Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Herman":

2020-10-05

Św. Placyda i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 542.

(Żywot ich znajduje się w Bolandstów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Placyd był synem Tertulla, jednego z największych panów rzymskich. Przyszedł na świat w początku V wieku, kiedy wielki święty Benedykt założyciel zakonnego życia na Zachodzie, powszechnéj już używał sławy. Placyd miał siedem lat kiedy go ojciec zawiózł do klasztoru w Subjako, i świętemu Benedyktowi oddał na wychowanie. Tak młodziutkim będąc od razu zaczął prowadzić życie zakonne, od czego nietylko żadne ostrości reguły go nie zrażały, lecz wszystkie jéj przepisy jak najwierniéj zachowując, prócz tego w różny sposób martwił swoje niewinne ciało. Wszyscy téż zakonnicy bardzo go pokochali, a święty Benedykt miłował go jak rodzonego syna.

Razu pewnego zdarzyło się że młody Placyd poszedłszy po wodę do rzeki, wpadł w nią i już go nurty jéj unosiły. Święty Benedykt który podówczas modlił się w celi, zawiadomiony o tém przez objawienie, posłał drugiego młodego zakonnika imieniem Maura, aby go ratował. Ten powodowany posłuszeństwem, niezastanawiając się nawet nad tém co czyni, nieumiejąc pływać rzucił się w wodę która w téj chwili stała się twarda jak kryształ, przeszedł po niéj jakby po lodzie, schwycił za rękę Placyda i na brzeg go przyprowadził. Ten zaś powiedział, że wpadłszy w wodę dla tego pod nią zanurzony nie był, że ciągle widział świętego Benedykta unoszącego się nad nim.

Od tego czasu Placyd jeszcze większy czynił postęp na drodze doskonałości. Wzrastając w lata wzrastał i w cnoty, a święty Patryaroha przywiązując się do niego coraz więcéj, nierozstawał się z nim prawie nigdy. Jak Pan Jezus który wybierał zawsze najulubieńszych swoich uczniów w chwili kiedy jaki cud miał czynić, taki Święty ten Opat w takich razach miał zwykle przy sobie Placyda. Był téż on obecny kiedy Benedykt cudownym sposobem ze skały wyprowadził źródło dla klasztoru a gdy tenże udał się na górę Kasyneńską aby tam poniszczyć bałwany pogańskie którym jeszcze cześć oddawano, i założyć w tém miejscu główny swój klasztor, wziął także z sobą Placyda, A nakoniec gdy wypadła potrzeba wysłać zakonników z klasztoru Subjackiego aż do Sycylii aby tam założyć nowy klasztor, święty Benedykt wybrał na to Placyda swego ukochanego ucznia, przydając mu dwóch bardzo świątobliwych zakonników Donata i Gordyana. Ojciec Placyda Tertuliusz, podarował był świętemu Benedyktowi wielkie dobra jakie w Sycylii posiadał, składające się z kilku małych portów morskich i ośmnastu wiosek, i tamto ten Święty Patryarcha wysłał Placyda dla założenia nowego klasztoru.

Błogosławione to były czasy, w których ledwie nie co krok świętego napotkać można było: tak téż i Placyd udając się wtedy do Sycylii, w Kapui był najsardeczniéj przyjęty przez świętego Hermana, w Benewencie przez świętego Marcina, w Kanozie przez świętego Sawina, a w Reżżio w Kalabryi przez świętego Syzyna, którzy byli Biskupami tych miast. W podróży téj Placyd wiele cudów uczynił, przypisując je zawsze przez pokorę zasługom swojego Patryarchy świętego Benedykta, którego imienia w takich razach wzywał. Gdy przybył do Mesyny, gdzie go już sława jego świątobliwości i cudów przez niego czynionych poprzedziła, Moselin najzamożniejszy pan tego miasta, a wielki przyjaciel jego ojca, chciał go w pałacu swoim ugościć i jakiś czas zatrzymać. Lecz sługa Boży podziękował mu za to mówiąc: że zakonnikom nie wypada przebywać po świeckich domach, gdyż życie jakie tam prowadzą nie zgadza się z tém jakie oni wieść powinni.

Przybywszy na miejsce swojego przeznaczenia, zajął się niezwłocznie wybudowaniem klasztoru i kościoła pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, i tego przed końcem roku dokonał. Rozgłos jego świątobliwości, życie jakby anielskie które prowadzili zakonnicy w tym nowym klasztorze osiedli, ściągnęły wkrótce do niego wielką liczbę młodzieży, między któremi było trzydziestu z najmajętniejszych rodzin, którzy wyrzekłszy się wielkich dostatków, poświęcili się Panu Boga na służbę. Klasztor téż ten stał się od razu podobny do klasztoru Kasyneńskiego téj kolebki Benedyktyńskiéj za wzór innym służącéj, bo jego przełożony święty Placyd wiernie na sobie odbijał wysoki wzór doskonałości zakonnéj, jaki przedstawiał sam święty ich Patryarcha. Chociaż był nie silnego zdrowia i słabéj budowy ciała, w ostrości życia wszystkich przewyższał braci. Ścisły post zachowywał ciągle, jadając tylko raz na dzień, a zwykle nie więcéj prócz trochę mleka i jarzyny. Chleba nawet pozwalał sobie tylko w niedziele, wtorki i czwartki. W wielkim poście kilka dni z rzędu spędzał bez żadnego pokarmu i napoju. Sypiał zawsze na stołku twardym bez poręczy, opierając głowę o mur i zażywając snu od dwóch do trzech godzin najwyżéj. Resztę nocy spędzał na modlitwie w kościele, a zwykle przed obrazem Matki Boskiéj, do któréj całe życie szczególne miał nabożeństwo. Lubo obarczony był kłopotliwemi zajęciami nowopowstającego Zgromadzenia zakonnego którém zarządzał, skupienia wewnętrznego nie tracił jednak ani na chwilę: owszem, widać było iż coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Łaską czynienia cudów i tam go Pan Bóg uświetnił. Z tego powodu wielką liczbę dotkniętych różnemi słabościami przyprowadzono mu do klasztoru. Zdarzyło się razu pewnego, że gdy przez niejaki czas nie mógł wyjść do przybywających chorych, nagromadziło się ich bardzo wielu. Gdy nareszcie przybył nasz Święty, przeżegnał ich i wszystkich w tejże chwili uzdrowił.

Pięć lat już upłynęło od czasu jak Placyd mieszkał w klasztorze w Sycylii przez niego założonym, kiedy dwóch jego młodszych braci Eutykiusz i Wiktoryn, którzy go nawet nie znali, i siostra Flawia, przybyli z Rzymu aby go odwiedzić i przepędzić pewien czas z bratem, którego sława świątobliwości i do nich była doszła. Wielkiéj pociechy doznali nawzajem, a rozmowy z Placydem i przykład jego życia taki wpływ wywarł na jego braci i siostrę, że postanowili i oni wyrzec się świata i idąc w ślad za swoim świętym bratem, wstąpić do zakonu. Lecz Panu Bogu spodobało się krótszą drogą poprowadzić ich do Nieba.

W owéj właśnie porze pojawił się był na morzu Śródziemném, wysłany przez jednego z królów Afrykańskich korsarz nazwiskiem Manuka, znany z okrucieństwa poganin, a zawzięty wróg imienia chrześcijańskiego. Przybiwszy do brzegów Sycylii wysiadł ze swoją hordą na ziemię, i najprzód napadł na klasztor świętego Placyda w blizkości portu będący. Skoro się tam dostał, uwięził wszystkich zakonników, a z nimi Eutykiusza, Wiktoryna i Flawią. Barbarzyniec ten kazał najprzód stawić przed sobą Donata towarzysza Świętego Placyda, i pytał go groźnie czy jest chrześcijaninem. „Jestem nim, odpowiedział Donat, a nawet mam szczęście być mnichem.” Manuka aby od razu rzucić postrach na innych, po téj odpowiedzi Donata dobył miecza i głowę mu rozpłatał. Potém kiedy jeszcze ciało tego świętego Męczennika leżało przy nim krwią zbroczone, kazał przywołać wszystkich innych więźniów, i różnemi sposobami jużto łagodnemi słowy, już groźbą, chciał ich przywieść do wyparcia się Chrystusa a zostania poganami. Wszyscy mu oświadczyli że tego nigdy nie uczynią, że są chrześcijanami i za wiarę Chrystusa pragnęliby nie jeden raz lecz tysiąc razy oddać życie. Placyd zaś w imieniu innych przydał, że nietylko nie obawiają się śmierci, lecz że święcie zazdroszczą Donatowi, który miał szczęście pierwszy zdobyć koronę męczeńską. Korsarz wpadł we wściekłość i zaczął zadawać im najstraszniejsze męki. Najprzód zbił ich okrutnie, a potém okutych w kajdany kazał zaprowadzić do więzienia. Tam trzymał ich przez tydzień cały bez żadnego pokarmu i napoju. Po upływie tego czasu kazał ich wyprowadzić, posilić żeby dłuższe mogli wytrzymać męki, i znowu katował ich najokrutniéj. Zawiesił ich za nogi, a pod niemi kazał rozpalać ogień, aby dymem ich dusić; a ciągle się domagał aby wyrzekli się wiary. W ciągu tego święty Placyd, nad którym najwięcéj pastwił się ten morderca, zachęcał drugich do wytrwałości. Święta Flawia siostra jego także szczególne przedstawiała dowody męstwa. Gdy zawieszoną w powietrzu darli żelaznemi hakami, a barbarzyniec pytał jéj jak może będąc kobietą i tak znakomitego rodu, wystawiać się na takie cierpienia i zniewagi, kiedy od nich jedném słowem obronićby się mogła, odpowiedziała: „Dla miłości Chrystusa wszelkie męki są dla mnie największą pociechą, a śmierć za Niego poniesiona życiem.” Wtedy poganin kazał przerwać katusze zadawane świętym Męczennikom, i znowu probował czy ich od wiary odwieść nie potrafi. Lecz Placyd rzekł do niego: „Napróżno nas kusisz, lepiéj byś zrobił abyś ratujęc własną twoję duszę, wyrzekł się zabobonów pogańskich. – Wszystkie bożyszcza którym wy cześć oddajecie, sąto wymysły szatańskie, „przez które zły duch zdobywa dusze wasze. Jeden jest tylko Róg prawdziwy, którego czczą chrześcijanie, który jest Stwórcą wszystkiego, Panem Nieba i ziemi, i który po śmierci rozsądzać będzie każdego z nas najskrytsze sprawy.” Manuka rozgniewany tą świętą Placyda odwagą, nie dał mu dłużéj mówić, i kazał kamieniem pogruchotać mu szczęki i powybijać zęby, a gdy pomimo tego Święty przemawiał, kazał mu język wyciąć. Lecz Placyd zaczął mówić jeszcze głośniéj i wyraźniéj niż wprzódy. Cud tak wielki nawrócił wielu pogan obecnych, a Manuka widząc to i obawiając się aby wszyscy jego żołdacy chrześcijanami nie zostali, wydał rozkaz aby więźniowie niezwłocznie ścięci zostali. Poprowadzono ich więc nad brzeg morza gdzie mieli być straceni. Przybywszy tam wszyscy padli na kolana, składając w ofierze Panu Jezusowi życie swoje.

Święty Placyd, którego mowa jako cudownie mu zachowana, zagrzewała tém więcej do męstwa jego towarzyszów, w imieniu wszystkich tak głośno się modlił: „Zbawco nasz Jezu Chryste, któryś raczył śmierć ponieść za zbawienie nasze na krzyżu, bądź miłościw nam sługom Twoim niegodnym. Daj nam wytrwałość aż do końca, i udziel nam téj łaski abyśmy w Niebie w gronie Twoich świętych męczenników zasiedli. Wspieraj nas w tej ostatniéj chwili naszego życia, i przyjm ofiarę jaką ci z niego składamy.” A inni odpowiedzieli: Amen, i w tejże chwili wszyscy ścięci zostali w liczbie trzydziestu trzech. Ponieśli męczeństwo 5 października roku Pańskiego 541.

Pożytek duchowny

Święty Maur powodowany duchem posłuszeństwa rzucił się w wodę ratować świętego Placyda, gdy mu to nakazał jego Opat i idąc po wierzchu rzeki cudownie go z jéj nurtów wydobył. Chociaż nie zawsze takim cudem, zawsze jednak wynagradza Pan Bóg prędkie posłuszeństwo nasze względem tych którym ulegać powinniśmy. Niech cię to uczy i zachęca do należnéj uległości względem wszelkiéj zwierzchności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, który nam dozwalasz świętych Męczenników Twoich Placyda i towarzyszów jego uroczystość obchodzić, daj nam miłościwie szczęścia wiekuistego wraz z nimi zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 851–853.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 804

Na pytanie, co św. Placydowi zjednało wieniec męczeński i oznakę świętości, jedna jest odpowiedź: posłuszeństwo, już bowiem jako siedmioletni chłopiec dostał się pod troskliwy dozór i mądry kierunek świętego Benedykta i wcześnie nauczył się czynić tylko to, co mu jego duchowny przełożony radził, nakazał i do czego go zachęcał. Posłuszeństwo jest najpewniejszą drogą wiodącą do świątobliwości.

Zważmy przeto:

  1. Jak łatwe jest posłuszeństwo. Sternikiem duszy naszej jest mąż pobożny, oświecony łaską Bożą, dokładnie znający święte prawdy wiary, słowem, mąż najzupełniej zasługujący na nasze szacunek i zaufanie. Rozkazy i rady, jakie nam daje, nie są natchnione chwilowym kaprysem lub urojeniem, czuje on odpowiedzialność, która na nim ciąży, wie dobrze, że będzie kiedyś musiał zdać za naszą duszę ciężki rachunek przed Bogiem. Gdyby stanął przed nami sam Pan Jezus, każąc to czynić lub owego się wystrzegać, czyż byśmy Go z rozkoszą nie słuchali? Słuchając zaś rad duchownego przewodnika lub przełożonego, słuchamy samego Chrystusa. Wszakże święty Paweł pisze: „Cokolwiek czynicie, z serca czyńcie, jako Panu, a nie ludziom. Wiedząc, że od Pana weźmiecie odpłatę dziedzictwa” (Kol. 3, 23). – Prócz tego wiemy, jakim udręczeniem są niepokojące nas częstokroć skrupuły i wątpliwości, czy w tym lub w owym wypadku postąpiliśmy tak, jak każę religia, czyśmy nie zgrzeszyli, czyśmy nie wykroczyli przeciw Bogu ? Któż nam te skrupuły rozwiąże, kto te wątpliwości usunie, jeśli nie duchowny nasz przewodnik i doradca naszego sumienia, którego światłą radą winniśmy się kierować a rozkazów słuchać, wiedząc, że jego rady i rozkazy są za stosowane do woli Bożej. Pewność ta czyni posłuszeństwo łatwym.
  2. W posłuszeństwie jest zawarta i zasługa. Choćbyśmy dawali jak najhojniejsze jałmużny, dajemy tylko martwy kruszec i rzeczy doczesne; choćbyśmy z miłości ku Bogu jak najwięcej umartwień nakładali na ciało nasze, zawsze tylko składamy Mu ofiarę ze zmysłowych rozkoszy i przemijających bólów; ale jeśli chętnie i skwapliwie słuchamy rozkazów z miłości ku Bogu, wtedy czynimy Mu ofiarę z woli i ducha naszego, tj. tego, co dla nas i dla Niego jest najcenniejsze. Chrystus Pan i Matka Jego Najśw. są pierwowzorem posłuszeństwa. Najświętsza Maryja Panna rzekła: „Oto służebnica Pańska, niechaj Mi się stanie według słowa twego” (Łuk. 1,38). Chwała Pana Jezusa i Najśw. Panny w niebiesiech jest nagrodą ich posłuszeństwa na ziemi, jak tego dowodzi Pismo święte. Tylko to, co jest skutkiem i wypływem posłuszeństwa, może rościć prawo do zasługi ; wszystko inne, co nie pochodzi z tego źródła, jest podejrzane i ma wartość wątpliwą.
Tags: św Placyd „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Benedykt św Herman św Marcin św Sawin św Syzyn posłuszeństwo skrupuły spowiedź
2020-05-28

Św. Hermana Biskupa Paryzkiego

Żył około roku Pańskiego 576.

(Żywot jego był napisany przez świętych Fortunata i Grzegorza Turoneńskiego Biskupów.)

Święty Herman, wielki swojego czasu cudotwórca, przyszedł na świat w Burgundyi, około roku Pańskiego 459. Ojciec jego Eleuter, a matka Euzebia, należeli do jednéj ze znakomitszych rodzin tego kraju. Lecz rodzice jego byli to ludzie bardzo zepsuci, a matka do tego stopnia wyrodna, że zasmucona tém iż wiele już miała dzieci przy małym majątku, gdy Hermana w łonie swojém nosiła, zadała sobie napój, przez który chciała dziecię swoje zabić zanim na świat przyjdzie. Cudem tylko Opatrzności Boskiéj nie stało się ono ofiarą tej zbrodni.

Herman którego wychowanie było bardzo niedbałe, oddany został do szkół w miasteczku Awalon, wraz z rówiennikiem i stryjecznym bratem swoim imieniem Stratydyasz. Czekał ich obydwóch znaczny spadek po bogatym stryju. Matka Stratydyasza powodowana chciwością, chcąc go jedynie swojemu synowi zapewnić, umyśliła Hermana otruć. Opatrzność i w tym wypadku czuwająca nad nim, dopuściła że sługa która miała mu zadać truciznę pomyliła się, i napój nią zaprawny podała Stratydyaszowi, który tylko co życiem tego nie przypłacił, i w skutek tego na całe życie trądem został dotknięty.

Biedny Herman, widząc się tak okrutnie prześladowanym od najbliższéj swojéj rodziny, rozstał się z nią na zawsze, i udał się do dalekiego krewnego swojego Skupiliona człowieka wielkiéj świątobliwości, który i przykładném życiem i staraniami około niego, wynagrodził mu to wszystko co wycierpiał w domu. Żyli jakby dwaj święci zakonnicy, oddając się głównie różnym ćwiczeniom pobożnym i uczynkom miłosierdzia. Chociaż o pół mili oddaleni od kościoła, codziennie według ówczesnego zwyczaju obecni byli na pacierzach kanonicznych, publicznie tam odprawianych, i od tego nie powstrzymywała ich ani zimowa pora roku, ani największa niepogoda i chłody. Resztę dnia spędzali na czytaniu ksiąg świętych i nawiedzaniu ubogich, którym z największą miłością służyli wspierając ich wedle możności.

Biskup miasta Otę (Autun) święty Agrypin, dowiedziawszy się o wielkiéj świątobliwości młodego Hermana, nakłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, a w lat trzy potém, pomimo oporu jaki stawiła w tém jego pokora, wyświęcił go na kapłana. W zawodzie kapłańskim, zajaśniawszy wszystkiemi cnotami temu stanowi właściwemi, został opatem klasztoru świętego Symforyana, na przedmieściu ówczesnego Paryża, będącego. Nowy Opat rządził braćmi swoimi z taką roztropnością, miłością i pilnością że wkrótce zgromadzenie to stało się wzorem najściślejszéj karności zakonnéj, która przed jego przełożeństwem była bardzo upadła. Sława świątobliwości Opata klasztoru świętego Symforyana, przyciągnęła do jego zgromadzenia wiele dusz wybranych; miłosierdzie jego dla ubogich zjednało mu serca mieszkańców całéj okolicy, a nauki jakie miewał do przybywających coraz tłumniéj aby je słuchać, najzbawienniejszy wpływ wywierały na wiernych, którzy z bardzo nawet odległych stron tam się zbiegali. Przytém już wtedy Pan Bóg obdarzył go był łaską przepowiadania przyszłości i czynienia cudów, co słowom jego i wpływowi jeszcze większą przydawało powagę.

Żadnego ubogiego nie odprawiał od furty klasztornéj bez wsparcia. Razu pewnego tak był wszystko rozdał biednym, że ani jeden bochenek chleba nie został w zapasie dla braci. Niektórzy z nich zaczęli na to szemrać. Święty udał się na modlitwę, i zaledwie ją skończył, a oto najniespodzianiéj, pewna pobożna pani przysłała klasztorowi kilka koszów chleba, i nazajutrz nadeszły wozy naładowane różnemi wiktuałami.

Lecz Pan Bóg chciał tego sługę Swego wyprobować i prześladowaniem złych ludzi. Ci do tego stopnia oczernili świętego Hermana przed Biskupem (którym podówczas nie był już święty Agrypin, który go znał dobrze i wielce poważał), że ten kazał go wtrącić do więzienia.

W kilka godzin po jego zamknięciu, drzwi więzienne cudownie otworzyły się, lecz Święty nie chciał wyjść bez pozwolenia Biskupa, który tym jego czynem zbudowany, poznał kim był Herman, i odtąd był dla niego z największém uwielbieniem. Pod tęż porę wszczął się jest pożar w zabudowaniach klasztornych, i groził zupełném zniszczeniem gmachu. Herman kilku kroplami wody święconéj ugasił go w jednéj chwili. Rozgłos tych i wielu innych cudów, tak rozniósł sławę jego świątobliwości po całym kraju, że gdy w roku Pańskim 554 umarł Biskup Paryzki, naszego Świętego na jego miejsce powołano. Długo się temu opierał, lecz w końcu musiał uledz woli króla Childeberta, który uczynił go swoim nadwornym jałmużnikiem, to jest kapelanem królewskim, i powierzył się jego przewodnictwu duchownemu.

Wysokie te godności nie zmieniły w niczém jego sposobu życia ubogiego i umartwionego, a tylko utwierdziły go w tém głębszej pokorze, i jego wielkiéj dla ubogich litości dozwalały tém hojniejsze sypać jałmużny, jako téż wspierać ich wpływem, jaki miał u dworu i u samego króla. Od rana do wieczora oddany sprawom tyczącym się zarządu jego dyecezyi, prawie całą noc spędzał na modlitwie, i zwykle w kościele przed przenajświętszym Sakramentem. Pościł niemal ciągle, a w najostrzejsze zimna nie ogrzewał swojego mieszkania. Posiadając całą ufność królewską, do spraw cywilnych nie wtrącał się wcale, zajęty jedynie pracą około uświątobliwienia swoich owieczek, i wspierania wszelkiego rodzaju nędzy. Król miał zwyczaj codzień dawać mu pieniądze dla ubogich. Razu jednego dostawszy bardzo wielką summę, gdy w ciągu dnia nie zdarzyła mu się sposobność użycia wszystkiego, resztę odniósł królowi. Lecz ten wspaniałomyślny monarcha, oddał mu to napowrót mówiąc: „iż może być pewnym, że znajdzie się w szkatule królewskiéj zasób niewyczerpany do czynienia jałmużny, ile mu się spodoba.”

Pod takim Królem i takim Biskupem, lud wielkiéj pomyślności zażywał, a Pan Bóg cudem głośnym podówczas w całym świecie, i jednego i drugiego hojność dla ubogich nagrodził i uświetnił. Childebert znajdując się w zamku swoim Celskim, w okolicach miasta Melun, zachorował śmiertelnie i już żadnéj nie było nadziei uratowania mu życia. Przybył do niego święty Biskup, całą noc spędził na modlitwie, a rano włożywszy na króla ręce, uzdrowił go najzupełniej. Childebert na pamiątkę tego cudu, zamek Celski z jego przyległościami zapisał katedrze Paryzkiéj, w akcie na to sporządzonym, opisując cud któremu życie zawdzięczał. Po wyprawie swojéj na Hiszpanią tenże monarcha, wybudował w Paryżu wspaniały kościoł, dziś będący właśnie nazwany kościołem świętego Hermana, i do niego przydał obszerne zabudowania dla zakonników, których tam umieścił pod przewodnictwem naszego Świętego. W krótkim czasie zapełnił on to zgromadzenie wielkiéj świątobliwości zakonnikami, których pierwszym opatem zrobił świętego Doroktoweusza. To dało początek sławnemu opactwu świętego Hermana pod Paryżem, z którego późniéj wyszło tak wielu znakomitych mężów kościelnych, tylu Kardynałów świątobliwych i uczonych Prałatów.

Lecz święty Herman stawiając na tak świetnéj stopie pod jego zarządem zostające zgromadzenie zakonne, również zbawiennych owoców swojéj biskupiéj gorliwości doczekał się i na duchowieństwie świeckiém. Seminaryum pod jego okiem będące, wydało mnóstwo kapłanów najzacniejszych, i nimi obdarzyło całą jego wielką dyecezyą. Używało takiéj sławy, że z obcych nawet i bardzo odległych Biskupstw, przysyłano do Seminaryum świętego Hermana młodych kleryków, którzy w tak doskonałéj szkole wyćwiczeni, po całym kraju roznosili ducha gorliwości i świątobliwości kapłańskiéj.

Za życia jeszcze uczynił był tak wielką liczbę cudów, że święty Fortunat Biskup Pitkawski (Poitiers) podówczas żyjący, w życiu jego, które napisał, wylicza ich około dziewięciuset i przydaje że wiele opuścił. Słoma z siennika na którym sypiał, kawałki a nawet nitki z jego sukni, łzy jego zebrane, listy przez niego pisane, okazanie się jego we śnie, wszystko to były cudowne lekarstwa, przywracające zdrowie najcięższemi chorobami lub kalectwem dotkniętym. Gdy wychodził z kościoła, umieszczano na drodze jego długie szeregi chorych, których uzdrawiał w tejże chwili. W miasteczku Medon, gdzie wybuchło powietrze, kilkudziesięciu niém dotkniętych, uzdrowionych zostało chlebem przez niego poświęcanym.

Dożył już był lat ośmdziesięciu, gdy mając sobie objawiony dzień śmierci, kazał wypisać jej datę nad swojém łóżkiem, i sporządziwszy testament wyraził w nim prośbę aby go pochowano przy kościele wybudowanym przez króla Childeberta, który dla tego poźniéj kościołem świętego Hermana został nazwanym. Umarł pełen cnót i zasług dnia 28 Maja roku Pańskiego 576. Gdy ciało jego z wielką czcią niesiono do Opactwa, na przejścia około więzienia stało się ono tak ciężkiém iż go z miejsca poruszyć żadnym sposobem nie mogli, aż więźniów z rozkazu króla uwolniono.

Pożytek duchowny

Święty Herman obarczony ważnemi sprawami zarządu swojéj dyecezyi, po całodziennym trudzie, zwykle większą część nocy przepędzał na modlitwie w kościele. Podobnie wielu Świętych czyniło i czyni. Czy nie jesteś czasem z téj liczby dusz oziębłych, którym na wszystko czas wystarcza, a nigdy na to aby przez cokolwiek dłuższe modlitwy wypraszać sobie łaski potrzebne do zbawienia, a których Pan Bóg udziela tylko tym którzy o nie ciągle proszą.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Hermana wyznawcę Twojego i Biskupa, darem gorącéj modlitwy obdarzył, za jego pośrednictwem błagamy pokornie, racz nam udzielić ducha wytrwałéj modlitwy, i ucz nas wypraszać sobie przez nią najpotrzebniejsze łaski. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 434–436.

Tags: św Herman „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup aborcja modlitwa wytrwałość
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.