Citatio.pl

Wpisy z tagiem "św Teresa z Avili":

2020-10-19

Św. Piotra z Alkantary, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1562.

(Żywot jego wyjęty jest z Bulli jego Kanonizacyi.)

Święty Piotr, od miejsca urodzenia z Alkantary nazwany, przyszedł na świat w tém mieście w Hiszpanii w prowincyi Estramadura położoném, roku Pańskiego 1499, z ojca Alfonsa Garawito gubernatora téj części kraju.

Od dzieciństwa, ulubioném jego zajęciem była modlitwa, w któréj późniéj obdarzał go Pan Bóg darem tak wysokiéj bogomyślności do jakiéj mało kto z największych Świętych Pańskich bywał podniesiony. Ukończywszy wszystkie nauki w Salamance, gdzie nietylko wielkim w nich postępem lecz jeszcze bardziéj pobożnością się odznaczył, wrócił do miasta rodzinnego. Zły duch, przewidując jak wielkim sługą Bożym zostanie, probował go w sidła swoje uwikłać. Najprzód uderzył na niego zwykłą bronią jaką na młodych używa, chcąc w nim skalać cnotę świętéj czystości. Lecz Święty użył znowu ze swojéj strony przeciw temu najskuteczniejszéj broni: modlitwy, umartwienia ciała, uczęszczania do Sakramentów i serdecznego do Matki Bożéj nabożeństwa. Pokusy tego rodzaju odeszły, niezadając duszy jego żadnéj szkody, lecz szatan z inną wystąpił. Łudził Piotra świetnym zawodem w świecie, rozbudzając w nim próżność i żądzę wyższych zaszczytów, których łatwo mógł dostąpić. Wszakże poznał się on i na téj zasadzce, i żeby raz na zawsze pozbyć się tego znowu rodzaju pokus, postanowił świat opuścić i wstąpić do zakonu. W tym celu udał się do klasztoru Braci Mniejszych w wiosce Manzares w górach położonego, a Pan Bóg zaraz w pierwszych jego krokach nowego zawodu, cudem raczył go w tych zbawiennych zamiarach utwierdzić. Gdy przybył nad rzekę Tietar, a zakłopotany że niema go kto przewieść na brzeg drugi, zaczął się modlić, wtedy Anioł stanął przed nim i przeniósł go za wodę.

Miał lat szesnaście kiedy wstąpił do nowicyatu, i wówczas już stał się wzorem doskonałosci zakonnéj dla wszystkich braci. Po wykonanych uroczystych ślubach, przeznaczono go do innego klasztoru, w którym wybrał i uprosił sobie na mieszkanie celkę tak ciasną i nizką, że więcéj do grobu, niż do mieszkania podobną była. Tam już zaczął ten rodzaj życia umartwionego, w którym mu mało kto z najsławniejszych w Kościele pokutników wyrównał, któremuby nawet trudno było dać wiarę, gdyby nie to że Bulla jego kanonizacyi, wszystko to stwierdza. Oto jak dalece prowadził ostre i umartwione życie: Nabiału i mięsa nigdy nie jadał; posiłek brał tylko raz na dzień i to co trzy dni, a czasem cały tydzień bez pokarmu zostawał. Dwa razy na dzień zadawał sobie krwawe. biczowanie żelaznemi ostremi łańcuszkami; dzień i noc nosił włosiennicę, a raczéj rodzaj pancerza zrobionego a blachy podziurawionéj nakształt kuchennéj tarki, ostrzem w ciało obróconéj, a która ciągle rozdrażniała rany, jakie sobie biczowajem zadawał. Chociaż zwykle jadał jarzyny surowe bez żadnéj zaprawy, albo chleb suchy, skoro mu to cokolwiek smakowało, dosypywał popiołu. We wzroku tak był umartwionym, że po kilka lat mieszkając w jakim klasztorze, żadnego z braci nie znał z twarzy tylko z głosu. Gdy pomimo tak umartwionego życia razu pewnego doznał podniet zmysłowych, zanurzył się w zamarznięte jezioro, i tak długo w niém zostawał aż go ta pokusa minęła.

Lecz umartwienie które, jako sam wyznawał, najwięcéj go kosztowało, było ujęcie sobie spoczynku nocnego. Mawiał, że ze wszystkich potrzeb życia najprzykrzejszą dla niego była potrzeba snu, gdyż ta jedna, jak utrzymywał, pozbawiała go uczucia obecności Bożéj, czego nawet i śmierć nie czyni. Sypiał téż tylko godzinę, a najwięcéj półtory, i to przez lat czterdzieści, niekładąc się wcale, tylko siedząc na nogach, albo na stołku z opartą o mur głową. Noce téż całe przepędzał na bogomyślmości, i na zadawaniu sobie prócz tego różnych innych umartwień ciała. Celkę miał zawsze tak nizką i małą, że ani w niéj stać mógł wyprostowany, ani wyciągnięty leżeć. Z każdéj pory roku robił sobie także pokutę. Wśród największych mrozów, chodził z gołą głową; po największych śniegach bez obuwia, a mieszkając w górach gdzie zima bardzo ostra i panują silne wiatry północne, właśnie gdy było najzimniéj w dzień i w nocy okna od celi nie zamykał. Umartwienia téż jego sprawiały że, według wyrażenia współczesnych pisarzy, wyglądał jak szkielet chodzący.

Ale za to jakiemiż pociechami wewnętrznemi i darami cudownemi obdarzał go Pan Bóg! Prawie przy każdéj modlitwie wpadał w zachwycenie, i wtedy widywano go wzniesionego w powietrzu, co i przy Mszach świętych się zdarzało. Z twarzy jego, a szczególnie z oczów, kiedy się modlił lub Mszę świętą odprawiał, wytryskiwały promienie tak jasne, że bez olśnienia nikt wtedy na niego patrzeć nie mógł. Także wśród modlitwy, niekiedy nie mógł się wstrzymać od głośnego śpiewu, który był tak nadzwyczaj pięknym, że najbieglejsi muzycy z podziwieniem i zachwyceniem go słuchali. Posiadał przytém dar języków, to jest że gdy miewał kazania, lub potrzebował rozmówić się z kim w rzeczach duchownych, cudzoziemcy różnéj narodowości rozumieli go doskonale, a on ich nawzajem. Poznawał najskrytsze tajniki serc ludzkich, i zdarzało się, że przy spowiedziach wyjawiał penitentom ukryte przez nich grzechy, z których albo spowiadać cię nie chcieli, albo je zapominali. Biegły w przewodniczeniu dusz do wyższéj doskonałości dążących, długo był spowiednikiem świętéj Teresy. Onto głównie poznał iż dary nadzwyczajne w które ta Święta opływała, nie były wcale złudzeniem szatańskiém jakto wielu znakomitych teologów mylnie utrzymywało, a przez to uspokoiwszy tę wielką duszę, pomógł jéj do rączego postępu w doskonałości do którego późniéj doszła, i on właśnie skłonił ją do przedsięwzięcia reformy jéj zakonu. Święty Franciszek Borgiasz Towarzystwa Jezusowego, także w rzeczach tyczących się sumienia jego rady zasięgał, i nią się powodował. Cesarz Karol V, gdy zrzekłszy się korony cesarskiéj na pewien czas przed śmiercią osiadł w klasztorze, zażądał aby Piotr był jego stałym spowiednikiem; lecz Święty nie chciał w żaden sposób podjąć się tego w oczach świata tak zaszczytnego obowiązku.

Na prośby jednego z pobożnych swoich przyjaciół, napisał nie wielkie co do rozmiaru, lecz nieoszacowane dzieło co do treści „O modlitwie i bogomyślności”. Książka ta tak go rozsławiła, że Jan III król Portugalski uprosił u przełożonych, aby go na pewien czas na dwór jego przysłano. Pozostawał tam sługa Boży przez kilka miesięcy; zadziwil wszystkich swoim nadzwyczaj umartwionym życiem, którego w niczém nie odstępował, budował pokorą i słodyczą w obcowaniu z każdym, a kazaniami tak zbawienny wpływ wywarł, że nietylko na całym dworze królewskim rozbudził ducha pobożności, lecz kilku wielkich panów wyrzekło się świata i jego zaszczytów, i oddało się pokutnemu życiu, wstępując do najostrzejszéj Reguły zakonu. W téj liczbie był i brat królewski don Ludwik, który wybudowawszy klasztor w Salvatiera, sam został zakonnikiem, z wielkiém całego państwa zbudowaniem.

Po powrocie z Portugalii, święty Piotr wybrany na przełożonego prowincyi swojego zakonu, robił co tylko mógł, prosił i błagał braci aby go od tego urzędu uwolnili. Lecz z woli ich pozostawszy na nim położył największe swoje w tymże zakonie i w Kościele Bożym zaslugi, przez wprowadzenie po klasztorach całej pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Franciszka Serafickiego. Wiedział dobrze, że trudniéj jest zreformować zakon niż założyć nowy, lecz odebrawszy w téj mierze natchnienie od Boga, wytrwale walczył z wielkiemi napotykanemi na téj drodze przeszkodami, i wszystkie je przezwyciężył. Przybrawszy sobie kilku ojców skłonniejszych do tego, założył mały klasztorek w Arabida w Portugalii na górze stroméj i wysokiéj, gdzie prawie wszystkie cele urządzone były w ciasnych szpalinach po skałach. I tamto dał on początek temu szczepowi zakonu świętego Franciszka który u nas Reformatami nazywają, a który późniéj zatwierdzony został przez Papieża Juliusza III, a następnie Pawła IV.

Wszakże w samy początku tego wielkiego rozpoczętego dzieła, na ciężką był wystawiony próbę. Nadzwyczajna ostrość życia, jaką w swojéj reformie zaprowadzał, dotkliwe, a z różnych stron pochodzące prześladowania, które właśnie ta surowość na niego i na braci a nim będących ściągnęła, sprawiły że po pewnym przeciągu czasu, święty Piotr sam jeden znalazł się w klasztorze, a wszyscy zresztą go opuścili. Udał się wtedy do Rzymu, a otrzymawszy od Papieża i Jenerała nowe do przeprowadzenia swéj reformy upoważnienie, mocą którego zrobiony był Komisarzem jeneralnym wszystkich klasztorów w Hiszpanii, wziął się powtórnie do swojego dzieła. Wybudował bardzo mały klasztorek w Pedrozo, założył małą prowincyą pod wezwaniem świętego Józefa, i w téj w przeciągu lat sześciu tak mu Pan Bóg pobłogosławił, że dziewięć klasztorów napełnił braćmi, wedle pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Patryarchy Asyzkiego żyjących.

Już od niejakiego czasu udawało się że święty Piotr cudem tylko żyje, tak był wycieńczony rozmaitemi swoimi umartwieniami, i ciężkiemi trudami, jakiemi go w ostatnich czasach zarząd prowincyi reformowanéj obarczał. Zapadłszy na zdrowiu i widząc że śmierć się zbliża a niemogąc już chodzić, prosił aby go zaniesiono do klasztoru świętego Andrzeja w Arenas. Tam przepowiedział braciom dzień i godzinę swojego zgonu. Gdy ten nadchodził zwołał ich, zachęcał do wytrwałości w powołaniu, i przyjął przenajświętszy Wiatyk klęcząc na ziemi ze złożonemi rękoma, a we łzach się rozpływając. Wkrótce potém, znacznie na siłach upadłszy, przyjął i ostatnie Olejem świętym namaszczenie. Wtedy objąwiła mu się przenajświętsza Marya Panna i święty Jan Ewangelista, do których miał sczególne przez całe życie nabożeństwo, upewniając iż zbawionym będzie. To go wprawiło w tak świętą radość, że zaczął śpiewać ten wiersz psalmu Pańskiego: „Weselilem się z tego co mi powiedziano: do domu Pańskiego pójdziemy” 1, i kończąc go coraz cichszym głosem słodko zasnął w Panu, 18 Października roku 1562. Po śmierci objawił się świętéj Teresie otoczony światłem niebieskiém, i rzekł do niéj: „O! szczęśliwa pokuta, która mi wyjednała tak wielką chwałę!”

Kanonizowany został uroczyście przez Papieża Klemensa IX.

Pożytek duchowny

Przytaczają życiopisarze błogosławionego Piotra z Alkantary i to na dowód jego zamiłowania czystości, że gdy już był umierającym, a braciszek który go dozierał, chcąc go poruszyć na łóżku, dotknął się jego ciała, Święty go odsunął mówiąc: „Jeszcze żyję, a więc jeszcze przeciw skromności wykroczyć mogę”. Patrz jak Święci téj najtrudniejszéj do przechowania cnoty przestrzegali, a przypomnij sobie czy i ty równie w niéj jesteś ostrożnym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Piotra wyznawcę Twojego, przedziwnéj pokuty i najwższéj bogomyślności darami wsławić raczył, daj nam, prosimy, abyśmy za pośrednictwem zasług jego, zmysły umartwiając, łatwiéj pojmować rzeczy niebieskie umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 894–896.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 839

„Błoga pokuto, która mi zjednałaś takie szczęście!” rzekł święty Piotr do Teresy, aby ją pocieszyć w utrapieniach, zachęcić do wytrwałości i wypowiedzieć nadzieję, że Bóg mu w wieczności wynagrodzi zwalczanie żądz i porywów ciała. Weźmy sobie te słowa do serca i pomnijmy na to, że za grobem czeka nas odwet za to, co tutaj czynimy.

  1. Powiada nam to nasamprzód własne serce. Jakąkolwiek tutaj podejmujemy pracę i o cokolwiek się ubiegamy na tym świecie, zawsze nasuwa się nam pytanie, czy nasze zabiegi będą wynagrodzone. Jeśli nas kto chce zmusić do pracy bez wynagrodzenia, oburza się natura nasza, opieramy się rozkazowi, i żądamy od zwierzchności, aby nas wzięła w swą opiekę przeciw przymusowi i ukarała gwałciciela. Jeśli zwierzchność odmawia nam pomocy, pozostaje nam nadzieja, że tyran choć nie w tym, to w przyszłym życiu odpokutuje wyrządzoną krzywdę. Jeśli nam zaś kto wyświadczy łaskę lub przysługę, ulegając naturalnemu pociągowi serca, pragniemy mu się wywdzięczyć według możności. Niezatartymi głoskami wyryta jest w sercu ludzkim prawda: „Odwet jest konieczny. Dobre winno być wynagrodzone, a za złe winna być kara”. Odwetu i nagrody oczekiwać należy od tego, komu służymy i dla kogo pracujemy. Kto służy dumie i zmysłom, złego ma płatnika; kto służy opinii publicznej, komu chodzi o popularność, niech nie liczy na wdzięczność. Kto pracuje dla Boga i Jemu służy, jak św. Piotr, ten może się spodziewać sowitej nagrody i hojnej zapłaty.
  2. Że jest odwet, nagroda i kara, tego uczy nas wiara. Chrystus jasno wypowiedział, że On będzie Sędzią, że On wynagrodzi każdy łyk wody, każdą ofiarę, choćby szeląga, że On karać będzie za każde marne słowo, że On da szczęście łagodnym, miłosiernym, skromnym, a bezbożnych, złośników i gnuśnych karać będzie.

Footnotes:

1

Psal. CXXI. 1.

Tags: św Piotr z Alkantary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokuta umartwienie św Teresa z Avili
2020-10-15

Św. Teresy, odnowicielki zakonu karmelitańskiego

Żyła około roku Pańskiego 1582.

(Żywot jej był napisany przez Jepeza, Biskupa Taraskońskiego jéj spowiednika.)

Święta Teresa urodziła się w mieście Avilla w Hiszpanii roku Pańskiego 1515. Była córką jednego ze znakomitych panów tego kraju Alfonsa Sanchez Zepede, i Beatryksy Zachumedy. Wychowana bogobojnie, w dzieciństwie już przedstawiała dowody zapowiadające przyszłą świątobliwość. Miało lat siedem, kiedy czytając z bratem mało co od niéj starszym, żywoty Świętych Pańskich, tak żywo zapragnęła ponieść śmierć za wiarę, że z tymże bratem wyszła potajemnie z domu rodzieielskiego z zamiarem udania się do Afryki pomiędzy niewiernych, aby tam dostąpić korony męczeńskiéj; lecz spotkał ich stryj w drodze, i przywiózł napowrót do domu. Tak ją już wtedy żywo przejmowała myśl o wieczności, że ciągle powtarzała: „A więc na zawsze! a więc bez końca!” Gdy nie powiodła się jéj wycieczka pomiędzy pogany, wybudowała sobie w ogrodzie chatkę jakby pustelniczą i tam kilka razy na dzień udawała się na modlitwę, wśród któréj już Duch Święty napełniał ją wielkiemi pociechami i darami, będącemi zadatkiem tych, które późniéj w tak wielkiéj obfitości miała odbierać.

Lecz co dobrego i świętego w duszy jéj zrodziło czytanie ksiąg pobożnych, wszystko czytanie powieści romansowych, od razu zniszczyło. To stało się powodem, że Teresa po stracie matki, zaledwie wchodząc w lata młodéj dziewicy, polubiła rozrywki światowe, stroje i zbytki. Byłaby niechybnie do smutnéj doszła ostateczności, gdyby nie to że zaraz po śmierci matki, obrała sobie za matkę przenajświętszą Maryą Pannę, i Jéj szczególnéj oddała się opiece. Wyrwała téż ją Marya z niebezpiecznéj drogi na którą wstąpiła. Ojciec człowiek bardzo bogobojny, widząc córkę zbyt światem zajętą, umieścił ją na pensyi w klasztorze panien Augustyanek. Po kilku dniach tam przebytych, Teresa inną się stała i dawna pobożność odżyła w jéj sercu. Przypisując to jedynie opiece Matki Bożéj, jeszcze serdeczniéj poleciła się Jéj macierzyniskiéj pieczy. Wtedy już powzięła myśl wstąpienia do klasztoru, lecz gdy się jeszcze wahała, utwierdziło ją w tém spotkanie w podróży którą z ojcem odbyła, jednego z jéj stryjów, który osiadłszy jakby na puszczy, wiódł życie bardzo świątobliwe a wkrótce potém czytanie listów świętego Hieronima, skłoniło ją ostatecznie, do opuszczenia świata.

Otrzymawszy na to błogosławieństwo i pozwolenie ojcowskie, wstąpiła do klasztoru panien Karmelitanek w Avilla, mając lat dziewiętnaście. Krok ten jednak kosztował ją nadzwyczaj wiele, jak to sama późniéj wyznawała, mówiąc że gdy opuszczała dom rodzicielski, zdawało się jej że tego nie przeżyje, tak się jéj serce od żalu krajało. Lecz skoro przywdziała habit zakonny, Pan Bóg wynagradzając męstwo z jakim przezwyciężyła dla Niego uczucia wrodzone, rozpalił w jéj sercu płomienie najgorętszéj Swojéj miłości, zalewając jéj duszę największemi niebieskiemi pociechami i łaskami, któremi wsparta, od pierwszego dnia wstąpienia do nowicyatu, objawiła cnoty doskonałéj zakonnicy. W umartwieniach ciała, posłuszeństwie, zaparciu własnéj woli i w darze modlitwy, wszystkie siostry przewyższała. Zapadła wkrótce potém na zdrowiu: wszakże w niczém to nie wstrzymywało jéj pokutnego życia, i po upłynionym roku uczyniła śluby uroczyste przejęta uczuciami najżywszéj radości i pobożności.

W klasztorze tym, nie było ścisłéj klauzury. Ojciec, dla poratowania jéj zdrowia, wziął ją do jednéj z sióstr rodzonych na wieś. Tam nie opuszczała wcale wszystkich zakonnych ćwiczeń, i coraz ściśléj się z Bogiem jednoczyła. Lecz zdrowie jéj coraz stawało się gorszém. Była już nawet chwila w któréj zdawało się że umrze, gdyż przez dni cztery jak nieżywa leżała, aż nakoniec udawszy się do pośrednictwa świętego Józefa, odzyskała zdrowie, i od téj pory, miała do tego Świętego przez całe życie szczególne nabożeństwo. Upewniała że o co tylko i kiedykolwiek prosiła Pana Boga za Jego pośrednictwem, zawsze wysłuchaną była. Stała się téż najgorliwszą apostołką nabożeństwa do tego świętego Partryarchy.

Lecz gdy odzyskała zdrowie co do ciała, okazało się że na duszy bardzo osłabła. Długi pobyt za klasztorem, jak to zwykle bywa, przygasił w jéj sercu pobożność. Kiedy wróciła do zgromadzenia, zaniedbała się we wszystkich zakonnych obowiązkach, najchętniéj przebywała w mównicy z osobami świeckiemi, a chociaż uchronił ją Pan Bóg pomimo tego od ciężkiego upadku, jednak z jednym z dalekich krewnych swoich utrzymywała stosunki przyjaźni uczciwéj wprawdzie, lecz którą jéj serce zanadto było zajęte. Była już na brzegu przepaści, ale i z téj znowu matka jéj niebieska wyratować ją raczyła. Spotkanie spowiednika, który wymógł na niéj aby bądź co bądź codziennéj modlitwy myślnéj nie opuszczała, czytanie wyznań Świętego Augustyna, objawienie się jéj Pana Jezusa ubiczowanego, nakoniec widzenie które miała miejsca w piekle, jakie ją czeka, jeśli na drodze na któréj się znajduje dłużéj pozostanie, wszystko to najzbawienniéj na nią wpłynęło. Teresa wróciła do wszystkich ćwiczeń zakonnych i pobożnych, i już od nich nigdy nieodstępując doszła do tego wysokiego stopnia zjednoczenia z Bogiem, jakiego mało która dusza na téj ziemi dostępowała, i stała się uczestniczką najszczególniejszych łask i darów niebieskich.

Wszakże na samym do tego wstępie, nową próbę podobało się Panu Boga zesłać na nią. Wysokie dary modlitwy, łaski najszczególniejsze jakie na niéj odbierała, życie nadzwyczaj umartwione jakie pod każdym względem zaczęła prowadzić, niesłychane pokuty jakie sobie zadawała, wszystko to nietylko jéj siostry zakonne lecz i jéj spowiednicy poczytywali za złudzenia i sprawę szatańską. Trudno wypowiedzieć, jakich przykrości, niepokojących ją zwątpień, i wewnętrznych utrapień stało to dla świętéj Teresy źródłem. Pokorna i nieufająca sobie, polegała na zdaniu drugich, a szczególnie kapłanów, ale nie było w jéj mocy. oprzeć się tym wszystkim nadzwyczajnym łaskom które wszyscy właśnie za sprawę złego ducha poczytywali, a któremi w istocie, Sam Pan Bóg co raz hojniéj ją obdarzał. Byłyto więc jak sama późniéj o tém pisała, męki wyobrażenie przechodzące! Aż nakoniec, spotkanie dwóch wielkich Świętych i wielkich mistrzów życia wewnętrznego: świętego Franciszka Borgiasza i świętego Piotra z Alkantary, których przewodnictwu się poddała, uspokoiło ją w téj mierze najzupełniéj i na zawsze.

Od téj téż chwili już nie postępowała, lecz leciała po drodze najżywszéj doskonałości, a szczególnie gdy razu pewnego na modlitwie, objawił się jéj Pan Jezus i rzekł do niéj: „Córko moja, chcę abyś odtąd żadnéj z ludźmi nie zawiązywała przyjaźni, a tylko z Aniołami obcowała.” Lecz i tu nowe, a ciężkie czekały ją przejścia. Pan Bóg dopuścił na nią najstraszniejsze wewnętrzne oschłości. Wszelako chociaż to trwało aż przez całe lat dwadzieścia, wśród tego Święta w dążeniu do najwyższéj doskonałości nie ustawała wcale, większe jeszcze skarbiła sobie walcząc z takiego rodzaju trudnościami zasługi, a co najszczególniejsza, ślubem nawet zobowiązała się do wykonywania zawsze tego, co doskonalszém i milszém Bogu będzie widziała.

Klasztor do którego należała, jak wszystkie podówczas klasztory Karmelitanek, na mocy otrzymanych od Stolicy Apostolskiéj zwolnień, bardzo był odstąpił od ścisłości pierwotnéj swojéj Reguły. Razu pewnego święta Teresa, ubolewała nad tém rozmawiając z trzema osobami: ze swoją siostrzenicą, która była na pensyi w tymże klasztorze, z pewną zakonnicą która z nią była w ściślejszéj zażyłości, i z obecną wtedy panią świecką, osobą bardzo pobożną. Te podały jéj myśl założenia nowego klasztoru, w którymby pierwotna Reguła Karmelitańska, w całéj ścisłości zachowaną być mogła, i na to też jéj siostrzenica bardzo bogata, ofiarowała cały swój majątek. Święta zrazu nie śmiała podjąć się tak trudnego dzieła. Lecz, gdy na modlitwie objawił się jéj Pan Jezus i nakazał to wyraźnie, a następnie gdy święty Piotr z Alkantary, podówczas jéj spowiednik, utwierdził ją w tém zamiarze, Teresa przedsięwzięła tę wielką i świętą sprawę. Uzyskawszy na to upoważnienie od Stolicy Apostolskiej, nabyła dom i w témże mieście Avilla, pierwszy klasztor odnowionéj ścisłéj Reguły Karmelitańskiéj założyła.

To pobudziło przeciw niéj nietylko wiele świeckich osób, nietylko najwyższych urzędników kraju, lecz i duchownych a nawet zakonników i zakonnice, innych rozwolnionych klasztorów, a w téj liczbie i jéj przełożonych. Nie było téż rodzaju trudności, przeciwności, prześladowania, i to ze wszystkich stron, którychby święta Teresa znosić nie musiała, przeprowadzając to dzieło, do którego ją Pan Bóg powołał. Przyszło nawet do tego, że ją oskarżono jako podejrzaną o wiarę, i karami kościelnemi dotknięto. Wszystko to jednak przezwyciężyła mężnie. Że zaś Sam Pan Bóg natchnął jéj to przedsięwzięcie, więc téż w końcu, tak pokierował sercami Papieża, i Biskupa miejscowego, i jenerała Karmelitańskiego, że w przeciągu kilkunastu lat, nietylko trzydzieści dwa klasztory, téj swojéj reformy i według ustaw które sama nadała założyła, lecz poparta w tém upoważnieniem Stolicy Apostoskiéj, z woli jenerała Karmelitańskiego, za pomocą świętego Jana od Krzyża Karmelity, takąż samę reformę, to jest ścisłość pierwotną Reguły, w wielkiéj liczbie męzkich klasztorów Karmelitańskich wprowadziła.

Wśród nadzwyczajnego natłoku spowodowanych przez to zajęć, nie ustawała w pracy około własnego uświątobliwienia. Przyświecając siostrom, a raczéj córkom i synom swoim duchownym, najwyższémi cnotami zakonnemi, ciało coraz ostrzejszemi umartwieniami trapiła, bez względu na to że na zdrowiu coraz bardziéj upadając, szczególnie przez ostatnie czternaście lat życia, ciężkim i bolesnym chorobom podlegała. Lecz dla niéj cierpień nigdy dość nie było, bo tak święcie rozmiłowana była w krzyżu Pańskim, że często słyszano ją mówiącą do Boga. „Panie! albo umrzeć albo cierpieć.”

Z rozkazu spowiednika napisała własny swój żywot, a także kilka innych dzieł tyczących się życia wewnętrznego, które ją stawiają w rzędzie pierwszych kościelnych pisarzy, a niektórzy nawet nazywają ją matką Kościoła, to jest poczytują że przez pisma swoje i nauki w nich zawarte, podobną się stała do tych wielkich świeczników chrześcijaństwa, których ojcami Kościoła nazywają.

Na pewien czas przed śmiercią odstąpiły owe oschłości wewnętrzne tak długo ją trapiące, i już jakby bez miary zsyłał na nią Pan Bóg łaski i pociechy, tak że niekiedy wśród nich na modlitwie wołała: „Panie albo serce moje rozszerz, albo pociech Twoich ujmij.” Nie tak chorobą i wiekiem znękana, jak raczéj niepojętemi płomieniami miłości Boga palona, ta wielka Święta doszła była do chwili w któréj od tego uczucia już dłużéj żyć nie mogła. Znajdując się w klasztorze w mieście Alva, nagle upadła zupełnie na siłach. Wtedy przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, utwierdzając córki swoje w ducha powołania, z uczucia najgłębszéj pokory przepraszając je za zgorszenia jakie im w życiu swojém dać mogła, wpadła w zachwycenie, i poszła do Nieba, w dzień świętego Franciszka Serafickiego, do którego właśnie miłością seraficzną którą pałało jéj serce, była tak podobną! Umarła roku Pańskiego 1582. Kanonizowaną została prze Papieża Grzegorza XV.

Pożytek duchowny

Opieka Matki Bożéj którą Święta Teresa za matkę swoję niebieską obrała, nietylko po kilkakroć zatrzymała ją nad brzegiem przepaści w któréj mogła na wieki zgubić duszę swoję, lecz wyjednała dla niéj łaski, z któremi stała się ona jedną z największych Świętych w Kościele Bożym. Obierz i ty przenajświętszą Maryą Pannę za matkę twoję niebieską; jako taką czcij Ją serdecznie, a doznasz skutków Jéj przemożnéj i litościwéj opieki nad sobą.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, ażebyśmy weseląc się uroczystością błogosławionéj Teresy dziewicy Twojéj, przejęli się niebieskiemi naukami jakie nam zostawiła i w świętéj pobożności nabierali wzrostu. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 882–885.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 832–833

Myśli z pism świętej Teresy:

„Masz tylko jednego Boga, jedną duszę, jedno życie. Jeśli obrazisz Boga, nie znajdziesz pomocy u drugiego. Jeżeli zgubisz duszę, nie będziesz miał drugiej, którą byś mógł zbawić. Jeżeli raz umrzesz, nie będziesz miał drugiego życia na poprawę złego. Ta myśl powinna cię wstrzymać od grzechu. Tęsknij za oglądaniem oblicza Boskiego, nie miej innej obawy, jak obawę utraty Jego, innej boleści, jak boleść, że Go nie masz w sobie, innej nadziei, oprócz nadziei pozyskania Go sobie”.

„Modlitwa jest drogą do Nieba i bramą, wiodącą do łask Pana. Mnie nigdy Bóg nie zostawił bez pociechy, a mówię to z doświadczenia. Kto się zaczął ćwiczyć w modlitwie, niech tego nigdy nie zaniecha, choćby jak najwięcej podlegał ułomnościom: modlitwa jest jedynym środkiem do poprawy”.

„Nie ma większej rozkoszy i pociechy, jak cierpieć dla Boga. Ciernista to droga, ale niezawodnie wiedzie do Nieba. Krzyż przeto winien być naszą pociechą i radością. Biada temu, komu krzyża kiedyś zabraknie”.

„Mów mało, zwłaszcza w towarzystwie. Nigdy nie wdawaj się w spory, zwłaszcza gdy chodzi o fraszki i rzeczy małej wagi”.

„Nie mów nigdy z przechwałką o sobie, swych zaletach, zdolnościach, urodzeniu, pokrewieństwie, chyba, gdy się to może na coś przydać; ale i wtedy nie przekraczaj granic pokory i skromności, pomnąc, że to niezasłużone dary Boże. Nigdy się nie uniewinniaj, chyba w razie konieczności”.

„Tak czyń wszystko, jakbyś miał Boga świadkiem. Jest to najpewniejsza droga postępowania w dobrym. Jeśliś wesoły, nie daj się nigdy uwieść zbytecznemu śmiechowi, radość twoja powinna być skromna, umiarkowana, budująca. Strzeż się dziwactwa, bo to razi w życiu rodzinnym i społecznym”.

„Hamuj swą ciekawość w sprawach wcale cię nie obchodzących, nie mów o nich, ani o nie pytaj. Nie dawaj ucha tym, co źle mówią o innych, ani sam nie mów źle o innych”.

„Nie karz nigdy podwładnych w gniewie, lecz czekaj, póki z gniewu nie ochłoniesz, jeśli pragniesz, aby kara twoja była skuteczna i sprawiedliwa”.

Tags: św Teresa z Avili „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja św Józef św Franciszek Borgiasz św Piotr z Alkantary św Jan od Krzyża cierpienie gniew
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.