Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Brunon":

2020-10-06

Św. Brunona, Założyciela Kartuzów

Żył około roku Pańskiego 1101.

(Żywot jego był napisany przez błogosławionego Gwidona, z tegoż zakonu kapłana, za Jego czasów żyjącego.)

Święty Bruno ze znakomitéj i zamożnéj rodziny Westfalskiéj pochodzący, urodził się w Kolonii roku Pańskiego 1060. Wielkie od dzieciństwa mając do Matki Bożéj nabożeństwo, zawdzięczał Jéj łaskę nieskazitelnéj czystości, którą dochował chociaż wychowany był wśród wielkich zbytków i pierwsze lata na wielkim świecie spędził. W naukach znakomity postęp uczyniwszy, na uniwersytecie Paryskim otrzymał stopień Doktora, a biegły szczególnie w Teologii i Filozofii, téj ostatniéj nauki objął tam profesorską katedrę. Wkrótce zasłynął nietylko świetnym wykładem który ściągał na jego prelekcye najznakomitszych słuchaczów, lecz i wysoką świątobliwością. Święty Annon biskup Koloński, pragnąc go mieć w swojéj Dyecezyi która była jego ojczyzną, zawezwał go do siebie, skłonił do wstąpienia do stanu duchownego, i wkrótce po wyświęceniu na kapłaństwo uczynił kanonikiem katedralnym. Po śmierci świętego Annona, Bruno został kanclerzem katedry Remeńskiéj (Reims) i Rektorem akademii tegoż miasta.

Przyświecał na téj godności najwyższemi cnotami kapłańskiemi, a z wielkiéj przytém nauki i gorliwości w całym Kościele poważany był, jako jeden z najznakomitszych swojego czasu Prałatów. To téż, gdy niejaki Manases, który nieprawnie wdarł się był na Biskupstwo Remeńskie, przez stolicę apostolską złożony z niego został, duchowieństwo jednogłośnie Brunona na jego miejsce wybrało. Święty skoro dowiedział się o tém uszedł tajemnie, i krył się tak długo, aż inny obrany i obsadzony na téj stolicy został.

Bruno wyszedłszy ze swojego ukrycia udał się na pewien czas do Paryża, gdzie był świadkiem jednego z najstraszniejszych zdarzeń jakie kiedy zaszły. Umarł był wtedy pewien znakomity profesor uniwersytetu, przyjaciel Brunona, kanonik Rajmund Diokres, mąż powszechnie poważany i który przy śmierci przyjął był ostatnie Sakramenta święte. Gdy z wielką uroczystością odprawiano przy ciele jego egzekwie, a w czwartéj części pacierzy za zmarłych śpiewano te słowa Responde mihi „Odpowiedz mi”, umarły podniósł głowę na katafalku, i żałośnym głosem zawołał: „Stawiony jestem na straszny sąd Boży.” Przeraziło to wszystkich, i odłożono z tego powodu nabożeństwo na dzień następny, w którym zgromadziło się jeszcze więcéj osób; a gdy znowu powyższe słowa pacierzy odczytano, umarły jeszcze głośniéj i jeszcze żałośniéj odezwał się: „Sądzony jestem strasznym sądem Bożym.” Przestrach był nadzwyczajny i postanowiono i tą razą nie robić pogrzebu. Trzeciego dnia Katedra już tłumu ludzi pomieścić nie mogła, a po raz trzeci po tychże słowach Lekcyi brewiarzowéj „/odpowiedz mi/” umarły przeraźliwym krzykiem zawołał: „Potępiony jestem na wieki, sprawiedliwym sądem Bożym, i żadne modlitwy już mi nie pomogą.” Jakie wrażenie wywarło to na wszystkich, łatwo sobie wystawić.

Bruno wróciwszy do mieszkania, niezwłocznie postanowił opuścić świat, udać się na odludną puszczę, i tam w najostrzejszéj pokucie zapewniać sobie zbawienie, którego jak to dopiero przekonał się, nie dostąpił człowiek uchodzący powszechnie za świątobliwego, a za jakiego i on go zawsze poczytywał, i który umarł opatrzony Sakramentami świętemi. Tegoż wieczora zebrało się do Brunona sześciu jego najbliższych przyjaciół, równie jak wtedy wszyscy, straszném zdarzeniem zaszłém w Katedrze przerażonych. Zwierzył się im ze swoich zamiarów Święty i rzekł: „Drodzy przyjaciele, widzicie jak straszne i niezbadane są wyroki Boże! Człowiek który jak się nam wszystkim zdawało wiódł życie przykładne, potępiony został: któż o siebie nie zadrży? To co ten nieszczęsny zmarły objawił, nie dla siebie to uczynił, bo mu już nie pomocy przynieść nie może, lecz dozwolił mu tego Pan Bóg dla naszéj nauki. Co do mnie, postanowiłem zrzec się wszystkich moich godności, dochodów i majątku, opuścić świat, udać się na puszczę i tam przez resztę życia czynić pokutę.” Usłyszawszy to przyjaciele jego, oświadczyli iż to samo uczynią i chcą ma towarzyszyć. Bylito trzéj kanonicy, jeden kapłan i dwóch świeckich, znakomitych nauką i urodzeniem, młodzieńców.

Gdy zastanawiali się nad wyborem miejsca na którémby osiedli, jeden z kanoników poddał myśl aby udać się do świętego Hugona biskupa Gracionapolitańskiego (Grenoble), który posiadał odludną i dziką puszczę zwaną Kartuzyą, i prosić go aby pozwolił im tam osiąść. Przybywszy do świętego Hugona otrzymali bez trudności to o co go prosili, gdyż on w nocy poprzedzającéj przyjście do niego tych siedmiu pustelników, miał we śnie następujące widzenie. Okazało się mu siedem gwiazd unoszących się nad samą ziemią, i posuwających się przed nim. Gdy poszedł za niemi zaprowadziły go one właśnie na tęż puszczę Kartuzką, i na niéj ujrzał wspaniały kościoł który w oczach jego Aniołowie z rozkazu Boskiego wznosili. Upatrując przeto w widzeniu takowém cudowne zapowiedzenie mu przybycia do niego siedmiu świątobliwych sług Bożych mających zamiar osiąść na tém miejscu, podarował im tę całą swoję posiadłość, zastrzegając nawet aby nikt w lasach téj puszczy polować nie mógł, i nie przerywał ciszy i samotności, jkiéj szukał Bruno ze swoimi towarzyszami. Tam wybudowali oni najprzód małą kapliczkę pod wezwaniem Matki Bożéj, i siedem ubogich chatek trochę odległych jedna od drugiéj, w których osiedli, i zaczęli wieść życie tak ostre jak pustelnicy puszcz egipskich. Cały czas pracy ręcznéj i bogomyślności poświęcali, zostając pod przewodnictwem Brunona, który wszystkich cnotami najświątobliwszego pustelnika pokorą, miłością i ostrością życia przewyższał. I tym sposobem powstało to nowe Zgromadzenie pustelnicze, od miejsca tego zakonem Kartuzów późniéj nazwane,

Zakonnicy ci prócz zwykłych trzech ślubów zakonnych, wykonywają i czwarty, nieużywania mięsa w razie nawet najcięższéj choroby, i od tego nigdy o zwolnienie żaden nie prosił. Kartuzi wiodą życie jak najściléj odosobnione, i zgoła ze światem nie mają stosunku; mieszkają w oddzielnych małych pustelniach, schodząc się tylko na wspólne pacierze do kościoła, i ciągłe zachowują milczenie.

Lecz nie długo na puszczy swojéj święty Bruno zażywał szczęścia pustelniczego żywota. Papież Urban IT, który był uczniem jego w Paryżu i wielce go poważał, zawezwał go do Rzymu, chcąc go mieć przy sobie dla porady w najważniejszych sprawach Kościoła. Towarzysze jego samotności rozstać się z nim nie chcieli, i wraz z nim udali się do Rzymu. Lecz zatęskniwszy za puszczą, wrócili do Kartuzyi, czego Brunonowi Papież uczynić nie dozwolił. Wszakże, pozbawieni swojego ojca i przewodnika, wpadli w wielkie zniechęcenie, i już zamyślali się rozejść, gdy objawiła się im Matka Boża, utwierdziła w powołaniu, i przyrzekła że rozciągnie Swoję szczególną nad tym Zakonem opiekę, byle na Jéj cześć odmawiano codziennie pacierze o Niéj, zwane Officium parvum, co Kartuzi jak najwierniéj zawsze dopełniają.

Święty Bruno, niemogąc uzyskać u Papieża pozwolenia na połączenie się ze swoimi zakonnikami na puszczy, pisywał do nich listy, któremi chociaż nieobecny, ożywiał ich swoim duchem, i utwierdzał w zawodzie życia pastelniczego. Lecz gdy Urban II przekonał się że dłuższy pobyt na dworze Papiezkim zbyt mu był dolegliwym, z żalem wprawdzie lecz pozwolił mu nakoniec Rzym opuścić. Włady właśnie przybyła deputacya z Reżio w Kalabryi, zapraszająca go na Biskupstwo tego miasta. Papież z wielkiém zadowoleniem zgadzał się na to, lecz sługa Boży tak usilnie prosił aby mu pozwolił nie przyjąć téj godności, że Ojciec święty nie chciał go zmuszać, sam zaś udał się pod tę porę do Francyi. Bruno obawiając się aby Papież gdy bliżéj będzie Kartuzyi, nie zawezwał go znowu z tego miejsca do siebie, już nie tam, lecz w góry Kalabryjskie we Włoszech udał się, i na paszczy zwanéj Skwilacka, z kilku uczniami, których pozyskał w Rzymie, założył klasztor, prowadząc z nimi taki sam rodzaj życia jak w Kartuzyi.

Razu pewnego, Roger książe panujący nad tą krainą, polując w lasach okolicznych, natrafił na pustelnię Brunona. Poznawszy w nim wielkiego Świętego, serdecznie się w nim rozmiłował, obdarzył klasztor rozległemi posiadłościami, i często późniéj przybywał do Brunona, dla zasięgnięcia jego rady w rzeczach tyczących się sumienia. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę jego cześć dla sługi Swojego. Gdy książe ten oblegał miasto Kapuę, byłby padł ofiarą zdrady jednego ze swoich dowodców który miał zamiar go zamordować, gdyby nie to że Brano przebywający w swojéj samotni w Kalabri, okazał mu się we śnie, i spisek na jego życie wykrył.

Nasz Święty żył na puszczy Skwilackiéj już tylko lat pięć, w przeciągu których ułożył Ustawy dla swojego Zakonu, i takowe posłał i do Kartuzyi. Mając sobie objawiony dzień śmierci, przyjął ostatnie Sakramenta, wobec braci zgromadzonych uczynił głośne wyznanie głównych artykułów wiary, i słodko zasnął w Panu dnia 6 Października roku Pańskiego 1101, mając lat pięćdziesiąt.

Zakon jego nigdy wprawdzie tak wiele klasztorów nie liczył, jak zakony niektórych innych Reguł, lecz tém się odznaczył, że po dziś dzień w żadnym od ścisłości pierwotnych ustaw nigdy nie odstąpiono, i prawie jedynym wyjątkiem, jest to Zgromadzenie które nigdy reformy nie potrzebowało. „Kartuzi, pisze o nich uczony i świątobliwy kardynał Bona, są ciągle podziwem świata całego. Żyją na ziemi jakby ciał nie mieli; sąto ziemscy Aniołowie przedstawiający wiernie świętego Jana Chrzciciela na puszczy. Stanowią główną ozdobę Kościoła, jako dusze wybrane które na ziemi przebywając, obcują ciągłe w Niebie.” Kto aby raz miał pociechę patrzeć na nich bliżéj, ten prawdę tych słów uzna.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak zbawiennie wpłynęło na świętego Brunona i jego towarzyszy, przerażające zdarzenie, przez które Pan Bóg objawił jak skrytemi, chociaż zawsze sprawiedliwymi, są sądy Jego. Niech ten przykład i ciebie zbawiennie przerazi, i przyniesie jeśli nie do takiego kroku do jakiego przywiódł tego Założyciela nowego pustelniczego zakonu, to przynajmniej niech cię skłoni o ściślejszego rachowania się z sumieniem.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas wspomaga, prosimy Cię Panie, pośrednictwo świętego Brunona wyznawcy Twojego; a gdyśmy majestat Twój najwyższy ciężko grzechami naszemi obrazili, niech nam jego wstawienie się i jego zasługi, wyjednają przebaczenie wszystkich win naszych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 854–856.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 806

Ludzie nie wierzący twierdzą, jakoby zakony były niepotrzebne; że nie tylko nie ma z nich żadnego pożytku, ale co gorsza są szkodliwe dla społeczeństwa. Ponieważ i u nas dość często rozlegają się takie głosy, dlatego z okazji rozważania żywotu św. Brunona, założyciela zakonu, choćby pokrótce zajmijmy się tą sprawą.

  1. Zakony jako zgromadzenia ludzi, którzy wyrzekli się własności a nawet wolności osobistej, dają światu przykład dobrowolnego umartwienia, życiem swoim upominają i zachęcają ludzi żyjących w świecie do panowania nad sobą i walki ze zmysłowymi skłonnościami. Dla wielu przykład ten jest bardzo pożyteczny, ale ludziom nie mającym Boga w sercu jest on niemiły, tak samo jak pogrzeby i cmentarze, które w nieodparty sposób śmierć na myśl przywodzą. Drugą przyczyną, że tacy ludzie nienawidzą zakonów, jest to, że te pobożne zgromadzenia są silnym wałem obronnym przeciw niewierze. Nie mówiąc już o nabożeństwach, odprawianych w kościołach klasztornych, o kazaniach, które głoszą kaznodzieje zakonni itd., iluż prac pożytecznych dla wiary, a nawet innych dziedzin życia ludzkiego, dokonano i dokonywa się w klasztorach! Dość wspomnieć liczne dzieła i pisma pobożne, które opracowują i wydają zakony, albo olbrzymie zasługi zakonów dla sztuki i nauki. Dlatego
  2. ci, którzy twierdzą, że zakonnicy prowadzą próżniaczy tryb życia, to ludzie złej woli albo nieświadomi rzeczy. „Nie jedzą chleba, próżnując" (Przyp. 31, 27). Pisarz francuski Wiktor Hugo mówi: „Zawsze modlę się za tych, którzy się nie modlą”. Zasada „Módl się i pracuj” nie jest w klasztorach pustym zwrotem. Widzimy przecież, iż zakonnicy obsługują chorych (jak na przykład Bonifratrzy, Siostry Miłosierdzia), nauczają młodzież (Pijarzy, Jezuici, Bracia szkolni), dopomagają w duszpasterstwie – głoszą kazania, słuchają spowiedzi (Franciszkanie, Dominikanie, Redemptoryści), uprawiają rolę (Trapiści, dawniej Benedyktyni). A choćbyśmy wzięli pod uwagę nawet zakony bogomyślne, nie prowadzące działalności zewnętrznej, których zresztą jest bardzo mało, to i ich istnienie nie jest bez pożytku dla społeczeństwa. Pomińmy już to, że ich klasztory, zwłaszcza zasobniejsze, czynią dużo dobrego dla okolicznej ludności; co ważniejsza, to że te zakony przez swe modlitwy i ćwiczenia pokutne spełniają rolę pośredników między Bogiem a grzesznym światem.

Krótko mówiąc, zakony należą do najpożyteczniejszych filarów, na których wspiera się Kościół, dlatego nie słuchajmy niedowiarków, lecz brońmy sławy tych zgromadzeń Bożych.

Tags: św Brunon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość nawrócenie piekło Officium parvum
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.