Citatio.pl
2020-12-03

Św. Franciszka Ksawerego, Towarzystwa Jezusowego, Apostoła Indii

Żył około roku Pańskiego 1552.

(Żywot jego był napisany przez Turselina tegoż zgromadzenia kapłana.)

Święty Franciszek urodził się roku Pańskiego 1506, w Ksawierze, dziedzicznym zamku jego rodziny, w królestwie Nawarry. Ród jego pochodził od królów tego kraju. Wychowany poboźnie, od młodości wielką skromnością obyczajów się odznaczał. Gdy inni bracia jego wojskowy zawód obrali, on oddał się naukom, a mając bystre pojęcie, po ukończeniu szkół w ojczyznie, udał się do akademii Paryzkiéj, gdzie otrzymawszy stopień Magistra filozofii, słuchał wykładu Teologii. Ojciec chciał przerwać jego nauki, aby go posuwać do urzędów wyższych w kraju, do których miał łatwą drogę: lecz siostra Franciszka, będąca wówczas opatką w klasztorze w Gandyi, odradziła to ojcu, duchem proroczym przepowiadając, że go Pan Bóg na apostoła do Indyi przeznacza. Sam jednak Franciszek, wtedy nie myślał wcale poświęcać się takiemu zawodowi. Przeciwnie, marzył o godnościach światowych i w tym celu pilnie kształcił się w naukach.

W Paryżu spotkał się ze świętym Ignacym Lojolą, który wraz z nim uczęszczał na wykład Teologii. Ten, widząc w Ksawerym wielkie zdolności, zapragnął skłonić go do wyłącznéj służby Bogu. Z razu szło mu to trudno; lecz gdy razu pewnego przypomniał mu te słowa Pana Jezusa: „Cóż pomoże człowiekowi, chociażby świat cały pozyskał, a na duszy swojéj szkodę by poniósł” 1, takie one na Franciszka wywołały wrażenie, że odtąd połączył się z Ignacym, który wkrótce potém miał założyć swoje nowe Zgromadzenie, i we wszystkiém szedł za Jego radą. Odtąd téż, oddał się wyłącznie ćwiczeniom pobożnym, uczynkom miłosierdzia, i ostry żywot prowadził. Posty tak ścisłe zachowywał, że niekiedy cztery dni bez żadnego pokarmu zostawał. W modlitwie ustawiczny i przy innych zajęciach ducha od Boga nie oddzielał. Miał lat trzydzieści siedem, kiedy wspólnie z Ignacym i siedmiu jeszcze innymi towarzyszami, zobowiązał się ślubem, że świat opuszczając i w ubóstwie żyjąc, uda się pomiędzy Mahometany, dla opowiadania im Ewangelii. A jeśliby tego wykonać dla jakich przyczyn nie mógł, poświęci się gdzie indziéj temu zawodowi, gdziekolwiekby go w tym celu, władza duchowna wysłała.

Udawszy się do Wenecyi wraz z Ignacym i swoimi towarzyszami, czekając sposobnéj chwili na odpłynienie do Jerozolimy, rozdzielili między sobą szpitale miejskie, aby w nich służyć chorym i około dobra ich dusz pracować. A już wtedy, wszyscy święcenia Kapłańskie przyjęli byli. Święty Franciszek, z największą miłością doglądał chorych i najzbawienniéj na nich wpływał. Lecz doznawał niemałéj w tém trudności, gdyż w nim chorzy ranami okryci, nadzwyczajny wstręt obudzali. Razu pewnego, gdy z téj przyczyny już miał odstąpić od łóżka chorego okrytego smrodliwemi ranami, dla przezwyciężenia się, ucałował je i wszystkie jedna po drugiéj liżąc językiem, pooczyszczał. Od téj pory, nie tylko wszelkiego wstrętu od tego rodzaju nieszczęśliwych pozbył się, lecz szczególne miał upodobanie i zręczność w ich opatrywaniu.

Przeszło rok w tém mieście na tego rodzaju usługach spędził, a gdy wszczęta podówczas wojna z Turkami, postawiła ich w niemożności udania się między Mahometanów, święty Franciszek wraz ze świętym Ignacym udali się do Rzymu, aby wedle uczynionego przez nich ślubu, Papież wyznaczył im miejsce, gdzieby Misye apostolskie odbywać mieli. Franciszkowi dostała się Bolonia, gdzie on swoim zwyczajem w szpitalach obsługiwał chorych, a prócz tego, zbierał po ulicach dzieci i wykładał im katechizm, do ludu miewał kazania i mnóstwo dusz garnął do Boga; a także zachęcał wiernych do częstego przystępowania do Sakramentów świętych, i możniejszych pobudzał do uczynków miłosierdzia: przez co wszystko najzbawienniejszy tam wpływ wywarł. Wezwany od Ignacego do Rzymu, z równym pożytkiem dla bliźnich i tam głosił słowo Boże.

Jan III-ci, król Portugalski, mając już podówczas znaczne w Indyach posiadłości, pragnął między ludnością tameczną w pogaństwie pogrążoną, wiarę świętą zaszczepić. Słysząc o pracach apostolskich świętego Ignacego i jego towarzyszów, polecił swemu posłowi w Rzymie, aby prosił Papieża, żeby mu na ten cel kilku tych świętych mężów przeznaczył. Wybranym tedy został do tego i Franciszek, i niezwłocznie wziąwszy od Papieża błogosławieństwo, wraz z posłem królewskim udał się do Lizbony, nic z sobą niebiorąc prócz Brewiarza, krzyża i medalika Matki Boskiéj, do któréj od dzieciństwa miał szczególne nabożeństwo. W podróży téj, przejeżdzając blizko Zamku w którym mieszkała matka jego, pomimo nalegań posła z którym jechał, zwrócić z drogi nie chciał ani na chwilę, śpiesząc tam, gdzie go Pan Bóg powoływał.

Przybywszy do Lizbony, zastał przygotowane w pałacu królewskim dla siebie mieszkanie, lecz go nie przyjął, a osiadłszy przy głównym szpitalu, zajął się obsługą chorych, a prócz tego miewał i kazania po kościołach. Świątobliwość jego taki mu wkrótce zjednała w mieście tém szacunek, że domagano się aby król innego misyonarza do Indyi wysłał. Wszakże Franciszek oparł się temu, i otrzymawszy i od Papieża i od króla listy do władz tak duchownych jak i świeckich w Indyach, wsiadł na okręt, mając sobie przydanych dwóch innych kapłanów.

Ta jego żegluga więcéj roku trwała, bo musieli często do różnych portów przybywać, tak z powodu nawałności jakie na morzu panowały, jak i chorób któremi dotknięta bywała cała gromada okrętowa. Lecz Święty, przez tę porę czasu nie tracił. Na okręcie apostołował, w szpitalu chorych najtroskliwiéj doglądał, a tak sobie serca wszystkich zjednał, że do każdego z téj licznéj osady trafiając, każdego z nich i od wszelkiego grzechu odwiódł, i do pobożności wdrożył. Zdarzało się, że aby sobie ułatwić przystęp do najniższego stopnia majtków, między któremi wielkie panowało z początku zepsucie, widywano go zasiadającego w ich gronie gdy się zabierali do pijatyki, i potrącającego z nimi, jak to zwyczajem między pijącemi, kieliszek o kieliszek, a to wszystko w tym celu, aby ich sobie ująwszy, Bogu pozyskał, co téż zwykle następowało. Wtedy to także zdarzyło się, że pewien wielki i stary grzesznik z trudnością do spowiedzi nakłoniony z obawy ciężkiej pokuty, gdy nakoniec wyspowiadał się u świętego Franciszka, a ten mu za całą pokutę jedno Zdrowaś Marya naznaczył, tak tém skruszony został, że odtąd przez całe życie, podziwiającą i budującą wszystkich czynił pokutę.

Nakoniec przybył nasz Święty do miasta Goa, stolicy Indyi. Wierny swemu zwyczajowi, osiadł przy szpitalu, i ztamtąd swoje apostolstwo zaczynając, najprzód ponawracał wszystkich chorych pogan, a potém apostołując po całém mieście, a następnie po kraju, tysiącami niewiernych do Chrztu świętego przywodził, tak że w krótkim czasie już czterdzieści tysięcy nawróconych było.

W wielu miejscach pozakładawszy kościoły i kaplice, poobsadzał przy nich kapłanów; a gdzie dla braku ich uczynić tego nie mógł, wyznaczył w każdéj wiosce lub osadzie, jednego lub dwóch z najpoważniejszych mężczyzn, których wyuczywszy najstaranniéj katechizmu, poruczał im dozór duchowny, jakby plebanom, nad wszystkimi innymi mieszkańcami już przez niego nawróconymi. Przebiegł tym sposobem całą tę wielką krainę i wszędzie rozniósł światło Ewangelii świętéj. Prócz niezmiernych trudów, na jakie go to wystawiało, często na wielkie niebezpieczeństwo utraty życia był wystawionym. Kilka razy bowiem, Bonzowie to jest pogańscy kapłani Indyjscy, już mu mieli śmierć zadać, kiedy cudownie z rąk ich wyzwalał go Pan Bóg. Często całe noce przebyć musiał na wysokiém drzewie, aby się ukryć przed ich poszukiwaniem.

Wśród takich zaś prac i niebezpieczeństw, obdarzył go Pan Bóg i niewymownemi wewnętrznemi pociechami i szczególną łaską czynienia cudów. Niekiedy wśród modlitwy, któréj po całodziennych trudach poświęcał większą część nocy, słyszano go mówiącego w słodkiém zachwyceniu do Pana Boga: „Dosyć już Panie, dosyć już tych pociech, albo mi ich ujmij, albo weź mnie już tam gdzie będę miał dość siły aby ich zażywać.” Cuda które czynił wielce przyczyniały się do skuteczności jego apostolstwa, i postawiły go w rzędzie największych cudotwórców. Znajdując się razu pewnego na okręcie, na którym było pięciuset podróżnych, gdy wszystkim groziła śmierć z powodu braku wody do picia, gdyż morska woda jest zabójcza, znakiem krzyża zamienił ją na wodę źródlaną w takiéj ilości, w jakiéj potrzebną była do użycia tak licznéj osady okrętowéj, podczas bardzo długiéj żeglugi. Późniéj, reszta pozostałéj tejże wody wielu chorym zdrowie przywracała. Trzech umarłych i już pochowanych wskrzesił, rozkazując im wstać z grobów dwóch drugich leżących na marach, ująwszy za rękę podniósł i zdrowych oddał rodzinie, wiele przyszłych wypadków najdokładniéj przepowiedział. Posiadał także cudowny dar języków jak Apostołowie Pańscy. W jedném z miast Indyjskich, gdzie dłużéj przebywał, a według swego zwyczaju mieszkał w szpitalu, uzdrowił tam wszystkich chorych, odczytując nad ich głową Ewangelią świętą. Co większa, gdy już sam wystarczyć na to nie mógł, używał do tego młodych chłopczyków ze szkółki którą kierował, aby oni toż samo w jego imieniu czynili, a chorzy podobnież zdrowie odzyskiwali.

Rozniosłszy światło wiary świętéj, po wszystkiéj krainie Indyjskiéj, będąc w Kochinchinie z wielką pociechą zwiedził grób świętego Tomasza Apostoła, a modląc się tam kilka nocy przy jego Relikwiach, powziął myśl udania się do Chin i do Japonii. Puścił się więc do tych krajów, i odbył podróż dość szczęśliwie. Lecz przypłynąwszy do wyspy Sancyanu, a Chin już niedalekiéj, ciężko zachorował i zmuszony był na ziemię wysiąść. Tam na brzegu, gdzie nie było żadnych mieszkań ani szałasów, szukał kogo ktoby go do blizkiego miasta lub wioski w Chinach zawiózł. Lecz nikt tego uczynić nie chciał, wiedząc iż na śmierć się naraża, gdyby chrześcijanina i to jeszcze misyonarza, na ziemię Chińską wprowadził. Znalazł się nakoniec jeden Chińczyk, który za wielką zapłatą miał to uczynić, ale i ten rozmyśliwszy się, z powodu niebezpieczeństwa na jakie go to narażało, odmówił. Święty, przez dni kilka leżąc na polu odkrytém, wystawiony na zimne wichry i wilgoć, gorzéj zapadł na zdrowiu. Nakoniec z litości zaniesiono go dość daleko do nędznego pustego szałasu, gdzie przez dwa tygodnie leżał bez żadnego prawie posiłku. Oddał tam Bogu ducha, wymawiając te słowa: „W Tobiem Panie nadzieję złożył, niech nie będę zawstydzon na wieki” 2. Umarł dnia 2-go Grudnia, roku Pańskiego 1552 mając lat czterdzieści sześć, których dziesięć poświęcił na nawrócenie Indyi. Ciało jego przeniesione zostało do miasta Goa, gdzie dotąd pozostaje. Papież Grzegorz XV-ty w poczet Świętych go policzył.

Pożytek duchowny

Uważaj ze szczegółów życia świętego Franciszka Ksawerogo, że wielkato miłość jego dla cierpiących bliźnich, a szczególnie chorych, ułatwiała mu przystęp do serca pogan i największych grzeszników, których on w tak niezmiernéj liczbie Panu Bogu pozyskał. Niech cię to nauczy, że jeśli chcesz zbawiennie na kogo wpłynąć, zacznij od okazania mu twojéj miłości.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś narody Indyjskie, błogosławionego Franciszka kazaniami i cudami do Kościoła Twojego przyłączyć raczył; spraw miłościwie, abyśmy oddając cześć jego zasługom, cnót przykłady jakie pozostawił, naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1043–1046.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 953–954

Podajemy na tym miejscu zdarzenie z życia świętego Franciszka, które jeszcze lepiej da nam poznać ducha, jaki ożywiał tego świętego apostoła.

Będąc w Indiach zadał sobie Ksawery dużo pracy, aby nawrócić pewnego portugalskiego szlachcica, który chlubił się ze swego niedowiarstwa i bezbożności. Wesołą gawędką udało mu się pozyskać jego zaufanie i przychylność, po czym starał się przemówić mu do serca i wykazać konieczność pokuty i pojednania się z Bogiem. Szlachcic odpowiedział na napomnienia i przestrogi drwinkami i szyderczym uśmiechem. Nie zwątpił jednak Ksawery i nie poprzestał na tym, lecz przy każdej sposobności ponawiał prośby i przestrogi. Wszystkie usiłowania były nadaremne. Pewnego dnia wyszli razem na przechadzkę do pobliskiego zagajnika. Ksawery wznowił rozmowę o miłosierdziu i sprawiedliwości Bożej. Naraz ukląkł, obnażył plecy, wydobył spod habitu dyscyplinę i tak się nią osmagał, że krew zaczęła spływać mu po ciele, przy czym w te słowa odezwał się do szlachcica: „Czynię to dla twej duszy, a uczyniłbym daleko więcej, byle by ją uratować! Ale cóż by znaczyła ta drobnostka wobec tego, co Jezus Chrystus dla ciebie uczynił? Czyż by męka Jego i okrutna śmierć nie miały wzruszyć twego serca?" Po czym wzniósłszy oczy w Niebo westchnął: „O Jezu, nie patrz na to, czym ja biedny grzesznik chciałbym Cię przebłagać, lecz na własną Przenajświętszą Krew, i racz się nad nami zmiłować". — Szlachcic stanął jakby w ziemię wryty. Nie mogąc pojąć ogromu takiej miłości bliźniego, ukląkł obok Ksawerego, prosząc, aby przestał się katować, obiecał poprawę i wiernie dotrzymał słowa.

Footnotes:

1

Mat. XVI 26.

2

Psal. XXX. 2.

Tags: św Franciszek Ksawery „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Ignacy Loyola miłość bliźniego cuda nawrócenie
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.