Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Hieronim":

2020-10-02

Świętych Aniołów Stróżów

Święto to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1610.

(Treść nauki Kościoła o Aniołach Stróżach.)

Święto Aniołów Stróżów w dniu dzisiejszym przypadające, jest uroczystością którą każdy chrześcijanin z najszczególniejszém nabożeństwem obchodzić powinien. Można bowiem pod pewnym względem powiedzieć, że żadne inne święto tak zblizka nas nie dotyczy. W dniu dzisiejszym oddajemy cześć tym świętym istotom, które z liczby błogosławionych niebieskich duchów, są najciśléj z nami złączone, i to od chwili przyjścia naszego ma świat aż do grobowéj deski, a nawet i po śmierci. Są one tak daleko ciągle przy nas, że prócz Boga, który wszech-obecnością Swoją wszystkie miejsca ogarniając, ciągle i wszędzie jest przy nas, albo raczéj my w Nim zawsze, z nikim innym, chociażby nam najbliższym, nie mamy i nie możemy mieć tak nieprzerwanego towarzystwa, jak z naszym Aniołom Stróżem. Nie widzimy go wprawdzie oczami cielesnemi, lecz uczy nas tego wiara; a jak wiemy, to co ona nam podaje do wierzenia pewniejszém jest jeszcze, niż gdybyśmy się o tém własnemi oczami przekonali. Jużby więc to samo dostateczném być powinno aby święto naszego Anioła Stróża obchodziło nas wyjątkowo.

Lecz nie dość na tém że mamy tą niewymowną pociechę, iż posiadamy ciągle przy sobie Ducha niebieskiego. Przydała go nam nieograniczona dobroć Boska, nie na to tylko aby on nam towarzyszył i był jakby obojętnym widzem wszystkiego, co się z nami dzieje; lecz o! niepojęta troskliwości Stwórcy nad Jego nędzném stworzeniem, Pan Bóg dał go nam głównie, owszem jedynie na to, aby się on nami opiekował, strzegł nas, zasłaniał od wszelkiéj tak na ciele jak i na duszy szkody, odsuwał od nas wszelkie pokusy i napady szatańskie, podawał święte myśli i natchnienia do serca naszego, dopomagał do spełnienia wszelkich dobrych czynów, nasze modlitwy zanosił przed Tron Boga, i w końcu nieodstępował nas nawet kiedy przed tymże Tronem staniemy dla zdania rachunku po śmierci, i tam bronił wedle całej swojéj możności naszéj sprawy, od któréj cała nasza wieczność zawisła. Gdy więc tém jest dla każdego z nas jego Stróż Anioł, gdy takiego każdy z nas ma w nim opiekuna i pośrednika, i to nie na jaki jeden tylko wypadek, nie w jednéj jakowéj potrzebie, lecz w każdém bez wyjątku zdarzeniu i w całym bez żadnéj przerwy ciągu naszego życia od przyjścia na ten świat aż do przejścia na tamten, czyż nie słusznie powiedzieć mogliśmy, że święto dzisiejsze na uczczenie Aniołów Stróżów przeznaczone, jest świętem najbliżéj i najbardziéj nas obchodzącém.

Postanowione ono zostało, a raczéj do dnia dzisiejszego przywiązane, dopiéro przez Papieża Pawła V w wieku XVII, lecz już i wprzód w wielu krajach chrześcijańskich, a szezcgólnie w Hiszpanii obchodzone było. Wszakże postanowienie tego święta, nie było postanowieniem dopiéro wtedy oddawania czci świętemu Aniołowi Stróżowi; gdyż cześć takowa i nabożeństwo do Anioła Stróża, powstały razem a Kościołem. Skoro Pan nasz Jezus Chrystus nauczył wszystkich wiernych, że każdy z nas ma Anioła Stróża, przez to samo nauczył nas z jaką czcią dla nich być powinniśmy. Cześć Aniołom w ogólności była oddawana i w Synagodze to jest pod starym Zakonem, lecz cześć Aniołów Stróżów w szczególności, zdaje się że wzięła swój początek dopiéro z Kościołom; a to co o tém mówią Ojcowie święci dowodzi że za najdawniejszych czasów chrześcijaństwa była bardzo upowszechnioną. „Nic tak wysokiego wyobrażenia nie daje o zacności duszy naszéj, pisze święty Hieronim w pierwszych wiekach Kościoła żyjący, jak gdy zastanawiamy się nad tém, że dla każdéj od chwili naszego urodzenia przeznaczył Pan Bóg Anioła za Stróża.”

Stwórca najwyższy, według powszechnéj nauki katolickiéj, całym światem stworzonym rządzi przez Aniołów, a więc tymże sposobem rozciąga Swoję opatrzność i nad ludźmi, używając tychże błogosławionych duchów do kierowania wszystkiém co się nas w ogólności tyczy. Lecz że człowieka umiłował Pan Bóg nad wszelkie stworzenie, bo nietylko go stworzył jak każde inne dzieło rąk Swoich, lecz nawet odkupił krwią własną, więc ze szczególnego przywileju, prócz Aniołów których używa do kierowania w ogólności wszystkim co się do ludzi odnosi, jeszcze przeznaczył jednego z nich dla każdego z nas zosobna, o czém wyraźnie mówi Pismo Boże: „Aniołom swoim przykazał o tobie, aby cię strzegli w drogach twoich” 1. Objawiając zaś nam to wielkie dobrodziejstwo Boże, Księgi Święte uczą nas także jak względem tych naszych niebieskich towarzyszy zachować się powinniśmy i jakich opiekunów w nich posiadamy. Obraz bowiem jednego i drugiego mamy w tém, co Pan Bóg mówi do Mojżesza o Aniele którego mu zsyłał dla straży ludu wybranego: „Oto ja poszlę Anioła mojego, powiedział Pan Bóg do niego, któryby szedł przed tobą i strzegł na drodze, wyprowadził cię na miejsce którem nagotował. Szanuj go i słuchaj głosu jego, a nie lekceważ go sobie, bo nie opuści cię kiedy zgrzeszysz, i jest imię moje w mim; a jeśli usłuchasz głosu jego, a czynisz wszystko co mówię, nieprzyjacielem będą nieprzyjaciołom twoim, i utrapię tych którzy ciebie trapią” 2. A także ważne usługi jakie Archanioł Rafał oddał młodemu Tobiaszowi, o czém również wspomina Pismo Boże, a oraz i wdzięczność jaką mu za to Tobiasz okazywał, uczą nas czém są dla nas Aniołowie Stróże i jaką my za to wdzięcznością dla nich przejęci być powinniśmy. „Ojcze, rzekł wtedy młody Tobiasz do starego: co mu za zapłatę damy? bo cóż może być godném dobrodziejstw jego” 3.

Zastanawiając się nad Boga naszego dla człowieka dobrodziejstwem w przydaniu mu Anioła za stróża, tako tém pisze święty Bernard Doktor Kościoła: „Aniołom swoim poleci cię, cóż to za łaska! co za dowód wielkiéj miłości! Któż bowiem jest ten co to zlecenie zrobił? komu je dał? o kogo mu tu chodziło?i co nakazał? zastanówmy się nad tém bracia, i nigdy tego nie wypuszczajmy z pamięci. Któż jest ten co to polecił? Oto ten Pan przedwieczny, któremu podlegają Aniołowie; On to im rozkazał, aby cię strzegli we wszystkich drogach twoich. A więc Stwórca najwyższy wydał rozkaz tym wzniosłym duchom, które są ma najbliższemi, które właściwie mówiąc są jego domownikami, a rozkaz przez który głównie ma ciebie no celu. A kimże ty jesteś? Czém jest człowiek o! Boże mój, abyś o nim pamiętał! Jakby człowiek był czém inném jak nędzną zgnilizną. Lecz jak myślisz co o tobie Pan Bóg rozkazał? polecił Aniołom Swoim aby strzeli cię. Jakiémżo więc poszanowaniem, jaką miłością i ufnością słowa te napełniać nas powinny: uszanowaniem dla obecności Anioła, miłością za jego ku nam miość, ufnością w jego możną opiekę. Gdziekolwiek przeto znajdować się będziesz, chociażby w najskrytszém miejscu, miéj uszanowanie dla twojego Anioła. Czyż odważysz się w jego obecności na coś takiego, czegobyś nie śmiał spełnić w obecności jakiejkolwiek poważnej osoby? Czy wątpisz że on jest przy tobie, dlatego że go nie widzisz; a przecież kiedy wiara cię tak uczy, pewniejszym tego być możesz niż gdybyś ma to patrzał. Serdecznie więc miłujmy naszych Aniołów Stróżów, z którymi kiedyś będziemy wspólnie przebywać w Niebie, a których dał nam Pan Bóg za przewodników, opiekanów i mistrzów nieodstępnych na ziemi. Czegóż obawiać się możemy zostając pod strażą tak potężnych obrońców? Ani ich żadne trudności przezwyciężyć nie mogą, ani żadna siła odwrócić od posłannictwa jakie im Pan Bóg przeznaczył, a tém jest aby nas ciągle zwracali do ostatecznego końca naszego, to jest do osiągnięcia wiecznéj chwały w Niebie, bo dla tego właśnie zlecił im strzedz nas we wszystkich drogach naszych. Owoż, w spełnianiu tego posłannictwa są przemądrymi, wiernymi i potężnymi, czegoż więc lękać się możemy? Tylko z naszéj strony powodujmy się wiernie ich przewodnictwem; kochajmy ich bardzo, a ile razy natrze na cię silna pokusa, albo ogarnie cię smutek, udawaj się do Anioła który jest twoim Stróżem, towarzyszem, opiekunem, twoim obrońcą w niebezpieczeństwach, i pocieszycielem w strapieniach. Wzywaj go wtedy wołając: /Panie giniemy, zachowaj nas/”. 4

Lecz głównym naszym obowiązkiem względem Anioła-Stróża, jest doskonałe posłuszeństwo natchnieniom jakie on w sercach naszych rozbudza, a które o ile są dobre, święte i ku pożytkowi duszy naszéj służące, od niego pochodzą. Na to bowiem właśnie i przedewszystkiém, z nieprzebranéj dobroci Swojéj, przeznaczył Pan Bóg za nieodstępnego nam towarzysza tego Ducha niebieskiego, stanowiąc go naszym przewodnikiem, i najbliższym pomiędzy nami z Duchem-Świętym od którego wszelkie łaski pochodzą, pośrednikiem.

Jak z jednéj strony mamy zawziętego wroga duszy naszéj, ciągle zajętego wynajdowaniem sposobów aby nas zgubić, a tém jest szatan; tak z drugiéj mamy wiernego i najtroskliwszego o prawdziwe dobro nasze przyjaciela, a tym jest Anioł-Stróż, wszelkiego dokładający starania, aby nas uświątobliwić i jak najmilszymi uczynić Panu Bogu. Szatan nas prześladuje, z powodu nienawiści jaką pała do Stwórcy; a Anioł-Stróż nas broni i opiekuje się nami, z miłości ku Bogu który go do tego jedynie przeznaczył. Jakimże byłoby to szaleństwem, jaką względem Boga najlepszego niewdzięcznością, jak straszném zaślepieniem, nadstawiać ucha poszeptom istoty piekielnéj, mającéj na celu tylko wieczne nasze nieszczęście, a nie słuchać głosu natchnień tego Niebieskiego zesłannika, którego wszystko co się nas tyczy obchodzi jeszcze bardziéj niż nas samych, który płacze nad każdym naszym upadkiem, a nie zrażając się niczém i nigdy, zawsze nas wspiera, ratuje i do Nieba pragnie zaprowadzić,

Ile razy przychodzi nam spełnić jaki czyn dobry, albo oprzeć się pokusie wiodącej do złego, czujemy w sobie tę walkę przez dwóch tych duchów wszczynaną: bowiem wróg nasz chce nas powstrzymać od dobra, a przywieść do złego; a najdroższy nasz Stróż-Anioł przeciwnie, usiłuje powstrzymać nas od grzechu nakłonić do cnoty. Czyż godzi się wahać się wtedy? Niech Bóg dobry uchować nas od tego raczy. Lecz aby tak było prośmy Go o to właśnie za pośrednictwem Anioła-Stróża, który wszystkie nasze prośby przed tron Jego zanosi, a prośmy bezustannie, aż do chwili śmierci, abyśmy i wtedy skrzydłami naszego Stróża niebieskiego od ostatecznych napaści złego ducha wyzwoleni, mogli na wieki dziękować Bogu za to niewymowna dobrodziejstwo jakiém nas obdarzył w czasie, przeznaczając dla każdego z nas za nieodstępnego opiekuna jednego z błogosławionych Duchów majestat Jego w Niebie otaczających.

Pożytek duchowny

Wyznaj szczerze że albo bardzo słabe, albo żadnego dotąd nie miałeś nabożeństwa do twojego Anioła Stróża, i tak się względem niego zachowałeś, jakbyś nie wiedział wcale o tak wielkiém dobrodziejstwie Boga dla ciebie. Niech więc odtąd będzie inaczéj. Rozbudź w sercu twojém wielkie do świętego Anioła Stróża twojego nabożeństwo, i w każdéj nacierającéj na ciebie pokusie, niezwłocznie a z najzupełniejszą ufnością, uciekaj się pod jego skrzydła.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który z niewysłowionéj Opatrzności Świętych Aniołów dla straży naszéj wysyłać raczysz, daj nam pokornie Cię o to proszącym, i skutku ich obrony zawsze doznawać, i wieczną społecznością cieszyć się z nimi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 841–843.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 792

Na pytanie młodego Tobiasza, odpowiada Kościół święty przez usta świętego Bernarda:

  1. Winniśmy cześć przynależną tak wzniosłym istotom, które przewyższają wszystkich śmiertelnych mądrością, dzierżą wszystkie dary Ducha świętego i posiadają wszystkie cnoty i szczęście wiekuiste. Uważajmy w nich nie tylko stworzenia godne czci i cieszące się łaską Bożą, ale zarazem wysłańców Ojca niebieskiego i wyobrazicieli Jego miłosierdzia i troskliwości o dobro nasze cielesne i duchowe.
  2. Winniśmy im wdzięczność. Dobrodziejstwa, którymi nas darzyli od dnia urodzenia naszego, potęga ich wstawiennictwa za nami do Boga, mądrość ich przestróg i napomnień, a nadto ich gotowość pomocy jest tak wielka, że trudno nam odgadnąć, jak im się za to wszystko od wdzięczyć należy. Ubóstwo nasze starczy nam tylko na okazanie im słowami wdzięczności, na wysławianie szczęścia, jakiego doznają w Niebie, na podziwianie gotowości, z jaką nam czynią tak rozliczne przysługi, z których nie zawsze korzystamy na uświęcenie żywota naszego.
  3. Nasze zaufanie do Aniołów Stróży winno być bezwarunkowe. Z jednej strony są oni skłonni opiekować się nami, ale z drugiej są sługami Boga, poddanymi Jego świętej woli i gotowymi pełnić Jego rozkazy. Wolą Boga jest, abyśmy Go błagali o Jego świętą łaskę i prosili Aniołów Stróży o łaskawe ich pośrednictwo. Gdyby nam udzielali opieki i pomocy bez prośby naszej, nie świadczyliby nam dobrodziejstw, lecz narzucaliby nam się wbrew woli naszej. Słusznie przeto mówi święty Bernard: „Jeśli was nawiedzać będzie pokusa albo utrapienie, proście o pomoc tego, który was strzeże, który jest waszym przewodnikiem, który wam nie odmawia swej pomocy w cierpieniu”. Aby nas do takiego zaufania zachęcić, Ojciec święty Pius VII przeznaczył sto dni odpustu dla tych, którzy z nabożeństwem odmówią następującą

Modlitwę

Aniele Boży, Stróżu mój, mnie Tobie z dobroci Boskiej poleconego strzeż, rządź i kieruj. Amen.

Modlitwa powyższa zapewnia odpust każdemu, kto ją przez cały rok co dzień rano i wieczór odmawia. Odpust ten może być również ofiarowany za dusze pozostające w czyśćcu.

Footnotes:

1

Psalm. XC. 11.

2

Exod. XXIII. 20.

3

Tob. XII. 2.

4

Mat. VIII. 25.

Tags: anioł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Pius V św Hieronim śmierć
2020-09-30

Św. Hieronima, Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 422.

(Żywot jego był napisany przez Maryana Wiktoryusza, Biskupa Reatyńskiego.)

Święty Hieronim był rodem ze Strydonu, miasta na granicach Dalmacyi i Pannonii położonego. Przyszedł na świat w roku Pańskim 332, z rodziców gorliwych chrześcijan, którzy go téż bogobojnie wychowywali. Po odbytych w domu naukach, do których nadzwyczajną zdolność okazał, wysłany został na wyższe kształcenie się do Rzymu, gdzie pod najbieglejszym podówczas mistrzem Donatem, wielki w umiejętnościach postęp uczynił, lecz oraz i w ćwiczeniach pobożnych nie ustawał. „Gdym przebywał w Rzymie, będąc młodym, pisze on, często nawiedzałem groby Apostołów i Męczenników, po głębokich pieczarach chowane.” Następnie kształcił się pod innymi jeszcze, najbieglejszymi nanuczycielami, i w krótkim czasie przewyższył wszystkich łacińskich i greckich uczonych, wsławiwszy się przytém znakomitym darem wymowy.

Chociaż zawsze odznaczał się przykładném życiem, jednakże jak sam to w pismach swoich pokornie wyznaje, młodość jego, pod względem obyczajów, nie była bez zarzutu. Lecz skoro ochrzczonym został, co według ówczesnego zwyczaju, nastąpiło dopiero gdy w dojrzałym był wieku, jął się od razu drogi najwyższéj doskonałości Ewangelicznéj. Zerwał prawie zupełnie stosunki ze światem, ścisłemi postami i różnemi umartwieniami trapił ciało, i cały czas obracał na naukę i modlitwę.

Dla większego wydoskonalenia się w Teologii, udał się do Francyi, gdzie podówczas znajdowało się kilku najbieglejszych Teologów; a za powrotem ztamtąd, odwiedziwszy jeszcze Rzym i ojczyznę, postanowił wyłącznie poświęcić się na służbę Bogu, obrać życie zakonne, i w tym celu puścił się na Wschód. Zwiedziwszy Ziemią świętą, zaszedł na pustynią w Syryi, gdzie prócz tu i ówdzie pustelników po chatkach mieszkających, nie było żadnych mieszkańców. Wziąwszy z sobą znaczny zapas ksiąg Świętych, rozmyślając nad niemi, oddany bogomyślności i najostrzejszéj pokucie, wiódł tam żywot pustelniczy. A mając sposobność wyuczenia się hebrajskiego języka, oddał się temu głównie w tym celu, aby lepiéj Pismo Boże zrozumiał. Kosztowało go to nie mało pracy, sam bowiem pisze: „Jakie w téj mierze napotkałem trudności, ilekroć razy, już prawie rozpaczałem, odstępowałem od téj nauki i znowu się do niéj brałem, świadkiem są ci co wtedy ze mną byli. Ale dziękuję Bogu, że z tak gorzkiego nasienia, słodkie owoce zbieram.”

Jakoż, wyuczony hebrajskiego języka, tak Poznał Pismo Boże, i tak dał mu Pan Bóg najtrudniejsze Ksiąg świętych miejsca wyłożyć, że według Świadectwa świętego Augustyna, nikt mu w tém nie wyrównał.

Na pustyni téj, różne ciężkie zesłał był na niego Pan Bóg próby. Z trzech jego towarzyszów, ukochanych od młodości przyjaciół, dwóch tam umarło, a trzeci Heliodor, którego szczególnie miłował, odstąpił go, nie dając się ani łzami jego zatrzymać, ani rzewnemi listami któremi za nim z puszczy długo gonił, napowrót przywołać. I szatan téż pokoju mu nie dał: na wynędzniałego od postów, dawno już na puszczy w bogomyślności tylko i księgach zatopionego, natarł najszpetniejszemi pokusami, rozbudzając w nim tęsknotę do świata który opuścił. Sam tak to opisuje: „Przebywając w pustyni mojéj, w któréj od skwaru słonecznego ledwo wytrzymać można było, bywały chwile, w których wyobraźnia przenosiła mnie do Rzymu, i otaczała wszystkiemi roskoszami światowego życia. Pomimo najsurowszych postów i umartwień ciała, pomimo łez jakie wtedy wylewałem, jęków i szlochów, serce moje pożerały najszpetniejsze żądze. Wtedy padałem do stóp krzyża, zlewałem go łzami; po całych tygodniach nic w usta nie brałem, kamieniem biłem się w piersi, i póty dzień i noc rozwodziłem jęki po całéj pustyni, aż przecież przychodziłem do tego, że przygasały piekielne płomienie które mnie paliły.

Święty Hieronim cztery lata przepędził wtedy na puszczy, w najostrzejszéj pokucie: a gdy szatan wewnętrznemi pokusami wygnać go ztamtąd nie mógł, wysłał na niego heretyckich mnichów, którzy chcieli go odwieść od jedności z Kościołem, a nie mogąc tego dokazać, takie na niego ściągnęli prześladowanie, że w końcu musiał opuścić puszczę Syryjską.

Zanim jednak z niéj wyszedł, miał pewne widzenie, przez które Pan Bóg raczył w nim umiarkować zbyt silne w naukach świeckich upodobanie. Razu pewnego, zdało mu się iż zaprowadzony był na sąd Boży, i tam zapytano go kim jest, na co odpowiedział: iż jest chrześcijaninem. Wtedy usłyszał głos: „Tyś nie chrześcijanin, ale Cyceronianin” 1 i w tejże chwili, tak ciężko zbity został, że wyszedłszy z zachwycenia, długo ślady odebranéj chłosty na ciele nosił. Posłużyło mu téż to na zbawienną naukę, i odtąd pozbył się zbytniego zamiłowania świeckiego piśmiennictwa.

Opuściwszy pustynię, udał się Hieronim do Jeruzalem, i przez czas pewien, w samotniejszych okolicach tego miasta, pustelniczy wiódł żywot. Lecz najdłażéj zatrzymał się w Betleem, gdzie dla wielkiego nabożeństwa jakie miał do tajemnicy Narodzenia Pańskiego, powziął zamiar osiąść na zawsze. Wszakże z polecenia Papieża świętego Damaza, z którym i na puszczy przebywając w piśmiennym był stosunku, udać się musiał do Antyochii, gdzie biskup Paulin, pomimo wielkich trudności jakie w téj mierze czynił święty Hieronim, wyświęcił go na kapłaństwo. Zastrzegł sobie jednak przytém masz Święty, że do żadnego kościoła w szczególności przeznaczonym nie zostanie, i że wolno mu będzie jak dotąd mniszy żywot prowadzić.

Wkrótce potém Papież powołał go do Rzymu, i tam stanął ten wielki sługa Boży, na wysokim świeczniku. Święty Damazy trzymał go ciągle przy boku swoim, używając do załatwiania najważniejszych spraw Kościoła powszechnego, a szczególnie do pisania odezw Papiezkich, przez które ten Ojciec Święty, rządził wszystkiemi kościołami. O czém także wspomina Hieronim w pismach swoich mówiąc: „W listach kościelnych, pomagałem Damazemu Biskupowi Rzymskiemu: odpowiadałem w jego imieniu różnym Synodom, tak na Wschodzie jak i na Zachodzie, bo zewsząd jako do Matki kościołów wszystkich, wszystkie inne kościoły, ze sprawami swojemi do Rzymu się udawały.” Wtedy to także, z polecenia świętego Damazego Papieża, Hieronim wzbogacił Kościoł nieoszacowanym skarbem różnych pism swoich. Przełożył z greckiego języka Stary-Testament na język łaciński, i to jego tłomaczenie równie jak i Nowego Testamentu, po dziś dzień, w kościele, za kanoniczne, to jest najprawniejsze jest uznane. On także z tymże Papieżem ułożył pacierze kapłańskie, takie jakie się dotąd odprawiają, a przytém wiele innych najznakomitszych wydał dzieł treści religijnéj, które go w rzędzie czterech największych Doktorów Kościoła postawiły. Znaczną liczbę pozostawił listów, w których wykłada najgłębsze tajemnice wiary, albo wyjaśnia najtrudniejsze ustępy Pisma Bożego, tak że jak się o nim jeden z Ojców Kościoła wyraża, każdy z listów jego, jest dziełem wysokiéj wartości.

Obok tego rodzaju prac swoich, Hieronim przebywając wtedy w Rzymie, nie mało dusz Panu Bogu pozyskał. Szczególnie wiele ich, pobudzając do doskonałego Ewangelicznego życia, ze świata wyrwał, i do wysokiéj doprowadził świątobliwości: między któremi najznakomitsze były Paula, Brezylia, Marcela, Felicyta, Eustachia i Melania, które wszystkie wielkiemi majątkami i świetnością rodu wzgardziwszy, a pod przewodnictwem Hieronima pokutnemu oddawszy się życiu, w poczet Świętych policzone zostały. Listy jego do nich pisywane, zawierają w sobie niewymowne bogactwa piśmiennictwa kościelnego.

Lecz na wpływ tak zbawienny Hieronima w Rzymie, piekło obojętnie patrzyć nie mogło. Pobudził na niego szatan złych ludzi, którzy prześladując go, a w różny sposób czerniąc i krzywdząc, zmusili do tego że Rzym opuścił. Udał się najprzód do Carogrodu, gdzie przez pewien czas przebył przy Świętym Grzegorzu Nazianzeńskim, w którego nauce bardzo się rozmiłował, a potém udał się do Ziemi świętéj, i tam w Betlehemie już na zawsze pozostał. Połączywszy się z nim Święta Paola, Eustachia, Melania i wiele innych świętych niewiast, założyły w tem mieście klasztor żeński, a wkrótce potém ichże nakładem i staraniem, stanął i drugi męzki w którym zamieszkał Hieronim. Gdy zaś w krótkim czasie, wielka liczba, uczniów się do niego zgromadziła, Święty posłał brata swego Paulina, aby dobra ich jakie posiadali w Dalmacyi sprzedał, i za pieniądze ztąd otrzymane, nowy wielki klasztor wystawił.

Mieszkając w. Betleemie, a słynąc już w całym świecie katolickim z wielkiéj swojéj nauki i wysokiéj świątobliwości, Hieronim i w tém ustroniu swojém, nie przestawał czynnie pracować dla Kościoła. Zewsząd udawano się do niego, jako do najuczeńszego męża, już to po radę w najważniejszych sprawach chrześcjaństwa, już dla poddania się jego przewodnictwu duchownemu. Z całą potęgą genialnych zdolności któremi obdarzył go Pan Bóg, walczył bezustannie pismami, przeciw najgłówniejszym podówczas kacerzom, a szczególnie Oreginistom i Pelagianom.

Wtedyto święty Augustyn, ten drugi wielki świecznik Kościoła, tylko co pojawiać się zaczął. Zawiązał z Hieronimem piśmienne stosunki, w których zaszło było pomiędzy nimi nieporozumienie. Wprawdzie, rozprawiali się żwawo, lecz wkrótce miłość która ich ożywiała, wszystko złagodziła, i święty Augustyn w tak wielkiéj czci miał Hieronima, i tak wysoko cenił jego naukę, iż dzieła swoje dawał mu do rozpatrzenia, jemu niektóre dedykował, i w wielkich trudnościach szczególnie co do zrozumienia Pisma świętego, do niego się uciekał. Był téż Hieronim jakby wyrocznią swojego czasu dla całego Kościoła Bożego. Zjeżdżali się do niego do Betleem, Biskupi i Prałaci, a w listownych stosunkach zostawał z uczonymi i najświątobliwszymi mężami, najodleglejszych części ówczesnego świata.

Lecz i tam przebywając, nie zażywał długiego spokoju. Pelagiusz, upokorzony w porażce, jaką poniósł w rozprawach swoich piśmiennych z Hieronimem, pobudził przeciw niemu jednego z Biskupów Ziemi świętéj, który nieprawnie przywłaszczając sobie nad nim władzę, (gdyż Betleem nie należało do jego Dyecezyi) w różny sposób go prześladował. Aż dopióro wdanie się samego Papieża kres temu położyło.

Prócz pracy nad dziełami których wiele ten Święty pozostawił, czynnie się zajmował zarządem nad braćmi swojego Betleemskiego klasztoru, a przyświecając im wzorem najwyższych cnót zakonnych, prawie codzień miewał do nich nauki, wykładając im Pismo Boże. Zgrzybiałéj już był doszedł starości, i ciągłemi nękany był chorobami; wszakże ani w pracach swoich, ani w umartwieniach nie folgował soie wcale. Czekał śmierci spokojnie, owszem pragnął chwili spoczynku na łonie Boga, a im ta chwila była bliższą, tém się weselszym okazywał. Kiedy na zdrowiu gorzéj zapadł, i widział że koniec jego jest blizki, zwołał braci zakonnych, zachęcał ich i utwierdzał w miłości Boga i miłości wzajemnéj, a pobłogosławiwszy, wśród ich modlitw i sam się modląc poszedł do Pana, po zapłatę za długą i wierną Mu służbę. Umarł w roku Pańskim 422 mając lat dziewięćdziesiąt, z których czterdzieści na puszczy spędził. Ciało jego przeniesione do Rzymu, pochowane zostało w kościele przenajświętszéj Maryi Panny Większéj, obok znajdującego się tam Żłobka Pana Jezusa, dla czci którego, tak długo w Betleemie mieszkał.

Tak się niegodnym poczytywał sługą Bożym, ten wielki Święty, że przez cało swoje życie kapłańskie, ani razu nie sprawował przenajświętszéj Ofiary Ołtarza!

Pożytek duchowny

Jeśli święty Hieronim, jak to w żywocie jego czytałeś, żyjąc na puszczy, nie był wolnym od najszpetniejszych pokus, i ażeby się ich uchronić, uciekać się musiał do gorącéj modlitwy; miarkuj, czy żyjąc wśród świata, gdzie się tak często na tego rodzaju pokusy jest wystawionym, potrafisz się im ostać, jeśli przez gorącą i częstą modlitwę, nie będziesz sobie wypraszał u Boga, potrzebnych łask do tego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś Kościoł Twój, dla wykładu Pisma świętego, w błogosławionym Hieronimie wyznawcy Twoim, wielkim mistrzem obdarzyć raczył; spraw prosimy, abyśmy wsparci jego zasługami, to co on słowem i czynem nauczał, za pomocą Twoją spełniać potrafili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 830–833.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 778–779

Matronę Paulę po śmierci jej córki Blezyli pociesza św. Hieronim w następującym liście: „Cóż poczynam? Mam osuszyć łzy matki, a sam płaczę. Ze smutkiem przyznaję, że cały list ten jest łzami pisany. Wszakże i Pan Jezus opłakiwał Łazarza, ponieważ go miłował. Nie wielki to co prawda pocieszyciel, który nie umie powstrzymać swych westchnień, który może tylko szeptać słowa łzami przerywane. Powołuję się, droga Paulo, na świadectwo Pana Jezusa, w którego orszaku Blezyla obecnie bawi, powołuję się na świadectwo aniołów świętych, którzy ją przyjęli do swego grona, że cierpię na równi z tobą, jako duchowny ojciec i wychowawca twej córki. Ale czemu zasmuca nas śmierć drogich osób? Przecież nie na to się rodzimy, aby tu wiecznie pozostać. Abraham, Mojżesz, Piotr, Jan, Paweł, nawet Syn Boży umarł; a my się gniewamy, gdy się rozstaje czyjaś dusza z ciałem. Może ta dusza drogiej nam osoby dlatego ulatuje z ciała, «aby jej nie skaziła złość».

Tego tylko zmarłego żałować należy, na którego czyha piekło i na którego ukaranie czeka ogień wiekuisty. Wszyscy, których wita po śmierci zastęp aniołów, na których spotkanie idzie Pan Jezus, powinni się raczej smucić, że jeszcze muszą przebywać w namiocie śmierci, smucić ze względu na to, że dopóki tu na ziemi bawią, są dalecy od Boga. Tak jest, ubolewać powinni. «Biada mi, że się pielgrzymowanie moje przedłużyło; mieszkałem z obywatelami Kedaru: za długo przechodniem jest dusza moja» (Ps. 119, 5). Jeśli więc Kedar znaczy ciemność, a świat ten jest ciemnością, gdyż światło w niej świeci, ale ciemności światła nie rozumieją, tedy winszujmy Blezyli, która weszła z ciemności do światła i w pierwszym zapale wiary otrzymała wieniec doskonałości. Gdyby śmierć była ją rychlej porwała, gdy jeszcze miłowała świat i marzyła o jego rozkoszach, wtedy strumienie łez nie byłyby starczyły na pożałowanie jej. Teraz, gdy za sprawą miłosierdzia Bożego przed czterema miesiącami obmyła się za pomocą ślubów jakby chrztem drugim, a potem, pogardzając światem, żyła jakby w klasztorze, czyż cię nie przejmuje obawa, aby cię Zbawiciel za twój żal nie zganił, mówiąc: «Paulo, czy się gniewasz, że twoja córka stała się Moją córką? Gniewasz się i obrażasz Mnie grzesznymi łzami, że teraz mam ją u siebie? Wszakże wiesz, jak jestem usposobiony względem ciebie i twoich. Wstrzymujesz się od jadła, nie z zamiłowania postu, lecz ze strapienia; ale takiej wstrzemięźliwości nie lubię, taki post jest Mi wstrętny. Takimi męczennikami niech się pochlubi mądrość światowa. Moje oko spoczywa z upodobaniem na pokornych i łagodnych, którzy z uwielbieniem drżą przed słowami Mymi. Czyż taki jest owoc twego życia klasztornego, jaki Mi obiecywałaś? Czyż cię mam uważać za świętą i pobożniejszą tylko z powodu odzieży, którą się różnisz od innych niewiast? Duch twój zasmucony pochodzi jeszcze z czasów, gdy nosiłaś jedwabne szaty; trapisz się, unikasz Mnie, surowego Sędziego, jak gdybyś z Mych rąk wymknąć się zdołała! Jeśli szczerze wierzysz, że twa córka żyje, nie skarż się, że przeszła do życia lepszego. Taka jest wola Moja, którą objawiłem przez swych apostołów, że śmierć krewnych i powinowatych nie powinna was zasmucać, jak pogan».

Footnotes:

1

Cycero był znakomity pogański pisarz, na którego dziełach ś. Hieronim ćwiczył się w łacinie.

Tags: św Hieronim „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna doktor pokusy herezja śmierć
2020-05-09

Św. Grzegorza Nazyańskiego Bisupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 389.

(Życie jego jest obszernie napisane przez Kardynała Baroniusza.)

Święty Grzegorz, dla wielkiéj nauki jaką posiadał przezwany Teologiem, pochodził z rodziny jakby z samych Swiętych złożonéj. Ojciec jego także Grzegorz, matka Nona i dwie siostry Gorgonia i Cezara, wszyscy przez Kościoł w poczet Błogosławionych są policzeni. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 330, w Aryanzyi małéj wiosce w Kapadocyi położonéj. Matka jego w wierze chrześcijańskiej zrodzona, zaślubiona była poganinowi, który zbudowany jéj świątobliwością, przyjął także chrzest święty, i takiéj i sam dostąpił świątobliwości, że owdowiawszy został Biskupem. Nasz Grzegorz był owocem modlitw pobożnej matki, która gorąco prosiła Boga aby jéj dał syna, żeby go mogła poświęcić Mu na służbę wyłączną. Wychowała go téż tak poboźnie, iż od lat dziecinnych okazywał wielką świątobliwość i szczególne do Matki Bożéj nabożeństwo. Sam opowiadał, iż gdy jeszcze był dziecięciem, okazały mu się we śnie dwie dziewice, które mu oświadczyły iż się nazywają Czystością i Wstrzemięźliwością, i że są główną ozdobą dusz miłych Jezusowi. Od téj pory tak on cnotę czystości umiłowsł, iż przez całe życie dochował ją bez skazy.

Pobierał nauki najprzód w Cezarei, następnie w Aleksandryi, a w końcu w sławnéj ówczesnéj akademii w Atenach. Tam wszedł w związki przyjaźni ze świętym Bazylim, i jak świadczą pisma tych dwóch wielkich Doktorów Kościoła, zawiązany wtedy stosunek w Bogu, do śmierci jak najwierniéj nieprzerwany dochowali. Tam także zapoznał się był z nim Julian krewny cesarza Konstantyna, głośny późniéj gdy po nim na tron wstąpił z nazwy Apostaty, a którego przewrótność już podówczas Grzegorz poznawszy, zawołał razu pewnego: „O, cóż to za poczwara wylęga się w łonie cesarstwa!”

Święty Grzegorz, po odjeździe z Aten świętego Bazylego, który udał się był na puszczę, miał się z nim połączyć co prędzéj, jak to sobie dawno ułożyli, lecz sprawy rodzinne zawezwały go na jakiś czas do rodzicielskiego domu. Niedługo tam przebywał: i sam wzdychając za życiem pustelniczém, i namawiany do tego przez przyjaciela, który mu święte uciechy jakich doznawał w samotności, w żywych wyrazach w listach swoich malował, pożegnał krewnych i połączył się z błogosławionym Bazylim na puszczy, gdzie anielski żywot na bogomyślności i pokucie wiodąc, do coraz wyższéj wznosili się świątobliwości. Po niejakim czasie dowiedziawszy się iż ojca jego, który już wiedy był Biskupem, podchodzą aryanie aby go w swoje błędy uwikłać, udał się co prędzéj do niego, i prostoduszność jego od sideł heretyckich wybawił. W czasie jego pobytu w Nazyańzie, ojciec który wtedy miał już około stu lat, wyświęcił go na kapłaństwo. Wszakże wkrótce po przyjęciu święceń, pomimo iż całe duchowieństwo i lud wierny chcieli go zatrzymać u siebie, zatęsknił za samotnością i swoim przyjacielem, i wrócił do Bazylego na puszczę.

Lecz znowu rozłączyć się musieli, lubo i tą razą nie nadługo. Święty Bazyli został Biskupem Cezarejskim, a pragnąc mieć towarzyszem w pracach swoich apostolskich, tego którego miał wspólnikiem dotąd wszystkich świętych swoich ćwiczeń, i którego znał wszystkie zalety, pomimo oporu jaki stawił Grzegorz, wyrwał go z puszczy i wyświęcił na Biskupa Sazymskiego. Święty atoli nie objął zarządu téj dyecezyi, a gdy ojciec jego, Biskup Nazyański, dla sił wiekiem i pracą nadwątlonych, z trudnością spełniał obowiązki swojego Pasterstwa, Grzegorz go w nich zastępował, z najzbawienniejszym dla wszystkich wiernych pożytkiem.

Śmierć ojca jego, a wkrótce potém i matki świętéj Nony, o któréj miał mowę pochwalną przy jéj pogrzebie, obudziła w nim nanowo tęsknotę za życiem pustelniczém. Przez pewien czas rządził kościołem Nazyańskim, lecz że nie był aktualnym téj dyecezyi Biskupem, więc pomimo prośb ludu i duchowieństwa które go chciało zatrzymać, potajemnie uszedł i zamknął się w klasztorze świętéj Tekli, gdzie przepędził około lat sześciu, oddając się, jak to czynił na puszczy, bogomyślności i pokutnym ćwiczeniom. Śmierć świętego Bazylego zaszła w roku Pańskim 879, utwierdziła go w zamiarach pozostania w samotności, lecz potrzeba Kościoła zmusiła go do wyrzeczenia się téj pociechy. Biskupia stolica w Carogrodzie osierocona z Pasterza, wystawiona była na pastwę różnych sekt heretyckich. Święty Grzegorz widział się w obowiązku zadośćuczynienia usilnym prośbom katolików tego miasta, błagających go aby przybył do nich, i słowem swojém i powagą walczył z szerzącém się kacerstwem. Opuścił więc swoję ulubioną samotność, i udał się do Carogrodu, lubo już wtedy i podeszłego był wieku, i bardzo wątły na zdrowiu. Heretycy wszelkiéj szkoły jako to aryanie, nowacyanie, macedonianie, apolinaryści, eunomiści, podali sobie rękę aby zgubić tego świętego męża, którego znali jako swojego najdzielniejszego przeciwnika. Pobudzili przeciw niemu lud prosty, oskarżyli go o złe obyczaje, o czarnoksięstwo, o bałwochwalstwo nawet, i tyle dokazali, że motłoch rzucał na niego kamienie gdy przechodził ulicami, a nawet kilkakrotnie stawiano go przed sądy świeckie. Wszystko to święty Grzegorz znosił jak najcierpliwiej miłością odpłacając najcięższe krzywdy, a niezachwianą łagodnością i pokorą jednając sobie powoli najzaciętezych swoich nieprzyjaciół, nawracał ich do wiary któréj odstąpili.

Ponieważ aryanie zagrabili byli wszystkie w Carogrodzie kościoły, więc nasz Święty, w prywatnym domu miewał nauki i spełniał, święte obrzędy, i tento dom przezwano późniéj po grecku Anastazya, (co znaczy wskrzeszenie wiary), zamieniając go na jeden z najwspanialszych kościołów w Carogrodzie. Jakoż coraz więcéj zbierało się tam około Grzegorza słuchaczów, coraz więcéj nawracał on heretyków i pogan. Z innych nawet miast i krain sława jego wymowy nauki i świątobliwości, ściągała do niego wielu najznakomitszych mężów, pomiędzy którymi był i święty Hieronim, który przybył tam aby go poznać, a który podziwiając jego biegłość w naukach, z wielką czcią był dla jego wysokiéj świątobliwości i niezmordowanéj gorliwości w pracach apostolskich, pomimo wszelkiego rodzaju trudów i przeciwności, jakie napotykał.

Skutkiem téż jego wytrwałéj pracy, liczba katolików codziennie wzrastała w téj wielkiéj stolicy, i w końcu przyszło do tego że Patryarcha Aleksandryjski wraz z innymi Biskupami katolickimi, pomimo najsilniejszego oporu jaki stawił temu Grzegorz, wynieśli go na biskupstwo Konstantynopolitańskie. Wielką to sprawiło radość w mieście całém, już przepełnioném katolikami, lecz spokoju niedługo zażywał święty Biskup. Niejaki Maksym, przezwany późniéj bezwstydnym, należący do sekty aryańskiéj, udał był nawróconego, pozyskał nawet łaski naszego Świętego i skutkiem tego nabywszy pewnéj powagi w Carogrodzie, użył jéj aby się wedrzeć na biskupstwo, zwalając z niego Grzegorza. Wywołało to w końcu rozruchy między ludem, i z tego powodu Grzegorz chciał zrzec się biskupstwa i wrócić do swojej puszczy, lecz nietylko lud nie dozwolił mu tego, ale i sam cesarz Teodozy, przybywszy do Carogrodu, wziął do serca sprawę jego uznając go prawym Biskupem: przywrócił mu wszystkie kościoły zajęte przez aryanów, kazał mu oddać zabrany pałac biskupi, i uczynił go nanowo panem dochodów kościelnych przez heretyków zagrabionych. Co wszystko zgromadzony za staraniem tegoż cesarza w Carogrodzie drugi z rzędu Sobór powszechny, zatwierdził. Na Soborze tym Grzegorz świetnie się odznaczył, tak miewanemi do zgromadzonych ojców przemowami, w których jaśniała jego głęboka nauka i znakomita wymowa, jakotéż i gotowością swoją do odstąpienia od władzy biskupiéj, co chciał uczynić i dla łatwiejszego porozumienia się ze swoimi przeciwnikami, i dla dogodzenia swojemu stałemu upodobaniu w życiu ukrytém i samotném, do którego pragnął koniecznie wrócić przed śmiercią. W końcu téż postawił na swojém. Po śmierci świętego Melecyusza Biskupa Antyocheńskiego, który przewodniczył Soborowi, w jego miejscu tymże Soborem sam kierując, gdy się on zbliżał do końca, Grzegorz wymógł na ojcach zgromadzonych zezwolenie, aby mógł zrzec się rządów swojéj dyecezyi, na co się oni z żalem wprawdzie lecz zgodzić musieli, przez wzgląd na zdrowie jego już zupełnie zniszczone.

Święty dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niego szczęścia, uroczyście pożegnał lud swój i soborowych ojców, świetną mową mianą w wielkiéj katedrze świętej Zofii, jego staraniami przywróconéj katolikom, i udał się do miejsc rodzinnych, aby tam w samotności przygotować się na śmierć. Żył jeszcze lat ośm, i przez ten czas napisał wiele dzieł znakomitych, które go w rzędzie Doktorów Kościoła umieściły. Zostawił wiele utworów poetycznych treści religijnéj i pełnych namaszczenia, a w których skreślił dzieje kościoła wschodniego za jego czasów, i swoję własną historyą.

Przy końcu życia już tylko w modlitwie zatopiony i ćwiczeniom najwyższéj bogomyślności oddany, mając lat blizko sto, z których ośmdziesiąt spędził na ostréj pokucie i na wielkiéj zasługi przed Bogiem i Kościołem pracach apostolskich, zasnął święcie w Panu, roku Pańskiego 390. Ciało jego najprzód w Nazyanzie pochowane, późniéj do Carogrodu przeniesione, w końcu umieszczone zostało w Rzymie, we wspaniałéj kaplicy umyślnie na to wzniesionéj przez Papieża Grzegorza XIIIL

Pożytek duchowny

Uważałeś w żywocie Świętego dopiéro przeczytanym, że on kilkakrotnie wracał do życia samotnego, z którego mimo jego chęci wywoływano go do prac apostolskich, które tak święcie i świetnie sprawował. Niech cię to nauczy, że zwykle najskuteczniéj pracują we wszelkiego rodzaja życiu czynném ci, którzy samotność miłują a wrzawą świata się brzydzą.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś lud Twój, dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Grzegorzu, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 378–380.

Tags: św Grzegorz z Nazjanzu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor czystość wstrzemięźliwość św Bazyli Wielki heretycy św Hieronim samotność
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.