Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Jan Ewangelista":

2020-10-13

Św. Edwarda Wyznawcy, króla angielskiego

Żył około roku Pańskiego 1066.

(Żywot jego był napisany przez błogoławionego Elreda, Opata Rewaleńskiego.)

Święty Edward, trzeci tego imienia król angielski przezwany Łaskawym, i który wysoką świątobliwością na tronie znjaśniał, przyszedł na świat w początku wieku jedenastego. Był synowcem króla także świętego i Męczennika tegoż imienia, a synem króla Etenreda i Emy córki Ryszarda książęcia Normandzkiego.

Wyborem jego na tron angielski, dziwnym sposobem pokierowała Opatrzność. W chwili gdy groził Anglii najazd Duńczyków, zgromadzone Stany Państwa na sejm walny, obawiając się niesnasków domowych, z powodu dwóch synów Etenreda z dwóch małżeństw jego spłodzonych, a o berło wspólnie się ubiegających, ogłosili prawnym następcą dziecię, które królowa nosiła jeszcze w łonie, i zaprzysięgli mu posłuszeństwo, zanim się urodziło. Zaledwie na świat przyszedł Edward, zawieziony został do księstwa Normandyi, dokąd udała się była cała królewska rodzina, uchodząca przed Duńczykami którzy Anglią opanowali.

Przez cały ciąg wychowania, które na tém wygnaniu odbierał, podziwiali w nim wszyscy, niewinność obyczajów, wstręt do wszelkiego grzechu, i zamiłowanie cnoty, a to nawet w wieku, w którym zdawało się że jeszcze wartości jéj ocenić niezdolny. Obok słodyczy w obcowaniu z każdym którą się szczególnie odznaczał, takie w nim objawiało się zamiłowanie czystości, że go nazywano Aniołem ziemskim, i poczytywano to w nim za dar szczególny i jakby cudowny. Najmniejsze słowo, wszelki przedmiot byle trochę tę świętą cnotę obrażający, oburzał go i skłaniał do ucieczki. W wieku w którym dzieci mają upodobanie tylko w rozrywkach, dla młodego książątka tego, najmilszą zabawą były ćwiczenia pobożne i modlitwa. Krótką mu się wydawała każda chwila którą w kościele spędzał, i nic mu większéj nie sprawiało uciechy, jak gdy bywał obecny obrzędom religijnym, a szczególnie gdy słuchał Mszy świętéj. Stroniąc od zabaw, którym się inni książęta jego bracia, oddawali, w chwilach na nie przeznaczonych, udawał się do klasztorów, i w nich po kilka godzin najchętniéj przebywał. Zauważano, że gdy jeszcze był dzieckiem, dla zakonników świątobliwych, okazywał szczególne względy.

Ojciec jego król Etenrod umarł, obaj starsi bracia jego zabici zostali przez Duńczyków, i święty Edward, już i przez to samo stał się jedynym prawym ma tron następcą. Lecz królestwo całe w najopłakańszym było stanie. Duńczyki mieczem i ogniem kraj cały zniszczywszy, porabowali kościoły, poburzyli klasztory, a ludność tak ciężką klęską dotknięta do nędzy przyszła wszędzie.

Podczas tego powszechnego nieszczęścia, pewien święty Biskup nazwiskiem Brytuwald, który schronił się był w górach w odlndne bardzo miejsce, i tam w płaczu i pokucie błagał Boga o miłosierdzie nad swoim ludem, miał objawienie, które go wielce pocieszyło. Ujrzał świętego Piotra Apostoła, a u nóg jego młodego książęcia Edwarda, którego tenże błogosławiony Apostoł wyświęcał na króla, przepowiadając mu błogie panowanie, gdyż Pan Bóg przeznaczał go na uszczęśliwienie jego narodu, za którego grzechy, sprawiedliwość Boża zesłała była na Anglią napad barbarzyńców.

Tymczasem młody książe, nabierał coraz większego wzrostu w pobożności i mądrości. Jak będąc dzieckiem, zachwycał wszystkich swoją niewinnością, tak i doszedłszy lat młodzieńczych, tąż cnotą jaśniejąc, był podziwem dworu całego. Razu pewnego dworzanie powiedzieli mu, a było to jeszcze przed śmiercią jego braci, że z powodu ich roszczeń do tronu, on nie wstąpi na niego inaczéj jak z mieczem w ręku. Pobożny książe odpowiedział na to: „Nie chcę korony, którąby trzeba krwią moich poddanych okupywać.”

Odziedziczywszy téż berło po ojcu bez żadnego krwi rozlewu, po śmierci przywłaszczyciela Kanuta Duńczyka i jego synów, w krótkim czasie przywrócił w państwie swojém pomyślność, jakiéj zażywało przed najazdem nieprzyjacielskim. Zaczął od naprawiania wszystkich kościołów, które Duńczyki byli zrabowali lub zburzyli; powznosił nowe, założył wiele klasztorów, a dawnym pozwracał zagrabione im posiadłości. Najmocniéj bowiem był przekonany, jak to często mawiał, że najpewniejszym środkiem przywrócenia pomyślności w narodzie, jest przywrócenie świetności Kościoła, i że te tylko ludy są prawdziwie szczęśliwe, w których stan Kościoła jest swobodny i świetny. Ponieważ długa wojna nietylko kraj zubożyła, lecz i przyczyniła się do zepsucia obyczajów w narodzie, starał się przeto głównie o zniesienie wszelkich nadużyć, o wprowadzenie we wszystkich wydziałach rządu, a szczególnie w sądownictwie, jak największego porządku i ścisłéj sprawiedliwości, Pozyskany tym sposobem szacunek swoich poddanych, pozyskał sobie i ich serca. Kochali go wszyscy serdecznie, bo żadnemu panującemu tak słusznie jak jemu, nie przynależał tytuł: Ojca narodu. Objawiło się to szczególnie, w dniu jego koronacyi, która nastąpiła w samę Wielkanoc roku Pańskiego 1043. Radość była powszechna, i naród cały jakby jeden człowiek podnosił ręce do Nieba, prosząc o jak najdłuższe zachowanie życia tak drogiego im króla.

Pragnąc obsadzić jego pokolenie na tronie, i utrwalić w następcach cnoty króla który uszczęśliwiał Anglią, najwyżsi panowie pańistwa, domagali się aby Edward zawarł śluby małżeńskie, i zapewnił im spadkobiercę tronu. Nie wiedzieli że święty ten król, uczynił był ślub czystości dozgonnéj. Wszelako, pełen ufności w Bogu i opiece Matki przenajświętszéj, którą od dzieciństwa czcił najserdeczniéj, skłonił się on do takowego żądania swoich poddanych, a pomimo tego dochował przyrzeczenia uczynionego Bogu. Opatrzność przeznaczyła ma małżonkę, która ozdobiona wszystkiemi zaletami odpowiednemi dostojeństwu wielkiéj królowéj, postanowiła podobnież jak on żyć do śmierci w dziewictwie, przekładając szczęście być Oblubienicą Chrystusową, nad zaszczyt stania się matką potężnego monarchy. Tą świętobliwą dziewicą była Edyta, córka hrabiego Goduwina, najpotężniejszego z panów angielskich. Edward zawiadomiony o jéj wysokiéj świątobliwości, wnosząc że ją łatwo przywiedzie do zrobienia takiegoż ślubu czystości jakim sam był związany, pojął ją w małżeństwo, i ślub odbył się z właściwą królewską okazałością. W pierwszéj rozmowie jaką po zawarciu małżeństwa mieli z sobą, uszczęśliwiona królowa dowiedziawszy się o postanowieniu Edwarda zachowania dozgonnéj czystości, oznajmiła mu że i sama ten zamiar miała. To ściśléj jeszcze w Bogu połączyło serca tych dwóch małżonków, którzy zasiadając na tronie i żyjąc wśród największych zbytków i świetności tego świata, dochowali nietkniętym kwiat świętéj czystości, który i dla żyjących na puszczy nie łatwym do pielęgnowania.

Cnoty tak rzadkie wynagradzał Pan Bóg świętemu Edwardowi tu jeszcze na ziemi, łaskami szczególnemi i darami nadprzyrodzonemi. Widywano go nie raz, a szczególnie gdy słuchał Mszy świętéj, wpadającego w zachwy- cenie. W czasie podniesienia, okazywał mu się Chrystus Pan widzialnie w ludzkiéj postaci. Obdarzył go był Pan Bóg także i darem proroctwa, i kilka ważnych wypadków przyszłości dokładnie przepowiedział. Król Duński przedsięwziął za jego panowania nową wyprawę na Anglią. Zauważano, że Edward słuchając Mszy świętéj w dzień Zesłania Ducha Świętego, był nadzwyczaj wzruszonym. Po ukończoném nabożeństwie obecni dworzanie, ośmielili się spytać go o powód tego. Święty Edward oznajmił im, iż w téj chwili miał widzenie, że flota nieprzyjacielska rozbitą została na morzu i sam król Duński życie postradał. Jakoż goniec który z granic państwa nazajutrz przybył, przyniósł wiadomość stwierdzającą to widzenie.

Dla biednych okazywał miłosierdzie największe. Co tylko mu zbywało czasu po załatwieniu spraw państwa, ten cały obracał na uczynki miłosierdzia: przyjmowanie i słuchanie prośb ubogich, nawiedzanie ich po mieszkaniach i szpitalach. Razu pewnego spotkał na ulicy ubogiego tkniętego paraliżem, który z trudnością wlókł się do kościoła. Król wziął go ma własne barki i zaniósł przed ołtarz. Przestrzegając w zarządzie kraju całego jak najściślejszéj sprawiedliwości, dla wszelkiego rodzaju winowajców okazywał się nadzwyczaj miłosiernym, a szczególnie względem tych którzy przeciw własnéj jego osobie wykraczali. Z tego téż to głównie powodu otrzymał przydomek łaskawego, pod którym go w historyi znają.

Po Panu Jezusie w tajemnicy Ołtarza utajonym, i Matce Bożéj, którą od dzieciństwa kochał najserdeczniéj, najszczególniejsze nabożeństwo miał do świętego Jana Ewangelisty, jako głównego patrona cnoty czystości. Zobowiązał się był ślubem, nie odmawiać nigdy jałmużny, gdy go kto w imieniu tego błogosławionego Apostoła o nią prosić będzie. Razu pewnego, święty Jan okazał mu się w postaci ubogiego proszącego o wsparcie. Król niemając przy sobie pieniędzy, dał mu swój pierścień. W kilka dni potém tenże Święty objawił się dwom pobożnym pielgrzymom, oddał im pierścień królewski, kazał odnieść królowi i oznajmić mu, że w pół roku przyjdzie on sam po jego duszę, aby ją do Nieba zaprowadzić. Święty Edward z widoczną radością przyjął tę wiadomość, chociaż miał wtedy lat tylko trzydzieści sześć. Nakazał w całém państwie modlitwy za siebie, podwoił ćwiczeń pobożnych, umartwień ciała i miłosiernych uczynków. Nakoniec w dniu przez świętego Apostoła zapowiedzianym, w roku Pańskim 1066 po krótkiej chorobie, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, błogosławiony ten król oddał ducha Panu Bogu, przez ręce świętego Jana, który mu się wtedy okazał. Zasiadał na tronie lat dwadzieścia trzy, w ciągu których naród swój uszczęśliwił i wzorem cnót swoich uświęcał. Za życia i po śmierci licznemi cudami słynącego, Papież Aleksander III uroczyście kanonizował.

Pożytek duchowny

Ile razy czytasz żywot jakiego Świętego, który tak jak dzisiejszy piastując najwyższą królewską władzę, a przez to otoczony będąc wszystkiém co nietylko uświątobliwienie ala nawet zbawienie utrudza, pomimo tego wielkim, sługą Bożym został, niech cię to przekona, że jeśli ty niedbale służysz Panu Bogu, nie położenia to w którém się znajdziesz, lecz twoją własna w tém wina.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego króla Edwarda wyznawcę Twojego, chwałą wiekuistą ukoronował; daj nam prosimy, tak go czcić na ziemi, abyśmy z nim panować mogli w Niebie, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 876–878.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 824–825

Łagodność, jakiej wzór widzimy w świętym Edwardzie, nie jest jedynie naturalnym usposobieniem duszy. Można ją w sobie wyrobić siłą woli i za pomocą łaski Bożej, a błogim jej skutkiem jest wewnętrzny spokój i miłość wszystkich, z którymi pozostajemy w jakiejkolwiek styczności. Można sobie tę cnotę przyswoić dwojakim sposobem.

  1. Zwalczajmy troskliwie w sobie wszystkie popędy, skłonności i przywary, które tamują wzrost łagodności i niweczą jej zaród w sercu. Jednym z takich popędów jest chęć przypodobania się wszystkim, z którymi przestajemy, i zyskania sobie na wszelki sposób wziętości i szacunku. Iluż to z nas dąży do tego celu drogą jak najniewłaściwszą! Iluż to lubi się przechwalać, mówić o swych zasługach i pracach, chlubić się swą nauką, aby swoją osobę postawić w jak najkorzystniejszym świetle! Próżne jednak ich wysiłki, daremne zabiegi! Nigdy na tej drodze nie dojdą do celu, gdyż tych, o których pochwałę i szacunek najwięcej im chodzi, zrażają i odstręczają swym gadulstwem i przechwałkami, a ponieważ sumienie wyrzuca im nieuczciwość, tracą spokój duszy i stają się drażliwymi i zrzędnymi, podobni do spekulanta, który się zawiódł w swych rachubach. Niejeden wpada w ten błąd ze wstrętu do milczenia i samotności, bo nie umie i nie chce trzymać języka za zębami, a rzucając się w odmęt świata, ułatwia nienawiści, zazdrości i nieżyczliwości przystęp do swego serca, w którym zakorzenić się powinna przede wszystkim miłość Boga, bliźniego i spraw niebieskich. Innych martwią i korcą wady usposobienia i ciała, niezadowolenie z obranego stanu, myśli o zmianie zawodu, a że sądzą, iż ludzkość się na nich nie poznaje, czują się jakby pokrzywdzonymi i tracą spokój i swobodę ducha. Skądże się ma u takich znaleźć łagodność?
  2. Starajmy się nasamprzód być łagodnymi w ciaśniejszym kole rodziny, domowników i bliższych znajomych. Święty Franciszek Salezy, ten baranek cierpliwości i łagodności, pisał do pewnej pani: „Proś co dzień Boga o dar tej łagodności, jakiej On żąda od dusz wiernie Mu służących, szczerze postanów ćwiczyć się w tej cnocie wobec osób, względem których masz pewne zobowiązania. Przywyknij panować nad sobą i przypominaj to sobie po sto razy na dzień, i czyń z tego pohamowania siebie samej ofiarę Bogu. Oddaj duszę pod rozkazy Boga, ćwicz ją w łagodności, stłumiaj jej namiętne porywy, a będziesz szczęśliwa; wtedy bowiem Bóg zamieszka w Twym sercu i ukoi jego niepokój. Gdyby ci się jednak zdarzyć miało, że się zapomnisz, nie trać ducha, lecz natychmiast upamiętaj się i uspokój, tak, jakbyś nigdy nie straciła równowagi. Krótkie to nasze życie jest tylko przedsionkiem żywota wiecznego. Dobrze go użyjesz, jeśli łagodnie postępować będziesz z tymi, z którymi się stykasz”.
Tags: św Edward Wyznawca „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król czystość jałmużna św Jan Ewangelista łagodność
2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-08-06

Przemienienie Pańskie

Nastąpiło roku Pańskiego 32.

(Szczegóły te wyjęte są z Ewangeliów Świętych.)

Przemienienie Pańskie na górze Tabor, w obecności trzech najulubieńszych Jego Apostołów, zawiera w sobie tak ważną pamiątkę z życia Pana Jezusa, i tak silném jest ukrzepieniem wiary chrześcijańskiéj, że Kościoł uważał za właściwe postanowić osobną uroczystość, w któréj tę tajemnicę obchodzi. Święto to obchodzono w Rzymie z wielką uroczystością już od początku V wieku; a na Wschodzie w kościele Greckim, jeszcze dawniéj ustanowione było.

Chociaż Zbawiciel, dla naszéj nauki, nietylko żadnéj nie przywiązywał wagi do chwały ludzkiéj, lecz przedstawił na Sobie wzór życia ukrytego przez lat trzydzieści, a późniéj w życiu czynném, także dla pozostawienia nam przykładu, wydał się na wszelkiego rodzaju upokorzenia i obelgi, jednak chciał aby uczniowie Jego wiedzieli dobrze kim jest. Okazało się to między innemi z rozmowy jaką miał z nimi razu pewnego, znajdując się w okolicach Cezarei, blizko źródeł Jordanu położonéj. Wtedy odszedł był na pewien czas na stronę, aby według zwyczaju Swego trwać na modlitwie, a potém wróciwszy do Apostołów spytał ich, (chociaż o tém Sam dobrze wiedział) co o Nim ludzie myślą, i robiąc to zapytanie nazwał się tylko synem Człowieczym, jak to także często czynił. Apostołowie odpowiedzieli Mu z właściwą sobie prostotą i poufałością, że niektórzy poczytywali Go za Jana Chrzciciela wskrzeszonego, drudzy za Eliasza, inni za Jeremiasza, albo którego z dawnych Proroków, który nanowo na ten Świat przyszedł. „A wy, rzekł do nich Pan Jezus, jak sądzicie, kim ja jestem?” Na to zapytanie święty Piotr, jako głowa Apostolskiego grona, najgorliwszy o chwałę Boskiego swego Mistrza, i jako ten przez którego usta i z którego Stolicy Apostolskiéj Duch Święty miał zawsze nieomylnie przemawiać, tak na to odpowiedział. „Ty jesteś Mesyaszem Synem Boga żywego.”

Wyznanie tak wyraźne pozyskało téż Piotrowi niezwłoczną nagrodę.

Pan Jezus którego każde słowo jest łaską, a przyrzeczenie darem, zapowiedział mu wtedy założenie Kościoła, i oznajmił że on ma być jego Głową widzialną. „Szymonie, synu Jonasza, rzekł mu Zbawiciel, błogosławionym jesteś, gdyż jestto szczęście nie każdemu dane uznać i uwierzyć w tę prawdę, którą dopiéro co wyznałeś. Poznanie tak wzniosłéj tajemnicy, nie jest dziełem rozumu ludzkiego, lecz skutkiem Boskiego objawienia, w którém ciało i krew nic wspólnego nie mają. Prawda ta przewyższa rozum ludzki, i pochodzi jedynie od Mojego Ojca Niebieskiego. Zaiste jestem Mesyaszem obiecanym, Synem Boga żywego, Bogiem prawdziwym, lecz jeszcze nie czas głosić to ludziom, i nakazuję ci abyś o tém nie mówił. Trzeba abym wprzódy przeniósł wszelkiego rodzaju zelżywości, męki i śmierć samę na krzyżu za zbawienie świata, i abym tym sposobem zadość uczynił sprawiedliwości Mojego Ojca niebieskiego.” Potém przepowiedziawszy im najmniejsze szczegóły Swojéj męki, ażeby kiedy ona nadejdzie nie zwątpili o jego bóstwie przypuszczając że tego nie przewidział, chciał Zbawiciel utwierdzić świeżą jeszcze ich wiarę, okazując im naocznie chociaż małą cząstkę Boskiéj chwały Swojéj. Jakoż, skoro im przepowiedział wszystkie szczegóły Śmierci Swojéj, przydał niezwłocznie, że niektórzy z obecnych nie umrą wprzód zanim Go oglądać będą w Jego chwale.

Nie upłynął téż tydzień po tém zapowiedzeniu, kiedy Pan Jezus spełnił je w sposób, który nawet przechodził to co oni wyobrażać sobie mogli. Wziął na stronę trzech ulubionych uczniów Swoich: Piotra, Jakóba i Jana, a poprowadziwszy na wysoką górę, odszedł nieco od nich na osobne miejsce, zaczął się modlić, i wśród modlitwy przemienił się w ich oczach. Blask Bóstwa i chwała Jego duszy błogosławionéj, objawiły się widocznie na ciele Jego. Nagle okazał się w całym Majestacie Swoim, już nie jako człowiek tylko, lecz jako Bóg-Człowiek. Oblicze Jego stało się jasném jak słońce, odzież nawet przybrała kolor białości śniegu, i lśniła się tak że patrzeć na nią nie można było. Jednak oblicze Jego, cała postawa i szaty, nie były przeistoczone, tylko przeniknione zostały promieniami i światłem, które wytryskiwało z Jego ciała: tak jak obłok na niebie nie przeistacza się gdy z mgłego robi się ponsowym, w chwili kiedy go promienie słoneczne przenikają. Co jakkolwiekbądź było przedziwném i uderzającém, było atoli bez wątpienia mniejszym cudem niż to że Pan Jezus nie zawsze takim się wydawał. Stan bowiem w którym w Przemienieniu Swojém okazywał się, był stanem Jego właściwym, naturalnym, a przeciwnie postać tylko zwykłego człowieka, była stanem dla Niego nadzwyczajnym, a więc ciągłym cudem, gdy w Przemienieniu, na krótko tylko jakim jest okazał się.

W chwili takowego jawnego ubóstwienia, nie Samego tylko Siebie okazał wtedy Zbawiciel Apostołom. Ujrzeli oni po dwóch stronach Pana Jezusa, Mojżesza i Eliasza. Chciał bowiem Syn Boży, aby ci dwaj najwięksi Święci i najwięksi Prorocy Starego Zakonu, objawili się w Jego Przemienieniu, dla tego żeby przez to Apostołowie poznali że i Stary Zakon, który przedstawiał Mojżesz, i Prorocy których wyobrażał Eliasz, dają Mu świadectwo jako Temu, na którym Stary Zakon się kończył i Proroctwa się spełniały. Dwaj ci wielcy Święci rozmawiali z Panem Jezusem o cierpieniach, zniewagach i okrutnéj śmierci która go wkrótce czekała w Jerozolimie, i którą miał zakończyć to przenajświętsze życie Swoje, pełne trudów i pracy dla miłości ludzi poniesionych.

Święty Łukasz w swojéj Ewangelii pisze, że święty Piotr i jego towarzysze, przed widzeniem tém bardzo znużeni, usnęli 1, i po przebudzeniu się ujrzeli chwałę Jezusa i obok Niego chwałę świętych Starego Zakonu. Święty Chryzostom Doktor Kościoła, i za nim wielu innych pisarzy katolickich sądzą, iż nie byłto sen zwykły, lecz że było to zachwycenie, w które Apostołowie wpadli na widok tak cudowny i porywający. Podziwieniu i niejako przerażeniu jakiego doznali, towarzyszyła oraz tak wielka pociecha, że święty Piotr, ze zwykłą mu żywością, idąc za pierwszym popędem uczuć które serce jego wtedy napełniały, zawołał: „Panie o! jak dobrze nam tu być. Obyśmy tu zawsze pozostać mogli i mieszkać na tém miejscu. Gdzież nam lepiéj być może! Wystawimy więc tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, drugi dla Mojżesza, trzeci dla Eliasza.” Ojcowie święci przypuszczają że kiedy to mówił święty Piotr, był właśnie w zachwyceniu, i że to chce wyrazić Ewangelia święta przez te słowa „bo nie wiedział coby mówił”. 2

Zaledwie zaś to wyrzekł, a oto Mojżesz i Eliasz zniknęli, a z nieba zstąpił obłok jasny, otoczył ich wszystkich, i z głębi tego obłoku dał się słyszeć głos Boski mówiący: „Ten jest Syn mój ulubiony, Onto jest przedmiotem Mojéj najwyższéj miłości, w Nim złożyłem wszelkie upodobanie Moje, wszystko co miłuję, miłuję dla Niego. Słuchajcie Go jak waszego Mistrza, a podlegajcie Mu jak waszemu najwyższemu Panu.” A tu znowu Ojcowie święci robią uwagę że głos ten dał się słyszeć aż wtedy gdy Mojżesz i Eliasz zniknęli, ażeby, kiedy Pan Jezus Sam pozostał, te słowa już do nikogo innego tylko do Niego odnieść się mogły. Jasność tego obłoku, siła głosu który usłyszeli, tak Apostołów przeraziły, że upadli twarzą o ziemię, a w téj chwili całe to przecudne widzenie znikło. Nie mogli jednak powstać, aż Pan Jezus przybliżywszy się do nich i dotknąwszy się ręką rzekł: „Wstańcie nie bójcie się.” Wtedy wznieśli oczy, obejrzeli się na wszystkie strony, i ujrzeli już tylko Pana Jezusa takim jakim się im okazywał zwykle.

Gdy schodzili z góry z najdroższym Mistrzem swoim, i zamyślali opowiedzieć cuda których świadkami byli, Zbawiciel chcące przedewszystkiém uczyć ich własnym przykładem jak najgłębszéj pokory, zabronił im tego jak najwyraźniéj: mówi bowiem Ewangelia. „Gdy zstępowali z góry przykazał im Jezus, mówiąc: Nikomu nie powiadajcie widzenia aż Syn człowieczy Zmartwychwstanie.” 3 A święty Łukasz Ewangelista, wyjaśnia przyczynę tego, gdyż powiada: „potrzeba aby Syn człowieczy wiele cierpiał a był wzgardzon od starszych i przedniejszych kapłanów i doktorów, aby był zabit, a trzeciego dnia powstał.” 4 Zbawiciel więc, dla tego zakazał aby nie głosili tego co widzieli aż zmartwychwstanie, aby to nie przeszkodziło Mu do poniesienia śmierci, któréj z miłości ku nam raczył się poddać. W tym zaś celu okazał się Apostołom przyodziany chwałą i jasnością, którą ciągle od przyjścia Swojego na świat taił nawet przed nimi, aby ich utwierdzić w wierze iż był Bogiem, a oraz i okazać chwałę, jaka w Niebie czeka wiernych sług Jego. Nareszcie chciał ich przez to pokrzepić na duchu, dodać męstwa w niesieniu krzyżów które i ich czekały, i nauczyć nas wszystkich w ich osobie, że w pielgrzymce naszéj do Nieba, zwykle spotykają nas trudy i krzyże, a bardzo rzadko takie pociechy i wpatrywania się w chwałę Boską, jakiéj dostąpili na onéj gorze trzéj Apostołowie. Objawienie to uczynił na Górze i na miejscu bardzo odosobnioném, a podczas modlitwy, dla téj znowu naszéj nauki, że tak wielkie łaski i pociechy, otrzymują się tylko gdy się od świata i jego wrzawy odsuwamy i trwamy na rozmowie z Bogiem.

Pisarze kościelni utrzymują, iż tajemnica Przemienienia Pańskiego zaszła na górze Tabor. Wziął z sobą Pan Jezus tylko trzech uczniów Swoich, na dowód że tak nadzwyczajne widzenia i wtajemniczenia się w przymioty Bóstwa Pana Jezusa, są udziałem tylko dusz wyjątkowych. Wybrał na to Piotra dla tego, że on niezmiernie kochał Pana Jezusa i miał piastować najwyższą władzę w Kościele; Jana bo go szczególnie Pan Jezus miłował z przyczyny niepokalanego j jego dziewictwa i że jemu miał umierając zwierzyć pieczę nad Matką Swoją przenajświętszą. Jakóba, gdyż om pierwszy z Apostołów miał krew przelać za wiarę, a przytém że wszyscy trzéj mieli być świadkami największego Jego cierpienia jako człowieka, podczas modlitwy w Ogrójcu.

Pożytek duchowny

Nabożeństwo do tajemnicy Przemienienia Pańskiego, u wielu osób zawisło jedynie na tém, aby prosić Pana Jezusa o przemienienie jakich doczesnych dolegliwości. Ty inaczéj téj tajemnicy cześć oddawaj. Proś Pana Jezusa głównie i gorąco, aby w duszy twojéj to wszystko co Mu może być niemiłém przemienił, obdarzając cię jak najpotrzebniejszemi do tego łaskami.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który tajemnice wiary w cudowném Przemienieniu Jednorodzonego Syna Twojego świadectwem Ojców Starego Zakonu utwierdziłeś, a głosem z Nieba wśród jasnego obłoku wyszłym, oznajmiłeś cudownie istne przyznanie wiernych za Syny Twoje; spraw miłościwie, abyśmy Króla chwały wspołspadkobiercami się stali, i tejże chwały Jego wspólnikami. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 657–659.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 625

Oglądanie Oblicza Pańskiego jest szczęściem, jakiego używają Święci w Królestwie niebieskim. I ty, duszo chrześcijańska, masz tego szczęścia używać po wszystkie wieki. Czyż serce twoje za nim nie tęskni ? Czymże jest wszelki przepych tego świata? Marnością i znikomością tylko. Jeśli przeto na ziemi jakie dzieło sztuki, dziwny blask gwiazd, przepyszna barwa kwiatów tak zachwyca twoje oko, zważ, jak pięknym, jak doskonałym, jak wspaniałym i zachwycającym musi być widok Tego, który tego wszystkiego jest sprawcą! Nie dziw przeto, że gdy Piotr ujrzał Jezusa w majestacie Jego, zapomniał o całym świecie i na wieki chciał pozostać na górze.

Papież Kalikst III ustanowił w Kościele katolickim święto Przemienienia Pańskiego w roku 1457 i wyznaczył na tę uroczystość dzień 6 sierpnia. Powód dało mu do tego utrapienie, jakiego doznawał podówczas świat chrześcijański od Turków. Zaprowadzeniem tego święta chciał pobożny papież wybłagać u Wszechmocnego pomoc. Dzisiaj uroczystość ta nie jest już świętem nakazanym, mimo to jednak każdy prawowierny katolik winien mieć na pamięci ów cudowny wypadek i chować go głęboko w sercu.

Footnotes:

1

Łuk. IX. 32.

2

Mar. IX. 5.

3

Mat. XVII. 9.

4

Łuk. IX. 22.

Tags: Przemienienie Pańskie „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Mojżesz Eliasz św Piotr św Jan Ewangelista św Jakub Starszy Ewangelia Ogrójec piękno
2020-05-06

Męczeństwo Św. Jana w Oleju

Zaszło roku Pańskiego 95.

(Szczegóły tego męczeństwa opisane są przez świętego Hieronima.)

Ewangelia święta opowiada nam, że razu pewnego matka świętego Jakóba i świętego Jana Ewangelisty, zbliżywszy się do Pana Jezusa, prosiła aby jéj synów umieścił na pierwszych miejscach w królestwie niebieskiém. Zbawiciel odpowiadając jéj na to, zapowiedział tym dwom Apostołom, że pić będą z jego kielicha, to jest że na podobieństwo Pana Jezusa, umęczeni będą za wiarę. Jakoż słowa te Pana naszego spełniły się, gdyż święty Jakób najpierwszy z uczniów Chrystusowych zamordowany został z rozkazu Heroda, a święty Jan lubo śmierci męczeńskiéj nie uległ, męczeństwa jednak, i to jednego z najokrutniejszych doznał, a to w następujący sposób.

A najprzód można powiedzieć, że święty Jan najulubieńszy uczeń Pana Jezusa, i który najsilniéj Go miłował, już i przez to ziścił na sobie przepowiedziane mu przez Niego męczeństwo, że podczas męki Chrystusa Pana, i aż do chwili śmierci Jego, nie odstępując Jezusa i pod krzyżem stojąc, podzielał sercem wszystkie cierpienia drogiego mistrza swojego, a przez to na podobieństwo Matki Bolesnéj, już na sercu poniósł był wielkie męczeństwo. Lecz przepowiednia Pańska, spełnić się miała bardziéj co do słowa. Nie dość było dla ulubionego ucznia Chrystusowego doznać wewnętrznego męczeństwa na sercu, w czasie mąk jakie zadawano Zbawicielowi, i na widok okrutnéj i haniebnéj Jego śmierci. Miał on wyraźniéj uczestniczyć wychyleniu kielicha goryczy, zapowiedzianego mu przez Pana Jezusa, co właściwie mówiąc nastąpiło dopiéro po Zesłaniu Ducha Świętego.

Jakoż, święty Jan wkrótce potém został uwięziony, następnie biczowany i w różny sposób znieważany wraz z Apostołem świętym Piotrem, a to w czasie prześladowania jakiego doznali uczniowie Chrystusa Pana od Żydów, po zamordowaniu przez nich świętego Stefana pierwszego Męczennika, co było tylko jakby wstępem do tego czego miał doznać wkrótce potém, od władców pogańskich.

Cesarz Domicyan wstąpiwszy na tron po bracie swoim Tytusie, roku Pańskiego 81-go, tyran okrutny i zawzięty wróg chrześcijan, wznowił wszelkie przeciw nim ustawy swoich poprzedników, a szczególnie Nerona, które za panowania łagodnego Tytusa wykonywane nie były. Ponieważ nie ustępował on w niczém Neronowi, który pierwszy począł męczyć i mordować wyznawców wiary świętéj, więc to drugie za niego wszczęte prześladowanie powstającego Kościoła, było jeszcze od pierwszego okrutniejszém, i więcéj zabierało ofiar, gdyż już więcéj rozszerzyła się była nauka Ewangelii Bożéj, i więcéj liczyła zwolenników. Święty Jan znajdował się podówczas w mieście Efezie, gdzie stale przebywał jako Biskup, aby tém łatwiéj znosić się z kościołami czyli Dyecezyami w Azyi, które sam założył i któremi zarządzał. Poganie wiele mu i tam już wyrządzali złego. Wprawdzie, powszechny szacunek jakim przejęta była dla niego cała ludność tego kraju, nawet złożona i z tych którzy jeszcze nie byli nawróceni, wstrzymywał nieco urzędników cesarskich w ich zamiarach pozbycia się świętego Jana: lecz w końcu przyszło do tego, iż najprzód wskazali go na wygnanie z Efezu, a wkrótce potém uwięziwszy poprowadzili do Rzymu, gdzie okutego w kajdany wtrącili do więzienia. Święty Ewangelista nie wątpił, iż nadeszła chwila, gdzie mu dano będzie wylać krew za jego ukochanego Boskiego Mistrza, i całém sercem cieszył się z tego.

Cesarz dowiedziawszy się o godności i zaletach tego bohatera chrześcijańskiego, znanego już w całéj Azyi z gorliwości swojéj apostolskiéj i nadzwyczajnéj słodyczy w obcowaniu z najnieprzyjaźniejszymi mu ludźmi, chciał go osobiście poznać. Święty Jan wezwany przed Dyoklecyana, stawił się przed nim z rozpromienioném nadzieją korony męczeńskiéj obliczem, a sama postać poważnego starca, ujmującéj nadzwyczaj powierzchowności i pełnego spokoju wewnętrznego i świętéj swobody, wielkie zrobiła na tyranie nawet wrażenie. Zadał mu kilka zapytań tyczączych się religii, i zdumiał na odpowiedzi śmiałe i głębokie, jakie wyszły z ust tego najszczytniejszego Ewangelisty, i autora Apokalipsy czyli ksiąg Objawień. Wszakże Cesarz zaślepiony w błędach pogańskich, które dogadzały jego nierządom, nie tylko nie otworzył oczu na prawdy święte, które jak drogie perły sypał przed nim ten wielki Apostoł, lecz śmiał domagać się od niego aby i on sam ich odstąpił i wyparł się nauki Chrystusa. „Trzeba, rzekł mu cesarz, abyś wyrzekł się religii któréj zasady wzbraniają nam uciech zmysłowych, i któréj artykuły wiary są dla rozumu niedościgłe: przejdź na nasze wyznanie które jest wyznaniem wszystkich moich ludów, a żyć będziesz w pokoju.” Na te słowa zadrżał od zgrozy ten uczeń Pana Jezusa, który podczas Wieczerzy na sercu Jego głowę swoję był skłonił, i któremu On umierając na krzyżu, Matkę swoję najdroższą powierzył: „Nie sądź o! cesarzu, rzekł do Dyoklecyana, aby groźby twoje, lub przyrzeczenia zachwiać mogły wierność moję Chrystusowi. Jeden tylko jest Bóg, a Tym jest Ten właśnie którego ja wyznaję i któremu służę. Największém szczęściem byłoby dla mnie, gdybym za wiarę w Niego krew moję wylał. Uddawna wzdycham za sposobnością spełnienia takowéj ofiary.”

Piszą że tak stanowcza i śmiała odpowiedź szczególnie poruszyła Dyoklecyana, i tém większy obudziła w nim dla świętego starca szacunek: zawahał się był nawet przez pewien czas, jak z nim wypadnie postąpić. Wszakże w końcu przemogło w nim wrodzone okrucieństwo i nienawiść do wiary chrześcijańskiéj: wskazał świętego Jana na śmierć, przez zanurzenie go we wrzącym oleju.

Wielki plac będący obok bramy zwanéj Latyńską dla tego że od niéj szła droga do krainy Latyńskiéj, którą dziś zowią polami Rzymskiemi (campagna Romana), przeznaczony został na miejsce męczeństwa świętego Apostoła. Umieszczono tam ogromną kadź, napełnioną olejem wrzącym od ognia pod nią podłożonego. Wieść iż tak okrutnéj męczarni ma być poddany sędziwy starzec, którego czyny jako najpierwszego Apostoła Azyi, całemu Rzymowi znane były, ściągnęła na to miejsce nie tylko wielki tłum ludu, lecz i najznakomitszych mieszkańców, a nawet cały senat Rzymski, złożony z pogan chciwych tego rodzaju barbarzyńskiego widowiska. Najprzód świętego Jana odarto z odzienia, i według praw rzymskich poddających biczowaniu każdego na śmierć skazanego, okrutnie schłostano. Następnie gdy całe ciało miał zsieczone, skrwawione i ranami pokryte od gradu biczów które odebrał, zanurzono go w ten olej wrzący. Lecz Pan Bóg postanowił podać mu tylko całą zasługę śmierci męczeńskiéj, a przy życiu tak jeszcze dla Kościoła potrzebném raczył go pozostawić, ponawiając na nim cud trzech pocholąt w piecu Babilońskim wśród ognia żyjących, o którym wspominają księgi starego Testamentu. Olej wrzący w najwyższym stopniu, stał się da niego kąpielą leczącą, która w tejże chwil wszystkie rany jego z biczowania odebrane zagoiła, tak że jak się wyraża święty Hieronim: „zdrowszy i silmiejszy wyszedł z niéj Jan święty, aniżeli nim był gdy do niéj wstępował.” Co większa: gdy widząc iż olej ten nie zadaje śmierci świętemu Męczennikowi lubo w nim był całkiem zanurzony, oprawcy zaczęli silniéj jeszcze pod kotłem rozniecać ogień, a wtedy płomienie zwróciły się na nichże samych, i wielu z nich spaliły. Cud tak wielki i tak oczywisty, wielu pogan nawrócił, a sam Cesarz dowiedziawszy się o nim, nie śmiał już więcéj pastwić się nad Świętym, i tylko wskazał go na wygnanie na wyspę Patmos, gdzie przebywał ten Apostoł aż do śmierci Dyoklecyana, i tam napisał Apokalipsę czyli księgę Objawień, należącą do ksiąg nowego Testamentu, a zawierającą najgłębsze przepowiednie wszystkiego co Kościoł przeszedł i przechodzić będzie do końca świata.

Cud zaszły przy męczeństwie świętego Jana, miał miejsce 6-go Maja, około roku Pańskiego 65. Chrześcijanie dla utrwalenia téj pamiątki, wznieśli późniéj wspaniałą świątynię na placu gdzie się spełnił, a Kościoł w tymże celu postanowił dzisiejsze święto, które przez długi czas w niektórych krajach katolickich, a mianowicie we Francyi i Anglii przed jéj odpadnięciem od wiary, uroczyście obchodzono jak święta obowiązujące.

Pożytek duchowny

Pan Bóg jest tak łaskawym, iż nie tylko poniesienie śmierci męczeńskiéj za wiarę najświetniejszą koroną niebieską nagradza, lecz i wszelkiego rodzaju trudy i cierpienia z miłości ku Niemu znoszone cierpliwie i chętnie, ledwie że nie narówni z zasługami męczenników płaci w przyszłém życiu. Niech cię to pobudzi do cierpliwego, a nawet chętnego znoszenia wszelkich cierpień.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który widzisz, iż nas zewsząd biedy nasze uciskają, spraw prosimy, aby błogosławionego Jana Apostoła Twojego i Ewangelisty chwalebne pośrednictwo, wspierało nas zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 370–372.

Tags: św Jan Ewangelista „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Apostoł
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.