Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Eligi":

2020-11-18

Św. Eligiego, Biskupa Nojońskiego (Noyon)

Żył około roku Pańskiego 665.

(Żywot jego był napisany przez współczesnego mu świętego Uwona, Arcybiskupa Ruenskiego).

Święty Eligi, syn uczciwego mieszczanina nazwiskiem Euszer, narodził się w południowéj Francyi w małéj wiosce Kadilak, roku Pańskiego 588. Matka jego Terigia, bardzo pobożna niewiasta, w czasie gdy go jeszcze w łonie nosiła, po trzykroć widziała wielkiego orła, który zpod obłoków wzlatując, spuszczał się na nią, lecz nietylko nie zadawał jéj żadnéj szkody lecz owszem okazywał jéj jakby znaki uszanowania. Pewien świątobliwy kapłan któremu o tém powiedziała, uznał w tém przepowiednię, że porodzi syna który będzie wielkim sługą Bożym. Gdy przyszedł na świat, na pamiątkę tego zdarzenia dali mu imię Eligiego, które w ówczesném narzeczu francuzkiém znaczyło orlisty. Przytém, uszczęśliwiona przepowiednią jaką jéj ów kapłan uczynił, Terigia tém pobożniéj synaczka swego chowała.

Eligi wzrastając okazywał się téż coraz bogobojniejszym, a że był obdarowany i bystrém pojęciem, rodzice jak najstaranniéj wykształcili go w naukach. Gdy podrósł, a majątku mu zostawić nie mogli, umieścili go w mieście Limożu u najpierwszego złotnika, aby się téj sztuki wyuczył. Oddając się temu rodzajowi pracy Eligi, nie zaniedbywał wcale ćwiczeń pobożnych, do których od najmłodszych lat był nawykł, i taką odznaczał się skromnością, że go wszyscy w wielkiém mieli poważaniu i nazywali świeckim zakonnikiem.

Gdy nadzwyczajny w złotnictwie uczynił postęp, tak że mu w téj sztuce równego w kraju całym nie było, przeniósł się do Paryża jako do większego miasta. Tam pozyskał zaraz wielki rozgłos, a że obok tego odznaczał się największą sumiennością w wykonywaniu robót z powierzonego mu złota, głównie zarządzający skarbami państwa, nazwiskiem Bobon, użył go do kilku bardzo kosztownych ze złota robót, z których nadzwyczaj był zadowolony.

Zdarzyło się że pod tę porę Klotaryusz II-gi król podówczas francuzki, powziął myśl wyrobienia ze złota wysadzanego dyamentami krzesła, którego sam ułożył był zarys. Kilku najbieglejszych złotników paryzkich wykonywało z kolei to arcydzieło wymyślone przez króla, lecz żaden mu nie dogodził. Klotaryusz dowiedziawszy się od Bobona o szczególnéj biegłości Eligiego w sztuce złotnickiéj, jemu powierzył tę pracę, i dał mu w tym celu tęż bryłę złota z któréj inni złotnicy napróżno kusili się wykonać jego pomysł. Święty Eligi wziął się do téj roboty, i wkrótce przedstawił ją królowi który był z niéj najzupełniéj zadowolony, a przytém jakże się zdziwił, kiedy mu Eligi przyniósł nie jeden; lecz dwa krzesła, z bryły złota mu powierzonéj wykończone.

Zdarzenie to rozgłosiło się po całym dworze i mieście Paryżu, objawiając i zdolność Eligiego jako złotnika, i sumienność jako doskonałego chrześcijanina. Król zapragnął bliżéj go poznać, a po kilku z nim rozmowach, przekonawszy się o jego wysokiéj pobożności i o jego niepospolitém wykształceniu, zatrzymał go na dworze, gdzie Eligi w krótkim czasie stał się najpierwszym ulubieńcem królewskim, którego on do porady w najważniejszych sprawach państwa, a nawet do ich załatwienia, używał.

Wysokie stanowisko na jakie się dostał nasz Święty, nietylko nie wbiło go w pychę, lecz tém bardziéj w pokorze gruntując, objawiło wszystkim wysokie jego cnoty i powszechny mu szacunek zjednało, a on obok tego, coraz więcéj w pobożności postępował. Swobodniéj niż w pracowitym zawodzie w jakim przedtém zostawał, mogąc czasem swoim rozporządzać, co mu pozostawało chwil wolnych od służby królewskiéj, obracał je na modlitwę, czytanie ksiąg świętych i spełnianie miłosiernych uczynków. W umartwieniach téż ciała ćwiczył się bardzo. Pod bogatemi szatami wysokiego dworzanina, nosił ostrą włosiennicę. Zasiadając często do stołu królewskiego, tak się umiał zachować, że nieściągając na siebie uwagi, codzień prawie bez nabiału pościł, a niekiedy przez całe dni trzy, żadnego nie brał posiłku. Sypiał na gołéj ziemi, a większą część nocy na bogomyślności spędzał.

Razu pewnego gdy się modlił w takiéj porze w pokoju w którym kilka wielkich Relikwiarzy zawieszonych miał na suficie, zły duch ogarnął go tak rozpaczliwemi myślami o zbawienie, że padłszy twarzą na ziemię, błagał on Pana Boga, aby przez zasługi Świętych których kości miał nad sobą, raczył mu jakim widocznym znakiem objawić, że jest w łasce Jego i że o zbawienie swoje może mieć nadzieję. Wtedy usłyszał głos z Nieba mówiący mu że otrzyma znak o który prosi, i w téjże chwili uczuł z Relikwiarzy spadający na głowę jego balsam cudowny, który cały pokój najmilszą wonią napełnił. Odtąd Święty już podobnéj pokusie rozpaczy nie podlegał, a tém gorliwiéj Panu Bogu służył.

Po śmierci Klotaryusza, nastąpił na tron francuzki syn jego Dagobert, u którego święty Eligi w większych jeszcze był łaskach. Sługa Boży skorzystał z tego, i króla który z początku pod względem obyczajów, miał sobie wiele do wyrzucenia, przywiódł do szczeréj poprawy życia, a nawet zrobił z niego przykładnego chrześcijanina.

Doszedłszy do wielkiego majątku, gdyż obydwaj królowie którym służył, hojnie go obdarzali, sam żyjąc nadzwyczaj skromnie, ą z ząmiłowania cnoty czystości w bezżeństwie, wszystkie swoje dochody obracał ns ubogich i na pobożne zakłady. Nawiedzał biednych po ich mieszkaniach kiedy chorobą byli złożeni; zaopatrywał wszystkie ich potrzeby; całe rodziny wyprowadzał z niedostatku, wykupywał więźniów, i w kilku miejscach wielkie szpitale założył. Wybudował także kilka klasztorów i te hojnie uposażył, a pałac który mu król darował w Paryżu, zamienił na kościół pod wezwaniem świętego Marcyalisa, i przy nim umieścił trzysta zakonnic, obdarzając je odpowiednym do utrzymania funduszem. Owóż przy tym kościele budując klasztor, potrzebował jeszcze małego placu należącego do króla: poprosił o niego Dagoberta, a ten mu go podarował według planu jaki był nakreślony. Po wykończeniu zabudowań klasztornych, dopatrzył się Eligi że o jednę stopę więcéj nadto co mu król wyznaczył, zajęto z tegoż placu, Tak go to zasmuciło i na sumieniu zakłopotało, że już chciał cały wielki budynek zwalić, byle nie mieć sobie do wyrzucenia tego co mu się wydawało przeniewierzeniem się królowi. Sumienność tak ścisła, wielce zbudowała wszystkich, a król go uspokoił i do zajęcia całego potrzebnego pod klasztor miejsca upoważnił.

Eligi, w wielkiém miał poważaniu stan zakonny, często wynurzał żal serdeczny że sam dotąd zakonnikiem nie został, zawsze cieszył się nadzieją że jednak z czasem da mu to Pan Bóg uczynić, i nakoniec po oddaniu wielu ważnych usług krajowi przez sumienne i gorliwe załatwianie najważniejszych spraw państwa powierzonych mu przez królów, postanowił ostatecznie świat opuścić i wstąpić do klasztoru. Lecz Pan Bóg, inne miał na niego widoki. Pod tę porę zmarł był święty Akary, Biskup Nojoński. Duchowieństwo i lud, jednogłośnie obrało na jego miejsce świętego Eligiego, i wysłano do niego poselstwo z prośbą aby przyjął tę godność. Mąż Boży długo opierał się temu, i byłby nie dał pozbawić się zasług życia ukrytego w zakonie do którego się właśnie zabierał, gdyby nie święty Uwo, wielki jego przyjaciel i przewodnik duchowny, który go do tego skłonił.

Wkrótce po objęciu stolicy Biskupiéj, na któréj zajaśniał jeszcze świetniéj wszystkiemi cnotami, które właśnie spowodowały były jego wybór na Biskupa, zamianowany został przez Papieża Legatem Apostolskim w całéj Francyi, Flandryi, Fryzyi i Szwabii gdzie wielu jeszcze było pogan. Z taką zaś gorliwością święty ten Pasterz, zajął się głoszeniem Ewangelii, że po kilku latach, wszystkich mieszkańców tych krain przywiódł do wiary świętéj. Zdarzało się iż takie tłumy pogan gromadziły się do przyjęcia Chrztu świętego, że Eligi od świtu do późnéj nocy, w towarzystwie przybranych sobie wielu kapłanów, udzielał im ten Sakrament. Przybywali wtedy i tak ciężko chorzy i zgrzybiali, że niektórzy zaraz po przyjęciu Chrztu świętego umierali. Sam kazywał codziennie, a niekiedy i kilka razy na dzień, a Pan Bóg wielkiemi i licznemi cudami szczególnéj mocy przydawał słowom jego. Święty Uwo pisze, jako świadek naoczny, że znakiem krzyża świętego wielu zmarłych wskrzesił, ślepym wzrok przywrócił, ciężkiemi chorobami złożonych uzdrawiał, a tkniętym paraliżem kazał wstawać i chodzić, co téż wnet czynili.

Posiadał cudowną moc nad złodziejami, a także i szczególny dar pobudzania ich do poprawy życia. Za jego modlitwą, złoczyńcy których nikt wykryć nie mógł, sami odnosili właścicielom szkody i prosili o przebaczenie. Ile razy na jego prośbę wypuszczono Z więzienia zbrodniarza, każdy żył potém najpoczciwiej. Jeśli którego na jego prośby uwolnić nie chciano, wtedy za znakiem krzyża przez świętego uczynionym, więzienia najwarowniejsze się otwierały, a wypuszczeni przez niego więźniowie nagradzali wszelkie krzywdy poczynione drugim, i budowali wszystkich pokutném życiem. Do Strazburga, gdzie nie mógł wyprosić uwolnienia pewnego więźnia, przyszedł gdy już go powie- sili; dotknął go tylko i wskrzesił. Nieprzyjaciele onego winowajcy domagali się od króla aby go kazał powtórnie powiesić. Lecz król odpowiedział, iż gdy raz karę wymierzył, reszta do niego nie należy.

Wśród takichto prac apostolskich, a prawie tak wielką łaską cudów obdarzony jak Apostołowie, przewidując blizki zgon swój, Eligi zwołał wielu kapłanów do siebie. Polecił im jedność, miłość wzajemną i gorliwość w służbie Kościoła, a potém już tylko modląc się, gdy wymawiał te słowa z hymnu wieczornych pacierzy kościelnych: „Teraz puszczasz sługę Twego Panie w pokoju” 1, poszedł zażywać go na wieki, dnia 1 Grudnia roku Pańskiego 665.

Pożytek duchowny

Budującym jest, jak wszystkie szczegóły życia świętego Eligiego, tak i ten przykład jego sumienności, gdy zakłopotany jedną piędzią ziemi wziętéj nad to co mu król darował, chciał wybudowany już na niéj klasztor zburzyć, byle tego nie mieć sobie do wyrzucenia. Wejrzyj we własne sumienie, czy co do nieprawnego posiadania jakiejkolwiek rzeczy, jest ono tak czystém jak być powinno jeśli kto chce być zbawionym.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Eligiego, wyznawcę i Biskupa Twojego, przedziwną sumienia delikatnością obdarzył, za jego pośrednictwem od wszelkiego na sumieniu zaślepienia, racz nas uchować. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 989–991.

Footnotes:

1

Łuk. II. 29.

Tags: św Eligi św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup matka wychowanie sprawiedliwość więzienie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.