Citatio.pl
2020-11-27

Św. Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, z Zakonu Kamedułów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 1005.

(Żywot ich wyjęty jest z Historyi polskiéj przez Długosza.)

Święci których na dzień dzisiejszy krótki żywot podajemy, a których Martyrologium Rzymskie 12-go bieżącego miesiąca pamiątkę obchodzi, byli zakonnikami Reguły świętego Romualda, tak zwani Kameduli. Ponieważ onito około roku Pańskiego 1000, założyli w Polsce pierwszy klasztor Zakonu bogomyślnego, i ten rodzaj anielskiego na ziemi życia pierwsi do nas przynieśli, więc czém są dla Kościoła tego rodzaju zakony parę słów tu powiemy.

Wszyscy obowiązani są do modlenia się, i to jest bardzo ścisłym każdego człowieka obowiązkiem, a jednak nie wszyscy spełniają tę powinność jak należy. Jedni opuszczają się w niéj przez niedbałość, drudzy przez mniéj więcéj wymawiającą ich w téj mierze niemożność, a tymczasem jest pewna miara modlitw, które do tronu Boga zanoszone być powinny od całéj masy żyjących w danych czasach ludzi na ziemi. Ztąd téż wynika, że w stosunku jak do téj oznaczonej przez Boga miary brakuje czegoś ze strony ludzi, umniejsza Pan Bóg łask jakie dla nich przeznaczył, i które byłby udzielił gdyby się modlili tyle ile do tego obowiązani byli. I znowu nawzajem: z tém większą hojnością zlewa Stwórca najwyższy na świat Swoje błogosławieństwa, im większa masa modlitw, przed majestat Jego dochodzi.

Toż samo ma miejsce i co się tyczy pokuty należnéj ludziom za grzechy, jakich się po Chrzcie świętym dopuszczają. Tych bowiem pewna miara, chociaż już odpuszczonych przez Sakrament spowiedzi godnie przyjęty, wymaga jednak przed sprawiedliwością Bożą pewnéj odpowiednéj miary pokuty, w któréj, podobnież jak w modlitwie, wielu się zaniedbuje. I ztego więc znowu powodu, nietylko wiele łask Bożych zostaje wstrzymanych, lecz nawet miłosierdzie Boskie dla dopełnienia téj miary pokuty którą oziębli nawróceni grzesznicy zaniedbują, zsyła cięższe powszechne na świat kięski, aby się w nich, i przez nie już jakby powiedzieć chcąc niechcąc, sprawiedliwi lepiéj oczyszczali i uświęcali.

Otóż, Zakony bogomyślne to jest modlitwie i pokutnemu życiu głównie oddane, a jedno i drugie spełniające w wyjątkowo wyższéj mierze jak to spełniać mogą wszyscy w ogólności ludzie, wynagradzają przed sprawiedliwością Bożą, brak tego w innych. Miłosierdzie bowiem Boże, jak to wiemy z nauki Kościoła, raczy nam zaliczać zasługi jednych za drugich, co właśnie stanowi onę świętą wspólność, świętych obcowanie, to jest współuczestniczenie każdego wiernego w zasługach i dobrych czynach wszystkich wiernych razem wziętych. Jak więc Zakony czynne apostolskim pracom albo miłosiernym uczynkom oddane przychodzą w pomoc wiernym, w ich potrzebach i duchownych i doczesnych, tak znowu Zakony bogomyślne podobnież wspomagają tychże wiernych: najprzód własnym przykładem najskuteczniéj ucząc ich potrzeby modlitwy i pokuty, a powtóre modlitwie i pokucie w wyjątkowy sposób poświęcone, wyjednywają u Boga te łaski dla całego świata, którychby ludzie nigdy nie dostąpili, gdyby pewna ich liczba nie poświęciła się wyłącznie na dopełnienie w ogólnym obowiązku modlenia się i pokutowania, tego czego w nim braknie w oczach Boga, z powodu zaniedbywania się w téj mierze ogółu całego społeczeństwa wiernych.

W dziejach téż świata chrześcijańskiego, czyli w dziejach Kościoła, łatwo dopatrzeć, że ile razy chciał Pan Bóg wielkie miłosierdzie swoje okazać nad światem, i z największych zboczeń sprowadzić ludzi na drogi właściwe, na drogi wiary, zawsze wtedy wskrzeszał ducha bogomyślnego i pokutnego, i zsyłał wielkich Świętych którzy zakładając i szerząc Zakony bogomyślne świat od zguby ratowali. A przeciwnie, kiedy tylko ten duch który ożywiać powinien takowe Zgromadzenia ostygał, wtedy chylił się cały świat ku złemu i jakby chwiał się Kościoł Boży na ziemi, według onego widzenia jakie razu pewnego miał Papież Inocenty III, kiedy święci Franciszek i Dominik okazali się mu jako podpierający chylący się Lateran.

Skoro téż Pan Jezus założył Swój Kościoł na ziemi, wnet ten duch Zakonów bogomyślnych w nim się pojawił: i dopiéro wtedy tenże Kościoł zaczął nabierać wzrostu w świecie pogańskim na Wschodzie, kiedy puszcze Egipskie pod przewodnictwem świętych Antoniego, Pachoniego, Makarego i innych, zapełniły się pustelnikami, tak że jak piszą ówczesni pisarze, miasta się wyludniały, a dzikie puszcze zamieniały się na ludne osady z samych Bogomodlców złożone. Na Zachodzie toż samo: walczył Kościoł z pogaństwem przez świętych Biskupów i święte duchowieństwo świeckie, z którego grona tak wielka liczba Męczenników padła aby w téj części świata zaszczepić i utrwalić wiarę świętą. Lecz nabrała ona wzrostu, i Kościoł wtedy dopiéro się tu osadził, kiedy wielki święty Benedykt, założyciel bogomyślnych Zakonów na Zachodzie, pokrył niemi cały świat chrześcijański.

W średnich wiekach, gdy duch ten przygasł i w tych nawet zakładach które go przechowywać były powinny, któż nie wie w jakim stanie było całe społeczeństwo chrześcijańskie, a które od ostatecznéj zaguby wyratował znowu duch życia bogomyślnego i pokuty, przez dwóch świętych jego odnowicieli wskrzeszony, a którymi byli święci Romuald i Benedykt.

Nakoniec cóż innego, jeśli nie powtórny upadek tego ducha w wieku XVI, dozwolił rozszerzyć się kacerstwu najzgubniejszemu jakie kiedy powstało było w Kościele, i cóż innego jeśli nie brak zesłanników Bożych którzyby go odnowili, jakto miało miejsce w wiekach średnich, jest powodem że kacerstwo to rozwijając swoje następstwa, doprowadziło społeczność chrześcijańską do téj strasznéj ostateczności, w jakiéj ją dziś widzi z przerażeniem każde katolickie serce.

Zakony więc bogomyślne, sąto albo raczéj byłyto instytucye święte, niezmiernie i jakby niezbędnie Kościołowi potrzebne, i takowe każdy naród skoro się do niego światło Ewangelii dostawało, widział powstające na swém łonie.

To właśnie i u nas miało miejsce za czasów Bolesława Chrobrego, za którego tylko co wiara święta na naszéj ziemi krzewić się zaczęła. Wtedy żył jeszcze we Włoszech święty Romueld, a który założył był nowy Zakon właśnie jak najściślejszemu odosobnieniu, wysokiéj bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddany. Klasztory jego Reguły szerzyły się tak szybko, że za jego życia jeszcze, stanęło ich było sto w różnych krajach. Do niego więc udał się król Bolesław, z żądaniem aby mu przysłał swoich zakonników, dla założenia podobnegoż klasztoru w Polsce. Ten przeznaczył na to kilku uczniów swoich, między którymi byli i Polacy. Ci towarzysząc świętemu Wojciechowi w jego apostołowaniu na Prusach, po jego męczeńskiéj śmierci i sami od pogan wiele wycierpiawszy, przybyli do Polski aby klasztor Kamedułów Reguły świętego Romualda, założyć. Bylito: Benedykt i Jan włosi; Mateusz Izaak, Chrystyn i Barnabasz polacy.

W Wielkiéj-Polsce, niedaleko miejsca gdzie późniéj stanęło miasteczko Kaźmierz, ciągnęły się podówczas długie i ciemne lasy, stanowiące jednę z najbardziéj odludnych puszcz w kraju naszym. Tam na górze i teraz zwanéj Bieniszew, Bolesław kazał powystawiać, jakto Reguła świętego Romualda wymagała, osobne ubogie pustelnicze drewniane chatki, i w nich tych świętych pustelników obsadził. Wiedli oni życie tak odosobnione, że nietylko z innymi ludźmi żadnych nie mieli stosunków, lecz i z sobą nie przestawali wcale: na wspólne tylko pacierze zbierali się w ubogiéj kapliczce i schodzili się na roboty około uprawy pola, z którego się żywili. Ciągłe bez żadnej przerwy zachowywali milczenie, dla tém większego skupienia ducha i zatopienia się w bogomyślności. Nietylko rok cały, prócz jednego dnia Wielkiéjnocy, pościli, jadając jarzyny na oleju i chléb razowy, ale nawet silniejsi raz na tydzień brali taki posiłek, a słabsi dwa razy. Za jedyne odzienie i latem i zimą, nosili ostre włosiennice, z szerści końskiéj splecione. Sypiali zaś na gołéj ziemi, kamień biorąc pod głowę.

Taki nadzwyczajny rodzaj życia, sławę ich świątobliwości wokoło roznosił, a przykład ich niezmiernie umartwionego życia, najzbawienpiéj wpływał na lud, świeżo z obyczajów pogańskich wychodzący. Odwiedzały ich niekiedy na puszczy różnego stanu osoby, przychodzące podziwiać ich pokutę i polecać się w różnych potrzebach ich modlitwom, których skutków cudownych wszyscy coraz więcéj doznawali.

Razu pewnego, przybył do nich z licznym dworem i sam król Bolesław, aby ich świętym modlitwom i siebie i cały naród swój polecić. Spędziwszy tam dni kilka na pobożnych ćwiczeniach, mając wracać do Gniezna, chciał obdarzyć tych sług Bożych wielką ilością złota, któréj oni, miłośnicy ubóstwa ewangelicznego, w żaden sposób przyjąć nie chcieli. Król wielce zbudowany taką cnotą zaparcia się, gdy wyruszał z pustyni, rzekł do dworzan otaczających go, którzy chcieli wziąść te pieniądze napowrót: „Złoto raz ofiarowane na cześć Bożą w sługach Jego, już nie powinno być na inne cele użyte”, i kazał je zostawić w chatce, w któréj go pustelnicy gościli.

Gdy odjechał, a święci zakonnicy obaczyli pieniądze i to w wielkiéj ilości pozostawione, zafrasowani tém jakby ich jaka krzywda spotkała, postanowili aby jeden z nich, a tym był ojciec Barnabasz, zabrał te skarby, i co prędzéj odniósł je królowi, przedstawiając mu najpokorniéj, że się im z hojności jego w żaden spogób korzystać nie godzi: gdyż dar królewski był tak wielki, że ich raz na zawsze z ubóstwa wyprowadzał. Barnabasz tedy udał się z pieniędzmi do Gniezna, a bracia jego, odetchnąwszy nareszcie po kłopocie jakiego ich one nabawiły i odzyskawszy ciszę swojéj pustelni przerwaną na dni kilka pobytem królewskim, wrócili do swych zwykłych zajęć opiewania chwały Bożéj.

Tymczasem, kilku z niższych sług królewskich, w których jeszcze pogańskie usposobienie tlało, a którzy widzieli że Bolesław odjeżdżając wielką ilość złota. zostawił w jednéj z chatek, oddzieliwszy się od orszaku królewskiego, tejże nocy napadli świętych pustelników aby ich zrabować. Przybyli tam, kiedy słudzy Boscy o północy śpiewali właśnie Jutrznię, a już dawno Barnabasza z pieniędzmi wysłali byli do Gniezna. Wywlokłszy zakonników z kaplicy, domagali się aby im pozostawione przez króla skarby oddali. Napróżno mówili ojcowie że je odesłali Bolesławowi: złoczyńcy sądząc że ich wydać żałują, zaczęli ich w różny sposób męczyć, aby ich do tego zmusić. Najprzód poprzywiązywali ich do słupów, i podłożywszy ogień wolnym płomieniem ich palili, domagając się ciągle owych pieniędzy. Gdy pomimo tego jednę od wszystkich odbierali odpowiedź że ich nie mają, uwiązali ich do kół przy wozach, i z nimi poganiając konie w tak barbarzyński sposób ich dręczyli. To znowu odwiązawszy, bili ich okrutnie kijami, wodząc od chatki do chatki, aby wskazali miejsce gdzie skarby ukryte. Nakoniec nad rankiem, pomordowali na śmierć błogosławionych tych zakonników, którzy z miłości ubóstwa świętego ponieśli takowe męczeństwo, a którego byliby uszli, gdyby z zamiłowania téj cnoty skarbów im ofiarowanych przez króla byli nie odsyłali.

Zbrodniarze chcąc zakryć ślad swojéj zbrodni, umyślili pokłaść ciała Męczenników w ich chatkach, i roznieciwszy ogień spalić je, aby pozór że zakonnicy zgorzeli z wypadku, nie dał poszlaki ich czynu. Wzięli się więc do podpalenia chatek, z chrustu prawie ulepionych; lecz moc Boża zamieniła ściany tych lepianek jakby na marmurowe, tak że pomimo wszelkiéj usilności, ani ich zatlić nie mogli; i tak odeszli.

Wiadomość o téj zbrodni doszła wkrótce do Bolesława, i winowajcy wykryci i ujęci zostali. Król chciał wyjątkowéj surowości karą, tak wyjątkowo bezbożny i okrutny czyn ukarać. Skazał więc winowajców na śmierć głodną, i wydał wyrok aby w kajdanach póty przy trumnach zamęczonych przez nich świętych zakonników stali przykuci, aż od głodu pomrą: chyba że jakim cudownym znakiem, ciż sami Męczennicy, objawią chęć aby ta kara na inną zmienioną została.

Wykonano tedy rozkaz królewski i przywiedziono zabójców do trumny, w któréj wszystkich pięciu sług Bożych złożone były ciała w kościele Gnieźnieńskim. Lecz zaledwie zbrodniarze stanęli przy zwłokach świętych, aż oto kajdany z nich w tejże chwili opadły. W skutek więc tego król ich ułaskawił, a oni cudem tym wzruszeni, gorzkiemi łzami zbrodnię swoję opłakali, i przez szczerą spowiedź pojednani z Bogiem, zadziwiali odtąd wszystkich nietylko przykładném życiem, lecz i najostrzejszą dobrowolną pokutą, w któréj do śmierci święcie wytrwali.

Barnabasz zaś, gdy w dni kilka po dokonanéj zbrodni wracał z Gdańska po odniesieniu tam pieniędzy królowi, już na drodze blizko swojéj puszczy będąc, dowiedział się, że od dnia tego w którym puścił się on był w drogę, nad miejscem gdzie były chatki pustelnicze w lesie, widziano podczas każdéj nocy, światłość niebieską i słyszano w górze śpiewy anielskie, a nikt jeszcze nie wiedział że święci pustelnicy już pomordowani byli, i że nad ichto błogosławionemi ciałami, ponawiającym się takowym cudem, raczył Pan Bóg uświetnić ich śmierć męczeńską. Przybywszy Barnabasz na miejsce, domyślił się wszystkiego zanim jeszcze wykryci zbrodniarze wyznali szczegóły śmierci jego braci, a upadłszy na kolana, zdjęty ciężką żałością nie tyle z ich straty jak że ich korony męczeńskiej nie dostąpił, zawołał: Panie! jako bez woli Twojéj nie się nie dzieje na świecie całym stworzonym, tak że listek z drzewa bez Twojego rozkazu nie spadnie, tak również mocno wierzę, że ten wypadek śmierci męczeńskiéj moich braci, a któréj mnie, jako jéj niegodnemu, dostąpić nie dozwoliłeś, stał się z Twojego dopuszczenia. Korném przeto sercem proszę Cię tylko Boże mój, abyś mnie od wiecznego społeczeństwa w Niebie tych kochanych braci nie odłączał. Pozostał więc sam w jednéj z tych chatek, ćwicząc się ciągle w pokucie i bogomyślności, a przez to utrwalając na naszéj ziemi najdłużéj ze swych świętych towarzyszy ten anielski żywot, do którego z biegiem czasu i wielu innych pociągnął. Po świętym jego zgonie, król Bolesław i zwłoki Barnabasza kazał umieścić w tejże trumnie w któréj były ciała pięciu świętych Męczenników jego braci, aby z tymi z którymi w Niebie się połączył i na ziemi w jednymże grobie spoczywał.

Na miejscu pięciu chatek pustelniczych tych pierwszych założycieli Zakonów bogomyślnych na ziemi naszéj, lud pobożny wzniósł późniéj pięć kapliczek, do których liczne odbywały się pielgrzymki, i wiele tam cudów zaszło. Ciała zaś wszystkich sześciu, we wspaniałym grobowcu przez Bolesława wzniesionym, w katedrze Gnieźnieńskiéj spoczywały tylko do roku Pańkiego 1039, w którym Brzetysław książe czeski, wtargnąwszy do Polski i dostawszy się aż do Gdańska, zabrał te święte Relikwie wraz z innemi, i uwiózł je do Pragi. Późniéj znownu, ciało świętego Chrystyna przeniesione zostało do Ołomuńca, i umieszczone tam w kościele, pod jego wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

Krótkie uwagi poprzedzające żywot który przeczytałeś, powinny ci dać ocenić po katolicku potrzebę Zakonów bogomyślnych w Kościele Bożym. Proś więc Pana Boga, przez przyczynę tych Świętych którzy pierwsi na ziemię naszę ten rodzaj życia nadziemskiego przynieśli, aby raczył ducha bogomyślności i pokuty rozżywiać pomiędzy wiernymi; póki bowiem do tego nie przyjdzie, nie zatrzyma się świat na zgubnych drogach na których zostaje.

Modlitwa (Kościelna)

Prosimy Panie, niech nas Męczenników Twoich: Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, chwalebne dnia dzisiejszego tryumfy tak rozweselają, abyśmy za ich wstawieniem się do téj doszli niebieskiéj ojczyzny, w któréj oni szczęśliwie z Aniołami połączeni, bezustannie Majestatu Twego niewymowną światłością się cieszą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1022–1026.

Tags: Pięciu Braci Męczenników św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik modlitwa pokuta św Benedykt św Romuald protestantyzm
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.