Citatio.pl

Wpisy z tagiem "łagodność":

2020-10-13

Św. Edwarda Wyznawcy, króla angielskiego

Żył około roku Pańskiego 1066.

(Żywot jego był napisany przez błogoławionego Elreda, Opata Rewaleńskiego.)

Święty Edward, trzeci tego imienia król angielski przezwany Łaskawym, i który wysoką świątobliwością na tronie znjaśniał, przyszedł na świat w początku wieku jedenastego. Był synowcem króla także świętego i Męczennika tegoż imienia, a synem króla Etenreda i Emy córki Ryszarda książęcia Normandzkiego.

Wyborem jego na tron angielski, dziwnym sposobem pokierowała Opatrzność. W chwili gdy groził Anglii najazd Duńczyków, zgromadzone Stany Państwa na sejm walny, obawiając się niesnasków domowych, z powodu dwóch synów Etenreda z dwóch małżeństw jego spłodzonych, a o berło wspólnie się ubiegających, ogłosili prawnym następcą dziecię, które królowa nosiła jeszcze w łonie, i zaprzysięgli mu posłuszeństwo, zanim się urodziło. Zaledwie na świat przyszedł Edward, zawieziony został do księstwa Normandyi, dokąd udała się była cała królewska rodzina, uchodząca przed Duńczykami którzy Anglią opanowali.

Przez cały ciąg wychowania, które na tém wygnaniu odbierał, podziwiali w nim wszyscy, niewinność obyczajów, wstręt do wszelkiego grzechu, i zamiłowanie cnoty, a to nawet w wieku, w którym zdawało się że jeszcze wartości jéj ocenić niezdolny. Obok słodyczy w obcowaniu z każdym którą się szczególnie odznaczał, takie w nim objawiało się zamiłowanie czystości, że go nazywano Aniołem ziemskim, i poczytywano to w nim za dar szczególny i jakby cudowny. Najmniejsze słowo, wszelki przedmiot byle trochę tę świętą cnotę obrażający, oburzał go i skłaniał do ucieczki. W wieku w którym dzieci mają upodobanie tylko w rozrywkach, dla młodego książątka tego, najmilszą zabawą były ćwiczenia pobożne i modlitwa. Krótką mu się wydawała każda chwila którą w kościele spędzał, i nic mu większéj nie sprawiało uciechy, jak gdy bywał obecny obrzędom religijnym, a szczególnie gdy słuchał Mszy świętéj. Stroniąc od zabaw, którym się inni książęta jego bracia, oddawali, w chwilach na nie przeznaczonych, udawał się do klasztorów, i w nich po kilka godzin najchętniéj przebywał. Zauważano, że gdy jeszcze był dzieckiem, dla zakonników świątobliwych, okazywał szczególne względy.

Ojciec jego król Etenrod umarł, obaj starsi bracia jego zabici zostali przez Duńczyków, i święty Edward, już i przez to samo stał się jedynym prawym ma tron następcą. Lecz królestwo całe w najopłakańszym było stanie. Duńczyki mieczem i ogniem kraj cały zniszczywszy, porabowali kościoły, poburzyli klasztory, a ludność tak ciężką klęską dotknięta do nędzy przyszła wszędzie.

Podczas tego powszechnego nieszczęścia, pewien święty Biskup nazwiskiem Brytuwald, który schronił się był w górach w odlndne bardzo miejsce, i tam w płaczu i pokucie błagał Boga o miłosierdzie nad swoim ludem, miał objawienie, które go wielce pocieszyło. Ujrzał świętego Piotra Apostoła, a u nóg jego młodego książęcia Edwarda, którego tenże błogosławiony Apostoł wyświęcał na króla, przepowiadając mu błogie panowanie, gdyż Pan Bóg przeznaczał go na uszczęśliwienie jego narodu, za którego grzechy, sprawiedliwość Boża zesłała była na Anglią napad barbarzyńców.

Tymczasem młody książe, nabierał coraz większego wzrostu w pobożności i mądrości. Jak będąc dzieckiem, zachwycał wszystkich swoją niewinnością, tak i doszedłszy lat młodzieńczych, tąż cnotą jaśniejąc, był podziwem dworu całego. Razu pewnego dworzanie powiedzieli mu, a było to jeszcze przed śmiercią jego braci, że z powodu ich roszczeń do tronu, on nie wstąpi na niego inaczéj jak z mieczem w ręku. Pobożny książe odpowiedział na to: „Nie chcę korony, którąby trzeba krwią moich poddanych okupywać.”

Odziedziczywszy téż berło po ojcu bez żadnego krwi rozlewu, po śmierci przywłaszczyciela Kanuta Duńczyka i jego synów, w krótkim czasie przywrócił w państwie swojém pomyślność, jakiéj zażywało przed najazdem nieprzyjacielskim. Zaczął od naprawiania wszystkich kościołów, które Duńczyki byli zrabowali lub zburzyli; powznosił nowe, założył wiele klasztorów, a dawnym pozwracał zagrabione im posiadłości. Najmocniéj bowiem był przekonany, jak to często mawiał, że najpewniejszym środkiem przywrócenia pomyślności w narodzie, jest przywrócenie świetności Kościoła, i że te tylko ludy są prawdziwie szczęśliwe, w których stan Kościoła jest swobodny i świetny. Ponieważ długa wojna nietylko kraj zubożyła, lecz i przyczyniła się do zepsucia obyczajów w narodzie, starał się przeto głównie o zniesienie wszelkich nadużyć, o wprowadzenie we wszystkich wydziałach rządu, a szczególnie w sądownictwie, jak największego porządku i ścisłéj sprawiedliwości, Pozyskany tym sposobem szacunek swoich poddanych, pozyskał sobie i ich serca. Kochali go wszyscy serdecznie, bo żadnemu panującemu tak słusznie jak jemu, nie przynależał tytuł: Ojca narodu. Objawiło się to szczególnie, w dniu jego koronacyi, która nastąpiła w samę Wielkanoc roku Pańskiego 1043. Radość była powszechna, i naród cały jakby jeden człowiek podnosił ręce do Nieba, prosząc o jak najdłuższe zachowanie życia tak drogiego im króla.

Pragnąc obsadzić jego pokolenie na tronie, i utrwalić w następcach cnoty króla który uszczęśliwiał Anglią, najwyżsi panowie pańistwa, domagali się aby Edward zawarł śluby małżeńskie, i zapewnił im spadkobiercę tronu. Nie wiedzieli że święty ten król, uczynił był ślub czystości dozgonnéj. Wszelako, pełen ufności w Bogu i opiece Matki przenajświętszéj, którą od dzieciństwa czcił najserdeczniéj, skłonił się on do takowego żądania swoich poddanych, a pomimo tego dochował przyrzeczenia uczynionego Bogu. Opatrzność przeznaczyła ma małżonkę, która ozdobiona wszystkiemi zaletami odpowiednemi dostojeństwu wielkiéj królowéj, postanowiła podobnież jak on żyć do śmierci w dziewictwie, przekładając szczęście być Oblubienicą Chrystusową, nad zaszczyt stania się matką potężnego monarchy. Tą świętobliwą dziewicą była Edyta, córka hrabiego Goduwina, najpotężniejszego z panów angielskich. Edward zawiadomiony o jéj wysokiéj świątobliwości, wnosząc że ją łatwo przywiedzie do zrobienia takiegoż ślubu czystości jakim sam był związany, pojął ją w małżeństwo, i ślub odbył się z właściwą królewską okazałością. W pierwszéj rozmowie jaką po zawarciu małżeństwa mieli z sobą, uszczęśliwiona królowa dowiedziawszy się o postanowieniu Edwarda zachowania dozgonnéj czystości, oznajmiła mu że i sama ten zamiar miała. To ściśléj jeszcze w Bogu połączyło serca tych dwóch małżonków, którzy zasiadając na tronie i żyjąc wśród największych zbytków i świetności tego świata, dochowali nietkniętym kwiat świętéj czystości, który i dla żyjących na puszczy nie łatwym do pielęgnowania.

Cnoty tak rzadkie wynagradzał Pan Bóg świętemu Edwardowi tu jeszcze na ziemi, łaskami szczególnemi i darami nadprzyrodzonemi. Widywano go nie raz, a szczególnie gdy słuchał Mszy świętéj, wpadającego w zachwy- cenie. W czasie podniesienia, okazywał mu się Chrystus Pan widzialnie w ludzkiéj postaci. Obdarzył go był Pan Bóg także i darem proroctwa, i kilka ważnych wypadków przyszłości dokładnie przepowiedział. Król Duński przedsięwziął za jego panowania nową wyprawę na Anglią. Zauważano, że Edward słuchając Mszy świętéj w dzień Zesłania Ducha Świętego, był nadzwyczaj wzruszonym. Po ukończoném nabożeństwie obecni dworzanie, ośmielili się spytać go o powód tego. Święty Edward oznajmił im, iż w téj chwili miał widzenie, że flota nieprzyjacielska rozbitą została na morzu i sam król Duński życie postradał. Jakoż goniec który z granic państwa nazajutrz przybył, przyniósł wiadomość stwierdzającą to widzenie.

Dla biednych okazywał miłosierdzie największe. Co tylko mu zbywało czasu po załatwieniu spraw państwa, ten cały obracał na uczynki miłosierdzia: przyjmowanie i słuchanie prośb ubogich, nawiedzanie ich po mieszkaniach i szpitalach. Razu pewnego spotkał na ulicy ubogiego tkniętego paraliżem, który z trudnością wlókł się do kościoła. Król wziął go ma własne barki i zaniósł przed ołtarz. Przestrzegając w zarządzie kraju całego jak najściślejszéj sprawiedliwości, dla wszelkiego rodzaju winowajców okazywał się nadzwyczaj miłosiernym, a szczególnie względem tych którzy przeciw własnéj jego osobie wykraczali. Z tego téż to głównie powodu otrzymał przydomek łaskawego, pod którym go w historyi znają.

Po Panu Jezusie w tajemnicy Ołtarza utajonym, i Matce Bożéj, którą od dzieciństwa kochał najserdeczniéj, najszczególniejsze nabożeństwo miał do świętego Jana Ewangelisty, jako głównego patrona cnoty czystości. Zobowiązał się był ślubem, nie odmawiać nigdy jałmużny, gdy go kto w imieniu tego błogosławionego Apostoła o nią prosić będzie. Razu pewnego, święty Jan okazał mu się w postaci ubogiego proszącego o wsparcie. Król niemając przy sobie pieniędzy, dał mu swój pierścień. W kilka dni potém tenże Święty objawił się dwom pobożnym pielgrzymom, oddał im pierścień królewski, kazał odnieść królowi i oznajmić mu, że w pół roku przyjdzie on sam po jego duszę, aby ją do Nieba zaprowadzić. Święty Edward z widoczną radością przyjął tę wiadomość, chociaż miał wtedy lat tylko trzydzieści sześć. Nakazał w całém państwie modlitwy za siebie, podwoił ćwiczeń pobożnych, umartwień ciała i miłosiernych uczynków. Nakoniec w dniu przez świętego Apostoła zapowiedzianym, w roku Pańskim 1066 po krótkiej chorobie, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, błogosławiony ten król oddał ducha Panu Bogu, przez ręce świętego Jana, który mu się wtedy okazał. Zasiadał na tronie lat dwadzieścia trzy, w ciągu których naród swój uszczęśliwił i wzorem cnót swoich uświęcał. Za życia i po śmierci licznemi cudami słynącego, Papież Aleksander III uroczyście kanonizował.

Pożytek duchowny

Ile razy czytasz żywot jakiego Świętego, który tak jak dzisiejszy piastując najwyższą królewską władzę, a przez to otoczony będąc wszystkiém co nietylko uświątobliwienie ala nawet zbawienie utrudza, pomimo tego wielkim, sługą Bożym został, niech cię to przekona, że jeśli ty niedbale służysz Panu Bogu, nie położenia to w którém się znajdziesz, lecz twoją własna w tém wina.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego króla Edwarda wyznawcę Twojego, chwałą wiekuistą ukoronował; daj nam prosimy, tak go czcić na ziemi, abyśmy z nim panować mogli w Niebie, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 876–878.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 824–825

Łagodność, jakiej wzór widzimy w świętym Edwardzie, nie jest jedynie naturalnym usposobieniem duszy. Można ją w sobie wyrobić siłą woli i za pomocą łaski Bożej, a błogim jej skutkiem jest wewnętrzny spokój i miłość wszystkich, z którymi pozostajemy w jakiejkolwiek styczności. Można sobie tę cnotę przyswoić dwojakim sposobem.

  1. Zwalczajmy troskliwie w sobie wszystkie popędy, skłonności i przywary, które tamują wzrost łagodności i niweczą jej zaród w sercu. Jednym z takich popędów jest chęć przypodobania się wszystkim, z którymi przestajemy, i zyskania sobie na wszelki sposób wziętości i szacunku. Iluż to z nas dąży do tego celu drogą jak najniewłaściwszą! Iluż to lubi się przechwalać, mówić o swych zasługach i pracach, chlubić się swą nauką, aby swoją osobę postawić w jak najkorzystniejszym świetle! Próżne jednak ich wysiłki, daremne zabiegi! Nigdy na tej drodze nie dojdą do celu, gdyż tych, o których pochwałę i szacunek najwięcej im chodzi, zrażają i odstręczają swym gadulstwem i przechwałkami, a ponieważ sumienie wyrzuca im nieuczciwość, tracą spokój duszy i stają się drażliwymi i zrzędnymi, podobni do spekulanta, który się zawiódł w swych rachubach. Niejeden wpada w ten błąd ze wstrętu do milczenia i samotności, bo nie umie i nie chce trzymać języka za zębami, a rzucając się w odmęt świata, ułatwia nienawiści, zazdrości i nieżyczliwości przystęp do swego serca, w którym zakorzenić się powinna przede wszystkim miłość Boga, bliźniego i spraw niebieskich. Innych martwią i korcą wady usposobienia i ciała, niezadowolenie z obranego stanu, myśli o zmianie zawodu, a że sądzą, iż ludzkość się na nich nie poznaje, czują się jakby pokrzywdzonymi i tracą spokój i swobodę ducha. Skądże się ma u takich znaleźć łagodność?
  2. Starajmy się nasamprzód być łagodnymi w ciaśniejszym kole rodziny, domowników i bliższych znajomych. Święty Franciszek Salezy, ten baranek cierpliwości i łagodności, pisał do pewnej pani: „Proś co dzień Boga o dar tej łagodności, jakiej On żąda od dusz wiernie Mu służących, szczerze postanów ćwiczyć się w tej cnocie wobec osób, względem których masz pewne zobowiązania. Przywyknij panować nad sobą i przypominaj to sobie po sto razy na dzień, i czyń z tego pohamowania siebie samej ofiarę Bogu. Oddaj duszę pod rozkazy Boga, ćwicz ją w łagodności, stłumiaj jej namiętne porywy, a będziesz szczęśliwa; wtedy bowiem Bóg zamieszka w Twym sercu i ukoi jego niepokój. Gdyby ci się jednak zdarzyć miało, że się zapomnisz, nie trać ducha, lecz natychmiast upamiętaj się i uspokój, tak, jakbyś nigdy nie straciła równowagi. Krótkie to nasze życie jest tylko przedsionkiem żywota wiecznego. Dobrze go użyjesz, jeśli łagodnie postępować będziesz z tymi, z którymi się stykasz”.
Tags: św Edward Wyznawca „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król czystość jałmużna św Jan Ewangelista łagodność
2020-10-12

Św. Serafina z Monte Granario, Braciszka Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1604.

(Żywot jego był napisany przez Sylwestra z Medyolanu, tegoż Zakonu kapłana.)

Święty Serafin był rodem z Granaru, małéj wioski we Włoszech w dyecezyi Firmińskiéj położonéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1540. Ojciec jego ubogi malarz imieniem Hieronim, a matka Teodora wielce pobożni, wychowywali go jak młodego Tobiasza, ucząc od dzieciństwa aby się brzydził grzechem, a z całego serca miłował Boga i służył Mu jak najwierniéj. Gdy podrósł oddany był na usługi pewnemu włościaninowi, który go przeznaczył do paszenia owiec. Pobożny ten pastuszek dnie całe spędzał na modlitwie, niespuszczając jednak z oczu powierzonéj mu trzódki. Na korze u drzew wyżłabiał sobie jużto krzyże już imię Maryi, i przed tak skromnemi ołtarzami przez długie godziny zatapiał się w bogomyślności. Do Matki Bożéj miał szczególne nabożeństwo, i za Jéj pośrednictwem wtedy już cudowne swoje łaski Pan Bóg nad nim okazywał, gdyż po dwakroć wezbraną rzekę Potencyą, z podziwieniem nato patrzących, suchą nogą przebył.

Po śmierci ojca, starszy brat który mularkę po ojcu daléj prowadził, wziął go do domu. Byłło człowiek bardzo gwałtowny, od którego nasz Święty wiele wycierpiał. Przeciążał go robotą, a chociaż Feliks (takie bowiem miał imię zanim wstąpił do Zakonu) pracował nad siły, brat go ciągle łajał, a często bił bez miłosierdzia, co wszystko znosił on w milczeniu i z przedziwną cierpliwością.

Zdarzyło się że gdy razu pewnego był na robocie u pewnéj pobożnéj pani, słyszał ją głośno czytającą rozmyślania o strasznym sądzie Bożym, na którym każda dusza staje zaraz po śmierci. Wywarło to na nim takie wrażenie, że rzekł do osoby czytającej: „Gdy tak się rzeczy mają, trzeba iść na puszczę aby zbawienie swoje zabezpieczyć.” – „To w dzisiejszych czasach nie łatwo, odrzekła mu ta pobożna pani, lecz jeśli chcesz odsunąć się od świata, wstąp do zakonu Kapucynów, który oto świeżo założony, odznacza się wielką ścisłością w zachowaniu życia odosobnionego i pokutnego.” Niezwłocznie téż Feliks udał się do miasta Tolentynu, gdzie był klasztor Kapucynów, z prośbą aby go do zakonu przyjęto. Z razu robiono mu trudności, z powodu że byłło prostaczęk, który ani pisać ani czytać nie umiał; lecz po usilnych prośbach przyjęty został na Braciszka, i do nowicyatu w klasztorze w Wiesi odesłany, gdzie przywdział habit przyjmując imię Serafina. Miał wtenczas lat szesnaście. Od chwili wstąpienia do nowicyatu, tak zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika, że dla najstarszych był wzorem do naśladowania. Niepoprzestając na wielkich ostrościach przepisanych przez Regułę, zadawał sobie jeszcze inne umartwienia, które Magister jego musiał ciągle miarkować. W pokorze, która główną jest cechą synów świętego Franciszka Patryarchy tego zakonu, nikt mu z braci nie wyrównywał.

Po wykonaniu ślubów uroczystych, jeszcze gorliwiéj na téj drodze postępował. Pragnął być przeznaczonym za towarzysza kapłanom wysyłanym na misyą do niewiernych, wzdychając za koroną męczeńską, lecz Pan Bóg nie tą drogą miał go do Nieba poprowadzić. Przełożeni przeznaczyli go ma kwestarza klasztoru w Askoli, gdzie na tym obowiązku całe swoje zakonne życie spędził, a miasta tego, chociaż nie był kapłanem, stał się jakby Apostołem: tak zbawienny bowiem wpływ wywierał na wszystkich mieszkańców wysoką świątobliwością z któréj powszechnie był znany, a któréj przydawał Pan Bóg blasku darem cudów jakim zajaśniał.

Prosty ten braciszek zakonny, w tak szczególném był u wszystkich szacunku, i takiéj zażywał powagi, że każda rozmowa jego z osobami świeckiemi, zbawienniejsze nieraz wywierała ma nich skutki, niż najwymowniejsze kazania. W mieście Askoli za czasów jego tam pobytu, prawdziwą plagą dla dusz, była upowszechniona gra w karty, która najzamożniejszych przywodziła do straty majątków, w biedniejszych rozbudzała niepohamowaną chęć zysków, a dla wszystkich stawała się pobudką do kłótni, bitew, bluźnierstw i niesnasków domowych. Serafinowi Pan Bóg podał do serca aby na tę zdrożność uderzał. Jako kwestarz klasztoru często bywał w mieście: wtedy zachodził do domów gdzie się na gry zbierano; z początku przypatrywał się temu w milczeniu, a potém zawiązywał z grającymi rozmowę, po któréj przychodziło zwykle do tego, że najzapamiętalsi gracze oddawali mu karty, które on rozdzierając mówił: „nie gniewajcie się za to co czynię, gdyż krzywdzę tém nie was ale szatana, który przez wasze ręce temi kartami wygrywa dusze wasze.” Tak téż go powszechnie z téj strony znano, że niekiedy gracze do kart zasiadłszy, gdy ujrzeli go nadchodzącego, zaniechywali gry mówiąc: „Nie ma rady, porzućmy karty, gdyż oto brat Serafin idzie.”

Druga zdrożność na którą ten pokorny braciszek również gorliwie uderzał, byłto niechrześcijański zwyczaj, rozwieszania po ścianach obrazów skromność obrażających. Powstawał Serafin na te wszeteczeństwa z najświętszym zapałem. Po wszystkich domach gdzie tylko bywał, a w których go z największą czcią i uszanowaniem zawsze przyjmowano, jeśli coś podobnego widział, w najżywszych wyrazach przedstawiał wielkie ztąd dla każdej duszy szkody, i zapowiadał że noga jego w tym domu nie postanie, jeśli tego rodzaju zgorszenia nie usuną. Niekiedy gdy uważał to właściwém i najskuteczniejszém, sam własną ręką takie obrazy i sztchy niszczył i palił. A gdy je znajdował bogato przyozdobione, mawiał ze słuszném oburzeniem: „Czy godzi się chrześcijaninowi, grzechy śmiertelne w ramy złote oprawiać?” Mnóstwo téż tego rodzaju obrzydliwości, za jego wpływem usuniętych zostało z oczów ludzkich na zawsze.

Jak nieskromne obrazy obudzały w nim słuszne oburzenie, tak jeszcze bardziéj nieskromne noszenie się niewiast wzniecało w nim litość i nad temi płochemi istotami które się tego dopuszczały, i nad duszami, dla których stawało się to powodem do grzechu. Powstawał więc i przeciw temu Serafin, a że jak wszystko tak i to czynił z wielką miłością i pokorą, wiele niewiast od podobnego rodzaju strojów na zawsze odwiódł. Zdarzyło się że upominał o to pewną młodą kobietę, która mu szydersko odpowiedziała: „Jak się postarzeję, wtedy za tą radą pójdę, lecz pókim młoda trudno mi bez tego się obejść.” Na to odpowiedział jéj Święty: „Ja zaś radzę ci teraz słuchać głosu Bożego, bo wkrótce nie będziesz już miała na to czasu.” Co było proroctwem, gdyż lekkomyślna ta kobieta wkrótce potém, wiodąc życie bardzo naganne nagle umarła, niemając czasu pojednać się z Bogiem.

Sam, jakto wspomnieliśmy, nieumiejący czytać, Duchem Świętym oświecony, żywo był przejęty temi znowu niezrównanemi szkodami, jakie odnoszą dusze z czytania złych książek, a najbardziéj powieści tak zwanych romansowych. Pojmował on doskonale iż jestto środek przez który szatan najwięcéj dusz pozyskuje. I téj więc równie, już za jego czasów upowszechniającéj się, a podobno największéj dla serc i umysłów chrześcijańskich pladze, wypowiedział on wojnę. Korzystając z całéj swojéj powagi, która z latami wzrastała i uczyniła go już była jakby wyrocznią całego miasta, powstawał przeciw czytaniu złych książek z taką świętą gorliwością, wymową i trafnością, że je wyrywał z rąk tych nawet, którym zdawało się że bez tego zabójczego dla dusz pokarmu żyćby już nie mogli.

Także obdarzył go Pan Bóg darem jednania zagniewanych na siebie osób, i często się zdarzało że gdy długa nienawiść trzymała w ciężkich grzechach powaśnionych między sobą, jedno wdanie się w to świętego Serafina, wyrywało z tego nieszczęsnego stanu dusze, i przywracało serdeczną i trwałą zgodę tam, gdzie przedtém panowała nienawiść zawzięta.

Umiał podobnież trafiać do najzatwardzialszych grzeszników. W więzieniu w Askoli trzymany był przywódca zabójców, słynny ze swoich okrucieństw, a który śmiertelną chorobą złożony, spowiadać się nie chciał. Gdy napróżno starali się nakłonić go do tego najgorliwsi kapłani, posłano do niego Serafina. Po jednéj z nim rozmowie, zbójca ten z największą skruchą wyspowiadał się i przyjął święte Sakramenta.

Dla ubogich okazywał największe miłosierdzie, na jakie tylko, sam będąc ubogim zakonnikiem, mógł się zdobywać. Podczas panującego w Askoli i w okolicach tego miasta głodu, poprzestawał codzień na suchym kawałku chleba, a resztę przeznaczonego dla siebie posiłku, za pozwoleniem przełożonego ubogim rozdawał. Inną razą zdarzyło się, że gdy był w klasztorze odźwiernym, zauważał przełożony że Serafin bardzo wiele jarzyny z ogrodu rozdaje biednym. Kiedy chciał mu tego zakazać, Święty pokornie ma powiedział: „Dozwólcie Ojcze na takowe wsparcie biednych, a Pan Bóg wynagrodzi nam to większą urodzajnością ogrodu.” Jakoż, dnia każdego w którym Serafin wycinał jarzynę z wieczora dla rozdania ubogim, nazajutrz rano znajdowano ją jeszcze bujniéj odrośniętą. Nastał wkrótce potém inny Gwardyan to jest przełożony, który wyznaczył Serafinowi małą kwaterę w ogrodzie, aby z niéj tylko zbieranemi jarzynami wspierał ubogich. Chociaż sługa Boży nie wielkie miał około niéj starania, okazało się w końcu że więcéj z niej doczekał się warzywa i owoców, niż to z całego wielkiego ogrodu, pracowicie uprawionego, zbierano.

Cnoty takie raczył Pan Bóg wynagradzać w nim i uświetnić darem czynienia cudów. Niezliczoną liczbę ciężko chorych samym znakiem krzyża uzdrawiał. Przepowiedział także wiele przyszłych wypadków. Posiadał dar rozpoznawania najskrytszych tajników serc ludzkich, co mu szczególnie ułatwiało wpływ na największych grzeszników, gdy ich nieraz upominał o grzechy, o których według ich przekonania prócz Boga i ich samych nikt wiedzieć nie mógł. A i na modlitwie szczególne odbierał łaski, między innemi i tę, że przenajświętsza Marya Panna w objawieniach raczyła z nim rozmawiać. Razu pewnego kiedy doznał był od ludzi wielkiej przykrości i zniewagi, modląc się przed przenajświętszym Sakramentem, usłyszał głos z Puszki wychodzący, który zalecał mu jak największą cierpliwość, łagodność i pokorę. W tych téż cnotach tak był nietylko wyćwiezony lecz utrwalony, że pomimo tego iż jako prosty braciszek zakonny często na wielkie nietylko upokorzenia ale i obelgi bywał wystawiony, nigdy w nim najmniejszego obruszenia się albo zmieszania nie dopatrzono. Zapytany razu pewnego od jednego ze swoich znajomych, podziwiającego w nim niezachwianą łagodność, jakim sposobem takowéj dostąpił, odpowiedział: „Ciężko przez lat trzydzieści pracować musiałem na pokonanie w sobie pychy i porywczości; aż nakoniec dał mi Pan Bóg tę łaskę, że na największe upokorzenia najmniejszego oburzenia nie czuję.”

Czterdzieści lat już z górą upływało, jak święty Serafin służył Panu Bogu w Zakonie, kiedy lekko zapadłszy na zdrowiu prosił aby mu ostatnie Sakramenta udzielono. Gdy przełożony opierając się na zdaniu lekarza odpowiedział że nic nagłego nie ma, Serafin nienalegająć więcéj, gdy Gwardyan odszedł, podział do braci: „będziecie musieli potém z wielką skwapliwością udzielać mi Sakramenta święte.” Co się téż sprawdziło, gdyż nazajutrz wśród gorącéj modlitwy na któréj już trwał ciągle odkąd zachorował, zapadł nagle w konanie, i gdy zaledwie mu z pośpiechem udzielono ostatnie Olejem świętym namaszczenie, oddał Boga ducha 12 Października roku Pańskiego 1604. W poczet Świętych wpisany został przez Papieża Klemensa XIII.

Pożytek duchowny

Podziwiając w świętych Pańskich wysokie cnoty jakiemi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im w tém podobny, naśladujże ich najprzód w pracy przez którą oni też cnoty nabyli. Chcesz-li szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, który dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który w sercu błogosławionego Serafina, przedziwne płomienie miłości Twojéj roznieciłeś; spraw prosimy za jego pośrednictwem, abyśmy w jego ślady wstępując, takiemiż płomieniami rozpaleni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 872–875.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 822–823

Podziwiając w Świętych Pańskich wysokie cnoty, jakimi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im podobnym, naśladuj ich najprzód w pracy, przez którą oni cnoty nabywali. Chcesz szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale, jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, kiedy dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Pokora jest to cnota, która przez doskonałe poznanie samego siebie nie dopuszcza, aby wysoko o sobie rozumieć, nad innych się wynosić i pragnąć być szanowanym przez innych. Trzy są główne stopnie pokory: pierwszy polega na tym, aby człowiek uznał, że jest niczym i nic z siebie nie ma oprócz słabości i nędzy; że nic sam nie może, tylko grzeszyć. Potrzeba, aby miał o swym ubóstwie i nędzy prawdziwe przekonanie i z tego powodu upokarzał się przed Bogiem, nic sobie nie przypisywał, z niczego się nie chełpił, nie szukał u ludzi sławy i szacunku, chociażby mu się słusznie należały. Pochwały powinien za niesłuszne uznawać, i ciągle upokarzać się przed Bogiem, cieszyć się z tego, że Bóg jest wszystkim, a on niczym. Drugi stopień pokory polega na tym, aby z cierpliwością znosić, gdy się jest lekceważonym przez innych. Niemiło jest doznawać pogardy, ale Bóg godzien, aby ją znosić dla Niego. Nadto – albo zasłużyłem na to, aby mną gardzono, albo nie zasłużyłem; jeśli zasłużyłem, żadna mi się krzywda nie dzieje i niesłusznie się uskarżam; a jeżeli na wzgardę nie zasłużyłem, to ten, który mną pogardza, większą sobie aniżeli mnie krzywdę wyrządza, gwałci bowiem prawdę, grzeszy przeciwko miłości bliźniego, a przez to traci łaskę Boską. Czyż chrześcijanin może powiedzieć: pomścij wzgardę wzgardą? Jego obowiązkiem na wzór Chrystusa cierpieć spokojnie i ubolewać na tym, który mu wzgardę wyrządza. Niech mną gardzi kto chce, i niech o mnie mówi co chce, ja będę tylko tym, czym jestem w oczach Boga. Nie dbam o to, choć ludzie mną gardzą, abym tylko znalazł łaskę u Pana Boga.

Tags: św Serafin z Montegranaro „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora czystość nawrócenie jałmużna łagodność pokora
2020-08-14

Św. Euzebiego, Kapłana i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święty Euzebi Męczennik, którego tu żywot podajemy, znany jest tylko z autentycznych dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego, które szczegóły jego za wiarę poniesionéj śmierci zamieszczają. Zkąd jednak był rodem i gdzie jego męczeństwo nastąpiło, nie ma o tém wyraźnéj wzmianki.

Żył on w czwartym wieku za panowania cesarza Dyoklecyana i Maksymina, jak wiadomo okrutnych prześladowców Kościoła, a w miejscu gdzie przebywał, Wielkorządcą cesarskim był Maksencyusz, głośny ze swojéj zawziętości, przeciwko wiernym, i z barbarzyństwa z jakiém się obchodził z nimi, gdy oskarżeni o wyznawanie wiary świętéj przed trybunałem jego stawali. Euzebiusz był kapłanem wielkiéj świątobliwości, gorliwie poświęcającym się na usługi wiernych, pomimo niebezpieczeństwa jakie to wtedy szczególnie na duchownych ściągało. Gdzie tylko mógł zgromadzić pewną liczbę chrześcijan, miewał do mich przemowy, uczył ich tajemnie wiary, zagrzewał do wytrwałości wśród prób na jakie ciągle wystawieni byli, sposobił na gotowość do męczeństwa, i udzielał im Sakramenta święte.

Przez czas pewien, dopóki jeszcze Dyoklecyan i Maksymin nie wydali okrutnych wyroków na chrześcijan które sprowadziły dziesiąte i ostatnie powszechne prześladowanie, gorliwość świętego Euzebiego i jego tak wielkie poświęcenie się dla Kościoła, chociaż powszechnie znane, nie ściągnęło na niego uwagi urzędników pogańskich. Lecz skoro ci, a szczególnie Maksencyusz, który niecierpliwie wyglądał chwili żeby mógł nad chrześcijanami pastwić się, dowiedział się że ma wyjść wyrok cesarski nakazujący jak najsroższe obchodzenie się z wiernymi, nie czekając nawet tego ogłoszenia, kazał schwycić Euzebiego, i stawić go przed sobą. Ponieważ to był oddawna niezdarzający się wypadek, więc poganie, spragnieni barbarzyńskich widowisk jakie im wyprawiano przy męczeństwie wyznawców Chrystusowych, tłumnie zgromadzili się przed trybunał Maksencyusza kiedy miał Euzebiego sądzić. Ujrzawszy go, zaczęli wydawać okrzyki dzikiéj radości, pobudzające Wielkorządcę do jak najsurowszego obejścia się ze Świętym, który już wtedy podeszłego był wieku a dziwnie powabnéj i poważnéj postaci starcem. Cała jego postawa nadzwyczaj była ujmującą, na obliczu malowała się wielka słodycz, a wszystkie rysy jego wyrażały szczególne męstwo i stałość charakteru. Barbarzyńskie okrzyki, cały przyrząd do mąk jakie mu przeznaczano, znana nienawiść sędziego do chrześcijan, nie poruszyły go wcale. Stał spokojny i gotów na wszystko, a podniesioném do Boga sercem prosząc o potrzebne do wytrwałości łaski. Widok jego samego Maksencyusza poruszył, i ten przez chwilę jakby się zawahał co ma czynić, gdy okrzyki ludu zniewoliły go przystąpić bez zwłoki do nakazania Świętemu aby cześć oddał bożkom. „Masz złożyć ofiarę bogom cesarskim, rzekł do niego groźnie, a jeśli tego dobrowolnie nie uczynisz zmuszę cię siłą.” Euzebiusz odpowiedział: „Napisano jest w prawie: Będziesz czcił Pana Boga twego i Jemu Samemu służył.” – „Długo rozprawiać z tobą nie będę. zawołał Maksencyusz. Masz do wyboru: albo umrzeć na mękach, albo składać zaraz ofiary bogom.” – „Uczynić tego nie mogę, odpowiedział Święty, gdyż sam rozum sprzeciwia się temu aby cześć oddawać kamieniom, które są jedną z najkruchszych rzeczy jakie Pan Bóg stworzył.” – „Widzę, powiada na to sędzia, że jesteś z liczby tych ludzi których nazywają chrześcijanami, a którzy do tego stopnia są zaślepieni że przekładają śmierć nad życie.” – „Zaślepieni nie jesteśmy odrzekł Euzebi, gdyż właśnie bezbożnością jest i prawdziwą ciemnotą nie uznawać światła nauki chrześcijańskiéj, a wierzyć w brednie pogańskie.” – „Widzę powiada mu na to Maksencyusz, że łagodność z jaką się z tobą obchodzę, czyni cię tém zuchwalszym, mówię ci przeto po raz ostatni: oddaj cześć bogom, albo żywcem spalony zostaniesz.” – „Groźby twoje, odrzekł sługa Boży, ani mnie zadziwiają ani przestraszają. Wiem że korona która mnie w Niebie czeka, będzie tém świetniejszą, im cięższe tu męki przeniosę dla Chrystusa.” Wtedy tyran zawezwał katów, i kazał Euzebiego rozciągnąć na rusztowaniu.

Oprawcy w téjże chwili spełnili ten rozkaz: z całéj siły rozciągnęli go czterema sznurami w powietrzu, i zaczęli rozdzierać ciało jego żelaznemi hakami. Euzebi wśród téj katuszy nie wydał ani jęku, a od chwili do chwili powtarzał głośno: „Zbaw mnie Panie Jezu Chryste, zbaw mnie. Czy żywi czy umarli Twoimi jesteśmy.” Widząc Maksencyusz że męki te przywieść Świętego do odstępstwa nie mogą, kazał je przerwać, odwiązać od rusztowania Euzebiego, i rzekł mu: „Czy wiesz o wyroku senatu, który nakazuje aby wszyscy mianujący się chrześcijanami, złożyli publicznie cześć bogom?” – „Znany mi ten wyrok, odpowiedział starzec, lecz rozkazy Boga wyższe są nad rozkazy ludzkie.” Maksencyusz widząc iż go przemódz nie zdoła, wydał wyrok aby go poprowadzono na stos i spalono.

Mężny wyznawca szedł spokojnie za oprawcami, a święta radość malowała się na jego obliczu. Na widok jego stałości i odwagi lud zgromadzony zdjęty został litością. Widząc to Maksencyusz i sam uwielbiając wytrwałość świętego starca, przywołał go jeszcze napowrót i rzekł do niego. „Dla czego dobrowolnie wydajesz się na śmierć, kiedy ci tak łatwo uchronić się tego?” Święty, który wiedział że wtedy cesarz Maksymin znajdował się w tém mieście gdzie go męczono, oświadczył Maksencyuszowi, że chce być przez niego samego słuchanym. Żądał zaś tego z téj przyczyny, że prawo rzymskie zastrzegało każdemu obywatelowi takiemu jakim był Euzebi, przywiléj, odwoływania się do cesarza, Wielkorządca téż chętnie się na to zgodził. Odprowadzono więc Świętego do więzienia, a Maksencyusz udał się do Maksymina i zdał mu sprawę z tego co zaszło. Cesarz kazał Euzebiego stawić przed sobą, chociaż jeden z urzędników obecny pierwszemu jego badaniu ostrzegał, że skoro go cesarz usłyszy, ulegnie wpływowi jaki starzec ten wywiera na wszystkich i da się zmiękczyć. Maksymin tém bardziéj zaciekawiony, kazał go niezwłocznie przywołać.

Gdy okazał się Euzebi, wszystkich uderzyła jego powabna postać i wyraz oblicza malujący wielką słodycz, radość a oraz niezachwiane męstwo. Maksymin wpatrując się w niego, także doznał jakiegoś uczucia i litości i poszanowania, i rzekł łagodnym głosem: „Z jakiego powodu stajesz tu przede mną: odpowiadaj śmiało, nie masz czego się lękać, ja pragnę uratować ci życie.” – „Ratunku spodziewam się, odpowiedział starzec, nie od ludzi lecz od Boga, który przyrzekł wspierać sługi Swoje. Lubo przewyższasz tu wszystkich władzą i potęgą, jesteś jednak jak każdy z nas śmiertelnym, powtórzę więc przed tobą com już oświadczył: Jestem chrześcijaninem, więc nie godzi mi się oddawać czci bożyszczom z drzewa lub kruszcu ulanym. Muszę słuchać Boga którego wyznaję i który mi tego zakazuje.” – „Cóż w tém złego, rzekł cesarz do Wielkorządcy, że człowiek ten oddaje cześć Bogu, którego nad innych wyższym uznaje. Wszak i my robimy różnicę między naszemi bogami.” Na to Maksencyusz: „Cesarzu, nie ulegaj czarom jakiemi ten człowiek wszystkich omamia. Ten Bóg o którym on mówi, jestto Jezus Nazareński, którego nikt z naszych uznawać za Boga nie ma.” Maksymin dłużéj nie obstawał, obawiając się aby to w oczach pogan powagi jego nie zachwiało. Odszedł więc i kazał Maksencyuszowi, aby sam sprawę Euzebiego zakończył.

Wtedy wielkorządca znowu domagał się od niego, i to jak najgroźniéj, aby złożył ofiarę bożkom, a gdy uczynić tego nie chciał zawołał: „Składaj ofiarę, bo jak tego nie uczynisz wskażę cię na spalenie.” – „Możesz ciało moje spalić na popiół, odpowiedział Święty, lecz dusza moja jest w ręku Boga i ona gróźb twoich się nie lęka. Nie mnie nie przywiedzie do odstępstwa Chrystusa, którego od dzieciństwa wyznaję.” Tyran widząc iż niczém stałości jego nie przezwycięży wskazał go na śmierć. Euzebi usłyszawszy wyrok zawołał: „Dzięki ci Panie mój Jezu Chryste, że mi dozwalasz podzielać los uczniów Twoich” a w tejże chwili, dał się słyszeć głos z Nieba: „Gdybyś nie był stał się godnym wiele wycierpieć, nie byłbyś godnym zasiąść na dworze Króla niebieskiego.” Przybywszy na miejsce stracenia święty Męczennik ukląkł, pomodlił się i jeszcze dziękując Bogu za łaskę męczeństwa, ścięty został 14 Sierpnia około roku Pańskiego 380.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Euzebi słyszał z Nieba w chwili swojéj śmierci męczeńskiéj, a które mu zapowiadały że gdyby był nie cierpiał na ziemi, nie mógłby królować w Niebie, powinny cię utwierdzać w téj prawdzie, że im większe na kogo zsyła Pan Bóg cierpienia, tém to wyraźniejszy znak że duszę jego chce zbawić. Miéj to w żywéj pamięci ile razy cię co smutnego spotka.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Euzebiego Męczennika Twojego, za cierpienia poniesione na ziemi z miłości ku Tobie, koroną niebieską nagrodził; daj nam za jego wstawieniem się i przykładem, z każdego doznanego za życia cierpienia, obfite sobie do Nieba skarbić zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 681–683.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 657

Łagodność i spokój Euzebiusza uczyniła głębokie wrażenie na sercu tak dzikiego i srogiego tyrana, jakim był Maksymian. Sprawdziło się tu słowo Zbawiciela: „Błogosławieni łagodni, albowiem oni posiędą Królestwo niebieskie”. Łagodny panuje nad własnym sercem i namiętnościami i dlatego popędliwi i skłonni do gniewu czują się wobec słodyczy i łagodności bezbronnymi. Bóg znajduje upodobanie w łagodnych i hamujących swą porywczość i przyobiecał im życie wieczne w krainie niebieskiej. Na czymże więc polega ta łagodność? Na hamowaniu wszelkich popędów i porywów niecierpliwości, gniewu, zazdrości i zemsty i na dobrowolnym znoszeniu wszystkiego, co tylko się Bogu podoba na nas zesłać. Łagodny nigdy nie podrażni złośnika, a krzywdy i zniewagi nie odpłaca krzywdą i zniewagą. Najdoskonalszym wzorem łagodności i cierpliwości jest Pan Jezus, który jak baranek pozwolił zaprowadzić się na rzeź. Za Jego to przykładem przejął się święty Euzebiusz słodyczą i łagodnością. Starajmy się także przyświecać innym przykładem łagodności, zwalczać w samym zarodzie wszelkie wybuchy gniewu, a czując w sobie takie porywy, bierzmy się do modlitwy, jako najskuteczniejszego na to lekarstwa. Nie ustając w walce i uciekając się do Przenajsłodszego Serca Jezusowego, odniesiemy w końcu zwycięstwo.

Tags: św Euzebi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik łagodność gniew
2020-03-22

Św. Ubalda Biskupa

Żył z około roku Pańskiego 1160.

Święty Ubald urodził się we Włoszech, w prowincyi Spoletańskiéj, w mieście Gubio, około roku Pańskiego 1084. Pochodził ze starożytnéj i znakomitéj rodziny. Straciwszy ojca w dzieciństwie, oddany został w opiekę stryja, człowieka bardzo pobożnego, który w pierwszych latach trudniąc się sam jego wychowaniem, późniéj umieścił go w konwikcie, przy kościele świętego Maryana, przez kanoników regularnych utrzymywanym. Bystremi obdarzony zdolnościami, wielki uczynił postęp w naukach, odznaczając się obok tego, coraz gorętszą pobożnością. Lecz zakład w którym się znajdował, był bardzo źle prowadzony, i młody Ubald, najskromniéj w domu wychowany, był tam na wielkie narażony niebezpieczeństwa. To spowodowało stryja, iż go ztamtąd przeniósł do innego zakładu szkolnego będącego przy kościele świętego Sekunda, gdzie wyższe nauki świetnie ukończył.

Były to czasy wielkiego zepsucia obyczajów. Wszakże Ubald wyniosłszy z domu pobożne wychowanie, a szczególnie wsparty opieką Matki Bożéj, do któréj miał wielkie nabożeństwo, stanowił rzadki, wśród rozpustnéj młodzieży z którą się wychował, wyjątek. Doszedłszy do lat dojrzałych, aby się tém lepiéj na drodze wyższéj pobożności, utwierdzić, uczynił ślub dozgonnéj czystości.

Świątobliwość jaką już wtedy jaśniał, wyższe wykształcenie i biegłość w naukach, którym się z upodobaniem oddawał, zwróciły na niego uwagę jego Biskupa, świętego Grameryana. Ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i po wyświęceniu na kapłaństwo, w krótkim czasie uczynił go Przeorem zgromadzenia kanoników świętego Maryana, w których właśnie zakładzie Ubald pobierał pierwsze nauki.

Zgromadzenie to, którego w tak młodym będąc wieku, został nasz Święty przełożonym, od lat kilku w wielkiém żyło rozwolnieniu. Nie było tam ani śladu karności zakonnéj, i prawie każdy z należących do niego, wiódł życie gorszące. Ubald srodze nad tém bolał. Dzień i noc modlił się, prosząc Boga o nawrócenie jego braci, a chociaż widząc ich tak zepsutych iż żadne z jego strony upomnienia skutkować by nie mogły, przykładem tylko świątobliwego życia własnego ich nauczał — przewrótni ci ludzie znienawidzili go od razu, i wszelkich dokładali środków. aby go przywieść do zrzeczenia się przełożeństwa. Lecz święty Ubald nie zrażał się niczém. Zaczął od tego, iż najłagodniejszém postępowaniem i wielką miłością, z jaką był dla wszystkich, pozyskał serca trzech kanoników, mniéj od innych od ducha swojego powołania odbiegłych. Z nimi zaczął prowadzić życie ściśléj zakonne, co do wspólności mieszkania, odzienia, stołu i pacierzy kapłańskich, które w chórze odmawiali. Dowiedziawszy się przytém, o świeżo założoném podobnémże Zgromadzeniu kanoników regularnych około miasta Rawenny, a odznaczającym się ścisłą zakonnością, udał się tam sługa Boży, i parę miesięcy spędził, aby się przejąć duchem i zwyczajem tego wzorowego klasztoru. Wróciwszy do własnego, wprowadził w nim tęż samę karność, i Pan Bóg tak mu pobłogosławił, że w krótkim czasie, wszyscy jego podwładni, ujęci w końcu słodyczą, pokorą i miłością przełożonego, poddali się mu zupełnie. Nie tylko stali się oni dla miasta całego wzorem świątobliwych duchownych, lecz w klasztorze ich, ustaliła się najściślejsza karność zakonna, wszystkim innym zakonom za przykład służyć mogąca.

Niedługo potém, pożar który zniszczył był większą część miasta, spalił i klasztor Kanoników regularnych, których Przeorem był święty Ubald. To mu podało myśl zrzeczenia się przełożeństwa, czego już dawno pragnął, mając zamiar udać się na samotne miejsce. Lecz w tak ważnéj rzeczy, nie chcąc schybić woli Bożéj, zasięgnął rady błogosławionego Piotra z Rimini, na puszczy mieszkającego. Ten skłonił go, aby zawodu do którego go Pan Bóg powołał nie opuszczał, gdyż zamiar jego był pokusą złego ducha, zamierzającego przez jego usunięcie się, przywieść Zgromadzenie które na tak dobréj stopie postawił, do nowego upadku. Święty usłuchał rady: zajął się odbudowaniem klasztoru i uskuteczniwszy to wkrótce, uczynił go klasztorem w całych Włoszech najpierwszym, co do ścisłości zachowania ustaw Zakonnych.

Lecz na wyższym jeszcze świeczniku, chciał Pan Bóg umieścić tego sługę Swego. Po śmierci Biskupa Peruzkiego, duchowieństwo i mieszkańcy tego miasta, powodowani sławą świątobliwości Przeora kanoników świętego Maryana, obrali go Biskupem. Święty najprzód ukrył się przed wysłanymi do niego z ofiarą téj godności posłami, a dowiedziawszy sę, że się udali do Papieża, sam pośpieszył do Rzymu, i tyle usilnemi prośbami swojemi dokazał, że Ojciec święty nie zatwierdził tego wyboru.

We dwa lata potém, gdy po śmierci Biskupa miasta Gubio, duchowieństwo zgodzić się nie mogło na wybór nowego, święty Ubald, wysłany został do Papieża, aby on swoją najwyższą władzą, położył koniec trwającemu sporowi. Ojciec święty, który poprzednią razą, nie chętnie ulegając prośbom Ubalda, zwolnił go był od przyjęcia Biskupstwa Peruzyjskiego rad był skorzystać z téj sposobności, aby go zamianować Biskupem jego rodzinnego miasta. Napróżno Święty uciekł się powtórnie do prośb najgorętszemi łzami nawet popartych. Papież nie miał już względu na jego pokorne wymówki, i z największém zadowoleniem duchowieństwa jego dyecezyi i ludu, musiał Ubald poddać się wyraźnemu rozkazowi Ojca świętego. Sam Papież wyświęcił go na Biskupa, roku Pańskiego 1129.

Łatwo było poznać niezwłocznie, iż wybór takowy z natchnienia Ducha Świętego nastąpił: dowiódł tego święty ten Pasterz, wysokiemi cnotami jakiemi jeszcze świetniéj zajaśniał i apostolską gorliwością. Przekonany, że wyższa godność na którą został wyniesiony, wyższéj jeszcze świątobliwości wymaga, podwoił pobożności i przymnożył ćwiczeń pokutnych, w których zawsze celował. Jakkolwiek Przeorem będąc, odznaczał się wielką wstrzemięźliwością w użyciu pokarmów, zostawszy Biskupem, jeszcze skromniejszy stół prowadził, i ścisłe zachowywał posty. Mawiał też zwykle: „Biskup powinien odznaczać się nie wykwintnością, lecz właśnie ostrością życia; nie wspaniałością stopy swojego domu, lecz ścisłém ubóstwem, a za to tém większą dla biednych hojnością.” Gdy mu razu pewnego, zwrócono uwagę, iż mając znaczne dochody, więcéj sług trzymać powinien: „Dostałem, odrzekł, większe dochody nie na to, abym więcéj sług płacił, lecz więcéj ubogich wspierał.”

Zpomiędzy wszystkich cnót któremi jaśniał, pokora i łagodność były jego głównemi cnotami. Pewien mieszkaniec miasto Gubio, chciał nieprawnie wznieść mur na gruncie swojego sąsiada. Wszczęła się ztąd między nimi gorsząca całe miasto sprzeczka. Święty Biskup pragnąc ich pogodzić, udał się sam na miejsce, gdzie jeden z nich już mur wznosić zaczął. Był to człowiek nadzwyczaj gwałtowny, i nie tylko nie usłuchał przedstawień Biskupa, z wielką łagodnością czynionych, lecz do tego stopnia się uniósł, że porwawszy się na niego, obalił go na ziemię, i w dół wapnem napełniony wrzucił. Święty bez najmniejszego wzruszenia odszedł, nie chcąc wcale poszukiwać tak ciężkiéj zniewagi. Lecz sam lud upomniał się o krzywdę swojego ukochanego Pasterza, i domagał się od władzy świeckiéj, aby winowajcę jak najsurowiéj ukarano. Ubald dowiedziawszy się o tém, zażądał aby sprawę tę poddano jego własnemu sądowi, jako ściągającą na obwinionego karę klątwy kościelnéj. Stawiono go przeto przed nim. Biskup, spytał czy uznaje wielkość winy swojéj, gdy własnego Biskupa, tak srodze znieważył. Obwiniony odrzekł, iż czuje dobrze jak bardzo wykroczył. „A czy gotów jesteś wszelkiéj poddać się ka- rze?” spytał go daléj. „Gotów jestem na to, odpowiedział znowu winowajca, chociażby mnie na śmierć skazano.” Wtedy Święty zstępując z tronu Biskupiego na którym zasiadał, rzucił mu się na szyję mówiąc: „Uściskaj mnie bracie kochany, i ten pocałunek pokoju niech ci będzie jedyną karą, byleś szczerze obżałował i ten i inne twoje grzechy.”

Świętość jego, w kilku zdarzeniach wybawiła miasto Gubio od różnych klęsk, grożących mieszkańcom. Gdy cesarz Fryderyk rudobrody, groził téj krainie zniszczeniem, Ubald wyszedłszy naprzeciw niego, skłonił go do odejścia, i takie zrobił na nim wrażenie, że upadłszy mu do nóg, prosił go o błogosławieństwo i polecił się jego modlitwie.

Na parę lat przed śmiercią, bardzo zapadł był na zdrowiu. Ciało jego pokrywało się cią- gle boleśnemi wrzodami. Pomimo tego nie folgował sobie w pracy, i najczynniéj zajmował się swoją ukochaną trzodą. W wigilią Zesłania Ducha Świętego, po odprawieniu obrzędów kościelnych w Katedrze, ciężko zachorował. Lud dowiedziawszy się iż jest umierającym, tłumnie otoczył pałac Biskupi. Swięty kazał wszystkich przypuszczać z kolei do siebie, najczulej się z nimi żegnał, i każdego błogosławił. Wieczorem przyjął ostatnie Sakramenta święte, i wśród gorącéj modlitwy i aktów nabożnych, oddał Bogu ducha roku Pańskiego 1160, 16-go Maja, w którym to dniu Kościół pamiątkę jego obchodzi.

Papież Celestyn III, zaliczył go w poczet Świętych w roku 1192. Wielu i za życia i po śmierci słynący cudami, jest szczególnym Patronem przeciw opętaniu od złego ducha.

Pożytek duchowny

Niech sposób w jakim święty Ubald postąpił z owym mieszkańcem miasta Gubio, który go ciężko znieważył, a którego on ukarał tylko pocałunkiem pokoju, nauczy cię, jak masz zachowywać się z tymi którzy tobie jakąkolwiek krzywdę lub przykrość zadali. Teraz więc zaraz postanów sobie, przy pierwszym z nimi spotkaniu, dać im jaki dowód twojéj miłości,

Modlitwa (kościelna)

Racz nam Panie z miłosierdzia Twojego użyczyć wsparcia, a za wstawieniem się błogosławionego Ubalda Wyznawcy Twojego i Biskupa, przeciw wszelkim złego ducha zasadzkom, prawicę Twojéj wszechmocności nad nami rozciągnij. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 230–232.

Tags: św Ubald „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup nieposłuszeństwo przełożeństwo miłość łagodność jałmużna opętanie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.