Citatio.pl

Wpisy z tagiem "„Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna":

2020-12-29

Św. Tomasza, Biskupa Kanturyjskiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1171.

(Żywot jego był napisany przez Heberta Hoszana Kardynała i Biskupa Beneweńskiego jemu współczesnego.)

Święty Tomasz syn Gilberta Bekert znakomitego Pana Anglo Saksońskiego, przyszedł na świat roku Pańskiego 1171 w dzień świętego Tomasza Apostoła, którego imię na Chrzcie świętym przyjął. Ojciec jego w wojnie krzyżowéj wzięty do niewoli przez Saracenów, potrafił późniéj, po półtoraroczném uwięzieniu wrócić do ojczyzny. Za nim przybyła do Anglii córka najpierwszego Emira Tureckiego, z którą, gdy została chrześcijanką, ożenił się, i z niéj urodził się święty Tomasz. Byłato kobieta bardzo pobożna, bogobojnie téż i syna wychowała, od lat dziecinnych wpoiwszy w niego szczególniejsze do Matki Boskiéj nabożeństwo, w którém się póżniéj w całém życiu odznaczał. Przytém Tomasz i w naukach wysoko został wykształcony. Obdarzony bystrym rozumem, wdziękiem wymowy i szlachetnością postawy, wielce na świecie popłacał. Arcybiskup Kanturyjski Teobald, poznawszy w nim znakomite zalety a oraz i cnotliwe serce, wziął go do swego boku, i do najważniejszych spraw tak duchownych jak i świeckich, używał. Z tego powodu, dał się on poznać królowi Henrykowi II, który powołał go na coraz wyższe urzędy,i wkrótce zamianował Kanclerzem państwa swojego.

Na téj najwyższéj w kraju godności, posiadając ogromne bogactwa jużto po rodzicach odziedziczone, a jeszcze więcéj otrzymane z hojności królewskiéj, Tomasz szafował niemi właściwie do swojego wysokiego stanowiska, i wiódł dwór wspaniały. Lecz oraz nie zapominał o obowiązkach chrześcijanina, i wielkie czynił jałmużny. Król coraz go więcéj kochał i pokładał w nim ufność bez granic, znając szlachetność jego serca. Lecz naówczas zamyślał ukrócić wiele przywilejów, które duchowieństwo posiadało w Anglii. W tym celu, po śmierci Arcybiskupa, pragnął umieścić na jego miejscu człowieka, na któregoby mógł liczyć. Zwrócił więc oczy na Tomasza Bekerta swego Kanclerza, którego znał dobrze najwierniejszym swoim poddanym i najgorliwszym stronnikiem królewskim. Lecz gdy Henryk zwierzył się z tego świętemu Tomaszowi ten mu rzekł na to: „Najjaśniejszy Panie! jeśli mnie zrobisz Biskupem, pierwszym obowiązkiem moim będzie bronić praw Kościoła.” Król pomimo to wyniósł go na Arcybiskupstwo.

Tomasz przyjąwszy święcenie, natychmiast zmienił swój sposób życia. Złożył kanclerstwo żeby się wyłącznie obowiązkom pasterskim poświęcić, wyrzekł się wszelkiéj wystawy, a wiodąc życie umartwione, pokutne i bogomyślne, zajął się nauką Pisma świętego i najtroskliwszym zarządem powierzonéj mu owczarni. A nie tylko w duchownych potrzebach niósł wiernym ratunek, lecz i w doczesnych, całkiem bowiem na wsparcie bliźnich wylany, na miłosierne uczynki całe swoje ogromne dochody obracał.

Tymczasem król, chcąc już przywieść do skutku swoje zamiary względem duchowieństwa, wezwał wszystkich Biskupów swojego państwa, dla walnéj pod przewodnictwem Arcybiskupa Tomasza narady, o sposobie lepszego, jak się wyrażał, urządzenia kościołów w Anglii. Święty Tomasz przyrzekł królowi, (którego nie posądzał tak dalece o złe zamiary względem religii) że chętnie się do tego przyczyni. Lecz gdy przyszło do tego że król wymagał od Biskupów podpisu aktu, w którym w wielu rzeczach swoboda Kościoła naruszoną była, wszyscy Biskupi oparli się temu, a na ich czele święty Tomasz Arcybiskup, który rzekł królowi domagającemu się koniecznie aby te uchwały przyjął: „Póki dusza moja w ciele, tego nie uczynię.”

Obrażony tém król, a najbardziéj na Arcybiskupa który miał wielki wpływ na wszystkich innych Biskupów, nietylko odjął mu swoje łaski, lecz go w różny sposób prześladować zaczął. Poodbierał mu jedne po drugich dobra, i coraz bardziéj dochody uszczuplał, a obok tego wobec dworzan i innych urzędników groźnie na niego powstawał. Wkrótce téż, wszyscy z bojaźni króla, przeciwko niemu się obrócili, a Henryk niemając pozorów aby go o cóś zaczepić, kazał mu zdać sprawę z dochodów Państwa, z czasów kiedy jeszcze był kanclerzem. Zawezwał go więc w tym celu do siebie. Święty Tomasz leżał wtedy chory; wszakże na ten rozkaz postanowił udać się natychmiast do króla, pomimo iż przyjaciele jego i dworzanie prosili aby tego nie czynił, wiedząc dobrze że Henryk ma najzgubniejsze względem niego zamiary. Nawet jeden z obecnych Biskupów radził mu aby złożył Arcybiskupstwo, gdyż znać król tego żąda. Ale on odpowiedział: „Gdym raz tę godność przyjął, nie godzi mi się jéj składać, dla tego że mi niebezpieczeństwo grozi”, i przybrawszy się w komżę z krzyżem w ręku, poszedł na pałac królewski. Lecz król niechcąc nawet słuchać jego tłómaczenia, skazał go na więzienie, a gdy Arcybiskup wydalał się z pałacu, dworzanie dla przypochlebienia się królowi, okrywali go obelgami i ciskali na niego kamienie wołając: „zdrajca”.

Wróciwszy do swojego pałacu zastał go prawie pustym, wszyscy bowiem jego dworzanie dowiedziawszy się jakie go spotkało u króla przyjęcie, obawiając się i dla siebie niełaski królewskiéj, odstąpili Arcybiskupa. Ponieważ wieczerza była przygotowana dla wielkiéj liczby osób, które zwykle do niéj wraz z nim zasiadały, więc święty Tomasz przywołał tyluż ubogich i z niemi wieczerzał, a dowiedziawszy się tajemnie, że król miał go nazajutrz wtrącić do więzienia, w nocy z dwoma zakonnikami i jednym tylko sługą, uszedł skrycie, i po różnych przeszkodach wydostawszy się z Anglii, udał się do Rzymu. Puścił się w tę podróż tak ubogim, że wśród niéj musiał żebrać wsparcia. Henryk wysłał co prędzéj do Papieża, najniesłuszniejszemi zarzutami obrzucając Arcybiskupa; lecz Papież dokładnie zawiadomiony o postępowaniu świętego Tomasza, gdy go ujrzał przed sobą zbiedzonego i strudzonego długą podróżą, uściskał go ze łzami, winszując mu i dziękując męstwa w obronie praw kościelnych. Święty Tomasz prosił Papieża aby mu wolno było Arcybiskupstwo złożyć; lecz Papież na to nie zezwolił, a robiąc mu nadzieję że nieporozumienia z królem ustaną, kazał mu na jakiś czas udać się do klasztoru w Pontyniaku we Francyi, i tam przeczekać aż ta burza ustanie. Król zaś dowiedziawszy się że Papież przyznał słuszność świętemu Tomaszowi, niemogąc już jego osoby dosięgnąć, skazał na wygnanie z Anglii wszystkich krewnych jego, dobra ich na skarb zabrał, a do zakonników klasztoru Pontyniaku posłał z groźbą, że jeżeli dłużéj świętemu Tomaszowi przytułek dawać będą, ściągną jego gniew na siebie. Świątobliwi ci zakonnicy, pomimo tego chcieli zatrzymać u siebie Arcybiskupa, który ich swoją świątobliwością wielce budował. Lecz on sam niechcąc ich narażać na zemstę Henryka, puścił się na tułactwo, mówiąc gdy wychodził z klasztoru: „Ten który karmi ptaki powietrzne, nie opuści i mnie sługę Swojego.” Jakoż, zesłała mu Opatrzność Boska potężnego dobroczyńcę. Król Francuzki, i jemu samemu i wszystkim jego krewnym dał w Państwie swojém przytułek i wspaniałomyślnie ich wspierał. Święty Tomasz osiadł w klasztorze Kolumbijskim, gdzie cztery lata spędził na ostréj pokucie, wysokiéj bogomyślności i czytaniu ksiąg świętych.

Nakoniec po siedmiu latach wygnania, król Henryk za wdaniem się Papieża i króla francuzkiego, dał się przejednać. Przywrócił świętego Tomasza na jego Arcybiskupstwo, krewnych jego z wygnania przywołał i dobra im pozwracał. Lecz Święty wróciwszy na swoję stolicę, niedługo na niéj zażywał pokoju, i miał objawienie w którém mu Pan Jezus zapowiedział iż ciężkiego jeszcze prześladowania dozna za Kościół, i męczeńskiéj śmierci ulegnie w obronie praw Jego. O tém nawet pisał do Papieża Tomasz, kończąc list prośbą aby nakazał za niego modlitwy, jako już blizkiego śmierci. I w istocie wkrótce potém król Henryk, pobudzony głównie przez nieprzyjaciół osobistych Arcybiskupa, a którymi byli ci tylko których on z władzy i gorliwości swojéj pasterskiéj za zdrożne ich występki upominał i karał, najprzód ograniczył swobodę świętego Tomasza, niepozwalając mu znajdować się w żadném mieście większém swojego królestwa. Arcybiskup zastosował się w tém do woli jakkolwiek niesłusznéj Henryka. Wszakże, nie złagodziło to jego na świętego Tomasza gniewu, z którym ciągle przeciw niemu wybuchał, aż nareszcie razu pewnego, wobec licznie zgromadzonych swoich dworzan zawołał! „O! cóż za nędzne moje panowanie, kiedy żaden z moich najwierniejszych stronników nie odważa się wybawić mnie od tego księdza, który mi pokoju nie daje.” Słysząc to czteréj Normandowie, główni nieprzyjaciele świętego Tomasza, postanowili odebrać mu życie.

Zdarzyło się że Arcybiskup, zmuszony był dotknąć klątwą kościelną, za wielkie przestępstwo, jednego z dworzan królewskich. Korzystając owi spiknięci na życie świętego Tomasza, zebrali liczny oddział zbrojnych ludzi (pomiędzy któremi najwięcéj było takich którzy za różne zbrodnie, byli również przez Arcybiskupa karami kościelnemi dotknięci) i udali się do Kantuaryi jego stałéj siedziby Biskupiéj mówiąc swojemu oddziałowi, że król kazał Arcybiskupa zabić. Przybywszy na miejsce, prosili najprzód o posłuchanie, które gdy im dał mąż Boży, zaczęli mu wymawiać że ośmielił się bez woli królewskiéj dotknąć klątwą jednego z jego dworzan straszyli go za to gniewem Henryka. Na to odpowiedział im Święty spokojnie, że tych dotyka taką karą, i tego nigdy czynić nie omieszka, którzy prawom Kościoła nie są posłuszni i poprawić się nie chcą. Poczém gdy oni mu już wyraźnie zamordowaniem grozili za miecze chwytając, rzekł do nich: „Mieczów waszych wcale się nie lękam; bardziéj ja pragnę męczeństwa, niż wy mojéj śmierci.” Zbrodniarze ci jednak, obawiając się domowników Arcybiskupa, będąc sami przed nim, nie śmieli jeszcze targnąć się na niego. Wyszli wiec do swoich wspólników i czekali na nich za pałacem Arcybiskupim; a gdy Tomasz tymczasem według zwyczaju swojego, poszedł do kościoła na nieszpory, wpadli najprzód do jego mieszkania w wielkiéj już sile, a tam go nie znalazłszy, oblegli kościół gdzie on z ludem śpiewał psalmy Pańskie.

Na wieść tę, i duchowieństwo go otaczające, i dworzanie chcieli zatarasować wejście do kościoła; lecz Święty na to nie pozwolił, mówiąc: „Kościoła nie tak jak twierdzy bronić trzeba; w walce téj jaka mnie czeka, ten wygra kto padnie.” Wtém okazali się wśród kościoła i mordercy wołając: „Gdzie zdrajca Arcybiskup.” Wtedy Święty wyszedł naprzeciw nim, mówiąc: „Ja jestem Arcybiskupem ale nie zdrajcą, i otom gotowy umrzeć za Tego który mnie Swoją krwią odkupił i z narażeniem życia każe mi bronić praw tego Kościoła, który na ziemi postanowił.” Napastnicy dobywszy mieczów krzyknęli: „Rozgrzesz wszystkich tych których klątwą dotknąłeś.” Odpowiedział święty: „Nie rozgrzeszę, póki za występki swoje według przepisu Kościoła, zadość nie uczynią.” — „Zabijemy cię więc” wrzasnęli: — „Gotów jestem na śmierć”, odpowiedział Arcybiskup, „za niezależność Kościoła, a rozkazuję wam w imieniu Bożém, abyście żadnego z moich domowników nie tknęli”.

Wtedy zabójcy, cisnęli się na niego, chcąc go wywlec z kościoła, ale jakby wrytego w ziemię, z miejsca ruszyć nie mogli. Jeden więc z nich zaciął go mieczem w głowę, i wielką mu zadał ranę. Sługa Boży widząc już śmierć przed sobą niechybną, złożył ręce do modlitwy, a wtém i drugie mu cięcie w głowę zadali. Jednak stał jeszcze na nogach, aż gdy i po raz trzeci mieczem w głowę został ugodzony, padł na kolana mówiąc: „Dla Imienia Twego Panie, gotów jestem umrzeć.” Poczém kilku morderców zaczęło go rąbać: mózg ze krwią twarz jego zalał, i Święty Bogu ducha oddał, dnia 29 Grudnia roku Pańskiego 1171, dziewięć lat będąc Arcybiskupem a pięćdziesiąt trzy żyjąc. Słynącego po śmierci wielu cudami, Papież Aleksander w poczet Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak ciężkie prześladowanie, a nakoniec i groźby niechybnéj śmierci, nie mogły przywieść świętego Tomasza, do zaniedbania tego co było jego obowiązkiem. Ucz się z jego przykładu, jak dalece z wszelkiemi napotkać się mogącemi trudnościami, a tém bardziéj gdy taką ostatecznością nie grożą, mężnie walczyć powinieneś, gdy idzie o spełnianie tego co jest ścisłą twoją powinnością.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! za którego Kościół, święty Biskupi Tomasz; od miecza bezbożników poległ spraw prosimy, aby wszyscy wzywający jego pośrednictwa, próśb swoich pożądany otrzymali skutek. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1131–1134.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1023

Świat katolicki czci św. Tomasza za to, że był troskliwym pasterzem swych owieczek i nieustraszonym obrońcą wiary, sławi go wskutek obelg, jakie miotali na niego wrogowie Kościoła, a miłuje go z powodu nienawiści, jakiej doznawał od tych, którzy płaszczyli się przed majestatem możnowładztwa świeckiego i nie mogli pojąć, dlaczego Tomasz nie ugnie się przed jego przemocą. Wyraz „swoboda Kościoła” niemile brzmi w uszach niejednego, który widzi w tym sprzysiężenie władzy duchownej i próbę buntu. Mimo to każdy katolik przyzna słuszność św. Tomaszowi, że stanął w obronie praw duchowieństwa. Jeden z poprzedników św. Tomasza na stolicy kantuaryjskiej, św. Anzelm, mawiał, iż „nic nie jest milsze Bogu, jak swoboda Jego Kościoła św.”, a papież Pius VIII wypowiedział dnia 30 czerwca 1830 co następuje: „Z woli i rozporządzenia Boskiego Kościół jest narzeczoną niewinnego Baranka Jezusa Chrystusa i dlatego jest wolny i nie ulega władzy świeckiej”.

Rozważmy:

  1. W czym służy Kościołowi Chrystusowemu prawo domagania się niezależności od władzy świeckiej? a) W głoszeniu Ewangelii świętej i nauki zbawienia. Pan Jezus bowiem zlecił Kościołowi, aby ją krzewił pomiędzy wszystkimi narodami bez względu na wiek, płeć, narodowość i zawisłość od tego lub owego rządu. b) W administracji sakramentów św., których szafarstwo jest niezbędne dla wszystkich w celu ich usprawiedliwienia i uświęcenia, a szafarzami mogą być tylko prawnie ustanowieni i przez władzę duchowną do tego upoważnieni kapłani; c) W urządzaniu nabożeństwa i karności chrześcijańskiej. Pan Jezus powiedział: „Nauczcie wiernych zachowywać wszystko, co wam powiedziałem”. Do tego należy wykonywanie rad ewangelicznych w murach klasztornych i poza obrębem klasztorów. d) W wyborze i wyznaczaniu duchowieństwa różnych godności i stopni, utrzymywaniu zakładów i instytucyj duchownych, zarządzie dóbr i własności ofiarowanej im w darze od wiernych.
  2. Jak Kościół broni swych swobód? Nie przemocą, ani za pomocą broni. Nie knuje spisków, nie wdaje się w sprzysiężenia, nie chwyta się intryg. Do tych, którzy go chcą ujarzmiać, przemawia słowami Tertuliana: „Poznaj mnie, patrz, kim jestem. Ani cię chcę przestraszyć, anim tchórzem podszyty. Daleki jestem od grozy, gdyż wszelka niegodziwość jest mi wstrętna; bojaźni nie znam, gdyż oswojony jestem z myślą śmierci”. „Ubodzy, wdowy i sieroty — mówi św. Ambroży — są obrońcami, przyboczną strażą i siłą zbrojną biskupów”. Sławny biskup Bossuet powiada: „Kościół nie może uczynić kroku naprzód bez wylania krwi swych dzieci; aby zapewnić swe prawa, musi ponieść ofiarę krwi swojej. Sam Chrystus okupił go swą Krwią Przenajświętszą i wolą Jego jest, aby i Kościół tą drogą okupił łaski, jakich od Niego doznaje. Jak wiara, tak i swoboda Kościoła winna mieć swych Męczenników. Walczmy więc za Kościół bronią modlitwy”.
Tags: św Tomasz z Canterburry „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik państwo Kościół
2020-12-28

Świętych Młodzianków

Żyli około roku Pańskiego 1.

(Szczegóły te wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święto dzisiejsze, ustanowione jest na uczczenie śmierci nadzwyczaj wielkiéj liczby niewinnych dziatek, wymordowanych przez Heroda, sławnego ze swojego okrucieństwa tyrana, panującego nad Ziemią Żydowską w czasie kiedy przyszedł na świat Syn Boży.

Skoro narodził się Pan Jezus w Betleemie, Pan Bóg objawił trzem Królom, albo jak ich także nazywamy trzem Mędrcom mieszkającym na Wschodzie, przyjście na świat Zbawiciela, i zesłał im cudowną gwiazdę, która przed nimi postępując i wskazując im drogę, z bardzo odległéj krainy prowadziła ich aż do Betleemu. Przybywszy najprzód do Jerozolimy, zaczęli tam pilnie wypytywać, gdzie się znajduje nowonarodzony Król Żydowski, którego gwiazdę ujrzeli na Wschodzie, i za nią idąc, przybyli do tego miasta. Zdziwiło to nadzwyczajnie Heroda, i wszystkich mieszkańców Jerozolimy wprawiło w wielką ciekawość, gdyż i pomiędzy Żydami powszechne już było wtedy mniemanie oparte na Prorokach, że zbliża się czas przyjścia Mesyasza. Herod przypuszczając że mogło to już w istocie nastąpić, a obawiając się aby Zbawiciel, jeśli się pojawi jako Król Żydowski, nie pozbawił go korony, zwołał nauczycieli i starszych kapłanów żydowskich, i jak najpilniéj ich wypytywał, gdzie według Pisma Starego Zakonu i ich Proroków, miał się narodzić Mesyasz. Wszyscy jednogłośnie mu odpowiedzieli, że narodzić się ma w Betleemie Bóg jak najwyraźniéj przez Swego Proroka przepowiedział.

Odebrawszy taką odpowiedź Herod, postanowił dowiedzieć się jak najdokładniéj czy w istocie już się urodził Zbawiciel, a to w tym celu aby go niezwłocznie pozbawić życia. Wnosił zaś że najłatwiéj będzie mu wyśledzić to Dziecię o które mu chodziło, właśnie przez tychże Trzech Mędrców przybyłych ze Wschodu, których gwiazda cudowna jak przyprowadziła do Ziemi Żydowskiéj, tak zawiedzie i na samo miejsce gdzie się znajduje Zbawiciel i wskaże go im najniechybniéj. Tajemnie więc przywołał ich do siebie, lecz aby nie domyślili się prawdziwego powodu dla którego pragnął wykryć miejsce gdzie się znajdowało Boże-Dzieciątko, udał przed nimi że chciałby wiedzieć czy już przyszedł na świat Mesyasz i gdzie się znajduje, a to dla tego aby podobnież jak ci Trzéj Królowie, i on sam pośpieszył tam i cześć Mu oddał. Przytém, aby wiedzieć kiedy nastąpiło narodzenie się Zbawiciela, a z tego zawnioskować jakiego może już On być wieku, pilnie ich wypytywał kiedy, w jakim dniu i miesiącu, okazała się im owa cudowna gwiazda. Powziąwszy tedy od nich wszelkie potrzebne wiadomości, odprawił ich w dalszą podróż mówiąc: „Jedźcie daléj za gwiazdą wam przewodniczącą: a gdy znajdziecie Dziecię, oznajmijcie mi o tém niezwłocznie, abym i ja udał się tam i oddał mu cześć należną.”

Trzéj Królowie puścili się w dalszą drogę. Gwiazdka zawiodła ich aż do Betleemu i zatrzymała się nad stajenką w któréj przebywał jeszcze Pan Jezus z Maryą i Józefem, a oni weszli do niéj, i oddając cześć Synowi Bożemu, złożyli Mu swoje ofiary. Gdy mieli już wracać do swojéj krainy, a nie domyślali się żadnych złych zamiarów ze strony Heroda przeciw Synowi Bożemu, chcieli udać się do Jerozolimy, aby według jego żądania zawiadomić go Że znaleźli Zbawiciela, i wskazać mu miejsce Jego pobytu. Lecz okazał się im we śnie Anioł, i nakazał od Pana Boga aby i nie zawiadamiali o tém Heroda, i nawet aby wracając do swojéj ojczyzny, nie zachodzili już wcale do Jerozolimy, tylko inną puścili się drogą: co téż oni uczynili.

Herod niewidząc powracających do niego Trzech Króli, już z tego samego zaniepokoił się wielce, niewątpiąc że znaleźli Zbawiciela, a że odgadłszy jego zamiary, lub o nich przez kogo innego ostrzeżeni, nie spełnili jego polecenia i nie zawiadomili go o tém. Przytém, wieść o cudowném okazaniu się Pasterzom Anioła zwiastującego im narodzenie Zbawiciela, i o śpiewie Anielskim słyszanym nad Szopką Betleemską, rozchodziła się już wszędzie, równie jak szczegóły tego co zaszło w saméj świątyni Jerozolimskiéj, kiedy Marya i Józef ofiarowali w niéj Boskie Dzieciątko. Wszystko więc to obudziło jak największe zajęcie w całéj ludności, i zaniepokoiło jeszcze bardziéj Heroda. Szczególnie, gdy się dowiedział że w Świątyni uznanym został Pan Jezus za Zbawiciela oczekiwanego, postanowił już jakimbądź sposobem, pozbawić Go życia.

Owóż byłto jeden z najokrutniejszych monarchów jacy kiedy istnieli. Wyniesiony na tron przez cesarza Antoniego, czego dopiął tylko przez zręczne a najnikczemniejsze zabiegi, ciągle dopuszczał się najstraszniejszych okrucieństw. Kazał utopić Arystobula swego szwagra, który jako wielki kapłan, opierał się niektórym jego nadużyciom. Zamordował Hirkana, własnego dziada. Skazał na śmierć Maryannę żonę swoję i Aleksandrę jéj matkę, wymordował własne swoje dzieci i wielką liczbę dworzan pod pozorem że spiskują na niego, gdyż będąc nadzwyczaj podejrzliwym, wszystkich o to posądzał. Lecz co najlepsze dać może wyobrażenie jego barbarzyństwa, to że gdy już blizkim był śmierci, a widział że Żydzi radują się iż nakoniec pozbędą się takiego tyrana, wtrącił do więzienia wielu Żydów, biorąc po jednym z każdéj znakomitéj rodziny, i wydał wyrok iż skoro już skona, żeby tych wszystkich wymordowano. Uczynił zaś to jak mówił w tym celu, aby Żydzi chcąc niechcąc po jego śmierci płakali.

Takim tedy był ten Herod: nic też dziwnego że do barbarzyńskiego uciekł się środka, gdy mu chodziło o pozbawienie życia Dzieciątka Jezus. Zawiodłszy się na Trzech Królach, którzy niewróciwszy do niego, nie dali mu żadnéj o Panu Jezusie wiadomości, wpadł jak piszą, jakby w rodzaj wściekłości, i umyślił wymordować wszystkie na żydowskiéj ziemi dzieci podówczas przy piersi będące, aby przez taką rzeź powszechną, dosięgnąć i Jezusa. W tym celu wydał tajemne polecenie wojsku, i takowego wykonanie pod karą śmierci nakazał. Rozesłał po wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach, oddziały żołnierzy, pod pozorem że mają tylko zrobić spis dzieci płci męzkiéj od dwóch lat urodzonych. A skoro to nastąpiło, i miał już w ręku dokładną wiadomość wszystkich tego wieku niemowląt, kazał je w tymże samym dniu, co do jednego wymordować.

Padło ich mnóstwo ogromne, nietylko w Betleemie lecz i w innych miastach i miasteczkach. Niektórzy z pisarzy kościelnych, przypuszczają że liczba tych niewinnych ofiar wynosiła sto czterdzieści cztery tysiące dziatek. Opierają zaś to swoje mniemanie na tym ustępie z objaśnień świętego Jana, gdzie on mówiąc o duszach niewinnych i czystych „chodzących za Barankiem gdziekolwiek on idzie”, 1 taką właśnie liczbę wyraził. Inni utrzymują, że świętych Niewiniątek padło wtedy czternaście tysięcy, i tę liczbę wymienia Kanon mszy świętéj na uroczystość dzisiejszą według obrządku Abissyńczyków odprawianéj, i takąż samę zamieszcza kalendarz grecki, gdy to święto ogłasza.

Ojcowie święci jakby na wyścigi, używają całéj potęgi wymowy na opisanie téj strasznéj rzezi. „Zaledwie się narodził Zbawiciel, pisze święty Augustyn, aż oto tysiące podobnych mu dziatek, bez zasługi niejako, a z przewidzianych zasług Jego własnych, odniosło koronę męczeńską, i zanim Męką Chrystusową Raj otwarty zostanie, już one z wieńcami na skroniach wyczekują wejścia do niego, nabywszy prawa życia na wieki w Niebie, lubo tu na ziemi zaledwie żyć zaczynały. Giną za Chrystusa dziatki: za sprawiedliwość pada w ofierze niewinność. Sąto pierwsze kwiaty męczeńskie i jakby pierwsze powstającego Kościoła pączki, zaledwie rozwinięte wśród zimy pogańskiéj, a już mrozem srogiego prześladowania zwarzone.” I dalej woła: „Pomyślna dla nich nienawiść najokrutniejszego z królów! żaden bowiem monarcha błogosławionym tym dziatkom nie mógł wyrządzić takiego dobrodziejstwa największą ku nim powodowany łaskawością, jakiém ich obdarzyła nienawiść Heroda.” — „Jak szczęśliwe jesteście niewinne ofiary, pisze święty Cypryan, że w miejsce Dzieciątka Jezus i jakby Jego zasłaniając, wyrwane od piersi matek, śmierć za Niego ponosicie”. Święty Jan Złotousty daléj jeszcze idzie, bo przypuszcza że przez męczeństwo młodzianków i matki ich uświęcone zostały. „Dziatki krwią swoją, powiada, a ich matki łzami swojemi, ochrzczone zostały.” I przydaje: „Sąto prawdziwi Męczennicy, ze szczególnéj łaski Bożéj: przemawiać nie umieli a wyznali Boga; i walczyli i śmierć ponieśli, niepojmując jeszcze ceny życia, które za Chrystusa wydali”.

Hymn kościelny tak wita w nich pierwociny świętych Męczenników, których późniéj tyle milionów miało użyźnić Kościół Chrystusowy i ustalić go na ziemi:

Witajcie męczeńskie kwiatki,
Wróg Boży zgładził was dziatki,
W progu światła w pierwszém życiu,
Jak wicher róże w rozwiciu.
Wy ofiar Zbawcy początek,
Słodka trzoda niewiniątek,
Przed ołtarzem w krwawéj szacie,
Z palmą i wieńcem igracie 2

Samę zaś tę rzeź okrutną, tak święty Augustyn opisuje. „Wpada żołdactwo do domów i rzuca się na dziatki. Matka szarpie sobie włosy na głowie i zdziera z niéj ozdoby, bo najdroższą dla niéj ozdobę w dziecięciu swojém traci. Chce ukryć przed barbarzyńcą ten skarb swój najdroższy, lecz dziecię własnym płaczem się zdradza: nie umiało milczeć, bo się jeszcze nie nauczyło obawiać. Walczyła matka z katem: i gdy ten do siebie ciągnął niemowlę, matka je do łona tuliła, wołając: «Dla czego wydzierasz z łona mojego tego, któregom z niego wydała. Jam go z taką pieczołowitością piastowała, a ty go z takiém okrucieństwem mordujesz! Tylko co go żywot mój wydał ns świat, a ty mu już życie odbierasz?» Inna znowu mówiła: «Dla czegoż mnie oszczędzasz? jeśli jest wina to chyba we mnie: jeśli jéj wcale niema, nie rozłączajże dziecięcia od matki, zadaj śmierć obojgu.»” I temi słowy kończy ten Doktor Kościoła ten piękny swój ustęp: „Wznosiły się do Nieba żale nieszczęśliwych matek, a z niemi ofiara dziatek niewinnych.”

Święte te niewiniątka w języku kościelnym zwane Młodziankami, zawsze poczytywane były za prawdziwych Męczenników: a chociaż nie ponieśli śmierci męczeńskiéj z takim rozmysłem i dobrą wolą jak inni Męczennicy, Kościół jednak, duchem Świętym rządzony, podobnąż im cześć oddaje, niewątpiąc że, albo Pan Bóg w nieprzebraném miłosierdziu Swojém dopełnił tego na ich duszach co im do dobrowolnego męczeństwa brakło, albo jak to pisze Marya Agredo w swoich objawieniach, na tę chwilę obdarzył ich pełnym rozumem.

Uroczystość dzisiejsza, od czasów Apostolskich obchodzoną była, a gdy dzień śmierci męczeńskiéj świętych Młodzianków nie był dokładnie wiadomym, przeznaczono na tę pamiątkę dzień 28 Grudnia, aby ją ile możności przybliżyć do uroczystości Narodzenia Pańskiego.

W szóstym wieku, cesarz Justynian młodszy, wzniósł na ich cześć wspaniały kościół w Carogrodzie, gdzie z wielką czcią przechowywano ciało jednego ze świętych Młodzianków.

Pożytek duchowny

Okrucieństwo Heroda broczącego we krwi niewinnych dziatek, tysiące dusz posłało do Nieba, z których inaczéj największa część, a może i wszyscy byliby tego szczęścia nie dostąpili nigdy. Tak bowiem dobroć i mądrość Boska ze złego umie zawsze wyprowadzać dobro. Naucz się i z tego że jeśli Bóg dopuszcza na ciebie prześladowanie od złych ludzi, czyni to jedynie dla większego dobra twojéj duszy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże którego wyznanie w dniu dzisiejszym uczynili niewinne Męczenniki, nie słowy lecz śmierć za Ciebie ponosząc; wszelkie w nas zdrożności wyniszcz do szczętu, abyśmy wiarę w Ciebie którą usty wyznajemy, czynami życia naszego stwierdzali. Przez Pana naszego i t.d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1128–1131.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1021

Święty Paweł mówi: „Przeznaczono człowiekowi kiedyś umrzeć”. Dzień, godzinę i rodzaj śmierci oznacza mądrość Boża. Dobrze czyni ten, kto się poddaje tej konieczności i należycie przysposobiony czeka na rozkaz Pana i Stworzyciela swego. Dzisiejsza uroczystość nastręcza nam sposobność, abyśmy ze względu na nadchodzący koniec roku zwrócili uwagę na nierówną śmierć niewinnych dziatek i ich zabójcy, srogiego Heroda.

  1. Niewinne niemowlęta umarły śmiercią gwałtowną; cierpienia ich były wielkie ale krótkie. Pożegnały się z życiem, którego znaczenia nie znały, rozstały się z światem, jego uciechami i rozkoszami, które były im obce; przeniosły się do wieczności, gdzie im dobroć Jezusa, za którego śmierć poniosły, zgotowała szczęście nieskończone. Podobna jest śmierć sprawiedliwego, gdyż jest on synem Bożym i wejdzie, jak owi maluczcy, do Królestwa niebieskiego. Sprawiedliwy łatwo się rozstaje z życiem ziemskim, wierzy bowiem wraz z świętym Jakubem, który w swym liście powszechnym w rozdziale 4, wierszu 15, mówi jak następuje: ”Bo i czymże jest życie wasze? Parą jest, która pokazuje się na chwilę, a potem znika”. Sprawiedliwy łatwo się rozstaje z dobrami doczesnymi, gdyż wie i bez Salomona, że wszystko przemija oprócz miłości i służby Bogu; a życzenia swe zastosowuje do nauki ewangelicznej: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest Królestwo niebieskie” (Mat. 5, 3). Nadzieje i pragnienia jego skierowane są ku wiekuistym radościom, jakie nam Pan Jezus przyrzekł i które nam obfitością swych zasług poręczył. Pozostańmy przeto dziećmi Boga, a śmiertelne strachy i boleści zamienią się nam na wiekuistą radość.
  2. Herod umarł wśród niewypowiedzianych udręczeń i rozpaczy. Niewypowiedziany był jego strach wobec otwierających się wrót wieczności, pozbawionej wszelkiej pociechy. Drżał na myśl utraty życia, które tak gorąco umiłował i które dotychczas chroniło go od kary wiekuistej, jaka czeka ostatecznie każdego zbrodniarza; drżał na myśl o utracie dóbr doczesnych, władzy i godności królewskiej, która dotychczas głuszyła w nim głos sumienia a teraz miała zwiększyć jego kaźń i hańbę w wieczności; drżał nadto na samą myśl sądu, widział bowiem — jak mówi św. Augustyn — nad sobą groźnego Sędziego, który go musiał potępić, po prawicy popełnione grzechy i żądające odwetu dusze pomordowanych, a po lewicy tłuszczę złych duchów, kuszących się wykonać na nim wyrok. Podobna jest śmierć każdego grzesznika, gdyż jest on wrogiem Boga i w wieczności też zajmie miejsce pomiędzy wrogami Boga. Śmierć grzesznika jest podobna do śmierci Heroda, zarówno czy na nią patrzeć będzie ze stanowiska świata, z którym musi się rozstać, czy też ze stanowiska religii, która w odwet musi go porzucić; z obu bowiem stron dochodzi go głos Pisma świętego: ”Ze zguby twej śmiać się będę i szydzić będę z ciebie”. Nadto znikąd nie dojdzie go słowo pociechy i nikt go nie poratuje; jedynie tylko pokuta i to wczesna ocalić może grzesznika od tego niebezpieczeństwa.

Footnotes:

1

Obja. XIV. 4.

2

Hymn kościelny na uroczystość ŚS. Młodzianków: Salvete flores Martyrum.

Tags: św Młodziankowie „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik
2020-12-27

Św. Jana, Ewangelisty i Apostoła

Żył około roku Pańskiego 104.

Żywot jego wyjęty jest z Ewangelii świętéj i z dzieł świętego Hieronima.)

Święty Jan, jeden ze czterech Ewangelistów, a zpomiędzy Apostołów Pana Jezusa najulubieńszy Jego uczeń, rodem z Galilei, był synem Zebedeusza i Salomei, a starszym bratem świętego Jakóba przezwanego młodszym także Apostoła. Pochodził z ubogiego stanu i wraz z ojcem trudnił się rybołówstwem. Miał zaledwie lat dwadzieścia pięć, kiedy razu pewnego podczas gdy na brzegach jeziora Genezareckiego naprawiał z bratem sieci, nadszedł tam Zbawiciel, i obydwóch ich za Sobą powołał. W téjże chwili opuścili wszystko: ojca, rodzinę, dom i sieci z których zarabiali na życie, i poszli za Boskim Mistrzem swoim.

Święty Jan, odznaczał się od najmłodszych lat wszystkiemi cnotami, ale najbardziéj nieskalaną czystością. Z tegoto głównie powodu Pan Jezus tak dalece go umiłował że i Ewangelia święta wspominając o nim, powiada: „Uczeń którego Jezus umiłował” 1. Zpomiędzy téż wszystkich Apostołów, on miał najszczególniejszy przystęp do Zbawiciela, i jego zwykle używali inni uczniowie, gdy chcieli aby Pan Jezus wyjaśnił im jakie rzeczy tyczące się Jego Boskiéj nauki. Nie odstępował nigdy Syna Bożego, był przy nim kiedy wskrzesił świekrę świętego Piotra, tożsamo gdy przywrócił życie córce wielkiego Kapłana Jairy, i przy innych cudach jakie czynił Jezus, był także obecnym.

Razu pewnego wraz z bratem posłany został do jednego z miasteczek Samarytańskich dla wyszukania mieszkania dla Zbawiciela; a gdy Samarytanie nie chcieli go przyjąć, tak to świętego Jana oburzyło, iż razem ze świętym Jakóbem powiedział do Pana Jezusa „Panie pozwól abyśmy sprowadzili z Nieba ogień na tych niewdzięczników, jak to niegdyś uczynił Eliasz.” Lecz za to Pan Jezus ich upomniał mówiąc: „W ten sposób odzywając się nie wiecie jakim duchem ożywieni jesteście: Syn Boży nie po to przyszedł aby zabijać, lecz aby ożywiać.” 2 Wtedyto Zbawiciel nazwał ich Boanerges: to jest dzieci gromu, co było razem i przepowiednią że ogłaszając późniéj Ewangelią, gromić oni będą błędy pogańskie.

Przy Przemienieniu Swojém na górze Tabor, Syn Boży wziął był z sobą trzech tylko uczniów, a w ich liczbie był właśnie i Jan święty. Wkrótce potém gdy już Chrystus Pan miał ostatnią wieczerzę przed męką Swoją z Apostołami odbywać, posłał świętego Jana ze świętym Piotrem do Jerozolimy, aby w tym celu przygotowali tam mieszkanie. I wtedy to, na téj ostatniéj wieczerzy, na któréj postanowił przenajświętszy Sakrament, ten największy dowód Swojéj miłości ku ludziom, raczył także okazać w jak szczególny sposób miłował Jana. Umieścił go zaraz obok Siebie i dozwolił mu głowę położyć na piersiach Swoich, do których przytulił się Jan święty jak dziecię do Matki, i tak przez cały czas wieczerzy pozostawał. Święty Augustyn, pisze że w téjto błogosławionéj chwili, zaczerpnął ulubiony uczeń Pański, z samego Serca Zbawicielowego, to poznanie najświętszych i najszczytniejszych tajemnic, które go uczyniło niezrównanym Teologiem i największym z Proroków, tak że jak pisze znowu święty Jan Złotousty, późniéj sami Aniołowie wyuczyli się od świętego Jana wiele rzeczy, których wprzód nie znali, i do tego odnosi te słowa Pisma Bożego: „Aby wiadoma była księstwom i zwierzchnościom na niebiosach, przez Kościół rozliczna mądrość Boża”. 3 Gdy przy końcu wieczerzy Pan Jezus powiedział uczniom, że Go jeden z nich zdradzi, wszyscy przerażeni tém zostali. Wtedy święty Piotr, chociaż z nich najstarszy, nieśmiejąc jednak sam spytać Pana Jezusa, skinął na świętego Jana, aby on się dowiedział o kim mówił Zbawiciel. Ukochany uczeń spytał o to Pana Jezusa pocichu, a Pan Jezus podobnież odpowiedział mu, że tym nieszczęsnym jest ten któremu on poda kawałek chleba zmaczany. Jakoż, podał takowy Judaszowi Iskaryocie, który w istocie w ręce Go żydowskie wydał.

Gdy Pan Jezus udał się do Ogrójca, a tam odsunąwszy się od Apostołów, miał rozpocząć Swoję mękę w krwawéj modlitwie, biorąc wtedy z Sobą trzech tylko uczniów, wziął znowu między nimi świętego Jana. W kilka chwil potém napadli Żydzi na Chrystusa, związali Go i uprowadzili. Wszyscy Apostołowie przestraszeni rozbiegli się, jeden święty Jan nie odstąpił Zbawiciela, i krok w krok poszedł za Nim. Nazajutrz, gdy już Syna Bożego wiedziono na Kalwaryą, ze wszystkich Apostołów, jeden tylko święty Jan, nieodstępując Matki Bożéj towarzyszył Chrystusowi Panu, ciągle był obecny Jego ukrzyżowaniu i wtenczas odebrał od Zbawiciela ostatni a najwyższy dowód jego szczególnéj miłości i zadatek łask wszelkich. Wtenczas bowiem Pan Jezus oddał Janowi Matkę Swoję przenajświętszą Maryą za Matkę, a Maryi Jana za syna. Rozpięty i podniesiony na krzyżu, blizki już oddania ducha swojego w ręce Ojca Przedwiecznego, widząc te dwie istoty najdroższe Mu na ziemi przy Sobie, rzekł najprzód do Matki wskazując Jéj świętego Jana: „Niewiasto oto Syn twój”, a potém do Jana, podobnież wskazując mu przenajświętszą Pannę: „Oto Matka twoja” 4. A że słowa Pana Jezusa byłyto słowa Boże, te które gdy powiedziały o chlebie: „Oto ciało moje” 5, chleb w Ciało Jego przenajświętsze zmieniły, i tu całą moc swoję wywarły. Od téj chwili serce Maryi przetworzone zostało na serce macierzyńskie dla Jana, a serce Jana na serce synowskie względem przenajświętszéj Panny. I z tegoto powodu, powiada święty Piotr Damian, że nikt większy w chwale i zasługach nad świętego Jana być nie może, który tym sposobem stał się jakby drugim synem Maryi i bratem Jezusa 6. Odtąd téż święty Jan nie rozłączał się już z przenajświętszą Panną, wziął Ją do domu swego, i miał niewymowne szczęście opiekowania się Nią jako syn najprzywiązańszy, aż do chwili Jéj błogosławionego Uśnięcia i Wniebowzięcia. A gdy jedno pozdrowienie Maryi, kiedy przybyła do świętéj Elżbiety, na cały dom jéj sprowadziło najobfitsze błogosławieństwa Boże, któż wyobrazić sobie potrafi, ilu i jakich łask były źródłem dla Jana, już nietylko pozdrowienia któremi go nie raz przez ten czas witała Marya, lecz i Jéj błogosławieństwa któremi go obdarzała. Można więc zdaje się przypuszczać że po Niéj Saméj i po świętym Józefie, pierwsze on przy Jezusie zajmuje miejsce, i po Nich najskuteczniejszym jest naszym pośrednikiem.

Po Zmartwychwstaniu Pańskiém, gdy święta Magdalena nieznalazłszy Pana Jezusa w grobie, pośpieszyła zawiadomić o tém Piotra i Jana, pobiegli tam niezwłocznie obaj. Lecz święty Jan wyprzedził świętego Piotra, i pierwszy u grobu stanął. Gdy potém nad morzem Tyberyadzkiém okazał się Chrystus Apostołom, najpierwszy z nich poznał go Jan święty, i zawołał do Piotra: „Pan jest” 7. Podczas tego objawienia się uczniom, Pan Jezus przepowiedział Piotrowi jaką śmiercią umrze. Piotr widząc obok siebie świętego Jana, spytał jaki jego los czeka; na co odpowiedział mu Zbawiciel: „Jeśli jest wolą Moją aby tak pozostał aż przyjdę, poco ci dopytywać co się z nim stanie.” W skutek téj odpowiedzi, Apostołowie myśleli że Chrystus Pan, zapowiadał iż święty Jan nie ulegnie śmierci. Lecz sam on w swojéj Ewangelii pisze, że Syn Boży nie w tém znaczeniu słowa te był wyrzekł.

Zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego, Jan wraz z świętym Piotrem, wszedłszy do świątyni Jerozolimskiéj, cudownie uzdrowili chorego przy drzwiach siedzącego. Gdy się ten cud rozgłosił, obaj uwięzieni i badani zostali. Tak śmiało i mądrze odpowiadali, że już wtedy poznać można było, iż przez usta tych prostych i ubogich rybaków, sam Duch Święty przemawia. Podczas prześladowania chrześcijan, które się wszczęło ze śmiercią świętego Szczepana, święty Piotr wraz ze świętym Janem, udali się do miasta Samaryi, gdzie znalazłszy już wielu wiernych, przez włożenie na nich rąk udzielili im Sakrament Bierzmowania. Późniéj święty Jan znajdował się na pierwszym Soborze w Jerozolimie, na którym, jak się wyraża Pismo Boże, był on jako filar Kościoła.

Gdy Apostołowie rozchodzili się po świecie dla głoszenia Ewangelii, święty Jan ostatni opuścił Ziemię Żydowską. Udał się pomiędzy Partów, i zatrzymał się w Azyi mniejszéj, gdzie wraz z przenajświętszą Panną osiadł w mieście Efezie, wkrótce założywszy tam Kościół. Ztamtąd przebiegł wszystkie krainy téj części świata, roznosząc Słowo Boże i wielkie cuda czyniąc. Nawrócił całą prawie Azyą pisze święty Hieronim, wiele tam pozakładał dyecezyi i wielu wyświęcił Biskupów.

Po Wniebowzięciu przenajświętszéj Maryi Panny, święty Jan wyłączniéj jeszcze oddał się pracom Apostolskim. Zaniósł światło Ewangelii na krańce Wschodu, aż nareszcie podczas prześladowania chrześcijan za cesarza Domicyana, jeden z najpierwszych został uwięziony i posłany do Rzymu. Tam najprzód poniósł męczeństwo, zostawszy zanurzony we wrzącym oleju z którego cudem żywy wyszedł, a cośmy ze szczegółami pod dniem szóstym Maja opisali. Potém skazany został na wygnanie do wyspy Patmos na Archipelagu ku Azyi położonéj. Tam z rozkazu Pana Jezusa napisał Apokalipsę, to jest Objawienia, które stanowią ostatnią księgę Pisma Bożego, a w któréj według wyrażenia świętego Hieronima, co słowo to najgłębsza tajemnica.

Po śmierci cesarza Domicyana, następca jego Nerwa, dozwolił powrotu wszystkim wygnańcom, i święty Jan po ośiemnasto miesięcznym pobycie na wyspie Patmos wrócił do Efezu. Gdy z tego miasta wywozili go do Rzymu, pozostawił tam był jednego z uczniów swoich, który przez ten czas tak dalece zapomniał o jego naukach, że dopuszczając się różnych zdrożności, w końcu przyłączył się do szajki zbójców, i z nimi mieszkał w lesie. Dowiedziawszy się o tém święty Jan, udał się w góry gdzie się kryli ci rozbójnicy, niezważając na niebezpieczeństwo na jakie go to narażało, i wynalazł owego młodzieńca, który ujrzawszy świętego Jana zaczął uciekać. Mąż Boży niepomny nawet na starość swoję, popędził co prędzéj za nim wołając: „Nie uciekaj synu przed ojcem, ja grzechy twoje biorę na siebie, zatrzymaj się: Chrystus mnie do ciebie posłał.” I stanął młodzieniec, a gdy Święty nadszedł, upadł mu do nóg. Jan go uściskał, zaprowadził z sobą do Efezu, i do szczeréj pokuty przywiódł, w któréj on szczęśliwie życia swego dokonał.

Gdy rządził dyecezyą Efezką Jan święty, już wtedy różni kacerze rozszarpywali jedność Kościoła i wiarę chrześcijańską fałszowali. Ponieważ pod tę porę z Apostołów Pańskich już tylko święty Jan był jeszcze przy życiu, wszyscy Biskupi tak ze Wschodu jak i Zachodu udali się do niego, aby on przeciwko tym nieprzyjaciołom Chrystusa wystąpił. Wtedy Duch Święty użył go do napisania Ewangelii, przez niego ułożonéj. Jan zabierając się do tego nakazał publiczny post i modlitwy, na których i sam trwając wpadł był w zachwycenie, i jak pisze święty Hieronim, wychodząc z niego, wyrzekł te słowa od których zaczyna się jego Ewangelia: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo” 8. W całéj téż téj księdze swojéj, Jan wyświeca głównie Bóstwo Chrystusa Pana, i przez ojców Kościoła nazwany jest Orłem pomiędzy Ewangelistami. Prócz tego napisał trzy Listy Ewangeliczne, należące także do ksiąg Pisma Bożego, z których pierwszy szczególnie tyczy się miłości bliźniego, jako królowéj cnót chrześcijańskich. On téż ją szczególnie, we wszystkich przemowach i kazaniach swoich zalecał. Doszedłszy już późnéj starości, niemogąc chodzić, kazał się uczniom zanosić do kościoła i przez pewien czas nic innego nie mówił tylko te kilka słów powtarzał. „Dziateczki drogie, miłujcie jedni drugich.” Gdy go spytano nareszcie dla czego zawsze do jednego wraca, dał tę odpowiedź godną ulubionego ucznia Chrystusowego: „Dla tego, rzekł, zawsze to jedno wam powtarzam, bo przykazanie Pańskie to jest, i byle to jedno zachować, można zostać Świętym.”

Nakoniec zbliżyła się chwila, w któréj miał zabrać do Siebie Pan Jezus, tego najukochańszego ze swoich uczniów. Był wtedy Jan święty w Efezie i miał sto lat przeszło. Wziąwszy razu pewnego kilku duchownych z sobą, poszedł z niemi na jednę z gór okolicznych. Stanąwszy u jéj szczytu, kazał tam sobie grób wykopać. Skoro go ukończyli, wrzucił w niego płaszcz swój, a przeżegnawszy się wstąpił do niego mówiąc: „Bądźże ze mną Panie Jezu Chryste.” A do uczniów: „Pokój wam bracia,” i kazał im odejść. Co oni uezynili, a odszedłszy niedaleko gdy się obejrzeli, ujrzeli grób jego światłością niebieską otoczony. Nazajutrz gdy do grobu wrócili, nie zastali w nim ciała świętego Jana, tylko jego obuwie. Wszyscy Ojcowie święci nie wątpią że umarł, lecz niektórzy z nich utrzymują że potém z ciałem i duszą do Nieba był wzięty, tak jak ci którzy przy śmierci Pana Jezusa z grobów byli powstali. Zasnął w Panu dnia 27 Grudnia roku od Urodzenia Pana Jezusa 104-go.

Pożytek duchowny

Cnota nieposzlakowanego dziewictwa która jaśniał Jan święty, ściągnęła na niego dwie najwyższe jakie spotkać mogą człowieka łaski: jedna że był ulubionym uczniem Pana Jezusa, druga że stał się przysposobionym synem Maryi. Chcesz li miłym być Jezusowi, i dzieckiem Maryi, pokochaj cnotę czystości i strzeż jej najpilniéj.

Modlitwa (Kościelna)

Kościół Twój, Panie miłościwie łaską Ducha świętego rozjaśniaj; aby błogosławionego Jana Apostoła Twego i Ewangelisty naukami oświecony, dóbr wiekuistych dostąpił, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1124–1127.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1019

Gdy święty Jan był bardzo stary, tak że go uczniowie do kościoła na ręku nosić musieli, nie mógł już kazać i odzywał się tylko w te słowa: „Synaczkowie, miłujcie się wzajemnie!” Sprzykrzyły się one w końcu uczniom, zapytali go zatem: „Mistrzu, czemu zawsze jedno mówisz?” A on odpowiedział: „Jest to rozkazanie Pańskie. Kto je wypełnia, może mieć na tym dosyć”.

W dniu dzisiejszym podaje Kościół wiernym poświęcone wino, a kapłan mówi: „Pij miłość Jana w Imię Ojca, Syna i Ducha świętego. Amen”. Dzieje się to na pamiątkę gorliwości świętego apostoła, który dla nawrócenia pewnego bałwochwalcy wypił puhar napełniony zatrutym winem, przeżegnawszy je poprzednio.

Footnotes:

1

Jan, XIII. 23.

2

Mar. III. 17.

3

Efez. III. 10.

4

Jan XIX. 27.

5

Jan XXIV. 26.

6

S. Dami. Ser. de morte Christi.

7

Jan XXI. 7.

8

Jan I. 1.

Tags: św Jan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna apostoł Ewangelia męczennik Maryja miłość bliźniego czystość
2020-12-26

Św. Szczepana, pierwszego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 33.

(Żywot jego wyjęty jest z księgi Dziejów Apostolskich.)

Święty Szczepan, który miał szczęście pierwszy ponieść śmierć za Chrystusa Pana, znany nam jest dopióro od chwili, kiedy w latach już młodzieńczych zostawszy chrześcijaninem, a nawet jak niektórzy utrzymują, należąc do liczby siedemdziesięciu dwóch uczniów Pana Jezusa, odznaczył się szczególną gorliwością w służbie Kościoła, i wysoką świątobliwością.

Już zaraz po zesłaniu Ducha Świętego, zasłynął on, jak z wysokich cnót, tak nawet i z daru czynienia cudów.

Gdy codzień pomnażała się liczba wiernych, a którzy ożywieni duchem Ewangelii składali u nóg Apostołów swoje majątki na wspólne użycie wszystkich chrześcijan a szczególnie ubogich, wkrótce trudno było Apostołom podołać zajęciom jakiemi ich to obarczało, gdy głównie obowiązanymi widzieli się głosić Słowo Boże i sprawować święte Sakramenta. Niemogąc więc na wszystko razem wystarczyć, uznali właściwém innym poruczyć zarząd wspólnych dóbr chrześcijan. To jednak dało powód do pewnych zawiści i nieporozumień pomiędzy wiernymi. Żydzi nawróceni rodem z Grecyi będący, uskarżali się na Żydów nawróconych w Palestynie, że w rozdawaniu jałmużn byli stronnemi, i więcéj pamiętali o potrzebach wdów, sierot i ubogich swojego kraju, niż o przybyłych z zagranicy. Apostołowie postanowili co prędzéj powstrzymać tak gorszące niesnaski przeciwne miłości, którą przedewszystkiém wyznawcy Chrystusa Pana odznaczać się powinni. Zgromadziwszy więc co tylko było wtedy chrześcijan, rzekli do nich: „Bracia! chociażbyśmy pragnęli sami służyć wam w zarządzie dóbr waszych nam powierzonych, a co dla was stało się powodem niezgody, nie wypada jednak abyśmy przekładali zajęcie się ubogiemi, nad obowiązki nasze apostolskie, i żebyśmy dla karmienia ludu chlebem doczesnym, pozbawiali go chleba duchownego, bez którego dusze żyć nie mogą. Wybierzcie więc sami zpomiędzy siebie siedmiu mężów wyprobowanéj cnoty, roztropnych, pełnych Ducha Świętego, których uznacie godnymi tego żebyśmy im zarząd nad jałmużnami waszemi zwierzyli. Co do nas, powinniśmy przedewszystkiém trwać na modlitwie i głosić Słowo Boże.”

Wszyscy chętnie się na to zgodzili: wybór nastąpił i z siedmiu wybranych święty Szczepan był najpierwszym, jako najpowszechniéj znany ze swojéj żywéj wiary, czystości obyczajów, roztropności i innych darów Ducha Świętego, których był pełnym. Inni sześciu, bylito również zacni i świątobliwi nowonawróceni chrześcijanie, a których jak i świętego Szczepana Apostołowie wyświęcili na Dyakonów.

Odebrane święcenie sprowadziło jeszcze więcéj łask Bożych na Szczepana: stał się on jeszcze gorliwszym w obronie i szerzeniu wiary, gotowy za nią narazić się na wszelkie niebezpieczeństwa, i całém sercem oddany swoim obowiązkom miłosiernym. W pełnieniu ich był niezmordowanym, uprzedzał potrzeby ubogich, a z taką miłością się z niemi obchodził, że sama jego obecność już była dla nich pociechą i zbudowaniem.

Obarczony tego rodzaju zajęciami, które mu wiele pochłaniały czasu, znachodził go i na służenie Kościołowi, przez opowiadanie Ewangeli. Było w Jerozolimie kilka Synagog, a między niemi jedna którą nazywano synagogą Libertynów czyli wyzwolonych 1, to jest tych Żydów którzy zrodzeni z rodziców w niewolę wziętych przez Rzymian, zostali wyswobodzeni; a także były synagogi Cyrenejezyków, Aleksandrynów, i tych którzy z Cylicyi i z Azyi przybyli. Z każdéj z tych Synagog, występowali najuczeńsi Rabini z rozprawami przeciw świętemu Szczepanowi, którego kazania wielki rozgłos miały w Jerozolimie: lecz jakkolwiek bylito biegli mówcy, żaden z nich podołać mu nie mógł: wszystkich zbijał, wszyscy musieli ustępować mu placu, bo mądrość niebieska i duch Boży przez jego usta przemawiał. Nakoniec, widząc się zawsze pobitemi i w niemożności oparcia się sile jego wymowy popartéj i cudami jakie ten święty Dyakon ciągle czynił, uciekli się do zbrodniczego środka, postanowiwszy pozbyć się przeciwnika, który ich wszystkich zawsze wstydem okrywał, i coraz więcéj z ich nawet Synagóg Żydów do wiary chrześcijańskiéj nawracał. W tym celu przekupili kilku ludzi z gminu, aby ci rozgłaszali wszędzie że słyszeli Szczepana bluźniącego przeciw Mojżeszowi, a nawet przeciw Bogu. Oszczerstwo to rozeszło się pomiędzy ludem, a wzburzyło przeciw niemu szczególnie starszych kapłanów Żydowskich i Doktorów prawą. Ci rzucili się na świętego Szczepana, wciągnęli go do miejsca swojego posiedzenia, gdzie wnet zbiegło się wielu z tych właśnie którym najwięcéj chodziło o to aby go zabić. Tam postawili go przed sądem, przed którym fałszywi świadkowie zeznali że człowiek ten ciągle bluźni przeciwko Zakonowi i miejscu świętemu, gdyż jak mówili: „Słyszeliśmy utrzymującego Szczepana, że jego Jezus Nazareński, którego wszędzie chwałę głosi, zniszczy naszę świątynię, która jest główną siedzibą naszego wyznania, i że zmieni prawa podane nam przez Mojżesza.” Lecz święty Szczepan spokojny wśród tylu czyhających na życie jego nieprzyjaciół, w sercu nawet żadnego do nich nieczując żalu, stał z czołem rozpromienionóm, a „patrząc nań pilnie, wszyscy którzy zasiadali w radzie ujrzeli oblicze jego jako oblicze Anioła” 2, gdyż Pan Bóg takim cudem widzialnym, chciał objawić niewinność i świętość jego duszy.

Pomimo tego, wielki kapłan Kaifasz przewodniczący téj najwyższéj radzie, spytał go czy zarzuty jakie mu czynią są prawdziwemi. Święty Szczepan odpowiedział na to długą mową, w któréj najprzód wyraził cześć swoję dla Patryarchów Starego Zakonu, wyświecając szczególnie cnotę posłuszeństwa Bogu w Abrahamie, i przyrzeczenie jakie odebrał wielkiéj łaski którą ani obrzezanie, ani składanie ofiar, ani obrządki Starego prawa nie mogły mu wysłużyć. Potém mówił bardzo wymownie o Józefie zaprzedanym przez braci, jako przedstawiającym w przepowiedni obraz Jezusa Chrystusa, i następnie przeszedł do Mojżesza, któremu miał jak go oskarżono czci ujmować. Dowiódł że tak wcale nie jest, lecz przy téj sposobności, w żywych wyrazach przypomniał że Żydzi odrzucili byli tego Proroka którego im Pan Bóg zesłał na wywiedzenie ich z niewoli, i że po ich wyzwoleniu przez niego stali się mu nieposłusznymi, pomimo wielkich cudów jakie czynił. Następnie dowodził że i sam Mojżesz zapowiedział im innego jeszcze po sobie Proroka, który będzie prawdziwym Wybawicielem Izraelitów. Wyraźnie bowiem, ten prawodawca Starego zakonu powiedział: „Pan Bóg wskrzesi z krwi waszéj, podobnego mnie Proroka, lecz nierównie ode mnie większego, którego ja słabym tylko jestem obrazem; Jemuto powinniście podlegać, i Jego słuchać.” Nareszcie wyrzucając narodowi Żydowskiemu skłonność jaką okazywał zawsze do bałwochwalstwa, święty Dyakon bronił się od czynionego mu zarzutu jakoby miał powstawać na Stary Zakon. Przyznał że przykazanie obrzezania pochodziło od Boga, że prawa dawnego przymierza byłyto wyrocznie Boskie, że z rozkazu to Bożego Mojżesz zbudował Przybytęk (Tabernaculum) i Salomon wzniósł swoję wspaniałą świątynię: lecz przydał, że według proroków, Pan Bóg nie przebywa w świątyniach ręką ludzką wzniesionych, dając przez to do zrozumienia, że nie dosyć było należeć do liczby uczęszczających do świątyni i znać Stary Zakon, bo bez tego i Abraham i inni Patryarchowie zostali uświęceni, lecz że zbawionym można być jedynie przez wiarę i postępki do niéj stosowne, i nakoniec że wszelkie wysilenia ludzkie, nie potrafią powstrzymać wyroków Boskich, a więc że Żydzi napróżno zamyślają oprzeć się głoszeniu Ewangelii. I wtedy uniesiony w duchu i wielką zapalony gorliwością, podnosząc głos zawołał: „Ludu twardego karku i serc nieujarzmionych, a ucha głuchege, ty się zawsze sprzeciwiasz Duchowi Swiętemu. Co czynili ojcowie wasi, to i wy czynicie. Jakiż był prorok któregoby ojcowie wasi nie prześladowali? Oni nawet pomordowali tych, którzy im przepowiedzieli przyjście Sprawiedliwego, któregoście oto teraz stali się zabójcami, wy którzyście otrzymali Zakon przez Aniołów a zachować go nie chcieliście.”

Owoż, na te słowa przerwali wrzaskiem swoim mowę jego Żydzi, którzy słysząc te wielkie kolące ich w oczy prawdy, w taką złość wpadli, że „zębami nań zgrzytali” 3. Szczepan zaś przepełniony Duchem Świętym, stał nieporuszony, a widząc że zabierają się do wydania na niego wyroku śmierci, wzniósł oczy do Nieba, i ujrzał najwyraźniéj wielką jasność przedstawisjącą Boga, a po prawicy Ojca przedwiecznego Jezusa Chrystusa stojącego, który zachęcał go do mężnéj walki, przyrzekając mu koronę niebieską. Uniesiony tedy niewymowną radością, niemogąc powstrzymać wzruszenia, wielkim głosem zawołał: „Oto widzę Niebiosa otworzone, i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej.” 4 A wtedy usłyszawszy to Żydzi, zaczęli wydawać straszne okrzyki, zatykali sobie uszy, wołając że bluźnił w końcu rzucili się na niego I wywlekli za miasto Jerozolimę, ku drodze wiodącej do Cedar, aby mu zadać śmierć jaką wyznaczał Zakon na bluźnierców, to jest przez ukamienowanie.

Fałszywi więc świadkowie którzy go oskarżyli, mając według przepisu tegoż Zakonu pierwsi rzucać na skazanego na śmierć kamieniami, złożyli odzienie swoje u nóg młodzieńca zwanego Szawłem, który podówczas był jeszcze zawziętym prześladowcą chrześcijan, a późniéj pod imieniem Pawła stał się Apostołem Chrystusowym, i którego nawrócenie święty Augustyn przypisuje właśnie modlitwie świętego Szczepana, którą on wtedy zanosił do Boga za swoich morderców. Gdy bowiem posypał się wnet na niego grad ogromnych kamieni, on widząc śmierć niechybną i blizką, zawołał: „Panie Jezu! przyjmij ducha mojego”, a kiedy silniéj ugodzony, chylił się ku ziemi i miał już skonać, „klęknąwszy na kolana zawołał głosem wielkim mówiąc: «Panie! nie poczytuj im tego grzechu», i to wyrzekłszy zasnął w Panu”. 5 Błogosławiony zgon tego pierwszego świętego Męczennika nastąpił 26-go Grudnia roku Pańskiego 33-go.

Sławny uczony Żyd, a już wtedy nawrócony, Gamalijel, nocy następnéj potajemnie kazał wziąść jego ciało, i zanieść do swoich dóbr, które miał o kilka mil od Jerozolimy. Złożył je tam w grobowcu, gdzie późniéj sam z synem swym Abidusem i Nikodemem z Arymatei był pochowany, a zkąd te wszystkie ciała, w kilka wieków późniéj, przez cudowne objawienie odkryte, wydobyte zostały. 6

Pożytek duchowny

Swięty Szczepan w chwili swojéj śmierci męczeńskiéj naśladując Zbawiciela, jak On na krzyżu, modlił się za swoich morderców. Niech ci to przypomni obowiązek chrześcijański miłowania nieprzyjaciół, i skłoni do ścisłego obracbowania się z sumieniem czy przeciw temu najwyraźniejszemu przykazaniu Boskiemu, bo przez Pana Jezusa danemu, nie masz sobie czego do wyrzucenia.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Cię Boże! naśladować to, co w świętym Szczepanie czcimy; abyśmy się nauczyli i nieprzyjaciół miłować, bo uroczyście obchodzimy śmierć męczeńską tego, który umiał i za kamienujących go modlić się do Pana naszego Jezusa Chrystusa Syna Twojego, Który z Tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1120–1123.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1015–1016

Kościół nazywa świętego Szczepana „arcymęczennikiem” i oddaje mu wielką cześć, gdyż on przed apostołami dał świadectwo boskości Jezusa Chrystusa i wiary Jego; on pierwszy poniósł śmierć za Chrystusa, on wreszcie rozpoczyna długi szereg bojowników walczących za chrześcijaństwo.

  1. Pan Jezus, Syn Boga, przyjął naturę ludzką, aby ludzi pouczać i zbawić. Głosząc swe Boskie nauki, stwierdzał ich Boskość swymi czynami. Po swej ofiarnej śmierci wzniósł się do Nieba, gdzie zasiada po prawicy Ojca. Aby i ci, którzy Pana Jezusa ani widzieli, ani słyszeli, przyjęli Jego naukę, potrzeba nowego świadectwa, a świadectwo to dają Męczennicy święci; dają je oni nie samym tylko słowem, ale i ofiarą własnego życia. Oni tworzą niejako dalszy ciąg posłannictwa Chrystusowego. Podwaliną i fundamentem Kościoła katolickiego jest słowo i krew przenajświętsza Jezusa Chrystusa, ale podporę jego w czasach burzliwych, trwałość po wszystkie czasy, rękojmię zwycięstwa i pokonania wszelkich przeszkód stanowi krew Męczenników, która łączy się z krwią Boskiego Mistrza w jedną wspólną ofiarę. Kościołowi nie brakło nigdy ani Męczenników ani cudów: Męczennicy i cuda zawsze poświadczać będą Boski początek Kościoła i Boskie Jego posłannictwo. Cześć przeto i wdzięczność należy się Męczennikom świętym za to, z czego się już wywiązali i z czego się jeszcze po dziś dzień wywiązują.
  2. Męczennicy we wszystkim są podobni do Króla i Pana swego, i to nada je im piętno wiarogodnych świadków. Pan Jezus powiedział, że są podobni do owiec, znajdujących się w otoczeniu wilków, i że sami zubożeli, aby wszystkich wzbogacić. Tchnący nienawiścią świat znęca się nad nimi, oni są słabi i bezbronni, ale w tej nierównej walce zwycięstwo ich jest tym chwalebniejsze. Ponoszą śmierć jakby byli bluźniercami, ale ani zniewagi, ani okrucieństwo śmierci nie zdoła ich przerazić, ani wycisnąć skargi z ich ust: mając Chrystusa w sercu są przez to silniejsi od nieprzyjaciół. Święty Paweł mówi: „Chrystus ukrzyżowany jest siłą Boga i mądrością Boga”. Tępieni, a jednak zdobywający świat Męczennicy są najwymowniejszym świadectwem, że Chrystus, którego wyznają, jest rzeczywiście siłą i mądrością Boga. Ostatnia ich modlitwa jest na wzór Mistrza Boskiego modlitwą do Boga za katów i oprawców, aby im winę przebaczył. Kościół katolicki czci ich i pozwala im brać udział w triumfie Boga-Człowieka. Umieszcza ich święte kości w kamieniu ołtarzowym i błaga ich przy ofierze Mszy świętej, aby się wstawiali do Boga za braci jeszcze cierpiących i walczących na tym padole ziemskim.

Footnotes:

1

Dzie. VI. 9.

2

Dzie. VI. 15.

3

Dzie. VII. 54.

4

Tamże 55.

5

Dzie. VII. 59.

6

Obacz święto wynalezienia ciała świętego Szczepana pod dniem 3-m Sierpnia.

Tags: św Szczepan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Paweł miłość nieprzyjaciół
2020-12-25

Boże Narodzenie

Odtąd zaczyna się rachuba lat Ery chrzescijańskiéj.

(Szczegóły te wyjęte są z Ewangeliów świętych.)

Ze wszystkich uroczystości największą, uroczystość Bożego Narodzenia dziś przypadającą, tak nam Kościoł święty w Martyrologium Rzymskiém, z którego wszystkie święta i uroczystości są zapowiadane, ogłasza: „Roku od stworzenia świata, kiedy Bóg na początku stworzył niebo i ziemię 5199, od potopu 2957, od urodzenia Abrahama 2015, od Mojżesza i od wyjścia narodu Izraelskiego z Egiptu 1510, od namaszczenia Dawida na króla 1032, w sześćdziesiątym piątym tygodniu według proroctwa Danielowego, w 194 Olimpiadzie, roku od założenia Rzymu 752, w czterdziestym drugim panowania Oktawiana Augusta, gdy cała ziemia zażywała stałego pokoju, w szóstym wieku świata, Bóg Przedwieczny i Syn Ojca Przedwiecznego, chcąc błogosławioném przyjściem Swojém uświęcić świat, zostawszy poczęty z Ducha Świętego, gdy upłynęło dziewięć miesięcy od Jego poczęcia, rodzi się w Betleemie, mieście Judzkiém z przenajświętszéj Maryi Panny.”

Nigdy świat cały nie zażywał większego jak podówczas pokoju. Cesarz August, korzystając z tego, chcąc dokładnie obliczyć ludność i potęgę swojego ogromnego państwa, nakazał w nim powszechny spis mieszkańców. W Syryi, Palestynie i Ziemi Żydowskiéj, przeznaczonym na to został Cyryniusz, który polecił aby wszyscy gromadzili się do miast z których ród ich wywodził swój początek, i tam stawali do spisu. W skutek tego, święty Józef udał się z Nazaretu miasteczka Galilejskiego, w którém stale przemieszkiwał, do miasta Dawidowego w Judei, nazwanego Betleem, gdyż pochodził z domu i rodu Dawidowego, aby tam stanąć do spisu z Maryą małżonką Swoją już wtedy brzemienną. Droga ta zabrała im cztery dni czasu; a że byli ubodzy i pieszo ją odbywali, utrudziła ich niemało, tém bardziéj że to było w porze zimowéj.

Przybywszy na miejsce, doznali także niemałego frasunku. Mieszkania wszystkie były przepełnione przez wielki napływ nagromadzonéj tam ludności, i znacznie z tego powodu podrożały, a przenajświętsza Panna i święty Józef nie byli w możności drogo za nie zapłacić. Po długim więc wyszukiwaniu jakiéj gospody, w któréj mógłby umieścić Maryą blizką już wtedy rozwiązania, Józef poprzestać musiał na ubogiej stajence, zrobionéj w jaskini będącéj za miastem, do któréj wszedłszy najświętsi ci małżonkowie, znaleźli wołu i osła tam umieszczonych, co było dziełem Opatrzności Boskiéj, aby spełniły się proroctwa Izajasza i Habakuka o przyjściu na świat Syna Bożego, pomiędzy temi zwierzętami.

Oto jak opowiada święty Bonawentura Doktor Seraficki, szczegóły przyjścia na świat Zbawiciela, według objawienia jakie miał pewien świątobliwy zakonnik za jego czasów żyjący: „Nadeszła była chwila rozwiązania Maryi: było to wśród nocy z niedzieli na poniedziałek. Wtedy, przenajświętsza Panna wstała, i oparła się o słup będący wśród szopki. Józef obok niéj siedział, zasmucony bardzo, że nic nie mógł przygotować z przedmiotów potrzebnych dla mającego się narodzić Dzieciątka. Powstawszy więc wziął siana ze żłobku, położył je u nóg Matki Bożéj i odwrócił się. Wtedy Syn Boga przedwiecznego wychodząc z łona przeczystéj Dziewicy, gdy Ona najmniejszych nie doznawała cierpień, w tejże chwili znalazł się na sianku przy nogach Swojéj Matki. Wnet téż Marya nachyliła się, uściskała Go serdecznie, przytuliła do piersi cudownie napełnionych pokarmem, i z natchnienia Ducha Świętego własném mlekiem omyła boskie Dzieciątko; a potém owinąwszy Je w zasłonę którą nosiła na głowie, złożyła w żłobku. Wtenczas, wół i osioł upadłszy na kolana, wyciągnęli głowy swoje nad żłobkiem, i chuchali nozdrzami, jakby wiedzieli że to biedne małe Niemowlątko tak ubogo przykryte, potrzebowało ogrzania wśród zimowéj nocy.

Następnie Marya uklękła, oddała cześć Bogu, i składając Mu dzięki rzekła: „Składam Ci dzięki Panie Ojcze przedwieczny, któryś mi dał Syna Twojego. Cześć Ci oddaję, Boże mój i Synu Boga żywego.” Józef podobnież cześć Mu oddał, i wziąwszy siodło, które było na ośle, wyjął z niego poduszeczkę wełnianą, położył ją przy żłobku, aby na niéj przenajświętsza Panna usiadła. I usiadła na niéj, a łokciem oparłszy się o siodło, Królowa niebieska długo patrzała w żłobek, oczy i serce mając wlepione w Syna Swego najdroższego. 1

Lecz gdy spodobało się Panu Bogu, aby w takiém ukryciu narodził się Syn Jego, nie chciał aby to długo pozostało tajemnicą dla błogosławionych duchów w Niebie będących. Aniołowie którzy byli już tam obecni, gdyż jak zawsze tak szczególnie pod tę porę otaczali przenajświętszą Maryą Pannę, oddali cześć Bogu swojemu, i niezwłocznie udali się do pasterzy znajdujących się na polu, i oznajmili im Narodzenie Boże i miejsce gdzie ono nastąpiło. Potém wrócili do Nieba i śpiewając hymny weselne, przynieśli tę radośną wiadomość wszystkim Duchom błogosławionym. Cały dwór niebieski w uniesieniu najradośniejszém, złożył zato dzięki Ojeu przedwiecznemu, i z kolei wszyscy Aniołowie w rzędach do jakich należą, zstępowali na ziemię i przedstawiali się Panu Jezusowi, oddając Mu cześć najgłębszą równie jak Jego Matce, i wychwalając w hymnach to niepojęte miłosierdzie Boże nad ludźmi. A że wtedy całe Niebo przyszło oddać cześć Panu Jezusowi nowonarodzonemu wątpić o tém nie można, bo jak słusznie powiada jeden z Ojców świętych, czyż można przypuścić aby którykolwiek z Aniołów po odebraniu wieści o tém, nie pośpieszył dla złożenia hołdu Najwyższemu Panu swojemu tak pokornie pojawiającemu się na ziemi? Żaden bezwątpienia nie odmówił sobie téj pociechy, i nie omieszkał spełnić téj powinności? Wyraźnie téż mówi Pismo Boże: „gdy wprowadził Pan Bóg pierworodnego na okrąg ziemi rzekł: niech mu się kłaniają wszyscy Aniołowie Bozi”. 2

Następnie przybyli i Pasterze. Gdy bowiem czuwali oni przy trzodzie swojéj wśród nocy na polu niebardzo od stajenki w któréj się narodził Pan Jezus odległéj, oto Anioł Pański stanął przed niemi, i w tejże chwili jasność niebieska ich otoczyła? Zrazu przelękli się bardzo, lecz Anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się, bo oznajmiam wam wesele wielkie, a które dla was i dla świata całego, przyniesie największe szczęście. Oto narodził się wam w Betleem, które wy nazywacie miastem Dawidowém, Zbawiciel Chrystus Pan, który ród ludzki odkupi, który jest Bogiem prawdziwym i który z miłości ku ludziom stał się człowiekiem. Znajdziecie Go tam uwinionego w pieluszki i w stajence ubogiéj położonego w żłobie. Tenci jest znak który wam daję po którym Go poznacie, i przekonacie się o prawdziwości tego co wam oznajmuję.” A zaledwie to wyrzekł, aż oto dały się słyszeć w górze głosy mnóstwa Aniołów, chwałę oddających Bogu i śpiewających: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobréj woli” 3, co jedno i drugie właśnie przyniosło Narodzenie Syna Bożego.

Gdy Aniołowie odeszli do Nieba od pasterzy, ci jeden drugiego zachęcali aby iść do Betleem, i własnemi oczami przypatrzyć się cudowi nad cudami, który im ci posłannicy niebiescy zwiastowali. Pośpieszyli więc do miasta, i przybywszy do świętéj stajenki, która wtedy w Niebo zamienioną była, weszli do niéj i znaleźli Maryą, Józefa i Dzieciątko położone w żłobie. Józef przyjął ich najuprzejmiéj, Marya wstawiła się za niemi do Jezusa, a w tejże chwili On napełniając ich łaską Sweją, obdarzył wiarą i przypuścił do tak wielkiego przywileju, że po Maryi i Józefie, stali się oni pierwszemi chrześcijanami, i jakby najpierwszemi Apostołami tylko eo narodzonego Syna Bożego. Jakoż, przy żłobku Jezusa upadli na kolana, oddali Mu cześć najgłębszą, a wyszedłszy ztamtąd, rozgłaszali pomiędzy ludźmi tę najwyższą tajemnicę Boga z miłości ku ludziom wcielonego. Wszyscy się temu dziwili, coraz więcéj ta wieść się szerzyła, a Marya wszystko to co się działo, jak i potém co się tylko Jéj najdroższego Jezusa tyczyło, brała do Swojego serca macierzyńskiego, które miłowało nowonarodzone Dzieciątko i jako Syna i jako Boga Swojego.

Święto Bożego Narodzenia było od samych początków Kościoła, poczytywane za największą uroczystość. Dowodem tego między innemi jest i to że w dawnych wiekach, cały adwent, to jest cały miesiąc poprzedzający Boże Narodzenie, poszczono, a nawet zaczynał się ten post od świętego Marcina to jest od dnia 11 Listopada. A także z powodu wyjątkowéj uroczystości dzisiejszego święta, nietylko zaraz po północy odprawia się Msza święta, co tylko w całym roku w ten jeden dzień ma miejsce, lecz oraz, każdy kapłan w tymże dniu, aż trzy razy przenajświętszą Ofiarę sprawować może.

Już od czasów Apostolskich, dzień 25 Grudnia był stale uważany za dzień rocznicy Narodzenia Bożego. Co do trzech Mszy w uroczystość dzisiejszą odprawianych, zwyczaj ten był upowszechniony w Kościele Bożym jeszcze za czasów Świętego Grzegorza Papieża około roku Pańskiego 600, gdyż on w kazaniu swojém na Boże Narodzenie, wyraźnie o tém wspomina. Rozmaite zaś Ojcowie święci upatrują tego znaczenie: niektórzy utrzymują że przez pierwszą Mszę północną, Kościoł obchodzi pamiątkę przyjścia na świat Syna Bożego; przez drugą nad rankiem odprawianą, pamiątkę przybycia Pasterzy do stajenki Betleemskiéj, a więc pamiątkę chwili w któréj Panu Jezusowi nowonarodzonemu, po Maryi i Józefie pierwsi ludzie cześć oddali; a przez trzecią, w porze zwykłéj uroczystéj sumy śpiewaną, wierni zgromadzeni swoje hołdy Zbawicielowi składają.

Inni znowu Ojcowie w trzech Mszach w uroczystości dzisiejszéj odprawianych, upatrują oddawanie czci troistemu rodzeniu się Pana Jezusa: to jest odwiecznemu na łonie Boga Ojca; narodzeniu się Jego w czasie w stajence Betleemskiéj, i nakoniec narodzeniu jego duchownemu przez łaskę uświęcającą, w duszy każdego wiernego.

Stajenka, szopka, czyli jaskinia, jako miejsce, w którém się Syn Boży narodził, była zawsze w największéj czci u chrześcijan. Zanim nawet w ich posiadanie się dostała, sami poganie mieli dla niéj szezególne poszanowanie, mówiąc że to jest miejsce gdzie Bóg chrześcijański raczył się narodzić. Gdy Kościoł wyszedł zpod prześladowania pogańskiego, nad błogosławioną stajenką wzniesiono wspaniały kościoł, pokryty srebrnemi blachami, ze ścianami z najkosztowniejszego marmuru, a wnętrze szopki co raz więcéj pokrywało się najbogatszemi wotami czyli ofiarami. W dawnych wiekach około niéj stanęło kilka obszernych klasztorów; przy niéjto także osiadł był święty Hieronim i tam życie zakończył.

Żłobek w którym spoczywał Zbawiciel świata, przeniesiony został do Rzymu, i dotąd przechowuje się z największą czcią, w kościele przenajświętszéj Maryi Panny większéj, który to kościoł, z tego powodu nazwany jest także kościołem przenajświętszéj Maryi Panny od Żłobku. Święte pieluszki któremi Dzieciątko Jezus owinięte było, zostały także pobożnie a najwierniéj przechowane. Dostały się one do Carogrodu, gdzie wybudowano umyślnie jeden z najpiękniejszych kościołów, w którym były złożone aż do czasów kiedy cesarz Boduin II-gi, zrobił z nich dar świętemu Ludwikowi królowi Francuzkiemu, który je umieścił w sławnéj przez niego wybudowanéj kaplicy przeznaczonéj na królewskie groby, a posiadającéj wiele najrzadszych Relikwii.

Pożytek duchowny

Z najserdeczniejszą na jaką zdobyć się możesz poboźnością, obchodź dzisiejszą uroczystość, w któréj święcimy pamiątkę spełnienia się dzieła największego, niepojętego miłosierdzia Bożego! Bóg tak umiłował człowieka, że pomimo iż człowiek po stworzeniu swojém odpłacił się Mu niewdzięcznością i zasłużył na potępienie, On jednak zstąpił z Nieba i przyjął na się ciało ludzkie, aby potém męką i śmiercią Swoją odzyskać nam łaskę utraconą. O! gdybyś to zawsze miał na pamięci i w sercu obecném nigdybyś Boga tak cię miłującego, nie obrażał.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! spraw miłościwie, pokornie błagamy, abyśmy nowém światłem wcielonego słowa Twojego odwiecznego oświeceni, tak żyli i postępowali, aby w czynach naszych jaśniało to, co przez wiarę rozum nasz oświeca. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1117–1120.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1011–1012

Nieograniczona i nieskończona miłość Boga do ludzi tłumaczy nam tę niepojętą tajemnicę, czemu Bóg Syn stał się człowiekiem i czemu się tak poniżył, iż przybrał postać słabiutkiego niemowlęcia, którego mieszkaniem była stajenka, kolebką żłóbek, posłaniem garść słomy, a ubiorem kilka lichych pieluszek. Dzieło zbawienia rozpoczyna Pan Jezus już od chwili przyjścia na świat, aby w nas wyniszczyć i wytępić trzy najgłówniejsze zarody złego, tj. chciwości, pożądliwości cielesnej i pychy.

  1. Chciwość czyli nieumiarkowana żądza bogactw jest pierwszym wrogiem chrześcijanina. Doczesne mienie, pieniądze i majątek powierzył nam Bóg tylko na to, abyśmy wspierali niedostatek cierpiących. Tym czasem u wielu jest gromadzenie bogactw jedynym celem życia. Chciwość i skąpstwo opanowały ich serca, pieniądz jest ich Bogiem, przed którym biją pokłony, któremu składają w ofierze honor, spokój, a nawet duszę. Jakże zawstydza tę chciwość i nienasyconą żądzę bogactw Dzieciątko Jezus leżące w ubogim żłobie! Syn Boży chciał się narodzić w jak najdotkliwszym ubóstwie, aby potępić ziemskie przepychy i zbytki. Dzieciątko Jezus pociągnie nas kiedyś do odpowiedzialności, jeśli odmówimy nędzarzowi wsparcia lub jałmużny. Jeśli zaś jesteśmy biedni, nie szemrajmy, lecz pomnijmy na to, że bogactwa są dla wielu zachętą do złego i pokusą mogącą przy prawić ich o utratę zbawienia.
  2. Drugim wrogiem chrześcijanina są pożądliwości ciała, czyli nieposkromiona i niepohamowana skłonność czynienia zadość żądzom cielesnym.

    Puszczanie cugli tej ohydnej namiętności jest wielkim grzechem, gdyż zacieramy w sobie samochcąc obraz i podobieństwo Boga i zniżamy się do rzędu nierozumnych zwierząt. Pan Jezus zaraz od pierwszej chwili pojawienia się na tym świecie wystawiony jest na cierpienia. Któż może patrzeć na ubóstwo i niedostatek Dzieciątka Jezus i prowadzić życie zniewieściałe? Trudno się zaiste dostać do Nieba inaczej, jak na drodze pokuty, umartwienia i zrzeczenia się zbytecznych wygód. Droga, jaką szedł Pan Jezus, nie była usłana różami, lecz głogiem i cierniem, natomiast świat idzie drogą uciech i rozkoszy, — któż tedy ma słuszność za sobą, Chrystus czy świat? Czyż Chrystus, który jest prawdą wiekuistą, może się mylić? Sama myśl o tym byłaby bluźnierstwem. Nie dostanie się więc do Nieba ten, kto żyje w zbytkach, zniewieściałości, rozpuście i zmysłowych rozkoszach. Trzymajmy przeto na wodzy żądze nasze, przytłumiajmy złe skłonności i nie bądźmy niewolnikami ciała.

  3. Trzecim wrogiem naszym jest pycha, główne źródło naszych grzechów i najniebezpieczniejsza choroba naszej duszy. Pycha kryje się nie tylko pod płaszczem książęcym, ale i pod żebraczymi łachmanami; znajdziesz ją nie tylko w pałacu, ale i w chacie, nie tylko pod rewerendą, ale i pod mniszym habitem.

    Pycha jest początkiem obłudy, samochwalstwa, pogardy bliźniego, gniewu i zemsty. Dla wykorzenienia tego grzechu przywdziewa Pan świata szatę pokory i skromności i dobrowolnie się poniża, zamieszkując w stajni, a biedni i wzgardzeni pastuszkowie przychodzą Mu oddać hołd Boski. Pan Jezus przyjmuje honory od trzech prostaczków, aby upokorzyć naszą pychę, albowiem Zbawiciel tylko pokornym przyobiecał Królestwo niebieskie.

    Syn Boży wzgardził przepychem i zaszczytami ziemskimi. Uczmy się od Niego pokory, bez której nigdy nie wejdziemy do Królestwa niebieskiego. Rzućmy się do nóg Dzieciątka Jezus i mówmy: „Przyjdź, Jezu! Usuń wszystkie zgorszenia z Królestwa Twego, którym jest dusza moja, i panuj w niej samowładnie. Chciwość, pycha, zazdrość i wiele innych namiętności opanowały duszę moją, a każda chce sobie jej część przywłaszczyć. Daj mi tę łaskę, ażebym im stawił opór, gdyż do Ciebie tylko pragnę należeć. Rozprosz mych nieprzyjaciół i sam jeden panuj we mnie, bo Ty jesteś mym Królem i Bogiem”.

    W dniu Narodzenia Pańskiego odprawia każdy kapłan trzy Msze święte na pamiątkę troistego Narodzenia Syna Bożego, tj. wiekuistego na rodzenia z łona Ojca, narodzenia z żywota Najśw. Dziewicy i narodzenia w naszym sercu przez wiarę i miłość. Pierwsza Msza święta — o północy — oznacza Narodzenie Pana Jezusa co do ciała, druga — o brzasku dziennym — Narodzenie Chrystusa w sercach sprawiedliwych, trzecią — o jasnym dniu — odprawia się na pamiątkę Jego Narodzenia w łonie Ojca przedwiecznego.

    Kto może, niech pozostanie w kościele na wszystkich trzech Mszach świętych, niech wielbi razem z aniołami Syna Bożego w łonie Ojca, z pasterzami Dzieciątko w żłobie, i niech przysposobi żalem za grzechy swoje serce na mieszkanie i przybytek nowonarodzonego Chrystusa.

Footnotes:

1

S. Bon. Medit. de vita J. C. § VII.

2

Żyd. I. 6

3

Łuk. II. 14.

Tags: Boże Narodzenie „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna anioł św Hieronim chciwość pożądliwość pycha pokuta
2020-12-24

Adama i Ewy, pierwszych rodziców naszych

Żyli na początku świata.

(Żywot ich wyjęty jest z ksiąg Pisma Bożego.)

Pan Bóg, który Sam w Sobie jako najwyższa i przedwieczna Istota posiada największe szczęście i dla Siebie nikogo nie potrzebuje, jedynie z dobroci Swojéj postanowił stworzyć Aniołów i ludzi, aby były i inne istoty, któreby szczęściem podobném do Swojego obdarzył. Gdy tedy nadszedł czas, w którym Stwórca miał ten dobrotliwy Swój wyrok spełnić, najprzód stworzył ziemię i na niéj wszystkie twory, a potém rzekł Bóg Ojciec do Boga Syna i Ducha Świętego: „Uczyńmy człowieka na wyobrażenie i podobieństwo nasze” 1, i dajmy mu panowanie nad całym światem. Wtedy, wziął Pan Bóg mułu z ziemi, i ukształtowawszy z niego ciało ludzkie, „natchnął w oblicze jego ducha żywota, to jest dał mu duszę nieśmiertelną, i stał się człowiek pierwszy”, którego nazwał Adamem. Potém aby mu dać towarzyszkę „dopuścił Pan Bóg” 2 sen na Adama, (który, jak piszą Ojcowie święci, był rodzajem zachwycenia w jakie wpadł on rozpływając się w uczuciach miłości Boga i Jego dobroci dla niego) i wyjąwszy z boku jego jedno żebro, z niego stworzył pierwszą niewiastę, któréj Adam dał imię Ewa.

Stwórca obdarzył tę pierwszą parę ludzką wielkiemi przywilejami: stworzeni bowiem byli wstanie łaski i niewinności co do duszy, w stanie niecierpiętliwości co do ciała, i podległym mieli sobie świat cały. Z przywileju łaski i niewinności to wypływało, że byli oni mili Bogu, a niewinność ich była taką że nietylko byli Świętymi, lecz oraz żadnéj skłonności do złego nie czuli i nic ich nie kosztowało stawać się coraz doskonalszymi. Rozum ich panował nad wolą bez żadnéj walki, a zmysły ulegały woli, bez żadnego oporu. Z przywileju zaś niecierpiętliwości co do ciała, wynikało to: że żadnych zgoła nie mogli doznawać cierpień, żadnéj nie potrzebowali ponosić pracy, żadnéj nie podlegali chorobie, ani nawet śmierci. Po bardzo i bardzo długim i najszczęśliwszém jakie tylko być może na ziemi życiu, mieli być przeniesieni do Nieba, aby tam patrząc już ciągle na Boga, jeszcze większego i już na wieki, na łonie Samego Stwórcy, zażywać szczęścia, miłując Go i od Niego będąc miłowanymi.

Dwoje tych pierwszych ludzi, umieścił Pan Bóg w najpiękniejszéj części ziemi zwanéj Rajem ziemskim, w któréj nagromadzone były największe powaby natury dla uciechy człowieka, i panował tam stale najmilszy stan powietrza, żadnym zmianom niepodlegający. Że zaś pierwsi nasi rodzice, stworzeni byli na obraz i podobieństwo Samego Boga, co właśnie ich wyższość nad wszystkiemi innemi tworami ziemskiemi stanowiło, więc obdarzył ich Stwórca wolną wolą, aby nic nie czynili inaczéj jak z własnego wyboru, a nie tak jak zwierzęta, które czynią to tylko do czego ich popęd przyrodzony zmusza. Lecz, aby téż i oni pamiętali sami o tém iż wszystko to Bogu zawdzięczają, oprócz prawa na ich sercu wyrytego, które im nakazywało czcić i miłować Boga i kochać bliźniego, Stwórca dał im także przykazanie, żeby mając do użytku wszystkie płody ziemskie, z jednego tylko drzewa nie pożywali owocu, a to na to, aby tym sposobem Boga uznawali zawsze najwyższym władcą i Panem wszystkiego. Zapowiedział im tedy Pan Bóg, a w osobie ich całemu rodzajowi ludzkiemu z nich wyjść mającemu, że jeżeli zachowają w tém wolę Stwórcy swojego, wszystkie te przywileje któremi ich obdarzył zleje On i na potomstwo ich na zawsze, a potém weźmie i ich samych i wszystkich ludzi do Nieba, aby zapełnić duszami ludzkiemi te miejsca, które źli Aniołowie przez grzech swój utracili, — jeśli zaś przestąpią to przykazanie Boże, wtedy i sami i potomstwo ich ulegną śmierci, postradają łaskę Bożą i zostaną potępieni na wieki.

Czy długo Adam i Ewa, w Raju zostając, spełniali to przykazanie Boże, o tém ani Pismo święte, ani żadne podanie nie wspomina. To tylko wiemy, że po pewnym czasie, Lucyper, wódz złych duchów, to jest odpadłych Aniołów, zazdroszcząc szczęścia jakiego pierwsi nasi rodzice zażywali, postanowił przywieść ich do przeniewierzenia się Bogu. Pan Bóg zaś dopuścił to, aby posłuszeństwo Adama i Ewy zostało wyprobowane, i żeby oni, pomimo pokusy szatańskiéj, pozostając wiernemi Bogu, tém większą nagrodę w chwale wiekuistéj odebrali. Przybrawszy tedy zły duch postać węża, i wdawszy się w rozmowę z Ewą, spytał ją: „dla czego wam Bóg zabronił pożywać owocu z tego drzewa.” Ewa, zamiast przerwania téj rozmowy, w któréj powinna już była dopatrzyć zdradę, odrzekła mu: „Wolno nam ze wszystkich owoców używać, ale tego jednego Pan Bóg nam zakazał, i za przestąpienie tego zakazu śmiercią zagroził.” Szatan, widząc iż się z nim w rozmowę Ewa zadaje, odważył się i co więcéj jéj powiedzieć, i Samemu Bogu fałsz zadać. „Śmierci za to nie będzie, rzekł do niéj, Pan Bóg tylko przez zazdrość, zabronił wam tego owocu: bo skoro go skosztujecie, staniecie się jak Bogowie: otworzą się oczy wasze, i poznacie złe i dobre.” Nieszczęśliwa Ewa uwierzyła szatanowi, a ulegając podnietom pychy obudzającéj w niéj pragnienie zostania bóstwem, a razem i zmysłowości, żeby skosztować owocu który nadzwyczaj pięknie wyglądał, ściągnęła po niego rękę i skosztowała takowego. Co większa: skłoniła do tego i męża, i tak oboje przestąpili przykazanie Stwórcy i Boga swojego najwyższego ich dobroczyńcy.

W tejże chwili dotknęła ich zapowiedziana przez Boga kara: umarli na duszy, gdyż stracili łaskę Bożą która jest jakby duszą duszy naszéj, bo jak ciało bez duszy jest martwém, tak i dusza bez łaski i miłości Boga umarłą jest. Także i ciało ich stało się odtąd takiém że miało podlegać śmierci, a więc zaczęli doznawać różnych cierpień, chorób, głodu, pragnienia i innych dolegliwości. Nie dość na tém: rozum ich i wola, skażonemi zostały. Rozum już niełatwo poznawał co prawdziwie dobre a złe, a wola skłonniejszą do złego niż do dobrego się stała. Zmysły woli i rozumowi posłuszeństwo wypowiedziały, i ciągnęły ich ku zwierzęcym chuciom i wszelkim sprośnościom. Cały świat stworzony przestał im także być podległym, jak to było wprzódy. Nakoniec, stali się niewolnikami szatana którego usłuchali, a przez podobnąż jemu pychę zgrzeszywszy, zostali i uczestnikami wiecznego jego potępienia.

Przyszedłszy do tak opłakanego stanu, Adam i Ewa zasmuceni i skruszeni, okryci wstydem i obawiając się Boga przed którego obliczem wprzódy poufale chodzili jak dzieci przed Ojcem, pojmując już winę swoję, kryli się pomiędzy drzewami w Raju i gorzko płakali. Wtedy, objawił się im Pan Bóg, i zawołał na Adama: gdy zaś on przestraszony, stanąć przed Bogiem nie śmiał, zawołał go Pan Bóg powtórnie, a on tłómacząc się dla czego na pierwsze wezwanie nie okazał się, rzekł cały struchlały: „Zląkłem się głosu Twojego Panie, i skryłem, się dla tego żem oto nagi.” — „A któż cię obnażył, rzekł na to Pan Bóg, czy nie grzech twój? poznałeś więc teraz czém jesteś sam z siebie, gdyś dobrowolnie łaskę Moję utracił, ośmieliwszy się zjeść owoc zakazany.” Lecz Adam chcąc się jeszcze uniewinniać: „Niewiasta, powiedział, którąś mi dał za towarzyszkę, podała mi owoc i zjadłem go.” Więc rzekł znowu Pan Bóg do Ewy: „Dla czegoś to uczyniła?” która odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam.”

Przyznali się więe jednak, i prawdę powiedzieli. Pan Bóg téż, w nieprzebraném miłosierdziu Swojém, postanowił ukarać ich, bo tego koniecznie sprawiedliwość Jego się domagała, lecz oraz obmyślił i środek, aby jeśli za grzech swój pokutować będą, napowrót do łaski Jego powrócić mogli: to jest postanowił zesłać na ziemię Syna Swojego, w wyznaczonym na to przez Jego wyroki czasie, który stawszy się podobnymże im człowiekiem i przyjmując na Siebie zadośćuczynienie za winy ludzkie, pojedna ludzi z Bogiem, i Raj im niebieski nanowo otworzy.

Najprzód tedy, Pan Bóg za wielką złość Szatana przeklął go, mówiąc: „Przeklęty jesteś między zwierzętami: po ziemi czołgać się będziesz, a z tą niewiastą którąś zdradził i z jéj potomstwem walczyć będziesz.” A potém zapowiadając przyjście Zbawiciela, mówiąc do szatana przydał: „Ale przyjdzie Niewiasta, która zetrze głowę twoję (a tą miała być Marya), i wyda na świat Syna, który wszelką moc twoję skruszy.” Do niewiasty znowu rzekł Pan Bóg, wyznaczając jéj i wszystkim następującym po niéj niewiastom pokutę. „Odtąd rozmaitéj nędzy podlegniesz: z ciężką boleścią rodzić będziesz dzieci, i poddaną zostaniesz władzy męża twojego, któregoś do grzechu przywiodła.” Adamowi zaś powiedział: „Ponieważ usłuchałeś żony twojéj przywodzącéj cię przeciwko mnie do nieposłuszeństwa, i zjadłeś z drzewa zakazanego, odtąd nie będziesz pożywał żadnych płodów ziemskich inaczéj jak w pocie czoła twojego około niéj pracując, a po pewnym czasie, ulegniesz śmierci i powrócisz do téj ziemi, z któréj mułu cię stworzyłem: abyś wiedział żeś z prochu powstał, i w proch się obrócisz.” Ponieważ zaś to miejsce, gdzie umieszczeni byli pierwsi nasi rodzice, było najpiękniejszém ze wszystkich miejsc na ziemi, więc wygnał ich Bóg ztamtąd niezwłocznie, i Raj ziemski zamknął na zawsze przed ludźmi, obsadzając nawet przy bramie do niego wiodącéj Anioła z płomienistym mieczem, aby nikt tam dostać się nie mógł.

Tak tedy wygnani z Raju Adam i Ewa, osiedli niedaleko niego, a pozbawieni nietylko tego szczęśliwego i roskosznego miejsca, lecz ogołoceni z tych wszystkich przywilejów jakiemi ich Pan Bóg, w nieprzebranéj dobroci Swojéj, tak hojnie przy stworzeniu obdarzył, wiedli już odtąd życie wśród ciężkich trudów, prac, różnych nędz, cierpień i frasunków jakim wszyscy ludzie po dziś dzień, w skutek ich właśnie grzechu, nazwanego pierworodnym podlegają. Wszakże sobie samym winę tego przypisując, pomni na wielkie dobrodziejstwa jakie od Boga odebrali, a szczególnie przejęci dla Niego najżywszą wdzięcznością, że pomimo ich złości i niewdzięczności, przyrzekł im zesłać Syna Własnego aby im utracone prawo do Nieba wysłużył, nie tyle już z konieczności, ile z gorącéj miłości Boga, chętnie tę ciężką, na jaką zasłużyli, pokutę znosili. Oddawali cześć Bogu modląc się do Niego, składając Mu różne ofiary, prosząc Go o przebaczenie ich winy przez zasługi zapowiedzianego Zbawiciela, i błagali aby Go co prędzéj na ziemię zesłać raczył.

Po niejakim czasie, doczekali się i potomstwa. Pierwszym ich synem był Abel, drugim Kain, trzecim Set. Mieli téż późniéj i wielu innych synów i córek, których imion Pismo święte nie podaje, a z których z czasem całe się pokolenie ludzkie rozmnożyło. Żyli bardzo długo, bo w początkach rodzaju ludzkiego, ciało człowieka było silniejszéj budowy niż dzisiaj, ziemia przed potopem powszechnym, który późniéj nastąpił, zdrowsze wydawała płody, a powietrze było czystsze i bardziéj ożywcze. Adam téż umarł mając lat dziewięćset trzydzieści, a i Ewa mało co krócéj od niego żyła. Oboje zaś odeszli z téj ziemi pełni zasług z uczynionéj za upadek swój pokuty, którą Pan Bóg w miłosierdziu Swojém, przez wzgląd na zasługi Syna Swego mające nastąpić, przyjął łaskawie, a dziś już w Niebie im je nagradza, gdzie się dostali a nawet z ciałem i duszą, wskrzeszeni zostawszy w chwili skonania Pana Jszusa na krzyżu.

Jest podanie, oparte na wielu dowodach, że pomarli na téj części świata, którą późmiéj Ziemią świętą, albo Palestyną zwano, i że grób Adama był na górze Golgota, w témże miejscu gdzie Pan Jezus na krzyżu za nas umęczony otworzył nam Raj niebieski grzechem pierwszych rodziców zamknięty i wysłużył nam łaski jeszcze obfitsze niż te, które oni postradali: bo mówi Pismo Boże: „Gdzie obfitował grzech, jeszcze obfitazą stała się łaska” 3.

Pożytek duchowny

Żywot pierwszych naszych rodziców nauczający nas zasadniczego dogmatu wiary katolickiéj o skażenia natury ludzkiéj w skutek grzechu pierworodnego, niech rozżywi w umyśle twoim pamięć téj prawdy, że człowiek jakim jest dziś, skłonniejszym jest do złego niż do dobrego. Nie dowierzaj więc sobie w niczém i proś Pana Boga o niezbędne łaski niebieskie, które jedne mogą cię uchronić i od ślepoty na umyśle i od dopuszczenia się złego.

Modlitwa

Boże Stwórco i Odkupicielu! wejrzyj miłościwie na nędzę naszę upadkiem pierwszych rodziców spowodowaną, a łaską Twoją wspierając nas zawsze, zbaw tych, których z miłości i stworzyć i krwią własną odkupić raczyłeś. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1113–1116.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1007

Adam i Ewa zgładzili pokutą swą winę, ale grzech ich i skutki jego przeszły na całą ludzkość. Każdy człowiek przychodzący na świat dźwiga na sobie brzemię grzechu Adamowego. Pismo święte wypowiada to wyraźnymi słowami: „Któż jest wolny od skazy? Nikt, nawet dziecię, liczące dopiero dzień życia” (Job. 14, 4). Prorok królewski Dawid mówi w psalmie przepełnionym żalem: „Narodziłem się w nieprawości i w grzechach poczęła mnie matka moja” (Ps. 50). Św. Paweł apostoł (Rzym 5, 12. 18. 19) pisze: „Jak przez jednego człowieka grzech wszedł na ten świat, a przez grzech śmierć, i tak śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy (w Adamie) zgrzeszyli… jak przez grzech jednego spadło potępienie na wszystkich ludzi, tak skutkiem sprawiedliwości jednego (tj. Chrystusa) spłynie na wszystkich usprawiedliwienie. Jak bowiem przez nieposłuszeństwo jednego człowieka stało się grzesznymi wielu, tak wskutek posłuszeństwa jednego wielu stanie się sprawiedliwymi”.

Słowa Pisma świętego, że wszyscy ludzie zgrzeszyli w Adamie i stali się spadkobiercami jego grzechu a wskutek tego i kary śmierci, stwierdzają podania najdawniejszych narodów, a oprócz tego i nasze własne doświadczenie. Skądże bowiem pochodzi ta dziwna mieszanina dobrych i złych skłonności, prawdy i błędu, cnót i zdrożności, jaką w sobie widzimy od lat dziecinnych? Skąd ta ustawiczna walka pomiędzy złym a dobrym? Wszakże Bóg wszystko stworzył jak najlepiej, a więc i człowieka uczynił dobrym! Grzech zepsuł człowieka i strącił go z wysokości, ale sprawiedliwy i miłosierny Bóg ulitował się nad podupadłym rodzajem ludzkim. Zesłał Zbawiciela, jednorodzonego Syna swego, którego przyjście zapowiedział już pierwszym rodzicom naszym. Ten Zbawiciel, Jezus Chrystus, stał się człowiekiem i odpokutował swą męczeńską śmiercią na krzyżu grzechy nasze, zwyciężył śmierć, uchylił wyrok potępiający. Wszyscy, którzy w Starym Zakonie uwierzyli w obiecanego Zbawiciela i przestrzegali przykazań Boskich, pozyskali zbawienie; wszyscy, którzy po przyjściu Zbawiciela uwierzyli w Niego, przyjęli chrzest święty, zachowywali przykazania i korzystali z sakramentów świętych, ocaleli i dostąpili szczęścia wiekuistego. Pan nasz i Zbawiciel jest oswobodzicielem naszym. Cieszmy się więc, chrześcijanie, w dniu dzisiejszym jako w przededniu Narodzenia Pańskiego i dziękujmy Bogu za Jego niezmierną i niewysłowioną łaskę i dobroć, że nam raczył zesłać Syna swego, aby nas zbawił i odkupił.

Footnotes:

1

Genes I. 26.

2

Tamże II 7. 21.

3

Rzym. V. 20.

Tags: św Adam i Ewa „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna grzech pierworodny śmierć Maryja
2020-12-23

Św. Wiktorii i św. Anatolii, Dziewic i Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Adelma Biskupa Anglo-Saksońskiego, wkrótce po nich żyjącego.)

Święta Wiktorya, któréj imię w łacińskim języku znaczy Zwycięstwo, i która słusznie je nosiła, gdyż poniosłszy śmierć za wiarę odniosła świetny nad nieprzyjaciołmi Chrystusa tryumf, była rodem z Tiwoli, jednego z najdawniejszych miast Włoskich blizko Rzymu położonego. Przyszła na świat w początkach trzeciego wieku, z rodziców znamienitych rodem i dostatkami, ale jeszcze bardziéj cnotami chrześcijańskiemi. Wychowali téż i córkę jak najpobożniéj, nieszczędząc niczego aby ją stosownie do jéj zamożnego i wysokiego stanu jak najstaranniéj wykształcić. Wiktorya téż stała się najznakomitszą dziewicą w świetném gronie pań rzymskich do których należała, a między któremi obok tego jaśniała najpowabniejszą urodą, i z tego sławną była w całym nawet kraju.

Wielką była pociechą dla rodziców którzy więcéj dzieci nie mieli, a gdy do lat doszła, umyślili wydać ją za mąż. Wnet przedstawiło się kilku najznakomitszych młodych panów Rzymskich, i z tych wybrali oni Eugeniusza, wielkiéj zacności młodzieńca, bogatego, świetnego rodu, ale poganina. Wiktorya z razu bardzo się zdziwiła, że rodzice przeznaczają jéj na małżonka człowieka w bałwochwalstwie wychowanego i żyjącego; lecz ci przekonani byli że go ona łatwo nawróci, i będzie z nim najszczęśliwszą. Wiktorya uległa woli rodziców tém bardziéj, że Eugeni bardzo się jéj podobał, i sama cieszyła się nadzieją że jego duszę pozyska Chrystusowi.

Żyła ona w ścisłéj przyjaźni z pewną dziewicą imieniem Anatolią, podobnież jak Wiktorya ze świetnego rodu, a w nadobnéj powierzchowności mało jéj co ustępującą. Była przytém bardzo pobożną i zrobiła ślub czystości dozgonnej.

Zdarzyło się że pod tęż porę gdy Wiktorya już zaręczoną była z Eugeniuszem, młody pan Rzymski nazwiskiem Tytus-Aureliusz, także poganin, starał się o jéj rękę, namiętne powziąwszy do niéj przywiązanie. Rodzice jéj bardzo byli zatém, lecz Anatolia, pomna na ślub uczyniony, ani słyszeć o zamęściu nie chciała.

Odmowa jéj jeszcze silniejszą w młodzieńcu tym rozbudziła namiętność, pod któréj wpływem używał on różnych środków aby swoich zamiarów dopiąć: a gdy wszystkie okazały się daremnemi, udał się do Wiktoryi. Wniósł że nikt skuteczniéj nie potrafi skłonić Anatolii aby wyszła za niego, jak ta jéj od serca przyjaciółka, która sama mając zawrzeć śluby małżeńskie także z poganinem, będzie niejako osobistą upatrywać w tém korzyść, aby i towarzyszkę swoję do tegoż samego przywieść. Udał się więc do niéj Tytus-Aureliusz, usilnie progząc aby mu tę wielką usługę wyrządzić raczyła, upewniając że idzie tu jak o jego własne szczęście tak i Anatolii, dla któréj chce być najlepszym mężem. Wiktorya, podjęła się tego najchętniéj, i nawet upewniła Tytusa, że przyjaciółkę swoję skłoni do zawarcia z nim ślubów małżeńskich.

Poszła więc do niéj i po serdecznym przywitaniu, wręcz przystąpiła do rzeczy mówiąc: „Wiesz o tém moja droga, że równie jak ty, mam szczęście być chrześcijanką, że więc niezdolną jestem dawać ci rady, któreby były przeciwne dobru twojéj duszy. Dowiedziałam się, że opierasz się woli rodziców, którzy chcą wydać cię za Tytusa-Aureliusza. Dla czegoż byś nie miała ich usłuchać, tak jak ja względem moich uczyniłam, przyrzekając rękę Eugeniuszowi. Powinnaś być przekonaną, że sam Pan Bóg objawia ci w téj mierze swoję wolę, przez rozkaz tych którzy nam Jego miejsce na ziemi zastępują. Niedobrze więc czynisz, sprzeciwiając się w tém i ojcu i matce. Pan Bóg przecież nie potępia małżeństwa: i ty i ja możemy się w tym stanie uświątobliwić, i nawet sądzę, że Pan Bóg powołuje nas do tego związku, na większą chwałę Swoję. Wprawdzie Eugeniusz i Tytus-Aureliusz są poganami, lecz czyż nie dla tego to właśnie przeznaczyła ich nam Opatrzność Boska na małżonków, abyśmy ich przywiodły do prawdziwéj wiary. Obaj szlachetnego są usposobienia i tyle mają rozumu, że żadnéj trudności mieć nie będziemy w przekonaniu ich o wyższości naszéj religii nad pogańską. Sama miarkuj, jak wielkiéj doznamy pociechy, gdy tak piękne dusze pozyskamy Bogu naszemu! Co do mnie, wierz mi, iż dla tego głównie zgodziłam się na poślubienie Eugeniusza, iż mam nadzieję że uczynię z niego doskonałego chrześcijanina. Zrób i ty podobnąż intencyą wychodząc za Tytusa, i skorzystajmy z przywiązania jakie ku nam powzięli, aby wyrwać szatanowi te dwie tak zacne i znakomite dusze.”

Anatolia wysłuchała spokojnie téj całéj przemowy swojéj przyjaciółki, a gdy ta skończyła, tak znowu do niéj odezwała się: „Moja droga Wiktoryo, bądź pewną że i ty i ja możemy nierównie świetniejsze uczynić związki, niż te którebyśmy zawarły z tymi dwoma młodymi panami Rzymskimi. Przyznaję wraz z tobą, że stan małżeński jest świętym stanem, i nie przyganiam wcale tym, którzy czując się do niego powołanymi, wstępują w takowy. Lecz zgodzisz się przecież ze mną, że jest inny stan, wyższy od tego, i że doskonalszym jest stan świętego dziewictwa. Te to dusze, które w téj cnocie, za łaską Bożą trwają, stanowią w Niebie nieodstępny orszak Baranka Bożego, za którym, jak nas uczy tego Pismo Boże, ślad w ślad postępują, jako Jego wybrane oblubienice. Pan Bóg, nie potępia małżeństwa to prawda, lecz jakże nierównie więcéj wychwala dziewietwo! Eugeniusz chce pojąć cię za małżonkę, lecz wierzaj mi, bo ja cię znam dobrze, Pan Jezus gorąco pragnie, abyś się stała Jego Oblubienicą: wybieraj więc i zastanów się, komu masz dać pierwszeństwo. Co do mnie, nie waham się wcale: nikt inny prócz Jezusa, nie będzie moim Oblubieńcem. Lecz ponieważ mówimy otwarcie, a nigdy nic przed tobą nie mam skrytego, więc ci się i teraz ze wszystkiego zwierzę. — Gdym się dowiedziała, że Tytus-Aureliusz prosił rodziców o moję rękę, bardzo nierada temu, pobiegłam do mojéj kapliczki, i tam długo się modliłam. Pan Bóg natchnął mnie, abym Mu zrobiła ślub dozgonnéj czystości, i przysięgłam nie mieć innego prócz Jezusa oblubieńca. Tegoż dnia, aby za tę łaskę podziękować Panu Bogu, spieniężyłam wszystkie moje kosztowności i klejnoty, i rozdałam je ubogim. Nocy następnéj miałam widzenie. Stanął przede mną przecudnéj postaci młodzieniec, światłością niebieską jaśniejący. Na głowie miał złotą koroną, a odziany był w szatę purpurową litą kosztownemi kamieniami, i po chwili rzekł do mnie: „O gdyby ludzie znali wartość i piękność dziewictwa, gdyby pojąć mogli, jakie ta cnota niebieska zjednywa nagrody, każdy oddałby wszystko co posiada, aby nabyć tę najdroższą perłę, a wszystko za nią poświęciwszy, widziałby że jeszcze prawie za nic ją otrzymał.” Wzruszona tém widzeniem i temi słowami, padłam na kolana, i prosiłam ze łzami Pana Jezusa, aby jeśli to On stoi przede mną, raczył mnie i daléj uczyć. Wtedy tak znowu do mnie przemówił: „Dziewietwo jest jakby królewską purpura, wynoszącą nad drugich tych którzy są w nią przyodziani, i która ich umieszcza obok tronu Baranka w Niebie. Dziewictwo, jest najkosztowniejszym klejnotem, ceny niemającym: jestto skarb nad skarbami, którym Pan Bóg obdarza największych Swoich ulubieńców: dlatego zły duch, odwieczny złodziéj, dokłada wszelkich starań, aby wydrzeć ten skarb temu kto go posiada. Pan Bóg, uprzywilejował cię w sposób szczególny, obdarzając cię tą cnotą; dochowaj więc jéj jak najstaranniéj. — Jestto kwiat najmilszy oczom Boskim, lecz za lada silniejszym powiewem wiatru zwiędnąć mogący, pilnie więc go strzeż od wszelkiéj szkody, tém bardziéj że go w wysokim posiadasz stopniu.”

Wiktorya słuchała tego z pilną uwagą, i widać było że słowa te coraz więcéj do jéj serca trafiały, a w téjże chwili i szczególna łaska Boska wstęp tam sobie otworzyła. Rzuciła się na szyję swojéj przyjaciołki, dziękując jéj w najżywszych wyrazach, że jak powiadała otworzyła jéj oczy, i rzekła: „Nie ty jedna, droga Anatolio, będziesz uczestniczką nagród téj świętój cnoty, któréj cenę tak doskonaleś mi wyświeciła. Nie wątpię, że Pan Jezus chce abym i ja była Jego oblubienicą: stanowię téż sobie być nią na zawsze, i nic mnie nie potrafi pozbawić skarbu dziewictwa. Poznaję teraz dobrze, że łudząc się nadzieją nawrócenia Eugeniusza, ulegałam szatańskiéj pokusie, jakiéj, wiemy to przecież, wiele innych kobiet ulegając wychodzi za pogan, a i ich nie nawracają i własną duszę narażają na zgubę, albo i gubią na wieki. Droga przyjaciółko, niech więc to ściśléj jeszcze serca nasze połączy, i módlmy się nawzajem jedna za drugą, abyśmy się nie przeniewierzyły Boskiemu Oblubieńcowi naszemu, choćby nam za to przyszło życie położyć.” Jakoż, po téj rozmowie Wikiorya wróciwszy do domu, postanowiła jak najwierniéj naśladować Anatolią. Tegoż dnia sprzedała wszystkie swoje bogate stroje, perły, kosztowne pierścienie i zausznice, i inne tego rodzaju ozdoby, i pieniądze za to otrzymane rozdała ubogim.

Postępek takowy tych obydwóch świętych dziewic, doszedł wkrótce do wiadomości Eugeniusza i Aurelego ich narzeczonych. Widząc oni w tém coś niezwykłego, podwoili usilności, aby ich śluby małżeńskie z Wiktoryą i Anatolią przyśpieszone zostały. Gdy zaś one okazały się stanowczo najprzeciwniejsze temu, młodzi ci panowie, udali się do cesarza. Z razu nie odważyli się oskarżyć je jako chrześcijanki, tylko uzyskali u Decyusza wówczas panującego, upoważnienie aby mogli uwieść obie dziewice każdy do swego wiejskiego pałacu, i tam użyć wszelkich możliwych środków, najprzód łagodnych, a potém najsurowszych, aby je koniecznie zmusić do zamęścia.

Anatolia zawieziona została do dóbr Aurelego, w Marchii Ankonitańskiéj. Tam długie ponosiła męczeństwo, wsławiła się wielu cudami, po których wielka liczba pogan się nawracała, i nakoniec oskarżona została przed cesarzem jako chrześcijanka. Ten dał rozkaz wielkorządcy Faustynowi, aby ją zmusił do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczyniła żeby ją śmiercią ukarał. Święta wytrwała w męczeństwie do końca i poniosła śmierć za Chrystusa, przeszyta mieczem dnia 9 Czerwca roku Pańskiego 258, w którym to dniu Kościoł pamiątkę jéj obchodzi. Wkrótce zaś późniéj i święta Wiktorya tegoż samego dostąpiła szczęścia: zamknięta w wiejskim zamku Eugeniego w okolicach Rzymu, doznała tam cierpień i mąk najrozmaitszych. Nic jednak stałości jéj zachwiać nie mogło. Gdy w początkach jéj w tém miejscu pobytu, pozwolono jéj było przyjmować dziewice przychodzące ją odwiedzać z okolicy, wiele z nich nie tylko nawróciła do wiary chrześcijańskiéj, lecz i znaczną liczbę skłoniła do poświęcenia dziewictwa swego Panu Jezusowi. Piszą, że takich było przeszło sześćdziesiąt, których większa część, do korony dziewictwa, palmę męczeństwa przyłączyła.

Po pewnym czasie, Eugeniusz przekonawszy się, iż żadnemi środkami nie potrafi zmusić Wiktoryi aby żoną jego została, w chwili wielkiego uniesienia złości, i on także oskarżył ją do władz pogańskich jako chrześcijankę. Sędzia z katem przybył do zamku w którym przebywała i dał jéj do wyboru: śmierć ponieść, albo wyrzec się Chrystusa. Święta odrzekła mu iż gotową jest na śmierć, którą téż wnet jéj zadali: ugodzona przez kata w same serce, pozyskała koronę niebieską.

Męczeństwo jéj nastąpiło tegoż samego roku co i świętéj Anatolii to jest 258, a w dniu 23 Grudnia.

Pożytek duchowny

Święta Wiktorya, mówiła iż wiele dziewic wychodząc za jéj czasów za pogan ze złudną nadzieją ich nawrócenia i swoich małżonków nie nawracały i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. O! jak często i za dni naszych, przy zawieraniu związku małżeńskiego, niewielką wagę przywiązuje się do tego czy osoba z którą przychodzi połączyć się na zawsze nie jest tak słnbéj wiary że pożycie z nią będzie równie niebezpieczném dla duszy jak pożycie z poganami.

Modlitwa

Boże któryś błogosławione Wiktoryą i Anatolią i cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyczdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianéj wierze wytrwale Ci służąc, wraz z niemi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1110–1113.

Tags: św Wiktoria z Sabiny św Anatolia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość nawrócenie małżeństwo
2020-12-22

Wielebnéj Krystyny, Dziwnéj

Żyła około roku Pańskiego 1224.

(Żywot jéj był napisany przez Jakóba z Witryaku Biskupa Achoeńskiego i Kardynała, naocznego świadka cudów które czyniła, a znajduje się w dziełach Dyonizyusza Kartuzyana i w Żywotach Świętych księdza Piotra Skargi, pod dniem 24 Lipca.)

Wielebna Krystyna, dla nadzwyczajnych szczegółów jakie w opisie jéj życia czytamy przezwana Dziwną, przyszła na świat około roku Pańskiego 1175 we Flandryi w małém miasteczku świętego Trudona z rodziców w ubogim stanie zostających. Po ich śmierci dwie jéj starsze siostry przeznaczyły ją do paszenia bydła w polu. Korzystając z samotności jakiéj tam zażywała, oddała się życiu bogomyślnemu i ostréj pokucie, tak że wkrótce do wysokiéj doszła świątobliwości.

Nie miała lat osiemnastu kiedy w ciężką chorobę zapadłszy umarła. Siostry, które ją bardzo kochały, rzewnie nad nią płakały, i na jaki mogły zdobyć się sprawiły jéj pogrzeb. Leżała na katafalku w kościele, kiedy w środku Mszy świętéj którą za jéj duszę odprawiał kapłan, wstała z trumny jak najzdrowsza, a gdy ludzie zgromadzeni uciekali, ona dostawszy się na schody wiodące na poddasze kościoła, tam się schowała. Gdy siostry i ludzie od strachu ochłonęli, sprowadzili ją z góry i zawiedli do domu, gdzie kilku kapłanów i wielu znajomych zeszło się zdziwionych i zaciekawionych tak nadzwyczajném zdarzeniem. Jeden z księży kazał jéj opowiedzieć co się z nią działo gdy umarła, aż do chwili gdy z trumny wstała. Na co Krystyna taką dała mu odpowiedź. „Jak tylko wyszłam z ciała, wzięli mnie słudzy światłości Aniołowie Boscy, i poprowadzili przez ciemne i straszliwe miejsce pełne dusz ludzkich, które tak srogie męki cierpiały, iż nietylko opisać, ale i wyobrazić sobie tego nie można. Ujrzałam tam i niektóre znajome mi osoby, i przejęta wielką litością, spytałam co to za miejsce, mniemając iż to jest piekło. Powiedziano mi iż to jest czyściec tych dusz które w pokucie zeszły, ale dostatecznie za grzechy swoje na tym świecie ukarane nie były. Ztamtąd zaprowadzili mnie do raju, i postawili przed tronem Boga; a ja widząc iż mnie Pan Bóg przyjmuje, niezmiernéj doznałam radości, sądząc iż tam już na wieki pozostanę. Lecz rzekł do mnie Pan Bóg: „Tak jest córko miła, będziesz tu ze mną, ale wprzód daję ci jeszcze dwie rzeczy do wyboru: albo w niebie już teraz pozostać, albo wrócić jeszcze do życia, abyś przez różne doznane w niém cierpienia wyzwalała z czysca te dusze, nad któremiś się dopiéro litowała, a pozostając jeszcze na ziemi, przykładem twoim drugich przywodziła do pokuty, i dopiéro potém z większą za moją łaską zasługą, tu napowrót przyjętą została.” Słysząc to, a przejęta wielką litością nad duszami w czyscu cierpiącemi, oświadczyłam że gotowa jestem powrócić do życia, i cierpieć za nich największe męki; poczém Pan Bóg rozkazał duszy mojéj połączyć się z ciałem. Niech tedy wszyscy wiedza pocom ja na ziemię na powrót posłana, i gdy widzieć będziecie dziwne moje sprawy, nie gorszcie się z tego, bo taka jest względem mnie, wola Boża.

Jakoż, od téj chwili, życie jéj było nie przerwaném pasmem rzeczy najnadzwyczajniejszych. Najprzód, tak jak zaraz po swojém zmartwychwstaniu pobiegła była na szczyt kościoła, tak odtąd ciągle takich miejsc szukała; wychodziła to na wieże, to na kościoły, to na najwyższe drzewa, i na nich zatopiona w bogomyślności, całe dnie bez pokarmu, i noce bez spoczynku przepędzała. Z początku, patrzano na to z podziwieniem, a pod wrażeniem tego co była wszystkiém o sobie opowiedziała zostawiono ją w pokoju. Lecz po niejakim czasie, przypisując to opętaniu, najprzód jéj tego zakazywano, a gdy nie słuchała, związano ją i do rodzaju więzienia wtrącono. Wiele tam i długo cierpiała, aż nocy pewnéj, chociaż silnie skrępowana była, uwolniła się od więzów i uciekła na puszczę. Tam przebyła dwa miesiące, mieszkając jak ptak po drzewach, a gdy jéj głód zaczął dokuczać, dziewicze jéj piersi wydawały rodzaj mleka, którém przez cały ten czas się żywiła. Wyszukana w tém miejscu znowu uwięzioną została, a po niejakim czasie krewni i znajomi uwolnili ją i zaprowadzili do miasta Luwaniu, do pewnego świątobliwego i uczonego kapłana, aby ten wziął ją pod swoje duchowne przewodnictwo. Znać że kapłan ten poznał w niéj Ducha Bożego, gdyż zaraz kazał Krystynie przystąpić do Komunii świętéj, i polecił aby jéj nie przeszkadzano w sposobie życia jaki prowadzi.

Odtąd zadawała sobie pokuty wszelkie ludzkie pojęcie przechodzące, a wszystkie ofiarując za dusze będące w czyscu. I tak: rzucała się w piec w którym ogień się palił; w nim takich cierpień doznawała że w niebogłosy krzyczała, a wychodziła ztamtąd bez najmniejszéj szkody i upalenia. Niekiedy znowu, gdy piec miał za mały otwór aby weń wejść mogła, kładła w ogień ręce albo nogi krzycząc od bolu, lecz wyjmując potém téż członki niespalone. To znowu, wskakiwała w kocioł wrząeéj wody, a stojąc w nim części ciała nieobjęte wodą polewała ukropem jęcząc i krzycząc od bolu, a wciąż ofiarując to za dusze czyscowe, i znowu z takiéj strasznéj kąpieli, wychodziła jakby ochłodzona. Kiedy rzeka Moza pod tém miastem płynąca, zamarzła, weszła pod lód przez przeręble, sześć dni tak przebyła, i wyszła zdrowa, skoro jéj to kapłan nakazał. Co jeszeze dziwniejsze: rzucała się w koło młyńskie kiedy było rozpuszczone; koło to gruchotało wszystkie jéj członki, lecz wychodziła z pod niego takąż jaką była kiedy podeń się rzucała. W mieście wiele było psów bardzo zajadłych; Krystyna szła pomiędzy nie, a czołgając się na czworakach, pobudzała je na siebie tak, że wszystkie na nią ze wściekłością się rzucały. Zdawało się że ją poszarpią w kawałki: lecz i z tego rodzaju zadanéj sobie za dusze czyscowe pokuty, bez szwanku wracała.

Po niejakim czasie, znowu zaczęli ludzie przypuszczać że jest opętaną. Krewni chcąc ją powtórnie uwięzić posłali po nią człowieka, który niemogąc jéj dogonić gdy przed nim uchodziła, cisnął za nią wielkim kamieniem, którym złamał jéj nogę i wtedy ją pojmał. Krystyna z największą cierpliwością i bez najmniejszéj do swego pokrzywdziciela urazy, związana i do krewnych odstawiona, w ściślejszém jeszcze więzieniu osadzoną została. Prócz tego skrępowali ją całą rodzajem drewnianych dybów, od których wkrótce ciało jéj pogniło, a na posiłek dawali jéj tylko trochę chleba tak suchego, że go ugryźć nie mogła. Leez i tam przyszedł jéj Pan Bóg w pomoc. Z piersi jéj znowu wydobyło się owo cudowne mleko, któróm się karmiła na puszczy, a którém i rany swoje namazawszy wnet je zleczyła, i chleb maczając posilać się niém mogła.

Nakoniec, niewiadomo z jakich powodów, krewni ci którzy ją tak dręczyli, upamiętawszy się nietylko uwolnili ją z więzienia, lecz przejęci wielkim żalem za okrucieństwo z jakiém się z nią obchodzili, z płaczem prosili ją o przebaczenie. Krystyna rzuciła się w ich objęcia i serdecznie uściskała mówiąc, że najmniejszego do nich żalu mieć nie może, bo przecież wiedzieć powinni iż ją na to Pan Bóg powtórnie na ziemię zesłał, aby jak najwięcéj cierpiąc, najwięcéj dusz z czysca wybawiła.

Gdy na wolności się znalazła, znowu owe cudowne pokuty o których wyżéj się powiedziało, zadawała sobie. Mnóstwo się ludzi do niéj zbiegało. Wielu ciężkich grzeszników pobudzało to do skruchy, a wszystkich zachęcało do tém gorliwszego za dusze czyscowe nabożeństwa. Lecz wielu téż słabéj wiary gorszyło się tém, i ci przypisywali to opętaniu. Co widząc osoby pobożne, prosiły Pana Boga aby uskromił owe cuda w Krystynie, i aby się w jéj sprawach nie tak wysoko ręka Boska wznosiła, przez wzgląd na słabość wiary wielu tamecznych mieszkańców. Wysłuchał Pan Bóg tych modlitw, i odtąd życie Krystyny nie było już tak nadzwyczajném. Częściéj przebywała z ludźmi, chorym po ich mieszkaniach i szpitalach usługiwała, największą zaś miała litość nad umierającemi. Tych do ostatniéj chwili nie odstępowała, posiadając szczególny dar do pobożnego przygotowania na przyjęcie ostatnich Sakramentów świętych i na godzinę śmierci. Od téj usługi nie wyłączała nawet Żydów, których tam wielu mieszkało, mówiąc, iż Pan Jezus tak dalece do karania nie jest skwapliwym, że i wielu z tych nieszczęśliwych zaślepieńców, w ostatniéj ich godzinie oświecać i nawracać raczy. Lecz z drugiéj strony, z wielką gorliwością nakłaniała wiernych, aby do ostainiéj godziny pokuty nie odkładali. Opowiadała bowiem że w czyscu, do którego zaprowadzona była niegdyś, widziała miejsce przy samém już piekle będące, przeznaczone dla tych, którzy po ciężkich grzechach, dopiéro przy saméj śmierci jednają się z Bogiem. Mówiła przytém że to miejsce nie mniejsze ma męki od tych których doznają w piekle potępieńcy, z tą tylko różnicą, że mają nadzieję wybawienia, i że szatani jeszcze wściekléj się nad temi duszami niż nad potępionemi pastwią, gdyż wiedzą że przyjdzie czas, gdy nad niemi władzy mieć nie będą.

Chociaż krewni chętnie ją chcieli swoim kosztem utrzymywać, nigdy nie chciała żyć inaczéj jak z jałmużny: mówiąc iż to dla tego czyni, żeby tym którzy ją wspieraią dała sposobność dobrze czynienia, gdyż przydawała: „Nic skuteczniéj u Pana Boga nie uprasza miłosierdzia dla największych grzeszników, jak gdy oni czynią miłosierdzie nad bliźnim.” Zwykle téż żebrała u ludzi najgorszych, doznając ztąd bardzo często upokorzeń i najdotkliwszych obelg; a za to wielu takim wypraszała u Pana Boga najszczersze nawrócenie. Był w Luwaniu pewien mieszkaniec, znany powszechnie z bezbożności i najgorszych obyczajów, a przytém bardzo skąpy. Razu pewnego Krystyna niespodziewając się dostać od niego nic więcéj, poszła prosić o szklankę wody. Ten widząc kobietę nadzwyczaj wątłą i mizerną, kazał jéj dać wina. Krystyna napiła się trochę, a człowiek ten wkrótce zachorował i umarł pojednawszy się z Panem Bogiem i objawiając największą skruchę.

Zdarzało się także, że kiedy dostawała posiłek od osób które się cudzą krzywdą były zbogaciły, i gdy go pożywała w ich oczach, takich strasznych doznawała boleści i takie wtedy czyniła akty skruchy z powodu że się cudzą krzywdą żywi, iż nieprawych właścicieli pobudzała do żalu, i niektórzy z nich sami z siebie połowę mienia swojego oddawali tym od których je nieprawnie nabyli.

Na takich uczynkach prawdziwego apostolstwa, spędziła Krystyna lat około trzydziestu, a trudno policzyć ile dusz z czysca wybawiła, i ile żyjących wyrwała z ciężkich grzechów i pojednała z Bogiem. Na rok dopiéro przed śmiercią, większéj samotności szukała. W tym celu osiadła u zakonnic w klasztorze świętéj Katarzyny. Tam budowała wszystkie siostry swoim przykładem, pokorą, słodyczą w obcowaniu z drugiemi, ostrą pokutą któréj do śmierci nie zaniedbywała i łaską wysokiéj bogomyślności, którą ją Pan Bóg obdarzał. Zpomiędzy wszystkich zakonnic, najbliżéj żyła z jedną imieniem Beatryks. Nie miała łóżka, i zwykle tam było miejsce jéj spoczynku gdzie ją noc zastała. Razu pewnego prosiła Beatryksę aby, nikomu nie niemówiąc, przygotowała jéj łóżko, a gdy się w nie położyła, przyzwała kapłana i wszystkie ostatnie Sakramenta święte z uczuciem najwyższéj wiary i pobożności przyjęła. Potém obawiając się aby gdy rozejdzie się wieść że umiera, nie ściągnęło to do niéj wiele osób, które mając ją w wielkiéj czci o błogogławieństwo prosić będą, a lękając się aby ją to w próżną chwałę nie wbiło, prosiła Pana Boga, aby zaraz umarła: co téż i stało się.

Tymczasem Beatryks, pobiegła po wszystkie zakonnice i sprowadziła je do łóżka Krystyny, a widząc ją już nie żywą, przyskoczyła do niéj i zawołała: „Czyż godziło się Krystyno, nie pożegnawszy nas i nie pobłogosławiwszy, tak z tego świata odejść?” A potém pełna ufności w Bogu, nachyliwszy się do jéj twarzy przydała: „Tyś żyjąc, zawsze mi posłuszną była: zaklinam cię teraz przez Pana Jezusa, abyś mnie i teraz usłuchała: powróć na ziemię i pobłogosław siostry moje.” Na te słowa Krystyna ożyła, a zwracając się do Beatryksy rzekła: „Czemuś siostro droga, przeszkodziła pokojowi mojemu? Jużem do Chrystusa zaprowadzona była.” A potém widzac siostry wokoło siebie klęczące, przeżegnała je, Matce Bożéj poleciła, i już tą razą na zawsze oddała Bogu ducha, roku Pańskiego 1224. Ciało jéj spoczywa w tymże kościele swietéj Katarzyny, i po dziś dzień wielkiemi cudami słynie; dotąd jeszcze jednak, w poczet tych Świętych którym cześć publiczną odawać wolno, przez Stolicę Apostolską nie jest zaliczona.

Pożytek duchowny

To coś czytał w żywocię wielebnéj Krystyny, o cierpieniach jakie dognają dusze w Czyscu zatrzymane, i o jéj gorliwości w niesieniu im ratunku, powinno cię pobudzić do wielkiego za dusze zmarłe nabożeństwa. Oblicz się szczególnie z sumieniem, czy pamiętasz o tych duszach, którym nieść ratunek po ich śmierci, jesteś z jakiegokolwiek powodu obowiązanym.

Modlitwa

Niech nas Panie przykład służebnicy Twojéj, wielebnéj Krystyny, którą szczególną nad duszami w czyscu zatrzymanemi litością obdarzyć raczyłeś, pobudzi za łaską Twoją do niesienia im, wedle możności naszéj, ratunku jakiego od nas oczekują. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1106–1109.

Tags: wiel Krystyna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pasterz Czyściec pokuta jałmużna
2020-12-21

Św. Tomasza Apostoła

Żył około roku Pańskiego 75.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z żywotu jego przez Metafrasta.)

Święty Tomasz, który nazywał się także Dydymus, co po grecku znaczy to samo co po hebrajsku bliźniak, był rodem z Galilei. Pochodził z ubogiego stanu, i jak wielu Apostołów rybołówstwem się trudnił. U Żydów był zwyczaj nawet małym dzieciom dawać do rąk księgi święte. Dla Tomasza gdy bardzo był jeszcze młodym stanowiło to najmilszą rozrywkę, a kiedy podrósł ciągle czytywał Pismo Boże i co mu tylko zbywało czasu, stroniąc od płochych zabaw swoich rówienników, spędzał na modlitwie w świątyni Pańskiéj. Takim był, zanim go jeszcze Pan Jezus za Sobą powołał. Skoro téż Syn Boży naukę Swoję głosić zaczął, przyłączył się on do liczby Jego uczniów, a gdy z nich Pan Jezus dwunastu na Apostołów wybrał, łaska ta spotkała i świętego Tomasza. Od téj chwili już on Boskiego swego Mistrza nie odstępował; był obecny wszystkim cudom Jego, a gdy jeszcze za Swego życia Pan Jezus wyuczywszy dostatecznie Apostołów, kazał już im rozpoczynać niebieskie posłannictwo do którego ich powołał, nasz Święty, jak i wszyscy jego towarzysze, z największą gorliwością i poświęceniem, urząd apostolski sprawował. Od téj także pory zasłynął wielu cudami, a najbardziéj mocą wyganiania złych duchów.

W następującém zdarzeniu które opowiada nam Ewangelia święta, dowiódł Tomasz jak gorąco Pana Jezusa miłował. Zbawiciel odebrał był wiadomość o chorobie Łazarza, ukochanego Swego ucznia. W parę dni potém powiedział Apostołom że Łazarz umarł i że Sam chce iść do Betanii, gdzie on mieszkał, aby go wskrzesić. Apostołowie, widząć że niedawno w téjże okolicy Żydzi chcieli ukamienować Chrystusa Pana, i dla tego ztamtąd był się oddalił, odradzali Mu aby tam nie szedł i na niebezpieczeństwo się nie wystawiał. Pan Jezus mimo to powiedział że tam pójdzie, a gdy inni Apostołowie jeszcze wtenczas małoduszni, obawiali się Mu towarzyszyć, święty Tomasz dodał im odwagi, mówiąc: „Idźmy za Mistrzem, chociażby nam przyszło z Nim razem umrzeć.”

Wzmianka w inném znowu miejscu o świętym Tomaszu w Ewangelii, dowodzi poufałości szczególnéj do jakiéj Zbawiciel tego Apostoła przypuszczać raczył. Podczas ostatniéj wieczerzy, którą Pan Jezus odbywał z Apostołami przed męką Swoją, dając im różne nauki aby ich pocieszyć i utwierdzić w wierze, widząc ich zasmuconych gdy im zapowiedział że stanie się zgorszeniem dla wszystkich, przydał „Niech się nie trwoży serce wasze. wierzycie w Boga i we mnie wierzcie, W domu Ojca mojego, jest wiele mieszkań ….. idę przygotować wam miejsce, a jeśli odejdę i zgotuję wam miejsce, przyjdę potém i wezmę was do mnie Samego, iżbyście gdziem ja jest i wy byli, a dokąd ja idę wiecie, i drogę wiecie”. A nato rzekł mu Tomasz, w prostocie a jakby poufale. „Panie nie wiemy dokąd idziesz, a jakże możemy drogę wiedzieć?” Wtedy Pan Jezus ucząc ich, iż Sam jest drogą, przez którą idzie się do Nieba, odpowiedział: „Jam jest droga i prawda i żywot, żaden nie przychodzi do Ojca jedno przeze mnie” 1.

Po śmierci Pana Jezusa, gdy uderzony został Pasterz rozsypały się i owieczki. Wnet jednak wszyscy Apostołowie zgromadzili się w Jerozolimie, opłakując stratę swojego Boskiego Mistrza, a oczekując zapowiedzianego przez Niego Zmartwychwstania. Święty Tomasz był razem z nimi, jednak ze szczególnego rozporządzenia Opatrzności, nie znajdował się w ich gronie w chwili kiedy Zbawiciel pierwszy raz po zmartwychwstaniu się im okazał. Chrystus Pan, objawiwszy się najprzód przenajświętszéj Maryi Pannie, potém Piotrowi, a następnie Maryi Magdalenie i niektórym uczniom Swoim, objawił się był także i dwom z nich idącym do Emmaus. Ci niezwłocznie wrócili de Jerozolimy, i zastawszy wielu wiernych w jedném miejscu zgromadzonych wraz z apostołami, oznajmili im o tém. Jedni wierzyli, niektórzy jeszcze o téj prawdzie powątpiewali. A wtedy, chociaż drzwi były zamknięte, „stanął Jezus w pośrodku nich i rzekł im: «Pokój wam, Jam jest, nie bójcie się». Gdy zaś oni zdziwieni i strwożeni mniemali iż ducha widzieli, powiedział: «Czemuście się zatrwożyli, a niepokojące myśli wstępują do serc waszych, oglądajcie ręce i nogi, dotykajcie się i przypatrzcie żem ja tenże Sam jest»” 2. Potém chcąc ieh jeszcze lepiéj przekonać o Swojéj rzeczywistéj wśród nich obecności, zasiadł do wieczerzy którą z nimi pożywać raczył, a napełniwszy ich wielką pociechą i radością, oddalił się. — Owóż, z Apostołów jeden Tomasz nie był temu obecny. Gdy przybył, opowiedzieli mu drudzy ukazanie się im Pana Jezusa i że z nimi rozmawiał, wieczerzał, i kazał się przypatrywać przenajświętszym Ranom Swoim. Tomasz, jak to bywa często, że im więcéj jakiego szczęścia pragniemy dostąpić, tém większe chcielibyśmy mieć dowody że je już posiadamy, rzekł na to Apostołom. „Jeśli nie ujrzę w ręku Jego przebicia gwoździ, a nie włożę palca mojego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojéj w Bok Jego: nie uwierzę” 3.

Wszakże ponieważ Pan Jezus dopuścił takowe niedowierzanie w Tomaszu, nie jako brak wiary z jego strony, lecz aby przez niego jeszcze lepiéj wszystkim dowieść Swojego rzeczywistego Zmartwychwstania, więc w ośm dni potém, powtórnie okazał się Apostołom gdy z nimi był już i Tomasz, i przybliżywszy się do niego rzekł mu: „Włóż sam palec Twój w rany moje, a oglądaj ręce moje, i ściągnij rękę twoję, a włóż w Bok mój, a nie bądź niewiernym ale wiernym”. Lecz święty Tomasz nie potrzebował już tego czynić; pełen wiary i wdzięczności za tak wielki dowód szczególnéj dla niego łaski Zbawiciela, padł Mu do nóg i zawołał: „Pan mój i Bóg mój”, a Pan Jezus mu na to odpowiedział: „Żeś mnie ujrzał Tomaszu uwierzyłeś, błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli” 4, Przez co nauczał Zbawiciel, że wiara nie nabywa się przez przekonanie czysto ludzkie, lecz jest nadprzyrodzonym darem łaski. Po takim zaś wyjątkowym i szczególnym dowodzie dla świętego Tomasza dobroci Pana Jezusa, nietylko ukrzepiła się wiara jego, lecz oraz i serce jego jeszcze większą przejęte miłością, pobudziło go do tém gorliwszego sprawowania swego apostolskiego posłannictwa.

Prócz tego razu, spotkało i powtórnie świętego Tomasza szczęście oglądania Pana Jezusa po Jego Zmartwychwstaniu był bowiem w liczbie tych Apostołów, którym Pan Jezus objawił się nad brzegiem morza, gdzie Go poznali dopiéro po cudownym połowie, który na rozkaz Jego uczynili.

Po Wniebowstąpieniu Pańskiém i zesłaniu Ducha Swiętego, gdy Apostołowie rozeszli się po całym świecie dla głoszenia Ewangelii, świętemu Tomaszowi dostały się w udziale kraje na Wschodzie położone. Skoro tam przybył, zgłosili się do niego Trzéj Królowie, którzy ze Wschodu przyszli byli do Betleem oddać cześć Bogu nowonarodzonemu, a którzy jak to w ich Żywocie powiedzieliśmy, rozmiłowawszy się w pokorze i w ubóstwie Syna Bożego, zrzekłszy się tronów, żyli na bogomyślności. Zawiadomił ich Tomasz o wszystkiém co się stało po ich odejściu z Ziemi świętéj aż do téj pory, wyuczył zasad wiary chrześcijańskiéj, przypuścił do współuczestnictwa w swoich pracach apostolskich, a gdy się tam Kościoł szerzyć zaczął, wyświęcił na Biskupów.

Mąż Boży przebiegł Etyopią, Abissynią, krainy Partów, Medów, Persyą, Indyą, dotarł do wyspy Ceylon, a następnie aż do Chin. Co większa, Brezylijczykowie nawet, według przechowującego się u nich najdawniejszego podania, jemu pierwszemu przypisują przyniesienie do nich Ewangelii. Jeden z podróżujących w ostatnich wiekach po Chinach, znalazł tam pomiędzy chrześcijanami stary Brewiarz w języku Syryackim ułożony, gdzie się znajdowały następujące antyfony: „Przez świętego Tomasza, Chińczyki i Etyopianie przywiedzeni zostali do uznania prawdy.” I druga: „Przez świętego Tomasza, Królestwo niebieskie, ogłoszone zostało aż w Chinach, a w uroczystości to tego Apostoła: Panie, Etyopejczykowie, Indyanie, Chińczyki i Persy, składają Imieniowi Twemu cześć i ofiary.”

We wszystkich tych krainach, a tak rozległych i ludnych, pozakładał święty Tomasz kościoły. Najdłużéj jednak zdaje się przebywał w Indyach, gdzie najobfitsze żniwo dał mu Pan Bóg zebrać. Przechowuje się tam dotąd wiernie następującego zdarzenia podanie. W mieście najgłówniejszém gdzie przebywał król z całym dworem swoim, święty Tomasz nie mógł otrzymać od niego pozwolenia na wybudowanie tam kościoła, czemu głównie sprzeciwiali się Brahmani: to jest poganścy Indyjscy kapłani. Zdarzyło się, że morze wyrzuciło na brzeg belkę nadzwyczajnéj wielkości. Król który wtedy budował wspaniały pałac, kazał aby tę belkę do tego budynku użyto. Gdy się Indyanie zabrali do jéj przywiezienia, żadną siłą ludzką z miejsca poruszyć tego ogromnego drzewa nie mogli, tak dalece, że napróżno użyli nawet w tym celu wielką liczbę słoniów. Z tego powodu, zbiegło się było mnóstwo ludu na brzeg morza gdzie belka leżała, i przybył tam i król z dworem całym. Wtém nadszedł święty Tomasz, a przystąpiwszy do króla rzekł: „Jeśli mi królu pozwolisz wybudować kościół, ja sam tę belkę zawlokę na miejsce które mi na to przeznaczysz.” Król przystał, wyznaczając na kościoł pole bardzo od morza odległe, a sam i wszyscy zgromadzeni z wielką ciekawością czekali na czém się to skończy. Święty Tomasz poszedł do belki, i do jednego z jéj sęków przywiązał pas swój: przeżegnał się i powlókł ją za sobą, jakby lekki pręcik. Król, cała jego rodzina, prawie wszyscy dworzanie i większa część miasta, na widok takiego cudu wiarę chrześcijańską przyjęli. Święty Tomasz wybudował kościoł, i przed nim na wielkim kamieniu umieścił krzyż, który według świadectwa podróżnych dotąd się tam znajduje, i przepowiedział wtedy że nadejdzie czas, kiedy w Indyach wiara Święta prawie zupełnie upadnie: lecz kiedy morze, a bardzo ztamtąd odległe, tak wyleje, że aż do tego kamienia dojdzie, przybędą do Indyi z Europy Apostołowie, którzy tę wiarę którą on im teraz ogłosił, na nowo głosić będą. Co się w przeszło tysiąc pięćset lat potém sprawdziło, gdyż właśnie w roku w którym święty Franciszek Ksawery, z kilku swoimi towarzyszami przybył do Indyi aby tam powtórnie przynieść światło Ewangelii, morze tak nadzwyczajnie wylało, że wody jego doszły były aż do owego kamienia.

Indyanie nieprzychylni świętéj wierze, lecz widząc się pod władzą króla który i sam został chrześcijaninem, skrycie tylko świętego Apostoła prześladowali, jawnie zaś przeciw niemu występować nie śmieli i nie mogli targnąć się na niego. Lecz Brahmani, którzy mając już małą liczbę pogan pod sobą, wszystkie prawie swoje dochody postradali, postanowili pozbyć się go koniecznie. Probowali najprzód zaszkodzić mu u króla, i w tym celu różne na Świętego rzucali oszczerstwa, a gdy tym sposobem zamiarów swoich dopiąć nie mogli, umyślili go zamordować skrycie. Wiedzieli iż w nocy mąż Boży udawał się pod krzyż o którym wyżéj była mowa, i tam długo trwał na modlitwie. Pewnego więc razu, napadli w takiéj chwili na niego, obaliwszy na ziemię okrutnie go stratowali nogami, i w końcu kilka razy włócznią przeszywszy, zabili. Poniósł męczeństwo 21 Grudnia, roku Pańskiego 75.

Uczniowie znalazłszy jego ciało, pochowali je w kościele przez niego zbudowanym, włożywszy do trumny kawałek dzidy którą był przebity, a która przy nim leżała, laskę z którą zwykle chodził, i naczynie z ziemią zbroczoną krwią jego. Święty Grzegorz Turoneński wspomina że za jego czasów, przy grobie świętego Tomasza wiele cudów miało miejsce, a miądzy innemi i ten, że do lampy która się przed jego grobem paliła, nigdy nie potrzeba było dolewać oleju, gdyż i bez tego ciągle gorzała. Zaś ojciec Rybadeneira pisze, że w roku 1,120, Jan Patryarcha Indyjski, przybyły do Rzymu, opowiedział Papieżowi Kalikstowi II-mu, iż w dzień swojego Święta, święty Tomasz w kościele w którym jest pochowany, okazuje się widocznie zgromadzonemu na nabożeństwie ludowi, a sam rozdając Komunią wiernym, omija tych którzy niegodnie do niéj przystępują.

Pożytek duchowny

Gdybyś miał przyjmować Komunią świętą w tym kociele i wtedy kiedy tym cudownym sposobem rozdawał Ją błogosławiony Tomasz, omijając tych którzy niegoinie do niéj przystępowali, czy wiedząc o tém zbliżyłbyś się do kratek? Pamiętaj, że ile razy przyjmujesz przenajświętsze Ciało Pańskie, tenże Pan i Bóg, a przyszły Sędzia najwyższy, wie dokładnie czy godnie lub niegodnie do niéj się zbliżasz.

Moditwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Cię Panie, godnie obchodzić uroczystość błogosławionego Tomasza Apostoła Twojego, abyśmy zawsze i skutków pośrednictwa jego przed Tobą doznali, i pobożnie, według wiary przez niego głoszonéj, żyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1102–1105.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1000–1001

Jeśli święty Tomasz zwątpił i został za to przez Pana Jezusa łagodnie złajany, nie godzi się nam powątpiewać bez wpadnięcia w grzech przeciw wierze. Kto bowiem z umysłu i dobrowolnie powątpiewa, czy prawda przez Boga objawiona, a przez Kościół do wierzenia podana zasługuje na wiarę, ten przypuszcza, że Bóg i Kościół Jego, filar i fundament prawdy, może się mylić, coby rzeczywiście zakrawało na grzech ciężki. Od takich powątpiewań odróżnić należy wątpliwości mimowolne, nawiedzające niekiedy dusze najpobożniejsze; takie wątpliwości uważać należy za pokusy i nagabywania szatańskie. Jeśli nas dręczą bez winy i przeciw woli naszej, niech nas to nie trwoży, gdyż ustąpią wobec gorącej modlitwy i szczerego aktu wiary.

Footnotes:

1

Jan. XIV 1—6.

2

Łuk. XXIV. 36.

3

Jan. XX. 25.

4

Tamże. 28.

Tags: św Tomasz Apostoł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Ewangelia Trzej Królowie św Franciszek Ksawery Komunia
2020-12-20

Św. Pafnucego i św. Taidy

Żyli około roku Pańskiego 360.

(Żywot ich był napisany przez Paladyusza Biskupa, za ich czasów żyjącego.)

Święty Pafnucy, żyjący w pierwszéj połowie czwartego wieku, był jednym z najsławniejszych świątobliwością i ostrością życia pustelników Egipskich, w czasach kiedy święty Atoni Opat, tylko co dał był początek temu rodzajowi jakby anielskiego na ziemi życia. Założył on swój klasztor w niższéj Tebaidzie, na puszczy rozciągającéj się przy granicy krainy zwanéj Herakleją. Tam miał pod swoim zarządem wielu braci mieszkających w osobnych chatkach rozsypanych po lasach, którzy tylko schodzili się na wspólne śpiewanie psalmów, odprawianie nabożeństwa w Kaplicy, i na roboty jużto w polu, jużto w ogrodach, które sami uprawiali, zarabiając przez to na życie. Pomiędzy różnemi łaskami, których mu Pan Bóg hojnie udzielał, posiadał szczególny dar pobudzania drugich do pokuty i do życia pustelniczego, co niekiedy nawet następowało chociaż sam tego nie zamierzał, lecz spodobało się było Bogu użyć go w tym celu.

Tak między innemi, razu pewnego trwając na modlitwie, gorąco prosił Pana Boga żeby mu objawić raczył, czy nabył on już jakich cnót i w jakim stopniu je posiada. Pan Bóg dla wyleczenia go z tak niepotrzebnéj ciekawości, zesłał mu Anioła, który mu powiedział że podobnym jest do pewnego grajka, który w jedném z miasteczek na granicy puszczy będących grywał i śpiewał dla zarobku. Upokorzony tém Pafnucy, zapragnął poznać tego człowieka, i udawszy się do niego, zaczął badać stan jego duszy. Ten, wiedząc że to był Pafnucy, którego wszyscy mieli w szczególném poważaniu, wyznał mu że był wielkim grzesznikiem, i że dawniéj żył tylko ze złodziejstwa. Gdy zaś Pafnucy, bardzo tém zdziwiony, pytał go czy jednak nie przypomina sobie jakich dobrych swoich uczynków, odpowiedział mu, że chyba to tylko że raz uchronił od zniewagi dziewicę poświęconą Bogu, którą rabusie jego wspólnicy, wraz z nim napotkali byli w lesie, i że także gdy się trudnił owém swojém niegodziwém rzemiosłem, spotkawszy kobietę chorą i w wielkiéj nędzy będącą, zaniósł ją do domu i hojnie jałmużną zaopatrzył. Wtedy Święty opowiedział mu swoje widzenie, i biorąc z tego pochop do zbawiennéj nauki, rzekł: „Kiedy pomimo takiego życia jakie wiodłeś i wiedziesz, jednak w oczach Boga porównany jesteś ze mną który na puszczy już długie lata pokutuję, miarkuj jak Pan Bóg jest miłosierny, i staraj się lepiéj Mu służyć.” Po tych kilku słowach, ów grajek taką przejęty został skruchą i takiém pragnieniem służenia Panu Bogu jak najlepiéj, że w tejże chwili udał się z Pafnucym do jego klasztoru, i stał się bardzo świątobliwym pustelnikiem. Po kilku zaś latach ostréj pokuty, umierając słyszał śpiewy Aniołów którzy przyszli po jego duszę. Zupełnie w podobny sposób, użył był Pan Bóg Pafnucego do nawrócenia i innego także człowieka: bogatego mieszkańca jednego z miast Egipskich, który wiódł życie bardzo światowe, i z którym w powtórném widzeniu jakie miał, Anioł znowu go porównał. Pafnucy zapoznał się z nim, i po pierwszéj rozmowie skłonił go do wstąpienia do klasztoru.

Owóż tym sposobem i wielu innych pozyskiwał on Panu Bogu. Lecz najcudowniejsze nawrócenie do którego Pan Bóg, tego sługę Swojego użył, było świętéj Taidy, któréj taka jest historya.

· · ·

Taida była córką bardzo zamożnych mieszkańców jednego z większych miast w Egipcie. Matka jéj, kobieta zepsutych obyczajów, i córkę swoję najgorzéj wychowała, chociaż obie były chrześcijankami. Taida, skoro do lat młodéj dziewicy doszła, oddała się namiętnie uciechom światowym, i w krótkim czasie strwoniła cały swój majątek. Przyzwyczajona do zbytków, a niemogąc już ich sobie dostarczyć, oddała się ostatniéj rozpuście, tak dla zysku jaki dla dogodzenia rozpasanym w niéj od dzieciństwa chuciom. Że przy tém była nadzwyczaj powabnéj urody i starannie wykształcona, stała się najsłyniejszą w całym Egipcie nierządnicą, w któréj domu, wielka liczba nieszczęśliwych dusz przez nią do grzechu przywiedzionych, gubiła się na wieki. Niekiedy nawet w jéj oczach, nikczemni jéj zwolennicy, przyszedłszy do walki, na śmierć się zabijali, co jeszcze powszechniejszego przydawało rozgłosu przed zepsutym światem, téj nieszezęsnéj kobiecie. Że zaś była chrześcijanką, i wszyscy o tém wiedzieli, była z tego powodu wielkim dla pogan zgorszeniem i wszyscy wierni srodze nad tém ubolewali. Co większa, wśród tak ostatecznego zapomnienia, Taida nie straciła była wiary, i nawet uważano że każde wspomnienie o Bogu, o strasznych sądach Jego, o wieczności, silne na niéj wywierało wrażenie, mieszało ją i o smutek przyprawiało. Pomimo jednak tego trwała w swoich nierządach.

Gorliwsi i pobożniejsi chrześcijanie z miasta w którém piekielny dom téj nieszczęanéj istoty znajdował się, słysząc o szczególnym darze nawracania grzeszników, jaki posiadał święty Pafnucy, którego puszcza niezbyt ztamtąd była odległą, udali się do niego, przedstawiając opłakany stan duszy téj biednéj kobiety, i zgorszenie jakie daje będąc chrześcijanką. Święty, serdecznie nad tém zabolał, a po kilku dniach spędzonych na modlitwie, w któréj prosił Pana Boga o nawrócenie Taiey, w następujący sposób wziął się do tego. Przebrał się w suknie zamożnego człowieka świeckiego, wziął nawet z sobą znaczne pieniądze, i udał się do jéj mieszkania, jakby był z liczby tych których ons do grzechu przywodziła. — Taida zaprowadziła go do osobnego pokoju, lecz Pafnucy powiedział jéj że chce aby wybrała pokój ciemniejszy. Poszli więć do innego, a Święty rzekł, że i ten nie jest dość ciemnym, gdyż on chciałby takiego w którymby go Pan Bóg nie widział: „Takiego miejsca nie znajdziesz nigdzie” rzekła Taida, już na wspomnienie o Bogu zmieszana. — „Gdy więc wiesz o tém, powiedział do niéj święty Pafnucy i w to wierzysz, jakże śmiesz tak ciężko grzeszyć i drugich do grzechu przywodzić, kiedy nie wątpisz o tém że to wszystko widzi Pan Bóg, przed którego sądem staniesz prędzéj lub późniéj.” Te kilka słów, w tejże chwili zmieniło Taidę: łaska Boża ją oświeciła i tak skutecznie ją dotknęła, że padając do nóg Pafnucego i domyślając się kim on jest: „Ojcze mój, rzekła rozpływając się we łzach, naznacz mi jaką chcesz pokutę, spełnię ją najwierniéj; bo mam nadzieję że przez twoje zasługi i za Twoją modlitwą, u miłosierdzia Bożego otrzymam odpuszczenie. Proszę cię tylko o trzy godziny zwłoki, abym zanim świat opuszczę sprawy majątkowe załatwić mogła. Potém udam się gdzie mi rozkażesz, i spełnię co przepiszesz.” Pafnucy wskazał jéj klasztor do którego ma się udać, i wrócił na swoję puszczę.

Taida zebrała wszystkie swoje bogate sprzęty domowe: stroje, brylanty, perły, tyftyki i srebra, co wszystko nabyła grzeszném życiem swojém, a co wynosiło czterdzieści funtów złota, według ówczesnéj wartości pieniędzy stanowiących ogromny majątek. Kosztowności te zgromadziła w jednę kupę na głównym placu miasta, i podpaliła. A gdy wiele osób zbiegło się na widok tak nadzwyczajny, wołała głośno: „Patrzcie wszyscy, patrzcie wy szczególnie którzyście byli wspólnikami moich zbrodni, jak ogniem niszczę to, za co i mnie i was czekają ognie piekielne, jeśli pokutować nie będziemy.”

Potém zaś czynie, przez który, jak była dotąd jawną grzesznicą, tak jawną uczyniła pokutę, udała się do klasztoru wskazanego przez Pafnucego, który i sam tam przybył, aby uprosić zakonnice żeby ją przyjęły. Święte te dziewice zgodziły się na to bez wahania, gdy domagał się tego tak powszechnie znany z wielkiéj świątobliwości Opat jakim był Pafnucy. On zaś zamknął Taidę w małéj odosobnionéj celi, w któréj miała pozostawać do śmierci, drzwi zamurował ołowiem, pozostawiając tylko mały w nich otwór, przez który jedna z zakonnic podawać by jéj mogła codziennie trochę chleba i wody. Gdy Pafnucy miał odejść rzekła do niego Taida: „Ojcze, naucz mnie jak się mam modlić do Boga.” — „Niegodną stałaś się córko moja, rzekł do niéj Święty, wzywać świętego Imienia Bożego, temi ustami któremi tyleś wszeteczności wyrzekła; niegodnaś nazywać go Panem swoim, gdyś go dotąd tak ciężko i długo znieważała: niegodnaś dawać mu tytuł Ojca, gdyś grzechami twojemi postradała godność Jego córki: lecz pomimo tego nie przestałaś być jego stworzeniem, więc zwracaj się tylko ku Wschodowi i ciągle wołaj: O! Ty któryś mnie stworzył, zmiłuj się nade mną.”

Taida najpokorniéj poddała się wszystkiemu, i jakby w grobie żyjąca, trzy lata już była spędziła na tak ostréj pokucie, kiedy święty Pafnucy trwając na modlitwie, odebrał natchnienie od Boga aby się o niéj dowiedział i zauważał czy nie wypadało trochę zwolnić jéj takowéj. Poszedł więc najprzód do świętego Antoniego Opata, podówczas wszystkiemi pustelnikami na puszczach Tebaidy zarządzającego, aby się od niego dowiedzieć, czy Pan Bóg odpuścił już winy téj wielkiéj grzesznicy. Lecz przyszedłszy do Antoniego, nie wyjawił mu powodu swojego przybycia, prosząc go aby takowy odgadł. Święty Antoni i sam dzień cały przetrwał na modlitwie, i uczniom swoim toż samo rozkazał, dla uproszenia Pana Boga, aby mu odkryć raczył tajemniczy powód przybycia do niego Pafnucego. Pomiędzy temi uczniami był wtedy i święty Paweł przezwany prostakiem, którego modlitwie szczególnie ufał Antoni. Ten modląc się ujrzał w Niebie wspaniałe łoże, a jeszcze niezajęte przez nikogo, i otoczone trzema dziewicami w bieli, przedziwnie jaśniejącemi. Paweł patrząc na to zawołał: „Miejsce tak świetne w Niebie, chyba dla naszego świętego ojca Antoniego jest przeznaczoném.” — „Nie, odpowiedział mu głos z Nieba, jestto miejsce dla Taidy nierządnicy.” Nazajutrz Paweł zdał sprawę z tego widzenia świętemu Antoniemu, o czém dowiedziawszy się Pafnucy, wniósł że Pan Bóg już odpuścił Taidzie grzechy, i poszedł do niéj oznajmić jéj o tém, a oraz aby ją już z celki wypuścić. Lecz Święta, prosiła go aby ją w tym grobie, jakto miał zamiar z początku, do śmierci zostawił, mówiąc iż się czuje niegodną przestawania ze świętemi dziewicami w tym klasztorze mieszkającemi, i przydała: „Przez całe te trzy lata ciąglem miała na pamięci grzechy moje, i gorzko je opłakiwałam.” — „Dlatego téż córko moja, odpuścił ci je Pan Bóg,” odrzekł Pafnucy i z celki ją wyprowadził.

Święta nie długo już potém żyła: we dwa bowiem tygodnie po złączeniu się jéj z siostrami zakonnemi, powołał ją Pan Bóg do Siebie, widząc do Nieba dojrzałą. W kościele wschodnim, święto jéj obchodzą 8 Października.

Pożytek duchowny

Święta Taida, pojednawszy się z Bogiem, przez dlugie lata nie spuszczała ani na chwilę z pamięci przeszłych grzechów swoich i nad niemi płakała. Chcesz-li zapewnić sobie odpuszczenie tych któreś popełnił i ustrzedz się nowych, często myśl twoję nad popełnionemi grzechami twojemi zatrzymując, ponawiaj żal za nie i proś Boga aby ci je odpuścił.

Modlitwa

Boże, który nie chcesz śmierci grzesznika, lecz pragniesz aby się nawrócił i żył wiecznie, przez zasługi i pośrednictwo świętéj Taidy, prosimy pokornie, daj nam przeszłych grzechów naszych żywą chować pamięć, abyśmy ciągle za nie skruszeni, tém łatwiéj za łaską Twoją nowych się ustrzegli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1099–1102.

Tags: św Pafnucy św Taida „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik św Antoni nawrócenie
2020-12-19

Św. Tymoteusza i św. Maury żony jego

Żyli około roku Pańskiego 304.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Tymoteusz przyszedł na świat w Perapie, niewielkiém miasteczku w Tehaidzie położoném. Biskup miejscowy widząc w nim od lat najmłodszych wzorową pobożność, skłonił go do przyjęcia niższych święceń. Ponieważ według praw Kościoła, ci którzy tylko niższe święcenia mają mogą się żenić, więc Tymoteusz pojął w małżeństwo młodą chrześcijankę, zacną dziewicę, lecz ozięble Panu Bogu służącą.

W trzy tygodnie po ich ślubie, wszczęło się w Tebaidzie prześladowanie wiernych. Przybyły do Perapy Wielkorządca cesarski Aryan kazał wyszukiwać wyznawców Chrystusowych i z tych jednym z pierwszych był uwięziony Tymoteusz. Wielkorządca, zawezwawszy go przed siebie, spytał jakiego jest wyznania i z jakiego stanu. „Jestem chrześcijaninem, odpowiedział mu Tymoteusz, i przy kościele tutejszym jestem Lektorem, to jest do czytania ksiąg świętych przed ludem przeznaczonym.” – „Czy wiadome ci, spytał go znowu Aryan, wyroki cesarskie, wymierzające kary na tych którzy nie oddają czci bożkom naszym?” — „Znam je, odpowiedział Święty, i wiem nawet że ktoby tego uczynić nie chciał, ulegnie śmierci i ciężkim mękom: gotów téż jestem na wszystko, byle Boga mojego nie odstąpić.” – „A czy widzisz, zawołał znowu Wielkorządca, te narzędzia męczeńskie”, i wskazał mu takowe. „Gdy cię wezmą na tortury, przestaniesz tak zuchwale odpowiadać.” — „Widzę te barbarzyńskie narzędzia, odpowiedział Tymoteusz, ale ty czy widzisz Aniołów Boga wszechmogącego, którzy mnie otaczają, aby mi wśród męczarni dodać męstwa.” Po téj odpowiedzi, tyran kazał mu włożyć w uszy długie żelazne trzpienie do czerwoności rozpalone, w skutek czego oczy mu krwią zaszły, i zaślepł. Lecz wśród tak strasznéj męki, głośno dziękował Bogu za łaskę męczeństwa i odmawiał psalmy. Wielkorządca kazał go uwiesić u słupa za nogi, z kamieniem uwiązanym u szyi i z kneblem w ustach, aby nie przemawiał. A gdy i po tak barbarzyńskiéj katuszy, nie mógł wymódz na nim oddania czci bożkom, dowiedziawszy się że niedawno się ożenił, posłał po jego żonę, wnosząc że przez nią prędzéj go do tego przywiedzie.

Gdy nadeszła powiedział jéj, że jeśli nie skłoni Tymoteusza do złożenia ofiary bożkom, poniesie on śmierć nieochybnie, i dla tego radzi jéj, aby się ubrała jak najwykwintniéj i olejami wonnemi namaściła, jakto było wówczas zwyczajem, aby tym sposobem prędzéj do serca męża trafiła. Maura, która była młodą kobietą słabéj jeszcze wiary, a namiętnie kochała męża, usłuchała téj rady. Wpuszczono ją tedy do więzienia Tymoteusza, któremu rzuciwszy się do nóg, prosiła go i zaklinała na miłość Jaką miał dla niéj, aby dla uratowania sobie życia, pozornie oddał cześć bożkom. Tymoteusz odsunął się od niéj, mówiąc, iż znieść nie może zapachów które od niéj wychodziły, dając jéj przez to poznać, jak nie właściwie w takiéj chwili przystroiła się w ten sposób. Gdy zaś ona nie przestawała nalegać: „Mauro, rzekł do niéj z wielką powagą chociaż bardzo rozrzewniony; czy ja słyszę chrześcijankę czy pogankę? Cóż się stało z tobą? gdzie się podziała wiara święta, w któréj wychowaną byłaś? Zamiast żebyś mnie zachęcała do przeniesienia dla Chrystusa cierpień chwilowych, po których czeka mnie wieczne szczęście, ty ośmielasz się namawiać, abym za krótkie życie dostał się na wieczne męki. Czyż na to mnie miłujesz abyś mnie zgubiła, i na to stałaś się moją małżonką, aby mnie kusić? Jesteś chrześcijanką jak i ja chrześcijaninem jestem, bądź więc podobnież wierną Chrystusowi.”

Gdy tak Tymoteusz przemawiał, Pan Bóg łaską swoją serce Maury dotknął. W tejże chwili inna się z niéj zrobiła kobieta: „Przebacz mi, zawołała, mężu najdroższy, przebacz mi moję bezbożność, nikczemność i małoduszność: już nietylko nie nakłaniam cię abyś Wielkorządcy słuchał dla uwolnienia się od mąk które cię jeszcze czekają, lecz owszem proszę cię i błagam, nie odstępuj Chrystusa, chociażby cię w kawałki poszarpano. A i sama za najszczęśliwsząbym się poczytała, gdybym śmiercią za wiarę, odpokutować mogła mój upadek, i wraz z tobą pozyskać koronę męczeńską. Cóż więc mam czynić abym tego dostąpiła?” — „Droga Mauro, odpowiedział jéj na to uradowany Tymoteusz; pociecha jaką mi sprawiasz tém co mówisz, zatarła w mojéj pamięci wszystko com wycierpiał. Dziękujmy Bogu za łaskę którą nam wyrządza, trwajmy stale w Jego wyznaniu; nie ma czasu do stracenia, idź do Wielkorządcy i oświadcz mu że nietylko nie chcesz mnie przywodzić do oddania czci bożkom, lecz i sama gotowa jesteś przenieść największe męki dla Chrystusa.” To przeraziło Maurę: „Nie śmiem tuszyć sobie, rzekła do męża, abym się na to zdobyła; może lepiéj czekać aż mnie powołają przed Aryana.” Lecz święty Tymoteusz nie był tego zdania, przypomniał jéj że nie na siebie samę lecz na łaskę Chrystusa liczyć powinna, pomodlił się z nią, pobłogosławił ją, a Maura poszedłszy do Wielkorządcy, wręcz mu oświadczyła, iż żałuje tego że za radą jego poszła, że jest także chrześcijanką, i gotową na śmierć i na męki za wiarę.

Zdziwiony tém Aryan, według zwyczaju pogan tak nagłą zmianą w Maurze przypisywał sztuce czarnoksięzkiéj Tymoteusza; a chcąc ją od śmierci zachować, rzekł do niéj: „Widoczném jest, że mąż twój jest czarnoksiężnikiem. Posłuchaj więc mojéj rady, i pozostaw go w jego szalonym uporze: już go nic nie upamięta, musi śmierć ponieść; a ty jeżeli oddasz cześć Bogom naszym, wydam cię za mąż za jednego z wodzów wojsk cesarskich, z którym będziesz żyła szczęśliwie, i będziesz jedną z pierwszych pań tego kraju.” Maura odpowiedziała mu na to z oburzeniem, że jeśli męża jéj zamordują, nie będzie ona miała innego oblubieńca jak Chrystusa, w którego królestwie niebieskiém ma nadzieję i sama nie długo połączyć się ze swoim kochanym Tymoteuszem. Aryan wpadł we wściekłość, a widząc ją jeszcze w owych wykwintnych strojach w których poszła była do męża i włosy jéj nadzwyczaj długie i piękne kazał katom obecnym aby je w tejże chwili z głowy jéj oberwali. Podczas téj męki, Święta w głos dziękowała Panu Bogu, że jéj daje sposobność od pokutowania za grzechy, jakie popełniła z upodobaniem pielęgnując włosy dla przypodobania się drugim.

Wtedy tyran bardziéj jeszcze rozgniewany, kazał jéj palce po palcu odcinać, a Maura znowu dziękowała Bogu, spodziewając się, iż przez tę mękę odpokutuje lekkomyślność jakiéj dopuszczała się gdy palców używała głównie do trefienia włosów, i przystrajania nędznego ciała swojego. Aryan kazał ją wrzucić w kocioł wrzącéj wody. Ogień pod kotłem podżegano, lecz Święta jakby najmniejszego nie czuła bolu, prosiła Pana Boga aby ten ukrop obmył jéj duszę ze wszelkich skaz grzechu, i wyszła z kotła żywa i zdrowa. Wielkorządca nadzwyczaj cudem tym był uderzony, który nawet późniéj był głównym powodem jego nawrócenia się i poniesienia męczeństwa za wiarę. Lecz wtedy, daleko jeszcze od tego było. Chciał on wprawdzie świętą Maurę, już po tej katuszy odprawić do domu, lecz inni będący przy nim urzędnicy cesarscy ostrzegli go, że tym sposobem nie spełniłby swego obowiązku, i uzuchwaliłby chrześcijan. Podwoił przeto okrucieństwa: kazał lać na Świętą Męczenniczkę wrzącą siarkę ze smołą. Barbarzyństwo to zgrozą przejęło nawet pogan obecnych, lecz Maura szydziła z téj katuszy, jakby jéj wcale nie czuła. Wtedy Aryan wydał wyrok, aby oboje tych Świętych małżonków rozpięto na krzyżu i pozostawiono na nim aż skonają, chyba że nakoniec skłonią się do oddania czci bożkom.

Gdy ich na miejsce ukrzyżowania prowadzili, matka świętéj Maury, którą ona nadzwyczaj kochała, przebiwszy się przez tłumy pogan otaczających Świętych, i w chwili gdy już byli blizko krzyżów, z wielkim płaczem rzuciła się na szyję córki. Wszystkich ten widok rozczulił, a i sama Maura nadzwyczaj wzruszona, wyrwała się z objęć matki, pobiegła do krzyża i przyczepiła się do niego, prosząc Pana Jezusa aby ją nie pozbawiał szczęścia poniesienia tegoż rodzaju śmierci, jaką On z miłości ku ludziom, ponieść raczył.

Przystąpili nakoniec kaci do ukrzyżowania, i z rozkazu tyrana uczynili to w ten sposób aby Święci dłużéj żyć mogli, a przez to dłużej wystawieni na tak ciężką próbę, skłonili się wreszcie do oddania czci bogom. Rozpięci na krzyżach obok stojących, pozostawali na nich przez dni kilka, a w ciągu téj strasznéj męki razem się modlili, naprzemian psalmy głośno odmawiali i jedno drugiemu dodawało ducha.

Przed samém ich błogosławioném skonaniem, Maura miała widzenie, w którém ujrzała w Niebie tron bardzo wyniesiony, a nad nim koronę dla niéj przeznaczoną, nieco zaś wyżéj drugi takiż tron, z koroną dla jéj męża. Gdy spytała dla czego te dwa trony nie stoją na równi, usłyszała odpowiedź: że ponieważ po Bogu gorliwości to, namowie, przykładowi i modlitwie męża, zawdzięcza ona swoje nawrócenie i swoję wytrwałość, słuszném jest, aby jéj męża wyższa w Niebie spotkała nagroda. Po tém widzeniu, święta Maura ujrzawszy wielu chrześcijan obok jéj krzyża zgromadzonych, przemówiła jeszcze do nich, polecając im wytrwałość w wierze, ufność w łasce Bożéj i aby za nic poczytywali dobra tego świata, byle wiekuistego szczęścia w Niebie dostąpić. Nakoniec, oboje Święci poleciwszy się Panu Bogu, prawie w jednéjże chwili oddali w ręce Jego ducha. Ponieśli śmierć męczeńską dnia 18-go Grudnia, około roku Pańskiego 304. W późniejszych czasach, w Carogrodzie na przedmieściu zwanym Pera, był wspaniały kościoł pod ich wezwaniem zbudowany, z czego wnosić można iż tam ich ciała zostały przeniesione.

Pożytek duchowny

W uderzający i budujący sposób, sprawdziło się na tych świętych Męczennikach to co Pismo Boże zapowiada: że jedno z małżonków gdy jest świątobliwe, i drugie do tego przywieść łatwo może. Bierzcie ztąd naukę i zachętę chrześcijańscy małżonkowie, abyście i przykładem i słowem, jedno drugie do jak najgorliwszéj służby Panu Bogu nakłaniali, i pamiętajcie, że najczęściéj, jeśli które z was ubolewa nad niechrześcijańskiém potępowaniem drugiego, i sobie powinno przypisywać winę, że go nie nawraca.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionych Tymoteusza i Maurę męczenników Twoich, wzajemnym przykładem wytrwałości, w wierze świętéj utwierdzić raczył; spraw prosimy za ich pośrednictwem, abyśmy jedni drugich, i słowem i przykładem do cnoty zachęcając, wszyscy razem w Niebie chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1093–1095.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 995–996

Czy namawiając męża do porzucenia oporu, nie dopuściła się Maura ciężkiego grzechu? Jej chęci były wprawdzie dobre, gdyż pragnęła ocalić Tymoteusza, ale pozory często mylą. Ten, kto drugiego namawia do grzechu, albo mu daje dobrowolnie i umyślnie do niego sposobność, dopuszcza się zgorszenia. Dopuściła się go Maura, boć przecież jako chrześcijanka powinna była wiedzieć, że nie godzi się jej zabijać męża na duszy, by go ocalić cieleśnie; powinna była wiedzieć, że większa miłość należy się Bogu niż mężowi.

  1. Zgorszenie jest wielkim grzechem. Poświadcza to sam Pan Jezus u święte go Marka, mówiąc: „Biada zgorszycielowi! Kto jednego z tych małych, co we Mnie uwierzyli, zgorszy, temu lepiej by było przywiązać kamień młyński do szyi i wrzucić go w morze”. Gorszyciela nazywa Pan Jezus wprost szatanem. Przebaczył Piotrowi, gdy Go się wyparł, ale uniósł się gniewem przeciw niemu, gdy Go Piotr chciał odwieść od pójścia na mękę do Jerozolimy. Słusznie złajał go gromkimi słowy: „Odstąp ode Mnie, szatanie, gorszysz Mnie!” Jeśli Pan Jezus nazywa szatanem ulubionego Piotra, który z miłości i przywiązania pragnął Go uchronić od śmierci krzyżowej, jakże nazwać takiego, który umyślnie do złego namawia? Każdy gorszyciel, Każdy podżegacz do złego, jest rzeczywiście wrogiem i przeciwnikiem Boga, gdyż stara się przyprawić o wiekuistą zgubę dusze, którym Bóg przelewem swej krwi przenajświętszej chciał zapewnić wieczne szczęście i zbawienie. Często jest on nawet gorszy od szatana, bo swą złość stara się okryć płaszczykiem cnoty i uczciwości.
    1. Iluż mamy gorszycieli i jak częste jest zgorszenie! Iluż mamy takich, którzy plugawymi i bezwstydnymi słowy, blużnierstwami i bezbożnością starają się szerzyć zgorszenie? Okazują oni swoje moralne zepsucie ubiorem, szerzą książki polecające rozpustę i wszeteczeństwo, wieszają po ścianach obrazy wywołujące rumieniec wstydu na licach i otwierają swe domy pijakom, szulerom, bezbożnikom i szydercom z wiary i religii. Zgorszenie sieją przełożeni, którzy zamykają oczy na nadużycia podwładnych, zgorszenie sieją rodzice ślepi na wady i zdrożności dzieci, nauczyciele zbyt pobłażający uczniom. Jak mało mamy naśladowców Tymoteusza, a jak wielu naśladowców Maury, która przynajmniej swym dalszym postępowaniem i męczeńską śmiercią powetowała wyrządzone zło!
Tags: św Tymoteusz i św Maura „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik małżeństwo męstwo Krzyż zgorszenie
2020-12-18

Święto Oczekiwania Rozwiązania Najświętszéj Maryi Panny

Ustanowione zostało około roku Pańskiego 656.

(Znaczenie tego Święta)

Święto oczekiwania błogosławionego rozwiązania przenajświętszéj Maryi Panny, jest niejako Świętem tak dawném jak świat. Od chwili bowiem w któréj Pan Bóg przyrzekł pierwszym naszym rodzicom Zbawiciela, ludzie bezustannie Go oczekiwali, spodziewali się, wyglądali i wypraszali u Pana Boga. Stary Testament co karta niemal wspomina o tych pragnieniach i o tych nadziejach, a wszystkie proroctwa zapowiadają przyjście „Pożądanego przez wszystkie narody” 1. To najcudowniejsze Boskie dzieło, które wszyscy prorocy Starego zakonu widzą w przyszłości mniéj lub więcéj odległéj, zwraca na siebie ich główną uwagę, wyglądają oni chwili pojawienia się Odkupiciela z takiém upragnieniem, jak według wyrażenia Psalmów Dawidowych „pragnie jeleń do źródeł wodnych” 2. „Błogosławiony będę, powiada stary Tobiasz żyjący na lat siedemset przed Chrystusem Panem, jeśli szczątek nasienia mojego będzie patrzał na świetność miasta Jeruzalem” 3. Patryarcha Jakób nazywał Zbawiciela: „Oczekiwaniem narodów i pożądaniem wzgórzów wiekuistych” 4; a prorok Ageusz: „Pożądaniem wszech narodów” 5 które to pożądanie Izajasz tak wyraża: „Spuśćcie niebiosa rosę z wierzchu, a obłoki niech spuszczą z deszczem sprawiedliwego; niech się roztworzy ziemia, i zrodzi Zbawiciela”; i znowu już do Niego samego odzywając się woła: „Obyś rozdarł Niebiosa i zstąpił” 6.

Owóż, w dniu to właśnie którego dziś obchodzi się pamiątka, już się miało spełnić to odwieczne całego rodzaju ludzkiego upragnienie, i słusznie pisze Gerson, że Święto oczekiwania blizkiego już rozwiązania Boga rodzicielki jest uroczystością nad uroczystościami. „Dziś powiada ten znakomity pisarz kościelny, spełniły się pragnienia wszystkich Proroków; dziś jest najpierwsze i główne święto całéj przenajświętszéj Trójcy„ 7.

Od święta téż dzisiejszego aż do uroczystości Bożego Narodzenia, Kościół w pacierzach kanonicznych, umieszcza Antyfony zaczynające się od wykrzyknika O! a które są gorącemi, i jakby strzelistemi modlitwami, powtarzającemi słowa Pisma Bożego przez które prorocy Duchem Świętym natchnieni, wzywali, wybłagiwali przyjście Syna Bożego na ziemię, używając na to różnych wyrażeń które oznaczały Zbawiciela.

Oto są te Antyfony, przez które Kościół odprawia jakby nowennę do Narodzenia Bożego, rozpoczynając ją od Święta dzisiejszego, aby się przez to przejąć temi uczuciami, z jakiemi i Sama Panna przenajświętsza, gdy się zbliżał czas w którym miała się już stać Matką Bożą, oczekiwała, wyglądała i spragnioną była chwili w któréj ze Swego przeczystego łona wyda światu Zbawiciela:

„O! mądrości! któraś z ust Najwyższego wyszła, dosięgająca silnie od końca do końca wszystkiego, a mocno i łagodnie wszystko rozporządzająca, przybądź wyuczyć nas dróg roztropności.

„O! Adonaj! i wodzu domu Izraela, któryś Mojżeszowi w krzaku ognistym okazał się, a na górze Sinai prawa podałeś, przybądź dla zbawienia nas prawicą Twoją.

„O! Konarze pokolenia Jesse, który stoisz na znak narodom, nad którym zamilkną usta królów, do którego modlić się będą narody; przybądź dla wyzwolenia nas, a nie chciéj już zwlekać.

„O! kluczu Dawidów, i berło domu Izraelskiego, który gdy otwierasz, nikt zamknąć nie może; gdy zamykasz, nikt nie otworzy; przybądź, i wywiedź więźnia z domu niewoli, siedzącego w ciemnościach i cieniach śmierci.

„O! wschodzie! jasności światła wiekuistego i słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć przebywających w ciemnicy i nocy śmiertelnéj.

„O! królu narodów, i ich pożądańcze! kamieniu węgielny, który wszystko w jedność połączasz; przybądź i zbaw człowieka, któregoś z mułu ziemskiego stworzył.

„O! Emanuelu Królu i Prawodawco nasz! oczekiwanie ludów, i ich odkupicielu, przybądź nas zbawić, Panie Boże nasz.”

Takiemi to tedy, słowy, wziętemi z Proroków świętych, przygotowuje się Kościół do téj najradośniejszéj chwili dla świata całego, jaka się ma obchodzić w uroczystości Bożego Narodzenia już niedalekiéj. A gdy w niéj obchodzić będzie pamiątkę przyjścia na świat Syna Bożego, którego Pismo święte nazywa Słońcem sprawiedliwości 8, w dzisiejszéj uroczystości oczekiwania Rozwiązania przenajświętszéj Maryi Panny, wita w Niéj zorzę tego dnia niebieskiego. O niéj bowiem znowu mówi Pismo Boże: „któraż to jest która idzie jako zorza powstająca” 9, a słowa, te szczególnie stosują się do Maryi w uroczystości w któréj obchodzi się oczekiwanie blizkiego Jéj rozwiązania, w którém właśnie to Słońce sprawiedliwości zejść nareszcie miało.

I w istocie, jak wielkie podobieństwo zachodzi między zorzą a Maryą, jako Matką Zbawiciela, którego Pismo święłe nazywa Słońcem. Zorza, skoro zaświta rozwesela całą naszę biedną ziemię, bo wiemy że w swojém łonie niesie ognisko światła powszechnego, które za chwilę wydając z siebie, stanie się dnia matką. Jest ona matką dziewicą, bo nie traci nic zgoła ze swojéj jasności i czystości rodząc słońce i stając się matką dnia jasnego. I jak Zorza wydając z łona swojego słońce, nietylko nic nie urania ze swojéj jasności, ze swego blasku, ze swojéj nieskazitelności, lecz owszem można powiedzieć że tenże blask swój z początku mniéj silny, po wschodzie słońca na całą ziemię rozciąga do najskrytszych zakątków, promienie tego jakby swego Syna rozwodząc i wszystko niemi rozświecając — tak i Marya, zrodziwszy Słońce sprawiedliwości, źródło wszelkiéj świętości i światłości wiekuistéj, nie straciła nic z blasku Swojéj czystości nieskalanéj wydając na świat Tego, który wszechmocnością Swoją i tym nawet którzy dziewictwo grzechem utracili, umiał je przywracać, jak to pisze święty Ambroży o świętéj Magdalenie.

I daléj oto jak Marya do Zorzy podobna: Jak bowiem jest Ona i córką Boga i Matką Boga, tak i zorza jest i córką słońca, i matką słońca, bo to co sprawia pierwszy brzask dzienny, który jest właśnie zorzą, pochodzi, niby rodzi się od słońca, gdy ono zbliża się do naszéj półkuli ziemskiéj: zorza więc jest w tém znaczeniu córką słońca. Ale jest także i jego matką, bo na niéj, na jéj łonie widzimy wschodzące jakby rodzące się słońce, widzimy z jéj łona wychodzącą jego światłą tarczę. Podobnież i Marya jest córką własnego Syna, i Matką własnego ojca, jeszcze przedziwniejszém i prawdziwszém sposobem niż zorza. Jest najulubieńszą z córek Boga Ojca Przedwiecznego, i Jest przeczystą Matką Boga Syna Ojcu równego. Pięknie téż o tém wyraża się święty Augustyn, tak w osobie Pana Jezusa przemawiając o Maryi: „Jam zdziałał Matkę z któréj miałem się narodzić; Ja sam przygotowałem Sobie drogę którą zstąpić miałem Pomiędzy ludzi: a tak Tę, która jest Matką moją Sam sobie stworzyłem; Syn, Rodzicielkę moję własnemi rękoma ukształtowałem i udoskonaliłem” 10.

Nakoniec Marya, i w tém ma podobieństwo do Zorzy, że tak jak skoro zorza się pojawi wnet i słońce rodzi, i słońca staje się ona matką, tak i Marya skoro się pojawia, skoro o Niéj pierwsza zachodzi wzmianką w Piśmie Bożém, wnet téż tam objawia się jako Matka Syna Bożego. „A Jakób”, mówi najpierwsza z czterech Ewangelii, „zrodził Józefa męża MARY1I Z KTÓREJ SIĘ NARODZIŁ JEZUS” 11. Skoro Pismo Boże wspomniało po raz pierwszy Maryą, wnet ogłasza że jest ona Matką Jezusa. Tylko co zajaśniała zorza, a już słońce wschodzi! Świtanie więc zorzy będące początkiem dnia, jest w istocie jakby obrazem dzisiejszéj właśnie uroczystości oczekiwania Rozwiązania Panny przenajświętszéj. Ona bowiem, jako prawdziwa zorza z któréj przyjściem rozpoczął się wielki dzień łaski, w dniu to którego dziś obchodzi się pamiątka, to jest blizkim téj chwili w któréj miał się z Niéj narodzić Zbawiciel, w całéj swojéj już świetności jaśniała, gdyż jak opiewa Kościół: „Z niejto wkrótce miało narodzić się słońce sprawiedliwości Chrystus Bóg nasz, który znosząc przekleństwo, przyniesie błogosławieństwo, a śmierć pogromiwszy da nam życie wiekuiste” 12. W dniu téż to dzisiejszego święta, w najbliższém już znaczeniu, można odnosić do Maryi wyżéj przytoczone słowa Mędrca Pańskiego: „któraż to jest która idzie jako zorza powstająca”.

W początkach Kościoła, pamiątkę w dzisiejszéj uroczystości święconą obchodzili w sam dzień Zwiastowania, jako tajemnicy w któréj już Słowo Przedwieczne przyjęło było ciało w przeczystém łonie Maryi. Lecz że ta uroczystość, przypada zwykle w Wielkim poście a często w sam Wielki tydzień, więc uważano niewłaściwém, podczas pory poświęconéj wyłącznie rozmyślaniu Męki Pańskiéj i pokucie, zajmować się wesołą pamiątką blizkiego przyjścia Syna Bożego na ziemię. Ustanowiono przeto w tym celu osobne dzisiejsze Święto, i wyznaczono dzień już niedaleki samego Bożego Narodzenia. Uroczystość tę obchodzono najprzód w Hiszpanii, gdzie ją w roku Pańskim 656 ustanowiono na dziesiątym Soborze Toletańskim, a następnie za staraniem świętego Ildefonsa Biskupa tegoż miasta, upowszechniła się ona w całym Kościele.

Pożytek duchowny

Wchodząc w ducha dzisiejszéj uroczystości, powtórz z całego serca te słowa świętego Ildefonsa Biskupa, któremi on kazanie swoje na dzisiejsze święto kończy: „Ten którego masz wkrótce wydać na świat o Maryo! będzie Synem Bożym, i będzie Wielkim, będzie Bogiem mocy, Królem wszystkich wieków. Ztąd téż Tyś jest najbłogosławieńsza ze wszystkich niewiast, jedna ze wszystkich matek Matka Dziewica, Pani pomiędzy wszystkiemi które są tylko służebnicami, Królowa pomiędzy siostrami. Wszystkie odtąd pokolenia błogosławioną zwać Cię będą, a mocy niebieskie podziwiać i głosić nie przestaną Twoich przywilejów którym i my cześć najgłębszą oddajemy.”

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w przeczystym żywocie błogosławionéj Maryi Panny, w zwiastowaniu Jéj o tém przez Anioła, w ciało ludzkie Słowo Twoje przyoblec raczył; spraw pokornie prosimy, abyśmy wyznając ją prawdziwą Boga Rodzicielką, Jéj téż miłościwém pośrednictwem za nami do Ciebie, wspomożeni byli. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1093–1095.

Footnotes:

1

Age II. 8.

2

Psalm LI. 2.

3

Tob. XIII. 20.

4

Gen. XLIX. 10. 26.

5

Age. IL. 8.

6

Iza. XXV. 8. LXIV.

7

Ger. Ser. de B. N.

8

Psalm LXXIII. 16.

9

Pieś. VI. 9.

10

S Aug. contra hac tom 5 ap.

11

Mat. I. 16.

12

Antyf. do Magnif: w święto Narodz. M. B

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Adwent Wielkie Antyfony św Maria Magdalena czystość św Ildefons z Toledo
2020-12-17

Św. Łazarza, Biskupa Męczennika

Żył około roku Pańskiego 76.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z historyi Kościoła Marsylskiego.)

Święty Łazarz, podniesiony do najwyższéj jaka spotkać może człowieka godności przyjaciela Pana Jezusa, gdyż Sam Zbawiciel mówiąc o nim powiedział: „Łazarz przyjaciel nasz”, i którego miłował Chrystus w sposób tak szczególny, że gdy o nim drudzy wspominali przed Nim używali tego wyrażenia: „Oto którego miłujesz”, 1 — święty Łazarz był rodem z Betanii, małego miasteczka w okolicach Jerozolimy położonego, a które należało do jego zamożnéj i znakomitéj rodziny. Ojciec jego nazwiskiem Syr, a Matka Eucharya mieli troje dzieci: tego syna który był najstarszym i dwie córki Martę i Maryą Magdalenę. Po śmierci rodziców, gdy się podzielili wielkiemi dobrami które po nich pozostały, Marya dostała dobra zwane Magdalon położone w Galilei, a Łazarz i Marta Betanią gdzie w zamku swoim oboje osiedli.

Święty Łazarz, od lat najmłodszych odznaczał się najprzykładniejszém postępowaniem i nieposzlakowanemi obyczajami, ściśle przytém zachowując prawa Starego Zakonu. Można téż było do niego zastosować pochwałę jaką Pan Jezus oddawał Natanaelowi mówiąc: „Oto prawdziwy Izraelczyk, w którym niemasz zdrady” 2. Skoro dowiedział się o przyjściu już Zbawiciela na ziemię, szukał Go, a jak tylko ujrzał, w téjże chwili stał się Jego uczniem nieodstępnym. Owszem, tak dalece to wszystko co słyszał od Chrystusa Pana brał do serca, tak wiernie współdziałał z każdą łaską którą od Syna Bożego odbierał, że za to właśnie otrzymując ich coraz więcéj, stał się godnym szczególnéj miłości Pana Jezusa. Z tego także powodu, ile razy Pan nasz przechodził blizko zamku Betanii, odwiedzał w nim swojego świętego ulubieńca, i nawet tam zwykle najdłużéj przemieszkiwał. Każąc w tych okolicach do świętego Łazarza zawsze przychodził na przyjęcie posiłku, i także w jego zamku nocował.

Kiedy na początku trzydziestego trzeciego roku życia Swojego Chrystus Pan, chroniąc się od Żydów, którzy już czyhali na Jego osobę, przeszedł na drugą stronę Jordanu i znajdował się w dość odległéj od Betanii okolicy, święty Łazarz w zamku swoim śmiertelnie zachorował i umarł. Wtedy, Pan Jezus przybywszy do Betanii, wskrzesił go, co Ewangelia świętego Jana tak to nam opowiada:

I był pewien chory Łazarz w Betanii miasteczku Marty i Maryi sióstr jego. A Marya była to ta, która namaszczała Pana maścią, i otarła była nogi Jego włosami swojemi, kiedy nawróciwszy się, przyszła była do Zbawiciela, na uczcie u Szymona trędowatego obecnego. Te więc siostry chorego Łazarza, posłały do Pana Jezusa, i kazały mu powiedzieć: „Panie oto którego miłujesz choruje.” Co Pan Jezus usłyszawszy rzekł: „Choroba ta nie jest na śmierć ale dla chwały Bożéj, aby Syn Boży był uwielbion przez nią”. 3 Jezus wielce miłował Martę i siostrę jéj Maryą i Łazarza, lecz pomimo tego że się dowiedział iż choruje, przez dwa dni pozostał jeszcze na tém miejscu gdzie wtedy przebywał, i po ich dopiéro upływie, rzekł do uczniów: „Teraz idźmy do żydowskiéj ziemi,” na co odpowiedzieli Mu uczniowie: „Panie niedawno Żydzi chcieli Cię tam ukamienować, dla czegoż chcesz znowu wystawiać się na to?” — „Łazarz przyjaciel nasz śpi, odrzekł Pan Jezus, a więc pójdę abym go ze snu obudził.” Na co znowu uczniowie: „Panie jeśli śpi, więc będzie zdrów.” Nie rozumieli bowiem że Zbawiciel mówił im nie o śnie, lecz o śmierci jego. Wtedy Pan Jezus powiedział im wyraźnie, iż idzie do Betanii dla tego iż Łazarz umarł, i przydał: „Rad jestem żem śmierci jego nie był obecny, abyście gdy go wskrzeszę, widząc ten cud wielki, tém lepiéj się utwierdzili w wierze: idźmy przeto do niego.”

Jakoż, gdy do Betanii przybył Zbawiciel, nietylko nie zastał już przy życiu świętego Łazarza, lecz nawet znalazł go od czterech dni w grobie złożonego. Ponieważ Betania była blizko Jerozolimy, bo nie daléj jak o piętnaście stai, z miasta tego wielu Żydów przyszło do Marty i Maryi, aby je pocieszać po stracie ich brata. Tymczasem nadchodził i Pan Jezus, o którego zbliżeniu skoro dowiedziała się Marta, pozostawiając siostrę w domu, wybiegła naprzeciw Zbawiciela i rzekła do Niego jakby z pokornym wyrzutem: „Panie, gdybyś tu był obecny przy chorobie brata mojego, byłby on nie umarł.” A nie śmiejąc wyraźnie prosić aby go wskrzesił, przydała jakby przymawiając się oto: „Lecz wiem że o cokolwiek poprosisz Boga, Bóg Ci tego nie odmówi.” — „Zmartwychwstanie brat twój, powiedział jéj na to Pan Jezus,” a Marta odpowiedziała: „Wiem iż zmartwychwstanie, w dzień ostateczny, gdy wszyscy z grobu powstaną” i zatrzymała się więcéj nie śmiejąc mówić, chociaż jéj chodziło o to aby Pan Jezus jéj brata zaraz do życia przywołał. Na to odpowiedział jéj Zbawieiel: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy, choćby i umarł żyć będzie, a wszelki który żyje a wierzy we mnie nie umrze na wieki 4. Wszak wierzysz temu?” — „Wierzę Panie, odrzekła Marta, bo wierzę żeś Ty jest Chrystus Syn Boży, który na ten świat wstąpiłeś.” I to rzekłszy pobiegła co prędzéj do domu i oznajmiła Maryi siostrze swojéj o przyjściu Zbawiciela. Lecz niechcąc aby o tém wszyscy wiedzieli, powiedziała do niéj pocichu: „Przyszedł Mistrz nasz i woła cię,” co Marya usłyszawszy poszła co prędzéj do Pana Jezusa który jeszcze był wtedy za miasteczkiem, w miejscu gdzie go Marta spotkała. Ujrzawszy to ci którzy przybyli odwiedzić tę strapioną rodzinę, sądząc iż Marya tak nagle wyszła aby pójść na grób Łazarza i nad nim płakać, poszli za nią co prędzéj, aby jéj nie dozwolić w zbytnich tam rozwodzić się żalach. Lecz ona, nie do grobu brata, ale do Pana Jezusa pobiegła, a za nią i wszyscy inni. Gdy ujrzała Pana Jezusa, upadła Mu do nóg, a zlewając je łzami, przywitała go temiż słowy co i Marta mówiąc: „Panie gdybyś tu był, brat mój nie byłby umarł.” I znowu płakała, a wszystkim obecnym wzruszonym tym widokiem także łzy z oczu płynęły. Jezus tedy, gdy ja ujrzał płaczącą, i żydów którzy z nią przyszli płaczących, rozrzewnił się w duchu, wzruszył sam Siebie i rzekł: „gdzieście go złożyłi? Odpowiedzieli: „Panie, pójdź a oglądaj” a wtedy i Sam Pan Jezus tak rzewnie zapłakał że obecni ujrzawszy to zawołali: „Otóż jak go miłował” 5. Następnie poszedł do grobu który był wykuty w jaskini i ciężką płytą kamienia zamknięty, i rzekł: „Odejmijcie kamień.” Lecz Marta, obawiając się aby widok trupa czterodniowego, nie zrobił smutnego wrażenia na Boskim jéj Mistrzu, chciała aby wieka nie otwierano, i powiedziała: „Panie ciało jego już zepsute, bo czwarty dzień jak w grobie złożony.” A na to odpowiedział jéj Zbawiciel: „Wszak ci powiedziałem, że jeśli uwierzysz, ujrzysz cud wielki na chwałę Bożą.” Odjęli tedy kamień przywalający grób Łazarza, a Jezus podniosłszy oczy w górę rzekł: „Ojcze dziękuję Tobie żeś mmie wysłuchał”, a potém zawołał głosem wielkim: „Łazarzu wyjdź z grobu” 6. I w téjże chwili Łazarz powstał, mając ręce i nogi związane płachtami a twarz okrytą chustą, bo tak zwykli byli Żydzi chować umarłych. Wtedy Chrystus Pan kazał aby go rozwiązano: co gdy uczynili, zmarły stanął wśród wszystkich żyw i jak najzdrowszy. Widok tego wielkiego cudu, nawrócił prawie wszystkich obecnych tam Żydów, którzy rzucili się do nóg Panu Jezusowi, wyznając Go Synem Bożym i Zbawieielem zapowiedzianym przez proroków. Wieść zaś o tém rozeszła się wkrótce nietylko w Jerozolimie, lecz i po całéj ziemi Żydowskiéj.

Cud ten tém większe wywarł wrażenie, że Łazarz jako jeden z najbogatszych tego kraju panów, powszechnie był znanym, jak również dla wysokich cnót od wszystkich poważanym. Przed kilku dniami, wszędzie z ubolewaniem mówiono o śmierci jego, teraz cudowne jego wskrzeszenie jeszcze się bardziéj rozgłaszało. Z najodleglejszych okolic zbiegali się Żydzi aby patrząc na niego, naocznie przekonać się o tym uderzającym dowodzie przyjścia Zbawiciela na ziemię.

Lecz to właśnie jeszcze większą nienawiść rozbudziło Faryzeuszów i starszych synagogi żydowskiéj, przeciw Panu Jezusowi. Wtedy więc Zbawiciel wydalił się znowu z téj okolicy, i udał się do miasta Efrem; ale na sześć dni przed Swoją męką chcąc być bliżéj Jerozolimy, przyszedł znowu do Betanii, i tam przy uczcie na którą przybyła wielka liczba mieszkańców Jerozolimy, a głównie na to aby widzieć Łazarza wskrzeszonego, znajdował się i on przy Zbawicielu, jako żywy a uderzający dowód, Jego Boskiéj cudotwórności. Żydzi téż postanowili zgładzić go jakimkolwiek sposobem: lecz że wkrótce potém nastąpiła męka i śmierć Pana Jezusa, więc tą swoją szatańską sprawą głównie zajęci, przez pewien czas świętego Łazarza w pokoju zostawili. On tymczasem, nie odstępował już swojego najdroższego Mistrza, a po Wniebowstąpieniu Pańskiém, znajdował się wraz z Apostołami i uczniami w Wieczerniku, kiedy na zgromadzonych tam zstąpił Duch Święty.

Po śmierci świętego Szczepana, pierwszego Męczennika, gdy prawie wszyscy chrześcijanie z Jerozolimy wygnani zostali, święty Łazarz z obydwiema siostrami swojemi, udał się do miasta nadmorskiego Joppy, dziś Żafą zwanego. Lecz Żydzi widząc jak w nim samym tak i w całéj jego rodzinie nietylko najgorliwszych chrześcijan, lecz i tych których Pan Jezus szczególną swoją miłością zaszczycał, postanowili wygnać ich z ziemi Żydowskiéj, a nawet pozbawić ich życia. W tym celu, świętych Łazarza, Martę i Magdalenę, a z nimi i kilka innych osób które najbliższe miały ze Zbawicielem stosunki, wsadzili na wielką łódź nadpsutą, i na niéj bez żagli i wiosła puścili ich na pełne morze, wystawiając, jak sądzili, na śmierć niechybną. Lecz Opatrzność Boska, otoczyła cudowną opieką Swoją tę świętą rodzinę w któréj domu najczęściej przebywał Syn Boży. Na łodzi téj, dopłynęli oni wszyscy najszczęśliwiéj aż do brzegów dawnéj Galii, i wylądowali w mieście Marsylii.

Mieszkańcy téj krainy, obyczajów bardzo łagodnych, jak najgościnniéj przyjęli wędrowców tak cudownie pomiędzy niemi zjawionych, a ci wywdzięczając się im za to zaczęli głosić pomiędzy niemi Ewangelią świętą. Nie napotkali w tém żadnych prawie przeszkód, i w krótkim czasie nietylko w saméj Marsylii, lecz i w całéj téj krainie, wielka liczba pogan Chrzest święty przyjęła. Święty Łazarz, wyświęcony na Biskupa przez Apostołów, zajął się najgorliwiéj założeniem tam kościoła: wyświęcał kapłanów, a gdy szerząca się wiara tego wymagała, osadzał ich na Biskupstwa które zakładał, sam stawszy się pierwszym Biskupem Marsylii. Dokazał w końcu tego że wiele świątyń pogańskich zburzono albo przerobiono na kościoły chrześcijańskie, między któremi najsławniejsza świątynia pogańskiéj bogini Diany zamieniona została na kościół, pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny, i dotąd jest katedrą Biskupią tego miasta.

Trzydzieści lat święty Łazarz rządził tą dyecezyą przez niego założoną, aż za panowania Wespazyana, przysłany przez tego cesarza wielkorządca do Marsylii, począł srodze prześladować wiernych. Zawiadomiony od kapłanów pogańskich, że święty Łazarz był pierwszym który przyniósł tam wiarę chrześcijańską, i że on to ją tak rozkrzewił i ustalił, kazał go stawić przed sobą. Powiedziawszy mu iż wie dokładnie że on jest głównym sprawcą odstępstwa mieszkańców téj krainy od religii którą całe cesarstwo wyznaje, rzekł mu w końcu groźnie: „Albo niezwłocznie oddasz publicznie cześć bogom naszym, albo ulegniesz śmierci, wśród mąk największych.” — „Czci oddawać nie mogę, jak tylko jednemu Bogu prawdziwemu, któremu oddają cześć chrześcijanie, odrzekł na to Święty. Co się zaś tyczy śmierci którą mi grozisz, wiedz o tém, iż najszczęśliwszym będę, gdy ją poniosę za Tego który mi życie przywrócił przed wielu laty gdym już był w grobie, i który na krzyżu raczył umrzeć na to abym żył na wieki.” Wielkorządca widząc w Nim tak mężną stałość, chcąc jak najokrutniejszém z nim obejściem się, przerazić wszystkich chrześcijan, kazał go barbarzyńsko męczyć. Najprzód kazał go zbić żelaznemi knutami tak, że ciało jego jakby jedną wielką stało się raną. Gdy po takiéj katuszy tyran domagał się znowu od świętego Męczennika aby cześć bożkom oddał, a podobną jak wprzódy odebrał od niego odpowiedź, kazał go przywiązać do słupa i przeszyć strzałami, na co sprowadził liczny oddział wojska. Lecz go i wtedy jeszcze Pan Bóg przy życiu zachował, a jak się wyrażają akta jego męczeństwa, każda rana którą wtenczas odebrał, głosiła poganom cudowną moc Boga chrześcijańskiego. Potém, z rozkazu Wielkorządcy, przykładano mu do ciała rozpalone blachy żelazne, ciągle domagając się aby cześć bożkom oddał. Nakoniec sędzia, widząc iż niczém przywieść go do odstępstwa Chrystusa nie może, skazał go na ścięcie. Wyrok ten wykonano, i święty Łazarz poniósł śmierć męczeńską 17 Grudnia roku Pańskiego 76.

Pożytek duchowny

Święty Łazarz, tak szczególnie przez Pana Jezusa umiłowany na ziemi, bez wątpienia ma również wielkie łaski u Niego i w Niebie. Piszą że na jego to prośby Zbawiciel kiedy jeszcze przebywał między ludźmi, dotknął łaską nawrócenia siostrę jego Magdalenę, która z jawnogrzesznicy stała się największą Świętą. Ze szczególną więc ufnością uciekaj się do pośrednictwa świętego Łazarza, tak w potrzebach własnéj duszy jak i tych o których nawrócenie się troszczysz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Łazarza, ulubionego Chrystusowego ucznia, w cztery dni po jego śmierci wskrzeszonego, godnością biskupią i chwałą męczeństwa przyozdobił; daj nam za jego zasługami, z grobu grzechów naszych powstać i życia wiecznego dostąpić. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1089–1092.

Footnotes:

1

Jan. II. 2. 3.

2

Jan I. 47.

3

Jan XI. 4.

4

Jan XI. 25. 26.

5

Jan XI 34. 36.

6

Jan XI. 41. 43.

Tags: św Łazarz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Ewangelia św Marta św Maria Magdalena
2020-12-16

Św. Euzebiusza, Biskupa Wercelskiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 370.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Suryusza i Kardynała Baroniusza.)

Święty Euzebiusz przyszedł na świat w wieku IV, w Kagliari, stolicy wyspy Sardynii. Ojciec jego za wiarę w więzieniu umarł. Matka imieniem Restytuta owdowiawszy, przeniosła się z dziećmi do Rzymu, kiedy Euzebi był już dorosłym młodzieńcem, lecz jeszcze katechumenem: to jest gotującym się do Chrztu świętego. Zasiadający wtedy na stolicy Apostolskiéj tegoż imienia Papież święty Euzebiusz, miał sobie przez Anioła objawioném, że młodzieniec ten do wielkiéj dojdzie świątobliwości. Sam go chrzcił nadając mu swoje imię, a gdy mu ten sakrament udzielał, widziano duchy niebieskie otaczające neofitę. Od téj chwili nasz Święty, zajaśniał takiemi cnotami, że go wszyscy Aniołem ziemskim nazywali. Święty Sylwester Papież, wyświęcił go na Dyakona, a święty Marek jego następca, na kapłana. Papież ten wkrótce potém umarł; a Juliusz I-szy, wyniesiony po nim na stolicę Apostolską, oceniając w Euzebiuszu wysoką jego świątobliwość i gorliwość w obronie wiary świętéj przeciw kacerstwu aryańskiemu szerzącemu się wszędzie podówczas, zrobił go Biskupem Wercelskim w Liguryi, gdzie szczególnie ta herezya panowała.

Na godność tę wyniesiony mąż Boży, do takiéj doszedł świątobliwości, że gdy miewał Mszę świętą, Aniołowie pomagali mu do rozdawania ludowi Komunii, i wtedy śpiewem swoim od wielu słyszanym, kościół napełniali. Woda którą przy Mszy świętéj palce omywał, przywracała wzrok ślepym, oczyszczała trędowatych, i wielu chorych uzdrawiała. Gdy przybył do Wercelii stolicy swojego Biskupstwa, aryanie zatarasowali bramę od miasta, aby mu wejście zamknąć. Euzebi pomodlił się, a brama silnie zabarykadowana cudownie się przed nim otworzyła.

Papież Liberyusz następca świętego Juliusza, wysłał posłów do cesarza Konstancyusza przebywającego naówczas w Galii, aby uzyskać jego względy dla Kościoła, któremu okazywał się nieprzychylnym, wplątany będąc w kacerstwo aryańskie; do grona prałatów przeznaczonych do poselstwa tego przyłączył i świętego Euzebiusza. Za jego téż to głównie wpływem, Cesarz zgodził się na zebranie w Medyolanie Soboru, gdzie sprawa świętego Atanazego Z Aryanami, miała być nanowo rozstrzygniętą. Jakoż, w roku następnym, w mieście tém, Sobór się zgromadził: lecz że na nim cesarz z aryanami przewodził, więc z tego powodu z początku, Euzebi nie chciał do niego należeć. Wszakże późniéj z rozkazu Papieża, wraz z jego Legatami udał się do Medyolanu. Tam gdy przyszło do tego że Biskupi aryańscy, wzywali go do podpisania wyroku potępiającego świętego Atanazego, nietylko tego nie uczynił, lecz wyjąwszy z zanadrza skład wiary soboru Nicejskiego, zażądał aby najprzód wszyscy Biskupi podpisali takowy na dowód swojéj prawowierności. I- o po mianéj przez niego w tym duchu przemowie, większa część Biskupów, już uczynić chciała, kiedy Walencyusz, zagorzały Biskup aryański, święte to pismo podarł w kawałki. Cesarz Konstancyusz rozgniewany z tego powodu, wydał Euzebiego na pastwę aryanom, którzy prześladując go w różny sposób, a przez najętych złoczyńców ciężko go nawet zbiwszy, w końcu wymogli na cesarzu że go skazał na wygnanie.

Najprzód zawieziony został do miasta Scytopolis we Frygii. Tam panujący Hrabia Józef, który nawrócony z wyznania żydowskiego był prawowiernym i gorliwym katolikiem, przyjął go ze czcią największą, jako Biskupa prześladowanego za wierność Kościołowi. — Lecz Patrofilus, Biskup tegoż miasta, jeden z najzajadlejszych aryanów, dowiedziawszy się o tém, kazał go potajemnie schwycić, i zamknął go w tak ciasnéj i nizkiéj izdebce, że stać w niéj wyprostowany nie mógł, ani wyciągnąć się leżący. Kazał mu jednak zanosić potrawy z własnego stołu, lecz to w tym celu jedynie aby mógł głosić że Euzebi jest z nim, chociaż aryanem, w stosunkach i jedności. Święty przez dni kilka żadnego nie brał posiłku, żeby przez to nie dać pozoru że z kacerzem trzyma. Wycierpiał przeto wiele od głodu, a i najdotkliwszych obelg mu tam nie szczędzili. Wszakże Patrofilus, obawiając się aby tam nie umarł ze sławą Męczennika, widząc iż z jego stołu potraw w żaden sposób przyjmować nie chce, kazał mu je zanosić od innych osób.

Po pewnym czasie wywiódł go z téj ciemnicy i kazał zaprowadzić najprzód do Kapadocyi a potém do Egiptu. Wtedyto, doznał ten święty Biskup różnego rodzaju mąk, jakie mu zadawali jużto morząc go głodem, już pędząc bez miłosierdzia pieszo gdy ci co mu do straży przydani byli konno jechali; co wszystko kilka razy ledwo go o śmierć nie przyprawiło. Znosił to mąż Boży nietylko cierpliwie, lecz i ze świętém weselem, a szczęśliwy że za Chrystusa cierpi, cieszył się nadzieją że wkrótce kacerze przestaną tak przemożnie wichrzyć Kościołem.

Jakoż, doczekał się tego. Po śmierci Konstancyusza, w roku Pańskim 361 zaszłéj, Julian krewny jego, na tron wstąpiwszy, przywołał z wygnania wszystkich Biskupów, a pomiędzy nimi i Euzebiego. Nie zaraz jednak wrócił on do swojéj stolicy, gdyż Papież znając jego gorliwość w zwalczaniu kacerzy, którzy szczególnie na Wschodzie rozwielmożnili się byli, zamianował go swoim Legatem w téj części cesarstwa. Wtedy Euzebiusz udał się najprzód do Aleksandryi, aby się widzieć ze świętym Atanazym Biskupem tego miasta, w obronie którego właśnie tyle wycierpiał. Zgromadził tam wraz z nim Sobór prowincyonalny, który go wysłał do wszystkich miast na Wschodzie dla przyjmowania na łono Kościoła prałatów, kleryków i inne osoby, które prześladowanie Konstancyusza wpędziło było w sektę aryańską. Dokonał tego błogosławiony Biskup z najpożądańszym skutkiem i wielkiém zadowoleniem katolików, których wszędzie budował swoją świątobliwością, a kazaniami utwierdził w wierności Kościołowi. Udał się także i do Antyochii, gdzie Kościół rozdzielony był i wichrzony sekciarzami; lecz tam wystawiwszy się tylko na wielkie niebezpieczeństwo grożące jego życiu, nie wielkiemi pożytkami prac swoich mógł się cieszyć, z powodu nietrafności postępowania w tejże sprawie miejscowego Biskupa Paulina.

Przebiegłszy tym sposobem wszystkie Dyecezye na Wschodzie, i przywróciwszy w nich Kościołowi pokój, powrócił do Włoch. Tu znowu, gdzie tylko się pojawił, przywodził aryanów do wyrzeczenia się swoich błędów i jednał ich z Kościołem. Z taką bowiem łagodnością i miłością z nimi postępował, że prawie żaden z tych z którymi się zetknął, nie mógł mu się oprzeć. W Rzymie, Papież go przyjął ze szczególnemi względami i największą łaskawością. Gdy do swojéj stolicy w Wercelii przybył, wierni którzy tłumnie wyszli na jego spotkanie, tak byli uradowani z jego powrotu, że porwawszy go na ręce za miastem, zanieśli do katedry na tron Biskupi.

Pod jego zarządem, odżyła ta Dyecezya i znikły w niéj resztki kacerstwa aryańskiego. Zajął się téż jak najgorliwiéj, aby żadne ślady téj zgubnéj sekty nie pozostały pomiędzy jego Dyecezyanami. Używał na to wszelkich środków. Chcąc rozżywić pomiędzy wiernymi ducha zakonnego, któremu aryanie byli najprzeciwniejsi, sprowadził z Egiptu zakonników, których będąc tam podziwiał świątobliwość, i wybudował im klasztor w Wercelii hojnie go zaopatrzywszy. Co większa: przekonany że nic skuteczniéj nie przemawia do drugich, jak własny przykład, chociaż wtedy już w bardzo podeszłym był wieku, niezrzekając się wcale zarządu swojéj Dyecezyi, owszem zajmując się nim najczynniéj i najgorliwiéj, sam do tego zgromadzenia wstąpił. Większą część nocy spędzał na modlitwie, w postach był ustawiczny, w uczynkach miłosierdzia niezmordowany. Odwiedzał biednych po mieszkaniach, wspierał ich hojnie, a żaden ubogi udający się do niego, nie odchodził nigdy bez pociechy i jałmużny. Wybudował wspaniały kościoł, pod wezwaniem świętego Teonasta Męczennika, i zrobił z niego katedrę Biskupią, którą późniéj jeden z jego następców Albin, przez świętego Hermana Biskupa Angzereńskiego wyświęcił pod wezwaniem świętego Euzebiego. Zpomiędzy znaoznéj liczby kapłanów których miał ciągle przy sobie i którzy byli jego synami duchownymi, wielu wyszło na wielkich sług Bożych, jakoto: święty Dyonizy Biskup Medyolański Męczennik, święty Limeniusz który wstąpił po nim na Biskupstwo Werceleńskie, święty Honorat który mu towarzyszył nieodstępnie na wygnaniu, a który po świętym Limeniuszu zostawszy Biskupem Werceleńskim, usposabiał na śmierć świętego Ambrożego, święty Gaudenty Biskup Nowarry i wielu innych.

Euzebi był bardzo wymowny, a w językach greckim i łacińskim tak biegłym jak mało który z najuczeńszych mężów za jego czasów. Kilka ksiąg Orygenesa najstaranniéj z błędów oczyścił, i na łaciński język przełożył. Będąc na wygnaniu, napisał kilka odezw Biskupich do duchowieństwa i ludu swojéj Dyecezyi, pełnych świętego namaszczenia i głębokiéj nauki. W jednéj z nich opisuje jak go aryanie męczyli, niemogąc wymódz na nim zatwierdzenia swoich błędów. Powiada że razu pewnego obaliwszy go u wierzchu u schodów i porwawszy za nogi, zwlekli aż na dół: „Kacerze, pisze on przy końcu, chlubią się swoją wielką potęga; chciałem téż im dowieść że się jéj nie obawiam, oddając im jak katom ciało moje na pastwę. Przez dni kilka nie oszczędzali mnie wcale, lecz ani słowa z ust moich wydobyć nie mogli.”

Wszakże i po powrócie jego do Wercelii, czyhali oni bezustannie na niego, widząc w nim głównego swojego i na Wschodzie i we Włoszech pogromcę. Wszczynali mu ciągle nowe trudności, z których wychodził zawsze zwycięzko, a ci nieprzyjaciele Chrystusowi porażeni zostawali. Postanowili téż w końcu, pozbyć się go jakimkolwiek sposobem. Podbudzili rokosz w mieście, wśród zamieszania porwali świętego Biskupa z jego mieszkania, potém włócząc go obalonego na ziemię po skalistéj drodze, z czego wiele ciężkich ran poniósł, w końcu domordowali kamieniami. Poniósł śmierć dnia 1-o Sierpnia, roku Pańskiego 371, mając już wtedy lat ośmdziesiąt ośm, i Martyrologium Rzymskie pod dniem dzisiejszym o nim wspominając, nazywa go Męczennikiem. Ciało jego pochowane zostało w kościele świętego Teonasta, przez niego zbudowanym, a gdy w wieku XVI tę katedrę przebudowywano, znaleziono na grobie jego wiersze, opisuiyce jego śmierć męczeńską.

Pożytek duchowny

O! jak ci drogą być powinna wiara święta katolicka, krwią i śmiercią tylu świętych Męczenników ustalona i swierdzona! Dziękuj z całego serca Panu Bogu, że ci dał na łonie jéj narodzić się; lecz pamiętaj że aby w niéj być zbawionym, i uczynki do praw tejże wiary świętéj ściśle i we wszystkiém stosować potrzeba.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną uroczystością błogosławionego Euzebiusza rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę Jego przejścia do Nieba, jego tam pośrednictwem za nami cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1086–1089.

Tags: św Euzebiusz z Vercelli „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik arianizm św Atanazy
2020-12-15

Św. Malcha, Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego był napisany przez świętego Hieronima)

Święty Malch żyjący w wieku IV, był rodem z Nizybii prowincyi Syryjskiéj. Oto jak on sam opowiedział historyą życia swojego świętemu Hieronimowi, którą tenże spisał, a którą my tu dosłownie prawie podajemy.

„Rodzice moi, u których byłem Jedynakiem, chcąc się doczekać dalszych potomków, mieli zamiar ożenić mnie gdym do lat doszedł. Powiedziałem im, że postanowiłem zostać pustelnikiem. Ojciec używał najsurowszych środków aby mnie od tego odwieść, a matka najłagodniejszemi tego samego chciała dopiąć. Lecz ja, nieodstępując od mojego zamysłu, opuściłem dom rodzicielski.

Na Wschód udać się nie mogłem, z powodu wojny jaką prowadzili wtedy Rzymianie z Persami; poszedłem więc ku Zachodowi, i przybyłem na puszczę Kalcyjską. Zastawszy tam zgromadzenie pustelników, przyłączyłem się do nich. Wspólnie z nimi pracowałem na utrzymanie życia, a zapatrując się na ich przykłady, ścisłe zachowywałem posty i starałem się wszelkie w sobie namiętności ujarzmić. Przepędziwszy z nimi lat kilka, i dowiedziawszy się że ojciec mój umarł, umyśliłem udać się do matki, aby przy jéj owdowieniu być dla niéj pociechą, po jéj zaś śmierci jednę część majątku rozdać na ubogich, za drugą postawić klasztor, a trzecią zostawić na moje własne utrzymanie. Oznajmiłem to mojemu Opatowi, który mi wręcz powiedział, iż to jest pokusą szatańską, przytaczał wiele przykładów pustelników, którzy się zgubili ulegając takowéj, i nakoniec, gdy widział iż na wszystko głuchy jestem, padł mi do nóg, prosząc i zaklinając abym raz poświęciwszy się na służbę Bogu w pustelniczym zawodzie, już go nie odstępował. Niestety! upór mój i takiemi dowodami jego miłości, przezwyciężyć się nie dał. Pożegnałem się z braćmi, a święty Opat odprowadzając mnie aż za puszczę, ciągle mnie namawiał abym na niéj pozostał, mówiąc: „Owieczka która się oddziela od trzody, każdéj chwili wystawioną jest na pożarcie przez wilka.”

Pomimo tego, puściłem się w drogę, a doszedłszy do gościńca prowadzącego z Berei do Edessy, przyłączyłem się do podróżnych w liczbie siedemdziesięciu idących; gdyż zwykle zbierano się tłumami, aby łatwiéj obronić się od napadających Saracenów. Lecz to nam nie pomogło; wkrótce napadli na nas Izmaelici, i wszystkich zabrali do niewoli. Ja z jedną z kobiet która była z liczby podróżujących, dostałem się w posiadanie pewnego poganina.

Gdy po przebyciu wielkiej pustyni i szerokiéj rzeki, zaprowadził on nas do swego zwykłego mieszkania, przeznaczył mnie do paszenia owiec w polu. Bardzo rad byłem temu, gdyż mnie to uwalniało od stosunków z poganami, i mogłem tam wieść życie jakby na pustyni, zatapiając się w bogomyślności i w różny sposób trapiąc moje ciało. Niedługo wszakże téj pociechy używałem; pan mój zadowolony bardzo z wiernéj mojéj służby, dla wynagrodzenia mnie, jak mówił, chciał abym poślubił tę kobietę która ze mną dostała się do niewoli, a która miała męża, innemu Izmaelicie zaprzedanego. Odpowiedziałem, iż mi się nie godzi jako chrześcijaninowi, żenić się z kobietą która jest żoną innego człowieka. To właściciela mojego w taką złość wprawiło, że porwawszy miecz, byłby mnie nim przebił, gdyby nie to żem w téjże chwili podał rękę téj kobiecie.

Po tak dotkliwém dla mnie wydarzeniu poszedłem z nią do jaskini na wpół rozwalonéj, i tam przepełniony największym smutkiem, widząc jak mnie Bóg karze za opuszczenie pustelniczego życia, oświadczyłem mniemanéj żonie mojéj, że raczéj wolę śmierć męczeńską ponieść, aniżeli poczytywać ją za małżonkę. Do takiéj nawet dochodziłem rozpaczy, że już chciałem przebić się sztyletem, kiedy ona padając mi do nóg rzekła: „Dla czegoż chcesz śmierć sobie zadać byle nie być moim mężem, kiedy i ja wolałabym umrzeć, niż stać się twoją żoną. Niech sobie nasz pan myśli żeśmy małżonkami, a Pan Jezus niech widzi że tylko żyjemy z sobą jak brat z siostrą.” Poszedłem za jéj mądrą radą, a dziedzic nasz myśląc żeśmy się według jego woli zaślubili, przywrócił mi swoje łaski i trzodę powierzył. Znowu więc moje samotne życie na polu, prowadzić zacząłem.

Razu pewnego, gdym był sam wśród pola, żywo stanęli mi na pamięci święci pustelnicy, których towarzystwa dobrowolnie się pozbyłem. Szczególnie przyszedł mi na myśl ten ukochany Opat, który był dla mnie najlepszym ojcem, który z taką troskliwością zajmował się moją duszą, i tak rzewnie ubolewał nad moją ucieczką. Gdym w myślach tych był zatopiony, ujrzałem na małéj ścieżce mnóstwo mrówek, krzątających się około zbierania zapasów żywności na zimę i podziwiałem ich pomysł. Przypomniało mi to, że Salomon przedstawia leniwcom pracowitość mrówki, upominając ich aby ze swojéj gnuśności powstali. Zaczęła mi téż więcéj niż kiedy ciążyć moja niewola, i gorąco zapragnąłem być uczestnikiem tych mrówek duchownych, które po klasztorach i puszczach pracują dla dobra wspólnego, a nic własnego nie mają. Myśli te bardzo mnie zasmuciły, a moja mniemana żona, gdy do niéj wieczorem wróciłem, spostrzegłszy to, spytała mnie o powód. Wyznałem jéj prawdę, a ona podała myśl abyśmy uciekali. Zgodziłem się na to, i poleciwszy jéj aby to w tajemnicy trzymała, ciągle przemyśliwaliśmy jakby ten zamiar do skutku doprowadzić, aż nakoniec wykonaliśmy takowy.

Miałem w trzodzie dwa wielkie kozły. Zabiłem je i odarłem ze skóry, a gdy noc nadeszła, puściliśmy się w drogę i niosąc te skóry doszliśmy do rzeki. Przebyliśmy ją na tychże skórach nadętych puszczając się z biegiem wody, aby przybijając jak najniżej do drugiego brzegu, nie pozostawić najmniejszego po sobie śladu naszemu panu, gdyby nas gonił. Wysiadłszy na brzeg, pędziliśmy co siły, więcéj idąc nocami niż dniem, z obawy aby nas inni poganie nie napadli, a ciągle oglądając się czy nas kto nie goni. Owoż, dnia trzeciego, ujrzeliśmy daleko za nami dwóch ludzi, pędzących na wielkich wielbłądach, a którzy, jak się zdawało, już nas zoczyli. Obawialiśmy się czy to nie jest nasz właściciel, i tak w istocie było. Struchleliśmy od przerażenia, i już nam śmierć stała przed oczyma, gdyż ślady naszych stóp po piasku, dawały mu możność dosięgnięcia nas za chwilę. Głęboka jaskinia, którąśmy ujrzeli przy sobie, posłużyła nam za ukrycie, lecz obawa abyśmy w głąb jéj wszedłszy nie wpadli na jakie dzikie zwierzę któreby nas pożarło, zmusiła nas ukryć się w zagłębieniu tejże jaskini na lewéj stronie będącém, i tam ze drżeniem oczekiwaliśmy losu jaki nas czeka. Mój Boże! jakiéż było nasze przerażenie, kiedy nagle usłyszeliśmy naszego pana zatrzymującego się z jednym ze swoich niewolników przed jaskinią, do któréj ślady nasze go doprowadziły, i gdy temuż niewolnikowi kazał aby nas ztamtąd wywlókł, gdy on sam przez ten czas pilnować będzie wielbłądów. Ten wszedł w jaskinię trzy albo cztery kroki dalej od miejsca w którym byliśmy schowani, lecz nie spostrzegł nas, gdyż przechodząc z dziennego światła do ciemności téj pieczary, znajdował się jakby wśród ciemnéj nocy, my zaś widzieliśmy go z naszéj kryjówki, albowiem na niego zewnątrz padało słońce. Skoro wszedł krzyknął: „Wychodźcie ztąd nędznicy, wychodźcie dzieci śmierci, pan wasz stoi przed jaskinią, i zada wam ją niezwłocznie; boście na nią zasłużyli.” Na hałas ten, lwica ukrywająca się w téj jaskini wyleciała, rzuciła się na niego, w mgnieniu oka udusiła i zawlekła w najciemniejsze miejsce pieczary. Gdy zaś on nie powracał, pan nasz sądząc iż ponieważ nas było dwoje więc mu opór stawiamy, wpadł do jaskini z mieczem w ręku ze wściekłym krzykiem, lecz w tejże chwili lwica i jego poszarpała w kawałki.

Obronił nas więc Pan Bóg od dwóch naszych najstraszniejszych nieprzyjaciół, lecz jeszcze bezpiecznymi nie byliśmy, obawiając się drapieżności lwicy, która nas mogła pożreć jak ich obydwóch pożarła. Nie śmieliśmy się tedy ruszyć, i cała nadzieja nasza wśród tak wielkiego niebezpieczeństwa, była w czystości którąśmy zachowali, i któréj przypisywaliśmy wielkie miłosierdzie Boskie nad nami, gdyż nas od najwyraźniéj grożącej śmierci wybawić już raczył. Jakoż, to miłosierdzie i ostatecznie nas wyratowało; lwica snać sądząc że odkryto jéj legowisko, a obawiając się jakiéj zasadzki, nad rankiem wzięła w paszczę lwiątko i poszła sobie z jaskini, pozostawiając nam w niéj wolne i bezpieczne już miejsce. Czekaliśmy jednak dzień jeszcze cały, obawiając się abyśmy jéj gdzie blizko jéj zwykłéj kryjówki nie spotkali, a wieczorem wyszedłszy, znaleźliśmy wielbłądy, spokojnie dojadające swój obrok. Wsiedliśmy na nie, posiliwszy się trochę z zapasów które na nich były, i po dziesięciu dniach podróży, przybyliśmy do obozu Rzymian, gdzie dowódcy wojska, któremu nas przedstawiono, opowiedzieliśmy wszystko co się nam wydarzyło. Ztamtąd, odesłano nas do Sabijana, Wielkorządcy Mezopotamii. Dostawszy się do tego kraju przedaliśmy wielbłądy, kobietę która ze mną była umieściłem w klasztorze gdzie mieszkały bardzo świątobliwe dziewice, a sam, chociaż dowiedziałem się że mój ukochany Opat już umarł, powróciłem do pustelników, nad którymi on był przełożonym.”

Tak tedy opowiedział swoję historyą święty Malch świętemu Hieronimowi, który przy téj sposobności, następującą zbawienną naukę ten żywot jego zakończa: „Malch będąc już bardzo starym, opowiedział mi to wszystko gdy byłem młodym, a toż samo powtarzam teraz, w podeszłéj będąc i sam starości. Przedstawiam tu duszom miłującym czystość, uderzający przykład téj świętéj cnoty: niech on zachęci i pobudzi wszystkich do jak najwierniejszego jéj zachowania. Powtarzajcie tę historyą waszym potomkom którzy po was przyjdą, aby widzieli że święta cnota czystości, dochowaną być może wśród największych niebezpieczeństw, a za najpewniejszy puklerz służy, jak przeciw okrucieństwu ludzi, tak i przeciw dzikich zwierząt drapieżności, i że prawdziwy sługa Jezusa Chrystusa może być zabitym, lecz nigdy zwyciężonym.”

Święty Hieronim powtarzając dosłownie opowiadanie świętego Malcha, nie przydaje szczegółów jego życia po wyjściu z niewoli. Zdaje się jednak, z tego co pisze ten święty Doktor, że gdy on sam przebywał w Maronii około roku Pańskiego 375, zastał tam błogosławionego Malcha mieszkającego razem ze świątobliwą towarzyszką przygód jego życia. Podeszły już wtedy wiek ich obojga i znane w całym kraju ich dzieje, odwracały wszelkie z tego powodu zgorszenia. Jakoż, znani byli powszechnie z tak wielkiéj świątobliwości, że, jak się wyraża święty Hieronim, wszyscy ich mieli w szczególnéj czci, jakby nowych świętych Zacharyasza i Elżbietę, i w każdéj ciężkiéj potrzebie uciekano się do ich modlitwy. Zdaje się nawet, że święty Malch, umarł w mieście Maronii, gdyż Martyrologium Rzymskie pod dniem 21 Października ogłaszając jego święto, toż miasto wspomina.

Pożytek duchowny

Masz w życiu świętego Malcha, uderzający dowód na jakie niebezpieczeństwa naraża się dusza, gdy powołania swojego odstępując, przeniewierza się Panu Bogu. Wprawdzie, Święty którego żywot czytałeś, wyszedł z takowych zwycięsko, wspierany cudowną łaską Boską Wszakże nie godzi się nikomu narażać się na nie, bo mało kto z nich wychodzi obronną ręką.

Modlitwa.

Boże! któryś błogosławionego Malcha Wyznawcę Twojego, wśród niebezpieczeństw na które naraziła go niestateczność w powołaniu, obronną ręką przeprowadzić raczył; za jego wstawieniem się, spraw miłościwie, abyśmy i w powołaniu naszém byli wytrwali, i od wszelkich niebezpieczeństw duszy i Ciała, zostali uchronieni. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1083–1086.

Tags: św Malch „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik czystość starość powołanie obowiązki stanu
2020-12-14

Św. Spirydona, Biskupa cypryjskiego

Żył około roku Pańskiego 330.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Spirydyon rodem z wyspy Cypru, przyszedł na świat w drugiéj połowie III wieku. Był synem rodziców bardzo zamożnych, lecz że ich bogactwo stanowiły głównie wielkie trzody owiec, więc młodym chłopaczkiem będąc, sam je pasał w polu. Późniéj starannie wychowany, odznaczał się od lat najmłodszych wielką pobożnością i wielkiém dla biednych miłosierdziem. Pojąwszy za żonę dziewicę podobnież bardzo pobożną, po pierwszéj córeczce jaką mieli, poślubili dozgonną czystość i odtąd jak brat z siostrą żyli. Niezadługo potém straciwszy żonę, Spirydyon odsunął się zupełnie od świata, i oddawał się już tylko bogomyślności, czytaniu ksiąg świętych i miłosiernym uczynkom, a odtéj już pory Pan Bóg obdarzył go łaską czynienia cudów: wielu chorych uzdrowił i wielu opętanych od złego ducha uwolnił.

Młodym był jeszcze, gdy po śmierci biskupa Cypryjskiego na tę godność wyniesiony został. Na pasterstwie zajaśniał i wysokiemi cnotami, i nadzwyczaj licznemi cudami. Zwykle odbywał podróże po swojéj Dyecezyi pieszo, i gospodą stawał u najbiedniejszych ludzi, za co im zawsze wypraszał jakąś szczególną i wielką łaskę Bożą. Raz znajdując się w domu pewnego mieszkańca, który go gościł u siebie, gdy gospodyni z wielką uprzejmością mu usługiwała, odchodząc rzekł do niéj po cichu: „Wyspowiadaj się z grzechu zatajonego, który ci obciąża sumienie.” Jakoż, kobieta ta przez wiele lat świętokradzką spowiedź odbywała. Zdziwiona że święty Biskup to odgadł, poszła zaraz do spowiedzi, i uczyniwszy najdokładniejsze wyznanie, wyszła z niebezpiecznego stanu w jakim zostawała jéj dusza.

Kiedy w Nicei odbywał się Sobór zwołany przez Papieża świętego Sylwestra, na którym kacerstwo Aryusza potępioném zostało, znajdował się na nim i święty Spirydyon. Zgromadziło się tam wtenczas, dla przypatrzenia l się tak poważnemu zgromadzeniu, nietylko 1 wielu uczonych chrześcijan, lecz i kilku najsławniejszych filozofów pogańskich. Między nimi był jeden nadzwyczaj bystrego rozumu, znakomitéj wymowy a tak zręczny i wykrętny w swoich rozumowaniach, że najuczeńsi Biskupi katoliccy wdawszy się z nim w rozprawy, przekonać go o prawdzie nauki chrześcijańskiéj nie mogli. Dowiedziawszy się o tém Spirydyon, poprosił aby z nim samym publicznie filozof ów rozprawił się. Ten zgodził się na to tém chętniéj, że Święty nie uchodził wcale za uczonego i biegłego w rozprawach. Gdy do takowéj przyszło, Spirydyon w najprostszych słowach streścił filozofowi całą naukę chrześcijańską o przenajświętszéj Trójcy, o Wcieleniu Syna Bożego, o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa, i potém rzekł do niego: „Oto jest wyznanie wiary chrześcijańskiéj: teraz zrób wyznanie tego w co ty wierzysz. Na co mędrzec pogański, z razu zmieszany, a w tejże chwili łaską Boską oświecony, odpowiedział: „Wierzę w to co ty wierzysz, i wyznaję żeś powiedział prawdę”, a potém zwracając się do innych filozofów swoich towarzyszy, zdziwionych taką nagłą w nim przemianą, rzekł do nich: „Gdy rozprawiano ze mną używając ns przekonanie mnie słów wymownych, i rozumowań czysto ludzkich, odpierałem wymowa wymowę, i naprzeciw rozumowaniom ludzkim, stawiałem ludzkie rozumowanie. Lecz gdy moc Boża przemówiła do mnie przez usta sługi Swojego, wymowa i rozumowanie ludzkie oprzeć się jéj nie mogły.” Nawrócił się tedy i o Chrzest święty prosił.

Podczas gdy Spirydyon był na tym Soborze, gdzie wiele i innych cudów uczynił, umarła na Cyprze córka jego Irena, wielkiéj świątobliwości dziewica. Po powrócie ojea do Dyecezyi, przybyła do niego pewna kobieta, wielce zasmucona, z powodu iż córce jego powierzyła była do schowania nadzwyczaj kosztowny dyament, lecz takowego od niéj przed śmiercią nie odebrała i nie miała czasu dowiedzieć się gdzie był schowany. Spirydyon przetrząsł całe mieszkanie córki, a nieznalązłszy klejnotu, w towarzystwie kilku osób poszedł na grób jéj i rzekł: „Ireno córko moja, gdzieś schowała klejnot który ta kobieta powierzyła straży twojéj?” Dziewica odpowiedziała na to jakby żywą była: „złożyłam go na tém i na tém miejscu, i takowe wymieniła, i tam go mój ojcze znajdziesz.” – Spoczywaj więc w spokoju córko moja, odpowiedział ojciec, aż cię Pan w dzień sądu obudzi, aby cię wskrzesić z innemi.” Potém udał się na miejsce przez Irenę wskazane, znalazł dyament i oddał go kobiecie do któréj należał.

Konstancyusz który po Konstantynie został cesarzem Wschodnim, wydawszy wojnę Persom, ciężko zachorował w Antyochii. Gdy lekarze oświadczyli iż żadnéj nadziei nie mają przyprowadzenia go do zdrowia, uciekł się on do Pana Boga. Podczas modlitwy wśród nocy, stanął przed nim Anioł, a przy nim liczne grono Biskupów, z których wskazał mu dwóch szczególnie, mówiąc: „Jeden tylko z tych dwóch może cię uzdrowić.” Cesarz spragniony powrótu do zdrowia, kazał sprowadzić do siebie jak najwięcéj Biskupów. Skoro między niemi ujrzał biskupa Cypryjskiego, zaraz poznał iż był jednym z tych dwóch których mu Anioł wskazał, i prosił go aby się nad nim pomodlił. Spirydyon położywszy ręce na głowie cesarza wezwał imienia Pańskiego, i wnet go uzdrowił.

Lecz przy tym codzie, trzy jeszcze inne zaszły okoliczności, dowodzące świętości tego Biskupa. Sługa Boży ubierał się bardzo biednie gdy wszedł do pałacu cesarskiego, a jeden z żołnierzy będący ns warcie, ujrzał go na schodach prowadzących do mieszkania Konstancyusza, wziąwszy go za jakiego włóczęgę, krzyknął na niego aby się wrócił. Widząc zaś że Spirydyon idzie daléj, przyskoczywszy do niego dał mu policzek i wypędził z pałacu. Święty przyjął tę obelgę najspokojniéj, i po chwili znowu powrócił. Tymczasem ów Żołnierz dowiedział się iż to był Biskup, upadł mu więc do nóg prosząc o przebaczenie, a Spirydyon uściskał go serdecznie, dając mu tylko naukę, że i z ubogim należy się obchodzić z miłością.

Święty ten cudotwórca, nietylko na ciele uzdrowił cesarza, lecz i na duszę jego wpłynął najzbawienniéj. Dotąd w niewielkich względach było u Konstancyusza duchowieństwo; od téj pory ten stan szczególnie poważał, i nawet wydał rozporządzenie mocą którego wszystkich sług Ołtarza od podatków uwolnił. Po odzyskaniu zdrowia za modlitwą świętego Spirydyona, cesarz chciał mu ofiarować bardzo bogate dary. Biskup nie chciał przyjąć ich z razu, lecz gdy cesarz silnie nalegał, wziął je i niezwłocznie w Antyochii rozdał ubogim. Konstancyusz nie obraził się za to wcale, mówiąc: „Nie dziwię się że człowiek ten tak wielkie cuda czyni, kiedy tak dalece umie gardzić dostatkami ziemskiemi.” Przykładem zaś jego i sam pobudzony, na podziękowanie Panu Bogu za cudowne uzdrowienie, z hojnością cesarską poczynił jałmużny.

Podczas tego pobytu w Antyochii, Święty według swego zwyczaju, nie przyjął mieszkania w pałacu cesarskim, chociaż mu je przygotowano, lecz stanął u jednego z mniéj zamożnych mieszczan. Tam przybiegła do niego uboga kobieta niosąc na ręku nieżywe dziecię, które złożyła u nóg jego, niemogąc nawet od płaczu powiedzieć że go prosi aby je wskrzesił. Spirydyon zdjęty wielką litością nad strapioną matką, pomodlił się nad dzieckiem, i podnosząc je żywe, oddał téj kobiecie. Matka tak tém uradowaną została, że z téj radości tknięta apopleksyą, na miejscu padła nieżywą. Sługa Boży wzniosłszy oczy i ręce do Nieba zawołał: „Panie powróć życie matce, kiedyś dla niéj wskrzesił dziecko.” Pan Bóg go wysłuchał i niewiasta wnet ożyła, czemu obecni dziwiąc się, chwalili Boga najwyższego, Pana życia i śmierci, a który wielkim sługom Swoim, mocy czynienia takich cudów raczy udzielać.

Spirydyon miał znaczną trzodę, przeznaczoną głównie na wspieranie ubogich, a z któréj niekiedy sprzedawał owce, jeśli mu na jałmużnę pieniędzy potrzeba było. Zdarzyło się, że pewien kupiec nabył u niego sto sztuk z téj trzody. Święty kazał mu złożyć pieniądze za nie należne, a pójść w pole i zabrać sto owiec. Człowiek ten, wiedząc iż Biskup zwykle nie liczy pieniędzy które mu dają, nie dołożył należności za jednę owcę. Gdy z pola pędził ich sto do swego mieszkania, jedna z nich po trzykroć mu się wyrywała i wracała do trzody. Wziął ją więc na plecy, i niósł za innemi, lecz owca tak beczała i tłukła go głową, że przechodzący dziwili się temu, a Biskup spotkawszy go, rzekł do niego: „Patrz mój przyjacielu, czy nie dla tego ta owca iść z tobą nie chce, żeś za nią należności nie dopłacił.” Kupiec zawstydzony, przyznał się że tak jest w istocie, należność złożył, i owca z innemi poszła bez żadnéj trudności.

Święty ten Biskup miał taki zwyczaj: gdy kto z ubogich przychodził go prosić o pożyczenie pieniędzy, wskazywał mu gdzie są złożone i mówił: „idź i weź ile ci potrzeba.” A potém gdy dłużnik odnosił należność, nielicząc jéj kazał składać w témże miejscu zkąd była wziętą. Pewien kupiec, często u niego pożyczał i w ten sposób brał i odnosił pieniądze. Razu pewnego, gdy mu Biskup kazał położyć to co przyniósł na swojém miejscu, kupiec udał że pieniądze składa, lecz w istocie zabrał je z sobą do domu. Po niejakim czasie, przyszedł znowu prosić Biskupa o pożyczkę. Święty, według swego zwyczaju, kazał mu pójść do kasy i wziąść to co mu potrzebne. Kupiec otworzywszy kufer, który w istocie był pełen, ujrzał go próżnym. Zdał z tego sprawę Świętemu, który mu powiedział: „Widzisz jak cię Pan Bóg za twoję niesumienność ukarał”, co słysząc kupiec do winy się przyznał, a Biskup zaprowadziwszy go do skrzyni, dobył tyle pieniędzy ile on potrzebował, i pożyczył mu znowu takowe.

Takiemito słynąc cudami, któremi Pan Bóg chciał uczcić wysoką świątobliwość jego, gdy już w bardzo podeszłym był wieku, miał sobie objawiony dzień śmierci. Kiedy ten nadszedł, zwołał wielu kapłanów swojéj dyecezyi, dał im najzbawienniejsze upomnienia, polecając szczególnie wzajemną miłość i wielką dla nawracających się grzeszników łagodność, i zasnął słodko w Panu dnia 14 Grudnia około roku Pańskiego 330. Jak za życia tak i po śmierci wielu zasłynął cudami.

POŻYTEK DUCHOWNY

Czytałeś w życiu świętego Spirydyona, że on prostém orzeczeniem tego w co wierzy Kościoł święty, nawrócił mędrca pogańskiego, którego najuczeńsze rozprawy przywieść do tego nie mogły. Bierz ztąd naukę, że gdy cię jaki niedowiarek wyzywa do rozprawy o religii, najlepiéj uczynisz, gdy mu po prostu powiesz jaką jest nauka Kościoła i że w nią wierzysz, bez wdawania się w niewłaściwe dla ciebie rozumowania.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Spirydyona Wyznawcę i Biskupa Twojego, łaską czynienia wielu cudów obdarzyć raczył; daj nam za jego pośrednictwem i zasługami, tak mocno w wierze świętéj być utwierdzonymi, aby nas żadne niedowiarków rozumowania zachwiać w niéj nie mogły. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1080–1082.

Tags: św Spirydon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup spowiedź arianizm I sobór nicejski mądrość apologetyka
2020-12-13

Św. Łucyi, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 304.

(Żywot jéj wyjęty jest z Akt męczeńskich Kościoła Sycylijskiego.)

Święta Łucya ze znakomitéj i bogatéj rodziny Sycylijskiéj pochodząca, urodziła się w Syrakuzie, niegdyś stolicy téj wielkiéj wyspy, w drugiéj połowie trzeciego wieku. Była chrześcijanką od dzieciństwa i bardzo pobożną, a szczególną miłośnicą świętéj cnoty czystości, którą, skoro do lat doszła, poślubiła Panu Jezusowi. Ponieważ jaśniała nadzwyczaj piękną urodą, najstaranniejsze odebrała wychowanie i znaczne posiadała wiano, więc wielu młodzieńców ubiegało się o jéj rękę. Rodzice życzyli sobie aby koniecznie wyszła za jednego z najbogatszych panów Sycylijskich, który chciał ją pojąć w małżeństwo a był poganinem. Entychia matka świętéj Łucyi, chociaż chrześcijanka, była także zatém, gdyż ów młodzieniec odznaczał się bardzo dobremi obyczajami, sądziła przeto, że Łucya sama będąc tak pobożną, i tego którego jéj na męża przeznaczała nawróci. Nalegała więc usilnie na córkę aby przystała na ten związek, lecz święta Łucya robiła matce uwagę, że będąc tak młodą, może nie śpieszyć się z wyborem męża, a przytém mówiła jéj, że chciałaby ile możności nie odstępować matki, która była słabego zdrowia i już od lat kilku wdową. Entychia więcéj nie nastawała, a Święta uradowana iż tą rażą potrafiła odwrócić zamiary względem jéj wyjścia za mąż, gorąco prosiła Pana Boga, aby już nadal od tego ją zachował i polecała to szczególnéj opiece przenajświętszéj Panny, do któréj od dzieciństwa najserdeczniejsze miała nabożeństwo.

Tymczasem Entychia zapadła gorzéj na zdrowiu. Przez lat cztery cierpiąc wielkie krwotoki, od najbieglejszych lekarzy napróżno zasięgając rady, blizką już była śmierci. Pod tę porę, w całéj Sycylii wierni wielkie mieli nabożeństwo do świętéj Agaty Męczenniczki, która za prześladowania cesarza Decyusza, poniosła śmierć męczeńską za Chrystusa w mieście Katanie, gdzie zwłoki jéj spoczywały. Do grobu jej liczne odbywały się pielgrzymki, i cudownych łask ciągle tam doznawali wierni. Święta Łucya doradzała matce, aby odbyła pielgrzymkę do Katany, upewniając iż gdy się na grobie świętéj Agaty pomodlą, Pan Bóg da jéj zdrowie. Entychia usłuchała jéj rady, i wraz z nią odbyła tę drogę.

Gdy przybyły do Katany, poszły zaraz na grób świętéj Męczenniczki, i zaczęły gorąco wzywać jej pośrednictwa. Owóż święta Łucya nietrudzona podróżą którą przy matce jadącéj pieszo odbywała, podczas modlitwy usnęła, i oto we śnie ujrzała świętą Agatę zstępująca z Nieba w gronie licznych Aniołów, a która przybliżywszy się do niéj rzekła: „Dla czego siostro moja Łucyo, prosisz mnie o to, co sama bardzo łatwo możesz uczynić dla twojéj matki, któréj zdrowie przywróciła wiara twoja. Jak miasto Katana uświetnione jest przeze mnie, tak miasto Syrakuza szczycić się będzie tobą, gdyż w dziewiczém sercu twojém przygotowałaś świątynię dla Ducha Świętego, i przybytek dla Pana Boga.” Święta Łucya po tém widzeniu, przebudziła się i rzekła radośnie do matki: „Matko uzdrowioną jesteś. Podziękujmy za to świętéj Agacie, gdyż jéjto pośrednietwu winniśmy.” Jakoż, w téj chwili Entychia uczuła się jak najzdrowszą, i odzyskała siły jakby nigdy nie chorowała.

Po złożeniu tedy dziękczynień Panu Bogu za otrzymaną łaskę, Łucya rzucając się w ręce matki, powiedziała do niéj: „Matko, Pan Bóg ci wielką łaskę wyrządził, przez wzgląd więc na nią, proszę cię nie odmów mi znowu téj, abyś mi pozwoliła nie wychodzić za mąż, gdyż poślubiłam dziewictwo moje Panu Jezusowi.” A gdy Entychia chętnie się na to zgodziła, Łucya przydała: „lecz jeszcze jednę mam do ciebie prośbę: pozwól, abym to wszystko coś mi na posag przeznaczyła, ubogim rozdała.” — „Zgadzam się, odrzekła Entychia, aby cały twój majątek dostał się biednym; lecz dopiéro po twojéj śmierci, co nawet i ja sama uczynię z moim majątkiem, w ten sposób przez testament nim rozporządzając.” — „Lecz jakąż zasługę mieć będziemy, odrzekła święta Łucya, jeśli to dopiéro po śmierci zrobimy? Wtedy złożymy Panu Bogu w ofierze to czego już same posiadać nie będziemy mogły. Wierzaj mi matko, oddajmy w jego ubogich Panu Jezusowi majętność naszę zanim ją nam śmierć zabierze, a za to wyżywi On nas i tu ns ziemi, i w Niebie według swojéj obietnicy hojnie wygrodzi. Pobożna Entychia poszła i w tém za radą córki, i powróciwszy do Syrakuzy zaczęła rozdawać ubogim wszystko co posiadała. Sprzedała swoje kosztowne stroje, perły i drogie kamienie; niewolnikom którzy tylko chrześcijanami chcieli zostać nadała wolność i wielu innych wykupiła od pogan.

Tymczasem młodzieniec który starał się o rękę Łucyi, a który zawsze miał nadzieję że ją otrzyma, słysząc że Entychia i Łucya wszystkie swoje dobra sprzedają, chcąc się dowiedziéć czy tak jest w istocie, udał się do mamki Łucyi, aby ją o to wypytać. „Tak jest w istocie, powiedziała mu ona, Entychia sprzedaje całą swoję majętność, lecz to w tym celu, aby za te pieniądze nabyć dobra niemające ceny i z których dochody są nieobliczone.” Młodzieniec ów, tłómacząc sobie tę odpowiedź w znaczeniu dóbr doczesnych, i jako poganin nierozumiejący jéj inaczej, bardzo z niéj był zadowolony. Lecz gdy spostrzegł że wszystkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży posiadłości Entychii i Łucyi, idą na ubogich i na wykupowanie niewolników, rozgniewany że go tak zwiedziono, doniósł o tém Paschazyuszowi Wielkorządcy miasta, zwracając jego uwagę iż podobny postępek dowodzi że Łucya jest chrześcijanką.

Skoro się o tém Paschazyusz dowiedział, kazał Łucyą uwięzić, i stawić przed sobą, domagając się od niéj aby oddała cześć bożkom, a wyrzekła się wiary, która jak on powiadał, przywiodła ją do takiéj nieroztropności że cały swój majątek roztrwania. „Nie jest wcale nieroztropnością, rzekła mu święta dziewica, to co czynię. Najmilszą bowiem Bogu ofiarą z naszéj strony, jest wspierać ubogie wdowy, sieroty i każdego z bliźnich w niedostatku będącego. Od trzech lat czyniąc to, rozdałam ubogim wszystko co miałam, pozostaje mi tylko to nędzne ciało, które pragnęłabym także Bogu mojemu złożyć w ofierze.” — „Sąto wszystko brednie chrześcijan, powiedział na to Paschazyusz, których nie powinnnabyś powtarzać przede mną; jestem tu bowiem najwyższym urzędnikiem nie na to abym je słuchał, lecz abym spełniał rozkazy moich cesarzów, którzy mi chrześcijan wytępiać polecili.” Nato Łucya mu odpowiedziała: „Ty zachowujesz prawa twoich panów, a ja spełniam przykazania mojego Boga; ty ulegasz władcom ziemskim, a ja niebieskiemu; ty obawiasz się obrazić człowieka, a ja wolałabym umrzeć niż znieważyć Boga nieśmiertelnego; ty pragniesz przypodobać się twojemu monarsze, a ja mojemu Stwórcy; ty spełniasz to co tobie mylnie wydaje się dobrém, a ja to do czego właściwie obowiązaną jestem. Bądź pewnym, że niczém nie odłączysz mnie od miłości Jezusa Chrystusa.”

Wielkorządca przechodząc z łagodności, któréj napróżno używał, do największego gniewu, znieważywszy świętą dziewicę obelżywemi słowy, zaczął jéj znowu zarzucać że cały swój majątek straciła na rozpuście. Na co mu Święta odrzekła najspokojniéj: „Cały mój majątek złożyłam w pewne ręce, z których odbiorę go w Niebie. Rozpuście nigdym się nie oddawała, bo się brzydzę ludźmi którzy tak jak ty usiłują odwieść nas od wiary w Jezusa Chrystusa, a przywieść do oddania czci stworzeniom, jak gdyby byli bogami.” Widząc taką stałość w Łucyi Paschazyusz, zawołał: „Pokazuje się, że z tobą nie ma co rozprawiać, męki zmuszą cię do milczenia, a rózgi zatrzymają twoję płynną wymowę.” — „Męki które się ponosza za Chrystusa, odparła Święta, nie mogą zamknąć ust Jego wyznawcom, gdyż Sam On nam przyrzekł, że gdy stawieni będziemi przed sędziami, nie my lecz Duch Święty przemawiać przez nas będzie.” „Sądzisz więc, powiedział Paschazyusz, że w tobie jest Duch Święty, i że On ci podaje słowa któremi do mnie przemawiasz?” — „Nie wątpię, odpowiedziała Święta, że ci którzy wiodą żywot nieskalany, żywot czysty, są przybytkami Ducha Świętego.” — „Jeżeli tak jest, powiedział znowu Wielkorządca z blużnierskiém szyderstwem, tedy każę cię zaprowadzić do nierządnego domu, gdzie postradasz czystość, i odstąpi cię ten Duch Święty, który jak utrzymujesz, jest takim miłośnikiem dziewictwa.” – „Ciało nie może być skalaném, ani dziewictwo utraconém, bez zezwolenia duszy, odrzekła mądra dziewica. Gdybyś przemocą włożył mi w dłonie kadzielnicę, i gwałtem potrząsając moją ręką, kadził twoje bałwany, Bóg prawdziwy który przenika skrytości serc ludzkich, za złe by mi tego nie poczytał, bo by widział że to nie z mojéj woli robię. Podobnież wiedz o tém, jeśli rozkażesz mnie znieważyć, dwie korony pozyskam w Niebie: jednę dziewictwa, którego bronić będę chociażbym miała śmierć ponieść, drugą męczeńską, którą odniosę tego właśnie dziewictwa broniąc.”

Paschazyusz wydał jednak rozkaz, aby ją do domu nierządnego zaprowadzono. Lecz w tejże chwili nadzwyczajny cud spełnił się w oczach wszystkich obecnych. Z miejsca na którém stała Łucya, żadną siłą poruszyć jéj nie było można. Gdy kilku ludzi podołać temu nie potrafiło, obwiązano ją grubemi sznurami, za które kilkunastu mężczyzn ciągnęło. Gdy i wtedy Święta stała jak wryta, zaprzęgli do sznurów kilka par wołów, lecz i to było napróżno. Łucya zdawała się jakby posąg z marmuru wrośnięty w ziemię, którego żadna siła ludzka poruszyć nie była w stanie.

Wielkorządca przypisując to czarom, posłał po kilku najsławniejszych między poganami czarnoksiężników, aby swoją sztuką przemogli świętą Łucyą. Ci przybywszy, napróżno wszelkich najsilniejszych używali na to środków, co Paschazyusza we wściekłość wprawiło. „Dla czego się gniewasz, rzekła do niego Łucya, czemu raczéj patrząc na to wszystko, nie uznajesz Bogiem prawdziwym tego Boga w którego ja wierzę, i nie poznajesz że nie sztuka to szatańska trzyma mnie nieporuszoną na tém miejscu, lecz Duch Święty w duszy mojéj przebywający.”

Paschazyusz nic jéj na to nie odpowiedział, tylko rozkazał aby wokoło niéj rozłożono jak największy ogień, któryby ją ogarnął i na popioł spalił. Wnet téż nagromadzono jak najwięcéj suchego drzewa, obłożono nim Łucyą, polano go smołą i oliwą aby się gwałtowniéj palił, i podłożono ogień. Po krótkiéj téż chwili płomienie buchnęły zewsząd, dym gęsty wzniósł się w górę, i Święta znikła z oczu wszystkich. Lecz gdy po spaleniu się drzewa, płomienie opadły, okazała się Łucya stojąca: ani włosek na głowie jéj spalonym nie był, a Święta zawołała do ludu zdziwionego takim cudem: „Prosiłam Pana mojego Jezusa Chrystusa, by ogień ten ciała mojego nie tknął i aby jeszcze chwilę przedłużył moje męczeństwo, żeby widokiem tak wielkiego cudu chrześcijanie utwierdzeni zostali w wierze, a poganie poznali czy Bóg nasz jest Bogiem prawdziwym.”

Lud téż zaczął wołać: „Cześć Bogu chrześcijańskiemu. On jeden jest Bogiem prawdziwym.” Co słysząc Paschazyusz, a obawiając się rokoszu, kazał przeszyć mieczem szyję świętéj Łucyi. Kat to spełnił niezwłocznie, lecz Święta jeszcze czas jakiś przy życiu została, a zaniesiona przez chrześcijan do poblizkiego mieszkania, przyjęła Komunią świętą. Potém przepowiedziała że wkrótce prześladowanie Kościoła ma ustać, jak to w istocie ze wstąpieniem na tron Konstantyna Wielkiego niezadługo potém nastąpiło, przydając że jak miasto Katana miało za Patronkę swoję błogosławioną Agatę Męczenniczkę, tak znowu ona będzie w Niebie opiekunką Syrakuzy. Poczém, modląc się oddała Bogu ducha dnia 13 Grudnia roku Pańskiego 304.

Ciało jéj pogrzebane zostało w Syrakuzie, gdzie późniéj wybudowano pod jéj wezwaniem dwa kościoły: jeden za miastem na miejscu jéj męczeństwa, a drugi w samém mieście.

Pożytek duchowny

Patrz jakiéj ceny w oczach Boga jest cnota świętéj czystości, kiedy dusza przyozdobiona takową, staje się przybytkiem samego Boga Ducha Świętego, który jest dawcą wszystkich łask Boskich. Zamiłuj więc tę cnotę z całego serca, a stosownie do twojego stanu przestrzegaj jej jak najpilniéj, gdyż bez niéj żadnéj innéj łaski od Ducha Świętego nie otrzymasz.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, i spraw abyśmy obchodząc pamiątkę błogosławionéj Łucyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, w uczuciach pobożności nabierali wzrostu. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1076–1079.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 982–983

Przeciwnicy Kościoła katolickiego gorszą się, jak wiadomo, wzywaniem Świętych i pojąć nie mogą, jak można ich błagać o wstawienie się za nami do Boga. Żywot św. Łucji dowodzi, że zwyczaj ten datuje się od więcej niż 1.600 lat. Widzieliśmy, jak Łucja zachęcała matkę, aby przy grobie świętej Agaty błagała o przy wrócenie zdrowia. Wiara w skuteczność wstawiennictwa Świętych Pańskich jest zupełnie słuszna i usprawiedliwiona, gdyż:

  1. Mają oni wielkie znaczenie u Boga. Święci są niejako uprzywilejowanymi współpracownikami w sprawie zbawienia wiernych. Jak w przyrodzonym, tak i w nadprzyrodzonym porządku rozdziela Bóg swe dobrodziejstwa przez pośredników; wolą Jego jest, abyśmy sobie wzajemnie byli zobowiązani za dobrodziejstwa, które On nam świadczy; Bóg pragnie nas połączyć wspólnym węzłem miłości, który nas z Nim jednoczy. Mógłby nas bezpośrednio darzyć życiem, atoli mądrość Jego wolała zlać tę moc na naszych rodziców. Mógłby On sam nakarmić ubogiego, wyleczyć chorego, pouczyć prostaczka, ale zdał ten obowiązek na bogacza, lekarza, nauczyciela. Tak przeto z woli i zrządzenia Bożego mogą się ludzie tysiącznymi węzłami wdzięczności nawzajem zobowiązywać, a węzły wdzięczności wytwarzają wspólną miłość. Pan Jezus stał się człowiekiem z miłości ku nam, ale udziela nam daleko więcej łask za pośrednictwem swoich apostołów, sług i wiernych. Święty Piotr mówi do chromego, stojącego w drzwiach świątyni: „Nie mam złota, ni srebra, ale daję ci to co mam; w Imię Jezusa Nazareńskiego wstań i chodź!”
  2. Święci miłują nas. Kościół katolicki nie uznaje nikogo za świętego, kto się nie odznaczył czynną miłością bliźniego, kto nie miał starania o biednych i chorych, utrapionych i grzeszników, kto nie wspierał wdów i sierot. Póki Święci bawili na tej ziemi, najmilszym ich zajęciem było pozyskiwać bliźnich dla Boga i wieczności dobrodziejstwami i dbałością o ich cielesne i duchowe dobro. Zajęcia tego nie wyrzekli się i w Niebie; cieszą się przeto, gdy widzą grzesznika pokutującego. Można zastosować do Świętych, co prorok Zachariasz widział w swym objawieniu, jak anioł Pański błagał: „Panie Zastępów, dopókiż nie raczysz się zlitować nad Jerozolimą i miastami judzkimi, na które zagniewany jesteś?” — Nadto można do Świętych zastosować słowa Rafała archanioła: „Gdyś się wśród łez modlił, zaniosłem twe modły do Pana”. Składajmy przeto łzawe modły swoje w ręce Świętych; oni je złożą u stóp tronu Najwyższego i Wszechmocnego Boga i przyniosą nam pociechę i porękę, że Bóg próśb naszych wysłuchać raczy.
Tags: św Łucja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość św Agata kult Świętych
2020-12-12

Św. Barbary, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 236.

(Żywot jéj napisany był przez Piotra Gallessyna, Proto-notaryusza przy Aktach męczeńskich.)

Święta Barbara była rodem z Nikomedyi, miasta w Bitynii położonego. Przyszła na świat w połowie trzeciego wieku. Ojciec jéj Dyoskorus, był nietylko poganinem, lecz i zagorzale przywiązanym do zabobonów bałwochwalczych, a przytém dziwakiem skłonnym do okrutnego barbarzyństwa. Miał tę jednę tylko córkę, którą Pan Bóg obdarzył wielu przymiotami. Była nadzwyczaj zdolna, roztropna, zamiłowana jedynie w poważnych zajęciach, a przytém nadzwyczaj powabnéj urody. Ojciec kochał ją nadzwyczajnie, a ulegając swojemu dziwactwu i powodowany jakby zazdrością, postanowił ukryć ją przed ludźmi, i ile możności oddzielić od świata. W tym celu wybudował dla niéj umyślnie wysoką wieżę: a że był bardzo bogaty, urządził tam przepyszne mieszkanie i zamknął Barbarę, przydając jéj kilka dziewic do posługi. Jednak, widząc w niéj wielką do nauk pochopność, sprowadzał biegłych mistrzów, którzy ją w naukach ćwiczyli.

Barbara była także poganką: lecz w miarę jak kształciła się w naukach, poznawała coraz lepiéj niezasadność religii pogańskiéj. Bywały chwile, a szczególnie gdy wśród nocy z samotnéj wieży swojéj zapatrywała się na bieg gwiazd po niebie rozsianych, że myśl jéj wznosiła się do pojęcia jedynéj najwyższéj Istoty, która stworzywszy i rozrzuciwszy po przestrzeni te światy, utrzymuje je w porządku i niemi kieruje. Wtedy zatopiona w myślach o jedności Bóstwa, z obrzydzeniem przypominała sobie brednie pogańskie o wielości bożków, a wzdychała za światłem prawdy.

Zdarzyło się, że od jednego ze swoich nauczycieli chociaż poganina, dowiedziała się, że pojawił się pewien chrześcijanin nazwiskiem Orygenes, który na całym Wschodzie uchodził za najuczeńszego męża swojego czasu. Wielki ten świecznik Kościoła wtedy jeszcze nie zapadł był w błędy, które go późniéj zgubiły. Barbara tyle przyłożyła starania, że przybył do niéj. Nauczył ją artykułów wiary świętéj, i ochrzcił. Święta, od téj chwili już Pisma Bożego z rąk nie wypuszczała, a nie tylko w prawach Ewangelii, lecz i w jéj radach tak się rozmiłowała, że uczyniła dozgonny ślub czystości.

Tym czasem Dyoskorus, znaglony do tego wymaganiami krewnych Barbary, gdy ona już dorosła, niechętnie wprawdzie, lecz postanowił wydać ją za mąż, i wkrótce przedstawił się z prośbą o jéj rękę najbogatszy w tym kraju i z najznakomitszego rodu młodzieniec. Ojciec powiedział to Barbarze, a widząc że nie była za tém, wcale na nią nie nalegał, owszem ponieważ to dogadzało jego chęci zatrzymania jak najdłużéj przy sobie córki, chcąc jéj swoje zadowolenie okazać, spytał czy nie życzy sobie jakich zmian w swojém mieszkaniu. Święta, powiedziała mu iż prosi aby u dołu wieży kazał jéj wybudować łazienki, według planu jaki sama poda. Dyoskorus zgodził się na to najchętniéj, i zrobiwszy w tym celu rozporządzenia, sam w daleką podróż odjechał. Wtedy Barbara kazała przyśpieszać robotę i sama nią kierowała, gdyż jéj wcale nie chodziło o łazienki, lecz chciała urządzić sobie tajemną kaplicę. Jakoż ta wkrótce stanęła: a że nie sposób było umieszczać w niéj świętych wizerunków, więc pobożna dziewica w miejscu ołtarza, kazała tam zrobić trzy okna wyobrażające dla niéj tajemnicę Trójcy przenajświętszéj, do któréj miała szczególne nabożeństwo.

Dyoskorus, po powrócie do domu, w pierwszém widzeniu się z córką spytał czy nie zmieniła swojego postanowienia co się tyczy zamęścia, o któróm jéj poprzednio wspominał. „Nie zmieniłam, odpowiedziała mu Barbara, i proszę ojcze, pozwól abym cię już nigdy nie odstępowała, tém bardziéj że zapuszczając się w lata, potrzebujesz troskliwéj około siebie opieki.” Uradowany tém Dyoskorus nabrawszy przekonania że go już córka nie opuści przez wyjście za mąż, przestał ją trzymać w samotnéj wieży, i przeniósł do swego pałacu.

Barbara, z wielkim żalem opuszczała swoję samotność, w któréj szczególnie rozmiłowała się odkąd została chrześcijanką, a w któréj i to jéj dogadzało, że pozostając tam, nie miała stosunków z poganami i nie patrzała na ich bezbożne zwyczaje. Lecz skoro weszła do mieszkania ojcowskiego, nadzwyczaj bolesnego doznała wrażenia. Dyoskorus który był najgorliwszym poganinem, cały dom swój napełnił bożyszczami, bałwanami i pogańskiemi posągami. Na ten widok, święta Barbara nie mogła się powstrzymać od objawienia wstrętu, jaki w niéj obudzają bożyszcza pogańskie i smutku że ojciec jéj nie poznaje się na błędach téj religii. Zdziwiony tém Dyoskorus spytał ją i to już groźnie, czy jéj w téj mierze wyobrażenia są inne od ojcowskich i czy ona w bogi nie wierzy. Wtedy, Barbara pełna ducha Bożego, zaczęła z przedziwną trafnością wyświecać ojcu błędy pogańskie, dowodzić że religia chrześcijańska jest jedyną prawdziwą religią, i prosić i zaklinać go, aby i on jedynego i prawdziwego Boga uznał. Lecz próżném to było. Słysząc to Dyoskorus wtadł jakby we wściekłość, a ulegając barbarzyńskiemu i okrutnemu swojemu usposobieniu, porwał za miecz, i przysięgając na bogi swoje że sam ich zniewagę pomści na córce, rzucił się na nią. Barbara znając jego gwałtowność, i niewątpiąc że téj zbrodni dopuścić się może, uszła co prędzej, a że za ich mieszkaniem blizko były lasy, ku nim zdążała. Lecz tuż za nią gonił Dyoskorus z mieczem, i przyparłszy ją do skały już miał nim ugodzić, kiedy oto skała cudownie się rozstąpiła na schronienie Barbary, i ta w jego oczach znikła.

Cud ten jednak żadnego na tym okrutniku nie zrobił wrażenia. Wrócił do siebie, i wziąwszy wielu sług, poszedł do lasu szukać Barbary. Tą razą dopuścił Pan Bóg że ją odkrył. Rzucił się tedy na nią, porwał za włosy, i bijąc bez miłosierdzia zawlókł do domu. Lecz miarkując że gdyby córkę własną ręką zabił, odpowiadałby za to przed władzą, umyślił zaskarżyć ją jako chrześcijankę i albo przez to zmusić do odstępstwa od wiary, albo gdyby przy niéj mężnie obstawała, ściągnąć na nią karę śmierci.

Niezwlekając przeto zbrodniczego zamiaru, kazał ją skrępować powrozami jak zbrodniarkę, i poprowadził przed Wielkorządcę Nikomedejskiego Marcyana. Ten widząc to, i sam był zdjęty litością nad Barbarą, a zdziwiony postępkiem wyrodnego ojca, kazał ją z więzów rozwiązać, i ubolewając nad surowością z jaką z nią postępował Dyoskorus najłagodniejszemi słowy, najpochlebniejszemi obietnicami, nakłaniał ją aby się wyrzekła religii najsurowiéj zakazanéj przez Cesarza w całém jego państwie. Na to święta Barbara, która w ciągu tego co ją spotkało z ojcem, słowa nie wyrzekła, powiedziała do wielkorządcy: „Najpochlebniejsze przyrzeczenia, nie odwiodą mnie od wiary, w któréj prawdziwego Boga poznałam. Sama z tego nad wszelki wyraz uszczęśliwiona, pragnę abyście i wy Wszyscy tego szczęścia dostąpili.” I to rzekłszy, z taką mocą i świętém namaszczeniem zaczęła wyświecać błędy pogaństwa, a dowodzić prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, że i na wszystkich obecnych, i na samym Wielkorządcy wielkie to uczyniło wrażenie. Lecz widząc to Dyoskorus, zagroził Marcyanowi, że go oskarży do cesarza, jeśli niespełniając swego obowiązku, oszczędzać będzie tę jak ją nazywał wyrodną córkę jego, która publicznie, w obecności najwyższego urzędnika, ośmielała się znieważać bogi cesarskie. Uląkł się tego Marcyan, i wydał wyrok aby świętą Barbarę najprzód okrutnie zsieczono rózgami, a gdy ciało całe już w ranach było, kazał włożyć na nią włosiennicę z ostréj szczeciny, i zaprowadzić do więzienia. Owóż, skoro tam zamknięto Barbarę, objawił się jéj Pan Jezus, przyrzekł wspierać ją w tych mękach jakie ją jeszcze czekają, i w tejże chwili jéj rany zleczył.

Nazajutrz Marcyan kazał ją znowu stawić przed sobą, a niewidząc żadnych śladów ran w wigilią przez Świętą poniesionych, dowodził że to bogowie pogańscy ten cud uczynili, i skłaniał ją żeby ich wyznawała. „Tak nie jest, odpowiedziała mu Barbara, bałwany ręką ludzką ukute, nadludzkiéj siły mieć nie mogą. Jezus to Chrystus Bóg mój, a którego i ty jedynie Bogiem wyznawać powinieneś, Onto mnie wyleczył. Możesz ciało moje poszarpać w kawałki, możesz mi i życie odebrać, lecz jeśli je wydam z miłości ku Niemu, z Nim na wieki w Niebie żyć będę.” Wtedy wielkorządca kazał ją drzeć hakami żelaznemi, i do boków przykładać rozpalone pochodnie, a mężna dziewica wzniosłszy oczy do Nieba, w te słowa głośno się modliła: „Panie! który znasz tajniki serc ludzkich, wiesz że moje Ciebie tylko miłuje, Ciebie tylko pragnie, i w Tobie tylko pokłada nadzieję. Racz mnie wspierać w téj ciężkiéj walce, i niech mnie Twój Duch Święty, do końca nie opuszcza.”

Marcyan więc podwoił okrucieństwa, przydając do niego i zniewagę skromności dziewiczéj. Kazał najprzód wyrwać Barbarze piersi, a potém obnażoną prowadzić po ulicach miasta, i na placu na to przeznaczonym ściąć jéj głowę. Lecz oto gdy jéj tę straszną przez rwanie obcęgami piersi zadawaną mękę, okazał się jéj znowu Pan Jezus, i taką ją napełnił pociechą wewnętrzną, że téj katuszy prawie nie czuła. Gdy zaś obwodzono ją obnażoną po mieście, ogarnęła ją światłość niebieska tak jaskrawa, że nikt na nią nie mógł podnieść oczu.

Nakoniec przyprowadzono ją na plac stracenia. Wtedy Dyoskorus w okrucieństwie swojém niekładący granic, przyskoczył do sędziego domagając się aby mu dozwolono własną ręką spełnić wyrok śmierci na córce. Sami poganie wzdrygnęli się na tak niesłychane barbarzyństwo, a Święta uklękła, i po krótkiéj modlitwie w któréj ponowiła Panu Bogu ofiarę swojego życia, wyciągnęła szyję pod miecz, a wyrodny ojciec ściął jéj głowę od razu. Poniosła śmierć męczeńską, roku Pańskiego 236 4 Grudnia, w którymto dniu Kościół Boży pamiątkę jéj obchodzi.

Nie pozostawił wszakże Pan Bóg długo bezkarnie, strasznéj zbrodni któréj dopuścił się Dyoskorus. Zaledwie schodził ze wzgórza na którém śmierć córce zadał, pomimo że dzień był najpogodniejszy, padł piorun i na miejscu go zabił. Takiż los wkrótce i Marcyana spotkał.

Święta Barbara, jest szczególną pośredniczką w Niebie do otrzymywania dla ludzi łaski przyjęcia ostatnich Sakramentów przy śmierci, co wiele zdarzeń stwierdziło. Między innemi w roku Pańskim 1448, pewien mieszczanin w Holandyi, który miał wielkie nabożeństwo do świętéj Barbary, ogarnięty płomieniami podczas pożaru wszczętego w jego domu, bez żadnéj nadziei wyratowania się, wezwał jéj pomocy. Tak był spalony, że już prawie cały jak węgiel wyglądał i ostatni dech miał oddać. Wtedy stanęła przed nim święta Barbara, i przyrzekła mu że nie umrze bez przyjęcia wszystkich Sakramentów świętych. Jakoż, po ugaszeniu pożaru wygrzebano i jego zpod popiołów, tyle jednak jeszcze życia mającego że wszystkie Sakramenta przyjął i dopiéro umarł.

Pożytek duchowny

Jedna z największych łask, o którą powinieneś często i gorąco modlić się do Pana Boga, jest, abyś w stanowczéj chwili śmierci, mógł przyjąć z dostateczną przytomnością umysłu i z godném usposobieniem, ostatnie Sakramenta święte. Dla wielu i bardzo wielu, od tego zawisło zbawienie. Proś więc świętéj Barbary, aby ci tę wielka łaskę uprosić raczyła.

Modlitwa (Kościelna)

Wstawienie się za nami świętéj Barbary Panny i Męczenniczki Twojéj, prosimy Cię Panie, niech nas od wszelkich przeciwności zasłoni; abyśmy za jéj pośrednictwem przenajświętszy Sakrament Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, w zbliżającéj się chwili zejścia naszego, przez prawdziwą pokutę i szczerą spowiedź, przyjąć byli godni. Który z tobą żyje i króluje…. i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1073–1076.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 957

Bądźmy wdzięczni świętej Barbarze za jej wstawienie się do Boga o łaskę, ażebyśmy w godzinie śmierci zdążyli przyjąć sakramenta święte. Śmierć jej była nadzwyczaj przykra i bolesna, Bóg przeto obiecał być miłosiernym dla tych, którzy w niebezpieczeństwie życia lub w godzinę śmierci błagać będą o jej przyczynę. I my w godzinie śmierci tęsknić będziemy do miłosierdzia Bożego i przyjęcia sakramentów świętych, przeto rozważajmy dokładnie stan ciała i duszy naszej.

  1. W godzinę śmierci, o której tyle tylko pewna, że jedynemu Bogu jest wiadoma i że prędzej wybije aniżeli myślimy, w tej godzinie ciało nasze strasznie cierpieć będzie, gdy przyjdzie chwila rozłączenia z duszą, z domownikami, z rodziną, z mieniem doczesnym i z nie wykonanymi planami; straszne też będą boleści tego przymusowego rozdziału ciała i duszy, gdy ciało pocznie stygnąć, ćmić się w oczach, gdy pot śmiertelny zacznie występować na czole, usta schnąć, oddech ustawać, w gardle chrobotać. Jakże wtedy zatęsknimy za przyjacielem, wszechmocnym pocieszycielem, który by nas pokrzepił i dodał nam siły do poniesienia ofiary życia! Jedynym takim pocieszycielem jest Jezus utajony w Przenajświętszym Sakramencie. Oby nas w godzinie śmierci raczył pocieszyć i po krzepić!
  2. W godzinie śmierci westchnie dusza nasza z psalmistą Pańskim: „Objęły mnie bóle śmiertelne, niebezpieczeństwa piekła mnie opadły, opanował mnie smutek i utrapienie”. Sumienie ukaże nam popełnione grzechy, nie dotrzymane śluby, zaniedbane obowiązki względem Boga, siebie i bliźnich. Diabli kusić się będą o zachwianie naszej wiary, nadziei i odniesienie nad nami zwycięstwa. Święty Franciszek Salezy mówi: „Grzechy, które dotychczas wydawały ci się małymi, spiętrzą się w twych oczach jak wysokie góry, a coś tylko uczynił uczciwego, zda ci się drobnym i niedostatecznym”. Już minęła pora poprawy; wieczność otwiera przed nami swe wrota, czeka nas sąd i wyrok nieodwołalny. Któż nas w tej strasznej godzinie zdoła pocieszyć, ocalić, pokrzepić? Nikt inny, jak tylko Bóg-człowiek, Pan nasz Jezus Chrystus, utajony w Przenajświętszej Hostii. Błagajmy więc, aby za przyczyną świętej Barbary w tej ważnej chwili do nas zawitać raczył.
Tags: św Barbara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik więzienie śmierć
2020-12-11

Św. Damaza, Papieża

Żył około roku Pańskiego 384.

(Żywot jego pisany był przez Platynę.)

Święty Damazy rodem z Hiszpanii, przyszedł na świat około roku Pańskiego 304. Ojciec jego Antoni, przeniósł się był ze swojéj ojczyzny do Rzymu z dwojgiem dzieci: Damazym i siostrą jego Ireną. Tenże po stracie żony, wstąpił do stanu duchownego, i przyjąwszy z kolei niższe święcenia, gdy okazał się i bardzo pobożnym i niepospolicie w naukach teologicznych wykształconym, został kapłanem zarządzającym kościołem świętego Wawrzyńca, jednym z parafialnych w Rzymie.

Święty Damazy który wtedy był jeszcze młodym chłopaczkiem, przy ojcu się wychowywał, i na wielką jego pociechę, wszelkiemi odznaczał się cnotami. W naukach był jak najpilniejszym, w obyczajach nieskalanym, i przy kościele wzrastając od najmłodszych lat, z największém upodobaniem oddawał się ćwiczeniom pobożnym i obsłudze przy sprawowaniu świętych obrzędów. Gdy do lat młodzieńczych doszedł, wstąpił do stanu duchownego, wkrótce został wyświęcony na dyakona, i jak pisze święty Honoryusz za jego czasów żyjący, poczytywano go powszechnie za wzór najświątobliwszego i wielkiéj gorliwości sługę ołtarza.

Kiedy w roku Pańskim 355, święty Libory Papież, za obronę wiary katolickiéj i obstawanie za świętym Atanazym, wygnany został ze swojéj stolicy Apostolskiéj przez cesarza Konstaneyusza, Damazy podówczas jeszcze dyakon w tymże dniu w którym spełniano ten gwałt na osobie Ojca świętego, publicznie i uroczyście, wraz z całém duchowieństwem, a wobec zgromadzonego ludu oświadczył iż nie uzna innego Papieża, dopóki żyć będzie święty Libory. On nawet był z téj małéj liczby duchownych, którzy Papieżowi, pomimo niebezpieczeństwa na jakie ich to wystawiało, towarzyszyli na wygnanie. Przez długi czas mieszkał z nim w mieście Beryi we Francyi, i był mu największą pociechą, gdyż go święty Libory wielce szacował i serdecznie miłował.

Wróciwszy do Rzymu, wiele wycierpiał od aryanów rozwielmożnionych tam podówczas, lecz mimo gróżb ich i prześladowania, trwał niezachwianie w jedności z Papieżem. Ten po powrócie z wygnania, wziął do boku swego świętego Damaza, i zasięgał jego rady w najważniejszych sprawach Kościoła, a nawet załatwienie wielu spraw ważnych jemu poruczał.

Po śmierci Liboryusza zaszłéj roku Pańskiego 366, całego duchowieństwa oczy zwróciły się na Damazego, i większością głosów, które dało najgorliwsze i najświatlejsze duchowieństwo rzymskie, został on obrany Papieżem i wyświęcony na tę najwyższą godność w kościele świętéj Lucyny, mając wtedy lat sześćdziesiąt dwa.

Co było w Rzymie świątobliwych duchownych i prawowiernych a gorliwych katolików, wszyscy wyborowi temu przyklasnęli, i cieszylisię widząc na stolicy Piotrowéj pasterza, który wysoką świątobliwością swoją, gorliwością i znakomitą nauką, potrafi stawić czoło nieprzyjaciołom wiary świętéj i zwalczyć ich mężnie. Lecz niewielka liczba duchownych, których obyczaje były podejrzane i którzy z niesforności znani byli powszechnie, wcale nie okazali się zadowoleni z tego wyboru. Jeden z pierwszych dyakonów rzymskich nazwiskiem Urzycyn, człowiek wyniosły i chciwy pierwszych dostojeństw, niemogąc przenieść tego że go ominęło Papiestwo na które wynieść go zamierzało niepoczciwe stronnictwo jemu przychylne, zgromadził pewną liczbę ludzi z motłochu uwiedzionego, i ująwszy sobie Pawła Biskupa Tiwolskiego, człowieka nieoświeconego i niedbałego pasterza, tyle dokazał, że ten wyświęcił go jakoby na Biskupa Rzymskiego. Jakkolwiek wyniesienie takowe było nieprawném i niegodziwém, Antypapa ten to jest fałszywy Papież, zebrał sobie dość liczne stronnictwo. Przyszło w końcu i do rozprawy z bronią w ręku, w któréj sto trzydzieści osób legło, chociaż do tego święty Damazy nietylko wcale się nie przyczynił, lecz owszem chciał się zrzec Papiestwa, byle wzburzenie ludu uspokoić. Miał już nawet to uczynić, kiedy Wielkorządca Rzymski Juwencyusz, wysłał na wygnanie Urzycyna z kilku jego najruchliwszymi poplecznikami, i wszystko się uspokoiło, lubo nie na długo.

Stronnicy wygnanego Antypapy, nie przestawali zabiegać u cesarza Walentyniana, aby temu odszczepieńcowi pozwolił wrócić z wygnania, upewniając iż roszczeń swoich do Papiestwa nie ponowi. Cesarz ten uległ ich przedstawieniom, lecz skoro Urzycyn wrócił do Rzymu, i wszczynać tam zaczął większe jeszcze niż wprzódy niesnaski, sam cesarz we dwa miesiące potém wskazał go na wygnanie do Galii, wraz ze wszystkimi jego stronnikami, i to nakoniec przywróciło pokój Kościołowi i państwu.

Chociaż gorliwość z jaką święty Papież przestrzegał karności kościelnéj, była głównym, albo raczéj jedynym powodem odszczepieństwa Urzycanów, Damazy nie dozwalał żadnego w niéj zwolnienia, a szczególnie co się tyczyło zakazu jaki był wydał wzbraniającego tak świeckiemu jak zakonnemu duchowieństwu uczęszczania do mieszkań wdów i dziewic sierot, któremi się opiekowali, jak również nieprzyjmowania żadnych darów od kobiet zostających pod ich przewodnictwem duchowném. Wyrobił nawet święty Damazy u cesarza postanowienie popierające ścisłe wykonywanie tych rozporządzeń Papieskich, a sam wielką do nich przywiązywał wagę i ściśle chciał je mieć zachowane.

Pod tę także porę, święty Damazy zwołał do Rzymu wielu Biskupów na Sobór, a to głównie w celu zaradzenia szerzącemu się kacerstwu aryańskiemu, i starania się o odwrócenie od niego tych których kacerze ci uwiedli, a o których można było mieć nadzieję że powrócą do jedności katolickiéj. Na tym Soborze, potępiono dwóch Biskupów Iliryjskich, głównych przywódców kacerstwa. Wskutek czego święty Atanazy Patryarcha Aleksandryjski, zgromadził dziewięćdziesięciu Biskupów na Sobór prowincyonalny, dla ogłoszenia wyroków zapadłych na Soborze w Rzymie, i wraz z tymi Biskupami pisząc do Papieża, wyraził nadzieję, że on Auksencyusza, także aryanina, który nieprawnie wdarł się na Biskupstwo Medyolańskie, złoży z téj stolicy. Jakoż, święty Damazy zwołał znowu w roku Pańskim 373 Sobór do Rzymu z dziewięćdziesięciu trzech Biskupów złożony, gdzie Auksencyusz ze Wszystkimi swoimi stronnikami został oddzielony od jedności Kościoła, artykuły wiary Soboru Nicejskiego zatwierdzono, a cokolwiek na nieprawnym zborze Rymińskim przeciwko nim uchwalone było, za żadne ogłoszono.

Lecz po śmierci cesarza Walentyniana pierwszego, powstały na nowo niepokoje w Kościele. Dawne stronnictwo antypapy Urzycyna, powagą władzy cesarskiéj przytłumione, wszczęło nowe zamieszania w Rzymie. A także tak zwani Lucyforyanie odszczepieńcy, wygnani wyrokiem cesarskim, po jego śmierci wrócili do tego miasta i swoję sektę zaczynali szerzyć. Nakoniec i Donatyści występowali zuchwale, lecz niezmordowany w gorliwości święty Damazy mężnie walcząc z tymi nieprzyjaciołmi Chrystusa, o ile możności starał się o zachowanie pokoju i jedności w Kościele. Na jego to żądanie, święty Optat Biskup Milewski, wydał sławne dzieło przeciwko wszystkim tym kacerzom, a w którém wyświeca władzę Papieżów nad wszystkiemi kościołami.

W roku Pańskim 377, święty ten Papież, i trzeci Sobór zgromadził w Rzymie, na którym potępił herezyarchę Apolinarego i ucznia jego Tymoteusza, którzy do téj pory utrzymywali iż są w jedności z Papieżem a przez to i z całym Kościołem. Chcąc więc wyprowadzić z błędu wiernych przez nich uwiedzionych, święty Damazy na pierwszéj sesyi tego Soboru oświadczył uroczyście, iż ich za kacerzy poczytuje. Wtedy święty Hieronim dowiedziawszy się o tém, a pisząc do świętego Damazego i ponawiając mu zapewnienie swojéj wierności, tak się między innemi wyraża: „Ponieważ Ojcze najświętszy, za głowę niewidzialną Kościoła poczytuję Jezusa Chrystusa, więc trwam statecznie w jedności z tobą, to jest ze stolicą Piotrową na któréj zasiada Jego zastępca. Wiem że Kościół na téj opoce jest zbudowany, i że kto w tym Kościele nie jest ginie, jak każdy kto nie był w Arce Noego zatonął podczas potopu.”

Antypapa Urzycyn, chociaż daleko był od Rzymu, ciągle tam nasyłał swoich stronników. Pewien Żyd nazwiskiem Izaak, przekupiony przez niego rozgłosił na świętego Damazego najszkaradniejsze oszczerstwa, chcąc mu zaszkodzić u cesarza Teodozego. Lecz niewinność Papieża wyświeconą została, a Cesarz chcąc ustalić jednę wiarę w całém swojém państwie, wydał wyrok, na mocy którego każdy nietrzymający się nauki głoszonéj przez świętego Damazego, poczytywany być miał za kacerza, a przeto karany jako wróg Kościoła i państwa.

Nakoniec w roku Pańskim 381, święty Damazy czwarty za swego Papiestwa Sobór w Akwilei zwołał, którym powstrzymał powstające kacerstwo Paladyusza. Obok zaś takiéj niezmordowanéj gorliwości w zwalczaniu kacerstw gdziekolwiek się one w świecie pojawiały, święty ten Papież z równąż usilnością wytępiał resztki pogańskich zwyczajów, które nawet i wśród Rzymu do owych czasów się objawiały. Pewna liczba Senatorów, w pogaństwie jeszcze zostających, usiłowała wszelkiemi sposobami przywrócić w sali posiedzeń senatu ołtarz bałwochwalczy bogini zwycięstwa tam zniesiony. Święty Damazy stanowczo oparł się temu, i pomimo niebezpieczeństw nawet na jakie go to naraziło, nie dozwolił tego uczynić poganom. Chcąc nareszcie ustalić jak największą jedność między Kościołem na Wschodzie i na Zachodzie, odbył jeszcze jeden liczny Sobór w Rzymie, zwoławszy Biskupów z obydwóch tych części świata, na którym byli obecni święty Ambroży Medyolański, święty Waleryan Akwilejski, i święty Askoli Tessaloniceński Biskupowie. Wtedyto, z Prałatami ze wschodu przybył i święty Hieronim, już dawniéj świętemu Damazemu znany, a którego wtedy zatrzymał on przy boku swoim, i używał za głównego sekretarza do wszystkich znakomitych swoich odezw, które przesyłał do różnych kościołów w świecie. Także polecił temuż Świętemu nowe tłómaczenie tak Starego jak i Nowego Testamentu, które Hieronim, w greckim i hebrajskim języku biegły, dokonał najdoskonalej. Teto właśnie wydanie Pisma Bożego nazwane Vulgata, w całym Kościele, po dziś dzień za najdokładniejsze jest poczytane i powszechnie używane.

Wiele także pożytecznych dla karności Kościoła postanowień, wydał Damazy. Onto urządził ostatecznie porządek i sposób odmawiania pacierzy kapłańskich, a który i dotąd się zachowuje, a mianowicie nakazał aby po każdym psalmie powtarzano Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Piszą że w tym głównie dopomagał mu także święty Hieronim, i że w całym układzie Brewiarza zachował on ten porządek, jaki, według dawnego podania, Aniołowie podyktowali pustelnikom puszcz egipskich.

Święty Damazy wybudował dwa kościoły w Rzymie, bogato przyozdobił miejsca w których długo spoczywały ciała świętych Apostołów Piotra i Pawła, i wzniósł najwspanialszą w Rzymie chrzcielnicę.

Rządził Kościołem Bożym lat ośmnaście, a umarł mając siedemdziesiąt ośm. Przy grobie jego wiele zaszło cudów świadczących o jego świętości, którą błogosławiony Hieronim w pismach swoich wielce wysławia.

Pożytek duchowny

Święty Damazy przepisując aby w pacierzach Kapłańskich po każdym Psalmie mówiono Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, chciał aby przez to rozżywiała się w umysłach naszych podczas modlitwy, pamięć na obecność Boga w Trójcy przenajświętszéj wszędzie obecnego, o co głównie odmawiając pacierze, starać się potrzeba. Postanów sobie przed każdą modlitwą, czynić akt obecności Bożéj: to jest żywo przypomnieć sobie, że Ten Bóg do którego zabierasz się zanosić twoje prośby, jest przy tobie obecnym, owszem Wszechobecnością Swoją ogarnia cię zewsząd.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj Panie, prośby Nasze, a za wstawieniem się błogosławionego Damaza, Wyznawcy Twojego i Papieża, udziel nam odpuszczenia grzechów naszych, i obdarz nas pokojem. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1069–1072.

Tags: św Damazy I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież arianizm Arka Noego św Hieronim Wulgata Pismo Święte obecność Boża
2020-12-10

Święto Przeniesienia Domku Loretańskiego

Nastąpiło około roku Pańskiego 1294.

(Szczegóły te wyjęte są z Bulli Papieskich i innych pism Kościelnych.)

Święto cudownego przeniesienia z Palestyny do Włoch mieszkania Matki Boskiéj, w którém za sprawą Ducha Świętego, Syn Boży przyjął ciało ludzkie w Jéj przeczystém łonie, postanowione zostało w roku Pańskim 1632, na pamiątkę tego wielkiego eudu, który stał się był dawno wprzódy, a którego taka jest historya.

Przy końcu wieku XIII, wiadomość że Ziemia święta zdobyta przez muzułmanów, straconą została dla chrześcijan, ciężkim dotknęła wszystkie prawowierne dusze smutkiem, który i po dziś dzień się przeciąga, gdyż i dotąd te miejsca uświęcone pobytem Zbawiciela na ziemi, są w posiadaniu pogan. Lecz pod tęż samę porę, inna wieść pocieszyła wiernych i rozweseliła wszystkich a szczególnie czcicieli Matki Bożéj. Święty domek w Nazarecie, w którym Marya, za sprawą Ducha Świętego poczęła Syna Bożego, przeniesiony został cudownie na rękach Anielskich, z kraju zajętego przez wrogów Chrystusowych na ziemie przez chrześcijan zamieszkałe.

Działo się to w roku Pańskim 1294. Po zawojowaniu Palestyny, mahometanie zburzyli już byli wtedy wspaniały kościół który cesarzowa Helena wybudowała w Nazarecie na cześć Matki Boskiéj, a i błogosławiony domek Maryi, który się we środku tego kościoła znajdował, byłby wkrótce temu samemu losowi podpadł, kiedy Pan Bóg kazał Aniołom Swoim, przenieść go daleko ztamtąd, bo aż do Dalmacyi, zamieszkałéj przez wiernych chrześcijan. Dnia dziesiątego Maja w roku wyżéj wymienionym wkrótce po północy, Domek Nazarecki znalazł się na brzegach morza Adryatyckiego i przez ręce anielskie złożony został pomiędzy miasteczkami Tersak i Fiume, na wzgórzu zwaném pospolicie Rannika. O wschodzie słońca kilku mieszkańców téj okolicy ujrzało z podziwieniem nowy ten budynek, na miejscu na którém nigdy nie było żadnego domu, ani chatki. Tak nadzwyczajny wypadek wnet się w całéj téj krainie rozgłosił. Zbiegli się zewsząd ludzie, ciekawie przyglądając się temu tajemniczemu przybytkowi zbudowanemu z małych kwadratowych czerwonych cegiełek, spajanych rodzajem wapna nieznanego w tym kraju. Podziwiali kształt jego wschodnie domy przypominający, a szczególnie nikt pojąć nie mógł w jaki sposób stoi, będąc umieszczony na wierzchu ziemi bez żadnych fundamentów. Wszedłszy wewnątrz, znaleźli tam wysoką izbę kształtu podługowatego czworoboka. Sufit, nad którym była mała dzwonniczka, był drewniany, malowany niebiesko, i podzielony na kilka części, na których gdzieniegdzie rozsiane były gwiazdy złocone. U dołu ścian, wzdłuż rodzaju lamperyi, widzieć się dawały półkoła jedne w drugie wchodzące a wśród nich wmurowane były kamienne naczynia różnego kształtu. Mury grubości około łokcia, niekształtnie prowadzone, w niektórych miejscach chybiające linii, miały powłokę grubego tynku, na którym wymalowane były główne tajemnice Boskiego macierzyństwa Maryi. Drzwi dosyć szerokie w bocznéj ścianie umieszczone, stanowiły jedyny wchód do téj jakby kapliczki. Po prawéj stronie było wązkie okno, naprzeciw niego wznosił się ołtarz wymurowany z wielkich kamieni czworobocznych, a nad nim stał krzyż greckiego kształtu, z wizerunkiem Pana Jezusa malowanym na płótnie a przyklejonym do drzewa na którym znajdował się napis: Jezus Nazareński Król Żydowski.

Przy ołtarzu stała niewielka szafeczka, bardzo prostéj roboty, przeznaczona na naczynia domowe dla ubogiéj rodziny. Znaleziono w niéj kilka małych talerzyków, jakich na Wschodzie używają matki do karmienia dzieci. Po lewéj stronie był rodzaj kominka, mającego u wierzchu framugę rzeźbioną, kończącą się u dołu kolumnami także rzeźbionemi, a u wierzchu łukiem, w którym wiązało się pięć księżyców zespolonych. Tam był umieszczony posąg cedrowy przedstawiający przenajświętszą Maryą Pannę stojącą, a Dzieciątko Jezus trzymającą na ręku. Twarz była pomalowana jakby srebrem, lecz zaczernioném w jak się zdaje od dymu świec, które przed tym wizerunkiem palono. Na głowie Marya miała koronę z pereł, zpod któréj włosy rozdzielone na czole spadały Jéj na ramiona. Przyodziana była w suknię złoconą, przepasana szeroką opaską do nóg Jéj spadającą; na wierzchu miała płaszcz niebieski, a wszystko to wyrzeźbione było z tegoż drzewa co i sam posąg. Dzieciątko Jezus, z Boskim wyrazem twarzyczki, z włoskami także na czole rozdzielonemi, przyodziane w lekką sukienkę przepasaną, prawą rączkę miało wzniesioną jakby błogosławiąc, a w lewéj trzymało kulę ziemską. Lecz cały ten posąg, W chwili gdy go tam po raz pierwszy ujrzano, przykryty był czerwoną osłoną, w kształcie wielkiéj sukni sięgającej po szyje Jezusa i Maryi.

Widząc to wszystko coraz liczniéj zgromadzający się tam mieszkańcy okolicy, z podziwieniem jeden drugiego pytali, zkąd się wziął ten domek? kto to wszystko co w nim się znajduje tam umieścił? Lecz któż na to mógł dać im odpowiedź? Niektórzy więc poszli zdać sprawę z tego Biskupowi Aleksandrowi, w którego dyecezyi to miejsce się znajdowało, lecz zastali go tak ciężko bo śmiertelnie chorego, że tylko go o tém zawiadomili, rozmówić się zaś o niczém znim nie mogli. Nazajutrz, większa jeszcze liczba ludzi do owego domku zebrała się, i różne robili wnioski tłómacząc sobie tajemnicze jego tam pojawienie się, gdy oto najniespodzianiéj, staje pomiędzy niemi jak najzdrowszy tenże Biskup Aleksander.

Po odebraniu bowiem wiadomości o pojawieniu się domku cudownego, w nocy Biskup ten gdy od cierpień których doznawał oka zmrużyć nie mógł, uczuł nadzwyczajne pragnienie przypatrzenia się własnemi oczami temu wszystkiemu o czém mu doniesiono, i przeniosłszy się myślą do wizerunku Matki Bożéj w tym domku będącego który mu opisano, polecił się jéj szczególnéj opiece, prosząc Ją o zdrowie. Owóż w téjże chwili ujrzał Maryą, w gronie Aniołów zstępującą z Nieba, a która zbliżywszy się do niego, tak przemówiła: „Synu mój, wezwałeś Mnie, i otóż przybyłam aby cię poratować, i wyjawić ci tajemnicę którąś pragnął oglądać. Masz tedy wiedzieć że święty Domek przeniesiony teraz do twojéj dyecezyi, jest tymże domkiem, w którym narodziłam się i wychowaną byłam. W nim po zwiastowaniu Gabryela Archanioła, za sprawą Ducha Świętego, poczęłam Syna Bożego; w nim to więc Słowo stało się ciałem. Po mojém téż Wniebowzięciu, Apostołowie poświęcili ten przybytek tak głębokiemi tajemnicami pamiętny, i za największą pociechę poczytywali sobie odprawianie w nim Mszy świętéj. Ołtarz zaś wraz z domkiem moim przeniesiony, był urządzony przez świętego Piotra Apostoła. Krzyż tam znajdujący się, umieścili niegdyś inni Apostołowie. Posąg cedrowy jest moim wizerunkiem, a wyrobionym ręką świętego Łukasza Ewangelisty, który powodowany wielkiém przywiązaniem jakie miał do Mnie, wyraził na nim Moje podobieństwo tak doskonale, jak tylko to człowiek mógł uczynić, Domek ten umiłowany od Boga, przez tyle wieków czczony w Galilei, ponieważ teraz narażony tam był na zniewagę od niewiernych, z Nazaretu na te brzegi przeniesionym został. Nie masz w tém żadnéj wątpliwości: sprawcę tego cudownego zdarzenia, jest tenże Bóg, który wszystko może. Nareszcie, abyś ty sam stał się najwierniejszym świadkiem i apostołem tego cudu, oto cię uzdrawiam: Powrót twój do zdrowia po ciężkiej i śmiertelnej chorobie, niech przekona wszystkich o niezawodności tego co ci mówię.”

To powiedziawszy Marya, uniosła się do Nieba i zniknęła, napełniając wonią przecudną mieszkanie chorego, który w tejże chwili powróciwszy najzupełniéj do zdrowia, pośpieszył na miejsce cudownego Domku, a opowiedziawszy zgromadzonemu ludowi swoje widzenie i to co słyszał od Matki Boskiéj, przekonał wszystkich że mają szczęście posiadać na swojéj ziemi Jéj Domek Nazarecki.

Od téj pory, tłumy pobożnych pielgrzymów przychodziły oddawać cześć temu tak świętemu przybytkowi, owszem z przybytków ziemskich najświętszemu, bo w nim narodziła się i wychowała Ta z któréj miało przyjść na świat zbawienie, i w nim za sprawą Ducha Świętego, w Jéj przeczystym łonie Syn Boży stał się człowiekiem aby nas odkupił. Lecz lat tylko trzy, domek ten w tém miejscu przebywał. Bowiem roku Pańskiego 1294, dnia 10 Grudnia, przypadającego podówczas w sobotę, mieszkańcy okolic miasta Rykanaty we Włoszech, ujrzeli wśród nocy nad brzegami morza Śródziemnego światłość niebieską, któréj gdy z podziwieniem przypatrywali się, usłyszeli oraz w górze śpiewy anielskie. Potém obaczyli wśród téj światłości Domek Nazareński, który znowu na rękach Aniołów unoszony w ich oczach w górze w powietrzu, umieszczony został wśród gęstego laurowego lasu, tam rosnącego. W nim zaś za jego zbliżeniem się, drzewa same się nachyliły, jakby dla oddania czci mieszkania Królowéj Nieba i ziemi, i po dziś dzień nawet widzieć można te drzewa pochyło rosnące. Było podanie że w lesie tym dawniéj stała świątynia pogańska, a że las ten był złożony z drzew laurowych, więc miejsce to nazywało się Lauretem, a z upływem czasu Loretto.

Z przeniesieniem się powtórném Domku Nazareckiego z Dalmacyi do tego miejsca z niewiadomego powodu, przenieśli tu i pielgrzymi pobożni swoje wędrówki. Rabusie korzystając z tego iż wokoło tego miejsca gęste były bory, napadali pielgrzymów, odzierali ich i zabijali. Wkrótce więc, bo w tydzień potém, święty Domek przeniósł się znowu z tego lasu na niedalekie wzgórze, należące do dwóch braci, mieszczan z Rykanaty miasta poblizkiego.

Owóż, pielgrzymi naznosili byli do tego przybytku bardzo drogie ofiary, których z początku wiernymi stróżami okazywali się owi bracia. Lecz wkrótce ulegli pokusie chciwości, i najkosztowniejsze wota ośmielili przywłaszczać sobie. Przyszło nareszcie i do tego że gdy się o nie poswarzyli, obok saméj świątyni jeden z nich zabił drugiego. Wtedy znowu Domek święty ustąpił z tego miejsca, i przez Aniołów przeniesiony został nieco daléj, a przy gościńcu z miasta Rykanaty ku morzu wiodącym umieszczony tam już się po dziś dzień znajduje. Z upływem czasu powstało przy nim znaczne miasteczko, od pierwotnego miejsca pobytu świętego Domku Loretem nazwane. W środku tego miasta wznosi się wspaniała Bazylika, wybudowana hojnością Papieżów i ludów pobożnych. Wśród niéj umieszczony jest święty Domek ogarnięty jéj murami, tak że stoi on tam zupełnie osobno, ze swoim daszkiem, dzwonniczką, drzwiami i oknem.

Najściślejsze przetrząsanie wszystkich dowodów przekonywających że jest on niezawodnie Domkiem Matki Bożéj z Nazaretu, nakazywane przez kilku Papieżów, nie zostawia żadnéj pod tym względem wątpliwości. Dziś, dowodzą nam już tego bulle apostolskie, cześć nadzwyczajna jaką temu przybytkowi od tylu wieków wszyscy wierni oddają niezliczone mnóstwo cudów które tam zaszły i obfitość łask niebieskich, które w tym świętym przybytku codziennie wypraszają sobie pobożni pielgrzymi do tego miejsca przybywający. I to skłoniło Papieża Inocentego XII do wyznaczenia dla dyecezyi Ankonitańskiéj, do któréj Loret należy, osobnego na pamiątkę tego wielkiego cudu Święta, a które i w wielu innych krajach niektóre dyecezye obchodzą.

Pożytek duchowny

Gdy nie możesz zwiedzić Domku Loretańskiego, uświęconego odbyciem się w nim największych tajemnic miłości Boga do ludzi, przenieś się do niego myślą i sercem, i oddaj w nim cześć najgłębszą Maryi, która tam mieszkając, sprowadziła nam Boga na ziemię. Przytém módl się żeby i z téj części świata gdzie teraz znajduje się domek Nazareński, nie został on znowu gdzieindziéj przeniesiony, albo żeby wkrótce nie przyszło do tego, że go Pan Bóg każe Aniołom w obłokach umieścić.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Maryi Panny dom, przez tajemnicę Wcielenia Słowa najmiłościwiéj uświęcił, i tenże w łonie Kościoła Twojego cudownie umieścił, spraw prosimy,abyśmy od przybytków grzeszników oddzieleni, godnymi stali się być mieszkańcami Twojego Domu wiecznego. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1064–1069.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 975

Przenieśmy się na chwilę w duchu do świętego domku. Jest on malutki i niepozorny, ściany jego proste, niepobielane, złożone z kamieni czerwonawej barwy, a widne tu i owdzie szczeliny świadczą o starożytności mieszkania. W domu tym mieszkała w Nazarecie „Błogosławiona między niewiastami” i mówiła do schylającego się przed Nią ze czcią największą anioła: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie we dług słowa Twego”. Kórzmy się przed świętą tajemnicą, według której druga osoba Boska w Maryi przywdziała postać i naturę człowieczą i rozważmy następujące dwa szczegóły:

  1. Miasteczko Nazaret nie miało żadnego znaczenia u żydów; żaden z proroków nigdy w nim nie

przemieszkiwał, a domek Józefa i Maryi należał do najuboższych w tej nieznanej mieścinie. Jednorodzony Syn Boski wybrał to miejsce, aby w ludzi wpoić najpierwszą i najpotrzebniejszą każdemu cnotę: pokorę i pogardę wielkości ziemskiej. Idźmy za przykładem Zbawiciela, umiłujmy ustronia, w których nic nas odwodzić nie będzie od Jezusa i Maryi, w których Wszechmocny hojnie na nas zleje swe dary.

  1. Nazaret znaczy w hebrajskim języku „kwiat”. Pan Jezus

jest kwiatem wszystkiego dobrego. Wszakże sam mówi o sobie: „Ja jestem kwiatem polnym i lilią roślin”. Jak kwiatom ojcem jest ożywiające słońce, a matką ciemne łono ziemi, tak Panu Jezusowi Ojcem jest Bóg w Niebie, a Matką Panna łaski pełna. Trafnie zauważył przeto św. Bonawentura: „Słuszne było, iż kwiat (Jezus) począł się w kwiecie i przez kwiat był pielęgnowany, tak jak było słuszne, że chciał się stać człowiekiem w wiosnę, w porze kwiatów”. Zważmy nieskończoną miłość Chrystusa, który pragnie zamieszkać w sercach naszych, i jeśli Syna Bożego przyjąć pragniemy, bądźmy kwiatami niepokalanej czystości, wydającymi zapach wonny i miły.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Nazaret Loretto muzułmanie pokora
2020-12-09

Św. Leokadii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 30;.

(Żywot jéj znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Leokadya Męczenniczka, w wielkiéj czci w Hiszpanii będąca, była rodem z tegoż kraju z miasta Toledo, i pochodziła z bardzo znakomitéj i zamożnéj rodziny. Przyszła na świat przy końcu trzeciego wieku. Ponieważ rodzice jéj byli to wzorowi chrześcijanie, więc od najmłodszych lat w cnotach ją wyćwiczyli, co im z wielką przychodziło łatwością, gdyż Leokadya od kolebki łaskami Boskiemi uprzedzona, w tém tylko znachodziła upodobanie co się do chwały Bożej odnosiło. Modlitwa, czytanie ksiąg pobożnych, uczęszczanie do kościołów i spełnianie uczynków miłosierdzia, byłyto jéj najulubieńsze rozrywki. Sławna w całém mieście z powabnéj urody, niepospolitemi zdolnościami obdarzona, a stosownie do zamożności jéj rodziców, jak najstaranniéj wychowana, mogła świetnie odznaczyć się wśród światowego życia. Lecz o ile to od niéj saméj zależało, stroniła od zabaw światowych, i w wielkiém żyła odosobnieniu. Dziewicza jéj skromność malująca się w jéj postawie i wielkie dla ubogich miłosierdzie, u samych pogan, których miasto Toledo było podówczas pełne, jednały dla niéj największy szacunek.

Tak tedy Leokadya żyła w domu rodziców jakby zakonnica, kiedy przybył do Toledu Dacyan, Wielkorządca cesarski w Hiszpanii, przysłany tam przez Dyoklecyana i Maksymiana, z najsurowszym rozkazem powstrzymania szerzącéj się w tym kraju wiary, i zmuszenia do odstępstwa od niéj tych którzy już ją przyjęli. Byłto człowiek, znany w całém państwie ze swojego barbarzyństwa i zawziętości na chrześcijan. Skoro objął rządy w Hiszpanii, zaczął od najokrutniejszego prześladowania wiernych. Szczególnie gdy osobiście przybywał do jakieo miasta, na każdym prawie placu wznosił rusztowania z narzędziami męczeńskiemi, wnet więzienia przepełniał chrześcijanami, a krew świętych Męczenników strumieniami się lała.

Przyjechawszy do Toledo, kazał na nowo ogłosić wyroki cesarskie, i pod karą śmierci zakazał oddawać czci innemu Bogu jak bożkom pogańskim. Przytém, kazał sobie podać najdokładniejszy spis wszystkich o których można było przypuszczać że wyznają Chrystusa, aby na nich niezwłocznie zwrócił swoję uwagę. Gdy mu takowy podano, spostrzegł że pierwszą wymieniona tam była Leokadya, i spytał dla czego na czele wszystkich innych, wymieniono młodą jakąś dziewicę. Odpowiedzieli mu jego podwładni, że uczynili to dlatego iż była ona córką najznakomitszéj rodziny w Toledo, któréj przodkowie pierwsze w tym kraju piastowali urzędy; że przytém byłato osoba i wysoko wykształcona i powszechnie poważana, więc jéj wpływ jako chrześcijanki, był szczególnie dla pogańskiéj religii szkodliwym. Zrozumiał téż Dacyan, że byle ją przywieść mógł do odstąpienia wiary chrześcijańskiéj, najprędzéj się to przyczyni do odstręczenia od niéj drugich ido zachwiania w męstwie innych Wyznawców. Kazał więc ją zawezwać do siebie niezwłocznie.

Zawiadomiona o tém Leoksdya, przewidywała co ją czeka. Upadłszy tedy na kolana w swojéj domowéj kapliczce, w któréj zwykle się modliła, ponowiła ślub dziewictwa który oddawna była uczyniła; zaofiarowała przy nim Panu Jaznzowi i życie swoje, a poleciwszy się w szczególny sposób przenajświętszéj Pannie, do któréj od najmłodszych lat wielkie miała nabożeństwo, udała się do pałacu wielkorządcy. Dacyan najprzód przyjął ją bardzo uprzejmie, i z wielką układnością rzekł do niéj: „Wiem z jak znakomitego rodu pochodisz, i jak wysokie zasługi w kraju położyli twoi przodkowie. Wiele mi także mówiono o osobistych twoich zaletach, dla których wszyscy mieszkańcy tego miasta mają dla ciebie wielki szacunek. Zamierzam donieść o tobie cesarzowi, aby cię zawezwał na dwór swój, gdzie będziesz mogła wyjść za mąż odpowiednio do twojego wysokiego urodzenia. Wprawdzie niektórzy, widać źle ci życzący, oskarżyli cię przede mną że jesteś chrześcijanką, lecz poczytałem to za oszczerstwo i wierzyć im nie chciałem. Nie mogę bowiem przypuszczać, aby osoba twojego stanu i tak starannie wykształcona, dała się wciągnąć do sekty, na którą z obrzydzeniem każdy poczciwy człowiek patrzy i która w całém państwie jest najsurowiéj zakazaną.”

Święta Leokadya wysłuchawszy téj przemowy spokojnie, a rozumiejąc dobrze do czego ona zmierza, odpowiedziała wielkorządcy: „Wdzięczną ci jestem, za mniemanie jakie masz o mnie i za pochwały jakie oddajesz mojej rodzinie. Lecz wielce mnie zasmuca niekorzystne uprzedzenie jakie masz o chrześcijanach, i to wyrażenie pogardliwe jakiego używasz mówiąc o wyznaniu naszém. Ci tylko dla téj religii nie mają szacunku, którzy jéj nie znają: sam bowiem zdrowy rozsądek przywieść by powinien każdego do uznania że tylko religia chrześcijańska jest religią prawdziwą. Tak zwani bogowie cesarstwa, sąto bożyszcza urojone, których wyobrażenie wysnute jest z najdziwaczniejszych baśni. Trzeba być obranym ze zdrowych zmysłów, aby bóstwo upatrywać w tych istotach, które pogaństwo bogami ogłasza. Nauka chrześcijańska jedynie przywodzi nas do poznania téj najwyższéj Istoty która jest prawdziwym Bogiem wszechmocnym i nieśmiertelnym, i według jéj zasad prawdziwa szlachetność, o którą się ubiegać powinniśmy, nie zawisła na świetnych przodkach i dawności rodu, lecz na wiernéj służbie temuż Bogu. Najwyższym zaszczytem dla człowieka, jest służyć Mu wiernie.” I przydała w końcu: „Co do mnie innego Boga uznawać nigdy nie będę, gdyż chrześcijanką jestem i nią do śmierci pozostać pragnę.”

Święta z taką mocą te wzniosłe prawdy wypowiedziała, że wszyscy obecni temu jéj u wielkorządcy posłuchaniu, nie tylko zdumieni zostali tak wielką odwagą, lecz zdawali się podzielać jéj zdanie. Dacyan zaś widząc iż łagodne środki do jakich się z razu uciekł, zadając gwałt swojemu zwykłemu okrucieństwu, na nie mu się nie przydały, wpadł w złość najgwałtowniejszą, i zawołał do Leokadyi: „Nędznico, niegodnaś rodu z którego pochodzisz”, a potém zwracając się do katów których zawsze miał przy sobie, krzyknął do nich: „Ponieważ ona uznaje się być służebnicą Galilejczyka, który umarł haniebnie na krzyżu, niech i ona do rzędu niewolnic należy.” I wydał wyrok aby ją kijami do połamania kości zbito. Wykonano to z największém barbarzyństwem: ciało jéj po chwili pokryło się ranami, z których krew na ziemię spływała. Lecz podczas téj okrutnéj katuszy, Święta ani jęku nie wydała i nie okazała najmniejszego znaku boleści. Owszem, niebieska radość malująca się na Jéj obliczu, objawiała niewymowne pociechy jakiemi wtedy Pan Jezus zalewał jéj serce. Ze wzniesionemi oczami do Nieba głośno się modliła, dziękując Panu Bogu za łaskę cierpienia dla Jego chwały. Tyran zaś, który nie chciał aby w téj męce umarła, kazał ją odprowadzić do więzienia i Zamknąć w ciemnéj piwnicy, zamierzając zadać jéj straszniejsze jeszcze katusze. Gdy ją prowadzono, ujrzała chrześcijan płaczących nad nią: „Mili bracia, rzekła do nich, nie płaczcie, a raczéj dziękujcie Panu Bogu za łaskę jaką mi daje cierpieć za Jezusa Chrystusa mojego Boskiego Oblubieńca, i proście Go aby mnie do końca nie opuszczał.”

Zamknięta w ciemnéj piwnicy przez czas dość długi, Leokadya dzień i noc błogosławiła Pana, i więzienie swoje poczytywała sobie za większe szczęście, niż gdyby mieszkała w najpyszniejszym w świecie pałacu. Trzymano ją tak przez kilka miesięcy, niedozwalając się widzieć z nikim, ani ją wzywając na nowe badania, jakby zapomniano o niéj zupełnie. Jeden tylko z nadzorców więziennych, który jéj przynosił nędzny posiłek, i był dość dla chrześcijan przychylny, za każdém przyjściem wdawał się z nią w rozmowę: z téj dowiadywała się ona jak srogie prześladowanie chrześcijan coraz bardziéj się szerzyło, i jak coraz większa liczha wiernych w największych mękach ponosiła śmierć za Chrystusa. Między innemi dowiedziała się była także, jakich barbarzyńskich okrucieństw dopuścili się poganie nad świętą Eulalią, która w Merydzie, mieście nie bardzo ztamtąd odległém, koronę męczeńską zdobyła. Przejęło to ją świętą zgrozą, z powodu tak wielkiego ucisku Kościoła, lecz oraz i tak żywém pragnieniem poniesienia także śmierci męczeńskiéj, że upadłszy ns kolana, z najwyższą gorącością ducha błagała Boga aby i ją to szczęście jak najprędzéj spotkało. Nie miała przy sobie ani krzyża, ani żadnego wizerunku świętego. Palcem więc, na twardym kamieniu, który był przed nią, zrobiła znak krzyża, i ten pozostał cudownie wyryty jakby żelazném dłutem. Na widok tego cudu, wpadła w zachwycenie, i w tejże chwili skonała. Umarła 9-go Grudnia roku Pańskiego 303.

Cisło jéj znaleziono przy tym kamieniu na którym krzyż wyżłobiła, a poganie wyrzucili je najprzód na pole dla pożarcia przez dzikie zwierzęta, lecz późniéj chrześcijanie tajemnie uniosłszy te Relikwie święte, niedaleko ztamtąd ze czcią je pogrzebali.

Z upływem czasu, w mieście Toledo aż trzy kościoły stanęły pod jéj wezwaniem: jeden w miejscu gdzie był dom w którym mieszkała, drugi gdzie było jéj więzienie, a nad jej grobem trzeci. W tym ostatnim następujący cud miał miejsce. W dniu w którym obchodzono święto błogosławionéj Leokadyi, król wtedy panujący Reselwindus, był obecny wraz z całym swoim dworem nabożeństwu na którém wiele ludu się znajdowało. Święty Ildefons, ówczesny Biskup Toledański, po skończonéj Sumie którą celebrował, otoczony liczném duchowieństwem, ukląkłszy modlił się przed grobem świętéj Leokadyi. Samo wieko marmurowe przykrywające jéj zwłoki, było tak ciężkie, żeby go trzydziesta ludzi ledwie udźwignąć mogło. Otóż, nagle wieko to podniosło się samo i święta Leokadya wyszła z grobu cała okryta białym welonem, i rzekła do świętego Biskupa: „Błogosławionyś ty Ildefonsie, że masz tak wielkie i serdeczne nabożeństwo do przenajświętszéj Panny Matki Boga, i żeś tak dzielnie i skutecznie bronił Jéj chwały i Jéj niezrównanych przywilejów przeciwko jéj nieprzyjaciołom. Ukochany od Maryi synu, nie ustawaj w czci Jéj i pobudzaj wszystkich do oddawania takowéj téj Królowéj Nieba i ziemi, a za to miéj nadzieję że zawsze otrzymasz to o co prosić będziesz przez Jéj wszechwładne pośrednictwo.” Gdy to usłyszeli obecni, wszyscy padali na twarze, uderzeni tym wielkim cudem, a święty Ildefons tak się do Świętéj odezwał: „O! święta dziewico! któraś wzgardziwszy życiem dla miłości Boga, panujesz z Nim zato na wieki w Niebie. O! błogosławione miasto, w którém urodziłaś się i któreś uświęciła twojém męczeństwem: wejrzyj na nie z przybytków niebieskich, w których się znajdujesz, wesprzyj pośrednictwem twojém i twoich współziomków i króla, którzy tak nabożnie obchodzą święto twoje.” Po tych słowach święta Leokadya zaczęła powoli napowrót wstępować do grobu, a święty Ildefons wziąwszy miecz, który mu król podał, odciął kawałek welonu którym była okryta, dla zachowania go na pamiątkę tak wielkiego cudu. Poczém Święta położyła się w grobie, i wieko się ze nią zawarło. Kawałek tego welonu, po dziś dzień w tymże kościele Toledańskim przechowują.

Pożytek duchowny

Święta Leokadya, zamknięta w więzieniu, niemając żadnego wizerunku świętego przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Staraj się abyś przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla ciebie umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu twojém miał wyrytym.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionéj Leokadyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, prosimy Panie niech modlitwy i zasługi nas wspierają, aby ta, która za wyznanie imienia Twojego, więzienie i śmierć poniosła, swojém pośrednictwem od wiecznego więzienia nas uchowała. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1062–1065.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 978

Święta Leokadia, zamknięta w więzieniu, nie mając żadnego świętego wizerunku przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Starajmy się, abyśmy przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla nas umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu mieli wyryty.

Św. Piotr apostoł mówi, że Chrystus dlatego tak dużo za nas cierpiał, abyśmy szli krwawymi Jego śladami; przez Mękę swoją daje nam przykład i uczy, że życie nasze doczesne jest cierpieniem, a drogi jego są naznaczone śladami łez naszych, ale Męka Jezusa Chrystusa udziela nam obfitych łask, że nasze krwawe ścieżki stają się jedyną naszą słodyczą, po których idąc, zdążamy do bramy Niebios. Ojciec Jego niebieski pokazuje Go przybitego do krzyża, mówi do każdego chrześcijanina: Patrz na ten wizerunek, wystawiony na górze Kalwarii, i wyraź Go na sercu swoim. Nie będziesz zaliczony do mieszkańców Nieba, jeżeli w cierpieniach nie będziesz podobny Chrystusowi ukrzyżowanemu; On bowiem na krzyżu wysłużył ci krwią swoją przeznaczenie do Nieba, aby zaś Męka Chrystusowa cię zbawiła, potrzeba, abyś w niej położył swą ufność i połączył swoje małe krzyżyki z Jego ciężkim krzyżem.

Tags: św Leokadia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup dziewica męczennik
2020-12-08

Niepokalane Poczęcie Przenajświętszéj Maryi Panny

Uroczystość ta ustanowiona została około roku Pańskiego 1000,

(Treść nauki Kościoła o téj Tajemnicy.)

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia przenajświętszéj Maryi Panny, jest obchodem pamiątki téj błogosławionej chwili, w któréj Matka Boża żyć zaczęła w żywocie matki Swojéj świętéj Anny. Nazywa się zaś to Jéj poczęciem Niepokalaném dla tego, że Ona jedna, ze szczególnego przywileju Boskiego, od pierwszéj chwili życia, była wolną od skazy grzechu pierworodnego, z którą każde inne dziecię na ten świat przychodzi. Lecz żeby lepiéj ocenić, jak wielkim, a należącym się Maryi było to wyjatkiem, trzeba przypomnieć sobie naukę Kościoła o grzechu pierworodnym, a która jest następującą.

Pan Bóg, stworzył pierwszych naszych rodziców Adama i Ewę w stanie łaski i niewinności. Przywilej ten sprawiał że człowiek był miły Bogu, miał prawo do Jego miłości, i w sobie żadnych złych skłonności nie doznawał. Gdyby w tym stanie byli wytrwali nasi pierwsi rodzice, wszyscy ludzie z nich pochodzący, byliby w nim także rodzili się. Lecz tak się nie stało: Adam i Ewa, nieposłuszeństwem zgrzeszyli przeciw Bogu, i w skutek tego sprawiedliwość Boska pozbawiła ich stanu łaski i niewinności: to jest stali się oni nieprzyjaciołmi Boga, przedmiotem Jego słusznéj nienawiści i skłonnymi do złego. Takimi już będąc gdy mieli dzieci, i dzieci te rodziły się nie innemi jak takiemi jakimi stali się ich rodzice po upadku. Następnie synowie i córki Adama i Ewy mając potomstwo, znowu takież same wydawali na świat, i w skutek tego każdy z rodzących się jest istotą obrzydliwą w oczach Boga i skłonny do grzechu, i to się nazywa skazą grzechu pierworodnego od któréj nikt nie jest wolnym.

Nieprzebrane miłosierdzie Boże, przyniosło jednak i na to ratunek. Syn Boży stał się człowiekiem, przebłagał męką i śmiercią Swoją słuszny gniew Boży, i między innemi postanowił Sakrament Chrztu świętego, przez który dusza, i to dopiéro po jego przyjęciu, oczyszczona zostaje z onéj skazy grzechu pierworodnego i staje się miłą Bogu.

Otóż, przenajświętsza Panna, była wolną od téj skazy od pierwszéj chwili jak Ją Pan Bóg stworzył, jak żyć zaczęła, i to jeszcze w łonie swojéj matki świętéj Anny; to jest: że jej Poczęcie było Niepokalaném, że Maryi przenajświętsza dusza nigdy, ani na najkrótszą chwilę, nie była skalaną skazą grzechu pierworodnego.

Przywiléj ten, a którego jedna tylko Marya dostąpiła, jest bez wątpienia największy jaki duszę ludzką mógł spotkać po upadku pierwszych naszych rodziców. Jest on większy od wszystkich innych chociaż tak wyjątkowych przywilejów, jakiemi Pan Bóg obsypał i obsypać, jakby powiedzieć, musiał w mierze jakby nieograniczonéj Tę, którą sobie za Matkę przeznaczał. Jestto przywiléj tak wielki, że, według zdania Ojców świętych, gdyby pozostawiono było do wyboru Maryi, albo stać się Matką Boga, ale być poczętą ze skazą grzechu pierworodnego, albo zostać poczętą bez zmazy grzechu pierworodnego, lecz nie dostąpić godności macierzyństwa Boskiego, byłaby wolała nie być Matką Syna Bożego, byle być Niepokalanie poczętą: byłaby dała pierwszeństwo swojemu przywilejowi Niepokalanego Poczęcia nawet nad przywilejem niezrównanéj godności Swojego macierzyństwa Bożego. W oczach bowiem Maryi, która znała i kochała Boga lepiéj i silniéj niż wszystkie duchy niebieskie razem uważane, żadna inna łaska, żaden inny przyprzywilej nie byłby w stanie wynagrodzić Jéj nieszczęścia, jakiém byłoby to dla Niéj, gdyby chociażby na najkrótszą chwilę życia, dusza Jéj miała pozostawać w stanie niełaski, w stanie obrzydzenia przed Bogiem. Z drugiéj znowu strony, Pan Bóg obdarzając Ją jako Matkę Swoję wszystkiemi łaskami i darami jakiemi tylko mógł istotę stworzoną obdarzyć, w żaden sposób nie mógł odmówić Jéj tego przywileju za który Ona Sama wszystkie inneby oddała. Stworzył Ją tedy Niepokalaną, przeczystą, wolną od cienia najmniejszéj na duszy skazy, i to od pierwszéj chwili Jéj życia, według tych słów Pisma Bożego, które Kościół właśnie do Niepokalanéj Panny Maryi stosuje: „Wszystka jesteś piękna przyjaciółko moja, a nie masz w Tobie zmazy” 1.

Początek Bulli Ojca świętego Piusa IX-go, który ten przywiléj Matki Bożéj, od najpierwszych czasów Kościoła wyznawany powszechnie, ogłosił jako należący do Artykułów wiary świętéj, tak streszcza o nim naukę katolicką.

„Bóg najwyższy, którego drogi pełne miłosierdzia i nieomylnéj prawdy, którego wola jest wszechmocnością, a którego mądrość dosięga silnie od krańców do krańców wszystktiego, a wszystko słodko urządza, gdy od wieków przewidział opłakany całego rodu ludzkiego upadek z grzechu Adama wypływający, i w wyrokach Swoich tajemniczych, pierwsze największe dzieło Swojéj dobroci, przez Wcielenie się Słowa, spełnić postanowił, a to w tym celu aby człowiek wbrew miłościwym nad nim zamiarom Bożym złością szatańską w grzech wplątany, nie zaginął, i aby to co w pierwszym Adamie upadło, w drugim to jest w Chrystusie, szczęśliwie powstało, — od początku i przed wiekami, dla Jednorodzonego Syna Swojego Matkę z któréj wcieliwszy się narodziłby się w czasie, wybrał i przeznaczył, i tak dalece nad wszystkie stworzenia umiłował, że w Niéj jednéj najwięcéj Sobie upodobał. Dla tego, przekładając Ją wyżéj nad wszystkie duchy Anielskie, i nad wszystkich Świętych, wszelkich niebieskich darów obfitością, ze skarbu Bóstwa Swojego zaczerpniętą, tak przedziwnie Ją napełnił, że Ona od wszelkiéj skazy grzechowéj wolna i całkiem piękna i doskonała, taką posiada nieskazitelność i pełność świętości, jakiéj, prócz Samego tylko Boga, wyższéj ani wyobrazić sobie nie można, i do któréj nawet pojęcia, nikt prócz Boga dojść nie może. Jakoż, wypadało koniecznie, aby promieniami najwyższéj świętości zawsze przyozdobiona jaśniejąc, i nawet od skazy grzechu pierworodnego całkiem wolną będąc, najzupełniejsze zwycięstwo odniosła nad przeklętym wężem Matka tak czcigodna, której Bóg Ojciec, jednorodzonego Syna Swojego z Istoty Swojéj zrodzonego a Sobie równego, tak dać postanowił, aby z natury Swojéj był On jednym i tymże samym wspólnym Boga Ojca i przenajświętszéj Panny Synem” 2.

Lecz w tym przywileju tak wielkim Maryi, że ona jedna od chwili Swojego poczęcia była wolną od skazy grzechu pierworodnego, i od téj chwili jest świętszą od wszystkich najświętszych duchów niebieskich jakie kiedy istniały i istnieć miały, zawierały się dwa prócz tego przywileje, których żadna inna istota stworzona nie posiadała. Uświęcenie bowiem Jéj było nietylko niezwłoczne to jest że świętą stworzona została, owszem najświętszą, jako przeznaczona na Matkę Boga, lecz prócz tego, od téj świętości odpaść nie mogła, i w Niéj bezustannie wzrostu nabierała. Adam i Ewa byli wprawdzie także stworzeni w stanie łaski uświęcającéj, lecz mogli od niéj odpaść i w istocie stracili ją, podobnież jak Aniołowie którzy się zbuntowali. Lecz Marya od chwili Swojego poczęcia, otrzymała i łaskę utwierdzającą Ją raz na zawsze w świętości, tak, że w skutek tego daru nie mogła jéj postradać. Téj łaski dostąpili wprawdzie i Apostołowie po odebraniu Ducha Świętego, ale prócz tego że dostąpili jéj dopiéro wtedy, a przedtém byli grzesznikami, nie byli oni wolnymi od grzechów powszednich i pewnych niedoskonałości, gdy tymczasem Marya, od pierwszéj chwili Swojego istnienia, była przejęta niezachwianą miłością Boga, niezachwianie jak najsilniej zjednoczoną była z Bogiem, i znowu ze szczególnéj łaski, przez całe życie Swoje pozostała wolną od najmniejszego grzechu, owszem, od cienia najlżejszéj niedoskonałości.

I nie dość na tém: bo chociaż takiż przywiléj niegrzeszenia posiadają i dusze błogosławione w Niebie, gdzie wolne są one od wszelkiéj niedoskonałości, i posiadają także świętość od któréj odpaść nie mogą, to jednak w niéj już wzrostu nabywać nie są w stanie, nie mogą w téj świętości stawać się coraz doskonalszymi. Marya zaś, ciagle coraz większego nabierała wzrostu w świętości a już od pierwszéj chwili wyższéj bez żadnego porównania od wszystkich innych świętości razem wziętych, i wznosiła się w niéj bezustannie, jakby do nieskończoności, dopókąd żyła na ziemi.

Owoż, według nauki Kościoła, za każdy postęp w doskonałości, to jest za każde współdziałanie duszy z łaską, Pan Bóg udziela nowéj i to wyższéj łaski, i tak następnie. Gdy tedy Marya, od pierwszéj chwili Swojego poczęcia, była najświętszą z najświętszych istot ziemskich i niebieskich, gdy po téj pierwszéj takiéj łasce szczególnéj i największéj, dawał Jej Pan Bóg i dalsze również w najwyższym stopniu, i gdy z każdą z nich współdziałając coraz nowe znowu otrzymywała; gdy w ciągu Jéj życia nie było chwilki ani najmniejszéj, w którejby jakiejś nie otrzymała, gdy we współdziałaniu z niemi nie zaniedbywała się nigdy, — miarkujmyż z tego, do jakiego stopnia świętości w końcu dojść musiała! Słusznie więc, jak się wyraża Bulla Ojca świętego wyżéj przytoczona, „świętość Jéj była taką, że jéj nikt prócz Boga Samego, nawet pojąć nie może”. Żaden rozum, ani ludzki ani anielski ogarnąć jéj nie zdolny, a święty Augustyn powiada, że nawet Sama Matka Boża, ponieważ nie była bóstwem, nie mogła mieć całkowitego pojęcia Swojéj jakby nieograniczonéj doskonałości. Ztąd święty Bernardyn pisze, że świętość Maryi i Jéj doskonałość, jest jakby nieskończoną, a święty Tomasz Doktor Anielski mówi: „Sam Stwórca najwyższy, wpatrując się w Nią, podziwia w Niéj arcydzieło Swojéj potęgi, dobroci, miłości i hojności” i jak się wyraża Ojciec Arżantan, zdaje się, że tak jak Aleksander Wielki, uwielbiając mądrość Dyogenesa, zawołał: że gdyby nie był Aleksandrem chciałby być Dyogenesem, tak Pan Bóg mógłby powiedzieć, że gdyby nie był Bogiem (co być nie może) chciałby być Matką Bożą.

Otóż do czego doprowadził Maryą Jéj przywiléj Niepokalanego Poczęcia, którego tajemnicę w dzisiejszéj uroczystości Kościoł Boży obchodzi. Powinniśmy przeto w niéj z całego serca dziękować Bogu że nim przenajświętszą Panną obdarzył, i całém sercem cieszyć się wraz z Niebem całém z tego Jéj, przez to właśnie, nad wszystkie istoty słusznego wywyższenia.

Pożytek duchowny

Dogmat o Niepokalaném Poczęciu Maryi, streszcza w sobie dwa dogmata zasadnicze nauki katolickiéj: o Bóstwie Pana Jezusa, i o skłonności człowieka do złego w skutek grzechu pierworodnego. Dla tego bowiem że Marya miała być Matką Boga, potrzeba było aby była wolną od skazy grzechu pierworodnego, i Ona tylko jedyny pomiędzy ludźmi stanowi w tém wyjątek. Owóż, słaba wiara w Bóstwo Zbawiciela i zapoznanie następstw grzechu pierworodnego są główném źródłem wszystkich za naszych czasów błędów religijnych. Podziwiaj więc miłosierdzie i mądrość Boga, który i dla tego w obecnym wieku chciał mieć ogłoszonym dogmat o Niepokalaném Poczęciu Maryi, aby w umysłach wiernych rozżywić pamięć tych właśnie prawd, które jawniéj lub skryciéj, dziś najpowszechniéj są zaprzeczane.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś przez Niepokalane Dziewicy Poczęcie, godny Synowi Twojemu przybytek zgotował, pokornie Cię prosimy, abyś, z przewidzianych zasług śmierci tegoż Syna Twojego od wszelkiéj skazy grzechu Ją zachowując, i nam za Jéj pośrednictwem z grzechów oczyszczonym dał dojść do Ciebie. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1059–1062.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 970

Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny streszcza w sobie dwa dogmaty zasadnicze nauki katolickiej, a to: o Bóstwie Pana Jezusa i o skłonności człowieka do złego wskutek grzechu odziedziczonego po pierwszych rodzicach. Stąd bowiem, że Maryja Panna miała być Matką Boga, potrzeba było koniecznie, aby była wolna od skazy grzechu pierworodnego, i Ona też tylko sama jedna pomiędzy ludźmi stanowi w tym wyjątek. Słaba wiara w Bóstwo Zbawiciela i zapoznanie następstw grzechu pierworodnego są głównym źródłem wszystkich istniejących za naszych czasów błędów religijnych. Podziwiajmy więc miłosierdzie i mądrość Pana Boga, który właśnie w tym czasie chciał mieć ogłoszonym dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, aby w ten sposób w umysłach wiernych ożywić pamięć tych właśnie prawd, które jawnie lub skrycie często były zaprzeczane.

Cieszmy się więc tym przywilejem Najświętszej Panny, a obrawszy Ją sobie za szczególniejszą patronkę w całym naszym życiu, naśladujmy Ją, strzegąc się grzechu każdego; skoro zaś szatan z pokusami prześladować nas zechce, uciekajmy się do Maryi, jako dzieci do Matki, a ta błogosławiona Dziewica weźmie nas w swą opiekę i doda nam łaski do zwyciężenia pokus.

Młodzieniec pewien przyszedł do o. Zucchi w Rzymie, aby go prosić o radę — był bowiem w rozpaczy o zbawienie swoje, a to dlatego, że nie czuł dość siły, aby się pozbyć grzesznego nałogu, z którym mu pewne potępienie groziło. Kapłan, zlitowawszy się nad nim, polecił mu odmawiać codziennie krótką modlitewkę do Najśw. Panny, tudzież wzywać Jej pomocy w każdej pokusie. Ucieszył się młodzieniec z tej rady i postanowił najsumienniej ją wypełnić. Wkrótce też doznał jej cudownego skutku. Na wezwanie Maryi uciekał szatan, a błogi spokój ze szczerym obrzydzeniem grzechu wstępował do serca młodzieńca. W cztery lata później przybył on znowu do Rzymu, prosząc o. Zucchi o spowiedź świętą, a gdy ten, dziwując się jego zupełnej odmianie, zapytał, co za przyczyna tego, odpowiedział młodzieniec: „Ojcze, to ta krótka modlitewka do Najświętszej Panny tak cudowną we mnie odmianę sprawiła”. Brzmi ona jak następuje:

Modlitwa

O Pani moja, o Matko moja! Tobie się cały ofiaruję, i abym udowodnił i okazał moje ku Tobie nabożeństwo, poświęcam Ci dzisiaj oczy moje, usta moje, uszy moje i serce moje i całego siebie zupełnie. Ponieważ zatem jestem Twoim (Twoją), o dobra Matko — przeto strzeż mnie i broń mnie, jako rzeczy i własności swojej. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Footnotes:

1

Pieśń. IV. 7.

2

Balla dogmat. Pii IX. de Immac Conc.

Tags: Niepokalane Poczęcie Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna grzech pierworodny
2020-12-07

Św. Ambrożego, Arcybiskupa Medyolańskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 397.

(Żywot jego był napisany na żądanie świętego Augustyna przez Paulina, kapłana mu przybocznego.)

Święty Ambroży urodził się około roku Pańskiego 315 w dawnéj Galii, w mieście Trewirze, gdzie ojciec jego tegoż imienia piastował najwyższy urząd Wielkorządcy cesarskiego. Był jeszcze w kolebce, gdy razu pewnego rój pszczół usiadł mu na twarzy i okrył szczególnie usta, w czém ojciec temu obecny, widział przepowiednię że się odznaczy darem wymowy, z któréj w istocie późniéj zasłynął.

Wychowany w Rzymie, gdzie w naukach wielkie uczynił postępy, młodym jeszcze będąc został Wielkorządcą Liguryi i Emilii. Za jego tam rządów w Medyolanie, do jego wielkorządztwa należącym, po śmierci biskupa Aukseryusza, powstał był spór pomiędzy katolikami a Aryanami, którzy jednego ze swoich sekciarzy na téj stolicy osadzić chcieli. Gdy zawiadomiono Ambrożego, że lud zebrany w kościele, ma już z tego powodu przyjść do rozprawy orężem, udał się sam jako najwyższy urzędnik do kościoła, dla powstrzymania rozruchów. Już wtedy wyznawał wiarę chrześcijańską i trzymał z prawowiernymi katolikami, lecz według ówczesnego zwyczaju, chociaż miał lat trzydzieści cztery, był tylko katechumenem, to jest przygotowującym się do Chrztu świętego. Skoro wszedł do kościoła, dziecię jakieś zawołało: „Ambroży Biskupem” a lud cały widząc w tém jakby głos Boży, wykrzyknął po trzykroć: „Ambroży Biskupem”, i co jeszcze dziwniejsza, wszystkie stronnictwa w tejże chwili na ten wybór się zgodziły. Lecz święty Ambroży przystać na to w żaden sposób nie chciał. Nigdy wymowniejszym nie był jak wtedy gdy przemawiając do duchowieństwa i ludu, prosił ich i zaklinał, aby innego wybrali. Widząc że to nie pomaga, uciekł się do dziwnego środka. Znany powszechnie z największéj łagodności, w pełnieniu swojego urzędu i z najsurowszych obyczajów, rozpoczął umyślnie różne sprawy sądowe, udawał że się w nich od gniewu nie posiadał, i brednie wygadywał. Ale co było większém jeszcze dziwactwem, dawał pozory, jakoby miewał stosunki z kobietami złego życia, chcąc się i z téj strony zniesławić. Wszakże, pomimo tego, lud przed jego pałac się gromadząc, wołał: „Chcemy cię mieć Biskupem, bo przecież gdy się ochrzcisz, Bóg ci grzechy odpuści i do nich się nie wrócisz.”

Gdy mu tedy i takie nie powiodły się wybiegi, szukał innych. Zadawał się z głośnemi kacerzami, jakoby ich błędy podzielał: słowem robił co tylko mógł, aby za ostatniego uchodzić, byle się od Biskupstwa uwolnić. Nakoniec uszedł tajemnie, chcąc się ukryć w Pawii, mieście odległém od Medyolanu. Lecz wyszedłszy z miasta, ze szczególnego dopuszczenia Bożego całą noc błądził, a nad rankiem znalazł się przy bramie Medyolańskiéj. Poznano go i przytrzymano, lecz znowu się wymknął, i skrył się na wsi u jednego ze swoich przyjacjół. Wtedy Medyolańczykowie wysłali do cesarza Walentyniana z prośbą, aby mu Biskupstwo koniecznie przyjąć rozkazał. Cesarz najchętniéj to uczynił, mówiąc: „Rad jestem, że tego którego wam rządcą doczesnym uczyniłem, pasterzem dusz swoich mieć chcecie.” Gdy tedy przyszedł rozkaz cesarza nietylko polecający Ambrożemu aby został Biskupem, lecz i najsurowiéj zabraniający aby go nikt nie ukrywał, gospodarz domu w którym Święty przebywał, sam wyjawił jego schronienie. Przywiedziony tedy do Medyolanu, już się dłużéj woli Bożéj nie opierał: przyjąwszy Chrzest święty, a następnie wszystkie święcenia, ósmego dnia, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu na Biskupa Medyolańskiego konsekrowany został. Obrzędowi temu był obecny i sam cesarz Walentynian, wielce z tego zadowolony.

Ambroży skoro na swojéj stolicy pasterskiéj zasiadł, dowiódł że sam Duch Święty wyborem jego pokierował. Chcąc najprzód w ubóstwie Apostołów Pańskich naśladować, wszystkie swoje znaczne majętności w części rozdał ubogim, w części przekazał kościołowi. Przepisał sobie następujący sposób życia, od którego już odtąd aż do śmierci nie odstępował. Codziennie bardzo rano, odprawiał Mszę świętą, a w każdą niedzielę i święto głosił słowo Boże ludowi. Cały dzień poświęcał na sprawy swojego urzędu, nawiedzanie ubogich i szpitalów i dawanie posłuchania zgłaszającym się do niego z prośbami. Pościł tak ściśle, że prócz niedziel i świąt uroczystych, cały dzień nic nie jadał, dopiéro na wieczór brał skromny postny posiłek. Większą część nocy przepędzał na czytaniu ksiąg świętych i pisaniu tych dzieł znakomitych, które go w rzędzie najpierwszych pisarzy katolickich umieściły i tytuł Doktora Kościoła mu zjednały. Szczególny czciciel Matki Bożéj, czego ślady w każdym jego piśmie napotkać można, najgorliwiéj cześć jéj rozszerzał. Przytém jako stróż praw Boskich i kościelnych, od pierwszéj chwili swojego Biskupstwa, powstał gorliwie przeciw wszelkim tak w duchowieństwie jak i między wiernemi pojawiającym się nadużyciom, niepomijając i samego cesarza. Ten zaś, tak dalece nie brał mu tego za złe, że gdy święty Ambroży razu pewnego tłómaczył mu się dla czego musiał go upomnieć, rzekł mu na to Walentynian: „Wiedziałem o tém, że gdzie będzie chodziło o spełnienie twojego obowiązku, nie zamilczysz, i dla tegom ci kazał być Biskupem. Upominaj więc nas, jak ci to Duch Święty wskaże.”

W kazaniach z takiém namaszczeniem i wymową przemawiał o zasłudze dziewictwa, że wkrótce w Medyolanie powstało kilka klasztorów żeńskich, w których wielka liczba dziewic poświęconych Bogu, w ostréj pokucie i bogomyślności żyjących, budowała wiernych i na wszystkich ściągała najobfitsze błogosławieństwo Boże. Rozbudził on był tak święty do tego stanu zapał, i tak wiele dziewic poświęcało się na służbę Panu Jezusowi, że matki zamykały córki i nie puszczały na jego kazania. Co więcéj, też jego nauki pisane i rozsyłane po innych częściach kraju, nadzwyczaj wielką liczbę dusz wybranych pobudzały do wyrzeczenia się świata, i poświęcenia się Panu Bogu na wyłączną służbę. Z tego téż powodu, razu pewnego święty Ambroży utyskując z kazalnicy że jego kazanie w którém powstawał na pewne pojawiające się w Medyolanie zdrożności, mało skutkowało, powiedział że zapewne trzeba będzie ażeby poszedł gdzieindziéj, i ztamtąd im tęż swoję naukę przysłał pisaną.

Po śmierci Walentyniana, gdy syn jego Gracyan na cesarstwo wstąpił, Justyna wdowa po dawnym cesarzu, należąca do kacerstwa aryańskiego, zaczęła prześladować świętego Ambrożego. Usadziła się wtedy aby kościoły katolickie w Medyolanie Aryanom pooddawać, i przez podejście uzyskawszy na to rozkaz od cesarza, posłała go Ambrożemu. Lecz on odebrawszy go odpowiedział: „Co jest moją osobistą własnością, chociażby i życie samo, to na rozkaz cesarza chętnie oddam; ale co Bożego jest, tego ani ja dać, ani cesarz brać prawa nie mamy.” Przyszło więc do tego, że cesarzowa kazała otoczyć wojskiem kościoł w którym Ambroży znajdował się z ludem. Trzy dni tym sposobem byli tam wszyscy zamknięci, trwając na modlitwie i pobożnych śpiewach, i wtedyto święty Ambroży ułożył tych kilka bardzo pięknych hymnów, które dotąd do pacierzy kościelnych należą. Niektórzy nawet pisarze utrzymują, że wtenczas dla pobożnego zajęcia ludu, po raz pierwszy wprowadził on zwyczaj śpiewania psalmów z antyfonami, i z przydawaniem przy końcu każdego z nich: Chwała Ojcu i t.d., co także odtąd, w odmawianiu psalmów zostało przyjęte powszechnie. Ciągłą taką modlitwą i przemowami swojemi, powstrzymał Ambroży lud od starcia się z wojskiem, i wyprosił od Pana Boga, że cesarzowa odstąpiła od swoich nieprawnych roszczeń, i Biskupa z ludem od wojska wyswobodziła.

Z cesarzem Teodozyuszem, który objąwszy i cesarstwo zachodnie w Medyolanie przemieszkiwał, miał także święty Ambroży trudne przejścia, w których zachował się jak na Biskupa przystało. Cesarz ten zmuszał Biskupa Kalinnika do odbudowania żydowskiéj bożnicy, którą chrześcijanie zburzyli. Święty Ambroży udał się do cesarza, prosząc aby tego nie czynił, a gdy cesarz rozkazu swojego cofnąć nie chciał, rzekł do niego: „Lepiéjby było cesarzu, abyś głosu mojego w pałacu teraz usłuchał, aniżeli żebym się publicznie w kościele odzywać do ciebie musiał.” Co znaczyło że Ambroży czuł się w obowiązku powstać z kazalnicy przeciw temu bezbożnemu rozkazowi cesarza, jeśli go on nie cofnie. Jakoż, w następującą niedzielę, gdy cesarz był obecny w katedrze, święty Biskup z wielką oględnością, lecz z ambony domagał się aby cesarz ów rozkaz odwołał. Gdy zszedł z kazalnicy rzekł do niego Teodozyusz: „Przeciw mnie kazanie miałeś.” — „Owszem, odrzekł na to Ambroży, w twojéj obronie mówiłem cesarzu, bo mi o dobro twojéj duszy chodzi.” Cesarz, rozkaz o który chodziło, odwołał.

W Tessalonice, lud wzburzony zamordował swego Wielkorządcę. Teodozego tak to rozgniewało, iż posłał wojsko aby wszystkich mieszkańców tego miasta w pień wyciąć bez względu na winnych i niewinnych, i padło siedem tysięcy ludzi. Święty Ambroży upomniał cesarza za grzech tak ciężki. Teodozyusz żałował swego postępku, lecz chciał bez należnej pokuty wejść do kościoła i do stołu Pańskiego przystąpić. Biskup przestrzegł że go nie wpuści, pokąd pokuty odpowiednéj nie odprawi. Teodozy jednak przyszedł. Wtedy Ambroży zastąpił mu przy drzwiach drogę i rzekł: „Cesarzu, nie możesz wejść do domu Bożego i Ciała Pańskiego przyjąć, bo ręce twe krwią niewinną są zmazane.” Na co Cesarz: „Wszak i Dawid zgrzeszył, a Pan Bóg mu. przebaczył,” — „Tak jest, odpowiedział Biskup, ale kiedyś naśladował Dawida grzeszącego, naśladujże i pokutującego.” Skruszony tém cesarz, uczynił jawną pokutę i po niéj do tajemnic Pańskich przypuszczonym został, a sam potém o Ambrożym powiadał: „Nie znam od Biskupa Medyolańskiego, godniejszego prałata.”

Tak święcie wysoki swój urząd przez lat wiele sprawując, do wszystkich spraw Kościoła za swoich czasów czynnie należący, zbogaciwszy Kościoł Boży licznemi pismami które dotąd są podziwiane, niechorując wcale, przepowiedział ten mąż Boży dzień swojéj śmierci. Święty Honorat biskup Warceloński, w ścisłéj z nim żyjący przyjaźni, po trzykroć w objawieniu do tego wezwany, udał się do Ambrożego, i udzielił mu ostatnie Sakramenta święte, po których przyjęciu, wielki ten sługa Chrystusowy złożywszy ręce na krzyż i modląc się, umarł 4-go Kwietnia roku Pańskiego 397. Dzień zaś dzisiejszy na święto jego przeznaczony został, jako dzień w którym był na Biskupstwo wyświęcony.

Jedna z największych pociech jaka spotkała świętego Ambrożego w jego zawodzie Biskupim, było nawrócenie wielkiego Doktora Kościoła świętego Augustyna, którego onto ostatecznie Panu Bogu pozyskał. Piszą że hymn Te Deum laudamus ci dwaj Święci razem ułożyli, kiedy po przyjęciu Chrztu świętego przez Augustyna z rąk Ambrożego, obaj w niebieskiém uniesieniu Bogu za to dzięki składali.

Pożytek duchowny

Sposób jakim po dwa razy przyjął cesarz Teodozy upomnienie świętego Ambroźego, uczyć cię powinien jak takowe od pasterzy dusz naszych przyjmować mamy, a szczególnie od spowiedników, których sami za najbliższych rządców sumienia sobie obieramy. Czy nie szukasz takiego, któryby ci we wszystkiém pobłażał?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś lud Twój w błogosławionym Ambrożym wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy tego który był nam mistrzem życia duchownego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1056–1059.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 965

Podajemy tu kilka myśli św. Ambrożego, tchnących jak najwyższą mądrością. Powinny one stanowić nieoceniony skarb dla każdego chrześcijanina-katolika:

Nie dziw, że człowiek grzeszy, ale na naganę zasługuje ten, kto nie uznaje swych grzechów i nie upokarza się przed Bogiem.

Łatwiej znajdziesz takich, co zachowali niewinność, aniżeli takich, co odpokutowali swe grzechy.

Nie ma nic wznioślejszego, jak służyć Bogu.

Jeśli sam się oskarżysz, nie potrzebujesz się lękać oskarżyciela.

Krzyżujemy swe ciało, gdy stłumiamy i zwalczamy jego pożądliwości.

Nic nie wyjednywa nam bardziej przychylności ludzkiej, jak miłosierdzie i uprzejma łagodność.

Niczego nie powinniśmy się więcej uczyć, jak milczenia, a to dlatego, abyśmy się dobrze i należycie uczyli.

Prawdziwa siła człowieka polega na tym, aby umiał zapanować sam nad sobą, powściągał swój gniew i nie dawał folgi swym żądzom.

Człowiekiem jesteś, a jako człowiek wystawiony jesteś na pokusy, pokonywaj je przeto.

Tags: św Ambroży „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup doktor pszczoły arianizm Maryja zgorszenie św Augusytn spowiedź
2020-12-06

Św. Mikołaja, Biskupa Mireńskiego

Żył około roku Pańskiego 300

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Mikołaj urodził się w Patara, mieście w Azyi mniejszéj położoném, w połowie IIIgo wieku. Rodzice jego bardzo pobożni, jedyne to dziecię mając, i najstaranniéj je wychowali, i od dzieciństwa w cnoty chrześcijańskie wprawili. Był jeszcze niemowlęciem, kiedy się okazało że go Pan Bóg na wielkiego sługę Swojego przeznacza. Pierwiéj pościć niżeli jeść zaczął: bo gdy codziennie często ssał pierś matki, we środy i piątki raz tylko, i to w wieczór, przyjmował pokarm. Gdy podrósł, odznaczał się najskromniejszemi obyczajami, i jak mógł najdłużéj przebywał w kościele. Stronił od lekkomyślnych zabaw swoich rówienników, a na czytaniu ksiąg świętych, najwięcej czasu trawił. Miał stryja człowieka wielkiéj świątobliwości, który widząc w młodym synowcu swoim tak pobożne usposobienie, skłonił go do obrania stanu duchownego. Rodzice z radością zgodzili się na to, a on wkrótce kapłanem został, i zajaśniał wszystkiemi cnotami temu świętemu powołaniu właściwemi. Zajmując się gorliwie obsługą duchowną, wielkim był jałmużnikiem, u że posiadał znaczny majątek po rodzicach, hojnie wspierał ubogich, i starał się szczególnie aby o tém nikt nie wiedział.

Mieszkał w Patarze pewien znakomitego rodu szlachcie, który podupadł był zupełnie na majątku, i miał trzy córki dorosłe słynące z urody, a których już prawie nie miał czém wyżywić. Przyszła mu myśl niegodziwa, wydać te nieszczęsne dziewice na rozpustę, a tym sposobem i im i sobie sposób do życia zapewnić; z czego w najwyższéj rozpaczy były te poczciwe panienki, dotąd najprzykładniéj żyjące. Doszło to do wiadomości świętego Mikołaja. Ten niezwłocznie wziął znaczną ilość pieniędzy, i przyczepiwszy do nich kartkę z napisem: na posag twojéj najstarszéj córki i twoje utrzymanie, wrzucił taki worek z pieniędzmi w nocy przez otwór, do mieszkania tego niedobrego ojca. Ten szczerze obżałowawszy swój niepoczciwy zamiar, odstąpił od niego po takim dowodzie szczególnego nad nim miłosierdzia Bożego, i najstarszą córkę uczciwie za mąż wydał. Co widząc Mikołaj, tymże sposobem i dla drugiéj posag do mieszkania jéj ojca wrzucił, a gdy i ta wyszła za mąż, i trzecią tymże sposobem udarował, lecz już ze swoim dobrym czynem ukryć się nie mógł. Tak hojnie bowiem obdarzony przez niego ów szlachcic, słysząc upadający worek złota przez okno w nocy, wybiegł na ulicę, dogonił Mikołaja, a upadłszy mu do nóg, za jego dobrodziejstwa dziękował. Święty zaś nakazał mu aby o tém nikomu nie mówił, gdyż wszystkie dobre uczynki jak najskryciéj wypełniał.

Stryj jego dopatrzywszy w nim wielką skłonność do życia więcéj odosobnionego, wybudował umyślnie dla niego obszerny klasztor, umieścił w nim wielu zakonników, do których gdy przyłączył się i święty Mikołaj, wkrótce na przełożonego wybranym został. Zażywał tam przez czas pewien, większéj niż w zawodzie świeckiego kapłana ciszy, lecz zapragnąwszy życia pustelniczego, puścił się do Ziemi świętéj, z zamiarem osiedlenia się tam pomiędzy pustelnikami. Płynąc do Aleksandryi, przepowiedział żeglarzowi wielką burzę któréj on wcale się nie spodziewał, a gdy od niéj już prawie okręt miał zatonąć, za modlitwą Mikołaja morze się uciszyło. Podczas nawałności, spadł był majtek z wysokiego masztu 1 zabił się na miejscu. Święty pomodliwszy się nad nim, do życia go powrócił. W Aleksandryi, gdzie na wieść tych przez niego uczynionych cudów, wielką liczbę do niego opętanych i chorych zniesiono, wszystkich modlitwą swoją uzdrowił.

Zwiedziwszy miejsca święte, miał już iść na puszczę, kiedy podczas modlitwy, taki głos z Nieba usłyszał: „Mikołaju, wróć się do owiec któreś opuścił.” On wnosząc iż wolą Boga jest aby wrócił do swego klasztoru, przyszedł do niego, gdzie znowu wśród modlitwy powiedział mu głos z Nieba: „Nie to jest rola na któréj pożytek z ciebie mieć mam; idź do miasta Mirry między ludzi, aby Imię Moje przez ciebie uwielbione było.”

Niezwłocznie sługa Boży puścił się do tego miasta, w którém go nikt nie znał. Tam, podówczas, po śmierci Biskupa, zebrani byli okoliczni Biskupi, dla obrania nowego Pasterza; a gdy długo w tém do zgody przyjść nie mogli, udali się wszyscy wraz z ludem na gorącą modlitwę, prosząc aby im Pan Bóg wyraźnie wolę Swoję w tym okazał. Jakoż, objawił Pan Bóg jednemu z najstarszych, a wielkiéj świątobliwości Biskupowi, aby tego człowieka który nazajutrz najpierwszy do kościoła wejdzie, na Biskupa obrali. Tymczasem tejże nocy Mikołaj o niczém niewiedząc, przybywszy do Mirry udał się prosto do kościoła, a znalazłszy go zamkniętym, modlił się przy nim póki go nie otworzą. Skoro go otworzyli, pierwszy wszedł do niego, a Biskupi już tego pilnujący, pomimo oporu jaki stawił, na Biskupa Mirreńskiego go wyświęcili.

Objąwszy tę wysoką godność, rzekł sam do siebie: „Mikołaju urząd który cię spotkał, zmusza cię abyś już nie sobie żył, ale innym.” Odtąd téż zajaśniał cnotami najdoskonalszego Pasterza. Zastał w Dyecezyi swojéj, upowszechnione wielkie zbytki, których nawet dopuszczało się i duchowieństwo, nosząc bogate szaty. Zanim więc na to powstawać wyraźnie zaczął, sam się ubierał bardzo ubogo, i cały dwór swój Biskupi jak najskromniéj prowadził. Przytém codziennie jak najściśléj pościł, jednę tylko jadając potrawę, i to dopiéro późno wieczorem, aby tém więcéj miał przez dzień wolnego czasu do sprawowania obowiązków swojego pasterstwa, któremi ciągle był najgorliwiéj zajęty. Trudno téż wypowiedziéć, jak świętym był on Biskupem. O świcie już go było można widzieć w kościele, gdzie to pacierze kapłańskie wspólnie z innemi śpiewał, to święte Sakramenta sam udzielał, to słowo Boże głosił z kazalnicy, albo dziatki małe katechizmu uczył. Późniéj odwiedzał chorych i biednych po ich mieszkaniach, a tak na nich wszystko rozdawał, że nie raz naczynia domowe i najulubieńsze księgi swoje sprzedawał, byle miał za co jałmużnę czynić. Od południa do wieczora, załatwiał sprawy duchowne swojéj dyecezyi. Późniéj dawał posłuchanie wszystkim z jakiemibądź prośbami do niego zgłaszającym się. Ubodzy zaś, w każdéj porze dnia i nocy mieli do niego najwolniejszy przystęp. Co rok zbierał Sobór prowincyonalny, dla utrzymania karności w swojém duchowieństwie.

Tak sprawując swój pasterski urząd, przejmował się nie raz straszną trwogą ciężkiego rachunku jaki zda za niego przed Bogiem. Razu pewnego silnie nią przejęty, błagał Pana Boga na modlitwie aby go od Biskupstwa uwolnił, lecz usłyszał głos mówiący do niego: „Nie bój się Mikołaju, nie opuszczę Ja tego który w służbie Mojéj trwa wiernie.” Wielce tem pokrzepiony na duchu, trwał daléj w świętéj gorliwości mąż Boży, i Pan mu coraz więcéj błogosławił, a on coraz większych pożytków z prac swoich pasterskich zażywał.

Lecz wszczęte zostało pod Dyoklecyanem i Maksymianem cesarzami, srogie chrześcijan prześladowanie. Ogłoszono i w Mirrze wyrok cesarski nakazujący wszystkim chrześcijanom oddawanie czci bożkom, a to pod karą śmierci. Jednym z pierwszych których wielkorządca tego miasta uwięził, był święty Biskup, który owczarni swojéj nieodstępując, chociaż wiedział dobrze co go czeka, wszystkich do wytrwałości zachęcał, a tych którzy przed nim schwytani i uwięzieni byli, po więzieniach odwiedzał i pocieszał. Długo w ciemnéj i wilgotnéj ciemnicy był trzymany, wiele w niéj zniewag doznał, i byłby W końcu śmierć męczeńską poniósł, gdyby nie to że w tychże czasach wstąpił na tron Konstantyn Wielki, który pierwszy z cesarzów Kościoł wyswobodził. Wnet téż święty Mikołaj z więzienia wypuszczony został, a tém łatwiéj urząd swój sprawując pod rządami chrześcijańskiego i świętego Cesarza, wytępił do szczętu w Dyecezyi swojéj resztki pogaństwa i prawie wszystkie bałwochwalcze świątynie na kościoły pozamieniał. W takich razach słyszano niekiedy głośne ryki szatanów, gdy je z bożnic pogańskich wyganiał.

Pod tę porę odbywał się walny Sobór w Nicei, z trzechset ośmnastu Biskupów katolickich złożony, a głównie na potępienie kacerstwa Aryusza, przeciw bóstwu Chrystusa Pana bluźniącego, zgromadzony. Obecny na nim święty Mikołaj, zajaśniał świątobliwością, nauką i gorliwością, w zbijaniu szerzących się błędów.

Gdy wrócił do Mirry, w roku tym ciężki głód kraj cały dotknął. Za żadne pieniądze, znikąd zboża sprowadzić nie można było. Zdjęty wielką nad biednym ludem litością, święty Biskup uciekł się do modlitwy: a oto gdy pewien kupiec z Sycylii do Hiszpanii kilka okrętów ze zbożem prowadził, ukazał mu się we śnie Mikołaj kupujący to zboże i dający mu zadatek, aby je do Mirry dostawił. Przebudziwszy się kupiec znalazł zadatek przy sobie, i widząc w tém wolę Boską cudownie sobie objawioną, dostawił do Mirry tak wielką ilość zboża, że to mieszkańców od głodu uratowało.

Zdarzyło się, że cesarz Konstantyn skazał był na śmierć trzech swoich wysokich urzędników, niewinnie o zdradę posądzonych. Mając oni już nadzieję tylko w Panu Bogu, przypomniawszy sobie świątobliwość i cuda przez świętego Mikołaja czynione, w więzieniu będąc, jego pośrednictwa zawezwali. W nocy po któréj mieli być traceni, okazał się we śnie Mikołaj cesarzowi i rzekł do niego: „Wstań cesarzu, a trzech niewinnych twoich urzędników od kary śmierci na którą nie zasłużyli, uwolnij, jeśli nie chcesz kary Boskiéj na siebie ściągnąć.” Konstantyn spytał: „Ktoś ty jest?” – a on rzekł: „Jestem Mikołaj biskup Mirreński” i zniknął. Cesarz niezwłocznie kazał sprawę skazanych na śmierć najściśléj nanowo przetrząsnąć, o niewinności oskarżonych się przekonał, do łaski ich swojéj przywrócił, i z bogatemi kościelnemi podarkami do Mikołaja wysłał.

Takiemi i wielu innemi słynący cudami, za jednego z najuczeńszych i najświątobliwszyCh Biskupów swojego czasu poczytywany, gdy nadchodził czas, w którym go Pan Bóg po zgotowaną dla niego nagrodę do Nieba miał powołać, przygotowywał się Mikołaj do tego już tylko ciągle się modląc i śpiewając hymny, wśród czego pocieszało go Niebo widzeniem Aniołów. Zacząwszy ten psalm: „W Tobiem Panie nadzieję miał” i wymawiając te słowa: „W ręce Twe polecam ducha mojego” 1, zmarł świątobliwie dnia 6 Grudnia roku Pańskiego 327. Ciało jego najprzód złożone w Mirrze, wielu zasłynęło cudami, równie jak i w mieście Barze we Włoszech, dokąd późniéj przeniesioném zostało.

Pożytek duchowny

Wielkiéj przymnaża Bobie zasługi, kto przez uczynioną jałmużnę, nietylko w niedostatku wspiera bliźniego lecz jeszcze przez to chroni go od szkody na duszy, o którą wielu ubóstwo przyprawia. Tak właśnie uczynił święty Mikołaj, obdarzając ojca trzech biednych córek. Jeśli ci na to starczy, staraj się szczególnie o czynienie tego rodzaju jałmużny

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Mikołaja Biskupa, niezliczonemi cudami uświetnił; daj prosimy, abyśmy za jego zasługami i wstawieniem się, od płomieni piekielnych uwolnieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1053–1055.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 961–962

Święty Mikołaj już w wieku chłopięcym wstrzymywał się w środy i piątki aż do zachodu słońca od pokarmu (Kościół wschodni nakazywał posty co środę i co piątek, zachodni co piątek i sobotę). Wnoszono stąd słusznie, że Bóg sobie szczególnie upodobał to dziecię i że je przeznaczył do wielkich rzeczy. Doświadczenie potwierdziło te domysły, Mikołaj był bowiem wielkim wobec Boga i wobec ludzi. Posty maluczkiego Mikołaja były oznaką szczególnego umiłowania Boga. Nie ma się też czemu dziwić, że matka nasza, Kościół święty, posty tak gorąco poleca i nakazuje.

  1. Posty są Bogu miłe. Wszakże ukochany Syn Jego, Pan Jezus, pościł przez 40 dni i nocy i dał nam tym samym przykład, jak mamy wielbić Boga i starać się Mu przypodobać. U Tobiasza św. czytamy słowa: „Modlić się, pościć, dawać jałmużny, jest lepiej, niż gromadzić złoto i srebro”. U świętego Mateusza czytamy, że posty nadają nam moc nad najgorszymi szatanami. „Tego rodzaju diabłów nie można się inaczej pozbyć, jak postem i modłami”. Pobożna wdowa Judyta pościła trzy dni, a Pan Bóg dał jej świetne zwycięstwo nad Holofernesem i nieśmiertelną sławę u ludu izraelskiego. Historia Estery uczy nas, że Bogu podoba się post dlatego, że uświęca ciało. Bóg nałożył pewien rodzaj postu już na pierwszych naszych rodziców w raju, zakazując im kosztować owocu z pewnego drzewa, a uczynił to dlatego, aby uświęcili swoją wolę posłuszeństwem, a ciało powstrzymywaniem się od skosztowania zakazanego jabłka. Przez post upokarzamy się wobec Boga, naśladujemy Chrystusa i oddajemy cześć Jego Męce.
  2. Posty są zbawienne. Prawdę tę głosi sam Kościół Boży w Prefacji Mszy świętej w czasie czterdziestodniowego postu i to w następujących słowach: „Słuszna i sprawiedliwa jest abyśmy Ci zawsze i wszędzie, wszechmocny i wiekuisty Boże, dzięki czynili, ponieważ postem ciała gładzisz grzechy, podnosisz ducha, rozdzielasz cnoty i nagrody w Imię Chrystusa Pana naszego”. Jest to powszechnym prawem, mającym wartość na ziemi i w Niebie. Płać, coś komu winien; dopuściłeś się krzywdy, wynagrodź ją; jeśli zgrzeszyłeś, odpokutuj grzech. Jeśli obrazę wyrządzoną Bogu sam na sobie karzesz, jeśli postem i umartwieniem odpokutujesz ją na własnym ciele, w takim razie przyrzekł ci Pan Bóg, że nie wzgardzi twym skruszonym i upokorzonym sercem i że ci dla twego żalu i pokuty wybaczy winę. Jeśli tę pokutę dobrowolnie podejmiesz, jeżeli wyprzedzisz sprawiedliwość Bożą dobrowolnym nałożeniem na siebie kary, Ojciec niebieski ulituje się nad tobą i zadowoli się daleko mniejszym zadośćuczynieniem, aniżeli go wymaga wielkość twego grzechu. Mieszkańcy grzesznej Niniwy pokutowali czterdzieści dni, a Bóg ocalił ich i zwolnił od zagrożonej zagłady. Wszakże i Pan Jezus pościł przez czterdzieści dni, aby swemu powołaniu należycie odpowiedzieć, aby przeciw szatanowi skutecznie walczyć, aby mężnie znosić cierpienia i męki krzyżowe. Wszyscy Święci naśladowali ten przykład dany przez Zbawiciela z jak najzbawienniejszym dla siebie skutkiem; potępieńcy tylko nie poszli za tym przykładem z wielką szkodą duszy swojej.

Krzepmy się przeto wszyscy postem już to nakazanym, już też dobrowolnym do walki przeciw odwiecznemu wrogowi duszy naszej.

Footnotes:

1

Psal. XXX. 2 6.

Tags: św Mikołaj „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup jałmużna miłość bliźniego arianizm post
2020-12-05

Św. Sabby, Opata

Żył około roku Pańskiego 541.

(Żywot jego był napisany przez świętego Cyrylla pustelnika, żyjącego za jego czasów.)

Święty Sabba rodem z Kapadocyi ze wsi Mutalaska, przyszedł na świat roku Pańskiego 449. Miał lat tylko dziewięć kiedy zostawiony u krewnych przez rodziców, którzy udali się byli do Aleksandryi, zasmucony domowemi swarami, w których ciż krewni jego ciągle zostawali, postanowił już wtedy świat opuścić i oddać się bogomyślności, która podówczas w różnych klasztorach i pomiędzy pustelnikami kwitnęła.

Najprzód tedy w klasztorze Flawiańskim, chociaż tak młody, a już przypuszczony do wszystkich obowiązków zakonnych, w wierności ich wypełniania, wyrównywał najstarszym pokutnikom. Raz pracując w ogrodzie zerwał jabłko i miał je skosztować. Lecz mu sumienie ten brak umartwienia tak silnie wyrzuciło, że jabłka nie tknął, i na ukaranie się już odtąd aż do śmierci żadnych owoców nie jadał. W klasztorze tym mieszkał do ośmnastego roku życia, budując wszystkich swoją świątobliwością i nadzwyczajnie ostrém życiem. Pod tę porę, zapragnął odbyć pielgrzymkę do Ziemi świętéj, i zwiedzić pustelników tam mieszkających. Rozmiłowawszy się w ich odosobnieniu, osiadł przy klasztorze świętego Lutyma, do którego należący zakonnicy rozsypani po okolicznéj puszczy, mieszkali każdy w osobnéj chatce, w najściślejszém odosobnieniu. Święty téż Sabba przestrzegał go również, i przerywał tylko dla doglądania chorych braci, w któréjto posłudze odznaczał się szczególną miłością.

Opat wysłał go był razu pewnego, wraz z drugim zakonnikiem do Aleksandryi. Tam rodzice spotkawszy go, poznali, i uszczęśliwieni z tego nad wszelki wyraz, bo go bardzo kochali, chcieli przy sobie zatrzymać. Nastawał na to szczególnie ojciec, który w tém mieście wysoki stopień w wojskach cesarskich zajmował. „Wszak ojcze, rzekł mu Sabba, śmiercią karzesz tego, kto z twoich szeregów uchodzi: a jakiejże by kary wart był ten, ktoby służbę Bożą raz rozpoczętą, opuszczał?” Rodzice poprzestali na tak mądréj odpowiedzi, pobłogosławili go i polecili się jego modlitwom, a Sabba wrócił do swojéj pustelni.

Lecz mu już i ta niedość samotną się wydawała. Za pozwoleniem więc Opata, udał się daléj w głąb puszczy i osiadł w małéj jaskini, gdzie przepędzał pięć dni na tydzień bez żadnego pokarmu, zajęty jedynie modlitwą i ręczną pracą, podczas któréj także modlitwy nie przerywał. Wyrabiał codziennie dziesięć koszyków: w sobotę pięćdziesiąt takich zanosił do klasztoru; tam pozostawał z braćmi przez niedzielę do wieczora, i nabrawszy tyle gałązek palmowych, ile mu do roboty na pięć dni potrzeba było, wracał do swojéj jaskini. Co rok 14-go Stycznia, udawał się na puszczę zwaną Ruban, na któréj, podług podania, Zbawiciel po chrzcie w Jordanie przebył swój post czterdziestodniowy. Tam bawił do Niedzieli Kwietnéj, a chodząc tylko co niedziela dla przyjęcia Komunii świętéj do najbliższego kościoła, przez cały ten czas zgoła żadnego nie brał pokarmu.

Po kilku latach przebycia w owéj jaskini, przeniósł się na inną na tak spadzistéj i wysokiéj skale będącą, że aby się do niéj dostać, musiał zawiesić sznur od niéj do ziemi spadający, którego trzymając się, mógł łatwiéj się tam dostawać. Schodził z téj swojéj kryjówki tylko niekiedy, aby sobie uzbierać trochę dzikich owoców rosnących u stóp téj skały, albo przynieść wody. Przebywał tam już lat kilka, od nikogo nieznany ani widziany, lecz gdy wypadkiem przechodzący w téj stronie wieśniacy, ujrzawszy sznur od jaskini, dostali się do niéj i w okolicy rozgłosili zadziwiający sposób jego życia, zaczęli ludzie coraz więcéj i tłumnie zbierać się do niego. Jedni przychodzili polecać się jego modlitwom, których cudownych skutków doznawali, inni prosili go o nauki zbawienne, których im nie odmawiał, a nakoniec znalazło się wielu, którzy pragnąc wieść także życie pustelnicze, w chatkach, około jaskini świętego Sabby pobudowanych, osiedli, oddając się pod jego przewodnictwo. Przyszło do tego, iż liczba jego uczniów do kilkuset wzrosła. Wtedy wybudował tak zwaną Laurę: to jest klasztor z kościołem, do którego na niedzielę i święta z okolicy sprowadzał księży. Przejęty bowiem wysokiém wyobrażeniem o godności kapłańskiéj, nietylko sam jéj nie piastował, ale i żadnemu z uczniów swoich przyjmować jéj nie dozwalał.

Po upływie pewnego czasu, pomiędzy pustelnikami żyjącymi pod przewodnictwem Sabby, zakradł się duch niesforności. Pewna liczba upadłych na duchu udała się do Patryarchy Jerozolimskiego, aby im innego przełożonego wyznaczył, a kładąc za powód swojego żądania to że święty Sabba niebędąc kapłanem, właściwie swego urzędu sprawować nie może. Patryarcha, któremu dobrze znana była wysoka świątobliwość Sabby, a oraz i zuchwalstwo zakonników domagających się o złożenie go z przełożeństwa, kazał im i wszystkim ich braciom wraz ze świętym Sabbą przyjść do siebie nazajutrz. Gdy przybyli, niezważając na trudności jakie w téj mierze robił Sabba, wyświęcił go na kapłana, i nietylko pozostawił przełożonym jegoż własnego klasztoru, lecz zamianował go Egzarchą: to jest jeneralnym przełożonym nad wszystkimi zakonnikami po innych klasztorach w Palestynie mieszkającymi.

W tejto porze spotkała tego sługę Bożego wielka pociecha. Matka jego pozostawszy wdowg, obrała także pustelnicze życie, i w małéj chatce niedaleko pustyni świętego Sabby, zamieszkała. Lat kilka trwając na bogomyślności, świętą śmiercią zeszła z tego świata, Sabba zaś za znaczne pieniądze które mu zostawiła, założył wielkie dwa szpitale dla ubogich.

Tymczasem, owi niesforni zakonnicy którzy chcieli pozbyć się przełożeństwa świętego Sabby, poburzyli przeciwko niemu i zakonników z innych klasztorów. Święty chcąc położyć tamę tym niespokojom, umyślił sam ustąpić miejsca innemu. Opuścił więc tajemnie klasztor w którym mieszkał, udał się w odległą i przez żadnego pustelnika niezamieszkałą puszczę, i w niéj się ukrył. Nieznalazłszy żadnéj jaskini, cały rok spędził pod gęstém drzewem, które mu za jedyne schronienie służyło. Lecz i tam odkryli go w końcu ludzie, zaczęli się do niego gromadzić, wielu znowu przy nim osiadło chociaż nie wiedzieli kim jest, i tam nowa a liczna osadą pustelnicza stanęła. Zdarzyło się nakoniec, że pomiędzy przybywającemi do tego nowozałożonego klasztoru, przybył jeden z pustelników który go poznał. Zaniósł tę wiadomość do innych któremi dawniéj święty Sabba zarządzał, a z których mała liczba tylko była mu przeciwnych, reszta zaś uszczęśliwiona z wykrycia swojego dawnego Opata, udała się do Patryarchy Jerozolimskiego, który mu kazał powrócić do dawnego jego urzędu, to jest przełożonego Jeneralnego nad wszystkiemi klasztorami.

Usilnie zalecał zakonnikom pilne umartwienie zmysłów, a szczególnie oczu. Idąc razu pewnego z jednym z uczniów swoich brzegami Jordanu, napotkali tam ludzi między któremi była i kobieta, na którą młody zakonnik z Sabbą będący, oczy obrócił. Widząc to Święty, a chcąc mu dać zbawienną naukę: rzekł do niego: „Jak godną pożałowania jestta kobieta: zdaje się że jest młoda, ale na jedno oko ślepa.” — „Tak nie jest ojcze, odrzekł mu uczeń, przypatrzyłem się jej dobrze, i widziałem że ma obydwa oczy.” Wtedy święty Sabba korzystając z tego że go tym sposobem przywiódł iż sam się wydał że we wzroku umartwionym nie był, dał mu zbawienną naukę o niebezpieczeństwie na jakie się tym sposobem wystawia cnota świętéj czystości, i w końcu przydał jako pokutę: „odtąd cię już za towarzysza podróży brać nie będę, dopóki się nie przekonam, żeś w téj mierze ostrożniejszy.” Zakonnik zaś ten, od tego czasu budował wszystkich nsjściślejszém umartwieniem zmysłu widzenia.

Podczas gdy jeszcze nie był jeneralnym przełożonym wszystkich pustelników, i sam jeden w największém odosobnieniu mieszkał w jaskiniach, zdarzyło się, że szukając w głębi jednéj z puszcz kryjówki dla siebie, napotkawszy nad rzeką jaskinię, w niéj postanowił jakiś czas przemieszkać. Wieczorem tedy odprawiwszy Psalmy i położywszy się w téj pieczarze, zasnął. Lecz była to nora, która służyła lwu za schronienie, i ten około północy przyszedłszy, zaczął Świętego szarpiąc go za suknię, wywlekać z jaskini. Sługa Boży zaraz spostrzegł z kim ma do czynienia, wcale jednak tém nie przerażony, zaczął śpiewać Psalm: „Kto się w opiekę” 1, co słysząc lew wyszedł i czekał przed jaskinią, aż Sabba i ten i inne Psalmy ukończył. Ale gdy on znowu spokojnie legł na spoczynek, lew przypadł powtórnie do niego, i już go miał ująć zębami, kiedy Sabba rzekł do niego: „Nierozumna bestyo, przecież gdybyś chciał, pogodzićbyśmy się mogli, miejsca tu bowiem jest dla nas obu dosyć: a jeśli tego nie chcesz, właściwiéj jest abyś ty mnie, a nie ja tobie ustąpił, bom ja na obraz i podobieństwo Boga stworzony.” Lew to usłyszawszy odszedł jakby cichy baranek, i więcej się już nie pojawił.

W innéj jaskini, gdy także samotnie mieszkał, ujrzał razu pewnego lwa nadchodzącego. Sądząc iż na niego napada, uciekł się do modlitwy. Lecz spostrzegł, że zwierzę to w innym celu przybywa. Lew bowiem zbliżył się do niego na trzech łapach skacząc, a czwartą mu podał, w któréj Sabba ujrzał wielką drzazgę tkwiącą, którą wyjął i ranę mu zaopatrzył. Co gdy uczynił Święty, lew już od niego odejść nie chciał, służył mu jako pies najwierniejszy, a gdy Sabba przeniósł się do klasztoru, tam poszedł za nim, i wszyscy bracia się nim posługiwali, jakby domowém ułąskawioném zwierzęciem.

Do jednego klasztoru w którym był przełożonym nasz Święty, przybył z miasta Cytopolu, najbogatszy młodzieniec nazwiskiem Bazyli, który pogardziwszy światem i jego dostatkami, postanowił zostać uczniem świętego Sabby. Rabusie po tych okolicach plondrujący, wnosząc iż wielkie skarby przywieźć musiał z sobą i takowe w chatce Sabby złożyć, wśród nocy weszli do jego pustelni. Lecz nie znalazłszy nic, gdy puszczą wracali, ujrzeli dwóch lwów gotowych rzucić się na nich. Przerażeni, przypominając sobie wielką świątobliwość sługi Bożego którego okraść chcieli, gdy lwy już do nich przyskakiwały, zawołali: „w imię sługi Bożego Sabby ustąpcie!” co wnet lwy uczyniły uciekając w głąb puszczy; czém zbójcy tak zbawiennie wzruszeni zostali, że wrócili do Sabby wyznając kim byli, a prosząc o pokutę na całe życie, osiedli przy nim na puszczy, i wielkimi zostali pokutnikami.

Zamiłowany coraz więcéj w swojém pustelniczém życiu święty Sabba, i chociaż już w nim kilkadziesiąt lat był spędził, gdy wymagała tego chwała Boża i pożytek Kościoła, wychodził ze swojéj puszczy, i udawał się pomiędzy ludzi. Cesarz Anastazyusz, popierając kacerzy Eutychianów, skazał był na wygnanie Eliasza Patryarchę Jerozolimskiego, i srogo zaczął prześladować katolików w Palestynie. Duchowieństwo tego kraju, wiedząc że świątobliwość Sabby znaną była i cesarzowi, uznało że największąby on oddał posługę Kościołowi, gdyby się w jego sprawie udał do Anastazego. Święty który już podówczas miał lat óśmdziesiąt, dwa razy odbył podróż do Carogrodu, złagodził cesarza, w rozprawie publicznéj jaką miał pobił Eutychianów, i wstrzymał prześladowanie. W kilka lat potém, już zgrzybiały starzec, gdy cesarz Justyn następca Anastazego, gorliwy katolik, nakazał był przyjęcie postanowień Soboru Chalcedońskiego w całém swojém państwie, święty Sabba udał się do Cezarei i do Scytopolu, a następnie inne większe miasta Palestyny przebiegł, dopomagając powagą swoją do przyjęcia we wszystkich Dyecezyach tychże postanowień.

Gdy znowu za cesarza Justyniana, który po Justynie nastąpił, fałszywe oskarżenia katolików, najgorzéj go były przeciw nim usposobiły, święty Sabba już wtedy dziewięćdziesiąt lat liczący poszedł do Carogrodu. Cesarz przyjął go jak wielkiego Świętego, wszystko o co go prosił spełnił, a na jego żądanie, kazał wystawić wielki szpital dla biednych w Jerozolimie, i odbudować wszystkie kościoły, które Samarytanie poburzyli. Gdy rozporządzenia swoje w téj mierze kazał pisać, zawezwał świętego Sabbę do swój komnaty, aby temu był obecny: lecz ten nieczekając końca wyszedł. Zdziwiony tém Jeremiasz, zakonnik który mu towarzyszył rzekł do niego: „Ojcze, czyście zapomnieli że u cesarza jesteśmy?” — „Nie zapomniałem o tém odpowiedział Święty, lecz przypomniałem sobie, że to godzina Tercyi (pacierzy kapłańskich) więc trzeba żebyśmy ją w swojéj porze odmówili.”

Nakoniec miał Pan Bóg powołać do Siebie tego wielkiego sługę Swojego, a gdy zachorował, objawił mu godzinę śmierci. Patryarcha Jerozolimski nawiedziwszy go w chorobie, a znalazłszy leżącego na słomie w ubogiéj chatce, kazał go przenieść do swojego pałacu. Lecz gdy dzień zgonu nadchodził, Sabba uprosił że go napowrót do jego pustelni odniesiono. Tam, otoczony swoimi uczniami, wśród modlitw i psalmów odmawianych, oddał Bogu ducha 5 Grudnia roku Pańskiego 541, mając lat przeszło dziewięćdziesiąt.

Pożytek duchowny

Święty Sabba dla odmówienia pacierzy we właściwéj porze nie czekał na posłuchanie u cesarza, u którego wielkiéj wagi łaski przyszedł wyjednywać. Pomimo tego jednak otrzymał to o co prosił. Zwykle bowiem gdy z pobudki jak najwierniejszego służenia Bogu, zmuszeni jesteśmy zaniechać jakowego zabiegu potrzebnego do przeprowadzenia sprawy która nas zajmuje, wtedy Sam Pan Bóg biorąc ją w szczególną Swoję opiekę, najpożądańszy dla nas nadaje jéj obrot.

Modlitwa

Boże który w błogosławionym Sabbie Opacie ścisłéj wierności w służbie Twojej wzór nam przedstawiasz, za jego pośrednictwem i przykładem daj nam, pokornie prosimy, żadnemi troskami ziemskiemi od wiernéj Ci służby nigdy się nie odrywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1049–1052.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 959

Jeśli chcesz być prawdziwie szczęśliwym i tu na ziemi i w życiu przyszłym, umiłuj jak święty opat Saba bardziej skarby niebieskie niż ziemskie. Czerp jak on ze skarbów zawartych w Sercu Jezusa, a czerp pełną ręką, bo im więcej nabierzesz, tym większą sprawisz radość Jego Sercu. Te skarby połącz z swoimi skarbami, to jest z modlitwami, cierpieniami i pracami swymi, a przez to połączenie nabiorą one wartości, piękności i blasku, który radował będzie wzrok Boży. Mów na przykład do Jezusa: „Moje modlitwy, cierpienia i prace, nic niewarte same przez się, łączę z zasługami bolesnej męki i śmierci Twojej, skrapiam je łzami i krwią Twoją, aby one w oczach Ojca Twego były miłe i wdzięczne, dla mnie zaś i dla tych, za których je ofiaruję, były pożyteczne i zbawienne”. Gdy tak co dzień postąpisz, niejeden dług u Boga zaciągnięty zapłacisz, niejedną zasługę uzyskasz, kapitał w Niebie pomnożysz, lub niejednej duszy grzesznej łaskę u Boga wyjednasz.

Footnotes:

1

Psalm. XC. 1.

Tags: św Saba Jerozolimski „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat pokuta pustelnik sobór chalcedoński
2020-12-04

Św. Piotra Złotoustego, Arcybiskupa Rawetaneńskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 449.

(Żywot jego był napisany przez Hieronima Rubio w jego historyi miasta Rawenny.)

Święty Piotr z powodu znakomitego daru wymowy przezwany Złotoustym (Chrisologus) narodził się we Włoszech w mieście Imola, przy końcu wieku czwartego. Od lat najmłodszych odznaczając się wielką pobożnością, po odbyciu zawodu nauk teologicznych, wyświęconym został na dyakona, przez Kornelego Biskupa jego rodzinnego miasta. W pismach téż swoich wspomina o nim z wielkiém uszanowaniem i z wdzięcznością, i nazywa go swoim ojcem; powiada że jaśniał on wysokiemi cnotami, i że całemu światu znanym był ze znakomitych czynów swoich. Pod przewodnictwem więc tak znakomitego mistrza, nasz Święty od młodości nawykał panować nad namiętnościami, dążyć do doskonałości, ćwiczyć się w życiu wewnętrzném i przyodziewać się w Chrystusa. Młodym téż będąc wstąpił do zakonu, i pozostał w nim aż go powołano na biskupstwo Rawenetańskie, co nastąpiło w sposób bardzo szczególny.

Po śmierci Jana Biskupa téj dyecezyi, Biskupi okoliczni zgromadzili się aby wraz z miejscowém duchowieństwem i ludem, wybrać po nim następcę. W liczbie zebranych wtedy Prałatów był i Biskup z Imola, któremu towarzyszył święty Piotr jako dyakon z jego dyecezyi. Wybór padł na pewnego duchownego z miasta Rawenny, który niezwłocznie udał się do Rzymu z posłami od Rawenatów którym przewodniczył Biskup Kornelli, aby u Papieża otrzymać zatwierdzenie wyboru. Z Biskupem Kornelim pojechał i święty Piotr. W wigilią przybycia ich do Rzymu, Papież, którym był podówczas święty Sykstus trzeci, miał w nocy widzenie. Okazali się mu święty Piotr książe Apostołów i święty Apolinary jego uczeń a pierwszy Biskup Rawenetański, między któremi stał młodzieniec, którego kazali mu zamianować Biskupem tego miasta. Nazajutrz gdy posłowie ztamtąd przybyli przedstawili się mu wraz z tym którego na Biskupa téj dyecezyi obrali, Papież spostrzegł pomiędzy nimi młodego dyakona świętego Piotra i poznał w nim onego młodzieńca w cudowném objawieniu wskazanego mu na Biskupa. Z tego więc powodu odsuwając przedstawionego kandydata, oświadczył iż Biskupem dyecezyi Rawenetańskiéj nie kogo innego tylko Piotra mianuje. Wszystkich to zdziwiło, a świętego Piotra najwięcéj. Upadł do nóg Papieżowi, błagając ze łzami aby tego nie czynił i nie obarczał go obowiązkami, które, jak to sądził w pokorze swojéj, przechodzą jego siły. Przytém sami posłowie Rawenetańscy, objawili swoje zasmucenie, że Ojciec święty odrzucał ich wybrańca i współobywatela, a dawał im na Pasterza młodego dyakona z obeéj dyecezyi. Lecz gdy Papież opowiedział im widzenie które go do tego skłoniło, wszyscy uznając w tém wyraźną wskazówkę woli Bożéj, poddali się jéj chętnie. Posłowie od téj chwili otoczyli należném uszanowaniem swojego przyszłego Pasterza, który lubo z wielkiém zasmuceniem, musiał się poddać rozkazowi Ojca świętego.

Wyświęcony niezwłocznie na kapłana, Piotr korzystając z pobytu w świętém mieście, prawie wszystek czas spędzał po kościołach, nawiedzając groby Męczenników: a przy ciałach świętych Apostołów Piotra i Pawła gorąco błagał Pana Boga o potrzebne łaski, aby swój urząd apostolski godnie mógł sprawować. Przybywszy do Rawenny, zastał tam cesarza Walentyniana, z jego matką Gallą-Placidą, którzy go wraz z całém duchowieństwem i ludem z wielką radością przyjęli, gdyż już on powszechnie znanym był z wysokiéj swojéj świątobliwości i niepospolitéj nauki. W następną zaraz niedzielę wyświęcony został na Arcybiskupa wśród wielkiéj uroczystości, na któréj byli obecni i cesarstwo z całym dworem swoim. Przemową jaką miał wtedy do ludu zjednał sobie serca wszystkich, i przekonał o wysokim darze wymowy, dla którego późniéj nazwano go Złotoustym. Mówił głównie o powinnościach dobrego pasterza, i zobowiązywał się uroczyście starać się spełniać je jak najwierniéj, co téż i święcie dochował. Lecz oraz przydał w końcu, odzywając się do swoich dyecezyan, że kiedy on dla ich zbawienia, przyjął na siebie ciężkie i wielkiéj odpowiedzialności brzemię obowiązków biskupich, a uczynił to jedynie z posłuszeństwa Papieżowi i dla pożytku ich dusz, prosi więc ich i zaklina, aby się okazali uległemi jego naukom i we wszystkiém prawo Boskie jak najwierniéj spełniali.

Święty ten Pasterz dotrzymał tego co obiecywał ludowi swojemu wstępując na stolicę Biskupią, a gorliwością, przykładem cnót najwyższych i znakomitą a pełną namaszczenia Ducha Świętego wymową, najzbawienniéj wpłynął na powierzoną jego pasterskiéj pieczy trzodę. W krótkim czasie zniósł różne zwyczaje jeszcze z pogaństwa pozostałe, i ducha pobożności w ludzie swoim rozżywił. Powstawał najsurowiéj przeciw niektórym zabawom publicznym odbywanym przez pogan których tam jeszcze była pewna liczba, a w których mieli zwyczaj i chrześcijanie uczestniczyć chociaż byłyto zabawy skromność obrażające. Najnieprzyzwoitszemi były rodzaje przedstawień teatralnych, podobne dzisiejszym tak zwanym baletom, a na których chrześcijanie nawet nie tylko byli widzami lecz i aktorami. Przeciw temuto rodzajowi wszeteczności, powstając święty Arcybiskup, w jednym z kazań wyrzekł to pamiętne zdanie: „Kto weseli się z szatanem, nie będzie królował z Chrystusem.” Gorliwie przytém zachęcał swoich dyecezyan do uczynków miłosierdzia, w czém sam był im przykładem, prawie wszystkie dochody swoje rozdając ubogim.

Przypominał także wiernym obowiązek poszczenia i potrzebę wytrwałéj modlitwy, jako głównego środka otrzymywania łask niezbędnych do zbawienia. W jednéj z przemów swoich tak się o tém wyrażał: „Gdy prosimy Boga o łaski, trzeba prosić z pobożném naleganiem i kołatać do drzwi jego miłosierdzia, nieustając w modlitwie; a jeśli Pan odwleka chwilę w któréj ma nas obdarzyć tém o co Go prosimy, znosić to należy z pokorną cierpliwością. Kto narzeka na to że nie został wysłuchanym skoro się raz pomodlił, dowodzi że nie jest żebrzącym o łaskę, lecz pyszałkiem wymagającym jakby na mocy jakowéj władzy, tego co się wydaje być mu przynależném. Wzorem jaką ma być modlitwa nasza, jest owa przypowieść Pańska o człowieku który w nocy prosił o trzy chleby dla jednego ze swoich przyjaciół, i otrzymał je nie inaczéj jak za pokorném i wytrwałém naleganiem. Lecz modlitwa, jest dopiéro jednym z trzech środków utwierdzających nas w dobrém; dwoma drugiemi są: post i uczynki miłosierdzia. O co modlitwa prosi, to post niejako popiera, a miłosierdzie ostatecznie od Boga uzyskuje. Ztąd téż modlitwa, post i miłosierdzie chrześcijańskie są tak z sobą zespolone, że nawzajem się ożywiają. Post jest jakby duszą modlitwy, a miłosierne uczynki są życiem postu. Niech więc ich nikt nie rozłącza: kto jednego tylko z tych trzech środków używa, zdobywa się na mało, zkąd wypływa, że kto się modli powinien i pościć, a kto pości i modli się, powinien także spełniać i uczynki miłosierdzia.”

Miewał ten mąż Boży kazania z tak świętym zapałem że niekiedy tracił mowę na kazalnicy, co mu się zdarzyło także, gdy miał kazanie o owéj niewieście upływ krwi cierpiaeéj o któréj wspomina Ewangelia święta, co tak zbawiennie wzruszyło słuchaczów i do takiéj pobudziło wszystkich skruchy, do takiego płaczu i modlitwy, że Święty głos odzyskawszy, dziękował Panu Bogu że raczył sprowadzić najpożądańsze pożytki na dusze słuchających jego kazania z tego właśnie, co miało go zupełnie niepożyteczném uczynić.

Poczytywany był w całym Kościele za tak znakomitéj nauki Prałata, że Papież Leon I. jemu powierzył wypracowanie dla Soboru Kaledońskiego rozprawy wyświecającej i zbijającéj błędy głośnego podówczas kacerstwa Eutychianów. Prócz tego święty Piotr i wprost od siebie samego wystosował do herezyarchy Eutychiusza list dogmatyczny, który został zamieszczony w aktach tegoż Soboru.

Po ośmnastoletnim zarządzie kościołem Rawenetańskim, święty Piotr odebrał od Boga objawienie o blizkiéj swojéj śmierci. Udał się wtedy do miasta rodzinnego Imola, gdzie go z wielką czcią przyjął lud cały i Biskup Prokop, którego sam był wyświęcił. Nazajutrz po przybyciu poszedł do głównego kościoła świętego Kassyana, w którym przed laty przyjął był pierwsze święcenie na dyakona, i tam Mszę świętą odprawił. Po jéj ukończeniu, złożył na głównym ołtarzu w ofierze złotą koronę wysadzoną drogiemi kamieniami i podobnyż kielich z patyną, która dotąd posiada tę cudowną własność, że woda z jej brzegów spuszczana uzdrawia dotkniętych wścieklizną. Potém odprawił do Rawenny kapłanów i wielu mieszkańców tego miasta którzy go odprowadzali polecając im aby wszelkiéj dołożyli pilności w wyborze nowego po nim Pasterza, a miejscowego Biskupa prosił, aby dla miłości Boga, dał mu miejsce na grób przy tymże ołtarzu. Następnie modlił się głośno do świętego Kassyana w te słowa. „Proszę Cię błogosławiony Kassyanie Męczenniku, abyś się wstawił za mną do Boga. Byłemci jakby twoim domownikiem, gdyż w tym kościele twoim wychował mnie Korneli Biskup téj dyecezyi: wróciłem znowu do Ciebie, a przy twoim ołtarzu oddając duszę moję Bogu, tobie polecam moje ciało.” Poczém udzieliwszy błogosławieństwa zebranemu ludowi, w téjże chwili zasnął w Panu, co nastąpiło dnia 2 Grudnia roku Pańskiego 450. Ciało jego w tymże kościele, obok ciała świętego Kassyana spoczywa. Papież Leon XII ogłosił go Doktorem Kościoła.

Pożytek duchowny

O! jak zbawienne upomnienie zawierają w sobie te słowa świętego Piotra Złotoustego, które wyrzekł na kazaniu przeciw nieobyczajnym tańcom: „Kto się weseli z szatanem powiedział, nie będzie królował z Chrystusem.” Uważaj czy do zabaw którym się niekiedy oddajesz, niestosuje się to groźne upomnienie, i jeśli tak jest postanów ich zaniechać koniecznie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Piotra Chryzologa, wielkiego mistrza prawd świętych cudownie wskazanego przez Ciebie, do szerzenia i nauczania Kościoła Twojego, wybrać raczył, spraw prosimy, abyśmy tego który nam na ziemi wskazywał drogę do Nieba, teraz w niebie mieć pośrednikiem zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1046–1048.

Tags: św Piotr Złotousty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup doktor modlitwa post uczynki miłosierdzia sobór chalcedoński
2020-12-03

Św. Franciszka Ksawerego, Towarzystwa Jezusowego, Apostoła Indii

Żył około roku Pańskiego 1552.

(Żywot jego był napisany przez Turselina tegoż zgromadzenia kapłana.)

Święty Franciszek urodził się roku Pańskiego 1506, w Ksawierze, dziedzicznym zamku jego rodziny, w królestwie Nawarry. Ród jego pochodził od królów tego kraju. Wychowany poboźnie, od młodości wielką skromnością obyczajów się odznaczał. Gdy inni bracia jego wojskowy zawód obrali, on oddał się naukom, a mając bystre pojęcie, po ukończeniu szkół w ojczyznie, udał się do akademii Paryzkiéj, gdzie otrzymawszy stopień Magistra filozofii, słuchał wykładu Teologii. Ojciec chciał przerwać jego nauki, aby go posuwać do urzędów wyższych w kraju, do których miał łatwą drogę: lecz siostra Franciszka, będąca wówczas opatką w klasztorze w Gandyi, odradziła to ojcu, duchem proroczym przepowiadając, że go Pan Bóg na apostoła do Indyi przeznacza. Sam jednak Franciszek, wtedy nie myślał wcale poświęcać się takiemu zawodowi. Przeciwnie, marzył o godnościach światowych i w tym celu pilnie kształcił się w naukach.

W Paryżu spotkał się ze świętym Ignacym Lojolą, który wraz z nim uczęszczał na wykład Teologii. Ten, widząc w Ksawerym wielkie zdolności, zapragnął skłonić go do wyłącznéj służby Bogu. Z razu szło mu to trudno; lecz gdy razu pewnego przypomniał mu te słowa Pana Jezusa: „Cóż pomoże człowiekowi, chociażby świat cały pozyskał, a na duszy swojéj szkodę by poniósł” 1, takie one na Franciszka wywołały wrażenie, że odtąd połączył się z Ignacym, który wkrótce potém miał założyć swoje nowe Zgromadzenie, i we wszystkiém szedł za Jego radą. Odtąd téż, oddał się wyłącznie ćwiczeniom pobożnym, uczynkom miłosierdzia, i ostry żywot prowadził. Posty tak ścisłe zachowywał, że niekiedy cztery dni bez żadnego pokarmu zostawał. W modlitwie ustawiczny i przy innych zajęciach ducha od Boga nie oddzielał. Miał lat trzydzieści siedem, kiedy wspólnie z Ignacym i siedmiu jeszcze innymi towarzyszami, zobowiązał się ślubem, że świat opuszczając i w ubóstwie żyjąc, uda się pomiędzy Mahometany, dla opowiadania im Ewangelii. A jeśliby tego wykonać dla jakich przyczyn nie mógł, poświęci się gdzie indziéj temu zawodowi, gdziekolwiekby go w tym celu, władza duchowna wysłała.

Udawszy się do Wenecyi wraz z Ignacym i swoimi towarzyszami, czekając sposobnéj chwili na odpłynienie do Jerozolimy, rozdzielili między sobą szpitale miejskie, aby w nich służyć chorym i około dobra ich dusz pracować. A już wtedy, wszyscy święcenia Kapłańskie przyjęli byli. Święty Franciszek, z największą miłością doglądał chorych i najzbawienniéj na nich wpływał. Lecz doznawał niemałéj w tém trudności, gdyż w nim chorzy ranami okryci, nadzwyczajny wstręt obudzali. Razu pewnego, gdy z téj przyczyny już miał odstąpić od łóżka chorego okrytego smrodliwemi ranami, dla przezwyciężenia się, ucałował je i wszystkie jedna po drugiéj liżąc językiem, pooczyszczał. Od téj pory, nie tylko wszelkiego wstrętu od tego rodzaju nieszczęśliwych pozbył się, lecz szczególne miał upodobanie i zręczność w ich opatrywaniu.

Przeszło rok w tém mieście na tego rodzaju usługach spędził, a gdy wszczęta podówczas wojna z Turkami, postawiła ich w niemożności udania się między Mahometanów, święty Franciszek wraz ze świętym Ignacym udali się do Rzymu, aby wedle uczynionego przez nich ślubu, Papież wyznaczył im miejsce, gdzieby Misye apostolskie odbywać mieli. Franciszkowi dostała się Bolonia, gdzie on swoim zwyczajem w szpitalach obsługiwał chorych, a prócz tego, zbierał po ulicach dzieci i wykładał im katechizm, do ludu miewał kazania i mnóstwo dusz garnął do Boga; a także zachęcał wiernych do częstego przystępowania do Sakramentów świętych, i możniejszych pobudzał do uczynków miłosierdzia: przez co wszystko najzbawienniejszy tam wpływ wywarł. Wezwany od Ignacego do Rzymu, z równym pożytkiem dla bliźnich i tam głosił słowo Boże.

Jan III-ci, król Portugalski, mając już podówczas znaczne w Indyach posiadłości, pragnął między ludnością tameczną w pogaństwie pogrążoną, wiarę świętą zaszczepić. Słysząc o pracach apostolskich świętego Ignacego i jego towarzyszów, polecił swemu posłowi w Rzymie, aby prosił Papieża, żeby mu na ten cel kilku tych świętych mężów przeznaczył. Wybranym tedy został do tego i Franciszek, i niezwłocznie wziąwszy od Papieża błogosławieństwo, wraz z posłem królewskim udał się do Lizbony, nic z sobą niebiorąc prócz Brewiarza, krzyża i medalika Matki Boskiéj, do któréj od dzieciństwa miał szczególne nabożeństwo. W podróży téj, przejeżdzając blizko Zamku w którym mieszkała matka jego, pomimo nalegań posła z którym jechał, zwrócić z drogi nie chciał ani na chwilę, śpiesząc tam, gdzie go Pan Bóg powoływał.

Przybywszy do Lizbony, zastał przygotowane w pałacu królewskim dla siebie mieszkanie, lecz go nie przyjął, a osiadłszy przy głównym szpitalu, zajął się obsługą chorych, a prócz tego miewał i kazania po kościołach. Świątobliwość jego taki mu wkrótce zjednała w mieście tém szacunek, że domagano się aby król innego misyonarza do Indyi wysłał. Wszakże Franciszek oparł się temu, i otrzymawszy i od Papieża i od króla listy do władz tak duchownych jak i świeckich w Indyach, wsiadł na okręt, mając sobie przydanych dwóch innych kapłanów.

Ta jego żegluga więcéj roku trwała, bo musieli często do różnych portów przybywać, tak z powodu nawałności jakie na morzu panowały, jak i chorób któremi dotknięta bywała cała gromada okrętowa. Lecz Święty, przez tę porę czasu nie tracił. Na okręcie apostołował, w szpitalu chorych najtroskliwiéj doglądał, a tak sobie serca wszystkich zjednał, że do każdego z téj licznéj osady trafiając, każdego z nich i od wszelkiego grzechu odwiódł, i do pobożności wdrożył. Zdarzało się, że aby sobie ułatwić przystęp do najniższego stopnia majtków, między któremi wielkie panowało z początku zepsucie, widywano go zasiadającego w ich gronie gdy się zabierali do pijatyki, i potrącającego z nimi, jak to zwyczajem między pijącemi, kieliszek o kieliszek, a to wszystko w tym celu, aby ich sobie ująwszy, Bogu pozyskał, co téż zwykle następowało. Wtedy to także zdarzyło się, że pewien wielki i stary grzesznik z trudnością do spowiedzi nakłoniony z obawy ciężkiej pokuty, gdy nakoniec wyspowiadał się u świętego Franciszka, a ten mu za całą pokutę jedno Zdrowaś Marya naznaczył, tak tém skruszony został, że odtąd przez całe życie, podziwiającą i budującą wszystkich czynił pokutę.

Nakoniec przybył nasz Święty do miasta Goa, stolicy Indyi. Wierny swemu zwyczajowi, osiadł przy szpitalu, i ztamtąd swoje apostolstwo zaczynając, najprzód ponawracał wszystkich chorych pogan, a potém apostołując po całém mieście, a następnie po kraju, tysiącami niewiernych do Chrztu świętego przywodził, tak że w krótkim czasie już czterdzieści tysięcy nawróconych było.

W wielu miejscach pozakładawszy kościoły i kaplice, poobsadzał przy nich kapłanów; a gdzie dla braku ich uczynić tego nie mógł, wyznaczył w każdéj wiosce lub osadzie, jednego lub dwóch z najpoważniejszych mężczyzn, których wyuczywszy najstaranniéj katechizmu, poruczał im dozór duchowny, jakby plebanom, nad wszystkimi innymi mieszkańcami już przez niego nawróconymi. Przebiegł tym sposobem całą tę wielką krainę i wszędzie rozniósł światło Ewangelii świętéj. Prócz niezmiernych trudów, na jakie go to wystawiało, często na wielkie niebezpieczeństwo utraty życia był wystawionym. Kilka razy bowiem, Bonzowie to jest pogańscy kapłani Indyjscy, już mu mieli śmierć zadać, kiedy cudownie z rąk ich wyzwalał go Pan Bóg. Często całe noce przebyć musiał na wysokiém drzewie, aby się ukryć przed ich poszukiwaniem.

Wśród takich zaś prac i niebezpieczeństw, obdarzył go Pan Bóg i niewymownemi wewnętrznemi pociechami i szczególną łaską czynienia cudów. Niekiedy wśród modlitwy, któréj po całodziennych trudach poświęcał większą część nocy, słyszano go mówiącego w słodkiém zachwyceniu do Pana Boga: „Dosyć już Panie, dosyć już tych pociech, albo mi ich ujmij, albo weź mnie już tam gdzie będę miał dość siły aby ich zażywać.” Cuda które czynił wielce przyczyniały się do skuteczności jego apostolstwa, i postawiły go w rzędzie największych cudotwórców. Znajdując się razu pewnego na okręcie, na którym było pięciuset podróżnych, gdy wszystkim groziła śmierć z powodu braku wody do picia, gdyż morska woda jest zabójcza, znakiem krzyża zamienił ją na wodę źródlaną w takiéj ilości, w jakiéj potrzebną była do użycia tak licznéj osady okrętowéj, podczas bardzo długiéj żeglugi. Późniéj, reszta pozostałéj tejże wody wielu chorym zdrowie przywracała. Trzech umarłych i już pochowanych wskrzesił, rozkazując im wstać z grobów dwóch drugich leżących na marach, ująwszy za rękę podniósł i zdrowych oddał rodzinie, wiele przyszłych wypadków najdokładniéj przepowiedział. Posiadał także cudowny dar języków jak Apostołowie Pańscy. W jedném z miast Indyjskich, gdzie dłużéj przebywał, a według swego zwyczaju mieszkał w szpitalu, uzdrowił tam wszystkich chorych, odczytując nad ich głową Ewangelią świętą. Co większa, gdy już sam wystarczyć na to nie mógł, używał do tego młodych chłopczyków ze szkółki którą kierował, aby oni toż samo w jego imieniu czynili, a chorzy podobnież zdrowie odzyskiwali.

Rozniosłszy światło wiary świętéj, po wszystkiéj krainie Indyjskiéj, będąc w Kochinchinie z wielką pociechą zwiedził grób świętego Tomasza Apostoła, a modląc się tam kilka nocy przy jego Relikwiach, powziął myśl udania się do Chin i do Japonii. Puścił się więc do tych krajów, i odbył podróż dość szczęśliwie. Lecz przypłynąwszy do wyspy Sancyanu, a Chin już niedalekiéj, ciężko zachorował i zmuszony był na ziemię wysiąść. Tam na brzegu, gdzie nie było żadnych mieszkań ani szałasów, szukał kogo ktoby go do blizkiego miasta lub wioski w Chinach zawiózł. Lecz nikt tego uczynić nie chciał, wiedząc iż na śmierć się naraża, gdyby chrześcijanina i to jeszcze misyonarza, na ziemię Chińską wprowadził. Znalazł się nakoniec jeden Chińczyk, który za wielką zapłatą miał to uczynić, ale i ten rozmyśliwszy się, z powodu niebezpieczeństwa na jakie go to narażało, odmówił. Święty, przez dni kilka leżąc na polu odkrytém, wystawiony na zimne wichry i wilgoć, gorzéj zapadł na zdrowiu. Nakoniec z litości zaniesiono go dość daleko do nędznego pustego szałasu, gdzie przez dwa tygodnie leżał bez żadnego prawie posiłku. Oddał tam Bogu ducha, wymawiając te słowa: „W Tobiem Panie nadzieję złożył, niech nie będę zawstydzon na wieki” 2. Umarł dnia 2-go Grudnia, roku Pańskiego 1552 mając lat czterdzieści sześć, których dziesięć poświęcił na nawrócenie Indyi. Ciało jego przeniesione zostało do miasta Goa, gdzie dotąd pozostaje. Papież Grzegorz XV-ty w poczet Świętych go policzył.

Pożytek duchowny

Uważaj ze szczegółów życia świętego Franciszka Ksawerogo, że wielkato miłość jego dla cierpiących bliźnich, a szczególnie chorych, ułatwiała mu przystęp do serca pogan i największych grzeszników, których on w tak niezmiernéj liczbie Panu Bogu pozyskał. Niech cię to nauczy, że jeśli chcesz zbawiennie na kogo wpłynąć, zacznij od okazania mu twojéj miłości.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś narody Indyjskie, błogosławionego Franciszka kazaniami i cudami do Kościoła Twojego przyłączyć raczył; spraw miłościwie, abyśmy oddając cześć jego zasługom, cnót przykłady jakie pozostawił, naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1043–1046.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 953–954

Podajemy na tym miejscu zdarzenie z życia świętego Franciszka, które jeszcze lepiej da nam poznać ducha, jaki ożywiał tego świętego apostoła.

Będąc w Indiach zadał sobie Ksawery dużo pracy, aby nawrócić pewnego portugalskiego szlachcica, który chlubił się ze swego niedowiarstwa i bezbożności. Wesołą gawędką udało mu się pozyskać jego zaufanie i przychylność, po czym starał się przemówić mu do serca i wykazać konieczność pokuty i pojednania się z Bogiem. Szlachcic odpowiedział na napomnienia i przestrogi drwinkami i szyderczym uśmiechem. Nie zwątpił jednak Ksawery i nie poprzestał na tym, lecz przy każdej sposobności ponawiał prośby i przestrogi. Wszystkie usiłowania były nadaremne. Pewnego dnia wyszli razem na przechadzkę do pobliskiego zagajnika. Ksawery wznowił rozmowę o miłosierdziu i sprawiedliwości Bożej. Naraz ukląkł, obnażył plecy, wydobył spod habitu dyscyplinę i tak się nią osmagał, że krew zaczęła spływać mu po ciele, przy czym w te słowa odezwał się do szlachcica: „Czynię to dla twej duszy, a uczyniłbym daleko więcej, byle by ją uratować! Ale cóż by znaczyła ta drobnostka wobec tego, co Jezus Chrystus dla ciebie uczynił? Czyż by męka Jego i okrutna śmierć nie miały wzruszyć twego serca?" Po czym wzniósłszy oczy w Niebo westchnął: „O Jezu, nie patrz na to, czym ja biedny grzesznik chciałbym Cię przebłagać, lecz na własną Przenajświętszą Krew, i racz się nad nami zmiłować". — Szlachcic stanął jakby w ziemię wryty. Nie mogąc pojąć ogromu takiej miłości bliźniego, ukląkł obok Ksawerego, prosząc, aby przestał się katować, obiecał poprawę i wiernie dotrzymał słowa.

Footnotes:

1

Mat. XVI 26.

2

Psal. XXX. 2.

Tags: św Franciszek Ksawery „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Ignacy Loyola miłość bliźniego cuda nawrócenie
2020-12-02

Św. Bibiany, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 362.

(Żywot jej wyjęty jest z Akt męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święta Bibianna pochodziła z rodziny Rzymskiéj, któréj kilku przodków piastowało najwyższe urzędy w tém państwie, a z rodziców tak świątobliwych, że oboje śmierć męczeńską za wiarę ponieśli, równie jak i jéj siostra rodzona święta Demetryada. Bibianna przyszła na świat w połowie IV wieku. Ojciec jéj Flawian, był wielkorządcą Rzymskim, to jest najwyższym urzędnikiem w cesarstwie. Podczas okrutnego prześladowania chrześcijan, wszczętego przez cesarza Juliana odstępcę, gdy go zmuszano do wyrzeczenia się wiary, Flawian mężnie przy niéj stojąc, został z godności swojej złożony, z przywilejów patrycyusza Rzymskiego odarty, i skazany na niewolnika. Nie dość na tém: okrutny tyran prześladujący podówczas Kościół, pastwiąc się z większém jeszcze barbarzyństwem nad tym mężnym wyznawcą Chrystusa, zasłał go do ciężkich robót, na zabójczych bagniskach w Toskanii, wydając przytém wyrok aby go jak ostatniego zbrodniarza wypalonym na czole znakiem do reszty zhańbiono. W tych ciężkich robotach, gdzie się z nim, a także z rozkazu cesarskiego, surowiéj niż ze wszystkiemi złoczyńcami obchodzili, poniósł on śmierć męczeńską, któréj pamiątkę Kościoł obchodzi w dniu 22 Grudnia.

Małżonka jego Dafroza, matka świętéj Bibianny, równiéż jak mąż jéj wytrwała w wierze świętéj, ściągnęła na siebie gniew odstępcy. Najprzód uwięził ją we własnym jéj domu, a gdy widział że święta ta niewiasta przemódz się tém nie daje, zagrabił cały Jej wielki majątek, i zamknął znowu z dwiema córkami pod ściślejszą jeszcze strażą w osobném więzieniu, i chciał głodem umorzyć lub do odstępstwa od wiary przywieść. Nareszcie gdy i takiemi katuszami nie zachwiał Jéj stałości, skazał ją na ścięcie. Święta Dafroza poniosła śmierć męczeńską 4 Stycznia i w tymże dniu obchodzi się jéj święto.

Po śmierci świętego Flawiana i świętéj Dafrozy, rodziców Bibianny, nasza Święta wraz z siostrą swoją Demetryadą, pozostały w więzieniu, podobnegoż losu spodziewając się. Na miejsce ich ojca, cesarz Julian wyniósł był na godność wielkorządcy Rzymskiego niejakiego Aproniusza, swojego najpierwszego oblubieńca, równie jak on przejętego błędami i zabobonami pogańskiemi, zawziętego wroga imienia chrześcijańskiego, a w całém państwie znanego z rozpustnego życia i barbarzyńskiego okrucieństwa. Jemu téż Julian całą sprawę Flawiana powierzył, on ją z największą przeciw niemu zawziętością prowadził, on i świętą Dafrozę skazał na śmierć, a teraz miał znowu całe swoje barbarzyństwo wywrzeć, na pozostałych po nich dwóch córkach Bibiannie i Demetryadzie. Do jego zaś tém większéj na nie zawziętości, przyczynił się jeszcze i następujący wypadek.

Pod tęż porę zaślepł on na jedno oko. Zausznicy wmówili w niego (co im nie trudno było gdyż i on sam najpotworniejsze miał o chrześcijanach wyobrażenie), że w skutek to czarów któremi chrześcijanie ciągle się posługują, i w których nadzwyczajną posiadają biegłość, przyprawiony został o to kalectwo. To większą jeszcze zapalczywość wzbudziło w Aproniuszu przeciw wiernym, a szczególnie przeciw Bibiannie i Demetryadzie, których rodziców niedawno był pomordował, i wnosił że mszcząc się to za nich głównie, chrześcijanie ślepotę na niego zesłali.

Kazał więc stawić obie święte dziewice przed sobą, a zwykle srogi i straszny dla chrześcijan, tą razą do najwyższego stopnia był rozwścieklony. Skoro więc one stanęły przed nim okute w kajdany i otoczone strażą, oświadczył im groźnie, że albo w tejże chwili uczynią uroczyste wyrzeczenie się wiary w Jezusa Chrystusa, i oddadzą publicznie cześć bożkom, albo ulegną surowszéj jeszcze karze niż ich rodzice, i zakończą życie w najcięższych mękach. Przemawiał zaś w ten sposób zasiadając na swoim trybunale, przy którym stały różne narzędzia jakiemi męczono wytrwałych w wierze chrześcijan, i straszne maszyny na których łamano im kości, odzierano ze skóry, szarpano w kawałki ciało, albo darto żelaznemi hakami; a na które Bibianna i Demetryada patrzały. Wszakże nie zachwiało to wszystko tych godnych córek rodziców, którzy tylko co za Chrystusa śmierć ponieśli. Wychowane od dzieciństwa jak najpobożniéj, wśród dostatków w jakie przedtém w domu rodziców opływały wiodąc życie nadzwyczaj umartwione, rozmiłowane w cnocie świętéj czystości, którą miały postanowienie do śmierci zachować, nie przelękły się ani mąk; ani śmierci, któremi groził im tyran. Po przemowie do nich Aproniusza, święta Bibianna rzekła do niego: „Czei bożkom pogańskim oddać nie możemy, gdyż wyznajemy tylko jednego Boga prawdziwego, Stworzyciela Nieba i ziemi, a któremu cześć oddają chrześcijanie. Mam nadzieję że i mnie i siostrze mojej, udzieli On łaski Swojéj, abyśmy zapowiedzianych nam przez ciebie mąk nie ulękły się, gdyż za najwyższe szczęście poczytamy sobie, jeśli się staniemy uczestniczkami tychże koron niebieskich, jakich w skutek twojego okrucieństwa dostąpili nasi najdrożsi rodzice.”

Wtedy wielkorządca kazał je odprowadzić do więzienia i głodem morzyć, spodziewając się że tym sposobem znękane, ulegną jego woli. Lecz wszystko było próżném, a po kilku dniach tych katuszy okrutnych, Demetryada młodsza od Bibianny i wątlejszego zdrowia, na jedném z posłuchań przed Wielkorządcą, na których ciągle a napróżno straszył je i męczył, padła przy nogach siostry, i Bogu ducha oddała. Na samę więc już Bibiannę, zwrócił Aproniusz swoję zawziętość, a złość jego i rozpusta, nową, a najdolegliwszą dla niéj wymyśliła próbę.

Była podówczas w Rzymie, niegodziwa kobieta nazwiskiem Rufina, trudniąca się nakłanianiem do rozpusty młode dziewice, i słynąca ze swego piekielnego rzemiosła. Ta za wielką nagrodą przyobiecaną jéj od Wielkorządcy, podjęła się przywieść Bibiannę nietylko do odstępstwa od wiary, lecz i do grzechu wszeteczności. W jéj więc szatańskie ręce oddał Aproniusz świętą dziewicę, dozwalając onéj kobiecie robić z nią co się jéj podoba, byle ją przywiodła do uległości rozkazom tyrana.

Co wycierpiała Święta do tego ziemskiego piekła zawiedziona, trudno sobie wystawić! Sam pobyt w tak ohydném miejscu, był już dla niéj najcięższą męką. Rufina bowiem, używała wszelkich środków aby ją skłonić do grzechu. Prowadziła w jéj obecności rozmowy najnieskromniejsze, urządzała tego rodzaju wszeteczne zabawy, na które sprowadzała najzepsutszą młodzież i podobneż kobiety. To znowu, przemawiała do niéj najpochlebniejszemi słowy, zachęcając aby za mąż wyszła, stręcząc jej świetne związki, przyrzekając w imieniu Wielkorządcy powrócenie całego majątku zagrabionego jéj rodzicom, byle zadosyćuczyniła jego woli. A przeciwnie, groziła jéj największém nieszczęściem, jeśli przy swoim jak go nazywała uporze trwać będzie.

Gdy takiemi środkami nic wskórać nie mogła, a Bibianna, wsparta łaską Bożą wszystkie te szatańskie pokusy przezwyciężała mężnie, Rufina uciekła się do innych środków. Zaczęła obchodzić się z nią w sposób najokrutniejszy: kazała codziennie bić ją ołowianemi knutami, morzyła ją głodem, i jakie tylko barbarzyństwo jéj mogło wymyśleć męki, zadawała je Bibiannie, gdyż ją do wszystkiego upoważnił był Aproniusz. Lecz Święta dziewica, dla któréj ten rodzaj ciężkich cierpień był bez porównania mniéj dolegliwém od poprzedzającego, wszystko to przeniosła z niezachwianém męstwem i z największą cierpliwością, owszem pełna była świętéj radości, że cierpi za Chrystusa.

Widząc więc Rufina, iż wszelkie jéj usiłowania były daremnemi, oznajmiła Wielkorządcy że Bibianna niczém nie da się odwieść od wiary. Ten zaś również i sam przekonany o tém, a rozgniewany że na początku jego urzędowania spotyka go tak dla niego niepomyślny obrót sprawy któréj prędkiego końca domagał się cesarz, skazał Bibiannę na bicie ołowianemi knutami, dopóki wśród téj męki nie wyzionie ducha. Spełniono ten barbarzyński rozkaz w sposób najokrutniejszy. Z pokrytego ranami ciała Świętéj, lała się krew strumieniem, a samo ciało odlatywało kawałami. Lecz Bibianna jakby żadnego bolu nie czuła, mając ciągle oczy w górę wzniesione, modliła się głośno, potém coraz ciszéj, i wśród téj katowni poszła do Nieba, gdzie ją podwójna, bo dziewictwa i męczeńska korona czekała,

Śmierć jéj nastąpiła przy końcu Listopada roku Pańskiego 362, a że nieco późniéj dnia 2 Grudnia ciało jéj, pewien świątobliwy kapłan nazwiskiem Jan, złożył w grobie gdzie już spoczywały zwłoki jéj rodziców i siostry, więc dziś Kościół jéj pamiątkę obchodzi. Na témże miejscu późniéj wzniesiona została Bazylika pod jéj wezwaniem, która dotąd jest jedną z najwspanialszych w Rzymie.

Pożytek duchowny

Tak jak świętą Bibiannę, wystawioną na najszpetniejsze pokusy w domu niegodziwéj Rufiny, wspierając Pan Bóg łaską Swoją, obronił od wszelkiego upadku, tak wspierać raczy każdą duszę, w mimowolnych do grzechu znajdującą się okazyach. Lecz pamiętaj, że tym tylko Pan Bóg dopomaga do przezwyciężania okazyi do złego, którzy od takowéj w żaden sposób uwolnić się nie mogą tych zaś którzy się na nią lekkomyślnie narażają, opuszcza.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! dobra wszelkiego dawco! któryś w służebnicy Twojéj Bibiannie, z kwiatem świętego dziewictwa, palmę męczeńską połączył; za jéj pośrednictwem, dusze nasze przez miłość Twoję z Sobą racz zjednoczyć, abyśmy przezwyciężając wszelkie do zbawienia przeszkody, nagrody wiekuistéj dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1040–1042.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 951

Nie rozłączajmy się z tą świętą rodziną, której żywot powyżej opisaliśmy, dopóki nie zbudujemy się nauką, jaką nam dała swym życiem. Jakaż jest owa nauka?

  1. Nie godzi się zbytnio miłować świata, gdyż świat jest wierutnym kłamcą; łudzi nas obietnicą rozkoszy, przyjemności, zabaw, pochwał, zaszczytów, wziętości u ludzi, zaspokojenia żądz zmysłowych. Spojrzyj tylko w oczy i w serce tych, którzy go miłują. Jedni nadęci są pychą i dumą, która ich czyni porywczymi i nieczułymi, inni żółkną z nienawiści, zazdrości i gniewu, że drugim lepiej się powodzi. Są i tacy, którzy w wy godach i bezczynności do tego stopnia zniewieścieli, że ustawicznie skarżą się na śmiertelne nudy. Inni są opętani nieszczęsnym duchem lubieżności i spieszą od rozkoszy do rozkoszy, póki nadużycie nie podkopie ich zdrowia i nie przyprawi ich o śmierć. Takimi to obietnicami wabi nas świat, byle byśmy się wyrzekli wiary katolickiej, jako też nadziei w spadek Chrystusowy, i byle byśmy bili pokłony przed jego bożyszczami. Świat nęci nas dobrami doczesnymi, abyśmy się wyrzekli wiekuistych; wskazuje nam przemijające rozkosze, abyśmy je odpokutowali w miejscu męczarni wiekuistej. Odwróćmy oczy od świata.
  2. Nie lękajmy się świata. Cóż nam może wziąć, w czym nam może zaszkodzić? Tylko w tym chyba, do czego mu dał moc Ojciec nasz niebieski, drogi nasz przybity na krzyżu Zbawiciel. Ale wolno światu tylko tyle nam uczynić, ani o włos więcej, ile jest potrzebne dla dobra naszego, ile jest korzystne i pożyteczne dla zbawienia naszego. Mądrość Ojca niebieskiego dopuścić może, że świat nas nienawidzi, że nami gardzi, że nas znieważa i szkodzi nam na sławie, pozbawia nas majątku, wtrąca do więzienia, jak tego doświadczyła rodzina Flawiana; ale dobroć i wszechmoc Boga stokrotnie nam to wynagrodzi, pokrzepi duszę, doda sił woli naszej i ostatecznie sprawi, że w tym kielichu, zaprawionym według zdania świata goryczą, znajdziemy nadprzyrodzoną słodycz i osadzeni w ciemnym więzieniu nucić będziemy hymny opiewające chwałę Bożą. Nie lękajmy się świata; weźmie on nam tylko to, co nam i tak śmierć zabierze. Jeśli Bóg nas rychlej od tych cierpień nie oswobadza, czyni to dlatego, że cierpienia te służą na dobro i korzyść naszą.
Tags: św Bibiana „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik cierpienie
2020-12-01

Św. Floryana, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 280.

(Żywot jego znajduje się w dziełach świętego Wincentego Feraryusza.)

Święty Floryan przyszedł na świat w pierwszéj połowie trzeciego wieku. Z młodych lat jego żadnych nie mamy szczegółów: to tylko wiadomo że był gorliwym chrześcijaninem, z czém starannie ukrywać się musiał, tém bardziéj że służył w wojsku cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, najzawziętszych wrogów imienia chrześcijańskiego. Posiadał wyższy stopień wojskowy i dowodził niewielkim oddziałem, kiedy wybuchło pod panowaniem tych dwóch tyranów, jedno z najsroższych prześladowań wyznawców Chrystusowych. Wyśledzano ich najstaranniéj w jakimkolwiek byli stanie, wyszukiwsno po lasach i jaskiniach gdzie się ich wielu kryło, i dla zmuszenia do oddania czci bożkom pogańskim i wyrzeczenia się wiary świętéj, zadawano im najsroższe męki. Wszędzie lała się krew męczeńska, i tysiące wiernych ponosząc najstraszniejsze katusze oddawało życie za Chrystusa.

W żadném inném prześladowaniu, ani z czasów poprzednich ani późniejszych, nie padło tylu Męczenników pod okrutnemi razami pogan ilu wtedy, gdyż nigdy z większą pilnością i zajadłością nie wyszukiwano ich wszędzie, tak że jak się wyrażają współcześni pisarze nie było najodludniejszego zakątka wielkich i licznych podówczas puszcz i lasów najdzikszych, gdzieby nie dosięgali siepacze pogańscy, w pogoń za chrześcijanami wielkiemi gromadami wysyłani.

Święty Floryan znajdował się w mieście Tecya, kiedy doszła go wieść że w Noryku rzymskim w mieście Laureaku wielkorządca nazwiskiem Akwilinus, odznaczający się nienawiścią do chrześcijan i najokrutniejszém z nimi obchodzeniem się, pojmał czterdziestu żołnierzy z oddziału którym on właśnie dowodził. Bylito bowiem chrześcijanie o których wierze wtedy dopiéro dowiedzieli się poganie, a których ów Wielkorządca zamknąwszy w więzieniu najokrutniejszemi mękami zmuszał do wyrzeczenia się wiary. Wiadomość o tém rozbudziła we Floryanie pragnienie osiągnięcia korony męczeńskiéj za którą oddawna wzdychał, któréj nie śmiał jednak dotąd dobijać się wystawiając się dobrowolnie na męczeństwo, gdyż obawiał się aby to nie było z jego strony zuchwałą zarozumiałością i zbytniém rachowaniem na swoję wytrwałość, za co mógłby mu Pan Bóg ująć potrzebnéj do tego łaski. Lecz gdy posłyszał że jego podwładni żołnierze już święty bój toczą, zdało ma się obowiązkiem jak w każdéj innéj walce, tak i w téj w któréj chodziło o zdobycie Nieba być przy nich i im przewodzić. Gdy więc wyjeżdzał z miasta Tecya, żegnając się ze swoimi współwyznawcami, których tam pewna liczba była jeszcze przez pogan niewyśledzona, rzekł do nich: „Módlcie się za mnie, bo udaję się do Laureaku, dla Chrystusa mojego męki ponieść i życie za Niego oddać.”

W drodze będąc spotkał żołnierzy także z jego oddziału będących ale pogan, i spytał ich dokąd i poco idą. „Iżali nie wiesz. odpowiedzieli mu, że cesarz ponowił rozkaz do Wielkorządcy Akwilinusa aby chrześcijan wyszukiwał jak najstaranniéj, i albo najsroższemi mękami zmusił ich do oddawania czci bogom naszym, albo śmiercią ukarał. Przeto i my wysłani jesteśmy w tym celu.” Słysząc to święty Floryan, uniesiony żądzą otrzymania korony męczeńskiéj, i jak wnosić należy ze szczególnego natchnienia Ducha Świętego rzekł do nich: „Nie macie potrzeby dłużéj się trudzić i daleko szukać takich jak wam potrzeba: oto mnie macie, bo i ja jestem chrześcijaninem.” Zdumieli się żołnierze słysząc tak śmiałe jego wyznanie; zawahali się nawet przez chwilę eo im czynić wypada, gdyż dowódcę swego bardzo szacowali i miłowali, lecz obawa srogiéj odpowiedzialności jakąby ściągnęli na siebie gdyby rozkazu Wielkorządcy nie wykonali, przemogła. Ujęli świętego Floryana, zaprowadzili do Laureaku i stawili go przed Akwiliniuszem, mówiąc: ,„Nie trzeba nam było tą razą długo szukać, oto jest Floryan nasz dowódca, który sam wyznaje iż jest chrześcijaninem.”

Wielkorządca który go znał, a nie przypuszczał aby był wyznawcą religii tak surowo zakazanéj przez cesarzów i którą tak srogo prześladowano, zdziwiony powiedział do Florpana: „Cóż to ja słyszę! Czyżby to prawda była żeś ty chrześcijaninem?” — „W istocie tak jest” odpowiedział Święty. — „A więc zawołał Akwilinius, musisz niezwłocznie złożyć ofiarę bogom naszym, bo w przeciwnym razie na okrutne cię męki wydam. a jeżeli to cię nie przywiedzie do spełnienia woli cesarzów śmiercią cię ukarzę.” — „Ofiary bogom fałszywym, odrzekł żołnierz Chrystusów, nigdy nie złożę; a ty czyń ze mną co chcesz i postąp jak ci rozkazano.” Wtedy tyran skazał go na zbicie kijami, do czego kaci niezwłocznie się wzięli, z największém barbarzyństwem pastwiąc się nad nim aby jak mówili pomścić zniewagi cesarskiéj, jakiéj według nich dopuszczał się jeden z wyższych jego wojskowych, wyznając religią przez niego zakazaną. Wśród téj katuszy Święty nie wydał ani jęku, ani najmniejszéj nie objawił niecierpliwości, a gdy zajadle okładali go kijami on głośno w te słowa się modlił: „Boże Tyś nadzieja moja! zaprzeć się Ciebie Stwórcy i Odkupiciela mojego nie mogę. Twój jestem żołnierz, niech mnie broni ręka Twoja, nie od katów, którzy tylko ciało moje katować mogą, o co nie dbam, ale od braku męstwa w poniesieniu mąk za Ciebie, Daj mi mocne serce ku przeniesieniu ich wytrwale a policz mnie pomiędzy wierne sługi Twoje którzy przede mną wytrwali aż do śmierci przy wyznawaniu Imienia Twojego i podeptaniu szatana i zdrady jego.” Słuchał tego Akwiliniusz, a sądząc że Święty zachwiał się na duchu kiedy pomocy Bożéj wzywa, zawołał znowu: „Ofiaruj bogom, a wnet cię uwolnię.” A Święty Floryan na to mu odpowiedział: „Miniemasz żem ja dopiéro w Chrystusa uwierzył i żem świeży w służbie Jego? Dawno jestem sługą Jego chociaż wiernie służę w wojsku cesarskiém. Przetoż szatan mocy nade mną mieć nie może. Ty także z ciałem mojém możesz czynić co ci się spodoba, ale duszy ani tknąć nie masz władzy, bo nią sam Bóg rządzi. We wszystkiém co się tyczy wojskowéj służby gotów jestem słuchać cię jako mojego zwierzchnika, ale abym się szatanom kłaniać miał, do tego mnie nigdy nie zniewolisz.” Na te słowa Wielkorządca srożéj bić i katować go kazał, a Floryan znowu do niego: „Napróżno pastwisz się nade mną; możesz jeszcze większy gniew twój i okrucieństwo wywrzeć na mojém ciele, a jednak nie wymusisz na mnie tego, czego niegodziwie wymagasz. Możesz nawet rozniecić stos palący się, a ja w Imię Pana naszego Jezusa Chrystusa wnijdę w ogień śmiało, lecz ofiar szatanom nie złożę.” Wtedy tyran kazał go żelaznemi hakami targać, tak że mu cały grzbiet w jednę ciężką ranę wnet zmienili, lecz Święty z wesołém obliczem wszystko to znosił i głośno Chrystusa chwalił. Widząc Akwiliniusz tak wielką stałość i wytrwałość jego, niespodziewając się jéj przemódz dłuższemi mękami, osądził go na śmierć przez wrzucenie w płynącą tam rzekę Anizus zwaną.

Szedł Floryan wesoło, radując się iż wkrótce już w Niebie odbierze nagrodę swojéj śmierci męczeńskiéj, a gdy na most nad rzeką będący, z którego zrzucić go mieli, przybyli, uwiązali mu wielki kamień u szyi. Zaś sługa Boży ukląkł i prosił aby mu przez chwilę dozwolili się pomodlić, na co poganie zgodzili się. Wtedy wpadł w zachwycenie, a że się ono przedłużało a kaci nie śmieli przerwać mu tak cudownéj modlitwy, jeden z obecnych przyskoczył do niego, i wyrzucając oprawcom opieszałość w spełnieniu danego im rozkazu, sam go z mostu w rzekę zepchnął. Lecz wnet uczuł nad sobą karzącą rękę Boską: w tejże chwili pękły mu oczy i wyciekły ze strasznym bolem. Ciało zaś Świętego już umarłego uniesione nurtem rzeki, przez wodę wyrzucone zostało na brzeg w miejscu bardzo od miasta odległém, gdzie pojawił się nadzwyczajnéj wielkości orzeł, który je strzegł od innego ptastwa i dzikich zwierząt.

W dni kilka potém święty Floryan.objawił się we śnie pewnéj pobożnéj niewieście na imię Walerya, i wskazując miejsce w którem leżało ciało jego, polecił jej aby je na inném właściwszém pochowała niezwłocznie. Ona chcąc to spełnić a ukryć przed poganami, tajemnie zwłoki błogosławione na wóz włożyła, przykrywszy je chrustem i wiozła. Lecz że odległość od miejsca jéj wskazanego do pogrzebania ciała była znaczna, a upał dokuczliwy, woły u wozu będące, wśród drogi ustały od braku napoju. Wtedy zafrasowana tém owa kobieta, zaczęła modlić się do Boga wzywając pośrednictwa Świętego którego relikwie wiozła, i w téjże chwili wytrysnęło przed nią Źródło żywéj wody, któréj napiwszy się wołki, poszły daléj w drogę i Walerya zwłoki tego wielkiego Męczennika pogrzebała na miejscu przez niego wskazaném.

W dziewięć wieków potém, bo w roku Pańskim 1183, Kazimierz syn Bolesława Krzywoustego na tronie Polskim zasiadający, pragnąc mieć ciało jednego ze słynnych Męczenników w Kościele Bożym czczonych, wyprawił do Rzymu do Ojca świętego Lucyusza III posłów, z usilną prośbą aby mu święte zwłoki którego z mężnych Wyznawców Chrystusowych wsławionych w chrześcijaństwie przysłać raczył. Pobożnemu temu żądaniu zadość uczynił Papapież i przez Epidyusza Biskupa Maryńskiego posłał do Polski kości świętego Floryana. Przyjął je Kazimierz ze czcią wielką a wyszedłszy naprzeciw nich o siedem mil za Kraków i ztamtąd ciągle pieszo idąc z processyą duchowieństwa i ludu, do miasta wprowadził. Umieszczono je najprzód na przedmieściu zwaném Kleparz, gdzie Kazimierz pod wezwaniem tegoż Świętego piękny kościół wybudował, zaopatrzywszy takowy na zawsze w znaczne dochody do utrzymania przy nim Kanoników. Późniéj pozostawiwszy w tym kościele tylko ramię świętego Floryana, resztę zwłók jego przeniósł do kościoła na Wawelu w Zamku Królewskim będącego, gdzie dotąd wielkiemi i licznemi cudami słynie.

Święty Floryan jest szczególnym Patronem przeciw klęskom od ognia pochodzącym, z powodu iż mieszkańcy Krakowa cudownéj jego opieki w téj mierze wielokrotnie doznali.

Pożytek duchowny

Proś świętego Floryana aby cię strzegł opieką swoją od szkód od ognia pochodzących, lecz oraz polecaj jego opiece tych, którzy tą klęską, tak często w czasach naszych zdarzającą się, są dotknięci, A także proś go i dla nich i dla siebie, gdybyś tego rodzaju szkody doznał, o wyjednanie u Boga łaski pokornego poddania się jak każdemu, tak i takiemu dopustowi Jego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas uroczystością błogosławionego Floryana Męczennika Twojego rozweselasz, daj miłościwie abyśmy obchodząc pamiątkę jego tryumfu na ziemi, dostąpili weselenia się razem z nim w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1037–1039.

Tags: św Florian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik żołnierz
2020-11-30

Św. Andrzeja, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 63.

(Żywot jego wyjęty jest z Ewangelii świątej, i z akt męczeńskich, spisanych przez Dyakonów Achajskich, którzy na jego męczeństwo patrzali.)

Święty Andrzéj był rodem z Betsaidy, małego miasteczka w Galilei położonego, a wsławionego kazaniami które w niém miewał Pan Jezus i cudami jakie tam uczynił. Przyszedł na świat około téjże pory w któréj się narodził Syn Boży.

Gdy święty Jan Chrzciciel, gromadził około siebie wielu uczniów, do ich liczby i Andrzéj należał. A gdy ten przesłannik Pański, ujrzawszy już razu pewnego Zbawiciela, rzekł do nich: „Oto Baranek Boży” 1, Andrzéj z drugim uczniem, którego nazwiska nie wymienia Ewangelia, poszedł za Panem Jezusem. Widząc ich Zbawiciel spytał: „Czego szukacie?” chociaż bowiem przenikając każde serce ludzkie wiedział że Jego to oni szukają i do tego już ich własną łaską Swoją pobudził, spytał ich jednak o to, aby im podać sposobność, wynurzenia tych właśnie uczuć swoich. Oni téż odpowiedzieli: „Nauczycielu gdzie mieszkasz?” a na to odrzekł im Zbawiciel: „Pójdźcie a oglądajcie” 2. Poszli więc z Panem Jezusem, i cały ten dzień z nim spędzili. Któżby opisać potrafił rozmowę jaką wtedy toczyli z Tym który jest mądrością Ojca przedwiecznego! Ileż to łask zaczerpnąć wtedy musieli od Tego, który jest źródłem i najwyższych łask wszystkich dawcą! Uszczęśliwiony z tego Andrzéj, pośpieszył do swego starszego brata Piotra, aby i on tejże łaski został uczestnikiem, i przywiódł go do Chrystusa Pana. Świętemu to więc Andrzejowi zawdzięczamy niejako pierwsze nawrócenie świętego Apostoła Piotra, którego późniéj Pan Jezus uczynił zastępcą Swoim na ziemi, i najwyższym Pasterzem całego Kościoła. Wtedy jednak jeszcze ci dwaj święci bracia, nie zostali nieodstępnemi Zbawiciela uczniami. Aż nieco późniéj, gdy razu pewnego obydwa zapuszczali sieci w morze, byli bowiem rybakami, przystąpił do nich Syn Boży i rzekł: „Pójdźcie za mną, a uczynię was że się staniecie rybitwami ludzi.” 3 Oni w téjże chwili opuścili sieci, łodzie, wszystko co posiadali i rodzinę, aby zostać Apostołami; pierwsi więc do tego wysokiego posłannictwa powołani zostali.

Święty Andrzéj głosząc słowo Boże przez pewien czas po Ziemi Żydowskiéj, przeszedł do Fenicyi i Epiru, ponosząc wielkie trudy i wystawiając się na wszelkie niebezpieczeństwa jakie go z tego powodu spotykały, przez co godnie odpowiadał téj łasce iż do apostolskiéj godności pierwszy z bratem był wyniesiony. Zwiedził Scytyą, Kapadocyą i Bitynię, dotarł nawet do Albanii, głosząc wszędzie Chrystusa, a znosząc panowanie książęcia ciemności.

Po ogłoszeniu Ewangelii w krajach wyżéj wymienionych, przybył do miasta Patras w Achai, gdzie także zaczął opowiadać Chrystusa. Zawiadomiony o tém Egeusz Wielkorządca téj krainy, śpiesznie przybył do Patras, aby powstrzymać postępy wiary świętéj, a niedopuścić obalenia czci fałszywym bożkom. Święty Andrzéj nie czekał aż on go zawezwie przed siebie, lecz sam udał się do niego, i w te słowa przemówił: „Trzeba Egeuszu, abyś ty któryś dostał prawo sądzenia ludzi, poznał Sędziego twojego, który jest w niebiesiech; abyś poznawszy Go, oddał cześć należną Jego nieograniczonéj potędze, i Jego tylko za prawdziwego Boga uznając wzgardził tą czcią bezbożną którą fałszywym bożkom oddają.” Zdziwiony Wielkorządca tak śmiałą przemową rzekł do niego. „Więc to ty jesteś ten Andrzéj który ośmielasz się burzyć świątynie naszych bogów, i ogłaszasz ludowi naukę zakązana wyrokami cesarskiemi?” — „Cesarze, odrzekł na to Andrzéj, dla tego tylko takie wyroki wydali że nie znają wielkiéj tajemnicy Odkupienia, i nie wiedzą że Syn Boży rozbroiwszy potęgi piekielne, wyzwolił nas z grzechu i pojednał z Bogiem.” — „Pomimo tego jednak, powiedział mu na to Egeusz, ten Jezus, którego ty Bogiem uznajesz, schwytany został przez Żydów, i haniebną śmiercią ns krzyżu umarł: s czyż może być coś bardziéj poniżającego?” — „W istocie, odrzekł znowu święty Apostoł, poniżenie jakie dopuścił na Siebie Chrystus, wszelkie przechodzi wyobrażenie, gdyż spotkało ono Tego który będąc człowiekiem był razem i Bogiem. Lecz w tém właśnie zawarta jest cała tajemnica naszego Odkupienia, i dowód najwyższéj miłości Boga dla ludzi.” Następnie Andrzéj wyłożył Wielkorządcy całą naukę chrześcijańską, upadek pierwszych rodziców, w skutek tego skażenie natury całego rodzaju ludzkiego, niezbędność zadośćczynienia sprawiedliwości Boskiéj przez jedynie godną Boga ofiarę jaką mógł być tylko Syn Jego równy Mu w Bóstwie, a który w tym celu właśnie stał się człowiekiem, i nakoniec opowiedział mu całą mękę i zmartwychwstanie Pana Jezusa. Prawdy te jakkolwiek z wielką jasnością wyłożone Egeuszowi, nie trafiły do jego serca skażonego błędami pogańskiemi, i umysłu dobrowolnie zaślepionego na nie. Przerwał on mowę świętemu Andrzejowi i groźnie zawołał aby cześć oddał bożkom. Wtedy ten wielki Święty, przyobleczony przez Samego Chrystusa w najwyższą godność kapłańską, uczynił owo sławne wyznanie wiary, zawierające w sobie naukę Kościoła o przenajświętszym Sakramencie ołtarza — a świadczące że taką była już i nauka Apostołów — i w te słowa do Wielkorządcy przemówił:

„Czci bożkom twoim nie oddam, a ofiar składać im nie będę, gdyż ja codziennie składam ofiarę Bogu.Wszechmogącemu, i w niéj poświęcam nie mięso byków, ani cielców i kozłów, jak w Starym zakonie bywało, lecz ofiaruję Mu Baranka bez zmazy, który za nas poświęcił się na śmierć krzyżową, a którego Ciałem i Krwią przenajświętszą posila się lud wierny. On, ten Baranek Boży, nakarmiwszy Sobą wszystkich, pozostaje równie całym jak był wprzódy, równie żywym jak był przed jego poświęceniem na naszych ołtarzach, i przed Jego zaofiarowaniem.”

Wielkorządca rozgniewany stałością świętego Andrzeja, kazał go zaprowadzić do więzienia, a nazajutrz przywoławszy go urzędownie przed swój trybunał, zagroził mu karą śmierci na krzyżu, jeśli bożkom czci nie odda. Lecz Andrzéj odpowiedział na to: „O! nieszczęsny niewolniku śmierci, czy potém wszystkiém com ci powiedział, trwasz jeszcze w twojém upartém zaślepieniu? Co do mnie bądź pewien, że mnie męki któremi mi grozisz nie ustraszą, Owszem pragnę ich z całego serca, a co mnie tylko srodze boli, to że w tobie widzę taki wstręt do przyjęcia prawdy. Im więcej cierpieć będę tém świetniejszą koroną Pan mój nagrodzi mi to w Niebie, a tém milszym Mu się stanę, im podobniejszym będę do Niego w cierpieniach i śmierci jakie mi zadasz.” Wtedy Egeusz kazał go okrutnie ubiczować, a potém, gdy tak ukatowanego znowu go stawił przed sobą, Święty z większą jeszcze mocą mówił o szczęściu jakieby go spotkało gdyby za Chrystusa na krzyżu umarł, i przydał: „Nie takichto mąk jakiemi mi grozisz trzeba się obawiać, bo te długo trwać nie mogą, a nagrodą za nie będzie chwała nieśmiertelna; lecz męki prawdziwie straszne sąta męki piekielne, które cię czekają, jeśli się nie nawrócisz; one nigdy końca nie mają, i zawsze są jednakowo ciężkie.” Przekonawszy się tedy Egeusz, iż świętego Andrzeja niczém nie przemoże, skazał go na śmierć krzyżową.

Gdy to posłyszał, lud, u którego święty Andrzéj w wielkiém był poważaniu zaczął głośno wołać: „Cóż popełnił takiego ten sprawiedliwy, ten ulubieniec Boski, aby go na śmierć skazywać? Nie godzi się dopuścić wykonania wyroku niesprawiedliwego.” Lecz święty Apostoł, pałający pragnieniem poniesienia śmierci dla Chrystusa, przemówił do ludu a prosił i błagał aby się uspokoił, i nie pozbawiał go szczęścia poniesienia śmierci męczeńskiéj. Powiedli go tedy na miejsce ukrzyżowania.

Kiedy się tam zbliżał, a zdaleka krzyż dla niego przygotowany ujrzał, wyciągnął do niego ręce, i z najwyższém uniesieniem zawołał: „Witaj krzyżu czci godny, uświęcony ciałem Jezusa Chrystusa, które spoczywało na tobie. Zanim najdroższy Zbawca nasz umarł w twoich ramionach, wstręt tylko największy obudzałeś: lecz odkąd Bóg skonał na twojém łonie, pełnyś ty niebieskiego wdzięku, i najszczęśliwszy kto na twoich rękach umiera z miłości Tego, który z miłości ku ludziom umarł na tobie! Kto posiada wiarę zna jaką słodycz w sobie zawierasz, i jakie są nagrody przygotowane dla umierających w objęciach twoich. Pełen więc nadziei i radości śpieszę do ciebie, i proszę przyjm mnie łaskawie na siebie, jako ucznia tego Który przez ciebie świat odkupił. O! krzyżu przecudny! którego olsnęła światłość niewymownéj piękności odkąd stałeś się łożem boleści Pana mojego, Boga wiecznéj chwały. O! krzyżu dawno upragniony o! krzyżu gorąco umiłowany, o! krzyżu za którym ciągle wzdychałem, a któryś nareszcie jest dla mnie zgotowanym, przyjmij mnie na łono twoje, i oddaj twojemu mistrzowi, abym z twojego objęcia przeszedł w objęcie Tego, który mnie na tobie odkupił.”

Gdy go nakoniec pod krzyż przyprowadzono, według rozkazu Wielkorządcy rozpięli go na nim, przywiązując sznurami. Pozostawał tak święty Andrzéj całe dwie doby, przemawiając z krzyża do otaczającego go ludu: wzywał pogan do nawrócenia się, a chrześcijan utwierdzał w wierze, zachęcając do znoszenia wszelkich męczarni za Chrystusa, byle się nie pozbawić korony nieśmiertelnéj.

Tymczasem, lud w całém mieście widokiem tak cudownéj wytrwałości świętego Męczenniką poruszony, burzył się coraz więcéj, a sarkając na okrucieństwo Egeusza, groźnie domagał się aby kazał Andrzeja zdjąć z krzyża. Wielkorządca obawiając się rokoszu wyraźnego, przyrzekł zadość uczynić powszechnemu żądaniu, i przybywszy na miejsce gdzie święty Andrzéj wisiał na krzyżu, a jeszcze pełen życia, rozkazał aby go z niego zdjęto. Lecz kaci którzy nawet z wielką chęcią ten rozkaz Egeusza spełnić pragnęli, uczuli ręce swoje ubezwładnione, tak że ruszyć niemi nie mogli. Mąż Boży zaś widząc do czego się zabierają, zawołał głośno: „Nie dozwól o! Panie mój, aby sługa Twój rozpięty na tym krzyżu za wyznanie Imienia Twojego, miał z niego schodzić. Racz przyjąć w ręce Twoje ducha mego, który Cię jeszcze lepiéj poznał i umiłował przez czas téj męki. W Tobie jestem tém czém jestem, od Ciebie wyszedłem czas już abym do Ciebie wrócił, jako do jedynego celu do którego dążyłem, jako do jedynego przedmiotu mojéj miłości!” A gdy tych słów domówił, otoczyła go światłość niebieska tak jasna, że na nią patrzeć obecni nie mogli, w miarę zaś jak znikała i dusza jego wychodziła z więzów tego ciała. Nakoniec zniknęła zupełnie, i Andrzéj skonał. Śmierć jego męczeńska zaszła 30 Listopada roku Pańskiego 63.

Pożytek duchowny

Jedną z cech dusz przez Boga do Nieba wybranych są krzyże, to jest różnego rodzaju cierpienia jakie na nie zsyła. Lecz aby przez takowe dostać się w istocie do wiekuistéj chwały, trzeba krzyż cierpień swoich, z miłości Jezusa za nas na krzyża umęczonego, serdecznie umiłować. O tę więc wielką łaską w któréj zawarta cała tajemnica naszego zbawienia i najwyższego uświątobliwienia, proś błogosławionego Andrzeja, jako szczególnego i wielkiego miłośnika krzyża Chrystusowego.

Modlitwa (Kościelna)

Do Majestatu Twojego Panie! pokorne prośby zanosimy, aby jak Kościoła Twojego błogosławiony Andrzéj Apostoł był kaznodzieją i Pasterzem, tak aby teraz przed Tobą był nazawsze naszym pośrednikiem. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1032–1036.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 944

Przypomnijmy sobie słowa, którymi powitał idący na śmierć święty Andrzej krzyż, na którym go przybić miano: „O święty, najdroższy, upragniony krzyżu!” Słowa te są najpiękniejszym wyrazem nadziei, tej cnoty chrześcijańskiej, która daje nam siłę w utrapieniach i godzinie śmierci. Dar nadziei otrzymaliśmy wszyscy przy chrzcie św., jako posiłek na tę wędrówkę ziemską trwającą aż do chwili przejścia do żywota wiecznego. Jak zaostrzamy rozum myśleniem, jak zwiększamy zasób naszych wiadomości ucząc się ich na pamięć, tak winniśmy doskonalić w sobie cnotę nadziei. Możemy to zrobić dwojakim sposobem:

  1. Za pomocą modlitwy i rozmyślań starajmy się zbadać istotę nadziei chrześcijańskiej. Istotę tę i treść nadziei wyjaśnia nam sam Zbawiciel. Jan święty mówi: „Bóg zesłał na świat Syna swego jednorodzonego, aby wszyscy, którzy w Niego uwierzą, mieli żywot wieczny”. Straszne są wyrzuty złego sumienia. Grzeszymy na ciele, grzeszymy na duszy, grzeszymy nadużywaniem łaski Bożej, niedotrzymywaniem uroczystych przyrzeczeń, wiarołomstwem w postanowieniach. Ale spójrzmy wespół z Pawłem św. na górę kalwaryjską pokrzepieni nadzieją i mówmy: „Gdy się przepełniła miara grzechów, łaska jeszcze obfitszą się stała”. Prawdą jest, że kto pragnie przebaczenia grzechów i tęskni za pokojem serca, powinien czuć żal za grzechy, wyspowiadać się z nich przed kapłanem, starać się o poprawę, wytrwać w tej poprawie i być przekonanym, że tego dokazać nie może bez łaski Bożej, ale niemniejszą prawdą jest, co rzekł Ukrzyżowany: „Przyjdźcie do Mnie strapieni i obarczeni, pokrzepię was”. Prawdą jest, co mówi Paweł święty: „Wszystkiego dokażę przez Tego, który Mi doda siły”. Po miłosierdziu Bożym wszystkiego się spodziewać możemy, co jest korzystne w życiu doczesnym, a do wiekuistego żywota koniecznie potrzebne.
  2. Ożywiajmy i utrzymujmy w sobie nadzieję w prześladowaniach i pokusach, w cierpieniach i udręczeniach, w chorobach i niebezpieczeństwach. Klęcząc przed wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa, mówmy pospołu z świętym Pawłem: „Chrystus jest mym życiem, a śmierć jest zyskiem moim; mniemam bowiem, że cierpienia tego świata nie mogą być porównane z chwałą przyszłą, która się na nas okaże”; obejmijmy ramionami krucyfiks święty, wołając z psalmistą Pańskim: „W Tobie, Panie, położyłem nadzieję moją i nie zostanę zawiedziony”. Spojrzyjmy na bolejącego w Getsemane Jezusa i módlmy się z Nim: „Ojcze, jeśli podobna jest, jeśli Twa miłość i dobroć ku Mnie na to zezwala, odejmij ode Mnie ten kielich. Niech się jednak nie stanie wola Moja, lecz Twoja”. Naśladujmy Andrzeja świętego, wznieśmy ku Niebu ramiona, tulmy się do krzyża, ilekroć nam go podaje Zbawiciel i tymi słowy do nas się odzywa: „Bierz na siebie krzyż, który mądrość i miłosierdzie Moje dla ciebie wybrało i chodź za Mną”.

Footnotes:

1

Jan I. 29.

2

Jan I. 38.

3

Mat. IV. 19.

Tags: św Andrzej „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Ewangelia Krzyż nadzieja
2020-11-29

Św. Saturnina, Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 80.

Żywot jego był napisany przez Gwidona Biskupa Lodewskiego.)

Święty Saturnin pierwszy Biskup Tuluzki, we Francyi był rodem z Peloponezu z miasta Patras, i pochodził z rodu królów tamecznych. Żył on za czasów świętego Jana Chrzciciela, a gdy zasłyszał o jego apostolstwie, udał się do Ziemi Żydowskiéj, gdzie ten przesłannik Zbawiciela zapowiadał przyjście Pańskie, i przyłączył się do liczby jego uczniów. Aby swobodniéj nowo obranemu zawodowi oddać się, wielkie swoje majętności rozdał ubogim, i już świętego Jana nie odstępował.

Gdy przyszło do tego, że święty Jan Chrzciciel okazał uczniom swoim Zbawiciela, do którego przyjęcia ich przygotował, a było to wtedy kiedy spostrzegłszy Pana Jezusa rzekł do nich: „Oto Baranek Boży! oto który gładzi grzechy świata” 1, święty Saturnin wraz ze świętym Andrzejem i świętym Piotrem Apostołami, którzy także byli uczniami świętego Jana Chrzciciela, poszedł za Chrystusem Panem, stał się uczniem Jego. Od téj pory już go nie odstępował, i piszą, że kiedy Pan Jezus przyjmował Chrzest w Jordanie, świętemu Saturninowi, stojącemu na brzegu, dał do trzymania suknię swoję, kiedy w rzekę wchodził. Jako więc jeden z najpierwszych uczniów Zbawiciela, był obecny późniéj cudowi pomnożenia pięciu chlebów przez Syna Bożego, a także znajdował się w Wieczerniku, kiedy Chrystus Pan postanowił przenajświętszy Sakrament. Następnie wraz z Apostołami miał szczęście ujrzeć Pana Jezusa, gdy on po Zmartwychwstaniu, okazał się im w mieszkaniu w którém zamknięci byli. Nakoniec był jednym z dwóch uczniów wspomnianych przez Ewangelią, którzy znajdowali się przy Piotrze, kiedy się mu Pan Jezus przy morzu Tyberyadzkiém objawił i należał do liczby tych którzy wtedy na rozkaz Zbawiciela zarzuciwszy sieci w morze, dla wielkiéj liczby złowionéj ryby wyciągnąć ich z wody nie mogli.

Nieodstępując tym sposobem Apostołów znajdował się także wraz z nimi w Wieczerniku, w chwili kiedy na nich zstąpił Duch Święty. Po otrzymaniu téj łaski, wysłany został ns ogłaszanie Ewangelii Chrystusowej ludowi pogańskiemu. Najprzód puścił się ku Wschodowi, przebiegł Palestynę, doszedł aż do Hierapolis miasta w Azyi położonego, i dotarł nawet i do krainy Medów graniczącej z Persyą. Wszędzie gdzie przechodził, na stwierdzenie wiary którą głosił, uzdrawiał chorych, oczyszczał trędowatych, z opętanych czartów wyganiał, i inne podobne czyniąc cuda wielu pogan nawrócił.

Wróciwszy z téj wycieczki udał się do Antyochii, gdzie przebywał święty Piotr, aby dalsze od niego odebrać rozkazy. Ten święty Apostoł wtedy właśnie udając się do Rzymu, wziął z sobą i świętego Saturnina, i ztamtąd wysłał go do Francyi dla: nawracania pogan w téj części świata.

Sługa Boży przybył najprzód do miasta Arlu w Prowancyi, a kazaniami swojemi nawróciwszy i ochrzciwszy wielu pogan, udał się do miasta Nym (Nimes) w Langwedocyi, a i tam zaszczepiwszy wiarę świętą, puścił się z kilku już uczniami którzy się z nim połączyli, do miasta Karkasony. Tam poganie upartszymi się okazali, i świętego Saturnina wraz z dwoma jego uczniami wtrącili do ciemnego więzienia. Lecz z tego cudownie wyprowadził ich Pan Bóg i poszli do Tuluzy. Skoro do tego wielkiego miasta przybył Saturnin, wszystkie wyrocznie pogańskie umilkły. Zdziwiło to mieszkańców, a następny wypadek zwrócił ich szczególną na niego uwagę. Żona najbogatszego mieszkańca Tuluzkiego Agatona, od lat wielu dotknięta była najstraszniejszym trądem. Zdarzyło się że spotkawszy się z Saturninem i wdawszy się z nim w rozmowę, nawróciła się, ochrzczoną; została, i w téjże chwili od trądu uleczona. Na widok cudu tego, nietylko całą rodzina i domownicy Agatona nawrócili się, lecz i większa część miasta Chrzest święty przyjęła.

Wkrótce potém Saturnin poszedł do krainy Gaskońskiéj, a gdy tam przebywał, dowiedziawszy się o śmierci męczeńskiéj świętego Piotra wystawił na cześć jego kaplicę w miejscu gdzie teraz jest miasto Osz (Auch). Przybywszy zaś do miasta Eouzu, nad rzeką Duzą, i nawróciwszy tam wielką liczbę pogan, wybudował kościół na cześć przenajświętszéj Maryi Panny, już wtedy wniebowziętéj i wyświęcił na pierwszego Biskupa téj krainy, Paterna jednego z uczniów swoich.

Potém wrócił do Tuluzy, i gdy sam zajmował się obsługą około chrześcijan przez niego w tém mieście nawróconych, świętego Honetta ucznia swojego, do miasta Pampeluny w stolicy królestwa Nawareńskiego posłał, aby tam zaniosł światło Ewangelii. Gdy w téj krainie wtedy Święty ten zaczął głosić słowo Boże, a niewielu pogan mógł nawrócić, dowiedział się od nich, że gdyby do nich przybył sam święty Saturnin, o którego cudotwórstwie wiele już słyszeli, a i pomiędzy niemi cudami potwierdził swoję naukę, prędzéjby w nią uwierzyli. Święty Honett pośpieszył z powrotem do świętego Saturnina, i przybywszy zdał mu sprawę z tego co go pomiędzy Nawarejczykami spotkąło. Święty Saturnin, puścił się niezwłocznie w drogę, i w dni parę z tymże uczniem swoim stanął w Pampelunie. Po kilku kazaniach i wielu cudach jakie tam uczynił, tak Pan Bóg jego apostolstwu pobłogosławił, że jak to czytamy w lekcyach Brewierza o tym Świętym, w przeciągu jednego tygodnia czterdzieści tysięcy pogan Chrzest przyjęło, a w ich liczbie święty Firminian, który był potém pierwszym tego miasta Biskupem. Mieszkańcy takim przejęci zostali wstrętem do błędów pogańskich, że sami porozwalali dawne świątynie i pogruchotali bożyszcza.

Z Pampeluny, święty Saturnin zrobił dalszą wycieczkę: udał się do Hiszpanii i tam przebiegł Galicyą i krainę Toledańską, wielką liczbę dusz pozyskując Chrystusowi Panu.

Wróciwszy znowu do Tuluzy po dwuletniéj nieobecności, znalazł Tuluzanów nierównie gorzéj dla wiary chrześcijańskiéj usposobionych. Niektórzy z nawróconych przez niego do pogaństwa wrócili, a kapłani pogańscy wzburzywszy lud przeciw świętemu Papulowi, którego na swojém miejscu zostawił był Saturnin, zadali mu śmierć męczeńską. Przewidując że i jego taki los czeka, Święty postanowił mimo tego, już się ztamtąd nie wydalać. A że z obawy oburzonych coraz groźniéj na niego pogan, w samém mieście nikt mu nie chciał dać przytułku, osiadł w małéj chatce za miastem. Lecz ztamtąd, ciągłe robił wycieczki dla miewania nauk i kazań któremi nawróconych w wierze utwierdzał, coraz nowe zdobycze wyrywając szatanowi, i jak mu to zwykłém było czyniąc różne cuda. Między innemi wyzwolił od złego ducha córkę Wielkorządcy Tuluzkiego Marcelusza, który tak mu się okazał niewdzięcznym, iż wkrótce potém skazał go na śmierć męczeńską.

Kapłani pogańscy dopatrzyli się że ich wyrocznie milczały ile razy Saturnin był w mieście, a wydawały swoje wyroki, gdy się z niego wydalał. Widząc zaś że Święty, zamierza już tam stale zamieszkać, postanowili go zgładzić. Gdy dnia pewnego Saturnin szedł ulicą do swojéj kapliczki aby w niéj Mszę świętą odprawić, jeden z kapłanów pogańskich, wskazując na niego, zaczął wołać do ludu: „Oto główny wróg bogów naszych, schwytajcie go: potrzeba nam pomścić na nim zniewagi jaką im czyni, niech zginie jeśli im nie odda czci należnéj.” Po tych słowach, poganie z krzykiem i tłumnie rzucili się na Świętego, otoczyli go zewsząd, zaczęli go tłuc, policzkować, i nakoniec kijami uderzać, a potém odarłszy go z odzienia, okrutnie ubiczowali. Święty wiedział z objawienia że go w tym dniu męczeństwo czeka, i wychodząc z domu wziął był z sobą trzech księży z tegoż miasta rodem, którzy mu towarzyszyli, i których prosił aby go nie odstępowali, gdy go poganie zamęczać będą. Lecz trzéj ci księża, jak tylko ujrzeli motłoch rzucający się na Biskupa, uciekli. Boleśnie tém dotknięty mąż Boży, zawołał do Pana Boga. „Panie! niech Biskupem téj dyecezyi, nigdy nie będzie ksiądz rodem z tego miasta.” Co dotąd się spełnia.

Tymczasem zbiegło się coraz więcéj pogan, którzy niepoprzestając na mękach już Świętemu zadanych, związali go sznurami i powlekli do głównej swojéj świątyni Tuluzkiéj, gdzie wszystko było przygotowane, do składania ofiar bożkom. Stanąwszy z nim przed ołtarzem, rzekli do niego: „Więc to ty szydzisz z naszych bogów, i okrywasz niesławą religią ojców naszych; musisz teraz uklęknąć przed temi bogami, i palić im kadzidła. Jeśli tego nie uczynisz, w miejsce wołu który miał im być zaofiarowany, sam tu zabity zostaniesz.” – „Jakże chcecie, odpowiedział im Święty, abym oddawał cześć bałwanom, albo raczéj szatanom, którym wy się kłaniacie, kiedy oni się mojéj obecności lękają, i jakto sami wiecie, ile razy jestem w mieście wyroczni swoich wydawać nie śmią.” I po tych słowach, zwracając się do Pana Boga, i prosząc go o potrzebne wsparcie do przeniesienia mąk jakie widział że mu przygotowują, wzniosłszy ręce i oczy do Nieba rzekł: „Panie! teraz to potrzeba jest abyś wyciągnął do mnie prawicę Twoję, i silnie mnie nią ujął, abym się nie potknął na drodze świętych praw Twoich. Racz mi udzielić siły, do chętnego przeniesienia męczarni które mi mają zadać Twoi i moi wrogowie.” A gdy tę modlitwę skończył stanął przed nim Anioł przecudnéj postaci, upominał go aby był wytrwałym, i upewnił o nagrodzie którą mu Pan Bóg przeznaczył w Niebie. Wzmocniony na duchu święty Męczennik, gdy powtórnie znaglali go poganie do oddania czci bożkom, podobnąż jak pierwiéj dał im odpowiedź, przydając że i oni wiedzieć powinni, że cześć jakiéj się od niego domagają, należy się tylko Bogu prawdziwemu Stworzycielowi Nieba i ziemi i Synowi Jego równemu mu we wszystkiém, Jezusowi Chrystusowi.

Wtedy barbarzyńcy podwoili okrucieństwa nad sługą Bożym: darli mu skórę żelaznemi hakami, ćwiczyli go rózgami, i jak Panu Jezusowi dawali policzki i w twarz jego pluli. Potém związali go sznurami, i znowu przed bałwana przywiedli, aby się mu pokłonił. Wszystko to nie zachwiało jego męstwa: „Wszak już wam oświadczyłem, rzekł znowu do nich, że nie pokłonię się waszym bałwanom, bo nie mogę i nie powinienem czcić innego Boga, jak Boga chrześcijańskiego. Od Niego oczekuję nagrody za trudy moje i korony chwały, którą zaszczyca wszystkich którzy aż do końca w służbie Jego wiernie wytrwają. Otom gotów za Niego życie moje położyć, chociażbyście mi zadali wszelkie męki, jakie okrucieństwo wasze wymyślić potrafi. O! gdybyście przezto przynajmniéj sami przejrzeli i uznali prawdę, a pozbywając się ciemnoty pogańskiéj, uwierzyli w tego Boga, który jeden tylko jest Bogiem prawdziwym. Uznajcie go, błagam was i nawróćcie się, abyście nie poszli na potępienie.”

Nie poruszyły te słowa wcale tych nieszczęśliwych zaślepieńców, ani nawet to, że gdy je Saturnin wymawiał, bałwany pospadały same z ołtarzów, i przy nogach jego w gruz się porozsypywały. Poganie i na cud ten nieczuli, temiż gruzami go obrzucali, a chcąc go ukamienować wołali wściekle: „Zabić go, zamordować co prędzéj.”

Przy świątyni był byk młody i bystry, przeznaczony na ofiarę: do jego tedy nóg tylnych przywiązali sznurami Saturnina, i z nim dzikie to zwierzę popędzili po skalistéj górze, kłuciem, bielem i paleniem pobudzając je żeby gwałtowniéj leciało. Po chwili téż, z roztrzaskanéj czaszki Świętego mózg i krew wytrysnęły, i dusza jego uleciała do Nieba. Poniósł śmierć męczeńską 29 Listopada około roku Pańskiego 80.

Pożytek duchowny

Święty Saturnin, jest uważanym w Kościele Bożym jako jeden z głównych Patronów dobrej śmierci. Przejmij się żywo tą prawdą że od stanowczéj chwili przejścia twojego z tego świata na tamten, zależy los całéj dla ciebie wieczności. Proś więc tego Świetego, aby w godziną twojéj śmierci wstawieniem swojém cię wspierał.

Modlitwa

Boże! który nam pamiątkę przejścia do Nieba błogosławionego Saturnina Męczennika Twojego, obchodzić dozwalasz, racz nas za jego zasługami, zawsze, a szczególnie w godzinę śmierci naszéj, łaską Twoją wspierać Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1030–1032.

Footnotes:

1

Jan I. 29.

Tags: św Saturnin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Jan Chrzciciel śmierć
2020-11-28

Bł. Salomei, Królowéj Halickiéj

Żyła około roku Pańskiego 1269.

(Żywot jéj wyjęty jest z kronik klasztoru Klarysek świętego Jędrzeja w Krakowie przez nią założonego, i w którym była zakonnicą.)

Święta Salomea córka króla polskiego Leszka białego i Grzymisławy księżniczki ruskiéj, siostra rodzona Bolesława Wstydliwego, przyszła na świat roku Pańskiego 1202. Tak bogobojnie była wychowaną, a oraz tak wcześnie rozwinął się w niéj rozum dojrzały, że zaledwie miała lat trzy, kiedy za zezwoleniem nawet rodziców, poślubiła Panu Jezusowi dziewictwo dozgonne.

Andrzéj Król Węgierski, z powodów politycznych, życzył sobie aby ją pojął za żonę syn jego Koloman. Z razu król Leszek jéj ojciec, zgodzić się na to nie chciał, a gdy Andrzéj domagał się tego groźnie, odpowiedział mu: „Uczynić tego nie mogę, bo jest Bogu ślubem czystości poślubiona, a większa jest moc króla Niebieskiego nad moc króla Węgierskiego.” Lecz gdy z tego powodu, miało przyjść do wojny z Węgrami, i cały kraj na ciężką wystawić klęskę, panowie i szlachta wymogli na królu, że Salomeę zaręczył z książęciem Kolomanem, i gdy miała rok czwarty, odesłał ją na dwór węgierski, gdzie wraz z narzeczonym swoim, także jeszcze dzieckiem, dalsze wychowanie brała. Uczyniono zaś to z przekonania iż tak ważne pobudki dostatecznemi były do zwolnienia od ślubu czystości Salomeę, tém bardziéj że dzieckiem była czyniąc takowy. Lecz ona z Boskiego natchnienia jakie już wtedy odebrała nie traciła nadziei, że pomimo tego da jéj Pan Bóg pozostać Mu wierną: co téż nastąpiło.

Wzrastając więc obok swojego przyszłego małżonka, i razem z nim jak brat z siostrą wychowując się, młodziutka ta dziewica, a już ducha Bożego pełna, starała się rozżywiać w sercu Kolomana żywą pobożność: zachęcała go szczególnie do wielkiego do Matki Bożéj jako szczególnéj opiekunki czystości nabożeństwa, i rozbudzała w nim coraz większą miłość téj cnoty, a w sobie i w nim przestrzegała jéj najsurowiéj, z roztropnością jéj wiek przechodzącą. Pan Bóg téż błogosławił téj wiernéj Swojéj oblubienicy, i Koloman wykształcił się na młodzieńca i pobożnego i wielce w cnocie świętéj czystości ugruntowanego i rozmiłowanego.

To téż, gdy doszedłszy do lat właściwych, związkiem małżeńskim poślubieni zostali uroczyście, nietrudno było świętéj Salomei wymódz na swoim małżonku wspólne ponowienie ślubu, którym w latach dziecinnych przebywając jeszcze w domu rodziców, związała się była, a którego możność dochowania, od téj pory bezustannie Matce Bożéj polecała. Skoro związek małżeński zawarli, Salomea rzekła do swego małżonka: „Kolomanie, nietrwałą jest uciecha tego świata, różne nieprzyjazne koleje, w jednéj chwili pozbawić jéj mogą. Same tylko cnoty chrześcijańskie i życie pobożne, mogą zapewnić człowiekowi i tu spokéj sumienia, i w niebie wieczne i nieprzemijające szczęście. Roskosze zmysłowe, rychło o niesmak przyprawiają tych którzy się im oddają, i nie mogą iść w żadne porównanie z uciechami w jakie opływają dusze w czystości, dla miłości Boga, żyjące; gdyż żadna inna cnota nie jednoczy duszy naszéj tak ściśle z Panem Jezusem, jak cnota dziewictwa. Jeśli więc dla miłości Jego i my jéj dochowamy w stanie naszym małżeńskim, On za to tém ściśléj połączy serca nasze przywiązaniem duchowém, i da nam dostąpić w Niebie wieńców wiecznéj nagrody, w których niepokalanemu Barankowi śpiewać będziemy hymn nieustającéj chwały, będąc najbliżéj Niego, z najwybrańszemi duchami. O tém cię Kolomanie upewniam śmiało, bo to sam Zbawiciel przyrzekł.” Słowa te, sam Duch Święty zaniósł do serca pobożnego Kolomana, który zgodził się na poślubienie wraz z Salomeą dozgonnéj czystości, i oprócz tego wielcy wielbiciele świętego Franciszka Serafickiego, zostali Tercyarzami, według podanéj przez niego trzeciemu zakonowi Reguły. Całą pierwszą noc po zawarciu małżeństwa a po uczynionym ślubie dziewictwa, przetrwali na gorącéj modlitwie, polecając swoje zobowiązanie się szczególnie opiece Panienki Niepokalanéj Maryi przenajświętszéj, a z głębi serca powtarzali te słowa Psalmu Dawidowego: „Panie wypal ogniem miłości Twojéj, pożądliwość w ciele naszém i w sercu” 1.

Lecz do modlitwy o zachowanie poślubionéj Panu Bogu cnoty, przydawała święta Salomea i umartwienia ciała, posty, czuwania i włosiennicę, wiedząc że bez podobnych środków nad zmysłami trudno zapanować. Każdéj nocy wstawała na długą modlitwę co widząc książe jéj małżonek a obawiając się aby zbytnim czuwaniem nie szkodziła swemu zdrowiu, upominał ją o to mówiąc: „Kochana Salomeo, wiem że do modlitwy budzi cię gorąca miłość Boga, i że na niéj wielkiéj doznajesz pociechy 1 wielkie łaski sobie upraszasz; obawiam się jednak, abyś już nie zanadto trapiła swoje ciało, i nie upadła zupełnie na siłach.” Lecz inu na to pokornie a tak przekonywająco odpowiedziała Święta, że jéj Koloman już i tych i innych umartwień nie wzbraniał. Ona zaś szczególnie zaczęła je podwajać, gdy razu pewnego prosząc Pana Boga aby jej dopomógł do śmierci wiernie ślub swój dochować, usłyszała głos z Nieba do niéj mówiący. „Już się spełniło 2, modlitwa twoja wysłuchaną jest przed obliczem Pańskiém, o co prosisz wszystko otrzymasz.” Wszakże wkrótce potém przekonała się jak pomimo takich łask i zabezpieczeń, chce Pan Bóg abyśmy z naszéj strony pilności w przestrzeganiu każdéj cnoty, a szczególnie najdelikatniejszéj z cnót, cnoty czystości nie zaniedbywali.

Święta, od niejakiego czasu, a najbardziéj od usłyszenia owego głosu z Nieba, ubierała się jak najskromniéj, i raczéj wydawała się jak młoda niezamożna wdowa, aniżeli żona potężnego książęcia, o co nawet przymówił był jéj raz Koloman, powiadając: „Tak się ubierasz jak wdowa, chociaż ja jeszcze żyję.” Owóż, dnia pewnego gdy książe wyjechał na łowy i pewien czas miał na nich zabawić, Salomei przyszła jakaś myśl płocha, przystroić się bardzo świetnie, w czém nawet niejakie upodobanie znalazła. „W tém gdy tak przybrana, siedziała sama w swojéj komnacie wszedł niespodzianie Koloman, prędzéj niż się spodziewała wracający do domu. Ujrzawszy ją, zapomniał na chwilę o uczynionym ślubie i tylko co go nie przełamał; lecz wsparty łaską Bożą, oparł się pokusie, i odchodząc ztamtąd rzekł mężnie i pobożnie: „O! Panie Jezu Chryste racz że uwzględnić, jak wiele mnie kosztującą, czynię Ci ofiarę.” Salomea zaś, widząc na jakie wielkie niebezpieczeństwo wystawiła ją jéj chwilowa lekkość, a z czego wyratowała ją tylko szczególna opieka Matki przensjświętszéj któréj wtedy obrony wezwała, już odtąd jeszcze się skromniéj nosiła, i w obcowaniu z księciem ostrożniejszą była. Przytém jakby na ukaranie się za tę nieroztropność, któréj nawet następstw jakie miała i przewidzieć nie mogła, nosiła ciągle na przemiany trzy włosiennice, jedne od drugiéj ostrzejsze.

Po śmierci króla Andrzeja, dwaj synowie jego podzielili się państwem, i Kolomanowi dostało się Królestwo Halickie. Na tronie tym, zasiadała z nim Salomea lat dwadzieścia pięć, przyświecając ludowi swojemu najwyższemi cnotami, i uszczęśliwiając uczynkami miłosierdzia chrześcijańskiego, które spełniała z hojnością królewską, a ogarniała niemi całe swoje kraje. Po śmierci zaś Kolomana, chociaż panowie i lud oddawali w jéj ręce rządy królestwa, zrzekła się takowych i wróciła do Polski ojczyzny swojej, w któréj panował brat jéj Bolesław Wstydliwy, a miał za żonę świętą Kunegundę. Przywiozłszy z sobą wielkie skarby przez męża jéj zapisane a oraz te które wianem jéj były, część ich użyła na założenie i hojne zaopatrzenie klasztorów, a resztę rozdawszy ubogim, sama została Klaryską w klasztorze w Zawichoście, także przez nią założonym, pod wezwaniem świętego Damiana, na pamiątkę i szczególne uczczenie pierwszego téj Reguły klasztoru w Asyżu, przez świętą Klarę założonego. Od chwili wstąpienia do klasztoru żadnéj z sióstr nie dała się przewyższyć w cnotach zakonnych, i przyświecając niemi jako Opatka przez lat dwadzieścia ośm zgromadzeniu przewodniczyła. Podczas powtórnego najazdu Tatarów na Polskę, w roku Pańskim 1260, gdy zakonnice z innemi mieszkańcami z Zawichosta uchodzić musiały, a dzicz ta zniszczyła klasztor, święta Salomea, przeprowadziła swoje zgromadzenie do Kamienia pod Krakowem i tam nowy klasztor zbudowawszy, jeszcze w nim siedem lat Panu Bogu w wysokiéj świątobliwości służyła.

Nakoniec w roku 1268, słuchając dnia pewnego Mszy świętéj uczuła się słabą, i zaraz blizką śmierć swoję zapowiedziała. Kilka dni tylko chorowała, a jak w całém życiu swojém tak i w cierpieniach jakie wtedy doznała, niezachwianą okazywała cierpliwość. Zwołała do celi, w któréj leżała, wszystkie siostry, a dając im święte upomnienia, polecała im przedewszystkiém miłość wzajemną, i chętne a doskonałe posłuszeństwo. „O przedłużenie zaś życia mojego, przydała, nie proście wcale, bo ja owszem pragnę aby mnie Pan Bóg z tego padołu wyprowadzić już raczył, i mam ufność że za przyczyną przenajświętszéj Matki Swojéj, Chrystus Pan nie odrzuci mnie od królestwa Swojego.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, już ciągle tylko modliła się i w Bogu słodko się zatapiała. Przed samém skonaniem ujrzano na twarzy jéj wyraz szczególnej radości, i spytano o przyczynę tego: „Widzę, odrzekła, stojącą przede mną przenajświętszą Pannę Boga Rodzicielkę” i to mówiąc ducha w Jej ręce oddała, a w tejże chwili siostry otaczające ujrzały wychodzącą z ust jéj jasną gwiazdę. Umarła dnia 17 Listopada, i tenże dzień miesiąca na jéj uroczystą pamiątkę przeznaczył Papież Klemens X, wpisując ją w poczet błogosławionych.

Pożytek duchowny

Mała płochość, której dopuściła się była błogosławiona Salomea, przystrajając się wykwintniéj, naraziła ją, jak to czytałeś w jéj żywocie, na niebezpieczeństwo przełamania ślubu czystości przez nią uczynionego. Miarkuj z tego, czém są stroje obrażające same z siebie skromność niewieścią, i jakich licznych i ciężkich grzechów stają się pobudką.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś w błogosławionéj Salomei, królestwa ziemskiego wzgardę, z kwiatem dochowanego w małżeństwie dziewictwa połączył, spraw prosimy, abyśmy za jéj przykładem, czystém i pokorném sercem Ci służąc, koronę wiecznéj chwały w Niebie nabyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1027–1029.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 913

Każdy człowiek jest pasterzem nad duszą i ciałem swoim; jest pasterzem nad zmysłami i namiętnościami, które powinien ujarzmiać. Ciało powinno być posłuszne duchowi, dusza zaś ma być posłuszna prawu Ewangelii i natchnieniom Bożym, to jest, aby się zawsze kierowała nauką i wolą Bożą. Kiedy ciało, zmysły, namiętności nie czują nad sobą rządów pasterza, zostają pod cudzym kierownictwem, to jest grzechu. Człowiek staje się najemnikiem względem swej duszy i nie ma pieczy o nią, bo tak żyje, jak gdyby go własna dusza nic nie obchodziła. Staje się najemnikiem swego ciała, kiedy mu nie zadaje żadnego umartwienia, a zmysły, wiedząc, że nie mają rządów nad sobą, pędzą jak rumak nieokiełzany, kędy im się spodoba. Kto nie panuje nad sobą, gdy widzi nadchodzącą pokusę, opuszcza owce, to jest nie wzbrania przystępu do swego serca namiętności, to ta, znalazłszy w nim miejsce, oddaje go w niewolę grzechu. Oby nam przykład takich Świętych, jak błogosławiona Salomea, oczy otworzył i nauczył nas, jak nam żyć należy.

Footnotes:

1

Psal. XXV. 2.

2

Jan. XIX. 30.

Tags: bł Salomea „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica księżna czystość Maryja małżeństwo pokuta św Kunegunda
2020-11-27

Św. Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, z Zakonu Kamedułów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 1005.

(Żywot ich wyjęty jest z Historyi polskiéj przez Długosza.)

Święci których na dzień dzisiejszy krótki żywot podajemy, a których Martyrologium Rzymskie 12-go bieżącego miesiąca pamiątkę obchodzi, byli zakonnikami Reguły świętego Romualda, tak zwani Kameduli. Ponieważ onito około roku Pańskiego 1000, założyli w Polsce pierwszy klasztor Zakonu bogomyślnego, i ten rodzaj anielskiego na ziemi życia pierwsi do nas przynieśli, więc czém są dla Kościoła tego rodzaju zakony parę słów tu powiemy.

Wszyscy obowiązani są do modlenia się, i to jest bardzo ścisłym każdego człowieka obowiązkiem, a jednak nie wszyscy spełniają tę powinność jak należy. Jedni opuszczają się w niéj przez niedbałość, drudzy przez mniéj więcéj wymawiającą ich w téj mierze niemożność, a tymczasem jest pewna miara modlitw, które do tronu Boga zanoszone być powinny od całéj masy żyjących w danych czasach ludzi na ziemi. Ztąd téż wynika, że w stosunku jak do téj oznaczonej przez Boga miary brakuje czegoś ze strony ludzi, umniejsza Pan Bóg łask jakie dla nich przeznaczył, i które byłby udzielił gdyby się modlili tyle ile do tego obowiązani byli. I znowu nawzajem: z tém większą hojnością zlewa Stwórca najwyższy na świat Swoje błogosławieństwa, im większa masa modlitw, przed majestat Jego dochodzi.

Toż samo ma miejsce i co się tyczy pokuty należnéj ludziom za grzechy, jakich się po Chrzcie świętym dopuszczają. Tych bowiem pewna miara, chociaż już odpuszczonych przez Sakrament spowiedzi godnie przyjęty, wymaga jednak przed sprawiedliwością Bożą pewnéj odpowiednéj miary pokuty, w któréj, podobnież jak w modlitwie, wielu się zaniedbuje. I ztego więc znowu powodu, nietylko wiele łask Bożych zostaje wstrzymanych, lecz nawet miłosierdzie Boskie dla dopełnienia téj miary pokuty którą oziębli nawróceni grzesznicy zaniedbują, zsyła cięższe powszechne na świat kięski, aby się w nich, i przez nie już jakby powiedzieć chcąc niechcąc, sprawiedliwi lepiéj oczyszczali i uświęcali.

Otóż, Zakony bogomyślne to jest modlitwie i pokutnemu życiu głównie oddane, a jedno i drugie spełniające w wyjątkowo wyższéj mierze jak to spełniać mogą wszyscy w ogólności ludzie, wynagradzają przed sprawiedliwością Bożą, brak tego w innych. Miłosierdzie bowiem Boże, jak to wiemy z nauki Kościoła, raczy nam zaliczać zasługi jednych za drugich, co właśnie stanowi onę świętą wspólność, świętych obcowanie, to jest współuczestniczenie każdego wiernego w zasługach i dobrych czynach wszystkich wiernych razem wziętych. Jak więc Zakony czynne apostolskim pracom albo miłosiernym uczynkom oddane przychodzą w pomoc wiernym, w ich potrzebach i duchownych i doczesnych, tak znowu Zakony bogomyślne podobnież wspomagają tychże wiernych: najprzód własnym przykładem najskuteczniéj ucząc ich potrzeby modlitwy i pokuty, a powtóre modlitwie i pokucie w wyjątkowy sposób poświęcone, wyjednywają u Boga te łaski dla całego świata, którychby ludzie nigdy nie dostąpili, gdyby pewna ich liczba nie poświęciła się wyłącznie na dopełnienie w ogólnym obowiązku modlenia się i pokutowania, tego czego w nim braknie w oczach Boga, z powodu zaniedbywania się w téj mierze ogółu całego społeczeństwa wiernych.

W dziejach téż świata chrześcijańskiego, czyli w dziejach Kościoła, łatwo dopatrzeć, że ile razy chciał Pan Bóg wielkie miłosierdzie swoje okazać nad światem, i z największych zboczeń sprowadzić ludzi na drogi właściwe, na drogi wiary, zawsze wtedy wskrzeszał ducha bogomyślnego i pokutnego, i zsyłał wielkich Świętych którzy zakładając i szerząc Zakony bogomyślne świat od zguby ratowali. A przeciwnie, kiedy tylko ten duch który ożywiać powinien takowe Zgromadzenia ostygał, wtedy chylił się cały świat ku złemu i jakby chwiał się Kościoł Boży na ziemi, według onego widzenia jakie razu pewnego miał Papież Inocenty III, kiedy święci Franciszek i Dominik okazali się mu jako podpierający chylący się Lateran.

Skoro téż Pan Jezus założył Swój Kościoł na ziemi, wnet ten duch Zakonów bogomyślnych w nim się pojawił: i dopiéro wtedy tenże Kościoł zaczął nabierać wzrostu w świecie pogańskim na Wschodzie, kiedy puszcze Egipskie pod przewodnictwem świętych Antoniego, Pachoniego, Makarego i innych, zapełniły się pustelnikami, tak że jak piszą ówczesni pisarze, miasta się wyludniały, a dzikie puszcze zamieniały się na ludne osady z samych Bogomodlców złożone. Na Zachodzie toż samo: walczył Kościoł z pogaństwem przez świętych Biskupów i święte duchowieństwo świeckie, z którego grona tak wielka liczba Męczenników padła aby w téj części świata zaszczepić i utrwalić wiarę świętą. Lecz nabrała ona wzrostu, i Kościoł wtedy dopiéro się tu osadził, kiedy wielki święty Benedykt, założyciel bogomyślnych Zakonów na Zachodzie, pokrył niemi cały świat chrześcijański.

W średnich wiekach, gdy duch ten przygasł i w tych nawet zakładach które go przechowywać były powinny, któż nie wie w jakim stanie było całe społeczeństwo chrześcijańskie, a które od ostatecznéj zaguby wyratował znowu duch życia bogomyślnego i pokuty, przez dwóch świętych jego odnowicieli wskrzeszony, a którymi byli święci Romuald i Benedykt.

Nakoniec cóż innego, jeśli nie powtórny upadek tego ducha w wieku XVI, dozwolił rozszerzyć się kacerstwu najzgubniejszemu jakie kiedy powstało było w Kościele, i cóż innego jeśli nie brak zesłanników Bożych którzyby go odnowili, jakto miało miejsce w wiekach średnich, jest powodem że kacerstwo to rozwijając swoje następstwa, doprowadziło społeczność chrześcijańską do téj strasznéj ostateczności, w jakiéj ją dziś widzi z przerażeniem każde katolickie serce.

Zakony więc bogomyślne, sąto albo raczéj byłyto instytucye święte, niezmiernie i jakby niezbędnie Kościołowi potrzebne, i takowe każdy naród skoro się do niego światło Ewangelii dostawało, widział powstające na swém łonie.

To właśnie i u nas miało miejsce za czasów Bolesława Chrobrego, za którego tylko co wiara święta na naszéj ziemi krzewić się zaczęła. Wtedy żył jeszcze we Włoszech święty Romueld, a który założył był nowy Zakon właśnie jak najściślejszemu odosobnieniu, wysokiéj bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddany. Klasztory jego Reguły szerzyły się tak szybko, że za jego życia jeszcze, stanęło ich było sto w różnych krajach. Do niego więc udał się król Bolesław, z żądaniem aby mu przysłał swoich zakonników, dla założenia podobnegoż klasztoru w Polsce. Ten przeznaczył na to kilku uczniów swoich, między którymi byli i Polacy. Ci towarzysząc świętemu Wojciechowi w jego apostołowaniu na Prusach, po jego męczeńskiéj śmierci i sami od pogan wiele wycierpiawszy, przybyli do Polski aby klasztor Kamedułów Reguły świętego Romualda, założyć. Bylito: Benedykt i Jan włosi; Mateusz Izaak, Chrystyn i Barnabasz polacy.

W Wielkiéj-Polsce, niedaleko miejsca gdzie późniéj stanęło miasteczko Kaźmierz, ciągnęły się podówczas długie i ciemne lasy, stanowiące jednę z najbardziéj odludnych puszcz w kraju naszym. Tam na górze i teraz zwanéj Bieniszew, Bolesław kazał powystawiać, jakto Reguła świętego Romualda wymagała, osobne ubogie pustelnicze drewniane chatki, i w nich tych świętych pustelników obsadził. Wiedli oni życie tak odosobnione, że nietylko z innymi ludźmi żadnych nie mieli stosunków, lecz i z sobą nie przestawali wcale: na wspólne tylko pacierze zbierali się w ubogiéj kapliczce i schodzili się na roboty około uprawy pola, z którego się żywili. Ciągłe bez żadnej przerwy zachowywali milczenie, dla tém większego skupienia ducha i zatopienia się w bogomyślności. Nietylko rok cały, prócz jednego dnia Wielkiéjnocy, pościli, jadając jarzyny na oleju i chléb razowy, ale nawet silniejsi raz na tydzień brali taki posiłek, a słabsi dwa razy. Za jedyne odzienie i latem i zimą, nosili ostre włosiennice, z szerści końskiéj splecione. Sypiali zaś na gołéj ziemi, kamień biorąc pod głowę.

Taki nadzwyczajny rodzaj życia, sławę ich świątobliwości wokoło roznosił, a przykład ich niezmiernie umartwionego życia, najzbawienpiéj wpływał na lud, świeżo z obyczajów pogańskich wychodzący. Odwiedzały ich niekiedy na puszczy różnego stanu osoby, przychodzące podziwiać ich pokutę i polecać się w różnych potrzebach ich modlitwom, których skutków cudownych wszyscy coraz więcéj doznawali.

Razu pewnego, przybył do nich z licznym dworem i sam król Bolesław, aby ich świętym modlitwom i siebie i cały naród swój polecić. Spędziwszy tam dni kilka na pobożnych ćwiczeniach, mając wracać do Gniezna, chciał obdarzyć tych sług Bożych wielką ilością złota, któréj oni, miłośnicy ubóstwa ewangelicznego, w żaden sposób przyjąć nie chcieli. Król wielce zbudowany taką cnotą zaparcia się, gdy wyruszał z pustyni, rzekł do dworzan otaczających go, którzy chcieli wziąść te pieniądze napowrót: „Złoto raz ofiarowane na cześć Bożą w sługach Jego, już nie powinno być na inne cele użyte”, i kazał je zostawić w chatce, w któréj go pustelnicy gościli.

Gdy odjechał, a święci zakonnicy obaczyli pieniądze i to w wielkiéj ilości pozostawione, zafrasowani tém jakby ich jaka krzywda spotkała, postanowili aby jeden z nich, a tym był ojciec Barnabasz, zabrał te skarby, i co prędzéj odniósł je królowi, przedstawiając mu najpokorniéj, że się im z hojności jego w żaden spogób korzystać nie godzi: gdyż dar królewski był tak wielki, że ich raz na zawsze z ubóstwa wyprowadzał. Barnabasz tedy udał się z pieniędzmi do Gniezna, a bracia jego, odetchnąwszy nareszcie po kłopocie jakiego ich one nabawiły i odzyskawszy ciszę swojéj pustelni przerwaną na dni kilka pobytem królewskim, wrócili do swych zwykłych zajęć opiewania chwały Bożéj.

Tymczasem, kilku z niższych sług królewskich, w których jeszcze pogańskie usposobienie tlało, a którzy widzieli że Bolesław odjeżdżając wielką ilość złota. zostawił w jednéj z chatek, oddzieliwszy się od orszaku królewskiego, tejże nocy napadli świętych pustelników aby ich zrabować. Przybyli tam, kiedy słudzy Boscy o północy śpiewali właśnie Jutrznię, a już dawno Barnabasza z pieniędzmi wysłali byli do Gniezna. Wywlokłszy zakonników z kaplicy, domagali się aby im pozostawione przez króla skarby oddali. Napróżno mówili ojcowie że je odesłali Bolesławowi: złoczyńcy sądząc że ich wydać żałują, zaczęli ich w różny sposób męczyć, aby ich do tego zmusić. Najprzód poprzywiązywali ich do słupów, i podłożywszy ogień wolnym płomieniem ich palili, domagając się ciągle owych pieniędzy. Gdy pomimo tego jednę od wszystkich odbierali odpowiedź że ich nie mają, uwiązali ich do kół przy wozach, i z nimi poganiając konie w tak barbarzyński sposób ich dręczyli. To znowu odwiązawszy, bili ich okrutnie kijami, wodząc od chatki do chatki, aby wskazali miejsce gdzie skarby ukryte. Nakoniec nad rankiem, pomordowali na śmierć błogosławionych tych zakonników, którzy z miłości ubóstwa świętego ponieśli takowe męczeństwo, a którego byliby uszli, gdyby z zamiłowania téj cnoty skarbów im ofiarowanych przez króla byli nie odsyłali.

Zbrodniarze chcąc zakryć ślad swojéj zbrodni, umyślili pokłaść ciała Męczenników w ich chatkach, i roznieciwszy ogień spalić je, aby pozór że zakonnicy zgorzeli z wypadku, nie dał poszlaki ich czynu. Wzięli się więc do podpalenia chatek, z chrustu prawie ulepionych; lecz moc Boża zamieniła ściany tych lepianek jakby na marmurowe, tak że pomimo wszelkiéj usilności, ani ich zatlić nie mogli; i tak odeszli.

Wiadomość o téj zbrodni doszła wkrótce do Bolesława, i winowajcy wykryci i ujęci zostali. Król chciał wyjątkowéj surowości karą, tak wyjątkowo bezbożny i okrutny czyn ukarać. Skazał więc winowajców na śmierć głodną, i wydał wyrok aby w kajdanach póty przy trumnach zamęczonych przez nich świętych zakonników stali przykuci, aż od głodu pomrą: chyba że jakim cudownym znakiem, ciż sami Męczennicy, objawią chęć aby ta kara na inną zmienioną została.

Wykonano tedy rozkaz królewski i przywiedziono zabójców do trumny, w któréj wszystkich pięciu sług Bożych złożone były ciała w kościele Gnieźnieńskim. Lecz zaledwie zbrodniarze stanęli przy zwłokach świętych, aż oto kajdany z nich w tejże chwili opadły. W skutek więc tego król ich ułaskawił, a oni cudem tym wzruszeni, gorzkiemi łzami zbrodnię swoję opłakali, i przez szczerą spowiedź pojednani z Bogiem, zadziwiali odtąd wszystkich nietylko przykładném życiem, lecz i najostrzejszą dobrowolną pokutą, w któréj do śmierci święcie wytrwali.

Barnabasz zaś, gdy w dni kilka po dokonanéj zbrodni wracał z Gdańska po odniesieniu tam pieniędzy królowi, już na drodze blizko swojéj puszczy będąc, dowiedział się, że od dnia tego w którym puścił się on był w drogę, nad miejscem gdzie były chatki pustelnicze w lesie, widziano podczas każdéj nocy, światłość niebieską i słyszano w górze śpiewy anielskie, a nikt jeszcze nie wiedział że święci pustelnicy już pomordowani byli, i że nad ichto błogosławionemi ciałami, ponawiającym się takowym cudem, raczył Pan Bóg uświetnić ich śmierć męczeńską. Przybywszy Barnabasz na miejsce, domyślił się wszystkiego zanim jeszcze wykryci zbrodniarze wyznali szczegóły śmierci jego braci, a upadłszy na kolana, zdjęty ciężką żałością nie tyle z ich straty jak że ich korony męczeńskiej nie dostąpił, zawołał: Panie! jako bez woli Twojéj nie się nie dzieje na świecie całym stworzonym, tak że listek z drzewa bez Twojego rozkazu nie spadnie, tak również mocno wierzę, że ten wypadek śmierci męczeńskiéj moich braci, a któréj mnie, jako jéj niegodnemu, dostąpić nie dozwoliłeś, stał się z Twojego dopuszczenia. Korném przeto sercem proszę Cię tylko Boże mój, abyś mnie od wiecznego społeczeństwa w Niebie tych kochanych braci nie odłączał. Pozostał więc sam w jednéj z tych chatek, ćwicząc się ciągle w pokucie i bogomyślności, a przez to utrwalając na naszéj ziemi najdłużéj ze swych świętych towarzyszy ten anielski żywot, do którego z biegiem czasu i wielu innych pociągnął. Po świętym jego zgonie, król Bolesław i zwłoki Barnabasza kazał umieścić w tejże trumnie w któréj były ciała pięciu świętych Męczenników jego braci, aby z tymi z którymi w Niebie się połączył i na ziemi w jednymże grobie spoczywał.

Na miejscu pięciu chatek pustelniczych tych pierwszych założycieli Zakonów bogomyślnych na ziemi naszéj, lud pobożny wzniósł późniéj pięć kapliczek, do których liczne odbywały się pielgrzymki, i wiele tam cudów zaszło. Ciała zaś wszystkich sześciu, we wspaniałym grobowcu przez Bolesława wzniesionym, w katedrze Gnieźnieńskiéj spoczywały tylko do roku Pańkiego 1039, w którym Brzetysław książe czeski, wtargnąwszy do Polski i dostawszy się aż do Gdańska, zabrał te święte Relikwie wraz z innemi, i uwiózł je do Pragi. Późniéj znownu, ciało świętego Chrystyna przeniesione zostało do Ołomuńca, i umieszczone tam w kościele, pod jego wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

Krótkie uwagi poprzedzające żywot który przeczytałeś, powinny ci dać ocenić po katolicku potrzebę Zakonów bogomyślnych w Kościele Bożym. Proś więc Pana Boga, przez przyczynę tych Świętych którzy pierwsi na ziemię naszę ten rodzaj życia nadziemskiego przynieśli, aby raczył ducha bogomyślności i pokuty rozżywiać pomiędzy wiernymi; póki bowiem do tego nie przyjdzie, nie zatrzyma się świat na zgubnych drogach na których zostaje.

Modlitwa (Kościelna)

Prosimy Panie, niech nas Męczenników Twoich: Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, chwalebne dnia dzisiejszego tryumfy tak rozweselają, abyśmy za ich wstawieniem się do téj doszli niebieskiéj ojczyzny, w któréj oni szczęśliwie z Aniołami połączeni, bezustannie Majestatu Twego niewymowną światłością się cieszą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1022–1026.

Tags: Pięciu Braci Męczenników św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik modlitwa pokuta św Benedykt św Romuald protestantyzm
2020-11-26

Św. Piotra Aleksandryjskiego, Biskupa i Męczennika i św. Leonarda, z Portu-Maurycyi

Żyli około roku Pańskiego 310 i 1751.

(Żywot Świętego Piotra wyjęty jest z Brewiarza Rzymskiego, Świętego Leonarda z procesu jego beatyfikacyi.)

Święty Piotr Biskup Aleksandryjski, zasiadał na téj stolicy w drugiéj połowie trzeciego wieku. Wysoką świątobliwością swoją i nauką wsławił się nietylko w Egipcie, którego miasto Aleksandrya była wtedy stolicą, lecz i w całym Kościele Bożym. Ciężkiego doznał, w obronie wiary świętéj od cesarza Maksymiana Gabra, prześladowania, a mężnie przy obronie praw Kościoła stojąc, przez to i wiernych swojéj pieczy powierzonych w wierze świętéj utwierdzał. Onto pierwszy wykrywszy bezbożne błędy kacerza Aryusza, który był Dyakonem w jego Dyecezyi, od społeczeństwa wiernych odłączyć go kazał. Po dwunastu latach biskupstwa, na którém ciągle musiał walczyć z błędami różnych powstających podówczas kacerstw i znosić coraz groźniejsze prześladowanie od cesarza, nareszcie uwięziony został i na śmierć Skazanym przez tegoż Maksymiana.

W wigilią śmierci, przyszli odwiedzić go w więzieniu Achyllas i Aleksander, kapłani, i wstawiali się za Aryuszem, prosząc aby go do jedności Kościoła przywrócił, i odwołał klątwę na niego rzuconą. Lecz Święty, któremu Pan Bóg objawił był że kacerz ten nie nawróci się i że błędami swojemi wielką zada Kościołowi klęskę, uczynić tego nie chciał i rzekł do nich. „Dzisiejszéj nocy, okazał mi się Pan Jezus, mający na Sobie białą szatę na wpół przedartą; a gdym Go pytał? coby to znaczyło, odrzekł mi: Tak oto Aryusz, Kościół święty, który jest szatą Moją, kacerstwem swojém rozedrze.” Ta smutna przepowiednia świętego Piotra sprawdziła się, równie jak i ta, przez którą dwom tym kapłanom przybyłym wtedy do niego, zapowiedział że jeden po drugim na Biskupstwo Aleksandryiskie wyniesieni zostaną. Poniósł śmierć męczeńską przez ścięcie mieczem, dnia 26 Listopada roku Pańskiego 310.

· · ·

Święty Leonard którego także w dniu dzisiejszym obchodzi się pamiątka, był rodem z miasta nadmorskiego Porto-Maurycio w północnych Włoszech położonego. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1676. Ojciec jego Dominik Kazanowa, był właścicielem małego okręciku, a wielkiéj świątobliwości człowiekiem, który tak pobożnie dzieci swoje wychował, że z czterech jego synów, trzech wstąpiło do Zakonu Braci-mniejszych, a jedyna córka została Klaryską w Siennie. Lecz na świętym to Leonardzie szczególnie objawiały się owoce bogobojnego wychowania jakie w domu odebrał. Małym chłopaczkiem będąc, nietylko sam z największém upodobaniem różne ćwiczenia pobożne odprawiał, lecz i rówienników swoich do tego zachęcał. Zgromadzał ich w kaplicy Matki Boskiéj za miastem będącéj, i tam w przemowach jakie do nich miewał, zachęcał ich do czci przenajświętszéj Panny i Różaniec z niemi prawie codzień odmawiał.

Oddany do szkół, zadziwiający w naukach uczynił postęp, a coraz większy w cnotach. Gdy już przeszedł niższe klasy, stryj jego mieszkający w Rzymie, zawezwał go do tego miasta, i tam w najpierwszym zakładzie naukowym ukończył Leonard wyższe kursa, a taką zajaśniał obyczajów skromnością że go drugim Aloizym Gonzagą przezywano. Już podówczas powziął zwyczaj każdego wieczora tak się obrachowywać z sumieniem, jakby tejże nocy miał umrzeć, i skoro mu ono cośkolwiek wyrzucało, szedł do spowiedzi.

Miał lat dwadzieścia jeden, kiedy postanowił świat opuścić i wstąpić do Zakonu. Gdy wahał się któremu dać pierwszeństwo, zdarzyło się że wszedł wieczorem do kościoła świętego Bonawentury, przy którym był klasztór Braci Mniejszych Reformatów z całą ścisłością pierwotną Regułę świętego Franciszka Serafickiego zachowujących. Wtedy zakonnicy w chórze odmawiali Kompletę, a powaga i pobożność z jaką te pacierze odprawiali, skłoniły świętego Leonarda aby do tego klasztoru wstąpił. Przyjętym został, i od chwili w któréj przywdział habit świętego Patryarchy Assyzkiego, ciągle już tylko coraz wyżéj na drodze doskonałości postępował. Największa w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły pilność, nadzwyczajny dar modlitwy, gorąca Jezusa i Maryi miłość, nieustanne umartwienie ciała, niezmordowana w usługach bliźniemu uczynność, zaparcie się i posłuszeństwo granie niemające, oto były cnoty które go uczyniły wzorem najwyższéj świątobliwości.

Takim był już święty Leonard,kiedy po ukończeniu nauk Teologicznych wyświęcony został na kapłana. Od téj pory szczególnie, rozbudziła się w sercu jego najwyższa o zbawienie bliźnich gorliwość. Takową powodowany, po kilkakroć najusilniéj domagał się u przełożonych aby go wysłano na Missyą pomiędzy pogany, gdzieby roznosząc światło Ewangelii, śmierć męczeńską mógł ponieść. Lecz że go Pan Bóg przeznaczał na Apostoła kraju własnego, przełożeni nie wysłali go do niewiernych, lecz przeznaczyli na Misyonarza we Włoszech.

Odbywał więc Missye przenosząc się z miasta do miasta, ze wsi do wioski, zawsze pieszo, boso i o żebranym chlebie, nigdzie żadnego za prace swoje nieprzyjmując wynagrodzenia. Obywał się zaś bez żadnego towarzysza: sam miewał kazania, dzieci do pierwszéj spowiedzi i Komunii sposobił, nabożeństwu przewodniczył, spowiadał, co mu często pół nocy zabierało. Ledwie jednę Missyą skończył wnet na drugą się udawał, gdyż widząc nadzwyczajne tego pożytki, każdy z Biskupów pragnął aby w tym celu ten wielki Apostoł przybył i do jego Dyecezyi. Gdy w jakiém miejscu dłużéj zabawił, przytrafiało się że około stu tysięcy miewał słuchaczów. Wtedy urządzano mu kazalnicę na polach, a Pan Bóg przytém taki cud czynił, że zarówno ci którzy obok niego stali, jak i ci którzy niezmiernie byli daleko (gdyż tłumy ludu przeszło wiorstę się ciągnęły) słyszeli go najdoskonaléj.

Po pięciu latach niezmordowanej na takowych Missyach pracy, ciężko zapadł na piersi. Krew z płuc wyrzucał, wychudł jak szkielet, a lekarze zawyrokowali iż jest w ostatnim stopniu suchot, i ledwie mu parę tygodni życia obiecywali. Wtedy objawiła się mu przenajświętsza Marya Panna, uzdrowiła go cudownie, i odtąd jeszcze lat czterdzieści tenże rodzaj życia prowadził.

Lecz gdy się tak dla dobra dusz bliźnich na świecie żyjących poświęcał i braciom swoim zakonnym starał się przychodzić w pomoc. Widząc pomiędzy niemi wielu powołanych do życia jak najbardziéj odosobnionego, a i sam do niego zawsze wzdychając, skorzystał ze szczególnych względów jakie miał u Kozmy III-go panującego w Toskanii, i założył w tém księstwie w miejscu bardzo odosobnioném gdzie sam corocznie odprawiał długie rekolekcye, klasztor. W nim umieścił kilkunastu zakonników, którzy tam według ustaw przez niego ułożonych, a przez Papieża Klemensa XI-o zatwierdzonych, jakby na puszczy, w pokucie i bogomyślności Pana Boga chwalili. Sam jednak, rzadko kiedy mógł tam mieszkać, ciągle bowiem z missyi na missye się udawał, a najwięcéj przebywał w Rzymie, gdzie najobfitsze apostolstwa jego, do ostatnich czasów przetrwały ślady. Pozakładał tam różne pobożne stowarzyszenia i Bractwa. Najserdeczniejsze do Matki Bożéj nabożeństwo, którém od dzieciństwa był przejęty, w każdego pragnął przelać. Nie było kazania w którémby o niém nie wspominał, a wszystkie łaski jakie i sam odbierał i które w tak wielkiéj obfitości przez swoje prace apostolskie sprowadzał na drugich, Maryi przypisywał. Często z kazalnicy słyszano go mówiącego: „Kiedy przebiegam pamięcią wszystkie łaski jakie przez przenajświętszą Maryą w życiu mojém odebrałem, myślę sobie, że tak jak pewne kościoły, w których są cudowne obrazy Maryi, mają ściany pokryte wotami świadczącemi o łaskach jakie ludzie za Jéj pośrednictwem od Boga otrzymali, tak ja cały obwieszony być powinienem, takiemiż wotami: bo żadnéj łaski nie otrzymałem inaczéj, jak przez ręce Maryi. I jeśli zbawienia dostąpię, jedną z największych moich radości w Niebie, będzie myśleć i powtarzać przez całą wieczność, że i to Maryi winienem.” Miał zwyczaj za każdém uderzeniem godziny pozdrawiać tę swoję Matkę niebieską, i wszystkim to zalecał. Usypiając brał w rękę Jéj medalik, i za każdém ocknięciem się, całował go pobożnie.

Przedmiotem jego pobożnych rozmyślań, była najczęściéj Męka Pańska, a w niéj głównie szczegóły zaszłe w bolesnéj drodze Pana Jezusa, kiedy Go na Kalwaryą wiedziono. Uważał że kazania jego o tém najzbawienniejsze na słuchaczach wywierały skutki. Ułożył więc nabożeństwo, dziś już bardzo pomiędzy pobożnemi duszami upowszechnione, i wielkiemi nadane przez Stolicę Apostolską, odpustami, tak nazwane nabożeństwem Drogi Krzyżowéj. Zaprowadził je najprzód w Rzymie, w ogromnéj wielkości gmachu zwanym Kolizeum, uświęconym krwią wielu tysięcy Męczenników, za czasów prześladowania chrześcijan, podczas igrzysk ludowych na tém miejscu zamordowanych. Tam zbierał święty Leonard wielką liczbę słuchaczów miewał do nich kazania w których brał za główny przedmiot szczegóły ostatnich chwil Pana Jezusa, i potém odprawiał z nimi Drogę Krzyżową. Benedykt XIV, podówczas na stolicy Apostolskiéj zasiadający, wielki tego męża Bożego wielbiciel, nabożeństwo to licznemi obdarzył odpustami. Tenże Papież, na żądanie świętego Leonarda, dla rozbudzenia nabożeństwa do pamiątki śmierci Pana Jezusa, nakazał aby po wszystkich kościołach, każdego piątku o trzeciéj godzinie po południu, w któréj Pan Jezus konał, dawano znak dzwonem, a za odmówienie wtedy trzech Ojcze nasz, i trzech zdrowaś Marya, na cześć krzyżowej śmierci Zbawiciela, odpust nadał.

Od świętego to Leonarda także, powstał zwyczaj najprzód w całych Włoszech upowszechniony, nieustającéj czci przenajświętszego Sakramentu, i on pierwszy w kilku większych miastach we Włoszech, Bractwa w tym celu pozakładał.

Odbywał według zwyczaju swego Missyą w Bononii, na którą wysłał go był Benedykt XIV, kiedy w lekką zapadłszy chorobę, pośpieszył z powrotem do Rzymu, gdyż przyrzekł dawno Papieżowi, że w tém mieście umrze. Jakoż skoro wrócił do swojego klasztoru świętego Bonawentury, zachorował śmiertelnie, a po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych i rzewnéj a budującej do braci przemowie, poszedł po nagrodę zgotowaną mu w Niebie dnia 26 Listopada, roku Pańskiego 1741. Papież Pius IX w poczet Świętych go zapisał.

Pożytek duchowny

Zdaniem jestto powszechném, przez mistrzów życia wewnętrznego i największych Świętych przyjętém, że najzbawienniejszém z ćwiczeń pobożnych, jest rozmyślanie Męki Pańskiéj. Do tegoto właśnie rodzaju, należy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Staraj się z niém obeznać przez książeczki na to umyślnie sporządzone, i takowe przynajmniéj w Piątki wielkopostne odprawiaj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś dla skruszenia serc upartych grzeszników przez głoszenie Ewangelii, błogosławionego Leonarda Wyznawcę Twego przedziwną świątobliwością i wielką mocą wymowy obdarzył, spraw prosimy, gdy sami dla zatwardziałości serc naszych do doskonałéj skruchy pobudzić się nie możemy, abyśmy tego za jego prośbami i zasługami dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1019–1022.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 941–942

Przytaczamy tu wyjątek z kazania świętego Leonarda o wieczności:

„Jest artykułem wiary, że wszystkie dusze, jakie Bóg stworzył od tysięcy lat, żyją po dziś dzień i są nieśmiertelne; jest to artykuł wiary, że i ja i wy po 10, 20 i 100 tysiącach lat jeszcze żyć będziecie. Ale gdzież będziemy? W domu wieczności. Mędrzec Pański mówi: «Człowiek pójdzie do domu wieczności!» Wieczność jest owym niezmiernym krajem, do którego wchodzi człowiek, gdy pożegna się z tym światem. Dla tych, którzy umarli w grzechu, jest ona krajem wiekuistej kary”.

„Wpatrzcie się teraz w wieczność, jeśli się na to odważycie. Nazwać ją można «nigdy», które ustawicznie się zaczyna, i «zawsze», które się nigdy nie kończy. Nie mamy na to miary. Odciągnijmy coś od jakiej ilości, a zmniejszy się, dodajmy coś do niej, a zwiększy się. Jeśli odciągniecie od wieczności sto tysięcy lat, nie zmniejszy się ona ani na jotę, dodajcie do niej milion wieków, nie przedłuży się ani o jedną mi nutę. Wieczność jest nieruchoma, niezmienna, nie może się powiększyć lub zmniejszyć”.

„Pójdźcie ze mną do pustyń Egiptu i Palestyny. Dotrzyjcie do strasznych ustroni tych pustyń, patrzcie ze mną na zamkniętego w jednej jaskini Hilariona, w drugiej Makariusza, obok niego Pachomiusza, tu Pawła, ówdzie Hieronima. Idźcie w góry, oglądajcie w tej jamie Marię Egipcjankę, w drugiej Taidę, tu Pelagię, ówdzie Teodorę. Pytajcie te pokutnice, pytajcie świętych pustelników, kto ich zawiódł do tych pustyń, kto ich przyodział w te habity, kto ich pogrzebał w tych jamach, kto ich zmusił prowadzić żywot tak anielski i używać tak dobrze czasu? Odpowiedzą wam z Dawidem: «Miałem na pamięci dni dawne, a na myśli lata wieczności». O wieczności, która masz moc grzebania żywych, czy nie masz mocy wskrzeszenia umarłych, owych umarłych, którzy obumarli dla łaski?”

„Jest wieczność, istnieje wieczność! Wobec tej wieczności śmiejecie się, żartujecie i prowadzicie życie lekkomyślne z dnia na dzień? Jest wieczność, a wobec tej wieczności bawicie się wszeteczeństwem, grą i swawolną rozrywką? Jest wieczność, a wobec tej wieczności zioniecie przekleństwami i bluźnierstwem, tchniecie nienawiścią, kalacie duszę nieczystymi myślami, brudnymi żądzami, złymi uczynkami i obrazą Boską?”

Tags: św Piotr Aleksandryjski św Leonard z Porto Maurizio św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik arianizm Maryja Droga Krzyżowa wieczność
2020-11-25

Św. Katarzyny, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 310.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Katarzyna z rodu cesarskiego pochodząca, mieszkała w Aleksandryi, stolicy Egiptu, w połowie IV wieku. Tak wysokie w naukach odebrała wykształcenie, że będąc młodą dziewicą stała w nich na równi z najsławniejszymi uczonymi swojego czasu. Przytém jaśniała przedziwną urodą. Lecz co prawdziwe jéj szczęście stanowiło, była doskonałą chrześcijanką.

Panujący podówczas cesarz Maksencyusz, zawzięty prześladowca chrześcijan, przybywszy do Aleksandryi, wydał najsurowszy wyrok, aby nietylko wszyscy mieszkańcy tego miasta, ale i z najodleglejszych okolic, stawili się do Aleksandryi na dzień na to wyznaczony, w którym miała się obchodzić wielka uroczystość pogańska. Gdy w skutek tego, tłumy ludu zgromadziły się na te bezbożne obrządki pod przewodnictwem Maksencyusza odbywane, Katarzyna zdjęta litością nad tak wielką liczbą dusz uwiedzionych błędami pogańskiemi, wziąwszy z sobą liczny orszak sług swoich, udała się do świątyni w któréj był cesarz, i tak do niego przemówiła: „Czy przystoi tobie o! cesarzu, który tak wielkiém państwem rządzisz, abyś ludzi śmiertelnych za bogów poczytywał? Wszak własni wasi pisarze i filozofowie, nie tają tego iż ci których lud prosty za bogi uznaje, ludźmi tylko byli, którym za niektóre dobrodziejstwa jakie wyświadczyli społeczeństwu, dla zachowania ich pamiątki stawiono posągi, a które ciemnota tylko ludów za bogów uznała. Tak znakomici pisarze jak Diodorus, Plutarch i inni świadczą o tém wyraźnie; nie wątp więc o tém cesarzu, a przykładem twoim nie prowadź tak wielu ludzi na potępienia: bo inaczéj, Bóg prawdziwy wiekuistą męką cię ukarze po śmierci. Uznaj raczéj jednego prawdziwego Boga, który ci i życie dał i koroną cię obdarzył. Słowo Jego przedwieczne, Syn Bogu Ojcu równy, wybawił nas od zguby, w jaką nas wtrącili pierwsi rodzice nasi dopuściwszy się nieposłuszeństwa przeciw Bogu. Syn Boży krzyżową śmiercią Swoją, winę naszę zmazał, otworzył nam wrota do miłosierdzia Bożego, i pokutującym zbawienie wieczne daje. Korzystaj przeto z téj łaski.”

Zdumiał się Maksencyusz na mowę takową, lecz przez wzgląd na wysoki ród Katarzyny, nie chciał od razu karać jéj za to co w jego oczach było wielkiém zuchwalstwem. Przytém ujęty jéj nadzwyczajnéj piękności urodą, poślubienia jéj powziął zamiar. Łagodnemi więc słowy przemawiając do niéj, powiedział iż rozpoczętych obrzędów musi dokończyć, a po nich zawezwie ją do siebie dla dłuższéj rozprawy.

Gdy przybyła, wiedząc że z cesarskiéj krwi pochodzi, przyjął ją z wielkiém uszanowaniem, i w pierwszych słowach jakie do niéj wymówił, zaczął wychwalać jéj piękność. Na co rzekła mu święta dziewica: „Szatani których wy za bogów macie, tak was w swoich sidłach trzymają, iż wam tylko na znikome i niegodne uwagi rzeczy otwierają oczy. Jakąkolwiek jest moja powierzchowność, jestem tylko gliną nędzną, która w proch się obróci, a jeśli podziwiasz tę postać jaką mi dał Pan Bóg, z tego byś się powinien przekonać o potędze takiego Stwórcy, i tę uwielbiać, a nie stworzeniu nikczemnemu zalety przypisywać.” Zaczął po tych słowach cesarz swojéj religii bronić, a gdy spostrzegł z jak niepospolicie uczoną i bystrego rozumu kobietą ma do czynienia, powiedział jéj iż chce aby się o tém wszystkiém co mu mówiła o religii chrześcijańskiéj, rozprawiła z uczonymi filozofami, których w tym celu do siebie zawezwie. „Niech staną, odpowiedziała mu na to Katarzyna, a obaczysz jak Bóg mój usta im zamknie.” Posłał tedy cesarz po pięćdziesięciu najmędrszych w całym kraju filozofów, aby oni Katarzynę o prawdziwości religii pogańskiéj, a fałszu chrześcijańskiéj przekonali. Tymczasem, przed Świętą stanął Anioł, i oznajmił jéj że Pan Jezus w téj rozprawie wspomagać ją będzie, że filozofowie ci nawrócą się i za wiarę umrą, i że ona sama koronę męczeńską otrzyma.

Gdy tedy ci mędrcowie na dwór cesarski przybyli, przyzwano Katarzynę, i w obecności Maksencyuszą i wszystkich panów i pań jego dworu, kazano jéj rozprawiać się z nimi. „Więc ty bogi nasze bezcześcisz” odezwał się do niéj najprzód jeden z owych filozofów za najbieglejszego poczytywany. „Ja im czci nie oddaję jako bogom, odrzekła na to dziewica, bo ich nie za bogów lecz za ludzi tylko uznaję.” – „Dla czegoż, powiedział znowu na to filozof, ty która za mądrą i uczoną uchodzisz, nie podzielasz w téj mierze zdania naszych największych uczonych i najpierwszych wieszczów, którzy ich przecież za bogów poczytują?” — „Bo w tych rzeczach, odpowiedziała Katarzyna, które się tyczą czci należnéj prawdziwemu Bogu, ja słucham nie zdania chociażby najmędrszych ludzi, lecz głosu téj mądrości która jest darem Boga, będącego samą Mądrością, a która mnie oświeca.” I zapytała: „Którzyżto są ci wasi uczeni, uznający za bogów tych, którym wy cześć oddajecie?” A gdy filozof rozprawiajacy wyliczył jéj wielu uczonych pogańskich o ich bożkach piszących, a nic o Chrystusie niewspominających, Święta mu odpowiedziała: „Prawda iż ci których mi przytaczasz, piszą o tych których wy za bogów poczytujecie: ale czyż nie widzisz, że przypisują im oraz jużto chytrość i matactwo, już mściwość i zdradę; to znowu ohydną rozpustę i największe zbrodnie. A czyż mogą być bogami ci, którzy się dopuszczają czynów, na które każdy rozumny i cnotliwy człowiek się wzdryga? Fałszem zaś jest, mówiła daléj, jakoby nikt z waszych znakomitości nie wspominał o Chrystusie. Wszak tyle Sybill najsławniejszych, tylu wieszczów Apolina, wyraźnie przepowiedziało zstąpienie Boga na ziemię, cudowne narodzenie się Jego z Dziewicy, i umęczenie na krzyżu za grzechy rodu ludzkiego.” Poczém przytoczyła im z pamięci, wszystkie tego rodzaju najsławniejsze wyrocznie. Daléj wyłożyła im w krótkich słowach, całą naukę katolicką: o stworzeniu świata, o upadku pierwszych rodziców z którego wynikły wszelkie nędze ludzkie, o miłosierdziu Boga nad ludźmi w zesłaniu na ziemię Syna Swojego, który zadość czyniąc sprawiedliwości Bożéj, podzwignął nas z upadku; o życiu, cudach i śmierci Zbawiciela, i nakoniec o powinności wierzenia w Chrystusa i naśladowania Go w cnotach, a jeśli tego po nas wymaga, i w poniesieniu śmierci dla Niego, jak On ją za nas poniósł.

Owóż, do mądrych słów tych Katarzyny raczył Pan Bóg i moc Swoję przywiązać. Wysłuchawszy ich ów filozof który z nią rozprawiać zaczął; zamilkł, a cesarz zwrócił się do drugich aby się oni odezwali. Lecz ci otwarcie ma odrzekli: „Próżno cesarzu wysilać się będziemy, gdyż przeciw prawdom, które z ust téj dziewicy wyszły, żaden z nas nie do zarzucenia wynaleźć nie może.” Spostrzegłszy tedy Maksencyusz że mowa Katarzyny mędrców tych do wiary katolickiéj nawróciła, uniesiony wściekłym gniewem, rozkazał w tejże chwili stos rozpalić, i wszystkich ich nań wrzucić. Oni zaś usłyszawszy ten wyrok padli do nóg Katarzyny, błagając jéj aby wstawieniem się swojem do Boga, wyjednała im łaskę wytrwania w wierze chrześcijańskiéj, którą chcą wyznawać. Z czego uradowana święta dziewica zawołała: „Przyjmuje was Bóg miłosierny, i wieczną chwałą krótkie wasze cierpienia nagrodzi. Wstępujcie śmiało w te płomienie, to chrzest ognisty, który w jednéj chwili oczyści dusze wasze za przeszłe wasze błędy.” A gdy już ich na spalenie wiedziono, przeżegnała ich krzyżem świętym i Bogu jeszcze poleciła. Stanęli tedy na stosie mężowie wybrani, a Bóg przyjął ich dusze do Nieba.

Lecz rzecz poniekąd dziwna, że w Maksencyuszu wszystko to rozbudziło jeszcze gwałtowniejsze pragnienie poślubienia Katarzyny: wręcz więc jéj oświadczył, że jeśli odstąpi wiary, pojmie ją w małżeństwo i na tronie cesarskim osadzi. Ale mu ona odrzekła: „Napróżno łudzisz mnie tak w oczach twoich świetnemi obietnicami; chrześcijanką jestem i za nic je sobie cenię.” — „A więc, powiedział jéj na to rozgniewany cesarz, chcesz mnie zmusić abym i to ciało twoje tak sławne z urody, dręczyć i katować kazał.” — „Ciało to, odrzekła mu Święta, prędzej lub późniéj, samo w proch się obróci, a przez męki jakie mi zadasz, zjednasz mi w Niebie tém większe nagrody. A przytém z powodu męczeństwa jakie ja poniosę, wielu z dworzan twoich uwierzy w Chrystusa, i razem ze mną pójdą do Niego.”

Widząc cesarz nieugiętą w Katarzynie stałość, z niegodziwéj chuci jaką ku niéj pałał, przeszedł w zajadłość barbarzyńską. Najprzód przez dwie godziny kazał ją żyłami wołowemi okrutnie smagać. Krew lała się strumieniem, całe ciało jakby jedną raną się stało, lud płakał, a Święta ani jęku niewydając, głośno Chrystusa wielbiła. Potém zaprowadzono ją do więzienia, gdzie ją głodem morzyli.

Dziesięć dni już tam przebywała, kiedy niespodzianie, Augusta żona cesarska, słysząc wszystkie szczegóły męczeństwa Katarzyny, przyszła do niéj potajemnie, gdyż od niejakiego czasu i sama pragnęła zostać chrześcijanką, lecz obawiała się męża. Po długiéj rozmowie jaką miała ze Świętą, postanowiła bądź co bądź nawrócenia swojego już nieodwlekać, Nie dość na tém: Porfiryusz, naczelny wódz wojsk cesarskich, który ułatwił to tajemne widzenie się cesarzowéj z Katarzyną, obecny ich rozmowie, także się nawrócił, a skłoniwszy do tegoż dwóchset innych wojskowych, niezwłocznie z nimi wszystkimi Chrzest święty przyjął.

Dwanaście dni trzymano Katarzynę w więzieniu i głodem dręczono, lecz głodu nie cierpiała, bo Pan Bóg przysyłał jéj gołębicę, która ją przez ten czas karmiła, i sam Pan Jezus jéj się okazał, pokrzepiając na duchu na nową mękę która ją czekała.

Jakoż, cesarz kazał przygotować straszną machinę, w któréj urządzone były cztery koła jedno na drugie zachodzące, i nasadzone długiemi ostremi i żelaznemi gwoździami, tak aby wsadzoną pomiędzy nich męczenniczkę, w drobne kawałki szarpały, a jednak długo męczyły. Gdy zawezwał po raz ostatni przed siebie Katarzynę, rozkazał aby machinę rozpuszczono dla przerażenia Świętéj, i wtedy znowu ją nakłaniał do odstępstwa wiary a oddania czci bożkom. Lecz kiedy nic na niéj nie wymógł, kazał ją porwać katom, i w tę okrutną torturę wrzucić; ale gdy chcieli koła jéj w ruch wprawić, zstąpił Anioł z Nieba i roztrzaskał machinę w kawałki, a Katarzyna zdrowa i bez żadnego szwanku stanęła na ziemi. Na widok cudu tak wielkiego, lud cały zawołał: „Wielkim jest Bóg chrześcijański,” a cesarz wydał rozkaz aby niezwłocznie Katarzynę ścięto. Zbliżył się tedy kat, a ona padłszy na kolana w te słowa się modliła: „Panie Jezu Chryste, dziękuję Ci za wszystkie Twoje łaski. Wejrzyj Boże mój na lud ten, aby Cię poznał i na wieki miłosierdzie Twoje wielbił.” I to mówiąc poddała głowę pod miecz i ściętą została, a w miejsce krwi mleko z żył jéj wytrysnęło, na widok czego większa część pogan nawróciła się. Męczeństwo jéj zaszło 25-go Listopada roku Pańskiego 310.

Przed samą śmiercią, z rozmowy katów jaką usłyszala, obawiała się ta miłośnica czystości, aby po jéj ścięciu nie znieważyli oni téj cnoty na jéj dziewiczém ciele, i prosiła Pana Jezusa aby ją od tego uchował. Kiedy bezbożni kaci zamyślali w istocie o tém, Aniołowie porwali jéj ciało, i na górę Synai unieśli.

Pożytek duchowny

Błogosławiona Katarzyna tak wysoko wykształcona, a z czego tak święty użytek zrobiła, jest szczególną Patronką osób głębszym naukom oddających się. Proś ją, aby dla takich wyjednywała u Ducha Świętego to światło, którém w rozprawie z nią oświeceni filozofowie pogańscy, do wiary się nawrócili.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś Mojżeszowi na szczycie góry Synai przykazania nadał, i w témże miejscu, przez świętych Aniołów Twoich, ciało błogosławionéj Katarzyny Dziewicy i Męczenniczki cudownie umieścił; spraw prosimy, abyśmy za jéj zasługami i pośrednictwem, do téj góry którą jest Chrystus, dostać się zasłużyli. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1015–1018.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 932–933

Chwalebna walka świętej Katarzyny za Chrystusa i naukę Jego jest widocznym stwierdzeniem słów świętego Pawła w liście do Rzymian w rozdz. 5, wierszu 5: „Milość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha świętego, który nam jest dany”.

Duch święty leczy siedmiorakie zło, które kazi i szpeci życie ludzkie. Pierwszym złem jest dziecinne postępowanie wielu ludzi, trawiących całe życie na zajmowaniu się rzeczami błahymi i marnościami. Zapobiega zaś temu Duch święty darem mądrości, zwracając uwagę naszą na rzeczy poważniejsze i większą mające wartość. Drugim złem jest zapatrywanie się wielu ludzi na zewnętrzny pozór rzeczy zmysłowych i uganianie się za nim. Przeciwko temu działa Duch Święty zaostrzając w nas dar wnikania w istotę rzeczy i poznawania cudów ukrytych w stworzeniach, w których Bóg przemieszkuje. Trzecim złem jest zuchwalstwo, z jakim ludzie narażają się na niebezpieczeństwa tego świata. Przeciwko temu uzbraja nas Duch święty darem mądrości i przezorności w wybieraniu tego, co służy ku zbawieniu duszy naszej. Czwartym złem jest ludzka słabość, brak odwagi i namyślanie się w szukaniu Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego. Na tę ułomność darzy nas Duch święty siłą pokonywania zawad i trudności. Piątym złem to złuda rozumu w rozróżnianiu złego i dobrego. Tutaj uposaża nas Duch święty darem wiedzy, która nam ułatwia poznanie prawdy i nauk Boskich i zastosowanie do nich czynów naszych. Szóstym złem jest wzgarda rzeczy świętych i niebieskich. Od tego złego chroni nas Duch święty darem pobożności, która w nas wytwarza miłość Boga i zaszczepia zamiłowanie modlitwy. Siódmym złem jest zarozumiałość, wskutek której ludzie mało troszcząc się o zbawienie, nawet w największych niebezpieczeństwach nad sobą nie czuwają. Od tego zabezpiecza nas Duch święty darem bojaźni, która wszczepia w nas wstręt do grzechu, obawę utraty łaski Bożej i szczerą pokorę. Starajmy się przeto, abyśmy byli za przykładem świętej Katarzyny przybytkiem Ducha świętego, nie przybytkiem diabła. Wyrzeczmy się złych popędów i skłonności, oddajmy się pod kierownictwo Ducha świętego, aby czyny nasze uczyniły nas godnymi nadprzyrodzonej i wiecznej nagrody.

Tags: św Katarzyna św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wykształcenie Duch Święty
2020-11-24

Św. Jana od Krzyża, z Zakonu Karmelitów

Żył około roku Pańskiego 1591.

(Żywot jego wyjęty jest z Kronik Zakonu Karmelitańskiego.)

Święty Jan od-krzyża urodził się w Fontybierze w Hiszpanii, z ubogich a pobożnych rodziców, Za staraniem możnéj rodziny, która się nim opiekowała, wyższe szkoły ukończył i w naukach wielki uczynił postęp. Od dziecinnych lat serdeczne miał do Matki Bożéj nabożeństwo i wtedy już szczególnéj Jéj doznawał opieki. Miał lat pięć, kiedy wpadłszy w głęboką studnię, ręką saméj przenajświętszéj Panny został z niéj wyratowany. W dziewiątym roku już ostre zadawał sobie pokuty: ścisłe zachowywał posty, i bardzo krótko sypiając, kładł się na podesłanym chróście. Doszedłszy lat młodzieńczych poświęcił się dozieraniu ubogich w szpitalu w mieście Medynie. Doglądał ich z największą troskliwością najniższe oddając usługi, a przykład jego do wierniejszego obowiązków wypełniania i płatnych przy tym zakładzie ludzi, pobudził.

Lecz że go Pan Bóg do doskonalszego powoływał życia, Jan mając lat dwadzieścia jeden, wstąpił do zakonu ojców Karmelitów. Po wykonaniu ślubów uroczystych, zaczął spełniać umartwienia które wszystkich zakonników w podziwienie wprawiały. Uprosił sobie zamiast celi ciemny składzik, którego ściana dotykała kościoła, a tak nizki i ciasny, że w nim ani stać nie mógł, ani leżeć zupełnie wyciągnięty. Pościł codziennie bez nabiału, nosił włosiennicę uplecioną z ostréj trzciny, i codzień krwawe odprawiał biczowanie. Zostawszy kapłanem, a chcąc wieść życie jeszcze ostrzejsze i bardziéj odosobnione, zamierzał przejść do Kartuzów. Lecz wtedy właśnie poznał się ze świętą Teresą, którą Pan Bóg natchnął był myślą przywrócenia w całym zakonie Karmelitańskim pierwotnéj ścisłości Reguły. Święta ta mając na to od Stolicy Apostolskiéj wszelkie upoważnienia, skłoniła go aby nieprzechodząc do innego Zgromadzenia, w swojém starał się zaprowadzić reformę. Święty Jan, poznawszy w tém wolę Bożą, wziął się do tego wielkiego dzieła. Zaczął tę reformę z jednym tylko towarzyszem, założywszy, za pozwoleniem Jeneralnego Przełożonego Zakonu, nowy klasztor w mieście Derwel, w którym miał zaprowadzić całą surowość pierwotnych Ustaw. Po niejakim czasie, przyłączyło się do niego kilku innych zakonników, z którymi wiódł życie przypominające sposób życia dawnych pustelników na puszczach Egipskich. Lecz że byłato okolica, gdzie lud po górach mieszkający wielce był pod względem religii zaniedbany, musieli ci święci zakonnicy i apostolskim pracom się oddawać. Niekiedy, i to wśród zimy, aby wtedy łatwiéj mieszkańców w domach zastawać, cały dzień po śniegach brodzili bez obuwia i w jednym habicie; gdy zaś po tak ciężkich trudach w nocy zbierali się aby pacierze odmówić, ubogi ich chór był tak źle zaopatrzony, z powodu niedostatku w jakim zostawali, że i tam na nich śnieg padał.

Wkrótce potém i drugi klasztor takiéjże reformy, stanął w Mandzerze, i tam powołano Jana na Magistra nowicyuszów, coraz liczniéj się gromadzących, a którzy pod tak świętym mistrzem, wielkie na drodze doskonałości czynili postępy. W ich liczbie był jeden z najuczeńszych profesorów, ze sławnego uniwersytetu Salamanckiego, a który okazał się niezadowolony, że mało książek znalazł w bibliotece klasztornéj. Święty Jan, który dopatrzył w tém pokusę złego ducha zamierzającego przez zajęcia umysłowe, odwrócić tego nowicyusza od życia wewnętrznego, zabrał mu i te książki jakie miał w celi, a dał tylko mały katechizm dla dzieci, i uczyć się z niego nic innego nie kazał, tylko tego pierwszego pytania: „Czy jesteś chrześcijaninem?” Nowicyusz ten, który potém wyszedł na bardzo świątobliwego i znakomitego kapłana, mawiał, iż ten postępek świętego Jana, wyleczył go na zawsze z próżności do któréj miał wielką skłonność, a stał się dla niego źródłem największych oświeceń Ducha Świętego.

Z klasztoru w Mandzerze, Jan powołany został znowu na Magistra nowicyuszów do klasztoru w Pastrana, tejże reformy, a ztamtąd na Przełożonego do klasztoru w Awilla. Gdy tam przemieszkiwał, a według swego zwyczaju nigdzie z klasztoru nie wychodził, zrobiono mu uwagę, że wypada koniecznie aby oddał wizytę gubernatorowi tego miasta, bardzo zakonowi przychylnemu. Uczynił to Święty, a gdy przybywszy do gubernatora, przepraszał go że dotąd nie był u niego, ten mu odpowiedział: „Szanowny ojcze, bardzo szczęśliwi jesteśmy gdy nas zakonnicy nawiedzają; ale najwięcéj ich poważamy, gdy z klasztoru nie wychodzą.” Święty Jan, często tę odpowiedź przytaczał braciom, aby ich zachęcić do tém większego stronienia od świata.

Lecz zły duch nie mógł pozostawić w pokoju, tak wielkiego sługi Bożego. Wydał mu téż zawziętą wojnę: najprzód zaczął go trapić strasznemi widziadłami, w których niekiedy bił go dotkliwie; dręczył go pokusami nieczystemi, a gdy w tém wszystkiém zwyciężał go Jan święty, nasyłał na niego po kilka razy kobiety nierządne, którym nie tylko oparł się nasz Święty, lecz i one same nawrócił, i do najszczerszéj przywiódł skruchy.

Widząc szatan, że tym sposobem nic z nim wskórać nie może, do innego uciekł się środka, żeby go prześladować. Dotąd, na wielkie dzieło reformy, przez świętego Jana prowadzone, zakonnicy którzy jéj nie przyjęli, patrzyli obojętnie; lecz nagle powstali na niego, i do tego przyszło że go poczytano za apostatę, a nawet zarzucano mu kacerstwo. Uwięziony, trzymany był przez dziewięć miesięcy w ciemnéj piwnicy o chlebie i wodzie, nabawiwszy się przez to w skutek wilgoci, chorób dolegliwych, których już potém nigdy się nie pozbył. Tam, objawiła mu się przenajświętsza Marya Pannna oznajmując iż go z więzienia wyprowadzi. Święty Jan, zamiłowany w krzyżu, w upokorzeniach i cierpieniach, prosił Ją pokornie aby tego nie czyniła. Wszakże musiał przyjąć tę łaskę, i Matka Boża, wywiodła go z więzienia, wysyłając w tym celu Anioła, jak to było niegdyś ze świętym Piotrem, gdy go Herod uwięził. Cud takowy, utwierdził Jana tém bardziéj że dzieło reformy za które cierpiał, było z woli Bożéj. Wziął się więc do niego z tém większą gorliwością. W krótkim czasie wiele za jego staraniem stanęło klasztorów i w kilku z nich był on Przełożonym.

Pomimo wysokich cnót jakiemi jaśniał, pomimo nadzwyczajnych łask któremi go Pan Bóg obdarzał, pomimo nawet licznych cudów, jakie już był uczynił, dopuścił Pan Bóg aby popadł powtórnie prześladowaniu, i to od własnych swoich synów. Kilku zakonników z klasztorów przez niego samego założonych, powstało przeciw niemu, i niegodziwemi swojemi zabiegami i oszczerstwami dokazali tego, że gdy się zebrała jeneralna Kapituła Karmelitańska, na któréj zdawało się że Jan zostanie Jenerałem Zakonu, tak się zaślepiono i uprzedzono przeciw niemu, że mu odjęto wszelkie urzędy zakonne. Przeznaczono mu na mieszkanie mały klasztorek w górach, aby w nim pozostając, z nikim nie miał stosunków; a gdy tam kazania jakie miewał i cuda które czynił, wielu ludzi gromadziły, postanowiono wysłać go na missyą do Indyi, aby się go raz pozbyć.

Wszystko to, mąż Boży znosił nietylko z niezachwianym spokojem, lecz z najżywszém weselem ducha, i pragnął więcéj jeszcze cierpieć i więcéj być upokorzonym. Razu pewnego, gdy trwał na modlitwie, stanął przed nim Pan Jezus, i spytał: jakiéj pragnie nagrody za tyle trudów i cierpień, które dla chwały jego poniósł? „Panie! odrzekł święty Jan, cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie.” Wysłuchał go téż Pan Jezus, i coraz większe dopuszczał na niego prześladowanie.

Nieprzyjaźni mu zakonnicy, widząc iż dla słabości zdrowia nie można go było wysłać do Indyi, rozgłaszali o nim wieści najbardziéj mu uwłaczające. Oskarżono go o podejrzane stosunki z kobietami, nie pozwolono mu z nikim się widywać, zabierano jego listy i inne pisma i palono takowe jakoby w sobie heretyeckie zdania zawierały. W ciągu tego, prowincyał który chciał go jednak oszczędzać ile możności, dał mu do wyboru klasztor, w którym sam obrawszy sobie mieszkanie, byłby spokojniejszym i mniéj na obelgi narażonym. Święty obrał ten klasztor, w którym wiedział że Przeorem jest zakonnik jemu najnieprzychylniejszy. Trudno téż wypowiedzieć, co wycierpiał gdy do tego klasztoru przybył. Zapadł tam gorzéj na zdrowiu, całe ciało jego pokryły wrzody, najsroższe zadające mu boleści. Z sił zupełnie był opadł. Pomimo tego, niegodziwy Przeor obchodził się z nim bez litości, mszcząc się na nim za słuszną karę, jaką był niegdyś odebrał od świętego Jana gdy ten był jego Przełożonym. Umieścił go w najgorszéj celi, tak ciężką chorobą dotkniętego zostawiał bez najmniejszego dozoru; nie pozwolił nawet innym braciom aby go nawiedzali, a gdy sam to czynił, przychodził tylko po to, aby go obelgami okryć.

Jan zaś nigdy nie okazywał się szczęśliwym i weselszym jak wtedy, a po każdéj dolegliwszéj tego rodzaju próbie, z całego serca dziękował za nią Panu Jezusowi i z całéj duszy powtarzał: „Panie cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie.” Nigdy słowo skargi z ust jego na nikogo nie wyszło, a gdy razu pewnego, powiedziano mu że ma przybyć Prowincyał do tego klasztoru i przenieść go ztamtąd, lub zmienić przełożonego, zasmucił się tém wielce, i rzekł: „oby tak nie było” i powtórzył te słowa Pisma Bożego: „To miejsce odpoczywania mojego 1, aż do końca życia.”

Lecz nie dość na tém: tę wielką duszę spodobało się Panu Bogu oczyszczać i uświęcać i ogniem wewnętrznych utrapień i ucisków. Zapadł ten wielki sługa Boży w największe oschłości, niepokoje, opuszczenia i ciemności umysłu, tak że mógł poniekąd powtórzyć te słowa Boskiego Mistrza swojego: „smutną jest dusza moja aż do śmierci” 2. Stan taki trwał już w nim prawie aż do końca życia, a w ciągu tego święty Jan najobfitsze właśnie nagromadził sobie przed Bogiem zasługi.

Nareszcie, objawił mu Pan Bóg nie tylko dzień, lecz i godzinę w któréj miał go powołać do Siebie. Gdy się ta chwila zbliżała, zażądał ostatnich Sakramentów świętych, które przyjął z uczuciami najwyższéj pobożności i skruchy. Po nich już ciągle się modlił, trzymając w ręku krucyfiks, który już to do ust, już do serca przyciskał, i wymawiając te słowa: „Boże mój! w ręce Twoje oddaję duszę moję,” zasnął w Panu, 14 Grudnia roku 1591. W chwili gdy konał, ujrzano nad głową jego ognistą kulę tak świecącą, że na nią patrzeć nie można było, a z ciała jego wychodziła woń przecudna. Po śmierci objawił się wielu świętym duszom, a jednéj z nich przedstawiając się w szacie litéj złotem, i osypanéj brylantowemi gwiazdami i ze świetną koroną na skroni, rzekł: „O! jak wielkiéj ceny w Niebie, są cierpienia poniesione na ziemi.”

Wszystkich którzy go prześladowali za życia, najsmutniejszy spotkał koniec: wielu z nich wyszło z Zakonu, a inni pozostawszy w nim, pokazali się najgorszymi zakonnikami.

Święty Jan pozostawił kilka pism tyczących się życia wewnętrznego wysokiéj wartości, które go stawiają w rzędzie pierwszych Teologów Mistycznych. W poczet Świętych wpisał go uroczyście Benedykt XIII.

Pożytek duchowny

Otóż jak ciężka i ciernista droga prowadzi do Nieba, a całą tajemnicą aby się na niéj utrzymać jest, aby z miłości Jezusa, który nią Sam pierwszy poszedł, krzyże i cierpienia przez jakie chce Pan Bóg duszo nasze uświęcić, z poddaniem się woli Jego znosić. Chcesz-li w istocie prędko Świętym zostać? Zapragnij na wzór świętego Jana z całego serca cierpieć, i być wzgardzonym dla Chrystusa.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś świętego Jana Wyznawcę Twojego, doskonałego zaparcia się i krzyża przedziwnym miłośnikiem uczynił; spraw prosimy, abyśmy starając się go naśladować, chwały wiekuistéj dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1012–1015.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 930–931

Święty Jan od Krzyża mówi: „Nie postąpisz kroku naprzód, jeśli nie będziesz naśladować Chrystusa, który jest drogą, prawdą i bramą, którą wejść winieneś do Królestwa niebieskiego, gdyż duszy, która stroni od naśladowania Chrystusa, nie uważam za duszę dobrą. Staraj się, aby pierwszą twą myślą było pragnienie naśladowania Chrystusa. Wyrzeknij się wszelkich przyjemności, jakie się nastręczą twym zmysłom, jeśli nie będą zmierzały do chwały Boga. Chrystus w tym życiu ziemskim dążył jedynie do tego, aby pełnić wolę Ojca swego. Nie bierz sobie za przykład żadnego człowieka, choćby i najświątobliwszego, gdyż szatan wskaże ci jego ułomności; naśladuj Chrystusa, ten wzór doskonałości i świętości, a nie omylisz się. Żyj na wewnątrz i na zewnątrz na krzyżu wespół z Chrystusem, a osiągniesz spokój duszy. Chrystus ukrzyżowany niech ci wystarczy, z Nim cierp, z Nim spocznij, bez Niego nie cierp i nie spoczywaj. — Staraj się pozbyć miłości własnej; kto siebie ceni, nie zaprze się siebie samego i nie idzie za Chrystusem. Nade wszystko miłuj cierpienia i nie myśl, że znosząc je, zyskasz wielką zasługę wobec Tego, który nie wahał się za ciebie umrzeć. Jeśli chcesz posiąść Chrystusa, nie szukaj Go bez krzyża. Kto nie szuka krzyża, nie szuka chwały Boga. Każdy pragnie mieć udział w skarbach i rozkoszach wiekuistych Boga, ale niewielu jest, co chcą ponosić trudy i cierpienia z miłości do Syna Bożego.”

Footnotes:

1

Izaii XLVI. 1.

2

Mat. XXVI. 38.

Tags: św Jan od Krzyża św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokuta prożność cierpienie Krzyż
2020-11-23

Św. Klemensa, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 102.

(Żywot jego był napisany przez świętego Damaza Papieźa.)

Święty Klemens w pierwszym wieku Kościoła żyjący, pochodził ze znakomitéj rodziny Rzymskiéj z cesarzami spokrewnionéj. Ojciec jego godność Senatora piastujący, miał imię Faustyn, matka Matrydia. Mieli wspaniały pałac na górze Celiusz, gdzie obecnie jest kościoł świętego Szczepana, i tam narodził się nasz Święty. Wychowany jak najstaranniéj, młodym jeszcze będąc odznaczał się wielką biegłością w językach, a szczególnie greckim, równie jak i w piśmiennictwie, a przytém nieposzlakowanych był obyczajów, chociaż był poganinem. Skoro téż święci Apostołowie Piotr i Paweł przybyli do Rzymu, przyjął wiarę chrześcijańską i stał się ich nieodstępnym uczniem i towarzyszem. Okazał się tak gorliwym w służbie Kościoła, taką zajaśniał nauką i świątobliwością, że go błogosławiony Paweł w jednym z listów swoich nazywa wspólnikiem jego prac Apostolskich i upewnia że „imię jego wpisane jest do księgi żywota” 1. Co większa: święty Piotr życzył sobie aby niezwłocznie po nim na Papiestwo wstąpił; lecz że pokora jego długo opierała się temu, więc dopiéro po świętym Linie i po świętym Klecie, to jest czwartym z rzędu został on Papieżem.

W pierwszym roku objęcia téj najwyższéj godności przez świętego Klemensa, wybuchły niesnaski pomiędzy wiernymi w Koryncie. Chrześcijanie tego ludnego miasta jaśniejący z początku cnotami i Ewangelicznemi, które zaszczepił pomiędzy nimi (?) święty Paweł pierwszy przynosząc im światło wiary, zasmuceni zostali odszczepieństwem wszczętém pomiędzy nimi przez niesforne umysły, Prawowierni Koryntyanie widząc że odszczepieństwo to szerzy się coraz bardziéj, udali się do Papieża, wzywając jego władzy i powagi. Wtedy święty Klemens wystosował do nich odezwę Papiezką w kształcie Listu, który po dziś dzień poczytany jest za jeden z najznakomitszych zabytków z pierwszych wieków Kościoła. Jestto pismo pełne świętego namaszczenia a oraz i głębokiéj nauki, w którém z całą mocą i najwyższą apostolską władzą swoją, powstaje ten święty Papież na wszczęte w Koryncie odszczepieństwo, a obok tego z wielką miłością, otwiera wrota do miłosierdzia Bożego przed tymi którzyby błędów swoich odstąpili. Święty Ireneusz powiada, że tą Odezwą swoją, święty Klemens przywrócił jedność między Koryntyanami, i utwierdził między nimi wiarę, którą im zaniósł był święty Paweł.

Podczas gdy Klemens z gorliwością odpowiedną jego najwyższemu Pasterstwu sprawował swój święty urząd, powstało w Rzymie srogie na wiernych prześladowanie, i wkrótce uderzyło na niego samego, jako na głowę Kościoła. Schwytany i uwięziony, stawiony został przed Wielkorządcą Mamertynem,który przypominając mu znakomitość jego urodzenia, i utrzymując iż wpływ jego i przykład najłatwiéj skłonić może innych chrześcijan aby się nie upierali przy swojém wyznaniu, domagał się od niego aby publicznie oddał cześć bożkom. Święty Klemens odpowiedział mu na to jak musi odpowiadać w takich razach ten, którego Pan Bóg najwyższym stróżem wiary świętéj postanowił: oświadczył mu iż gotów raczéj śmierć ponieść, aniżeli Boga się zaprzeć. Mamertyn odniósł się z tém do cesarza Trajana, a ten skazał świętego Klemensa na wygnanie. Wielkorządca zawiadamiając go o tém wyroku, jeszcze probował jego stałości; lecz mąż Boży nietylko takąż samę jak wprzódy dał mu odpowiedź, lecz nawet usiłował i Mamertyna wyrwać z pogaństwa a do wiary przywieść. Nie nastąpiło to wprawdzie, jednak od téj pory okazywał on niejakie względy dla chrześcijan, a dla samego Papieża z wielką czcią pozostał. Żegnając się z nim rzekł do niego rozpłakawszy się nawet: „Spełniam z żałością rozkaz cesarski, a spodziewam się że Bóg któremu cześć oddajesz, nie opuści cię w twoim wygnaniu; będzie ci pociechą i wsparciem bo to co ponosisz, ponosisz to na Jego chwałę.” Pomimo tego wykonał wyrok, skazujący świętego Klemensa na wygnanie do kopalni na półwyspie Chersońskim.

Zaprowadzony tam święty Papież, niezwłocznie ze zbrodniarzami różnego rodzaju do robót w kopalniach przeznaczony, użyty do takowych został, jakby był z ich liczby. Nie doznał żadnych względów, gdyż poganie którzy kopalniami zarządzali, nie prędko się dowiedzieli kim jest i za co tam został przysłany. Owszem obchodzili się z nim z tém większą surowością i pogardą, że widząc w nim starca okrytego siwizną, przypuszczali oraz i zbrodniarza tém większego, kiedy pomimo wieku podeszłego tak ciężkiéj karze popadł. Święty zaś znosił to powolne męczeństwo z niezachwianém męstwem, a znalazłszy przy kopalniach dwa tysiące chrześcijan, z których jedni byli także za wytrwałość w wierze zasłani, a inni przez przybyłych ponawracani z pogan miejscowych, zajął się nimi jak najtroskliwiéj, a jak przykładem własnym tak i słowy utwierdzał ich w wierze i do wszelkich cnót chrześcijańskich prowadził.

Przy robotach do których byli używani, zupełny brak wody do napoju, stanowił dla nich jednę z mąk najcięższych. Nigdzie w całéj okolicy w któréj wśród skwaru słonecznego dzień cały pracowali, nie było źródła, i wśród skał obfitujących w żyły złota i srebra, ani kropli wody dopatrzeć nie można było. Że więc zdaleka trzeba ją było sprowadzać, najczęściéj dla więźniów zupełnie jéj brakło. Razu pewnego, gdy więcéj jeszcze niż zwykle umęczeni i upałami i ciężką pracą, ci nieszczęśliwi katorżnicy usychali od pragnienia, święty Klemens razem z nimi pracujący, zdjęty nad nimi litością, upadł na kolana i zaczął gorąco modlić się do Boga, aby poratować raczył te biedne a wierne sługi Swoje. Wysłuchał go Pan Jezus, i w tejże chwili Sam okazał się mu na skale, w postaci baranka zpod którego nogi prawéj wytryskało źródło wody żywéj i ciągle już tam płynęło, wystarczając dla wszystkich pracujących. Cud ten, rozgłoszony pomiędzy poganami, z których wielu było naocznymi tego świadkami, znaczną ich liczbę nawrócił, i odtąd coraz więcéj dusz pozyskiwał święty Klemens Panu Jezusowi.

Lecz nareszcie doniesiono o tém Cesarzowi, który wysłał umyślnego urzędnika do Chersonu, nazwiskiem Aufidyusz, z rozkazem aby wszystkich nawróconych przez świętego Klemensa pogan zmusił do powrotu do pogaństwa, albo ich śmiercią pokarał. Przybył ten okrutnik, a nieszczędząc mąk i katowni wszelkiego rodzaju, dręczył tych nowych wyznawców Chrystusowych, lecz żaden z nich wiary nie odstąpił i wielu męczeńską śmierć poniosło. Co większa: spostrzegł on że niektórzy sami na męki i śmierć się wystawiali, i dowiedział się że to święty Klemens jak ich ponawracał, tak znowu teraz do takiego męstwa i wytrwałości usposabiał. Na niego więc samego uderzył; a chcąc tym sposobem prędzéj poradzić sobie i z innemi, kazał Świętego stawić przed sobą, i z początku prośbą, a następnie groźbą, skłaniał aby bożkom cześć oddał. Przekonawszy się że niczém go nie ustraszy ani ujmie, na mocy prawa jakie mu dał cesarz nad nowonawróconemi, skazał i Klemensa na śmierć, w nim widząc głównego sprawcę oporu jaki napotyka w tych, których głównie polecił mu Trajan zmusić do pogaństwa. Że zaś obawiał się aby przy zwłokach jego, już bardzo liczni tam chrześcijanie przez niego nawróceni, nie wszczęli jakich rozruchów, kazał go wrzucić w morze, zawiązawszy mu u szyi ciężką kotwicę żelazną, aby go zaraz woda pochłonęła i przed oczami ludzkiemi na zawsze ukryła. Wyrok ten spełniono; lecz cóż mogą wyroki ludzkie przeciw woli Boga, który jednym z największych cudów, chciał uświetnić męczeństwo tego świętego Papieża.

Po zatopieniu go, gdy wierni tłumnie zgromadzili się nad morzem i rzewnie opłakiwali stratę swojego drogiego Pasterza, dwóch jego najprzywiązańszych uczniów: Korneliusz i Probus, rzekli do zgromadzonych: „Bracia, uklęknijmy i prośmy Boga, aby raczył nam odkryć Relikwie tego wielkiego Swojego Męczennika.” I oto, kiedy wszyscy padli na kolana na modlitwę, morze cofnęło się od ziemi o całe trzy mile morskie, i gdy chrześcijanie zdziwieni tym cudem, puścili się po piaskach tym sposobem odkrytych, doszli do miejsca, na którém znaleźli cudowny grób, gdzie spoczywało ciało świętego Klemensa. Byłato świątynia ręką anielską z marmuru wykuta, a w niéj znajdowała się trumna także marmurowa, w któréj leżały zwłoki Świętego, a obok nich kotwica do któréj był uwiązany gdy go w morze wrzucono.

Chrześcijanie uszczęśliwieni takowém odkryciem, chcieli unieść z sobą ciało świętego Klemensa, lecz ostrzegł ich Anioł który się im okazał, aby tego nie czynili, i zapowiedział że odtąd cud ten co rok ma się powtarzać, gdyż morze na dni siedem odstępywać będzie jak tą razą, aby do grobu świętego Klemensa dawać ludziom przystęp. Owóż wszystko to ziściło się według tego zapowiedzenia, w skutek czego w lat kilka na całym tym półwyspie nie było już ani jednego poganina, ani żyda, ani kacerza, gdyż wszyscy wiarę świętą przyjęli, i w niéj mężnie trwali. Święty Klemens poniósł śmierć męczeńską około roku Pańskiego 102.

Pożytek duchowny

Podziwiaj moc Bożą w takich nadzwyczajnych cudach jakie czytasz o grobie świętego Klemensa; lecz oraz uważaj jakiemi trudami, cierpieniami, i nakoniec śmiercią męczeńską, pierwsi Papieże, utwierdzali Kościół którego rządy najwyższe zwierzał im Pan Bóg. Niech cię to więc pobudza i do tém większéj czci dla Stolicy Apostolskiéj krwią tylu świętych Męczenników Papieżów oblanéj, ido jak najściślejszéj z nią jedności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną błogosławionego Klemensa Męczennika Twojego i Papieża uroczystością rozweselasz; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę jego przejścia do Nieba, cnotę mężnéj jego wytrwałości w wierze naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1009–1011.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 927–928

Święty Klemens takich udziela Koryntianom nauk w liście do nich pisanym: „Miłosierny pod każdym względem i dobrotliwy Bóg szczery bierze udział w losie tych, którzy Go się boją, prędko i chętnie rozdziela swe łaski między tych, którzy z dziecięcą ufnością zbliżają się do Niego. Nie dzielmy przeto serca swego, nie wbijajmy się w pychę z powodu szczodrobliwych i obfitych Jego darów. Niechaj nie będzie do nas zastosowane słowo Pisma świętego: «Nieszczęśni są wahający się i wątpiący, którzy mówią: Słyszeliśmy to już od ojców, i otóż zestarzeliśmy się, a nic z tego się nie spełniło». O nierozsądni! porównajcie się do drzewa, bierzcie za przykład winorośl: najprzód traci liść, potem tworzy się pąkowie, z którego wyradzają się liście, kwiaty, nareszcie kwaśne, a w końcu dojrzałe grona. Widzicie, że owoc drzewa wkrótce dojrzewa. W ten sposób spełni się wkrótce i prędko Jego wola, jak poświadcza Pismo święte następującymi słowy: «Wkrótce przyjdzie On, a zwlekać nie będzie; przyjdzie nagle do swej świątyni, która nań czeka, Pan święty».”

„Rozważmy, mili bracia, jak nam Pan ustawicznie wskazuje przyszłe zmartwychwstanie, którego pierwowzorem uczynił Jezusa Chrystusa, Pana naszego, wskrzeszając Go z martwych. Weźmy nasamprzód zmartwychwstanie, najmilsi, wszakże ono się ciągle ponawia w oczach naszych. Zmiana dnia i nocy jest obrazem zmartwychwstania. «Noc idzie na spoczynek, dzień powstaje, dzień znika, noc nastaje». Patrzmy na płody ziemi. W jaki sposób odbywają się siewy? Siewca wychodzi, rzuca ziarno w ziemię; to ziarno, suche i wybladłe, padłszy w ziemię, przechodzi w zgniliznę. Wszechmocna Opatrzność Boska wzbudza je ze zgnilizny do życia; z jednego ziarna powstaje kłos, liczący wiele ziarn… Psalmista Pański śpiewa: «Wskrzesisz mnie z martwych, a chwalić Cię będę», a Job święty mówi: «I zbudzisz z martwych to ciało moje, które zniosło to wszystko». Z tą nadzieją winna dusza trzymać się Tego, który wiernie dotrzymuje swych obietnic i jest sprawiedliwy w swych wyrokach. On, który potępił kłamstwo, nie dopuści się sam tej wady, gdyż dla Boga jest wszystko możebnym, oprócz kłamstwa. Niech się przeto roznieci wiara nasza w Niego, zważmy, że nic dla Niego nie jest niepodobne. On wszystko uczynił jednym słowem swej wszechmocy. Któż poważy się zapytać Go: Czemu stworzyłeś? Któż zdoła się oprzeć wszechmocy siły Jego? Jak i kiedy chce, tworzy wszystko, a z tego, co utworzył, nic nie ginie, wszystko odkryte przed oczyma Jego, nic Mu nie jest tajne. Zbliżmy się przeto do Niego ze świątobliwością duszy, wznośmy ku Niemu dłonie czyste i niepokalane, miłujmy miłosiernego i dobrotliwego Ojca, który nas uczynił cząstką wybranych swoich”.

Footnotes:

1

Fil. IV. 3.

Tags: św Klemens I św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik św Paweł św Piotr św Linus św Klet
2020-11-22

Św. Cecylii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 232.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Cecylia Rzymianka, ze znakomitego rodu Cycyliuszów którzy byli Konsulami, Dyktatorami i Najwyższemi Kapłanami rzeczypospolitéj, przyszła na świat za czasów Urbana I-go Papieża, na początku trzeciego wieku. Młodą będąc przyjęła wiarę chrześcijańską, a rozmiłowawszy się w cnocie świętéj czystości, postanowiła nigdy za mąż nie wychodzić i ślub dziewictwa uczyniła. Chcąc rozżywiać w sercu swojém prawdy Ewangelii świętéj, własną ręką spisała ją całą i tajemnie na piersiach ukrytą ciągle nosiła, nad wszystkie ziemskie przekładając ją skarby, a we dnie i w nocy żywot i naukę Jezusa, niebieskiego Oblubieńca swego, pobożnie rozpamiętywała. Nie wiedziała o tém że rodzice przyrzekli ją w małżeństwo Waleryanowi, podobnież jak ona wysokiego rodu i bardzo bogatemu młodzieńcowi.

Gdy nadszedł czas przeznaczony na zawarucie tego związku, a rodzice jej wolę swoję objawili, strapiona dziewica rzuciła się do Boga, w postach i modlitwie ratunku błagając. Dwa dni i dwie nocy niejedząc tak przetrwała, a gdy już na nią kosztowne szaty, jako na pannę młodą na gody weselne idącą, kładziono, Cecylia ostrą i grubą włosiennicę pod takowe włożyła, a usłyszawszy już pieśni weselne, usiadła do organów, przy których zwykle chwałę Bożą opiewywała, i śpiewała ten psalm Dawida. „Niech będzie serce moje niepokalane, abym się nie zawstydziła” 1. Przytém gorąco polecała się Matce przenajświętszéj i swojemu Aniołowi Stróżowi, błagając go i zaklinając, aby jéj dopomógł dochować wiary Boskiemu Oblubieńcowi.

Odprawiły się jednak gody weselne: lecz skoro po nich Cecylia z Waleryanem znalazła się samą, rzekła do niego: „Waleryanie, mam ci zwierzyć tajemnicę wielkiéj wagi, lecz wprzódy przyrzecz mi, że jéj nikomu nie wyjawisz.” Przyrzekł jéj to Waleryan, a wtedy ona do niego: „masz przeto wiedzieć, że mam przy sobie Anioła, który jest stróżem dziewictwa mojego; gdybyś się na nie targnął, ściągnąłbyś na siebie gniew Boży.” Słowa te którym Pan Bóg szczególną moc nadawał, obudziły w Waleryanie wielkie poszanowanie dla Cecylii, i zaczął ją prosić aby mu tego Anioła ukazała, gdyż inaczéj wierzyć w jego obecność nie będzie. „Ty prawego Boga nie uznajesz, odpowiedziała Cecylia, i dopóki przez chrzest święty nie oczyścisz się, Anioła nie obaczysz.” Wtedy spytał Waleryan jak tego może dostąpić, a Święta kazała mu udać się do Papieża Urbana mówiąc: „idź za miasto na drogę Apijską; spotkasz tam ubogich żebraków: powiedz im iż Cecylia cię do nich przysłała, aby cię oni do starca Urbana, ukrywającego się w téj stronie, doprowadzili, co oni uczynią.” Usłuchał Waleryan: poszedł na miejsce wskazane, znalazł tam ubogich których Cecylia żywiła, i ci go do Papieża Urbana, w podziemném mieszkaniu niedaleko ztamtąd ukrywającego się, zaprowadzili.

Papież usłyszawszy od Walerego o powodach jego przybycia, zaczął się modlić w te słowa: „Panie Jezu Chryste dobry Pasterzu, dawco świętych postanowień, przyjm owoc niebieskiego nasienia, któryś złożył w sercu Cecylii. Cecylia służebnica Twoja, jak przemyślna pszczółka, albo owieczka wymowna, pracuje około pomnożenia chwały Twojéj, i oto małżonka którego otrzymała jakby lwa dzikiego, przysyła ci zamienionego w cichego baranka.” A gdy się tak Papież modlił, stanął przed Waleryanem w białém jak śnieg odzieniu starzec, trzymający w ręku księgę złotem pisaną, i rzekł do niego: „czytaj te księgi, abyś został oczyszczony do widzenia anielskiego, które ci Cecylia przyrzekła.” A on rzuciwszy wzrok na księgę natrafił na te słowa: „Jeden Pan, jeden Bóg i Ojciec wszystkich, i który jest nad wszystko i po wszystkiém i we wszystkich nas” 2, i zawołał że w to wierzy; poczém Urban wyuczył go artykułów wiary i ochrzcił.

Wróciwszy do domu, znalazł Cecylią modlącą się, a obok niéj ujrzał Anioła dziwnéj piękności, który trzymając dwa wieńce z róż i lilii, jeden włożył na Cecylii głowę drugi na Waleryana, mówiąc: „te wieńce przez zachowanie czystości posiadajcie nietknięte: bom je wam z raju od Boga przyniósł.” Przytém na prośbę Waleryana, zapowiedział mu że i brat jego, którego bardzo kochał, Tyburcy, zostanie chrześcijaninem. Jakoż, po chwili nadszedł on do nich, a zdziwiony przecudną wonią róż i lilii którą, czuł w mieszkaniu, pytał zkąd ona pochodzi. Opowiedział mu Waleryan wszystko co zaszło, i przydał: „Do tego czasu pogrążeni byliśmy w ciemnościach, cześć oddając bożkom pogańskim, ale odkąd ochrzczony zostałem, prawdę poznałem i w łasce Bożéj jestem.” — „Któż cię do tego przywiódł?” spytał Tyburcy. „Anioł Boży, odpowiedział Waleryan, któremu straż nad Cecylią poruczona, którego i ty ujrzysz, jeśli w Boga prawdziwego uwierzysz.” Tyburcy oświadczył iżby to uczynił, gdyby mu kto fałszywość religii pogańskiéj wyświecił, a prawdziwości innéj dowiódł. Wtedy Cecylia pełna ducha Bożego, z taką świętą wymową poczęła mu wykładać prawdy chrześcijańskie a wyświecać błędy pogaństwa, że Tyburcy zawołał: „Wierzę że nie masz Boga prawdziwego prócz Boga chrześcijańskiego, i odtąd Jemu samemu służyć chcę.” Co usłyszawszy Święta, długo jeszcze mówiła co tak żywą i w nim i w jéj małżonku Waleryanie, rozbudziło wiarę i miłość Chrystusa, że zapragnęli oba męczeńską śmiercią umrzeć za Niego, co téż i późniéj nastąpiło. Tyburcy odesłany także przez Cecylią do Papieża, ochrzczony został, i wkrótce potém wraz z bratem, z rozkazu Wielkorządcy rzymskiego Almachusa zamordowany za wiarę, palmę męczeńską otrzymał.

Tenże tyran dowiedziawszy się że to Cecylia ich namówiła, i że po ich śmierci wszystkie dobra ich i swoje rozdała na biednych, kazał ją uwięzić i przed sobą stawić. Gdy po nią przyszli żołnierze, Święta tak się do nich odezwała: „Bracia moi najdrożsi, chociaż wiem że jesteście żołnierzami zależnemi od Wielkorządcy, sądzę jednak, iż jego okrucieństwa i bezbożności nie pochwalacie. Czyńcie jednak co wam rozkazano: ja bowiem poczytuję sobie za największą chlubę i szczęście cierpieć dla Chrystusa mojego i pragnę za Niego jak największe ponieść męki. Do krótkiego doczesnego życia przywiązania żadnego nie mam.” Gdy zaś spostrzegła iż żołnierze się wahają zdjęci litością nad niewiastą którą Wielkorządca miał zamiar albo mękami zmusić do odstępstwa wiary albo zamordować, przydała: „Nie wahajcie się spełniać danego wam rozkazu; chociaż mnie młodą widzicie, zamienicie młodość moję doczesną i przemijającą, na życie które wiecznie trwać będzie.” Co słysząc owi poganie zaczęli ją błagać ze łzami, aby jak się wyrażali, miała litość nad sobą samą. Przedstawiali jéj nadzwyczaj nadobną jéj urodę, wielkie dostatki które posiadała (gdyż nie wiedzieli iż je wszystkie rozdała na ubogich) a szczególnie prosili, aby na młodość swoję wzgląd miała. „Tak do mnie przemawiacie, bracia moi, odpowiedziała im Cecylia, bo zaślepieni błędami pogańskiemi, nie pojmujecie jakiém jest szczęście umierać za Jezusa Chrystusa; trudno wam jak widzę uwierzyć że niczego tak nie pragnę z całego serca, jak męczeńskiej śmierci. Żal wam mojéj młodości, mojéj urody i moich dostatków: ja zaś wam mówię że ponosząc śmierć dla Chrystusa, nie tracę ich wcale, lecz je zamieniam na dobra wiekuiste. Za kawał błota, nabywam złoto, opuszczam dom ręką ludzką zbudowany, aby zamieszkać na zawsze przepyszny pałac Króla Niebieskiego. Wzgardzam kosztownemi szatami i drogiemi, według świata tego mniemania, perłami, aby za to otrzymać w Niebie koronę splecioną z najdroższych dyamentów, a którą przez całą wieczność na skroniach moich nosić będę. Czyżbyście i wy sami takiéj zamiany uczynić nie byli gotowi, i czybyście każdego komu dobrze życzycie do takowéj nie nakłaniali? Dla czegoż więc mnie od niéj odwieść chcecie?”

A gdy tak przemawiała, i coraz więcéj około niéj gromadziło się pogan, wtedy święta Cecylia wstąpiwszy na kamień który był blizko niéj, zawołała do wszystkich: „Wierzycie temu co mówię?” I oto w téjże chwili łaska Boska na wszystkich wstąpiła, i wszyscy jakby jednym głosem odrzekli: „Wierzymy w Jezusa Chrystusa, że jest Synem Bożym i Bogiem prawdziwym, który ma tak wielką służebnicę jaką ty jesteś.” — „Idźcie przeto, rzekła Cecylia, do Wielkorządcy i powiedzcie że się przed nim stawić nie omieszkam: tylko że go proszę o jednę łaskę, aby niekwapiąc się ze śmiercią moją, dozwolił mi krótką chwilkę tu jeszcze w moim domu pozostać, a ja tymczasem zawezwę Ojca świętego Papieża, który was wodą Chrztu świętego omyje i uczyni uczestnikami téj wiecznéj szczęśliwości, o któréj wam mówiłam.” Udano się więc do Wielkorządcy, a święta Cecylia posłała do świętego Urbana który przybył niezwłocznie, i w domu świętéj Cecylii ochrzcił przeszło czterechset pogan płci obojéj, w liczbie których był i Gordyan, jeden z pierwszych panów rzymskich, który powagą swoją zachował dom Cecylii, zamienił go poźniéj tajemnie na kościół pod jéj wezwaniem, i w nim przez długi czas ukrywał się święty Urban Papież, odprawiając tam codziennie kościelne obrzędy.

Tymczasem Almachus Wielkorządca, spodziewając się że Cecylia prosząc o zwłokę, łatwo się da przywieść do oddania czci bożkom, zawezwawszy ją przed siebie, najprzód w sposób łagodny do niéj przemawiał. A chociaż dobrze wiedział kim była jako córka najznakomitszego rodu rzymskiego, zaczął od urzędowych zapytań i rzekł do niéj: „Jak się nazywasz i z jakiego stanu jesteś?” — „Nazywam się Cecylia, odpowiedziała Święta, i pochodzę z dostojnego i zamożnego rodu.” — „Nie o to mi chodzi, rzekł znowu Wielkorządca, lecz chcę wiedzieć jaką wyznajesz religią?” — „Więc źle się wyrażasz, odpowiedziała Cecylia, gdyż twoje pierwsze zapytanie nie odnosiło się wcale do tego.” — „Zaprawdę, zawołał sędzia, przemawiasz za śmiało.” Święta odrzekła: „Bo kto ma czyste sumienie i wyznaje prawdziwą wiarę, niczego się nie obawia.” — „Widzę z tego, powiada Almachus, że nie wiesz o tem iż mam nad każdym prawo życia i śmierci.” — „Wierz mi, odrzekła święta Dziewica, że co w tém to się mylisz i znowu się źle wyrażasz, mówiąc że masz nad każdym prawo życia i śmierci; bo ten przywiléj który sobie przypisujesz, ogranicza się na tém że śmierć zadać i niewinnym możesz, lecz przywrócić życia nie jesteś mocen. Nie przywłaszczaj więc sobie takiego prawa.” Wtedy Wielkorządca zmieszany i rozgniewany tak trafnemi odpowiedziami Cecylii, wręcz jéj powiedział że ma dwie rzeczy do wyboru: albo oddać cześć bożkom cesarskim (i to mówiąc wskazał jéj obok niéj stojącego bałwana), albo śmierci uledz. „Że bałwan ten nie jest tym Bogiem któremu się jedynie cześć należy, rzekła dziewica, sam się możesz przekonać: byleś go bowiem ręką dotknął, zobaczysz że jestto bryła kamienia. Co do mnie zaś, niczém nie zmusisz mnie do odstąpienia Jezusa Chrystusa.”

Widząc Almachus taką stałość Cecylii, kazał ją zaprowadzić do domu, i tam męczyć zawieszając nad gorącą łaźnią, któréjby para coraz silniéj podżegana przez podkładanie ognia, albo ją udusiła, albo do odstępstwa wiary przywiodła. Trzymano ją w takiéj katuszy przez całe dwadzieścia cztery godziny, ciągle ogień i parę podżegając, a ona cudem Bożym najmniejszéj ztąd szkody niedoznawszy, czuła jakby miłą ochłodę, i ciągle śpiewała: „Błogosławię Ci Ojcze Jezu Chryste Panie mój, że ognie otaczające ciało moje Syn Twój przygasza.”

O tym cudzie skoro dowiedział się Wielkorządca, wydał rozkaz aby ją w téjże łaźni ścięto. Gdy kat nadszedł, Cecylia z radością głowę mu poddała, lecz on trzykroć w szyję ugodziwszy, głowy odciąć jéj nie mógł, i tak ciężko ją poraniwszy odszedł. Lud wierny tłumnie zebrał się do jéj domu, krew sączącą się płachtami i gąbkami na relikwią zbierał, a Ceeylia powiedziała iż pragnie aby w ręce świętego Urbana duszę oddać mogła. Trzy dni go szukano, a ona te trzy dni przeżyła, utwierdzając przedziwnemi mowami w wierze świętéj coraz liczniéj zgromadzających się do niéj chrześcijan, aż nakoniec przybył do niéj Papież. Wtedy Cecylia rzekła do niego: „O trzy dni zwłoki błagałam Pana Boga abym w twoje ręce ducha mego oddała, i prosiła cię żebyś ten dom mój na kościół poświęcił.” Co wyrzekłszy zaczęła się modlić wraz ze świętym Urbanem, i poszła do Oblubieńca swojego niebieskiego 23 Listopada roku Pańskiego 232.

Pożytek duchowny

Święta Cecylia, z powodu iż zwykle przy śpiewaniu Psalmów towarzyszyła sobie instrumentem muzycznym, poczytaną jest za główną Patronkę muzycznéj sztuki. Proś ją aby oddającym się téjże sztuce wyjednywała potrzebne łaski do tego, aby oni naśladując w tonach ziemskich niebieską harmonią, nie używali jéj do roznamiętniania ziemskich uczuć w słuchających, lecz głównie do opiewania chwały Bożéj i do pobudzania przez to i drugich do nabożeństwa,

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nas błogosławionej Cecylii Dziewicyi Męczenniczki Twojéj uroczystością rozweselasz, daj prosimy, abyśmy oddając jéj cześć należną, za jéj przykładem żyli świątobliwie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1005–1008.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 925–926

„Kto pomiędzy wami smutny, niechaj się modli; kto dobrej myśli, niechaj śpiewa”, mówi święty Jakub. Do tej rady apostoła stosowała się ściśle święta Cecylia. Modliła się często i rozważała prawdy Ewangelii świętej. W niej znalazła tyle pokrzepienia i siły, że prostaczków mogła nauczać, oprzeć się sędziemu pogańskiemu i położyć życie za wiarę. Z modlitwą i rozmyślaniem łączyła święte pienia i hymny, które intonowała na chwałę Boską przy głosie instrumentu muzycznego. Zamiłowanie muzyki wyniosło ją do godności patronki zwolenników tej sztuki. Ponieważ pierwsi chrześcijanie lubili śpiew, zachęcali ich nauczyciele do opiewania wszechmocy Boskiej. Śpiewali przeto wyznawcy Chrystusowi przy pracy, w kościołach, w celi więziennej, a nawet na rusztowaniu i na stosie. Pienia ich były świątobliwe; były to pieśni dziękczynne, sławiące dobroć i wszechmoc Boską. Nigdy nie skalała ich ust piosneczka lubieżna, hulaszcza, tchnąca bezbożnością. W sercu ich gorzała miłość Boga i nieskalana czystość; brzydzili się przeto wszetecznymi i lubieżnymi śpiewkami, którymi kalali usta poganie. Jak daleko odbiegli od nich teraźniejsi chrześcijanie! Nie raz słychać u nich piosenki, które okrywają słuchaczy rumieńcem wstydu, z których radują się nie aniołowie, lecz szatani. Serce ich pełne brudu, nie dziw przeto, że brudne i bezecne są ich piosenki. Nadto nie zna ich serce miłości niebiańskiej, lecz ziemską i nieczystą; jakże tedy można od nich żądać śpiewu na chwałę Boską? Śpiew jest pociechą serca ludzkiego. Kościół katolicki śpiewa po dziś dzień psalmy Dawidowe, jako też od czasów apostolskich brał pod skrzydła swej opieki śpiew mający na celu chwałę Boga, a potępiał pienia, które nie krzepią serca ludzkiego pociechą, lecz wabią je do grzechu. Kto przeto chce być szczerym synem Kościoła, niech nigdy nie kala ust śpiewem, który szerzy zgorszenie i odwodzi od Boga. Zarówno rolnik jak i rzemieślnik osładzają sobie pracę śpiewem, wszakże pobożni i uczciwi ludzie zatykają sobie uszy, gdy treść tych piosneczek tchnie lubieżnością i wabi do grzechu. Ptastwo wita Stwórcę swego wesołym świegotem, a chrześcijanin używa głosu swego na Jego obrazę. Cóż może być smutniejszego! Śpiewajmy zatem, ale posłuszni radzie św. Franciszka Salezego śpiewajmy tylko pieśni niewinne albo nabożne, tj. takie, w których by się śpiew łączył z korną modlitwą. Święta Cecylia czystym sercem i niepokalanymi ustami śpiewała chwałę Boga, póki bawiła na tej ziemi, a teraz sławi śpiewem wszechmoc Jego z całym zastępem aniołów i Świętych Pańskich. Idźmy więc za jej przykładem i zanućmy hymn pochwalny na cześć i chwałę Pana nad pany.

Footnotes:

1

Psal. CXVIII. 80.

2

Efez. IV. 5. 6.

Tags: św Cecylia św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość anioł nawrócenie muzyka zgorszenie
2020-11-21

Ofiarowanie Przenajświętszéj Maryi Panny

Zaszło około roku 12-go przed Chrystusem Panem.

(Szczegóły te wyjęte są z dzieł świętych: Grzegorza Nyseńskiego, Jana Damascena, Hieronima i Bonawentury.)

Święto ofiarowania przenajświętszéj Panny, jest uroczystą pamiątką téj błogosławionéj chwili, w któréj Marya wybrana przed wiekami od Boga za Matkę Jego Syna jednorodzonego, opuściwszy dom rodzicielski zaofiarowała się Panu Bogu na wyłączną Jego służbę, osiadając przy świątyni Jerozolimskiéj.

Było w zwyczaju Izraelitów, poświęcać na wyłączną służbę Bożą siebie samych lub dzieci swoje. Z tego powodu znajdowały wokoło świątyni Jerozolimskiéj mieszkania, z których jedne przeznaczone były dla młodych chłopczyków, drugie dla dziewczątek zaofiarowanych Bogu. Zajęciem ich była obsługa przy świętych obrzędach, ćwiczenie się w naukach głównie religii tyczących się, i roboty około ozdób świątyni. Tak pomiędzy innemi czytamy w Piśmie Bożém, że Alkana zaofiarowała Panu Bogu syna którego miała porodzić, a którym był wielki Prorok Samuel. W drugiéj księdze Machabeuszów jest znowu wzmianka o dzieciach mieszkających i wychowujących się przy świątyni; a święty Łukasz w Ewangelii swojéj wspominając o prorokini córce Fanuela, powiada, że ani na chwilę nie wydalała się ze świątyni.

Święty Joachim i święta Anna, rodzice przenajświętszéj Panny, w podeszłym wieku nie mając potomstwa, uczynili ślub Panu Bogu, że jeśli ich obdarzy dziecięciem, zaofiarują je do świątyni na służbę Jego. Zaledwie więc Marya wychodziła z niemowlęctwa, spełnili to z obowiązanie się i zaprowadzili ją do świątyni, kiedy miała dopiéro lat trzy, lecz, już rozum najzupełniéj rozwinięty, gdyż tém obdarzoną była od najpierwszéj chwili życia.

Pisarze najdawniejszych wieków Kościoła powiadają, że to zaofiarowanie się Maryi na wyłączną służbę Bożą w świątyni Jerozolimskiéj, z nadzwyczajną odbyło się uroczystością, gdyż do tego pobudzeni zostali wszyscy najznakomitsi i najpobożniejsi mieszkańcy tego miasta, z tajemniczego natchnienia Bożego. Utrzymują także że kapłanem który miał szczęście przyjmować Ją wtedy w świątyni, był błogosławiony Zacharyasz. Słusznie zaś powiada święty Ambroży, że w chwili téj spełniała się ofiara Panu Bogu najmilsza jaką kiedy od początku świata odebrał, i że dzień poświęcenia świątyni Jerozolimskiéj w którym jak mówi Pismo, świątynia ta była napełniona chwałą Bożą, nie przyniósł Panu Bogu tyle chwały, ile dzień w którym Marya wstąpiła do tegoż przybytku świętego. Niebyło istoty żadnéj ani na ziemi ani w Niebie samém doskonalszéj i świętszéj jak Marya, która od pierwszéj chwili swojego Niepokalanego Poczęcia była świętszą od wszystkich Świętych, razem wziętych gdy oni już do najwyższéj doszli byli doskonałości, a nawet od wszystkich Cherubinów i Serafinów, więc czyż mogła jaka inna ofiara, milszą być Bogu, nad to zaofiarowanie się Maryi?

Nie masz wątpliwości piszą Ojcowie święci, że Marya od pierwszéj chwili życia, poświęciła Panu Bogu Swoje dziewictwo; lecz utrzymują oraz, że uroczystym ślubem zobowiązała się do tego dopiéro w chwili właśnie tego swojego ofiarowania się w świątyni, którego dziś pamiątkę obchodzimy.

Nadzwyczajna świątobliwość objawiająca się w téj przebłogosławionéj Dziecinie i najwyższe nadprzyrodzone dary któremi jaśniała sprawiły, że wszyscy patrzali na nią jak na największy cud łaski Bożej, i tak wzniosłe o Jéj wyjątkowéj świętości mieli wyobrażenie, że, jak pisze święty Grzegorz, święty Herman Biskup Carogrodu i wielu innych ojców Kościoła, dozwolono Maryi przebywać w świątyni w miejscu zwanym Święte nad świętymi (Sancta sanctorum). Byłato zaś ta część przybytku Pańskiego, w któréj niegdyś przechowywano Arkę Przymierza, z któréj Pan Bóg wydawał uroczyście Swoje wyroki, i do którego nikomu nie wolno było wchodzić prócz najwyższego kapłana, i to tylko raz na rok na krótką chwilę dla złożenia tam wonnych kadzideł, a wtedy przybierać się musiał z całą okazałością najwyższéj swojéj godności. W témto więc miejscu, bez wątpienia najświętsezém jakie podówczas było pod słońcem, spędzała młodziutka Marya większą część dnia każdego, a niekiedy i całe noce.

Święty Hieronim opisując szczegóły pobytu przenajświętszéj Panny w świątyni, powiada że w następujący sposób urządzone były Jéj codzienne zajęcia: „Od prymy do tercyi; to jest od świtu do godziny dziewiątéj rano, trwała, na modlitwie. Od tercyi do nony: to jest od drugiéj połowy poranku, do trzeciéj po południu, zatrudniała się robotami ręcznemi odpowiednemi Jej wiekowi i powołaniu. W téj porze brała skromny posiłek, który według tegoż świętego ojca sami Aniołowie Jéj przyrządzali i podawali, usługując jak swojéj pani i królowej. Potém uczono Ją Pisma świętego i wszystkiego co się odnosiło do głębszéj znajomości Prawa Bożego, ksiąg starego zakonu i wszystkich jego obrzędów. Wieczorem udawała się na modlitwę, i tę długo w noc przeciągała.” 1

Święty Bonawentura zaś, takie jeszcze podaje o tém wiadomości. „O szczegółach pobytu przenajświętszéj Panny w świątyni, gdzie Ją rodzice w trzecim roku Jéj życia oddali dowiadujemy się, pisze ten doktor Seraficki, z objawień jakie miała święta Elżbieta, a w których Sama Matka Boża tak do niéj mówiła: Gdy rodzice odprowadzili mnie do świątyni, postanowiłam w sercu mojém Boga poczytywać za Ojca mojego, i często pobożnie rozpamiętywałam czémbym mogła ściągnąć na siebie najobfitsze jego łaski. Starałam się aby mnie wyuczono praw Jego, i ze wszystkich przykazań Boskich te trzy szczególnie wzięłam do serca: «Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twojego, i ze wszystkiéj duszy i ze wszystkiéj myśli twojéj», i oto drugie: «Będziesz miłował bliźniego twojego jako siebie samego», 2 i nakoniec to trzecie: «Będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela twego» 3. Nie może bowiem dusza posiadać żadnéj cnoty, jeśli Boga nie miłuje z całéj siły swojéj a bliźniego jak siebie samego; i znowu, żadna cnota w duszy nie utrwali się, jeśli obok téj miłości, nie będzie ona miała w nienawiści nieprzyjaciół swoich, któremi są tylko grzechy nasze i najmniejsze wady. Kto więc pragnie nabyć i przechowywać w sobie łaskę Bożą, powinien serce swoje ugruntować w takiéj miłości i w takiéj nienawiści.”

„Często wstawałam wśród nocy, mówiła daléj Marya w témże objawieniu,i udawałam się przed sam ołtarz w świątyni, a tam z największą gorącością ducha, z najsilniejszém przyłożeniem woli, i z całą pobożnością na jaką tylko zdobyć się mogłam, prosiłam Pana Boga, abym te przykazania Jego i wszelkie inne prawa religii świętéj wiernie dopełniała. Prócz tego, trwając tym sposobem na modlitwie, prosiłam Pana Boga o pokorę, cierpliwość, dobrotliwość łagodność i wszystkie cnoty, któremi mogłabym stać się Mu miłą. Prosiłam także aby mi objawił czasy w których narodzi się Ta błogosławiona Dziewica, która miała być Matką Syna Bożego, i aby dochował mi wzrok do téj pory, abym na Nią patrzeć mogła; język abym nim chwałę Jéj głosiła; ręce abym niemi Jéj służyła, nogi abym za Nią chodzić mogła, kolana abym padając na nie, cześć oddawała Bogu w Jéj łonie zamkniętemu. Prosiłam także o łaskę doskonałego posłuszeństwa, rozkazom i poleceniom Najwyższego kapłana świątyni; nakoniec błagałam Boga, aby w wiernéj służbie swojéj, utrwalać raczył synagogę i swój wybrany naród.”

Usłyszawszy to wszystko, pisze święty Bonawentura, święta Elżbieta która miała to objawienie, rzekła: „O! Panno najłaskawsza! czyż już i bez tego, nie byłaś Ty pełną łaski i cnót wszelkich?” A na to Matka Boża jéj odpowiedziała: „Powiem ci, iż prócz łaski uświęcającéj mnie w chwili niepokalanego Poczęcia mojego w łonie matki mojéj, żadnego daru i żadnéj łaski od Boga nie otrzymałam inaczéj, jak prosząc o nie. Bo wiedz o tém jako o rzeczy niezawodnéj, że żadna łaska nie zstępuje na duszę inaczéj jak przez modlitwę i umartwienie ciała.” 4

To pisze święty Bonawentura, a święty Hieronim prócz szczegółów wyżéj przez niego podanych, takie jeszcze przydaje o pobycie Maryi, w świątyni: „Zawsze widziano Ją najpierwszą na wszystkich świętych obrzędach; najbieglejszą w nauce Pisma Bożego, najcudniéj śpiewającą Psalmy Dawidowe, najtroskliwszą w uczynkach miłosierdzia, najniepokalańszą w straży cnoty czystości, najdoskonalszą we wszystkich cnotach. Towarzyszki Swoje przestrzegała z największą miłością aby w niczém nie wykraczały, a pragnąc aby nawet w pozdrowieniach jakie sobie oddawały nawzajem przy każdém spotkaniu, nie przerywała się chwała Boża, gdy Ją kto pozdrawiał, odpowiadała: „Dzięki niech będą Bogu” (Deo gratias). Od Niéjto więc wyszedł zwyczaj podobnego pozdrowienia, którém witali się zwykle pierwotni chrześcijanie, a które nawet późniéj umieszczono i w pacierzach kościelnych gdzie te słowa często się powtarzają. Nakonieec podczas pobytu Maryi w świątyni, mówi daléj święty Hieronim, codziennie widywano Anioła który z Nią rozmawiał, przychodził po Jéj rozkazy, był Jéj uległy jakby dziecko matce, i usługiwał jéj z uszanowaniem jak brat siostrze starszéj.” 5

Marya pozostawała w świątyni lat jedenaście: to jest do chwili w któréj poślubioną została świętemu Józefowi, aby pod Jego opieką a za sprawą Ducha Świętego, stać się Matką Zbawiciela naszego.

Taką więc to wielką i świętą pamiątkę obchodzi dziś Kościół Boży, bo pamiątkę chwili w któréj Ta przez którą miało przyjść na świat cały zbawienie, zaofiarowała się Bogu, a zaofiarowała się na najwyższą jaka istotę stworzoną spotkać mogła służbę, i poświęciła się z takiém sercem i tak doskonale, że przyjmując Pan Bóg tę najmilszą ze wszystkich jakie mu przed tém składano ofiarę, tak dalece Ją względnie i łaskawie przyjąć raczył, że Sam późniéj zstąpił w Jej łono, aby przyoblekłszy się w niém w człowieczeństwo, zaofiarować się za nas Sobie Samemu. Słusznie więc utrzymują: święty Amedy, święty Epifaniusz, święty Grzegorz, święty Andrzej, święty Herman, święty Jan Damasceński i tylu innych ojców Kościoła, że ofiarowanie się przenajświętszéj Panny, było pierwszym czynem religijnym jakby już Nowego Przymierza, a najmilszym Bogu, i że uroczystość dzisiejsza, jest niejako wstępem do wszystkich innych uroczystości Kościoła Chrystusowego i ich początkiem.

Święto ofiarowania, od pierwszych wieków chrześcijaństwa obchodzone na Wschodzie, przyjęte i upowszechnione zostało w całém świecie katolickim znacznie późniéj. Dopiéro w roku Pańskim 1374, zatwierdził je Papież Grzegorz XI, a Sykstus V, rozciągnął do całego Kościoła.

Pożytek duchowny

W dniu dzisiejszym, obchodzi się pamiątka najmilszéj ofiary jaką kiedy ludzie mogli złożyć Panu Bogu, bo pamiątka zaofiarowania się Mu istoty po Nim najświętszéj i najdoskolszéj. Dziękuj więc Maryi z całego serca za to Jéj ofiarowanie się, bo przez nie już dawała Ona początek sprawie naszego odkupienia, w któréj zaofiarował się Sam Boski Jéj Syn Pan nasz Jezus Chrystus, za nasze zbawienie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś przenajświętszą Maryą Pannę, żywy Przybytek Ducha świętego, w dniu dzisiejszym w świątyni Jerozolimskiéj, na służbę Twoję zaofiarowaną mieć chciał; spraw pokornie prosimy, abyśmy za Jéj wstawieniem się, godni okazali się być Ci zaofiarowanymi w świątyni wiecznéj chwały Twojéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1002–1005.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 922–923

Miłościwi bracia i siostry w Chrystusie Pa nu! W dniu dzisiejszym obchodzimy pamiątkę najmilszej ofiary, jaką ludzie Panu Bogu kiedykolwiek złożyć mogli, bo pamiątkę ofiarowania się Mu istoty po Nim najświętszej i najdoskonalszej. Czyż więc dzień dzisiejszy nie przywodzi wam na pamięć nic takiego, czym byście, naśladując przykład Przeczystej Dziewicy, mogli okazać tęsknotę do utajonego w Przenajśw. Hostii Pana i Zbawiciela waszego? Wszakżeśmy wszyscy cudem łaski Bożej ofiarowali się Bogu przy akcie chrztu świętego, wszakżeśmy się wszyscy wychowali pod skrzydłami opieki Kościoła świętego, ustanowionego przez Chrystusa. Wszakże wszyscy wierzymy, nie jak Najśw. Panna, w obiecanego i dopiero przyjść mającego, lecz w rzeczywistego i obecnego Pana i Zbawiciela naszego. Zastanówmy się przeto, czy serce nasze jest istotnie przejęte tęsknotą i ofiarnością dla Niego, czy jesteśmy gotowi wszystko Mu poświęcić, myśli, mowy i uczynki nasze, i czy szczerze pragniemy mieć w Najśw. Pannie Opiekunkę i Orędowniczkę naszą.

Footnotes:

1

Ś. Hier. List do Heliod.

2

Mat. XXII. 37. 39.

3

Mat. V. 43.

4

Ś. Bonaw. Życie P. J. Rozdział III.

5

Ś. Hieronim jak wyżéj.

Tags: Maryja św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Elżbieta św Bonawentura modlitwa
2020-11-20

Św. Feliksa Walezyusza, Wspólzałożyciela Zakonu oo. Trynitarzy

Żył około roku Pańskiego 1212.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Zakonu przez niego założonego.)

Święty Feliks z królewskiego rodu Walezyuszów pochodzący, przyszedł na świat roku Pańskiego 1127. Wigilią jego urodzenia, matka miała widzenie następujące. Ujrzała przenajświętszą Maryą Pannę, piastującą na ręku Pana Jezusa krzyż dźwigającego; przy boku zaś Jéj było drugie dziecię, trzymające w ręku koronę z lilii, którą na zamian za krzyż, podało maleńkiemu Jezusowi. A gdy zdziwiona rozumieć tego nie mogła, objawił się jéj święty Hugo, przed którego ołtarzem wtenczas się modliła i wytłómaczył, że dziecię to które widzi, jest synem którego w łonie nosiła, a który wzgardziwszy zaszczytami świata i oddawszy się życiu pustelniczemu, zamieni lilię, będącą herbem królów Francuzkich do których rodziny należał, na krzyż Chrystusowy. Nazajutrz porodziła syna, i dała mu imię Hugona, które on późniéj, udając się na puszczę, sam przemienił na imię Feliksa to jest Szczęsnego.

Gdy był jeszcze przy piersiach, wielka nastała w całym kraju susza, a w skutek tego głód powszechny. Gdy razu pewnego zeszli się ubodzy do pałacu jego rodziców, a z powodu wielkiéj ich liczby, chleba nie stawało, piastunka obecna temu trzymając Feliksa na ręku, ostatni bochenek rączką jego przeżegnała, i chléb cudownie rozmnożony, dla wszystkich ubogich wystarczył. Co widząc piastunka, wyniosła dziecinę ku polom, i one téż jego rączką trzykroć pobłogosławiła. W tejże chwili puścił się deszcz rzęsisty, i wielki potém był urodzaj.

Zaledwie z niemowlęctwa wyszedł święty Feliks, a już objawiał miłosierdzie swoje dla ubogich, którém poźniéj tak się odznaczył. Dwa lata miał wieku, kiedy widząc jak rozdawano jałmużnę pieniężną ubogim, wyrwał się z rąk piastunki, i co mógł dziecinną ręką zaczerpnąć w worku, brał i rozdawał to biednym, biegając pomiędzy niemi. Odtąd téż przez jego ręce czyniono wszelkie w domu jałmużny. Ta cnota rosła z nim, i gdy przyszedł do lat młodzieńczych, codziennie zanim sam zasiadł do stołu, kilkunastu karmił ubogich, a kiedy którego spotkał, obdarzał go hojnie, czasami nawet szaty swoje oddając, gdy już pieniądze rozdał.

Nauki pobierał w Klarawalli, pod okiem świętego Bernarda. Chciał tam zostać zakonnikiem, lecz mu to odradził święty Bernard, widząc duchem prorockim, że go Pan Bóg do założenia nowego Zgromadzenia powoła; pozwolił mu jednak wieść już wtedy życie zakonne, w którém święty Feliks najstarszych zakonników przewyższył.

Wyszedłszy razu pewnego na przechadzkę, spotkał biednego człowieka na wpół nagiego; zdjęty litością oddał mu swoję koszulę, a wróciwszy do domu znalazł ją w celi przedziwną wonność z siebie wydającą, i objawioném mu zostało, że ów ubogi był jego własnym Aniołem Stróżem. Doszła go była wiadomość o śmiertelnéj chorobie jego matki, a gdy z płaczem błagał Boga o jéj zdrowie przed krucyfiksem, usłyszał te słowa z niego wychodzące: „Synu, ani twojéj matce ani tobie, nie jest to pożyteczném o co prosisz.” Poddał się więc woli Bożéj, a śmierć matki, którą bardzo kochał, zniosłszy najspokojniéj, duszę jej polecał miłosierdziu Boga.

Wkrótce potém, król Francuzki udawał się na wyprawę krzyżową, a jak wszyscy książęta krwi panującéj tak i Feliks przyłączył się do niego. Wróciwszy z wojny, postanowił świat opuścić i poświęcić się na wyłączną służbę Bogu. Udał się po radę do świętego Bernarda, i zwierzył się mu iż ma zamiar zostać pustelnikiem. Święty Bernard utwierdził go w tym pobożnym zamyśle, i wymógł na nim aby wprzód jeszcze został Kapłanem. Odebrawszy wyższe święcenia, najprzód zrzekł się prawa następstwa do książęcego tronu, który go czekał po ojcu, i opuszczając rodzinę tajemnie, uszedł w góry Prudelli, a znalazłszy tam kapliczkę Panny przenajświętszéj i chatkę przy niéj przez świętego Fiakra, Szwedzkiego królewicza a także pustelnika, niegdyś zamieszkałą, w niéj osiadł. W postach i wszelkiego rodzaju umartwieniach ciała ćwicząc się, święty Feliks trwał na modlitwie po dniach całych, a niekiedy i w nocy, oka niezamykając. Napadany od pokus i od szatanów, jako niegdyś pustelnicy Tebaidzcy, zwyciężał je jak oni, uciekając się do Boga, a Pan Bóg łaskami go Swojemi coraz wyższemi obdarzał. Nietylko bowiem Święci Pańscy, nietylko Aniołowie, ale Królowa Anielska i Sam Chrystus Pan, w objawieniach swoich często go nawiedzali. Opatrzność téż Boska cudownie czuwała nad nim, gdyż kiedy w zimie brakło mu korzonków leśnych któremi się żywił, zsyłał mu Pan Bóg w każdą niedzielę kruka, który mu bułkę chleba przynosił, a ta mu na cały tydzień starczyła. Niedługo jednak świątobliwość Feliksa przed ludźmi tajną była, gdyż ją Pan Bóg przez pastuszków trzodę pasących, którzy przypadkiem aż do jego chatki zabłąkali się, w całéj téj krainie rozgłosił. I zaczęli garnąć się do niego ludzie błagając go o modlitwy za nimi do Boga i o ratunek w różnych utrapieniach, a Pan Bóg zsyłał im przez niego i cudowne nawet pociechy. Między innemi, pewien wieśniak mający syna ślepego, prowadził go do świętego Feliksa, aby mu wzrok przywrócił. Lecz na przeprawie przez rzekę, wpadł mu ten syn do wody i utonął. Wydobywszy ciało, strapiony ojciec przyniósł je do świętego pustelnika, który wzruszony miłosierdziem, padł na kolana, pomodlił się, i zmarłego wskrzesił. Uradowany ojciec, wrócił z synem do domu, lecz spostrzegł że ślepym jest pomimo tego. Wrócił więc znowu do Feliksa, który przeżegnawszy jego oczy, i wzrok mu przywrócił.

Prowadził już to pustelnicze życie swoje więcéj niż lat dwadzieścia, kiedy razu pewnego gdy się modlił, stanął przed nim Anioł, i objawił mu przyjście przyszłego towarzysza na puszczy, imieniem Jan. Jakoż, wkrótce potém święty Jan z Maty, wielkiéj świątobliwości prałat Paryzki, zupełnie nieznany świętemu Feliksowi, a także mający zamiar wieść życie pustelnicze, zapukał do jego chatki. Feliks przywitał go po imieniu, i odtąd żyli razem na puszczy przez lat trzy, aż im objawił Pan Bóg przez Anioła i przez okazanie się jelenia krzyż błękitny i czerwony wśród rogu mającego, aby udali się do Rzymu, dla założenia nowego Zakonu, przeznaczonego głównie do wykupowania chrześcijan z niewoli pogańskiéj.

Porzuciwszy tedy z rozkazu Bożego wielce sobie ulubioną puszczę, udali się do Rzymu, gdzie od Papieża Inocentego III, który weśnie miał objawienie o ich przyjściu, najłaskawiéj przyjęci, po otrzymaniu od niego zatwierdzenia nowego Zakonu pod nazwą Trynitarzy, wrócili do Francyi. Jakiś czas zatrzymali się w Paryżu, gdzie Regułę swojego Zgromadzenia ostatecznie ułożyli, a przyjąwszy do niego wielu świątobliwych i uczonych mężów, poszli znowu w góry Prudelli, gdzie pierwszy swój klasztor na miejscu na którém przy źródle zimnéj wody objawił się im jeleń, pod nazwiskiem Jelenia zimnego (Cervi frigidi) założyli. Tam Feliks został pierwszym przełożonym, a święty Jan powtórnie udał się do Rzymu, dla założenia i w tém mieście klasztoru swojéj Reguły. Przy rozstaniu, Feliks powiedział mu że się już więcéj nie obaczą, i że pierwiéj od niego umrze, co się téż i stało.

Miał jednak jeszcze czas rządzić Zakonem lat kilka, a wzorem wysokich cnót swoich przewodnicząc braciom, wielu znakomitych ludzi przykładem własnym pobudził do wzgardzenia świata i wstąpienia do jego Zgromadzenia. Wkrótce téż go rozszerzył po całéj Francyi i Belgii, a tak gorliwie zajmował się wykupywaniem więźniów, że za staraniem swojém, przeszło cztery tysiące tych nieszczęśliwych wyrwał zpod jarzma pogańskiego.

Zdarzyło się, że, gdy przebywał w tym klasztorze na puszczy, w wigilią uroczystości Narodzenia Matki Bożéj, ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, wszyscy zakonnicy niesłysząc znaku budzenia na Jutrznię o północy odmawianą, nie wstali. Sam tylko święty Feliks według zwyczaju swojego, wcześniéj przyszedłszy do chóru, znalazł w nim na miejscu przełożonego Samę Matkę Bożą w habit jego Zakonu przybraną, tudzież: wielu Aniołów podobnież przybranych, którzy razem z nim całą Jutrznię odśpiewali. Z téj przyczyny ojcowie Trynitarze, święto Narodzenie Matki przenajświętszéj ze szczególną obchodzą uroczystością. Feliks zaś zrozumiał z tego widzenia, iż już niedługo przejdzie do chóru niebieskiego, o czém go wkrótce i Anioł przysłany od Boga wyraźnie zawiadomił.

Pełen tedy już lat i zasług przed Bogiem, w ciężką zapadł chorobę, którą znosząc z największą cierpliwością, troszczył się tylko nieco o swój Zakon i jego przyszłość. Lecz mu się okazała przenajświętsza Panna, polecając aby się o to nie frasował i oświadczyła, iż synów jego w szczególną Swoję bierze opiekę i za Matkę się im daje. Wielce widzeniem tém uradowany Feliks i na ciele nawet cudownie pokrzepiony, zwoławszy wszystkich zakonników, kazał śpiewać Te Deum laudamus i poszedł z nimi do kościoła, gdzie Mszy świętéj wysłuchawszy i przenajświętszém Ciałem Pańskiém posiliwszy się na drogę do wieczności, pobłogosławił braci, najzbawienniejsze dając im nauki. Potém, wrócił do swojéj ubogiéj celki, przyjął ostatnie Olejem świętym namaszczenie, i całując nabożnie wizerunek Pana Jezusa ukrzyżowanego, ucieszony widzeniem Matki Bożéj i Aniołów którzy przyszli po duszę Jego, poszedł do Nieba na ich rękach, dnia 5-go Listopada, roku Pańskiego 1212, mając lat ośmdziesiąt i pięć. W chwili gdy skonał, same dzwony na wieży kościelnéj, bez poruszania ich ręką ludzką, błogosławiony zgon jego ogłosiły, i tejże godziny okazał się on świętemu Janowi, towarzyszowi swojemu w Rzymie podówczas przebywającemu.

Wielu cudami i po śmierci słynącego, Papież Urban IV wraz ze świętym Janem z Matty, w poczet Świętych wpisał.

Pożytek duchowny

Wielkiéj bez wątpienia doznał święty Feliks pociechy, gdy wspólnie z Matką Bożą i Aniołami, śpiewał w chórze swojego klasztoru Jutrznię. Cóż przeszkadza każdemu z nas, gdy się modlimy, łączyć oddawaną przez nas cześć Bogu z tą chwałą bezustanną jaką mu oddają w niebie Aniołowie i Królowa Anielska Panna przenajświętsza? Staraj się z tą intencyą odmawiać pacierze, a doznasz także niemałéj pociechy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Feliksa Wyznawcę Twojego, z puszczy do założenia Zakonu na wykup więźniów, cudownie powołać raczył; spraw prosimy, abyśmy za łaską Twoją, z niewoli grzechów naszych, za jego wstawieniem się wyzwoleni, do niebieskiéj ojczyzny doprowadzeni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 999–1001.

Tags: św Feliks Walezjusz św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cuda jałmużna św Bernard niewola
2020-11-19

Św. Elżbiety, Królewnéj Węgierskiéj, Wdowy

Żyła około roku Pańskiego 1231.

(Żywot jéj był napisany przez ojca Konrada z Marburga, Zakonu Braci Mniejszych, jéj spowiednika.)

Święta Elżbieta córka Andrzeja króla Węgierskiego, i Gertrudy księżniczki Korynckiéj, przyszła na świat roku Pańskiego 1207. Miała lat trzy kiedy zaręczoną została z książęciem Ludwikiem, następcą tronu Turyngii, i w rok potém na dwór ten odwieziona, pod okiem księżnéj Zofii matki swojego przyszłego małżonka, wychowanie pobierała. Dziecinne serce jéj od rodziców oderwane, całkiem zwróciło się do Boga, jak jéj to pobożna matka przy rozstaniu polecała, i Bóg téż szczególnemi łaskami obdarzał ją od téj pory. Najmilszą dla niéj rozrywką, była modlitwa i dawanie jałmużny. Wspierała czém mogła ubogich, a każdego prosiła aby się za nią modlił. Gdy miała lat dziewięć, umarł książe panujący, a na tron wstąpił jéj narzeczony. Jako jego przyszła małżonka, prawo miała do tém wytworniejszych strojów i hołdów powszechnych. Lecz ona właśnie tém bardziéj zaczęła gardzić wszelkiemi próżnościami światowemi. Im świetniejszą uroczystość obchodzono, tém się skromniéj ubierała; a gdy do kościoła wchodziła, zdejmowała i te ozdoby książęce jakie miała na głowie. Gdy ją o to księżna matka strofowała pytając dla czego to czyni, odpowiedziała: „Nie mogę znieść żadnych kosztowności na głowie, patrząc na cierniową koronę Zbawiciela.”

Taki sposób życia obrócił przeciw niéj wszystkich prawie dworzan, tém bardziéj że i stara księżna niechętnie na to patrzała. Wyszydzano jéj nabożeństwo, upokarzano ją i bardzo dotkliwie w różny sposób, a nawet starano się odwieść księcia Ludwika od jéj zaślubienia. Święta Elżbieta znosiła to wszystko w największéj pokorze i cierpliwości, książe zaś dał odpraw szemrzącym na jéj świątobliwe życie, mówiąc że to właśnie ceni w niéj wyżéj nad wszelkie skarby i korony, jakieby w wianie przynieść mogła. Aby zaś przeciąć drogę wszelkim zabiegom jéj nieprzyjaciół, przyśpieszył zaślubiny, i gdy miała tylko lat trzynaście, zawarł z nią uroczyście śluby małżeńskie. Od téj pory Elżbieta przyczyniła sobie jeszcze więcéj ćwiczeń pobożnych i umartwień ciała, gdyż temu wcale nie sprzeciwiał się pobożny jéj małżonek.

Na dworze książęcym przebywał wtedy przysłany od Papieża w ważnych sprawach Kościoła w Niemczech, wielkiéj zacności i sławy przewodnik dusz do wyższéj doskonałości dążących, ojciec Konrad z Marburga, z zakonu Braci.mniejszych świętego Franciszka Serafickiego. Tego sam Papież doradził jéj za ojca duchownego, i jakkolwiek znalazła w nim przewodnika nadzwyczajnéj surowości, aż do śmierci jak najwierniéj go słuchała. Przedziwny téż postęp, a codziennie coraz wyższy, na drodze Bożéj czyniła. On jednak tak dalece probował jéj pokory i zaparcia, że razu pewnego zbił ją dotkliwie kijem, o czém jednak drudzy aż wtedy się o tém dowiedzieli, gdy wypadkiem jedna z pań jéj dworu ślady ciężkich razów na ciele jéj odkryła.

Dla ubogich wielkie miała miłosierdzie, i sama chorym ostatnie oddawała usługi; a gdy dworzanie robili jéj uwagę, jakoby to nie zgadzało się z jéj godnością małżonki panującego odpowiedziała: „Alboż nie wiecie, że ja w tych ubogich służę Samemu Królowi Królów, Panu świata i Nieba Jezusowi Chrystusowi.” Razu pewnego, spotkawszy biednego nędznie odzianego wśród zimy, płaszcz mu swój oddała. Podczas panującego w całych Niemczech w roku Pańskim 1225 ciężkiego głodu, gdy mąż jéj z cesarzem do Włoch był odjechał, a jéj rządy państwa poruczył, kazała z dóbr książęcych wszystkie zapasy zboża rozdać ubogim, a przy zamku książęcym, codzień około tysiąca biednych, sama im usługując, karmiła. Kiedy na to pieniędzy w skarbie zabrakło, wszystkie swoje kosztowne stroje i klejnoty na ten cel sprzedała. Gdy świątobliwy książe Ludwik powrócił, a na to dworzanie przed nim szemrali, rzekł im: „Wdzięczny za to jestem siostrze mojéj (tak ją bowiem nazywał zwykle), niech wspiera ubogich, bo to dzieci nasze.”

Prócz takiéj szczodroliwości, założyła obok zamku książęcego szpital, gdzie sama codziennie chorym usługiwała, a także dom przytułku dla sierot, które jak najbogobojniéj wychowywała. Kiedy zdarzało się że wróciwszy od biednych, znachodziła na odzieniu własném roje robactwa, cieszyła się z tego jakby ją perłami obsypano. Będąc u siebie, ani chwili nie próżnowała, a zawsze zajęta jakąś pożyteczną robotą, przyrządzała ozdoby do kościołów albo ubrania dla biednych.

Ubierała się jak najskromniéj, a gdy jéj to przyganiano, mówiła jakby duchem prorockim: „Trzeba mi do szat takich nawykać, bo w nich łatwiéj mi przyjdzie kiedyś chleba żebrać.” Raz gdy od jéj ojca króla Węgierskiego, znakomici posłowie przybyli, mąż jéj zafrasował się nieco, że kosztowniejszych sukień nie ma na ich przyjęcie. Elżbieta wyszła do nich w zwykłém ubraniu, a okazała się im okryta przepyszną i nadzwyczaj bogatą szatą, lśniącą od kosztownych kamieni.

Spełniła się téż i jéj przepowiednia że do ubóstwa przyjdzie. Miała lat dwadzieścia, kieł dy mąż jej udał się na wyprawę krzyżową, i w Sycylii umarł. Brat jego Henryk, przywłaszczywszy sobie tron Turyngii, który z prawa spadał na syna Elżbiety, wygnał ją z zamku książęcego wraz z dziećmi, i z wszelkiego majątku odarł, od razu do nędzy przywodząc. Wyszła Święta pieszo, bez żadnego opatrzenia, mając tylko przy sobie dwie najwierniejsze swoje sługi: Izyntradę i Gutę. Noc spędziła w opuszczonéj i na pół rozwalonéj chacie, a o świcie słysząc dzwonienie na jutrznię w klasztorze Braci-mniejszych, udała się tam i uprosiła zakonników, aby hymn Te Deum laudamus uroczyście odśpiewali, na podziękowanie Panu Bogu, że ją w poczet ubogich Swoich zamieścić raczył. Zima była, i z dziatkami długo tulić się musiała w ciasnéj i nieopatrzonéj izdebce, którą jéj z miłosierdzia dano. Doznawała przytém wiele zelżywości od motłochu, przez niegodziwego jéj szwagra na nią podbudzanego. Zdarzyło się nawet, że pewna niewiasta któréj ona, gdy na tronie była, wielkie dobrodziejstwa świadczyła, spotkawszy ją na ciasnéj ścieżce, umyślnie w błoto wtrąciła. Wszystko to Święta nietylko bez skargi, lecz z weselem znosiła, a za to, Pan Jezus zalewał jéj serce coraz wyższemi niebieskiemi pociechami. Okazał się jéj razu pewnego i rzekł do niéj: „Czy chcesz być ciągle ze mną zjednoczoną, tak jak Ja chcę tego?”, na co odpowiedziała: „Tak Panie mój, wielbię we wszystkiém wolę Twoję, i nigdy od Ciebie odłączoną być nie chcę.”

Tymczasem krewni jéj panujący i Biskupi, o krzywdę jéj upomnieli się, i w końcu przywiedli Henryka do upamiętania, który i na zamek książęcy przyjął Elżbietę napowrót, i na wynagrodzenie krzywd jéj poczynionych, oddawał jéj wiele bogatych zamków i włości. Lecz ona nic z tego przyjąć nie chciała, posag tylko swój sobie zastrzegła, i w jego wartości niektóre dobra wzięła.

Wielu książąt panujących ubiegało się o jéj rękę, lecz wszystkim odprawę dała, a sama zostawszy siostrą Trzeciego Zakonu świętego Franciszka Serafickiego, postanowiła poświęcić się Bogu na wyłączną służbę. Chciała nawet rozdać zaraz ubogim całą majętność swoję, lecz jéj na to Konrad jéj ojciec duchowny nie zezwolił, a za to wewnętrznych umartwień jéj nie szczędził. Między innemi, kazał jéj oddalić od siebie owe dwie wierne sługi, które jéj w wygnaniu towarzyszyły, a które bardzo kochała, a przydał jéj w ich miejsce nieznośną kobietę, która się z nią najgorzéj obchodziła. Święta Elżbieta poddała się temu najpokorniéj, i tę zuchwałą sługę, znosiła aż do śmierci. Konrad z polecenia nawet samego Papieża Grzegorza IX, radził Elżbiecie aby klasztor Sióstr Trzeciego Zakonu świętego Franciszka Serafickiego założyła. Chwyciła się tego z radością, i wkrótce w mieście Marburgu, który jej był dziedzictwem, klasztor zbudowała i w nim i sama zamieszkała, Obok niego, założyła ogromny szpital, w którym żywiąc wielką liczbę ubogich, sama dzień i noc chorym usługiwała. Obchodziła się z niemi z taką miłością, że gdy razu pewnego uczuła wstręt do trędowatego, umywszy jego obrzydliwe rany, wodę tę wypiła.

Dzieci swoje (z których syn osiadł późniéj na tronie Turyńskim, jedna córka została zakonnicą, a druga wyszła za panującego księcia Brabanckiego), powierzywszy świątobliwym krewnym, sama żyła tylko z pracy rąk własnych, a całe swoje wielkie dochody, obracała na ubogich. W ciągu tego, gdy z mocy zapisu męża wypłacono jéj wielkie pieniądze, Święta zwoławszy przez woźnych umyślnie na to wyprawionych, wszystkich ubogich z całéj Turyngii i Hessyi, całe te wielkie sumy w jednym dniu pomiędzy nich rozdała. Lecz, Konrad i w tém ją chciał umartwić, i odtąd już nie dozwolił żadnéj dawać jałmużny pieniężnej, tylko usługiwać ubogim, co znowu Elżbieta chętnie i tém gorliwiéj spełniała.

Dnia pewnego, będąc w zachwyceniu, miała sobie objawioném że ją ma już Pan Jezus powołać do Siebie, a pełną cnót i zasług chociaż wtedy lat dwudziestu czterech jeszcze nie skończyła. Oznajmiła to zaraz Konradowi i zasłabła. Siedząca przy niéj zakonnica, usłyszała ją przecudnym głosem śpiewającą, a gdy się temu dziwiła, rzekła jej Elżbieta: „Ptaszek z Nieba przybyły, śpiewa przede mną pieśń anielską, przeto ja mu wtóruję.” Nazajutrz uczyniła spowiedź z całego życia przed ojcem Konradem, sporządziwszy testament, przez który wszystko co posiadała zapisała ubogim. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych znowu onym przecudnym głosem śpiewać zaczęła, pytając drugich czy słyszą tych Aniołów którzy z nią razem śpiewają. Potém wiele jeszcze mówiła o nieprzebraném miłosierdziu Pana Jezusa, który dla zbawienia ludzi śmierć poniósł, i wśród takiéj mowy spuściwszy głowę, spokojnie Bogu ducha oddała dnia 19 Listopada roku Pańskiego 1231. W cztery lata potém, Grzegorz IX z wielką uroczystością kanonizacyą jéj ogłosił.

Pożytek duchowny

Masz oto i w żywocie dzisiejszym dowód, jak dalece inaczéj ocenia świat wypadki tego życia, a inaczéj zapatrują się na nie Święci. Błogosławiona Elżbieta z najświetniejszego stanu panującéj przyszedłszy nagle do ostatniéj nędzy, przez uroczyście odśpiewane Te Deum laudamus, dziękowała za to Panu Bogu. Pamiętaj, że jest tylko z imienia chrześcijaninem, kto we wszelkiego rodzaju zsyłanych na nas klęskach, nie widzi szczególnego nad duszą która ich doznaje dowodu miłosierdzia Bożego.

Modlitwa (Kościelna)

Serca wiernych Twoich Boże miłosierny oświeć, a za przykładem i wstawieniem się błogosławionéj Elżbiety, daj nam gardzić pomyślnością tego świata, a doznawać zawsze pociechy niebieskiéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 996–998.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 916–917

Przykład świętej Elżbiety uczy nas, że nawet wśród największego blasku, w pełni szczęścia ziemskiego na tronie, można się ćwiczyć w cnotach pokory i zaparcia się siebie, i łączyć z bogactwem i wielkością ziemską to ubóstwo ducha, które według słów Jezusa prowadzi do osiągnięcia królestwa niebieskiego. Dalej przykład jej pokazuje nam, jak mamy używać dóbr ziemskich, by zatraciły swe zgubne strony, a stały się dla nas środkiem do zbierania zasług na żywot wieczny. Mamy ich używać szczególnie na chwałę Boga i zbawienie ludzi, jako też na cele dobroczynne. Nigdy nie powinniśmy przywiązywać swego serca do dóbr ziemskich, ale raczej — jak mówi święty Paweł — mamy je posiadać w takim duchu jak gdybyśmy nic nie posiadali, i oddać je równie chętnie jak je odebraliśmy, jeśli taka jest wola Boża. Tak właśnie myślała i postępowała święta Elżbieta. Uważała się tylko za zarządczynię i szafarkę swoich dóbr, używała ich jedynie na cele dobroczynne i oddała je ze spokojem i uległością, gdy Bóg chciał ją doświadczyć cierpieniem. W najgłębszym poniżeniu i nędzy okazywała się zawsze gorliwą służebnicą Bożą i dowiodła przez to, że istotnie była ożywiona tym prawdziwie chrześcijańskim duchem, tą czystą miłością Bożą, która nie zważając na okoliczności, nie ma innego celu, jak podobać się Bogu, służyć Mu i przez to osiągnąć zbawienie. Dlatego Kościół słusznie oddaje Elżbiecie szczególną cześć między Świętymi i obchodzi jej święto z żywą radością, mówiąc we wstępie Mszy św.: „Radujmy się wszyscy w Panu, którzy obchodzimy tę uroczystość na cześć świętej wdowy Elżbiety, nad którą radują się aniołowie i jednogłośnie wielbią Syna Bożego”. Kościół stosuje też do niej w sposób pełen znaczenia Ewangelię, gdzie Zbawiciel mówi: „Podobne jest Królestwo niebieskie skarbowi ukrytemu w roli, który znalazłszy człowiek, skrył, a pełen radości z niego odchodzi i wszystko, co ma, sprzedaje, a ową rolę kupuje” (Mat. 13. 44). Nie dając się zaślepić skarbami ziemskimi, znalazła ten lepszy, jedynie prawdziwy skarb, tj. skarb niebieski. Przy nim wszystko inne wydało się jej próżne i bez wartości. Oby nas pobudziła do naśladowania swych cnót! Obyśmy i my naśladowali jej pokorę i zaparcie się siebie, jej gorliwość w służbie Bożej i miłosierdzie dla biednych i nieszczęśliwych, obyśmy za nic mieli dobra i uciechy ziemskie, i chętnie je oddawali, by za nie zyskać dobro wiekuiste!

Tags: św Elżbieta Węgierska św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna księżna wdowa pokora małżeństwo umartwienie jałmużna ubóstwo
2020-11-18

Św. Eligiego, Biskupa Nojońskiego (Noyon)

Żył około roku Pańskiego 665.

(Żywot jego był napisany przez współczesnego mu świętego Uwona, Arcybiskupa Ruenskiego).

Święty Eligi, syn uczciwego mieszczanina nazwiskiem Euszer, narodził się w południowéj Francyi w małéj wiosce Kadilak, roku Pańskiego 588. Matka jego Terigia, bardzo pobożna niewiasta, w czasie gdy go jeszcze w łonie nosiła, po trzykroć widziała wielkiego orła, który zpod obłoków wzlatując, spuszczał się na nią, lecz nietylko nie zadawał jéj żadnéj szkody lecz owszem okazywał jéj jakby znaki uszanowania. Pewien świątobliwy kapłan któremu o tém powiedziała, uznał w tém przepowiednię, że porodzi syna który będzie wielkim sługą Bożym. Gdy przyszedł na świat, na pamiątkę tego zdarzenia dali mu imię Eligiego, które w ówczesném narzeczu francuzkiém znaczyło orlisty. Przytém, uszczęśliwiona przepowiednią jaką jéj ów kapłan uczynił, Terigia tém pobożniéj synaczka swego chowała.

Eligi wzrastając okazywał się téż coraz bogobojniejszym, a że był obdarowany i bystrém pojęciem, rodzice jak najstaranniéj wykształcili go w naukach. Gdy podrósł, a majątku mu zostawić nie mogli, umieścili go w mieście Limożu u najpierwszego złotnika, aby się téj sztuki wyuczył. Oddając się temu rodzajowi pracy Eligi, nie zaniedbywał wcale ćwiczeń pobożnych, do których od najmłodszych lat był nawykł, i taką odznaczał się skromnością, że go wszyscy w wielkiém mieli poważaniu i nazywali świeckim zakonnikiem.

Gdy nadzwyczajny w złotnictwie uczynił postęp, tak że mu w téj sztuce równego w kraju całym nie było, przeniósł się do Paryża jako do większego miasta. Tam pozyskał zaraz wielki rozgłos, a że obok tego odznaczał się największą sumiennością w wykonywaniu robót z powierzonego mu złota, głównie zarządzający skarbami państwa, nazwiskiem Bobon, użył go do kilku bardzo kosztownych ze złota robót, z których nadzwyczaj był zadowolony.

Zdarzyło się że pod tę porę Klotaryusz II-gi król podówczas francuzki, powziął myśl wyrobienia ze złota wysadzanego dyamentami krzesła, którego sam ułożył był zarys. Kilku najbieglejszych złotników paryzkich wykonywało z kolei to arcydzieło wymyślone przez króla, lecz żaden mu nie dogodził. Klotaryusz dowiedziawszy się od Bobona o szczególnéj biegłości Eligiego w sztuce złotnickiéj, jemu powierzył tę pracę, i dał mu w tym celu tęż bryłę złota z któréj inni złotnicy napróżno kusili się wykonać jego pomysł. Święty Eligi wziął się do téj roboty, i wkrótce przedstawił ją królowi który był z niéj najzupełniéj zadowolony, a przytém jakże się zdziwił, kiedy mu Eligi przyniósł nie jeden; lecz dwa krzesła, z bryły złota mu powierzonéj wykończone.

Zdarzenie to rozgłosiło się po całym dworze i mieście Paryżu, objawiając i zdolność Eligiego jako złotnika, i sumienność jako doskonałego chrześcijanina. Król zapragnął bliżéj go poznać, a po kilku z nim rozmowach, przekonawszy się o jego wysokiéj pobożności i o jego niepospolitém wykształceniu, zatrzymał go na dworze, gdzie Eligi w krótkim czasie stał się najpierwszym ulubieńcem królewskim, którego on do porady w najważniejszych sprawach państwa, a nawet do ich załatwienia, używał.

Wysokie stanowisko na jakie się dostał nasz Święty, nietylko nie wbiło go w pychę, lecz tém bardziéj w pokorze gruntując, objawiło wszystkim wysokie jego cnoty i powszechny mu szacunek zjednało, a on obok tego, coraz więcéj w pobożności postępował. Swobodniéj niż w pracowitym zawodzie w jakim przedtém zostawał, mogąc czasem swoim rozporządzać, co mu pozostawało chwil wolnych od służby królewskiéj, obracał je na modlitwę, czytanie ksiąg świętych i spełnianie miłosiernych uczynków. W umartwieniach téż ciała ćwiczył się bardzo. Pod bogatemi szatami wysokiego dworzanina, nosił ostrą włosiennicę. Zasiadając często do stołu królewskiego, tak się umiał zachować, że nieściągając na siebie uwagi, codzień prawie bez nabiału pościł, a niekiedy przez całe dni trzy, żadnego nie brał posiłku. Sypiał na gołéj ziemi, a większą część nocy na bogomyślności spędzał.

Razu pewnego gdy się modlił w takiéj porze w pokoju w którym kilka wielkich Relikwiarzy zawieszonych miał na suficie, zły duch ogarnął go tak rozpaczliwemi myślami o zbawienie, że padłszy twarzą na ziemię, błagał on Pana Boga, aby przez zasługi Świętych których kości miał nad sobą, raczył mu jakim widocznym znakiem objawić, że jest w łasce Jego i że o zbawienie swoje może mieć nadzieję. Wtedy usłyszał głos z Nieba mówiący mu że otrzyma znak o który prosi, i w téjże chwili uczuł z Relikwiarzy spadający na głowę jego balsam cudowny, który cały pokój najmilszą wonią napełnił. Odtąd Święty już podobnéj pokusie rozpaczy nie podlegał, a tém gorliwiéj Panu Bogu służył.

Po śmierci Klotaryusza, nastąpił na tron francuzki syn jego Dagobert, u którego święty Eligi w większych jeszcze był łaskach. Sługa Boży skorzystał z tego, i króla który z początku pod względem obyczajów, miał sobie wiele do wyrzucenia, przywiódł do szczeréj poprawy życia, a nawet zrobił z niego przykładnego chrześcijanina.

Doszedłszy do wielkiego majątku, gdyż obydwaj królowie którym służył, hojnie go obdarzali, sam żyjąc nadzwyczaj skromnie, ą z ząmiłowania cnoty czystości w bezżeństwie, wszystkie swoje dochody obracał ns ubogich i na pobożne zakłady. Nawiedzał biednych po ich mieszkaniach kiedy chorobą byli złożeni; zaopatrywał wszystkie ich potrzeby; całe rodziny wyprowadzał z niedostatku, wykupywał więźniów, i w kilku miejscach wielkie szpitale założył. Wybudował także kilka klasztorów i te hojnie uposażył, a pałac który mu król darował w Paryżu, zamienił na kościół pod wezwaniem świętego Marcyalisa, i przy nim umieścił trzysta zakonnic, obdarzając je odpowiednym do utrzymania funduszem. Owóż przy tym kościele budując klasztor, potrzebował jeszcze małego placu należącego do króla: poprosił o niego Dagoberta, a ten mu go podarował według planu jaki był nakreślony. Po wykończeniu zabudowań klasztornych, dopatrzył się Eligi że o jednę stopę więcéj nadto co mu król wyznaczył, zajęto z tegoż placu, Tak go to zasmuciło i na sumieniu zakłopotało, że już chciał cały wielki budynek zwalić, byle nie mieć sobie do wyrzucenia tego co mu się wydawało przeniewierzeniem się królowi. Sumienność tak ścisła, wielce zbudowała wszystkich, a król go uspokoił i do zajęcia całego potrzebnego pod klasztor miejsca upoważnił.

Eligi, w wielkiém miał poważaniu stan zakonny, często wynurzał żal serdeczny że sam dotąd zakonnikiem nie został, zawsze cieszył się nadzieją że jednak z czasem da mu to Pan Bóg uczynić, i nakoniec po oddaniu wielu ważnych usług krajowi przez sumienne i gorliwe załatwianie najważniejszych spraw państwa powierzonych mu przez królów, postanowił ostatecznie świat opuścić i wstąpić do klasztoru. Lecz Pan Bóg, inne miał na niego widoki. Pod tę porę zmarł był święty Akary, Biskup Nojoński. Duchowieństwo i lud, jednogłośnie obrało na jego miejsce świętego Eligiego, i wysłano do niego poselstwo z prośbą aby przyjął tę godność. Mąż Boży długo opierał się temu, i byłby nie dał pozbawić się zasług życia ukrytego w zakonie do którego się właśnie zabierał, gdyby nie święty Uwo, wielki jego przyjaciel i przewodnik duchowny, który go do tego skłonił.

Wkrótce po objęciu stolicy Biskupiéj, na któréj zajaśniał jeszcze świetniéj wszystkiemi cnotami, które właśnie spowodowały były jego wybór na Biskupa, zamianowany został przez Papieża Legatem Apostolskim w całéj Francyi, Flandryi, Fryzyi i Szwabii gdzie wielu jeszcze było pogan. Z taką zaś gorliwością święty ten Pasterz, zajął się głoszeniem Ewangelii, że po kilku latach, wszystkich mieszkańców tych krain przywiódł do wiary świętéj. Zdarzało się iż takie tłumy pogan gromadziły się do przyjęcia Chrztu świętego, że Eligi od świtu do późnéj nocy, w towarzystwie przybranych sobie wielu kapłanów, udzielał im ten Sakrament. Przybywali wtedy i tak ciężko chorzy i zgrzybiali, że niektórzy zaraz po przyjęciu Chrztu świętego umierali. Sam kazywał codziennie, a niekiedy i kilka razy na dzień, a Pan Bóg wielkiemi i licznemi cudami szczególnéj mocy przydawał słowom jego. Święty Uwo pisze, jako świadek naoczny, że znakiem krzyża świętego wielu zmarłych wskrzesił, ślepym wzrok przywrócił, ciężkiemi chorobami złożonych uzdrawiał, a tkniętym paraliżem kazał wstawać i chodzić, co téż wnet czynili.

Posiadał cudowną moc nad złodziejami, a także i szczególny dar pobudzania ich do poprawy życia. Za jego modlitwą, złoczyńcy których nikt wykryć nie mógł, sami odnosili właścicielom szkody i prosili o przebaczenie. Ile razy na jego prośbę wypuszczono Z więzienia zbrodniarza, każdy żył potém najpoczciwiej. Jeśli którego na jego prośby uwolnić nie chciano, wtedy za znakiem krzyża przez świętego uczynionym, więzienia najwarowniejsze się otwierały, a wypuszczeni przez niego więźniowie nagradzali wszelkie krzywdy poczynione drugim, i budowali wszystkich pokutném życiem. Do Strazburga, gdzie nie mógł wyprosić uwolnienia pewnego więźnia, przyszedł gdy już go powie- sili; dotknął go tylko i wskrzesił. Nieprzyjaciele onego winowajcy domagali się od króla aby go kazał powtórnie powiesić. Lecz król odpowiedział, iż gdy raz karę wymierzył, reszta do niego nie należy.

Wśród takichto prac apostolskich, a prawie tak wielką łaską cudów obdarzony jak Apostołowie, przewidując blizki zgon swój, Eligi zwołał wielu kapłanów do siebie. Polecił im jedność, miłość wzajemną i gorliwość w służbie Kościoła, a potém już tylko modląc się, gdy wymawiał te słowa z hymnu wieczornych pacierzy kościelnych: „Teraz puszczasz sługę Twego Panie w pokoju” 1, poszedł zażywać go na wieki, dnia 1 Grudnia roku Pańskiego 665.

Pożytek duchowny

Budującym jest, jak wszystkie szczegóły życia świętego Eligiego, tak i ten przykład jego sumienności, gdy zakłopotany jedną piędzią ziemi wziętéj nad to co mu król darował, chciał wybudowany już na niéj klasztor zburzyć, byle tego nie mieć sobie do wyrzucenia. Wejrzyj we własne sumienie, czy co do nieprawnego posiadania jakiejkolwiek rzeczy, jest ono tak czystém jak być powinno jeśli kto chce być zbawionym.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Eligiego, wyznawcę i Biskupa Twojego, przedziwną sumienia delikatnością obdarzył, za jego pośrednictwem od wszelkiego na sumieniu zaślepienia, racz nas uchować. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 989–991.

Footnotes:

1

Łuk. II. 29.

Tags: św Eligi św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup matka wychowanie sprawiedliwość więzienie
2020-11-18

Poświęcenie Bazyliki św. Piotra i Pawła w Rzymie

Nastąpiło około roku Pańskiego 324.

(Szczegóły te wyjęte są z dziejów Kościoła.)

Święto dzisiejsze jest uroczystym obchodem pamiątki poświęcenia w Rzymie, po raz pierwszy w roku Pańskim 324 dnia 18 Listopada przez Papieża świętego Sylwestra, Bazylik czyli Kościołów błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła.

Zpomiędzy miejsc świętych w ogólności, które od najdawniejszych czasów u chrześcijan w szczególném były poszanowaniu, najwięcej słynęły i przez największą liczbę pobożnych pielgrzymów odwiedzane bywały, miejsca na których spoczywały ciała świętych jakich Męczenników, lub w których znajdowały się jakie pamiątki albo Relikwie mężnych Wyznawców Chrystusowych. Lecz w największéj czci były te miejsca, na których złożone były zwłoki świętego Piotra i świętego Pawła Apostołów.

Zaledwie Piotr, ten pierwszy na ziemi Zastępca Chrystusa Pana, i Paweł Apostoł narodów, dokonali błogosławionego żywota otrzymując koronę męczeńską, a oto ze wszelkich stron i z najodleglejszych krajów, zaczęli się schodzić chrześcijanie by uczcić ich groby. Odtąd Rzym poczytywano bogatszym i świetniejszym przez posiadanie tego skarbu, aniżeli był wprzódy, przyozdobiony przepychem zbytku i sztuki pogańskiéj. Grób świętego Piotra na wzgórzu zwaném Watykan, który już wtedy nazywano Wyznaniem świętego Piotra (confessio sancti Petri), i grób świętego Pawła za miastem przy drodze Ostyeńskiéj nad rzeką Tybrem, stały się głównym celem wszystkich pielgrzymek pobożnych chrześcijan. „Zgromadzano się tam, pisze jeden z Ojców Kościoła, aby przy zwłokach świętych założycieli wiary, rozżywić w sercach swoich tego ducha Bożego, którego oni głosili, i ustalić się w jedności ze Stolicą Apostolską, oddając szczególną cześć temu, który z ustanowienia Pana Jezusa, pierwszy na niéj zasiadł.” 1 – „Groby tych dwóch najpierwszych Apostołów Jezusa Chrystusa, za wiarę w Niego umęczonych, powiada święty Jan Złotousty, w oczach chrześcijanina, wyższéj są zacności, nad najprzepyszniejsze pałace królów, i więcéj od tamtych do siebie ściągają przychodniów, nie dla powabu zewnętrznego budynku, lecz dla nieocenionych skarbów jakie w sobie zamykają. Ubogi wieśniak lub pracowity wyrobnik, poświęca cokolwiek mu zostaje wolnego a tak drogiego dla niego czasu, i z odległych okolic przychodzi uczcić te święte grobowce. A i sam panujący przywdziany w purpurę cesarską, pada przed niemi na kolana, ze czcią je całuje i pokornie wzywa pośrednictwa Świętych których ciała tam spoczywają. A tak, ci którzy w rękach swoich dzierżą najpotężniejsze berła tego świata, poczytują się za szczęśliwych, jeśli Piotr ubogi rybak i Paweł który pracą rąk swoich zarabiał na życie, raczą być jego obrońcami przed Bogiem.” 2 Święty Augustyn pisząc o czci w jakiéj były za jego czasów groby świętych Apostołów, podobnież się wyraża: „Teraz cesarskie kolana, mówi, padają przed prostym rybakiem, i widzieć możesz jak najwyższy majestat cesarstwa Rzymskiego korzy się przy grobie Piotrowym, i u nóg jego składa swoje korony.” 3

Z takąto czcią dla grobów świętych Apostołów byli wszyscy wierni, i to od samego początku założenia przez nich Kościoła. Lecz przez pierwsze trzy wieki chrześcijaństwa, srogie prześladowanie jakiemu bez przerwy podlegali wyznawcy wiary świętéj, nie dozwalało im jawnie i świetnie objawiać tej czci, jaką dla tych grobów przejętymi byli. Cześć ta wzmagała się codziennie, ale objaw jéj, przez wniesienie odpowiednego dla tych drogich Relikwii gmachu, był niemożliwym. Lecz skoro z nawróceniem się cesarza Konstantyna Wielkiego, Kościoł zpod jarzma pogańskiego wyswobodzonym został, pierwszém staraniem tego pobożnego monarchy jak i obowiązkiem, było wywieść niejako z ukrycia te skarby, tak drogie dla wszystkich wiernych i tak przez nich czczone. Wielki ten cesarz chciał dowieść czci jaką i sam był przejęty dla świętych Apostołów, czynem, który go bardziéj wywyższa i większą okrywa chwałą, niż wszystkie sławne zwycięstwa, które nad nieprzyjaciołmi swojego państwa poodnosił. Skoro z jego rozkazu zakreślono plan wspaniałego Kościoła na Watykanie, jaki tam po dziś dzień istnieje, Konstantyn, złożywszy koronę i purpurę cesarską u nóg świętego Piotra, po pokornéj modlitwie przy grobie jego, sam wziął rydel w rękę, zaczął kopać fundamenta, i na cześć dwunastu Apostołów, dwanaście koszów ziemi na własnych powynosił barkach, dając przez to całemu światu chrześcijańskiemu ten wzniosły przykład pobożności, który uwiecznił jego pamiątkę, zespalając ją z pamiątką pierwszéj chwili założenia tego najwspanialszego i największéj czci godnego Kościoła w całém chrześcijaństwie. Kościoł ten, dzięki tegoż cesarza nieograniczonéj hojności, w krótkim czasie wzniesiony został, równie jak i drugi, mało temu w przepychu ustępujący, który Konstantyn wybudował za miastem przy drodze Ostyańskiéj, nad grobem świętego Pawła. Po ukończeniu tych dwóch wspaniałych Bazylik, poświęcił je Papież Sylwester święty, a przy tym obrzędzie tak wielka była liczba nagromadzona wiernego ludu, że można powiedzieć iż byłto jeden z najokazalszych tryumfów Kościoła powszechnego, którego właśnie pamiątka, w całém chrześcijaństwie, dziś uroczyście się obchodzi.

Święty Optat z Milewii za czasów świętego Damazego Papieża żyjący, wspominając o tych dwóch świątyniach, pisze że do nich tylko prawowiernym katolikom wstęp bywał dozwolony, a nie wpuszczano tam żadnych kacerzy, lub w jakikolwiek sposób od jedności Kościoła odłączonych: tak dalece, że samo wejście do tych bazylik i uczestniczenie w odprawianych w nich nabożeństwach, oznaczało że się jest w jedności z Kościołem. Ztąd téż, ktokolwiek przybywał do Rzymu, najprzód zwiedzał Kościoł świętego Piotra, a kto tego nie czynił, jak to pisze kardynał Boroniusz, ten uchodził za kacerza lub odszczepieńca. Kościoł ten i kościoł świętego Pawła za murami miasta, w tak szczególnéj były zawsze czci u wiernych, że kto tylko do nich wchodził, najprzód padał na kolana i pobożnie próg lub drzwi całował. Z tegoto powodu mawiano zwykle o pielgrzymujących do Rzymu, że się oni udają do drzwi albo progów Apostolskich (ad limina Apostolorum). „Wszak widzisz, powiada święty Jan Złotousty w jednéj ze swoich homilii, jak chrześcijanie w przedsionkach tych świątyń, ze czcią drzwi jego i progi całują.” 4 Święty Paulin, a po nim święty Grzegorz Turoneński, wspominają także o czci jaką przejętym był cały świat chrześcijański, dla tych dwóch Bazylik. Zaś historya Kościoła, przytacza nieskońezoną liczbę przykładów, dowodzących w jak wielkiém poszanowaniu były te dwa przybytki we wszystkich wiekach i u wszystkich ludów chrześcijańskich, a nawet i barbarzyńców. Dziki naród Gotów, pod dowództwem Alaryka spustoszywszy za czasów cesarza Honoryusza całe Włochy, i sam Rzym zdobył w roku 409. Mieczem i ogniem niszcząc ci barbarzyńcy całe miasto, tych dwóch jednak świątyń tknąć się nie śmieli.

Jakkolwiek wspaniałym był kościoł świętego Piotra na Watykanie przez Konstantyną wzniesiony, z upływem jednak czasu, okazał się niedość obszernym, ani nawet dość okazałym, do odbywania w nim obrzędów świętych, które w pewnych uroczystościach w roku, sami Papieże sprawowali, wobec coraz tłumniéj gromadzącego się ze wszech stron świata ludu wiernego. Kilku téż Papieżów, zamierzało powiększyć go i uczynić najwspanialszym w całém chrześcijaństwie Kościołem, lecz dopiéro w wieku XV, wzięto się do tego na dobre. Papież Mikołaj założył obszerniejsze fundamenta około roku Pańskiego 1456; Sykstus V ciągnął daléj roboty, a Papież Juliusz II, z wielu planów mu przedstawionych dając pierwszeństwo podanemu przez sławnego budowniczego Bramante Lazzari, rozpoczął ten gmach wspaniały, i sam z wielką uroczystością, pierwszy kamień położył. Lecz do wykończenia ostatecznego téj świątyni, przyczyniało się następnie wielu jeszcze Papieżów, używając kilku innych budowniczych, z których najsławniejsi byli: Rafał Urbino i Michał-Anioł Buonarotti, któremu ta Bazylika zawdzięcza swoję kopułę, tak zewnątrz jak wewnątrz będącą arcydziełem budownictwa, niezrównanéj piękności i sztuki. Wykończył to wszystko, i postawił ją w takim stanie, w jakim jest jeszcze obecnie (1873 r.) ta stołeczna świata chrześcijańskiego świątynia, Urban VIII w roku 1626, i w dniu 18 Listopada odbył, albo raczéj ponowił najuroczyściéj, jéj poświęcenie. Kościoł przeto świętego Piotra na Watykanie, bez wątpienia jako największy, bo może pomieścić w sobie pięćdziesiąt cztery tysięcy ludzi, tak i najwspanialszy w świecie całym, jest dziełem przy którém przez lat sto dwadzieścia pracowano pod przewodnictwem najsławniejszych w świecie mistrzów w budownictwie, a za panowania dwudziestu Papieżów, w których liczbie głównie do tego przyczynili się Juliusz II, Leon X, Paweł III, Sykstus V, Klemens VIII, Paweł V i Urban VIII.

Do tegoto Kościoła, wnoszą na tronie każdego Papieża, po jego obraniu na Papiestwo, i tam odbiera on pierwsze hołdy, jako następca Piotra świętego. Tam późniéj odbywają się wszystkie najuroczystsze obrzędy święte gdy im przewodniczy sam Papież, i dla tego przy głównym ołtarzu téj Bazyliki, a będącym na samym grobie świętego Piotra, tylko Papieżowi wolno odprawiać Mszę świętą. W jéj froncie jest wielki krużganek, z którego Papieże dają kilka razy do roku błogosławieństwo: Urbi et orbi: to jest miastu Rzymowi i całemu światu. Przed nim jest ogromnéj wielkości plac, mający trzysta kroków długości a dwieście szerokości, otoczony krytą galeryą z kolumnami, wśród któréj odbywa Papież procesyą z przenajświętszym Sakramentem, w uroczystość Bożego Ciała, niesiony na krześle Papieskiém, a trzymający w ręku Monstrancyą. Wokoło zaś Bazyliki téj, są wspaniałe gmachy, ogrody, muzea to jest sale, w których przechowują się Archiwa kościelne, biblioteki i różne zabytki sztuki chrześcijańskiéj, wreszcie komnaty, stanowiące główne mieszkanie Papieża, które jeszcze dotąd (1873 r.) pozostało w jego posiadaniu, chociaż mu już wszystkie inne posiadłości wydarto.

Bazylika świętego Pawła za murami miasta Rzymu, któréj pamiątka poświęcenia dziś także się obchodzi, podobnież drogie i ważne dla chrześcijanina zawiera w sobie zabytki. Jest ona wybudowaną na tém miejscu, na którém pobożna niewiasta Lucyna, na własnym gruncie w katakumbach przy drodze Ostyańskiéj pogrzebała ciało tego wielkiego Apostoła, tam i teraz znajdujące się.

Była ona wzniesioną przez tegoż cesarza Konstantyna Wielkiego, współcześnie z Bazyliką świętego Piotra na Watykanie, i także przez Papieża świętego Sylwestra pierwszy raz poświęconą została. Gdy z powodu wielkiego napływu pobożnych pielgrzymów z całego świata chrześcijańskiego, okazała się i ona za szczupłą, powiększyli ją i bogato przyozdobili: cesarz Walentyn młodszy a potém syn jego i następca Teodozyusz wielki. W roku 1823 od pożaru wypadkowego, prawie zupełnemu zniszczeniu podpadła: lecz ze składek zebranych po całym świecie od katolików i z hojności Papieżów, została odbudowaną, i w roku 1840 Grzegorz XVI poświęcił główną jéj nawę, cały zaś kościoł odnowiony i jeszcze wspanialszy niż był przedtém, poświęcił Pius IX, dnia 10 Grudnia 1854 roku, po zatwierdzeniu dogmatu o Niepokalaném Poczęciu przenajświętszéj Maryi Panny, na któréjto uroczystości obecni byli Biskupi z całego świata podówczas do Rzymu zgromadzeni.

Tychto więc dwóch świątyń na cześć dwóch książąt apostolskich Piotra i Pawła wzniesionych, dziś cały Kościoł obchodzi pamiątkę poświęcenia, aby w uroczystości Założycieli Stolicy Apostolskiéj, każdy z wiernych jednoczył się myślą i sercem z tąż Stolicą, będącą godłem, środkiem i utrwaleniem katolickiéj jedności.

Pożytek duchowny

Przenieś się i ty myślą i sercem do tych dwóch świątyń, i w nich oddaj cześć głęboką zwłokom dwóch głównych Założycieli Kościoła. A gdy widzisz tenże Kościoł naszę wspólną Matkę, na coraz cięższe, i to wszędzie, wystawiony ciosy i próby, tém goręcéj polecaj sprawę Świętéj Apostolskiéj Rzymskiéj Katolickiéj Religii opiece tych, którzy teraz są głównemi jéj Patrorami w Niebie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który nam corocznie pamiątkę poświęcenia Kościołów błogosławionych Piotra i Pawła Apostołów Twoich obchodzić dajesz i zawsze w nich święte tajemnice spełniać dozwalasz, wysłuchaj prośby ludu Twojego i spraw aby ktokolwiek do świątyń tych wejdzie dla uproszenia sobie dobrodziejstw Twoich wszystko o co błagać będzie otrzymał. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 992–995.

Footnotes:

1

S. Chrys. Hom. 50.

2

S. Joan. Chrysos. Ser. 56.

3

S. Aug. de Civit. Dei.

4

S. Joan. Chry. Homi. 56.

Tags: św Piotr św Paweł św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Rzym św Jan Chryzostom św Augustyn Kościół
2020-11-17

Św. Grzegorza Cudotwórcy, Biskupa Neocezaryjskiego

Żył około roku Pańskiego 270.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Niseńskiego.)

Święty Grzegorz rodem z miasta Neocezarei w Poncie, przyszedł na świat około roku Pańskiego 200, z rodziców pogańskich, i w błędach bałwochwalstwa był wychowany. Wszakże skoro do lat młodzieńczych doszedł, a wysoko w naukach wykształcony zaczął zastanawiać się nad religią pogańską, uznał jéj niedorzeczność i szczerze szukał prawdy. Spotkanie w Cezarei Palestyńskiéj Oryginesa jednego z najuczeńszych Kościoła świętego mężów, dopomogło mu do poznania jéj zupełnie. Oświecony łaską Bożą, został chrześcijaninem.

Nieporzucając jednak zawodu naukowego, w którym słynął jako jeden z pierwszych filozofów swojego czasu, przebywał w Aleksandryi, gdzie wówczas nauki wysoko kwitnęły i gdzie było siedlisko najuczeńszych ludzi. Kształcił się téż i w cnotach chrześcijańskich i jaśniał nieposzlakowanemi obyczajami, wśród młodzieży, która licznie tam ze wszech stron zgromadzała się dla nauk filozoficznych i lekarskich, a życie pogańskie i rozwiązłe wiodła. Najwięcéj zpomiędzy nich zepsuci, zawistném okiem patrzyli na Grzegorza którego pobożność ich rozpustę najsilniéj potępiała; chcąc go tedy okryć niesławą na jaką sami zasługiwali, nasłali na niego znaną w całém mieście nierządnicę, która publicznie domagała się zapłaty, jakoby jéj należnéj, za uczestniczenie jego w jéj wszeteczeństwie. Święty, wcale tém niezmieszany, nieodrywając się od słuchania wykładu profesora który wtedy mówił z katedry, prosił jednego ze swoich towarzyszy, aby tę kobietę niegodziwą uspokoił datkiem jakiego żądać będzie. Młodzież która ją nasłała, miała już swoje za wygrane, ciesząc się że wszyscy poczytają Grzegorza za podobnego im rozpustnika; kiedy oto w téjże chwili, szatan opętał owę nierządnicę, która miotając się po ziemi w strasznych konwulsyach, wyznała publicznie że była zapłaconą, aby oczernić Grzegorza. Ten zaś zdjęty litością nad jéj opłakanym stanem, wezwał nad nią Imienia Pańskiego i wnet ją uzdrowił, chociaż wtedy był tylko katechumenem to jest jeszcze nie ochrzczonym.

Wkrótce potém, przyjął Chrzest święty, i wraz z pobożnym towarzyszem Firmianem z Kapadocyi, udał się do Oryginesa który wtedy filozofią chrześcijańską z wielką sławą wykładał i w naukach świętych biegle młodzieży przewodniczył. Skorzystawszy przy tym wielkim świeczniku Kościoła Bożego niemało, powrócił do ojczyzny mając już sławę wielkiéj nauki męża, a kiedy wszyscy jego krewni i znajomi spodziewali się że wysoki urząd zajmie, który mu na wyścigi z powodu jego znakomitego wykształcenia ofiarowano i będzie starał się o świetny zawód w godnościach światowych, Grzegorz wzgardziwszy tém wszystkiém, udał się na pustynię, z zamiarem spędzenia na niéj całego swojego życia na pokucie i bogomyślności. Lecz inne miał Pan Bóg na niego widoki.

Fedyn Biskup Amazejski, znając jego świątobliwość i wysokie w naukach wykształcenie, postanowił zrobić go kapłanem, a potém co prędzéj wyświęcić na Biskupa. Święty dowiedziawszy się o tém, długo krył się przed nim, przechodząc z jednéj puszczy na drugą. W końcu jednak, ze zrządzenia Bożego Biskup go wynalazł, i chociaż długo Grzegorz wielki stawiał temu opór, wyświęcił go na kapłana, a późniéj postarał się że go zrobiono Biskupem Neocezarei, dyecezyi w któréj wśród licznie osiedlonych pogan, było tylko siedemnastu chrześcijan.

Zanim zasiadł na téj ubogiéj stolicy, uprosił sobie kilka tygodni czasu, do przygotowania się na ustroniu i wyjednania sobie u Pana Boga, przez modlitwę i ostrzejsze jeszcze niż zwykle posty, potrzebne do sprawowania wysokiego urzędu swojego łaski. Pan Bóg zaś, i w sposób cudowny raczył mu przyjść do tego w pomoc. Zesłał mu widzenie, w którém objawiła się mu przenajświętsza Panna otoczona niebieską światłością, a mając obok siebie świętego Jana Ewangelistę, poleciła aby On sam był mistrzem Grzegorza, w tém wszystkiém co do najdoskonalszego sprawowania swojéj Biskupiéj godności, wiedzieć potrzebuje. Ze światła to jakie odebrał ten mąż Boży podczas tego objawienia, ułożył on wyznanie wiary, które późniéj na Soborach powszechnych jako najdoskonalsze streszczenie głównych prawd katolickich przyjęte i odczytywane było. Przytém, powziął wielkie serce na opowiadanie Ewangelii, i udał się do Neocezarei, gdzie miał srogą walkę z pogaństwem rozpocząć i Kościół Boży wśród niego jakby nanowo zakładać.

Przybywszy do swojéj stolicy, zaczął niezwłocznie opowiadanie Słowa Bożego, a Pan Bóg obdarzył go nadzwyczajną łaską czynienią cudów, które widząc poganie, tłumnie się nawracali. Kiedy miał zakładać kościół, nie mógł na to mieć innego miejsca jak szczupły kawałek ziemi, pod samą wielką górą będący. Święty całą noc przetrwał na modlitwie, prosząc Pana Boga aby temu zaradził: a nad rankiem kazał górze ustąpić, i ustąpiła tyle ile potrzeba mu było obszernéj płaszczyzny na wzniesienie kościoła z wielkim cmentarzem i wielkim dokoła placem.

Dwaj bracia, mając dzielić się majętnością po rodzicach im pozostałą, nie mogli przyjść do zgody o jezioro które wśród ich dóbr było, i prosili Grzegorza żeby między nimi sprawę tę rozstrzygnął. Starał się ich pogodzić, lecz napróżno: obaj bracia przybrawszy sobie pewną liczbę ludzi mieli przyjść do krwawéj bójki, którą tylko z powodu nadchodzącéj nocy na dzień następny odłożyli. Grzegorz na całą tę noc pozostał przy jeziorze i pomodliwszy się, nad rankiem rozkazał wodom w imię Pańskie zniknąć a ziemię suchą zostawić, co wnet nastąpiło. Skoro dzień nadszedł, przypadły strony przeciwne z bronią w ręku gotowe do walki, lecz ujrzawszy cud tak wielki zdumieni, wszyscy zostali chrześcijanami, a dwaj bracia osuszoną ziemią bez sporu się podzielili.

Rzeka Likus, w jego dyecezyi płynąca, wylewami swojemi wielkie szkody w polach czyniła. Mieszkańcy tameczni, nie mieli żadnych środków żeby na niéj tamy porobić. Udali się przeto o pomoc do świętego Grzegorza, znając już jego cudotwórczość. Odpowiedział im sługa Boży, iż sam Stwórca zakreślił wodzie jéj granice i że Jego wszechmocności ulegać należy. Jednak ujęty litością nad wielką liczbą biednych rodzin do nędzy przez wylew téj rzeki przywiedzionych, udał się do modlitwy, i wzywając Imienia Chrystusowego poszedł nad brzeg rzeki, gdzie z ufnością w moc Bożą zatknąwszy swój kij pasterski to jest Pastorał Biskupi rzekł: „W Imię Chrystusa Pana, póty twoja granica wodo: wyżéj pod ten kres odtąd nie wylewaj.” Kij ten urosł w wielkie drzewo, i od owego czasu rzeka skoro do niego wzbierze, daléj się nigdy nie rozlewa.

Razu pewnego Żydzi, niewierząc w jego cuda i chcąc pogan o ich fałszu przekonać, kazali jednemu ze swoich położyć się przy drodze którą miał przechodzić Grzegorz, i udawać umarłego; a gdy on nadszedł, prosili go aby im dał czém pokryć trupa, bo nic takiego przy sobie nie mają czémby to uczynić mogli. Chcieli przez to okazać poganom wtedy tam umyślnie nagromadzonym, że Święty nie rozpozna nawet żywego od umarłego, a gdzież dopiéro cuda miałby czynić. Święty Grzegorz zdjął z siebie płaszcz, i oddawszy go im odszedł. A gdy oni uradowani iż go oszukali, kazali wstać temu który umarłego udawał, spostrzegli że w istocie umarł, co znowu wielu pogan nawróciło.

Rozkrzewił już był Grzegorz wiarę świętą w całéj dyecezyi swojéj, gdy wyszedł wyrok cesarza Dyoklecyana aby chrześcijan do ofiar bożkom zmuszano, a opierających się temu śmiercią karano. Radził tedy wiernym swojego biskupstwa, aby ci którzyby nie czuli w sobie dość odwagi do przetrwania męczeństwa, uchodzili w góry i tam ukrywali się póki prześladowanie trwać będzie. Sam téż z dyakonem swoim, ukrył się na górze w jaskini. Urzędnicy cesarscy kazali go pilnie śledzić, a jeden z pogan odkrywszy jego schronienie, przywiódł tam oddział żołnierzy który miał go uwięzić. Widząc ich nadchodzących, Święty kazał będącemu przy nim dyakonowi podnieść ręce na modlitwę i poświęcić się Bogu, co i sam uczynił, Żołnierze do jaskini weszli, lecz ich ujrzeć nie mogli, a wróciwszy powiedzieli że tylko tam dwa wielkie pnie drzewa z suchemi gałęziami widzieli. Uznając w tém cud, Boży ów poganin który świętego Grzegorza wydał skruszony, padł mu do nóg i o Chrzest święty prosił, co téż i otrzymał.

Gdy ucichło prześladowanie, powrócił do swego Biskupstwa Grzegorz. Pomordowanych za wiarę Męczenników ciała wyszukiwał i ze czcią należną grzebał, a imiona ich i szczegóły ich męczeństwa pospisywał, ustanawiając razem dni obchodu ich uroczystéj pamiątki. I rozszerzyła się jego pracą, trudem i gorliwością wiara święta w téj krainie gdzie był Biskupem, tak dalece, że gdy umierał i spytał wielu w dyecezyi jego było jeszcze pogan, a odpowiedziano mu że siedemnastu, rzekł: „Dzięki niech będą Bogu: tylu właśnie było w niéj chrześcijan, gdym na Biskupstwo wstępował.” Umarł roku Pańskiego 270 dnia 17 listopada, i pochowany został w kościele który sam wybudował, a który późniéj pod jego wezwaniem został poświęcony.

Pożytek duchowny

W cudzie dokonanym przez świętego Grzegorza, przez przeniesienie góry z jednego miejsca na drugie, sprawdziły się te słowa Pana Jezusa, w których upewnił nas że ktokolwiek z żywą wiarą górze ustąpić rozkaże, wnet ona ustąpi. Ojcowie święci stosują to i do złego ducha, który wyniesiony pychą, jest jakby górą ciągle nam zawadzającą na drodze zbawienia. Chceszli tę zaporę obalić? Czyń to z żywą wiarą i wzywaj na pomoc Maryi, a za każdą razą tego dokażesz.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, aby błogosławionego Grzegorza, Wyznawcy Twojego i Biskupa czcigodna uroczystość, i w pobożności dała nam wzrostu nabierać i zbawienia dostąpić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 986–988.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 910–911

Jakkolwiek święty Grzegorz był wielkim cudotwórcą, zawsze był pokorny i lękał się o swe zbawienie. Wiedział dobrze, że Bóg mu na to udzielił siły czynienia cudów, aby burzył królestwo szatana, a szerzył chwałę Boską. Kto dziwił się jego cudom i chwalił go za to, zasmucał go i zawstydzał. Jak dalekim był od uważania swej osoby za świętą, widać stąd, jak mocno się obawiał sądu Bożego. „Boga się lękajcie i sądu Jego” — wołał zawsze na wiernych. Wiedział dobrze, że Judasz apostoł nie osiągnął zbawienia, mimo, że szatanów wypędzał z opętanych. Miał to niewzruszone przekonanie, że świątobliwość nie polega na działaniu cudów, lecz na pokorze, bojaźni Bożej, stronieniu od świata, pogardzie dóbr ziemskich, miłości Boga i bliźniego. Dlatego prawił często swym owieczkom: „Najwyższym dobrem jest trzymać się Boga, żyć z Nim, unikać grzechu. Lękajcie się Boga, zachowujcie przykazania Jego; wierzcie, że staniecie kiedyś przed sądem Jego i że każdy z was odbierze zasłużoną nagrodę lub karę”. Czytając przeto cuda zdziałane przez Świętych Pańskich, sławmy wszechmoc Boga, w którego imieniu ci wybrańcy cuda czynili, ale zarazem zapatrujmy się na ich cnotliwe życie, ich dobre czyny i bierzmy je sobie za wzór. Jest niezawodnie w Niebie wielka ilość Świętych, którzy nie zasłynęli cudami, lecz byli przykładem pokory, bogobojności, ubóstwa ducha, czystości serca, zamiłowania samotności i miłości Boga. O takie cnoty się starajmy, a będziemy świątobliwymi i zbawionymi bez cudów. O to się też starał św. Grzegorz, a cuda swe tak mało cenił, że pragnął przy śmierci, aby pamięć jego zupełnie zginęła na ziemi, a natomiast imię jego zapisanym zo stało w księdze niebieskiej.

Tags: św Grzegorz Cudotwórca św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup Orygenes cuda
2020-11-16

Św. Edmunda, Arcybiskupa Kantorberyjskiego

Żył około roku Pańskiego 1246.

(Żywot jego napisany przez współczesnego mu kapłana, znajduje się u Suryusza pod dniem dzisiejszym.)

Święty Edmund urodził się w miasteczku Abendon w Anglii, przy końcu dwunastego wieku z rodziców bardzo pobożnych. Ojciec jego Edward, za zgodą żony Mabilii wstąpił do klasztoru i żył w nim do śmierci w wielkiéj świątobliwości. Matka pozostawszy na świecie najbogobojniéj wychowywała dwóch swoich synów: Edmunda i Roberta. Wyprawiając ich do Paryża dla pobierania tam wyższych nauk, udzieliwszy im różnych zbawiennych upomnień, zaopatrzyła ich przytém w dwie ostre włosiennice, polecając aby je kilka razy na tydzień nosili, dla przyskramiania w sobie zmysłowych chuci. Edmund najgodniéj odpowiedział świątobliwemu wychowaniu jakie odebrał w domu. Był wzorem pobożnego młodzieńca, a chcąc się wyłączniéj poświęcić Bogu uczynił ślub dożywotnéj czystości przed obrazem Boga Rodzicielki, i jak późniéj mówił, Marya miała go od téj pory w Swojej szczególnéj opiece, a w najcięższych pokusach przybywała mu miłościwie na pomoc.

Matka jego widząc się blizką śmierci, przyzwała go do siebie, a pobłogosławiwszy i poleciwszy mu jako najstarszemu z rodzeństwa opiekę nad innemi dziećmi, zasnęła bogobojnie w Panu. Siostry świętego Edmunda były nadzwyczaj nadobnéj urody: to obudziło w nim obawę, aby polubiwszy świat, nie zgubiły duszy swojéj. Nakłonił więc je aby zostały zakonnicami, i umieściwszy w klasztorze, sam wrócił do Paryża dla ukończenia zawodu naukowego. Odznaczając się pomiędzy wszystkimi uczniami zdolnością i pracą, nie zaniedbywał wcale ćwiczeń pobożnych, i już wtedy jaśniał wysokiemi cnotami i nadzwyczaj pokutném życiem. Ukończywszy nauki akademickie, jako biegły matematyk, został w téjże Akademii profesorem tego przedmiotu i wielce w nim zasłynął.

Razu pewnego, śpiącemu objawiła się matka, i spytała co znaczą te wszystkie kreślenia geometryczne, któremi się zajmował. Edmund odpowiedział jéj na to, dowodząc swojéj biegłości w nauce matematyki; a matka nakreśliła przed nim trzy koła, nazywając jedno Bogiem Ojcem, drugie Synem Bożym, a trzecie Duchem Świętym, i rzekła do niego: „Porzuć synu mój te wszystkie kreślenia któremiś się dotąd zajmował, a myśl tylko o tych.” Święty zrozumiał co to znaczy, i odtąd wyłącznie oddał się nauce teologii.

Pracując, miał zawsze przed sobą wizerunek przenajświętszéj Panny, i od chwili do chwili wzywał pomocy téj Matki światła niebieskiego z taką gorącością ducha, iż niekiedy wpadał w zachwycenie. Ile razy brał pismo święte do czytania, najprzód całował je z największém uszanowaniem. Za jego czasów książki, ponieważ wówczas druk jeszcze nie był wynaleziony, bardzo były drogie i rzadkie. Oddany naukom, wielką do książek przywiązywał wagę, jednak zdarzało się że je sprzedawał, żeby za nie dać ubogim jałmużnę, tém bardziej, że im więcej ćwiczył się w modlitwie, tém mniej potrzebował książek, gdyż sam Duch Święty stawał się jego mistrzem. Tak zasłynął nauką teologii, że pomimo oporu jaki stawiła temu jego pokora, zaszczycono go stopniem doktora Akademii. W rozprawach dowodził wielkiéj przenikliwości umysłu, a przy każdym wykładzie teologii z katedry profesorskiéj, na które wielka liczba słuchaczów się zbierała, miewał jakby kazania, które najzbawienniéj na wiernych wpływały. Wielu téż z jego słuchaczów pobudzało się do pokuty, a niektórzy w skutek tego co w ciągu jego wykładów słyszeli, opuszczali świat i do klasztorów wstępowali.

Pewnéj nocy we śnie, ujrzał salę w któréj nauczał całą napełnioną ogniem, i z niéj wychodzących siedem pochodni. Nazajutrz, siedmiu z jego uczniów wstąpiło do zakonu Benedyktynów. Inną razą, kiedy miał wykładać tajemnicę o Trójcy przenajświętszéj, przyszedłszy do sali akademickiéj, gdy jeszcze nikogo nie było, znużony całonocną pracą zasnął na swojéj katedrze. We śnie, ujrzał gołębicę zlatującą z nieba i udzielającą mu Komunią świętą. Po takowéj łasce, mówił o wzniosłéj tajemnicy przenajświętszéj Trójcy z taką wymową i z tak głębokiemi poglądami, że wszyscy poznali iż go w tém nadprzyrodzone światło Boskie wspierało.

Gdy miewał kazania, słowa jego ożywione miłością Boga i pragnieniem zbawienia dusz wiernych, do najtwardszych serc trafiały. Papież zlecił mu ogłaszanie wojny krzyżowéj, upoważniając go przytém najwyższą władzą swoją, do pobierania z dochodów kościołów w których będzie miewał nauki, ile mu się spodoba. Nigdy z tego przywileju nie korzystał; żadnych nawet dobrowolnych ofiar nie przyjmował, a za to Pan Bóg obdarzył go mocą czynienia cudów. Razu pewnego miał kazanie przed kościołem w Wigonie, nagle nadeszła tak straszna chmura że wszyscy chcieli odejść, obawiając się nawałnicy. Święty uczynił znak krzyża w stronę z któréj szła burza, i z kazalnicy zawołał głośno: „Rozkazuję ci zły duchu, abyś się ztąd oddalił, a nie przeszkadzał ludowi słuchać słowa Bożego.” W téjże chwili chmura rozeszła się wokoło, ulewny deszcz zlał wprawdzie cała okolicę, lecz na miejsce na którém byli słuchacze świętego Edmunda, ani kropla nie padła.

Gdy biskupstwo Kantorberyjskie długo nie miało Pasterza, wysłano posłów do Papieża Inocentego IX, z prośbą aby on sam oznączył, kogo na tę godność wybrać mają. Ojciec święty przysłał swojego legata do Anglii aby przewodniczył temu wyborowi, w którym wszystkie głosy miał święty Edmund. Zawiądomiono o tém Papieża, który wybór takowy najchętniéj zatwierdził. Lecz nowo wybranego Biskupa nigdzie znaleźć nie mogli. Bowiem święty Edmund, skoro dowiedział się że gdy szło o wybór Biskupa na niego oczy zwracano uszedł potajemnie i skrył się w górach. Odkryto go przecież po pewnym czasie, lecz napotkano największy z jego strony opór w przyjęciu godności, któréj sądził się niegodnym. Wszakże przyjął ją w końcu, gdy mu przedstawiono ciężką potrzebę kościoła Kantorberyjskiego od tak dawna pozbawionego Pasterza a szczególnie gdy objawiono wyraźną w téj mierze wolę Papieża.

Wyświęcony na to Biskupstwo, jako Pasterz według serca Bożego, cały oddał się wysokim a mozolnym swojego apostolskiego urzędu obowiązkom. Z niezmordowaną gorliwością Słowo Boże głosił, roznosząc je po najuboższych wioskach swojéj dyecezyi, na któréj zwiedzaniu prawie cały czas trawił. Ojcem był biednych wdów i sierot, obrońcą wszystkich prześladowanych. Chorych ubogich, o ile mógł sam po ich mieszkaniach nawiedzał, pocieszał, krzepił na duszy, zachęcał do cierpliwości, a w ostatnich chwilach do szczególnéj ufności w opiekę Matki Bożéj pobudzając, usposabiał do dobréj śmierci. Groźnie powstając przeciw wszelkim zdrożnościom gdziebykolwiek się one pojawiły, z otwartém sercem przyjmował nawracających się grzeszników: gonił za nimi i wszelkich używał środków aby trafić do ich serca, i pozyskać ich Chrystusowi.

Takim był ten święty Biskup, zasiadając na stolicy pasterskiéj od któréj się tak szczerze bronił. Lecz że właśnie dla tego wielce był Bogu miłym, potrzeba było aby go wyprobowały, udoskonaliły i uświęciły cięższe utrapienia doczesne. Dopuścił je na niego Pan Bóg, w prześladowaniu do jakiego przeciw niemu pobudziło piekło złych ludzi. Z męstwem i stałością właściwemi świętemu Pasterzowi, był Edmund nieugięty w obronie praw i przywilejów Kościoła, bez względu na potęgę tych którzy się na nie targali. Wierne takowe przy swoim obowiązku obstawanie, ściągnęło w końcu na niego gniew króla i niektórych możniejszych w Anglii Panów. Co większa znalazło się i kilku Biskupów, którzy z pominieniem swoich obowiązków schlebiając nadużyciom władzy świeckiéj, wystąpili przeciw Edmundowi, co uczyniła nawet i jego własna a niegodna tak świętego Pasterza Kapituła. Sprowadziło to na niego rozliczne prześladowania, oszczerstwa i najdotkliwsze obelgi. Lecz mąż Boży znosił wszystko z największą cierpliwością, i z miłością wyrażając się zawsze o tych którzy mu najwięcéj złego uczynili, mówił tym którzy się dziwili niezachwianéj jego łagodności: „Obelgi jakie mi zadają sąto gorzkie lekarstwa, lecz bardzo dla mnie pożądane: dodają bowiem zdrowia duszy mojéj.”

Zmuszony uczynić silne przedstawienia królowi, z powodu nadużyć których się ten względem Kościoła dopuszczał, gdy w skutek tego rozporządzeniami królewskiemi ściśnięty, ujrzał się w niemożności spełniania swoich Biskupich obowiązków, skazał się sam na wygnanie z ojczyzny i udał się do Francyi. Kiedy wsiadał na okręt, okazał mu się święty Tomasz Biskup Kantorberyjski, który podobnież w obronie praw swojego kościoła, padł ofiarą: pochwalił jego postępowanie, i zapowiedział mu że wkrótce otrzyma w Niebie nagrodę za swoje trudy. Osiadł był najprzód w Opactwie Benedyktynów w Pantynii, gdzie z wielką serca pociechą, oddał się pokucie i najwyższéj bogomyślności. Wkrótce zapadłszy tam ciężko na zdrowiu, z polecenia lekarzy przeniósł się do klasztoru Soessieńskiego, gdzie czując się blizkim śmierci zażądał ostatnich Sakramentów świętych. Gdy przyniesiono mu Wiatyk. wyciągnąwszy do Niego ręce zawołał: „W ciebiem o! Panie mój zawsze wierzył, Ciebiem według Ewangelii Twojej ludowi mojemu opowiadał. Jak przez całe życie moje niczego na ziemi prócz Ciebie nie szukałem, i jedyném pragnieniem mojém było spełnianie przenajświętszéj woli Twojéj, tak i teraz Ciebie jednego pragnę nad wszystko, i proszę Cię czyń ze mną co Ci się spodoba.” Po przyjęciu ostatniego Olejem świętym namaszczenia, trzymał już prawie ciągle przy ustach krzyż święty, a całując ranę boku Jezusowego, powtarzał te słowa Pisma Bożego: „Będziecie czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych” 1. I w takich niebieskich rozpływając się uczuciach, świętą śmiercią świątobliwe zakończył życie, 16 Listopada roku Pańskiego 1241. W cztery lata po śmierci, przez Papieża Inocentego IV kanonizowany został.

Pożytek duchowny

Święty Edmund, przez oddanie się w szczególną opiekę Matce Bożéj, przed któréj ołtarzem w młodości ślub czystości był uczynił, wsparty jéj szczególną opieką do wysokiéj doszedł świątobliwości. Tak bowiem zawsze ta przenajświętsza Matka wszelkiéj łaski Bożéj odpłaca się tym, którzy dobre czyny swoje pod jéj szczególną opieką wykonywać zwykli. Staraj się i ty wszystkie zbawienne chęci twoje polecać macierzyńskiemu miłosierdziu Maryi, a Ona ci wyjedna niezbędną do ich wiernego spełnienia łaskę Bożą.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże! aby uroczystość błogosławionego Edmunda Wyznawcy i Biskupa Twojego, którego pamiątkę dziś obchodzimy, przydała nam wzrostu w pobożności i zbawienie nasze zapewniła. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 983–985.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 919

Widzę Cię, Jezu, zranionego od stóp do wierzchu głowy cierniem ukoronowanej, widzę Cię przybitego trzema gwoździami do drzewa krzyżowego, widzę Cię jak konasz w boleściach i cichy głos wydobywa się z Twych piersi i słyszę ten głos ostatniej Twojej woli: „Oto syn Twój. Oto Matka twoja” (Jan 19, 26—27). Ten głos utkwił głęboko w Sercu Najśw. Matki, ten głos: „Oto syn Twój” dostaje się mnie w udziale w każdym dniu życia mojego. Ileż to razy doznałem szczególniejszej opieki Serca macierzyńskiego Najświętszej Maryi! Słyszę ten głos: „Oto Matka twoja”, ale z zawstydzeniem wyznać muszę, że jestem niewdzięcznym synem tej Matki; ileż to razy sprzeciwiałem się natchnieniom, ileż to razy zraniłem Jej Serce przez nieposłuszeństwo Jej Synowi! O Matko, nie przestawaj na mnie wołać: „Dziecię zbłąkane, dziecię nieposłuszne, Jam Matka twoja, bądź synem, bądź córką moją!” Kościół święty odnosi te słowa mędrca Pańskiego do Najświętszej Maryi Panny: „Pójdźcie synowie, słuchajcie mię: bojaźni Pańskiej nauczę was” (Psalm 33, 12). Naucz mnie, Matko Boga mojego, bojaźni, abym raczej zgodził się na śmierć, aniżeli obraził Pana Boga choćby powszednim dobrowolnym grzechem. Święty Edmund, przez oddanie się w szczególną opiekę Matce Bożej, przed której ołtarzem z miłości ślub czystości był uczynił, wsparty Jej szczególną opieką, do wysokiej doszedł świątobliwości. Tak bowiem zawsze ta Najświętsza Matka wszelkiej łaski Bożej odpłaca się tym, którzy dobre czyny swoje pod Jej szczególną opieką wykonywać zwykli. Staraj się i ty wszystkie zbawienne chęci twoje polecać macierzyńskiemu miłosierdziu Maryi, a Ona ci wyjedna niezbędną do ich wiernego spełnienia łaskę Bożą.

Footnotes:

1

Izaj. XII. 3.

Tags: św Edmund Rich św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup Maryja matematyk św Tomasz Becket
2020-11-15

Św. Gertrudy, Opatki klasztoru Rodardeńskiego

Żyła około roku Pańskiego 1292.

(Żywot jej był napisany przez Jana Lanspergiusza, Kartuza.)

Święta Gertruda hrabianka na Haubornie, urodziła się w Saksonii w mieście Eizleben około roku Pańskiego 1222, z zamożnych i znakomitych rodziców, blizkiém pokrewieństwem z cesarzem Fryderykiem II-gim połączonych. Miała lat pięć, kiedy na usilne jéj saméj żądanie, rodzice umieścili ją w Rodardeńskim klasztorze Benedyktynek, w którym już wtedy, a jeszcze tak małém będąc dziecięciem, zadziwiała wszystkich wysoką pobożnością, zamiłowaniem modlitwy, umartwieniami ciała, a obok tego nadzwyczajną w naukach zdolnością i pilnością. Szczególnie w rzeczach tyczących się religii i najgłębszych tajemnic wiary, okazywała pojęcie nie tylko wiek jéj przechodzące, lecz które byłoby nadzwyczajném nawet w osobach dorosłych a wyłącznie nauce Teologii oddanych. W krótkim téż czasie, taki uczyniła w naukach postęp, napotkawszy przytém bardzo biegłych mistrzów, a którzy jéj nadzwyczajną bystrość umysłu podziwiali, że stała się biegłą w Filozofii i Retoryce, i doskonale po łacinie mówiła i pisała. Następnie uczyła się Teologii scholastycznéj według wyższych akademickich wykładów, i Teologii mistycznéj, któréj przedmiotem są tajemne duszy z Bogiem stosunki, i w téjto ostatniéj nauce, stała się wielką i sławną w całym kościele mistrzynią, na równi ze świętą Teresą stawianą.

Oddając się tak głębokim badaniom, to jedynie miała na celu, aby genialnemi zdolnościami będąc obdarzoną, lepiéj poznając Boga, tém większą przejmowała się ku Niemu miłością, a z téj znowu miłości, najdoskonaléj Mu służyła. Wszakże, i z tego korzystał zły duch, wieczny zawistnik każdéj duszy gorliwiéj o doskonałość starającéj się, i zamierzał odwrócić Gertrudę od ściślejszego zjednoczenia się z Bogiem, a to właśnie tymże środkiem przez który ona chciała rączéj do Niego zdążać. W tym celu, rozbudził w jéj sercu ludzkie, a więc zbyt silne i jakby namiętne upodobanie w naukach, co mu tém łatwiéj było, że jej one z nadzwyczajną przychodziły łatwością. W skutek więc tego, Święta zaczęła stygnąć w nabożeństwie, jak to zwykle bywa, gdy kto, chociażby chwalebne zkąd inąd sprawy, z ludzkiém zbytecznie w jego sercu przemagającém upodobaniem, spełnia. Skoro bowiem takowemu dusza się poddaje i niém głównie się powoduje, odbiera już swoję doczesną za dobry czyn nagrodę, a nadprzyrodzonej albo całkiem, albo w wielkiéj mierze się pozbawia. Co zaś najzgubniejszém dla niéj jest wtedy, to że traci niejako z oczu Boga, i w miarę takowego poddawania się pobudkom ludzkiego tylko zamiłowania w spełnianiu swoich czynów, pozbawia się coraz bardziéj światła Ducha Świętego, bez którego postępując jakby wśród ciemności, może nieznacznie zejść zupełnie z właściwéj drogi.

Groziło to świętéj Gertrudzie: lecz że Pan Bóg miał na nią szczególniejsze Swojego miłosierdzia widoki, i w sercu jéj bądź co bądź panował przeważnie, więc zesłał jéj widzenie, w którém Sam Pan Jezus objawiwszy się téj Swojéj wybranéj oblubienicy, upomniał ją silnie i ostrzegł najmiłościwiéj o zasadzkach szatańskich. Święta najżywszą skruchą za takowe zapomnienie się przejęta, postanowiła najszczerzéj hamować odtąd zbytnią swoję w naukach gorliwość, a Pan Jezus aby jej to ułatwić a jeszcze więcéj przysporzyć zasługi, takie jéj zesłał usposobienie, że odtąd do ćwiczeń naukowych doznawała wielkiego wstrętu, i wśród nich goryczy i znudzenia przedtém dla niéj zupełnie nieznanych. Późniéj zaś przez całe życie wyrzucała sobie że były chwile w których w czém inném niż w Bogu mogła szukać pociechy, i gdy z czasem w coraz wyższe łaski i dary niebieskie obfitowała, jedno krótkie wspomnienie tego co się jéj zdawało przeniewierzeniem się Bogu, przywodziło ją do uczucia najgłębszéj pokory, i do gardzenia sobą jako istotą na żadne ani u Boga ani u ludzi niezasługującą względy. Takto bowiem według słów Pisma Bożego: „Tym którzy miłują Boga wszystko dopomaga ku dobremu” 1. Po łasce takowéj, któréj jak najwierniéj odpowiedziała Gertruda, zsyłał już na nią Pan Jezus, coraz obfitsze i nadzwyczajne dary. Miała lat dwadzieścia, a po ślubach zakonnych wysoki już była uczyniła postęp w doskonałości, kiedy objawił się jéj znowu Zbawiciel i oświadczył, iż odtąd Sam raczy być jéj mistrzem w życiu duchowném, i uczyć ją będzie prawd i tajemnic, o którychby się nigdy z żadnych ksiąg nie dowiedziała. Razu pewnego, w wigilią Oczyszczenia Matki Bożéj, kiedy wśród nocy trwała na modlitwie, przygotowując się do téj uroczystości, którą, jak wszystkie Święta przenajświętszéj Panny, z wielkiém nabożeństwem obchodziła, napełnił Duch Święty duszę jéj światłem nadprzyrodzoném w takiéj obfitości, że wszystkie tajemnice wiary i rzeczy tyczących się najściślejszego zjednoczenia duszy z Bogiem odkryte sobie miała w sposób nadzwyczajny, i obdarzona została pojęciem ich tak cudowném, jak tego dostąpił był święty Paweł, kiedy uniesiony został do siódmego Nieba i niektórzy inni wielcy słudzy Boscy, którzy przypuszczeni bywali do podobnych tajemnic. Od téj téż chwili, jak to sama pisze, w jedném z dzieł swoich o zjednoczeniu duszy z Bogiem, to jéj zjednoczenie się z niebieskim Oblubieńcem było tak ścisłém i ciągłém, że bezustannie cieszyła się najżywszém uczuciem obecności Bożéj, wyjąwszy dni jedenastu, podczas których dla wyprobowania jéj wierności, pozbawił ją był Pan Bóg tego uczucia bezustannego patrzenia na Niego oczami duszy i serca.

Przez lat czterdzieści swego zakonnego życia, była Przełożoną jużto w klasztorze Rodardeńskim, już w Elfeńskim; w obydwóch przewodziła siostrom nietylko władzą, lecz szczególnie cnotami. Odznaczała się w pożyciu wspólném głównie: wielką słodyczą i głęboką pokorą. Odbierając cudowne oświecenia o których wyżéj wspomnieliśmy, pomimo tego nic nie przedsiębrała bez porady drugich, szczególnie udawała się w tym celu do świętéj Matyldy, zakonnicy w tymże klasztorze mieszkającéj.

Ulubioném jéj ćwiczeniem duchowném było rozmyślanie Męki Pańskiéj, i wtedy rzewnemi zalewała się łzami. Kiedy rozmawiała o Panu Jezusie i tajemnicach Jego przenajświętszego życia, czyniła to z takiém namaszczeniem i z takiém uczuciem miłości, że wszystkich w zachwycenie wprawiała. Pewna zakonnica wielkiéj świątobliwości, miała objawienie, że podówczas nie było w świecie serca gdzieby z równém upodobaniem jak w sercu Gertrudy, przebywał Pan Jezus. A święta Matylda, w widzeniu które miała, ujrzała ją przy samym Tronie Syna Bożego klęczącą z oczyma w Jego Boskie oblicze tak wlepionemi, że ich ani na chwilę nie odwracała. Razu pewnego gdy w chórze słyszała, śpiewane te słowa Pisma świętego: „widziałem Pana twarzą w twarz” 2, Gertruda ujrzała w górze nad sobą oblicze przecudnéj piękności, z którego wychodzące promienie przeszyły jéj serce, napełniając je niebieską pociechą któréj jak sama pisze o tém, żaden ludzki język wysłowić niezdolny. Niekiedy ukazywał się jéj Pan Jezus ubogim, jakim był w stajence Betleemskiéj, co sprawiało na niéj takie wrażenie że według jéj własnego wyrażenia, zdawało się jéj, iż jakby tylko co sama w życiu duchowném urodziła się, i w skutek tego z nowym zapałem na téj drodze postępowała. Albo znowu w jéj rękach i w nogach wyciskał Zbawiciel Swoje rany, z których tak cierpiała jakby je odebrała w istocie, i tém żywiéj wtedy pojmowała co wycierpiał dla nas Pan Jezus. Niekiedy wkładał na jéj palec pierścień kosztowny, na znak iż ją chce mieć Swoją szczególną oblubienicą. Stawał przed nią z przenajświętszą Maryą Panną, upewniając iż Matka Boża i jéj najprzywiązańszą matką być raczy. Lecz co najcudowniejsze, to że w jedném z widzeń takowych, zamienił z nią własne serce swoje, i odtąd Święta nie czuła w sobie innéj woli, innych skłonności i innych upodobań jak Samego Jezusa, i miłowała Go uczuciem od wszelkich uczuć ziemskich najdoskonaléj oczyszczoném. Długi szereg innych tego rodzaju łask cudownych, jak i wyżéj wspomniane, opisuje święta Gertruda w jedném z dzieł swoich, przez najpoważniejszych w Kościele mężów wysoko cenioném. Zostawiła także zbiór różnych modlitw przez nią ułożonych, pełnych najgorętszych aktów miłości Pana Jezusa, a szczególnie w tajemnicy ołtarza utajonego.

Wszystkie te niebieskie dary rozbudzały w jéj sercu pragnienie stawania się podobną Jezusowi cierpiącemu i wzgardzonemu. Ztąd coraz większe zadawała ciału umartwienia i wszelkie zkądkolwiek spadłe na nią przykrości, upokorzenia, cierpienia, nietylko cierpliwie znosiła, lecz z największą pociechą i weselem duszy. Pobudzało to ją także do wielkiéj nad grzesznikami litości i pragnienia ich nawrócenia. Całe noce spędzała na modlitwie, za nich najcięższe zadawała sobie w tym celu pokuty, i wielką ich liczbę tym sposobem pozyskała Panu Bogu.

Mając lat siedemdziesiąt zapadła w ciężką i nader bolesną chorobę, trwającą blizko pół roku,a którą przeniosła z niezachwianą cierpliwością. Owszem im więcéj wzmagały się jéj cierpienia, tém ją weselszą widziano. W ciągu téj słabości straciła była mowę, z tego powodu zdarzało się że wprost przeciwne rzeczy jéj dawano niż te o które prosiła nigdy jednak tego poznać nie dała, jeśli która z sióstr sama się tego nie domyśliła. Wśród największych boleści, znakami objawiała siostrom że serce jéj zalewają niepojęte pociechy niebieskie. Zakonnice odprawiły nowennę do świętego Lebuina, dla uproszenia za pośrednictwem jego zdrowia dla swojéj ukochanéj Opatki. Lecz ten Święty objawił się im i rzekł: „Gdy król chce ukoronować obok siebie królowę, mnie prostemu Jego żołnierzowi nie godzi się powstrzymywać go od tego.” Nakoniec gdy dzień jéj śmierci nadszedł, ujrzała zstępującego do niéj z nieba swego Boskiego Oblubieńca, a przy nim Matkę Bożą, świętego Jana Ewangelistę i wielu innych duchów błogosławionych przychodzących po jéj duszę, aby ją wprowadzić do chwały przygotowanéj dla niéj w wieczności. A także ujrzała przy łóżku swojém wielu szatanów, lecz wszystkich w kajdany okutych dla większego tryumfu téj świętéj duszy która ich tyle razy zwyciężała za życia. W chwili gdy skonała, jedna z zakonnic widziała duszę jéj wchodzącą w serce Jezusowe, które było głównym celem całego jéj życia. Umarła 15 Listopada, roku Pańskiego 1292. Kilka osób wysokiéj świątobliwości miało objawienie że w chwili gdy skonała, kilka dusz z czysca wybawionych zostało za jéj zasługami i razem z nią do Nieba wstąpiły.

Pożytek duchowny

Dusza świętéj Gertrudy, według widzenia jakie miała zaraz po jéj śmierci pewna świątobliwa zakonnica, poszła prosto do serca Jezusowego, bo to przenajświętsze serce Jego, było przez całe jéj życie celem do którego zdążała. Staraj się i ty z miłości Boga, to jest dla najsłodszego Serca Jezusowego, wszystkie twoje spełniać sprawy, a przygarnie cię Ono do siebie, i tu na ziemi i na wieki w Niebie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś w sercu błogosławionéj Gertrudy Dziewicy, miły dla Siebie przybytek zgotował, za jéj zasługami i wstawieniem się, nasze serca ze wszelkich plam oczyść miłościwie i z nią w Niebie daj nam wspólnie cieszyć się na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 980–982.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 905

Święta Gertruda mawiała: „Dobroć Boga w tym się najwięcej pokazuje, że niedoskonałych dopóty wspiera, póki ich za ich zgodą nie zawiedzie na drogę doskonałości. Obym zdołała, Zbawicielu mój, zjednać Ci wszystkich ludzi! Wtedy chętnie aż do dnia Sądu ostatecznego chętnie chodziłabym po świecie i każdego, w którym by Ci się podobało zamieszkać, własnymi ramionami przed Tobą złożyła. Gdyby to było możliwe, podzieliłabym nawet swe serce na tyle części, ilu jest ludzi na świecie, byle bym w nich przez to wszczepiła skłonność i chęć do posłuszeństwa Twej świętej woli”. Święta Gertruda, umarłszy dla świata, stała się tym samym godną być oblubienicą Boskiego Zbawiciela. Była ona jedną z tych dusz oczyszczonych w świętym ogniu miłości Bożej, które, usunąwszy wszystkie przeszkody ziemskie, już tu na ziemi doznają w całej pełni łask i opieki Bożej. Gdyby ludzie chcieli i umieli się oderwać od znikomości tego świata, czuliby o wiele większy pociąg do Boga i spraw niebieskich. W tym cała bieda, że zajmujemy się w tym życiu o wiele więcej sprawami doczesnymi aniżeli Bogiem. Błogosławiony Tomasz a Kempis słusznie powiada: „Kto się nie zdoła oderwać od rzeczy ziemskich, ten nigdy nie wzniesie się duchem do rzeczy Boskich”. Mało tylko jest takich, którzy prowadzą życie odosobnione, bo nie umieją się oderwać od świata i stworzeń jego. Ileż to podejmujemy starań i zachodów w rzeczach znikomych i mających małą wartość, a o duszę, wewnętrzną istotę swoją, dbamy mało, albo wcale się nad nią nie zastanawiamy!

Footnotes:

1

Rzym. VIII. 28.

2

Genez. XXXII. 30.

Tags: św Gertruda z Helfty św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica nauka serce Jezusa
2020-11-14

Św. Stanisława Kostki

Żył około roku Pańskiego 1563,

(Żywot jego był napisany przez ojca Sakiniego, tegoż zgromadzenia kapłana.)

Święty Stanisław był synem Jana Kostki, kasztelana Zakroczymskiego, i Małgorzaty Kryski z Drobnia. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1550, w dziedzicznéj wsi rodziców swoich Kostkowie, dziś Rostkowem przezwanéj. Najprzód pobożnie w domu wychowany, gdy miał lat piętnaście, z bratem swoim starszym Pawłem posłany został do szkół ojców Jezuitów w Wiedniu przez nich prowadzonych, i w konwikcie ich umieszczony został. Lecz niedługo tam przebywał gdyż zakład ten zniesiono, a uczniowie w mieście zmuszeni byli szukać sobie pomieszczenia. Młodzi Kostkowie zajęli mieszkanie w domu pewnego lutra.

O ile święty Stanisław był pobożnym, i głównie tém co się Boga i Jego służby tyczy zajętym, o tyle brat jego starszy Paweł, lubił świat i jego rozrywki, i temu się namiętnie oddawał. Z tego téż powodu, wiele miał do cierpienia z jego strony Stanisław, którego świątobliwe postępowanie, było ciągłą i żywą naganą płochości Pawła. Ten téż w rozmaity sposób dokuczał młodszemu bratu: wyszydzał jego pobożność, a nawet przychodziło do tego iż go bił bez miłosierdzia. Stanisław cierpliwie wszystko to znosił, i z wszelkiém uszanowaniem dla Pawła, jako dla starszego brata zachowywał się. Uczył się pilnie, a chociaż mu z początku nieco trudno przychodziły nauki, wezwawszy w tém pomocy Matki Bożéj, do któréj miał serdeczne nabożeństwo, w krótkim czasie wielkie postępy uczynił. Wywdzięczając się więc Jéj za to, i dogadzając własnemu sercu, wszystkie wypracowania szkolne, których przedmiot pozostawiono do woli uczniów, obracał na pisanie pochwał Panny przenajświętszéj. Wpisany do Bractwa świętéj Barbary, między współuczniami jego założonego, obrał ją za szczególną swoję patronkę, a do Komunii świętéj starał się jak najczęściéj przystępować. Nagrodził mu téż to wszystko Pan Bóg, łaską powołania do Zakonu. Chciał wstąpić do Towarzystwa Jezusowego, lecz że od rodziców pozwolenia na to pozyskać nie mógł, i z tego powodu przełożeni tego Zgromadzenia robili mu trudności, odłożył to na późniéj, lecz zobowiązał się ślubem aby to w końcu dopełnić.

Pod tę porę nawiedził go Pan Bóg ciężką chorobą; a gdy mu się zdawało że umrze, zapragnął przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych. Lecz napróżno o to prosił: brat lekkomyślny zająć się tą usługą nie chciał, a gospodarz domu luteranin, najprzeciwniejszy był temu. Strapiony tém Stanisław, zaczął serdecznie modlić się do świętéj Barbary, pomnąc iż czytał w jéj żywocie, że kto ma do niéj nabożeństwo, bez przenajświętszego Sakramentu nie umrze. Jakoż, cudownie doznał tego na sobie: gdyż objawiła mu się święta Barbara, a przy niéj dwaj Aniołowie niosący przenajświętszy Sakrament, który mu ze czcią podali. Tak posilony spokojnie czekał śmierci, i w istocie bardzo już był osłabł, kiedy oto znowu okazała mu się Matka Boska i w tejże chwili go uzdrowiła, polecając przytém, aby wstąpienia swego do zgromadzenia Jezuitów, już dłużéj nie odwlekał.

Wyszedłszy z choroby, święty Stanisław widząc iż Prowincyał Jezuitów Wiedeńskich, z powodu iż nie miał pozwolenia od rodziców, przyjąć go nie chciał, za poradą światłego i pobożnego spowiednika, postanowił udać się do innéj zakonnéj Jezuickiéj prowincyi, aby tam być przyjętym. W tym tedy celu, sprawił sobie prostą ubogą siermięgę, noc całą na modlitwie przetrwał, a rano bardzo, kiedy jeszcze wszyscy w domu spali, przybrawszy się w oną suknię, poszedł do kościoła, wysłuchał Mszy świętéj, posilił się Ciałem Pańskiém, i puścił się w drogę, z tym zamiarem, że póty od klasztoru do klasztoru chodzić będzie, aż przyjętym zostanie. Tymczasem brat jego Paweł widząc dnia tego, iż pomimo spóźnionéj pory, Stanisław do domu nie wraca, zdjęty żałością że swojém złém postępowaniem dać mu mógł powód do ucieczki, szukając go po mieście a nie znalazłszy, gdy powziął jakiś ślad którędy się udał, puścił się konno z kilku sługami aby go dogonić. Owoż, blizko już niego nadjeżdżali, gdy nagle konie ich jakby skamieniałe stanęły, i ani kroku naprzód ruszyć nie chciały. Zdumieni więc i przerażeni tym cudem, powrócili, a Święty w dalszą poszedł drogę.

W téj drodze, pewnego poranku, Stanisław ujrzał kościoł otwarty. Wszedł do niego chcąc Mszy świętéj wysłuchać, i Komunią świętą przyjąć. Lecz jakże boleśnie ujrzał się zawiedzionym, gdy poznał że przez pomyłkę, wszedł był do Zboru luterskiego. Rozpłakał się zasmucony i widokiem miejsca gdzie Bóg był znieważany kacerskiemi obrzędami, i myślą że Ciała Pańskiego nie będzie miał szczęścia przyjąć. Lecz go i tu Pan Bóg, jak dawniéj gdy w Wiedniu chorował. łaskawie pocieszyć raczył. Ujrzał liczne grono zbliżających się Aniołów, z których jeden przystąpiwszy do niego, dał mu Komunią świętą.

Przybywszy do Augsburga, gdzie przebywał Kanizyusz, Prowincyał Jezuicki, przedstawił się mu, prosząc o przyjęcie do Zakonu. Ojciec ten, który już wiele o nim był słyszał, a w pierwszém poznaniu ocenił jego świątobliwość, zadość uczynił jego prośbie: posłał go najprzód do konwiktu w Dolingen, dla wyprobowania przez pewien czas jego powołania, a następnie do Rzymu, do Jenerała Jezuitów, którym natenczas był święty Franciszek Borgiasz. Ten przyjął go z otwartém sercem, i na samym wstępie uściskawszy go, rzekł te pełne dla nięgo pociechy słowa: „Drogi Stanisławie, przyjmuję cię bez żadnéj trudności do Zgromadzenia naszego, bo mam wiele dowodów jak cię sam Pan Bóg do tego powołuje.” Umieszczony w nowicyacie, był oddany pod przewodnictwo duchowne Klaudyuszowi Akwawiwie, późniéj z wielkiéj świątobliwości i nauki słynącemu, który poznawszy go bliżéj mówił: „nie ja jego, lecz on moim, na drogach wewnętrznego życia, przewodnikiem być powinien.”

Ojciec Stanisława Kasztelan Kostka, dowiedziawszy się nakoniec co się z jego synem stąło, napisał do niego, silnie go od powziętych zamiarów odwodząc. Święty Stanisław odpowiedział mu na to z wielkiém uszanowaniem i z synowską czułością, lecz oświadczył przytém, że już się Panu Bogu nieodwołalnie poświęcił, że mu się nie godzi ofiary téj cofać, a prosi żeby się i ojciec cieszył, iż Pan Bóg syna jego pomiędzy sługi Swoje policzyć raczył.

Ojciec nie nalegał więcéj, a święty Stanisław budował Rzym cały cnotami jakiemi w nowicyacie zajaśniał. Przedziwna skromność i święty urok okazywał się w całéj jego postawie. Na obliczu jaśniał jakby jakiś niebieski powab. Takie ciągle zachowywał skupienie, że każda jego czynność była jakby modlitwą ustawiczną; a gdy trwał na pobożnych rozmyślaniach i bogomyślności, taki ogień miłości Bożéj wrzał w jego sercu, iż niekiedy musiano chusty zmaczane do piersi mu przykładać. Przenajświętszą Pannę, którą zwał zwykle swoją najmilszą jedyną Matką, w każdéj rozmowie tak mile i wdzięcznie wspominał, że każdego co go słuchał, do szczególnego do Niéj nabożeństwa pobudzał. Wynajdywał dla Niéj coraz nowe prześliczne tytuły, i rzewnie utyskiwał iż nie ma wyrazów na określenie stopnia Jéj chwały i wyrażenia uczuć, jakiemi jest dla Niéj przejęty. Gdy do Niéj się modlił, uważano iż to czynił z tak nadzwyczajną pociechą i z takiém namaszczeniem, że zdawało się iż wtedy widocznie mu się objawia. Przytém różne zadawał sobie umartwienia ciała. W najniższych posługach klasztornych, najbardziéj sobie podobał. W cnocie posłuszeństwa zakonnego celował szczególnie, wiernie wykonywając to co mu nakazywano, chociażby co innego lepszém mu się zdawało. Razu pewnego, gdy nosił drwa do kuchni z drugim współnowicyuszem, zdziwiono się dla czego brał mniéj niż tamten, gdyż zwykle każdego w pracy wyprzedzał. Odpowiedział: iż dla tego że brat kucharz tyle a niewięcéj za każdą razą brać im rozkazał. Gdy mu przełożony nowicyatu skracać kazał rozmyślania, w których największéj doznawał pociechy, najchętniéj to uczynił, najmniejszego nieokazując smutku. Wszystkich wielce poważał, o sobie najniżéj trzymając, dla tego cieszył się serdecznie, że go Pan Bóg do grona zakonnego powołać raczył, mianując się niegodnym tego anielskiego towarzystwa, i wszystkie upokorzenia których mu dla próby nie szczędzono, nietylko bez wzruszenia, lecz z wyraźnie objawiającém się weselem znosił. Tak rączo po drodze doskonałości postępując, w krótkim czasie do szczytu cnót doszedłszy, po zapłatę za nie do Nieba od Pana Boga powołanym został.

Według zwyczaju przyjętego dla młodzieży u ojców Jezuitów, na miesiąc Sierpień przypadł mu za Patrona święty Wawrzyniec. Wigilią uroczystości tegoż wielkiego Męczennika, przepędził Stanisław ze szczególném nabożeństwem, przydając sobie i wiele umartwień ciała. Zaś w sam dzień tegoż swojego na ten miesiąc Patrona, lekko zachorował. Kazano mu się położyć, a lubo wcale na nic groźnego nie zanosiło się, on kładąc się rzekł: „Zdaje mi się że się Panu Bogu podoba, żebym z tego łóżka już nie wstał: w czém niech się stanie wola Jego.” Nazajutrz zapadł w gorączkę, która potém przeszła w zwykłą febrę przemijającą, w której lekarze nic wcale niebezpiecznego nie widzieli; on jednak zapowiedział braciom, że w święto Wniebowzięcia Matki Bożéj, umrze.

Jakoż, w dniu tym po paroksyzmie febry, w mdłości zapadać zaczął, a gdy i to nie zwracało uwagi, on usilnie prosił aby go Sakramentami świętemi opatrzono, a na ziemi położono, dla przyjęcia Komunii świętéj. Gdy mu przyniesiono Ciało Pańskie, zauważano iż jak gdyby mu sił cudownie przybyło, zerwał się na nogi i klęcząc przyjął przenajświętszy Wijatyk z największą gorącością ducha, a obróciwszy się do Rektora, rzekł te słowa z Pisma świętego, z listów błogosławionego Pawła: „Czas jest krótki”, 1 gotujmy się. A potém żegnając i przepraszając braci iż im niedobry z siebie przykład dawał, wziął krzyż w rękę, i jakby rozmawiając z Panem Jezusem, dziękował Mu za wszystkie odebrane dobrodziejstwa, a szczególnie za łaskę powołania do Zakonu. W samém zaś już konaniu, powiedział: „gotowe serce moje Boże, gotowe serce moje”, 2 i powtarzając coraz ciszéj przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi, oddał w Ich ręce duszę. Umarł roku Pańskiego 1563, mając lat ośmnaście. a w miesięcy dziewięć po przyjęciu do Zakonu. Papież Benedykt XIII kanonizacyą jego uroczyście odbył.

Pożytek duchowny

Święty Stanisław Kostka jest jednym z głównych Patronów kraju naszego, a oraz szczególnym Patronem cnoty świętéj czystości, którą tak jaśniał. Z tych obydwóch powodów, powinieneś mieć do niego wielkie nabożeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który pomiędzy różnemi mądrości Twojej cudami, także i młodocianemu wiekowi dojrzałéj świątobliwości łaskę udzielasz spraw prosimy, abyśmy za błogosławionego Stanisława przykładem, z każdéj chwili czasu zbawiennie korzystając, do wiecznego spokoju wejść pospieszali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 977–979.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 901

Zwróćmy uwagę na słowa świętego Stanisława w liście do ojca: „Już od dawna staraniem moim było służyć Bogu i wziąć na siebie krzyż Chrystusowy” itd. Słowa te dają nam jasny pogląd na tę czystą, dziewiczą duszę, pełną bogomyślności.

Jakaż jest istota bogomyślności?

  1. Jest nią silna i żywa radość, jaką Bóg zdobi i obdarza dusze przez łaskę uświęcająca. Za pomocą i przyczyną tej łaski wykonuje człowiek przykazania Boskie ochoczo i rączo, a nadto jeszcze pełni takie dobre uczynki, do których nie jest ściśle zobowiązany. Bogomvślność wiec polega na tym, że obdarzony nią chrześcijanin szybko i chętnie czyni to, co może się przyczynić do chwały Boga, gdv tvmczasem chrześcijanin zwykłej miarv, który nie doszedł jeszcze do tego stopnia doskonałości, ociężale czyni dla Boga to, czego nie może zaniechać bez ściągnięcia na siebie grzechu. Jak niegdyś Pan Jezus garnął do siebie dzieci i swe błogosławione dłonie kładł na ich głowach, tak czyni i dziś. Szczodrobliwość jego zdobi dusze dziecięce darem bogomyślności. Niechaj matki nie omieszkają starannie pielęgnować i rozwijać w swych dziatkach dar bogomyślności, aby się z nich doczekać pociechy na ziemi, i szczęścia w Królestwie niebieskim.
  2. Jakże słodkie jest życie bogomyślne! Człowiek zamiłowany w zmysłowych i ziemskich rozkoszach z politowaniem potrząsa głową, widząc bogomyślnego oddanego postom, modlitwie, samotności, wybaczającego urazy, hamującego gniew i żądze; nie mogąc zajrzeć w tajniki serca, nie pojmuje, jak bogomyślność to wszystko osładza i ułatwia. Święty Franciszek Salezy trafnie porównuje bogomyślnych z pszczółkami, które w tymianku znajdują sok obfity, ale surowy, a przez ssanie zamieniają go na wonny i słodki miód. Bogobojny i pobożny chrześcijanin spotyka w życiu wiele przeciwności i goryczy, ale przyjmując je ochoczo i z poddaniem się woli Bożej, zamienia je na słodycz. Palonym na stosach i wplatanym w koło Męczennikom wydawało się, że spoczywają na posłaniu z kwiatów; święci Młodzieńcy i Dziewice, krępując się dobrowolnie ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, chwalili Boga pobożnym pieniem i psalmami.

Footnotes:

1

1. Kor. VII. 29.

2

Psalm CVII. 2.

Tags: św Stanisław Kostka św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie św Barbara śmierć pokora posłuszeństwo czystość
2020-11-13

Św. Dydaka Wyznawcy, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1463.

(Żywot jego był napisany przez Marka Biskupa Lizbońskiego.)

Święty Dydak urodził się z ubogich a bogobojnych rodziców, w małém miasteczku zwanóm Sannikolo w Hiszpanii, na początku XV wieku. Zaledwie lat młodzieńczych dorósł, a czując w sobie powołanie do życia bogomyślnego i pokutnego, postanowił udać się na puszczę. Pod tę porę, w okolicach jego rodzinnego miasta, wśród lasu, na zupełnie osamotnioném miejscu, przy małym kościołku świętego Mikołaja, mieszkał pewien świątobliwy kapłan, wiodący życie pustelnicze. Święty Dydak osiadł przy nim, poddając się jego przewodnictwu duchownemu, i już od téj pory ćwiczył się w wielkich umartwieniach ciała, a Pan Bóg coraz go wyższemi darami bogomyślności wzbogacał. Dnie całe spędzał na modlitwie i pracy ręcznej. Uprawiał ogród przy ich pustelni będący, który aż nadto wystarczał na ich skromne utrzymanie, a nawet pracą około roli, Dydak i ubogich wspierał. Prócz tego, trudnił się wyrabianiem z drzewa łyżek, talerzy i innych podobnych sprzętów domowych, z których zarobek szedł znowu na utrzymanie kościołka.

Rozczytując się w Żywotach Swiętych Pańskich, szczególną czcią się przejął ku świętemu Franciszkowi Serafickiemu, w którym uwielbiał najwięcéj jego zamiłowanie najwyższego ubóstwa. Zdawało mu się bowiem, że kto naśladuje w téj Ewangelicznej cnocie Zbawiciela, łatwiéj Go naśladować będzie i we wszystkiém inném, a oraz daje Mu najwyższy dowód miłości, gdy przez wzgląd na Niego, gardzi tém właśnie, za czém ludzie najzapamiętaléj się ubiegają.

To téż święty Dydak w ubogim zrodzony stanie, nietylko nie utyskiwał na swoję położenie jak to wielu nawet chrześcijan czyni, lecz serdecznie ciesząc się ze swego ubóstwa, gorące składał Panu Bogu dzięki, że go od kolebki uchronił od dostatków, któreby sercę jego łatwo w sidła swoje uwikłać mogły. Chcąc zaś na zawsze zapewnić sobie posiadanie téj perły Ewangelicznéj powziął zamiar wstąpienia do zakonu Braci-Mniejszych, przez Serafickiego Patryarchę ubogich świętego Franciszka założonego. A że wiedział, iż godni jego synowie, brzydzić się powinni pieniędzmi jako najgłówniejszym środkiem do pozbawienia ich ubóstwa, już wtedy, będąc jeszcze na świecie dał dowód jak je za rzecz marną poczytuje.

Zdarzyło się, że wracając ze wsi do swojej pustelni, znalazł na drodze worek ze znaczną sumą pieniędzy. Byłato chwila kiedy on zajęty myślą o świętym Franciszku, właśnie zastanawiał się nad tém, że ten polecał braciom swoim, aby się nawet pieniędzy nie dotykali. To téż święty Dydak tknąć ich nie chciał; przywołał pewnego poczciwego rolnika niedaleko ztamtąd mieszkającego, i wskazawszy mu skarb znaleziony, polecił aby wyszukał właściciela i oddał mu takowy, a jeśli tego nie będzie mógł uczynić, rozdał wszystko na ubogich.

Takowe uczczenie z jego strony woli świętego Franciszka chociaż do tego nie był jeszcze wcale obowiązanym, uzyskało mu i łaskę wstąpienia do jego Zakonu. Wkrótce po tém zdarzeniu, sługa Boży opuścił pustelnię, a otrzymawszy od swego ojca duchownego, owego kapłana z którym przemieszkiwał, pozwolenie i błogosławieństwo na zostanie zakonnikiem udał się do rodziców, aby i od nich to samo uzyskać. Wszakże ci robili mu w téj mierze trudności. Póki przebywał na swojéj puszczy, mieli zawsze nadzieję że niezadługo wróci do nich, i dla tego tamtemu rodzajowi życia mniéj byli przeciwni. Lecz gdy szło o jego wstąpienie do zakonu, w którym przez uroczyste śluby jużby nieodwołalnie od świata i od rodziny się odłączył, nie mogli, a raczej nie chcieli zdobyć się na złożenie téj ofiary Panu Bogu. Bylito jednak ludzie bogobojni: lecz tak dalece to każda miłość ludzka, a nawet miłość rodzicielska, jeśli rodzice dzieci swoich nie miłują tylko w Bogu i dla Boga, lecz głównie dla swojéj dogodności lub pociechy, jest w gruncie samolubną i nie zdobywa się na ofiarę, chociaż takowéj sam Pan Bóg się domaga. W takich téż razach, dzieci nie rodziców lecz Boga słuchać powinne; głosem Boga, powołułującym ich do wyłącznéj służby Swojéj, powodować się są obowiązane, a nie głosem rodziców, powstrzymujących ich od tego. Gdyż do tegoto właśnie stosują się te słowa Pana Jezusa: „Kto ojca albo matkę swoję, więcéj miłuje niźli Mnie, nie jest mnie godzien”. 1

Święty téż Dydak, który był zawsze doskonałym synem, i bardzo miłował rodziców, nie miłował ich jednak więcéj nad Jezusa: Jego więc woli nad ich wolę, dał w tym razie pierwszeństwo. Niemogąc od nich otrzymać pozwolenia na wstąpienie do zakonu, tajemnie opuścił dom rodzicielski, i udał się do ubogiego klasztorka Braci-Mniejszych Obserwantów, u nas Bernardynami zwanych, w wiosce Arydzaffa, niedaleko miasteczka Korduby położonéj, i tam na laika czyli braciszka, do zakonu przyjętym został. Po roku próby podczas któréj zajaśniał wszystkiemi cnotami doskonałego Brata Mniejszego, wykonał śluby uroczyste, i w krótkim czasie tak się odznaczył zachowaniem jak najściślejszém ostréj Reguły świętego Franciszka, że go powszechnie nazywano żywą Regułą Braci-Mniejszych. Obok wysokich darów bogomyślności, której poświęcał co mu tylko zbywało czasu od koniecznych obowiązków i większą część nocy, jaśniała w nim przedziwna roztropność, miłość w obchodzeniu się z drugiemi, i taka trafność w rozwiązywaniu zadań Teologicznych, że wszyscy przypisywali to w nim darom nadprzyrodzonego światła Ducha Świętego.

Wyspy tak zwane Kanaryjskie, należące do Hiszpanii, zaludnione jeszcze podówczas były znaczną liczbą pogan. Przełożeni zakonu w którym był święty Dydak, wysyłając tam kilku swoich kapłanów na misyą, jego przydali im za towarzysza, wprawdzie jako prostego braciszka tylko, lecz z tym zamiarem i poleceniem, aby jeśli na tychże wyspach będą mogli założyć nowy klasztor, Dydaka zrobili przełożonym: co téż i nastąpiło. Na jednéj z wysp tych zastali misyonarze i chrześcijan tam już zamieszkałych, i wielu pogan nawrócili. Założyli więc w tém miejscu swój klasztorek, i święty Dydak został jego Gwardyanem czyli Przełożonym.

Na tym urzędzie, dowiódł sługa Boży, prosty braciszek, jak dalece dary Ducha Świętego zastępują wszelkie inne ludzkie wykształcenie, do obowiązku przełożonego potrzebne. Okazał się on nietylko doskonałym przełożonym, W którym znaleźli podwładni mu zakonnicy, najtrafniejszego przewodnika duchownego, lecz oraz zarządzając tą małą kolonią misyjną, odznaczył się Dydak apostolską gorliwością, jakiéj właśnie po nim wyżsi przełożeni jego się spodziewali. Nietylko kapłanów, którzy mieszkali w tym klasztorze używał do misyi, lecz i sam miewał na nich nauki, pełne ducha Bożego, i najobfitsze owoce przynoszące. Widząc jak Pan Bóg błogosławi jego pracom, umyślił i daléj udać się z niemi. Wyspa Wielka Kanarya była zamieszkała przez samych pogan, a najnieprzyjaźniejszych chrześcijanom, tak że pojawienie się pomiędzy nimi misyonarza, na największe narażało go niebezpieczeństwo. Dla tego święty Dydak sam się tam udał. Lecz gdy okręt przybił z nim do brzegów téj dzikiej krainy, żeglarze tak się ulękli okrucieństwa barbarzyńców tam mieszkających, którzy na ich spotkanie zbiegli się grożąc im śmiercią, że wylądować nie śmieli, pomimo że Dydak chciał aby jego przynajmniéj na ziemię wysadzili.

Po powrocie do klasztoru, zawezwany został od przełożonych do Hiszpanii. Ztamtąd w roku Pańskim 1450 udał się z kilku kapłanami swojego zakonu do Rzymu, gdzie odprawiał się wielki Jubileusz, a oraz odbyć się miała kanonizacya świętego Bernardyna Seneńskiego, tegoż zakonu Reformatora. Zastał tam prócz innych zakonników z całego świata licznie zgromadzonych, Braci-Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego około czterech tysięcy. Natłok nadzwyczajny braci w Araczeli, głównym klasztorze Rzymskim ojców Bernardynów, spowodował tam był wtedy chorobę, na którą wielu z nich ciężko zapadło. Święty Dydak, którego znana była szczególna miłość i troskliwość o chorych, chociaż cudzoziemiec i z obcego klasztoru przybyły, wyznaczony został na głównego Infirmiarza, to jest usługującego chorym. Doglądał ich dzień i noc, ostatnie oddawał im usługi, a przynosząc ulgę w cierpieniach ciała, głównie pamiętał o ich duszach. Pocieszał cierpiących braci, pobudzał do cierpliwości, przygotowywał do jak najpobożniejszego przyjmowania Sakramentów świętych, i na ostatnią godzinę przedziwnie usposabiał. Tak go téż wszyscy kochali, szanowali i wysoko poważali, że dla każdego chorego, już sama obecność tego świętego braciszka była najpożądańszą ulgą i największą pociechą. Bo téż w obchodzeniu się z nimi nie kładł granic w miłości. Zdarzyło się, że jeden z chorych miał całe ciało pokryte wrzodami, których wyciskanie nakazane przez lekarza, wielkie zadawało mu cierpienia. Święty Dydak, aby to bez bolu chorego czynić, wysysał ustami ropę z wrzodów. Gdy zaś obecny wtedy zakonnik dziwił się temu, Święty odrzekł mu z prostotą: „Mój ojcze, to jest najwłaściwszy lekarski środek, w cierpieniach tego rodzaju.”

Taką téż miłość jego dla chorych, nagradzał mu Pan Bóg i darem czynienia nad nimi cudów. Przez namaszczania ich olejem z lampy palącéj się przed obrazem Matki Bożéj, do któréj całe życie miał szczególne nabożeństwo, wielką liczbę śmiertelnie chorych uzdrowił, Miało to miejsce szczególnie, kiedy podczas jego pobytu w Rzymie, morowe powietrze grasowało w tém mieście, gdzie wielu niém dotkniętym, Dydak cudownie zdrowie przywrócił.

Podeszły już wiekiem, gdy mieszkał w klasztorze w Alkala w Hiszpanii, lekko zachorowawszy, zapowiedział braciom iż śmierć się jego zbliża. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych z najżywszą skruchą, odziany w habit pokryty łatami, który mu od wielu lat już służył, trzymając krzyż w ręku i wymawiając z rzewną pobożnością te słowa hymnu kościelnego: „Słodkie drzewo, słodkie gwoździe, słodkie dźwigające brzemię, któreś godne było unosić na sobie Króla Niebieskiego,” oddał Bogu ducha dnia 12 Listopada roku Pańskiego 1463. Papież Sykstus V w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Jak każdy Święty Pański, tak i święty Dydak którego żywot czytałeś, odznaczał się szczególną miłością i litością dla chorych. Czy w téj cnocie ćwiczysz się bo nie bez tego żebyś do niéi nie miał sposobności w jakimkolwiek zostajesz stanie? Pamiętaj: że kto chorym nie okazuje litości szczególnéj, ten dowodzi wielkiego w sobie braku miłości bliźniego.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i wielki Boże, który przedziwném rozporządzeniem Twojém, to co słabém jest według świata, używasz na zawstydzenie tego co wzniosłém; spraw miłościwie za wstawieniem się błogosławionego Dydaka Wyznawcy Twojego, abyśmy w pokorze utwierdzeni, do wiecznéj chwały w Niebie być wyniesionymi zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t, d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 974–976.

Footnotes:

1

Mar. X. 12.

Tags: św Dydak z Alkali św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Papież monoteletyzm Kościół ubóstwo posłuszeństwo Duch Święty św Bernardyn ze Sieny choroba
2020-11-12

Św. Marcina I, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 654.

(Żywot jego był napisany przez Platynę.)

Święty Marcin pierwszy Papież tego imienia, a siedemdziesiąty szósty z rzędu po świętym Piotrze, był rodem z miasta Tudertu (Todi) w Toskanii. Przyszedł na świat w drugiéj połowie VI wieku. Ze znakomitego pochodził rodu, uświetnionego jednak najbardziéj tém iż obdarzył Kościoł Boży tak świętym Papieżem. Wychowany był bardzo starannie, i wysoko w naukach świeckich wykształcony, a Sam Duch Święty zlewając na niego obfite łaski niebieskie, kształcił jego serce. Zasłynąwszy jako jeden z najuczeńszych Teologów swojego czasu, nie wbił się wcale w pychę, gdyż obok tego posiadał i mądrość niebieską. W młodym wieku, wstąpił do stanu duchownego, z całą gorliwością służył Kościołowi serdecznie wzdychając za koroną męczeńską, którą niedawnemi przed nim czasami, tylu wiernych tak mężnie pozdobywało. Lecz Opatrzność, która miała mu powierzyć zarząd całego Kościoła, odłożyła mu tę największą nagrodę, aż ją sobie na téj najwyższéj godności wysłuży.

Po śmierci Papieża Teodora, święty Marcin jednogłośnie na stolicę Apostolską wyniesiony został. Wybór tak pomyślny, napełnił radością Cesarza, Senat i lud cały: wszyscy bowiem przewidywali szczególne dla całego społeczeństwa chrześcijańskiego błogosławieństwa niebieskie, pod tak świętym Papieżem. Nie zawiedziono się téż wcale. Święty Marcin okazał się Pasterzem wedle serca Bożego, ogarniającym miłością wszystkie owieczki powierzone mu przez Jezusa Chrystusa. Hojności dla ubogich niekładąc granic, prawie wszystkie swoje dochody, obracał jedynie na ich wsparcie. Nad Zakonami tak męzkiemi jak i żeńskiemi najtroskliwszą rozciągał opiekę, z podobnąż ojcowską pieczą rządząc świeckiém duchowieństwem, i w nim utrwalając karność kościelną, a przestrzegając najsurowszych obyczajów. Błądzących właściwie lecz z największą miłością upominał, wszelkich dokładał starań dla przyprowadzenia ich do poprawy, a gdy widział skruszonych, przygarniał do siebie łaskawie, upewniając o nieprzebraném miłosierdziu Ojca niebieskiego, który nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył. Władzy swojéj w karaniu niepoprawnych przestępców, w ostateczności tylko i wedle najściślejszéj sprawiedliwości używał; słowem, byłto jeden z najgodniejszych zastępców Samego Jezusa Chrystusa na ziemi.

Stolica Apostolska, zażywała wtedy zupełnego pokoju, i wierni żyli swobodnie pod opieką tak miłościwego ojca. Lecz piekło nie mogąc patrzeć na to obojętnie, wzbudziło kacerzy, którzy gdyby nie ciągła i czujna pieczołowitość Papieża, byliby wiernych pozbawili wiary.

Tak nazwani Monoteliści, utrzymywali że w Panu Jezusie jedna tylko jest wola, nieuznając że Pan Jezus jako Bóg miał wolę Boską, a jako człowiek, miał odrębną wolę ludzką. Kacerze ci, wciągnęli w swoje błędy i cesarza Konstansa, przebywającego w Carogrodzie, który wydał na piśmie postanowienie nazwane Typem, w którém pod pozorem położenia końca sprzeczkom powstałym z tego powodu w Kościele, zabraniał utrzymywać i to że dwie wole były w Jezusie Chrystusie, i to że jedna tylko, co stawiało katolików w niemożności bronienia prawdy. Skoro święty Marcin został Papieżem, Cesarz przysłał do niego ten swój edykt, domagając się groźnie aby go zatwierdził i zaopatrzył swoją najwyższą władzą Apostolską, jako postanowienie niezbędne dla położenia końca niesnaskom religijnym, wszczętym w cesarstwie. Lecz święty Papież, widząc, iż edykt ten, był tylko zręcznie a zdradziecko wynalezionym środkiem, ułatwiającym szerzenie się błędów Monotelistów, odpowiedział stanowczo, że chociażby mu to życiem przyszło przypłacić, postanowienia tego nie zatwierdzi, poczytując je najzgubniejszém dla Kościoła. Przydał oraz, że gdyby nawet największa liczba chrześcijan, uwiedzionych błędami Monotelistów, odłączyła się od nauki Ojców świętych, którzy zawsze w Jezusie Chrystusie widzieli połączone dwie odrębne natury w jednéj Osobie, a przez to i dwie odrębne wole, on się od téj nauki nie oddzieli nigdy, gdyż ani groźby, ani najstraszniejsze męki, ani śmierć sama, nie mogą przywieść Papieża, do wydania postanowienia przeciwnego czystości wiary świętéj.

Tak stanowczą przesławszy cesarzowi odpowiedź, święty Marcin, aby w samym jego zarodzie przeciąć złe grożąco społeczności chrześcijańskiéj, co prędzéj zgromadził Sobór ze stu pięćdziesięciu Biskupów w kościele świętego Jana na Lateranie, i na takowym, bez względu nato co go spotkać mogło od cesarza, potępił jego reskrypt, jako téż i kacerstwo Herakliusza jego dziada, i za dotkniętych klątwą kościelną ogłosił wszystkich którzyby te błędy podzielali. Następnie, wydał List okólny do wszystkich Biskupów całego świata, przyłączając do niego akta odbytego Soboru. Niezwłocznie zaś, do Carogrodu, gdzie mieszkał cesarz, wysłał swoich posłów, dla wytłómaczenia się przed nim z powodów swojego postępku. Lecz Cesarz, pobudzany głównie przez Patryarchę Carogrodzkiego Pawła, w kacerstwo Monotelistów uwikłanego, posłów papiezkich wygnał, a w taką wściekłą złość wpadł na świętego Marcina, że dla pomszczenia się nad nim, wysłał do Włoch na wielkorządcę Olimpiusza, zagorzałego Monotelistę, z rozkazem aby kacerstwo to wszędzie szerzył, a gdyby Papież opierał się temu, żeby go uwięził, a nawet gdyby potrzeba było, zamordował.

Olimpiusz przybywszy do Rawenny, miasta Włoskiego w którém zwykle przebywali Wielkorządcy Cesarscy, nagromadziwszy jak największą liczbę podobnych sobie kacerzy, udał się z nimi do Rzymu, i zaczął wszelkiemi środkami, tak duchownych jak i świeckich, a szczególnie Prałatów i znakomitszych panów, nakłaniać aby w toczącym się sporze o naukę Kościoła, nie z Papieżem lecz z Cesarzem trzymali. Wszakże, zawiódł się wielce; świeccy i duchowni odpowiedzieli mu że czują się na sumieniu obowiązanemi to wierzyć i wyznawać co przez Papieża ze stu pięćdziesięciu Biskupami na Soborze Lateraneńskim, orzeczone zostało. Przekonawszy się tedy Olimpiusz, jak dalece poważanym jest święty Marcin od ludu i duchowieństwa, i że póki on Papieżem będzie, kacerstwo popierane przez Cesarza ostać się nie będzie mogło, uznał że najlepiéj dogodzi cesarzowi, gdy go życia pozbawi, i postanowił go zamordować. Wszakże, umyślił to jak najskryciéj uczynić, aby nikt nie domyślał się, że on jest téj zbrodni sprawcą. Obawiał się bowiem aby lud przywiązany do Ojca świętego, oburzony za to zabójstwo, jego samego nie zamordował, W tym tedy celu jął się środka wszelką złość przechodzącego. Najął zabójcę który miał zamordować Świętego Marcina w tejże właśnie chwili, kiedy on podczas Mszy świętéj, w kościele przenajświętszéj Maryi Panny Śnieżnej, na prośbę Olimpiusza, będzie mu dawał Kommunią. Wszystko nastąpiło według tego, jak sobie życzył Wielkorządca. Papież udał się do kościoła Panny Maryi Śnieżnéj, i tam uroczyście Mszę świętą odprawiając, miał dawać Kommunią Olimpiuszowi, kiedy zbliżył się do niego najęty morderca, i wyciągnął sztylet aby go nim przeszyć. Lecz w téjże chwili, olśniony i o ślepotę przyprawiony został nadzwyczajną światłością wytryskującą z osoby Ojca świętego, którego przy Ołtarzu nietylko Aniołowie otaczali, ale i Sam Pan Jezus rękami własnemi zasłaniał. Odszedł więc zbójca bez wykonania swojéj zbrodni, a cudem tym uderzony Olimpiusz, upadł do nóg Papieża, i wyznawszy mu swoję winę, szczerze ją obżałował.

Rzecz wytoczyła się do samego Cesarza, którego i to wcale nie upamiętało. W miejsce Olimpiusza, wysłał on na Wielkorządcę do Włoch Teodora Kaliopę, na którego jeszcze więcéj mógł liczyć, i wydał mu tajemny rozkaz, aby Papieża uwięził, i pod ścisłą strażą przysłał do Carogrodu. Przytém przydał mu Pawła Pelagiusza, swego domownika, aby ten jeszcze dokładniéj spełnienia jego rozkazów pilnował. Teodor, przybywszy do Rzymu, z początku udawał prawowiernego katolika, i nie wyjawiał się ze swojemi zasadami Monotelisty. Lecz dnia pewnego, kiedy Papież chory leżał w swoim pałacu na Lateranie, wszedł do niego z uzbrojonymi żołnierzami, okuł go w kajdany i odesłał pod strażą dowodzoną przez Pawła Pelagiusza, do Carogrodu. Gdy rozeszła się wieść o uwięzieniu świętego Marcina, wielu duchownych chciało mu towarzyszyć, aby mu w téj niewoli służyć; lecz nikomu tego nie dozwolono. Przywiedzionego do Carogrodu, Konstans kazał najprzód uwięzić w ciemnéj piwnicy, w któréj około trzech miesięcy przebył, z nikim się niewidząc; późniéj kazał mu się stawić przed rozmaitych sędziów, którzy mu tysiączne obelgi zadawali. Po czém okutego w kajdany znowu wtrącił do więzienia, wpośród zbrodniarzy, gdzie wiele wycierpiał od zimna, robactwa, zepsutego powietrza i głodu którym go morzyli. Nakoniec, widząc cesarz, iż wszelkie te okrutne środki, nie mogą przywieść świętego Papieża do przychylenia się ku kacerstwu, w które chciał go koniecznie wciągnąć, skazał go na wygnanie do Chersonu, prowincyi podówczas bezludnéj, dotkniętéj klęską głodu, a w któréj przedtém święty Klemens Papież, męczeńską śmierć był poniósł.

Święty Marcin, wiele tam ucierpiał, i oto co ztamtąd w jednym z listów tajemnie do Rzymu przesłanych sam pisał: „Składam dzięki Bogu, za utrapienia jakie mnie zsyła, widząc je dla mnie potrzebnemi; lecz donoszę wam, iż zostaję tu w takim niedostatku że po dni kilka nie widzę chleba. Jeśli zkąd nie otrzymam jakiego wsparcia, niedługo pożyję, bo «duch ci wprawdzie jest ochotnym, ale ciało mdłe.»” 1 I znowu w innym liście powiada: „Widzę iż przyjście Pańskie już się dla mnie zbliża; nie mam się więc o co troszczyć; mam nadzieję w miłosierdziu Boga, że się na mnie spełni Jego wola.”

Jakoż wkrótce potém, znękany tylu cierpieniami, umarł jako Męczennik za wiarę, w któréj obronie tak ciężkie poniósł prześladowanie. Powołał go Pan Bóg do Siebie 12 Listopada roku 654. Przy grobie jego zaszło wiele cudów. Obecny temu świadek pisze: że wielu chorych odzyskało zdrowie, ślepi wzrok, głusi słuch, niemi mowę, a opętani wyzwoleni zostali od złego ducha. A i za życia jeszcze będąc trzymany w więzieniu w Carogrodzie, ślepemu wzrok był przywrócił. Późniéj ciało jego przeniesione zostało z Chersonu do Rzymu, i tam umieszczone w kościele pod jego wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

Męstwo i wytrwałość, z jaką święty Marcin Papież bronił nieskazitelności wiary, uczyć cię powinny jakiéj jest ona ceny, i jak ją nieskazitelną w sercu twojém chować powinieneś. Strzeż się przeto dwóch rzeczy, które ją wielce narażają: czytania złych książek, i przestawania z osobami słabéj albo żadnéj wiary.

Moditwa (Kościelna)

Boże! który nas błogosławionego Marcina Męczennika Twojego i Papieża, doroczną uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę jogo przejścia do Nieba, jegoż pośrednictwem się cieszyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 971–973.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 899

Jednym z dowodów Boskości katolickiego Koscioła jest jego swoboda.

Swoboda ta jest mu koniecznie potrzebna, Jezus Chrystus bowiem, dzierżący wszelką władzę na ziemi i w Niebie, ustanowił w dobroci i mądrości swojej Kościół powszechny dla wszystkich ludzi, jako powszechną instytucję zbawienia i powołał do niego wszystkie narody, aby jedną wiarą, jedną nadzieją, i jedną miłością wielbiły Boga. Nikt nie ma ani tyle rozumu ani upoważnienia, aby mógł rządzić tym, co ustanowił Jezus Chrystus, oprócz tych, do których rzeczono, że mają klucze Królestwa niebieskiego i cokolwiek zwiążą na ziemi, będzie związane i w Niebie, a cokolwiek rozwiążą na ziemi, będzie rozwiązane i w Niebie. Ich rzeczą jest zarządzać, ustanawiać i czuwać nad wszystkim, co się odnosi do wiary, i bronić tego nie orężem, ale mieczem słowa Bożego, bronić cierpieniem, ofiarą, a nawet życiem swoim. Jest to zadaniem i obowiązkiem naszego Kościoła, który jak dom zbudowany na skale opiera się wszelkim burzom i nawałnościom, — który jak wojsko uszykowane ma za wodza najwyższą głowę na ziemi i najwyższego niewidzialnego i niepokalanego hetmana w Niebie, Jezusa Chrystusa, niewidzialną głowę Kościoła powszechnego, do którego wszyscy mogą i mają przystąpić i trwać w nim, jeśli zbawienie wieczne nie jest im obojętne.

Footnotes:

1

Mat. XXVI. 41.

Tags: św Marcin I św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Papież monoteletyzm Kościół
2020-11-11

Św. Marcina, Biskupa Tuoreńskiego (Tours)

Żył około roku Pańskiego 400.

(Żywot jego był napisany przez ucznia jego Sewera Sulpicyusza.)

Święty Marcin urodził się w mieście Sabaczu dawnéj Panonii a dzisiejszych Węgrach, około roku Pańskiego 320. Rodzice jego byli poganami, a ojciec dowódca w wojsku Rzymskiém i syna do tegoż stanu sposobił.

Marcin mając lat dziesięć, pomimo iż rodzice jego byli temu najprzeciwniejsi, został katechumenem, to jest postanowił zostać chrześcijaninem, i z Kościołem się już zewnętrznie połączył. Wkrótce potém zamyślał udać się na życie pustelnicze, lecz że wtedy właśnie wyszedł rozkaz cesarski, aby synowie wojskowych wstępowali w szeregi, musiał i Marcin to uczynić. Trzy lata przed przyjęciem Chrztu świętego na wojaczce strawił, lecz wśród zwykłego obozowemu życiu zepsucia, był i obyczajów najskromniejszych, i wielu już chrześcijańskiemi cnotami się odznaczał, a szczególnie miłosierdziem dla ubogich. Zdarzyło się, że podczas zimy wjeżdżając do miasta Ambis, ujrzał przy bramie żebraka prawie nagiego. Niemając przy sobie pieniędzy, rozciął mieczem swój płaszcz żołnierski, i połową okrył ubogiego. Następującej nocy, ujrzał przed sobą Pana Jezusa w tę połowę płaszcza którą oddał był ubogiemu przyodzianego, i mówiącego do Aniołów którzy go otaczali: „W suknię tę przyodział mnie Marcin, który wkrótce ma być ochrzczonym.”

Po przyjęciu Chrztu świętego, mając lat dwadzieścia, chciał niezwłocznie opuścić szeregi wojskowe. Lecz że wtedy właśnie spodziewano się wielkiéj bitwy z nieprzyjacielem, i sam cesarz posądzał go że to z braku męstwa czyni, więc pozostał jeszcze czekając na potyczkę, i oświadczył że pierwszy bez oręża uderzy na nieprzyjacielskie szeregi, i w Imię Pana Jezusa przebije się przez nie. Wszakże do bitwy nie przyszło, gdyż nieprzyjaciel poddał się naząjutrz bezwarunkowo.

Wyszedłszy święty Marcin z wojska, które podówczas w Galii przebywało, udał się do świętego Hilarego Biskupa Pitkawskiego, którego sława już wtedy wszędzie głośną była, i poddał się jego duchownemu przewodnictwu. Święty Hilary poznawszy w nim wielką świątobliwość, chciał go co prędzéj na kapłana wyświęcić, lecz Marcin wyprosił się od tego, a mając sobie nakazane przez Pana Boga w objawieniu, aby dla nawrócenia rodziców udał się do nich, puścił się do ojczyzny swojéj do Węgier. W drodze téj napadli go rozbójnicy, i związanego, aby potém domagać się za niego wykupu, wiedli w głąb lasu. Ten któremu powierzono straż nad nim, widząc go wśród takiego niebezpieczeństwa, (bo mu i śmiercią grozili), najspokojniéj modlącego się, spytał go kim jest, i dla czego niczego się nie lęka? „Jestem chrześcijaninem, odrzekł na to Marcin, a że wiem iż Bóg mój jest wszędzie obecny, więc się niczego nie obawiam.” Poczém wdawszy się z tymże strażnikiem swoim w rozmowę o religii, tak go sobie ujął, iż ten wraz z Marcinem uszedł, a zostawszy chrześcijaninem przykładne życie prowadził.

Przybywszy mąż Boży do rodziców, matkę tylko miał szczęście przywieść do Chrztu świętego, ojca nie mógł nawrócić; wszelako wielką liczbę innych pogan w kraju swoim, pozyskał Panu Jezusowi. Zastał tam także szerzące się bezbożne kacerstwa Aryanów. Gorliwie powstając przeciw niemu, nasz Święty na wielkie był wystawiony niebezpieczeństwa, a razu pewnego napadnięty przez kacerzy, publicznie a okrutnie został zbity.

Wróciwszy do Piktawy, gdzie chciał się znowu połączyć ze świętym Hilarym, już go tam nie zastał, gdyż go Aryanie siłą wygnali. Schronił się przeto przed nimi, bo i na niego powstawali, w jednym z klasztorów w Medyolanie, lecz i ztamtąd wypędził go Biskup heretycki. Wtedy przybrawszy sobie za towarzysza pewnego pobożnego kapłana, nasz Święty schronił się na dziką i bezludną wyspę Galinaryą, i tam przez czas pewien, wiodąc życie pustelnicze, samemi korzonkami polnemi żywił się.

Święty Hilary wróciwszy z wygnania do Piktawy, zawezwał go do siebie i umieścił w jednym z klasztorów blizko tego miasta będących. Tam powierzono mu do nauki młodego poganina, do Chrztu świętego gotującego się. Ten gdy Marcin na dni kilka wydalił się był z klasztoru, zachorował nagle i umarł. Święty wróciwszy, zastał go już na katafalku. Zdjęty wielką żałością że bez Chrztu zeszedł z tego świata ów młodzieniec, padł na kolana i gorąco modlił się, prosząc Pana Boga aby mu życie przywrócił, i dał dostąpić łaski Chrztu świętego. Trwał na takiéj modlitwie dwie godziny, rzewnemi zalewając się łzami, aż go Pan Bóg wysłuchał: umarły wstał i niezwłocznie ochrzczonym został. Cud ten nawrócił wielu pogan, i rozgłosił jeszcze bardziéj imię Marcina, już i wprzódy z wysokich cnót słynącego.

Pod tę porę właśnie, umarł był biskup Turoneński, a duchowieństwo i lud wybrało Marcina na jego zastępcę. Święty przyjąć téj godności w żaden sposób nie chciał, i pomimo wszelkich usiłowań, wywieść się z klasztoru nie dał, zamknąwszy się w celce. Nareszcie wyprowadzony ztamtąd pod innym pozorem, siłą stawiony przed wielu Biskupami okolicznymi zgromadzonymi w Turonie, uległ ich usilnym naleganiom, i na Pasterza téj Dyecezyi wyświęconym został,

Na Biskupstwie nie zmienił ubogiego i pokutnego życia jakie wiódł przedtém, a tylko cnotami doskonałego Pasterza okraszał godność swoję. Wybudował sobie przy kościele małą chatkę, i w niéj co mu zbywało czasu od służby w kościele i załatwienia spraw dyecezyi, zamykał się na modlitwie i czytaniu ksiąg świętych. Ale że i tam nie dość się widział od napływu świeckich osób wolnym, założył daleko za miastem na ustroniu klasztor nad rzeką Ligerą, i tam jakby na pustyni, z wielką liczbą uczniów i kapłanów na bogomyślności czas wolny od pasterskich obowiązków spędzał. Wiódł z tymi braćmi swoimi, których liczba dochodziła ośmdziesięciu, życie bardzo umartwione, a tak ich doskonalił, że wielu z nich późniéj na Biskupów powołanych zostało, gdyż każde miasto życzyło sobie mieć u siebie którego z uczniów świętego Marcina.

Wszelako nasz Święty nie ciągle w tym klasztorze przebywał: owszem częste odbywał z niego wycieczki apostolskie, tak dla obsługi ludu wiernego, jako téż i nawracania pogan, których jeszcze wielu było. Razu pewnego, znajdując się między nimi, nakłaniał ich aby dąb ogromnéj wielkości bałwochwalczéj czci poświęcony, zrąbali. Zgodzili się na to, lecz pod warunkiem, aby święty Biskup stanął po téj stronie na którą drzewo walić się będzie, gdyż jak mówili: „jeśli Bóg którego nam głosisz jest prawdziwym, to cię od śmierci uchowa.” Zgodził się na to Święty, a poganie nie dowierzając mu czy ustoi na miejscu, przywiązali go tam sznurami. Drzewo olbrzymie podrąbali, na Marcina zwalili, lecz gdy je on przeżegnał znakiem Krzyża świętego, na drugą stronę, jakby pchnięte siłą niewidzialną, padło, W inném miejscu, gdy chciał zburzyć świątynię pogańską, zbiegli się poganie tłumem, aby tego nie dopuścić. Sługa Boży przywołał kilku tylko chrześcijan, a słowem swojém tak ubezwładnił wszystkich niewiernych, że żaden z miejsca ani kroku ruszyć się nie mógł, patrząc jak Święty burzył świątynię i bałwany ich kruszył. Cud zaś tak widoczny wszystkich obecnych do wiary nawrócił.

Do leczenia chorych, taką mu Pan Bóg moc udzielać raczył, iż prawie każdy uzdrowiony od niego odchodził, i wszędzie Słowo Boże przez niego głoszone, takiemi cudami poparte, obfite przynosiło owoce. Pewnego razu, obchodząc swoję Dyecezyą, ujrzał wielki tłum pogan, którzy znając go ze sławy jako wielkiego cudotwórcę, zaszli mu drogę aby go tylko widzieć. Zatrzymał się przy nich i miał kazanie, ale nikt się nie nawrócił: aż oto nadbiega spłakana niewiasta niosąc umarłego syneczka, i padłszy do nóg Biskupa, błaga aby jéj dziecię wskrzesił. Święty wziął je na ręce, pomodlił się i oddał matce żywe. Wszyscy poganie zawołali iż Chrystus prawdziwym jest Bogiem, i po naukach świętego Marcina, nazajutrz Chrzest święty przyjęli.

Miał ważną sprawę do przedstawienia Walentyanowi, lecz cesarz ten, z poduszczenia żony która była Aryanką, nie chciał mu dać posłuchania, i dworzanom nie kazał go wpuszczać do siebie. Marcin po kilku dniach postu i modlitwy, udał się do pałacu cesarskiego, gdzie Anioł wśród straży i pokojowców wolno go przeprowadził aż do komnaty Walentynianina. Ten, obrażony jego śmiałością, miał zamiar nie wstawać z krzesła na jego przyjęcie, lecz ogień pod jego siedzeniem cudownie wszczęty, zmusił go do tego, co takie na nim zrobiło wrażenie, że ze czcią wielką przyjął Biskupa, jego żądaniu zadość uczynił, i do stołu go swojego zaprosił.

Lecz nietylko ludzkim szacunkiem, chciał Pan Bóg mieć uczczonym tego wielkiego sługę Swojego: i duchy niebieskie raczył posyłać do niego. Z Aniołami często obcował, którzy wykonywali jego zlecenia wszystkie, i prośby jego zanosili przed tron Boga. Święci Apostołowie Piotr i Paweł, okazując mu się w widzeniach, rady mu swoje co do sprawowania urzędu Biskupiego udzielali. Stanął téż w rzędzie najdzielniejszych obrońców wiary świętéj przeciw Aryanom, i innym kacerzom.

Mając lat ośmdziesiąt, przepowiedział dzień swojéj blizkiéj śmierci, a pomimo tego, puściwszy się jeszcze na zwiedzanie Dyecezyj, w wiosce Kanda, ciężko zachorował. Uczniowie jego będący przy nim, słysząc jak prosił Boga aby go już uwolnił z więzów téj ziemi, rzekli mu: „Ojcze! czemu nas opuszczasz? komuż powierzysz dzieci twoje zasmucone? Wilki drapieżne napadną twoję owczarnię. Wiemy jak pragniesz być już z Chrystusem: lecz nagrodą twoja w Niebie cię nie minie; zlituj się więc nad tymi których chcesz opuścić.” A Święty poruszony takiemi ich prośbami, w te słowa się modlił: „Panie! jeślim jeszcze ludowi Twojemu potrzebny, nie wymawiam się od pracy. Niech się wola Twoja spełni.” Widząc uczniowie iż ciągle w znak leży, chcieli dla ulgi, zmienić mu postawę, lecz rzekł do nich: „Pozostawcie mnie w tém położeniu, niech raczéj w Niebo a nie na ziemię patrzę, aby dusza moja zdążała do Pana, z którym ma się połączyć." W chwili gdy już konał, ujrzał obok siebie stojącego szatana: „Co tu robisz, zawołał na niego, poczwaro okrutna! sprawco wszelkiego złego, nie znajdziesz we mnie nic coby twoje było.” I to wymawiając oddał Bogu ducha. Wiele osób, a między niemi i święty Seweryn biskup Koloński, słyszało śpiewy Aniołów, duszę jego do Nieba unoszących.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Masz oto i w szczegółach śmierci świętego Marcina dowód, z jakim zuchwalstwem zły duch czyha na duszę ludzkie, a najbardziéj w godzinie ich wyjścia z tego świata. Przez całe więc życie ucz się walczyć mężnie z tym piekielnym wrogiem, abyś przy śmierci odniósł nad nim stanowcze na całą wieczność zwycięstwo; ale przedewszystkiém tę godzinę straszną, polecaj częste opiece Matki Bożéj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który widzisz że nie naszą mocą istniejemy; spraw miłościwie, abyśmy za wstawieniem się błogosławionego Marcina Wyznawcy Twojego i Biskupa, przeciw wszelkiemu złemu ubezpieczeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 968–970.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 896

Święty Marcin nie był uczniem gimnazjów ani uniwersytetów, ale nauki jego były skuteczne, bo był na wskroś przejęty wiarą. Nauczał zwykle porównaniami, gdyż wszystko, na co patrzył i co słyszał, pojmował w świetle prawdy Bożej i sercem wznosił się ku Bogu.

Widząc pewnego razu świeżo ostrzyżoną owcę, rzekł do mnichów: „Otóż widzicie owieczkę, która spełniła przykazanie Ewangelii świętej. Miała ona dwie sukienki, z których jedną podarowała temu, co nie miał żadnej. Tak i wy czyńcie!“

Innym razem przechodził przez łąkę, której jedna część była spasiona, druga zryta, a trzecia pokryta licznymi kwiatami. Przystanąwszy, rzekł: „Korzystajmy z nauki, jaką daje nam ta łąka. Spasiona część nasuwa obraz małżeństwa; widzimy tam świeżą zieleń, ale nieurozmaiconą kwiatami. Zryta ziemia przypomina nam szpetność życia wszetecznego, a reszta łąki przedstawia niejako chwałę i zasługę dziewictwa“.

Gdy pewnego razu stanął przed nim szatan, łając go następującymi słowy: „Zuchwale sobie poczynasz, rozgrzeszając tych, którzy przez ciężkie grzechy utracili łaskę chrztu świętego, bo kto raz upadł, temu Pan Bóg odmówi miłosierdzia” — Marcin odpowiedział: „Nieszczęsny kusicielu! Jeśli przestaniesz dręczyć ludzi pokusą, i teraz, gdy nadchodzi pora sądu, żałować będziesz swego odstępstwa od Boga, wtedy nie wątp, że w zaufaniu w miłosierdzie Boże i tobie nawet udzielę rozgrzeszenia!”

Tags: św Marcin św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna miłość bliźniego nawrócenie św Hilary arianizm śmierć
2020-11-10

Św. Andrzeja Awelini ze Zgromadzenia Kleryków Regularnych

Żył około roku Pańskiego 1608.

(Żywot jego był napisany przez Jana Kastadta, tegoż Zgromadzenia kapłana za jego czasów żyjącego.)

Święty Andrzéj syn Jana Awelini przyszedł na świat w małém miasteczku Kastro-Nuowo (Castro-nuovo), w królestwie neapolitańskiém, roku Pańskiego 1521. Szczególnemu nabożeństwu jakie miał od lat najmłodszych do Matki Bożéj, zawdzięczał nieposzlakowaną cnotę czystości, któréj całe życie dochował. Zaledwie nauczył się mówić, a już codziennie odmawiał na cześć przenajświętszéj Panny Różaniec, i tego nigdy aż do śmierci nie zaniedbał. Miała go téż Królowa niebieska w szczególnéj swojéj opiece, i pomimo ciężkich pokus, na jakie będąc młodzieńcem był wystawiony przez zepsutych obyczajów niewiasty usiłujące przywieść go do grzechu, zwycięzko ze wszystkich prób tego rodzaju wyszedł. Spotkało go było razu jednego podobno niebezpieczeństwo w pewnym zamożnym domu, w którym często bywał. Odpędził od siebie rozpustną kobietę chcącą go uwieść, i odtąd już tam nogą nie postał, chociaż z tego powodu poniósł znaczną stratę na majątku.

Ukończywszy wyższe nauki w Wenecji, wstąpił do stanu duchownego, i wysłany przez swojego Biskupa dla słuchania Teologii i Prawa kanonicznego do Neapolu, otrzymał tam w akademii stopień Doktora, i wyświęcony został na kapłana. Biegły w nauce prawa, i zamianowany Obrońcą spraw w Konsystorzu Archidyecezyi neapolitańskiéj, odznaczał się znakomitą wymową i pilnością w spełnianiu swojego urzędu, który mu otwierał łatwą drogę do wyższych godności kościelnych. Przy wywodzie sprawy któréj bronił, wydarzyło mu się dnia jednego popełnić małe kłamstwo. Delikatne sumienie jego wyrzucało mu to silnie, kiedy wypadkiem, otworzywszy Księgę Pisma Bożego, napotkał te słowa: „Usta które kłamią zabijają duszę” 1. Zrobiło to tak silne na nim wrażenie, że postanowił zrzec się niezwłocznie swojego urzędu Obrońcy, wyłącznie zająć się duchowną obsługą dusz wiernych i własném uświątobliwieniem.

Tak wysoko zajaśniał cnotami doskonałego kapłana i biegłością w przewodniczeniu duszom do wyższéj doskonałości powołanym, że mu Arcybiskup neapolitański: powierzył główny duchowny zarząd wszystkich klasztorów żeońskich w téj stolicy. Nie w każdém zastał on ścisłe zachowanie Ustaw i karności zakonnéj, lecz ją wszędzie w krótkim czasie przywrócił, naraziwszy się przez to nietylko na wiele trudów, lecz na największe ze strony złych ludzi prześladowania, oszczerstwa i obelgi. Raz nawet, życie jego było wystawione na niebezpieczeństwo. Dwóch, najętych przez pewnego niegodziwego młodzieńca zbójców, natarło na niego, chcąc go przeszyć sztyletami. Andrzéj według swego zwyczaju wezwał na pomoc Matki Bożéj, i zbrodniarze ci, zadawszy mu tylko dwie rany w twarz, uciekli, odepchnięci jakąś siłą niewidzialną. Święty Andrzéj był oblicza bardzo nadobnego: rany te zeszpeciły go zupełnie, z czego gdy się inni smucili, on się serdecznie radował, i zaniedbując umyślnie leczenie blizn pozostałych, jeszcze je widoczniejszemi uczynił na zawsze. I drugą razą, prawie cudownie uszedł ręki zbrodniarza, którego nienawiść ściągnął na siebie spełniając wiernie i śmiało, swój obowiązek kapłanski.

Lecz od wstąpienia do stanu duchownego święty Andrzéj pragnął wieść życie ile możności od świata oderwane, i wstąpić do jakiego zgromadzenia zakonnego, w którém mógłby wolę swoję ślubem posłuszeństwa związać. W tyn celu wszedł do zgromadzenia Kleryków Regularnych świętego Kajetana Teatyńskiego, od niego Teatynami nazwanych. Od chwili przyjęcia zakonnéj sukni, jeszcze szybszym krokiem postępował po drodze najwyższéj doskonałości Ewangelicznéj, ćwicząc się w ostréj pokucie, i o ile mu tylko zbywało czasu od obowiązkowych zajęć, poświęcając go na modlitwę. Pałający żądzą coraz wyższego na téj drodze postępu, a przekonany iż głównym i najnieodstępniejszym nieprzyjacielem duszy naszej jest własna wola nasza, uczynił ślub nadzwyczaj trudny i heroicznéj wymagający cnoty zaparcia, a tym był ślub ciągłego przezwyciężania własnéj woli. Do tego przydał i drugi jeszcze chociaż on w poprzedzającym niejako się zawierał: bezustannego, coraz wyższego postępu na drodze doskonałości chrześcijańskiéj. Wszakże zobowiązania się tak nadzwyczajne, widać iż były mu natchnione przez samego Ducha Świętego, gdyż nie stały się wcale dla niego powodem jakich niepokojów sumienia, nie potrzebował zwalniać się z nich nigdy, i przez to doszedł on do szczytu doskonałości, w skutek któréj w poczet Świętych został wpisany.

Jakoż, Andrzéj był wysokim wzorem świętego kapłana i doskonałego zakonnika, Wkrótce po wykonanych ślubach zakonnych, został Magistrem nowicyuszów w klasztorze Neapolitańskim, następnie przełożonym tegoż domu, a wkrótce potém Generał Zakonu wysyłał go w różne miasta włoskie, dla zakładania tam nowych. Na wszystkich tych urzędach, odznaczył się jak największą ścisłością w zachowaniu Ustaw swojego zgromadzenia, wielką miłością dla podwładnych ma braci i roztropnością w ich zarządzie, a oraz najgorliwszą pracą w konfesyonale i na ambonie, Kazaniami swojemi w miastach Medyolanie i Placencyi, gdzie pozakładał nowe klasztory Teatynów, odwrócił mieszkańców od wielkich zbytków, które się tam szczególnie w strojach niewiast upowszechniły, i wielką liczbę kobiet złego życia do skruchy i szczeréj poprawy przywiódł. To ściągnęło na niego nienawiść złych ludzi, z których wielu wysoko postawionych, dokładało wszelkich starań u księcia panującego, aby go wygnał ze swojego kraju. Lecz oszczercy okryci zostali wstydem, książe uwieść się nie dał, a sława świątobliwości tego wielkiego sługi Bożego doszedłszy i do Grzegorza X, skłoniła tego Papieża do zamianowania go Biskupem. Andrzéj tak usilnie prosił Ojca świętego aby go tą godnością nie obarczał, i tylu to poparł staraniami, że go ona z wielkiém jego zadowoleniem ominęła. Tak bowiem ten Święty miłował zależność i nigdy nie chciał pozostawać bez niéj, że ile razy był przełożonym jakiego klasztoru, obierał sobie jednego z zakonników za swojego znowu przełożonego, i temu we wszystkiém doskonale był posłusznym. Mawial zaś iż to czyni w tym celu żeby nigdy nie pozostawać bez zasługi cnoty posłuszeństwa, i tém łatwiéj śluby przezwyciężania własnéj woli dążenia ciągłego do doskonałości zachować.

Przytém Pan Bóg i różnemi cudami raczył uświetniać jego gorliwość około duchownéj obsługi wiernych, i jego miłość bliźniego. Pewnego razu, gdy wracał wśród nocy od chorego, któremu ostatnie Sakramenta Święte udzielał, a deszcz wielki lał potokiem, ani na niego ani na człowieka który mu towarzyszył, żadna kropla nie padła. A gdy wiatr silny zagasił latarnię, tak ciemno się zrobiło że kroku postąpić nie mogli, światłość nadzwyczajna któréj promienie wychodziły cudownie z ciała świętego Andrzeja, rozjaśniała im drogę jakby wśród dnia najpogodniejszego. Zdarzyło się także że wracając konno z odległéj od Neapolu wioski w któréj odbywał misyą, gdy spadł z konia, a miał nogę w strzemieniu utkwioną, wlókł go po skalistéj drodze rumak rozhukany. Wtedy widząc się w wielkim niebezpieczeństwie, mąż Boży wezwał pomocy świętych Dominika i Tomasza z Akwinu, których czcił zawsze jako swoich Patronów, i ci obydwaj objawili się mu widocznie: wstrzymali konia, nogę jego ze strzemienia wyjęli, otarli mu twarz całą skrwawioną, i od innych ran poniesionych w tejże chwili zleczywszy, zdrowego na konia wsadzili. Ciż Święci, inną razą gdy ogarnięty był Andrzéj pokusą rozpaczy o swoje zbawienie, okazali się mu, upewniając iż jest w łasce Bożéj.

Na dwa lata przed śmiercią, miał sobie objawionym dzień, w którym ona nastąpi. Kiedy zapadł w ostatnią chorobę, przepowiedział iż za tydzień umrze, co téż i nastąpiło. Przy końcu jednak tygodnia, dobył sił ostatnich aby jeszcze Mszę Świętą odprawić. Stojąc tuż przy Ołtarzu, i wymawiając te słowa rozpoczynające Mszę Świętą Introibo ad altare Dei, tknięty apopleksyą, odniesiony został do celi. I rzecz dziwna! z ciężkiemi pokusami przyszło mu wtedy walczyć, lubo się do téj chwili oddawna a pilnie był przygotował. Szatani bowiem okazali się mu w strasznych postaciach, i wszelkich dokładali usiłowań, aby go przywieść do rozpaczy o zbawienie. Jeden szczególnie, cały palący się smołą, wołał na niego iż przy po jego duszę jako po swoję własność. Lecz Święty uciekł się do opieki Maryi, a ta Matka miłosierdzia, któréj całe życie wiernie służył, rozkazała jego Aniołowi Stróżowi odegnać tego złego ducha. Jakoż Anioł zarzucił mu kolczastą obręcz na szyję i wywlókł go z celi Andrzeja.

Uwolniony od téj strasznéj pokusy, sługa Boży odzyskał wszelką swobodę duszy, zachował całą przytomność umysłu, i po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, ze znakami najżywszéj wiary i pobożności, zwracając ciągle oczy na wizerunek Matki Bożéj, spokojnie Bogu oddał ducha dnia 10 Listopada roku Pańskiego 1608, mając lat ośmdziesiąt ośm. Uroczyście kanonizowany został przez Papieża Klemensa XI.

Pożytek duchowny

Święty Andrzéj którego dziś pamiątkę obchodzi Kościoł Boży, jest Patronem od nagłéj i niespodziewanéj śmierci, dla tego że sam nagłą i gwałtowną chorobą dotknięty, miał jednak czas ostatnie Sakramenta z wszelką przytomnością umysłu przyjąć. Uważaj, że więcéj jest śmierci nagłych niż powolnych, a szczególnie najwięcéj niespodziewanych dla tych którzy umierają, co jest najzgubniejszém dla duszy. Proś więc gorąco Pana Boga, przez zasługi dzisiejszego Świętego, aby cię od takiéj śmierci zachował, i dał łaskę być na tę stanowczą chwilę zawsze gotowym, a tym sposobem niespodziewaną nie będzie ona nigdy dla ciebie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś serce błogosławionego Andrzeja Wyznawcy Twojego, przez trudny ślub codziennego w cnotach postępu, przedziwnie do Siebie prowadził; spraw prosimy, za jego zasługami i pośrednictwem, abyśmy podobnéjże łaski stając się uczestnikami, co doskonalszém jest zawsze spełniając, do szczytu chwały Twojej szczęśliwie doprowadzeni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 965–967.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 893

Święty Andrzej tak się przeraził lekkomyślnie wyrzeczonym kłamstwem, że złożył zaszczytny urząd. Nie tłumaczył się, że to uczynił dla przyjaciela, lecz natychmiast porzucił drogę, która go mogła skłonić do ponownego popełnienia grzechu, który w jego oczach był wstrętny. Dlaczego kłamstwo jest tak szpetne?

Duch święty nazywa kłamstwo rzeczą haniebną: „Zelżywość bardzo zła w człowiecze, kłamstwo”. Dla czego? Bo kłamstwo pochodzi od największego nieprzyjaciela Pana Boga: szatana. Do żydów powiedział Pan Jezus: „Wy z ojca diabła jesteście, ojca kłamstwa!” Kłamstwo należy do natury czarta, wszystko, co mówi i czyni, jest kłamstwem, toteż święci Doktorowie nazywają kłamców dziećmi czartowskimi. Jak istotą szatana kłamstwo, tak istotą Pana Boga jest prawda, więc kłamstwo najbardziej sprzeciwia się naturze Boskiej.

Dar nowy na to jest nam dany, abyśmy mówili prawdę, stali się Bogu podobnymi. A nie tylko Bóg brzydzi się kłamstwem, o czym szeroko mówi Pismo, ale i ludzie. Człowiek z natury swojej pragnie prawdy, więc nie może chcieć, by go okłamywano. Kłamcą brzydzą się wszyscy, bo okazuje złe serce. Nawet poganie brzydzili się kłamcą. Cesarz rzymski Marek Aurelian kłamcę zwał bezecnikiem. Mędrzec Arystoteles przyrównuje kłamstwo do jadu żmii, i mówi, że od kłamcy trzeba uciekać jak od węża. Rzymianie wypalali kłamcom znamię na czole. Cóż mają sądzić o kłamstwie chrześcijanie, którzy wyrzekli się na chrzcie ojca kłamstwa, szatana!

Duch święty przepowiada kłamcy rozmaite nieszczęścia i kary. Kłamca traci dobre imię i wiarę u ludzi, bo kto mu zawierzy? Przerażający jest los Ananiasza i jego żony Safiry, którzy dla małego na pozór kłamstwa zostali ukarani śmiercią przez świętego Piotra.

Nie wolno kłamać, choćby nawet w najlepszym celu, bo każde kłamstwo jest grzechem, choć nie zawsze grzechem śmiertelnym. Jest kłamstwo dla żartu, jest kłamstwo dla przysłużenia się komuś, wreszcie kłamstwo złośliwe. — Gdyby ludzie nie kłamali, nie byłoby trzeba zarzekań się i przysięgania. Niestety, kłamstwo bardzo się szerzy, a zwłaszcza wśród prostego ludu wiele jest skłonności do przeinaczania i kłamania. Rodzice powinni dziatki swe oduczać kłamstwa i surowo za nie karać.

Footnotes:

1

Mądr. I. 11.

Tags: św Andrzej z Awelinu św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna kłamstwo czystość posłuszeństwo wola św Dominik św Tomasz z Akwinu śmierć
2020-11-09

Święto poświęcenia Kościoła Laterańskiego w Rzymie i św. Teodora, Męczennika

Poświęcenie tego Kościoła nastąpiło około 330, a święty Teodor żył około 304 roku Pańskiego.

(Szczegóły te wyjęte są z dziejów kościelnych i pism świętego Grzegorza Nisieńskiego.)

W święcie dzisiejszém Kościoł Boży obchodzi pamiątkę pierwszego uroczystego poświęcenia kościoła chrześcijańskiego na ziemi, a tym był wspaniały kościoł wybudowany w Rzymie przez cesarza Konstantego Wielkiego, na początku IV wieku, w miejscu gdzie był pałac bogatego pana Rzymskiego, nazwiskiem Laterana. Najprzód wzniesiony on został pod wezwaniem Zbawiciela; lecz gdy późniéj, wybudowane przy nim zostały dwie przepyszne kaplice: jedna pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, druga pod wezwaniem Świętego Jana Ewangelisty, więc kościoł ten dziś powszechnie znanym jest pod nazwiskiem świętego Jana Laterańskiego w Rzymie.

Od początku świata, ludzie wznosili Ołtarze dla składania na nich ofiar Bogu najwyższemu. Adam, Noe, Abraham i inni Patryarchowie Starego Zakonu, zgromadzali się ze swojemi rodzinami i pokoleniami na miejsca takowe, by tam Stwórcy wszech rzeczy, oddać cześć wspólną, publiczną i uroczystą. Abraham wkoło ołtarza który urządził w Bersabei, zasadził las gęsty, aby to miejsce było więcéj osamotnione i bardziéj pobudzało do skupienia ducha, z jakiém przy obrzędach religijnych znajdować się każdy powinien. Jakób wybudował ołtarz kamienny w Bethel, namaścił go pobłogosławionemi olejami, poświęcając Panu, i miejsce to nazwał Domem Bożym. Wiadomo z jaką nadzwyczajną wspaniałością odbył Salomon, poświęcenie Bogu ojców swoich wspaniałéj świątyni, którą wybudował był w Jerozolimie. Obrzędy te trwały tydzień cały. Złożono wtedy Panu Bogu w ofierze dwadzieścia dwa tysiące wołów, i sto dwadzieścia tysięcy baranów. Wreszcie sami poganie wszędzie wznosili świątynie dla swoich fałszywych bożyszcz, i słusznie jeden z ich wielkich mędrców pisał: „Podróżując po różnych krajach, napotkasz miasta bez murów któreby je otaczały, bez ludzi uczonych, bez królów, bez szkół i teatrów, lecz ani jednego nie napotkasz bez świątyni”. 1

Owóż, przez lat przeszło trzysta po przyjściu Chrystusa Pana i założeniu Jego Boskiéj religii na ziemi chrześcijanie pozbawieni byli kościołów, właściwie tak nazwanych. Wznosić ich w żaden sposób nie mogli, gdyż wyroki cesarskie zakazywały tego najsurowiéj, i gdyby byli ośmieli się to uczynić, wnet zawziętość pogańska byłaby te święte budynki porozwalała. Przez cały więc ten czas, a tak długi, wierni chcąc uczestniczyć w świętych tajemmnicach i obrzędach, musieli zapuszczać się w głębokie, ciemne i ciasne pieczary, zwane katakumbami, albo w największéj tajemnicy, zgromadzać się do domów prywatnych na modlitwę, co wszystko, z ciągłém i wielkiém, połączone było niebezpieczeństwem. Dopiéro około roku Pańskiego 304, doczekali się wyznawcy Chrystusowi możności wznoszenia kościołów jawnie i publicznie, a to wtedy gdy cesarz Konstantyn Wielki, zostawszy chrześcijaninem, wydał rozkaz aby wszędzie budowano świątynie Bogu prawdziwemu.

Lecz aby to do tego tém skuteczniéj wszystkich zachęcić i dogodzić własnéj pobożności, sam ten święty Cesarz dał pierwszy przykład. W tym celu, w miejscu gdzie stał wówczas najprzepyszniejszy pałac, będący dawniéj własnością patrycyusza Laterana, a wtedy należał do Fausty żony Konstantyna, wybudował on wspaniały kościoł, któregoto właśnie pamiątka poświęcenia, dziś się obchodzi. Odbył ją z wielką uroczystością Papież święty Sylwester, i wtedy wydał postanowienie, że odtąd Ofiara Mszy świętéj sprawować się powinna, na ołtarzach kamiennych. Umieścił w tymże kościele, ołtarz przechowywany w Rzymie, na którym jeszcze święci Apostołowie Piotr i Paweł odprawiali Mszę świętą, w czasie prześladowania. Dla tego téż ołtarz ten był i pozostał drewnianym, a tenże święty Sylwester obwarował że na nim sami tylko Papieże mogą odprawiać Mszę święta; co się po dziś dzień zachowuje.

Postanowiono zaś uroczystą pamiątkę tego poświęcenia obchodzić w całym Kościele Bożym, gdyż Bazylika świętego Jana Lateraneńskiego, nie uważa się jako kościoł tylko miasta Rzymu, lecz jako Kościół Matka wszystkich kościołów jakie są na świecie, jako główny kościoł wszystkich zostających w jedności ze stolicą Apostolską. I dla tego nad drzwiami głównego wchodu do téj Katedry całego Chrześcijaństwa jest napis: „Matka i głowa wszystkich kościołów”. 2 Jest więc ta Bazylika dla każdego chrześcijanina, jeszcze bardziéj jego kościołem niż jego kościoł parafialny, lub katedra Dyecezalna: bo chrześcijanin może zmienić swoję parafią i swoję dyecezyą, a nie może chcąc pozostać katolikiem, odłączyć się od Stolicy Papiezkiéj, którą ten kościoł przedstawia. Słusznie téż święty Piotr Damian Doktor kościoła powiada: „Kościoł świętego Jana Lateraneńskiego, jak był wzniesiony pod wezwaniem Zbawiciela który jest Głową wszystkich wybranych, tak jest głową, matką i koroną kościołów świata całego. Jest on jakby szczytem całéj religii katoliciéj, i, że tak powiem, kościołem wszystkich kościołów, miejscem najświętszém ze wszystkich miejsc świętych”. 3

Gdy więc w każdej Dyecezyi, w każdéj Parafii, dzień poświęcenia kościoła parafialnego lub katedry Dyecezyalnéj, obchodzi się uroczyście jakże tém słuszniéj, w całém chrześcijaństwie, wspólnie a z wielką pobożnością, obchodzić powinniśmy pamiątkę poświęcenia téj Papiezkiéj Katedry, w któréj jednoczą się w sobie kościoły świata całego, i która przez to, jedność katolicką w sobie przedstawia i utrwala.

Bazylika ta, kilkakrotnie wielkiemu popadała zniszczeniu, jużto w skutek pożarów, już napadów ludów barbarzyńskich, albo trzęsień ziemi, lecz Papieże odbudowywali ją zawsze jak najstaranniéj i najwspanialéj. W roku Pańskim 1726 Bonifacy VIII, uroczyście poświęcił ją nanowo, a dzień dzisiejszy, na obchodzenie téj pamiątki w całym Kościele, wyznaczył.

· · ·

Dziś także przypada doroczna pamiątka śmierci męczeńskiéj świętego Teodora. Był on rodem ze wschodnich prowincyi państwa Rzymskiego, a żył przy końcu III w. Służąc w wojsku cesarskiém, gdy przybył ze swoim oddziałem do miasta Nissy, trafił na tę porę, kiedy ogłaszano wyrok żeby nikt pod karą śmierci nie miał Chrystusa wyznawać. Mężny ten żołnierz, wiernie cesarzowi, lecz jeszcze wierniéj Chrystusowi służący, nie taił wcale iż jest chrześcijaninem; a gdy z tego powodu uwięziono go i przed trybunał Wielkorządcy stawiono, zmuszając aby bożkom cześć oddał, śmiało odpowiedział: „Jestem sługą Boga prawdziwego, a więc niemym i fałszywym bożkom waszym kłaniać się nie będę.” Zdziwieni taką odwagą sędziowie, a chcąc go przez wzgląd na jego w wojsku położone zasługi ocalić, poczytali go za pozbawionego zdrowych zmysłów, i jako takiego wypuścili na wolność.

Święty Teodor który już spodziewał się męczeńskiéj korony, widząc z boleścią iż go ominęła, postanowił pozyskać ją koniecznie, i w tym celu umyślił dokonać pewnego czynu, do którego miał szczególne od Boga natchnienia. Przybywszy tedy do miasta Amaryi, gdy ujrzał tam bałwochwalską świątynię zbudowaną daleko od miasta nad rzeką i z żadnemi budynkami mieszkańców niestykającą się, w chwili gdy silny wiatr wiał od miasta, podpalił ten przybytek bałwanów. Zbiegły się wkrótco całe tłumy pogan, a znalazłszy Teodora przy ogniu, pytali go zkąd się wszczął pożar. On wręcz im odpowiedział, iż sam jest jego sprawcą. Porwali go tedy, i przed sędziów stawili, gdzie on nieczekając aż go badać zaczną, powiedział: „Ja gniazdo bałwanów niemych zapaliłem, dla przekonania się czyli bogowie wasi są w stanie się obronić.” Gdy sędziowie to usłyszeli i z tego poznali iż jest chrześcijaninem, już im nie tyle szło o to aby go ukarać za spalenie świątyni, ile o to aby zmusić do oddania czci bożkom. Obiecali i przeto przebaczenie, jeśli Chrystusa odstąpi, na co on im odrzekł: „Przecież sami pomiarkować powinniście że nie tego szukałem, kiedym dobrowolnie spalił bałwany wasze, a potém, chociaż to mogłem uczynić, nie skryłem się przed wami.” Probowali więc sędziowie, inaczéj zachwiać stałość jego; przyrzekli mu znaczne pieniądze i wysoki stopień w wojsku, jeśli wiary świętéj odstąpi, na co im Teodor odpowiedział: „Zachowajcie to dla tych, których ostatnim celem życia są doczesne uciechy i zaszczyty, ja Nieba tylko pragnę.”

Widząc w nim tak mężną stałość sędziowie, uciekli się do zwykłych im okrutnych środków. Zawiesili go przeto na palach, i szali szarpać żelaznemi grzebieniami. Płynęły ze krwi jego szerokie smugi, ciało odpadało od kości, a on na głos śpiewał te słowa psalmu: „Będę błogosławił Pana na każdy czas, a zawżdy chwała Jego na ustach moich”. 1 Po téj katuszy, tyrani kazali go odprowadzić do więzienia. Tam najprzód około północy objawił mu się Pon Jezus, mówiąc: „Teodorze trwaj mężnie, gdyż Ja z tobą jestem; nie przyjmuj od ludzi żadnego pokarmu ani napoju, a otrzymasz w Niebie życie ze mną na wieki.” Ucieszony tém widzeniem i temi słowy żołnierz Chrystusowy, zaczął opiewać chwałę Bożą, i oto wielka liczba Aniołów otoczyła go wraz z nim śpiewając. Słysząc to straż więzienna nadbiegła, i ujrzała więzienie Teodora światłością niebieską napełnione, a jego otoczonego wielką liczbą młodzieńców w bieli przybranych, wraz z nim przecudnie śpiewających. Zawiadomili o tém sędziego, który i sam świądek tego cudu, przypisując go czarom, a spodziewając się zawsze przywieść świętego Teodora do oddania czci bożkom, kazał go umięścić w wygodniejszém mieszkaniu i dawać lepsze pokarmy. Lecz Święty nic nie przyjął, mówiąc: Iż jego Bóg jego i Pan, Jezus Chrystus, wyżywi go bez tego.

Po pewnym czasie, sędziowie kazali go znowu stawić przed sobą: nie mogąc ani groźbą ani pochlebnemi słowy wymódz aby oddał cześć bożkom, skazali go na spalenie. Wrzucony tedy w ogień, wielbiąc Chrystusa, i dziękując Mu za łaskę męczeńskiéj śmierci, upragnioną koronę niebieską otrzymał. Poniósł śmierć za wiarę, roku Pańskiego 304.

Pożytek duchowny

Obchodząc dziś pamiątkę pierwszego uroczystego poświęcenia kościoła katolickiego na świecie, dziękuj z całego serca Panu Bogu, że żyjesz w czasach i miejscach, gdzie masz szczęście widzieć wzniesione domy Boże. Przytém postanów nawiedzać je jak najczęściéj, a zachowywać się w nich z tém najgłębszém uszanowaniem, z jakiém być powinieneś w tych niebieskich przybytkach.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nam corocznie ponawiasz pamiąkę poświęcania téj najpierwszéj w świecie wniesionéj na cześć Twoję świątyni, i dałeś nam doczekać dnia dzisiejszego dla jej obchodzenia; wysłuchaj prośby ludu Twojego i spraw, aby ktokolwiek wejdzie do kościoła Twojego dla błagania Cię o Twoje dobrodziejstwa, miał pociechę otrzymania wszystkiego o co Cię prosi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 962–965.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 892

„Nie obawiam się mąk, choćby i najsroższych, jeśli Bóg zażąda ode mnie tej ofiary”, powiedział św. Teodor. Obyśmy jako chrześcijanie poszczycić się mogli podobnym poświęceniem! Nie ma wątpliwości, że chcąc rzeczywiście być chrześcijanami i uczniami Pana Jezusa, powinniśmy być gotowymi do wszelkich ofiar dla wiary. Łaska Boża uzbroi nas w siłę zniesienia najsroższych mąk i katuszy, gdyby Bóg miał od nas zażądać ofiary z życia naszego. Nie znajdziemy się zapewne w tym położeniu, abyśmy mieli krwią własną stwierdzić siłę wiary, w jakiej się urodziliśmy i wychowani zostaliśmy, okażmy przeto Bogu w inny, a daleko łatwiejszy sposób, gotowość do poświęcenia. Ofiarujmy mu każdego ranka myśli, słowa i uczynki, trudy i prace, cierpienia, smutki i utrapienia nasze. Ofiarujmy Mu pobożne modły, bez których żadnego dnia nie godzi się ani rozpoczynać, ani kończyć. Ofiarujmy Mu walki i zwycięstwa nasze nad namiętnościami i żądzami, jak np. gniewem, niecierpliwością, zazdrością, nienawiścią itd. Ofiarujmy Mu wspaniałomyślne przebaczenie win i krzywd, które nam wyrządzono. Ofiarujmy Mu powstrzymanie się od grzesznych, złośliwych, potwarczych rozmów, od gier, obżarstwa i opilstwa, słowem od wszystkiego, co Bogu jest wstrętne i obmierzłe. Ofiarujmy Mu wszystkie przykrości i przeciwności, jakie tylko nas w życiu spotkać mogą i jakimi spodoba się Bogu wypróbować ofiarność naszą. Ofiarujmy Mu — jak mówi psalmista — serce żalem i skruchą przejęte, gotowe Mu służyć zawsze i gorliwie.

Footnotes:

1

Plato de Rep.

2

Mater et Caput omnium Ecclesiarum.

3

S. Petr. Dam. Ser. de Dedic.

Tags: św Teodor św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Kościół męczennik żołnierz
2020-11-08

Św. Koronatów i innych Męczenników oraz św. Gotfryda, Wyznawcy i Biskupa

Żyli około roku Pańskiego 300 i 1118.

(Żywot ich wyjęty z Brewiarza rzymskiego i dzieł ojca Suryusza.)

Święci czteréj Koronaci to jest ukoronowani, pod tém imieniem czczeni byli w Kościele Bożym, zanim znane były ich właściwe imiona. Bylito zaś czteréj rodzeni bracia: Sewer, Sewerynue, Karpoforiusz i Wiktorynus. Żyli w wieku, kiedy cesarz Dyoklecyan srodze Kościół prześladował. Z jego rozkazu, uwięzieni, pomimo wszelkich groźb, wiary chrześcijańskiéj wyrzec się nie chcieli. Poganie zaprowadzili ich przed ołtarz jednego ze swych bożyszcz, domagając się koniecznie aby mu cześć oddali. Gdy odpowiedzieli że tego w żaden sposób uczynić im się nie godzi, skazani zostali na biczowanie knutami ołowianemi. Katowano ich z takiém okrucieństwem, że wśród téj męki ducha Panu Bogu oddali. Ciała ich wyrzucono psom na pożarcie, lecz Pan Bóg, nie dopuścił aby się ich te zwierzęta tknęły. Chrześcijanie unieśli je potajemnie, i pochowali przy drodze Lawikańskiéj. Ponieważ imiona ich nie były znane, Papież święty Melchiades, kazał im oddawać cześć pod wezwaniem czterech ukoronowanych. Późniéj gdy Pan Bóg objawił mu imiona tych świętych Męczenników, wybudował na ich cześć wspaniały kościół, i ciała ich w nim umieścił.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościół Boży pamiątkę świętego Gotfryda Wyznawcy i Biskupa. Ten przyszedł na świat we Francyi w mieście Sessonie (Soisson), przy końcu XI wieku z zamożnych, ze znakomitego rodu i bogobojnych rodziców.

Kiedy miał pięć lat, oddali go na wychowanie do Gotfryda Opata klasztoru Świętego Kwintyniana, który już wtedy ubrał go w suknię zakonną, i zajął się nim najtroskliwiéj. Nasz Święty od samego dzieciństwa oddzielony od zepsutego świata, wielki uczynił postęp jak w naukach, tak i w cnotach chrześcijańskich. Dnie całe poświęcał nauce, ćwicząc się szczególnie w znajomości Pisma świętego i ojców Kościoła, a większą część nocy spędzał ma modlitwie. Przytém wiódł życie bardzo umartwione, kilka dni w każdym tygodniu, poszcząc o chlebie i wodzie. Młodym był jeszcze, gdy go bracia zakonni wybrali na Prokuratora klasztornego, to jest zarządzającego klasztorném gospodarstwem. Miał lat dwadzieścia pięć kiedy został księdzem, pomimo iż się od tego usilnie wymawiał, a wkrótce potém Opatem klasztoru przenajświęlszéj Maryi Panny Nowideńskiéj (Nauyent). W przyjęciu téj goności sprzeciwiał się znowu całą siłą Gotfryd, aż nakoniec uledz musiał wyraźnéj woli Arcybiskupa Rejmskiego, kilku innych okolicznych Biskupów, samego króla Filipa, i nareszcie Opata Gotfryda, przy którym się wychowywał i którego zawsze słuchał jak ojca.

Znalazł Opactwo swoje, pod każdym względem bardzo zaniedane: kościoł rozwalający się, cele zakonne w gruzach, ogród i wewnętrzny dziedziniec chwastem zarośnięte, a pola do klasztoru należące albo odłogiem leżały, albo pozostawały w ręku nieprawych posiadaczy. W samym zaś na wpół rozwalającym się klasztorze zastał kilku tylko zakonników, którzy, z zaniedbaniem obowiązków zakonnych, dla utrzymania życia prowadzili szkółkę. Święty Gotfryd objąwszy w tak niepomyślnym stanie swoje Opactwo, w krótkim czasie zmienił pod każdym względem jego postać. W lat kilka kościół, klasztor i wszystko jego części odbudował, a rozgłosem świętobliwości ściągając zewsząd coraz większą liczbę zakonników, miał kilkudziesięciu pod swoim zarządem, a w ich liczbie kilka Opatów i kilku Prałatów, którzy złożywszy swoje godności zostali jego uczniami, przez co on w klasztorze tym najściślejszą karność wprowadził i ustalił.

Podczas gdy tak święcie rządził swojém Opactwem, dyecezyą Sesońską, do któréj ono należało, dotknął Pan Bóg straszną suszą. W źródłach zabrakło wody; nietylko zboża lecz wszelkie rośliny poniszczone były. Przytém panowało straszne morowe powietrze, tak ludzi jak i zwierzęta zabijające. Hugo Biskup Sesoński, widząc w téj klęsce wyraźną karę Bożą, zawezwał świętego Gotfryda aby przybył do Sessonu z kazaniami, i pobudził lud do pokuty, a modlitwami swemi uprosił zmiłowanie się Boże nad nim. Sługa Boży przybył do Sessonu, a gdy pierwsze miał kazanie i przy końcu niego modlił się prosząc Boga o odwrócenie klęsk nad tym krajem ciążących, jeszcze nie zszedł był z kazalnicy kiedy puścił się deszcz rzęsisty, i odtąd i susza ustała i morowe powietrze.

Ta okoliczność rozniosła jeszcze daléj sławę świętego Gotfryda. Arcybiskup Remiński, przewodniczący Soborowi prowincyonalnemu, wraz z innymi Biskupami wysłał do niego z usilną prośbą, aby zrzekł się swojego Opactwa, został Opatem klasztoru świętego Remigiego, który był jednym z najbogatszych we Francyi klasztorów, i pod każdym względem od Opactwa którém zawiadował święty Gotfryd, świetniejszém. „Niech mnie Bóg od tego uchowa, odpowiedział Gotfryd, abym dla bogatéj oblubienicy, miał porzucać ubogą”, i pomimo najusilniejszych nalegań, ubogiego Opactwa swego opuścić nie chciał.

Wkrócte potém, gdy umarł Biskup w Amiens, duchowieństwo i lud cały zwrócili oczy swoje na Gotfryda; lecz przewidując trudności jakie czynić będzie, poradzili sobie w ten sposób. Pod tę porę Ryszard, Legat Stolicy Apostolskiéj, przewodniczył Soborowi w Trewirze odbywającemu się. Udano się więc do niego, aby on świętemu Gotfrydowi Biskupstwo to przyjąć rozkazał. Cały Sobór zgodził to i zawiadomił o tém świętego Gotfryda, który jako Opat sam na nim zasiadał. Lecz gdy się o tém sługa Boży dowiedział uszedł potajemnie, i skrył się w górach okolicznych. Wysłani jednak za nim w pogoń księża znaleźli go, stawili przed Sobór, który zawyrokował iż on jest Biskupem Amieńskim, i Święty rzewne łzy wylewając musiał woli Bożéj tak wyraźnie mu objawionéj, poddać się.

Zasiadłszy na swojéj stolicy Biskupiéj, im więcéj się od tego wysokiego urzędu wymawiał tém się godniejszym go okazał. W sposobie umartwionego życia jakie wiódł zawsze, nic zgoła nie zmienił, przydając tylko do cnót zakonnych któremi tak wysoko jaśniał, niezmordowaną o dobro dusz mu powierzonych gorliwość i jak największą dla biednych hojność. Codzienie trzynastu ubogich żywił u własnego stołu, sam im usługując. Chorych biednych odwiedzał po szpitalach i po ich mieszkaniach, oddając im podobnież ostatnie usługi, a szczególnie trędowatym, lub innemi jakiemi wstręt obudzającemi chorobami dotkniętym. Opiekunem był wdów i sierot pocieszycielem wszystkich strapionych. Niezmordowanie pracował nad wykorzenieniem złych nałogów jakie w ludzie powierzonym jego opiece mógł dopatrzyć, i nad poprawą obyczajów tak wiernych jak i duchowieństwa.

Lecz cheąc leczyć bardzo zadawnione rany, rozbudził wielkie na siebie krzyki i narzekania, a od możniejszych ściągnął na siebie prześladowanie. Wierność w spełnieniu obowiązków jego pasterskiéj godności, narobiła mu wielu nieprzyjaciół. Czynili na niego różnego rodzaju zasadzki: kilka razy był w wielkiém niebezpieczeństwie, z którego Pon Bóg miłościwie a często i cudownie zawsze go wyswobadzał. Razu pewnego do wina które podano mu do stołu wmieszano truciznę. Święty przeżegnawszy napój, miał sobie objawioném iż jest zatraty i chociaż się o tém nawet przekonano, nie dozwolił dochodzić sprawcy téj zbrodni.

Wracając z miasta Arras, w towarzystwie wielkorządcy téj prowincyi nazwiskiem Adama, a niemając przy sobie żadnego oddziału wojska, z jakim zwykle wyżsi dostojnicy podówczas podróżowali, napadnięty został przez Germanda, możnego w téj okolicy pana, a zawziętego nieprzyjaciela Adama. Pomimo próśb i przedstawień, a nawet wyraźnego rozkazu świętego Gotfryda, którego obaj oni byli lennikami, Germund okuł Adama w kajdany i poprowadził do więzienia. Gotfryd rzucił na niego klątwę, równie jak i na tych, którzy w tym gwałcie uczestniczyli. Lecz nietylko nie opamiętało to Germunda, ale jeszcze go uzuchwaliło. Mieczem i ogniem niszczył kraj pod wielkorządztwem Adama zostający, wioski popalił, kościoły poznieważał, wszystkie pola poniszczył. Święty Biskup zdjęty litością nad tylu nieszczęściami, uciekł się do innego środka, który mu jego wielka miłość i pokora nastręczyły. Boso, okryty worem pokutnym, z kapturem zakonnym na głowie, pieszo wśród zimy, udał się do Germunda, upadł mu do nóg i błagał na miłość Jezusa Chrystusa, aby oddał mu uwięzionego, zaprzestał okrucieństw jakich się dopuszczał, i dał wsparcie, a raczéj wynagrodzenie dla tylu wdów i sierot, z jego przyczyny w ostatniéj nędzy będących. Postępek ten Gotftyda, wszystkich do głębi serca poruszył, sam Germund tylko okazał się i na to nieczułym, i nietylko odrzucił dumnie prośbę Biskupa, który był i jego książęciem udzielnym i jego Pasterzem, lecz mu nawet zagroził swoim gniewem jeśli wnet nie ustąpi.

Wtedy mąż Boży wyczerpawszy wszystkie środki łagodne, zmienił swoje postępowanie. Całą noc spędził na modlitwie, a nazajutrz zgromadziwszy lud do kościoła, wszedł na kazalnicę i ogłosił klątwę na Germunda, którego wkrótce kara Boża dotknęła. Wszedłszy w zatargi z Wilhelmem, jednym z Panów okolicznych, wzięty do niewoli, wtrącony został do więzienia. Lecz porażka takowa wyleczyła go z zuchwalstwa. Posłał do Gotfryda z prośbą aby zapomniał przeszłości i wyratował go z nieszczęścia w jakie popadł, przyrzekając mu wynagrodzenie wszystkiego złego jakiego się dopuścił. I nie zawiódł się rachując na litościwe serce świętego Biskupa. Ten wstawił się za nim, otrzymał jego oswobodzenie i sam go do dziedzicznego zamku odwiózł. Germund zaś zdjęty taką wspaniałomyślnością, wszystkie krzywdy przez siebie wyrządzone sowicie powynagradzał.

Tymczasem świętemu Gotfrydowi coraz bardziéj ciążyła jego godność pasterska. Mieszkańcy podzielili się na kilka stronnictw, które często porywając się do broni, krwią zalewały miasta i wioski. Dopuszczano się tam i innych zdrożności: grabieży, pijaństwa, wszeteczności, które się również szerzyły, pomimo nieustającéj i gorliwéj pracy około dobra dusz tego świętego Biskupa, który w głębokiéj pokorze nie złości ludu swojego, lecz własnym grzechom wszystko to przypisywał. Powstawał na te zdrożności z wszelką gorliwością, w osobie własnéj przedstawiał wzór wielkiego Świętego, modlił się, płakał, jęczał przed Bogiem, ciężkie zadawał ciału swemu umartwienia, a pomimo tego, zło nie ustępowało. Wtedy upadając pod ciężarem ciężkiego strapienia jakiego ztąd doznawał, postanowił oddalić się od niewdziecznéj trzody swojéj i zagrzebać się w samotności. Udał się do Kartuzyi Gracyanopolitańskiéj (Grenoble) i w niéj całe dwa lata spędził, modląc się tam za tych którzy go pasterzem mieć nie chcieli. Mieszkańcy dyecezyi Amioneńskiéj (Amiens) widząc iż Biskup ich długo nie powraca, wysłali posłów od siebie do miasta Bowe (Beauvais), gdzie Konon Legat Stolicy Apostolskiéj przewodniczył zgromadzonemu tam Soborowi, ze skargą iż Biskup ich opuścił, i z prośbą aby mogli drugiego w jego miejsce obrać. Lecz Arcybiskup Rejmski, najstarszy z zasiadających na Soborze Biskupów, w imieniu ich wszystkich posłów Amieńskich groźnie napomniał oświadczając im że dopóki Gotftyd żyje, innego Biskupa mieć nie będą.

Współcześnie z przybyciem tych posłów Sobór odebrał listy od samego Gotfryda, w których błagał on aby ma pozwolono złożyć biskupstwo i wyznaczono na jego miejsce lepszego następcę, utrzymywał bowiem iż sam niegodny jest tego urzędu. Wszyscy ojcowie Soboru czytając list ten z rozrzewnieniem, postanowili nie uwzględnić żądania Gotfryda, a zniósłszy się i z królem, wysłali do niego polecenie aby powrócił na swoję stolicę. Musiał się więc Gotfryd rozstać z ukochaną pustynią i powrócił do dyecezyi, w któréj żył już bardzo niedługo. Udając się do Biskupa Rejmiego w ważnéj sprawie kościelnéj, zachorował w drodze, i w Opactwie świętego Kryspina pod Sessonem, poszedł po nagrodę za trudy i cnoty swoje do Nieba, 8 Listopada roku Pańskiego 1118. Kościół pamiątkę jego w tymże dniu obchodzi.

Pożytek duchowny

Widziałeś, jak święty Gotfryd postąpił sobie z Germundem, kiedy ten dostawszy są do niewoli wzywał jego pomocy, chociaż przedtém ciężko go znieważył. Każdego bowiem chrześcijanina jest obowiązkiem, w ten sposób oddawać nieprzyjaciołom dobro za zło od nich doznane. Czy tak postępujesz z tymi którzy ci w czémkolwiek krzywdę wyrządzili?

Modlitwa

Boże któryś w sercu błogosławionego Gotfryda Biskupa i Wyznawcy Twojego, obok innych cnót któremi jaśniał, i wielką miłość nieprzyjaciół zaszczepił; spraw za jego pośrednictwem i przez jego zasługi, abyśmy tym wszystkim którzy nam w czémkolwiek przykrość lub krzywdę zadali, dobrem za zło odpłacali się zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 958–961.

Tags: św Czterej Ukoronowani św Gotrfyd św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup zaraza
2020-11-07

Św. Maryanny Franciszki, od Pięciu Ran Chrystusowych, Tercyarki Zakonu św. Franciszka Serafickiego

Żyła około roku Pańskiego 1791.

(Żywot jéj był napinany przez ojca Bernanda Lawiozę C. R. S.)

Święta Maryanna Franciszka, urodziła się w Neapolu roku Pańskiego 1715. Ojciec jéj nazwiskiem Gallo był szmuklerzem. Matka Barbara, kobieta bardzo pobożna, gdy ją już w łonie nosiła, doznawała przed samém swojém rozwiązaniem różnych niepokojów, któremi ją zły duch trapił. Dla zasięgnienia rady, udała się była pewnego razu do świętego Jana Józefa od Krzyża z zakonu Braci Mniejszych, podówczas żyjącego. Ten uspokoił ją, i polecił aby miała szczególne staranie nad dziecięciem które ma wydać na świat, gdyż będzie to wielka Święta. Takąż samę przepowiednię powtórzył jéj i święty Franciszék Dżyrolamo Jezuita, w Neapolu wtedy będący. Maryanna Franciszka, przed przyjściem nawet na świat, już objawiała dowody że się ci słudzy Boscy nie mylą. Matka jéj z powodu stanu brzemiennego siedząc słuchała Mszy świętej: lecz gdy nadchodziło podniesienie, dziecię w jéj łonie będące tak się miotało, że musiała klękać i w téj postawie pozostawać aż do spożycia Komunii przez Kapłana. Cierpienia Barbary w przybliżającéj się chwili wydania dziecięcia na świat, zapowiadały najniebezpieczniejszy poród. Wtedy uklękła ona przed wizerunkiem Matki Bożej łaskawéj, i wydała na świat dziecię bez najmniejszych boleści bez żadnéj pomocy a najszczęśliwiej. Przybyła już potém akuszerka, ujrzała niemowlę owinięte w lekką oponę, podobną do habitu, i rzekła do matki: „Patrz, jakąś piękną zakonniczkę wydała na świat.” Barbara nie była w stanie karmić ją sama; mamki dobrać nie mogli i dziecię wyniszczało jak szkielecik, a według zdania lekarzy miało wkrótce umrzeć. Wtedy matka wzięła je na ręce, i przycisnąwszy do piersi obraz przenajświętszéj Panny rzekła: „Maryo! cóż Ci trudnego dać piersiom tym pokarm dla mego dziecięcia” i od téj chwili piersi jéj nabrały pokarmu, i sama córeczkę wykarmiła.

Święta Maryanna Franciszka, od czwartego roku życia okazywała dowody szczególnéj pobożności, i od téj pory już objawiał się jéj Anioł-Stróż i po drodze doskonałości ją prowadził. Wtedy także odbyła pierwszą spowiedź, przy któréj zdziwiony został kapłan, że w tak małéj dziecinie znalazł nadzwyczajnie głębokie pojęcie najwyższych tajemnic wiary świętéj. Jednak dopiéro w siódmym roku dozwolił jej przyjąć pierwszą Komunią świętą, po któréj wpadła była jakby w rodzaj zachwycenia, a twarz jej tak pałała od wewnętrznego ognia miłości Boga, że osoby temu przytomne czuły ciepło od niéj wychodzące. Odtąd téż z zezwoleniem światłego i świątobliwego spowiednika, już codziennie przystępowała do stołu Pańskiego.

Skoro trochę podrosło, ojciec użył ją zaraz do swoich robót szmuklerskich, a widząc że wiele czasu trawiła na modlitwie i codzień chodziła do kościoła dla przyjmowania Komunii świętéj, wyznaczał jéj większą jeszcze niż innym dzieciom robotę, gdyż byłto człowiek i popędliwy i bardzo chciwy zysku. Franciszka nie tylko wykonywała zawsze, i to najdoskonaléj, wyznaczoną jéj robotę lecz nawet od innych kończyła, gdyż jéj w tém, jak się potém okazało, Anioł Stróż dopomagał.

Miała lat szesnaście, kiedy wysokie cnoty z których znaną była powszechnie i nader powabna uroda, skłoniły pewnego bardzo bogatego młodzieńca aby prosił o jéj rękę. Gallo uszczęśliwiony z tak świetnego związku, gdy dowiedział się od Franciszki że postanowiła poślubić na zawsze swoje dziewictwo Panu Jezusowi i wstąpić do trzeciego zakonu świętego Franciszka Serafickiego, wszelkich używał środków aby ją odwieść od tych zamiarów. Przychodziło do tego że ją po dni kilka więził w osobnéj izbie, morzył głodem, a nareszcie uniesiony gniewem, zbił tak okrutnie, że mu ją matka całą poranioną z rąk ledwo wyrwała. Święta zniosła to wszystko w największéj pokorze, i w końcu stałością swoją wymogła na ojcu pozwolenie zostania Tercyarką.

Od kolebki mając najserdeczniejsza do Maki Bożéj nabożeństwo, w dniu Niepokalanego Poczęcia przyjęła habit tercyarski. Spełniając w całéj ścisłości przepisane téj Reguły obowiązki, a przydając do nich nadzwyczajne dobrowolne umartwienia ciała, w początku mieszkała w domu rodzicielskim. Lecz po śmierci matki, gdy ojciec jéj przebrał wszelką miarę w nieludzkiém z nią obchodzeniu się, za poradą przewodnika duchownego, pojęła sobie ubogie mieszkanie osobno, i w niém z drugą pobożną tercyarką osiadła. Odtąd już oddawała się swobodniej bogomyślności i pokucie tak ostréj że jéj w tm mało który z największych pokutników wyrównał, a może nikt nie przewyższył. W miarę zaś tego, obdarzał ją Pan Bóg i najwyższemi łaskami i najcudowniejszemi darami nadprzyrodzonemi, nieszczędząc przytém tych krzyżów, jakiemi najwybrańsze dusze uświęca.

Od téj pory już przez całe życie codzień pościła o chlebie i wodzie, niejadając więcéj jak dwie uncye na dzień, a i to zwykle piołunem posypywała. Sypiała na gołéj ziemi, najdłużéj dwie godziny; włosiennicę nosiła tak ostrą że gdy raz pewnego zachorowała ciężko trzeba było ją zająć, siostra która jéj tę usługę oddawała, musiała całe jéj ciało zwilżać gdyż włosiennica przywarła jakby wrośnięta wrany, jakie ostrością swoją zadała. Obok tak umartwionego życia, i prawie ciągłych a dolegliwych chorób nie folgowała sobie i w pracy. Z téj nietylko siebie i kilka sióstr tercyarek musiała utrzymywać, ale nawet i własną rodzinę; gdyż ojciec zawsze dla niéj najniechętniejszy, domagał się tego od niéj koniecznie. W pokorze była także niezrównaną: posądzona przez złośliwe osoby o nierządne życie, a przez pewną niegodziwą kobietę oskarżona nawet o to przed Biskupem i przed jego Trybunałem z tego powodu stawiona, wszytko to znosiła nietylko pokornie, lecz z weselem nawet, ciężkie obelgi ztąd doznawane ofiarując Panu Jezusowi. Głównym zaś sprawcom doznanych ztąd zniewag, wielkie łaski modlitwami swemi powypraszała.

Cnotę czystości, którą od Chrztu świętego zachowała niepokalana, raczył w niéj Pan Bóg szczególnymi darami uświetnić. Doświadczano powszechnie, że sam jéj widok przyskramiał w drugich najsprośniejsze żądze. Pewien zacny kapłan, dręczony bywał tego rodzaju ciężkiemi pokusami, które pomimo bardzo umartwionego życia jakie prowadził i unikania wszelkich okazyi, nie odstępowały go wcale. Poradzono mu aby się udał do świętéj Franciszki. Po krótkiéj z nią rozmowie i wspólnéj modlitwie, od téjże chwili na całe życie od tego rodzaju nagabań został uwolniony. Razu pewnego, na samotnéj ulicy, o świcie, gdy Franciszka szła do kościoła, pewien rozpustnik napadł na nią, chcąc ją znieważyć. Franciszka widząc się w jego ręku bez żadnego ludzkiego ratunku, wezwała głośno Maryi na pomoc. W téjże chwili napastnik stanął jakby skamieniały, niemogąc się ani kroku poruszyć, ani ręką władnąć. Przerażony tym cudem, prosił Franciszki wchodzącéj do kościoła, aby się za niego pomodliła, co gdy Święta uczyniła, odzyskał zaraz władzę i w tymże kościele z całego życia spowiedź z wielką skruchą odbył. Lecz większym jeszcze cudem a raczéj dłuższym, raczył Pan Bóg strzedz od podobnych zniewag tę swoję wielką służebnicę. Gdy bowiem po tém zdarzeniu wracała Franciszka z kościoła do domu, znalazł się przy niéj ogromnéj wielkości brytan, który byle kto z mężczyzn zbliżył się do niéj, warczeniem go swém odstraszał. Towarzyszył on zawsze i wszędzie Franciszce przez lat kilkanaście ile razy wychodziła z domu, a nigdy dowiedzieć się nie można było czyj on był i gdzie się żywił.

Odkąd nasza Święta przyszła do rozumu, ulubioném jéj nabożeństwem było odbywanie drogi krzyżowéj. Przez to zatapianie się całém sercem w tajemnicach męki Pańskiéj, przypuszczał ją Pan Jezus do tak ścisłego zjednoczenia się z cierpieniami swemi, że w każdy piątek z kolei odbijała się na niéj widocznie jedna z tych tajemnic którą wtenczas szczególniéj rozmyślała; tak dalece że kapłani i inne osoby, które z polecenia Biskupa przypatrywały się temu, widziały ją wtedy w takim stanie jakby którą z tajemnic Męki Pańskiéj sama przebywała. Miała nawet cudownie wyryte na rękach i nogach blizny Chrystusa Pana; lecz uprosiła sobie u Pana Boga, aby te znamiona pozostawiły jéj cierpienia na zawsze, a znikły przed oczyma ludzkiemi.

Prócz tego, mało o jakich łaskach nadzwyczajnych czytamy w żywotach innych Świętych, którychby i Franciszka nie otrzymała. Nie było prawie dnia, żeby się jéj Anioł Stróż nie objawił. Gdy w cięższe zapadła choroby, święty Rafuł Archanioł przybywał do niej widzialnie, leczył jéj rany, i na rozkaz Matki Boskiéj kilka razy ją uzdrowił gdy już była konająca. Często w objawieniach rozmawiała z Panem Jezusem i z przenajświętszą Panną; w jedném z takowych, Pan Jezus zaślubił ją sobie jako oblubienicę wybraną, i okazał tron w Niebie zgotowany dla niéj wśród chóru Męczenników i Dziewic. Modlitwom jéj nigdy nic nie odmawiał. Wielka liczba dusz z czysca za jéj wstawieniem wyzwolonych, objawiła w jasności niebieskiej, dziękując za pomoc jaką im przyniosła. A jakże wiele i z samego piekła wybawiła, które tu jeszcze i za życia modlitwami swojemi wyrwała ze strasznych grzechów w jakich oddawna leżały.

Posiadała także dar przenikania tajników serc ludzkich. Jedném rzuceniem spojrzenia na osoby przychodzące zasięgnąć jéj rady, rozróżniała obłudę od prowdziwéj świętości. A także duchem prorockim przepowiedziała mieszkańcom Neapolu, na kilka lat przedtém, straszne morowe powietrze jakie dotknęło to miasto.

Lecz jedna z najcudowniejszych łask udzielonych jéj przez Boga, była ta, jaka się wydarzyła przy kilku Mszach świętych, w czasie których miała do Komunii świętéj przystępować. Zdarzało się bowiem, że gdy Franciszka spragniona co prędzéj przyjąć swego Boga, po konsekracyi przez kapłana uczynionéj pragnieniem tém gorzała coraz więcéj, wtedy komunikant dla niéj przygotowany znikał przed księdzem, a Franciszka go przyjmowała. Co większa: wielkiéj świątobliwości ksiądz Ksawery Bianki, zauważał, że wtedy nawet znaczna część Krwi przenajświętszéj ubywała z kielicha. Razu nawet pewnego ujrzał że mało co jéj zostało, i powiedział o tém Franciszce, która mu na to nieco zmieszana odrzekła: „Mój ojcze, gdyby nie to że święty Michał Archanioł ostrzegł mnie że do całości Ofiary potrzebna Krew przenajświętsza byłabym ją wszystką wypiła.” Z czego wnosić można, że tenże Michał Archanioł, niekiedy sam Komunikant, a niekiedy i Krew przenajświętszą jéj udzielał.

Nakoniec zbliżała się chwila, w któréj już tę wielką służebnicę Swoję miał Bóg powołać do Siebie. Przez całe prawie życie cierpiąca, zapadła wreszcie w śmiertelną chorobę, wśród któréj i niebezpieczną i bardzo bolesną, z niezachwianą cierpliwością odbywała operacyą. Po niéj żyła jeszcze kilka miesięcy, lecz w najsroższych cierpieniach, za które dziękowała ciągle Bogu, a gdy się bardzo boleści wzmogły spokojnie wzywała Maryi. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych wpadła w swój zwykły sposób rozmyślania Męki Pańskiéj, i widać było po niéj jak przebywała wszystkie jéj tajemnice, w sposób jeszcze widoczniejszy niż kiedykolwiek. Gdy przyszła do chwili opuszczenia Pana Jezusa na krzyżu, z ciężkiém westchnieniem odezwała się do spowiednika przy niéj obecnego: „Ojcze wspomagaj mnie bo ciężko.” Kiedy ukończyła tę swoję drogę krzyżową, orzeźwiła się nieco 1 ucieszona widzeniem Matki Boskiéj którą witała temi słowy: „oto Matka moja wychodzi na moje spotkanie”, przyciskając krzyż do ust oddała Bogu ducha 6 Października roku Pańskiego 1791. Miała lat siedemdziesiąt siedem. Papież Pius IX w poczet Świętych ją wpisał.

Pożytek duchowny

Gdyby święta Franciszka żyła była w wiekach niezachwianéj a powszechnéj w ludach wiary, byłaby tak wiele zrobiła dobrego na świecie wpływem swoim, jak to czyniły Katarzyny Seneńskie, Kolety i im podobne. Niewiara, która za jéj czasów już się szerzyła, a za naszych rozpowszechniła się jeszcze bardziéj, jest powodem że Święci Pańscy jakby nieznani i wcale niedocenieni żyją i umierają w tych wiekach ostatnich. Módl się gorąco aby ludzie powolniejszymi się stali przykładom i naukom Świętych, bo na to ich Pan Bóg daje Kościołowi swojemu i w każdych czasach zsyła.

Modlitwa (Kościelna)

Jezu Chryste Panie nasz! któryś błogosławioną Maryannę Franciszkę dziewicę, pomiędzy innemi darami w jej wzgardzie świata przedziwną uczynił; za jéj zasługami i pośrednictwem, spraw prosimy, abyśmy wszystkiém co ziemskie jest wzgardziwszy, o Niebo tylko starali się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 955–958.

Tags: św Marianna Franciszka „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja matka pokuta umartwienie pokora czystość zaraza św Rafał Archanioł św Michał Archanioł Droga Krzyżowa
2020-11-06

Św. Leonarda, Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 556.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Suryusza.)

Święty Leonard, który przyszedł na świat przy końcu piątego wieku, był rodem z Francyi. Należał do jednéj ze znakomitszych tego kraju rodzin. Sam król Klodoweusz, podówczas panujący, trzymał go do Chrztu, a święty Remigi główny Apostoł Franków, udzielił mu ten Sakrament, a potém wziął do siebie na wychowanie. Ojciec chciał go umieścić na dworze królewskim, gdzie mógł spodziewać się świetnego zawodu mając sobie zapewnione szczególne łaski Klodoweusza; lecz święty Leonard, młodym jeszcze będąc, postanowił świat opuścić i osiąść na puszczy. Nie zaraz to jednak uczynił, gdyż święty Remigi, oceniając jego wysoką świętobliwość i niepospolite wykształcenie w naukach a przytém i rzadki dar wymowy, zatrzymał go przez pewien czas przy sobie, i używał do głoszenia słowa Bożego. Czynił to nasz Święty z wielkim dla dusz pożytkiem, nauczojąc w sposób najzrozumialszy dla prostych umysłów; a że nauki jego poparte były życiem wysokiéj świątobliwości, obfite z nich zbierał owoce, wielu grzeszników wyrywał od zguby ich duszy i znaczną liczbę pogan nawrócił. Wtedy już także zasłynął i licznemi cudami, a wszystko rozniosło imię jego po całym kraju.

Król Klodoweusz, chcąc i sam słuchać jego kazań, i panów dwór jego składających do togo nakłonić, sprowadził go do siebie i pragnął na dworze swoim zatrzymać, aby go co prędzéj zrobić Biskupem. Święty Leonard po ukończeniu kazań które tam miewał, dowiedziawszy się jakie względem niego miał król zamiary, prosił go aby mu pozwolił wydalić się z dworu, a gdy Klodoweusz chciał go koniecznie czém wynagrodzić, Leonard prosił aby mu pozwolił zwiedzić wszystkich trzymanych po więzieniach, a potém uwolnił tych których on znajdzie tego godnymi. Klodoweusz zgodził się na to, a Święty przywiódłszy do najszczerszéj kruchy wielu uwięzionych, otrzymał ich uwolnienie, i potém jak to niżéj obaczymy, stał się szczególnym Patronem, wszystkich będących w kajdanach.

Opuściwszy dwór królewski, sługa Boży przebiegał różne miasta i wioski, wszędzie, niezmiernym pożytkiem ludów głosząc prawdy święte. W mieście Orleanie zatrzymał się w tym celu najdłużej, a gdy spostrzegł iż sława jego coraz się więcéj rozszerza i coraz większą czcią otaczają go wszyscy, umyślił doprowadzić już do skutku swój dawny zamiar udania się na puszczę. Poszedł więc na samotne miejsce, przybierając sobie dwóch tylko towarzyszów równie jak on pragnących wieść życie pustelnicze: a tymi byli, brat jego Lufard, który go nigdy nie odstępował we wszystkich jego apostolskich wycieczkach, i pewien świątobliwy samotnik nazwiskiem Maksymian, który już od niejakiego czasu ten rodzaj życia, w okolicach Orleanu prowadził. Wprzód jednak, aby się wyćwiczyć w sposobie życia doskonałych pustelników, wraz ze swoimi towarzyszami przepędził pewien czas pod przewodnictwem duchowném świętego Mesmina, biegłego mistrza w zawodzie życia pokutnego.

Gdy u niego zastawał wraz z Lufardem bratem swoim rodzonym i Maksyminem, święty Leonard odebrał od Pana Boga natchnienie, aby się ma inną puszczę przeniósł. Skłaniało go do tego i to głównie, że na téj gdzie dotąd przebywał, zbyt często przerywali mu samotność udzie, wiedzący o miejscu jego pobytu. Sławą bowiem jego Świątobliwości i darem czynienia cudów pociągnieni, schodzili się do niego tłumnie, jużto po radę w rzeczch tyczących się sumienia, już dla polecania się jego modlitwom, albo doznania cudownych uzdrowień, gdy bylito chorzy. Święty tedy oświadczył bratu zamiar przeniesienia się na inne miejsce, gdzieby lepiéj mógł się ukryć przed światem; lecz ten prosił go aby mu pozwolił pozostać na dawném miejscu. Kosztowało wiele Leonarda rozstanie się z bratem którego bardzo kochał, i z którym już od lat wiele nierozdzielnie służył Panu Bogu, lecz że widział iż było wolą Bożą aby się téj pociechy wyrzekł, uczynił to bez wahania się, i uściskawszy się z Lufardem, pozostawił go w chatce pustelniczéj w któréj razem dotąd mieszkali, a sam puścił się ku Akwitanii, gdzie wiedział że były podówczas dzikie, gęste i nieprzystępne prawie lasy.

W téj pielgrzymce, przybywszy do miasta Burżu (Bourges), zastał tam jeszcze zaczną część mieszkańców pogrążoną w pogaństwie. Zdjęty wielką litością nad stanem dusz tych biednych ludi, zatrzymał się w tém mieście przez czas pewien, a kazaniami swojemi, popartemi wielkiemi cudami które dał mu Pan Bóg i tam czynić, wytępił resztki bałwochwalstwa. W mieście tém wielu ślepym wzrok przywrócił, słuch głuchym, chromych i różnemi chorobami dotkniętych uzdrowił, tak, że prawie każdy kto się do niego udał, cudownie uleczonym został.

W chwili gdy i tu znowu sława jego jako wielkiego Apostoła i wielkiego cudotworcy, zaczęła ściągać a niego cześć powszechną, święty Leonard, wyszedł z miasta potajemnie, i doszedłszy do wielkich lasów w okolicach miasta Limonżu (Limonges), daleko w głąb ich zapuścił się, i osiadł w puszczy zwanéj Powę, (Pauvin), na któréj wybudowawszy ubogą chatkę pustelniczą, spędził całe lat dwadzieścia, niewykryty przez ludzi, chociaż go pilnie szukali, a cały zatopiony w życiu bogomyślném, oddając się najostrzejszéj pokucie.

Lecz po upływie tego czasu, znowu samotność Leonarda przerwaną została. Król wraz z żoną, przybyli na wielkie łowy do lasów w których była pustelnia tego sługi Bożego. Zdarzyło się, że królowa która była brzemienną, tak nagle tam zachorowała, że nie było żadnéj nadziei uratowania życia ani jéj saméj ani dziecięcia, które niespodziewanie wydawała na świat. Dworzanie rozbiegłszy się po całéj puszczy aby szukać schronienia dla choréj swojéj pani, spotkali wypadkiem Leonarda, którego poznawszy, przyprowadzili do królowéj. Święty pomodlił się nad nią, i w tejże chwili najszczęśliwiéj wydała na świat syna. Król wywdzięczając się za to, dawał mu w darze wszystkie złote i srebrne naczynia stołowe, jakie wtedy miał przy sobie; lecz Leonard prosił go aby je rozdał ubogim i polecił im aby podziękowali Bogu, za wyrządzoną, łaskę królowéj. Przyjął tylko od Klodoweusza w darze część lasu w którym mieszkał, mając zamiar wybudować tam klasztor. Z początku osiadł na tym miejscu z dwoma tylko towarzyszami, i na wierzchu jednéj z gór najwyższych wybudował kaplicę na cześć Matki Bożéj wezwaniem Przenajświętszéj Panny pod drzewami. Wkrótce, zwiększyła się liczba jego uczniów, i stanął tam ubogi lecz obszerny klasztor. Razu pewnego bracia jego zakonni uskarżali się że daleko chodzić muszą po wodę; Święty pomodlił się, i w tejże chwili obok klasztoru wytrysnęło źródło wody, do téj pory płynące.

Tymczasem ludzie zwiedziawszy się o miejscu jego pobytu, znowu tłumnie nawiedzać go zaczęli. Zasłynął wtedy szczególnie cudowną swoją opieką nad więźniami. Zdarzało się bowiem że w najodleglejszych od jego puszczy miejscach, gdy jaki więzień, a zwłaszcza niewinnie uwięziony, wezwał jego pomocy, kajdany cudownie z niego opadały, i również cudownie wychodził on z więzienia, pomimo najściślejszego zamknięcia i czujnéj straży. Wielu takich przybywało do Leonarda na puszczę, przynosząc i składając u nóg jego kajdany, z których wyzwoleni zostali wzywając jego imienia.

Gdy o tém wszystkiém doszła wieść do jego krewnych spragnionych oddawna aby odkryć miejsce jego pobytu, siedem całych rodzin bliżéj z nim spokrewnionych przybyło do jego klasztoru, z zamiarem osiedlenia się na puszczy: „Ja chciałem ukryć się i przed obcymi, rzekł ujrzawszy ich Leonard, a oto i wy mnie aż tu gonicie. Chyba chcecie podobną drogą jaką ja obrałem, dostać się do Nieba?” „Chcemy tego, odpowiedzieli mu wszyscy, i potośmy tu przybyli, wyrzekając się wszelkich naszych posiadłości. Wskaż nam drogę zbawienia, naucz doskonale służyć Bogu.” Uradowany tém święty Leonard, utwierdził ich w tych świętych postanowieniach, wziął pod swoje przewodnictwo duchowne i porozsadzał w siedmiu częściach lasów które należały do klasztoru, aby pola w nich będące uprawiali i z tego żywili siebie i ubogich okolicznych, a obok tego przepisał im różne ćwiczenia bogomyślne, na które o ile możności schodzili się razem.

Długo jeszcze potém żył, coraz liczniejszemi cudami słynąc, a coraz ostrzejszą pokutą wszystkich zadziwiając. Nakoniec, doczekawszy bardzo podeszłego wieku, pełen cnót i zasług zasnął błogo w Panu, dnia 6-go Listopada roku 566.

Po śmierci również skutecznym patronem więźniów okazał się, jak nim był za życia. Pomiędzy licznemi tego przykładami Suryusz opisuje następujący: W mieście Limożu został wtrącony do więzienia człowiek niewinny, wielkie przez całe życie do świętego Leonarda mający nabożeństwo. Włożono mu na ręce tak ciężkie kajdany a silnie okute, że dwóch ludzi ledwie unieść je mogło. Przygnieciony ich ciężarem, tak, że już od tego samego mógł prędko umrzeć, więzień ten wezwał świętego Leonarda, przypominając mu że go zawsze miał w czci szczególnéj. Święty mu się objawił, zdjął z niego kajdany, kazał mu je wziąść i iść za sobą. Więzień to uczynił: kajdany, których sądził że nie udźwignie, znalazł tak lekkie jak pióro, i wyszedł z więzienia w ślad za Świętym, który zaprowadziwszy go do swojego kościoła wtedy w Limożu wybudowanego, zniknął.

Pożytek duchowny

Wszak wielce byłbyś uradowany, gdybyś trzymany w ciężkiém więzieniu, za opieką świętego Leonarda, który wielu więźniów cudownie wyzwolił, został z niego uwolniony. Lecz jeżeli broń Boże, dusza twoja jęczy w kajdanach grzechu, czyż nie potrzebniejsze ci tém bardziéj, pośrednictwo tego wielkiego Patrona uwięzionych? Jeśli więc tak jest, uciekaj się do niego, a proś serdecznie aby cię wstawieniem się swojém, od téj niewoli szatańskiéj wyratował co prędzéj.

Modlitwa

Boże! któryś świętemu Leonardowi, cudowną moc wyzwolenia z kajdan więźniów udzielił; za jego pośrednictwem i przez jego zasługi prosimy Cię, z więzów grzechów naszych racz nas wybawić, i od niewoli szatańskiéj, zachowaj nas na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 952–954.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 886

„Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy stroskani jesteście, a Ja was pokrzepię” — mówi Pan Jezus (Mat. 11, 28). Jak szczerze o to Zbawicielowi chodziło, świadczy św. Leonard, który przez całe życie troszczył się i opiekował tymi, o których nikt nie dba, tj. więźniami i skazańcami. Naśladujmy go w tej mierze i pamiętajmy o więźniach, mając na oku ich nędzę. Pozbawieni praw, okryci hańba, z dala od rodziny wiodą smutny żywot w wstrętnym i zepsutym otoczeniu. Więzienia mają nie tylko karać zbrodnie i zadośćczynić pogwałconemu prawu i sprawiedliwości, ale także poprawić występnego i poprawionego oddać społeczeństwu. Jakże jednak rzadko spełniają ten cel. Ileż to przeszkód staje na zawadzie miłosierdziu Bożemu, którego głos nie dochodzi serca grzesznika? Częstokroć dozorcy wiezienia są tylko maszynami w reku rządu, i dbają jedynie o chleb i pensję. Ileż to razy nie ma kapłan przystępu do więźniów, ileż razy więźniowie odpychają jego pociechę, pomoc i naukę! Więzienia są nieraz szkołami zbrodni, w których młodzi przestępcy gromadzą się około osiwiałych zbrodniarzy, uczą się od nich ostrożności, chytrości, przebiegłości i zemsty na swych oskarżycielach. A przecież i ci przestępcy i winowajcy są naszymi braćmi, wszakże i za nich cierpiał Zbawiciel na krzyżu, czyż więc nie zasługują na naszą litość?

Zważajmy też na skuteczność swej pomocy. Skazanym przestępcom najbardziej potrzeba łaski Bożej, aby poznali cały ciężar swego grzechu, wzbudzili w sobie szczery żal, poznali bezmiar miłosierdzia Bożego, które na nich nakłada lżejszą i doczesną tylko karę, aby ich ochronić od wiekuistej. Tę łaskę można im wyjednać modlitwą, ofiarą Mszy świętej, budzeniem w nich żalu, jałmużną itp. Obmyślić też należy więźniom pracę i zarobek, gdy odbędą karę, i chronić ich od towarzystwa złych, aby nie popadli w dawne występki. I tu jest obszerne pole do błogiej działalności dla tych, co tchną szczerą miłością bliźniego. Jakże im błogo będzie, gdy ktoś odezwie się do nich słowami Mateusza świętego: „Uwieziony byłem, a ty mnie oswobodziłeś” (Mat. 25, 36).

Tags: św Leonard „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik św Remigiusz z Reims więzienie
2020-11-05

Św. Galacyona i Epistemii, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Galeon rodom z Fenicyi, żył w pierwszéj połowie trzeciego wieku. Ponieważ samo przyjście jego na świat było szczególną dla jego rodziców łaską Bożą, i jakby nagrodą ich nawrócenia się do wiary chrześcijańskiej, więc najprzód ich historyą w krótkości opowiedzieć wypada.

W mieście Emesie w Fenicyi położoném, mieszkał pewien wielki pan nazwiskiem Klitofon, który poślubił był z również znakomitéj zamożnéj rodziny dziewicę, imieniem Lucypa. Oboje byli poganami i ciągłe składali ofiary swoim bożyszczom, dla uproszenia sobie potomstwa: gdyż długo w małżeństwie żyjąc, dzieci nie mieli. Lecz cóż mogli uprosić u bożków, które według wyrażenia Pisma świętego: „Oczy mają a nie ujrzą, uszy mają a nie słyszą”. 1 Wzywali długo swoich bałwanów lecz dziatek nie doczekali się.

Pod tę porę, Wielkorządca Emesy, nazwiskiem Sekundus, srodze prześladował chrzecijan. Pewien zakonnik imieniem Onufry, chcąc się dostać do tego miasta a nie być poznanym, przebrał się po świecku, i tym sposobem łatwiejszy miał przystęp do pogan, których nawracał. Chodził od domu do domu żebrząc jałmużny, lecz głównie szło mu o to, aby tam zanieść wsparcia niebieskie: to jest aby tych którzyby słuchać go chcieli, uczył prawd wiary chrześcijańskiéj i pozyskiwał ich dusze Chrystusowi Panu.

Zdarzyło się, że zakonnik ten przyszedł i do mieszkania Klitofona prosząc o wsparcie, a zawsze w celu probowania czy tu jakiéj duszy nie zaopatrzy w dary niebieskie. Lucypa, która dnia tego była bardzo nieprzystępną, nie kazała go wpuścić: lecz sługa Boży niezrażając się tém, nalegał prosząc aby go chociaż na chwilę przyjęła, i nakoniec dostał się do niej. Znalazłszy ją wielce zasmuconą, spytał o powód jéj zmartwienia. Zaczęła z nim mówić otwarcie, i wyznała że głównym powodem jéj ciągłego a ciężkiego smutku, jest to że nie ma dzieci i że w celu uproszenia sobie potomstwa udawała się do wszystkich bogów swoich, lecz żaden z nich prośby jéj nie wysłuchał, „Nic dziwnego, odpowiedział jéj na to Onufry, że prośby twoje skutku nie otrzymują: bo czyż od bożyszcz którym cześć oddają poganie, spływać mogą łaski na ludzi? Bogowie wasi bogami tylko są nazwani, w istocie zaś, nie posiadają ani Bóstwa ani żadnéj potęgi. Jeden tylko jest Bóg prawdziwy, Bóg wszechmocny, który wysłuchuje modlitwy ludzkie: uznaj Jego potęgę a będziesz cieszyć się potomstwem”. Lucypa poszła za radą sługi Bożogo, i nietylko przyjęła Chrzest święty, lecz i w krótkim czasie stała się kobietą bardzo pobożną, a nawet w końcu, koronę męczeńską pozyskała. Gdy przedtém jeszcze Onufry wyuczał ją prawd wiary, i przyspasabiał do Chrztu świętego, Lucypa kłopotała się, jak wypadnie jéj postąpić gdy mąż dowiedziawszy się o jéj nawróceniu, będzie temu bardzo przeciwny: lecz Onufry upewnił ją że i Klitofon zostanie chrześcijaninem. Wkrótce potém świątobliwy ten zakonnik opuścił miasto Emesę, a wszystko jak przepowiedział spełniło się. Lucypa powiła syna, a Klitofon dowiedziawszy się o wszystkich szczegółach jéj nawrócenia, i sam został niezwłocznie chrześcijaninem.

Otóż, synem tym, którym Pan Bóg obdarzył Lucypę jakby w nagrodę za przyjęcie wiary świętéj, był właśnie święty Galacyon, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży obchodzi. Rodzice wychowali go bardzo starannie i bogobojnie, a od lat najmłodszych objawiał on i wielkie do nauk zdolności, i gruntowną pobożność. Miał lat dwadzieścia cztery (a już wtedy matka jego nie żyła), kiedy, ulegając woli ojca, poślubił zacną i świetnego rodu dziewicę imieniem Epistemia, ale pogankę. Galacyon w kilka dni po ślubie pozyskał ją Chrystusowi Panu; że z powodu coraz większego prześladowania, trudno byłe wynaleźć i sprowadzić kapłana, sam ją wyuczył artykułów wiary i ochrzcił.

W tydzień potém, Epistemia miała następujące widzenie: Ujrzała wspaniały pałac i w nim wielką liczbę osób podzielonych na trzy chóry, z których każdy odróżniał się ubraniem jaki nosili ci co do niego należeli: jeden składał się z poważnych starców, przybranych w czarne szaty; drugi z niewiast w podobnémże ubraniu; trzeci z dziewic w bieli będących, na których obliczach malowało się wielkie wesele, a światość biła z ich czoła. Lecz i zpod odzienia osób należących do pierwszych chorów, wychodziły jakby skrzydła, z których tryskały na wszystkie strony iskry, przedziwnéj światłości. Epistemia opowiedziała to widzenie mężowi, który je wytłómaczył żonie mówiąc: „że te trzy chóry, przedstawiały osoby niemające żadnego stosunku ze światem, i które na wyłączną służbę Bogu poświęciwszy się, zachowują dziewictwo i żyją według całéj ścisłości nietylko praw lecz i rad Ewangelicznych. Że zaś przez oderwanie serc od wszystkiego co ziemskie, są one jakby aniołowie ziemscy, więc skrzydła te które u nich widziała i iskry z nich wytryskujące, wyrażały gorącość ich miłości Bogu, a skrzydła lekkość i prędkość z jaką szli po drodze doskonałości, Nareszcie że białe szaty przyodziewały te dusze które zachowały, nieskazitelną czystość, a czarne te które nie były zawsze w dziewictwie, lecz później czystość poślubiły.” Wielce uradowana Epistemia, z takiego wytłómaczenia widzenia jakie miała, rzekła do męża: „Wszak i my moglibyśmy zachować czystość, pozostając połączeni tylko sercami, a żyjąc z sobą w małżeństwie jak brat z siostrą. A przytém cóż nam przeszkadza poświęcić się na wyłączną służbę Bożą?” Owoż Galacyon równie jak jego małżonka przejęty miłością Boga, chętnie zgodził się na wszystko.

Rozdali więc cały swój majątek na ubogich i wyszli z miasta Emesy, mając z sobą tylko Entolmiego, najprzywiązańszego z domowników. Po dziesięciodniowéj podróży, dostali się na górę zwaną Publika, blizko góry Syn, i tam znaleźli klasztor w którym mieszkało kilkunastu zakonników. Święty Galacyon oświadczył im iż chce wstąpić do zakonu, i został przyjęty, a Epistemia wstąpiła do klasztoru dziewic poświęconych Panu Bogu, nieco głębiéj na tejże puszczy mieszkających,

Oboje żyli jakby aniołowie ziemscy: z Bogiem tylko na ciągłéj niemal modlitwie obcowali, doznawali wielkich pociech duchownych, nadzwyczajne pokuty i umartwienia ciała czynili; aż tu niespodzianie, powstało sroższe jeszcze niż było dotąd prześladowanie chrześcijan, wszczęte przez okrutnego Dyoklecyana. Wysłani przez niego siepacze rozbiegli się po górze Syn, aby ująć i zamknąć do więzienia mieszkających tam pustelników. Wszyscy uciekli, prócz Galacyona i jednego z jego braci zakonnych.

W nocy poprzedzającéj ten napad Święta Epistemia miała znowu we śnie widzenie, w którém zdawało się jéj, że gdy weszła z mężem do jakiegoś pałacu, król który w nim mieszkał, włożył im obojgu świetne korony na czoła. Zwierzyła się z tego Kapelanowi klasztornemu, który jéj powiedział, że pałac ten wyrażał Niebo, w którém czekają Galacyona i ją samę korony wiecznéj chwały.

Tymczasem dowiedziawszy się ona tegoż poranku że mąż jéj został schwytany przez pogan, weszła na górę z któréj mogła dopatrzeć co się z nim dzieje. Gdy zaś po chwili ujrzała iż go prowadzą okutego w kajdany, zapalona i sama pragnieniem męczeństwa, pobiegła za nim i zbliżywszy cię do niego rzekła: „Małżonku mój i przewodniku duszy mojéj, nie wyrzekaj się mnie; pamiętaj żeśmy postanowili razem służyć Bogu.” Usłyszawszy to żołnierze wiodący Galacyona, i ja w kajdany okuli i z nim razem poprowadzili do Wielkorządcy. Ten nazajutrz kazał ich stawić przed sobą, i groźnie zawołał do Galacyona: „Któż ty jesteś nędzniku, który śmiesz pogardzać bogami cesarskiemi, a wyznajesz jakiegoś jedynego Roga który Bogiem nie jest?” – „Jestem chrześcijaninem, odpowiedział na to Galacyon, oddaję cześć Jezusowi Chrystusowi jako prawdziwemu Bogu, a wszyscy bogowie pogańscy nie są bogami, lecz sąto istoty zasługujące na pogardę od tych ludów które im cześć oddają.” Wielkorządca słysząc tak śmiałą odpowiedź, chciał mękami wymódz na Świętym zaparcie się Chrystusa, i kazał póty go katować, póki nie odda czci bożkom. Męczyli go w różny sposób i okrutnie, lecz napróżno: Święty ciągle i głośno opiewał chwałę Boga chrześcijańskiego.

Obecna temu Epistemia, nieczekając aż i ją z kolei zacznie badać o wiarę Wielkorządca, wyrzuciła mu w ostrych wyrazach okrucieństwo z jakiém pastwił się nad jej mężem. Wpadłszy z tego powodu w gniew tyran, kazał i ją bić pałkami wołając: „Nauczcie tę kobietę milczeć przed Wielkorządcą.” Lecz Epistemia przeniosła mękę z równą stałością jak jéj małżonek. Wtedy sędzia kazał im wbijać pod paznogcie trzciny ostre, i ciągle nastawał, aby się wyrzekli Chrystusa: Święci nietylko jeszcze głośniéj chwałę Jego głosili i składali dzięki Panu Bogu za łaskę męczeństwa którą ich obdarzał, ale i obecnych pogan odwodzili od oddawania czci bogom fałszywym. Wielkorządcę wprawiało to w coraz większą wściekłość: kazał im powyrywać języki, potém odrzynać powoli ręce i nogi, i nakoniec ściąć głowy. Ponieśli śmierć męczeńską 5 Listopada roku Pańskiego 253.

Pożytek duchowny

Rodzice świętego Galacyona, napróżno modlili się aby ich Pan Bóg pocieszył potomstwem, dopóki, wyrzekając się pogańskich błędów, nie zostali chrześcijanami. Patrz, czy nie dla tego Pan Bóg modlitw twoich, a może i długich i usilnych nie wysłuchuje, że nie chcesz odstąpić grzechu, przez co właśnie kładziesz zaporę miłosierdziu Bożemu nad tobą.

Modlitwa

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy przez zasługi świętych Galacyona i Epistemii Męczenników Twoich i za ich wstawieniem się, wyrzucili z serca naszego wszystko cokolwiek jest Tobie niemiłém, a przez to pozbyli się tego co skuteczności modlitw naszych do Ciebie, stawić może zaporę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 949–951.

Footnotes:

1

Psal. CXIII. 5.

Tags: św Galacyon i Epistemia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik nawrócenie małżeństwo czystość
2020-11-04

Św. Karola Boromeusza, Arcybiskupa Medyolańskiego

Żył około roku Pańskiego 1584.

(Żywot jego był napisany przez księdza Jusanno jednego z jego Kapelanów.)

Święty Karol który pochodził z jednéj z najzmakomitszych rodzin Włoskich, przyszedł na świat w Arono, dziedzicznym zamku rodziców w państwie Medyolańskiém położonym, z ojca Gilberta hrabiego Boromeo, a matki Małgorzaty z książąt Medyceuszów, siostry Papieża Piusa IV. Światłość niebieska która otoczyła jéj łoże gdy go ma świat wydawała, była zapowiedzią wysokiéj świętości, do jakiej go Pan Bóg przeznaczał. W dzieciństwie ulubionemi jego zabawami były zajęcia odnoszące się do chwały Bożéj. Małym dzieciaczkiem będąc, przystrajał sobie ołtarzyk, i przyrządziwszy jakby szaty kościelne, przewdziewał się w nie naśladując różne obrzędy święte. Do Matki Bożéj szczególne miał nabożeństwo i przed jéj obrazami najdłużej i najrzewniéj się modli.

Nie miał jeszcze żadnych święceń duchownych, kiedy według ówczesnego zwyczaju, dostały mu się w spadku po wuju, bardzo wielkie dochody z pewnego Opactwa. Wymógł na ojcu, gdyż wtenczas był jeszcze małoletnim, aby te pieniądze nie na potrzeby ich rodziny, lecz na miłosierne uczynki i na kościoły obracane zostały. Gdy doszedłszy do pełnoletności, sam stał się panem tego majątku, takiż sam z niego czynił użytek.

Wysłany do akademii w Pawii, chociaż zastał tam między młodzieżą uczącą się, obyczaje bardzo zepsute, wsparty jednak opieką Matki Bożéj, do któréj widząc niebezpieczeństwo w jakiém się znajduje ciągle się uciekał, wyszedł z téj próby bez szkody. Czystość jego obyczajów i wysoka pobożność, którą się już wtedy odznaczał, raziła rozpustnych jego towarzyszów. Ci kilkakrotnie nasyłali na niego złego życia niewiasty, które święty ten młodzieniec ze zgrozą odegnał, co najzbawienniejszy wpływ nawet i na te nieszczęśliwe istoty wywarło.

Widząc. że ojciec zamierza skłaniać go do zawarcia nadzwyczaj świetnego małżeńskiego związku, przyśpieszył wykonanie zamiaru jaki już miał wstąpienia do stanu duchownego, i w krótkim przeciągu czasu, przyjął święcenia kapłańskie. Rodzony wuj jego Papież Pius IV zawezwał go do Rzymu, i uczynił kardynałem, kiedy miał lat dwadzieścia trzy, a od téj chwili zjaśniał on w tém dostojném gronie wysoką pobożnością i wszelkimi cnotami. Wtedy Sobór Trydencki był zawieszony. Za usilnemi to staraniami świętego Karola, który rozliczne i wielkie przełamywać musiał z tego powodu trudności, został nanowo zwołany, i z niewymównym dla Kościoła pożytkiem ukończony.

Zamianowany na Arcybiskupa Medyolańskiego, chociaż Papiéż dla spraw powszechnego Kościoła, chciał go zatrzymać przy sobie, wymówił się jednak od tego i uprosił aby mu pozwolił udać się do swojéj Dyecezyi, co téż i uczynił, zrzekając się dobrowolnie, chociaż mu Ojciec Święty pozwalał to zatrzymać, wszystkich innych posad kościelnych które mu przynosiły około 150 tysięcy rubli dochodu. Przybywszy do swojéj stolicy, w któréj przeszło lat ośmdziesiąt Arcybiskupi osobiście nie przesiadywali, zastał całą Dyecezyą w najopłakańszym stanie. Księża tak byli nieoświeceni, że wielu z nich nie znało artykułów wiary. Lud nie miał ani wyobrażenia o prawdach chrześcijańskich: mało kto umiał się przeżegnać i pacierz odmówić. Święty Karol na tak bardzo zaległém polu, rozwinął całą swoję pasterską gorliwość, w skutek któréj, po dwudziestu dwu letnim zarządzie tą Archidyecezyą, uczynił z niéj arcywzór, na który z podziwem Kościoły całego Świata patrzały. Zaczął od urządzenia całéj Dyecezyi swojéj, według postanowień świeżo ukończonego Soboru Trydenckiego. Dla wprowadzenia karności w duchowieństwie, odbywał częste Sobory Prowincyonalne. Pourządzał Seminarya, obsadziwszy je uczonemi i świątobliwemi profesorami. Sprowadził kilka Zgromadzeń zakonnych tak męzkich jak i żeńskich, odznaczających się jak najściślejszém zachowaniem swoich Reguł. Pozakładał nowe, a między niemi i Domy przytułku dla nawróconych kobiet złego życia, a wszystkie te klasztory i zakłady, najhojniéj z własnego majątku uposażał lub utrzymywał. Wydał dzieło pod tytułem: Katechizm Proboszczów, który nazywają także katechizmem Soboru Trydenckiego, a który jest zbiorem najważniejszych i najpotrzebniejszych przestróg dla kapłanów rządzących duszami. Lecz przedewszystkiém, tak na duchowieństwo jak i na lud, najzbawienniéj wpływał przykładem wysokiéj własnéj świątobliwości.

Prowadził życie nadzwyczaj umartwione: często pościł o samym chlebie i wodzie; zwykle jadał tylko jarzyny i pospolite owoce. Nosił ostrą włosiennicę, większą część nocy spędzał na modlitwie i krwowém biczowaniu się. Pokory i słodyczy w obcowaniu z drugimi, był niezrównanéj. Zwiedzał swoję Archidyecezyą każdego roku dwa razy, i zwykle pieszo, aż gdy dostawszy rany na nodze, na koniu musiał jeździć. Zdarzało się że aby czasu nie tracić, jadąc tak brał swój lekki posiłek. Wszędzie kazywał, słuchał spowiedzi, bierzmował, i miał zwyczaj póty z żadnéj parafii nieodchodzić, aż tam wszystkich z jakiegokolwiek powodu między sobą powaśnionych, pojednał. Nigdy z Dyecezyi wydalać się nie chciał: a gdy razu pewnego jeden z Biskupów mówił mu, iż dla tego ze swojéj Stolicy często wyjeżdża, iż ma małą liczbę dyecezyan, Święty powiedział: „Biskup, chociażby tylko jednego miał dyecezyana, i dla tego jednego z Dyecezyi swojéj, wydalać się nie powinien.”

Miłosierdzie jego dla ubogich granic nie miało. Sprzedawszy księztwo Orya, które było jego dziedzictwem, w jednym dniu rozdał czterdzieści tysięcy sztuk złoła na ubogich. Toż samo uczynił z dwudziestu tysiącami czerwonych złotych, które mu przypadły w spadku po krewnym. A gdy mu już brakło pieniędzy dla biednych, kazał je bić ze sreber Biskupich, i na jałmużnę wszystko obracał. Pod czas gdy w Medyolanie grasowało straszne morowe powietrze, tak rozdał nietylko co miał, ale i wszystkie sprzęty swoje ubogim aż do łóżka własnego, że na ziemi sypiać był zmuszonym. Dzień i noc nawiedzał dotkniętych zarazą, i wielkiej ich liczbie sam ostatnie Sakramenta święte udzielał, co było tak groźném niebezpieczeństwem, że nietylko nikt z obcych ale nawet żaden ze sług jego towarzyszyć mu wtedy nie chciał. Dla ubłagania miłosierdzia Boskiego w téj klęsce, nakazał uroczystą procesyą, przy której ofiarując się Bogu za grzech ludu swojego, szedł na czele z krzyżem w ręku, z powrozem u szyi na znak pokuty, i bosemi nogami, po których ślady krwi pozostawiał, poraniwszy się po ostrych kamieniach. Podczas tego moru, tak wszystko rozdał biednym, że razu pewnego, wróciwszy do siebie wieczorem po całodziennym trudzie przy chorych, a do téj pory nic w usta niewziąwszy, nie znalazł w domu ani kawałka chleba którymby się posilił, i ani jednego grosza aby co do jedzenia kupić. Poszedł więc do kaplicy modlić się, a po chwili, jakiś nieznajomy przyniósł mu tysiąc sztuk złota na jałmużnę. Od téj także pory chodził zawsze boso, i sypiał na ziemi.

Przy tak ostrym sposobie życia, był usposobienia bardzo swobodnego. Razu pewnego, mając u siebie wieczorom dostojnego gościa, dla jego zabawy ulubionéj, grał z nim w szachy. Wszczęła się rozmowa o śmierci, i każdy z obecnych, objawił sposób, w jaki by chciał się do téj stanowczéj chwili przygotować. Spytany święty Arcybiskup coby on czynił, gdyby wiedział że za godzinę umrze, odpowiedział: „Kończyłbym tę grę szachów”; co dowodziło, jak wszystko co czynił, czynił to ze świętą intencyą, i z miłości Boga, a więc w każdéj chwili i po każdéj czynności, gotów był stanąć na sąd Boży.

Z przywileju udzielonego mu od stolicy apostolskiéj, przywrócił był karność zakonną w zgromadzeniu tak nazwanych Humilianów. Między nimi znalazł się jeden niegodziwiec, który za to właśnie do tego stopnia posunął zawziętość swoję przeciwko Świętemu Karolowi, że postanowił go zabić. W tym celu udał się do pałacu Arcybiskupa, który wtenczas w kaplicy klęcząc przed ołtarzem, z domownikami odmawiał głośno pacierze wieczorne. Zbrodniarz dostał się tak blizko Świętego, że tylko o dwa kroki od niego będąc, wystrzelił, wymierzywszy pistolet w sam środek pleców. Broń była nabiła kilku kulami. Jedna z nich która pomiędzy łopatki Arcybiskupa trafiła, zsunęła się po grzbiecie jego jakby po pancerzu, i padła mu przy nogach; druga ugrzęzła w drzewie ołtarza na parę cali, a trzecia kawałek muru odwaliła. Święty ani drgnął w czasie tego, zakazał sługom aby zabójcy nie chwytali, i daléj pacierze najspokojniéj kończył.

Wielce poważał dziewice w Zakonie poświęcone Bogu. Sprowadził najprzód do Medyolanu zakonnice Urszulinki, którym powierzył wychowanie wielkiej liczby ubogich panienek, po większéj części sierot po rodzicach zmarłych z morowego powietrza, i wielkie na to koszta wyłożył. Także wybudował klasztor dla Kapucynek; wprowadził je tam uroczyście, z procesyą, przy któréj ośmnaście tych Qblubienic Chrystusa Pana, które z własnych rąk jego przyjęły były ubogie suknie świętej Klary, postępowały z wielkiemi krzyżami na barkach i z koroną cierniową na skroniach, otoczone duchowieństwem i licznym ludem.

Miał zwyczaj co rok udawać się ma odosobnione miejsce, dla odprawienia Rekollekcyi. Udał się był w tym celu do klasztoru na górze Waralia, gdzie znajdowały się pięknie rzeźbione Stacye Drogi krzyżowéj. Po kilku dniach spędzonych w téj samotności, przymnażając sobie zwykłych umartwień ciała, lecz opływając w tém większe pociechy niebieskie, Święty zapadł na gorączkę. Przywieziono go do Medyolanu, gdzie choroba się wzmogła. Przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, leżąc na ziemi posypanéj popiołem, niespusczając z oczu Pana Jezusa ukrzyżowanego, poszedł do Nieba mając lat czterdzieści siedem, dnia 3-go Października roku Pańskiego 1584. Papież Pius V wpisał go w poczet Świętych.

Pożytek duchowny,

Błogosławiona dusza, która tak jak święty ten Arcybiskup którego żywot czytałeś, każdą swoję czynność tak jedynie z miłości Boskiéj spełnia, że przy każdéj z nich, gotową jest na śmierć. Niech cię to pobudza do pilnego starania, abyś każdą twoję sprawę uświęcał odnosząc ją do Boga.

Modlitwa (Kościelna)

Kościół Twój Panie, niech strzeże ciągła opieka świętego Karola Wyznawcy Twojego i Biskupa, aby jak pasterska jego gorliwość chwałę mu niebieską wyjednała, tak żeby jego pośrednictwo dało nam wzrastać w miłowaniu Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 946–948.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 881–882

Podajemy tutaj kilka myśli z pism świętego Karola Boromeusza:

„Prawdziwą miłość Boga ma ten, kto: 1) z chęcią o Nim myśli; 2) kto chętnie w Jego domu przebywa; 3) kto często o Nim lub z Nim rozmawia; 4) kto z chęcią słucha mówiących o Bogu; 5) kto chętnie daje to, co posiada, na chwałę Boga; 6) kto chętnie w Jego imię znosi przykrości; 7) kto chętnie słucha Jego przykazań; 8) kto lubi, co się Bogu podoba, a nienawidzi, co Mu się nie podoba; 9) kto ma wstręt do świata; 10) kto miłuje Jego namiestników i oddaje im cześć należną”.

„Jakże grubo mylą się ci, którzy pragnienie duszy i tęsknotę serca myślą ugasić inną wodą, jak łaską Ducha świętego i pożywaniem Boga! Dusza nasza łaknie nieskończoności; dla tego też nic innego nasycić jej nie zdoła, jak tylko Bóg nieskończony ”.

Tags: św Karol Boromeusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup sobór trydencki jałmużna zaraza
2020-11-03

Św. Malachiasza, Arcybiskupa Armachańskiego

Żył około roku Pańskiego 1148.

(Żywot Jego był napisany przez świętego Bernarda, Opata Klarowaleńskiego.)

Święty Malachiacz z rodziców znakomitych rodem i wielkim majątkiem, przyszedł na świat w Irlandyi roku Pańskiego 1094. Matkę miał wielce pobożną, która go w bojaźni Bożéj wychowała. W naukach znakomity uczynił postęp, u w pobożności jeszcze większy. Od najmłodszych lat zwykł był uchylać się na osobność, i tam długie godziny na modlitwie trawił, a i pracą jaką zajęty, lub z ludźmi obcując, ciągle myśl i serce do Boga podnosił.

Dorosłszy lat młodzieńczych, widząc że niełatwo zbawienie wśród światowego życia, postanowił usunąć się od niego. Mieszkał wówczas w mieście Arydonaku, gdzie właśnie ukończył był swoje nauki Malachiasz, pewien mąż wielkiéj świątobliwości imieniem Imaryusz, który przy kościele wystawiwszy mały domek, mieszkał w nim samotnie, prowadząc życie w wielkiéj surowości, a modlitwie i pracy tylko oddane. Malachiasz udał się do niego, prosząc aby go pod swoje przewodnictwo duchowne przyjął. Pozostając przy nim, ćwiczył się w posłuszeństwie i w pokorze, wiernym był cnót jego naśladowcą, i przykładem swoim wielu innych do podobnego żywota zachęcił. Biskup tedy tameczny, oceniając jego wysokie cnoty, wyświęcił go na Dyakona.

Święty Malachiasz spełniając z wielką pobożnością, obowiązki swoje w kościele, miał szczególne nabożeństwo do grzebania ubogich. Siostra jego osoba bardzo światowa, uważając tę usługę niezgodną z jego znakomitém urodzeniem, robiła mu z tego powodu ciągłe wymówki, stosując niewłaściwie do niego to słowa Pana Jezusa: „Pozostaw umarłym grzebać swoje umarłe” 1. „Biednaś ty, odpowiedział jej Malachiasz: znasz te Boskie słowa, ale znaczenia ich nie rozumiesz” i daléj tego rodzaju swoje uczynki miłosierne spełniał. Gdy zaś taż siostra jego, zapamiętale światowemu życiu się oddała, nie chciał jéj już odtąd widywać chociaż bardzo ją kochał.

Mając lat dwadzieścia pięć wyświęcony został na kapłana, a nawet Biskup uczynił go wkrótce potém swoim jeneralnym Wikaryuszem, zwierzył mu głoszenie Słowa Bożego i użył go wyłącznie do wykorzenienia różnych nadużyć, które wówczas w całym kościele Irlandzkim powkradały się były. Święty zajął się czynnie temi ważnemi obowiązkami, i wiele w całym kościele tego kraju dobrego zrobił, zwłaszcza przez zaprowadzenie wszędzie w obrzędach kościelnych zwyczajów Rzymskich, od których wielce odstąpili podówczas Irlandczykowie.

Tymczasem siostro jego, wyżéj wspomniana, umarła. Modlił się Malachiasz serdecznie za jéj duszę przez pewien czas, i odprawiał Msze święte. Lecz potém przez cały miesiąc tego zaniechał. Razu pewnego, we śnie usłyszał głos mówiący mu, że siostra jego na cmentarzu utyskuje z płaczem, że od trzydziestu dni zostaje bez posiłku. Przebudziwszy się zrozumiał że to chodziło o te trzydzieści dni przez które przestał za jéj duszę modlić się. Zaczął więc to znowu czynić, i co dzień za nią Mszę świętą odprawiał. Po niedługim przeciągu czasu, ujrzał ją przy drzwiach kościelnych, lecz niemogącą przejść progu i w czarném ubraniu. Modlił się więc za nią jeszcze usilniéj, i ujrzał ją w ubraniu popielatém, przypuszczoną do wnętrza kościoła, w którym wolno jéj było przybliżyć się do ołtarza. Nakoniec po raz trzeci okazała się mu w liczném gronie dziewic ubranych w białe szaty jaką i sama miała na sobie, a przy tém oblicze jéj było rozpromienione.

Święty Malachiasz, wierny swojemu pierwotnemu powołaniu, zawsze wzdychał do życia samotnego, a przynajmniéj klasztornego. Był w Irlandyi klasztor w Benchor, z którego powstało wiele klasztorów po całéj Irlandyi i Szkocyi. Posiadał on niegdyś trzy tysiące zakonników, którzy zmieniając się kolejno w chórze, dzień i noc chwałę Bożą opiewali. Korsarze Duńscy, napadłszy na ten klasztor, w jednym dniu wymordowali dziewięciuset zakonników, resztę rozpędzili i gmach obrócili w perzynę. Ziemia ta dostała się w posiadanie zamożnego pana Irlandzkiego, a wuja Malachiasza. Ten otrzymał ją od niego w darze, z jego hojności nanowo klasztor wybudował i zakonikami go napełnił, do któréj liczby i tenże wuj jego zależał. Gdy zaś i sam do niego wstąpił, został przez Biskupa zamianowany Przełożonym, i wtedy nietylko władzą, lecz przykładem wszystkich cnót zakonnych i osobliwszą surowością swoich umartwień, braciom przewodniczył.

Niedługo jednak téj ciszy klasztornéj, zażywać mógł Malachiasz. Wkrótce bowiem potém wybrany został na Biskupa Konereckiego. Wymawiał się od tego, lecz za radą i rozkazem Imaryusza którego zawsze miał ojcem duchownym, przyjął tę godność. Zastał w swojém Biskupstwie lud tak zepsuty, że tylko imię chrześcijan nosili, rzeczą samą byli poganami. Pożycia małżeńskie były nieprawne, do spowiedzi nikt nigdy nie chodził, kapłanów prawie nie mieli, a ztąd ani służby Bożéj, ani kazań, ani żadnéj nauki w religii. Zajął się téż święty Malachiasz z całą gorliwością nieszczęsną tą trzódką powierzoną jego pasterskiéj pieczy. Ale z dzikim i twardego serca ludem, miał do czynienia. Do kościoła oni na kazania nawet które chciał miewać kilka razy dziennie, nikt nie przychodził. Puścił się tedy na misyą pomiędzy nich święty ten Biskup. Już nie tylko od miasta do miasteczka, od wsi do wioski, ale od chaty do chaty roznosił im Słowo Boże, uczył prawd wiary, miękczył kamienne serca, błagał i zaklinał aby Boga i Jego świętą religią poznać chcieli, i jéj prawa wypełnić. A po całodziennéj ciężkiej takiéj pracy, i często niewdzięcznéj, całą noc przepłakał przed Bogiem, wzywając miłosierdzia nad ślepotą ludu tego, i pragnąc aby ich Pan Bóg nawrócić raczył. I nakoniec tak kołaczącemu otworzono, tak modlącemu się, dał Pan Bóg to o co prosi. Powoli ów lud zaczął się przysłuchiwać jego naukom; z początku to na ulicach, to na placach w miasteczkach i wsiach, które przebiegał a pociągnięty jego Świętą wymową, i do kościołów tłumnie zaczął się garnąć, obyczaje swoje prostować, do Sakramentów uczęszczać, aż nareszcie przyszło i do tego, że mieszkańcy Dyecezyi Konereckiéj zasłynęli jako wzorowi i bogobojni chrześcijanie.

Gdy taką świętobliwością zajaśniał mąż Boży na swojém Biskupstwie, obrano go na Arcybiskupa całéj Irlandyi. Stolica ta założona od świętego Patrycyusza, z upływem czasu wielkiemi dobrami uposażoną została. To sprawiło, że Arcybiskupstwo to stało się zdobyczą możnych rodów, z których ludzie świeccy, w skutek niesłychanego nadużycia, nie mając żadnego święcenia, przywłaszczali sobie tytuł Arcybiskupa, byle dochodów z dóbr tych używać, i jeszcze inne w Irlandyi kościoły ciemiężyć. Taki stan rzeczy trwał przeszło lat sto, do czego wielce się przykładały niesnaski ciągłe pomiędzy panującemi książętami, których podówczas bardzo wielu w tém państwie było. Lecz gdy Malachiasz, ze zgodą owych królików Arcybiskupem został, taką zjednał sobie swoją świątobliwością, nauką i gorliwością, między nimi powagę, że wszyscy zgodzili się, aby odtąd Stolica Arcybiskupia, według praw Kościelnych bywała osadzona i rządzona. Jednak niemało w tém wszystkiém doznał nasz Święty trudności.

Wielu z najzamożniejszych panów Irlandzkich przywłaszczywszy sobie dobra kościelne, nie tylko ich zwrócić nie chcieli, lecz się ciągle wdzierali do spraw duchownych. Musiał Arcybiskup mężnie, a nieraz z niebezpieczeństwem życia, stawić im czoło. Wielu tym sposobem przywiódł do upamiętania, innych Bóg jawnie pokarał, tak że nędznie poginęli: nakoniec przyszło wszystko do właściwego porządku, i Malachiasz spokojnie już swój urząd Pasterski mógł sprawować.

Lecz wtedy złożył on godność Arcybiskupią, naznaczając na swoje miejsce Galazyusza, Prałata wieliéj Świątobliwości, sam do pierwszego swego biskupstwa wróciwszy udał się do Rzymu, żeby dla Arcybiskupów Irlandzkich dla przydania im większéj przed udzielnymi Panami powagi, i w celu uniknienia nadal podobnych jakie przedtém pojawiły się były z ich strony nadużyć, wyjednać Paliusz u Papieża. W téj podróży gdy przez czas pewien zatrzymał się w klasztorze Klarawalli, gdzie był opatem święty Bernard, obaj ci wielcy słudzy Pańscy, bardzo się pokochali. Za przybyciem do Rzymu, uzyskał u Papieża Innocentego II wszystko o co prosił dla kościoła Irlandzkiego. Sam zaś chciał zrzec się i Biskupstwa, by w klasztorze świętego Bernarda zostać zakonnikiem. Lecz Papież na to nie przystał, a zdjąwszy z siebie Infułę i Stułę włożył je na świętego Malachiasza, i Legatem go swoim do całéj Irlandyi zamianował.

Wróciwszy do ojczyzny, zajął się gorliwie tym wysokim urzędem, a nietylko nie chciał mieć żadnych zapewnionych sobie dochodów, lecz nawet na codzienny stół swój i na mieszkanie, nie mając nic przeznaczonego, żył z jałmużny. Przebiegając całą Irlandyą, jako Legat Papiezki, wszystkie te podróże na wzór Apostołów, pieszo i o żebranym chlebie odprawiał.

Świątobliwość téż sługi Swojego, Pan Bóg, licznemi cudami za życia jeszcze, przed ludźmi uświetniać raczył. W pielgrzymkach apostolskich które ciągle odbywał, wielką liczbę ciężko chorych modlitwą swoją uzdrowił. Syna króla Dawida, już prawie umarłego do życia przywołał. Na tymże dworze królewskim nieméj niewieście mowę, a pomieszanie zmysłów cierpiącéj zdrowy rozum przywrócił, i wiele innych wleczeń, Pan Bóg przez niego sprawił. W mieście Korkagu, przy wyborze Biskupa do zgody przyjść nie mogli. Malachiasz udał się tam, i zamianował na Biskupstwo, wielkiéj świątobliwości pewnego ubogiego człowieka. Powiedziano mu że śmiertelnie chory, a on posłał po niego mówiąc: „Niech usłucha Legata Papiezkiego, a posłuszeństwo go uzdrowi.” Jakoż chory zdrów najzupełniéj przyszedł do kościoła, i zaraz na Biskupa wyświęcony został. Zawezwany do pewnéj umierającéj niewiasty, nieprzypuszczając żeby była blizką śmierci odłożył Olejem świętym namaszczenie do dnia następnego, a tymczasem chora w nocy umarła. Przybiegł Malachiacz, i z płaczem podniosłszy ręce ku Bogu zawołał: „Panie! jam zgrzeszył nieroztropną odwłoką udzielenia jéj Sakramentów, a nie ona, która ich pragnęła!” i całą noc z Kapłanami swoimi psalmy przy niéj śpiewał, ze łzami błagając Boga, aby jéj życie chociaż na chwilę przywrócił, i wysłuchanym został. Nad rankiem umarła ożyła, a Święty udzielił jéj ostatnie Sakramenta, które pobożnie przyjąwszy powtórnie zasnęła w Panu.

Święty Malachiasz bardzo sobie życzył, aby mógł umrzeć i być pogrzebion w klasztorze świętego Bernarda w Klarawalli. I tak się téż stało. W podróży, którą powtórnie odbyć miał do Rzymu w sprawach kościoła Irlandzkiego, przybywszy do Klarawalli zachorował. Dla przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych wstał i poszedł do kościoła. Powróciwszy, położył się napowrót, pobłogosławił zakonników, i prosił aby poszli ma spoczynek, bo to było w nocy. O północy zaś gdy święty Bernard nad nim psalmy odmawiał, Malachiasz oddał Boga ducha, dnia 2-go Listopada, roku Pańskiego 1148. Święto jego z powodu wczorajszéj uroczystości, na dzień dzisiejszy jest przeniesione.

Pożytek duchowny

Podziwiaj moc i miłosierdzie Boże, w cudzie jaki uczynił święty Malachiasz, wskrzesiwszy niewiastę umarłą przed przyjęciem ostatnich Sakramentów; lecz z tego naucz się, jak niebezpieczném jest odkładać takowe. Postanów téż, o ile to od ciebie zależeć będzie, nakłaniać niebezpiecznie chorych do wczesnego przyjęcia Sakramentów świętych, a dla siebie samego, zamów podobnąż usługę chrześcijańską, u którego z Twoich najbliższych przyjaciół.

Modlitwa

Boże! któryś na prośby błogosławionego Malachiasza Wyznawcy i Biskupa Twojego, cudowném wskrzeszeniem umarłéj, dał jéj czas przyjąć ostatnie Sakramenta święte, daj i nam, prosimy przez jego zasługi i pośrednictwo, w godzinie naszéj śmierci godnie je przyjąć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 942–945.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 878–879

Nie odkładajmy ostatniego na maszczenia Olejem ś w., lecz w razie ciężkiej niemocy sposóbmy się wcześnie na drogę wieczności, gdyż

  1. sakrament ten pomnaża łaskę uświęcającą;
  2. wyjednywa nam odpuszczenie grzechów powszednich, a nawet śmiertelnych, z których chory lub umierający nie mógł lub zapomniał się wyspowiadać;
  3. umarza i niweczy pozostałości grzechów już przebaczonych, przez co rozumiemy np. pewną skłonność do złego, stronienie od dobrego, ociężałość we wznoszeniu myśli do Boga, niepokój sumienia i wszystkie inne niedoskonałości i utrapienia, które pozostają w duszy i wtedy, gdy się z plam grzechowych oczyściła;
  4. pociesza i krzepi duszę chorego, dodaje mu siły do cierpliwego znoszenia bólów, oparcia się pokusom szatańskim i uwalnia go od obawy śmierci;
  5. niejednokrotnie przywraca choremu zdrowie, jeżeli to wyzdrowienie z dopuszczenia Boga ma wyjść choremu na korzyść. Nie odkładajmy przeto namaszczenia Olejem świętym aż do ostatniej chwili, jeśli dbamy o własne dobro, zdrowie ciała i duszy, jako też zbawienie duszy!

Footnotes:

1

Mat. VIII. 22.

Tags: św Malachiasz z Armagh „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pogrzeb Czyściec nawrócenie św Bernard Namaszczenie Chorych
2020-11-02

Dzień Zaduszny

Nabożeństwo to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1000.

(Historya tego nabożeństwa i pobudki do niego.)

Dzień Zaduszny, jest dniem poświęconym przez Kościół dla niesienia ratunku duszom w czyscu zatrzymanym. Jak więc w dniu wczorajszym Kościół wojujący, oddawał cześć Kościołowi tryumfującemu i polecał się jego pośrednictwu i modlitwom, tak znowu dziś swojemi modlitwami i pośrednietwém do Boga wspiera Kościół cierpiący, i stara się jak największą liczbę dusz przenieść z niego do Kościoła tryumfującego.

Jestto artykułem wiary naszéj, że Czyściec istnieje. Są dusze, które schodząc z tego świata, albo nie miały grzechu śmiertelnego na sumieniu, albo przez szczerą pokutę dostąpiły jego odpuszczenia, obciążone jednak grzechami powszedniemi, i niezupełnie zadość uczyniwszy sprawiedliwości Boskiéj za grzechy śmiertelne chociaż przebaczone, nie są dość doskonałemi i czystemi, aby wprost do Nieba pójść mogły. Takie więc, pozostają przez mniéj lub więcéj długi czas w pewném miejscu, gdzie się z tych pozostałości grzesznych oczyszczają, i dla tego miejsce to nazwano jest Czyscem. Od samego początku swego istnienia Kościół modlił się zawsze za te dusze, opierając się na tych słowach pisma Bożego: „Ścięta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów, [to jest od kary za grzechy jakie w czyscu ponoszą], rozwiązani” 1. Wyłączano od tego tych tylko, którzy schodząc z tego świata oderwani byli od jedności Kościoła. Mamy tego wyraźne ślady w dziełach Ojców Kościoła z pierwszego wieku, jako téż i w pozostałych z tejże pory różnych modlitwach Kościelnych. Lecz przez długi czas ograniczano się na modleniu się za zmarłych jużto prywatnie, już wspominając o nich przy każdéj Mszy świętéj i pacierzach kapłańskich, jużto odprawiając za nich zwykłe Msze święte. Nie było jednak dnia odrębnie na nabożeństwo w tym celu odprawiane wyznaczonego, i nastąpiło to dopiéro w początkach XI-go wieku.

Pod tę porę żył święty Odilon, Opat Kluniaceński, który szczególną był przejęty litością nad duszami w czyscu zatrzymanemi. Mając rozliczne dowody jak wieki przynosi się duszom tym ratunek gdy się za nie modlimy, i jak to mile Pan Bóg przyjmuje, wyznaczył we wszystkich klasztorach swojego zakonu dzień, w którymby w sposób szczogólny, corocznie odprawiało się nabożeństwo za dusze w czyscu będące. Obrał na to dzień zaraz po uroczystości wszystkich Świętych następujący, jako najwłaściwszy, aby przez wyprowadzenie wielu dusz w czyscu będących, rozweselić i powiększyć grono błogosławionych duchów, w wigilią tegoż dnia czczonych. Zaś odpowiadało to tak dalece duchowi i pragnieniu Kościoła powszechnego, że niedługo po tém, postanowienia Papieskie rozciągnęły to nabożeństwo do całego chrześcijaństwa, z wielką wszystkich wiernych pociechą.

Jakoż, cóż może być słuszniejszego, co bardziéj właściwego téj uczynnéj miłości bliźnich która powinna być cechą każdego prawowiernego chrześcijanina, jak gorliwe i skuteczne niesienie ratunku świętym duszom w Czyscu cierpiącym! Sąto wybrańcy Pańscy, którzy po pewnym czasie, w Niebie będą zażywać wielkich względów Bożych. Sąto wierni słudzy Chrystusowi nabyci przenajświętszą krwią Jego, którzy wprawdzie cierpią teraz, lecz z czasem dostawszy się do Jego królestwa, w stójnasób odwdzięczą się za to co się dla nich uczyni. Sąto blizcy nasi krewni, rodzice, dzieci, przyjaciele, dobroczyńcy, siostry i bracia, którzy wyglądają od nas ratunku, którzy mają do niego wszelkie prawo, i o który rzewnie nas proszą, z ciemnicy w jakiéj są zamknięci wołając temi słowy Pisma Bożego: „Zmiłujcie się nade mną, zmiłujcie się nade mną przynajmniéj wy przyjaciele moi” 2.

„Ojcze mój! matko moja! woła do ciębie dziecię które tak kochałeś, i tyleś łez po jego stracie wylał, doznaję cierpień wyobrażenie przechodzących, w tym przybytku boleści, gdzie mnie sprawiedliwość Boska zatrzymać musiała. Możecie mnie poratować nietrudną dla was rzeczą: jałmużna ubogiemu w tym celu uczyniona; modlitwa zaniesiona za mnie, Msza święta za moję duszę odprawiona, mogą mnie wywieść z tych gorejących płomieni, mogą przyśpieszyć moje wyzwolenie. Czyż obojętnemi będziecie, na tak ciężkie cierpienia moje? Bardzo podobném jest, że pędzéj czy późniéj, w takiéj jak ja teraz, wy zostawać będziecie potrzebie; jeśli już wtenczas będę w Niebie, wstawię się z całego serca do Pana Boga za wami, aby was z waszych cierpień wyzwolić, i was także na łonie Swojém czém prędzéj umieścić raczył.” – „Synu mój, córko moja, woła znowu ten ojciec lub matka, pogrążeni w płomieniach czyscowych, miejcie litość nad tymi którym tak wiele zawdzięczacie, którym po Bogu winniście i życie i to co na ziemi posiadacie. Niech nasze jęki poruszą serca wasze; poratujcież nas ciężko cierpiących. Nie wymagamy od was nic nadzwyczajnego: tylko uczynków miłosierdzia, modlitw, i pamięci o nas przed Bogiem. Co dla nas zrobicie, to wam Pan Bóg i na tym Świecie na którym żyjecie, i w Niebie nagrodzi.

Otóż dla pobudzenia to nas do spełnienia tego obowiązku miłości i sprawiedliwości nawet, Kościół Święty, przez obrzędy dnia dzisiejszego, stara się go nam przypomnieć, i rozbudzić w sercach naszych, należną o duszach zmarłych pobożną pamięć a to przez te wszystkie Msze święte za dusze zmarłych odprawiające się, przez to Nabożeństwo żałobne, przez ten Katafalk urządzony na środku Kościoła, a na którym widzieć powinniśmy jakby złożone ciała wszystkich najdroższych nam zmarłych, a szczególnie tych o których duszach mamy zkądkolwiek wypływający obowiązek pamiętania w sposób szczególny.

Żadne cierpienia doczesne tu na ziemi ponoszone, iść nie mogą w porównanie z cierpieniami, jakich doznają dusze w Czyscu zatrzymane. Jestto powszechnie przyjętém zdaniem że jedna godzina cierpienia: czystowogo, sroższą jest od największego cierpienia tu ma ziemi przez kilkadziesiąt lat ponoszonego. Co większa, niektórzy Ojcowie utrzymują że ogień którym dusze tam są oczyszczane, gwałtowniejszym jest nawet od ognia piekielnego; a to jak mówią dla tego, że będąc on czasowym a nie wiecznym jak piekielny, gwałowniejszym jest co do siły, nie mając być równym tamtemu co do trwałości. Tęsknota zaś za Bogiem, którą także dotknięto są dusze w czyscu zatrzymane, jest tak niezmierną, że gdyby kto z żyjących tu na ziemi chociaż na najkrótszą chwilę jéj doznał, wnetby od niéj umarł. Słowem, dusze w Czyścu zatrzymane, są to istoty tak cierpiące jak tu na tym świecie nikt, chociażby najbardziéj godnym był pożałowania, cierpiącym być nie może.

Gdybyś w tym stanie widział obcą ci zupełnie osobę, owszem wroga twojego, litością byś się przejął; a tymczasem ci o których tu idzie, sąto twoi przyjaciele, twoi krewni, twoi bracia, twoi dobroczyńcy, albo twoi rodzice, którzy goreją w tych strasznych ogniach! I kto wie może, takich niezmiernych doznają cierpień za to że cię zanadto kochali, zanadto ci pobłażali, zanadto ci dóbr, któremi się cieszysz, zostawili. Czyż nieczułym będziesz na ich stan tak bolesny? Strapione te dusze błagają cię o ratunek, żebrzą go u ciebie, domagają się go w imię téj miłości którą mieli ku tobie, a odwołują się do téj którą dla nich mieć powinieneś. A cóż dopiéro powiedzieć o tych duszach, które tam cierpią głównie z twojéj winy: bo albo dla tego żeś je nie powstrzymał od grzechu kiedy mogłeś i powinieneś to był uczynić; albo żeś swojém postępowaniem przywiódł je do takowego, albo-li téż słowem, przykładem lub jakiémkolwiek zgorszeniem, do złego zachęcił, a więc stałeś się głównym, a może jedynym sprawcą tych strasznych cierpień, jakie teraz ponoszą!

Owóż wszystkie te dusze tak srogo dotknięte, i zmuszone według wyrażenia Pisma Świętego co do ostatniego szelążka wypłacić się Sprawiedliwości Bożéj, same w niczém sobie ulgi przynieść nie mogą. Lecz ty, z nieprzebranego miłosierdzia Bożego, małym kosztem zadość uczynić możesz za nie, téjże sprawiedliwości Bożéj. Modlitwa za nich zaniesiona, jałmużna w tym celu uczyniona, Msza święta na tę intencją wysłuchana, umartwienie jakowe ciała, dobry jaki uczynek który spełnisz w chęci ratowania dusz tych, wielką w ich cierpieniach przynieść im może ulgę, a nawet i od razu wyzwolić i wprowadzić ich do przybytków niebieskich, gdzie ich czekają niewymowne radości i wieczne wesele na łonie Boga. Któż z nas, chyba bez serca człowiek, odmówiłby usługi tak mało go kosztującéj, a tak wielkie sprowadzającéj dobrodziejstwa na osobę dla któréj się czyni? Któżby, mówię jéj odmówił chociażby ostatniemu z ludzi w niewoli jęczącemu, i nie chciał go wyzwolić, gdyby wiedział że to może uczynić, byle się za niego pomodlił, albo na jego intencyą jakie dobro czyny spełnił. A więc, czyż możemy odmówić tak małéj rzeczy, naszym przyjaciołom, i osobom najbliższemi związkami krwi i przywiązania z nami połączonym? Gdybyśmy się na to nie zdobyli, dowodzilibyśmy że albo nie mamy wiary w tę prawdę katolicką ze istnieje Czyściec i że możemy ratować dusze w nim zatrzymane, albo bylibyśmy pozbawieni wszelkiéj miłości względem tych, których może najbardziéj miłować jesteśmy obowiązani. Pamiętajmy: że cokolwiek dla dusz tych uczynimy, małym trudem tak wielkie oddając im przysługi, owszem wyrządzając im największe dobrodziejstwa, to wszystko dla samych siebie czynimy. Czyż święte te dusze, nam niejako zawdzięczając swoje szczęście zapomną o nas, kiedy go już dostąpią? Miłość i wdzięczność w Niebie wcale się nie przytłumiają: owszem uczucia te stają się tém żywszemi i doskonalszemi. A gdy wiemy, że Pan Bóg Świętych Swoich prośby i wstawianie się za nami łaskawie wysłuchiwać raczy, czegoż nie możemy się spodziewać od Pana Boga z ich pośrednictwem, którego one nam bez wątpienia nie odmówią, gdy nam będą zawdzięczać to że się już i sami przyczyńcami przed Bogiem stali.

I to są pobudki, dla których w ogólności powinniśmy się modlić za dusze w Czyscu będące. Obowiązek zaś ten szczególnie nas obarcza względem tych dusz, dla których z powodu wdzięczności im od nas należnéj, bardziéj do tego obowiązani jesteśmy, Lecz przedewszystkiém wiedzieć powinniśmy, że według wszelkiej sprawiedliwości, ścisłym obowiązkiem jest dzieci wszelkiego rodzaju spadkobierców, spełnić jak najprędzéj wolę tych po których spadek odziedziczyli, jeśli oni w testamentach i zapisach swoich, obwarowali jakie sposoby ratowania swéj duszy.

Pożytek duchowny

Oblicz się sumieniem, czy tak jak powinieneś pamiętasz o duszach zmarłych tych osób, które z jakiegokolwiek powodu, mają prawo domagać się od ciebie tego rodzaju pomocy. Szczególnie patrz, czy nie masz na sumieniu zaległych jakich zapisów osób zmarłych, przez które one zapewniały sobie ratunek dusz swoich po śmierci. Samo opóźnienie w wykonaniu takowéj ich woli, może być ciężkim grzechem; a niestety, często się on powtarza.

Modlitwa (Kościelna)

Boże Stwórco i Zbawco wszystkich wiernych! duszom sług i służebnic Twoich, daj wszystkich grzechów odpuszczenie; aby miłosierdzia Twojego którego zawsze pragnęły, za naszemi pokornemi modlitwami dostąpiły. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 939–942.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 875–876

Otóż widzisz, kochany Czytelniku, w jaki sposób możesz dopomóc duszom w czyśćcu. Masz się jednak jeszcze dowiedzieć, dlaczego właściwie masz im pomagać. Zobowiązuje nas do tego: 1) Wzgląd na chwałę Boską, 2) na miłość, 3) na sprawiedliwość i 4) na własną korzyść.

  1. Wzgląd na chwałę Boską. Chodzi w ogóle o pomnożenie zastępu wybranych i o zwiększenie czci Trójcy świętej. Przechodzi to siły nasze, oddać należytą cześć Najwyższemu i przeprosić Go za zniewagi wyrządzane Mu codziennie przez grzechy i zgubę tylu dusz. Jeżeli przeto biednym duszom śpieszymy na pomoc, jeśli im wyjednamy zbawienie, wtedy one zwiększą zastęp wybranych, oddających Bogu ciągle cześć i chwałę, a tym samym sprawią radość Zbawicielowi, który pragnie się z nimi połączyć.
  2. Wzgląd na miłość bliźniego. Dusze czyśćcowe są duszami naszych współwierców, więc nie przestały być członkami jednego z nami Kościoła. Łączy je też z nami jeden i ten sam węzeł miłości, przeto Kościół poleca je codziennie miłosierdziu Bożemu w ofierze Mszy świętej. Łatwo być może, iż między nimi znajdują się nasi duszpasterze, którzy nas ochrzcili, utrwalali w wierze i zaopatrywali pokarmem niebieskim. Nadto są przecież między nimi dusze naszych rodziców, braci, sióstr, przyjaciół, dobroczyńców i spowiedników. Cierpienia ich są wielkie, może nawet spowodowane naszą winą, iż byli zbyt pobłażliwymi dla występków naszych. Wśród swych cierpień wyciągają do nas błagalnie ramiona, wołając: „Zlitujcie się nad nami, choćby tylko wy, przyjaciele nasi!” Któż z nas będzie głuchy na takie wołanie?
  3. Wzgląd na sprawiedliwość. Zapytajmy tylko, czy też pomiędzy skazanymi na karę czyśćca nie ma duszy cierpiącej z naszej winy? Czy przypadkowo grzechami, słowem, przykładem i lekkomyślnością nie daliśmy zgorszenia, którym kogoś przywiedliśmy do grzechu i tym sposobem ściągnęliśmy na niego karę? Jeśli tak jest rzeczywiście, natenczas tym świętszy cięży na nas obowiązek pokwapienia się nieszczęsnemu z pomocą.
  4. Wzgląd na własną korzyść. Umrzemy, a łatwo być może, że wkrótce umrzemy. Czy zawsze życie nasze było czyste, dusza nasza bez skazy, czy należycie odpokutowaliśmy winy nasze, abyśmy rzec mogli, że nie mamy obawy o zbawienie? Jeśli czeka nas kara czyśćca, jakąż to dla nas będzie pociechą, gdy ktoś się za nas pomodli i o duszy naszej pamiętać będzie! Święta Monika pocieszała się na łożu śmiertelnym tą myślą, że syn jej, święty Augustyn, przy ofierze Mszy świętej będzie o niej pamiętał. Jaką miarą przeto mierzysz, taką ci będzie odmierzone. Choćby o nas mieli zapomnieć żywi, dusze oswobodzone przez nas z mąk czyśćcowych nie zapomną o nas w Niebie; bo niewdzięczności i zapomnienia w Niebie nie masz. Pamiętajmy przeto o zmarłych, pamiętajmy, gdy się dzwony odezwą z wieży, gdy dzwonek da nam znać, że ktoś kona, pamiętajmy przy Mszy, pamiętajmy, ilekroć zwiedzać będziemy cmentarz!

Modlitwa za umarłych mówi nam, że grób nie dzieli nas całkowicie od drogich zmarłych, że możemy z nimi przestawać w duchu, chociaż ich ciało gnije. Protestanci nie mają modlitwy za umarłych, gdyż nie wierzą w czyściec. My katolicy nie tylko stroimy groby zmarłych w kwiaty, lecz zasyłamy za nich błagalne modły do Niebios, a te modły wracają do czyśćca i przynoszą biednym duszom pociechę, miłosierdzie i nadzieję bliskiego wyswobodzenia. Lepsze takie modły od okazałego grobowca i wspaniałego pomnika.

My biedni śmiertelni uważamy grzech powszedni za drobnostkę. Kłamstwo np. jest w oczach naszych małym uchybieniem, ale Bóg karze je dotkliwe. Wielu mniema, że Bóg nie może być tak surowy jak uczy Kościół katolicki, ale nie zapominajmy, że Bóg jest świętym i sprawiedliwym. Wybacza On wprawdzie i największemu grzesznikowi, byle by czuł serdeczny żal w sercu, wszakże karać musi każde przestępstwo tych wszystkich, którzy sie nie spowiadają i nie poczuwają do żalu i pokuty. Do żalu i pokuty poczuwać sie winien każdy grzesznik, bo to jest jedyna droga zadosyćuczynienia Bogu. — Unikajmy przeto grzechu, choćby najmniejszego. Świętej Małgorzacie Marii Alacoque ukazał się wśród modlitwy zakonnik w płomieniach i zeznał przed nią, że cierpi za to, iż zanadto dbał o dobre imię, nie miłował braci zakonnych i zbytecznie się przywiązywał do rzeczy zbytecznych. Innym razem widziała ta Święta mniszkę, która oświadczyła, że jest w czyśćcu za to, że szemrała na przełożoną klasztoru, dopuszczała się obrazy bliźnich i przestępowała ślub milczenia. — Bądźmy więc baczni, bo Bóg karze i za drobne przestępstwa. Pozbywajmy się grzechu, czyńmy pokutę i nie polegajmy zbytecznie na miłosierdziu Bożym, bo nie ujrzy Oblicza Pańskiego, kto ma jakikolwiek grzech lub zmazę na duszy.

Footnotes:

1

2 Mach. XII. 46.

2

Job. XIX. 21.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Czyściec
2020-11-01

Uroczystość Wszystkich Świętych

Ustanowiona została około roku Pańskiego 835.

(Począték téj uroczystości i jéj znaczenie.)

Uroczystość Wszystkich Świętych, w któréj Kościoł wojujący na ziemi, oddaje cześć Kościołowi tryumfującemu w Niebie, to jest wierni oddają cześć wszystkim razem duszom błogosławionym zażywającym wiekuistego szczęścia Boga, – wzięła swój początek, od zamienienia w Rzymie pogańskiéj świątyni Panteonem zwanéj, na kościoł pod wezwaniem Matki Bożéj i nadzwyczaj wielkiéj liczby świętych Męczenników wyświęcony. Pogańska ta świątynia arcydzieło sztuki budowniczéj, wystawiona została za panowania Marka Antonina, na lat kilka przed Chrystusem Panem, na pamiątkę odniesionego przez tego cesarza zwycięstwa pod Akcium, które uczyniło go panem świata całego. Nazwana ona została Panteonem co po grecku znaczy świątynia wszystkich bożków, bo ją Antonin na cześć wszystkich razem bożyszcz pogańskich przeznaczył.

Od czasów Konstantyna Wielkiego, za którego wiara święta swobodnie panować zaczęła, zniszczono niemal wszystkie świątynie pogańskie, aby przez to prędzéj wytępić resztki bałwochwalstwa, i z nich prawie tylko ta jedno pozostała. Papież Bonifacy IV, około roku Pańskiego 609, zamienił ją na kościoł, przeznaczając go na cześć Maki Bożéj i wszystkich Męczenników, aby świątynia która służyła na oddawanie czci wszystkim bożkom pogańskim, poświęcona została ma cześć wszystkich wyznawców Chrystusowych, którzy za wiarę w Niego krew swoję przelali. Znajduje się pismo autentyczne, przy tym kościele dotąd przechowywane, w którém powiedziano, że przy poświęceniu tego kościoła, Papież Bonifacy IV, kazał w nim umieścić kości Męczenników wydobyte z różnych cmentarzów Rzymskich, że wtedy przywieziono dwadzieścia ośm wozów, temi świętościami naładowanych, i że corocznie obchodzono tam uroczystą pamiątkę wszystkich za wiarę pomęczonych.

Lecz to nie było jeszcze, właściwie mówiąc, uroczystością Wszystkich Świętych, gdyż tę zaczęli obchodzić w Rzymie dopiéro około roku Pańskiego 731 za Papiestwa Grzegorza III, który wystawił przy Watykanie kaplicę na cześć Zbawiciela, Maki Bożéj, świętych Apostołów, Męczenników i Wyznawców, słowem w ogólności wszystkich sprawiedliwych królujących w Niebie. Uroczystość takową święcono z początku tylko w Rzymie, a dopiéro Grzegorz IV, w roku 835 rozciągnął ją i do całego Kościoła, tak jak odtąd jest wszędzie obchodzoną.

Jakkolwiek wielką jest liczba Świętych, których pamiątkę obchodzi Kościoł w każdym dniu roku, – gdyż prócz wymienionych w kalendarzach, przypada bardzo wielu codziennie, to jednak liczba tych których się nie zna imienia, jak się nie znało cnót i zasług gdy żyli na ziemi, jest nierównie większą. Niebo w którém dusze błogosławione wychwalają na wieki Boga, ma tak jak firmament, który także niebem widzialném nazywamy, i swoje słońce, i swój księżyc, i swoje gwiazdy, a oraz i swoję mleczną drogę. Słońcem tém jest Pan Jezus, księżycem Matka Boża, gwiazdami Święci przez Kościoł do czci publicznéj podani, a drogą mleczną, to jest tym nieprzeliczonym zbiorem gwiazdek drobnych z jakich składa się ów pas jasny który na widnokręgu niebieskim widzimy, są te nieprzeliczone zastępy dusz zbawionych, które podobnież jak Święci kanonizowani królują w Niebie, ale których nazwiska nieznane są Kościołowi wojującemu, tak jak nie sposób nam dopatrzyć okiem tych gwiazd, których masa mleczną drogę na niebie.

Iluż to jest wielkich sług Bożych, to jest wielkich Świętych, w każdym wieku, stanie, narodzie, kraju, których zasługi sam Bóg tylko widzi. Ileżto cnót najszczytniejszych dla oczu ludzkich zagrzebanych w zupełném odosobnieniu! Ilużto bohaterów chrześcijańskich, w dawnych czasach zaludniało puszcze z których nigdy nie wyszli, i na których nikt się do nich nie dostawał! Iluż wielkich sług Bożych przeżyło utajonych w ukryciu stanu ubogiego, pokornego, umartwionego, a których cnoty tylko Pan Bóg ocenił. Ileżto wzniosłych dusz, pochłoniętych zajęciami najpospolitszemi albo i poniżającemi w oczach świata! W ukryciu klastorném, jak wiele dusz świętych, poszło prosto do Nieba bez najmniejszego rozgłosu! Iluż zostało Świętemi, przez zniesienie pokorne różnych przeciwności i cierpień, chociaż tego nikt nie zauważał! Pan Bóg znał ich wszystkich, wynagrodził ich hojnie, i otoczy wielką chwałą w oczach wszystkich ludzi w dniu ostatecznego sądu, a potém na wieki lecz czy nie słuszna jet, aby Kościoł, aby wierni wszyscy, uczcili na ziemi tych, których już okrył Pan Bóg chwałą w Niebie?

Każdy z tych błogosławionych troszczy się o nasze zbawienie, a wielu z nich, dla różnych powodów, w sposób nawet szczególny to czyni; wstawienie się ich przed Bogiem wielkiej jest wagi, bo już są w chwale Jego; pośrednictwo ich bardzo nam potrzebne, to téż udajemy i udawać się powinniśmy do niego; czyż więc nie należy się im od nas i cześć wyraźna i szczególna? Otóż tę to cześć właśnie oddajmy im w uroczystości dzisiejszéj.

Lecz w niéj nie ogranicza się Kościoł tylko na pobudzaniu wiernych do oddawania czci tym Ulubieńcom Najwyższego: prócz tego przedstawia nam ich jako wzory do naśladowania. Dzień dzisiejszy przypomina nam, naucza nas, że ci których podziwiamy prawdziwą mądrość, których cnotom cześć oddajemy, których opiewamy chwałę, których głosimy zasługi, którym święcie zazdrościmy szczęścia, których obchodzimy trumfy obchodząc ich pamiątkę, słowem że Wszyscy Święci, sąto wybrańcy Boscy, takiejże natury ludzie jakiéj i my jesteśmy, tejże płci, tegoż wieku, stanu powołania, zajęcia, w jakich każdy z nas znajduje się, i którzy znajdowali się i żyli w takich samych okolicznościach w jakich i my żyjemy. W téj niezliczonéj liczbie błogosławionych duchów, oddajemy dziś cześć temu biednemu rzemieślnikowi, rolnikowi, wyrobnikowi, prostemu słudze, którzy w ukryciu swojego nieświetnego zawodu, przy szczupłych zasobach do życia, przy trudzących obowiązkach swojego stanu, wiedli życie niewinne i chrześcijańskie. Oddajemy cześć tym cesarzom, królom, monarchom, którzy wpośród najświetniejszych dworów zasiadając na potężnych tronach, zachowali czystość obyczajów, pozostali świętymi, biorąc za prawidło swojego postępowania zasady świętéj Ewangelii. Oddajemy cześć tym ludziom zamożnym, tym bogaczom tego świata, którzy mądrzejsi od tych którzy dali się złudzić ułudnym blaskiem zaszczytów ziemskich i zmiękczyć serca swoje roskoszami jakich im dostarczały bogactwa – użyli dóbr tych na okupienie swoich grzechów, uszli sideł jakie im schlebianie świata zastawiało, a dbając tylko o dobra wieczne, obyczaj swoje stosowali do zasad wiary, i zostali Świętymi w stanie w którym najwięcéj dusz idzie na potępienie. Nareszcie oddajemy cześć duszom błogosławionym osób nam współczesnych, które w témże społeczeństwie, w którém żyjemy, pod temiż prawami pod jakiemi jesteśmy, wśród tychże obyczajów jakie za naszych czasów panują, dostąpili wysokiéj świątobliwości. Oddajemy cześć naszym krewnym, naszym przyjaciołom, towarzyszom, współrodakom, współparafianom, którzy z takiemiż namiętnościami jakim my podlegamy, z podobnemiż trudnościami, z równemi przeszkodami, jakie sami napotykamy walcząc, a innych niemając na to pomocy i środków tylko takie jakie i my mieć możemy, – dostąpili zbawienia, i szczęśliwie do portu wieczności przybili. Czémże się wymówimy jeśli kiedyś nie powiększymy ich liczby?

Święci, wiedzmy o tém dobrze, właściwie mówiąc zostali Świętymi nie przez czyny świetne, nadzwyczajne po ludzku je uważając: nie na tém bowiem zawisła podstawa świętości. Mogli stać się Świętymi bez tego, a obok tego mogli wcale nie być zbawionymi. Ilużto wybranych dziś w Niebie króluje, a którzy na ziemi nie uczynili nic takiego co by na nich ściągnęło uwielbienia ludzkie; a mogli byli zasłużyć na takowe, i nie zostać Świętymi. Ilużto zgubionych na wieki dokonało za życia czyn którym ludzie przyklaskiwali, gdy tymczasem Pan Róg je potępiał. Święci stali się Świętymi, dla tego tylko że spełniali jak najwierniéj obowiązki swojego stanu, że umieli godzić stan w którym żyli z prawami religii świętéj, że w każdym razie przekładali głos sumienia nad względy ludzkie i nad doczesne korzyści, prawo Boskie nad swoje upodobania, zasady Ewangelii, to jest naukę Pana Jezusa, nad zasady świata.

Święty Ludwik, święty Wacław, święta Elżbieta na tronach, święty Izydor w pracowitym stanie ubogiego rolnika, święci Kryspin i Kryspianin w pospólitém szewskiém rzemiiośle, święta Zytta prosta służąca, święta Hermana uboga pasterka, błogosławiony Labr żebrak, tylu Świętych w najrozmaitszych stanach, czyż nie przekonywają nas, że doskonałość Ewangeliczna z każdym stanem się zgodzi, że nie jest dla żadnego z nas niedostępną, i że jeśli ma co w sobie niełatwego, jest jednak, bądź co bądź, możliwą bez wyjątku dla wszystkich.

W dniu téż dzisiejszym, Kościoł właśnie to nam przypomina. Stawiając nam niejako przed oczy tyle milionów Świętych królujących w Niebie, a którzy tu na ziemi byli takimi ludźmi jakimi jesteśmy, i okazując nam w ich gronie osoby wszelkiego stanu: bogaczów i ubogich, królów i rzemieślników, uczonych i prostaczków, wielkich panów i rolników albo sług pracowitych, a wszystkich ich ku czci naszéj przedstawiając, odzywa się do nas temi słowy które niegdyś święty Augustyn sam do siebie powiedział: „Mogli ci i owi, a czemuż byś ty nie mógł tego?”

Lecz aby téj łaski dostąpić, trzeba o to gorąco Pana Boga prosić, bo i wszyscy Święci przez to głównie Świętymi zostali że się gorąco modlili: i dla tego w modlitwie dzisiejszéj, Kościoł powiada, że i z tego powodu tę uroczystość obchodzi, abyśmy tym obfitszych łask Boskich dostąpili, im liczniejszych do miłosierdzia Boskiego, używamy pośredników.

Pożytek duchowny

Nikt z ludzi żyć nie może, żeby nic miał wytkniętego sobie celu, do którego, jeśli nie jedynie, to przynajmniéj głównie zdąża. Owoż dla chrześcijanina, w jakimkolwiek żyje on stanie, nietylko głównym, ale jedynym ważnym celem być powinno to, aby koniecznie został Świętym. Oblicz się pod tym względem z sumieniem, bo w końcu na tém zawisła cała sprawa zbawienia wiecznego.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący wieczny Boże! który nam dozwalasz zasługom wszystkich Świętych Twoich, w téj jednéj uroczystości cześć oddawać, prosimy pokornie, abyś nam tém obfitszych łask dał dostąpić, im liczniejszych do miłosierdzia Twojego, wzywamy dziś pośredników. Przez Pana naszego i. t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 936–939.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 872–873

Początek tej uroczystości przypada na czasy papieża Bonifacego IV, który w roku 608 pogańską świątynię Panteon poświęcił na cześć Matki Boskiej i świętych Męczenników. Zbudowana przez Agryppę, ministra cesarza Augusta, nazwana została Panteonem, gdyż umieszczono w niej posągi wszystkich bożków, nawet tych, których Rzymianie przejęli od ujarzmionych i podbitych przez siebie narodów. Gdy religia chrześcijańska wyparła bałwochwalstwo z Rzymu, kazał cesarz Honoriusz ową wspaniałą świątynię zachować jako pamiątkę dawnej potęgi Rzymu. Po wyznaczeniu przez papieża Bonifacego dnia konsekracji, w wigilię uroczystości zawieziono do tej świątyni wielką ilość relikwii Męczenników, wydobytych z katakumb rzymskich, po czym nastąpiło uroczyste poświęcenie. Od tego dnia co roku obchodzono w owej świątyni uroczystość Wszystkich Świętych, a papież Grzegorz IV wyznaczył na obchód tej uroczystości dla całego świata katolickiego dzień 1 listopada.

Miał Kościół w zaprowadzeniu tej uroczystości trojaki cel na oku: Nasamprzód zważyć trzeba, że ilość Świętych Pańskich jest bardzo znaczna. Liczbę Męczenników, którzy ponieśli śmierć za Chrystusa i spoczywają w grobach rzymskich, podają na 6 milionów, a na całej kuli ziemskiej 17 milionów. Któż zliczy wszystkich sług Bożych, którzy w ciągu 19 wieków umarli w stanie łaski? Któż zliczy tych, którzy w ukryciu żyli w Chrystusie Panu, a których imiona są zapisane w księdze żywota? Ponieważ nie tylko godzi się, ale i należy oddać im cześć, a nie podobna dla każdego z Świętych wyznaczyć dzień osobny, Kościół święty mądrze nakazał czcić wszystkich razem w dniu na to przeznaczonym.

Po drugie żaden katolik nie wątpi, że wstawienie się Świętych do Boga jest wielce skuteczne. Święci bowiem są naczyniami łaski Jego i mogą wiele uczynić w sprawie naszego zbawienia. Abyśmy przeto za ich przyczyną otrzymali, czego potrzebujemy do pozyskania szczęścia wiekuistego, Kościół ustanowił dzień osobny, w którym katolicy błagają wszystkich razem Świętych Pańskich o ich wstawiennictwo do Boga, w nadziei, że Bóg raczy wysłuchać prośby swych wybrańców.

Po trzecie Kościół święty pragnie w dniu dzisiejszym zachęcić nas, abyśmy naśladowali życie Świętych Pańskich i starali się o te cnoty, które im usłały drogę do Nieba. O świątobliwość starać się musimy, bo nie dostąpi zbawienia, kto nie jest świątobliwy. Tym zaś wszystkim, którzy zapytają, jaką Święci Pańscy doszli drogą do świątobliwości i zbawienia, niech służy za odpowiedź co następuje:

  1. Czuli oni w sercu serdeczne pragnienie dojścia do doskonałości. Tęsknota zaś owa i żądza naśladowania Chrystusa jest oznaką wybrańców. Święci Pańscy mieli wzrok utkwiony w tym, co jest dobrem wiekuistym i nie łudzili się nigdy zwodniczym powabem rzeczy znikomych i uciech światowych.
  2. To było również powodem, że Święci całym sercem gardzili światem i lekceważyli jego rozkosze, a nawet czuli do nich wstręt i obrzydzenie. A jakże świat nagradza zamiłowanie i pociąg do rzeczy znikomych? Troskami i utrapieniami, sporami i niezgodami, nędzą i rozczarowaniem, chorobą i śmiercią. Żaden też zwolennik uciech światowych nie czuł się zadowolonym i szczęśliwym, a śmierć takich ludzi jest zawsze gorzka i opłakana.
  3. Święci nie przestawali na samym tylko pragnieniu i pożądaniu zbawienia, ale zwalczali złe skłonności, opierali się nagabywaniom, nie dawali posłuchu pokusom. Trzymali oni zmysły na wodzy, poskramiali żądze, poddawali ciało umartwieniom i nie dowierzali sobie, poczuwając się do słabości. Trudna była ich walka, nieraz się chwiali, ale ostatecznie zwyciężyli, bo nie upadli na duchu. Wiedzieli, jakie jest znaczenie słów Jezusowych o obszernej i wygodnej drodze, i ciasnej a ciernistej ścieżce. Jak dzielny żołnierz otoczony nieprzyjaciółmi tak i oni wiedzieli, że nie pozostaje im nic innego, jak tylko zwyciężyć albo zginąć, a chociaż czasem któryś z nich poślizgnął się i zbłądził, podźwignął się w końcu przez żal i pokorę, przez co błąd wyszedł mu na dobre.
  4. Skrupulatni i sumienni w drobnych rzeczach, pozyskali dar i łaskę wykonania większych i trudniejszych. Niejeden z tych, co czyta o ich umartwieniach, pokutach, postach i srogich cierpieniach, sądzi, że naśladowanie Świętych przechodziłoby jego siły. Zaczynając jednak od małego, dochodzi się wytrwałością do doskonałości i dokonania największych rzeczy. Ewangelista św. Łukasz mówi też w rozdziale 16, wierszu 10: „Kto wierny jest w najmniejszej rzeczy, i w większej wierny jest, a kto w małym niesprawiedliwy jest, i w większym niesprawiedliwy jest”.
  5. We wszystkim starali się naśladować Chrystusa Pana, biorąc sobie za wzór Jego pokorę, łagodność, zamiłowanie pokoju, miłosierdzie, czystość, cierpliwość, jaką okazywał przez cały przeciąg swego życia, aż do strasznej śmierci na krzyżu. Wiedzieli oni bowiem, że o własnych siłach nie staną się podobnymi Zbawicielowi i poczuwali się do słabości.
  6. Liczyli na pomoc Boską i szukali pokrzepienia w modłach, zasilali się sakramentami św., jakie Zbawiciel ustanowił na dobro i zbawienie ludzkości. Modły darzyły ich światłem i siłą rozpoznania dobrego, a ponieważ przystępowali do sakramentów św., sam Chrystus był ich sprzymierzeńcem i pomógł im do zwycięstwa nad wrogami.
  7. Wszyscy Święci mieli jak największe nabożeństwo do Przeczystej Dziewicy i Matki Zbawiciela. Czego nie uzyskali modlitwą, to wyrobiła im wstawieniem się do swego Synaczka Najśw. Maryja Panna, słusznie nazwa na „Królową Świętych”; bo nazywają Ją tak nie tylko dlatego, że wszystkich przewyższa świątobliwością, ale i dlatego, że wszyscy święci wielbili Ją jako swą Orędowniczkę.

Rozważcie kochani Czytelnicy te siedem punktów, zapiszcie je sobie w sercach, weźcie je za prawidło i wskazówkę życia, a Niebo was nie minie. Nie ma innego wyboru, jak tylko piekło lub Niebo; wybierajcie przeto.

W końcu trzeba jeszcze nadmienić o tytułach, jakie Kościół święty nadaje tym sługom Bożym, którzy cnotliwym życiem zasłużyli sobie na cześć i naśladowanie. Są ich cztery rodzaje: Sługi Boże, Czcigodni, Błogosławieni i Święci.

  1. Sługą Bożym nazywa Kościół tego, który umarł w stanie świątobliwości.
  2. Czcigodnym jest chrześcijanin, którego świątobliwość stwierdzona jest wyrokiem Kościoła, czyli raczej którego proces kanonizacyjny już się rozpoczął.
  3. Błogosławionym zowiemy tego, którego świątobliwość uznana jest uroczystym wy rokiem najwyższej władzy kościelnej i na którego tymczasową cześć papież w pewnych krajach albo zgromadzeniach zakonnych zezwala, aż do ogłoszenia uroczystej kanonizacji.
  4. Świętym wreszcie nazywamy tego, któremu uroczyście i publicznie miano to przyznane zostało i którego publiczna i jawna cześć nakazana jest w obrębie całego Kościoła katolickiego.
Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna obowiązki stanu
2020-10-31

Bł. Małgorzaty Maryanny Alakok (Alacoque), Wizytki, Założycielki Nabożeństwa do Najsłodszego Serca Jezusowego

Żyła około roku Pańskiego 1690.

(Żywot jéj był napisany przez księdza Languet, Biskupa Sasońskiego (Soissons).)

Błogosławiona Małgorzata z uczciwych i zamożnych rodziców zrodzona, przyszła na świat w małéj wiosce Lotkur (Lauthecourt) we Francyi w dyecezyi Antonodańskiéj (Anton) roku Pańskiego 1647. Ojciec jéj nazywał się Klaudyusz Alakok (Alacoque).

Przedziwnemi łaskami Bożemi od kolebki prawie uprzedzona, w dziecinnym wieku weszła na drogi wyższéj doskonałości. Miała lat cztery, kiedy uczyniła ślub czystości dozgonnéj. W rok potém umieszczoną została na pensyi w klasztorze Klarysek, i już wtedy spostrzegano w niéj wielką pobożność. Codziennie odmawiała Godzinki o niepokalaném Poczęciu i Koronkę, przy któréj gdy sama była, za każdém Zdrowaś Marya, całowała ziemię, a suszyła w każdą sobotę. Od téj téż pory Matka Boża objawiała się jéj często, rządziła nią jako wyłącznie do Niéj należącą, uczyła ją spełniać wolę Bożą, i nakoniec powiedziała, że sam Pan Jezus polecił ją Jéj szczególnéj opiece; lecz oraz upominała ją za najmniejsze uchybienie. Razu pewnego gdy Małgorzata odmawiała Koronkę siedząc, rzekła do niéj przenajświętsza Panna: „Dziwi mnie to córko moja że mi tak niedbale służysz.” Wskutek téż łask tak nadzwyczajnych, rozbudziła się w sercu Małgorzaty, coraz żywsza miłość Chrystusa, zwłaszcza od chwili gdy okazał się jéj Pan Jezus ubiczowany i ranami okryty, i dał jéj poznać że chce przez cierpienia jakie na nią zeszle, uczynić ją ile można podobną do Siebie. Rozmiłowawszy się tedy w cierpieniach, zadawała sobie wielkie umartwienia ciała, a znosiła z niezachwianą cierpliwością ciężkie i ciągłe obelgi jakich doznawała od pewnéj sługi która po śmierci ojca gdy Matka chora przez lat kilka z łóżka nie wstawała, sama domem rządziła i obchodziła się z nią jak z ostatnią niewolnicą.

Wszakże, zły duch i ze swojéj strony jéj nie oszczędzał. Gdy Małgorzata doszła lat młodéj dziewicy, i w świecie zaczęła popłacać, zaczęła téż podobać sobie w strojach i rozrywkach, a co więcéj, szatan nastręcza jéj myśli że ślub przez nią uczyniony w tak młodym wieku, nie mógł ją obowiązywać. Lecz pomimo tego Pan Jezus téj podarowanéj, prze niego przenajświętszéj Pannie duszy, nie opuszczał. Kołatał coraz silniéj do jéj serca, powołując ją do wyłącznéj Sobie służby, i nakoniec razu pewnego gdy wieczorem zrzucała ubranie, w które z niejaką próżnością była się przystroiła, objawił się jéj cały okryty ranami od biczowania i rzekł „Oto stan do jakiego mnie przywiodła twoja płocha próżność.” Po téj łasce i po wielu innych podobnych, Małgorzata już się więcej nie wahała, i powzięła zamiar wstąpić do zakonu. Wybrała zgromadzenie Panien Wizytek, jako szczególnie Matce: Boskiej poświęcone. Wstąpiła do klasztoru w mieście Paréj (Paray), i po roku upłynionym wykonała śluby uroczyste.

Odznaczyła się zaraz wszysikemi cnotami doskonałéj zakonnicy, a Pan Jezus udzielał jéj darów coraz wyższéj bogomyślności i w objawieniach przypuszczał ją do najgłębszych tajemnic Swojej nieprzebranéj ku ludziom miłości. Najważniejsze spomiędzy liznych widzeń jakie ciągie miewała, było to w którém Pan Jezus stanął przed nią w chwili gdy się modliła przed przenajświętszym Sakramentem, roztworzył pierś Swoję, okazał jéj Boskie Swoje serce gorejące miłością ku ludziom a otoczone cierniami, i pokazał aby dla wynagrodzenia niewdzięczności ludzkiéj, jakiéj On doznaje, dołożyła wszelkich starań do rozpowszechnienia nabożeństwa do najsłodszego Jego serca, przyrzekając najobfitsze łaski dla tych którzy w niém wytrwają. Po czém przydał: „Oto moje serce tak przepełnione miłością ludzi, że niemogąc powstrzymać w sobie płomienia téj miłości chcę z pośrednictwem twojém na świat cały je wylać. Chcę to serce moje, objawić ludziom, ażeby ich obdarzyć skarbami które ci odsłaniam, a które posiadają łaski uświęcające, mogące wszystkich uratować od piekła”. Słysząc to Małgorzata, powodowana głęboką pokorą, wymawiała się od tak szczytnego posłannictwa, uznając się tego niegodną. Wtedy Pan Jezus przyrzekł jéj szczególną w tém Swoję pomoc mówiąc: „Nie lękaj się niczego, Ja będę mocą twoją, pilnie tylko słuchaj głosu mojego, i bądź gotową spełnić wyroki Mojego szczególnego miłosierdzia nad światem”. Potém wskazał jéj w jaki sposób chcę aby serce Jego czczoném było, i znowu przydał. „Przyrzekam ci że serce moje rozszerzy się, aby jak najobficiéj obdarzyć płomieniami Swojéj Boskiéj miłości tych którzy mu szczególną cześć oddawać będą, i starać się aby mu drudzy ją oddawali.”

Od téj tedy chwili wierna ta służebnica Chrystusowa cała się temu oddała: każdém słowem swojém, przykładem, pismami przedziwném namaszczeniem i miłością Serca Jezusowego odznazającemi się, poświęceniem ku temu celowi całego życia swojego – słowem wszystkiém co od niéj zależało, już niczego innego nie szukała, o nic się nie starała, jak tylko aby wszędzie i wszyscy, prywatnie i publicznie, cześć oddawali najsłodszemu Sereu Jezusowemu, w sposób jaki jéj to Sam Zbawiciel objawić raczył.

Lecz obok tego, Małgorzata pamiętna zawsze na to że jéj Pan Jezus kazał naśladować siebie szczególnie w cierpieniach, prosiła Go aby i te nadzwyczajne łaski i zaszczyt do jakiego ją powoływał, obrócił na jéj upokorzenie i na tém większe cierpienia. I wysłuchaną została. Znalazła się wielka liczba osób tak w klasztorze jak i za klasztorem, duchownych i świeckich, uczonych i prostaczków, którzy wszystko to poczytywali za złudzenie albo jéj wyobraźni, albo złego ducha, co jak z jednéj strony utrudzało posłannictwo jakie Małgorzata odebrała szerzenia czci najsłodszego Serca Jezusowego, tak z drugiéj ją samą na najdotkliwsze od swoich i od obcych upokorzenia, a nawet obelgi wystawiło. Lecz wszystko to, posłużyło tylko na objawienie jej niezrównanéj pokory, cierpliwości, miłości nieprzyjaciół, i nieograniczonego dla przełożonych posłuszeństwa, gdyż tego głównie Sam Pan Jezus ciągle w niéj przestrzegał. W różnych bowiem objawieniach, nakazując jéj szerzenie czci Jego najsłodszego Serca, polecał oraz najsurowiéj, aby najuleglejszą będąc przełożonym, wolę ich jakby powiedzieć nad wolę Jego Samego zawsze przekładała. Że zaś błogosławiona ta dziewica stosowała się do tego jak najwierniéj, pomimo częstych i największych trudnosci i wątpliwości w jakie ją to wprawiało, więc dokonał przez nią Pan Jezus zapowiedzianego szczególnego miłosierdzia Swojego, i nabożeństwo do przenajświętszego Jego serca szerząc się w przedziwny sposób, cały już dziś świat chrześcijański ogarnęło.

Pociągnęła najprzód do niego Małgorzata nowicyuszki klasztoru swojego, w którym mistrzynią nowicyatu została, następnie pensyonarki w tymże klasztorze będące, gdy pod jéj dozór oddane zostały. Wkrótce potém zesłał jéj Pan Jezus, jak to był jéj także w objawieniu zapowiedział, wielkiéj świątobliwości kapłana, ojca Kollombiera Jezuitę, którego natchnął szczególną gorliwością w popieraniu tego wielkiego i świętego dzieła. Za jego téż staraniem nabożeństwo do najsłodszego serca Jezusowego upowszechniło się w jednéj z dyecezyi gdzie on najdłużéj przebywał, następnie inne to zaczęły naśladować, powznosiły się ołtarze i kaplice pod tém wezwaniem, założyło się pobożne stowarzyszenie które w przeciągu lat trzydziestu, liczyło ju trzysta bractw w całym świecie, potwierdzonych przez Papieżów i udarowanych wielkiemi odpustami, i nakoniec na pierwsze żądanie, wyszłe od Biskupów Polski, ustanowione zostało uroczyste Święto najsłodszego Serca Jezusowego, obchodzone w piątek po oktawie Bożego Ciała, jako w dniu Małgorzacie na jedném z objawień wskazanym.

Błogosławiona Małgorzata tymczasem z klasztoru swojego niewychylając się wcale, a coraz wyżéj w bogomyślności postępując, rozliczne dary i objawienia od Boga odbierała. Między innemi często na jéj prośby odkrywał jéj Pan Bóg stan dusz po śmierci. Razu pewnego, gdy modliła się za dwie osoby bardzo znakomite, zmarłe po przyjęciu z wielką skruchą ostatnich Sakramentów świętych, miała sobie objawione, że jedna z nich niezmiernie długie lata w czyscu zostawać będzie, chociaż jéj spadkobiercy starali się odprawiać za nią wiele nabożeństw i msze święte za jéj dusze zamawiali. Wszystkie te bowiem modlitwy i pomoce religijne, sprawiedliwość Boska policzyła za dusze tych poddanych, które zmarła owa osoba za życia swojego pokrzywdziła. Druga zaś bardzo prędko przeszła z czysca do Nieba za to głównie, że chociaż miała z czego rachować się przed sądem Bożym, za wielkie jednak zasługi policzył jéj Pan Bóg pokorne i cierpliwe znoszenie różnych upokorzeń, których żyjąc w świecie wiele doznała.

Gdy Małgorzata po upływie pewnego czasu, przekonała wszystkich o prawdziwości swoich objawień, już z téj strony żadnych nie doznawała od ludzi przykrości, owszem oceniając nakoniec jéj wysoką świątobliwość, jak wszyscy tak szczególnie siostry zakonne, z największą dla niéj były czcią i miłością. Lecz wtedy właśnie na tę miłośnicę krzyża zesłał Pan Jezus innego rodzaju ciężkie cierpienia. Zapadła na zdrowiu: doznawała różnych i bardzo bolesnych chorób, a które z dopustu Bożego zwiększały się nawet i to srodze, w skutek lekarstw jakie jéj w celu niesienia ulgi zadawano. Znosiła to wszystko z niezachwianą cierpliwością, owszem wierna swojemu zadaniu, prosiła Pana Jezusa aby jeszcze większe zsyłał na nią cierpienia. Nadzwyczaj bolesną operacyę przeniosła z taką cierpliwością i męstwem i ani stęknąwszy nawet chociaż długo trwała, że zdumiony chirurg powiedział: „Pokazuje się że najlepszym środkiem unieczulenia ciała do operacyi, jest stać się Świętym.”

Pomimo tak wątłego zdrowia, siostry chciały ją obrać przełożoną; wyprosiła się od tego, za główny powód dając że już roku nie pożyje, czego jednak lekarz który ją miał w kuracyi, ani przypuszczać nie chciał. Małgorzata wszelako na mocy tego uwolniwszy się od przełożeństwa, uprosiła sobie u przełożenéj pozwolenie odprawienia rokolekcyi, dla przygotowania się na śmierć. Po ich odbyciu zachorowała silniéj i prosiła o ostatnie Sakramenta święte, lecz opierając się znowu na zdaniu lekarza, odmówiono jéj tego; zrana jednak przyjęła naczczo Komunią świętą. Pod wieczór uczuła się znacznie gorzéj, a wśród ciągłéj modlitwy, nagle myśl sądu Boskiego napełniła ją takim przestrachem, że cała drżąca i łzami zalana, porwała krucyfiks i przyciskając go do serca zawołała: „Jezu miłosierdzia!” Lecz w téjże chwili uspokoiła się i wielkie pociechy niebieskie zalały jéj serce, wśród których powtarzała te słowa psalmu: „Miłosierdzia Pańskie na wieki wyśpiewywać będę”, 1 i prosiła aby przy niéj odmówiono litanią do Serca Jezusowego i do Matki Bożéj, i aby siostry polecały ją Świętemu Józefowi. Domagała się przytém aby wszystkie jéj pisma spalono. Tymczasem nadszedł kapłan, po którego posłano dla dania jéj ostatniego Olejem świętym namaszczenia. W chwili gdy je odebrała na ustach, wymawiając imiona Jezus Marya Józef, oddała Bogu ducha 17 Października roku Pańskiego 1690. Po śmierci wielu zasłynęła cudami, po których sprawdzeniu, Papież Pius IX, dozwolił oddawać jéj cześć jako błogosławionéj.

Pożytek duchowny

„Kościół i całe społeczeństwo w obecnych czasach nadzieję pokładać powinno w Sercu Jezusowém; Ono to, wyratuje was od wszelkich nieszczęść.” Sąto słowa które niedawno wyrzekł Ojciec święty Pius IX. Niech cię to pobudzi ku gorliwemu do najsłodszego Serca Jezusowego nabożeństwa, przez które Pan Bóg zamierzył największe miłosierdzia Swoje zsyłać ns świat tegoczesny.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Jezu Chryste, który niezbadane i niewyczerpane skarby łask Twojego Boskiego Serca, cudownie błogosławionéj Maryi Małgorzacie objawić raczyłaś; spraw abyśmy za jéj przyczyną i przez cnót jéj naśladowanie, we wszystkiém i nad wszystko Ciebie miłując, na wieki w Twojém Boskiém Sercu umieszczeni zostali. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 932–935.

Footnotes:

1

Psal. LXXXVIII. 3.

Tags: św Małgorzata Maria Alacoque „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokora serce Jezusa pokuta śmierć Czyściec powołanie
2020-10-30

Bł. Anioła z Akry, kapłana z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1739.

(Żywot jego był spisany przez jednego z kapłanów tegoż zakonu.)

Błogosławiony Anioł od miejsca swego urodzenia zwany z Akry, przyszedł na świat roku Pańskiego 1669 w témże miasteczku, położoném w Królestwie Neapolitańskiém, z rodziców niezamożnych, a w cnoty chrześcijańskie bardzo bogatych. Jak każdy prawie święty tak i on od lat najmłodszych, wielce był do Matki Bożéj nabożny. Miał lat pięć, kiedy łącząc do tego już i umartwienia ciała, na posypanych ostrych kamykach na ziemi klękał, długo się modląc przed obrazem przenajświętszéj Maryi Panny, a wtedy widywano czasem jak z tego obrazu wychodziła światłość, która go ogarniała. Wychowany był bardzo starannie, gdyż go sami rodzice od dzieciństwa do stanu kapłańskiego przeznaczali.

Bardzo jeszcze był młody, kiedy do Akry przybył na misyą ojciec Antoni z Oliwady kapucyn wielkiéj świątobliwości. Na błogosławionym Aniele takie wrażenie zrobiły kazania jego, że odbywszy przed nim spowiedź z całego życia, postanowił wstąpić do tegoż zakonu. Zanim doszedł do lat do tego właściwych, wiódł życie bardzo od świata odosobnione, oddając się tylko naukom i modlitwie. Codzień długie godziny, a niekiedy i część nocy, przepędzał w kościele przed przenajświętszym Sakramentem. Doszedłszy lat ośmnastu wstąpił do nowicyatu ojców Kapucynów, lecz go ztamtąd wywiódł zły duch, przewidując jak świętym zakonnikiem on zostanie. Po niejakim czasie, żałując tego, wstąpił po raz drugi, i znowu wyszedł, ulegając jakiéjś chorobliwéj melancholii, którą piekło na niego zesłało.

Gdy wrócił do miasta rodzinnego, stryj chciał go ożenić, znaczny mu zapisując majątek, lecz Anioł za dar ten podziękował, a ciągle się modlił żeby mu Pan Bóg dał pójść za jego pierwotném powołaniem. Wysłuchanym téż został i postanowił po raz trzeci wstąpić do nowicyatu. Udając się do klasztoru w Montalte, gdzie przebywał podówczas prowincyał Kapucynów, nadszedł nad rzekę nadzwyczaj wezbraną, a nie zastał czółna ani przewoźników. Zakłopotany tém bardzo, zaczął się modlić, i oto stanął przed nim człowiek ogromnéj postawy, który go wziął na barki i na drugą stronę rzeki przeniósł. Anioł chciał mu zapłacić, lecz ten w tejże chwili zniknął. Późniéj objawił mu Pan Bóg że byłto tenże zły duch który go z nowicyatu wyprowadzał, a którego Pan Bóg tą razą zmusił aby mu do wstąpienia do klasztoru dopomógł.

Przyjęty po raz trzeci, jeszcze nie był wolny od pokus odwodzących go od zakonnego życia. Rozbudziły się w nim tęsknoty za światem, za świetnym związkiem jaki mu stryj nastręczał, a w przesadném świetle przedstawiała mu się ostrość Reguły kapucyńskiéj. Lecz Anioł znał się już na tych zasadzkach szatańskich, i uciekł się do gorącéj modlitwy. Pewnego razu, gdy pomimo tego zdało mu się iż téj pokusie ulegnie, idąc korytarzem padł na kolana przed wizerunkiem Pana Jezusa ukrzyżowanego i zawołał: „Panie patrz na moję nędzę, i przybądź mi na ratunek”, i w tejże chwili usłyszał wyraźny głos z krzyża do niego mówiący: „Naśladuj brata Bernarda z Korleonu kapucyna, a wytrwasz.” Dowiedziawszy się tedy iż ten wielki sługa Boży, miał zwyczaj codziennie biczować się odmawiając godzinki o Męce Pańskiéj, wziął się do tego samego i odtąd go już żadna pokusa od powołania zakonnego nie odwodziła.

Po upłynionym roku, przypuszczony został do wykonania ślubów uroczystych, przy których doznał nadzwyczajnéj pociechy wewnętrznéj, i uczuł jakby sznurem jakim ściśnione sobie biodra, a głowę jakby w płomieniach gorejącą, co oznaczało ten dar nieskazitelnéj czystości, przeciw któréj odtąd żadnych nie doznawał pokus, i te nadprzyrodzone oświecenia na umyśle, któremi go późniéj tak obficie Duch Święty obdarzał. Wyświęcony na kapłana, z całą gorliwością oddał się pracom apostolskim, do których go przełożeni przeznaczyli. Do ciągłéj modlitwy łącząc coraz większe umartwienia ciała, trapiąc je trudami, postami, krwawém biczowaniem się, czuwaniem, w krótkim czasie do najwyższéj doszedł doskonałości. Najprzód téż przełożonym klasztoru, a potém Prowincyałem jednéj i drugiéj prowincyi wybrany, tak na tych obowiązkach zajaśniał roztropnością i gorliwością, i z taką miłością o duchownych i doczesnych braci potrzebach pamiętał, tak szczególnie przestrzegał w nich wzajemnéj jedności i zgody, że go Aniołem pokoju przezwali i wszyscy bez wyjątku pragnęli, aby jak najdłużéj swój urząd piastował.

Zostawszy misyonarzem jak tylko kapłaństwo przyjął, już w tym zawodzie aż do śmierci to jest lat blizko pięćdziesiąt pracując, trudno wypowiedzieć ile doznał trudów, a z jak nadzwyczajnym pożytkiem dla dusz wiernych je ponosił. W początkach tego zawodu, pracowicie przygotowywał swoje kazania, i całe pisał. Chociaż miał dobrą pamięć, ile razy wszedł na aszalnicę, jakaś nieprzezwyciężona siła wstrzymywała go wśród kazania, tak że z wielkim wstydem niemogąc go skończyć schodzić musiał z ambony. Razu pewnego, gdy z tego powodu gorąco się modlił prosząc Pana Boga ażeby albo go wyleczył z tego rodzaju jakby choroby, albo skłonił jego przełożonych do uwolnienia go od obowiązku kaznodziejskiego, usłyszał głos wyraźnie do niego mówiący: „Nie lękaj się niczego, udzielę ci daru wymowy, i odtąd pracom twoim błogosławić będę.” – „Kto jesteś który tak do mnie przemawiasz?” zawołał Anioł zdziwiony, i wtedy poczuł że ziemia pod nim jakby podczas trzęsienia zadrżała i usłyszał znowu te słowa: „/Jam jest Którym jest/ 1 i rozkazuję ci abyś odtąd kazywał po prostu, w sposób zrozumiały dla każdego.” Błogosławiony Anioł zrozumiał wtedy, że ową niemożnością kazywania jakiéj doznawał dotąd, chciał go Pan Bóg ukarać za wykwintność w sposobie mówienia, i skłonić do miewania przystępniejszych dla prostego ludu kazań. Odtąd więc gotował się na nie tylko czytaniem Pisma Bożego i modlitwą. Mawiał kazania z największą łatwością, był tak biegłym w wykładzie najtrudniejszych miejsc Pisma Bożego, że najuczeńsi teologowie przyznawali mu w tém wyższość. Miał zaś zwyczaj przy końcu każdéj nauki, mówić coś o męce Pańskiéj, i tém wszystkich do łez i najżywszéj skruchy pobudzał.

Swojemi pracami apostolskiemi objął nietylko Kalabryą, lecz i całe królestwo Neapolitańskie, z niesłychanym wszędzie dla garnącego się ludu na jego nauki pożytkiem. Po ukończonéj misyi odbywał uroczystą z ludem procesyą, i wieki krzyż umieszczał na głównym placu na pamiątkę odbytéj misyi. Gdy po ukończeniu takowéj w mieście Mędyczyno, przygotowano krzyż tak nadzwyczaj wielki i ciężki, że pięciu silnych ludzi podnieść go nawet z ziemi nie mogło, błogosławiony Anioł sam wziął go na barki i niósł na czele procesyi, co widząc lud cały wołał: „Cud, cud.” Nadciągnięto nad rzekę, a gdy wszyscy na most się wtłoczyli, Anioł z tymże krzyżem suchą nogą przez rzekę przebył, i w tejże chwili okazały się na niebie nad nim, trzy podobnegoż kształtu wielką światłością jaśniejące krzyże. Kilkakrotnie widziano go na kazalnicy w stanie zachwycenia, olśnionego światłością niebieską, i w powietrze na stóp kilka uniesionego.

Arcybiskup Kardynał Neapolitański, zawezwał go z kazaniami wielkopostnemi, do głównego kościoła w téj stolicy. Święty rozpoczął je ze zwykłą sobie przemawiając prostotą. Nie podobało się to wybrednym słuchaczom, którzy się do tego kościoła zgromadzali. Na drugie jego karanie przyszło ich bardzo mało, na trzecim prawie nikogo nie było. Widząc to kapłan zarządzający tym kościołem, przeprosił błogosławionego Anioła, i uwolnił od dalszych nauk. Pokorny sługa Boży, ani słowa niemówiąc, wziąwszy kij w rękę, wyszedł z Neapolu. Lecz ledwie się oddalił o milę, przysłał po niego Kardynał aby powrócił, i daléj swoje kazania miewał. Posłuszny błogosławiony Anioł, spełnił to polecenie Arcybiskupa, rad nawet temu, że jak był tego pewnym, nowe go upokorzenia spotkają. Gdy wstąpił na kazalnicę, ujrzał wielką liczbę słuchaczy, a to właśnie najbardziéj ubiegających się o kazania wytworne, gdyż spodziewano że go zastąpi jeden z najkwiecistszych w Neapolu kaznodziejów. Wciągu nauki widział jak go niechętnie słuchają, a szczególnie zauważał pewnego znakomitego literata, który prawie głośno szydził z jego kazania. Przy końcu tak się Anioł odezwał: „Proszę odmówić Ojcze nasz i Zdrować Marya, za duszę tego, który wychodząc z kościoła padnie nieżywy.” Owóż, słowa te mało kogo przeraziły a w większéj części obudziły śmiech i podejrzenie, że ten prostaczek, jak go nazywali, chce proroka udawać. Tymczasem, w chwili gdy ludzie tłumnie wychodzili, przy samych drzwiach padł tknięty apopleksyą tenże szyderca o którym wspomnieliśmy, i niezwłocznie skonał. Wypadek ten nadzwyczajne wywarł w całém mieście wrażenie. Odtąd kościół pomieść nie mógł słuchaczy zbierających się na kazania błogosławionego Anioła. Gdy schodził z kazalnicy taki tłum rzucał się na niego aby się otrzeć o jego habit, albo wziąść kawałek z płaszcza jego na relikwią, że go straż policyjna musiała otaczać, strzegąc aby go nie udusili. Lecz co dla niego było najpożądańszém, najwięksi grzesznicy się nawracali i do jego konfesyonału się garnęli.

Wielu różnemi cudami i w innych miejscowościach raczył Pan Bóg uświetnić tego wielkiego Apostoła Swojego. Widywano go w czasie kazań w stanie zachwycenia okrytego światłością cudowną, wychodzącą z wizerunku Pana Jezusa albo Matki Bożéj, do których zwracał się wtedy z modlitwą. Miał także ten dar cudowny, że przenosił się z miejsca na miejsce, z szybkością jakby błyskawicy, i współcześnie na różnych bywał obecny. Od chwili wyświęcenia na kapłaństwo już do śmierci, to jest przez lat przeszło czterdzieści, poświęcał się zawodowi misyonarskiemu. Każdego roku sześć miesięcy spędzał na misyach, a drugie sześć w klasztorze, oddając się najostrzejszéj pokucie i najwyższéj bogomyślności. W pracach jego apostolskich żadne trudności go nie powstrzymywały. Zdarzyło się razu pewnego, że podczas misyi, złamał był nogę; pomimo tego codzień miewał z kazalnicy na którą go wnosili, po trzy nauki.

Kilku osobom bliższe z nim mającym stosunki przepowiedział dzień swojéj śmierci. Gdy ten nadszedł, przyjął ostatnie Sakramenta święte, i ciągle się modlił. Przed samym skonaniem, okazał się mu zły duch, którego odegnał makiem krzyża świętego mówiąc: ”Milcz szatanie, nie samym chlebem tyje człowiek” 2. Zasnął błogo w Panu, wymawiając te słowa: „Przyjdź już przyjdź dobry Jezu”, dnia 30 Października roku 1739. Papież Leon XII wpisał go w poczet błogosławionych.

Pożytek duchowny

Dwa razy błogosławiony Anioł, ulęgając pokusie złego ducha, występował z zakonu, aż nareszcie uciekając się do modlitwy a szczególnie do rozmyślania męki Pańskiéj, wytrwał w swojém powołaniu. Używaj i ty tychże środków, gdy widzisz się niestałym w dobrych swoich przedsięwzięciach, a wyjednasz sobie łaskę wytrwałości.

Modlitwa (Kościelna)

Przedziwny w świętych Twoich wszechmogący Boże! któryś serce błogosławionego Anioła do Siebie przyciągnąć raczył, za jego zasługami i wstawieniem się spraw, abyśmy wszystkiém co ziemskie wzgardzając, w miłości wiekuistéj ojczyzny przez ciągłe rozmyślanie rzeczy niebieskich, utwierdzali się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 929–931.

Footnotes:

1

Exe. III. 14.

2

Mat. IV. 4.

Tags: bł Anioł z Acri „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie pokusy św Bernard z Corleone czystość cuda wytrwałość
2020-10-29

Św. Bonawentury z Potencyi, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1711.

(Żywot jego wyjęty jest z Bulli jego beatyfikacyi.)

Święty Bonawentura był synem ubogich a bardzo zacnych mieszczan, w małém miastczku Potenca w królestwie Neapoliiaiskiém żyjących. Tam przyszedł na świat roku Pańskiego 1651. Ojciec jego Lelio Lowanio był krawcem, matka wielkiéj pobożności niewiasta miała imię Katarzyna.

Od najmłodszych lat zauważano w nim szczególne nabożeństwo do Matki Bożéj, przed któréj obrazem kilka razy na dzień widzieć go można było klęczącego ze złożonemi rączkami i po dziecinremu rozmawiającego z przenajświętszą Panną, jakby przed nim stała. Gdy lat młodzieńczych dorósł, ojciec bardzo sobie życzył aby został kapłanem świeckim; lecz Święty powołany przez Pana Boga do wyłączniejszéj jeszcze Jemu służby, wstąpił do zakonu Braci Mniejszych Konwentuałów, u nas Bernardynami zwanych. Po wykonaniu ślubów uroczystych, przełożeni widząc że go Pan Bóg obdarzył szczególnemi darami modlitwy, i tą drogą raczył go prowadzić coraz wyżéj, gdy słuchał wykładu filozofii i miał się ćwiczyć w rozprawach teologicznych, przerwali jego zawód naukowy, aby wyłączniéj oddał się saméj bogomyślności. W tym celu przeznaczono go do klasztoru w Amalfi, aby tam pozostawał pod kierunkiem biegłego i świątobiwego przewodnika duchownego.

Pod takim téż mistrzem ćwiczony, w krótkim czasie we wszystkich cnotach zakonnych wielki uczynił postęp, starając się przedewszystkiém, aby przez najdoskonalsze wyrzeczenie się siebie samego, jak najpodobniejszym stawać się Chrystusowi Panu. Cnotą téż pokory i posłuszeństwa odznaczał się najszczególniéj, i to często Pan Bóg wynagradzał mu cudami. Razu pewnego gdy szukał klucza od zakrystyi, przełożony powiedział mu że wleciał w studnię i przydał żartując: „Zrób wędkę i złów go.” Bonawentura uwiązał na kiju sznurek i haczykiem, zapuścił go w studnię bardzo głęboką i klucz wyciągnął. Inną razą wśród lata niósł wielki kawał lodu dla jednego z braci chorych; przełożony dla wyprobowania jego posłuszeństwa, kazał mu tę bryłę włożyć w szafę zakrystyjną, co on bez wahania się uczynił. Przełożonego jakiś ważny interes w téjże chwili zajął, tak że zapomniał o tém rozkazie, którego wykonania nie chciał dopuścić. W kilka godzin potém udał się co prędzéj do zakrystyi, pewny będąc iż wszystkie aparata kościelne uszkodzone zostały od lodu rozpuszczonego; lecz znalazł całą bryłę zamarzniętą, chociaż był wtedy nadzwyczajny upał.

Bonawentura wyświęcony na kapłana oddał się całkiem pracy około zbawienia dusz wiernych. W kazywaniu, nauczaniu dziatek, słuchaniu spowiedzi, a szczególnie w przygotowywaniu ma śmierć chorych, chociaż zawsze wątłego zdrowia, okazywał się niezmordowanym. Na ubogich był, o ile tylko mógł jako sam ubogi zakonnik, miłosiernym. Nietylko oddawał im zwykle swoję porcyą zakonną, poprzestając na kawałku chleba, lecz jeszcze wyżebrywał dla nich hojne u osób świeckich jałmużny, a Pan Bóg często jego w téj mierze starania ułatwiał mu cudownie, rozmnażając pożywienie jakie dla biednych dostawał. Tyle zajęciami obarczony, wylany cały na usługi bliźnich tak w doczesnych jak w duchownych ich potrzebach, w bogomyślności nie ustawał, mając zwyczaj noce całe przepędzać na modlitwie, jużto przed przenajświętszym Sakramentem, już przed ołtarzem Matki Bożéj. Przytém w ulubionéj swojéj cnocie posłuszeństwa ćwiczył się z najzupełniejszém zaparciem. Zdarzyło się że gdy razu pewnego o świcie pracował w ogrodzie obok przełożonego po którego przyszli z ważnym interesem, ten powiedział mu: „Nie odchodź ztąd: ja wnet powrócę.” Tymczasem byłato sprawa tak ważna, że go zatrzymała za klasztorem do wieczora. Zaniepokoił się niewidząc Bonawentury na wieczerzy, tém bardziéj że mu powiedziano iż i na obiedzie nie był. Poszli go więc szukać, i znaleźli w ogrodzie przy robocie, czekającego na Gwardyana. Inną znowu razą, przełożony wychodząc z kaplicy, w któréj był razem z nim, rzekł do niego: „Poczekaj tu na mnie, pójdę tylko na chwilkę do miasta, dowiedzieć się, czy nie ma odjeżdżającego powozu do Neapolu.” Znalazłszy takowy, a że sprawę miał pilną, wsiadł i odjechał. We trzy dni wróciwszy, niewidząc Bonawentury pyta braci o niego. „Sądziliśmy że odjechał z Wami” odrzekli mu oni, „bo od trzech dni go nie widać.” Tymczasem pokazało się, że on w kaplicy całe te trzy dni i trzy noce spędził, niejedząc i niepijąc, a przez czas ten Pan Bóg takiemi go zalewał pociechami, że mu się te trzy doby jak trzy godziny zdawały.

Posłany z kazaniami na wyspę Ischią, znaczną tam liczbę dusz pozyskał Bogu. Z wielkim zbrodniarzem trzymanym w więzieniu, który spowiadać się nie chciał, zamknął się na cały tydzień i w końcu przywiódł go do tego że z najżywszą skruchą pojednał się z Panem Bogiem. Podczas panującego morowego powietrza w okolicach Neapolu, posłany tam dla obsługi duchownéj dotkniętych zarazą, poświęcił się temu z największą miłością, i wielu uzdrowił namaszczeniem oliwy z lampy palącéj się przed ołtarzem świętego Antoniego, któremu jedynie ta cuda przypisywał. Lecz trudy poniesione podówczas przyprawiły i jego samego o śmiertelną chorobę. Dostał wyrzutu na nodze, który w skutek zaniedbania w zgorzeliznę przeszedł. Odbył nadzwyczaj bolesną i długą operacyą, podczas któréj gdy ból stawał się coraz cięższym najcierpliwiéj go znosił, powtarzając tylko przenajświętsze Imie Maryi.

Wysłany na założenie klasztoru w mieście Ruvello, wielce się tém ucieszył, gdyż od lat już wielu przepowiedział mu był świątobliwy zakonnik pod którego przewodnictwem duchonym zostawał w początkach swojego zakonnego zawodu, że w tém mieście życie zakończy. Chociaż już podówczas był w podeszłym wieku i zupełnie upadły na zdrowiu, nietylko w samym Ruvello kazywał nieustanie, lecz i okolice obiegając, wszędzie głosił słowo Boże, słuchał spowiedzi, usposabiał chorych do śmierci, i najzatwardzialszych grzeszników nawracał; a wszędzie według swojego zwyczaju, wspierając ubogich z wyżebranéj dla nich jałmużny. Chorych po mieszkaniach odwiedzał i ostatnie oddawał im usługi. Zdarzyło się że idąc do miasteczka Atranii, spotkał żebraka tak zeszpeconego trądem, że się od niego mimowoli odwrócił. W téjże chwili, przypomniał sobie jak święty jego zakonodawca Franciszek Seraficki, w takich razach przezwyciężał się i toż samo uczynił. Nietylko uściskał serdecznie trędowatego, lecz językiem lizał mu rany, i chory ten od téj chwili z najstraszniejszego trądu zupełnie wyleczonym został.

Posiadał także dar proroctwa w wysokim stopniu. Razu pewnego był w kościele z jedną ze swoich penitentek tercyarką siostrą Maryanną Angelą, gdy nadszedł mały chłopaczek dziewięcioletni. „Czy znasz go?” zapytał téj siostry. „Nie znam” odrzekła. „Przypatrz się mu więc dobrze, powiedział, bo kiedyś, jak będziesz w wielkiéj nędzy, on stanie ci się opiekunem i ojcem.” W wiele lat potém kobieta ta przyszła do ostatecznego niedostatku, a opuszczona od wszystkich i ciężiemi złożona chorobami, przez ośm lat nie miała innego opiekuna i wspomożyciela jak tegoż chłopaczka, który został był księdzem, a na uczynki miłosierne bardzo wylany, dowiedziawszy się wypadkiem o jéj nędzy, wziął ją w swoję pieczę. Odgadywał także tajniki serc ludzkich. Pewien młodzieniec bardzo światowy, miał przyjść wyspowiadać się przed nim. Lecz wstydząc się wyznać mu namiętnego przywiązania do dziewicy z którą miał zawrzeć związek małżeński, poszedł do innego kapłana. Bonawentura spotkał go wkrótce potém, i rzekł do niego: „mój drogi, twoje przywiązanie do téj dziewicy jest istną pokusą, ani z nią ani z żadną inną się nie ożenisz, bo cię Pan Bóg przeznaczył do kapłaństwa.” Uśmiechnął się młodzieniec, bo o tém nigdy nie myślał a o ożenieniu swojém wkrótce nastąpić mającém, nie mógł wątpić. Jednak tak się stało, że z najniespodziewańszego wypadku związek ten nie przyszedł do skutku, a młodzieniec prosił matki aby mu dozwoliła wstąpić do stanu duchownego. Ta zasięgnęła w téj mierze rady błogosławionego Bonawentury. „Nie czas jeszcze na to, powiedział jéj, gdyż zobaczysz że teraz jeszcze on tego zamiaru odstąpi. Poczekaj trochę, przyjdzie chwila kiedy szczerze zapragnie być księdzem, a nastąpi to wtedy gdy Kapituła katedralna będzie go potrzebowała.” Jakoż, młodzieniec jeszcze raz probował ożenić się lecz to nie nastąpiło, i dopiéro w trzy lata po śmierci błogosławionego Bonawentury, powodowany prawdziwém powołaniem, wstąpił do stanu duchownego. W krótkim czasie został kanonikiem, a następnie. Archidyakonem téj dyecezyi i Prałatem wielkiéj świątobliwości.

Tymczasem nadchodził czas w którym Pan Bóg miał już powołać naszego Świętego do chwały Swojéj. Na sześć miesięcy przed zgonem, zdrowia zwykłego zażywając, zapowiedział braciom że przy końcu Października rozstanie się z nimi, a na kilka dni przed śmiercią, znajdując się u Biskupa którego był spowiednikiem, oświadczył mu że potrzeba aby sobie innego obrał, i prosił go o błogosławieństwo na śmierć. W parę dni potém opadł z sił zupełnie, i po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, zaczął śpiewać różne hymny ma część Pana Jezusa i Matki Bożéj. Czynił to prawie bez przerwy przez całą dobę a głosem tak śpiewnym i miłym, jakby już niebieskim. Na godzinę przed śmiercią, umilkł, odmówił trzy razy Zdrowaś Marya najwyraźniéj, i bez konania oddał Bogu ducha dnia 26 Października roku Pańskiego 1711. Zasłynął i po śmierci licznemi cudami, w skutek czego przez Papieża Piusa VI błogosławionym ogłoszony został.

Pożytek duchowny

Otóż i w życiu błogosławionego Bonawentury, które dopiéro co czytałeś, masz przykłady do jakiego stopnia Święci Pańscy posuwali swoje posłuszeństwo względem przełożonych, w których widzieli zastępców Boga samego. Porównaj takie przykłady uległości starszym, a twoją niesfornością nietylko względem ludzi którzy mają nad tobą zwierzchność ale i względem samego Boga, którego podobno nie słuchasz, gwałcąc Jego przykazania.

Modlitwa

Boże któryś w błogosławionym Bonawenturze wyznawcy Twoim, wysoki wzór posłuszeństwa nam zostawił; spraw prosimy, abyśmy za jego przykładem wyrzekając się własnéj woli, przykazaniom Twoim zawsze uległemi byli. Przez Pana naszego i. t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 926–928.

Tags: św Bonawentura z Potenzy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna posłuszeństwo zaraza
2020-10-28

Św. Szymona i Judy, Apostołów

Żyli około roku Pańskiego 60.

(Życie ich wyjęte jest z dziejów Kościoła przez Tylemonceusza.)

Święty Szymon i Juda byli synami Maryi Kleofy, siostry cioteczéj przenajświętszéj Mayi Panny, a braćmi świętego Jakóba młodszego. Święty Szymon był tym nowożeńcem, przy którego godach weselnych w Kanie Galilejskiéj, Pan Jezus pierwszy Swój cud uczynił. Lubo wtedy zawarł śluby małżeńskie, słysząc atoli jakie Pam Jezus oddawał pochwały dziewictwo i jakie za nie obiecywał nagrody, wraz z małżonką poślubił na zawsze tę cnotę, i ztąd dostąpił téj wielkiéj chwały, że pierwszy po przenajświętszéj Maryi Pannie i świętym Józefe, w stanie małżeńskim dochował czystości. Nazwany jest w Ewangelii Kananejczykiem, nie żeby należał do tego pokolenia przeklętego od Pana Boga i wyniszczonego gdy Izraelici zajęli Ziemię świętą, lecz dla tego że pochodził z miasteczka Kany Galilejskiéj. Z tego téż powodu święty Łukasz zowie go Szymon Zelotes, co po grecku znaczy gorliwość, a toż samo wyraża po hebrajsku wyraz Kana, gdy oprócz tego przydomek ten należał mu się i za to że w pracach apostolskich, nadzwyczajną odznaczał się gorliwością. Wreszcie i dla tego mu go przydają święci Ewangeliści, żeby go odróżnić od świętego Piotra książęcia Apostołów, który takie miał imię Szymon.

Co do świętego Judy, on sam na początku listu swego kanonicznego, należącego do ksiąg nowego Testamentu, nazywa się bratem świętego Jakóba: a że znowu tego świętego Apostoła święty Paweł nazywa bratem Pana Jezusa, to jest blizkim krewnym, więc i święty Juda miał szczęście być powinowatym Chrystusa Pana. Nazwanym on jest przez świętego Mateusza i świętego Marka także Tadeuszem, dla rozróżnienia go znowu od Judasza Iskaryoty, nieszczęśliwego zdrajcy.

O świętym Szymonie dwa razy tylko Ewangelie święte wspominają, a to w tém miejscu gdzie jest powiedziano że Pan Jezus powołał go do grona Apostołów. Co do świętego Judy, jest w Piśmie Bożém wzmianka o jego rozmowie ze Zbawicielem. Gdy Zbawiciel postanowił tajemnicę przenajświętszego Sakramentu, i wtedy miał ono przecudne kazanie do Apostołów, które jest wypisane w XIV rozdziale Ewangelii świętego Jana, święty Juda nie rozumiejąc dobrze co Chrystus Pan chciał wyrazić przez te słowa: „Świat mnie już nie widzi, lecz wy mnie widzicie bo ja żyję i wy żyć będziecie” 1, „Panie rzekł wtedy do niego, dla czego dasz się poznać nam, a nie światu całemu, czyż panowanie Twoje nie będzie się rozciągało po całéj ziemi? czyż nie wszystkie narody będą miały szczęście cześć Ci oddać? Czy poznanie Ciebie ograniczysz do małéj liczby Twoich sług wiernych i uczniów, gdyś przyszedł cały świst zbawić?” Wtedy Pan Jezus raczył mu wyjaśnić, dla czego nie objawiał się światu w ten sposób w jaki przyrzekł Apostołom że się im objawi, a to z powodu iż go świat nie miłował, czego dowodem było że przykazań Jego nie zachowywał.

Więcéj nadto ani o świętym Szymonie ani o świętym Judzie nie znajdujemy wzmianki w Ewangeliach. Po zesłaniu Ducha Świętego, kiedy Apostołowie dla ogłaszania Słowa Bożego rozeszli się po świecie, święty Szymon udał się do Egiptu. Tam zaszczepiwszy wiarę świętą, puścił się w dalsze kraje Afryki, i tę część świata tak użyznił swemi apostolskiemi pracami, że wkrótce mieszkający tam wierni stali się wielką ozdobą Kościoła. Utrzymują nawet niektórzy, że był on i w Anglii, tak dalece gorliwość tego świętego ewangelicznego pracownika, najodleglejsze od siebie ogarniała krainy!

Święty zaś Juda przez ten czas głosił Ewangelią w Mezopotamii, gdzie wielką liczbę pogan nawrócił, a następnie zaniósł światło wiary świętéj ido Libii. Podczas to tych wycieczek święty ten Apostoł niepoprzestając na pracowaniu tak skutecznie około nawrócenia pogan, chcąc niejako do wszystkich wiernych odezwać się, napisał swój List kanoniczny, który jest ostatnim z listów apostolskich w Piśmie Bożém zawartych, a który nie był wystosowany do żadnego kościoła w szczególności, lecz do wszystkich chrześcijan. W tém piśmie, a jako należącém do ksiąg nowego Testamentu w szczególny sposób natchnionym przez Ducha Świętego, błogosławiony Juda powstaje głównie przeciwko odszczepieńcom ówczesnym, tak nazwanym Gnostykom, których opłakując błędy, żywy ich obraz przedstawia, a poleca wiernym, ażeby modlitwami i dobrym przykładem, w pokorze i miłości starli się wyrwać tych nieszczęsnych kacerzy ze zguby która ich duszom groziła.

Po blizko trzydziestoletnich pracach przez każdego z nich osobno podjętych, jak to wyżéj wspomnieliśmy, święci Szymon i Juda połączywszy się, odebrali natchnienie od Ducha Świętego udania się do Persyi. Zaledwie do téj krainy weszli, napotkali obóz licznego wojska, pod dowództwem Baradacha, wysłanego przez króla Perskiego przeciwko Indyanom, którym król ten wypowiedział wojnę. Byłto właśnie dzień, w którym przez swoich kapłanów i czarnoksiężników poganie mieli badać bożków o los wojny: tymczasem bałwany żadnéj odpowiedzi dać nie chciały. Zdziwiło to i przeraziło całe wojsko. Udano się więc do sławnego bożyszcza, o kilka mil ztamtąd odległego, które oświadczyło że przyjście dwóch cudzoziemeów: Szymona i Judy Apostołów Jezusa Chrystusa, zamknęło usta wszystkim bożkom, gdyż ludzie ci taką moc posiadają, że żaden z ich duchów ostać się przed nimi nie może. Dowódca Baradach kazał Świętych do siebie przywołać, i oświadczył im jakie są przeciw nim zarzuty. Na to Święci odpowiadając, przedstawili mu niedorzeczność wiary w bożyszcza pogańskie, i domagali się aby na próbę kazał kapłanom swoim badać bożków którym oni pozwolą dać odpowiedź tyczącą się losu wojny, a następnie i oni swoje zdanie o tém powiedzą: a ztąd przekona się on po jakiéj stronie znajdzie się prawda. Baradach odebrał odpowiedź od czarnoksiężników, że wojna będzie długą, niebezpieczną i krwawą, i przerażony tém zawołał świętych Apostołów pytając co oni o tém mówią. „Będziesz tedy miał dowód dostojny panie, odrzekli mu oni, szalbierstwa pogańskich wyroczni. Przepowiednia ta jest najfałszywszą, gdyż jutro o téj saméj godzinie o któréj dziś z tobą mówimy, przybędą do ciebie posłowie Indyjscy z prośbą o pokój, i oddadzą się na twoję łaskę i niełaskę. Dowódca kazał wziąść pod straż tak świętych Apostołów jak i swoich kapłanów, zapowiadając że srogo ukarze tych których przepowiednia okaże się fałszywą.

Nazajutrz, w tejże godzinie którą oznaczyli Święci, przybyli posłowie od Indyan, prosząc o zawarcie pokoju pod jakiemibądź warunkami. Baradach rozgniewany na swoich kapłanów, chciał ich śmiercią ukarać, lecz święci Apostołowie uprosili im życie mówiąc: „Myśmy tu przybyli nie po to aby komukolwiek być powodem śmierci, lecz aby wszystkich powołać do życia.” Chciał tedy dowódca wynagrodzić sług Bożych hojnemi darami, lecz żadnych nie przyjęli.

Znajdowali się wtenczas w Persyi dwaj czarnoksiężnicy: Zaroes i Arfaksad, którzy uszli z Indyi, gdzie święty Mateusz ogłaszając Ewangelią wykrył był ich oszustwo. Zaczęli oni prześladować najzawzięciéj świętych Apostołów, a gdy ci zawezwani przez króla, przybyli do Babilonu, sztuką swoją czarnoksięzką nasłali na nich wężów aby ich odstraszyć. Lecz Święci kazali tym płazom rzucić się na czarnoksiężników, którzy zmuszeni w oczach całego ludu uciekać, z wielkim wstydem opuścili miasto.

A także inne zdarzenie, jeszcze cudowniejsze, podniosło naszych Świętych w oczach wszystkich pogan. Pewna dziewica z bardzo znakomitego rodu, dopuściwszy się grzechu, porodziła dziecię, a jako uwodziciela swojego i ojca dziecięcia, oskarżyła Eufrozyma, dyakona świętych Apostołów, w skutek czego sprawa wytoczoną została przed samego króla. Święci Szymon i Juda, prosili aby przyniesiono dziecię. Co gdy uczyniono, w imię Jezusa Chrystusa rozkazali niemowlęciu tylko co narodzonemu, aby powiedziało czy ich Dyakon jest w istocie jego ojcem. Dziecię głośno i wyraźnie odrzekło: że Eufrozyn nie jest jego ojcem, gdyż jestto młodzieniec nieposzlakowanéj czystości. Król domagał się od Apostołów, aby nakazali dziecięciu powiedzieć kto tedy uwiódł jego matkę. Lecz oni odpowiedzieli mu na to: „do nas należy bronić niewinnych, nie zaś wykrywać zasługujących na karę.” Cud ten największe w całém mieście zrobił wrażenie: król z rodziną swoją i dworem Chrzest święty przyjął, i wiara chrześcijańska w tym królestwie zaszczepioną została. Święci Apostołowie utrwaliwszy ją w mieście Babilonie, a kazaniami swojemi dostatecznie lud cały oświeciwszy w tajemnicach religii świętéj, udali się w tymże celu do innych części kraju. Za przykładem króla i stolicy szły i inne miasta i prowincye, a Szymon i Juda głosząc Słowo Boże i czyniąc cuda, prawie wszystkich tam będących pogan ponawracali.

Lecz gdy przybyli do pewnego znacznego miasta, nazwiskiem Sunamur, znaleźli w niém i ludność bardzo sobie przeciwną, i wielką liczbę kapłanów pogańskich z innych miejsc tam zgromadzonych, a między nimi i owych dwóch czarnoksiężników Zaroesa i Arfaksada, którzy zmuszeni byli uchodzić przed nimi z Babilonii. Byli téż to ich najzawziętsi wrogowie, i mieszkańców tego miasta złożonych z najnieprzychylniejszych dla chrześcijan pogan, do tego stopnia przeciwko świętym Apostołom pobudzili, że ich uwięziono z zamiarem aby nazajutrz zmusić do oddania czci bożkom.

Jakoż dnia następnego, Szymona zaprowadzono do świątyni słońca, a Judę do świątyni księżyca, i domagano się aby tym bałwanom pokłon oddali. Gdy Święci uklęki i zaczęli się modlić, bożyszcza spadły na ziemię i zgruchotały się, a szatani w postaci małych murzynków, wylatywały z nich z krzykiem i rykiem strasznym. Widząc to kapłani pogańscy, wpadli w największą wściekłość, wywlekli Świętych za świątynię i obu zamordowali. Podanie niesie że święty Szymon był przepiłowany na wpół piłą, a Święty Judą miał głowę toporem ściętą.

Ponieśli śmierć męczeńską 28 Października około roku Pańskiego 60. W chwili gdy ducha Bogu oddawali, chociaż dzień był bardzo pogodny, wszczęła się nagle straszna burza z piorunami, które uderzywszy w świątynię, pozabijały wielu pogan, a Zaroesa i Arfaksada na popiół spaliły.

Pożytek duchowny

Święty Juda w moim Liście Kanonicznym, ostrzega wiernych o kacerzach który za jego czatów odwodzili lud od wiary w Jezusa Chrystusa, jako Boga i Pana naszego. Ilużto niestety! za dni naszych jest podobnych nieprzyjaciół Syna Bożego. Według, więc nauki tego świętego Apostoła, najprzód strzeż się takich aby cię w swoje błędy nie wwikłali, a następnie módl się o ich nawrócenie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś nas przez błogosławionych Apostołów Twoich Szymona i Judę, do wyznania Imienia Twojego przywieść raczył; daj nam w cnotach chrześcijańskich postęp czyniąc, godną cześć im oddawać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 923–925.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 857–858

Nie ma zbawienia poza Kościołem. Kto zna niesłychane cierpienia i mozolne starania, jakie podejmowali apostołowie dla rozkrzewienia chrześcijaństwa, kto widzi kraje i narody całe, nieznające Kościoła katolickiego, albo niechcące o nim wiedzieć, zapyta, czy to prawda, że nie ma zbawienia poza Kościołem. Objawienie i rozum ludzki dają na to odpowiedź potwierdzającą.

  1. Objawienie Boskie mówi: „Nie ma zbawienia, jak tylko w Kościele”. Pan Jezus rzekł do apostołów: „Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, comkolwiek wam przykazał” (Mat. 28, 19—20). „Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony“ (Mar. 16, 16). To samo głoszą Ojcowie Kościoła, jak np. święty Cyprian: „Jak nikt ocaleć nie mógł, kto był poza arką, tak nikt nie ocaleje, kto stoi poza Kościołem”. Święty Chryzostom pisze: „Wiemy, że tylko w Kościele jest zbawienie, i że poza katolickim Kościołem nikt nie będzie miał udziału w Chrystusie, ani nie będzie pewny zbawienia”. Święty Augustyn uczy: „Kto jest odłączony od Kościoła katolickiego, choćby żył chwalebnie, już z tego jednego powodu, że się odłączył od jedności z Chrystusem, nie będzie miał żywota, lecz gniew Boga na nim ciążyć będzie”.
  2. Rozum ludzki powiada to samo. Każdy rozsądny człowiek powie: „Jeśli sam siebie nie stworzyłem, jeśli sam się nie uposażyłem zdolnościami, w takim razie Bóg, jako mój Stwórca i wszechwładny Pan, rozporządza mną i ma obowiązek i prawo powiedzenia mi jasno i wyraźnie, co winienem czynić”. Historia, cuda, proroctwa, treść Ewangelii pouczają nas, że Pan Jezus jest prawdziwym Synem Bożym, Panem i władcą całego świata i wszystkich ludzi, że On założył Kościół, aby w Kościele szukali i osiągnęli zbawienie. Kto sądzi, że poza Kościołem Chrystusowym, w innej religii może osiągnąć cel swego przeznaczenia i dostąpić zbawienia, ten twierdzi tym samym, że Bogu nie przysługuje prawo przepisywania nam, jak mamy do tego zbawienia dążyć; ten twierdzi, że ani wcielenie się Boga w postać człowieczą, ani śmierć Jego na krzyżu nie była potrzebna i konieczna do zbawienia ludzkości, ten mówi, że jest niezależny od Boga, że może być zbawiony bez Boga i Chrystusa. Nie wynika z tego bynajmniej, abyśmy samych innowierców potępiali; potępić należy tylko błąd, a sąd o osobach błądzących należy zostawić Bogu. Sam rozum przeto dyktuje, że albo Kościół Chrystusów daje jedyną rękojmię zbawienia, a poza Kościołem nie ma zbawienia, albo trzeba się wyrzec Kościoła i oddać się pod opiekę szatana. Samowiedza mówi nam, że mamy wolny wybór, ale sumienie przestrzega nas, że za ten wybór odpowiemy przed Bogiem. Wybierajmy więc dobrze i szanujmy świętą instytucję Kościoła rzymsko-apostolskiego.

Footnotes:

1

Jan. XIV. 19.

Tags: św Szymon św Juda „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik wesele w Kanie Galilejskiej małżeństwo czystość gorliwość Kościół
2020-10-27

Św. Iwona, z Trzeciego Zakonu św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1303.

(Żywot ta wyjęty jest z Bulli jego kanonizacyi.)

Święty Iwo francuz, urodził się w małéj wiosce Martini w prowincyi Bretańskiéj (Bretagne) położonéj, roku Pańskiego 1258. Ojciec jego nazywał się Helory, matka miała imię Azora, oboje ze szlacheckiego rodu i wzorowi chrześcijanie. Dziecinne lata spędził pod okiem bogobojnych rodziców, którzy gdy podrósł oddali go do szkół, i zwierzyli dozór jego bardzo zacnemu nauczycielowi. Ten niewiele miał około niego pracy, gdyż znalazł w nim i zdolności niepospolite, i wielką w naukach pilność, ale szczególnie gruntowną pobożność, którą młody ten chłopaczek odznaczał się w gronie swoich rówienników. Gdy miał lat czternaście, a w naukach znakomity uczynił postęp i wielkie w nich okazywał zamiłowanie, rodzice chociaż pragnęli już się z nim nie rozstawać, bo największą był dla nich pociechą, na jego jednak usilne prośby, wysłali go do Paryża dla słuchania tam wyższych wykładów w akademii.

Młody Iwo, jakkolwiek sam życzył sobie tego, znał jednak niebezpieczeństwa dla duszy, jakie spotykają zwykle młodzieńca, dla pobierania wyższych nauk do wielkiego miasta udającego się, i wchodzącego w grono niedorosłych ludzi łatwy dających przystęp przewrotnym zasadom wszelkiego rodzaju. Polecił się téż w szczególny sposób opiece Matki Bożéj, do któréj miał zawsze serdeczne nabożeństwo, zawiązał bliższe stosunki tylko z młodymi towarzyszami podobnież jak on pobożnymi, a obrawszy sobie światłego i świątobliwego spowiednika, często przystępował do Sakramentów świętych. Co mu zaś zbywało czasu od nauk, ten poświęcał na modlitwę. To wszystko utrzymało go stale na drodze pobożności, do któréj wdrożonym był od lat dziecinnych, i nietylko nie przeszkodziło mu w jego pracach naukowych, ale owszem, tak się w nich świetnie odznaczył, że uzyskawszy wyższe stopnie akadamickie w uniwersytecie Paryzkim, udał się do uniwersytetu w Orleanie, dla słuchania Teologii i prawa kanonicznego, gdyż wtedy już powziął był zamiar wstąpienia do stanu duchownego.

Od téj pory, zaczął zadawać sobie różne umartwienia ciała: przestał używać wina i wszelkiego trunku, jadał tylko najprostsze potrawy, i ostrą włosiennicę nosił na ciele. Wszystkie posty przez Kościoł nakazane zachowywał susząc o chlebie i wodzie, i wiele dobrowolnych przydawał, w których jadał tylko trochę jarzyny surowéj. Sypiał zwykle trzy godziny tylko na gołéj ziemi, pod głowę biorąc księgę Pisma Bożego, a gdy się już bardzo czuł strudzonym, podściełał sobie trochę wiórów albo liści suchych. Często całe noce spędzał w piwnicy na modlitwie. Umartwienia téż takowe, wyjednały mu łaskę nieskazitelnéj czystości, którą od dzieciństwa przez całe życie dochował, a przytém i inne dary szczególne, któremi go Pan Bóg na modlitwie obdarzał. Podczas niéj obcował z Aniołami, którzy mu się objawiali w postaci widzialnéj, rozmawiali z nim, pokrzepiali go w jego pracach i trudach, i wielką napełniali pociechą.

Skoro został kapłanem, a już przedtém znany powszechnie ze swojéj wysokiéj świątobliwości, życia bardzo pokutnego, wielkiego dla biednych miłosierdzia i znakomitéj nauki, Archidyakon Renińskiéj dyecezyi, powołał go na urząd Oficyała, którego głównym obowiązkiem, było załatwianie spraw sądowych w téj dyecezyi. Oddał się temu święty Iwo całém sercem, a powodowany wielką dla biednych miłością, stał się najtroskliwszym opiekunem wdów, sierot i ubogich, których nietylko załatwiał sprawy jak najprędzéj i według najściślejszéj sprawiedliwości, lecz sam podejmował się ich obrony bezpłatnie, owszem z własnéj kieszeni potrzebne na to koszta zaspokajał. Czynił to nawet dla ubogich i przed sądami świeckiemi, chodził około ich sprawy najpilniéj, odwiedzał ich i pocieszał jeśli trzymani byli w areszcie, lub ukarani więzieniem. Słowem słusznie zwano go powszechnie Obrońcą wszystkich ubogich i we wszystkich ich prawach.

Jak tylko miała się wytoczyć jaka sprawa przed jego Trybunał jako najwyższego Sędziego Dyecezyalnego, dokładał wszelkiego starania, aby strony występujące przeciw sobie, pojednać przed rozpoczęciem sprawy. Udawało się to ma najczęściej, gdyż wysoka jego świątobliwość powszechnie znana, nadzwyczajną dawała mu powagę. Zdarzało się, że osoby najzawzięciéj przeciw sobie mające wystąpić, gdy pomimo jego prośb i starań pogodzić się nie chciały, w końcu jednały się, w skutek Mszy świętéj, którą na tę intencyą odprawiał. Gdy zaś wypadało mu wydać jaki wyrok chociażby najłagodniejszy, rzewnemi łzami się wtedy zalewał, mówiąc iż mu to żywo stawi na pamięci sąd ostateczny, na którym przyjdzie mu wysłuchać wyroku jaki Pan Bóg na niego wyda.

Tak święty sposób sprawowania ważnego urzędu którym był obarczony sprawił, że wszyscy Biskupi okoliczni, pragnęli mieć go przy sobie, jeden przed drugim ubiegali się o to. Tregirejski (Trégire) przyciągnął go do swojéj dyecezyi, i w téj zajaśniał Iwo wysokiemi cnotami, na tymże samym urzędzie Oficyała Biskupiego. O ile ubodzy go kochali jak ojca, a wszyscy prawi i poczciwi ludzie w wielkiéj czci mieli, o tyle i źli nawet okazywali się jego powadze uleglejszymi niż komu innemu. Zdarzyło się, że urzędnicy królewscy, dopuszczając się wielkiego bezprawia, zagrabili już byli rzeczy do Biskupa należące, i zabierali się toż samo zrobić i ze sprzętami kościelnemi. Nikt się ich przemocy opierać nie śmiał, ani sam Biskup już pokrzywdzony. Święty Iwo udał się do kościoła gdzie ciż łupieżcy przybyli, i sam jeden stawiąc im czoło, odwiódł od tego Świętokradztwa, i skłonił nawet do oddania Biskupowi tego co mu niesłusznie wydarli.

Święty Iwo sprawując urząd Oficysła, był razem i proboszczem parafii Lohaneckiéj (Lohanec). Widząc iż częste wydalenie się z plebani, nie dozwala mu osobiście zatrudniać się powierzonemi mu duszami, uwolnił się od urzędu Oficyała, i już stale pomiędzy swojemi owieczkami zamieszkał. Wielki wielbiciel świętego Franciszka Serafickiego, niemogąc dla słusznych powodów opuścić świata, na którym tyle dobrego robił a sobie tak wielkie skarbił przed Bogiem zasługi, wstąpił do Trzeciego Zakonu przez Patryarchę Asyskiego założonego, to jest został Tercyarzem Reguły świętego Franciszka Serafickiego.

Odtąd téż podwoił umartwień ciała, jeszcze uboższe jak dotąd prowadził życie, i na miłosierne uczynki obracał wszystkie swoje dochody, a nawet i od innych na też cele wielkie wypraszał jałmużny. Przywdział ubogą szarą satanę z kapturem; posty tak ścisłe zachowywał że zdarzało się iż cały tydzień żadnego zgoła nie brał posiłku, a wtedy nietylko żadnych ze swoich obowiązków nie opuszczał, lecz widziano go jeszcze czynniejszym, a tak świeżo wyglądającym po kilku dniach nie jedzenia, jakby przez ten czas na najposilniejszych pokarmach się odżywiał. Wstawał o północy, na odmówienie pacierzy kapłańskich, zwanych Jutrznią. Odprawiał Mszę świętą codziennie, i podczas podniesienia widywano spuszczającą się na niego kulę ognistą. Na kazania jego zbierało się tak wiele ludzi, że za każdą razą trzeba było urządzać mu kazalnicę za kościołem, aby nagromadzone tłumy ludu słuchać go mogły. Razu pewnego idąc z kazania do sąsiedniej wioski, nadszedł nad rzekę niespodzianie wezbraną, na któréj most był zerwany. Przeżegnał ją, i wody się przed nim rozstąpiły, a gdy suchą nogą przeszedł na brzeg drugi, na powrót koryto zajęły. Gdy już nie miał pieniędzy, suknie swoje oddawał ubogim. Zdarzyło się że spotkawszy zimą starca na pół nagiego, oddał mu swoję sutanę z kapturem; skoro od niego odszedł, ubogi zniknął, a suknia sama cudownie napowrót go przyodziała. W czasie panującego morowego powietrza z plebanii swojéj zrobił szpital a późniéj założył osobny, i ten swoim staraniem ciągle utrzymywał. Miał zwyczaj codziennie brać do stołu jednego ubogiego. Razu pewnego przyszedł trędowaty, tak obrzydliwemi wrzodami okryty, że sam Iwo doznał na ten widok wstrętu. Aby się przezwyciężyć, posadził go obok siebie i jadł z nim z jednego talerza. W środku obiadu, gość ten stał się jasnym jak słońce, tak że cały pokój zdawał się w ogniu, i powiedziawszy Dominus vobisum: „Pan z wami” znikł: byłto bowiem Anioł, którego mu Pan Bóg zesłał w nagrodę tego rodzaju jego uczynności i miłości dla biednych. Dzikie zwierzęta wszelkiego rodzaju tak mu były posłuszne, że w polu lub w lesie, ptaki siadały mu ma ręku, i na jego zawołanie przylatywały i odlatywały.

W cnotach wszelkich coraz większego nabierając wzrostu, i wielu rozmaitemi obdarzony od Boga darami, miał sobie objawioną godzinę śmierci, i tę na kilka tygodni przed zgonem wyraźnie zapowiedział. Gdy nadeszła, przyjął ostatnie Sakramenta święte z uczuciami najżywszéj wiary i pobożności, i słuchając śpiewów anielskich, zasnął błogo w Panu dnia 19 Maja roku Pańskiego 1303.

Za życia i po śmierci słynącego cudami, Papież Klemens VI w poczet Świętych wpisał. Święto jego dziś się obchodzi, jako w rocznicę przeniesienia ciała jego z Paryża gdzie umarł, do miasta Tregiery.

Pożytek duchowny

Święty Imo który za życia był szczególnym obrońcą i opiekunem spraw wdów, sierot i ubogich, jest dziś królujący w niebie, głównym Patronem tych, którzy z urzędu swojego ten rodzaj obowiązków spełniają. Gdy więc masz jaką sprawę rozpoczynać, uciekaj się do jego pośrednictwa, aby ci dał tak jak to za życia często robił, pojednać się ze stroną tobie przeciwną, bez wszczynania procesu, który rzadko bez obrazy miłości bliźniego prowadzić można.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Iwona, wyznawcę Twojego, miłosiernemi uczynkami, cudami i cnotami, w Kościele Twoim świetnym uczynił; spraw prosimy, abyśmy za jego zasługami i modlitwami, Twoich dobrodziejstw dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 920–922.

Tags: św Iwo z Bretanii „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość sprawiedliwość ubóstwo zaraza miłość nieprzyjaciół
2020-10-26

Św. Ewarysta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 120.

(Żywot jego był napisany przez świętego Ireneneusza.)

Święty Ewaryst urodzony w Grecji, pochodził z Palestyny, gdyż był synem pewnego Żyda rodem z Betleemu, nazwiskiem Juda, a który osiadł w Grecyi i syna wychował w swojém wyznaniu. Przyszedł na świat około 60 roku po Chrystusie Panu. Obdarzony niepospolitemi zdolnościami, mając sobie przydanych znakomitych i biegłych mistrzów, w krótkim czasie wielki w naukach uczynił postęp. Przytém od lat najmłodszych, odznaczał się wielką skromnością obyczajów.

Nie masz dokładnéj wiadomości kiedy i gdzie przyjął on wiarę chrześcijańską, ani z jakich powodów przybył do Rzymu: to tylko wiadomo z pewnością, że gdy w mieście tém został wyświęcony na kapłana, odznaczył się szczególną w służbie Bożéj gorliwością, znakomitą nauką, i wielkiém nad ubogiemi miłosierdziem, tak dalece, że powszechnie poczytywano go za duchownego którego zbawiennemu wpływowi, głównie przypisywać można było wszystkie te zalety, jakiemi ówcześni chrześcijanie Rzymscy, w szczególny sposób się odznaczali. Święty Ignacy Męczennik Biskup Antyocheński, w owych czasach żyjący, oddaje pochwały Rzymianom, za ich szczególną wierność i wytrwałość w wierze świętéj, za czystość obyczajów i za miłość chrześcijańską, któréj stali się wzorem dla wiernych wszystkich innych kościołów. Wspomina z uwielbieniem o panującéj pomiędzy niemi jedności, i podziwia jak powszechny obudzały w nich wstrtręt wszelkie błędne zasady różnych kacerzy, którzy już podówozas zasmucali Kościoł, a w innych miastach wielu zwolenników pozyskiwali.

Owoż pochwały te oddawane chrześcijanom Rzymskim, są właśnie pochwałą świętego Ewarysta, którego jak to wyżéj wspomnieliśmy, było to dziełem, a który lubo wtedy jeszcze tylko jako kapłan, naukami swojemi i przykładem, rozbudzał w sercach wszystkich wiernych w Rzymie się znajdujących ducha żywéj wiary i pobożności. Był téż on w tak szczególnéj i powszechnéj czci i poważaniu, że skoro święty Anaklet Papież, następca świętego Klemensa, otrzymał koronę męczeńską, a Stolica Apostolska zostawała nieobsadzoną przez tak tylko krótki przeciąg czasu jaki był potrzebny do zwołania całego duchowieństwa, skoro tylko się zebrali, wszyscy bez najmniejszéj sprzeczki i zwłoki, jednogłośnie wybrali Papieżem świętego Ewarysta. Ze wszyskich tam zgromadzonych, on tylko jeden wyboru tego nie pochwalał. Głęboka jego pokora, nizkie o sobie rozumienie, wysoki szacunek jakim był przejęty dla cnót i zasług innych członków duchowieństwa, sprawiały iż utrzymywał że to nie Duch Święty tym wyborem pokierował, i błagał i domagał się koniecznie aby nie wkładano na niego godności któréj czuł się nieodpowiednym. Lecz to właśnie wszystkich upewniało że go na nią sam Pan Bóg powołał. Musiał więc poddać się woli Bożéj, głosem całego ludu i wyborem Duchowieństwa objawionéj, i zajął Stolicę Apostolską dwudziestego siódmego Czerwca, około roku Pańskiego 110.

Skoro święty ten Papież ujrzał się u steru łodzi Piotrowéj, zajął się z całą gorliwością zarządem Kościoła powszechnego, a to właśnie w czasach gdzie z jednéj strony prześladowanym on był na zewnątrz przez pogan, a z drugiéj okrutnie szarpany wewnętrznemi niesnaskami wszczętemi przez heretyków. Szymonianie, uczniowie Menandra, Nikolaici, Gnostycy, Kainienanie, uczniowie Saturnina i Bazylida, jako téż i Karpokrata, Walentynianie, Elcezelianie, oto jest długi szereg najrozmaitszych kacerzy, którzy pobudzeni duchem ciemności, dokładali wszelkich starań, używali wszlkiéj przebiegłości, aby wszędzie rozlać jad swoich błędów, zarazić Rzymian, tusząc sobie że jak raz wszczepią w stolicę świata chrześcijańskiego swoję trucieng, prędko przejdzie ona w całe ciało jego, o co im właśnie chodziło. Lecz Chrystus Pan, który przyrzekł że cała potęga piekła nie przemoże nigdy Jego Kościoła, dla zaradzenia mu w téj ciężkiej potrzebie, i postawienia mężnego czoła przeciw tak rozlicznym jego nieprzyjaciołom, umieścił właśnie na Stolicy Apostoskiéj świętego Ewarysta.

Jakoż, wielki ten Papież czuwał tak pilnie nad niwą Pańską jemu zwierzoną, że nieprzyjaciel nie mógł nigdy na niéj zasiać złego ziarna, Chrześcijanie Rzymscy wytrwali w czystości wiary, i chociaż prawie wszyscy wyżéj wymienieni herezyarchowie przybywali do téj stolicy aby ją błędami swemi skazić, niezmordowana gorliwość i pasterska pieczołowitość świętego Ewarysta, tak skutecznie przeciw temu działały, że wszystkie te błędy kacerskie nie znalazły przystępu ani do jednego z Rzymskich chrześcijan.

Lecz starania jego około dobra Kościoła powszechnego, nie ograniczyły się tylko na osłonieniu wiernych, przed błędami przeciwnemi zasadom wiary. Święty Ewaryst zajął się z równąż gorliwością ustaleniem karności kościelnéj, przez wydanie mądrych postanowień, dla powszechnego Kościoła niezbędnych. Podzielił Rzym na tak nazwane wiedy Tytuły, przezmaczając do ich dozoru osobnych kapłanów. Nie byłyto jeszcze podówczas kościoły publiczne, lecz rodzaje kaplic zawarte w domach prywatnych, gdzie chrześcijanie zgromadzali się dla słuchania słowa Bożego, i uczestniczenia w świętych obrzędach. Nazywano zaś je Tytułami, od tytułów różnych Świętych Pańskich, pod których wezwaniem zostawały, a dla rozróżnienia ich od mieszkań świeckich, umieszczano na ich drzwiach krzyże, aby przez to poznawano iż to są miejsca obrane na wspólne odprawianie nabożeństwa. Kapłani przeznaczeni do zarządu tych kaplic, bylito właściwie Proboszczowie Rzymscy, i już wtedy liczono ich około czterdziestu.

Tenże święty Papież nakazał, aby gdy Biskup ma kazanie, dla uczczenia jego godności, siedmiu Dyakonów mu towarzyszyło. On także postanowił, stosownie do podania apostolskiego, aby małżeństwa zawierały się publicznie, i nowożeńcom Kapłan udzielał błogosławieństwa. Pozostały po nim dwie Encykliki czyli listy Papiezkie; jeden do Biskupów Afrykańskich, drugi do wiernych w Egipcie. W tym ostatnim, powstaje on przeciwko niektórym nadużyciom obrażającym skromność obyczajów; w pierwszym stanowi, że Biskup z jednéj do drugiéj Dyecezyi, bez pozwolenia Stolicy Apostolskiéj, przenosić się nie może.

Święty Ewaryst zasiadał na Stolicy Apostoiskiéj za panowania Trajana. Chociaż cesarz ten był jednym z lepszych monarchów pogańskich, i odznaczył się łagodnością i sprawiedliwością w zarządzie swoich ludów, chrześcijanie jednak tego nie doznali. Owszem prześladowania na jakie wystawionym był Kościoł a jego panowania, nie ustępuje w niczém okrutnym mękom jakie zadawano wiernym w prześladowaniach za innych cesarzów pogańskich. Wprawdzie, nie wydał on żadnego nowego wyroku obostrzającego postępowanie z Wyznawcami Chrystusa, lecz pałał nienawiścią ku chrześcijanom, gdyż znał ich tylko z tych baśni i oczernień, jakich się nasłuchał od swoich dworzan i kapłanów pogańskich. Ta zaś jego powszechnie znana nienawiść ku wiernym, aż nadto dostateczną była aby i lud i urzędników przeciw nim pobudzać.

Odkąd religia chrześcijańska powstała na ziemi, niezwłocznie ściągnęła na siebie nienawiść, jaką zwykle wszelka prawda obudza w tych, którzy w błędach i złości swojéj pogrążeni, upatrują korzyść aby się jéj opierać. Szczytność zasad moralności którą ta święta nauka głosiła, tak przeciwna powszechnemu zepsuciu pogan, była jednym z głównych powodów wstrętu, jaki w ludziach wszelkiego stanu i wieku, błędami pogańskiemi zarażonych, rozbudzała boska religia z Nieba przez Zbawiciela przyniesiona. A że moc piekielna, która się była rozwielmożniła na ziemi przed przyjściem Chrystusa Poza, pokonaną zostala przez Niego, więc cała wściekłość zwyciężonego piekła, obróciła się na chrześcijan, jako Jego wyznawców. Już sama świątobliwość ich obyczajów kłuła w oczy pogan, i była ciągłym i głośném potępieniem ich nieprawości; lecz żeby jeszcze skuteczniéj odstręczyć od Ewangelii umysły pogańskie, szatan wzniecał i rozsiewał najokropniejsze i najdziwaczniejsze oszczerstwa przeciw chrześcijanom. Poczytywano ich za czarowników i czarnoksiężników, którzy w wysokim stopniu posiali sztukę oczarowywania drugich. Największe cuda jakie czynili, temu jedynie przypisywano. Upowszechnione było przekonanie, że na ich zgromadzeniach nocnych i tajemnych, odbywano najwszeteczniejsze obrządki, i że udając pozornie świętoszków, są oni w gruncie ludźmi najprzewrotniejszymi, na wszelką zbrodnię gotowymi. Pod wpływem to tak fałszywych: uprzedzeń, każdy poganin poczytywał chrześcijanina za ostatniego zbrodniarza, i ztąd bez żadnych innych zarzutów i dowodów, skoro się tylko który z wyznawców Chrystusowych przyznał do swojéj wiary, skazywano go na najokrutniejsze kary i męki. Z tegoto powstawały owe wzburzenia ludowe w Cyrkach, w Amfiteatrach przy igrzyskach publicznych, gdzie chociaż chrześcijanie najmniejszego nie dawali do tego powodu, z wrzaskami domagał się lud ich śmierci i wyniszczenia ich sekty. Temu téż to rodzajowi manifestacyi ludowych, przypisują głównie, okrutne prześladowanie jakiego doznał Kościół za panowania cesarza Trajana. Euzebiusz, jeden z najpoważniejszych starożytnych historyków, w dziejach przez niego napisanych oznacza rozpoczęcie się tego prześladowania około roku Pańskiego 108, który był jedenastym panowania tego cesarza, i które trwało aż do jego śmierci, zaszłéj w roku po Chrystusie Panu 117, a w dwudziestym jego rządów cesarstwem.

Święty Papież Ewaryst słynący w całym Kościele nietylko jako najwyższy Pasterz, ale i jako wielki Święty, w niezmordowanéj goriiwości swojéj, coraz więcéj pogan pozyskując Chrystusowi Panu, był więcéj niż kto inny wystawiony ma gwałtowną burzę, która wtedy powstała na Kościół. Im świętszym, czynniejszym i gorliwszym był on Pasterzem, tém zażarciéj czyhali na niego ci, którzy trzodę rozproszyć zamierzali. On zaś chociaż już wtedy podeszłego wieku, im na większe niebezpieczeństwo widział wystawionych wiernych, tém więcéj i sam się narażał, by więcéj przynosić im pomocy, i wszędzie gdzie cierpieli chrześcijanie, widzieć go można było obecnym. Odwiedzał ich po więzieniach, ukrzepiał w duchu i utwierdzał w wierze gdy już na męczeństwo udawać się mieli, chwiejącym się dodawał odwagi i grzebał ciała gdy ich poganie pomordowali. W skutek tego, o ile chrześcijanie czcili w nim najwyższego Pasterza, jak najgodniéj wysoki swój urząd, wśród tak wielkich niebezpieczeństw, sprawującego, o tyle zrozumieli to dobrze poganie, że najdotkiiwszy cios zadadzą Kościołowi, gdy na niego samego uderzą. Schwytany więc został i wtrącony do więzienia. Radość jaką z tego powodu objawił, zdziwiła samych pogan, niespodziewających się znaleźć w zgrzybiałym starcu tyle męstwa i odwagi. To skłoniło ich tém bardziéj aby się go co prędzéj pozbyć. Wskazali go więc na śmierć, za jedyny kładąc do tego powód że jest Najwyższym Kapłanem chrześcijan, to jest Papieżem. Nie wiadomo jakim rodzajem śmierci był stracony: to tylko jest pewném, że pozyskał koronę męczeńską 26 Października około roku Pańskiego 120 i w tymże dniu Kościół Boży pamiątkę jego obchodzi.

Pożytek duchowny

Podziwiałeś zapewne, jak rozliczne kacerstwa zasmucały Kościoł, gdy święty Ewaryst wstąpił na Stolicę Apostolską. Czyż nie większą jeszcze ich liczbę, wymienićbyśmy mogli i a czasów naszych? Niech cię to pobudzi do gorącéj modlitwy do Boga, o wytępienie panujących dziś błędów przeciwnych nauce katolickiéj, a ustalenie jedności świętego Kościoła.

Modlitwa (Kościelna)

Na nędzę naszę racz wejrzeć wszechmogący Boże, a że nas ciężar własnych grzechów przygniata, niech nas błogosławionego Ewarysta Męczennika Twojego i Papieża, miłościwe pośrednictwo wesprze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 915–919.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 853

Święty Ewaryst położył niepożyte zasługi jako organizator gminy chrześcijańskiej w pogańskim jeszcze Rzymie. Trudne zaiste było jego zadanie, ustrzec tę z początku nieliczną garstkę wyznawców Chrystusowych od zgorszenia, zepsucia i moralnej zarazy, jaką szerzyli podówczas poganie. Mimo to spełnił je tak świetnie, że święty Ignacy poświadczył, że był prawdziwym wzorem pasterza, dbającego o dobro swej trzody.

Tags: św Ewaryst „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież Rzym herezja
2020-10-25

Św. Kryspina i Kryspinianina, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 303.

(Żywot ich jest napisany przez Suryusza.)

Święci Kryspin i Kryspinian znakomitego rodu Rzymianie, żyli przy końcu trzeciego wieku. Bylito bardzo przykładni i gorliwi katolicy a odznaczali się jako tacy właśnie w czasach najsroższego prześladowania Kościoła, kiedy samo imię chrześcijanina już na wielkie niebezpieczeństwo każdego narażał. Panowali wtenczas cesarze Dyoklecyan i Maksymilian, którzy wydali najokrutniejsze prawa przeciw wyznawcom Chrystusowym, i tak surowo nakazali najściślejsze ich wykonanie, że w przeciągu dwóch tygodni, w samym Rzymie trzydzieści tysięcy Męczenników zdobyło korony niebieskie. Lecz to wcale nie przygaszało w wiernych ducha poświęcenie i gorliwości. Wielu z tych których żelazo pogańskie oszczędziło w Rzymie, pobudzonych od Boga aby i innym ludom zanieść światło Ewangelii, rozeszło się w tym celu w różne strony cesarstwa. Z téj liczby najsławniejsi byli święty Kwintynian Senator Rzymski; święci Lucyan, Rufin, Walery i Eugeni, którzy udawszy się do Francyi ówczesnéj Galii, nawróciwszy wielu pogan i zburzywszy bałwany, założyli w wielu miejscach kościoły a w nagrodę dostąpili korony męczeńskiéj.

Rozgłos takich świetnych zwycięstw odniesionych przez świętych żołnierzy Chrystusowych, pobudził i drugich do ich naśladowania. Z téj liczby odznazyli się szczególnie dwaj Święci: Kryspin i Kryspinian. Dowiedziawszy się jak obszerne i żyzne pole otworzyło się w Galii dla pracowników Ewangelicznych, a oraz że kiedy wielu z nich męczeńską śmiercią padło, brakło już takowych w tym kraju, postanowili udać się tam, dla ogłaszania wiary Chrystusowéj. Lecz że byli bardzo zamożni, więc żeby z téj strony stać się swobodniejszymi i lepiéj usposobionymi do walki jaka ich czekała, rozdali całe swoje majątki na ubogich, poszli do Galii, a przybywszy do Sessonu (Soissons) postanowili od tego miejsca rozpocząć swoje apostolstwo.

Wyroki cesarskie przeciwko chrześcijanom były w tém mieście tak ściśle wykonywane, i w takim przerażeniu trzymało to wszystkich mieszkańców, że skoro domyślano się że Kryspin i Kryspinian są chrześcijanami, z czém zresztą nie taili się wcale, nie tylko nikt im przytułku dać nie chciał, ale nawet żyjąc o żebranym chlebie, od nikogo najmniejszego wsparcia otrzymać nie mogli. Zmuszeni więc byli, aby nie umrzeć z głodu, wziąść się do jakiego rzemiosła; że rzemiosło szewckie wydawało się im najwłaściwsze do tego aby w większém ukryciu zostawać mogli, a obok ludności, temu się oddali. Zabrali się najprzód do wyuczenia się tego rodzaju roboty; lecz wnet przekonali się jak miłém było Panu Bogu to ich poświęcenie, gdyż od razu okazali się tak w zawodzie tym biegłymi jak najstarsi majstrowie.

Ponieważ roboty ich przewyższały wszystkich innych wyrabiających obuwie, a przytém że nieszukając zarobku tylko wyżycia, towar swój niżéj od innych szewców sprzedawali ogromna liczba kupujących cisnęła się do ich sklepiku. Świętym o to téż chodziło. Korzytając z tak wielkiego napływu ludzi a po największéj części pogan, wszczynali z nimi rozprawy o religii, i wtedy przedstawiali im prawdę wiary cbrześcijańskiéj, a wyświecali fałszywość pogańskiéj, trafnie dowodząc jakim szaleństwem jest czcić jako bogów ludzi którzy byli zbrodniarzami i rozpustnikami, albo nieme bałwany ręką ludzką ukute. A że Pan Bóg dziwną moc słowom ich dawał, coraz więcéj pogan zgromadzało się do nich, już nie tyle po kupno obuwia, ile dla słuchania ich nauk, i wkrótce sklep ich zamienił się jakby na kościoł, do którego przybywający nabywali bez zapłaty najszacowniejszą perłę ewangeliczną, nawracając się do wiary świętéj.

Liczba nawróconych i ochrzczonych przez nich pogan była tak wielka, że w końcu oskarżono ich o to przed cesarzem Maksyminem, podówczas w Galii przebywającym. W skutek tego wysłał on niezwłocznie rozkaz do Ryktowarusa, Wielkorządcy téj części kraju, aby ich uwięził i surowo ukarał jeśli wiary odstąpić nie zechcą. Ten zjechał co prędzéj do Sessonu, gdzie już całe miasto sławiło naszych Świętych, a że spragnieni męczeństwa nie ukrywali się wcale, zaraz ich kazał schwycić, przed sobą stawił i spytał czy oddają cześć Jowiszowi, Apolinowi i Merkuremu bożkom cesarskim? „Oddajemy cześć Bogu chrześcijańskiemu, który jest Bogiem prawdziwym, odrzekli Święci, a Jowisz, Apolin i Merkury bogami być nie mogą, gdyż bylito ludzie, którzy się sprośnych czynów dopuszczali.” Ryktowarus wtedy kazał ich pokuć w kajdany i wraz z nimi udawszy się sam do Maksymina, przedstawił mu ich jako buntowników bluźniących bożki cesarskie, a więc godnych kary śmierci. Cesarz spytał ich najprzód z jakiego są rodu, i jakiego wyznania. „Pochodzimy z rodziny Patrycyuszów Rzymskich, odrzekli, a przybyliśmy tu do Gali, aby głosić Jezusa Chrystusa Boga prawdziwego, którego Cesarstwo większém jest od twojego, gdyż panuje On nad Niebem i ziemią; trwalszém, bo nigdy końca mieć nie będzie; wspanialszém, bo On wierne sługi Swoje koroną niebieską nagradza. Wsparci téż łaską Jego, mamy postanowienie nieodstąpić Go, chociażbyś nam najcięższe zadał męki.” Słysząc to Maksymin, zaprzysiągł się na wszystkie bogi swoje, że ich okrutnie męczyć będzie, jeśli przy chrześcijańskich, jak je nazywał, zabobonach trwać będą; a przeciwnie jeśli odstąpią Chrystusa, da im pierwsze urzędy na dworze cesarskim. A nato znowu Święci odrzekli: „Groźb twoich o! Cesarzu nie lękamy się; łaski za nie mamy; rozdawaj więc je tym, którzy się o nie ubiegają. Dla nas najwyższą nagrodą jest krzyż Chrystusa, który sług Swoich do takiego wynosi szczęścia i zaszczytu, że gdybyś je ocenił jak należy, zrzekłbyś się swojego cesarstwa aby Jemu służyć.” – „Nie sądźcie, zawołał na to Maksymin, abyście i mnie, jak wielu innych, oczarować potrafili i nawet cesarzowi zawrócili głowę nauką którą głosicie.” – „Zaślepiony jesteś, odrzekli mu święci, i zamiast uznać najwyższym Panem Tego któremu i twoja cesarska władza podlega, ty Go prześladujesz i w sługach Jego pastwisz się nad Nim. Lecz próżne są twoje wysiłki, które tyle mają mocy przeciw Kościołowi założonemu przez Chrystusa, ile by miały kule wełniane ciskane na mur miedziany.” I przydali w końcu: „Religia ta, którą ty tak okrutnie prześladujesz, w całém twojém państwie wkrótce zakwitnie z wszelką swobodą;” co było przepowiednią panowania Konstantyna Wielkiego, który po Maksyminie nastąpił i Kościoł wyswobodził.

Rozgniewany cesarz za tak śmiałe odpowiedzi, wydał ich w ręce Wielkorządcy, z rozkazem aby ich najokrutniejszemi mękami zmusił do oddania czci bożkom, a jeśli tego nie uczynią, aby ich temiż mękami zamordował na śmierć. Ryktowarus więc najprzód. kazał ich przywiązać do koła, i z niém toczyć po ziemi bijąc przytém pałkami. Widząc iż Święci ani jęku nie wydają i na głos się modlą, kazał drzeć z nich pasy, a pod paznogcie,na szyderstwo jako szewcom, ostre szydła wbijać. Lecz cóż może barbarzyństwo ludzkie, przeciw mocy Bożéj! Święci uciekli się przez modlitwę do Pana Jezusa, i zaraz jéj skutku doznali. Nietylko bowiem z tak barbarzyńskiéj katuszy, żadnego bolu nie uczuli, lecz szydła których poganie mnóstwo przynieśli, samych katów poraniły.

Ryktowarus przypisując to jedynie czarom, aby co prędzéj zadać śmierć Kryspinowi i Kryspinianowi, a obawiając się żeby jeszcze nie użyli, jak on to mniemał, czarodzejskiéj sztuki, kazał ich jak najsilniéj uwiązać do dwóch kamieni młyńskich, i z niemi w rzekę wrzucić. Chciał albo ich niemi przywalić, albo tém pewniéj zatopić, albo pod niemi zamrozić, bo działo się to w zimie i woda ścięta była. Lecz Pan Bóg cud większy jeszcze okazać raczył: kamienie młyńskie najprzód lody przebiły, a potém jakby korkowe uniosły świętych na wierzch rzeki, gdzie lud przed niemi tajał jakby od ciepłego żelaza, i obaj na drugi brzeg przepłynęli.

Wtedy Wielkorządca widząc że woda i zimno ich nie dotknęły, wziął się do ognia i ołowiu roztopionego, i w kocioł nim napełniony kazał Kryspina i Kryspianina wrzucić. Wchodząc weń Święci, zaczęli ten Psalm: „Bóg pomocą moją i nadzieja moja jest w Bogu” 1, który gdy kończyli, kropla wrzącego ołowiu prysnęła, i wypaliła jedno oko Ryktowarusowi. Wprawiło go to w taką wściekłość, że kazał przyrządzić droui kocioł, napełnić go wrzącym olejem i smołą, i wrzucić w niego Świętych głową na dół. Skoro zostali zanurzeni w ten war straszny, stanęli wśród niego na nogach, i tak głośno zaczęli się modlić. „Wyzwól nas Panie, z tego strasznego waru, obróć go na zawstydzenie szatana, i na wykonawców jego bezbożności. Mocen jesteś uczynić to Boże, boś Ty stworzył świat cały jedném słowem Swojém, i codziennie ze złego wyprowadzasz dobro, światło z ciemności, i najsilniejsze trucizny w lekarstwa zamieniasz.” A gdy skończył, Anioł z Nieba zstąpił, i wyprowadził ich z kotła zdrowszymi i rzeźwiejszymi niż byli gdy ich weń wrzucono. Ryktowarus osłupiał, za poduszczeniem a może i opętaniem szatanskiém, od złości wpadł w takie szaleństwo, że widząc iż nie może zamordować sług Bożych, sam się wrzucił w kocioł dla nich przygotowany, i w tejże chwili najnędzniéj życie postradał.

Kryspina i Kryspiniana odprowadzono do więzienia. Przybywszy tam upadli twarzą na ziemię, i całą noc przetrwali na modlitwie, dziękując Pau Bogu za tyle cudów które nad nimi raczył uczynić. Przed północą, okazał się im znowu Anioł, oznajmując iż nazajutrz rano już ich Pan Bóg zabierze do Siebie, i że w Niebie czeka ich tyle koron chwały, ile tu za Chrystusa mąk ponieśli. Święci rozpłakali się z radości, uściskali się serdecznie, i dodawali sobie nawzajem ducha do równie mężnego jak dotąd zachowania się w ostatniéj godzinie ich życia tu na ziemi, a która stać się miała pierwszą ich wiecznego szczęścia w Niebie.

Jakoż, cesarz Maksymin dowiedziawszy się nad rankiem o strasznéj śmierci Wielkorządcy, nietylko nie otworzył oczu, i nie uznał mocy prawdziwego Boga w tylu zaszłych z tymi błogosławionymi Męczennikami cudach, lecz zagorzały poganin i okrutny prześladowca wiernych, skazał ich na ścięcie, co niezwłocznie wykonano dnia 25 Października roku Pańskiego 303.

Ciała świętych Kryspina i Kryspiniana z cesarskiego rozkazu, cały dzień za miastem na polu pozostawione zostały na pastwę drapieżnym ptakom i dzikim zwierzętom. Lecz gdy ani ptaki ani zwierzęta tknąć ich nie śmiały, pewien pobożny starzec, mając to sobie od Pana Boga polecone, z siostrą swoją poszedł po nie w nocy. Znalazł je tak lekkie, że bez trudności oboje je zabrali; a gdy przyszedł nad rzekę wzdłuż któréj miał je zanieść do swojego domu daleko ztamtąd będącego, ujrzał łódkę cudownie zesłaną która na nich tam czekała. Włożył na nią zwłoki Świętych, a łódź sama bez przewodnika i bez wioseł, płynąc przeciw wodzie zaniosła ich do mieszkania tego starca, który je z wielką czcią pochował. Po ustaniu prześladowania, za czasów Konstantyna kiego, gdy wyjawił on chrześcijanom miejsce gdzie ukrył te Relikwie, tłumy ludu zbiegały się dla oddania im czci, i dom ten na kościół zamieniono. Lecz te ci święci Męczennicy rodem byli z Rzymu, więc Rzymianie tyle dołożyli starań, iż ciała ich przeniesione zostały do Rzymu, i umieszczone w kościele świętego Wawrzyńca Męczennika, gdzie dotąd zostają.

Pożytek duchowny

Święci Kryspin i Kryspinian z rzemiosła szewskiego żyjąc, w swoim sklepiku nawracając przychodzących kupować obuwie, zamienili go jakby na dom Boży, w którym pozyskiwali dusze Chrystusowi. Niech Cię to uczy, że przy każdém zajęciu i na każdém miejscu, obcując z ludźmi, możesz pobożną rozmową przymnażać chwały Bożéj i sobie zasługi.

Modlitwa

Boże! któryś świętych Kryspina i Kryspiniana na Męczenników Twoich, przywiódł do tego że oni z miłości ku Tobie wyrzekłszy się dostatków w ubogiém rzemiośle pracowali i w niém wysłużyli sobie koronę męczeńską; daj nam za ich wstawieniem się, w stanie w jakim zostajemy wiernie Ci służyć na ziemi, w Niebie wraz z nimi chwalić Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 913–915.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 852

Pan Jezus dał nam podczas swej ziemskiej pielgrzymki przykład wszystkich cnót posuniętych do najwyższej doskonałości, a naszą powinnością jest naśladować Go w miłości niebieskiego Ojca i bliźnich. Ten zapał serdeczny, tę tęsknotę zbliżenia się do Chrystusa tu na ziemi Święci Kryspin i Kryspinian i w Niebie nazywamy gorliwością. Za wzór takiej gorliwości można uważać świętych braci Kryspina i Kryspiniana.

  1. Z miłości ku Ojcu niebieskiemu zstąpił Pan Jezus z wyżyn nadziemskich na ten padół płaczu i cierpień i przywdział na siebie postać ludzką, aby ludzi nawrócić i nauczyć, jak mają wielbić Trójcę świętą w duchu i prawdzie. Kryspin i Kryspinian z miłości ku Bogu opuścili Rzym, ów przybytek rozkoszy i przyjemności, pożegnali ziemię rodzinną i krewnych i puścili się do niegościnnej Galii, aby jej nieszczęśliwych mieszkańców, pogrążonych w sromotnym bałwochwalstwie, obeznać z wiarą chrześcijańską, jedyną, jaka zdoła uszczęśliwić człowieka. Postępek ten jest dowodem bohaterskiej ich gorliwości. I my zrządzeniem miłosierdzia Boskiego jesteśmy członkami Królestwa Bożego na ziemi, dziećmi Kościoła katolickiego. Kościół jest matką naszą; ale jakże często martwimy i obrażamy tę dobrą matkę! Jedni dbają tylko o ciało, stroje, tarzają się w zmysłowych rozkoszach; drudzy gardzą jej przykazaniami i przystępują je na każdym kroku; innym nie wystarcza własna złość i przewrotność, starają się przeto przerobić drugich na swoje kopyto, sieją zgorszenie i namawiają ich do niewiary w objawienie i odrzucenia ustaw kościelnych. Nie powinnoż nas boleć, gdy ktoś policzkuje matkę naszą, czyni nieszczęśliwymi braci, a Ojca niebieskiego w oczach naszych tak ciężko obraża? Kogo to boli, ten jest gorliwym uczniem Jezusa Chrystusa.
  2. Aby u ludzi znaleźć przychylne przyjęcie i chętny posłuch, wyrzekł się Pan Jezus zewnętrznej okazałości, pracował przez lat osiemnaście przy prostym rzemieślniku Józefie, był skromny, łagodny, posłuszny i jednał sobie miłość wszystkich, którzy Go znali, widzieli i słyszeli. I nasi święci bracia nie inaczej postępowali. Aby u nieokrzesanych mieszkańców miasta Soissons znaleźć przychylne przyjęcie, wyrzekli się świetnego stanu, mimo wysokiego wykształcenia udawali prostaczków, wyuczyli się szewstwa i tak żyli, że lud powziął do nich zaufanie, serdecznie ich umiłował i służył Bogu. Czyż tym nie dali dowodu bohaterskiej gorliwości? Mamy niestety ojców i matki, którzy nie myślą uczyć dzieci katechizmu, nie odmawiają z czeladzią pacierzy rannych i wieczornych i nie dają im dobrego przykładu częstym przystępowaniem do spowiedzi i Komunii. Czy to można nazwać gorliwością?
  3. Aby stwierdzić prawdę swej nauki, dowodnie okazać swą gorliwość, dźwigał Pan Jezus ciężki krzyż na górę Kalwarię, cierpiał na ciele i duszy jak nikt przed Nim i po Nim, i złożył życie w ofierze na krzyżu. Kryspin i Kryspinian, chcąc dać świadectwo Boskości swej wiary i pragnąc zachęcić chrześcijan do stałości, pozwolili się męczyć i oddali głowy pod miecz katowski. Czyż może być większy dowód gorliwości chrześcijańskiej? Korzystajmy przeto z przykładu, jaki nam dali ci święci bracia! Brońmy wolności i swobód Kościoła katolickiego, wychowujmy dzieci w bojaźni Bożej, nie czytajmy pism i gazet bezbożnych, święćmy niedziele i dni uroczyste według przepisu Kościoła, a wtedy i my, chociaż w mniejszym stopniu od wyżej wspomnianych Świętych okażemy się gorliwymi chrześcijanami.

Footnotes:

1

Palm LXI. 8.

Tags: św Kryspin i Kryspinian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik praca gorliwość
2020-10-24

Św. Rafała Archanioła

Objawił się Tobiaszowi na lat 700 przed Chrystusem Panem.

(Szczegóły poniższe wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święty Rafał którego uroczystość Kościół Boży dziś obchodzi, jest jednym z Archaniołów otaczających tron Boski. W jedném tylko miejscu Pisma Bożego jest o nim wyraźna a długa wzmianka, a to w historyi młodego Tobiasza, do którego Pan Bóg raczył go zesłać, a przez niego całą tę rodzinę różnemi łaskami obdarzyć. Pismo święte tak to nam opowiada.

Kiedy Pan Bóg za karę odstępstwa Swojego wybranego narodu, zesłał na nich króla Assyryjskiego Salmanazara, który pobiwszy ich, wielu wziął do niewoli, w téj liczbie był i Tobiasz, z pokolenia i miasta Neftali, człowiek od lat młodych wielkiéj świątobliwości, który wiary w prawdziwego Boga nigdy nie odstępował. Zaprowadzony do Assyryi, mieszkał w Niniwie, i tam znowu odznaczył się jak najściślejszém zachowywaniem praw Starego zakomu, a oraz i miłosiernemi uczynkami które spełniał względem swoich współwyznawców, razem z nim w niewoli pogańskiéj jęczących. Wspierał ich ile mógł, utwierdzał w wierności ich religii, grzebał ich ciała, chociaż się w tém nieraz na wyraźną śmierć narażał: gdyż to było przez Assyryjczyków najsurowiéj zakazane. Słowem był dla wszystkich wzorem cnót najwyższych. Pojął za żonę dziewicę ze swojego pokolenia imieniem Annę i z niéj miał syna któremu imię dał takie Tobiasz, a od dzieciństwa wyuczył go czcić Boga i unikać grzechu.

Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy spracowany miłosiernemi usługami, usnął przy ścianie pod swoim domem, z gniazda jaskółki które nad nim było, spadł na oczy jego gnój, który go o zupełną ślepotę przyprawił. Tobiasz, z pokorném poddaniem się woli Boskiéj zniósł to nieszczęście, nietylko nigdy nieutyskując, ale nawet oddając za to chwałę Bogu.

Lecz źli ludzie urągali mu z tego powodu. „Gdzież jet, mówili, Bóg w którym twoję nadzieję złożyłeś, przez wgląd na którego tyleś jałmużn rozdawał? Wszystko widać na nic ci nie posłużyło, kiedy teraz ślepotą dotknięty zostałeś.” A Tobiasz i takie urąganie pokornie znosił, tylko modlił się do Boga żeby go pocieszyć raczył. Dnia zaś pewnego gdy mu nietylko obcy ludzie, ale już i żona tę jego ślepotę wymawiała, z płaczem błagał Pana Boga aby go od tego nieszczęścia uwolnić nie omieszkał.

Gdy się to działo w Niniwie z Tobiaszem, w tymże samym dniu w mieście Ragiesie daleko ztamtąd bo w krainie Medów położoném, pewna kobieta imieniem Sara, córka Raguela bogatego mieszkańca tego miasta, podobnież jak Tobiasz niewinnie cierpiąc, doznała dotkiwego urągania.

Byłato niewiasta wielkiéj świątobliwości, lecz przed ludźmi: jakby hańbą okryta, gdyż siedem razy wydawana za mąż, nietylko dzieci nie miała, co w starym zakonie wielką sromotą było, lecz wszystkich mężów, zaraz po ślubie, czart zabijał. Razu pewnego gdy upomniała o jakiś występek służącą swoję, tę obelżywą odebrała od niéj odpowiedź: „Zabójczyni mężów swoich, obyś nigdy potomstwa twego nie oglądała.” Co usłyszawszy Sara, poszła na górę do izdebki, a trzy dni niejedząc i niepijąc modliła się z płaczem, prosząc aby ją Pan Róg z tego wstydu wyzwolił.

Owóż obojga tych. dusz pobożnych: to jest Tobiasza z Niniwy i Sary z Ragesu połączyły się razem modlitwy przed majestat Boski; a Pan Bóg postanowił zesłać na ziemię świętego Rafała Archanioła, aby przez niego okazać nad nimi wielkie swoje miłosierdzie, co nastąpiło w ten sposób.

Tobiasz pożyczył był znaczne pieniądze niejakiemu Gabelowi, który mieszkał w Ragiesie. Gdy zdawało mu się że już niedługo pożyje, polecił młodemu Tobiaszowi synowi swojemu, aby się udał do tego miasta dla odebrania od Gabela należności, i kazał mu poszukać sobie jakiego towarzysza podróży, któryby go tam zaprowadził. Wyszedł tedy młody Tobiasz na ulicę i zaraz spotkał młodzieńca przecudnéj postawy, a tak ubranego jakby już do podróży znajdował się gotowym. Byłto właśnie Anioł-Rafał, którego tam Pan Bóg, w widokach swojego miłosierdzia na tę świętą rodzinę zsyłał, lecz młody Tobiasz niedomyślając się tego, zapylał go: „Zkąd jesteś dobry młodzieńcze?” A on odpowiedział: „z synów Izraelskich.” – „A czy znasz drogę do krainy Medów?” powiedział znowu Tobiasz. – „Znam odrzekł młodzieniec, i często ją odbywałem udając się do miasta Ragies, w którém w czasie mego pobytu mieszkałem w domu Gabela, naszego współrodaka.” Uradowany młody Tobiasz że taki nastręcza mu się towarzysz, prosił go aby chwilę poczekał, a sam pobiegł oznajmić to ojcu który i sam tém wszystkiém zdziwiony, kazał prosić do siebie owego nieznajomego. Ten wszedłszy pozdrowił go mówiąc: „Niech ci zawsze będzie wesele.” A Tobiasz na to: „jakże wesołym byś mogę ja, który ślepotą dotknięty światłości niebieskiéj nie widzę?” – „Pociesz się, odpowiedział mu na to młodzieniec, już niezadługo Pan Bóg wzrok ci przywróci.” Potém spytał stary Tobiasz nieznajomego czy może zaprowadzić syna jego do Gabela, mieszkającego w mieście Rages w Medyi, i obiecał mu za to po powrocie nagrodę. „Zaprowsdzę i przyprowadzę ci go na powrót” odrzekł mu na to Anioł. Lecz Tobiasz, chcąc wiedzieć kim on jest, pytał go znowu o rodzinę i pokolenie z jakiego pochodzi, na co odrzekł mu Święty Rafał: „Niepotrzebnie mnie oto pytasz. Ale jeżeli chcesz koniecznie o tém wiedzieć, oto powiem ci że jestem Azaryasz, syn wielkiego Ananiasza.” W czém nie było kłamstwa, gdyż po hebrajsku Azaryasz znaczy pomoc Boża, prócz tego święty Rafał przybrał był w istocie na siebie postać Azaryasza syna Ananiasza. Zdziwiony Tobiasz iż z tak znakomitego pochodzi ten młodzieniec rodu, zaczął go pokornie przepraszać, iż z razu obchodził się z nim jakby z najmującym się przewodnikiem, lecz święty Rafał niedając ma mówić dłużéj uspokoił go raz jeszcze o syna mówiąc: „Ja zdrowego zaprowadzę, i zdrowego ci napowrót przywiodę.” Wtedy rzekł Tobiasz: „Idźcie szczęśliwi, a Bóg niech będzie w drodze waszéj, a Anioł Jego niech wam towarzyszy.” Potém przygotowawszy wszystko co mieli wziąść z sobą, pożegnał młody Tobiasz ojca i matkę, i wraz z niebieskim przewodnikiem swoim puścił się w drogę.

Lecz skoro wyszli rozpłakała się matka, mówiąc do męża: „podporę starości naszéj odjąłeś nam. Nie warte były pieniądze te aby syna, który nam za wszystkie stawał bogactwa, na taką daleką podróż narażać.” Tobiasz zaś cieszył ją mówiąc: „Wróci się zdrów syn nasz, wierzę iż Anioł Boży z nim jest.”

Tymczasem młody Tobiasz ze świętym towarzyszem swoim dążył ku Mezopotamii, a nadszedłszy do rzeki Tygru, gdy strudzony podróżą usiadł i nogi w niéj moczył, straszna ryba jakaś rzuciła się na niego. Przeraził się tém wielce i zawołał o ratunek do świętego Rafała. Ten kazał mu schwycić rybę za skrzele, wyciągnąć na brzeg, i rozpłatawszy ją wyjąć z niéj wątrobę i żółć, mówiąc że dym wątroby odgania złe duchy, a żółć jest lekarstwem od ślepoty.

Gdy przybyli do miasta Regiesu, święty Rafał zaprowadził Tobiasza nie do Gabela, lecz do Raguela ojca owéj Sary o któréj wyżéj wspomniano, i poradził mu aby prosił o jéj rękę. A kiedy się Tobiasz obawiał, aby z nim to samo nie stało się co z poprzednimi jéj mężami, którzy wszyscy zaraz, byli po ślubie pomarli,