, 53), tak że to, co wystawiało nas na próbę, obróci się w nagrodę, i co nas obciążało, będzie tytułem do chluby.
    4. Ciągnąc dalej, tak Pam powiada: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt. 5, 6). Słowa te wyrażają tęsknotę dusz za chlebem sprawiedliwości, a nie za pokarmem i napojem materialnym i ziemskim. Wprowadzone w głąb tajemnic wiary, pragną one nasycić się samym Panem. Szczęśliwy to duch, co tego chleba łaknie i takiego napoju jest spragniony. Nie pożądałby go zapewne, gdyby raz nie zaznał jego wybornego smaku. Posłyszawszy jednak słowa proroka: „skosztujcie i obaczcie, iż słodki jest Pan” (Ps. 33, 9), serce swe zapala tak czystym płomieniem, że gardzi wszystkim, co ziemskie, a myśli tylko o tym, jak żyć bez zastrzeżeń chlebem i napojem sprawiedliwości. Dlatego chwyta skwapliwie prawdę najpierwszego wśród przykazań: „Będziesz miłował Pana Boga twego że wszystkiego serca twego, i ze wszystkiej duszy twojej i ze wszystkiej siły twojej” (Powt. Pr. 6, 5; Mt. 22, 37; Mar. 12, 30; Łk. 10, 27). Boć kochać Boga to nic innego, jak miłować sprawiedliwość. Wreszcie jak w miłość Boga wprząga się troska o bliźnich, tak z pożądaniem sprawiedliwości wiąże się cnota miłosierdzia. Oto jak brzmi następne powiedzenie:
    5. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt. 5, 7). Patrz, uczniu Chrystusa, co zawdzięczasz temu, który jest twoją Mądrością, zrozum, na jakie wyżyny ona ciebie powoływa, co to za szkoła ćwiczeń, co za nagroda cię czeka! Samo Miłosierdzie chce ciebie widzieć miłosiernym, sama Sprawiedliwość – sprawiedliwym, tak żeby znać było rękę Stwórcy w stworzeniu i rysy jego podobieństwa odbijały się w zwierciadle ludzkiego serca! Dobre uczynki nie zawiodą nigdy! Ziszczą się twoje pragnienia: co umiłujesz, na wieki twoim będzie! A że przez jałmużny „wszystkie rzeczy będą ci czyste” (Łk. 11, 41), więc i do tej szczęśliwości, która konsekwentnie jest ci przyrzeczona, dojdziesz podług następnego powiedzenia Pana:
    6. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają” (Mt. 5, 8; por. Ps. 23, 4). Cóż to za ogrom szczęścia spotka, najmilsi, tych, których taka czeka nagroda! A czego potrzeba, aby mieć serce czyste? Niczego więcej, jeno starać się o te cnoty, o których wyżej mówiliśmy. Ale czyż znajdzie się umysł tak pojemny, albo język odpowiedni, żeby ogarnąć szczęście z oglądania Boga? A jednak ono nastąpi. Kiedy natura ludzka zostanie przemieniona, będzie oglądała Bóstwo, niedostępne ludzkiemu wzrokowi na ziemi (Wyj. 33, 20; Jan 1, 18; 1 Tym. 6, 16 1 Jan 4, 12) już nie „przez zwierciadło”, lub „podobieństwo”, ale „twarzą w twarz” (por. 1 Kor. 13, 12) i będzie niewysłowienie szczęśliwa, że w wiecznej kontemplacji napawać się może tym, „czego oko nie widziało, i ucho nie słyszało, i w serce człowiecze nie weszło” (1 Kor. 2, 9; por. Iz. 64, 4). Obietnica takiego szczęścia słusznie tylko czystym sercom się dostaje. Nikczemny wzrok nie strzymałby blasku prawdziwego światła. Co dla dusz czystych stanie się rozkoszą, to dla zbrukanych – karą. Strzeżmy się tedy tej oćmy, jaką światowa próżność wzrok nam zasłania. Przecierajmy oczy ducha z najmniejszego pyłu nieprawości, żeby móc jasnym wejrzeniem wchłaniać w siebie wspaniałą wizję Boga! Drogę zasługiwania na nią toruje jeszcze, jak zobaczymy, następujące powiedzenie Pana:
    7. „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mt. 5, 9). Nie każdy kompromis, nie każda zgoda jest zasługująca na to błogosławieństwo, lecz tylko taka, do jakiej wzywa Apostoł tymi słowy: „pokój miejcie z Bogiem” (Rzym. 5, 1; 2 Kor, 13, 11), i o jakiej prorok Dawid mówi: „Pokój wielki tym, którzy zakon twój miłują, a nie ma dla nich zawady” (Ps. 118, 165). Nawet najściślejsze węzły przyjaźni i całkiem do siebie podobne usposobienia nie dadzą prawdziwej rękojmi pokoju, jeśli z przy kazaniami Bożymi nie będą w zgodzie. Wszelkie zmowy dla zaspokojenia niegodziwych namiętności, wszelkie zbrodnicze sojusze, czy występne pakty, są poza nawiasem wzniosłej pokojowości. Umiłowanie świata nie idzie zazwyczaj w parze z umiłowaniem Boga. Kto ze światowością rozstać się nie potrafi, nie wejdzie w społeczność synów Bożych. Ci, natomiast, co duchowo zawsze obcują z Bogiem, i „starają się zachować jedność ducha w związce pokoju” (Efez. 4, 3), nie wejdą nigdy w rozbrat z prawem wiecznym, a dotrzymają wierności słowom modlitwy „bądź wola twoja, jako w niebie tak i na ziemi” (Mt 6,) 10). Oto są ci, co iszczą w sobie pokój, oto na czym zasadza się ich dobra jednomyślność i serc święta zgoda. Oto też komu nazwa „Synów Bożych i współdziedziców Chrystusowych” (Rzym. 8, 17) będzie przysługiwała na wieki. Za umiłowanie Boga i bliźniego zasłużą sobie na to, że nie będą odczuwali najmniejszych rozterek wewnętrznych, ani obaw o to, by mogli jeszcze kiedy na nowo potknąć się i upaść. Po mężnym przezwyciężeniu wszystkich pokus i doświadczeń przejdą w stan niczym już nie zakłócanego pokoju Bożego, przez Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen
Tags: św Leon Wielki osiem błogosławieństw ubóstwo bogactwo
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.