Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Gerard Sagredo":

2020-10-03

Św. Gerarda, opata

Żył około roku Pańskiego 959.

(Żywot jego napisany był przez świętego Odona, Opata Klunaceńskiego)

Święty Gerard syn Stancyusza spokrewnionego z panującemi książętami niższéj południowéj Asturyi i Plektrudy siostry Stefana Biskupa Tygreńskiego, przyszedł na świat przy końcu wieku IX. Urodził się w małéj wiosce Staves w hrabstwie Namur we Francyi. Wychowany odpowiednio do zamożnego stanu z jakiego pochodził, wykształcony starannie w świeckich naukach, od lat najmłodszych odznaczał się wielką pobożnością. Szczególnie jaśniała w nim cnota świętéj czystości z któréj tak był znanym, że najlekkomyślniejsi młodzieńcy w obecności jego najskromniéj się zachowywali; a jeśli który z nich ośmielił się wyrzec jakie słowo było trochę obrażające skromność, rumieniec jaki wtedy okrywał twarz młodego Gerarda, powstrzymywał tego rodzaju żarty lub rozmowy.

Młodym był jeszcze, gdy z woli rodziców rozpoczął zawód wojskowy, któremu podówczas synowie wszystkich znakomitych rodzin się oddawali. Dwór Beranżera hrabiego udzielnego Flandryi, uchodził wtedy za najświetniejszy w całéj Europie. Tam posłano Gerarda dla nabrania jak najwykwintniejszéj ogłady światowéj. Przebywanie na takowym jak go nazywają wielkim świecie, który jest zwykle burzliwym polem na którém skromność młodzieńca szwank odnosi, dla Gerarda silnie utwierdzonego w cnocie, nie stało się niebezpieczném. Na dworze tym odznaczył się jako wzorowy młodzieniec chrześcijański, i tak umiał godzić obowiązki swojego świeckiego zawodu, z obowiązkami doskonałego chrześcijanina, że podczas całego we Flandryi pobytu w pobożności wcale nie ostygł. Owszem bliżéj przypatrując się ułudnym wielkościom ziemskim, i lepiéj poznając niebezpieczeństwa jakie dusze wśród gwaru światowego spotykają, już wtedy postanowił poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu.

Wracając razu pewnego z polowania w okolicach miasta Namur stolicy Flandryi, napotkał przy drodze w miejscu zwaném Brogne, małą kapliczkę wybudowaną przez króla Pepina. Wszedł do niéj aby się pomodlić. Strudzony długą drogą którą dopiéro co odbył, usnął, a we śnie ukazał mu się święty Piotr, nakazując aby na tém miejscu zbudował kościół, i postarał się umieścić w nim relikwie świętego Eugeniusza Męczennika, a książęcia Apostołów ucznia. Przebudziwszy się, tém bardziéj zdziwiony był widzeniem takowém, że o świętym Eugeniuszu nigdy nie nie słyszał, i nie wiedział gdzie jego są zwłoki. Lecz spełniając wiernie rozkaz świętego Piotra, niezwłocznie nabył tę miejscowość, wybudował tam wspaniały kościół i uposażył hojnie, dla utrzymania przy nim kilku duchownych, którzy go obsługiwać mieli. W kościele tym, co tylko miał wolnego czasu najchętniéj przebywał na modlitwie, a że był bardzo miłosierny a przytém bogaty, wszystkich ubogich w całéj okolicy z wielką wspaniałomyślnością wspierał.

Hrabiemu Flandryi wypadła: potrzeba wyprawienia posła do Roberta książęcia Paryża, dla załatwienia z nim pewnych spraw wielkiéj wagi. Ze wszystkich dworzan w największych łaskach był u niego Gerard, który i do przybocznéj rady jako panującego należał: jego więc do tego użył. Chcąc zaś aby on świetnie w Paryżu pana Swego przedstawiał, wysłał go tam z licznym pocztem sług i bogatych zaprzęgów.

Wszakże, gdy Gerard przybył do Paryża, rozłączył się z tym swoim dworem i pilnie zająwszy się przeprowadzeniem powierzonéj mu sprawy, objął mieszkanie w Opactwie świętego Dyonizego, aby przez ten czas nacieszyć się samotnością, za którą i na dworze hrabiego Flandryi ciągle wzdychał. Uczęszczając tam wraz z zakonnikami na pacierze do chóru tak dzienne jako i nocne, zauważył iż w modlitwach wtedy odmawianych, wspominano o świętym Eugeniuszu Męczenniku, o którym jak to wyżéj wspomnieliśmy, w widzeniu jakie miał niegdyś, święty Piotr mu był powiedział. To mu przypomniało także i polecenie jakie odebrał wtedy od tegoż Apostoła, co się tyczy relikwii świętego Eugeniusza. Pytał więc zakonników w których był opactwie, kto był święty Eugeniusz i gdzieby można znaleźć jego zwłoki. Dowiedział się że był on jednym z uczniów Świętego Piotra, że wkrótce po nim za wiarę świętą umęczony został, i że Relikwie jego znajdują się w témże opactwie świętego Dyonizego. Uradowany Gerard z téj wiadomości która go i o prawdziwości widzenia jakie miał tém bardziéj upewniła, że ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, najniespodzianiéj dostał się do miejsca gdzie zwłoki świętego Eugeniusza były przechowywane opowiedział zakonnikom jakie miał objawienie, i oświadczył iż pragnąłby przenieść te relikwie do kościoła w Brogne, który głównie na ten cel wystawił. Wszakże Opat świętego Dyonizogo i wszyscy zakonnicy przystać na to nie mogli, nie chcąc pozbawiać się tak drogiego dla nich zabytku. Gerard zaś po załatwieniu z księciem Paryża sprawy w któréj był wysłany wrócił do Flandryi, nietracąc jednak nadziei że prędzéj czy późniéj Relikwie świętego Eugeniusza dostaną się kościołowi który dla niego wybudował.

Lecz z pobytu swojego w Opactwie świętego Dyonizego, chociaż nie otrzymał świętości jakich sobie życzył, odniósł jednak inną wielką korzyść. Wyszedł ztamtad ze stałém postanowieniem wstąpienia do zakonu. A że przypatrując się zblizka życiu jakie prowadzili zakonnicy Opactwa świętego Dyonizego, znalazł w tém zgromadzeniu najściślejszą karność zakonną, wielką ostrość życia, i najzupełniejsze od świata odosobnienie, więc umyślił w tymże klasztorze przyjąć suknię zakonną. Powróciwszy tedy na dwór hrabiego Beranżera, postanowił niezwłocznie zamiar swój doprowadzić do skutku, w którego spełnieniu stawać mu mogło na przeszkodzie tylko wielkie do niego tegoż hrabiego przywiązanie. Od początku swojego na tym dworze pobytu, stał się on nie tylko największym hrabiego ulubieńcem, lecz najbliższym przyjacielem. Byłto bowiem pan wielkiéj pobożności, który wysokie cnoty Gerarda umiał jak należy ocenić i serdecznie go pokochał. Wszakże, skoro się dowiedział że ten jego najulubieńszy dworzanin miał zamiar poświęcić się na wyłączną służbę Rogu w zakonie, nietylko mu żadnych w téj mierze nie stawił trudności, nietylko go od tego nie odwodził, lecz jak to na człowieka żywéj wiary przystało, utwierdził go w jego świętych zamiarach, i ze łzami wprawdzie w oczach, lecz co prędzéj sam do klasztoru wyprawił. Gerard udał się tam bez zwłoki, zboczywszy tylko na chwilę do wuja swojego Biskupa Tygrieńskiego, aby na nowy zawód jaki rozpoczynał otrzymać od niego błogosławieństwo.

Zgromadzenie ojców w Opactwie świętego Dyonizego, przyjęło z otwartemi rękami męża ze wszech miar tak znakomitego, a już słynącego z wielkiéj świątobliwości. On zaś przywdziewając suknię świętego Benedykta, od samego nowicyatu jakby go już dawno był przebył, zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika. Wiedząc iż jako pochodzącemu ze znakomitego i zamożnego rodu, przedewszystkiém trzeba ćwiczyć się w cnocie pokory, w téj cnocie głównie celował, a i we wszystkich innych których ona jest podstawą wysoko zajaśniał. Wyświęcenie na kapłaństwo jeszcze więcéj rozżywiło w nim pobożność, ducha umartwienia i doskonałego zaparcia. Codziennie sprawując przenajświętszą ofiarę, zalewał się wśród niéj słodkiemi łzami, i z takim ją odprawiał skupieniem, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby najwymowniejszą nauką z jaką czcią dla téj tajemnicy każdy być powinien.

Lecz gdy tak w tém cichém ustroniu święty Gerard szedł drogą coraz wyższéj doskonałości zakonnéj, i w klasztorze spędził już był lat kilka, odżywiła się w jego myśli pamięć widzenia jakie miał w kaplicy w Brogne, równie jak i silne pragnienie spełnienia koniecznie danego mu wtedy przez Świętego Piotra polecenia. Na jednéj więc z kapituł zakonnych, za pozwoleniem Opata, zabrawszy głos, wobec wszystkich ojców opowiedział to swoje widzenie, objawiając przytém chęć spełnienia rozkazu jaki wtedy odebrał. Wszystko to przedstawił tak żywo, i oraz Pan Bóg taką moc dał słowom jego, że zakonnicy jednogłośnie zgodzili się aby jego żądaniu zadość uczynić, gdyż żaden nie miał serca odmówić prośbie brata, którego wszyscy dla jego wysokiéj świątobliwości w szczególném mieli poważaniu. Pan Bóg zaś w którego ręku są serca wszystkich, w ten sposób pokierował wolą tych ojców, gdyż miał w tém na celu większą chwałę Swoję i pożytek dusz wiernych, przez umieszczenie zakonników świętego Benedykta przy kościele w Brogne, a następnie i w wielu innych miejscowościach w ojczyznie Gerarda.

Jakoż, święty Gerard otrzymawszy to czego od tak dawna całém sercem pragnął, przeniósł Relikwie świętego Eugeniusza do swojego kościoła w Brogne. Cuda jakie tam niezwłocznie zaszły, ściągały do tego kościoła wielkie tłumy ludu, a gdy umieszczeni przy nim pierwotnie przez świętego Gerarda duchowni okazali się temu niechętni, Gerard za upoważnieniem Biskupa miejscowego, wydaliwszy ich ztamtąd Benedyktynów sprowadził, co dało początek sławnemu z czasem Opactwu Brogneńskiemu. Nasz święty został jego pierwszym Opatem, chociaż długo się temu opierał, a gdy zewsząd zaczęli garnąć się do niego jużto Prałaci okoliczni, już najznakomitsi panowie podający się pod jego przewodnictwo duchowne, urządził sobie w osobném miejscu w lasach do klasztoru należących pustelnię, i tam, o ile mu obowiązki opackie dozwalały, wiódł życie ostréj pokucie i bogomyślności tylko oddane.

Wszakże niedługo mógł téj ciszy zażywać. Biskupi okoliczni wzywali go z jednéj dyecezyi do dragiéj, jużto dla zakładania nowych klasztorów Benedyktyńskich, już dla zaprowadzenia w dawnych upadłéj karności zakonnéj. Przez lat dwadzieścia poświęcał się temu Gerard, jak z niewymownym dla zakonów pożytkiem, tak z tém większą dla siebie zasługą gdyż wiadomo że trudniéj jest w rozwolnioném zgromadzeniu klasztorném wprowadzić nanowo zachwianą karność, niż założyć nowy zakon z całą jéj ścisłością. W końcu jednak nasz Święty nietylko założył kilka klasztorów nowych, lecz w przeszło dwudziestu przywrócił najściślejsze zachowanie ustaw, tak że cała ówczesna Flandrya poczytuje go za odnowiciela w zakonach ducha świętego Benedykta i jakby za drugiego tychże zgromadzeń Patryarchę.

Znękany ciężkiemi trudami i ostrą przez całe życie pokutą, w podeszłym będąc już wieku, Gerard przedsięwziął podróż do Rzymu, dla otrzymania ostatecznego zatwierdzenia tak świeżo założonych przez niego klasztorów, jak i zreformowanych. Po powrocie zwiedził raz jeszcze wszystkie, a złożywszy godność opacką, zamknął się w swojéj pustelni przy klasztorze w Brogne. Tam już w najściślejszém żyjąc odosobnieniu, gotował się tylko na śmierć. Gdy ostatnia jego godzina nadeszła, zawołał braci, dał im najzbawienniejsze upomnienia, pobłogosławił i śmiercią sprawiedliwych zszedł z tego świata. Umarł 3 Października roku Pańskiego 959.

Pożytek duchowny

Rumieniec jakim okrywała się twarz świętego Gerarda, gdy w jego obecności ośmielał się kto nieskromném wyrażeniem obrażać cnotę świętéj czystości, powstrzymywał od tego i najlekkomyślniejszych. Staraj się i ty w takich razach tak się zachować, abyś tego rodzaju obrazy Bożéj nie był uczestnikiem.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Gerarda Opata, cnotą świętéj czystości od lat najmłodszych przyozdobić raczył; daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, czystém sercem i nieskażoném ciałem wiernie Ci służyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 844–846.

Nauka moralna

Tags: św Gerard Sagredo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat czystość relikwie św Eugeniusz pokora
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.