Citatio.pl
2020-12-22

Wielebnéj Krystyny, Dziwnéj

Żyła około roku Pańskiego 1224.

(Żywot jéj był napisany przez Jakóba z Witryaku Biskupa Achoeńskiego i Kardynała, naocznego świadka cudów które czyniła, a znajduje się w dziełach Dyonizyusza Kartuzyana i w Żywotach Świętych księdza Piotra Skargi, pod dniem 24 Lipca.)

Wielebna Krystyna, dla nadzwyczajnych szczegółów jakie w opisie jéj życia czytamy przezwana Dziwną, przyszła na świat około roku Pańskiego 1175 we Flandryi w małém miasteczku świętego Trudona z rodziców w ubogim stanie zostających. Po ich śmierci dwie jéj starsze siostry przeznaczyły ją do paszenia bydła w polu. Korzystając z samotności jakiéj tam zażywała, oddała się życiu bogomyślnemu i ostréj pokucie, tak że wkrótce do wysokiéj doszła świątobliwości.

Nie miała lat osiemnastu kiedy w ciężką chorobę zapadłszy umarła. Siostry, które ją bardzo kochały, rzewnie nad nią płakały, i na jaki mogły zdobyć się sprawiły jéj pogrzeb. Leżała na katafalku w kościele, kiedy w środku Mszy świętéj którą za jéj duszę odprawiał kapłan, wstała z trumny jak najzdrowsza, a gdy ludzie zgromadzeni uciekali, ona dostawszy się na schody wiodące na poddasze kościoła, tam się schowała. Gdy siostry i ludzie od strachu ochłonęli, sprowadzili ją z góry i zawiedli do domu, gdzie kilku kapłanów i wielu znajomych zeszło się zdziwionych i zaciekawionych tak nadzwyczajném zdarzeniem. Jeden z księży kazał jéj opowiedzieć co się z nią działo gdy umarła, aż do chwili gdy z trumny wstała. Na co Krystyna taką dała mu odpowiedź. „Jak tylko wyszłam z ciała, wzięli mnie słudzy światłości Aniołowie Boscy, i poprowadzili przez ciemne i straszliwe miejsce pełne dusz ludzkich, które tak srogie męki cierpiały, iż nietylko opisać, ale i wyobrazić sobie tego nie można. Ujrzałam tam i niektóre znajome mi osoby, i przejęta wielką litością, spytałam co to za miejsce, mniemając iż to jest piekło. Powiedziano mi iż to jest czyściec tych dusz które w pokucie zeszły, ale dostatecznie za grzechy swoje na tym świecie ukarane nie były. Ztamtąd zaprowadzili mnie do raju, i postawili przed tronem Boga; a ja widząc iż mnie Pan Bóg przyjmuje, niezmiernéj doznałam radości, sądząc iż tam już na wieki pozostanę. Lecz rzekł do mnie Pan Bóg: „Tak jest córko miła, będziesz tu ze mną, ale wprzód daję ci jeszcze dwie rzeczy do wyboru: albo w niebie już teraz pozostać, albo wrócić jeszcze do życia, abyś przez różne doznane w niém cierpienia wyzwalała z czysca te dusze, nad któremiś się dopiéro litowała, a pozostając jeszcze na ziemi, przykładem twoim drugich przywodziła do pokuty, i dopiéro potém z większą za moją łaską zasługą, tu napowrót przyjętą została.” Słysząc to, a przejęta wielką litością nad duszami w czyscu cierpiącemi, oświadczyłam że gotowa jestem powrócić do życia, i cierpieć za nich największe męki; poczém Pan Bóg rozkazał duszy mojéj połączyć się z ciałem. Niech tedy wszyscy wiedza pocom ja na ziemię na powrót posłana, i gdy widzieć będziecie dziwne moje sprawy, nie gorszcie się z tego, bo taka jest względem mnie, wola Boża.

Jakoż, od téj chwili, życie jéj było nie przerwaném pasmem rzeczy najnadzwyczajniejszych. Najprzód, tak jak zaraz po swojém zmartwychwstaniu pobiegła była na szczyt kościoła, tak odtąd ciągle takich miejsc szukała; wychodziła to na wieże, to na kościoły, to na najwyższe drzewa, i na nich zatopiona w bogomyślności, całe dnie bez pokarmu, i noce bez spoczynku przepędzała. Z początku, patrzano na to z podziwieniem, a pod wrażeniem tego co była wszystkiém o sobie opowiedziała zostawiono ją w pokoju. Lecz po niejakim czasie, przypisując to opętaniu, najprzód jéj tego zakazywano, a gdy nie słuchała, związano ją i do rodzaju więzienia wtrącono. Wiele tam i długo cierpiała, aż nocy pewnéj, chociaż silnie skrępowana była, uwolniła się od więzów i uciekła na puszczę. Tam przebyła dwa miesiące, mieszkając jak ptak po drzewach, a gdy jéj głód zaczął dokuczać, dziewicze jéj piersi wydawały rodzaj mleka, którém przez cały ten czas się żywiła. Wyszukana w tém miejscu znowu uwięzioną została, a po niejakim czasie krewni i znajomi uwolnili ją i zaprowadzili do miasta Luwaniu, do pewnego świątobliwego i uczonego kapłana, aby ten wziął ją pod swoje duchowne przewodnictwo. Znać że kapłan ten poznał w niéj Ducha Bożego, gdyż zaraz kazał Krystynie przystąpić do Komunii świętéj, i polecił aby jéj nie przeszkadzano w sposobie życia jaki prowadzi.

Odtąd zadawała sobie pokuty wszelkie ludzkie pojęcie przechodzące, a wszystkie ofiarując za dusze będące w czyscu. I tak: rzucała się w piec w którym ogień się palił; w nim takich cierpień doznawała że w niebogłosy krzyczała, a wychodziła ztamtąd bez najmniejszéj szkody i upalenia. Niekiedy znowu, gdy piec miał za mały otwór aby weń wejść mogła, kładła w ogień ręce albo nogi krzycząc od bolu, lecz wyjmując potém téż członki niespalone. To znowu, wskakiwała w kocioł wrząeéj wody, a stojąc w nim części ciała nieobjęte wodą polewała ukropem jęcząc i krzycząc od bolu, a wciąż ofiarując to za dusze czyscowe, i znowu z takiéj strasznéj kąpieli, wychodziła jakby ochłodzona. Kiedy rzeka Moza pod tém miastem płynąca, zamarzła, weszła pod lód przez przeręble, sześć dni tak przebyła, i wyszła zdrowa, skoro jéj to kapłan nakazał. Co jeszeze dziwniejsze: rzucała się w koło młyńskie kiedy było rozpuszczone; koło to gruchotało wszystkie jéj członki, lecz wychodziła z pod niego takąż jaką była kiedy podeń się rzucała. W mieście wiele było psów bardzo zajadłych; Krystyna szła pomiędzy nie, a czołgając się na czworakach, pobudzała je na siebie tak, że wszystkie na nią ze wściekłością się rzucały. Zdawało się że ją poszarpią w kawałki: lecz i z tego rodzaju zadanéj sobie za dusze czyscowe pokuty, bez szwanku wracała.

Po niejakim czasie, znowu zaczęli ludzie przypuszczać że jest opętaną. Krewni chcąc ją powtórnie uwięzić posłali po nią człowieka, który niemogąc jéj dogonić gdy przed nim uchodziła, cisnął za nią wielkim kamieniem, którym złamał jéj nogę i wtedy ją pojmał. Krystyna z największą cierpliwością i bez najmniejszéj do swego pokrzywdziciela urazy, związana i do krewnych odstawiona, w ściślejszém jeszcze więzieniu osadzoną została. Prócz tego skrępowali ją całą rodzajem drewnianych dybów, od których wkrótce ciało jéj pogniło, a na posiłek dawali jéj tylko trochę chleba tak suchego, że go ugryźć nie mogła. Leez i tam przyszedł jéj Pan Bóg w pomoc. Z piersi jéj znowu wydobyło się owo cudowne mleko, któróm się karmiła na puszczy, a którém i rany swoje namazawszy wnet je zleczyła, i chleb maczając posilać się niém mogła.

Nakoniec, niewiadomo z jakich powodów, krewni ci którzy ją tak dręczyli, upamiętawszy się nietylko uwolnili ją z więzienia, lecz przejęci wielkim żalem za okrucieństwo z jakiém się z nią obchodzili, z płaczem prosili ją o przebaczenie. Krystyna rzuciła się w ich objęcia i serdecznie uściskała mówiąc, że najmniejszego do nich żalu mieć nie może, bo przecież wiedzieć powinni iż ją na to Pan Bóg powtórnie na ziemię zesłał, aby jak najwięcéj cierpiąc, najwięcéj dusz z czysca wybawiła.

Gdy na wolności się znalazła, znowu owe cudowne pokuty o których wyżéj się powiedziało, zadawała sobie. Mnóstwo się ludzi do niéj zbiegało. Wielu ciężkich grzeszników pobudzało to do skruchy, a wszystkich zachęcało do tém gorliwszego za dusze czyscowe nabożeństwa. Lecz wielu téż słabéj wiary gorszyło się tém, i ci przypisywali to opętaniu. Co widząc osoby pobożne, prosiły Pana Boga aby uskromił owe cuda w Krystynie, i aby się w jéj sprawach nie tak wysoko ręka Boska wznosiła, przez wzgląd na słabość wiary wielu tamecznych mieszkańców. Wysłuchał Pan Bóg tych modlitw, i odtąd życie Krystyny nie było już tak nadzwyczajném. Częściéj przebywała z ludźmi, chorym po ich mieszkaniach i szpitalach usługiwała, największą zaś miała litość nad umierającemi. Tych do ostatniéj chwili nie odstępowała, posiadając szczególny dar do pobożnego przygotowania na przyjęcie ostatnich Sakramentów świętych i na godzinę śmierci. Od téj usługi nie wyłączała nawet Żydów, których tam wielu mieszkało, mówiąc, iż Pan Jezus tak dalece do karania nie jest skwapliwym, że i wielu z tych nieszczęśliwych zaślepieńców, w ostatniéj ich godzinie oświecać i nawracać raczy. Lecz z drugiéj strony, z wielką gorliwością nakłaniała wiernych, aby do ostainiéj godziny pokuty nie odkładali. Opowiadała bowiem że w czyscu, do którego zaprowadzona była niegdyś, widziała miejsce przy samém już piekle będące, przeznaczone dla tych, którzy po ciężkich grzechach, dopiéro przy saméj śmierci jednają się z Bogiem. Mówiła przytém że to miejsce nie mniejsze ma męki od tych których doznają w piekle potępieńcy, z tą tylko różnicą, że mają nadzieję wybawienia, i że szatani jeszcze wściekléj się nad temi duszami niż nad potępionemi pastwią, gdyż wiedzą że przyjdzie czas, gdy nad niemi władzy mieć nie będą.

Chociaż krewni chętnie ją chcieli swoim kosztem utrzymywać, nigdy nie chciała żyć inaczéj jak z jałmużny: mówiąc iż to dla tego czyni, żeby tym którzy ją wspieraią dała sposobność dobrze czynienia, gdyż przydawała: „Nic skuteczniéj u Pana Boga nie uprasza miłosierdzia dla największych grzeszników, jak gdy oni czynią miłosierdzie nad bliźnim.” Zwykle téż żebrała u ludzi najgorszych, doznając ztąd bardzo często upokorzeń i najdotkliwszych obelg; a za to wielu takim wypraszała u Pana Boga najszczersze nawrócenie. Był w Luwaniu pewien mieszkaniec, znany powszechnie z bezbożności i najgorszych obyczajów, a przytém bardzo skąpy. Razu pewnego Krystyna niespodziewając się dostać od niego nic więcéj, poszła prosić o szklankę wody. Ten widząc kobietę nadzwyczaj wątłą i mizerną, kazał jéj dać wina. Krystyna napiła się trochę, a człowiek ten wkrótce zachorował i umarł pojednawszy się z Panem Bogiem i objawiając największą skruchę.

Zdarzało się także, że kiedy dostawała posiłek od osób które się cudzą krzywdą były zbogaciły, i gdy go pożywała w ich oczach, takich strasznych doznawała boleści i takie wtedy czyniła akty skruchy z powodu że się cudzą krzywdą żywi, iż nieprawych właścicieli pobudzała do żalu, i niektórzy z nich sami z siebie połowę mienia swojego oddawali tym od których je nieprawnie nabyli.

Na takich uczynkach prawdziwego apostolstwa, spędziła Krystyna lat około trzydziestu, a trudno policzyć ile dusz z czysca wybawiła, i ile żyjących wyrwała z ciężkich grzechów i pojednała z Bogiem. Na rok dopiéro przed śmiercią, większéj samotności szukała. W tym celu osiadła u zakonnic w klasztorze świętéj Katarzyny. Tam budowała wszystkie siostry swoim przykładem, pokorą, słodyczą w obcowaniu z drugiemi, ostrą pokutą któréj do śmierci nie zaniedbywała i łaską wysokiéj bogomyślności, którą ją Pan Bóg obdarzał. Zpomiędzy wszystkich zakonnic, najbliżéj żyła z jedną imieniem Beatryks. Nie miała łóżka, i zwykle tam było miejsce jéj spoczynku gdzie ją noc zastała. Razu pewnego prosiła Beatryksę aby, nikomu nie niemówiąc, przygotowała jéj łóżko, a gdy się w nie położyła, przyzwała kapłana i wszystkie ostatnie Sakramenta święte z uczuciem najwyższéj wiary i pobożności przyjęła. Potém obawiając się aby gdy rozejdzie się wieść że umiera, nie ściągnęło to do niéj wiele osób, które mając ją w wielkiéj czci o błogogławieństwo prosić będą, a lękając się aby ją to w próżną chwałę nie wbiło, prosiła Pana Boga, aby zaraz umarła: co téż i stało się.

Tymczasem Beatryks, pobiegła po wszystkie zakonnice i sprowadziła je do łóżka Krystyny, a widząc ją już nie żywą, przyskoczyła do niéj i zawołała: „Czyż godziło się Krystyno, nie pożegnawszy nas i nie pobłogosławiwszy, tak z tego świata odejść?” A potém pełna ufności w Bogu, nachyliwszy się do jéj twarzy przydała: „Tyś żyjąc, zawsze mi posłuszną była: zaklinam cię teraz przez Pana Jezusa, abyś mnie i teraz usłuchała: powróć na ziemię i pobłogosław siostry moje.” Na te słowa Krystyna ożyła, a zwracając się do Beatryksy rzekła: „Czemuś siostro droga, przeszkodziła pokojowi mojemu? Jużem do Chrystusa zaprowadzona była.” A potém widzac siostry wokoło siebie klęczące, przeżegnała je, Matce Bożéj poleciła, i już tą razą na zawsze oddała Bogu ducha, roku Pańskiego 1224. Ciało jéj spoczywa w tymże kościele swietéj Katarzyny, i po dziś dzień wielkiemi cudami słynie; dotąd jeszcze jednak, w poczet tych Świętych którym cześć publiczną odawać wolno, przez Stolicę Apostolską nie jest zaliczona.

Pożytek duchowny

To coś czytał w żywocię wielebnéj Krystyny, o cierpieniach jakie dognają dusze w Czyscu zatrzymane, i o jéj gorliwości w niesieniu im ratunku, powinno cię pobudzić do wielkiego za dusze zmarłe nabożeństwa. Oblicz się szczególnie z sumieniem, czy pamiętasz o tych duszach, którym nieść ratunek po ich śmierci, jesteś z jakiegokolwiek powodu obowiązanym.

Modlitwa

Niech nas Panie przykład służebnicy Twojéj, wielebnéj Krystyny, którą szczególną nad duszami w czyscu zatrzymanemi litością obdarzyć raczyłeś, pobudzi za łaską Twoją do niesienia im, wedle możności naszéj, ratunku jakiego od nas oczekują. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1106–1109.

Tags: wiel Krystyna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pasterz Czyściec pokuta jałmużna
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.