Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Ambroży":

2020-08-28

Św. Augustyna, Biskupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 430.

(Żywot jego napisany był przez jego ucznia Pasydoniusza, Biskupa Kłamińskiego.)

Święty Augustyn urodził się w Tagaście w Afryce, roku Pańskiego 354. Ojciec jego Patrycy był poganinem, lecz za wpływem matki jego świętéj Moniki, cała rodzina została chrześcijańską.

Wychowany bardzo starannie, a genialnemi obdarzony zdolnościami, wielki w naukach uczynił postęp. Lecz zetknąwszy się z zepsutą młodzieżą, zatarł w sercu nauki jakie z domu wyniósł od świętéj matki, i oddał się rozpuście. Łzy i upomnienia Moniki nie trafiały do niego, chociaż bardzo ją kochał, a idąc coraz daléj po zgubnéj drodze na którą się puścił, przyłączył się w końcu do kacerskiéj sekty Manichejczyków, lubo brednie ich oburzały jego bystry i zdrowy rozum. Matka zaś, srodze bolejąc nad opłakanym stanem duszy ukochanego syna, nie przestawała modlić się za niego, gorzkie łzy wylewając. Razu pewnego, rozmawiając o tém z bardzo świątobliwym Biskupem, usłyszała od niego te pocieszające słowa: „Nie przestawaj, córko moja, opłakiwać to nieszczęsne dziecię twoje i polecać je Bogu, a niesposób jest aby syn tyle łez kosztujący matkę, miał zaginąć.”

Augustyn tymczasem coraz większego nabywał rozgłosu, jako uczony i wielki mówca. Najprzód z wielką sławą wykładał publicznie w Kartaginie Retorykę, a chcąc stać się jeszcze głośniejszym, udał się do Rzymu, a następnie do Medyolanu, wszędzie zachwycając swoich słuchaczów. Święta Monika goniła go w każdym z tych miast, czuwając nad jego biedną wtedy duszą, a w Medyolanie postarała się aby się zapoznał ze świętym Ambrożym Arcybiskupem, jednym z pierwszych świeczników Kościoła. Augustyn miał z nim kilka rozmów, w skutek których rozbudziły się w nim wprawdzie silne wyrzuty sumienia, i nawet odstąpił on herezyi Manichejczyków, lecz stosunki z pewną kobietą z któréj miał nieprawego syna, zatrzymywały go w kajdanach grzechu, w który się był pogrążył.

Wszakże przyszła nareszcie pora, w któréj Pan Bóg łzy jego świętéj matki wysłuchał. Razu pewnego, Augustyn wraz ze swoim od młodości przyjacielem Alypem, słyszał opowiadanie o pokutném życiu świętego Antoniego na puszczy Egipskiéj i innych pustelników, których tam tak wielu podówczas było. Zrobiło to na nim najzbawienniejsze a silne wrażenie, i rzekł do swego przyjaciela: „Prostacy zdobywają Niebo, a my z całą naszą uczonością, w błocie ziemskiém grzęźniemy. Mogą oni zdobywać się na rzeczy tak nadzwyczajne, czemużbyśmy tego samego nie czynili?” I to rzekłszy wyszedł do ogrodu, gdzie czując silną walkę łaski Bożéj wyrywającéj go z grzechu w którym leżał, z pokusą która go do niego przykuwała, zaczął się modlić obfite łzy wylewając, i wtedy usłyszał głos z Nieba mówiący do niego: „Weźmij i czytaj” Otwiera więc Pismo Boże które miał przed sobą, i natrafia na te słowa z Listów świętego Pawła: „Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości… uczciwie chodźmy nie w biesiadach, i niewstydliwościach, ale się przyobleczcie w Pana Jezusa Chrystusa” 1. Po odczytaniu słów tych stał się od tejże chwili innym człowiekiem. Łaska Boża odniosła najzupełniejsze zwycięstwo.

Dotąd był nieochrzezonym, gdyż w owych czasach Chrzest święty odkładano do lat późniejszych. Dla przygotowania się więc do tego Sakramentu, udał się na samotne miejsce w okolicach Medyolanu, i tam przez kilka miesięcy oddawał się gorącéj modlitwie, wiodąc życie bardzo pokutne, a dzień i noc opłakujące swoje przeszłe a ciężkie zboczenia. Nareszcie ochrzczonym został przez świętego Ambrożego w katedrze Medyolańskiéj, i wtedyto, ci dwaj Święci, ułożyli Hymn Te Deum Laudamus, który odśpiewali naprzemian na podziękowanie Panu Bogu za tę wielką łaskę. Święty Augustyn miał wówczas lat trzydzieści trzy.

Święcie zbrzydziwszy sobie świat, który go był w takie ciężkie upadki wplątał, umyślił wieść życie samotne, i w tym celu udał się do swojéj ojczyzny. W drodze, zatrzymał się w porcie Ostyeńskim, i straciwszy tam ukochaną matkę, pewien czas zabawił w Rzymie, gdzie wydał sławne dzieło zbijające błędy Manichejczyków. Przybywszy zaś do Tagesty, rodzinnego swego miasta, sprzedał znaczne dobra które odziedziczył po rodzicach, większą ich część rozdał ubogim, a resztę obrócił na wybudowanie w odludnéj okolicy klasztoru, w którym zamknął się z kilku świątobliwymi towarzyszami, w których liczbie był i jego dawny przyjaciel Alypiusz, i syn jego Adeodat, który tam wkrótce umarł.

Ułożył Regułę zakonną, wielką roztropnością i umiarkowaniem odznaczającą się, według któréj żył ze swoimi braćmi, a która późniéj przez znaczną liczbę innych Zgromadzeń za podstawę do ustaw zakonnych wziętą została. „W tém odosobnieniu wiodąc życie wysokiéj bogomyślności i ostréj pokucie oddane, spędził lat trzy. Przez ten czas wiele dzieł napisał, które późniéj nietylko postawiły go w rzędzie Doktorów Kościoła, lecz jeszeze pomiędzy nimi niejako pierwszym uczyniły.

Miał zamiar w klasztorze swoim pozostać na zawsze, i o kapłaństwie nawet wcale nie myślał. Lecz zdarzyło się, że gdy był w kościele w Hyponie, podczas kiedy tam Biskup Walery, przedstawiał wiernym potrzebę w jakiéj był wyświęcenia jakiego kapłana któryby mu przyszedł w pomoc w zarządzie Dyecezyi, lud ujrzawszy Augustyna, którego już sława i świątobliwości i niezrównanéj nauki wszędzie się była rozeszła, porwał go jakby gwałtem, i pomimo oporu jaki stawił, uprosił Biskupa aby go wyświęcił na kapłana. Walery nietylko uczynił to najchętniéj, lecz niezwłocznie polecił naszemu Świętemu, aby w jego miejscu głosił słowo Boże ludowi w całéj jego Dyecezyi. Augustyn kazywał prawie codziennie z tą wymową którą jaśniał jeszeze na świecie będąc, i do któréj teraz przydawał mu Duch Święty swojego namaszczenia. Prócz tego, nie ustawał w wydawaniu pism najgłębszéj nauki, i któremi zbijał już nietylko błędy Manichejczyków, lecz i Pelagianów, Donastów i innych, i w końcu całą Afrykę z tych kacerstw oczyścił, pozostawiając w dziełach swoich, skarby najwyższéj ceny dla Kościoła, i dowody geniuszu któremu mało kto zrównał, a którego nikt dotąd, ani z pisarzy kościelnych ani świeckich, nie przewyższył.

Miał lat czterdzieści dwa, kiedy wyświęcony został na Biskupa Koadjutora, a jak u mas nazywają Sufragana, Biskupa Hyponeńskiego, po śmierci którego sam Biskupem tejże Dyecezyi został.

Wyniesiony na wyższą godność, tém świetniéj w Kościele Bożym zajaśniał, przedstawiając w sobie wzór najdoskonalszego Pasterza. Dom swój urządził na stopie bardzo skromnéj; sam wraz ze wszystkimi przybocznymi mu kapłanami i klerykami, wiódł życie jakby zakonne, zachowując ile możności Ustawy jakie był ułożył zakładając klasztor. Świętą cnotę czystości tak pokochał i strzegł jéj tak pilnie, że nigdy oczów na niewiastę nie podniósł. I u siebie, i w domach kapłanów jego Dyecezyi, nie dozwalał aby przemieszkiwały kobiety chociażby najbliżéj spokrewnione, i zwykł był mawiać: „Towarzystwo siostry mojéj lub siostrzenicy, zgorszeniem dla nikogo być nie może: – lecz może stać się zgorszeniem obecność w domu moim innych niewiast, do nich przychodzących.” Nienawidził obmowy, i dlatego nad stołem przy którym zasiadał z gośćmi, umieścił tablicę z napisem: „Kto pozwala sobie obmowy, niech wié, że przystęp mu tu wzbroniony.” Przy obiedzie do którego zasiadał z całym swoim Biskupim dworem, kazał zawsze czytywać książki duchowne. Na ubogich rozdawał prawie całe swoje dochody, a gdy zwracano mu uwagę, na jego w téj mierze na własne potrzeby nieoględność, odpowiadał: „Gdy który z ubogich w Dyecezyi doznaje głodu, Biskup powinien obejść się bez obiadu, a swój mu posłać.”

Używając sławy najuczeńszego swoich cząsów Prałata, do którego zewsząd udawano się po radę w najważniejszych sprawach Kościoła, na Soborach w których bywał obecny poczytany za wyrocznię, był obok tego nieporównanéj pokory. Chcąc niejako przytłumić sławę która go w całym świecie ówczesnym tak wysoko wynosiła, i zmniejszyć cześć jaką oddawano jego wysokiéj świątobliwości, wydał dzieło pod tytułem Wyznania, w których opisując całe swoje życie, wyznał swoje dawne najcięższe upadki, sądząc że tym sposobem odwróci od siebie powszechne uwielbienie. Lecz przeciwnie się stało: dzieło to pełne świętego namaszczenia, będące jakby ciągłym aktem skruchy i gorącéj modlitwy tego wielkiego Świętego, jęst po dziś dzień pociechą i zbudowaniem dla dusz pobożnych. Pism w ogólności pozostawił tak wiele, że na ich przeczytanie samo, pracowita osoba długie by lata obrócić musiała.

Trzydzieści sześć lat rządził kościołem Hypońskim, kiedy Wandalowie pustosząc Afrykę, oblegli Hyponę. Święty prosił Pana Bogą aby nie dał mu patrzeć na zniszczenie jego miasta dyecezyalnego, i wysłuchanym został. Augustyn w trzecim miesiącu oblężenia jego biskupiéj stolicy zachorował śmiertelnie. Czując jż do ostatniéj chwili zbliża się, kazał na ścianie przy łóżku wypisać sobie Psalmy pokutne, i te ciągle odmawiał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych otoczony swojém duchowieństwem, któremu udzielił najzbawienniejszych nauk, zasnął w Panu dnia 28 Sierpnia roku Pańskiego 430, mając lat siedemdziesiąt sześć.

Pożytek duchowny

Widzisz jak największe zboczenia nie przeszkadzają, gdy kto szczerze nawraca się do Boga, do zostania wielkim Świętym i wysoko jaśniejącym w Kościele Bożym świecznikiem. Uwielbiaj w tém nieprzebrane Boga naszego miłosierdzie; a póki ci czas pozostawiony, korzystaj i ty z niego, bo nie wiesz, czy jeszcze dłużéj będzie z niém Pan Bóg czekać na ciebie.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj miłościwie błagania nasze, wszechmogący Boże, a gdy nam pozwalasz mieć ufność w Twojém miłosierdziu, za wstawieniem się błogosławionego Augustyna wyznawcy Twojego i Biskupa, daj nam doznać skutków Twojój zwykłéj dobroci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 726–728.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 681

Oto kilka słów z kazania św. Augustyna o zmartwychwstaniu: „Osoba, którą miłujesz, już nie żyje; nie usłyszysz jej głosu, nie może ona brać udziału w radości żyjących, a ty płączesz. Czy płaczesz nad posiewem powierzonym ziemi? Gdyby ktoś niewiedzący biadał, co się stanie z ziarnem rzuconym w ziemię, i gdyby wzdychał nad tym, iż cały posiew stracony, gdyby patrzył na bruzdy łzawym okiem, czy byś nie litował się nad jego nieświadomością i nierozsądkiem, czy byś mu nie powiedział: „Nie upadaj na duchu. To, coś pokrył ziemią, nie jest w twym gumnie ani w twym ręku, ale bądź cierpliwy; gołe pole pokryje się za kilka miesięcy obfitym plonem, a widok ten rozraduje cię tak, jak nas, którzy wiemy, co tu wyrośnie i tą nadzieją się pocieszamy”. Żniwa zboża oglądamy co rok, ale żniwa rodzaju ludzkiego raz tylko się odbędą i to na krańcu czasów. Nie możemy ci wprawdzie ich pokazać, lecz poprzestaniemy na jednym przykładzie. Zbawiciel bowiem mówi: „Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostaje” (Jan 12). Jest to przykład, mówiący o jednym ziarenku; ale przykład ten jest tak przekonywujący, że wszyscy muszą mu dać wiarę. Prócz tego głosi nam każde stworzenie naukę zmartwychwstania, jeśli tylko chcemy jej słuchać, a codzienne wydarzenia powiadają nam, co Bóg uczyni z całym rodzajem ludzkim. Zmartwychwstanie raz się tylko odbędzie. Zasypianie i budzenie sie żywych istot dzieje sie codziennie, a my widzimy we śnie obraz śmierci, w ocknieniu obraz zmartwychwstania. Co więc teraz dzieje się codziennie, to może się stać i stanie sie kiedyś jeszcze raz. Wszakże liście opadaią z drzew i odradzają się! Dokadże ida opadając, skąd przychodzą odrastając? Zima przychodzi, wszystkie drzewa schną i zdaią sie martwe. Zawitała wiosna, i wszystko zielenieje w świeżej szacie. Czv to sie dzieje po raz pierwszy w tvm roku? Nie, tak bvło i zeszłego roku. Rok mija i znowu powraca, a ludzie, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, nie mieliby zmartwychwstać po śmierci?”

Footnotes:

1

Rzym. XIII. 13.

Tags: św Augustyn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor św Monika św Ambroży nawrócenie zmartwychwstanie
2020-06-22

Św. Paulina, Biskupa Nolańskiego

Żył około roku Pańskiego 431.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Świętych Augustyna i Grzegorza Turoneńskiego, w ścisłéj przyjaźni z nim zostających.)

Święty Paulin z rodu Rzymianin, przyszedł na świat roku Pańskiego 353 w mieście Bordo we Francyi, gdzie rodzice jego podówczas przebywali. Posiadał wielki majątek, a mając lat dwadzieścia pięć, został senatorem rzymskim, następnie konsulem, a wkrótce potém Wielkorządcą tego miasta. Przytém był znakomicie wykształcony w naukach świeckich, w których przy nadzwyczajnych zdolnościach jakiemi go Pan Bóg obdarzył, zasłynął jako jeden z najuczeńszych swojego wieku mężów. Lubił jednak światowe życie i za sławą się ubiegał.

Będąc jeszcze katechumenem, pojął w małżeństwo bogatą i świetnego rodu Hiszpankę imieniem Terezya, bardzo świątobliwą chrześcijankę. Ta najzbawienniejszy wpływ wywierając na męża, rozbudziła w nim wstręt do świata i wzgardę jego dóbr i zaszczytów. W podróżach jakie odbywał po różnych krajach, zapoznał się ze świętymi Augustynem, Ambrożym, Grzegorzem Turoneńskim i wielu innymi podobnież sławnymi w Kościele duchownymi, których nauki skłoniły go do przyjęcia Chrztu świętego, co ciągle poprzednio odkładał. Mając lat trzydzieści został ochrzczonym, uczynił wspólnie z żoną ślub czystości, i odtąd zaczął wieść życie już saméj bogomyślności i miłosiernym uczynkom oddane. Wkrótce potém rozmiłowując się coraz więcéj nietylko w prawach lecz i w radach Ewangelicznych, i Paulin i Terezya rozdali cały ogromny swój majątek ubogim, pozostawiając sobie tyle tylko ile im na bardzo skromne utrzymanie potrzebném było.

Zdarzyło się pewnego razu, że gdy nawet wszystko co mieli w śpiżarni wyszafowali na biednych, przyszedł do nich żebrak któremu święty Paulin, chociaż żona była temu przeciwna, chciał oddać ostatni bochenek chleba mówiąc: „Oddajmy mu to a nie żałujmy, Pan Bóg opatrzy nam pożywienie.” Żona jednak nie uczyniła tego. W parę godzin dano im znać, że pewien ich znajomy przysyła im wielką ilość zboża morzem, ale że jedna z łodzi wiozących ten zapas, przed chwilą już blizko portu będąc zatonęła. Usłyszawszy to Paulin rzekł do żony: „Gdybyś była owemu ubogiemu bochenka chleba nie pożałowała, łódź ta byłaby nie zatonęła.”

Chcąc jeszcze bardziéj odosobnione prowadzić życie, ten sługa Boży oddalił się od krewnych i znajomych i osiadł w mieście Noli, przy grobie świętego Feliksa kapłana, do którego miał wielkie nabożeństwo. Tam chciał on już tylko oddać się bogomyślności i zerwać wszelkie stosunki z ludźmi, a miał je bardzo liczne, gdyż sława jego głębokiéj nauki, wielkiéj świątobliwości i hojności na ubogich, mnóstwo do niego ściągała najznakomitszych a pobożnych osób. Lecz i w tém miejscu niedługo mógł on utaić się przed szacunkiem powszechnym. Duchowieństwo i mieszkańcy Noli po śmierci swojego Biskupa, na niego zwrócili oczy, i pomimo najsilniejszego oporu jaki stawił, zniewolili go do przyjęcia pasterstwa.

Sprawował tedy ten urząd biskupi Paulin czujnie, gorliwie i święcie, oddając się całkiem dobru powierzonéj mu przez Boga trzody. A nietylko duchowne lecz i doczesne potrzeby swoich owieczek miał w pieczy, i prawie całe a znaczne swoje dochody kościelne, obracał na wspieranie biednych. Zostawał w ciągłych stosunkach z uczonymi i świątobliwymi mężami, jużto pisując do nich, jużto widując się z nimi, jako to ze świętym Augustynem, który mu jedno z dzieł swoich zadedykował obsypując go wysokiemi pochwałami, ze świętym Ambrożym, który go nazywał podziwem świata, ze świętym Marcinem Biskupem Turoneńskim, który utrzymywał iż Paulin jest również uczonym i świątobliwym jak Augustyn i Ambroży, a także i z samym Papieżem świętym Anastazym, który go poczytywał za swego najbliższego przyjaciela.

Za czasów jego biskupstwa, Wandalowie pustosząc Włochy, wkroczyli i do dyecezyi Paulina, i tamże wielu dopuściwszy się okrucieństw, mnóstwo chrześcijan wzięli w niewolę i do Afryki uwieźli. Wtedy Paulin czém tylko mógł rozporządzać z posiadłości kościelnych, wszystko to obrócił na ratowanie ludu do nędzy przywiedzionego, i na wykupowanie więźniów: tak że nietylko wszystkie domowe sprzęty rozdał był, lub na ten cel sprzedał, lecz również i mniéj potrzebne kościelne rzeczy. Gdy zaś i sam zagrożonym był że go Wandalowie napadną, i według swojego okrutnego zwyczaju ogniem palić będą, aby wydał im skarby jakie posiada, tak do Pana Boga się modlił: „Panie! nie daj aby mnie o złoto i srebro męczono, boć Ty wiesz gdziem skarby Twoje złożył.”

Lecz wielka miłość bliźniego tego świętego Biskupa nie ograniczyła się na tém, że co tylko miał to na ratowanie swoich biednych dyecezyan oddawał. Przyszło do tego że się i sam za jednego z nich w niewolę zaprzedał, co tak opowiada Papież święty Grzegorz Wielki, Gdy już wszystko czém tylko mógł rozporządzać, rozdał był Paulin na ubogich i więźniow, zdarzyło się iż przyszła do niego, jako do swego Biskupa, uboga wdowa, któréj jedynego syna, będącego podporą jéj starości, Wandalowie uwieźli i za niewolnika w Afryce zięciowi króla przedali. Nieszczęsna ta matka, padła do nóg swojego Pasterza i wołała z płaczem: „Ojcze! syn mój, jedyna pociecha i i wsparcie moje, zaprzedany w niewolę; proszę i mnie daj czém bym go wykupić mogła.” Święty zasmucił się widząc że już niczém wesprzeć jéj nie może, lecz po chwili namysłu rzekł do niéj: „Nie już nie mam, i znikąd nie dostać nie mogę cobym ci dał: więc weź mnie samego, i oddaj w zamianę za syna twojego.” Z razu mniemała biedna wdowa że z niéj Biskup szydzi, lecz się przekonała inaczéj, gdyż niezwłocznie udał się z nią do Afryki, tajemnie opuszczając miasto.

Gdy tam przybywszy stanęli przed zięciem królewskim, a wdowa przełożyła mu prośbę swoję, aby w zamian jéj syna przyjął tego który się mu przedstawił, zaraz zgodził się na to on książe, ujęty dziwnie miłą powierzchownością Paulina. A spytawszy do czegoby go użyć mógł, na żądanie Świętego przeznaczył go do uprawy i dozoru ogrodów swoich, a matka z synem do domu wróciła.

Owóż, książe którego niewolnikiem został nasz Święty, przechadzał się często po ogrodach swoich, a zawiązując z nim rozmowę, poznał w nim uczonego i znakomitego męża, i tak dalece go polubił i szanował, że z nim chętniéj niż z kimkolwiek z dworzan swoich przestawał. Dnia pewnego rozmawiając z nim Paulin, a duchem prorockim obdarzony, przepowiedział mu blizką śmierć króla, która w istocie niedługo potém nastąpiła. Uderzony tém książe, zaczął pilniéj przypatrywać się swojemu niewolnikowi, a podziwiając w nim coraz więcéj wielki rozum, biegłość w naukach i nadzwyczaj słodki i miły charakter, spytał razu pewnego czém on był w ojczyźnie swojéj, i do jakiego stanu należał. Z razu nie wydał się Święty kim jest, lecz nalegany przez księcia, powiedział mu iż jest Biskupem, i że dobrowolnie dla wykupienia syna wdowy z jego dyecezyi do niewoli wziętego, zaprzedał się w jego miejsce. Poganin osłupiał, słysząc o czynie takiéj miłości bliźniego, lecz że byłto człowiek z natury szlachetny, nietylko udarował zaraz świętego Paulina wolnością, lecz rzekł do niego: „Proś mnie o co chcesz, abyś do ojczyzny swojéj z hojnemi darami powrócił.” Na co mu odpowiedział Paulin: „o jedno cię dobrodziejstwo proszę: oto abyś wszystkich więźniów z mojéj dyecezyi którzy są w Afryce, wolnością udarował.” Książe zgodził się na to, w całéj Afryce wyszukać kazał więźniów z dyecezyi Paulina, i wraz z nim odesłał ich do Włoch, z okrętami pełnemi zboża, dla mieszkańców Noli.

Wróciwszy do Noli, Święty rządził jeszcze tém biskupstwem lat wiele, a gdy już w bardzo podeszłym był wieku, ciężko zachorował na gwałtowne bole w bokach, które z największą cierpliwością znosił, ciągle się modląc. Około północy wpadł był jakby w letarg, w którym nie dawał już znaku życia, lecz gdy dzień zaświtał, a przyszła godzina w któréj Jutrznię odmawiał zwykle, ocknął się, wstał i z obecnymi przy nim dwoma Biskupami, całe te pacierze kapłańskie wyraźnie odmówił. Gdy je ukończył, prosił jednego z nich aby mu w pokoju przy łożu jego Mszę świętą odprawił, po któréj pożegnał duchowieństwo i lud swój, a tych wszystkich których za różne przewinienia dotknął był klątwą, rozgrzeszył. Potém znowu wpadł w takiż stan letargu, aż powtórnie pod wieczór ocucił się, przypomniał sobie że to pora odmawiania Komplety, i tę z wielką gorącością ducha odprawił. Resztę nocy strawił na modlitwie, przerywając ją tylko naukami jakie dawał młodym klerykom, których kazał przywołać, zachęcając ich do miłości wzajemnéj, gorliwéj służby Bogu i wierności prawom kościelnym. O czwartéj zrana, dało się czuć w mieszkaniu jego silne trzęsienie ziemi, co obecnych do tém żarliwszéj pobudziło modlitwy, a Święty wśród tego spokojnie Bogu ducha oddał. Zasnął w Panu dnia 22 Czerwca, roku 431.

Pożytek duchowny

Utrzymują bezbożni, że tylko charaktery słabe i umysły mniéj wykształcone, oddają się wyższéj pobożności i nie dbają o uciechy tego świata i jego zaszczyty. Patrz jakie kłamstwo zadaje takim bluźniercom żywot dzisiejszego Świętego, który będąc jednym z najznakomitszych mężów swojego wieku tak co do rozumu jak i co do stanowiska jakie zajmował na świecie, wzgardził wszystkiém za czém ludzie się ubiegają, a całém życiem swojém dowiódł że mu nie brakło najsilniejszego hartu duszy, którym zresztą, każdy Święty wsparty łaską Bożą, odznacza się.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże! aby błogosławionego Paulina Wyznawcy Twojego i Biskupa czcigodna uroczystość, i w pobożności dała nam ukrzepienie, i pragnienie zbawienia wiecznego w nas wzmogła. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 513–515.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 506

Jakże pięknego i wzniosłego usposobienia był święty Paulin! Będąc potomkiem znakomitego rodu, mając bogactwo, naukę, wysokie urzędy i godności, wszystko to opuszcza i dobrowolnie staje się niewolnikiem, poddaje się pod moc barbarzyńcy i pracuje pilnie dla jego dobra i poświęca się, aby syna oddać matce!

W nagrodę za to Pan Bóg wysłuchał i wsławił jego imię, tak że czczono go przez wiele wieków na ziemi i zawsze go czcić będą.

Czy ciebie, Czytelniku, Bolesna Matka Boska i Kościół św. także nie prosił, abyś był takiego usposobienia, jak był Jezus Chrystus? Czy nie żądano od ciebie, abyś miał miłosierdzie i modlił się za tymi, którzy obciążeni są grzechami i jęczą w więzach szatana? Jeśliś tego dotąd nie uczynił, rozważ to sobie i idź za wskazówkami, które ci daje Kościół święty, módl się szczerze za tych bliźnich nieszczęśliwych, bo pobożna i szczera modlitwa wiele ulgi przyniesie nie tylko tobie samemu, ale i innym dopomoże do zbawienia wiecznego. Przy tym naśladuj świętego biskupa Paulina w jego pokorze, miłosierdziu i wspaniałomyślności. Patrz, jak się ogołacał z dóbr ziemskich, aby tylko Boga posiąść, jak zrzekał się wszelkiej sławy światowej, aby w pokorze najgłębszej leżeć u stóp krzyża św. Wzór tego Świętego miej zawsze przed oczyma, a to wpłynie na umoralnienie twego życia.

Tags: św Paulin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup św Augustyn św Grzegorz z Tours św Ambroży niewolnictwo
2020-06-19

Św. Gerwazego i Protazego, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 170.

(Żywot ich był napisany przez Świętego Ambrożego.)

Święci Gerwazy i Protazy bliźnięta, rodem z Medyolanu, byli synami Witalisa i Waleryi, ktorzy oboje męczeńską śmierć za wiarę ponieśli. Przez takichto rodziców bardzo świątobliwie wychowani byli. Żyjąc w drugim wieku chrześcijaństwa, nie ustępowali w niczém w gorliwości jaką się w owych czasach wszyscy wierni szczególnie odznaczali.

Byli to dwaj młodzieńcy przecudnéj urody, jak pisze święty Ambroży: wyższego wzrostu od wszystkich, a tak cnotliwi i dobroczynni, że sami poganie wielką cześć mieli dla nich. Po męczeńskiéj śmierci rodziców, odziedziczywszy wielki majątek, niemal cały rozdali ubogim. Hojnie zaopatrzyli w Medyolanie wielką liczbę chrześcijan, z powodu panującego prześladowania do nędzy przywiedzionych, wszystkich swoich niewolników, a mieli ich bardzo wielu, obdarzyli wolnością: sami zaś, pozostawiszy sobie tyle tylko, ile na najskromniejsze utrzymanie potrzebowali, osiedli w małéj izdebce, oddając się jedynie czytaniu ksiąg świętych, modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Ścisłe także posty zachowywali, jadając tylko raz na dzień około zachodu słońca. Słowem wśród wielkiego miasta mieszkając, żyli jak owi pustelnicy którzy wkrótce potém puszcze Egipskie zaludnili. Spędzili tym sposobem lat dziesięć, gotując się na poniesienie męczeństwa, i gorąco prosili Boga, aby im téj łaski nie odmówił. Wysłużyli téż ją sobie życiem tak świątobliwém.

Chociaż błogosławieni ci bracia, żyli tak odosobnieni, całe jednak miasto znało ich, podziwiało ich wysokie cnoty, i nie było to tajném nikomu iż byli chrześcijanami. Lecz powszechny szacunek jakiego używali sprawiał, że przez długi czas prześladowanie ich omijało.

Zdarzyło się, iż hrabia Astazyusz, dowódca wojsk cesarskich, przeciągał z wojskem przez Medyolan, udając się na wyprawę przeciw Markomanom, narodowi zamieszkującemu dawną Germanią. Kapłani pogańscy przyszli do niego oświadczając iż jeśli chce odnieść zwycięstwo i zasłużyć na tryumfalne wejście do Rzymu, potrzeba aby zmusił Gerwazego i Protazego, dwóch braci chrześcijan, do oddania czci bożkom. Jeżeli zaś tego nie uczyni, przepowiadali mu niechybną porażkę całego jego wojska. Astazyusz zawezwał niezwłocznie obydwóch braci, i z pierwszego razu z wielką łagodnością powiedział im, że wiedząc jak bogowie opiekuńczy cesarstwa ich miłują, postanowił zaprowadzić ich do świątyni, aby tam złożyli ofiarę Jowiszowi, i pobłogosławili jego wojsko. Na to odpowiedział mu Gerwazy: „O zwycięstwo, samego Boga prawdziwego i wszechmoonego prosić powinieneś, a nie możesz spodziewać się go od bożyszcz ukutych z miedzi, albo uciosanych z drzewa. Jeżeli chcesz odnieść zwycięstwo, udaj się do Boga chrześcijańskiego, On jeden ci je udzielić może i Jego jednego czcić powinieneś.” Astazyusz zdziwiony tak niespodziewaną i śmiałą odpowiedzią Świętego, zawahał się co czynić, lecz pobudzony przez kapłanów pogańskich i lud wołający że człowiek ten zbluźnił przeciw bogom, wydał rozkaz aby go niezwłocznie zbito ołowianemi knutami: co téż w téj chwili dokonano z takiém okrucieństwem, że wśród męki téj Gerwazy ducha Panu Bogu oddał.

Tyran spodziewając się, że Protazy łatwiéj ulegnie, widząc co jego brata spotkało: „Nieszczęsny człowiecze,” rzekł do niego: „nie bądźże ty przynajmniéj tak szalony jak brat twój.” A Protazy mu na to: „któż z nas jest prawdziwie nieszczęsnym, czy ty który się obawiasz abym ja przy wierze nie ostał, czy ja który ciebie nie lękam się, chociażbyś mnie najstraszniejszą męką groził?” „A dlaczegożbym ja miał obawiać się, rzekł znowu Astazyusz, żebyś ty przy wierze się swojéj nie ostał?” — „Gdybyś się tego nie obawiał, powiada Święty, nie nalegałbyś tak dalece na mnie, abym składał ofiarę twoim bożkom. Lecz czynisz to właśnie z obawy że jeśli mnie do tego nie przywiedziesz, tobie jakaś ztąd szkoda wyniknie. Ja zaś w istocie niczego się nie lękam. Na groźby twoje nie zważam, bożki twoje poczytuję za śmiecie, a tylko jednemu Bogu który w Niebie króluje, cześć oddaję.” Usłyszawszy to Anastazyusz, kazał go okrutnie smagać sękatemi kijami, a przez długi czas katując go w ten sposób okrutnie, kazał go podnieść z rusztowania i znowu rzekł do niego: „Protazy, dlaczegoś tak uparty i nieposłuszny? robisz mi to na złość, i za to umrzesz jak brat twój.” — „Nie mam żadnéj ku tobie złości, o! Astazyauszu, odpowiedział święty Męczennik, bo widzę zaślepienie twoje, które ci nie daje dopatrzeć co boskiém jest. Przecież wiem, że i Pan mój Jezus Chrystus krzyżownikom swoim nie łajał: owszem prosił ojca swego niebieskiego, aby im przebaczył mówiąc: Ojcze odpuść im, boć nie wiedzą co czynią 1. I ty nie wiesz co czynisz, i przeto serdecznie się nad tobą lituję. A proszę cię kończ coś rozpoczął, abym z miłym bratem moim dziś je- szcze Zbawiciela w Niebie ogladał.” Tyran nietylko okazał się na te pełne miłości chrześcijańskiéj słowa nieczułym, lecz wpadłszy w większy gniew jeszcze, zawołał groźnie do Protazego: „widzę żeś równie oszalał jak brat twój” i przydał: „Chcesz ginąć, więc zginiesz.” — „Nie zginę, odrzekł mąż Boży, bo nie ginie kto umiera za Chrystusa: męczeństwo jest najpewnieszą drogą do Nieba. Lecz widząc cię poganinem, z żalem umierać będę: bo prawdziwe nieszczęście twoje smutkiem mnie przejmuje, i zaślepienie w jakióé jesteś, godném jest największćj litości.” Astazyusz po tych słowach zdawał się być wzruszonym, lecz z obawy kapłanów pogańskich którzy go otaczali, i ludu domagającego się głowy Protazego, wydał rozkaz aby go ścięto niezwłocznie, co téż i wykonano. Ciała obydwóch tych Świętych wystawiono na placu publicznym przez dzień cały, a potém wrzucono w kloakę.

Lecz Pan Bóg nie dozwolił, aby tam długo zostawały. Pewien świątobliwy chrześcijanin imieniem Filip, tejże nocy wydobył je ztamtąd, przeniósł do swojego domu, złożył w marmurowy grobowiec, wypisał na pergaminie wszystkie szczegóły ich śmierci wyżéj opowiedziane, i pismo, to umieścił pod ich głowami, a potém grób zamurował. Święte te relikwie pozostawały w ukryciu przeszło lat trzysta. Aż dopiéro w roku 386, święci Gerwazy i Protazy objawili się świętemu Ambrożemu Arcybiskupowi Medyolańskiemu, kiedy on zabierał się do poświęcenia nowego kościoła nazwanego późniéj bazyliką Ambrozyańską, a któreto widzenie tak on opisuje w liście do swojéj siostry Marcelliny:

„Przy końcu wielkiego postu, gdym trwał na modlitwie, przypadł na mnie sen, w którym ujrzałem dwóch młodzieńców w białych szatach, którzy podniósłszy ręce, ze mną się razem modlili. Skorom się ocknął oni zniknęli, a jam prosił Pana Boga, aby, jeśli to nie złudzenie jakowe, jaśniéj mi je wznowił, i na tę intencyą przyczyniłem postu. Owoż drugiéj nocy toż samo miałem widzenie. Trzeciéj zaś, gdy wielką czczością trapiony, usnąć nie mogłem, ciż dwaj młodzieńcy ukazali mi się na jawie, a z nimi i święty Paweł Apostoł, który tak do mnie przemówił: «To są Męczennicy, których ciała pogrzebione na témże miejscu gdzie się modlisz, dwanaście stóp głęboko w ziemi. Wydobądź je, i zbuduj na cześć ich kościół. Pod ich zaś głowami, znajdziesz wypisane imiona ich i dzieje ich zgonu. Wezwawszy tedy kilku sąsiednich braci moich Biskupów, i zdawszy im sprawę z mojego widzenia, zaczęliśmy kopać ziemię. Dostaliśmy się do trumny o któréj mi święty Paweł powiedział; znaleźliśmy w niéj jakby dziś pochowane ciała dwóch mężów wielkiego wzrostu, krwi wiele, i jednę głowę odciętą. Woń dziwnie przyjemna z ciał tych wychodziła, a pod głowami ich, znaleźliśmy księgę która się zaczynała od słów tych: „Ja sługa Chrystusów Filip, ciała tych Świętych w dom mój wzięłem i pogrzebałem. Matka ich Walerya, a ojciec Witalis, tych dwóch synów Gerwazego i Protazego mieli.» I tu następował opis ich życia i męczeńskiéj śmierci, jakeśmy go wyżéj podali.”

Święty Ambroży z wielką uroczystością przeniósł ich ciała do katedry, przy czém wiele zaszło cudów, które on w kazaniu jakie miał wtedy, wylicza w obecności całego ludu, jako wszystkim znajome, przytaczając imiona tych osób które zostały cudownie uleczone.

Za naszych zaś już czasów bo w roku 1871, przy odnawianiu katedry Ambrożańskiéj w Medyolanie, odkryto grób świętego Ambrożego, i w nim, zgodnie z tém co niosło stare podanie i dokument, świadczący że ciała świętych Gerwazego i Protazego, razem z jego ciałem pod wielkim ołtarzem, po śmierci tego świętego Arcybiskupa, zamurowane zostały.

Pożytek duchowny

Przez cudowne objawienie, w którém święty Ambroży miał sobio wskazane miejsce gdzie spoczywały ciała tych błogosławionych Męczenników, chce nas Pan Bóg nauczyć, jak jego sług wiernych to jest Świętych czcić powinniśmy. Czy oddajesz im cześć naleźną, i czy pamiętasz że na wszelkie potrzeby mamy w nich szczególnych Patronów w Niebie?

Modlitwa (kościelna)

Boże! który nas doroczną uroczystością świętych Męczenników Twoich Gerwazego i Protazego rozweselasz; daj miłościwie, abyśmy ciesząc się ich zasługami, i przykładem ich do dobrego pobudzeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 504–506.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 499

Kościół święty od czasów apostolskich przyjął zwyczaj zachowywania ciał jako relikwii Świętych Pańskich i okazywał im cześć w ten sposób, że nad ich grobami lub na miejscach, gdzie śmierć ponieśli, budował kościoły i tym sposobem ozdabiał te uświęcone miejsca.

W związku z tym wszystkie kościoły starały się o relikwie, a zwyczaj ten dał początek ustawie kościelnej, mocą której każdy ołtarz wielki musi posiadać takie relikwie. Od początku dziewiątego stulecia stawiano na ołtarzach pięknie rzeźbione szkatułki z świętymi relikwiami. Apostoł święty Paweł powiada: „Widziałem pod ołtarzem dusze tych, których zabito dla słowa Bożego i dla świadectwa danego prawdzie". Ta myśl jest także jednym z powodów, dla których chrześcijanie już w pierwszych czasach najchętniej stawiali ołtarze nad grobowcami Świętych Pańskich.

Tak jak ołtarz jest niejako punktem środkowym jedności świata katolickiego, tak samo relikwie w ołtarzu są niejako wyrazem wspólności wiary i miłości, jaka łączy wiernych na ziemi z Świętymi w Niebie. Dlatego też kapłan podczas Mszy świętej, całując ołtarz, mówi: „Prosimy Cię, Boże, przez zasługi Świętych Twoich, których relikwie tutaj się znajdują i przez wstawienie się wszystkich Świętych, abyś nam grzechy nasze odpuścić raczył".

Na widok świętych relikwii winniśmy Pana Jezusa sławić i dzięki składać, że Świętym tak wielkiej udzielił łaski, że nawet wobec śmierci męczeńskiej nie chwiali się w wierze, i błagać Go, ażeby i nam łaski udzielił, ażebyśmy zawsze świętą wiarę naszą otwarcie wyznawali.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 64.

Tags: św Gerwazy św Protazy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik jałmużna św Ambroży św Paweł kult Świętych
2020-05-04

Św. Moniki Wdowy

Żyła około Roku Pańskiego 387.

(Żywot jej znajduje się w sławném dziele świętego Augustyna jéj syna, pod tytułem Wyznania.)

Święta Monika urodziła się w Afryce roku Pańskiego 332, z rodziców nie tylko znakomitością rodu, lecz i cnotami chrześcijańskiemi odznaczających się. Wychowali ją bardzo pobożnie, powierzywszy to głównie staréj i świątobliwéj ochmistrzyni, która jeszcze jéj ojca piastowała. Święta Monika sama rozpowiadała późniéj synowi swojemu świętemu Augustynowi, że bardzo jeszcze młodą będąc, pomimo zakazu jaki uczyniła jéj ta nadzorczyni, aby wina wcale nie pijała, obudziła się była w niéj skłonność do tego trunku. Może nawet byłaby i pozwoliła sobie jakiego w téj mierze nadużycia, gdyby nie to że razu pewnego, jedna ze służących widząc ją potajemnie w piwnicy pijącą wino, nazwała ją pijaczką, co takie na niéj zrobiło wrażenie, że odtąd w usta go nie brała.

Gdy do lat doszła, rodzice wydali ją za mąż za majętnego obywatela miasta Tagasty w Numidyi, nazwiskiem Patrycyusza, który był poganinem, lecz spodziewać się można było, że za wpływem świątobliwéj małżonki, chrześcijaninem wkrótce zostanie. Co większa, Patrycyusz był bardzo popędliwego charakteru, a w pogaństwie wychowany, i po zaślubieniu Moniki rozpustne wiódł życie. Święta wkrótce spostrzegła się jak trudne obowiązki ją spotkały, i postanowiła niezachwianą łagodnością i uległością najpokorniejszą, rozbrajać gniew popędliwego małżonka, a świątobliwością swojego życia i wytrwałemi na tę intencyą modlitwami, wyrwać go z nierządów pogańskich i przywieść do wiary świętéj. Gdy niektóre młode panie jéj znajome, narzekając na złe z niemi obchodzenie się mężów, pytały i razu pewnego, jak ona radzi sobie ze swoim: „Gdybyśmy, odpowiedziała im, umiały milczeć, wielebyśmy oszczędziły sobie przykrości. Pokorne milczenie wobec unoszącego się gniewem męża, najskuteczniéj go z téj wady poprawia. Pamiętajmy że dla nas stan małżeński, jest zawarciem uciążliwéj umowy: zobowiązałyśmy się znosić cierpliwie wady naszych małżonków.” Takie rady drugim dając, sama według nich postępowała. Wkrótce téż doznała błogich tego owoców.

Najprzód pozyskała serce matki mężowskiéj, wszyscy domownicy rozmiłowali się w niéj, i poważali ją jak najszczególniéj; dom jéj, był dla miasta całego wzorem do naśladowania; młodą jeszcze będąc, nabyła powagi jakby jaka już podeszłego wieku matrona, stała się mistrzynią dla wszystkich małżonek, które spieszyły do niéj po radę, i pod jéj rozsądzenie poddawały wszelkie zajścia swoje w domowém pożyciu. Nakoniec i najpożądańszą dla niéj zesłał jéj Pan Bóg pociechę, którą sobie szczególnie wymodliła u Matki Bożéj, do któréj wielkie miała nabożeństwo: mąż jéj nie mógł oprzeć się wpływowi cnót świątobliwéj małżonki, i łaskom Bożym jéj modlitwami wyproszonym; uznał swoje błędy, ocenił prawdziwość wiary która tak doskonałą czyniła jego żonę, nawrócił się, ochrzcił i został chrześcijaninem, i to nie z imienia tylko, lecz i ze sposobu życia. Zmieniwszy religią, zmienił i postępowanie. Przykład i modlitwy Moniki, zrobiły z niego człowieka nie tylko nieposzlakowanych obyczajów, lecz pobożnego chrześcijanina, ćwiczącego się właśnie w tych cnotach przeciw którym wprzódy najwięcéj zawiniał.

Święta Monika miała troje dzieci: córkę i dwóch synów. Z tych starszy Augustyn, późniéj wielki Święty, w pierwszych latach swoich, wielkiego smutku dla matki był powodem. Patrycyusz umarł kiedy on jeszcze był młodym. Monika usunąwszy się zupełnie od świata, cały czas swój poświęcała najtroskliwszemu wychowaniu dzieci, pobożnym ćwiczeniom i miłosiernym uczynkom. Serce jéj macierzyńskie, przewidując że żywość charakteru i nadzwyczajne zdolności Augustyna, narazić go mogą na różne dla duszy jego niebezpieczeństwa, z tém większą nad nim czuwało troskliwością. Pomimo tego, młodzieniec rzuciwszy się w świat, przyłączył się do heretyckiéj sekty manichejczyków, któréj zasady uprawniały życie rozwiązłe. Nieszczęśliwa matka najboleśniéj tém dotknięta, macierzyńskich uczuć się jednak nie wyrzekła. Podwoiła modlitw za zbłąkane dziecię swoje, ze łzami błagała Boga za tę najdroższą dla niéj duszę, przydając na tę intencyą to ścisłe posty, to różne umartwienia ciała, to wszelkiego rodzaju dobre uczynki. Tymczasem, Augustyn który pomimo swoich zboczeń, bardzo kochał matkę, czułym okazywał się na jéj łzy, i pokornie jéj upomnień słuchał, poddawał się jednak rozkiełznanym namiętnościom swoim, i o nawróceniu szczerze nie myślał. Monika zaś, ze swéj strony nie ustawała płakać przed Bogiem, i polecać to szczególnie Matce Bożéj, u któréj wyprosiła już sobie przedtém nawrócenie męża. Razu pewnego, gdy bardzićj niż kiedy serce jéj zalane było goryczą z powodu postępków syna, miała sen cudowny, w którym Pan Bóg pocieszył ją objawieniem, że Augustyn poprawi się i wróci na łono Kościoła. Lecz to jeszcze nie zaraz nastąpiło. Augustyn udał się dla objęcia katedry profesora wymowy do miasta Kartaginy, gdzie podówczas była sławna Akademia. Monika przeniosła się za nim, aby bliżéj czuwać nad dzieckiem, o którego duszę tak słuszną miała obawę. A im więcéj dawał jéj powodów do tego, tém silniéj, a zawsze z wielką miłością go upominała, i tém goręcéj się modliła, niemal już i dzień i noc łzami się zalewając. Widząc to pewien święty Biskup, z którym o synu rozmawiała uspokajał ją mówiąc: „że nie sposób jest, aby zginąć miał syn, który matkę tyle łez kosztuje.”

Potrzebne były takie słowa pociechy dla Moniki, bo ją nowe czekało zmartwienie. Augustyn, już z powodu iż z uczniów swoich w Akademii Kartagińskiéj nie był zadowolony, już z innych jeszcze, opuścił to miasto, i nawet uczynił to tajemnie przed matką, wyjeżdżając w chwili gdy ona w nocy trwała na modlitwie w kaplicy świętego Cypryana. Augustyn pojechał do Rzymu, a ztamtąd wkrótce udał się do Medyolanu, znowu dla nauczania wymowy, a Monika dowiedziawszy się gdzie się on znajduje, puściła się morzem do Włoch, aby się z synem połączyć. W podróży téj, straszliwa burza spotkała okręt na którym płynęła. Dowodzący statkiem i wszyscy podróżni, do najwyższego stopnia przerażeni tém zostali, gdyż rozbicie niechybne groziło okrętowi. Monika tylko wszystkim dodawała odwagi, udała się na modlitwę i wkrótce burza ustała: co ogólnie jéj wstawieniu się do Boga przypisano.

Nakoniec w Medyolanie otrzymała pociechę o którą tak usilnie, długo, a wytrwale Pana Boga prosiła. W skutek kazań świętego Ambrożego Arcybiskupa Medyolańskiego, jako téż i rozmów prywatnych jakie za staraniem Moniki, miewał z tym wielkim świecznikiem Kościoła, Augustyn dotknięty łaską Bożą, zerwał pęta które go w kacerstwie manichejskiém trzymały, wrócił na łono wiary, i został nie tylko Świętym, lecz jednym z najuczeńszych, a może najpierwszym Doktorem Kościoła.

Dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niéj szczęścia, święta ta matka, jak wydała na świat syna swojego w boleściach, tak po większych jeszcze zrodziwszy go do życia wiecznego, już nie długo cieszyła się tą pociechą na ziemi. Ubezpieczona co do zbawienia duszy swego ukochanego dziecięcia, zapragnęła wrócić do ojczystego miasta, aby tam już oddać się wyłącznie życiu bogomyślnemu. Augustyn chciał matkę odprowadzić. Przypłynąwszy do portu zwanego Ostie, zatrzymali się w tém mieście dla wypoczynku. Tam w jednéj z przechadzek swoich z synem, Monika usiadłszy razem z nim nad morzem, długo mówiła o niebie i o szczęściu wybranych, co jak pisze święty Augustyn, na całe życie jego wielki wpływ wywarło, i było jakby jéj ostatnią dla niego nauką i przemową. W parę dni potém, tak zapadła na zdrowiu, iż blizką ujrzała się śmierci, z wielką swobodą duszy zbliżając się do niéj. Widząc iż młodszy jéj syn Nawigias, smucił się iż matka umiera w obcym kraju. „Gdziekolwiek się człowiek znajduje, rzekła, jest zawsze w obecności Boga. Nie troszczcie się o to gdzie spocznie moje ciało: nie wątpię że gdziekolwiek będzie, zmartwychwstanie ono wraz z innemi na sąd ostateczny. Proszę tylko was, abyście wszędzie gdzie się udacie, pamiętali o mnie przed obliczem Pańskiém.” Wkrótce po tych słowach dusza jéj, jak się wyraża święty Augustyn opisując śmierć matki, pełna wiary i tak święta, oddzieliła się od ciała, dziewiątego dnia jéj choroby, a roku pięćdziesiątego jéj wieku. „Zdało się téż nam niewłaściwém, powiada daléj, oddać się smutkowi przy jej pogrzebie, bo śmierć jéj była tylko przejściem do lepszego życia, o czém nie wątpiliśmy, znając niewinność jéj obyczajów, żywość wiary i świątobliwość całego jej życia” 1.

Zasnęła w Panu roku 387, i od téj pory w Kościele Bożym cześć jako Święta odbiera. Ciało jéj pogrzebione najprzód w kościele świętéj Aury w Ostyi, później przeniesione zostało do Rzymu, do kościoła świętego Augustyna.

Pożytek duchowny

Jak wiele małżonek utyskuje na złe z niemi obchodzenie się mężów; jak wiele matek opłakuje złe postępowanie swych dzieci. Gdyby i jedne i drugie naśladowały świętą Monikę w jéj zachowaniu się z mężem, i w jéj wytrwałości w modleniu się za Syna, podobnéj jak ona doczekałyby pociechy. Święta ta jest szczególną Patronką matek strapionych złém postępowaniem dzieci.

Modlitwa (kościelna)

Boże! zasmuconych pocieszycielu, i w Tobie nadzieję pokładających zbawco! Któryś błogosławionéj Moniki łzy pobożne o nawrócenie syna jej Augustyna, miłościwie wysłuchał; daj nam za pośrednictwem ich obojga, grzechy nasze opłakać i milosierdzia łaski Twojej dostąpić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 364–366.

Footnotes:

1

Wyzna. ś. Augu. Rozdz. VI.

Tags: św Monika „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa św Augustyn małżeństwo milczenie matka św Ambroży
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.