Citatio.pl
2020-12-05

Św. Sabby, Opata

Żył około roku Pańskiego 541.

(Żywot jego był napisany przez świętego Cyrylla pustelnika, żyjącego za jego czasów.)

Święty Sabba rodem z Kapadocyi ze wsi Mutalaska, przyszedł na świat roku Pańskiego 449. Miał lat tylko dziewięć kiedy zostawiony u krewnych przez rodziców, którzy udali się byli do Aleksandryi, zasmucony domowemi swarami, w których ciż krewni jego ciągle zostawali, postanowił już wtedy świat opuścić i oddać się bogomyślności, która podówczas w różnych klasztorach i pomiędzy pustelnikami kwitnęła.

Najprzód tedy w klasztorze Flawiańskim, chociaż tak młody, a już przypuszczony do wszystkich obowiązków zakonnych, w wierności ich wypełniania, wyrównywał najstarszym pokutnikom. Raz pracując w ogrodzie zerwał jabłko i miał je skosztować. Lecz mu sumienie ten brak umartwienia tak silnie wyrzuciło, że jabłka nie tknął, i na ukaranie się już odtąd aż do śmierci żadnych owoców nie jadał. W klasztorze tym mieszkał do ośmnastego roku życia, budując wszystkich swoją świątobliwością i nadzwyczajnie ostrém życiem. Pod tę porę, zapragnął odbyć pielgrzymkę do Ziemi świętéj, i zwiedzić pustelników tam mieszkających. Rozmiłowawszy się w ich odosobnieniu, osiadł przy klasztorze świętego Lutyma, do którego należący zakonnicy rozsypani po okolicznéj puszczy, mieszkali każdy w osobnéj chatce, w najściślejszém odosobnieniu. Święty téż Sabba przestrzegał go również, i przerywał tylko dla doglądania chorych braci, w któréjto posłudze odznaczał się szczególną miłością.

Opat wysłał go był razu pewnego, wraz z drugim zakonnikiem do Aleksandryi. Tam rodzice spotkawszy go, poznali, i uszczęśliwieni z tego nad wszelki wyraz, bo go bardzo kochali, chcieli przy sobie zatrzymać. Nastawał na to szczególnie ojciec, który w tém mieście wysoki stopień w wojskach cesarskich zajmował. „Wszak ojcze, rzekł mu Sabba, śmiercią karzesz tego, kto z twoich szeregów uchodzi: a jakiejże by kary wart był ten, ktoby służbę Bożą raz rozpoczętą, opuszczał?” Rodzice poprzestali na tak mądréj odpowiedzi, pobłogosławili go i polecili się jego modlitwom, a Sabba wrócił do swojéj pustelni.

Lecz mu już i ta niedość samotną się wydawała. Za pozwoleniem więc Opata, udał się daléj w głąb puszczy i osiadł w małéj jaskini, gdzie przepędzał pięć dni na tydzień bez żadnego pokarmu, zajęty jedynie modlitwą i ręczną pracą, podczas któréj także modlitwy nie przerywał. Wyrabiał codziennie dziesięć koszyków: w sobotę pięćdziesiąt takich zanosił do klasztoru; tam pozostawał z braćmi przez niedzielę do wieczora, i nabrawszy tyle gałązek palmowych, ile mu do roboty na pięć dni potrzeba było, wracał do swojéj jaskini. Co rok 14-go Stycznia, udawał się na puszczę zwaną Ruban, na któréj, podług podania, Zbawiciel po chrzcie w Jordanie przebył swój post czterdziestodniowy. Tam bawił do Niedzieli Kwietnéj, a chodząc tylko co niedziela dla przyjęcia Komunii świętéj do najbliższego kościoła, przez cały ten czas zgoła żadnego nie brał pokarmu.

Po kilku latach przebycia w owéj jaskini, przeniósł się na inną na tak spadzistéj i wysokiéj skale będącą, że aby się do niéj dostać, musiał zawiesić sznur od niéj do ziemi spadający, którego trzymając się, mógł łatwiéj się tam dostawać. Schodził z téj swojéj kryjówki tylko niekiedy, aby sobie uzbierać trochę dzikich owoców rosnących u stóp téj skały, albo przynieść wody. Przebywał tam już lat kilka, od nikogo nieznany ani widziany, lecz gdy wypadkiem przechodzący w téj stronie wieśniacy, ujrzawszy sznur od jaskini, dostali się do niéj i w okolicy rozgłosili zadziwiający sposób jego życia, zaczęli ludzie coraz więcéj i tłumnie zbierać się do niego. Jedni przychodzili polecać się jego modlitwom, których cudownych skutków doznawali, inni prosili go o nauki zbawienne, których im nie odmawiał, a nakoniec znalazło się wielu, którzy pragnąc wieść także życie pustelnicze, w chatkach, około jaskini świętego Sabby pobudowanych, osiedli, oddając się pod jego przewodnictwo. Przyszło do tego, iż liczba jego uczniów do kilkuset wzrosła. Wtedy wybudował tak zwaną Laurę: to jest klasztor z kościołem, do którego na niedzielę i święta z okolicy sprowadzał księży. Przejęty bowiem wysokiém wyobrażeniem o godności kapłańskiéj, nietylko sam jéj nie piastował, ale i żadnemu z uczniów swoich przyjmować jéj nie dozwalał.

Po upływie pewnego czasu, pomiędzy pustelnikami żyjącymi pod przewodnictwem Sabby, zakradł się duch niesforności. Pewna liczba upadłych na duchu udała się do Patryarchy Jerozolimskiego, aby im innego przełożonego wyznaczył, a kładąc za powód swojego żądania to że święty Sabba niebędąc kapłanem, właściwie swego urzędu sprawować nie może. Patryarcha, któremu dobrze znana była wysoka świątobliwość Sabby, a oraz i zuchwalstwo zakonników domagających się o złożenie go z przełożeństwa, kazał im i wszystkim ich braciom wraz ze świętym Sabbą przyjść do siebie nazajutrz. Gdy przybyli, niezważając na trudności jakie w téj mierze robił Sabba, wyświęcił go na kapłana, i nietylko pozostawił przełożonym jegoż własnego klasztoru, lecz zamianował go Egzarchą: to jest jeneralnym przełożonym nad wszystkimi zakonnikami po innych klasztorach w Palestynie mieszkającymi.

W tejto porze spotkała tego sługę Bożego wielka pociecha. Matka jego pozostawszy wdowg, obrała także pustelnicze życie, i w małéj chatce niedaleko pustyni świętego Sabby, zamieszkała. Lat kilka trwając na bogomyślności, świętą śmiercią zeszła z tego świata, Sabba zaś za znaczne pieniądze które mu zostawiła, założył wielkie dwa szpitale dla ubogich.

Tymczasem, owi niesforni zakonnicy którzy chcieli pozbyć się przełożeństwa świętego Sabby, poburzyli przeciwko niemu i zakonników z innych klasztorów. Święty chcąc położyć tamę tym niespokojom, umyślił sam ustąpić miejsca innemu. Opuścił więc tajemnie klasztor w którym mieszkał, udał się w odległą i przez żadnego pustelnika niezamieszkałą puszczę, i w niéj się ukrył. Nieznalazłszy żadnéj jaskini, cały rok spędził pod gęstém drzewem, które mu za jedyne schronienie służyło. Lecz i tam odkryli go w końcu ludzie, zaczęli się do niego gromadzić, wielu znowu przy nim osiadło chociaż nie wiedzieli kim jest, i tam nowa a liczna osadą pustelnicza stanęła. Zdarzyło się nakoniec, że pomiędzy przybywającemi do tego nowozałożonego klasztoru, przybył jeden z pustelników który go poznał. Zaniósł tę wiadomość do innych któremi dawniéj święty Sabba zarządzał, a z których mała liczba tylko była mu przeciwnych, reszta zaś uszczęśliwiona z wykrycia swojego dawnego Opata, udała się do Patryarchy Jerozolimskiego, który mu kazał powrócić do dawnego jego urzędu, to jest przełożonego Jeneralnego nad wszystkiemi klasztorami.

Usilnie zalecał zakonnikom pilne umartwienie zmysłów, a szczególnie oczu. Idąc razu pewnego z jednym z uczniów swoich brzegami Jordanu, napotkali tam ludzi między któremi była i kobieta, na którą młody zakonnik z Sabbą będący, oczy obrócił. Widząc to Święty, a chcąc mu dać zbawienną naukę: rzekł do niego: „Jak godną pożałowania jestta kobieta: zdaje się że jest młoda, ale na jedno oko ślepa.” — „Tak nie jest ojcze, odrzekł mu uczeń, przypatrzyłem się jej dobrze, i widziałem że ma obydwa oczy.” Wtedy święty Sabba korzystając z tego że go tym sposobem przywiódł iż sam się wydał że we wzroku umartwionym nie był, dał mu zbawienną naukę o niebezpieczeństwie na jakie się tym sposobem wystawia cnota świętéj czystości, i w końcu przydał jako pokutę: „odtąd cię już za towarzysza podróży brać nie będę, dopóki się nie przekonam, żeś w téj mierze ostrożniejszy.” Zakonnik zaś ten, od tego czasu budował wszystkich nsjściślejszém umartwieniem zmysłu widzenia.

Podczas gdy jeszcze nie był jeneralnym przełożonym wszystkich pustelników, i sam jeden w największém odosobnieniu mieszkał w jaskiniach, zdarzyło się, że szukając w głębi jednéj z puszcz kryjówki dla siebie, napotkawszy nad rzeką jaskinię, w niéj postanowił jakiś czas przemieszkać. Wieczorem tedy odprawiwszy Psalmy i położywszy się w téj pieczarze, zasnął. Lecz była to nora, która służyła lwu za schronienie, i ten około północy przyszedłszy, zaczął Świętego szarpiąc go za suknię, wywlekać z jaskini. Sługa Boży zaraz spostrzegł z kim ma do czynienia, wcale jednak tém nie przerażony, zaczął śpiewać Psalm: „Kto się w opiekę” 1, co słysząc lew wyszedł i czekał przed jaskinią, aż Sabba i ten i inne Psalmy ukończył. Ale gdy on znowu spokojnie legł na spoczynek, lew przypadł powtórnie do niego, i już go miał ująć zębami, kiedy Sabba rzekł do niego: „Nierozumna bestyo, przecież gdybyś chciał, pogodzićbyśmy się mogli, miejsca tu bowiem jest dla nas obu dosyć: a jeśli tego nie chcesz, właściwiéj jest abyś ty mnie, a nie ja tobie ustąpił, bom ja na obraz i podobieństwo Boga stworzony.” Lew to usłyszawszy odszedł jakby cichy baranek, i więcej się już nie pojawił.

W innéj jaskini, gdy także samotnie mieszkał, ujrzał razu pewnego lwa nadchodzącego. Sądząc iż na niego napada, uciekł się do modlitwy. Lecz spostrzegł, że zwierzę to w innym celu przybywa. Lew bowiem zbliżył się do niego na trzech łapach skacząc, a czwartą mu podał, w któréj Sabba ujrzał wielką drzazgę tkwiącą, którą wyjął i ranę mu zaopatrzył. Co gdy uczynił Święty, lew już od niego odejść nie chciał, służył mu jako pies najwierniejszy, a gdy Sabba przeniósł się do klasztoru, tam poszedł za nim, i wszyscy bracia się nim posługiwali, jakby domowém ułąskawioném zwierzęciem.

Do jednego klasztoru w którym był przełożonym nasz Święty, przybył z miasta Cytopolu, najbogatszy młodzieniec nazwiskiem Bazyli, który pogardziwszy światem i jego dostatkami, postanowił zostać uczniem świętego Sabby. Rabusie po tych okolicach plondrujący, wnosząc iż wielkie skarby przywieźć musiał z sobą i takowe w chatce Sabby złożyć, wśród nocy weszli do jego pustelni. Lecz nie znalazłszy nic, gdy puszczą wracali, ujrzeli dwóch lwów gotowych rzucić się na nich. Przerażeni, przypominając sobie wielką świątobliwość sługi Bożego którego okraść chcieli, gdy lwy już do nich przyskakiwały, zawołali: „w imię sługi Bożego Sabby ustąpcie!” co wnet lwy uczyniły uciekając w głąb puszczy; czém zbójcy tak zbawiennie wzruszeni zostali, że wrócili do Sabby wyznając kim byli, a prosząc o pokutę na całe życie, osiedli przy nim na puszczy, i wielkimi zostali pokutnikami.

Zamiłowany coraz więcéj w swojém pustelniczém życiu święty Sabba, i chociaż już w nim kilkadziesiąt lat był spędził, gdy wymagała tego chwała Boża i pożytek Kościoła, wychodził ze swojéj puszczy, i udawał się pomiędzy ludzi. Cesarz Anastazyusz, popierając kacerzy Eutychianów, skazał był na wygnanie Eliasza Patryarchę Jerozolimskiego, i srogo zaczął prześladować katolików w Palestynie. Duchowieństwo tego kraju, wiedząc że świątobliwość Sabby znaną była i cesarzowi, uznało że największąby on oddał posługę Kościołowi, gdyby się w jego sprawie udał do Anastazego. Święty który już podówczas miał lat óśmdziesiąt, dwa razy odbył podróż do Carogrodu, złagodził cesarza, w rozprawie publicznéj jaką miał pobił Eutychianów, i wstrzymał prześladowanie. W kilka lat potém, już zgrzybiały starzec, gdy cesarz Justyn następca Anastazego, gorliwy katolik, nakazał był przyjęcie postanowień Soboru Chalcedońskiego w całém swojém państwie, święty Sabba udał się do Cezarei i do Scytopolu, a następnie inne większe miasta Palestyny przebiegł, dopomagając powagą swoją do przyjęcia we wszystkich Dyecezyach tychże postanowień.

Gdy znowu za cesarza Justyniana, który po Justynie nastąpił, fałszywe oskarżenia katolików, najgorzéj go były przeciw nim usposobiły, święty Sabba już wtedy dziewięćdziesiąt lat liczący poszedł do Carogrodu. Cesarz przyjął go jak wielkiego Świętego, wszystko o co go prosił spełnił, a na jego żądanie, kazał wystawić wielki szpital dla biednych w Jerozolimie, i odbudować wszystkie kościoły, które Samarytanie poburzyli. Gdy rozporządzenia swoje w téj mierze kazał pisać, zawezwał świętego Sabbę do swój komnaty, aby temu był obecny: lecz ten nieczekając końca wyszedł. Zdziwiony tém Jeremiasz, zakonnik który mu towarzyszył rzekł do niego: „Ojcze, czyście zapomnieli że u cesarza jesteśmy?” — „Nie zapomniałem o tém odpowiedział Święty, lecz przypomniałem sobie, że to godzina Tercyi (pacierzy kapłańskich) więc trzeba żebyśmy ją w swojéj porze odmówili.”

Nakoniec miał Pan Bóg powołać do Siebie tego wielkiego sługę Swojego, a gdy zachorował, objawił mu godzinę śmierci. Patryarcha Jerozolimski nawiedziwszy go w chorobie, a znalazłszy leżącego na słomie w ubogiéj chatce, kazał go przenieść do swojego pałacu. Lecz gdy dzień zgonu nadchodził, Sabba uprosił że go napowrót do jego pustelni odniesiono. Tam, otoczony swoimi uczniami, wśród modlitw i psalmów odmawianych, oddał Bogu ducha 5 Grudnia roku Pańskiego 541, mając lat przeszło dziewięćdziesiąt.

Pożytek duchowny

Święty Sabba dla odmówienia pacierzy we właściwéj porze nie czekał na posłuchanie u cesarza, u którego wielkiéj wagi łaski przyszedł wyjednywać. Pomimo tego jednak otrzymał to o co prosił. Zwykle bowiem gdy z pobudki jak najwierniejszego służenia Bogu, zmuszeni jesteśmy zaniechać jakowego zabiegu potrzebnego do przeprowadzenia sprawy która nas zajmuje, wtedy Sam Pan Bóg biorąc ją w szczególną Swoję opiekę, najpożądańszy dla nas nadaje jéj obrot.

Modlitwa

Boże który w błogosławionym Sabbie Opacie ścisłéj wierności w służbie Twojej wzór nam przedstawiasz, za jego pośrednictwem i przykładem daj nam, pokornie prosimy, żadnemi troskami ziemskiemi od wiernéj Ci służby nigdy się nie odrywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1049–1052.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 959

Jeśli chcesz być prawdziwie szczęśliwym i tu na ziemi i w życiu przyszłym, umiłuj jak święty opat Saba bardziej skarby niebieskie niż ziemskie. Czerp jak on ze skarbów zawartych w Sercu Jezusa, a czerp pełną ręką, bo im więcej nabierzesz, tym większą sprawisz radość Jego Sercu. Te skarby połącz z swoimi skarbami, to jest z modlitwami, cierpieniami i pracami swymi, a przez to połączenie nabiorą one wartości, piękności i blasku, który radował będzie wzrok Boży. Mów na przykład do Jezusa: „Moje modlitwy, cierpienia i prace, nic niewarte same przez się, łączę z zasługami bolesnej męki i śmierci Twojej, skrapiam je łzami i krwią Twoją, aby one w oczach Ojca Twego były miłe i wdzięczne, dla mnie zaś i dla tych, za których je ofiaruję, były pożyteczne i zbawienne”. Gdy tak co dzień postąpisz, niejeden dług u Boga zaciągnięty zapłacisz, niejedną zasługę uzyskasz, kapitał w Niebie pomnożysz, lub niejednej duszy grzesznej łaskę u Boga wyjednasz.

Footnotes:

1

Psalm. XC. 1.

Tags: św Saba Jerozolimski „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat pokuta pustelnik sobór chalcedoński
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.