Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Żydzi":

2021-01-09

Mowa 29 na Narodzenie Pańskie – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 120–124.

  1. Najmilsi! Wielkość i głębia działania Bożego nie mieszczą się zgoła w granicach ludzkiego języka; skłaniają ci one do mówienia, lecz są nie do wysłowienia. W Chrystusie, Synu Bożym, i do boskiej, i do ludzkiej jego natury odnosi się to zapytanie proroka: „Jego zrodzenie – któż je wysłowić zdoła” (Iz. 53, 8). Gdyby nie zasada wiary, że dwie natury złączyły się w jedną osobę, mową nie podobna by tego wyjaśnić. I właśnie dlatego nigdy nie braknie treści do sławienia, że nigdy nie wystarczy bogactwa wymowy. Cieszmy się przeto, że nie możemy wyczerpać słowem tak wielkiej tajemnicy miłosierdzia. A skoro głębi naszego zbawienia nie zdołamy wyjaśnić, wyczuwajmy przynajmniej, jaki pożytek wynika dla nas z tej naszej niemocy. Boć do poznania prawdy najbardziej się zbliża, kto sobie uświadomi, że choćby najwięcej posunął się w rzeczach Bożych, zawsze nowe otwiera się przed nim pole do badania. Kto zaś sądzi zarozumiale, że już osiągnął cel swoich dociekań, nie tylko nie znalazł, czego szukał, ale się potknął w badaniu i upadł. Abyśmy jednak nie zrażali się niemocą własną, wspomagają nas słowa Ewangelii i proroków. Takie rzucają nam one światło i naukę, że to narodzenie Pańskie, przez które „Słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14), rzekłbyś już nie rozważamy tylko w duchu jako coś dawno minione, ale patrzymy na nie jak na rzecz dziejącą się obecnie. Nowina zwiastowania przez Anioła Pańskiego pasterzom i pilnującym trzód i nam serce napełnia. I my przewodniczymy owczarni Pańskiej; dlatego owe słowa od Boga pochodzące dźwięczą nam w sercu tak, jakby to w dzisiejszym święcie rozległ się głos: „oto opowiadam wam wesele wielkie, które będzie wszystkiemu ludowi, bo się wam dziś narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym” (Łk. 2, 10). Aby to zapewnienie przez udział wojsk niebieskich było uroczystsze, łączy się z tą nad wszystko wesołą nowiną radość niezliczonych aniołów, jednym chórem cześć Bożą głoszących: „Chwała na wysokości Bogu a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łk. 2, 14). Chwałą Bożą tedy jest narodzenie Chrystusa-dziecięcia z dziewiczej matki, a wybawienie przezeń rodzaju ludzkiego to słuszny powód do wysławiania jego sprawcy. Bo i Anioł Gabriel posłany do Najświętszej Maryi Panny zwiastował Jej: „Duch Św. zstąpi na cię, a moc Najwyższego zaćmi tobie. Przeto i to, co się z ciebie narodzi święte, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk. 1, 35). Ziemi zaś dany jest pokój, sprawiający, że ludzie dobrej woli są wolni. Boć za sprawą tego samego Ducha rodzi się Chrystus z żywota nieskażonej Matki, co chrześcijanin z łona Kościoła świętego. Pokój zaś chrześcijanina – to nie odłączać się od woli Bożej i lubować w tym tylko, co Bóg miłuje.
    1. Minęła wprawdzie odwiecznym postanowiona wyrokiem działalność Chrystusa w ciele ziemskim, i całe uniżenie Zbawiciela przeszło na wyżyny chwały Ojca Niebieskiego, „aby na Imię Jezusowe wszelkie kolano klękało w niebie, na ziemi i w podziemiu, i żeby wszelki język wyznawał, że Pan Jezus jest w chwale Boga Ojca” (Filip. 2, 10). Jednak, obchodząc, wybrany pośród wszystkich minionych, dzień narodzin Pańskich, nie przestajemy czcić samego „owocu żywota” zbawczo-brzemiennej Dziewicy, i przyjmujemy nierozłącznie zjednoczenie Słowa i ciała tak w żłóbku, jak na wysokim tronie Ojca. Chociaż bowiem niezmienne Bóstwo w sobie zawierało i wspaniałość i potęgę swoją, nie znaczy to jednak, żeby nie było wszczepione w dziecię dlatego, że niewidoczne było dla wzroku ludzkiego. Już same niezwykłe początki życia „prawdziwego człowieka” dawały poznać, że urodzony będzie Panem i Synem Dawida zarazem. Wszak sam Dawid w proroczym duchu opiewa: „Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej” (Ps. 109, 1). Świadectwo to zmieszało, jak podaje Ewangelia (Mt. 22, 41…), zapamiętałych Żydów. Bo kiedy na pytanie Jezusa, czyim synem jest Chrystus, odpowiedzieli „Dawidowym”, zaraz obnażył Pan ich zaślepienie, pytając dalej: „Jakże tedy Dawid w duchu zowie go Panem, mówiąc: Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej?” Zamknęliście sobie, o nieszczęśni Żydzi, drogę do poznania! Pozbawiliście się wszelkiego światła prawdy, widząc tylko cielesną naturę! Boga – Syna Bożego – odepchnęliście, oczekując w swoim na fantazji opartym przekonaniu w synu Dawida tylko potomka krwi jego i zakładając nadzieję swoją na człowieku jedynie. Dlatego wyznanie, przynoszące nam zaszczyt, wam nie może dawać pożytku. I my zapytani, czyim synem jest Chrystus, wyznajemy słowy Apostoła: „że stał się wedle ciała potomkiem Dawida” (Rzym. 1, 3); tego samego też dowiadujemy się ze wstępu księgi ewangelicznej: „Księga rodzaju Jezusa Chrystusa, Syna Dawidowego” (Mt. -1, 1). Tym jednak różnimy się od waszej bezbożności, że nie tylko uznajemy w nim człowieka, potomka rodu Dawidowego, ale wierzymy, że Bogiem jest, Bogu Ojcu współwiecznym. I ty, Izraelu, gdybyś chciał zachować godność twą i nie przechodziłbyś lekkim a zaślepionym sercem mimo przepowiedni proroków, odkryłby Izajasz przed tobą prawdę Ewangelii i nie pozostałbyś głuchy na jego słowa natchnione od Boga: „Oto panna w żywocie mieć będzie i porodzi syna, i nazwą imię jego Emanuel, co się wykłada: Bóg z nami” (Mt. 1, 23). Skoro zaś już nie dojrzałeś go we wspaniałym znaczeniu tego Świętego imienia, przynajmniej w słowach Dawida winieneś był go poznać. Tak zaś, gdyś Panem Dawida go nie uznał wbrew świadectwu Nowego i Starego Testamentu nawet że był Synem Dawida, musiałeś zaprzeczyć.
  2. Z niewysłowionej łaski Bożej Kościół wierzących i z wybranych pogan otrzymał to, na co synagoga cieleśnie usposobionych Żydów sobie nie zasłużyła. Wszak mówi Dawid: „Objawił Pan zbawienie swoje, przed oczyma pogan ukazał sprawiedliwość swoją” (Ps. 97, 2). Podobnie przepowiada Izajasz: „Lud, co chodził w ciemności, ujrzał światłość wielką; mieszkającym w krainie śmierci światłość wzeszła” (Iz. 9, 2). I na innym miejscu: „Nie znający cię poganie wzywać cię będą i te narody, które o tobie nie wiedziały, pobiegną do ciebie” (Iz. 55, 5). Radujmy się przeto w dniu naszego zbawienia, bo i nas nowe Przymierze podnosi do dziedzictwa po tym, komu Ojciec przez usta proroka powiedział: „Tyś jest synem moim, jam ciebie dziś zrodził. Żądaj ode mnie, a dam ci narody w dziedzictwo twoje, a w posiadłość twoją krańce ziemi” (Ps. 2, 7). Jakiż to zaszczyt, że miłosierdzie Pańskie uczyniło nas dziećmi swoimi! „Boście nie otrzymali, jak mówi Apostoł, ducha niewoli znowu ku bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za dzieci; przez niego wołamy: „Abba, Ojcze!” (Rzym. 8, 15). Słuszna i sprawiedliwa jest, by te przybrane dzieci spełniały wolę adoptującego Ojca; że zaś Apostoł mówi: „jeśli współcierpimy, abyśmy też byli współuwielbieni” (Rzym. 8, 17), niech one w pokorze Chrystusa biorą żywy udział, skoro mają zostać jego współdziedzicami (Rzym. 8, 18). Niech będzie pochwalony Pan w dzieciństwie swoim! Poczęcie jego i narodziny, jak i wzrastanie na ciele – to nie ujma dla jego Bóstwa! Wszak nasza natura ani dodała cośkolwiek Jego niezmiennej naturze, ani ujęła. Acz „w podobieństwie grzesznego ciała” (Rzym. 8, 3) raczył on przybrać kształt człowieka, jednak w jedności Bóstwa równy jest Ojcu. Z Nim i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki Boże Narodzenie Żydzi
2020-10-23

Św. Jana Kapistrana, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1456.

(Żywot jego napisany był przez Papieża Piusa II.)

Święty Jan rodem Włoch, przyszedł na świat przy końcu wieku XIV, w małéj wiosce zwanéj Kapistrana (Capistranna) w królestwie neapolitańskiém. Był synem zamożnego szlachcica, który z Niemiec przybywszy z księciem Andegaweńskim gdy ten obejmował tron neapolitański, osiadł w tém państwie. Dla słuchania wyższych nauk wysłany do Perużyi, tak się tam odznaczył i znakomitém wykształceniem, i wielkiemi zdolnościami i prawością charakteru, że młodym jeszcze będąc zajął jeden z pierwszych urzędów w tém mieście, a najbogatszy pan téj prowincji, przeznaczył mu swoję córkę za małżonkę, z którą się Jan zaręczył. Przytém posiadał on szczególne zaufanie króla neapolitańskiego Władysława, do którego podówczas Perużya należała; ten używał go w poselstwie od siebie i do innych miast, dla załatwienia ważniejszych spraw państwa.

Coraz téż świetniejszy otwierał się zawód Janowi, i zdawał się on na drodze do najwyższych godności i zaszczytów ziemskich. Lecz że Pan Bóg przeznaczał mu nie ziemskie, lecz niebieskie wielkie nagrody, wkrótce doznał nasz Święty zmiany w swoim losie. Perużanie zbuntowali się przeciw królowi neapolitańskiemu, a znając Jana jednym z najprzychylniejszych urzędników sprawie Władysława, uwięzili go i zamknęli w ciemnéj i wilgotnéj piwnicy, w któréj i głodem go morzyli i najdotkliwsze zadawali mu obelgi i przykrości. Donieśli wprawdzie o tém jego przyjaciele królowi: ten łatwo mógł, wchodząc w różne układy z Perużanami, uzyskać uwolnienie tego najwierniejszego swego sługi, lecz tego nie uczynił. Taka z jego strony niewdzięczność żywo dotknęła Jana, i dowiodła mu jak na ludzi i ich względy rachować nie warto; a Bóg który mu to zsyłał dla widoków swojego szczególnego nad nim miłosierdzia, rozbudził wtedy w sercu jego pragnienie opuszczenia świata, i skoro odzyska wolność, wstąpienia do Zakonu. Już więc wahał się tylko jakie zgromadzenie ma wybrać, i gorąco prosił Matkę Bożą, aby mu wyjednać raczyła u Pana Jezusa wyraźną jaką w téj mierze skazówkę. Tak upłynęło dni kilka, kiedy odmawiając pacierze o Matce Bożéj Officium Parvum zwane, ujrzał więzienie swoje napełnione światłością niebieską, a wśród niéj objawił mu się święty Franciszek Seraficki, polecając aby do jego zakonu Braci-mniejszych wstąpił. Co większa: po tém widzeniu głowa Jana została tak ostrzyżoną w koronę, jak ją ciż zakonnicy noszą,

Tymczasem, przyjaciele Jana widząc że król o jego uwolnienie nie stara się, sami weszli w układy z Perużanami, i za umówioną sumę pieniężną, wykupili go z więzienia. Święty wyszedłszy na wolność, zerwał zaręczyny uczynione z ową córką zamożnego pana, rozdał cały swój majątek na ubogich, i udał się do klasztoru Braci-mniejszych na górze Perużańskiéj położonego, prosząc aby go przyjęto. Miał wtedy lat trzydzieści. Przełożony uczynił zadość téj probie, lecz obawiając się czy jego powołanie nie jest tylko dziełem chwilowego zniechęcenia do świata który go zawodził, umyślił na różne wystawić go próby. Między innemi, przywdzianemu dziwacznie i z tablicą na piersiach, na któréj były wypisane różne jego grzechy, kazał mu wsiąść na osła i ulice miasta objechać. Spełnił to święty Jan jak najochotniéj, a za tak mężne przezwyciężenie wszelkich względów światowéj próżności na samym wstępie na drodze życia zakonnego, dał mu Pan Bóg tę łaskę że już wszelkie inne upokorzenia, których mu nie szczędzono w nowicyacie, były dla niego jakby niczém. Przyszło bowiem było i do tego, że go po dwakroć wypędzono z klasztoru, jako niezdatnego do żadnych obowiązków. Lecz i to nie zraziło sługę Bożego: po kilka dni siadywał pod furtą wraz z ubogimi żywiąc się tém co po nich stawało. Przyjęty nareszcie został ostatecznie, lecz i to z tak upokarzającemi warunkami, że poddając się im, dał już wtedy dowód najwyższego stopnia cnoty zaparcia się i pokory. Przed wykonaniem uroczystych ślubów, trzy dni i trzy noce spędził na modlitwie niebiorąc żadnego posiłku. Odtąd zaś już mu nikt z braci w umartwieniach ciała, wytrwałości na modlitwie, najdoskonalszém posłuszeństwie, i w miłości braterskiej, nie wyrównał. Pościł całe życie bez przerwy, raz tylko na dzień biorąc bardzo mało posiłku. Sypiał wszystkiego trzy godziny na gołéj ziemi, resztę nocy spędzał w kościele, modląc się, a najczęściéj przed obrazem Matki Bożéj. Zalewał się wtedy słodkiemi łzami, i prawie za każdą razą wpadał w zachwycenie, i taki rodzaj życia prowadził i wtedy nawet, gdy późniéj wielkiemi pracami apostolskiemi był obarczony.

Po wyświęceniu na kapłana, niezwłocznie przeznaczony został od przełożonych na kaznodzieję, i w tymto zawodzie już odtąd ciągle pracując, stał się jednym z najsławniejszych w Kościele Bożym Apostołem, ogarniając pracą swoją nietylko Włochy, lecz wielką część północnéj Europy. Mistrzem w naukach duchownych miał świętego Bernardyna Seneńskiego, który podówczas wprowadził był ścisłą reformę w klasztorach Braci-mniejszych, a którego on wysokie cnoty wiernie naśladował, a szczególnie w gorliwości rozszerzania czci przenajświętszego Imienia Jezus, i nabożeństwa do Matki Bożéj. Po śmierci tego Świętego, Jan jak we wszystkim tak w dalszym przeprowadzeniu reformy zakonnéj, czynnie i godnie go zastąpił.

Pokory był najgłębszéj, i z tego powodu niczém skłonić go nie można było, aby przyjął Biskupstwo Akwiletańskie, na które został powołany. Wielekroć zamianowany Legatem Papieskim, gdy zewsząd tłumy ludu zbiegały się do niego jakby do jakiego nowego Apostoła, owszem poczytując go za Anioła z Nieba zesłanego, nietylko obojętnie ale z przykrością patrzał na takie oznaki szczególnéj czci powszechnéj, i wtedy powtarzał zwykle te słowa Psalmu Pańskiego: „Nie nam Panie, nie nam, lecz Imieniowi Twojemu daj chwałę” 1. Jak nadzwyczajną ostrością życia jaśniał, tak podobnież zasłynął znakomitemi pismami które wydał, powstając na różne panujące podówczas pod względem obyczajów nadużycia i błędy przeciw wierze. Dwa razy sprawował urząd Wikaryusza Generalnego zakonu Braci-mniejszych, a przykładem własnym i wydanemi rozporządzeniami dokonał rozpoczętéj przez świętego Bernardyna Seneńskiego reformy, w téj gałęzi zakonu świętego Franciszka Serafickiego do któréj należał, którą u nas Bernardynami nazywają, i która pod jego zarządem zajaśniała całą pierwotną ścisłością Reguły Patryarchy Asyskiego.

Ożywiony niezmordowaną o zbawienie dusz gorliwością, wielki ten sługa Boży przebiegł całe Włochy z tak zbawiennym skutkiem, że niezliczona liczba osób pod wpływem jego świętéj wymowy, i uderzona licznemi cudami jaki wszędzie czynił, przez niego na drogę zbawienia zwrócona i na niéj ustaloną została. Papież Marcin V uczynił go był Inkwizytorem, do wytępienia jednéj z najprzewrotniejszych sekt heretyckich, tak nazwanych Fratycelów, którzy w owym wieku z wielką dusz zgubą szerzyli błędy swoje we Włoszech. A gdy gorliwość świętego Jana, połączona z wielką jego łagodnością, wytępiła do szczętu tę dotkliwą w Kościele plagę, tenże Papież zamianował go Generalnym Inkwizytorem, to jest: przewodniczącym w téj Kongregacyi Rzymskiéj, do któréj odnoszą się wszelkie sprawy o kacerstwo oskarżonych. Onto także po usilnéj pracy, w całém państwie kościelném zniósł lichwę, którą Żydzi obdzierali bez miłosierdzia najuboższą ludność. Następny Papież Eugeniusz IV powierzył mu wraz ze świętym Wawrzyńcem Justynianem, sprawę tak zwanych Jezuatów, których niewinność wykrył, obroniwszy ich od rzuconych na nich oszczerstw. Na Wschodzie wielkie także położył zasługi. Onto bowiem ułatwił połączenie się Ormian z Kościołem katolickim, a które nastąpiło na Soborze Florenckim, gdzie obecny Jan, którego dziełem było i to walne zgromadzenie, zajaśniał jak słońce. Zamianowany przez Mikołaja V generalnym Inkwizytorem przeciw Żydom i Saracenom w całych Włoszech, nawrócił w Rzymie najstarszego Rabina żydowskiego, wraz z czterdziestu najznakomitszymi jego współwyznawcami. Tenże Papież, na żądanie cesarza Fryderyka III, wysłał go do Niemiec jako swojego Nuncyusza, dla nawracania kacerzy i przywrócenia zgody pomiędzy panującymi książętami. W sześcioletniéj apostolskiéj wycieczce swojéj po téj części Europy, podczas któréj zachodził i w różne inne kraje a także i do Polski, szerzył wszędzie mąż Boży chwałę Imienia Jezusowego, a kazaniami i cudami jakie czynił ogromną liczbę heretyków jako to: Husytów, Adamitów, Tabarytów i innych przywrócił Kościołowi.

Wtedy przybył i do nas, zaproszony przez króla Kazimierza, a przyjęty w Krakowie przez Biskupa i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego z największą uroczystością, kazywał tam na rynku codziennie przez dziewięć miesięcy, i założył klasztor swojéj reformy ojców Bernardynów na Stradomiu.

Podczas pobytu w Polsce, odebrał od Papieża, którego sam namówił był do ogłoszenia wojny krzyżowéj przeciw Turkom, polecenie aby do niéj skłonił Panów chrześcijańskich. Wtedy Jan przeleciał jak błyskawica całe Niemcy, Węgry, Czechy i inne prowincye, a kazaniami swojemi i odezwami, tak do téj świętéj wyprawy zapalił serca panujących książąt, że w krótkim czasie siedemdziesiąt tysięcy wojska chrześcijańskiego stanęło, gotowego do boju. Jegoto obecności w czasie stanowczéj bitwy z niewiernymi, wśród któréj z krzyżem w ręku obiegał szeregi zagrzewając je do walki, a ciągle wzywając głośno Imienia Jezusa i Maryi, zawdzięcza sprawa chrzęścijaństwa całego zwycięstwo, jakie podówczas odnieśli nasi nad Turkami pod Belgradem, gdzie dwa razy liczniejsze ich hufce poszły w rozsypkę i na głowę pobite zostały.

Wkrótce potém, święty Jan strudzony tylu pracami, wycieńczony ostrą pokutą, zapadł w śmiertelną chorobę, w klasztorze swoim w Wilaku w Węgrzech. Kilku panujących przybyło go odwiedzić; upominał ich aby bronili wiary chrześcijańskiéj, i oddał Bogu ducha dnia 23 Października roku Pańskiego 1456, mąż prawdziwie Apostolski, a jak się wyraża o nim Brewiarz, z serca Męczennik. Kanonizował go Papież Aleksander VIII.

Pożytek duchowny

Świętemu Janowi Kapistranowi żywo się przedstawiła znikomość rzeczy ludzkich i dał mu się słyszeć głos Boga powołujący go do wyłącznéj swojéj służby, gdy był zamknięty w więzieniu. W samotności to bowiem najzbawienniejsze przychodzą nam myśli, i łatwiéj tam dosłyszeć co Pan Bóg do duszy naszéj przemawiać raczy. Jeśli chcesz bliżéj z Bogiem obcować, przynajmniéj niekiedy odsuń się od wrzawy świata.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś zasługami i nauką błogosławionego Jana, Kościoł Twój przedziwnie uświetnił, i przez niego nad wrogami chrześcijaństwa przez moc przenajświętszego mienia Jezus, wiernym zwycięstwo odnieść dał; spraw prosimy, abyśmy nieprzyjaciół naszych za jego pośrednictwem przemagając na ziemi, nagrody razem z nim dostąpili w Niebie. Przez Pana nastego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 906–908.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 848

Święty Jan Kapistran, ten były słynny prawnik i doktor, sędzia i ulubieniec królewski, wstąpiwszy do zakonu stał się wspaniałym wzorem chrześcijańskiej pokory. Wszyscy, w jakimkolwiek żyjemy stanie, powinniśmy brać przykład z tego wielkiego Świętego, albowiem

  1. Pokora czyni nas miłymi Bogu. Psalmista Pański mówi: „Któż jako Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokości, a na niskości patrzy na Niebie i na ziemi?” (Psalm 112, 5—6). Znaczy to, że Bóg jako najwyższy Pan i jedynie prawdziwy Bóg znajduje w pokorze szczególne upodobanie. Izajasz prorok pisze: „Bo tak mówi Wysoki i Wyniosły mieszkający w wieczności, a święte Imię Jego na wysokości i w świątyni mieszkający, a ze skruszonym i uniżonym duchem, aby ożywił ducha zniżonych, ażeby ożywił ducha skruszonych”. Prorok Daniel woła: „Wy Święci i w sercu pokorni, chwalcie Pana”, najmilsza bowiem jest Mu chwała z ust pokornych. Najświętsza Panna oświadcza wyraźnie, dlaczego Bóg Ją tak umiłował i wyszczególnił, mówiąc: „Pan raczył spojrzeć łaskawie na niegodną sługę swoją” (Łuk. 1, 48). Święta Magdalena de Pazzis na pytanie, dlaczego Bóg miłuje prostodusznych i pokornych, odpowiada tymi słowy: „Przyczyną tego jest pokora, bo ta przyciąga Boga jak magnes do duszy człowieka”. Powiedzmy przeto z Judytą (Jud. 8, 16): „A przeto ukorzmy dusze nasze i w duchu uniżonym służąc Mu, mówmy z płaczem Panu, aby według woli swojej uczynił z nami miłosierdzie swoje”.
  2. Pokora wyjednywa nam łaskę i przychylność Boską. Pismo św. powtarza kilkakrotnie, że Bóg czuje wstręt do dumnych, a łaskawy jest dla pokornych. Łaski Pańskie nazywa święty Jan zdrojami żywej wody. „Woda stacza się na dół, nie idzie pod górę, łaska Boża spływa w głębie serc pokornych, nie w dusze nadęte dumą i zarozumiałością. Doliny są o wiele żyźniejsze od gór”. Mówi to również już psalmista Pański, iż wyniosłości bywają często nagimi skałami, z których stacza się deszcz ożywczy, użyźniając doliny zasłonięte od mroźnych wiatrów. Historia uczy, że dumni i napuszeni są pozbawieni łask i wewnętrznego spokoju, pełni trosk i drażliwości, wystawieni na burze pokus i namiętności, a pokorni są bogaci w łaski, spokój, wesele, nadzieje i serdeczne pociechy, męstwo i rozliczne cnoty.

Footnotes:

1

Psalm. CXIII. 1.

Tags: św Jan Kapistran „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie Officium parvum tonsura św Bernardyn ze Sieny Żydzi Inkwizycja herezja pokora
2020-09-14

Mowa 89 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 409–413.

  1. Najmilsi! Temu, o czym będę kazał, sprzyja wasze zżycie się z religijnym obyczajem, a i wzgląd na porę zaleca ten obowiązek kapłański, tak że nietrudnym i nieprzykrym wyda się to, czego przykazanie wymaga, gdy mu chętny posłuch toruje drogę. Kiedy za łaską Bożą współdziałają z sobą te rzeczy (tj. nauczanie i gotowość słuchania), wtedy litera nie zabija, jeno duch ożywia (2 Kor. 3, 6). „Gdzie zaś Duch Pański, tam jest ta wolność” (2 Kor. 3, 17), co spełnia prawo nie z bojaźni, jeno z miłości. Posłuszeństwo łagodzi surowość nakazu. Nakaz nie jest ciężarem, gdy miłuje się to, czego on żąda. Skoro więc my polecamy wam zachować pewne rzeczy, ustanowione w Starym Testamencie, to nie jarzmo żydowskiego zakonu wam nakładamy; dalecy jesteśmy od narzucania wam zwyczajów tego ludu, który brał rzeczy zmysłowo. Wstrzemięźliwość chrześcijańska o wiele wyżej się wznosi, niż posty Żydów. A jeśli nawet pewne i nasze, i ich urządzenia na tę samą przypadają porę, to istota ich jest całkowicie różna. Mogą więc oni zachowywać swoje „bose posty”, mogą smutnymi obliczami obnosić na pokaz swoją wstrzemięźliwość (Mt. 6, 16), my nie w odzieniu, jakie nam na codzień przystoi, ani też w powstrzymywaniu się od zwykłych zajęć, bądź obowiązkowych, bądź koniecznych, chcemy zaznaczyć różnicę. Naszym celem jest po prostu wstrzemięźliwością zatamować obżarstwo, tak żebyśmy nauczyli się zachowywać umiar w odżywianiu się, nie zaś żeby same dary Boże potępiać.
    1. Wolno wprawdzie każdemu z nas na własną rękę ćwiczyć swe ciało dobrowolnymi chłostami i poskramiać cielesne żądze, to słabiej, to silniej sprzeciwiające się duchowi. W pewne jednak dni roku wszyscy jednako winni zachować post ogólny. Boć właśnie wtenczas oddanie się sprawie działa skuteczniej i większego nabiera namaszczenia, gdy w pełnieniu dobra jeden duch i jedno serce ożywia cały Kościół. Publicznej działalności należy dawać pierwszeństwo przed własną osobistą i większej korzyści należy spodziewać się tam, gdzie cała społeczność i czuwa i zabiega. Zatem niech sobie każdy z osobna zachowa tę gorliwość, jaką miał w pełnieniu dobrowolnie przyjętych na siebie praktyk; w walce osobistej z zasadzkami złego ducha niech każdy dzierży krzepko nadprzyrodzony oręż, wzywając opieki i pomocy Bożej! Ale i ten nawet żołnierz Kościoła, co w pojedynkowych starciach umiał sobie mężnie poczynać, bezpieczniejszym się poczuje i z większym powodzeniem będzie walczył, gdy spotka się z wrogiem w otwartym polu w zwartym szeregu towarzyszów, boć wtedy nie na własne tylko siły będzie liczył. Pod wodzą niezwyciężonego Króla, wcielony w braterską armię, doprowadzi szczęśliwie do zakończenia wojny powszechnej. Mniejsze bowiem niebezpieczeństwo grozi walczącym w licznej gromadzie, niż w pojedynkę; nie łacno też zadać ranę takiemu, co osłonięty tarczą wiary, opiera się nie tylko na własnym, ale i na innych męstwie. Jedno każdego z osobna i wszystkich razem jest zwycięstwo, gdy wszyscy w jednej stają potrzebie.
    2. Ponieważ wróg nasz nie ustaje w knowaniu przeróżnych zasadzek i pokus, i zmierza jedynie do sprowadzenia ludzi, odkupionych krwią Chrystusową, z drogi przykazań Boskich, trzeba więc dokładać wszelkich starań, aby jego strzały zgoła nie mogły nas zranić. Strzały te nie dla naszego ciała są bolesne; przeciwnie, głaszczą one zmysły, aby szkodzić duszy. We wzroku budzą przeróżne zachwyty, aby pięknem świata bądź rozpalać w nas żądz żagwie, bądź wywołać zabobonów błędy. W słuch uderzają łagodnymi falami tonów, aby hart ducha marzeniem rozpieścić i niebaczne a wrażliwe serca upoić słodyczą, zaprawną jadem śmiertelnym. Ale obrona łaski Bożej i światło Ewangelii udaremniają i niweczą te podstępy szatańskie. Kto otrzymał Ducha Św., kto ma w sobie bojaźń Pańską, nie z lęku przed karą, jeno z miłości dla Boga, ten nienaruszoną stopą wiary podepce i zetrze zastawione sidła. Dla niego piękno stworzeń będzie nie okazją do grzechu, jeno pobudką, aby wielbił i czcił ich Stwórcę. Będzie on kochał nade wszystko tego, „przez którego wszystko się stało” (Jan 1, 3).
    3. Podziw i uwielbienie Stwórcy oto kres, ku któremu mają zmierzać serdeczne przywiązania wszystkich wierzących! Kto pragnie ćwiczyć się w rozumnej wstrzemięźliwości, niech w Bogu szuka takich rozkoszy, co nie przemijają, ale są wieczne! Kto chce zachować nieposzlakowaną czystość, niechaj całym sercem lgnie do tego dobra, bez którego nikt nie może być dobrym! Zalecane bowiem przez chrześcijaństwo ćwiczenia zmierzają wyłącznie do tego abyśmy poskromiwszy wszelką niedozwoloną żądzę, pałali pragnieniem szczęścia, uświęcającego duszę. Aczkolwiek każdy z nas stale winien starać się o nabywanie cnót, to jednak pewne dni w szczególniejszy sposób poświęcamy ćwiczeniom, wspólnym dla wszystkich. Dusze, jeszcze niewyzwolone z ziemskich przywiązań i pochłonięte świeckimi sprawami, niechaj w te dni przynajmniej w chwilowym oderwaniu się od nich szukają wytchnienia i pokrzepienia w Bogu! Ponieważ są cząstką roli Pańskiej, powinny przynosić owoce, godne niebieskich spichrzów. Bo tylko ze starannie obsianych zagonów można spodziewać się obfitych plonów.
    4. Omówiwszy krótko te rzeczy dla waszego, najmilsi, pożytku w nawiązaniu do dni kwartalnych, kładziemy wam na serce post wrześniowy. Zachęcamy was równocześnie nie tylko do wstrzemięźliwości w pożywaniu pokarmów, ale i do świadczenia miłosierdzia. Co przez zbożne umartwienie oszczędzicie na sobie, na własnych wydatkach, obracajcie na żywność dla ubogich i na wsparcie chorych! Miłosierdziem swoim obejmujcie wszystkich potrzebujących, przede wszystkim jednak pamiętajcie o tych, co są członkami Ciała Chrystusowego, złączeni z nami jednością wiary katolickiej! Więcej bowiem jesteśmy obowiązani braciom naszym, zjednoczonym z nami przez uczestnictwo w łasce Bożej, niż innym, podzielającym z nami tylko ludzką naturę.
    5. Niech tedy, najmilsi, chrześcijańska miłość bliźniego wzbierze w was po brzegi! Jak sami po wracającym co roku lecie oczekujecie obfitego żniwa, tak niechaj wzbierają serca wasze tą żyznością, która karmi ubogich. Zapewne mógł był Bóg, Pan wszechrzeczy, i ich także obdarzyć niezbędnym majątkiem i tyle użyczyć im środków, że nie potrzebowaliby zgoła waszej pomocy. Gdyby jednak niedostatek nie był im pobudką do zdobywania korony cierpliwości, a wam obfitość mienia do ubiegania się o palmę miłosierdzia, to i im, i wam brakowałoby wielu wątków do przędzenia cnoty. Przedziwnie tedy sprawiła to Opatrzność Boża, że istnieją w Kościele i bogobojni ubodzy i miłosierni bogaci. Samym swoim przeciwieństwem społecznym nastręczają oni sposobność do wzajemnego oddawania sobie usług. A jest to sposobność do zasługiwania na wieczną i nieskazitelną nagrodę. Tak więc dający, jak obdarowywani, Bogu za nią powinni być wdzięczni. Wszak jest napisane: „cierpliwość ubogich nie zginie na zawsze” (Ps. 9, 19); a na innym miejscu: „chętnego dawcę Bóg miłuje” (2 Kor. 9, 7). – Pośćmy tedy w środę i w piątek! W sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła, mając nadzieję, że on tak wesprze modły nasze, że miłosierny Bóg pozwoli się przebłagać ofiarą naszego postu i nas wysłucha przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, co żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni Żydzi
2020-03-24

Św. Szymona Dzieciecia i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1475.

Święty Szymon, dziecię umęczone przez Żydów z nienawiści do Chrystusa Pana (a którego pamiątkę dziś Martyrologium Rzymskie ogłasza), przyszedł na świat roku Pańskiego 1472, z bardzo ubogich rodziców, ojca Andrzeja, a matki Maryanny, w mieście Trydencie na pograniczu Włoch i Niemiec położoném.

Oto są szczegóły jego męczeństwa, wyjęte z akt procesu kryminalnego, wytoczonego w swoim czasie Żydom którzy go zamordowali, a szczegóły przez najpierwszéj powagi pisarzy kościelnych wiernie przechowane.

W roku Pańskim 1475 w mieście Trydencie, przy końcu Wielkiego postu, Żydzi zgromadzili się byli do domu pewnego starozakonnego nazwiskiem Samuela, który przewodził ich Synagogą, w celu przygotowania wszystkiego co im potrzebném było, do uroczystego obchodu Paschy, to jest ich Wielkiéj-nocy. Gdy naznosili tam różnego rodzaju mięsa, ryb i pieczywa, rzeczy zwykle przez nich przy tych zabobonnych obrządkach używanych, żyd jeden uchodzący za najgorliwszego w zachowywaniu przepisów Starego Zakonu imieniem Anioł, w te słowa się odezwał: „Wszystko mamy na obchód tego święta potrzebne: i ryby i mięsiwa, ale nam jednéj najważniejszéj rzeczy nie dostaje.” —A czego? „zapytał go Samuel, na co Anioł i drudzy, którzy już domyślili się o co idzie, nie odpowiedzieli głośno, gdyż w téj chwili było tam obecnych kilku służących, którym nie zupełnie ufali, lecz pewnemi znakami dali Samuelowi do zrozumienia, że im brakuje jeszcze krwi chrześcijańskiéj. Potrzebowali bowiem dziecięcia chrześcijańskiego na ofiarę, aby zamordowawszy je na wzgardę i z nienawiści do Chrystusa Pana, krwią z niego wytoczoną zaprawić chleb przaśny, który wtedy pieką i spożywają, i barbarzyński ten obrzęd zowią Joel to jest Jubileuszem, niby dniem wielkiéj radości i chwały. Lecz Samuel chcąc rzecz całą w największéj zachować tajemnicy, na tém zbyt liczném zebraniu nie o tém więcej mówić nie dozwolił, tylko dla najzaufańszych swoich współwyznawców naznaczył dzień następny, aby się do niego na naradę zeszli. Ci gdy nazajutrz przyszli, przedstawili mu, iż potrzeba im koniecznie postarać się o dziecię chrześcijańskie; że onto jako z nich najstarszy, powinien się tém zająć, i że w domu jego, przy małéj liczbie Żydów, na których o zachowanie tajemnicy najwięcéj liczyć mogą, okrutny ten obrządek zamęczenia dziecięcia chrześcijańskiego i wytoczenia z niego krwi niewinnéj, wśród nocy powinien się odbyć.

Zakłopotany wprawdzie takiém żądaniem Samuel, nie śmiał jednakże odmówić tego, czego po nim w imieniu jakoby religii domagano się. Zawezwał więc jednego z najdawniejszych i najwierniejszych sług swoich imieniem Łazarz, i temu pod wielką tajemnicą, rzecz całą odkrywszy, dał zaraz znaczne pieniądze, i przyrzekł jeszcze więcéj, byle, i to jak najprędzéj, wykradł jakie dziecię chrześcijańskie, robiąc to z największą ostrożnością, i takowe żywe im dostarczył. Wymagano przytém od niego, aby dziecię było kilkoletnie, a ile możności zdrowe i piękne. Lecz ów sługa, czy to niechcący do takiéj barbarzyńskićj zbrodni ręki przykładać, czy też z obawy aby jéj wykrycie nie ściągnęło na niego głównéj kary, nie chciał podjąć się dawanego mu zlecenia. Widząc zaś, że Żydzi przypuszczając iż ich zdradzić może, zmawiali się na niego, i zamyślali go zabić, tejże nocy uszedł z domu Samuela i miasto opuścił tak tajemnie, iż go pomimo wszelkich z ich strony starań, odszukać nie mogli.

Działo się to w Wielką Środę. Nazajutrz w Wielki Czwartek, Żydzi należący do tego spisku, zgromadzili się w Bóżnicy, i postanowiwszy bądź co bądź wystarać się o dziecię chrześcijańskie, zawezwali jednego ze swoich współwyznawców, nazwiskiem Tobiasz, a który z pomiędzy nich najwięcéj miał stosunków z chrześcijanami, i tego postanowili zmusić do wyszukania i wykradzenia dziecięcia. Nakazali mu to pod najstraszniejszą u nich klątwą, zagrozili jeszcze surowszą karą jeśli tego nie uczyni, a przyrzekli ogromną nagrodę gdy ich rozkaz spełni. Tobiasz podjął się wszystkiego, a nawet bez oporu, gdyż sam wielką pałał ku chrześcijanom i wierze chrześcijańskiéj nienawiścią. Udał się więc na zbrodniczą wyprawę swoję, umówiwszy się z Samuelem, iż on ciągle we drzwiach swojego mieszkania aż do późna w nocy stać będzie, aby jak tylko Tobiaszowi uda się porwać dziecię chrześcijańskie, zaraz je mógł w domu jego ukryć. Samuel był bardzo bogaty, w razie więc nawet jakich poszukiwań, które mogliby czynić rodzice dziecięcia porwanego, wnosić można było, iż nie ośmielono by się tak łatwo, jego domu przetrząsać.

Gdy tedy zmierzchać poczęło, Tobiasz udał się na przedmieścia miasta i tam czyhał na swoją zdobycz. Owoż na jednéj z najodleglejszych i najmniéj ludnych dzielnic miasta zwanéj Fosseta, mieszkała uboga lecz bardzo poczciwa i pobożna rodzina dwojga wyrobników, z pracy rąk utrzymujących się. Żyli bardzo zgodnie i przykładnie, a wśród niedostatku w jakim zostawali, największą ich pociechą było jedyne dziecię, które niezmiernie kochali, bo była to dziecina dziwnie urodna, miła, i nad wiek swój roztropna. Był to synek półtrzecia roku mający, imieniem Szymon. Kiedy rodzice udawali się na robotę, od rana powierzali go dozorowi starszych dzieci z sąsiednich domów, a pod wieczór Szymonek, wyglądając już z utęsknieniem powrotu matki, wychodził na mały wzgórek, nieco odległy od mieszkań, a będący w stronie którą ona zwykle wracała, i tam usiadłszy lub położywszy się na ziemi czekał na nią spokojnie, a gdy nadchodziła, biegł do niéj co prędzéj.

Niegodziwy żyd Tobiasz, znać wiedział o tém wszystkiém, jako dla swojego frymarku często po téj stronie miasta włóczący się, a przypominając sobie to dziecię, właśnie takie jakiego mu potrzeba było, bo i urodne, i zdrowe, i kilkoletnie, a na odludném miejscu w późnéj porze przebywające codziennie, uznał iż najłatwiej przyjdzie mu je porwać. Jakoż znalazłszy je pod wieczór na onym wzgórku, czekające swoim zwyczajem na matkę, przybliżył się do niego, i już to pieszczotami, już dając mu różne łakocie, i nareszcie mówiąc że je zaprowadzi do matki, wziął je za rękę, odwiódł jeszcze daléj na stronę, i obejrzawszy się wokoło, a nikogo nigdzie nie widząc, porwał na ręce i szybko uniósł. Przez drogę tulił je, pieścił, ciągle łakociami karmił, to wreszcie, gdy zaczynało płakać, usteczka mu ręką zatykał, i nakoniec przebiegłszy puste w téj stronie miasta ulice dostał się do domu Samuela, który na niego czekał i dziecię mu oddał. Ten zaniósł je co prędzéj do najskrytszego w domu swoim pokoju, i tam je ukrył, gdzie biedna dziecina z początku płakała, a w końcu na miękkich betach złożona usnęła.

Gdy noc nadeszła, przypuszezeni do téj tajemnicy Żydzi zeszli się do Samuela, i zanieśli dziecię do bóżnicy. Tam Samuel zawiązawszy mu usteczka chustką, aby krzyku nie wydawało, obnażył je z szatek i kazawszy drugim rozciągnąć za rączki i nóżki nad misą szeroką, podstawioną tak, aby w nią krew z dziecięcia ściekała, dobywszy noża ostrego, najprzód podciął mu gardełko. Następnie wziąwszy nożyczki siekł niemi prawą twarz jego, i wykroiwszy z niéj kawałek ciała, wrzucił do misy. Potém dał nożyczki drugiemu, który toż samo czynił, aż tego dopełnili wszyscy starsi Żydzi tam wtedy obecni, a którzy gdy już na twarzyczce dziecięcia ciała zabrakło, z prawéj nóżki mu je wycinali.

Po téj męce, dziecinę na pół już żywą, tenże Tobiasz który je był porwał, podniósł w górę i z drugim żydem trzymał za nóżki i ręce jakby rozkrzyżowane, a przez ten czas każdy ze znajdujących się tam Żydów przystępował z kolei i dwoma igłami kłuł ciałko jego od głowy do stóp i wysysał krew sączącą się, gdy tymczasem drudzy przeraźliwie wrzeszczeli: „Jakośmy Jezusa Boga chrześcijańskiego zabili tak i tego zabijmy, niech tak nieprzyjaciele nasi na wieki pohańbieni zostaną.” Nareszcie po całogodzinnej męce takowej, święta dziecina przeznaczona od Boga, aby dla imienia Pana Jezusa śmierć męczeńską poniosła, wzniosłszy oczki do nieba (jak to sami Żydzi w procesie im wytoczonym zeznali), skonała, i poszła do Nieba po koronę męczeńską.

Ciałko jego wrzucone nazajutrz w rzekę, odkryto, a z rodzaju ran jego wpadłszy na ślad sprawców zbrodni, i uwięziwszy ich, wyśledzono całą prawdę i winnych ukarano. Zwłoki świętego tego dziecięcia, pochowane zostały uroczyście w kościele świętego Piotra w Trydencie, i tam niezwłocznie licznemi cudami słynąć poczęły. Męczeństwo jego nastąpiło dnia dwudziestego czwartego Marca roku Pańskiego 1475.

Pożytek duchowny

Widzisz do jakiego stopnia zaślepienia i okrucieństwa doprowadza niewiernych Żydów odrzucenie przez nich łaski odkupienia, którą im szczególnie jako narodowi wybranemu, przyniósł Zbawiciel. Niech cię to uczy jak ciężko karze sprawiedliwość Boska, nieodpowiadanie łaskom, jakiemi miłosierdzie Jego nas obdarza, i niech cię to pobudza do jak najwierniejszego z niemi współdziałania.

Modlitwa (kościelna)

Boże! niewinności Odnowicielu, dla imienia którego, błogosławione niewiniątko Szymon, okrutnie zamordowane zostało przez wiarołomnych Żydów, daj nam za jego zasługami, uchować się od zepsucia tego świata, a dostąpić zbawienia w ojczyznie Niebieskiéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 235–238.

Tags: św Szymonek z Trydentu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziecko Żydzi łaska męczennik
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.