Citatio.pl

Wpisy z tagiem "arcybiskup":

2020-12-09

Św. Leokadii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 30;.

(Żywot jéj znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Leokadya Męczenniczka, w wielkiéj czci w Hiszpanii będąca, była rodem z tegoż kraju z miasta Toledo, i pochodziła z bardzo znakomitéj i zamożnéj rodziny. Przyszła na świat przy końcu trzeciego wieku. Ponieważ rodzice jéj byli to wzorowi chrześcijanie, więc od najmłodszych lat w cnotach ją wyćwiczyli, co im z wielką przychodziło łatwością, gdyż Leokadya od kolebki łaskami Boskiemi uprzedzona, w tém tylko znachodziła upodobanie co się do chwały Bożej odnosiło. Modlitwa, czytanie ksiąg pobożnych, uczęszczanie do kościołów i spełnianie uczynków miłosierdzia, byłyto jéj najulubieńsze rozrywki. Sławna w całém mieście z powabnéj urody, niepospolitemi zdolnościami obdarzona, a stosownie do zamożności jéj rodziców, jak najstaranniéj wychowana, mogła świetnie odznaczyć się wśród światowego życia. Lecz o ile to od niéj saméj zależało, stroniła od zabaw światowych, i w wielkiém żyła odosobnieniu. Dziewicza jéj skromność malująca się w jéj postawie i wielkie dla ubogich miłosierdzie, u samych pogan, których miasto Toledo było podówczas pełne, jednały dla niéj największy szacunek.

Tak tedy Leokadya żyła w domu rodziców jakby zakonnica, kiedy przybył do Toledu Dacyan, Wielkorządca cesarski w Hiszpanii, przysłany tam przez Dyoklecyana i Maksymiana, z najsurowszym rozkazem powstrzymania szerzącéj się w tym kraju wiary, i zmuszenia do odstępstwa od niéj tych którzy już ją przyjęli. Byłto człowiek, znany w całém państwie ze swojego barbarzyństwa i zawziętości na chrześcijan. Skoro objął rządy w Hiszpanii, zaczął od najokrutniejszego prześladowania wiernych. Szczególnie gdy osobiście przybywał do jakieo miasta, na każdym prawie placu wznosił rusztowania z narzędziami męczeńskiemi, wnet więzienia przepełniał chrześcijanami, a krew świętych Męczenników strumieniami się lała.

Przyjechawszy do Toledo, kazał na nowo ogłosić wyroki cesarskie, i pod karą śmierci zakazał oddawać czci innemu Bogu jak bożkom pogańskim. Przytém, kazał sobie podać najdokładniejszy spis wszystkich o których można było przypuszczać że wyznają Chrystusa, aby na nich niezwłocznie zwrócił swoję uwagę. Gdy mu takowy podano, spostrzegł że pierwszą wymieniona tam była Leokadya, i spytał dla czego na czele wszystkich innych, wymieniono młodą jakąś dziewicę. Odpowiedzieli mu jego podwładni, że uczynili to dlatego iż była ona córką najznakomitszéj rodziny w Toledo, któréj przodkowie pierwsze w tym kraju piastowali urzędy; że przytém byłato osoba i wysoko wykształcona i powszechnie poważana, więc jéj wpływ jako chrześcijanki, był szczególnie dla pogańskiéj religii szkodliwym. Zrozumiał téż Dacyan, że byle ją przywieść mógł do odstąpienia wiary chrześcijańskiéj, najprędzéj się to przyczyni do odstręczenia od niéj drugich ido zachwiania w męstwie innych Wyznawców. Kazał więc ją zawezwać do siebie niezwłocznie.

Zawiadomiona o tém Leoksdya, przewidywała co ją czeka. Upadłszy tedy na kolana w swojéj domowéj kapliczce, w któréj zwykle się modliła, ponowiła ślub dziewictwa który oddawna była uczyniła; zaofiarowała przy nim Panu Jaznzowi i życie swoje, a poleciwszy się w szczególny sposób przenajświętszéj Pannie, do któréj od najmłodszych lat wielkie miała nabożeństwo, udała się do pałacu wielkorządcy. Dacyan najprzód przyjął ją bardzo uprzejmie, i z wielką układnością rzekł do niéj: „Wiem z jak znakomitego rodu pochodisz, i jak wysokie zasługi w kraju położyli twoi przodkowie. Wiele mi także mówiono o osobistych twoich zaletach, dla których wszyscy mieszkańcy tego miasta mają dla ciebie wielki szacunek. Zamierzam donieść o tobie cesarzowi, aby cię zawezwał na dwór swój, gdzie będziesz mogła wyjść za mąż odpowiednio do twojego wysokiego urodzenia. Wprawdzie niektórzy, widać źle ci życzący, oskarżyli cię przede mną że jesteś chrześcijanką, lecz poczytałem to za oszczerstwo i wierzyć im nie chciałem. Nie mogę bowiem przypuszczać, aby osoba twojego stanu i tak starannie wykształcona, dała się wciągnąć do sekty, na którą z obrzydzeniem każdy poczciwy człowiek patrzy i która w całém państwie jest najsurowiéj zakazaną.”

Święta Leokadya wysłuchawszy téj przemowy spokojnie, a rozumiejąc dobrze do czego ona zmierza, odpowiedziała wielkorządcy: „Wdzięczną ci jestem, za mniemanie jakie masz o mnie i za pochwały jakie oddajesz mojej rodzinie. Lecz wielce mnie zasmuca niekorzystne uprzedzenie jakie masz o chrześcijanach, i to wyrażenie pogardliwe jakiego używasz mówiąc o wyznaniu naszém. Ci tylko dla téj religii nie mają szacunku, którzy jéj nie znają: sam bowiem zdrowy rozsądek przywieść by powinien każdego do uznania że tylko religia chrześcijańska jest religią prawdziwą. Tak zwani bogowie cesarstwa, sąto bożyszcza urojone, których wyobrażenie wysnute jest z najdziwaczniejszych baśni. Trzeba być obranym ze zdrowych zmysłów, aby bóstwo upatrywać w tych istotach, które pogaństwo bogami ogłasza. Nauka chrześcijańska jedynie przywodzi nas do poznania téj najwyższéj Istoty która jest prawdziwym Bogiem wszechmocnym i nieśmiertelnym, i według jéj zasad prawdziwa szlachetność, o którą się ubiegać powinniśmy, nie zawisła na świetnych przodkach i dawności rodu, lecz na wiernéj służbie temuż Bogu. Najwyższym zaszczytem dla człowieka, jest służyć Mu wiernie.” I przydała w końcu: „Co do mnie innego Boga uznawać nigdy nie będę, gdyż chrześcijanką jestem i nią do śmierci pozostać pragnę.”

Święta z taką mocą te wzniosłe prawdy wypowiedziała, że wszyscy obecni temu jéj u wielkorządcy posłuchaniu, nie tylko zdumieni zostali tak wielką odwagą, lecz zdawali się podzielać jéj zdanie. Dacyan zaś widząc iż łagodne środki do jakich się z razu uciekł, zadając gwałt swojemu zwykłemu okrucieństwu, na nie mu się nie przydały, wpadł w złość najgwałtowniejszą, i zawołał do Leokadyi: „Nędznico, niegodnaś rodu z którego pochodzisz”, a potém zwracając się do katów których zawsze miał przy sobie, krzyknął do nich: „Ponieważ ona uznaje się być służebnicą Galilejczyka, który umarł haniebnie na krzyżu, niech i ona do rzędu niewolnic należy.” I wydał wyrok aby ją kijami do połamania kości zbito. Wykonano to z największém barbarzyństwem: ciało jéj po chwili pokryło się ranami, z których krew na ziemię spływała. Lecz podczas téj okrutnéj katuszy, Święta ani jęku nie wydała i nie okazała najmniejszego znaku boleści. Owszem, niebieska radość malująca się na Jéj obliczu, objawiała niewymowne pociechy jakiemi wtedy Pan Jezus zalewał jéj serce. Ze wzniesionemi oczami do Nieba głośno się modliła, dziękując Panu Bogu za łaskę cierpienia dla Jego chwały. Tyran zaś, który nie chciał aby w téj męce umarła, kazał ją odprowadzić do więzienia i Zamknąć w ciemnéj piwnicy, zamierzając zadać jéj straszniejsze jeszcze katusze. Gdy ją prowadzono, ujrzała chrześcijan płaczących nad nią: „Mili bracia, rzekła do nich, nie płaczcie, a raczéj dziękujcie Panu Bogu za łaskę jaką mi daje cierpieć za Jezusa Chrystusa mojego Boskiego Oblubieńca, i proście Go aby mnie do końca nie opuszczał.”

Zamknięta w ciemnéj piwnicy przez czas dość długi, Leokadya dzień i noc błogosławiła Pana, i więzienie swoje poczytywała sobie za większe szczęście, niż gdyby mieszkała w najpyszniejszym w świecie pałacu. Trzymano ją tak przez kilka miesięcy, niedozwalając się widzieć z nikim, ani ją wzywając na nowe badania, jakby zapomniano o niéj zupełnie. Jeden tylko z nadzorców więziennych, który jéj przynosił nędzny posiłek, i był dość dla chrześcijan przychylny, za każdém przyjściem wdawał się z nią w rozmowę: z téj dowiadywała się ona jak srogie prześladowanie chrześcijan coraz bardziéj się szerzyło, i jak coraz większa liczha wiernych w największych mękach ponosiła śmierć za Chrystusa. Między innemi dowiedziała się była także, jakich barbarzyńskich okrucieństw dopuścili się poganie nad świętą Eulalią, która w Merydzie, mieście nie bardzo ztamtąd odległém, koronę męczeńską zdobyła. Przejęło to ją świętą zgrozą, z powodu tak wielkiego ucisku Kościoła, lecz oraz i tak żywém pragnieniem poniesienia także śmierci męczeńskiéj, że upadłszy ns kolana, z najwyższą gorącością ducha błagała Boga aby i ją to szczęście jak najprędzéj spotkało. Nie miała przy sobie ani krzyża, ani żadnego wizerunku świętego. Palcem więc, na twardym kamieniu, który był przed nią, zrobiła znak krzyża, i ten pozostał cudownie wyryty jakby żelazném dłutem. Na widok tego cudu, wpadła w zachwycenie, i w tejże chwili skonała. Umarła 9-go Grudnia roku Pańskiego 303.

Cisło jéj znaleziono przy tym kamieniu na którym krzyż wyżłobiła, a poganie wyrzucili je najprzód na pole dla pożarcia przez dzikie zwierzęta, lecz późniéj chrześcijanie tajemnie uniosłszy te Relikwie święte, niedaleko ztamtąd ze czcią je pogrzebali.

Z upływem czasu, w mieście Toledo aż trzy kościoły stanęły pod jéj wezwaniem: jeden w miejscu gdzie był dom w którym mieszkała, drugi gdzie było jéj więzienie, a nad jej grobem trzeci. W tym ostatnim następujący cud miał miejsce. W dniu w którym obchodzono święto błogosławionéj Leokadyi, król wtedy panujący Reselwindus, był obecny wraz z całym swoim dworem nabożeństwu na którém wiele ludu się znajdowało. Święty Ildefons, ówczesny Biskup Toledański, po skończonéj Sumie którą celebrował, otoczony liczném duchowieństwem, ukląkłszy modlił się przed grobem świętéj Leokadyi. Samo wieko marmurowe przykrywające jéj zwłoki, było tak ciężkie, żeby go trzydziesta ludzi ledwie udźwignąć mogło. Otóż, nagle wieko to podniosło się samo i święta Leokadya wyszła z grobu cała okryta białym welonem, i rzekła do świętego Biskupa: „Błogosławionyś ty Ildefonsie, że masz tak wielkie i serdeczne nabożeństwo do przenajświętszéj Panny Matki Boga, i żeś tak dzielnie i skutecznie bronił Jéj chwały i Jéj niezrównanych przywilejów przeciwko jéj nieprzyjaciołom. Ukochany od Maryi synu, nie ustawaj w czci Jéj i pobudzaj wszystkich do oddawania takowéj téj Królowéj Nieba i ziemi, a za to miéj nadzieję że zawsze otrzymasz to o co prosić będziesz przez Jéj wszechwładne pośrednictwo.” Gdy to usłyszeli obecni, wszyscy padali na twarze, uderzeni tym wielkim cudem, a święty Ildefons tak się do Świętéj odezwał: „O! święta dziewico! któraś wzgardziwszy życiem dla miłości Boga, panujesz z Nim zato na wieki w Niebie. O! błogosławione miasto, w którém urodziłaś się i któreś uświęciła twojém męczeństwem: wejrzyj na nie z przybytków niebieskich, w których się znajdujesz, wesprzyj pośrednictwem twojém i twoich współziomków i króla, którzy tak nabożnie obchodzą święto twoje.” Po tych słowach święta Leokadya zaczęła powoli napowrót wstępować do grobu, a święty Ildefons wziąwszy miecz, który mu król podał, odciął kawałek welonu którym była okryta, dla zachowania go na pamiątkę tak wielkiego cudu. Poczém Święta położyła się w grobie, i wieko się ze nią zawarło. Kawałek tego welonu, po dziś dzień w tymże kościele Toledańskim przechowują.

Pożytek duchowny

Święta Leokadya, zamknięta w więzieniu, niemając żadnego wizerunku świętego przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Staraj się abyś przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla ciebie umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu twojém miał wyrytym.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionéj Leokadyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, prosimy Panie niech modlitwy i zasługi nas wspierają, aby ta, która za wyznanie imienia Twojego, więzienie i śmierć poniosła, swojém pośrednictwem od wiecznego więzienia nas uchowała. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1062–1065.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 978

Święta Leokadia, zamknięta w więzieniu, nie mając żadnego świętego wizerunku przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Starajmy się, abyśmy przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla nas umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu mieli wyryty.

Św. Piotr apostoł mówi, że Chrystus dlatego tak dużo za nas cierpiał, abyśmy szli krwawymi Jego śladami; przez Mękę swoją daje nam przykład i uczy, że życie nasze doczesne jest cierpieniem, a drogi jego są naznaczone śladami łez naszych, ale Męka Jezusa Chrystusa udziela nam obfitych łask, że nasze krwawe ścieżki stają się jedyną naszą słodyczą, po których idąc, zdążamy do bramy Niebios. Ojciec Jego niebieski pokazuje Go przybitego do krzyża, mówi do każdego chrześcijanina: Patrz na ten wizerunek, wystawiony na górze Kalwarii, i wyraź Go na sercu swoim. Nie będziesz zaliczony do mieszkańców Nieba, jeżeli w cierpieniach nie będziesz podobny Chrystusowi ukrzyżowanemu; On bowiem na krzyżu wysłużył ci krwią swoją przeznaczenie do Nieba, aby zaś Męka Chrystusowa cię zbawiła, potrzeba, abyś w niej położył swą ufność i połączył swoje małe krzyżyki z Jego ciężkim krzyżem.

Tags: św Leokadia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup dziewica męczennik
2020-12-07

Św. Ambrożego, Arcybiskupa Medyolańskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 397.

(Żywot jego był napisany na żądanie świętego Augustyna przez Paulina, kapłana mu przybocznego.)

Święty Ambroży urodził się około roku Pańskiego 315 w dawnéj Galii, w mieście Trewirze, gdzie ojciec jego tegoż imienia piastował najwyższy urząd Wielkorządcy cesarskiego. Był jeszcze w kolebce, gdy razu pewnego rój pszczół usiadł mu na twarzy i okrył szczególnie usta, w czém ojciec temu obecny, widział przepowiednię że się odznaczy darem wymowy, z któréj w istocie późniéj zasłynął.

Wychowany w Rzymie, gdzie w naukach wielkie uczynił postępy, młodym jeszcze będąc został Wielkorządcą Liguryi i Emilii. Za jego tam rządów w Medyolanie, do jego wielkorządztwa należącym, po śmierci biskupa Aukseryusza, powstał był spór pomiędzy katolikami a Aryanami, którzy jednego ze swoich sekciarzy na téj stolicy osadzić chcieli. Gdy zawiadomiono Ambrożego, że lud zebrany w kościele, ma już z tego powodu przyjść do rozprawy orężem, udał się sam jako najwyższy urzędnik do kościoła, dla powstrzymania rozruchów. Już wtedy wyznawał wiarę chrześcijańską i trzymał z prawowiernymi katolikami, lecz według ówczesnego zwyczaju, chociaż miał lat trzydzieści cztery, był tylko katechumenem, to jest przygotowującym się do Chrztu świętego. Skoro wszedł do kościoła, dziecię jakieś zawołało: „Ambroży Biskupem” a lud cały widząc w tém jakby głos Boży, wykrzyknął po trzykroć: „Ambroży Biskupem”, i co jeszcze dziwniejsza, wszystkie stronnictwa w tejże chwili na ten wybór się zgodziły. Lecz święty Ambroży przystać na to w żaden sposób nie chciał. Nigdy wymowniejszym nie był jak wtedy gdy przemawiając do duchowieństwa i ludu, prosił ich i zaklinał, aby innego wybrali. Widząc że to nie pomaga, uciekł się do dziwnego środka. Znany powszechnie z największéj łagodności, w pełnieniu swojego urzędu i z najsurowszych obyczajów, rozpoczął umyślnie różne sprawy sądowe, udawał że się w nich od gniewu nie posiadał, i brednie wygadywał. Ale co było większém jeszcze dziwactwem, dawał pozory, jakoby miewał stosunki z kobietami złego życia, chcąc się i z téj strony zniesławić. Wszakże, pomimo tego, lud przed jego pałac się gromadząc, wołał: „Chcemy cię mieć Biskupem, bo przecież gdy się ochrzcisz, Bóg ci grzechy odpuści i do nich się nie wrócisz.”

Gdy mu tedy i takie nie powiodły się wybiegi, szukał innych. Zadawał się z głośnemi kacerzami, jakoby ich błędy podzielał: słowem robił co tylko mógł, aby za ostatniego uchodzić, byle się od Biskupstwa uwolnić. Nakoniec uszedł tajemnie, chcąc się ukryć w Pawii, mieście odległém od Medyolanu. Lecz wyszedłszy z miasta, ze szczególnego dopuszczenia Bożego całą noc błądził, a nad rankiem znalazł się przy bramie Medyolańskiéj. Poznano go i przytrzymano, lecz znowu się wymknął, i skrył się na wsi u jednego ze swoich przyjacjół. Wtedy Medyolańczykowie wysłali do cesarza Walentyniana z prośbą, aby mu Biskupstwo koniecznie przyjąć rozkazał. Cesarz najchętniéj to uczynił, mówiąc: „Rad jestem, że tego którego wam rządcą doczesnym uczyniłem, pasterzem dusz swoich mieć chcecie.” Gdy tedy przyszedł rozkaz cesarza nietylko polecający Ambrożemu aby został Biskupem, lecz i najsurowiéj zabraniający aby go nikt nie ukrywał, gospodarz domu w którym Święty przebywał, sam wyjawił jego schronienie. Przywiedziony tedy do Medyolanu, już się dłużéj woli Bożéj nie opierał: przyjąwszy Chrzest święty, a następnie wszystkie święcenia, ósmego dnia, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu na Biskupa Medyolańskiego konsekrowany został. Obrzędowi temu był obecny i sam cesarz Walentynian, wielce z tego zadowolony.

Ambroży skoro na swojéj stolicy pasterskiéj zasiadł, dowiódł że sam Duch Święty wyborem jego pokierował. Chcąc najprzód w ubóstwie Apostołów Pańskich naśladować, wszystkie swoje znaczne majętności w części rozdał ubogim, w części przekazał kościołowi. Przepisał sobie następujący sposób życia, od którego już odtąd aż do śmierci nie odstępował. Codziennie bardzo rano, odprawiał Mszę świętą, a w każdą niedzielę i święto głosił słowo Boże ludowi. Cały dzień poświęcał na sprawy swojego urzędu, nawiedzanie ubogich i szpitalów i dawanie posłuchania zgłaszającym się do niego z prośbami. Pościł tak ściśle, że prócz niedziel i świąt uroczystych, cały dzień nic nie jadał, dopiéro na wieczór brał skromny postny posiłek. Większą część nocy przepędzał na czytaniu ksiąg świętych i pisaniu tych dzieł znakomitych, które go w rzędzie najpierwszych pisarzy katolickich umieściły i tytuł Doktora Kościoła mu zjednały. Szczególny czciciel Matki Bożéj, czego ślady w każdym jego piśmie napotkać można, najgorliwiéj cześć jéj rozszerzał. Przytém jako stróż praw Boskich i kościelnych, od pierwszéj chwili swojego Biskupstwa, powstał gorliwie przeciw wszelkim tak w duchowieństwie jak i między wiernemi pojawiającym się nadużyciom, niepomijając i samego cesarza. Ten zaś, tak dalece nie brał mu tego za złe, że gdy święty Ambroży razu pewnego tłómaczył mu się dla czego musiał go upomnieć, rzekł mu na to Walentynian: „Wiedziałem o tém, że gdzie będzie chodziło o spełnienie twojego obowiązku, nie zamilczysz, i dla tegom ci kazał być Biskupem. Upominaj więc nas, jak ci to Duch Święty wskaże.”

W kazaniach z takiém namaszczeniem i wymową przemawiał o zasłudze dziewictwa, że wkrótce w Medyolanie powstało kilka klasztorów żeńskich, w których wielka liczba dziewic poświęconych Bogu, w ostréj pokucie i bogomyślności żyjących, budowała wiernych i na wszystkich ściągała najobfitsze błogosławieństwo Boże. Rozbudził on był tak święty do tego stanu zapał, i tak wiele dziewic poświęcało się na służbę Panu Jezusowi, że matki zamykały córki i nie puszczały na jego kazania. Co więcéj, też jego nauki pisane i rozsyłane po innych częściach kraju, nadzwyczaj wielką liczbę dusz wybranych pobudzały do wyrzeczenia się świata, i poświęcenia się Panu Bogu na wyłączną służbę. Z tego téż powodu, razu pewnego święty Ambroży utyskując z kazalnicy że jego kazanie w którém powstawał na pewne pojawiające się w Medyolanie zdrożności, mało skutkowało, powiedział że zapewne trzeba będzie ażeby poszedł gdzieindziéj, i ztamtąd im tęż swoję naukę przysłał pisaną.

Po śmierci Walentyniana, gdy syn jego Gracyan na cesarstwo wstąpił, Justyna wdowa po dawnym cesarzu, należąca do kacerstwa aryańskiego, zaczęła prześladować świętego Ambrożego. Usadziła się wtedy aby kościoły katolickie w Medyolanie Aryanom pooddawać, i przez podejście uzyskawszy na to rozkaz od cesarza, posłała go Ambrożemu. Lecz on odebrawszy go odpowiedział: „Co jest moją osobistą własnością, chociażby i życie samo, to na rozkaz cesarza chętnie oddam; ale co Bożego jest, tego ani ja dać, ani cesarz brać prawa nie mamy.” Przyszło więc do tego, że cesarzowa kazała otoczyć wojskiem kościoł w którym Ambroży znajdował się z ludem. Trzy dni tym sposobem byli tam wszyscy zamknięci, trwając na modlitwie i pobożnych śpiewach, i wtedyto święty Ambroży ułożył tych kilka bardzo pięknych hymnów, które dotąd do pacierzy kościelnych należą. Niektórzy nawet pisarze utrzymują, że wtenczas dla pobożnego zajęcia ludu, po raz pierwszy wprowadził on zwyczaj śpiewania psalmów z antyfonami, i z przydawaniem przy końcu każdego z nich: Chwała Ojcu i t.d., co także odtąd, w odmawianiu psalmów zostało przyjęte powszechnie. Ciągłą taką modlitwą i przemowami swojemi, powstrzymał Ambroży lud od starcia się z wojskiem, i wyprosił od Pana Boga, że cesarzowa odstąpiła od swoich nieprawnych roszczeń, i Biskupa z ludem od wojska wyswobodziła.

Z cesarzem Teodozyuszem, który objąwszy i cesarstwo zachodnie w Medyolanie przemieszkiwał, miał także święty Ambroży trudne przejścia, w których zachował się jak na Biskupa przystało. Cesarz ten zmuszał Biskupa Kalinnika do odbudowania żydowskiéj bożnicy, którą chrześcijanie zburzyli. Święty Ambroży udał się do cesarza, prosząc aby tego nie czynił, a gdy cesarz rozkazu swojego cofnąć nie chciał, rzekł do niego: „Lepiéjby było cesarzu, abyś głosu mojego w pałacu teraz usłuchał, aniżeli żebym się publicznie w kościele odzywać do ciebie musiał.” Co znaczyło że Ambroży czuł się w obowiązku powstać z kazalnicy przeciw temu bezbożnemu rozkazowi cesarza, jeśli go on nie cofnie. Jakoż, w następującą niedzielę, gdy cesarz był obecny w katedrze, święty Biskup z wielką oględnością, lecz z ambony domagał się aby cesarz ów rozkaz odwołał. Gdy zszedł z kazalnicy rzekł do niego Teodozyusz: „Przeciw mnie kazanie miałeś.” — „Owszem, odrzekł na to Ambroży, w twojéj obronie mówiłem cesarzu, bo mi o dobro twojéj duszy chodzi.” Cesarz, rozkaz o który chodziło, odwołał.

W Tessalonice, lud wzburzony zamordował swego Wielkorządcę. Teodozego tak to rozgniewało, iż posłał wojsko aby wszystkich mieszkańców tego miasta w pień wyciąć bez względu na winnych i niewinnych, i padło siedem tysięcy ludzi. Święty Ambroży upomniał cesarza za grzech tak ciężki. Teodozyusz żałował swego postępku, lecz chciał bez należnej pokuty wejść do kościoła i do stołu Pańskiego przystąpić. Biskup przestrzegł że go nie wpuści, pokąd pokuty odpowiednéj nie odprawi. Teodozy jednak przyszedł. Wtedy Ambroży zastąpił mu przy drzwiach drogę i rzekł: „Cesarzu, nie możesz wejść do domu Bożego i Ciała Pańskiego przyjąć, bo ręce twe krwią niewinną są zmazane.” Na co Cesarz: „Wszak i Dawid zgrzeszył, a Pan Bóg mu. przebaczył,” — „Tak jest, odpowiedział Biskup, ale kiedyś naśladował Dawida grzeszącego, naśladujże i pokutującego.” Skruszony tém cesarz, uczynił jawną pokutę i po niéj do tajemnic Pańskich przypuszczonym został, a sam potém o Ambrożym powiadał: „Nie znam od Biskupa Medyolańskiego, godniejszego prałata.”

Tak święcie wysoki swój urząd przez lat wiele sprawując, do wszystkich spraw Kościoła za swoich czasów czynnie należący, zbogaciwszy Kościoł Boży licznemi pismami które dotąd są podziwiane, niechorując wcale, przepowiedział ten mąż Boży dzień swojéj śmierci. Święty Honorat biskup Warceloński, w ścisłéj z nim żyjący przyjaźni, po trzykroć w objawieniu do tego wezwany, udał się do Ambrożego, i udzielił mu ostatnie Sakramenta święte, po których przyjęciu, wielki ten sługa Chrystusowy złożywszy ręce na krzyż i modląc się, umarł 4-go Kwietnia roku Pańskiego 397. Dzień zaś dzisiejszy na święto jego przeznaczony został, jako dzień w którym był na Biskupstwo wyświęcony.

Jedna z największych pociech jaka spotkała świętego Ambrożego w jego zawodzie Biskupim, było nawrócenie wielkiego Doktora Kościoła świętego Augustyna, którego onto ostatecznie Panu Bogu pozyskał. Piszą że hymn Te Deum laudamus ci dwaj Święci razem ułożyli, kiedy po przyjęciu Chrztu świętego przez Augustyna z rąk Ambrożego, obaj w niebieskiém uniesieniu Bogu za to dzięki składali.

Pożytek duchowny

Sposób jakim po dwa razy przyjął cesarz Teodozy upomnienie świętego Ambroźego, uczyć cię powinien jak takowe od pasterzy dusz naszych przyjmować mamy, a szczególnie od spowiedników, których sami za najbliższych rządców sumienia sobie obieramy. Czy nie szukasz takiego, któryby ci we wszystkiém pobłażał?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś lud Twój w błogosławionym Ambrożym wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy tego który był nam mistrzem życia duchownego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1056–1059.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 965

Podajemy tu kilka myśli św. Ambrożego, tchnących jak najwyższą mądrością. Powinny one stanowić nieoceniony skarb dla każdego chrześcijanina-katolika:

Nie dziw, że człowiek grzeszy, ale na naganę zasługuje ten, kto nie uznaje swych grzechów i nie upokarza się przed Bogiem.

Łatwiej znajdziesz takich, co zachowali niewinność, aniżeli takich, co odpokutowali swe grzechy.

Nie ma nic wznioślejszego, jak służyć Bogu.

Jeśli sam się oskarżysz, nie potrzebujesz się lękać oskarżyciela.

Krzyżujemy swe ciało, gdy stłumiamy i zwalczamy jego pożądliwości.

Nic nie wyjednywa nam bardziej przychylności ludzkiej, jak miłosierdzie i uprzejma łagodność.

Niczego nie powinniśmy się więcej uczyć, jak milczenia, a to dlatego, abyśmy się dobrze i należycie uczyli.

Prawdziwa siła człowieka polega na tym, aby umiał zapanować sam nad sobą, powściągał swój gniew i nie dawał folgi swym żądzom.

Człowiekiem jesteś, a jako człowiek wystawiony jesteś na pokusy, pokonywaj je przeto.

Tags: św Ambroży „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup doktor pszczoły arianizm Maryja zgorszenie św Augusytn spowiedź
2020-12-04

Św. Piotra Złotoustego, Arcybiskupa Rawetaneńskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 449.

(Żywot jego był napisany przez Hieronima Rubio w jego historyi miasta Rawenny.)

Święty Piotr z powodu znakomitego daru wymowy przezwany Złotoustym (Chrisologus) narodził się we Włoszech w mieście Imola, przy końcu wieku czwartego. Od lat najmłodszych odznaczając się wielką pobożnością, po odbyciu zawodu nauk teologicznych, wyświęconym został na dyakona, przez Kornelego Biskupa jego rodzinnego miasta. W pismach téż swoich wspomina o nim z wielkiém uszanowaniem i z wdzięcznością, i nazywa go swoim ojcem; powiada że jaśniał on wysokiemi cnotami, i że całemu światu znanym był ze znakomitych czynów swoich. Pod przewodnictwem więc tak znakomitego mistrza, nasz Święty od młodości nawykał panować nad namiętnościami, dążyć do doskonałości, ćwiczyć się w życiu wewnętrzném i przyodziewać się w Chrystusa. Młodym téż będąc wstąpił do zakonu, i pozostał w nim aż go powołano na biskupstwo Rawenetańskie, co nastąpiło w sposób bardzo szczególny.

Po śmierci Jana Biskupa téj dyecezyi, Biskupi okoliczni zgromadzili się aby wraz z miejscowém duchowieństwem i ludem, wybrać po nim następcę. W liczbie zebranych wtedy Prałatów był i Biskup z Imola, któremu towarzyszył święty Piotr jako dyakon z jego dyecezyi. Wybór padł na pewnego duchownego z miasta Rawenny, który niezwłocznie udał się do Rzymu z posłami od Rawenatów którym przewodniczył Biskup Kornelli, aby u Papieża otrzymać zatwierdzenie wyboru. Z Biskupem Kornelim pojechał i święty Piotr. W wigilią przybycia ich do Rzymu, Papież, którym był podówczas święty Sykstus trzeci, miał w nocy widzenie. Okazali się mu święty Piotr książe Apostołów i święty Apolinary jego uczeń a pierwszy Biskup Rawenetański, między któremi stał młodzieniec, którego kazali mu zamianować Biskupem tego miasta. Nazajutrz gdy posłowie ztamtąd przybyli przedstawili się mu wraz z tym którego na Biskupa téj dyecezyi obrali, Papież spostrzegł pomiędzy nimi młodego dyakona świętego Piotra i poznał w nim onego młodzieńca w cudowném objawieniu wskazanego mu na Biskupa. Z tego więc powodu odsuwając przedstawionego kandydata, oświadczył iż Biskupem dyecezyi Rawenetańskiéj nie kogo innego tylko Piotra mianuje. Wszystkich to zdziwiło, a świętego Piotra najwięcéj. Upadł do nóg Papieżowi, błagając ze łzami aby tego nie czynił i nie obarczał go obowiązkami, które, jak to sądził w pokorze swojéj, przechodzą jego siły. Przytém sami posłowie Rawenetańscy, objawili swoje zasmucenie, że Ojciec święty odrzucał ich wybrańca i współobywatela, a dawał im na Pasterza młodego dyakona z obeéj dyecezyi. Lecz gdy Papież opowiedział im widzenie które go do tego skłoniło, wszyscy uznając w tém wyraźną wskazówkę woli Bożéj, poddali się jéj chętnie. Posłowie od téj chwili otoczyli należném uszanowaniem swojego przyszłego Pasterza, który lubo z wielkiém zasmuceniem, musiał się poddać rozkazowi Ojca świętego.

Wyświęcony niezwłocznie na kapłana, Piotr korzystając z pobytu w świętém mieście, prawie wszystek czas spędzał po kościołach, nawiedzając groby Męczenników: a przy ciałach świętych Apostołów Piotra i Pawła gorąco błagał Pana Boga o potrzebne łaski, aby swój urząd apostolski godnie mógł sprawować. Przybywszy do Rawenny, zastał tam cesarza Walentyniana, z jego matką Gallą-Placidą, którzy go wraz z całém duchowieństwem i ludem z wielką radością przyjęli, gdyż już on powszechnie znanym był z wysokiéj swojéj świątobliwości i niepospolitéj nauki. W następną zaraz niedzielę wyświęcony został na Arcybiskupa wśród wielkiéj uroczystości, na któréj byli obecni i cesarstwo z całym dworem swoim. Przemową jaką miał wtedy do ludu zjednał sobie serca wszystkich, i przekonał o wysokim darze wymowy, dla którego późniéj nazwano go Złotoustym. Mówił głównie o powinnościach dobrego pasterza, i zobowiązywał się uroczyście starać się spełniać je jak najwierniéj, co téż i święcie dochował. Lecz oraz przydał w końcu, odzywając się do swoich dyecezyan, że kiedy on dla ich zbawienia, przyjął na siebie ciężkie i wielkiéj odpowiedzialności brzemię obowiązków biskupich, a uczynił to jedynie z posłuszeństwa Papieżowi i dla pożytku ich dusz, prosi więc ich i zaklina, aby się okazali uległemi jego naukom i we wszystkiém prawo Boskie jak najwierniéj spełniali.

Święty ten Pasterz dotrzymał tego co obiecywał ludowi swojemu wstępując na stolicę Biskupią, a gorliwością, przykładem cnót najwyższych i znakomitą a pełną namaszczenia Ducha Świętego wymową, najzbawienniéj wpłynął na powierzoną jego pasterskiéj pieczy trzodę. W krótkim czasie zniósł różne zwyczaje jeszcze z pogaństwa pozostałe, i ducha pobożności w ludzie swoim rozżywił. Powstawał najsurowiéj przeciw niektórym zabawom publicznym odbywanym przez pogan których tam jeszcze była pewna liczba, a w których mieli zwyczaj i chrześcijanie uczestniczyć chociaż byłyto zabawy skromność obrażające. Najnieprzyzwoitszemi były rodzaje przedstawień teatralnych, podobne dzisiejszym tak zwanym baletom, a na których chrześcijanie nawet nie tylko byli widzami lecz i aktorami. Przeciw temuto rodzajowi wszeteczności, powstając święty Arcybiskup, w jednym z kazań wyrzekł to pamiętne zdanie: „Kto weseli się z szatanem, nie będzie królował z Chrystusem.” Gorliwie przytém zachęcał swoich dyecezyan do uczynków miłosierdzia, w czém sam był im przykładem, prawie wszystkie dochody swoje rozdając ubogim.

Przypominał także wiernym obowiązek poszczenia i potrzebę wytrwałéj modlitwy, jako głównego środka otrzymywania łask niezbędnych do zbawienia. W jednéj z przemów swoich tak się o tém wyrażał: „Gdy prosimy Boga o łaski, trzeba prosić z pobożném naleganiem i kołatać do drzwi jego miłosierdzia, nieustając w modlitwie; a jeśli Pan odwleka chwilę w któréj ma nas obdarzyć tém o co Go prosimy, znosić to należy z pokorną cierpliwością. Kto narzeka na to że nie został wysłuchanym skoro się raz pomodlił, dowodzi że nie jest żebrzącym o łaskę, lecz pyszałkiem wymagającym jakby na mocy jakowéj władzy, tego co się wydaje być mu przynależném. Wzorem jaką ma być modlitwa nasza, jest owa przypowieść Pańska o człowieku który w nocy prosił o trzy chleby dla jednego ze swoich przyjaciół, i otrzymał je nie inaczéj jak za pokorném i wytrwałém naleganiem. Lecz modlitwa, jest dopiéro jednym z trzech środków utwierdzających nas w dobrém; dwoma drugiemi są: post i uczynki miłosierdzia. O co modlitwa prosi, to post niejako popiera, a miłosierdzie ostatecznie od Boga uzyskuje. Ztąd téż modlitwa, post i miłosierdzie chrześcijańskie są tak z sobą zespolone, że nawzajem się ożywiają. Post jest jakby duszą modlitwy, a miłosierne uczynki są życiem postu. Niech więc ich nikt nie rozłącza: kto jednego tylko z tych trzech środków używa, zdobywa się na mało, zkąd wypływa, że kto się modli powinien i pościć, a kto pości i modli się, powinien także spełniać i uczynki miłosierdzia.”

Miewał ten mąż Boży kazania z tak świętym zapałem że niekiedy tracił mowę na kazalnicy, co mu się zdarzyło także, gdy miał kazanie o owéj niewieście upływ krwi cierpiaeéj o któréj wspomina Ewangelia święta, co tak zbawiennie wzruszyło słuchaczów i do takiéj pobudziło wszystkich skruchy, do takiego płaczu i modlitwy, że Święty głos odzyskawszy, dziękował Panu Bogu że raczył sprowadzić najpożądańsze pożytki na dusze słuchających jego kazania z tego właśnie, co miało go zupełnie niepożyteczném uczynić.

Poczytywany był w całym Kościele za tak znakomitéj nauki Prałata, że Papież Leon I. jemu powierzył wypracowanie dla Soboru Kaledońskiego rozprawy wyświecającej i zbijającéj błędy głośnego podówczas kacerstwa Eutychianów. Prócz tego święty Piotr i wprost od siebie samego wystosował do herezyarchy Eutychiusza list dogmatyczny, który został zamieszczony w aktach tegoż Soboru.

Po ośmnastoletnim zarządzie kościołem Rawenetańskim, święty Piotr odebrał od Boga objawienie o blizkiéj swojéj śmierci. Udał się wtedy do miasta rodzinnego Imola, gdzie go z wielką czcią przyjął lud cały i Biskup Prokop, którego sam był wyświęcił. Nazajutrz po przybyciu poszedł do głównego kościoła świętego Kassyana, w którym przed laty przyjął był pierwsze święcenie na dyakona, i tam Mszę świętą odprawił. Po jéj ukończeniu, złożył na głównym ołtarzu w ofierze złotą koronę wysadzoną drogiemi kamieniami i podobnyż kielich z patyną, która dotąd posiada tę cudowną własność, że woda z jej brzegów spuszczana uzdrawia dotkniętych wścieklizną. Potém odprawił do Rawenny kapłanów i wielu mieszkańców tego miasta którzy go odprowadzali polecając im aby wszelkiéj dołożyli pilności w wyborze nowego po nim Pasterza, a miejscowego Biskupa prosił, aby dla miłości Boga, dał mu miejsce na grób przy tymże ołtarzu. Następnie modlił się głośno do świętego Kassyana w te słowa. „Proszę Cię błogosławiony Kassyanie Męczenniku, abyś się wstawił za mną do Boga. Byłemci jakby twoim domownikiem, gdyż w tym kościele twoim wychował mnie Korneli Biskup téj dyecezyi: wróciłem znowu do Ciebie, a przy twoim ołtarzu oddając duszę moję Bogu, tobie polecam moje ciało.” Poczém udzieliwszy błogosławieństwa zebranemu ludowi, w téjże chwili zasnął w Panu, co nastąpiło dnia 2 Grudnia roku Pańskiego 450. Ciało jego w tymże kościele, obok ciała świętego Kassyana spoczywa. Papież Leon XII ogłosił go Doktorem Kościoła.

Pożytek duchowny

O! jak zbawienne upomnienie zawierają w sobie te słowa świętego Piotra Złotoustego, które wyrzekł na kazaniu przeciw nieobyczajnym tańcom: „Kto się weseli z szatanem powiedział, nie będzie królował z Chrystusem.” Uważaj czy do zabaw którym się niekiedy oddajesz, niestosuje się to groźne upomnienie, i jeśli tak jest postanów ich zaniechać koniecznie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Piotra Chryzologa, wielkiego mistrza prawd świętych cudownie wskazanego przez Ciebie, do szerzenia i nauczania Kościoła Twojego, wybrać raczył, spraw prosimy, abyśmy tego który nam na ziemi wskazywał drogę do Nieba, teraz w niebie mieć pośrednikiem zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1046–1048.

Tags: św Piotr Złotousty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup doktor modlitwa post uczynki miłosierdzia sobór chalcedoński
2020-11-16

Św. Edmunda, Arcybiskupa Kantorberyjskiego

Żył około roku Pańskiego 1246.

(Żywot jego napisany przez współczesnego mu kapłana, znajduje się u Suryusza pod dniem dzisiejszym.)

Święty Edmund urodził się w miasteczku Abendon w Anglii, przy końcu dwunastego wieku z rodziców bardzo pobożnych. Ojciec jego Edward, za zgodą żony Mabilii wstąpił do klasztoru i żył w nim do śmierci w wielkiéj świątobliwości. Matka pozostawszy na świecie najbogobojniéj wychowywała dwóch swoich synów: Edmunda i Roberta. Wyprawiając ich do Paryża dla pobierania tam wyższych nauk, udzieliwszy im różnych zbawiennych upomnień, zaopatrzyła ich przytém w dwie ostre włosiennice, polecając aby je kilka razy na tydzień nosili, dla przyskramiania w sobie zmysłowych chuci. Edmund najgodniéj odpowiedział świątobliwemu wychowaniu jakie odebrał w domu. Był wzorem pobożnego młodzieńca, a chcąc się wyłączniéj poświęcić Bogu uczynił ślub dożywotnéj czystości przed obrazem Boga Rodzicielki, i jak późniéj mówił, Marya miała go od téj pory w Swojej szczególnéj opiece, a w najcięższych pokusach przybywała mu miłościwie na pomoc.

Matka jego widząc się blizką śmierci, przyzwała go do siebie, a pobłogosławiwszy i poleciwszy mu jako najstarszemu z rodzeństwa opiekę nad innemi dziećmi, zasnęła bogobojnie w Panu. Siostry świętego Edmunda były nadzwyczaj nadobnéj urody: to obudziło w nim obawę, aby polubiwszy świat, nie zgubiły duszy swojéj. Nakłonił więc je aby zostały zakonnicami, i umieściwszy w klasztorze, sam wrócił do Paryża dla ukończenia zawodu naukowego. Odznaczając się pomiędzy wszystkimi uczniami zdolnością i pracą, nie zaniedbywał wcale ćwiczeń pobożnych, i już wtedy jaśniał wysokiemi cnotami i nadzwyczaj pokutném życiem. Ukończywszy nauki akademickie, jako biegły matematyk, został w téjże Akademii profesorem tego przedmiotu i wielce w nim zasłynął.

Razu pewnego, śpiącemu objawiła się matka, i spytała co znaczą te wszystkie kreślenia geometryczne, któremi się zajmował. Edmund odpowiedział jéj na to, dowodząc swojéj biegłości w nauce matematyki; a matka nakreśliła przed nim trzy koła, nazywając jedno Bogiem Ojcem, drugie Synem Bożym, a trzecie Duchem Świętym, i rzekła do niego: „Porzuć synu mój te wszystkie kreślenia któremiś się dotąd zajmował, a myśl tylko o tych.” Święty zrozumiał co to znaczy, i odtąd wyłącznie oddał się nauce teologii.

Pracując, miał zawsze przed sobą wizerunek przenajświętszéj Panny, i od chwili do chwili wzywał pomocy téj Matki światła niebieskiego z taką gorącością ducha, iż niekiedy wpadał w zachwycenie. Ile razy brał pismo święte do czytania, najprzód całował je z największém uszanowaniem. Za jego czasów książki, ponieważ wówczas druk jeszcze nie był wynaleziony, bardzo były drogie i rzadkie. Oddany naukom, wielką do książek przywiązywał wagę, jednak zdarzało się że je sprzedawał, żeby za nie dać ubogim jałmużnę, tém bardziej, że im więcej ćwiczył się w modlitwie, tém mniej potrzebował książek, gdyż sam Duch Święty stawał się jego mistrzem. Tak zasłynął nauką teologii, że pomimo oporu jaki stawiła temu jego pokora, zaszczycono go stopniem doktora Akademii. W rozprawach dowodził wielkiéj przenikliwości umysłu, a przy każdym wykładzie teologii z katedry profesorskiéj, na które wielka liczba słuchaczów się zbierała, miewał jakby kazania, które najzbawienniéj na wiernych wpływały. Wielu téż z jego słuchaczów pobudzało się do pokuty, a niektórzy w skutek tego co w ciągu jego wykładów słyszeli, opuszczali świat i do klasztorów wstępowali.

Pewnéj nocy we śnie, ujrzał salę w któréj nauczał całą napełnioną ogniem, i z niéj wychodzących siedem pochodni. Nazajutrz, siedmiu z jego uczniów wstąpiło do zakonu Benedyktynów. Inną razą, kiedy miał wykładać tajemnicę o Trójcy przenajświętszéj, przyszedłszy do sali akademickiéj, gdy jeszcze nikogo nie było, znużony całonocną pracą zasnął na swojéj katedrze. We śnie, ujrzał gołębicę zlatującą z nieba i udzielającą mu Komunią świętą. Po takowéj łasce, mówił o wzniosłéj tajemnicy przenajświętszéj Trójcy z taką wymową i z tak głębokiemi poglądami, że wszyscy poznali iż go w tém nadprzyrodzone światło Boskie wspierało.

Gdy miewał kazania, słowa jego ożywione miłością Boga i pragnieniem zbawienia dusz wiernych, do najtwardszych serc trafiały. Papież zlecił mu ogłaszanie wojny krzyżowéj, upoważniając go przytém najwyższą władzą swoją, do pobierania z dochodów kościołów w których będzie miewał nauki, ile mu się spodoba. Nigdy z tego przywileju nie korzystał; żadnych nawet dobrowolnych ofiar nie przyjmował, a za to Pan Bóg obdarzył go mocą czynienia cudów. Razu pewnego miał kazanie przed kościołem w Wigonie, nagle nadeszła tak straszna chmura że wszyscy chcieli odejść, obawiając się nawałnicy. Święty uczynił znak krzyża w stronę z któréj szła burza, i z kazalnicy zawołał głośno: „Rozkazuję ci zły duchu, abyś się ztąd oddalił, a nie przeszkadzał ludowi słuchać słowa Bożego.” W téjże chwili chmura rozeszła się wokoło, ulewny deszcz zlał wprawdzie cała okolicę, lecz na miejsce na którém byli słuchacze świętego Edmunda, ani kropla nie padła.

Gdy biskupstwo Kantorberyjskie długo nie miało Pasterza, wysłano posłów do Papieża Inocentego IX, z prośbą aby on sam oznączył, kogo na tę godność wybrać mają. Ojciec święty przysłał swojego legata do Anglii aby przewodniczył temu wyborowi, w którym wszystkie głosy miał święty Edmund. Zawiądomiono o tém Papieża, który wybór takowy najchętniéj zatwierdził. Lecz nowo wybranego Biskupa nigdzie znaleźć nie mogli. Bowiem święty Edmund, skoro dowiedział się że gdy szło o wybór Biskupa na niego oczy zwracano uszedł potajemnie i skrył się w górach. Odkryto go przecież po pewnym czasie, lecz napotkano największy z jego strony opór w przyjęciu godności, któréj sądził się niegodnym. Wszakże przyjął ją w końcu, gdy mu przedstawiono ciężką potrzebę kościoła Kantorberyjskiego od tak dawna pozbawionego Pasterza a szczególnie gdy objawiono wyraźną w téj mierze wolę Papieża.

Wyświęcony na to Biskupstwo, jako Pasterz według serca Bożego, cały oddał się wysokim a mozolnym swojego apostolskiego urzędu obowiązkom. Z niezmordowaną gorliwością Słowo Boże głosił, roznosząc je po najuboższych wioskach swojéj dyecezyi, na któréj zwiedzaniu prawie cały czas trawił. Ojcem był biednych wdów i sierot, obrońcą wszystkich prześladowanych. Chorych ubogich, o ile mógł sam po ich mieszkaniach nawiedzał, pocieszał, krzepił na duszy, zachęcał do cierpliwości, a w ostatnich chwilach do szczególnéj ufności w opiekę Matki Bożéj pobudzając, usposabiał do dobréj śmierci. Groźnie powstając przeciw wszelkim zdrożnościom gdziebykolwiek się one pojawiły, z otwartém sercem przyjmował nawracających się grzeszników: gonił za nimi i wszelkich używał środków aby trafić do ich serca, i pozyskać ich Chrystusowi.

Takim był ten święty Biskup, zasiadając na stolicy pasterskiéj od któréj się tak szczerze bronił. Lecz że właśnie dla tego wielce był Bogu miłym, potrzeba było aby go wyprobowały, udoskonaliły i uświęciły cięższe utrapienia doczesne. Dopuścił je na niego Pan Bóg, w prześladowaniu do jakiego przeciw niemu pobudziło piekło złych ludzi. Z męstwem i stałością właściwemi świętemu Pasterzowi, był Edmund nieugięty w obronie praw i przywilejów Kościoła, bez względu na potęgę tych którzy się na nie targali. Wierne takowe przy swoim obowiązku obstawanie, ściągnęło w końcu na niego gniew króla i niektórych możniejszych w Anglii Panów. Co większa znalazło się i kilku Biskupów, którzy z pominieniem swoich obowiązków schlebiając nadużyciom władzy świeckiéj, wystąpili przeciw Edmundowi, co uczyniła nawet i jego własna a niegodna tak świętego Pasterza Kapituła. Sprowadziło to na niego rozliczne prześladowania, oszczerstwa i najdotkliwsze obelgi. Lecz mąż Boży znosił wszystko z największą cierpliwością, i z miłością wyrażając się zawsze o tych którzy mu najwięcéj złego uczynili, mówił tym którzy się dziwili niezachwianéj jego łagodności: „Obelgi jakie mi zadają sąto gorzkie lekarstwa, lecz bardzo dla mnie pożądane: dodają bowiem zdrowia duszy mojéj.”

Zmuszony uczynić silne przedstawienia królowi, z powodu nadużyć których się ten względem Kościoła dopuszczał, gdy w skutek tego rozporządzeniami królewskiemi ściśnięty, ujrzał się w niemożności spełniania swoich Biskupich obowiązków, skazał się sam na wygnanie z ojczyzny i udał się do Francyi. Kiedy wsiadał na okręt, okazał mu się święty Tomasz Biskup Kantorberyjski, który podobnież w obronie praw swojego kościoła, padł ofiarą: pochwalił jego postępowanie, i zapowiedział mu że wkrótce otrzyma w Niebie nagrodę za swoje trudy. Osiadł był najprzód w Opactwie Benedyktynów w Pantynii, gdzie z wielką serca pociechą, oddał się pokucie i najwyższéj bogomyślności. Wkrótce zapadłszy tam ciężko na zdrowiu, z polecenia lekarzy przeniósł się do klasztoru Soessieńskiego, gdzie czując się blizkim śmierci zażądał ostatnich Sakramentów świętych. Gdy przyniesiono mu Wiatyk. wyciągnąwszy do Niego ręce zawołał: „W ciebiem o! Panie mój zawsze wierzył, Ciebiem według Ewangelii Twojej ludowi mojemu opowiadał. Jak przez całe życie moje niczego na ziemi prócz Ciebie nie szukałem, i jedyném pragnieniem mojém było spełnianie przenajświętszéj woli Twojéj, tak i teraz Ciebie jednego pragnę nad wszystko, i proszę Cię czyń ze mną co Ci się spodoba.” Po przyjęciu ostatniego Olejem świętym namaszczenia, trzymał już prawie ciągle przy ustach krzyż święty, a całując ranę boku Jezusowego, powtarzał te słowa Pisma Bożego: „Będziecie czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych” 1. I w takich niebieskich rozpływając się uczuciach, świętą śmiercią świątobliwe zakończył życie, 16 Listopada roku Pańskiego 1241. W cztery lata po śmierci, przez Papieża Inocentego IV kanonizowany został.

Pożytek duchowny

Święty Edmund, przez oddanie się w szczególną opiekę Matce Bożéj, przed któréj ołtarzem w młodości ślub czystości był uczynił, wsparty jéj szczególną opieką do wysokiéj doszedł świątobliwości. Tak bowiem zawsze ta przenajświętsza Matka wszelkiéj łaski Bożéj odpłaca się tym, którzy dobre czyny swoje pod jéj szczególną opieką wykonywać zwykli. Staraj się i ty wszystkie zbawienne chęci twoje polecać macierzyńskiemu miłosierdziu Maryi, a Ona ci wyjedna niezbędną do ich wiernego spełnienia łaskę Bożą.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże! aby uroczystość błogosławionego Edmunda Wyznawcy i Biskupa Twojego, którego pamiątkę dziś obchodzimy, przydała nam wzrostu w pobożności i zbawienie nasze zapewniła. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 983–985.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 919

Widzę Cię, Jezu, zranionego od stóp do wierzchu głowy cierniem ukoronowanej, widzę Cię przybitego trzema gwoździami do drzewa krzyżowego, widzę Cię jak konasz w boleściach i cichy głos wydobywa się z Twych piersi i słyszę ten głos ostatniej Twojej woli: „Oto syn Twój. Oto Matka twoja” (Jan 19, 26—27). Ten głos utkwił głęboko w Sercu Najśw. Matki, ten głos: „Oto syn Twój” dostaje się mnie w udziale w każdym dniu życia mojego. Ileż to razy doznałem szczególniejszej opieki Serca macierzyńskiego Najświętszej Maryi! Słyszę ten głos: „Oto Matka twoja”, ale z zawstydzeniem wyznać muszę, że jestem niewdzięcznym synem tej Matki; ileż to razy sprzeciwiałem się natchnieniom, ileż to razy zraniłem Jej Serce przez nieposłuszeństwo Jej Synowi! O Matko, nie przestawaj na mnie wołać: „Dziecię zbłąkane, dziecię nieposłuszne, Jam Matka twoja, bądź synem, bądź córką moją!” Kościół święty odnosi te słowa mędrca Pańskiego do Najświętszej Maryi Panny: „Pójdźcie synowie, słuchajcie mię: bojaźni Pańskiej nauczę was” (Psalm 33, 12). Naucz mnie, Matko Boga mojego, bojaźni, abym raczej zgodził się na śmierć, aniżeli obraził Pana Boga choćby powszednim dobrowolnym grzechem. Święty Edmund, przez oddanie się w szczególną opiekę Matce Bożej, przed której ołtarzem z miłości ślub czystości był uczynił, wsparty Jej szczególną opieką, do wysokiej doszedł świątobliwości. Tak bowiem zawsze ta Najświętsza Matka wszelkiej łaski Bożej odpłaca się tym, którzy dobre czyny swoje pod Jej szczególną opieką wykonywać zwykli. Staraj się i ty wszystkie zbawienne chęci twoje polecać macierzyńskiemu miłosierdziu Maryi, a Ona ci wyjedna niezbędną do ich wiernego spełnienia łaskę Bożą.

Footnotes:

1

Izaj. XII. 3.

Tags: św Edmund Rich św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup Maryja matematyk św Tomasz Becket
2020-11-04

Św. Karola Boromeusza, Arcybiskupa Medyolańskiego

Żył około roku Pańskiego 1584.

(Żywot jego był napisany przez księdza Jusanno jednego z jego Kapelanów.)

Święty Karol który pochodził z jednéj z najzmakomitszych rodzin Włoskich, przyszedł na świat w Arono, dziedzicznym zamku rodziców w państwie Medyolańskiém położonym, z ojca Gilberta hrabiego Boromeo, a matki Małgorzaty z książąt Medyceuszów, siostry Papieża Piusa IV. Światłość niebieska która otoczyła jéj łoże gdy go ma świat wydawała, była zapowiedzią wysokiéj świętości, do jakiej go Pan Bóg przeznaczał. W dzieciństwie ulubionemi jego zabawami były zajęcia odnoszące się do chwały Bożéj. Małym dzieciaczkiem będąc, przystrajał sobie ołtarzyk, i przyrządziwszy jakby szaty kościelne, przewdziewał się w nie naśladując różne obrzędy święte. Do Matki Bożéj szczególne miał nabożeństwo i przed jéj obrazami najdłużej i najrzewniéj się modli.

Nie miał jeszcze żadnych święceń duchownych, kiedy według ówczesnego zwyczaju, dostały mu się w spadku po wuju, bardzo wielkie dochody z pewnego Opactwa. Wymógł na ojcu, gdyż wtenczas był jeszcze małoletnim, aby te pieniądze nie na potrzeby ich rodziny, lecz na miłosierne uczynki i na kościoły obracane zostały. Gdy doszedłszy do pełnoletności, sam stał się panem tego majątku, takiż sam z niego czynił użytek.

Wysłany do akademii w Pawii, chociaż zastał tam między młodzieżą uczącą się, obyczaje bardzo zepsute, wsparty jednak opieką Matki Bożéj, do któréj widząc niebezpieczeństwo w jakiém się znajduje ciągle się uciekał, wyszedł z téj próby bez szkody. Czystość jego obyczajów i wysoka pobożność, którą się już wtedy odznaczał, raziła rozpustnych jego towarzyszów. Ci kilkakrotnie nasyłali na niego złego życia niewiasty, które święty ten młodzieniec ze zgrozą odegnał, co najzbawienniejszy wpływ nawet i na te nieszczęśliwe istoty wywarło.

Widząc. że ojciec zamierza skłaniać go do zawarcia nadzwyczaj świetnego małżeńskiego związku, przyśpieszył wykonanie zamiaru jaki już miał wstąpienia do stanu duchownego, i w krótkim przeciągu czasu, przyjął święcenia kapłańskie. Rodzony wuj jego Papież Pius IV zawezwał go do Rzymu, i uczynił kardynałem, kiedy miał lat dwadzieścia trzy, a od téj chwili zjaśniał on w tém dostojném gronie wysoką pobożnością i wszelkimi cnotami. Wtedy Sobór Trydencki był zawieszony. Za usilnemi to staraniami świętego Karola, który rozliczne i wielkie przełamywać musiał z tego powodu trudności, został nanowo zwołany, i z niewymównym dla Kościoła pożytkiem ukończony.

Zamianowany na Arcybiskupa Medyolańskiego, chociaż Papiéż dla spraw powszechnego Kościoła, chciał go zatrzymać przy sobie, wymówił się jednak od tego i uprosił aby mu pozwolił udać się do swojéj Dyecezyi, co téż i uczynił, zrzekając się dobrowolnie, chociaż mu Ojciec Święty pozwalał to zatrzymać, wszystkich innych posad kościelnych które mu przynosiły około 150 tysięcy rubli dochodu. Przybywszy do swojéj stolicy, w któréj przeszło lat ośmdziesiąt Arcybiskupi osobiście nie przesiadywali, zastał całą Dyecezyą w najopłakańszym stanie. Księża tak byli nieoświeceni, że wielu z nich nie znało artykułów wiary. Lud nie miał ani wyobrażenia o prawdach chrześcijańskich: mało kto umiał się przeżegnać i pacierz odmówić. Święty Karol na tak bardzo zaległém polu, rozwinął całą swoję pasterską gorliwość, w skutek któréj, po dwudziestu dwu letnim zarządzie tą Archidyecezyą, uczynił z niéj arcywzór, na który z podziwem Kościoły całego Świata patrzały. Zaczął od urządzenia całéj Dyecezyi swojéj, według postanowień świeżo ukończonego Soboru Trydenckiego. Dla wprowadzenia karności w duchowieństwie, odbywał częste Sobory Prowincyonalne. Pourządzał Seminarya, obsadziwszy je uczonemi i świątobliwemi profesorami. Sprowadził kilka Zgromadzeń zakonnych tak męzkich jak i żeńskich, odznaczających się jak najściślejszém zachowaniem swoich Reguł. Pozakładał nowe, a między niemi i Domy przytułku dla nawróconych kobiet złego życia, a wszystkie te klasztory i zakłady, najhojniéj z własnego majątku uposażał lub utrzymywał. Wydał dzieło pod tytułem: Katechizm Proboszczów, który nazywają także katechizmem Soboru Trydenckiego, a który jest zbiorem najważniejszych i najpotrzebniejszych przestróg dla kapłanów rządzących duszami. Lecz przedewszystkiém, tak na duchowieństwo jak i na lud, najzbawienniéj wpływał przykładem wysokiéj własnéj świątobliwości.

Prowadził życie nadzwyczaj umartwione: często pościł o samym chlebie i wodzie; zwykle jadał tylko jarzyny i pospolite owoce. Nosił ostrą włosiennicę, większą część nocy spędzał na modlitwie i krwowém biczowaniu się. Pokory i słodyczy w obcowaniu z drugimi, był niezrównanéj. Zwiedzał swoję Archidyecezyą każdego roku dwa razy, i zwykle pieszo, aż gdy dostawszy rany na nodze, na koniu musiał jeździć. Zdarzało się że aby czasu nie tracić, jadąc tak brał swój lekki posiłek. Wszędzie kazywał, słuchał spowiedzi, bierzmował, i miał zwyczaj póty z żadnéj parafii nieodchodzić, aż tam wszystkich z jakiegokolwiek powodu między sobą powaśnionych, pojednał. Nigdy z Dyecezyi wydalać się nie chciał: a gdy razu pewnego jeden z Biskupów mówił mu, iż dla tego ze swojéj Stolicy często wyjeżdża, iż ma małą liczbę dyecezyan, Święty powiedział: „Biskup, chociażby tylko jednego miał dyecezyana, i dla tego jednego z Dyecezyi swojéj, wydalać się nie powinien.”

Miłosierdzie jego dla ubogich granic nie miało. Sprzedawszy księztwo Orya, które było jego dziedzictwem, w jednym dniu rozdał czterdzieści tysięcy sztuk złoła na ubogich. Toż samo uczynił z dwudziestu tysiącami czerwonych złotych, które mu przypadły w spadku po krewnym. A gdy mu już brakło pieniędzy dla biednych, kazał je bić ze sreber Biskupich, i na jałmużnę wszystko obracał. Pod czas gdy w Medyolanie grasowało straszne morowe powietrze, tak rozdał nietylko co miał, ale i wszystkie sprzęty swoje ubogim aż do łóżka własnego, że na ziemi sypiać był zmuszonym. Dzień i noc nawiedzał dotkniętych zarazą, i wielkiej ich liczbie sam ostatnie Sakramenta święte udzielał, co było tak groźném niebezpieczeństwem, że nietylko nikt z obcych ale nawet żaden ze sług jego towarzyszyć mu wtedy nie chciał. Dla ubłagania miłosierdzia Boskiego w téj klęsce, nakazał uroczystą procesyą, przy której ofiarując się Bogu za grzech ludu swojego, szedł na czele z krzyżem w ręku, z powrozem u szyi na znak pokuty, i bosemi nogami, po których ślady krwi pozostawiał, poraniwszy się po ostrych kamieniach. Podczas tego moru, tak wszystko rozdał biednym, że razu pewnego, wróciwszy do siebie wieczorem po całodziennym trudzie przy chorych, a do téj pory nic w usta niewziąwszy, nie znalazł w domu ani kawałka chleba którymby się posilił, i ani jednego grosza aby co do jedzenia kupić. Poszedł więc do kaplicy modlić się, a po chwili, jakiś nieznajomy przyniósł mu tysiąc sztuk złota na jałmużnę. Od téj także pory chodził zawsze boso, i sypiał na ziemi.

Przy tak ostrym sposobie życia, był usposobienia bardzo swobodnego. Razu pewnego, mając u siebie wieczorom dostojnego gościa, dla jego zabawy ulubionéj, grał z nim w szachy. Wszczęła się rozmowa o śmierci, i każdy z obecnych, objawił sposób, w jaki by chciał się do téj stanowczéj chwili przygotować. Spytany święty Arcybiskup coby on czynił, gdyby wiedział że za godzinę umrze, odpowiedział: „Kończyłbym tę grę szachów”; co dowodziło, jak wszystko co czynił, czynił to ze świętą intencyą, i z miłości Boga, a więc w każdéj chwili i po każdéj czynności, gotów był stanąć na sąd Boży.

Z przywileju udzielonego mu od stolicy apostolskiéj, przywrócił był karność zakonną w zgromadzeniu tak nazwanych Humilianów. Między nimi znalazł się jeden niegodziwiec, który za to właśnie do tego stopnia posunął zawziętość swoję przeciwko Świętemu Karolowi, że postanowił go zabić. W tym celu udał się do pałacu Arcybiskupa, który wtenczas w kaplicy klęcząc przed ołtarzem, z domownikami odmawiał głośno pacierze wieczorne. Zbrodniarz dostał się tak blizko Świętego, że tylko o dwa kroki od niego będąc, wystrzelił, wymierzywszy pistolet w sam środek pleców. Broń była nabiła kilku kulami. Jedna z nich która pomiędzy łopatki Arcybiskupa trafiła, zsunęła się po grzbiecie jego jakby po pancerzu, i padła mu przy nogach; druga ugrzęzła w drzewie ołtarza na parę cali, a trzecia kawałek muru odwaliła. Święty ani drgnął w czasie tego, zakazał sługom aby zabójcy nie chwytali, i daléj pacierze najspokojniéj kończył.

Wielce poważał dziewice w Zakonie poświęcone Bogu. Sprowadził najprzód do Medyolanu zakonnice Urszulinki, którym powierzył wychowanie wielkiej liczby ubogich panienek, po większéj części sierot po rodzicach zmarłych z morowego powietrza, i wielkie na to koszta wyłożył. Także wybudował klasztor dla Kapucynek; wprowadził je tam uroczyście, z procesyą, przy któréj ośmnaście tych Qblubienic Chrystusa Pana, które z własnych rąk jego przyjęły były ubogie suknie świętej Klary, postępowały z wielkiemi krzyżami na barkach i z koroną cierniową na skroniach, otoczone duchowieństwem i licznym ludem.

Miał zwyczaj co rok udawać się ma odosobnione miejsce, dla odprawienia Rekollekcyi. Udał się był w tym celu do klasztoru na górze Waralia, gdzie znajdowały się pięknie rzeźbione Stacye Drogi krzyżowéj. Po kilku dniach spędzonych w téj samotności, przymnażając sobie zwykłych umartwień ciała, lecz opływając w tém większe pociechy niebieskie, Święty zapadł na gorączkę. Przywieziono go do Medyolanu, gdzie choroba się wzmogła. Przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, leżąc na ziemi posypanéj popiołem, niespusczając z oczu Pana Jezusa ukrzyżowanego, poszedł do Nieba mając lat czterdzieści siedem, dnia 3-go Października roku Pańskiego 1584. Papież Pius V wpisał go w poczet Świętych.

Pożytek duchowny,

Błogosławiona dusza, która tak jak święty ten Arcybiskup którego żywot czytałeś, każdą swoję czynność tak jedynie z miłości Boskiéj spełnia, że przy każdéj z nich, gotową jest na śmierć. Niech cię to pobudza do pilnego starania, abyś każdą twoję sprawę uświęcał odnosząc ją do Boga.

Modlitwa (Kościelna)

Kościół Twój Panie, niech strzeże ciągła opieka świętego Karola Wyznawcy Twojego i Biskupa, aby jak pasterska jego gorliwość chwałę mu niebieską wyjednała, tak żeby jego pośrednictwo dało nam wzrastać w miłowaniu Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 946–948.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 881–882

Podajemy tutaj kilka myśli z pism świętego Karola Boromeusza:

„Prawdziwą miłość Boga ma ten, kto: 1) z chęcią o Nim myśli; 2) kto chętnie w Jego domu przebywa; 3) kto często o Nim lub z Nim rozmawia; 4) kto z chęcią słucha mówiących o Bogu; 5) kto chętnie daje to, co posiada, na chwałę Boga; 6) kto chętnie w Jego imię znosi przykrości; 7) kto chętnie słucha Jego przykazań; 8) kto lubi, co się Bogu podoba, a nienawidzi, co Mu się nie podoba; 9) kto ma wstręt do świata; 10) kto miłuje Jego namiestników i oddaje im cześć należną”.

„Jakże grubo mylą się ci, którzy pragnienie duszy i tęsknotę serca myślą ugasić inną wodą, jak łaską Ducha świętego i pożywaniem Boga! Dusza nasza łaknie nieskończoności; dla tego też nic innego nasycić jej nie zdoła, jak tylko Bóg nieskończony ”.

Tags: św Karol Boromeusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup sobór trydencki jałmużna zaraza
2020-01-10

Św. Wilhelma arcybiskupa bituryceńskiego

Żył około roku Pańskiego 1200.

Pożytek duchowny

Święty Wilhelm na wieść ofiarowanego mu arcybiskupstwa chciał uchodzić, wiedząc, iż z każdéj godności im ona wyższa, tém cięzszy rachunek przyjdzie zdać Panu Bogu. Czy tak zapatrujesz się na wszelkie godności? Czy może przeciwnie: zaślepiony pychą, ubiegasz się o nie, lub zazdrościsz tym którzy je posiadają? Gdyby tak było, źle by działo się z duszą twoją.

Modlitwa

Niech Wilhelm święty, biskup i wyznawca Twój, Boże, uprosi nam u Ciebie łaskę obojętności na wszelkie godności tego świata, abyśmy zaszczytami i bogactwami ziemskiemi wzgardziwszy z całego serca, wiecznych skarbów i niebieskiéj korony uczestnikami się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 33.

Tags: św Wilhelm arcybiskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora władza
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.