Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Bernard":

2020-11-20

Św. Feliksa Walezyusza, Wspólzałożyciela Zakonu oo. Trynitarzy

Żył około roku Pańskiego 1212.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Zakonu przez niego założonego.)

Święty Feliks z królewskiego rodu Walezyuszów pochodzący, przyszedł na świat roku Pańskiego 1127. Wigilią jego urodzenia, matka miała widzenie następujące. Ujrzała przenajświętszą Maryą Pannę, piastującą na ręku Pana Jezusa krzyż dźwigającego; przy boku zaś Jéj było drugie dziecię, trzymające w ręku koronę z lilii, którą na zamian za krzyż, podało maleńkiemu Jezusowi. A gdy zdziwiona rozumieć tego nie mogła, objawił się jéj święty Hugo, przed którego ołtarzem wtenczas się modliła i wytłómaczył, że dziecię to które widzi, jest synem którego w łonie nosiła, a który wzgardziwszy zaszczytami świata i oddawszy się życiu pustelniczemu, zamieni lilię, będącą herbem królów Francuzkich do których rodziny należał, na krzyż Chrystusowy. Nazajutrz porodziła syna, i dała mu imię Hugona, które on późniéj, udając się na puszczę, sam przemienił na imię Feliksa to jest Szczęsnego.

Gdy był jeszcze przy piersiach, wielka nastała w całym kraju susza, a w skutek tego głód powszechny. Gdy razu pewnego zeszli się ubodzy do pałacu jego rodziców, a z powodu wielkiéj ich liczby, chleba nie stawało, piastunka obecna temu trzymając Feliksa na ręku, ostatni bochenek rączką jego przeżegnała, i chléb cudownie rozmnożony, dla wszystkich ubogich wystarczył. Co widząc piastunka, wyniosła dziecinę ku polom, i one téż jego rączką trzykroć pobłogosławiła. W tejże chwili puścił się deszcz rzęsisty, i wielki potém był urodzaj.

Zaledwie z niemowlęctwa wyszedł święty Feliks, a już objawiał miłosierdzie swoje dla ubogich, którém poźniéj tak się odznaczył. Dwa lata miał wieku, kiedy widząc jak rozdawano jałmużnę pieniężną ubogim, wyrwał się z rąk piastunki, i co mógł dziecinną ręką zaczerpnąć w worku, brał i rozdawał to biednym, biegając pomiędzy niemi. Odtąd téż przez jego ręce czyniono wszelkie w domu jałmużny. Ta cnota rosła z nim, i gdy przyszedł do lat młodzieńczych, codziennie zanim sam zasiadł do stołu, kilkunastu karmił ubogich, a kiedy którego spotkał, obdarzał go hojnie, czasami nawet szaty swoje oddając, gdy już pieniądze rozdał.

Nauki pobierał w Klarawalli, pod okiem świętego Bernarda. Chciał tam zostać zakonnikiem, lecz mu to odradził święty Bernard, widząc duchem prorockim, że go Pan Bóg do założenia nowego Zgromadzenia powoła; pozwolił mu jednak wieść już wtedy życie zakonne, w którém święty Feliks najstarszych zakonników przewyższył.

Wyszedłszy razu pewnego na przechadzkę, spotkał biednego człowieka na wpół nagiego; zdjęty litością oddał mu swoję koszulę, a wróciwszy do domu znalazł ją w celi przedziwną wonność z siebie wydającą, i objawioném mu zostało, że ów ubogi był jego własnym Aniołem Stróżem. Doszła go była wiadomość o śmiertelnéj chorobie jego matki, a gdy z płaczem błagał Boga o jéj zdrowie przed krucyfiksem, usłyszał te słowa z niego wychodzące: „Synu, ani twojéj matce ani tobie, nie jest to pożyteczném o co prosisz.” Poddał się więc woli Bożéj, a śmierć matki, którą bardzo kochał, zniosłszy najspokojniéj, duszę jej polecał miłosierdziu Boga.

Wkrótce potém, król Francuzki udawał się na wyprawę krzyżową, a jak wszyscy książęta krwi panującéj tak i Feliks przyłączył się do niego. Wróciwszy z wojny, postanowił świat opuścić i poświęcić się na wyłączną służbę Bogu. Udał się po radę do świętego Bernarda, i zwierzył się mu iż ma zamiar zostać pustelnikiem. Święty Bernard utwierdził go w tym pobożnym zamyśle, i wymógł na nim aby wprzód jeszcze został Kapłanem. Odebrawszy wyższe święcenia, najprzód zrzekł się prawa następstwa do książęcego tronu, który go czekał po ojcu, i opuszczając rodzinę tajemnie, uszedł w góry Prudelli, a znalazłszy tam kapliczkę Panny przenajświętszéj i chatkę przy niéj przez świętego Fiakra, Szwedzkiego królewicza a także pustelnika, niegdyś zamieszkałą, w niéj osiadł. W postach i wszelkiego rodzaju umartwieniach ciała ćwicząc się, święty Feliks trwał na modlitwie po dniach całych, a niekiedy i w nocy, oka niezamykając. Napadany od pokus i od szatanów, jako niegdyś pustelnicy Tebaidzcy, zwyciężał je jak oni, uciekając się do Boga, a Pan Bóg łaskami go Swojemi coraz wyższemi obdarzał. Nietylko bowiem Święci Pańscy, nietylko Aniołowie, ale Królowa Anielska i Sam Chrystus Pan, w objawieniach swoich często go nawiedzali. Opatrzność téż Boska cudownie czuwała nad nim, gdyż kiedy w zimie brakło mu korzonków leśnych któremi się żywił, zsyłał mu Pan Bóg w każdą niedzielę kruka, który mu bułkę chleba przynosił, a ta mu na cały tydzień starczyła. Niedługo jednak świątobliwość Feliksa przed ludźmi tajną była, gdyż ją Pan Bóg przez pastuszków trzodę pasących, którzy przypadkiem aż do jego chatki zabłąkali się, w całéj téj krainie rozgłosił. I zaczęli garnąć się do niego ludzie błagając go o modlitwy za nimi do Boga i o ratunek w różnych utrapieniach, a Pan Bóg zsyłał im przez niego i cudowne nawet pociechy. Między innemi, pewien wieśniak mający syna ślepego, prowadził go do świętego Feliksa, aby mu wzrok przywrócił. Lecz na przeprawie przez rzekę, wpadł mu ten syn do wody i utonął. Wydobywszy ciało, strapiony ojciec przyniósł je do świętego pustelnika, który wzruszony miłosierdziem, padł na kolana, pomodlił się, i zmarłego wskrzesił. Uradowany ojciec, wrócił z synem do domu, lecz spostrzegł że ślepym jest pomimo tego. Wrócił więc znowu do Feliksa, który przeżegnawszy jego oczy, i wzrok mu przywrócił.

Prowadził już to pustelnicze życie swoje więcéj niż lat dwadzieścia, kiedy razu pewnego gdy się modlił, stanął przed nim Anioł, i objawił mu przyjście przyszłego towarzysza na puszczy, imieniem Jan. Jakoż, wkrótce potém święty Jan z Maty, wielkiéj świątobliwości prałat Paryzki, zupełnie nieznany świętemu Feliksowi, a także mający zamiar wieść życie pustelnicze, zapukał do jego chatki. Feliks przywitał go po imieniu, i odtąd żyli razem na puszczy przez lat trzy, aż im objawił Pan Bóg przez Anioła i przez okazanie się jelenia krzyż błękitny i czerwony wśród rogu mającego, aby udali się do Rzymu, dla założenia nowego Zakonu, przeznaczonego głównie do wykupowania chrześcijan z niewoli pogańskiéj.

Porzuciwszy tedy z rozkazu Bożego wielce sobie ulubioną puszczę, udali się do Rzymu, gdzie od Papieża Inocentego III, który weśnie miał objawienie o ich przyjściu, najłaskawiéj przyjęci, po otrzymaniu od niego zatwierdzenia nowego Zakonu pod nazwą Trynitarzy, wrócili do Francyi. Jakiś czas zatrzymali się w Paryżu, gdzie Regułę swojego Zgromadzenia ostatecznie ułożyli, a przyjąwszy do niego wielu świątobliwych i uczonych mężów, poszli znowu w góry Prudelli, gdzie pierwszy swój klasztor na miejscu na którém przy źródle zimnéj wody objawił się im jeleń, pod nazwiskiem Jelenia zimnego (Cervi frigidi) założyli. Tam Feliks został pierwszym przełożonym, a święty Jan powtórnie udał się do Rzymu, dla założenia i w tém mieście klasztoru swojéj Reguły. Przy rozstaniu, Feliks powiedział mu że się już więcéj nie obaczą, i że pierwiéj od niego umrze, co się téż i stało.

Miał jednak jeszcze czas rządzić Zakonem lat kilka, a wzorem wysokich cnót swoich przewodnicząc braciom, wielu znakomitych ludzi przykładem własnym pobudził do wzgardzenia świata i wstąpienia do jego Zgromadzenia. Wkrótce téż go rozszerzył po całéj Francyi i Belgii, a tak gorliwie zajmował się wykupywaniem więźniów, że za staraniem swojém, przeszło cztery tysiące tych nieszczęśliwych wyrwał zpod jarzma pogańskiego.

Zdarzyło się, że, gdy przebywał w tym klasztorze na puszczy, w wigilią uroczystości Narodzenia Matki Bożéj, ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, wszyscy zakonnicy niesłysząc znaku budzenia na Jutrznię o północy odmawianą, nie wstali. Sam tylko święty Feliks według zwyczaju swojego, wcześniéj przyszedłszy do chóru, znalazł w nim na miejscu przełożonego Samę Matkę Bożą w habit jego Zakonu przybraną, tudzież: wielu Aniołów podobnież przybranych, którzy razem z nim całą Jutrznię odśpiewali. Z téj przyczyny ojcowie Trynitarze, święto Narodzenie Matki przenajświętszéj ze szczególną obchodzą uroczystością. Feliks zaś zrozumiał z tego widzenia, iż już niedługo przejdzie do chóru niebieskiego, o czém go wkrótce i Anioł przysłany od Boga wyraźnie zawiadomił.

Pełen tedy już lat i zasług przed Bogiem, w ciężką zapadł chorobę, którą znosząc z największą cierpliwością, troszczył się tylko nieco o swój Zakon i jego przyszłość. Lecz mu się okazała przenajświętsza Panna, polecając aby się o to nie frasował i oświadczyła, iż synów jego w szczególną Swoję bierze opiekę i za Matkę się im daje. Wielce widzeniem tém uradowany Feliks i na ciele nawet cudownie pokrzepiony, zwoławszy wszystkich zakonników, kazał śpiewać Te Deum laudamus i poszedł z nimi do kościoła, gdzie Mszy świętéj wysłuchawszy i przenajświętszém Ciałem Pańskiém posiliwszy się na drogę do wieczności, pobłogosławił braci, najzbawienniejsze dając im nauki. Potém, wrócił do swojéj ubogiéj celki, przyjął ostatnie Olejem świętym namaszczenie, i całując nabożnie wizerunek Pana Jezusa ukrzyżowanego, ucieszony widzeniem Matki Bożéj i Aniołów którzy przyszli po duszę Jego, poszedł do Nieba na ich rękach, dnia 5-go Listopada, roku Pańskiego 1212, mając lat ośmdziesiąt i pięć. W chwili gdy skonał, same dzwony na wieży kościelnéj, bez poruszania ich ręką ludzką, błogosławiony zgon jego ogłosiły, i tejże godziny okazał się on świętemu Janowi, towarzyszowi swojemu w Rzymie podówczas przebywającemu.

Wielu cudami i po śmierci słynącego, Papież Urban IV wraz ze świętym Janem z Matty, w poczet Świętych wpisał.

Pożytek duchowny

Wielkiéj bez wątpienia doznał święty Feliks pociechy, gdy wspólnie z Matką Bożą i Aniołami, śpiewał w chórze swojego klasztoru Jutrznię. Cóż przeszkadza każdemu z nas, gdy się modlimy, łączyć oddawaną przez nas cześć Bogu z tą chwałą bezustanną jaką mu oddają w niebie Aniołowie i Królowa Anielska Panna przenajświętsza? Staraj się z tą intencyą odmawiać pacierze, a doznasz także niemałéj pociechy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Feliksa Wyznawcę Twojego, z puszczy do założenia Zakonu na wykup więźniów, cudownie powołać raczył; spraw prosimy, abyśmy za łaską Twoją, z niewoli grzechów naszych, za jego wstawieniem się wyzwoleni, do niebieskiéj ojczyzny doprowadzeni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 999–1001.

Tags: św Feliks Walezjusz św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cuda jałmużna św Bernard niewola
2020-11-03

Św. Malachiasza, Arcybiskupa Armachańskiego

Żył około roku Pańskiego 1148.

(Żywot Jego był napisany przez świętego Bernarda, Opata Klarowaleńskiego.)

Święty Malachiacz z rodziców znakomitych rodem i wielkim majątkiem, przyszedł na świat w Irlandyi roku Pańskiego 1094. Matkę miał wielce pobożną, która go w bojaźni Bożéj wychowała. W naukach znakomity uczynił postęp, u w pobożności jeszcze większy. Od najmłodszych lat zwykł był uchylać się na osobność, i tam długie godziny na modlitwie trawił, a i pracą jaką zajęty, lub z ludźmi obcując, ciągle myśl i serce do Boga podnosił.

Dorosłszy lat młodzieńczych, widząc że niełatwo zbawienie wśród światowego życia, postanowił usunąć się od niego. Mieszkał wówczas w mieście Arydonaku, gdzie właśnie ukończył był swoje nauki Malachiasz, pewien mąż wielkiéj świątobliwości imieniem Imaryusz, który przy kościele wystawiwszy mały domek, mieszkał w nim samotnie, prowadząc życie w wielkiéj surowości, a modlitwie i pracy tylko oddane. Malachiasz udał się do niego, prosząc aby go pod swoje przewodnictwo duchowne przyjął. Pozostając przy nim, ćwiczył się w posłuszeństwie i w pokorze, wiernym był cnót jego naśladowcą, i przykładem swoim wielu innych do podobnego żywota zachęcił. Biskup tedy tameczny, oceniając jego wysokie cnoty, wyświęcił go na Dyakona.

Święty Malachiasz spełniając z wielką pobożnością, obowiązki swoje w kościele, miał szczególne nabożeństwo do grzebania ubogich. Siostra jego osoba bardzo światowa, uważając tę usługę niezgodną z jego znakomitém urodzeniem, robiła mu z tego powodu ciągłe wymówki, stosując niewłaściwie do niego to słowa Pana Jezusa: „Pozostaw umarłym grzebać swoje umarłe” 1. „Biednaś ty, odpowiedział jej Malachiasz: znasz te Boskie słowa, ale znaczenia ich nie rozumiesz” i daléj tego rodzaju swoje uczynki miłosierne spełniał. Gdy zaś taż siostra jego, zapamiętale światowemu życiu się oddała, nie chciał jéj już odtąd widywać chociaż bardzo ją kochał.

Mając lat dwadzieścia pięć wyświęcony został na kapłana, a nawet Biskup uczynił go wkrótce potém swoim jeneralnym Wikaryuszem, zwierzył mu głoszenie Słowa Bożego i użył go wyłącznie do wykorzenienia różnych nadużyć, które wówczas w całym kościele Irlandzkim powkradały się były. Święty zajął się czynnie temi ważnemi obowiązkami, i wiele w całym kościele tego kraju dobrego zrobił, zwłaszcza przez zaprowadzenie wszędzie w obrzędach kościelnych zwyczajów Rzymskich, od których wielce odstąpili podówczas Irlandczykowie.

Tymczasem siostro jego, wyżéj wspomniana, umarła. Modlił się Malachiasz serdecznie za jéj duszę przez pewien czas, i odprawiał Msze święte. Lecz potém przez cały miesiąc tego zaniechał. Razu pewnego, we śnie usłyszał głos mówiący mu, że siostra jego na cmentarzu utyskuje z płaczem, że od trzydziestu dni zostaje bez posiłku. Przebudziwszy się zrozumiał że to chodziło o te trzydzieści dni przez które przestał za jéj duszę modlić się. Zaczął więc to znowu czynić, i co dzień za nią Mszę świętą odprawiał. Po niedługim przeciągu czasu, ujrzał ją przy drzwiach kościelnych, lecz niemogącą przejść progu i w czarném ubraniu. Modlił się więc za nią jeszcze usilniéj, i ujrzał ją w ubraniu popielatém, przypuszczoną do wnętrza kościoła, w którym wolno jéj było przybliżyć się do ołtarza. Nakoniec po raz trzeci okazała się mu w liczném gronie dziewic ubranych w białe szaty jaką i sama miała na sobie, a przy tém oblicze jéj było rozpromienione.

Święty Malachiasz, wierny swojemu pierwotnemu powołaniu, zawsze wzdychał do życia samotnego, a przynajmniéj klasztornego. Był w Irlandyi klasztor w Benchor, z którego powstało wiele klasztorów po całéj Irlandyi i Szkocyi. Posiadał on niegdyś trzy tysiące zakonników, którzy zmieniając się kolejno w chórze, dzień i noc chwałę Bożą opiewali. Korsarze Duńscy, napadłszy na ten klasztor, w jednym dniu wymordowali dziewięciuset zakonników, resztę rozpędzili i gmach obrócili w perzynę. Ziemia ta dostała się w posiadanie zamożnego pana Irlandzkiego, a wuja Malachiasza. Ten otrzymał ją od niego w darze, z jego hojności nanowo klasztor wybudował i zakonikami go napełnił, do któréj liczby i tenże wuj jego zależał. Gdy zaś i sam do niego wstąpił, został przez Biskupa zamianowany Przełożonym, i wtedy nietylko władzą, lecz przykładem wszystkich cnót zakonnych i osobliwszą surowością swoich umartwień, braciom przewodniczył.

Niedługo jednak téj ciszy klasztornéj, zażywać mógł Malachiasz. Wkrótce bowiem potém wybrany został na Biskupa Konereckiego. Wymawiał się od tego, lecz za radą i rozkazem Imaryusza którego zawsze miał ojcem duchownym, przyjął tę godność. Zastał w swojém Biskupstwie lud tak zepsuty, że tylko imię chrześcijan nosili, rzeczą samą byli poganami. Pożycia małżeńskie były nieprawne, do spowiedzi nikt nigdy nie chodził, kapłanów prawie nie mieli, a ztąd ani służby Bożéj, ani kazań, ani żadnéj nauki w religii. Zajął się téż święty Malachiasz z całą gorliwością nieszczęsną tą trzódką powierzoną jego pasterskiéj pieczy. Ale z dzikim i twardego serca ludem, miał do czynienia. Do kościoła oni na kazania nawet które chciał miewać kilka razy dziennie, nikt nie przychodził. Puścił się tedy na misyą pomiędzy nich święty ten Biskup. Już nie tylko od miasta do miasteczka, od wsi do wioski, ale od chaty do chaty roznosił im Słowo Boże, uczył prawd wiary, miękczył kamienne serca, błagał i zaklinał aby Boga i Jego świętą religią poznać chcieli, i jéj prawa wypełnić. A po całodziennéj ciężkiej takiéj pracy, i często niewdzięcznéj, całą noc przepłakał przed Bogiem, wzywając miłosierdzia nad ślepotą ludu tego, i pragnąc aby ich Pan Bóg nawrócić raczył. I nakoniec tak kołaczącemu otworzono, tak modlącemu się, dał Pan Bóg to o co prosi. Powoli ów lud zaczął się przysłuchiwać jego naukom; z początku to na ulicach, to na placach w miasteczkach i wsiach, które przebiegał a pociągnięty jego Świętą wymową, i do kościołów tłumnie zaczął się garnąć, obyczaje swoje prostować, do Sakramentów uczęszczać, aż nareszcie przyszło i do tego, że mieszkańcy Dyecezyi Konereckiéj zasłynęli jako wzorowi i bogobojni chrześcijanie.

Gdy taką świętobliwością zajaśniał mąż Boży na swojém Biskupstwie, obrano go na Arcybiskupa całéj Irlandyi. Stolica ta założona od świętego Patrycyusza, z upływem czasu wielkiemi dobrami uposażoną została. To sprawiło, że Arcybiskupstwo to stało się zdobyczą możnych rodów, z których ludzie świeccy, w skutek niesłychanego nadużycia, nie mając żadnego święcenia, przywłaszczali sobie tytuł Arcybiskupa, byle dochodów z dóbr tych używać, i jeszcze inne w Irlandyi kościoły ciemiężyć. Taki stan rzeczy trwał przeszło lat sto, do czego wielce się przykładały niesnaski ciągłe pomiędzy panującemi książętami, których podówczas bardzo wielu w tém państwie było. Lecz gdy Malachiasz, ze zgodą owych królików Arcybiskupem został, taką zjednał sobie swoją świątobliwością, nauką i gorliwością, między nimi powagę, że wszyscy zgodzili się, aby odtąd Stolica Arcybiskupia, według praw Kościelnych bywała osadzona i rządzona. Jednak niemało w tém wszystkiém doznał nasz Święty trudności.

Wielu z najzamożniejszych panów Irlandzkich przywłaszczywszy sobie dobra kościelne, nie tylko ich zwrócić nie chcieli, lecz się ciągle wdzierali do spraw duchownych. Musiał Arcybiskup mężnie, a nieraz z niebezpieczeństwem życia, stawić im czoło. Wielu tym sposobem przywiódł do upamiętania, innych Bóg jawnie pokarał, tak że nędznie poginęli: nakoniec przyszło wszystko do właściwego porządku, i Malachiasz spokojnie już swój urząd Pasterski mógł sprawować.

Lecz wtedy złożył on godność Arcybiskupią, naznaczając na swoje miejsce Galazyusza, Prałata wieliéj Świątobliwości, sam do pierwszego swego biskupstwa wróciwszy udał się do Rzymu, żeby dla Arcybiskupów Irlandzkich dla przydania im większéj przed udzielnymi Panami powagi, i w celu uniknienia nadal podobnych jakie przedtém pojawiły się były z ich strony nadużyć, wyjednać Paliusz u Papieża. W téj podróży gdy przez czas pewien zatrzymał się w klasztorze Klarawalli, gdzie był opatem święty Bernard, obaj ci wielcy słudzy Pańscy, bardzo się pokochali. Za przybyciem do Rzymu, uzyskał u Papieża Innocentego II wszystko o co prosił dla kościoła Irlandzkiego. Sam zaś chciał zrzec się i Biskupstwa, by w klasztorze świętego Bernarda zostać zakonnikiem. Lecz Papież na to nie przystał, a zdjąwszy z siebie Infułę i Stułę włożył je na świętego Malachiasza, i Legatem go swoim do całéj Irlandyi zamianował.

Wróciwszy do ojczyzny, zajął się gorliwie tym wysokim urzędem, a nietylko nie chciał mieć żadnych zapewnionych sobie dochodów, lecz nawet na codzienny stół swój i na mieszkanie, nie mając nic przeznaczonego, żył z jałmużny. Przebiegając całą Irlandyą, jako Legat Papiezki, wszystkie te podróże na wzór Apostołów, pieszo i o żebranym chlebie odprawiał.

Świątobliwość téż sługi Swojego, Pan Bóg, licznemi cudami za życia jeszcze, przed ludźmi uświetniać raczył. W pielgrzymkach apostolskich które ciągle odbywał, wielką liczbę ciężko chorych modlitwą swoją uzdrowił. Syna króla Dawida, już prawie umarłego do życia przywołał. Na tymże dworze królewskim nieméj niewieście mowę, a pomieszanie zmysłów cierpiącéj zdrowy rozum przywrócił, i wiele innych wleczeń, Pan Bóg przez niego sprawił. W mieście Korkagu, przy wyborze Biskupa do zgody przyjść nie mogli. Malachiasz udał się tam, i zamianował na Biskupstwo, wielkiéj świątobliwości pewnego ubogiego człowieka. Powiedziano mu że śmiertelnie chory, a on posłał po niego mówiąc: „Niech usłucha Legata Papiezkiego, a posłuszeństwo go uzdrowi.” Jakoż chory zdrów najzupełniéj przyszedł do kościoła, i zaraz na Biskupa wyświęcony został. Zawezwany do pewnéj umierającéj niewiasty, nieprzypuszczając żeby była blizką śmierci odłożył Olejem świętym namaszczenie do dnia następnego, a tymczasem chora w nocy umarła. Przybiegł Malachiacz, i z płaczem podniosłszy ręce ku Bogu zawołał: „Panie! jam zgrzeszył nieroztropną odwłoką udzielenia jéj Sakramentów, a nie ona, która ich pragnęła!” i całą noc z Kapłanami swoimi psalmy przy niéj śpiewał, ze łzami błagając Boga, aby jéj życie chociaż na chwilę przywrócił, i wysłuchanym został. Nad rankiem umarła ożyła, a Święty udzielił jéj ostatnie Sakramenta, które pobożnie przyjąwszy powtórnie zasnęła w Panu.

Święty Malachiasz bardzo sobie życzył, aby mógł umrzeć i być pogrzebion w klasztorze świętego Bernarda w Klarawalli. I tak się téż stało. W podróży, którą powtórnie odbyć miał do Rzymu w sprawach kościoła Irlandzkiego, przybywszy do Klarawalli zachorował. Dla przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych wstał i poszedł do kościoła. Powróciwszy, położył się napowrót, pobłogosławił zakonników, i prosił aby poszli ma spoczynek, bo to było w nocy. O północy zaś gdy święty Bernard nad nim psalmy odmawiał, Malachiasz oddał Boga ducha, dnia 2-go Listopada, roku Pańskiego 1148. Święto jego z powodu wczorajszéj uroczystości, na dzień dzisiejszy jest przeniesione.

Pożytek duchowny

Podziwiaj moc i miłosierdzie Boże, w cudzie jaki uczynił święty Malachiasz, wskrzesiwszy niewiastę umarłą przed przyjęciem ostatnich Sakramentów; lecz z tego naucz się, jak niebezpieczném jest odkładać takowe. Postanów téż, o ile to od ciebie zależeć będzie, nakłaniać niebezpiecznie chorych do wczesnego przyjęcia Sakramentów świętych, a dla siebie samego, zamów podobnąż usługę chrześcijańską, u którego z Twoich najbliższych przyjaciół.

Modlitwa

Boże! któryś na prośby błogosławionego Malachiasza Wyznawcy i Biskupa Twojego, cudowném wskrzeszeniem umarłéj, dał jéj czas przyjąć ostatnie Sakramenta święte, daj i nam, prosimy przez jego zasługi i pośrednictwo, w godzinie naszéj śmierci godnie je przyjąć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 942–945.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 878–879

Nie odkładajmy ostatniego na maszczenia Olejem ś w., lecz w razie ciężkiej niemocy sposóbmy się wcześnie na drogę wieczności, gdyż

  1. sakrament ten pomnaża łaskę uświęcającą;
  2. wyjednywa nam odpuszczenie grzechów powszednich, a nawet śmiertelnych, z których chory lub umierający nie mógł lub zapomniał się wyspowiadać;
  3. umarza i niweczy pozostałości grzechów już przebaczonych, przez co rozumiemy np. pewną skłonność do złego, stronienie od dobrego, ociężałość we wznoszeniu myśli do Boga, niepokój sumienia i wszystkie inne niedoskonałości i utrapienia, które pozostają w duszy i wtedy, gdy się z plam grzechowych oczyściła;
  4. pociesza i krzepi duszę chorego, dodaje mu siły do cierpliwego znoszenia bólów, oparcia się pokusom szatańskim i uwalnia go od obawy śmierci;
  5. niejednokrotnie przywraca choremu zdrowie, jeżeli to wyzdrowienie z dopuszczenia Boga ma wyjść choremu na korzyść. Nie odkładajmy przeto namaszczenia Olejem świętym aż do ostatniej chwili, jeśli dbamy o własne dobro, zdrowie ciała i duszy, jako też zbawienie duszy!

Footnotes:

1

Mat. VIII. 22.

Tags: św Malachiasz z Armagh „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pogrzeb Czyściec nawrócenie św Bernard Namaszczenie Chorych
2020-08-20

Św. Bernarda, Opata i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1153.

(Żywot jego napisany był przez trzech znakomitych Prałatów, jemu współczesnych.)

Święty Bernard rodem Francuz, przyszedł na świat roku Pańskiego 1091, w zamku Frontańskim dziedzicznym jego ojca Tescelina, który pochodził z hrabiów Szatilońskich. Matka jego Aleta, spokrewniona była z panującymi książętami Burgundzkimi. Był trzecim z siedmiorga ich dzieci. Wychowanie jego powierzono duchownym w Szatylionie, gdzie były szkoły bardzo wówczas słynące.

Skupienie ducha, nieposzlakowana skromność, pokora, posłuszeństwo i wielka pobożność, byłyto cnoty któremi od dzieciństwa się odznaczył. Tak dalece miłował czystość, iż gdy razu pewnego rzuciwszy na przystrojoną dziewicę oczy, doznał pokus przeciwnych téj cnocie, zanurzył się po szyję w staw zamarznięty, aby się od nich uwolnić. Zniechęcony do świata, szczególnie niebezpieczeństwami na jakie na nim ta właśnie cnota jest narażoną, postanowił wstąpić do zakonu. Dał pierwszeństwo klasztorowi Cystersów, w którym niedawno przedtém, przez świętego Szczepana i błogosławionego Roberta opatów, zaprowadzona była tak ścisła Reguła, że przez długi czas, nikt się tam z wstępujących nie zgłaszał. Święty Bernard, miał wtenczas lat dwadzieścia dwa, i tak już wielki a zbawienny wpływ na drugich wywierał, że z nim razem wstąpiło do tego klasztoru trzydziestu młodzieży z najpierwszych rodzin, a także sześciu jego braci i stryj jeden z największych panów Francyi. Gwido najstarszy brat jego udając się tam podobnież, rzekł do Niwarda najmłodszego: „Zostawiamy cię dziedzicem wszystkich majętności naszych,” a chłopaczek odpowiedział mu na to: „Jakto! sami obieracie sobie Niebo, a mnie przeznaczacie ziemię,” i wkrótce za nimi do zakonu pośpieszył. Siostra świętego Bernarda została także zakonnicą; a późniéj i ojciec w jego klasztorze uczyniwszy śluby zakonne, święcie żył i umarł. Bernard téż tak był znany powszechnie z daru jaki miał rozbudzania w drugich powołania zakonnego że matki kryły przed nim synów, a żony mężów, z obawy aby ich za sobą nie pociągnął.

Zostawszy zakonnikiem, trudno wyrazić z jaką gorliwością i od razu, wstąpił na najwyższe szczeble doskonałości Ewangelicznéj. Zmysły do tego stopnia miał umartwione, że nie wiedział co jada lub co pije, i dla tego, gdy pewną razą postawiono przed nim oliwę zamiast wina, wypił ją niespostrzegłszy tego. Toż samo się zdarzyło gdy zamiast masła dano mu łój zepsuty. Oczy tak miał zawsze spuszczone, że po kilkoletniém mieszkaniu w klasztorze, nie wiedział czy cela jego ma sufit czy belki, i wiele i jakie są okna w kościele.

Zakonnicy téj Reguły oddawali się pracom bardzo ciężkim w polu. Przez wzgląd na słabe siły Bernarda, opat chciał go od nich uwolnić. Święty uprosił aby tego nie czynił, i nikt mu w najcięższych pracach nie wyrównał. Wśród tego, ciągle był skupiony na duchu, rozmyślając nad tém co w celi czytał w księgach świętych. Gdy téż późniéj zajaśniał w Kościele wielką nauką, która go w rzędzie Doktorów Kościoła postawiła, mawiał, że mistrzami jego były dęby i sosny w lasach, w których pracował, gdyż wtedy Pan Bóg nadprzyrodzoném światłem, w przedziwny sposób umysł jego wzbogacał.

Sława świątobliwości Bernarda, i pisma jego któremi już wtenczas zasłynął, ściągały coraz więcéj wstępujących do klasztoru Cystersów, i to ludzi najznakomitszych z różnego stanu. Wtedy Bernard zamianowany został na Opata, z poleceniem aby nowy klasztor, udając się na puszczę z dwunastu braćmi, założył. Święty przybywszy z nimi w głąb lasu w dyecezyi Langroskiéj (Langres), obrał tam wąwóz, który dla swojéj dzikości przezwanym był doliną goryczy. Założył na tém miejscu klasztor, do którego coraz więcéj przybywało braci, pomimo iż w początkach szczególnie, przyszło tam do ostatecznéj nędzy, tak że w przeciągu jednego roku, kilkunastu braci prawie od głodu wymarło. Po téj jednak ciężkiéj próbie, klasztor ten stał się jednym z najliczniejszych i najsławniejszych, i dolina goryczy przezwaną została od tego czasu Świetną doliną (Clara Vallis.)

Tymczasem sława świętego Bernarda coraz więcéj się szerzyła, Królowie, Biskupi, Prałaci najsławniejsi uczeni, wielcy urzędnicy państwa, śpieszyli do niego po radę, dusze najświątobliwsze poddawały się jego przewodnictwu, i klasztor Klarovalleński, stał się główną szkołą pobożności, ogniskiem nauki kościelnéj i kolebką wielkiéj liczby Świętych. Wkrótce, chociaż ciągle powiększano zabudowania, zakonnicy pomieścić się tam nie mogli, i rozsyłano ich w różne miejsca po dwunastu z jednym Opatem na czele, dla zakładana nowych klasztorów, których za życia świętego Bernarda stanęło sto sześćdziesiąt w różnych krajach, bo nie tylko we Francyi, lecz i we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii i Niemczech. Nie było prawie podówczas panującego, i nie było gorliwszego o dobro swoich diecezan Biskupa, któryby nie starał się o zakonników z Klaravalli.

Lecz święty Bernard, stając się tym sposobem jednym z najpierwszych odnowicieli ducha zakonnego, stał się oraz jednym ze świętych mężów, którego wpływ i usługi w całym Kościele były niezmierne. Za jego czasów chrześcijaństwo zasmucone zostało zątargami dwóch Papieżów (z których jeden był nieprawnie obranym), o tę najwyższą godność ubiegających się. Zgromadzony w Klermoncie i Etampie Sobór, na którym był obecny i sam król Ludwik przezwany otyłym, zawezwawszy świętego Bernarda, zdał na niego rozsądzenie kto z dwóch roszczących sobie do Papiestwa prawo, był prawdziwym Papieżem. Bernard po długiéj modlitwie i pilném roztrząśnieniu całéj téj sprawy, uznał Inocentego II prawdziwym następcą świętego Piotra, i za jego zdaniem cały sobór, a potém i cały świat katolicki poszedł.

Panujący książe Wilhelm, sławny ze swoich okrucieństw, sam jeden, na czele dość licznego stronnictwa, upierał się przy Antypapie, to jest nieprawym Papieżu. Udał się do niego święty Bernard, a gdy po długich kilkakrotnych rozprawach, nie mógł go odwieść od syzmy, w czasie Mszy świętéj, wziąwszy przenajświętszy Sakrament, poszedł od ołtarza prosto przed księcia, który jako wyklęty stał przede drzwiami kościoła, i tak groźnie do niego przemówił, że książe padł jakby nieżywy na ziemię, i nie wstał aż mu to Święty wyraźnie rozkazał, upominając w Imię Boga, aby dłużéj postępowaniem swojém Kościoła nie zasmucał. Wilhelm nawrócił się najszezerzéj, i odtąd jak najświątobliwsze wiódł życie.

W klasztorze który założył Bernard w Rzymie, zamianował Opatem tego, który późniéj pod imieniem Eugeniusza III, Papieżem obrany został. Na żądanie jego, Bernard podjął się poselstwa do wszystkich panujących w Europie, w celu skłonienia ich do wojny krzyżowéj. Uskutecznił to w krótkim czasie, obiegając wiele krajów, gdzie Pan Bóg dodawał mocy słowom jego, licznemi i wielkiemi cudami jakie wszędzie czynił. Wyprawa przyszła do skutku, lecz za grzechy jakich się dopuszczali należący do niéj, niepomyślny obrót wzięła. Stało się to dla Świętego powodem wielkich upokorzeń, gdy go bezbożni fałszywym prorokiem i burzycielem ludów nazywali, co wszystko zniósł on w duchu największéj pokory, sobie samemu i swoim grzechom, niepowodzenie świętéj sprawy przypisując.

Przy tylu pracach i zajęciach, trudno pojąć zkąd miał czas na napisanie tak wielu dzieł w najgłębszych przedmiotach religijnych, które stanowią jeden z wielkich skarbów piśmiennictwa kościelnego. Te jego pisma pełne namaszczenia Ducha Świętego, odznaczają się szczególném do Matki Bożéj nabożeństwem, tak że go z tego powodu kochankiem Maryi nazywają. Gdy razu pewnego będąc w katedrze Kolońskiéj napełnionéj tłumem ludu, który go zwykle otaczał, w czasie śpiewu Salve Regina (Witaj Królowo) wpadł w zachwycenie, po ukończeniu téj Antyfony zawołał: „O! clemens, o! pia, o! dulcis Virgo Maria. O! łaskawa, o! litościwa, o! słodka Panno Maryo,” któreto słowa i cały Kościoł do téj Antyfony odtąd przyłączył.

Zawsze będąc słabego zdrowia, w skutek nadzwyczajnych umartwień ciała do tego doszedł był stanu, iż żadnego pokarmu przyjmować nie mógł. Pomimo tego, długie odbywał dla spraw Kościoła podróże; w klasztorze przebywając o ile mógł na wspólnych bywał obowiązkach, i ze zbudowaniem braci, z nogami opuchniętemi, ciężkim kaszlem trapiony, na dziennych i nocnych pacierzach zawsze znajdował się w chórze.

Długi już czas, podziwiano w jaki sposób, przy zupełnym prawie braku posiłku, żyć może, aż nakoniec zapadł w ostatnią chorobę. Gdy blizkim był śmierci, wielka liczba Biskupów, Opatów i zakonników z okolicznych krajów, pośpieszyła aby otrzymać ostatnie jego błogosławieństwo. Pocieszał ich, sam nietracąc ani na chwilę wewnętrznego pokoju, a mówiąc że czas już wreszcie przyszedł aby niepożyteczne i bezowocne drzewo, jakiém się mienił, zrąbane zostało. W takich uczuciach głębokiéj pokory, wielki ten Święty przyjąwszy ostatnie Sakramenta, poszedł do Pana Jezusa 20 Sierpnia roku Pańskiego 1158, mając lat sześćdziesiąt trzy. Papież Aleksander III kanonizował go, a Pius VIII ogłosił Doktorem Kościoła.

Pożytek duchowny

Jak na wielu innych Świętych, tak i na świętym Bernardzie, widziałeś dowód jak wśród rodziny najliczniejszéj, jedna święta dusza i inne za sobą do Boga pociąga. Obyś był z téj liczby, a przykładem swoim i pobożnością całe swoje rodzeństwo do wiernéj służby Panu Jezusowi zachęcał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś lud Twój, dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Bernardzie, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 699–701.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 662–663

Ileż to razy słyszymy z ust oziębłych katolików słowa: „Nie mogę więcej czynić dla zbawienia duszy, ani też nie mogę częściej chodzić na Mszę i do Komunii świętej, i nie mogę w niedziele i uroczystości słuchać kazań i nauk, bo nie mam czasu. Moje prace i zajęcia nie pozwalają na to”. Jeżeli ktokolwiek na świecie mógłby się tłumaczyć i uniewinniać w ten sposób, to chyba jedyny Ojciec święty, który ma na głowie sprawy całego Kościoła, rozkrzewionego po wszystkich częściach świata. Bernard napisał też list w tej sprawie do papieża Eugeniusza III, dawniejszego ucznia swego, który tutaj podajemy w dosłownym brzmieniu:

„Mój Eugeniuszu, przemawiam do Ciebie z czcią i szacunkiem, który Ci się należy jako głowie Kościoła, ale zarazem z tak szczerą przychylnością, z jaką przemawiać winien ojciec miłujący Twą duszę. Żałuję Cię, że masz tyle zajęcia i wierzę, że Cię to smuci i trapi, że nie możesz więcej oddawać się nabożeństwu i że doznajesz przeszkód w pobożnym rozpamiętywaniu. Ale jeśli przy natłoku rozlicznych zatrudnień nie pamiętasz o sobie, jeśli nie zostawiasz sobie czasu na rozmowy z Bogiem, nie zapominaj o tym, ile przez to doznajesz spustoszeń w duszy, ile zatwardziałości stąd powstaje, ile szkód stąd ponosisz. Cóż mi to za życie, udzielać posłuchań od rana do wieczora, przyjmować i odczytywać prośby, godzić zwaśnione stronnictwa, słuchać ich skarg i zażaleń, sprawdzać akta kościelne i wygotowywać listy apostolskie! Gdyby to przynajmniej było we dnie tylko, ale i noce nie są wolne od tych za-

Tags: św Bernard „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat doktor czystość schizma II wyprawa krzyżowa Salve Regina
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.