Citatio.pl

Wpisy z tagiem "arianizm":

2021-01-04

Mowa 25 na Narodzenie Pańskie – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 95–101.

  1. Najmilsi! Aczkolwiek nie podobna słowami wyrazić narodzin Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez które przyodział się ciałem natury naszej, śmiem jednak nie we własne ufać siły, jeno liczyć na jego natchnienie, aby w dniu, wybranym na spełnienie się tajemnicy zbawienia ludzi, coś jednak powiedzieć, co mogłoby służyć ku zbudowaniu słuchaczy. Stąd, że większa część Kościoła Bożego rozumie, w co wierzy, nie wynika, aby zbytecznym było mówić także i o tym, o czym już była mowa; zwłaszcza, że obowiązkiem naszym jest nauczać świeżo przystępujących do naszej wiary 1, i że lepiej jest obeznanych z nią obarczyć znanymi rzeczami, niźli nieobeznanych pozbawić tego, czego się nauczyć powinni.

    Wielka to i cudowna tajemnica, że Syn Boży, nie tworzący z Ojcem i Duchem Św. jednej osoby, ale podzielający z Nimi istotę, raczył zniżyć się do nas, współcierpieć z nami i być jednym ze śmiertelnych; tak święta i przedziwna, że najmądrzejsi ludzie nie zdołaliby pojąć znaczenia zamierzeń Bożych, gdyby „prawdziwa światłość” (Jan 1, 9) sama nie rozproszyła ciemności ludzkiej niewiedzy. Boć nie tylko w praktykowaniu cnót, nie tylko w zachowywaniu przykazań, ale i w (rozróżnianiu) szlaków wiary „ciasna i wąska jest ta droga, która wiedzie do żywota” (Mt. 7, 14). Nielada to trud i wielkie niebezpieczeństwo pośród niepewnych opinii, pośród fałszów, strojących się w pozory prawdy, kroczyć bez szwanku jedyną ścieżką zdrowej nauki i nie pozwolić się nigdy sprowadzić na manowce, skoro zewsząd grożą sidła błędu. Któż zdoła tego dokonać? Ten tylko, kogo Duch Boży poucza i kieruje, jak to stwierdza Apostoł: „A my nie wzięliśmy ducha tego świata, ale Ducha, który jest z Boga: abyśmy wiedzieli, co nam od Boga jest darowane” (1 Kor. 2, 12), i jak Dawid pięknie powiada: „Błogosławiony to człowiek, którego ty, Panie, wyćwiczysz, a nauczysz go zakonu swego” (Ps. 93, 12).

  2. My zatem, najmilsi, posiadając taki schron i warownię prawdy wśród niebezpieczeństw pobłądzenia, my, wykształceni nie na słowach ludzkiej mądrości, ale nauką św. Ducha oświeceni, wierzymy w to, o czym pouczeni zostaliśmy, w co i sami wierzymy i innym głosimy: Syn Boży – zrodzony z Ojca przed wszelkim czasem, współwieczny z Ojcem i równy mu istotnie – przyszedł na ten świat przez żywot Dziewicy, wybranej do tej tajemnicy miłości. W niej i z niej „Mądrość zbudowała sobie dom” (Przyp. 9, 1) i niezmienne Słowo Boże przybrało na się postać sługi na „podobieństwo grzesznego ciała” 2. Wspaniałość Boża wcale nie poniosła przez to uszczerbku ani w Nim, ani w Ojcu, ani w Duchu Św., ponieważ największa i wieczna Istota sama w sobie nie przyjmuje zgoła ani umniejszenia ani jakiejkolwiek zmiany. Zniżył się zaś z powodu słabości naszej do niezdolnych go pojąć i ukryć pod osłoną ciała blask swego majestatu, bo wzrok ludzki byłby go nie wytrzymał: Stąd powiedziane jest nawet, że „wyniszczył siebie samego” (Fil. 2, 7), jak gdyby wyzbył się własnej potęgi, gdy w tej pokorze, w której nam na pomoc przyszedł, nie tylko od Ojca, lecz i od siebie samego stał się niższym. Ale przez to zniżenie nie utracił niczego, on bowiem posiada z Ojcem i Duchem Św. wspólną istotę. Przeciwni, w tym właśnie widzimy działanie Wszechmocy, że podług własnej natury mniejszym 3 nie będąc od Ojca, według naszej stał się mniejszym. Wszak objaw to wielkiej potęgi, że światłość wejrzała na ślepych, moc na bezsilnych, miłosierdzie na nędzarzy, że Syn Boży istotę i sprawę człowieka wziął na siebie, aby odrodzić naturę naszą, Jego stworzenie, i zniszczyć śmierć, nie Jego dzieło.
  3. Raduj się przeto, wiaro wierzących prawdziwie! Odrzuć i trzymaj z dala od siebie wszelkie mniemania bezbożnych; dla nich Chrystus jest „głupstwem” lub „zgorszeniem”! (1 Kor. 1, 23). Poznawaj natomiast prawdziwego i jednorodzonego Syna Bożego nie tylko w jego boskiej, z Ojca zrodzonej naturze, ale i w ludzkiej, z dziewiczej matki na świat wydanej. Wszak On to jest ten sam w naszej niskości, co w majestacie Bożym: prawdziwy człowiek i prawdziwy Bóg; wieczny w tym, co jego własnością, doczesny w tym, co nasze; zjednoczony z Ojcem w istocie, nigdy nie mniejszej od Ojca, zjednoczony z matką w ciele, swym tworze. Przez przyjęcie na się naszej natury stał się dla nas stopniem, wiodącym do Niego przez Niego. Owa Myśl (istota) w pełni obecna na wieki i wszędy, nie potrzebowała „przestrzennie” zstępować na ziemię. To jej właściwość, że cała mogła połączyć się z człowiekiem i równocześnie cała pozostawać w Ojcu. „Słowo” tedy, istniejące „na początku” (Jan 1, 1), pozostaje (wiecznie) i nie zdarza mu się, żeby, czym jest, kiedyś nie było; boć Syn Boży wiecznie jest Synem Bożym, Ojciec wiecznie jest Ojcem. Stąd gdy Syn mówi: „kto mnie widzi, widzi i Ojca” (Jan 14, 9), ciebie, heretyku 4, odstępstwo od prawdy objawionej przyprawiło o ślepotę tak, że nie ujrzysz chwały Ojca, skoro wielkości Syna nie dojrzałeś. Skoro mówisz, jakoby został zrodzony dotąd nieistniejący, twierdzisz przez to samo, że Syn w Czasie otrzymał początek; skoro zaś twierdzisz, że Syn w czasie otrzymał początek; to wierzysz, że Ojciec jest zmienny. Zmiennym bowiem jest nie tylko to, co zmniejszeniu ale i co zwiększeniu podlega. I jeśli Syn dlatego nierówny jest Ojcu, podług twojego mniemania, że Ojciec zrodził tego, którego nie było, to w takim razie istota rodzącego także nie była doskonała, skoro przez rodzenie dopiero przyszła do posiadania tego, czego nie miała. Ale tę niecną i przewrotną twoją naukę wyklina i potępia wiara katolicka; ona nie uznaje w prawdziwym Bóstwie nic czasowego, jeno tak w Ojcu jak w Synu wyznaje tę samą wieczność. Wszak światło, ze światłości biorące początek, nie jest późniejsze od samej światłości. „Prawdziwa światłość” (Jan 1, 9) nigdy nie jest bez swego światła, boć równie dobrze istotną jej własnością jest – zawsze świecić, jak istotną jej własnością jest – zawsze istnieć. Za widzialne promieniowanie tego światła uważamy posłannictwo Chrystusa ukazującego się światu. Aczkolwiek bowiem wypełnia On wiecznie swoim niewidzialnym majestatem wszystko, to jednak przyszedł jak gdyby z bardzo odległego i wysokiego ukrycia do nieznających go, gdy zdjął z nich bielmo nieświadomości i gdy, jak napisane jest, „wzeszła światłość tym, którzy w mrokach i w cieniu śmierci siedzą” (Iz. 9, 2).
  4. Co prawda i w poprzednich wiekach świeciło światło prawdy ojcom świętym i prorokom podług słów Dawida: „wyślij światło twoje i prawdę twoją” (Ps. 42, 3); co prawda ujawnił Syn Boży działalność i obecność swoją w różny sposób i mnóstwem znaków, jednak wszystko to – i znaki i cuda – dało tylko świadectwo temu posłannictwu, o którym Apostoł mówi: „lecz gdy przyszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, uczynionego z niewiasty, uczynionego pod zakonem (Gal. 4, 4). Co te słowa oznaczają? To, że Słowo ciałem się staje, to, że Stwórca świata przychodzi na świat z żywota dziewicy, to, że Pan chwały rodzi się tak, jak my, ludzie, że poczęty z Ducha, wolny jest wprawdzie od skażenia ludzkiego nasienia i z matki bierze tylko ludzką naturę, nie mniej przeto przyjmuje prawdziwe ciało ludzkie, prawdziwą naszą istotę. W posłannictwie tym, jednoczącym Boga z człowiekiem, Syn jest nierówny Ojcu nie w tym, czym jest z Ojca, jeno w tym, czym z człowieka się staje. Niezmiennej w Bóstwie równości nie narusza przyjęte człowieczeństwo. Zniżenie się Stwórcy do stworzenia podnosi wierzących do tego, co wieczne. Albowiem, jak mówi Apostoł: „iż w mądrości Bożej świat nie poznał Boga przez mądrość, podobało się Bogu przez głupstwo przepowiadania zbawić wierzących” (1 Kor. 1, 21). „Świat”, tzn. mądrych tego świata, zaślepiła ich własna mądrość; nie mogli oni przez nią poznać Boga, ponieważ do jego znajomości tylko w jego mądrości się dochodzi. Że zaś świat chełpił się próżnością zasad swoich, więc właśnie dlatego oparł Pan wiarę mających się zbawić na tym, co niegodnym i naiwnym wydawać się mogło, ażeby ustały wszelkie uroszczenia mniemań ludzkich, natomiast żeby jedynie łaska Boża odsłaniała to, czego rozum ludzki nie zdoła pojąć.
  5. W pokorze tedy Pana chwała twoja, wiaro katolicka! Kościół, ciało Chrystusowe, niechaj się cieszy z tajemnicy swego zbawienia! Gdyby bowiem Słowo nie stało się ciałem i nie zamieszkało między nami, gdyby sam Stwórca nie zstąpił, aby zjednoczyć się ze swoim stworzeniem, gdyby przez swoje narodziny nie powołał starego rodzaju ludzkiego do nowego życia, śmierć panowałaby od Adama aż do końca (Rzym. 5, 14), i nieuniknione potępienie spotkałoby wszystkich ludzi, z samego bowiem faktu narodzin ten sam dla wszystkich powstawałby powód do zguby. Jedynie zaś tylko Pan Jezus pośród synów ludzkich narodził się niewinnym, On jeden bowiem począł się bez zmazy pożądliwości cielesnej. Stał się człowiekiem, jak my, abyśmy mogli uczestniczyć w naturze Boskiej. Począł się bowiem w łonie Najświętszej Panny, z tego samego źródła, jakie otworzył w chrzcielnicy. Nadał wodzie, co dał matce. Moc Najwyższego (Łk. 1, 35) i zaćmienie Ducha Św. sprawiły, że Maryja zrodziła Zbawiciela, one też sprawiają, że woda chrzcielna odradza wierzącego. Cóż mogło być bardziej odpowiedniego dla uzdrawiania chorych, przywracania wzroku ślepym i życia umarłym nad lekarstwo pokory na rany, zadane pychą? Adam przekroczeniem przykazań sprowadził na świat wyrok potępienia; Jezus podporządkowany prawu (Gal. 4, 4), przywrócił nam wolność usprawiedliwionych. Adam, powolny diabłu aż do złamania wierności Bogu, w swojej osobie wszystkim wysłużył śmierć; Jezus posłuszny Ojcu aż do śmierci krzyżowej (Fil. 2, 8), w swojej osobie wszystkim przyniósł życie. Adam pożądał czci aniołów, a sobie właściwą godność utracił; Jezus przyjął na siebie nędzę naszej natury, a do nieba wprowadził, zstąpiwszy do piekieł, oczekujących jego przyjścia. Adamowi, wreszcie, przez pychę upadłemu, oświadczono: „Proch jesteś i w proch się obrócisz” (Rodz. 3, 19); Jezusowi natomiast dla pokory wywyższonemu, powiedziano: „Siedź na prawicy mojej, aż położę nieprzyjacioły twoje podnóżkiem nóg twoich” (Ps. 109, 1).
  6. Te czyny Pana naszego przyniosą nam pożytek nie tylko przez swe tajemnicze działanie, ale i jako przykład do naśladowania, jeśli zbawcze środki zastosujemy w naszym postępowaniu i z treści, złożonej w misteriach, skorzystamy w obyczajach naszych. Pamiętajmy, że pokora i łagodność Zbawiciela winna być i nam przewodnią nicią życia, boć, jak Apostoł powiada: „jeśli współcierpimy, abyśmy też współ byli uwielbieni” (Rzym. 8, 17). Próżno nazywać siebie chrześcijaninem, jeśli się nie jest naśladowcą Chrystusa. Toć dlatego nazwał On siebie „drogą” (Jan 14, 6), że postępowanie mistrza winno być wzorem dla uczniów. Sługa tedy niechaj przyswaja sobie pokorę tego Pana, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Za czasów Leona W. wielu zgłaszało się o przyjęcie do Kościoła.

2

Rzym. 8, 3 Chrystus, poczęty bez grzechu, nie miał też grzesznego ciała; ponieważ jednak mógł cierpieć, więc miał postać „na podobieństwo grzesznego ciała”.

3

por. Jan 10, 30 i 14, 28; Mowa 23, 2.

4

Leon zwraca się tutaj przeciw herezji Ariusza.

Tags: św Leon Wielki Boże Narodzenie arianizm
2020-12-31

Mowa 24 na Narodzenie Pańskie – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 88–94.

  1. Najmilsi! W różny sposób i rozlicznymi środkami okazywał zawsze dobry Bóg swą pieczę rodzajowi ludzkiemu i wszystkim minionym wiekom miłościwie udzielał obfitych darów Opatrzności swojej. W najnowszej jednak dobie wylew Jego łaskawości sięgnął daleko poza dotąd spotykane granice. W Chrystusie bowiem:

    Prawda – do błąkających się po manowcach błędu,
    Miłosierdzie samo zstąpiło do grzeszników,
    Życie – do umarłych.

    Ono przedwieczne i współistotne z Ojcem Słowo przyjęło naszą niską naturę, aby ją zjednoczyć z Bóstwem swoim i Bóg z Boga zrodzony także jako człowiek się narodził. Od początku świata było to już wprawdzie przyrzeczone i licznymi znakami w słowie i czynie zapowiedziane 1. Jakżeż znikomą jednak cząstkę ludzi byłyby owe symbole i osłonione tajemnice uratowały, gdyby Chrystus przez przyjście swoje nie wypełnił tego, co było wtedy zapowiedzią przyszłości? Co owym niewielu przyniosło korzyść jako przepowiednia, stało się rzeczywistością, z której niezliczona ilość wiernych korzysta. Nas nie znaki i figury doprowadzają dopiero do wiary, ale już utwierdzeni w niej historią ewangeliczną czcimy to, w co wierzymy jako fakt dokonany; świadectwa zaś proroków przyłączają się nadto do pouczenia nas, aby nam odjąć wszelką możliwość wątpienia w to, o czym wiemy z tylu przepowiedni. O tym mowa w słowach wyrzeczonych do Abrahama: „Błogosławione będą w nasieniu twoim wszystkie narody ziemi” (Dz. Ap. 3, 25; Rodz. 12, 3). Do tego odnieść należy przyrzeczenie Boże dane Dawidowi i opisane przezeń proroczo: „Przysiągł Pan Dawidowi prawdę, a nie odmieni jej: z owocu żywota twego posadzę na stolicy twojej” (Ps. 131, 11). Do tego również, co rzekł Pan przez usta Izajasza: „Oto panna pocznie i porodzi syna i nazwą imię jego Emanuel, co się wykłada: Pan z nami” (Mt. 1, 23; Iz. 17, 14); jak i to drugie proroctwo: „Wynijdzie różdżka z korzenia Jessego, a kwiat z korzenia jego wyrośnie” (Iz. 11, 1; Dz. Ap. 13, 23). Dziewicza różdżka tutaj niewątpliwie przepowiada Najświętszą Maryję Dziewicę 2, Ona to pochodziła z rodu Jessego i Dawida, i z Ducha Św. począwszy, wydała na świat nowy kwiat ludzkiego ciała z macierzyńskiego a jednak dziewiczego łona.

  2. Niechaj przeto radują się sprawiedliwi w Panu, a serca wiernych gwoli chwały Bożej! Synowie ludzcy, wdzięcznie wyznawajcie przedziwne sprawy Jego! Boć w tym zwłaszcza dziele możemy poznać, w jak wysokiej cenie u Stwórcy jest nasz stan niski. Wielce on uposażył człowieka przy stworzeniu, że nas na obraz swój uformował, o wiele więcej jednak włożył w naszą naprawę, kiedy na się – On Pan – postać sługi przywdział. Chociaż z jednej to miłości pochodzi wszystko, czym Stwórca obdarzy stworzenie ale mniej zadziwia, gdy człowiek do Bóstwa wzwyż dąży, niż kiedy Pan Bóg na ludzką nizinę zstępuje. Gdyby tego jednak wszechmocny Bóg nie uczynił w dobroci swojej, nie byłoby sposobu usprawiedliwienia, nie byłoby zabiegu mądrości, zdolnego wydobyć nas z niewoli szatana i z otchłani śmierci. Wyrok potępienia, co razem z grzechem przeszedł z jednego na wszystkich, trwałby nadal w swej mocy, a śmiertelną raną osłabiona natura nasza nie znalazłaby lekarstwa, ponieważ o swoich siłach nie byłaby zdolna zmienić swego stanu. Pierwszy człowiek z ziemi otrzymał substancję ciała swego: tchnienie Stwórcy ożywiło go duszą rozumną 3, aby żył na obraz i podobieństwo Boże i odbijał w sobie, rzekłbyś w lśniącym zwierciadle, szlachetne naśladownictwo dobroci i sprawiedliwości Bożej. Gdyby tę przepiękną godność swej natury wypielęgnował był w sobie przez zachowanie otrzymanego przykazania, nie zepsuty duch jego doprowadziłby i ciało, z ziemi wzięte, do chwały niebieskiej. Ponieważ jednak niebacznie i nieszczęśnie uwierzył zawistnemu zwodzicielowi 4 i, podszeptom pychy jego dając ucho, pozostawione sobie pole do wzrastania we czci chciał raczej zagrabić, niż zasłużyć na nią, przeto nie tylko ów pierwszy człowiek, ale i całe jego potomstwo w nim musiało usłyszeć te słowa: „Ziemia jesteś i w ziemię się obrócisz” 5; „Jaki tedy ziemski, tacy i ziemscy” 6, nie ma zgoła nieśmiertelnych, bo nikt nie jest z nieba 7.
  3. Aby tedy rozwiązać ten węzeł grzechu i śmierci, Wszechmocny Syn Boży – on wszędyobecny i wszystko ogarniający, on równy we wszystkim Ojcu i współwieczny w jednej z nim i z niego istocie – przyjął na siebie naturę ludzką. Stwórca i Pan wszechrzeczy raczył stać się jednym ze śmiertelnych. Wybrał sobie na matkę swoje stworzenie. Ta, przy zachowaniu nienaruszonym dziewictwa, miała mu dostarczyć cielesnej tylko substancji, aby nowy człowiek, powstały bez skażonego ludzkiego nasienia, i czysty był, i prawdziwy jednak zarazem 8. Chociaż narodziny Chrystusa z żywota dziewicy były cudowne, nie wynika stąd, żeby on różnił się od nas naturą. Prawdziwy Bóg prawdziwym zarazem jest człowiekiem; ani w jednej ani w drugiej naturze nie ma najmniejszego fałszu 9, „Słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14) przez podwyższenie ciała, nie przez uszczuplenie Bóstwa. Bóstwo w ten sposób sharmonizowało potęgę z dobrocią swoją, że przyjęciem (człowieczeństwa) uszlachetniło co nasze, a udzieleniem (bóstwa) nie utraciło co swoje. W tych narodzinach Chrystusa, jak przepowiedział Dawid, „prawda wyrosła z ziemi, a sprawiedliwość z nieba spojrzała” (Ps. 84, 12). W tych narodzinach spełniły się słowa Izajasza: „niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela, a sprawiedliwość niech wzejdzie społem” (Iz. 45, 8). Ziemia to bowiem ciała ludzkiego, przeklęta w pierwszym przestępcy, jedynie w tym urodzeniu Najświętszej Panny wydała błogosławioną, wolną od skazy swego szczepu, odrośl. Jej duchowych narodzin każdy dostąpić może w odrodzeniu; dla każdego człowieka woda chrztu jest jakby łonem dziewiczym, ten sam bowiem Duch Św. napełnia źródło chrzcielne, co napełnił Dziewicę tak, że jak tam Święte Poczęcie sprawiło uwolnienie od grzechu, tak tutaj gładzi go mistyczne obmycie.
  4. Z tajemnicą tą nie ma nie wspólnego chorobliwy obłęd Manichejczyków, nie mają oni też najmniejszej cząstki w odrodzeniu Chrystusowym, skoro zaprzeczają jego narodziny w ciele z Maryi Dziewicy. Nie wierzą w prawdziwe Narodziny, konsekwentnie też nie przyjmują rzeczywistej Męki: skoro następnie nie wyznają prawdziwego złożenia do grobu, odrzucać też muszą rzeczywiste Zmartwychwstanie. Gdy raz weszli na stromą drogę przeklętej iście zasady, ciemnej zgoła i na wskroś rozwiązłej, pędzą w otchłań śmierci po pochyłości kłamstwa i nie mają się czego uczepić, aby się zatrzymać. Prócz wszystkich szkaradzieństw diabelskiego wynalazku, nawet w główne swoje święto 10 – jak to niedawno z ich zeznania okazało się – szukają uciechy w rzeczach i duszę, i ciało kalających, ani na uczciwość, ani na wstyd nie bacząc. W zasadach swych bezbożni, w praktykach religijnych bezecni 11.
  5. Aczkolwiek, najmilsi, i wszystkie inne herezje są potępienia godne w swych sprzecznych naukach, to jednak każda z nich z osobna wzięta zawiera też i coś z prawdy. Taki Ariusz 12 wielką popełnił niegodziwość i zgubił się przez nią, skoro twierdził, że Syn Boży mniejszy jest od Ojca i że jest jego stworzeniem, i skoro Ducha Św. uważał za stworzonego przezeń podobnie jak wszystko inne; ale przynajmniej istocie Ojca nie odmawiał boskości wiecznej i niezmiennej, choć jej nie widział w jedności Trójcy. Taki Macedoniusz 13 daleki od światła prawdy, nie przyjmował bóstwa Ducha Św., ale w Ojcu i Synu wyznawał jedną moc i tę samą naturę. Taki Sabeliusz 14 zdawał sobie przynajmniej sprawę. że jedna jest istota, nieodłączna tak od Ojca, jak od Syna, jak od Ducha Św., choć zabrnął w błąd nie do rozwikłania, gdy przypisywał „jedności”, co na karb „równości” złożyć należało. Gdy tedy prawdziwa Trójjedność nie mieściła się w jego głowie, w jedną tylko osobę wierzył pod trzema nazwami. Focyn 15 w zaślepieniu ducha nie wierzył, żeby Chrystus był Bogiem z Boga zrodzonym przed wszelkim czasem, ale wyznawał w nim rzeczywistego istotnie, tak jak my, człowieka. Apolinaris 16, pozbawiony gruntownego zmysłu wiary, wierzył jednak, że Syn Boży przyjął na siebie naturę rzeczywistego ciała ludzkiego, choć zdaniem jego w ciele tym nie było duszy, ponieważ jej miejsce zajęło bóstwo. Gdyby w ten sposób przejrzeć po kolei wszystkie błędne nauki, potępione przez wiarę katolicką, w każdej z nich znalazłoby się coś, co dałoby się wyłączyć od zdań potępienia godnych. U Manichejczyków, natomiast, w ich zgubnej z gruntu nauce nie masz zgoła nic, co można by z jakiegoś bodaj względu tolerować.
  6. Ale wy, najmilsi – a nie mogę was godniej nazwać niż słowy św. Piotra Apostoła, „rodzaj wybrany, królewskie kapłaństwo, naród święty, lud nabycia” (1 Piotr 2, 9) – wy, których fundamentem jest Chrystus, skała niezłomna, wszczepieni w samego Pana, Zbawiciela – trwajcie utwierdzeni w tej wierze; wyznaliście ją wobec wielu świadków, w niej – odrodzeni z wody i z Ducha Św. – otrzymaliście namaszczenie zbawienia i znak życia wiecznego. Gdyby zaś „kto wam opowiadał ponadto, coście otrzymali, niech będzie przeklęty” (Gal. 1, 9). Nie przekładajcie niecnych baśni nad tak jasne światło prawdy! Cokolwiek zdarzyłoby się wam czytać lub słyszeć przeciwnego regule katolickiego i apostolskiego symbolu, za zgubne zgoła miejcie to diabelstwo! Nie dajcie się zwodzić kłamliwym sztuczkom udanych i obłudnych postów; one nie do oczyszczenia, jeno do zguby dusz im służą. Tacy przybierają wprawdzie pozór życia pobożnego i czystego, ale płaszczykiem tym przykrywają rozwiązłość swego postępowania. Z zanadrza swego niegodziwego serca miotają pociski, a te ranią proste dusze, aby, jak się prorok wyraża, „postrzelali w ciemności prawych sercem” (Ps. 10, 3). Potężną obroną (przeciwko nim) jest wiara pełna, jest wiara prawdziwa; niczego dodać, niczego odjąć od niej nikt nie może. Wiara bez znamienia jedności nie jest wiarą, podług słów Apostoła: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, On jest nad wszystkimi i po wszystkim, i we wszystkich nas” (Ef. 4, 5). W jedności tej trwajcie, najmilsi, mocą ducha niewzruszoną. W niej dążcie do pełnego uświątobliwienia. W niej zachowujcie przykazania Pańskie. Wszak „bez wiary nie podobna jest spodobać się Bogu” (Żyd. 11, 6). Bez niej nie ma świętości, nie ma czystości, nie ma życia 17 „Sprawiedliwy bowiem z wiary żyje” (Rzym. 1, 17). Kto ją stracił, uwiedziony podstępem szatana, umarłym jest, choć żyje. Bo jak przez wiarę sprawiedliwość, tak też przez wiarę osiąga się życie wieczne, podług słów Zbawiciela, Pana naszego: „A ten jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, samego Boga prawdziwego i któregoś posłał Jezusa Chrystusa” (Jan 17, 3). On też niechaj to sprawi, abyście czynili postęp i wytrwali aż do końca, On, co z Ojcem i Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Por. Mowa 23, 4.

2

Łaciński tekst zawiera tutaj grę słów: „virga” i „virgo”.

3

Rodz. 2, 7.

4

Rodz. 3, 6.

5

Rozdz. 3, 19. W tłum. Wujka za Wulgatą: „Proch jesteś i w proch się obrócisz”.

6

1 Kor. 15, 48. Sens tych słów jest taki: Adam musiał umrzeć; podobnie całe jego potomstwo, z ziemi wzięte, także musi umrzeć.

7

Por. k. Kor. 15, 47: „Pierwszy człowiek z ziemi ziemski, drugi człowiek z nieba niebieski”.

8

Chrystus wziął z Matki N. nie pozorne ciało, lecz prawdziwą ludzką naturę.

9

Por. Ep. 28, 4.

10

Główne święto Manichejczyków zwane było „Bema”, dzień śmierci Manesa w marcu.

11

O prowadzeniu się Manichejczyków i procesie przeciwko nim por. Mowa 16, 4.

12

Por. odnośniki: 108 i 151 oraz Mowy: 16, 3 i 23, 2.

13

Macedoniusz (341–360), bp Konstantynopola; nie uznawał „homousia” Ducha Św.; nauczał, że Duch Św. niższy jest i podporządkowany Synowi.

14

Co do Sabeliusza por. odnośnik 108, Mowę 16, 3 i Ep. 15, 1.

15

Por. odnośnik 108.

16

Apollinaris, bp Laodycei, um. ok. r. 390. Nauczał, że w Chrystusie boski Logos zastąpił duszę ludzką; naukę jego potępił drugi sobór powszechny 381 r.

17

Mowa tutaj jest nie o życiu przyrodzonym, lecz o życiu nadprzyrodzonym.

Tags: św Leon Wielki Boże Narodzenie manicheizm arianizm herezja
2020-12-30

Mowa 23 na Narodzenie Pańskie – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 82–87.

  1. Najmilsi! Znane i osłuchane są to już dla was rzeczy co do tajemnicy, dzisiaj uroczyście obchodzonej. Lecz jak zdrowy wzrok lubuje się w widnym świetle, tak zdrowe serca mają wieczne źródło, radości w narodzinach Zbawiciela. Nie zdołamy ich wprawdzie wyjaśnić nigdy, jednak milczeniem pomijać ich nie możemy. Sądzimy bowiem, że owe słowa Pisma „Jego zrodzenie – któż je wysłowić zdoła”? 1 odnoszą się nie tylko do owej tajemnicy współwieczności Syna z Ojcem, ale i do tych narodzin (w czasie), przez które „Słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14).

    Bóg tedy, Syn Boży, współistotny z Ojcem i jednej z nim natury, Stwórca i Pan wszechświata, cały wszędoobecny i cały niczym nieograniczony, z następstwa czasów, co biegną według jego woli, wybrał sobie ten dzień, aby w nim dla zbawienia świata narodzić się z Najświętszej Maryi Panny, w pełni zachowując niewinność matczyną. Dziewictwa jej nie naruszyło rozwiązanie, podobnie jak nie skalało go poczęcie. „Aby się wypełniło”, jak prawi Ewangelista, „co jest powiedziane od Pana przez proroka mówiącego: oto panna w żywocie mieć będzie i porodzi syna; i nazwą imię jego Emanuel, co się wykłada: Bóg z nami” (Mt. 1, 23).

    Przez to cudowne narodzenie Najświętsza Panna wydała na świat w dziecięciu swym jedną prawdziwie boską i zarazem prawdziwie ludzką osobę 2. Boć obie natury, boska i ludzka, zachowały w Chrystusie swe właściwości, ale nie tak, żeby można było tutaj rozróżniać dwie osoby; ani też nie w ten sposób stworzenie połączyło się ze swym Stwórcą, żeby on był mieszkańcem, a ono mieszkaniem, jeno tak, że jedna natura z drugą najściślej się zespoliła. A chociaż inną jest biorąca, a inną przybrana natura, to jednak ta ich różnorodność w taką złączyła się jedność, że jeden i ten sam Syn i mniejszym od Ojca 3 siebie nazywa – ze względu na to, że jest prawdziwym człowiekiem – i równym Ojcu 4– ze względu na to, że jest prawdziwym Bogiem.

  2. Tego złączenia w jedno – stworzenia ze Stwórcą (w Chrystusie) – nie pozwoliło Ariuszowi dojrzeć zaślepienie ducha. Nie wiedząc, że Jednorodzony Syn Boży ma tę samą chwałę i tę samą istotę, co Ojciec, twierdził on, że Syn mniejszym jest co do bóstwa 5, i dowodził tego z tych objawów, które należy odnieść do postaci sługi. Syn Boży zaś dla okazania, że postać ta w nim nie do odrębnej od niego i nie do innej (jeno do jego własnej) osoby należy, w tej właśnie postaci raz się wyraża: „Ojciec większy jest, niźli ja” (Jan 14, 28), innym razem: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (Jan 10, 30). Boć w postaci sługi dla naszej przyjętej naprawy, „gdy przyszło wypełnienie czasu” (Gal. 4, 4), rzeczywiście mniejszy jest, niźli Ojciec, ale w Bożej postaci, przed czasem istniejącej, równy jest Ojcu. W ludzkiej niskiej postaci „uczyniony z niewiasty, uczyniony pod zakonem” (Gal. 4, 4) – w Boskim swoim majestacie pozostanie „Słowem Bożym, przez które wszystko się stało” (Jan 1, 3).

    Odpowiednio do tego 6 (w Chrystusie):
    Bóg, Stworzyciel człowieka,
    człowiekiem stworzonym się staje;
    (ale w obydwu postaciach:
    i Bogiem – jest podług wysokości przyjmującego naturę ludzką
    i człowiekiem – podług niskości przyjętego przez naturę boską).

    Każda bowiem z natur zachowuje bez uszczerbku swoje własności i jak postać Boża nie pochłania postaci sługi, tak postać sługi nie umniejsza postaci Bożej. Tajemnica tedy mocy zjednoczonej ze słabością pozwala właśnie na zasadzie ludzkiej natury nazywać Syna mniejszym od Ojca. Natomiast Bóstwo jedno i to samo w trójcy Ojca i Syna i Ducha Świętego, nie dopuszcza przyjąć w Niej jakiejkolwiek nierówności. Boć tutaj wieczność nie ma nie czasowego, natura nic niejednakiego; jedna tutaj wola, ta sama istota. równa potęga: nie trzej bogowie, lecz jeden tylko Bóg; prawdziwa i niepodzielna jest jedność, gdzie nie może być różnie.

    W całej zatem i pełnej naturze ludzkiej przyszedł na świat prawdziwy Bóg, cały w swoim, cały w tym, co nasze. Naszym zaś nazywamy to, w co nas Stwórca od początku uposażył i co podjął się przywrócić. Z tego bowiem, co zwodziciel narzucił, a co człowiek zwiedziony dopuścił, nie było ani śladu w Zbawicielu; choć słabości nasze nosił, nie miał jednak uczestnictwa w naszych grzechach. Przyjął na się postać sługi bez grzechowej zmazy. Ludzką naturę podniósł, boskiej w niczym nie umniejszył; wyniszczenie bowiem, co sprawiło, iż niewidzialny widzialnym się ukazał, było schyleniem się miłosierdzia, a nie zmniejszeniem mocy.

  3. Powołać tedy na nowo do szczęśliwości wiecznej uwikłanych w grzech pierworodny i w błędy świata, oto dlaczego zstąpił do nas Ten, do którego my wstąpić nie mogliśmy sami. Chociaż i była w wielu miłość prawdy, ale wśród rozbieżnych niepewnych opinii gubiła się ona w sidłach kłamliwych demonów, ignorancja zaś ludzka błąkała się to tam, to tam, pociągana w imię rzekomej wiedzy ku najróżnorodniejszym i sprzecznym z sobą poglądom. Aby położyć kres temu mamieniu, co usidlonego ducha ludzkiego oddawało w służbę nadętego pychą szatana, nie wystarczała nauka prawa; podobnie same tylko nawoływania proroków nie mogły przywieźć do pierwotnego stanu natury ludzkiej. Do zasad moralności musiało przybyć rzeczywiste odkupienie; ród nasz, w samym zawiązku zepsuty, trzeba było odrodzić u źródła nowego życia 7. Na pojednanie nasze potrzebna była żertwa czysta, z krwi naszej, ale obca naszemu skażeniu, aby postanowienie, na którego zasadzie podobało się Bogu zgładzić grzech świata narodzinami i przelaną na krzyżu krwią Jezusa Chrystusa, przysługiwało pokoleniom wszystkich czasów; a że tajemnice (zbawienne) różnie się kształtowały 8, stosownie do potrzeb czasów, nie miało nas to wprawić w zamieszanie, lecz raczej umocnić, zwłaszcza, że wiara nasza nie była różną w żadnej epoce 9.
  4. Przestańcie tedy narzekać! Ośmielacie się szemrać i przyganiać wyrokom Bożym. Zarzucacie, jakoby zbyt późno nastąpiło narodzenie Pana i jakoby przeszłe czasy nie miały udziału w tym, co zaszło na świecie w najnowszej dobie. Wszak Wcielenie Słowa włożyło tylko obowiązek wykonania tego, co dawno już było czynione 10. Tajemnica zbawienia ludzkości nie ustawała nigdy oddziaływać. Co głosili Apostołowie, to już prorocy zapowiadali i nie za późno spełniło się, w co tak długo wierzono. Mądrość i dobroć Boża przez tę zwłokę w spełnieniu dzieła zbawienia uczyniła nas bardziej podatnymi do przyjęcia jej powołania, zapobiegając w ten sposób wszelkim wątpliwościom za obecnych „dni Ewangelii” co do tego, co to mianowicie przepowiadało tyle znaków, tyle głosów, tyle tajemnic przez szereg wieków. Narodzenie Zbawiciela, przewyższające wszelkie inne cuda i wszelką miarę ludzkiego poznania, musiało tym większą obudzić w nas wiarę, im dawniejsza i częstsza poprzedzała je zapowiedź. Nie nowym to więc postanowieniem i nie spóźnionym zmiłowaniem zaradził Bóg potrzebom ludzkości. Przeciwnie, od stworzenia świata jedną i tę samą przyczynę zbawienia ustanowił. Łaska Boża po wsze czasy usprawiedliwiała świętych, ale przez narodzenie Chrystusa wzmogła się, nie zaś rozpoczęła. Tej wielkiej miłości tajemnica, wypełniająca dzisiaj świat cały, tak była możną już w swoich figurach, że znający tylko z wiary jej obietnicę, nie mniej osiągnęli, niż ci, co ją w darze otrzymali.
  5. Skoro tedy, najmilsi, oczywista miłość Boża takim bogactwem swej dobroci nas obsypała, że powołuje nas do żywota wiecznego nie tylko przez przykłady przed nami żyjących, lecz i sama ukazuje się nam jako Prawda widzialna i wcielona, jakżeż nieopieszałą i niecielesną radością dzień narodzenia Pańskiego święcić powinniśmy! Uczyni to każdy godnie i sumiennie, jeżeli nie zapomni, jakiego to ciała jest członkiem, do jakiej głowy przynależy; iżby od świętego budowania nie odpadł, rzekłbyś, kamień wybrakowany. Rozważcie, najmilsi, i w świetle Ducha Św. na to przede wszystkim zwróćcie roztropnie uwagę, kto nas w siebie przyjął i kogośmy w siebie przyjęli. Pan Jezus przez urodzenie stał się naszym ciałem; my, odradzając się – Jego ciałem. Stąd „członkami Chrystusowymi” (1 Kor. 6, 15) jesteśmy i „Kościołem Ducha Św.” (1 Kor. 6, 19); stąd też Apostoł święty powiada: „Chwalcie i noście Boga w ciele waszym!” (1 Kor. 6, 20); On nam wzór swej łagodności i pokory wyciska na sercu, On nas przepaja łaską odkupienia. Sam Pan daje tę obietnicę: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. Weźmijcie jarzmo moje na siebie, a uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek duszom waszym” (Mt. 11, 28, 29). Tak, bierzmy na siebie jarzmo prawdy przewodniej; nie ciężkie ono i nie twarde. Nie odbiegajmy w pokorze od Niego, jeśli w chwale Mu chcemy być podobni. On sam niechaj nas wspiera i doprowadza do osiągnięcia tego, co przyrzekł; On ci jest mocen gładzić grzechy nasze według wielkiego miłosierdzia swego i łaski swe w nas sprawować, Jezus Chrystus, ten nasz Pan, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Iz, 53, 8. W tłum. Wujka: „rodzaj jego kto wypowie?”

2

Słowa te zwracają się zapewne przeciw nestorianom, przyjmującym dwie osoby w Chrystusie, czyli dwóch synów (Ballerini).

3

Jan 14, 28: „Pater maior me est”.

4

Jan 10, 30: „Ego et Pater unum sumus”.

5

Ariusz, kapłan w Aleksandrii, uczył, że Chrystus, stworzony przez Ojca w czasie, był wprawdzie doń podobny (homoiusios), ale nie współistotny, że więc był istotą pośrednią między Bogiem i człowiekiem.

6

Miejsce to od słów: „Odpowiednio do tego” – aż do „nie umniejsza postaci Bożej” znajduje się też w Ep. 28, 3; podobnie następny nieco niżej ustęp: „w całej i pełnej naturze…”

7

Tj. w Chrystusie, nowym szczepie ludzkości.

8

Tj. znaki i figury Starego Testamentu, jak to wskazuje treść następnego rozdziału.

9

„Wiara nasza nie była różną w żadnej epoce”, ponieważ przewodnią ideą Starego Przymierza był Mesjasz obiecany, Nowego zaś mesjanizm dokonany.

10

Dla zrozumienia tego miejsca, porównaj wyrażenie samego Chrystusa P.: „Nie mniemajcie, abym przyszedł rozwiązywać zakon albo proroków. Nie przyszedłem rozwiązywać, ale wypełnić” (Mt. 5, 17).

Tags: św Leon Wielki Boże Narodzenie arianizm
2020-12-18

Mowa 16 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 49–52.

  1. Najmilsi! Jest to skutek działania podniosłej łaski Bożej, że serca chrześcijańskie nieprzepartą tęsknotą z ziemi do nieba codziennie się przenoszą. Ale i to, że człowiek żyje i utrzymuje się na tej ziemi, sprawia moc i opatrzność Stwórcy. Boć sam Bóg obiecuje nam dobra wieczne, co udziela doczesnych. Jak przeto w oczekiwaniu przyszłego szczęścia i w drodze doń przez wiarę Bogu dziękować powinniśmy, że nas prowadzi do przygotowanego królestwa chwały, tak też Boga mamy wielbić i wysławiać za dobrodziejstwa, rokrocznie już tutaj na nas zsyłane. Wszak w ten sposób od początku nadał Bóg płodność ziemi i tak złożył prawa urodzaju w każdym zarodku i w każdym nasieniu, że ani na chwilę nie odejmuje ręki swej od tego, co ustanowił. Owszem, we wszystkich rzeczach stworzonych trwają miłościwe rządy Stworzyciela. Wszystko, co na użytek ludzi wydają pola, winnice i oliwki, wszystko to Bóg w dobroci swojej darzy. On miarkując własności siły przyrody, jaskrawie wspiera niepewny skutku mozół rolnika tak, że na nasz pożytek wychodzą wiatry i deszcze, zimna i upały, dni i noce. Sama pomysłowość ludzka nie wystarczyłaby do tego, żeby człowiek mógł oglądać owoce swej pracy, gdyby Bóg nie dodał wzrostu do Niebieski miłościwie nam udzielił. Iluż to nie posiada ani doskonała miłość chrześcijańska i sprawiedliwość na tym polegają, że i my wspomagamy innych z tego, co Ojciec Niebieski miłościwie nam udzielił. Iluż to nie posiada ani roli, ani winnic, ani oliwek! Ich niedostatkowi przeto zaradzić należy z tej obfitości, którą nas Bóg obdarował. I oni razem z nami winni błogosławić Boga za urodzaj ziemski i cieszyć się, że posiadający mają czym podzielić się z biednymi i podróżnymi! Błogosławiony to śpichlerz, — godzien, by w nim stokrotnie mnożyły się plony, — z którego zaspokaja się głód cierpiących niedostatek i słabych, z którego pokrzepia się podróżnych w potrzebie, z którego zadawalnia się tęskne pragnienia chorych! Wszak dlatego dopuszcza Bóg sprawiedliwy na tych ludzi różne przykrości, ażeby móc uwieńczyć koroną zasługi tak potrzebujących współczucia za ich cierpliwość, jak współczujących za ich miłosierdzie.
  2. Każdy czas, najmilsi, nastręcza sposobność do tego dzieła. Ten jednak szczególniej się do niego nadaje. Ojcowie nasi święci, duchem Bożym natchnieni, ustanowili post grudniowy, aby po ukończeniu żniw składano Bogu należną Mu ofiarę wstrzemięźliwości. Każdy przeto powinien pamiętać, aby w ten sposób zużywał obfitość plonów, iżby dla siebie był wstrzemięźliwszy, a dla biednych hojniejszy! W jałmużnach bowiem i postach zawiera się najskuteczniejszy środek zadośćuczynienia za grzechy. A i modlitwa, takimi ofiarami poparta, szybciej dociera do tronu Bożego. Podług słów Pisma świętego „dobrze czyni duszy swej człowiek miłosierny” (Przyp. 11, 17). Nic bardziej nie jest czyjąś własnością, niż to, co wyłoży na potrzeby bliźniego. Wszelkie dobro, obrócone na usługi potrzebujących, zamienia się na kapitał wieczny. Z takiej szczodrobliwości rodzą się skarby nigdy nie zużyte i nigdy nie podlegle skażeniu. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt. 5, 7). Pełnią nagrody będzie dla nich Ten, który sam jest pierwowzorem tego przykazania.
  3. Nie ulega wątpliwości, ukochani moi, że gdy się oddamy uczynkom miłości czyniącym nas coraz więcej miłymi Bogu, wtedy nasz nieprzyjaciel — a umie on szkodzić i stara się o to — będzie miał stąd nowy bodziec do zawiści, i będzie usiłował zepsuć fałszywym chrześcijaństwem tych, których otwartym i krwawym prześladowaniem nie zdoła pokonać. Ma pod ręką heretyków. Może ich użyć do tego jako narzędzia. Wszak zaciągnął w ich szeregi walczących pod najrozmaitszymi sztandarami błędów i wziął ich pod swą komendę z chwilą, gdy dali się sprowadzić z drogi wiary katolickiej. Dla oszukania pierwszych ludzi posłużył się postacią węża. Dla uwiedzenia dusz prostych uzbroił języki heretyków jadem swego kłamstwa. Ale zasadzkom tym, najmilsi, staramy się zapobiec z pomocą Bożą, jako dbały o swe owce pasterz. Ponieważ i najmniejszą owieczkę z świętej owczarni pragniemy ustrzec od zguby, przestrzegamy was jak ojciec i upominamy, abyście unikali „ust nieprawych i języka zdradliwego” (Ps. 119, 2). Działa zaś w nich wszystkich ten, co wrogiem będąc prawdziwego światła, „przedzierzga się w anioła światłości” (2 Kor. 11, 14). W jego to sztuce zaprawił się Bazylides, w jego podstępach biegły jest Marcjon, za jego przewodem idzie Sabeliusz, za nim też ślepo kroczy Focyn, hołdownikiem tego władcy jest Ariusz, służką tego ducha jest Eunomiusz. Słowem cała gromada 1 tych drapieżnych wilków pod jego przewodnictwem odstąpiła od jedności Kościola i odpadła od prawdy, wziąwszy sobie jego za mistrza.
  4. Ale jeśli we wszystkich takich przewrotnych działaniach tak lub owak znać jego kierowniczą rękę, to już prawdziwą twierdzę zbudował sobie na manichejskim szaleństwie i obszerny dziedziniec, aby na nim hulać do woli. Rozporządza tu już nie jednym przewrotnym pomysłem, ale mieszaniną wszystkich błędów i złości. Co tedy poganie zdołali sprofanować, co tkwiący w cielesności judejczycy zaciemnić, co w tajemnych praktykach magii umiano zbeszcześcić, co wreszcie we wszystkich herezjach znajdzie się świętokradczego i bluźnierczego, wszystko to, jakby do steku wszelakiego plugastwa, do tej sekty spłynęlo. Nie podobna wyliczyć wszystkich ich zbrodni; takie ich mnóstwo, że mowa ludzka nie ma dość słów na ich określenie. Wystarczy kilka z nich zaznaczyć, abyście z tego, co posłyszycie, mogli wyrobić sobie sąd o tym, co pominiemy, nie chcąc obrażać skromności. Nie przemilczymy jednak ich praktyk religijnych, zarówno wszetecznych, jak niegodnych. Za łaską Pana zdołaliśmy je ujawnić i zbadać, aby nikt nie sądził, żeśmy w tej sprawie polegali tylko na pogłoskach i niepewnych opiniach. Rozkazaliśmy tedy przyprowadzić ich tzw. Wybranych i Wybrane 2 na posiedzenie. Wzięli w nim udział biskupi, a także i dobrani chrześcijanie, co znakomitsi. Kiedy już świadkowie dostateczne rzucili światło na przewrotne zasady swych wierzeń i na zwykły przebieg swych świąt, odsłonili nam taką zbrodnię, że na samo jej wspomnienie trzeba się rumienić. Została ona zbadana skrupulatnie, aby i zwykłym w takich wypadkach niedowiarkom i nałogowym przekorom nie pozostawić najmniejszej wątpliwości. Świadkami byli Wszyscy ci, co tę odrażającą zbrodnię przygotowali: mianowicie dziewczynka, co najwyżej dziesięcioletnia, dwie kobiety, wychowujące ją i do tej ohydy przysposabiające; obecny też był młodzieniaszek, skaźca dziewczyny, i biskup ich, kierownik całej tej strasznej sprawy. Wszystkie te osoby zeznały zupełnie jednozgodnie. A ujawniły takie okropności, że po prostu nie można było ich słuchać 3. Żeby nie obrażać przyzwoitych uszu, nie będziemy o nich mówili otwarcie. Wystarczy przejrzeć akta sprawy, aby się jasno przekonać, że nie masz w tej sekcie ani obyczajności, ani uczciwości, ani nawet śladu jakiegoś wstydu. Kłamstwo jest dla niej prawem, diabeł religią, hańba ofiarą.
  5. Takich przeto ludzi, przybywających do nas coraz licznej z powodu zamieszek w innych krajach, nie dopuszczajcie, najmilsi, do swego towarzystwa! Wy, kobiety zwłaszcza, unikajcie wszelkich z nimi znajomości i rozmów, abyście nadstawiając ciekawie ucha na ich baśnie, nie wpadły w sidła szatańskie! Wie dobrze diabeł, że pierwszego mężczyznę uwiódł przez usta kobiety, i wszystkich ludzi pozbawił raju rozkoszy przez łatwowierność niewieścią. Dlatego z większą pewnością siebie dybie na wasz rodzaj, aby obedrzeć z wiary i wstydu te, które zdoła zwabić przez sługi swojego kłamstwa. Następnie proszę Was jeszcze o to najsilniej, umiłowani moi: jeśli kto z was dowie się, gdzie oni mieszkają, gdzie szerzą swą naukę, gdzie chodzą w odwiedziny, w czyim towarzystwie przebywają, niech o tym zawiadomi nas, boć sprawa ta największą napełnia nas troską 4. Niewielki bowiem miałby pożytek stąd, kto by za łaską Ducha Św. sam wprawdzie nie dał się złowić, ale obojętny był na to, że inni wpadają w sidła. Przeciwko wspólnym wrogom i dla wspólnego dobra zarówno wszyscy czuwać powinniśmy, aby od rany jednego członka w ciele nie poczęły się psuć inne. Kto sądzi, że nie należy takich ludzi ujawniać, wiedząc o nich, okaże się współwinnym z nimi na sądzie Chrystusowym, nawet gdyby nie porozumiewał się z nimi.
  6. Obudźcie przeto w sobie świętą gorliwość, jakiej wymaga troska o sprawę religijną! Przeciwko srogim nieprzyjaciołom dusz stańcie wszyscy jak jeden mąż na straży! Boć dlatego Bóg miłosierny ujawnił nam część tych szkodników, aby w obliczu jawnego niebezpieczeństwa obudzić naszą czujność i ostrożność. Nie można poprzestać na tym, co dotychczas zrobiono, poszukiwanie musi trwać nadal! Sprawi ono za Bożą pomocą, że nie tylko ci, którzy prawą zachowali wiarę, trwać będą w niej bez szwanku, ale i wielu, co dali się uwieść i oszukać diabłu, odwróci się od błędu. Swoje zaś modlitwy, jałmużny i posty tym święciej przez to oddanie złożycie Bogu miłosiernemu, gdy i ta sprawa wiary przybędzie do innych obowiązków religijnych. W środę przeto i w piątek pośćmy. W sobotę zaś u obecnego wśród nas św. Piotra Apostoła odprawiajmy wigilie, on bowiem, jak z doświadczenia wiemy i wierzymy mocno, czuwa nieustannie nad powierzonymi sobie przez Pana owieczkami jako dobry pasterz. Wstawiennictwem swoim wyprosi on Kościołowi Bożemu, aby — jego nauczaniem oświecony — pozostał wolnym od wszelkiego błędu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Footnotes:

1

Bazylides, główny obok Walentinosa przedstawiciel gnozy egipskiej; urodził się w Syrii, nauczał w Aleksandrii, ok. r. 130 po Chr. Podług relacji św. Ireneusza podstawą jego systemu był dualizm bytu oraz idea emanacji. Podług św. Hipolita natomiast był to ewolucyjny panteizm.

Marcjon z Synopy, syn tamtejszego biskupa, przybył do Rzymu ok. 140 r., przyłączył się do Cerdona, gnostyka syryjskiego. Głosił naukę o 2 wiecznych i niestworzonych początkach bytu: bogu dobrym i bogu złym.

Sabeliusz, pochodził albo z Pentapolis w Afryce, albo z Italii, żył pod koniec 2 i na pocz. 3 w. Głosił modalistyczny monarchianizm. Por. Mowa 24, 5.

Focyn, pochodził z Sirmium, um. 376 r. Uważał, że Chrystus, człowiek cudownie narodzony, przez moralny rozwój doszedł do boskiej godności.

Ariusz, ksiądz z Aleksandrii, um. 336 r. Nauczał, że Chrystusa, podobnie jak Ducha Św. stworzył Bóg; Syn przeto różni się w istocie od Ojca; nazywa się zaś „Synem Bożym” tak, jak inni ludzie „dziećmi Bożymi”. Por. Mowy 23 i 24.

Eunomiusz, pochodził z Kyzikos, uczeń Ariusza, rozwijał jego system.

2

„Wybrani i wybrane” u Manichejczyków zobowiązywali się przyjąć trzy znamiona tzw. signacula. Signaculum oris wzbraniało im pożywać pewnych potraw; signaculum manus zakazywało im uśmiercać cokolwiek, nawet zwierzęta i rośliny; wreszcie signaculum sinus wkładało obowiązek zupełnego wstrzymania się od pożycia płciowego. „Słuchający” natomiast winni byli żenić się i swoją pracą utrzymywać „Wybranych”.

3

Por. Mowa 76. 7.

4

Podobne żądanie mieliśmy w Mowie 9, 4; każe tam św. Leon zawiadamiać kapłanów.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent herezja arianizm manicheizm
2020-12-16

Św. Euzebiusza, Biskupa Wercelskiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 370.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Suryusza i Kardynała Baroniusza.)

Święty Euzebiusz przyszedł na świat w wieku IV, w Kagliari, stolicy wyspy Sardynii. Ojciec jego za wiarę w więzieniu umarł. Matka imieniem Restytuta owdowiawszy, przeniosła się z dziećmi do Rzymu, kiedy Euzebi był już dorosłym młodzieńcem, lecz jeszcze katechumenem: to jest gotującym się do Chrztu świętego. Zasiadający wtedy na stolicy Apostolskiéj tegoż imienia Papież święty Euzebiusz, miał sobie przez Anioła objawioném, że młodzieniec ten do wielkiéj dojdzie świątobliwości. Sam go chrzcił nadając mu swoje imię, a gdy mu ten sakrament udzielał, widziano duchy niebieskie otaczające neofitę. Od téj chwili nasz Święty, zajaśniał takiemi cnotami, że go wszyscy Aniołem ziemskim nazywali. Święty Sylwester Papież, wyświęcił go na Dyakona, a święty Marek jego następca, na kapłana. Papież ten wkrótce potém umarł; a Juliusz I-szy, wyniesiony po nim na stolicę Apostolską, oceniając w Euzebiuszu wysoką jego świątobliwość i gorliwość w obronie wiary świętéj przeciw kacerstwu aryańskiemu szerzącemu się wszędzie podówczas, zrobił go Biskupem Wercelskim w Liguryi, gdzie szczególnie ta herezya panowała.

Na godność tę wyniesiony mąż Boży, do takiéj doszedł świątobliwości, że gdy miewał Mszę świętą, Aniołowie pomagali mu do rozdawania ludowi Komunii, i wtedy śpiewem swoim od wielu słyszanym, kościół napełniali. Woda którą przy Mszy świętéj palce omywał, przywracała wzrok ślepym, oczyszczała trędowatych, i wielu chorych uzdrawiała. Gdy przybył do Wercelii stolicy swojego Biskupstwa, aryanie zatarasowali bramę od miasta, aby mu wejście zamknąć. Euzebi pomodlił się, a brama silnie zabarykadowana cudownie się przed nim otworzyła.

Papież Liberyusz następca świętego Juliusza, wysłał posłów do cesarza Konstancyusza przebywającego naówczas w Galii, aby uzyskać jego względy dla Kościoła, któremu okazywał się nieprzychylnym, wplątany będąc w kacerstwo aryańskie; do grona prałatów przeznaczonych do poselstwa tego przyłączył i świętego Euzebiusza. Za jego téż to głównie wpływem, Cesarz zgodził się na zebranie w Medyolanie Soboru, gdzie sprawa świętego Atanazego Z Aryanami, miała być nanowo rozstrzygniętą. Jakoż, w roku następnym, w mieście tém, Sobór się zgromadził: lecz że na nim cesarz z aryanami przewodził, więc z tego powodu z początku, Euzebi nie chciał do niego należeć. Wszakże późniéj z rozkazu Papieża, wraz z jego Legatami udał się do Medyolanu. Tam gdy przyszło do tego że Biskupi aryańscy, wzywali go do podpisania wyroku potępiającego świętego Atanazego, nietylko tego nie uczynił, lecz wyjąwszy z zanadrza skład wiary soboru Nicejskiego, zażądał aby najprzód wszyscy Biskupi podpisali takowy na dowód swojéj prawowierności. I- o po mianéj przez niego w tym duchu przemowie, większa część Biskupów, już uczynić chciała, kiedy Walencyusz, zagorzały Biskup aryański, święte to pismo podarł w kawałki. Cesarz Konstancyusz rozgniewany z tego powodu, wydał Euzebiego na pastwę aryanom, którzy prześladując go w różny sposób, a przez najętych złoczyńców ciężko go nawet zbiwszy, w końcu wymogli na cesarzu że go skazał na wygnanie.

Najprzód zawieziony został do miasta Scytopolis we Frygii. Tam panujący Hrabia Józef, który nawrócony z wyznania żydowskiego był prawowiernym i gorliwym katolikiem, przyjął go ze czcią największą, jako Biskupa prześladowanego za wierność Kościołowi. — Lecz Patrofilus, Biskup tegoż miasta, jeden z najzajadlejszych aryanów, dowiedziawszy się o tém, kazał go potajemnie schwycić, i zamknął go w tak ciasnéj i nizkiéj izdebce, że stać w niéj wyprostowany nie mógł, ani wyciągnąć się leżący. Kazał mu jednak zanosić potrawy z własnego stołu, lecz to w tym celu jedynie aby mógł głosić że Euzebi jest z nim, chociaż aryanem, w stosunkach i jedności. Święty przez dni kilka żadnego nie brał posiłku, żeby przez to nie dać pozoru że z kacerzem trzyma. Wycierpiał przeto wiele od głodu, a i najdotkliwszych obelg mu tam nie szczędzili. Wszakże Patrofilus, obawiając się aby tam nie umarł ze sławą Męczennika, widząc iż z jego stołu potraw w żaden sposób przyjmować nie chce, kazał mu je zanosić od innych osób.

Po pewnym czasie wywiódł go z téj ciemnicy i kazał zaprowadzić najprzód do Kapadocyi a potém do Egiptu. Wtedyto, doznał ten święty Biskup różnego rodzaju mąk, jakie mu zadawali jużto morząc go głodem, już pędząc bez miłosierdzia pieszo gdy ci co mu do straży przydani byli konno jechali; co wszystko kilka razy ledwo go o śmierć nie przyprawiło. Znosił to mąż Boży nietylko cierpliwie, lecz i ze świętém weselem, a szczęśliwy że za Chrystusa cierpi, cieszył się nadzieją że wkrótce kacerze przestaną tak przemożnie wichrzyć Kościołem.

Jakoż, doczekał się tego. Po śmierci Konstancyusza, w roku Pańskim 361 zaszłéj, Julian krewny jego, na tron wstąpiwszy, przywołał z wygnania wszystkich Biskupów, a pomiędzy nimi i Euzebiego. Nie zaraz jednak wrócił on do swojéj stolicy, gdyż Papież znając jego gorliwość w zwalczaniu kacerzy, którzy szczególnie na Wschodzie rozwielmożnili się byli, zamianował go swoim Legatem w téj części cesarstwa. Wtedy Euzebiusz udał się najprzód do Aleksandryi, aby się widzieć ze świętym Atanazym Biskupem tego miasta, w obronie którego właśnie tyle wycierpiał. Zgromadził tam wraz z nim Sobór prowincyonalny, który go wysłał do wszystkich miast na Wschodzie dla przyjmowania na łono Kościoła prałatów, kleryków i inne osoby, które prześladowanie Konstancyusza wpędziło było w sektę aryańską. Dokonał tego błogosławiony Biskup z najpożądańszym skutkiem i wielkiém zadowoleniem katolików, których wszędzie budował swoją świątobliwością, a kazaniami utwierdził w wierności Kościołowi. Udał się także i do Antyochii, gdzie Kościół rozdzielony był i wichrzony sekciarzami; lecz tam wystawiwszy się tylko na wielkie niebezpieczeństwo grożące jego życiu, nie wielkiemi pożytkami prac swoich mógł się cieszyć, z powodu nietrafności postępowania w tejże sprawie miejscowego Biskupa Paulina.

Przebiegłszy tym sposobem wszystkie Dyecezye na Wschodzie, i przywróciwszy w nich Kościołowi pokój, powrócił do Włoch. Tu znowu, gdzie tylko się pojawił, przywodził aryanów do wyrzeczenia się swoich błędów i jednał ich z Kościołem. Z taką bowiem łagodnością i miłością z nimi postępował, że prawie żaden z tych z którymi się zetknął, nie mógł mu się oprzeć. W Rzymie, Papież go przyjął ze szczególnemi względami i największą łaskawością. Gdy do swojéj stolicy w Wercelii przybył, wierni którzy tłumnie wyszli na jego spotkanie, tak byli uradowani z jego powrotu, że porwawszy go na ręce za miastem, zanieśli do katedry na tron Biskupi.

Pod jego zarządem, odżyła ta Dyecezya i znikły w niéj resztki kacerstwa aryańskiego. Zajął się téż jak najgorliwiéj, aby żadne ślady téj zgubnéj sekty nie pozostały pomiędzy jego Dyecezyanami. Używał na to wszelkich środków. Chcąc rozżywić pomiędzy wiernymi ducha zakonnego, któremu aryanie byli najprzeciwniejsi, sprowadził z Egiptu zakonników, których będąc tam podziwiał świątobliwość, i wybudował im klasztor w Wercelii hojnie go zaopatrzywszy. Co większa: przekonany że nic skuteczniéj nie przemawia do drugich, jak własny przykład, chociaż wtedy już w bardzo podeszłym był wieku, niezrzekając się wcale zarządu swojéj Dyecezyi, owszem zajmując się nim najczynniéj i najgorliwiéj, sam do tego zgromadzenia wstąpił. Większą część nocy spędzał na modlitwie, w postach był ustawiczny, w uczynkach miłosierdzia niezmordowany. Odwiedzał biednych po mieszkaniach, wspierał ich hojnie, a żaden ubogi udający się do niego, nie odchodził nigdy bez pociechy i jałmużny. Wybudował wspaniały kościoł, pod wezwaniem świętego Teonasta Męczennika, i zrobił z niego katedrę Biskupią, którą późniéj jeden z jego następców Albin, przez świętego Hermana Biskupa Angzereńskiego wyświęcił pod wezwaniem świętego Euzebiego. Zpomiędzy znaoznéj liczby kapłanów których miał ciągle przy sobie i którzy byli jego synami duchownymi, wielu wyszło na wielkich sług Bożych, jakoto: święty Dyonizy Biskup Medyolański Męczennik, święty Limeniusz który wstąpił po nim na Biskupstwo Werceleńskie, święty Honorat który mu towarzyszył nieodstępnie na wygnaniu, a który po świętym Limeniuszu zostawszy Biskupem Werceleńskim, usposabiał na śmierć świętego Ambrożego, święty Gaudenty Biskup Nowarry i wielu innych.

Euzebi był bardzo wymowny, a w językach greckim i łacińskim tak biegłym jak mało który z najuczeńszych mężów za jego czasów. Kilka ksiąg Orygenesa najstaranniéj z błędów oczyścił, i na łaciński język przełożył. Będąc na wygnaniu, napisał kilka odezw Biskupich do duchowieństwa i ludu swojéj Dyecezyi, pełnych świętego namaszczenia i głębokiéj nauki. W jednéj z nich opisuje jak go aryanie męczyli, niemogąc wymódz na nim zatwierdzenia swoich błędów. Powiada że razu pewnego obaliwszy go u wierzchu u schodów i porwawszy za nogi, zwlekli aż na dół: „Kacerze, pisze on przy końcu, chlubią się swoją wielką potęga; chciałem téż im dowieść że się jéj nie obawiam, oddając im jak katom ciało moje na pastwę. Przez dni kilka nie oszczędzali mnie wcale, lecz ani słowa z ust moich wydobyć nie mogli.”

Wszakże i po powrócie jego do Wercelii, czyhali oni bezustannie na niego, widząc w nim głównego swojego i na Wschodzie i we Włoszech pogromcę. Wszczynali mu ciągle nowe trudności, z których wychodził zawsze zwycięzko, a ci nieprzyjaciele Chrystusowi porażeni zostawali. Postanowili téż w końcu, pozbyć się go jakimkolwiek sposobem. Podbudzili rokosz w mieście, wśród zamieszania porwali świętego Biskupa z jego mieszkania, potém włócząc go obalonego na ziemię po skalistéj drodze, z czego wiele ciężkich ran poniósł, w końcu domordowali kamieniami. Poniósł śmierć dnia 1-o Sierpnia, roku Pańskiego 371, mając już wtedy lat ośmdziesiąt ośm, i Martyrologium Rzymskie pod dniem dzisiejszym o nim wspominając, nazywa go Męczennikiem. Ciało jego pochowane zostało w kościele świętego Teonasta, przez niego zbudowanym, a gdy w wieku XVI tę katedrę przebudowywano, znaleziono na grobie jego wiersze, opisuiyce jego śmierć męczeńską.

Pożytek duchowny

O! jak ci drogą być powinna wiara święta katolicka, krwią i śmiercią tylu świętych Męczenników ustalona i swierdzona! Dziękuj z całego serca Panu Bogu, że ci dał na łonie jéj narodzić się; lecz pamiętaj że aby w niéj być zbawionym, i uczynki do praw tejże wiary świętéj ściśle i we wszystkiém stosować potrzeba.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną uroczystością błogosławionego Euzebiusza rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę Jego przejścia do Nieba, jego tam pośrednictwem za nami cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1086–1089.

Tags: św Euzebiusz z Vercelli „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik arianizm św Atanazy
2020-12-14

Św. Spirydona, Biskupa cypryjskiego

Żył około roku Pańskiego 330.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Spirydyon rodem z wyspy Cypru, przyszedł na świat w drugiéj połowie III wieku. Był synem rodziców bardzo zamożnych, lecz że ich bogactwo stanowiły głównie wielkie trzody owiec, więc młodym chłopaczkiem będąc, sam je pasał w polu. Późniéj starannie wychowany, odznaczał się od lat najmłodszych wielką pobożnością i wielkiém dla biednych miłosierdziem. Pojąwszy za żonę dziewicę podobnież bardzo pobożną, po pierwszéj córeczce jaką mieli, poślubili dozgonną czystość i odtąd jak brat z siostrą żyli. Niezadługo potém straciwszy żonę, Spirydyon odsunął się zupełnie od świata, i oddawał się już tylko bogomyślności, czytaniu ksiąg świętych i miłosiernym uczynkom, a odtéj już pory Pan Bóg obdarzył go łaską czynienia cudów: wielu chorych uzdrowił i wielu opętanych od złego ducha uwolnił.

Młodym był jeszcze, gdy po śmierci biskupa Cypryjskiego na tę godność wyniesiony został. Na pasterstwie zajaśniał i wysokiemi cnotami, i nadzwyczaj licznemi cudami. Zwykle odbywał podróże po swojéj Dyecezyi pieszo, i gospodą stawał u najbiedniejszych ludzi, za co im zawsze wypraszał jakąś szczególną i wielką łaskę Bożą. Raz znajdując się w domu pewnego mieszkańca, który go gościł u siebie, gdy gospodyni z wielką uprzejmością mu usługiwała, odchodząc rzekł do niéj po cichu: „Wyspowiadaj się z grzechu zatajonego, który ci obciąża sumienie.” Jakoż, kobieta ta przez wiele lat świętokradzką spowiedź odbywała. Zdziwiona że święty Biskup to odgadł, poszła zaraz do spowiedzi, i uczyniwszy najdokładniejsze wyznanie, wyszła z niebezpiecznego stanu w jakim zostawała jéj dusza.

Kiedy w Nicei odbywał się Sobór zwołany przez Papieża świętego Sylwestra, na którym kacerstwo Aryusza potępioném zostało, znajdował się na nim i święty Spirydyon. Zgromadziło się tam wtenczas, dla przypatrzenia l się tak poważnemu zgromadzeniu, nietylko 1 wielu uczonych chrześcijan, lecz i kilku najsławniejszych filozofów pogańskich. Między nimi był jeden nadzwyczaj bystrego rozumu, znakomitéj wymowy a tak zręczny i wykrętny w swoich rozumowaniach, że najuczeńsi Biskupi katoliccy wdawszy się z nim w rozprawy, przekonać go o prawdzie nauki chrześcijańskiéj nie mogli. Dowiedziawszy się o tém Spirydyon, poprosił aby z nim samym publicznie filozof ów rozprawił się. Ten zgodził się na to tém chętniéj, że Święty nie uchodził wcale za uczonego i biegłego w rozprawach. Gdy do takowéj przyszło, Spirydyon w najprostszych słowach streścił filozofowi całą naukę chrześcijańską o przenajświętszéj Trójcy, o Wcieleniu Syna Bożego, o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa, i potém rzekł do niego: „Oto jest wyznanie wiary chrześcijańskiéj: teraz zrób wyznanie tego w co ty wierzysz. Na co mędrzec pogański, z razu zmieszany, a w tejże chwili łaską Boską oświecony, odpowiedział: „Wierzę w to co ty wierzysz, i wyznaję żeś powiedział prawdę”, a potém zwracając się do innych filozofów swoich towarzyszy, zdziwionych taką nagłą w nim przemianą, rzekł do nich: „Gdy rozprawiano ze mną używając ns przekonanie mnie słów wymownych, i rozumowań czysto ludzkich, odpierałem wymowa wymowę, i naprzeciw rozumowaniom ludzkim, stawiałem ludzkie rozumowanie. Lecz gdy moc Boża przemówiła do mnie przez usta sługi Swojego, wymowa i rozumowanie ludzkie oprzeć się jéj nie mogły.” Nawrócił się tedy i o Chrzest święty prosił.

Podczas gdy Spirydyon był na tym Soborze, gdzie wiele i innych cudów uczynił, umarła na Cyprze córka jego Irena, wielkiéj świątobliwości dziewica. Po powrócie ojea do Dyecezyi, przybyła do niego pewna kobieta, wielce zasmucona, z powodu iż córce jego powierzyła była do schowania nadzwyczaj kosztowny dyament, lecz takowego od niéj przed śmiercią nie odebrała i nie miała czasu dowiedzieć się gdzie był schowany. Spirydyon przetrząsł całe mieszkanie córki, a nieznalązłszy klejnotu, w towarzystwie kilku osób poszedł na grób jéj i rzekł: „Ireno córko moja, gdzieś schowała klejnot który ta kobieta powierzyła straży twojéj?” Dziewica odpowiedziała na to jakby żywą była: „złożyłam go na tém i na tém miejscu, i takowe wymieniła, i tam go mój ojcze znajdziesz.” – Spoczywaj więc w spokoju córko moja, odpowiedział ojciec, aż cię Pan w dzień sądu obudzi, aby cię wskrzesić z innemi.” Potém udał się na miejsce przez Irenę wskazane, znalazł dyament i oddał go kobiecie do któréj należał.

Konstancyusz który po Konstantynie został cesarzem Wschodnim, wydawszy wojnę Persom, ciężko zachorował w Antyochii. Gdy lekarze oświadczyli iż żadnéj nadziei nie mają przyprowadzenia go do zdrowia, uciekł się on do Pana Boga. Podczas modlitwy wśród nocy, stanął przed nim Anioł, a przy nim liczne grono Biskupów, z których wskazał mu dwóch szczególnie, mówiąc: „Jeden tylko z tych dwóch może cię uzdrowić.” Cesarz spragniony powrótu do zdrowia, kazał sprowadzić do siebie jak najwięcéj Biskupów. Skoro między niemi ujrzał biskupa Cypryjskiego, zaraz poznał iż był jednym z tych dwóch których mu Anioł wskazał, i prosił go aby się nad nim pomodlił. Spirydyon położywszy ręce na głowie cesarza wezwał imienia Pańskiego, i wnet go uzdrowił.

Lecz przy tym codzie, trzy jeszcze inne zaszły okoliczności, dowodzące świętości tego Biskupa. Sługa Boży ubierał się bardzo biednie gdy wszedł do pałacu cesarskiego, a jeden z żołnierzy będący ns warcie, ujrzał go na schodach prowadzących do mieszkania Konstancyusza, wziąwszy go za jakiego włóczęgę, krzyknął na niego aby się wrócił. Widząc zaś że Spirydyon idzie daléj, przyskoczywszy do niego dał mu policzek i wypędził z pałacu. Święty przyjął tę obelgę najspokojniéj, i po chwili znowu powrócił. Tymczasem ów Żołnierz dowiedział się iż to był Biskup, upadł mu więc do nóg prosząc o przebaczenie, a Spirydyon uściskał go serdecznie, dając mu tylko naukę, że i z ubogim należy się obchodzić z miłością.

Święty ten cudotwórca, nietylko na ciele uzdrowił cesarza, lecz i na duszę jego wpłynął najzbawienniéj. Dotąd w niewielkich względach było u Konstancyusza duchowieństwo; od téj pory ten stan szczególnie poważał, i nawet wydał rozporządzenie mocą którego wszystkich sług Ołtarza od podatków uwolnił. Po odzyskaniu zdrowia za modlitwą świętego Spirydyona, cesarz chciał mu ofiarować bardzo bogate dary. Biskup nie chciał przyjąć ich z razu, lecz gdy cesarz silnie nalegał, wziął je i niezwłocznie w Antyochii rozdał ubogim. Konstancyusz nie obraził się za to wcale, mówiąc: „Nie dziwię się że człowiek ten tak wielkie cuda czyni, kiedy tak dalece umie gardzić dostatkami ziemskiemi.” Przykładem zaś jego i sam pobudzony, na podziękowanie Panu Bogu za cudowne uzdrowienie, z hojnością cesarską poczynił jałmużny.

Podczas tego pobytu w Antyochii, Święty według swego zwyczaju, nie przyjął mieszkania w pałacu cesarskim, chociaż mu je przygotowano, lecz stanął u jednego z mniéj zamożnych mieszczan. Tam przybiegła do niego uboga kobieta niosąc na ręku nieżywe dziecię, które złożyła u nóg jego, niemogąc nawet od płaczu powiedzieć że go prosi aby je wskrzesił. Spirydyon zdjęty wielką litością nad strapioną matką, pomodlił się nad dzieckiem, i podnosząc je żywe, oddał téj kobiecie. Matka tak tém uradowaną została, że z téj radości tknięta apopleksyą, na miejscu padła nieżywą. Sługa Boży wzniosłszy oczy i ręce do Nieba zawołał: „Panie powróć życie matce, kiedyś dla niéj wskrzesił dziecko.” Pan Bóg go wysłuchał i niewiasta wnet ożyła, czemu obecni dziwiąc się, chwalili Boga najwyższego, Pana życia i śmierci, a który wielkim sługom Swoim, mocy czynienia takich cudów raczy udzielać.

Spirydyon miał znaczną trzodę, przeznaczoną głównie na wspieranie ubogich, a z któréj niekiedy sprzedawał owce, jeśli mu na jałmużnę pieniędzy potrzeba było. Zdarzyło się, że pewien kupiec nabył u niego sto sztuk z téj trzody. Święty kazał mu złożyć pieniądze za nie należne, a pójść w pole i zabrać sto owiec. Człowiek ten, wiedząc iż Biskup zwykle nie liczy pieniędzy które mu dają, nie dołożył należności za jednę owcę. Gdy z pola pędził ich sto do swego mieszkania, jedna z nich po trzykroć mu się wyrywała i wracała do trzody. Wziął ją więc na plecy, i niósł za innemi, lecz owca tak beczała i tłukła go głową, że przechodzący dziwili się temu, a Biskup spotkawszy go, rzekł do niego: „Patrz mój przyjacielu, czy nie dla tego ta owca iść z tobą nie chce, żeś za nią należności nie dopłacił.” Kupiec zawstydzony, przyznał się że tak jest w istocie, należność złożył, i owca z innemi poszła bez żadnéj trudności.

Święty ten Biskup miał taki zwyczaj: gdy kto z ubogich przychodził go prosić o pożyczenie pieniędzy, wskazywał mu gdzie są złożone i mówił: „idź i weź ile ci potrzeba.” A potém gdy dłużnik odnosił należność, nielicząc jéj kazał składać w témże miejscu zkąd była wziętą. Pewien kupiec, często u niego pożyczał i w ten sposób brał i odnosił pieniądze. Razu pewnego, gdy mu Biskup kazał położyć to co przyniósł na swojém miejscu, kupiec udał że pieniądze składa, lecz w istocie zabrał je z sobą do domu. Po niejakim czasie, przyszedł znowu prosić Biskupa o pożyczkę. Święty, według swego zwyczaju, kazał mu pójść do kasy i wziąść to co mu potrzebne. Kupiec otworzywszy kufer, który w istocie był pełen, ujrzał go próżnym. Zdał z tego sprawę Świętemu, który mu powiedział: „Widzisz jak cię Pan Bóg za twoję niesumienność ukarał”, co słysząc kupiec do winy się przyznał, a Biskup zaprowadziwszy go do skrzyni, dobył tyle pieniędzy ile on potrzebował, i pożyczył mu znowu takowe.

Takiemito słynąc cudami, któremi Pan Bóg chciał uczcić wysoką świątobliwość jego, gdy już w bardzo podeszłym był wieku, miał sobie objawiony dzień śmierci. Kiedy ten nadszedł, zwołał wielu kapłanów swojéj dyecezyi, dał im najzbawienniejsze upomnienia, polecając szczególnie wzajemną miłość i wielką dla nawracających się grzeszników łagodność, i zasnął słodko w Panu dnia 14 Grudnia około roku Pańskiego 330. Jak za życia tak i po śmierci wielu zasłynął cudami.

POŻYTEK DUCHOWNY

Czytałeś w życiu świętego Spirydyona, że on prostém orzeczeniem tego w co wierzy Kościoł święty, nawrócił mędrca pogańskiego, którego najuczeńsze rozprawy przywieść do tego nie mogły. Bierz ztąd naukę, że gdy cię jaki niedowiarek wyzywa do rozprawy o religii, najlepiéj uczynisz, gdy mu po prostu powiesz jaką jest nauka Kościoła i że w nią wierzysz, bez wdawania się w niewłaściwe dla ciebie rozumowania.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Spirydyona Wyznawcę i Biskupa Twojego, łaską czynienia wielu cudów obdarzyć raczył; daj nam za jego pośrednictwem i zasługami, tak mocno w wierze świętéj być utwierdzonymi, aby nas żadne niedowiarków rozumowania zachwiać w niéj nie mogły. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1080–1082.

Tags: św Spirydon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup spowiedź arianizm I sobór nicejski mądrość apologetyka
2020-12-11

Św. Damaza, Papieża

Żył około roku Pańskiego 384.

(Żywot jego pisany był przez Platynę.)

Święty Damazy rodem z Hiszpanii, przyszedł na świat około roku Pańskiego 304. Ojciec jego Antoni, przeniósł się był ze swojéj ojczyzny do Rzymu z dwojgiem dzieci: Damazym i siostrą jego Ireną. Tenże po stracie żony, wstąpił do stanu duchownego, i przyjąwszy z kolei niższe święcenia, gdy okazał się i bardzo pobożnym i niepospolicie w naukach teologicznych wykształconym, został kapłanem zarządzającym kościołem świętego Wawrzyńca, jednym z parafialnych w Rzymie.

Święty Damazy który wtedy był jeszcze młodym chłopaczkiem, przy ojcu się wychowywał, i na wielką jego pociechę, wszelkiemi odznaczał się cnotami. W naukach był jak najpilniejszym, w obyczajach nieskalanym, i przy kościele wzrastając od najmłodszych lat, z największém upodobaniem oddawał się ćwiczeniom pobożnym i obsłudze przy sprawowaniu świętych obrzędów. Gdy do lat młodzieńczych doszedł, wstąpił do stanu duchownego, wkrótce został wyświęcony na dyakona, i jak pisze święty Honoryusz za jego czasów żyjący, poczytywano go powszechnie za wzór najświątobliwszego i wielkiéj gorliwości sługę ołtarza.

Kiedy w roku Pańskim 355, święty Libory Papież, za obronę wiary katolickiéj i obstawanie za świętym Atanazym, wygnany został ze swojéj stolicy Apostolskiéj przez cesarza Konstaneyusza, Damazy podówczas jeszcze dyakon w tymże dniu w którym spełniano ten gwałt na osobie Ojca świętego, publicznie i uroczyście, wraz z całém duchowieństwem, a wobec zgromadzonego ludu oświadczył iż nie uzna innego Papieża, dopóki żyć będzie święty Libory. On nawet był z téj małéj liczby duchownych, którzy Papieżowi, pomimo niebezpieczeństwa na jakie ich to wystawiało, towarzyszyli na wygnanie. Przez długi czas mieszkał z nim w mieście Beryi we Francyi, i był mu największą pociechą, gdyż go święty Libory wielce szacował i serdecznie miłował.

Wróciwszy do Rzymu, wiele wycierpiał od aryanów rozwielmożnionych tam podówczas, lecz mimo gróżb ich i prześladowania, trwał niezachwianie w jedności z Papieżem. Ten po powrócie z wygnania, wziął do boku swego świętego Damaza, i zasięgał jego rady w najważniejszych sprawach Kościoła, a nawet załatwienie wielu spraw ważnych jemu poruczał.

Po śmierci Liboryusza zaszłéj roku Pańskiego 366, całego duchowieństwa oczy zwróciły się na Damazego, i większością głosów, które dało najgorliwsze i najświatlejsze duchowieństwo rzymskie, został on obrany Papieżem i wyświęcony na tę najwyższą godność w kościele świętéj Lucyny, mając wtedy lat sześćdziesiąt dwa.

Co było w Rzymie świątobliwych duchownych i prawowiernych a gorliwych katolików, wszyscy wyborowi temu przyklasnęli, i cieszylisię widząc na stolicy Piotrowéj pasterza, który wysoką świątobliwością swoją, gorliwością i znakomitą nauką, potrafi stawić czoło nieprzyjaciołom wiary świętéj i zwalczyć ich mężnie. Lecz niewielka liczba duchownych, których obyczaje były podejrzane i którzy z niesforności znani byli powszechnie, wcale nie okazali się zadowoleni z tego wyboru. Jeden z pierwszych dyakonów rzymskich nazwiskiem Urzycyn, człowiek wyniosły i chciwy pierwszych dostojeństw, niemogąc przenieść tego że go ominęło Papiestwo na które wynieść go zamierzało niepoczciwe stronnictwo jemu przychylne, zgromadził pewną liczbę ludzi z motłochu uwiedzionego, i ująwszy sobie Pawła Biskupa Tiwolskiego, człowieka nieoświeconego i niedbałego pasterza, tyle dokazał, że ten wyświęcił go jakoby na Biskupa Rzymskiego. Jakkolwiek wyniesienie takowe było nieprawném i niegodziwém, Antypapa ten to jest fałszywy Papież, zebrał sobie dość liczne stronnictwo. Przyszło w końcu i do rozprawy z bronią w ręku, w któréj sto trzydzieści osób legło, chociaż do tego święty Damazy nietylko wcale się nie przyczynił, lecz owszem chciał się zrzec Papiestwa, byle wzburzenie ludu uspokoić. Miał już nawet to uczynić, kiedy Wielkorządca Rzymski Juwencyusz, wysłał na wygnanie Urzycyna z kilku jego najruchliwszymi poplecznikami, i wszystko się uspokoiło, lubo nie na długo.

Stronnicy wygnanego Antypapy, nie przestawali zabiegać u cesarza Walentyniana, aby temu odszczepieńcowi pozwolił wrócić z wygnania, upewniając iż roszczeń swoich do Papiestwa nie ponowi. Cesarz ten uległ ich przedstawieniom, lecz skoro Urzycyn wrócił do Rzymu, i wszczynać tam zaczął większe jeszcze niż wprzódy niesnaski, sam cesarz we dwa miesiące potém wskazał go na wygnanie do Galii, wraz ze wszystkimi jego stronnikami, i to nakoniec przywróciło pokój Kościołowi i państwu.

Chociaż gorliwość z jaką święty Papież przestrzegał karności kościelnéj, była głównym, albo raczéj jedynym powodem odszczepieństwa Urzycanów, Damazy nie dozwalał żadnego w niéj zwolnienia, a szczególnie co się tyczyło zakazu jaki był wydał wzbraniającego tak świeckiemu jak zakonnemu duchowieństwu uczęszczania do mieszkań wdów i dziewic sierot, któremi się opiekowali, jak również nieprzyjmowania żadnych darów od kobiet zostających pod ich przewodnictwem duchowném. Wyrobił nawet święty Damazy u cesarza postanowienie popierające ścisłe wykonywanie tych rozporządzeń Papieskich, a sam wielką do nich przywiązywał wagę i ściśle chciał je mieć zachowane.

Pod tę także porę, święty Damazy zwołał do Rzymu wielu Biskupów na Sobór, a to głównie w celu zaradzenia szerzącemu się kacerstwu aryańskiemu, i starania się o odwrócenie od niego tych których kacerze ci uwiedli, a o których można było mieć nadzieję że powrócą do jedności katolickiéj. Na tym Soborze, potępiono dwóch Biskupów Iliryjskich, głównych przywódców kacerstwa. Wskutek czego święty Atanazy Patryarcha Aleksandryjski, zgromadził dziewięćdziesięciu Biskupów na Sobór prowincyonalny, dla ogłoszenia wyroków zapadłych na Soborze w Rzymie, i wraz z tymi Biskupami pisząc do Papieża, wyraził nadzieję, że on Auksencyusza, także aryanina, który nieprawnie wdarł się na Biskupstwo Medyolańskie, złoży z téj stolicy. Jakoż, święty Damazy zwołał znowu w roku Pańskim 373 Sobór do Rzymu z dziewięćdziesięciu trzech Biskupów złożony, gdzie Auksencyusz ze Wszystkimi swoimi stronnikami został oddzielony od jedności Kościoła, artykuły wiary Soboru Nicejskiego zatwierdzono, a cokolwiek na nieprawnym zborze Rymińskim przeciwko nim uchwalone było, za żadne ogłoszono.

Lecz po śmierci cesarza Walentyniana pierwszego, powstały na nowo niepokoje w Kościele. Dawne stronnictwo antypapy Urzycyna, powagą władzy cesarskiéj przytłumione, wszczęło nowe zamieszania w Rzymie. A także tak zwani Lucyforyanie odszczepieńcy, wygnani wyrokiem cesarskim, po jego śmierci wrócili do tego miasta i swoję sektę zaczynali szerzyć. Nakoniec i Donatyści występowali zuchwale, lecz niezmordowany w gorliwości święty Damazy mężnie walcząc z tymi nieprzyjaciołmi Chrystusa, o ile możności starał się o zachowanie pokoju i jedności w Kościele. Na jego to żądanie, święty Optat Biskup Milewski, wydał sławne dzieło przeciwko wszystkim tym kacerzom, a w którém wyświeca władzę Papieżów nad wszystkiemi kościołami.

W roku Pańskim 377, święty ten Papież, i trzeci Sobór zgromadził w Rzymie, na którym potępił herezyarchę Apolinarego i ucznia jego Tymoteusza, którzy do téj pory utrzymywali iż są w jedności z Papieżem a przez to i z całym Kościołem. Chcąc więc wyprowadzić z błędu wiernych przez nich uwiedzionych, święty Damazy na pierwszéj sesyi tego Soboru oświadczył uroczyście, iż ich za kacerzy poczytuje. Wtedy święty Hieronim dowiedziawszy się o tém, a pisząc do świętego Damazego i ponawiając mu zapewnienie swojéj wierności, tak się między innemi wyraża: „Ponieważ Ojcze najświętszy, za głowę niewidzialną Kościoła poczytuję Jezusa Chrystusa, więc trwam statecznie w jedności z tobą, to jest ze stolicą Piotrową na któréj zasiada Jego zastępca. Wiem że Kościół na téj opoce jest zbudowany, i że kto w tym Kościele nie jest ginie, jak każdy kto nie był w Arce Noego zatonął podczas potopu.”

Antypapa Urzycyn, chociaż daleko był od Rzymu, ciągle tam nasyłał swoich stronników. Pewien Żyd nazwiskiem Izaak, przekupiony przez niego rozgłosił na świętego Damazego najszkaradniejsze oszczerstwa, chcąc mu zaszkodzić u cesarza Teodozego. Lecz niewinność Papieża wyświeconą została, a Cesarz chcąc ustalić jednę wiarę w całém swojém państwie, wydał wyrok, na mocy którego każdy nietrzymający się nauki głoszonéj przez świętego Damazego, poczytywany być miał za kacerza, a przeto karany jako wróg Kościoła i państwa.

Nakoniec w roku Pańskim 381, święty Damazy czwarty za swego Papiestwa Sobór w Akwilei zwołał, którym powstrzymał powstające kacerstwo Paladyusza. Obok zaś takiéj niezmordowanéj gorliwości w zwalczaniu kacerstw gdziekolwiek się one w świecie pojawiały, święty ten Papież z równąż usilnością wytępiał resztki pogańskich zwyczajów, które nawet i wśród Rzymu do owych czasów się objawiały. Pewna liczba Senatorów, w pogaństwie jeszcze zostających, usiłowała wszelkiemi sposobami przywrócić w sali posiedzeń senatu ołtarz bałwochwalczy bogini zwycięstwa tam zniesiony. Święty Damazy stanowczo oparł się temu, i pomimo niebezpieczeństw nawet na jakie go to naraziło, nie dozwolił tego uczynić poganom. Chcąc nareszcie ustalić jak największą jedność między Kościołem na Wschodzie i na Zachodzie, odbył jeszcze jeden liczny Sobór w Rzymie, zwoławszy Biskupów z obydwóch tych części świata, na którym byli obecni święty Ambroży Medyolański, święty Waleryan Akwilejski, i święty Askoli Tessaloniceński Biskupowie. Wtedyto, z Prałatami ze wschodu przybył i święty Hieronim, już dawniéj świętemu Damazemu znany, a którego wtedy zatrzymał on przy boku swoim, i używał za głównego sekretarza do wszystkich znakomitych swoich odezw, które przesyłał do różnych kościołów w świecie. Także polecił temuż Świętemu nowe tłómaczenie tak Starego jak i Nowego Testamentu, które Hieronim, w greckim i hebrajskim języku biegły, dokonał najdoskonalej. Teto właśnie wydanie Pisma Bożego nazwane Vulgata, w całym Kościele, po dziś dzień za najdokładniejsze jest poczytane i powszechnie używane.

Wiele także pożytecznych dla karności Kościoła postanowień, wydał Damazy. Onto urządził ostatecznie porządek i sposób odmawiania pacierzy kapłańskich, a który i dotąd się zachowuje, a mianowicie nakazał aby po każdym psalmie powtarzano Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Piszą że w tym głównie dopomagał mu także święty Hieronim, i że w całym układzie Brewiarza zachował on ten porządek, jaki, według dawnego podania, Aniołowie podyktowali pustelnikom puszcz egipskich.

Święty Damazy wybudował dwa kościoły w Rzymie, bogato przyozdobił miejsca w których długo spoczywały ciała świętych Apostołów Piotra i Pawła, i wzniósł najwspanialszą w Rzymie chrzcielnicę.

Rządził Kościołem Bożym lat ośmnaście, a umarł mając siedemdziesiąt ośm. Przy grobie jego wiele zaszło cudów świadczących o jego świętości, którą błogosławiony Hieronim w pismach swoich wielce wysławia.

Pożytek duchowny

Święty Damazy przepisując aby w pacierzach Kapłańskich po każdym Psalmie mówiono Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, chciał aby przez to rozżywiała się w umysłach naszych podczas modlitwy, pamięć na obecność Boga w Trójcy przenajświętszéj wszędzie obecnego, o co głównie odmawiając pacierze, starać się potrzeba. Postanów sobie przed każdą modlitwą, czynić akt obecności Bożéj: to jest żywo przypomnieć sobie, że Ten Bóg do którego zabierasz się zanosić twoje prośby, jest przy tobie obecnym, owszem Wszechobecnością Swoją ogarnia cię zewsząd.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj Panie, prośby Nasze, a za wstawieniem się błogosławionego Damaza, Wyznawcy Twojego i Papieża, udziel nam odpuszczenia grzechów naszych, i obdarz nas pokojem. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1069–1072.

Tags: św Damazy I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież arianizm Arka Noego św Hieronim Wulgata Pismo Święte obecność Boża
2020-12-07

Św. Ambrożego, Arcybiskupa Medyolańskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 397.

(Żywot jego był napisany na żądanie świętego Augustyna przez Paulina, kapłana mu przybocznego.)

Święty Ambroży urodził się około roku Pańskiego 315 w dawnéj Galii, w mieście Trewirze, gdzie ojciec jego tegoż imienia piastował najwyższy urząd Wielkorządcy cesarskiego. Był jeszcze w kolebce, gdy razu pewnego rój pszczół usiadł mu na twarzy i okrył szczególnie usta, w czém ojciec temu obecny, widział przepowiednię że się odznaczy darem wymowy, z któréj w istocie późniéj zasłynął.

Wychowany w Rzymie, gdzie w naukach wielkie uczynił postępy, młodym jeszcze będąc został Wielkorządcą Liguryi i Emilii. Za jego tam rządów w Medyolanie, do jego wielkorządztwa należącym, po śmierci biskupa Aukseryusza, powstał był spór pomiędzy katolikami a Aryanami, którzy jednego ze swoich sekciarzy na téj stolicy osadzić chcieli. Gdy zawiadomiono Ambrożego, że lud zebrany w kościele, ma już z tego powodu przyjść do rozprawy orężem, udał się sam jako najwyższy urzędnik do kościoła, dla powstrzymania rozruchów. Już wtedy wyznawał wiarę chrześcijańską i trzymał z prawowiernymi katolikami, lecz według ówczesnego zwyczaju, chociaż miał lat trzydzieści cztery, był tylko katechumenem, to jest przygotowującym się do Chrztu świętego. Skoro wszedł do kościoła, dziecię jakieś zawołało: „Ambroży Biskupem” a lud cały widząc w tém jakby głos Boży, wykrzyknął po trzykroć: „Ambroży Biskupem”, i co jeszcze dziwniejsza, wszystkie stronnictwa w tejże chwili na ten wybór się zgodziły. Lecz święty Ambroży przystać na to w żaden sposób nie chciał. Nigdy wymowniejszym nie był jak wtedy gdy przemawiając do duchowieństwa i ludu, prosił ich i zaklinał, aby innego wybrali. Widząc że to nie pomaga, uciekł się do dziwnego środka. Znany powszechnie z największéj łagodności, w pełnieniu swojego urzędu i z najsurowszych obyczajów, rozpoczął umyślnie różne sprawy sądowe, udawał że się w nich od gniewu nie posiadał, i brednie wygadywał. Ale co było większém jeszcze dziwactwem, dawał pozory, jakoby miewał stosunki z kobietami złego życia, chcąc się i z téj strony zniesławić. Wszakże, pomimo tego, lud przed jego pałac się gromadząc, wołał: „Chcemy cię mieć Biskupem, bo przecież gdy się ochrzcisz, Bóg ci grzechy odpuści i do nich się nie wrócisz.”

Gdy mu tedy i takie nie powiodły się wybiegi, szukał innych. Zadawał się z głośnemi kacerzami, jakoby ich błędy podzielał: słowem robił co tylko mógł, aby za ostatniego uchodzić, byle się od Biskupstwa uwolnić. Nakoniec uszedł tajemnie, chcąc się ukryć w Pawii, mieście odległém od Medyolanu. Lecz wyszedłszy z miasta, ze szczególnego dopuszczenia Bożego całą noc błądził, a nad rankiem znalazł się przy bramie Medyolańskiéj. Poznano go i przytrzymano, lecz znowu się wymknął, i skrył się na wsi u jednego ze swoich przyjacjół. Wtedy Medyolańczykowie wysłali do cesarza Walentyniana z prośbą, aby mu Biskupstwo koniecznie przyjąć rozkazał. Cesarz najchętniéj to uczynił, mówiąc: „Rad jestem, że tego którego wam rządcą doczesnym uczyniłem, pasterzem dusz swoich mieć chcecie.” Gdy tedy przyszedł rozkaz cesarza nietylko polecający Ambrożemu aby został Biskupem, lecz i najsurowiéj zabraniający aby go nikt nie ukrywał, gospodarz domu w którym Święty przebywał, sam wyjawił jego schronienie. Przywiedziony tedy do Medyolanu, już się dłużéj woli Bożéj nie opierał: przyjąwszy Chrzest święty, a następnie wszystkie święcenia, ósmego dnia, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu na Biskupa Medyolańskiego konsekrowany został. Obrzędowi temu był obecny i sam cesarz Walentynian, wielce z tego zadowolony.

Ambroży skoro na swojéj stolicy pasterskiéj zasiadł, dowiódł że sam Duch Święty wyborem jego pokierował. Chcąc najprzód w ubóstwie Apostołów Pańskich naśladować, wszystkie swoje znaczne majętności w części rozdał ubogim, w części przekazał kościołowi. Przepisał sobie następujący sposób życia, od którego już odtąd aż do śmierci nie odstępował. Codziennie bardzo rano, odprawiał Mszę świętą, a w każdą niedzielę i święto głosił słowo Boże ludowi. Cały dzień poświęcał na sprawy swojego urzędu, nawiedzanie ubogich i szpitalów i dawanie posłuchania zgłaszającym się do niego z prośbami. Pościł tak ściśle, że prócz niedziel i świąt uroczystych, cały dzień nic nie jadał, dopiéro na wieczór brał skromny postny posiłek. Większą część nocy przepędzał na czytaniu ksiąg świętych i pisaniu tych dzieł znakomitych, które go w rzędzie najpierwszych pisarzy katolickich umieściły i tytuł Doktora Kościoła mu zjednały. Szczególny czciciel Matki Bożéj, czego ślady w każdym jego piśmie napotkać można, najgorliwiéj cześć jéj rozszerzał. Przytém jako stróż praw Boskich i kościelnych, od pierwszéj chwili swojego Biskupstwa, powstał gorliwie przeciw wszelkim tak w duchowieństwie jak i między wiernemi pojawiającym się nadużyciom, niepomijając i samego cesarza. Ten zaś, tak dalece nie brał mu tego za złe, że gdy święty Ambroży razu pewnego tłómaczył mu się dla czego musiał go upomnieć, rzekł mu na to Walentynian: „Wiedziałem o tém, że gdzie będzie chodziło o spełnienie twojego obowiązku, nie zamilczysz, i dla tegom ci kazał być Biskupem. Upominaj więc nas, jak ci to Duch Święty wskaże.”

W kazaniach z takiém namaszczeniem i wymową przemawiał o zasłudze dziewictwa, że wkrótce w Medyolanie powstało kilka klasztorów żeńskich, w których wielka liczba dziewic poświęconych Bogu, w ostréj pokucie i bogomyślności żyjących, budowała wiernych i na wszystkich ściągała najobfitsze błogosławieństwo Boże. Rozbudził on był tak święty do tego stanu zapał, i tak wiele dziewic poświęcało się na służbę Panu Jezusowi, że matki zamykały córki i nie puszczały na jego kazania. Co więcéj, też jego nauki pisane i rozsyłane po innych częściach kraju, nadzwyczaj wielką liczbę dusz wybranych pobudzały do wyrzeczenia się świata, i poświęcenia się Panu Bogu na wyłączną służbę. Z tego téż powodu, razu pewnego święty Ambroży utyskując z kazalnicy że jego kazanie w którém powstawał na pewne pojawiające się w Medyolanie zdrożności, mało skutkowało, powiedział że zapewne trzeba będzie ażeby poszedł gdzieindziéj, i ztamtąd im tęż swoję naukę przysłał pisaną.

Po śmierci Walentyniana, gdy syn jego Gracyan na cesarstwo wstąpił, Justyna wdowa po dawnym cesarzu, należąca do kacerstwa aryańskiego, zaczęła prześladować świętego Ambrożego. Usadziła się wtedy aby kościoły katolickie w Medyolanie Aryanom pooddawać, i przez podejście uzyskawszy na to rozkaz od cesarza, posłała go Ambrożemu. Lecz on odebrawszy go odpowiedział: „Co jest moją osobistą własnością, chociażby i życie samo, to na rozkaz cesarza chętnie oddam; ale co Bożego jest, tego ani ja dać, ani cesarz brać prawa nie mamy.” Przyszło więc do tego, że cesarzowa kazała otoczyć wojskiem kościoł w którym Ambroży znajdował się z ludem. Trzy dni tym sposobem byli tam wszyscy zamknięci, trwając na modlitwie i pobożnych śpiewach, i wtedyto święty Ambroży ułożył tych kilka bardzo pięknych hymnów, które dotąd do pacierzy kościelnych należą. Niektórzy nawet pisarze utrzymują, że wtenczas dla pobożnego zajęcia ludu, po raz pierwszy wprowadził on zwyczaj śpiewania psalmów z antyfonami, i z przydawaniem przy końcu każdego z nich: Chwała Ojcu i t.d., co także odtąd, w odmawianiu psalmów zostało przyjęte powszechnie. Ciągłą taką modlitwą i przemowami swojemi, powstrzymał Ambroży lud od starcia się z wojskiem, i wyprosił od Pana Boga, że cesarzowa odstąpiła od swoich nieprawnych roszczeń, i Biskupa z ludem od wojska wyswobodziła.

Z cesarzem Teodozyuszem, który objąwszy i cesarstwo zachodnie w Medyolanie przemieszkiwał, miał także święty Ambroży trudne przejścia, w których zachował się jak na Biskupa przystało. Cesarz ten zmuszał Biskupa Kalinnika do odbudowania żydowskiéj bożnicy, którą chrześcijanie zburzyli. Święty Ambroży udał się do cesarza, prosząc aby tego nie czynił, a gdy cesarz rozkazu swojego cofnąć nie chciał, rzekł do niego: „Lepiéjby było cesarzu, abyś głosu mojego w pałacu teraz usłuchał, aniżeli żebym się publicznie w kościele odzywać do ciebie musiał.” Co znaczyło że Ambroży czuł się w obowiązku powstać z kazalnicy przeciw temu bezbożnemu rozkazowi cesarza, jeśli go on nie cofnie. Jakoż, w następującą niedzielę, gdy cesarz był obecny w katedrze, święty Biskup z wielką oględnością, lecz z ambony domagał się aby cesarz ów rozkaz odwołał. Gdy zszedł z kazalnicy rzekł do niego Teodozyusz: „Przeciw mnie kazanie miałeś.” — „Owszem, odrzekł na to Ambroży, w twojéj obronie mówiłem cesarzu, bo mi o dobro twojéj duszy chodzi.” Cesarz, rozkaz o który chodziło, odwołał.

W Tessalonice, lud wzburzony zamordował swego Wielkorządcę. Teodozego tak to rozgniewało, iż posłał wojsko aby wszystkich mieszkańców tego miasta w pień wyciąć bez względu na winnych i niewinnych, i padło siedem tysięcy ludzi. Święty Ambroży upomniał cesarza za grzech tak ciężki. Teodozyusz żałował swego postępku, lecz chciał bez należnej pokuty wejść do kościoła i do stołu Pańskiego przystąpić. Biskup przestrzegł że go nie wpuści, pokąd pokuty odpowiednéj nie odprawi. Teodozy jednak przyszedł. Wtedy Ambroży zastąpił mu przy drzwiach drogę i rzekł: „Cesarzu, nie możesz wejść do domu Bożego i Ciała Pańskiego przyjąć, bo ręce twe krwią niewinną są zmazane.” Na co Cesarz: „Wszak i Dawid zgrzeszył, a Pan Bóg mu. przebaczył,” — „Tak jest, odpowiedział Biskup, ale kiedyś naśladował Dawida grzeszącego, naśladujże i pokutującego.” Skruszony tém cesarz, uczynił jawną pokutę i po niéj do tajemnic Pańskich przypuszczonym został, a sam potém o Ambrożym powiadał: „Nie znam od Biskupa Medyolańskiego, godniejszego prałata.”

Tak święcie wysoki swój urząd przez lat wiele sprawując, do wszystkich spraw Kościoła za swoich czasów czynnie należący, zbogaciwszy Kościoł Boży licznemi pismami które dotąd są podziwiane, niechorując wcale, przepowiedział ten mąż Boży dzień swojéj śmierci. Święty Honorat biskup Warceloński, w ścisłéj z nim żyjący przyjaźni, po trzykroć w objawieniu do tego wezwany, udał się do Ambrożego, i udzielił mu ostatnie Sakramenta święte, po których przyjęciu, wielki ten sługa Chrystusowy złożywszy ręce na krzyż i modląc się, umarł 4-go Kwietnia roku Pańskiego 397. Dzień zaś dzisiejszy na święto jego przeznaczony został, jako dzień w którym był na Biskupstwo wyświęcony.

Jedna z największych pociech jaka spotkała świętego Ambrożego w jego zawodzie Biskupim, było nawrócenie wielkiego Doktora Kościoła świętego Augustyna, którego onto ostatecznie Panu Bogu pozyskał. Piszą że hymn Te Deum laudamus ci dwaj Święci razem ułożyli, kiedy po przyjęciu Chrztu świętego przez Augustyna z rąk Ambrożego, obaj w niebieskiém uniesieniu Bogu za to dzięki składali.

Pożytek duchowny

Sposób jakim po dwa razy przyjął cesarz Teodozy upomnienie świętego Ambroźego, uczyć cię powinien jak takowe od pasterzy dusz naszych przyjmować mamy, a szczególnie od spowiedników, których sami za najbliższych rządców sumienia sobie obieramy. Czy nie szukasz takiego, któryby ci we wszystkiém pobłażał?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś lud Twój w błogosławionym Ambrożym wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy tego który był nam mistrzem życia duchownego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1056–1059.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 965

Podajemy tu kilka myśli św. Ambrożego, tchnących jak najwyższą mądrością. Powinny one stanowić nieoceniony skarb dla każdego chrześcijanina-katolika:

Nie dziw, że człowiek grzeszy, ale na naganę zasługuje ten, kto nie uznaje swych grzechów i nie upokarza się przed Bogiem.

Łatwiej znajdziesz takich, co zachowali niewinność, aniżeli takich, co odpokutowali swe grzechy.

Nie ma nic wznioślejszego, jak służyć Bogu.

Jeśli sam się oskarżysz, nie potrzebujesz się lękać oskarżyciela.

Krzyżujemy swe ciało, gdy stłumiamy i zwalczamy jego pożądliwości.

Nic nie wyjednywa nam bardziej przychylności ludzkiej, jak miłosierdzie i uprzejma łagodność.

Niczego nie powinniśmy się więcej uczyć, jak milczenia, a to dlatego, abyśmy się dobrze i należycie uczyli.

Prawdziwa siła człowieka polega na tym, aby umiał zapanować sam nad sobą, powściągał swój gniew i nie dawał folgi swym żądzom.

Człowiekiem jesteś, a jako człowiek wystawiony jesteś na pokusy, pokonywaj je przeto.

Tags: św Ambroży „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup doktor pszczoły arianizm Maryja zgorszenie św Augusytn spowiedź
2020-12-06

Św. Mikołaja, Biskupa Mireńskiego

Żył około roku Pańskiego 300

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Mikołaj urodził się w Patara, mieście w Azyi mniejszéj położoném, w połowie IIIgo wieku. Rodzice jego bardzo pobożni, jedyne to dziecię mając, i najstaranniéj je wychowali, i od dzieciństwa w cnoty chrześcijańskie wprawili. Był jeszcze niemowlęciem, kiedy się okazało że go Pan Bóg na wielkiego sługę Swojego przeznacza. Pierwiéj pościć niżeli jeść zaczął: bo gdy codziennie często ssał pierś matki, we środy i piątki raz tylko, i to w wieczór, przyjmował pokarm. Gdy podrósł, odznaczał się najskromniejszemi obyczajami, i jak mógł najdłużéj przebywał w kościele. Stronił od lekkomyślnych zabaw swoich rówienników, a na czytaniu ksiąg świętych, najwięcej czasu trawił. Miał stryja człowieka wielkiéj świątobliwości, który widząc w młodym synowcu swoim tak pobożne usposobienie, skłonił go do obrania stanu duchownego. Rodzice z radością zgodzili się na to, a on wkrótce kapłanem został, i zajaśniał wszystkiemi cnotami temu świętemu powołaniu właściwemi. Zajmując się gorliwie obsługą duchowną, wielkim był jałmużnikiem, u że posiadał znaczny majątek po rodzicach, hojnie wspierał ubogich, i starał się szczególnie aby o tém nikt nie wiedział.

Mieszkał w Patarze pewien znakomitego rodu szlachcie, który podupadł był zupełnie na majątku, i miał trzy córki dorosłe słynące z urody, a których już prawie nie miał czém wyżywić. Przyszła mu myśl niegodziwa, wydać te nieszczęsne dziewice na rozpustę, a tym sposobem i im i sobie sposób do życia zapewnić; z czego w najwyższéj rozpaczy były te poczciwe panienki, dotąd najprzykładniéj żyjące. Doszło to do wiadomości świętego Mikołaja. Ten niezwłocznie wziął znaczną ilość pieniędzy, i przyczepiwszy do nich kartkę z napisem: na posag twojéj najstarszéj córki i twoje utrzymanie, wrzucił taki worek z pieniędzmi w nocy przez otwór, do mieszkania tego niedobrego ojca. Ten szczerze obżałowawszy swój niepoczciwy zamiar, odstąpił od niego po takim dowodzie szczególnego nad nim miłosierdzia Bożego, i najstarszą córkę uczciwie za mąż wydał. Co widząc Mikołaj, tymże sposobem i dla drugiéj posag do mieszkania jéj ojca wrzucił, a gdy i ta wyszła za mąż, i trzecią tymże sposobem udarował, lecz już ze swoim dobrym czynem ukryć się nie mógł. Tak hojnie bowiem obdarzony przez niego ów szlachcic, słysząc upadający worek złota przez okno w nocy, wybiegł na ulicę, dogonił Mikołaja, a upadłszy mu do nóg, za jego dobrodziejstwa dziękował. Święty zaś nakazał mu aby o tém nikomu nie mówił, gdyż wszystkie dobre uczynki jak najskryciéj wypełniał.

Stryj jego dopatrzywszy w nim wielką skłonność do życia więcéj odosobnionego, wybudował umyślnie dla niego obszerny klasztor, umieścił w nim wielu zakonników, do których gdy przyłączył się i święty Mikołaj, wkrótce na przełożonego wybranym został. Zażywał tam przez czas pewien, większéj niż w zawodzie świeckiego kapłana ciszy, lecz zapragnąwszy życia pustelniczego, puścił się do Ziemi świętéj, z zamiarem osiedlenia się tam pomiędzy pustelnikami. Płynąc do Aleksandryi, przepowiedział żeglarzowi wielką burzę któréj on wcale się nie spodziewał, a gdy od niéj już prawie okręt miał zatonąć, za modlitwą Mikołaja morze się uciszyło. Podczas nawałności, spadł był majtek z wysokiego masztu 1 zabił się na miejscu. Święty pomodliwszy się nad nim, do życia go powrócił. W Aleksandryi, gdzie na wieść tych przez niego uczynionych cudów, wielką liczbę do niego opętanych i chorych zniesiono, wszystkich modlitwą swoją uzdrowił.

Zwiedziwszy miejsca święte, miał już iść na puszczę, kiedy podczas modlitwy, taki głos z Nieba usłyszał: „Mikołaju, wróć się do owiec któreś opuścił.” On wnosząc iż wolą Boga jest aby wrócił do swego klasztoru, przyszedł do niego, gdzie znowu wśród modlitwy powiedział mu głos z Nieba: „Nie to jest rola na któréj pożytek z ciebie mieć mam; idź do miasta Mirry między ludzi, aby Imię Moje przez ciebie uwielbione było.”

Niezwłocznie sługa Boży puścił się do tego miasta, w którém go nikt nie znał. Tam, podówczas, po śmierci Biskupa, zebrani byli okoliczni Biskupi, dla obrania nowego Pasterza; a gdy długo w tém do zgody przyjść nie mogli, udali się wszyscy wraz z ludem na gorącą modlitwę, prosząc aby im Pan Bóg wyraźnie wolę Swoję w tym okazał. Jakoż, objawił Pan Bóg jednemu z najstarszych, a wielkiéj świątobliwości Biskupowi, aby tego człowieka który nazajutrz najpierwszy do kościoła wejdzie, na Biskupa obrali. Tymczasem tejże nocy Mikołaj o niczém niewiedząc, przybywszy do Mirry udał się prosto do kościoła, a znalazłszy go zamkniętym, modlił się przy nim póki go nie otworzą. Skoro go otworzyli, pierwszy wszedł do niego, a Biskupi już tego pilnujący, pomimo oporu jaki stawił, na Biskupa Mirreńskiego go wyświęcili.

Objąwszy tę wysoką godność, rzekł sam do siebie: „Mikołaju urząd który cię spotkał, zmusza cię abyś już nie sobie żył, ale innym.” Odtąd téż zajaśniał cnotami najdoskonalszego Pasterza. Zastał w Dyecezyi swojéj, upowszechnione wielkie zbytki, których nawet dopuszczało się i duchowieństwo, nosząc bogate szaty. Zanim więc na to powstawać wyraźnie zaczął, sam się ubierał bardzo ubogo, i cały dwór swój Biskupi jak najskromniéj prowadził. Przytém codziennie jak najściśléj pościł, jednę tylko jadając potrawę, i to dopiéro późno wieczorem, aby tém więcéj miał przez dzień wolnego czasu do sprawowania obowiązków swojego pasterstwa, któremi ciągle był najgorliwiéj zajęty. Trudno téż wypowiedziéć, jak świętym był on Biskupem. O świcie już go było można widzieć w kościele, gdzie to pacierze kapłańskie wspólnie z innemi śpiewał, to święte Sakramenta sam udzielał, to słowo Boże głosił z kazalnicy, albo dziatki małe katechizmu uczył. Późniéj odwiedzał chorych i biednych po ich mieszkaniach, a tak na nich wszystko rozdawał, że nie raz naczynia domowe i najulubieńsze księgi swoje sprzedawał, byle miał za co jałmużnę czynić. Od południa do wieczora, załatwiał sprawy duchowne swojéj dyecezyi. Późniéj dawał posłuchanie wszystkim z jakiemibądź prośbami do niego zgłaszającym się. Ubodzy zaś, w każdéj porze dnia i nocy mieli do niego najwolniejszy przystęp. Co rok zbierał Sobór prowincyonalny, dla utrzymania karności w swojém duchowieństwie.

Tak sprawując swój pasterski urząd, przejmował się nie raz straszną trwogą ciężkiego rachunku jaki zda za niego przed Bogiem. Razu pewnego silnie nią przejęty, błagał Pana Boga na modlitwie aby go od Biskupstwa uwolnił, lecz usłyszał głos mówiący do niego: „Nie bój się Mikołaju, nie opuszczę Ja tego który w służbie Mojéj trwa wiernie.” Wielce tem pokrzepiony na duchu, trwał daléj w świętéj gorliwości mąż Boży, i Pan mu coraz więcéj błogosławił, a on coraz większych pożytków z prac swoich pasterskich zażywał.

Lecz wszczęte zostało pod Dyoklecyanem i Maksymianem cesarzami, srogie chrześcijan prześladowanie. Ogłoszono i w Mirrze wyrok cesarski nakazujący wszystkim chrześcijanom oddawanie czci bożkom, a to pod karą śmierci. Jednym z pierwszych których wielkorządca tego miasta uwięził, był święty Biskup, który owczarni swojéj nieodstępując, chociaż wiedział dobrze co go czeka, wszystkich do wytrwałości zachęcał, a tych którzy przed nim schwytani i uwięzieni byli, po więzieniach odwiedzał i pocieszał. Długo w ciemnéj i wilgotnéj ciemnicy był trzymany, wiele w niéj zniewag doznał, i byłby W końcu śmierć męczeńską poniósł, gdyby nie to że w tychże czasach wstąpił na tron Konstantyn Wielki, który pierwszy z cesarzów Kościoł wyswobodził. Wnet téż święty Mikołaj z więzienia wypuszczony został, a tém łatwiéj urząd swój sprawując pod rządami chrześcijańskiego i świętego Cesarza, wytępił do szczętu w Dyecezyi swojéj resztki pogaństwa i prawie wszystkie bałwochwalcze świątynie na kościoły pozamieniał. W takich razach słyszano niekiedy głośne ryki szatanów, gdy je z bożnic pogańskich wyganiał.

Pod tę porę odbywał się walny Sobór w Nicei, z trzechset ośmnastu Biskupów katolickich złożony, a głównie na potępienie kacerstwa Aryusza, przeciw bóstwu Chrystusa Pana bluźniącego, zgromadzony. Obecny na nim święty Mikołaj, zajaśniał świątobliwością, nauką i gorliwością, w zbijaniu szerzących się błędów.

Gdy wrócił do Mirry, w roku tym ciężki głód kraj cały dotknął. Za żadne pieniądze, znikąd zboża sprowadzić nie można było. Zdjęty wielką nad biednym ludem litością, święty Biskup uciekł się do modlitwy: a oto gdy pewien kupiec z Sycylii do Hiszpanii kilka okrętów ze zbożem prowadził, ukazał mu się we śnie Mikołaj kupujący to zboże i dający mu zadatek, aby je do Mirry dostawił. Przebudziwszy się kupiec znalazł zadatek przy sobie, i widząc w tém wolę Boską cudownie sobie objawioną, dostawił do Mirry tak wielką ilość zboża, że to mieszkańców od głodu uratowało.

Zdarzyło się, że cesarz Konstantyn skazał był na śmierć trzech swoich wysokich urzędników, niewinnie o zdradę posądzonych. Mając oni już nadzieję tylko w Panu Bogu, przypomniawszy sobie świątobliwość i cuda przez świętego Mikołaja czynione, w więzieniu będąc, jego pośrednictwa zawezwali. W nocy po któréj mieli być traceni, okazał się we śnie Mikołaj cesarzowi i rzekł do niego: „Wstań cesarzu, a trzech niewinnych twoich urzędników od kary śmierci na którą nie zasłużyli, uwolnij, jeśli nie chcesz kary Boskiéj na siebie ściągnąć.” Konstantyn spytał: „Ktoś ty jest?” – a on rzekł: „Jestem Mikołaj biskup Mirreński” i zniknął. Cesarz niezwłocznie kazał sprawę skazanych na śmierć najściśléj nanowo przetrząsnąć, o niewinności oskarżonych się przekonał, do łaski ich swojéj przywrócił, i z bogatemi kościelnemi podarkami do Mikołaja wysłał.

Takiemi i wielu innemi słynący cudami, za jednego z najuczeńszych i najświątobliwszyCh Biskupów swojego czasu poczytywany, gdy nadchodził czas, w którym go Pan Bóg po zgotowaną dla niego nagrodę do Nieba miał powołać, przygotowywał się Mikołaj do tego już tylko ciągle się modląc i śpiewając hymny, wśród czego pocieszało go Niebo widzeniem Aniołów. Zacząwszy ten psalm: „W Tobiem Panie nadzieję miał” i wymawiając te słowa: „W ręce Twe polecam ducha mojego” 1, zmarł świątobliwie dnia 6 Grudnia roku Pańskiego 327. Ciało jego najprzód złożone w Mirrze, wielu zasłynęło cudami, równie jak i w mieście Barze we Włoszech, dokąd późniéj przeniesioném zostało.

Pożytek duchowny

Wielkiéj przymnaża Bobie zasługi, kto przez uczynioną jałmużnę, nietylko w niedostatku wspiera bliźniego lecz jeszcze przez to chroni go od szkody na duszy, o którą wielu ubóstwo przyprawia. Tak właśnie uczynił święty Mikołaj, obdarzając ojca trzech biednych córek. Jeśli ci na to starczy, staraj się szczególnie o czynienie tego rodzaju jałmużny

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Mikołaja Biskupa, niezliczonemi cudami uświetnił; daj prosimy, abyśmy za jego zasługami i wstawieniem się, od płomieni piekielnych uwolnieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1053–1055.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 961–962

Święty Mikołaj już w wieku chłopięcym wstrzymywał się w środy i piątki aż do zachodu słońca od pokarmu (Kościół wschodni nakazywał posty co środę i co piątek, zachodni co piątek i sobotę). Wnoszono stąd słusznie, że Bóg sobie szczególnie upodobał to dziecię i że je przeznaczył do wielkich rzeczy. Doświadczenie potwierdziło te domysły, Mikołaj był bowiem wielkim wobec Boga i wobec ludzi. Posty maluczkiego Mikołaja były oznaką szczególnego umiłowania Boga. Nie ma się też czemu dziwić, że matka nasza, Kościół święty, posty tak gorąco poleca i nakazuje.

  1. Posty są Bogu miłe. Wszakże ukochany Syn Jego, Pan Jezus, pościł przez 40 dni i nocy i dał nam tym samym przykład, jak mamy wielbić Boga i starać się Mu przypodobać. U Tobiasza św. czytamy słowa: „Modlić się, pościć, dawać jałmużny, jest lepiej, niż gromadzić złoto i srebro”. U świętego Mateusza czytamy, że posty nadają nam moc nad najgorszymi szatanami. „Tego rodzaju diabłów nie można się inaczej pozbyć, jak postem i modłami”. Pobożna wdowa Judyta pościła trzy dni, a Pan Bóg dał jej świetne zwycięstwo nad Holofernesem i nieśmiertelną sławę u ludu izraelskiego. Historia Estery uczy nas, że Bogu podoba się post dlatego, że uświęca ciało. Bóg nałożył pewien rodzaj postu już na pierwszych naszych rodziców w raju, zakazując im kosztować owocu z pewnego drzewa, a uczynił to dlatego, aby uświęcili swoją wolę posłuszeństwem, a ciało powstrzymywaniem się od skosztowania zakazanego jabłka. Przez post upokarzamy się wobec Boga, naśladujemy Chrystusa i oddajemy cześć Jego Męce.
  2. Posty są zbawienne. Prawdę tę głosi sam Kościół Boży w Prefacji Mszy świętej w czasie czterdziestodniowego postu i to w następujących słowach: „Słuszna i sprawiedliwa jest abyśmy Ci zawsze i wszędzie, wszechmocny i wiekuisty Boże, dzięki czynili, ponieważ postem ciała gładzisz grzechy, podnosisz ducha, rozdzielasz cnoty i nagrody w Imię Chrystusa Pana naszego”. Jest to powszechnym prawem, mającym wartość na ziemi i w Niebie. Płać, coś komu winien; dopuściłeś się krzywdy, wynagrodź ją; jeśli zgrzeszyłeś, odpokutuj grzech. Jeśli obrazę wyrządzoną Bogu sam na sobie karzesz, jeśli postem i umartwieniem odpokutujesz ją na własnym ciele, w takim razie przyrzekł ci Pan Bóg, że nie wzgardzi twym skruszonym i upokorzonym sercem i że ci dla twego żalu i pokuty wybaczy winę. Jeśli tę pokutę dobrowolnie podejmiesz, jeżeli wyprzedzisz sprawiedliwość Bożą dobrowolnym nałożeniem na siebie kary, Ojciec niebieski ulituje się nad tobą i zadowoli się daleko mniejszym zadośćuczynieniem, aniżeli go wymaga wielkość twego grzechu. Mieszkańcy grzesznej Niniwy pokutowali czterdzieści dni, a Bóg ocalił ich i zwolnił od zagrożonej zagłady. Wszakże i Pan Jezus pościł przez czterdzieści dni, aby swemu powołaniu należycie odpowiedzieć, aby przeciw szatanowi skutecznie walczyć, aby mężnie znosić cierpienia i męki krzyżowe. Wszyscy Święci naśladowali ten przykład dany przez Zbawiciela z jak najzbawienniejszym dla siebie skutkiem; potępieńcy tylko nie poszli za tym przykładem z wielką szkodą duszy swojej.

Krzepmy się przeto wszyscy postem już to nakazanym, już też dobrowolnym do walki przeciw odwiecznemu wrogowi duszy naszej.

Footnotes:

1

Psal. XXX. 2 6.

Tags: św Mikołaj „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup jałmużna miłość bliźniego arianizm post
2020-11-26

Św. Piotra Aleksandryjskiego, Biskupa i Męczennika i św. Leonarda, z Portu-Maurycyi

Żyli około roku Pańskiego 310 i 1751.

(Żywot Świętego Piotra wyjęty jest z Brewiarza Rzymskiego, Świętego Leonarda z procesu jego beatyfikacyi.)

Święty Piotr Biskup Aleksandryjski, zasiadał na téj stolicy w drugiéj połowie trzeciego wieku. Wysoką świątobliwością swoją i nauką wsławił się nietylko w Egipcie, którego miasto Aleksandrya była wtedy stolicą, lecz i w całym Kościele Bożym. Ciężkiego doznał, w obronie wiary świętéj od cesarza Maksymiana Gabra, prześladowania, a mężnie przy obronie praw Kościoła stojąc, przez to i wiernych swojéj pieczy powierzonych w wierze świętéj utwierdzał. Onto pierwszy wykrywszy bezbożne błędy kacerza Aryusza, który był Dyakonem w jego Dyecezyi, od społeczeństwa wiernych odłączyć go kazał. Po dwunastu latach biskupstwa, na którém ciągle musiał walczyć z błędami różnych powstających podówczas kacerstw i znosić coraz groźniejsze prześladowanie od cesarza, nareszcie uwięziony został i na śmierć Skazanym przez tegoż Maksymiana.

W wigilią śmierci, przyszli odwiedzić go w więzieniu Achyllas i Aleksander, kapłani, i wstawiali się za Aryuszem, prosząc aby go do jedności Kościoła przywrócił, i odwołał klątwę na niego rzuconą. Lecz Święty, któremu Pan Bóg objawił był że kacerz ten nie nawróci się i że błędami swojemi wielką zada Kościołowi klęskę, uczynić tego nie chciał i rzekł do nich. „Dzisiejszéj nocy, okazał mi się Pan Jezus, mający na Sobie białą szatę na wpół przedartą; a gdym Go pytał? coby to znaczyło, odrzekł mi: Tak oto Aryusz, Kościół święty, który jest szatą Moją, kacerstwem swojém rozedrze.” Ta smutna przepowiednia świętego Piotra sprawdziła się, równie jak i ta, przez którą dwom tym kapłanom przybyłym wtedy do niego, zapowiedział że jeden po drugim na Biskupstwo Aleksandryiskie wyniesieni zostaną. Poniósł śmierć męczeńską przez ścięcie mieczem, dnia 26 Listopada roku Pańskiego 310.

· · ·

Święty Leonard którego także w dniu dzisiejszym obchodzi się pamiątka, był rodem z miasta nadmorskiego Porto-Maurycio w północnych Włoszech położonego. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1676. Ojciec jego Dominik Kazanowa, był właścicielem małego okręciku, a wielkiéj świątobliwości człowiekiem, który tak pobożnie dzieci swoje wychował, że z czterech jego synów, trzech wstąpiło do Zakonu Braci-mniejszych, a jedyna córka została Klaryską w Siennie. Lecz na świętym to Leonardzie szczególnie objawiały się owoce bogobojnego wychowania jakie w domu odebrał. Małym chłopaczkiem będąc, nietylko sam z największém upodobaniem różne ćwiczenia pobożne odprawiał, lecz i rówienników swoich do tego zachęcał. Zgromadzał ich w kaplicy Matki Boskiéj za miastem będącéj, i tam w przemowach jakie do nich miewał, zachęcał ich do czci przenajświętszéj Panny i Różaniec z niemi prawie codzień odmawiał.

Oddany do szkół, zadziwiający w naukach uczynił postęp, a coraz większy w cnotach. Gdy już przeszedł niższe klasy, stryj jego mieszkający w Rzymie, zawezwał go do tego miasta, i tam w najpierwszym zakładzie naukowym ukończył Leonard wyższe kursa, a taką zajaśniał obyczajów skromnością że go drugim Aloizym Gonzagą przezywano. Już podówczas powziął zwyczaj każdego wieczora tak się obrachowywać z sumieniem, jakby tejże nocy miał umrzeć, i skoro mu ono cośkolwiek wyrzucało, szedł do spowiedzi.

Miał lat dwadzieścia jeden, kiedy postanowił świat opuścić i wstąpić do Zakonu. Gdy wahał się któremu dać pierwszeństwo, zdarzyło się że wszedł wieczorem do kościoła świętego Bonawentury, przy którym był klasztór Braci Mniejszych Reformatów z całą ścisłością pierwotną Regułę świętego Franciszka Serafickiego zachowujących. Wtedy zakonnicy w chórze odmawiali Kompletę, a powaga i pobożność z jaką te pacierze odprawiali, skłoniły świętego Leonarda aby do tego klasztoru wstąpił. Przyjętym został, i od chwili w któréj przywdział habit świętego Patryarchy Assyzkiego, ciągle już tylko coraz wyżéj na drodze doskonałości postępował. Największa w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły pilność, nadzwyczajny dar modlitwy, gorąca Jezusa i Maryi miłość, nieustanne umartwienie ciała, niezmordowana w usługach bliźniemu uczynność, zaparcie się i posłuszeństwo granie niemające, oto były cnoty które go uczyniły wzorem najwyższéj świątobliwości.

Takim był już święty Leonard,kiedy po ukończeniu nauk Teologicznych wyświęcony został na kapłana. Od téj pory szczególnie, rozbudziła się w sercu jego najwyższa o zbawienie bliźnich gorliwość. Takową powodowany, po kilkakroć najusilniéj domagał się u przełożonych aby go wysłano na Missyą pomiędzy pogany, gdzieby roznosząc światło Ewangelii, śmierć męczeńską mógł ponieść. Lecz że go Pan Bóg przeznaczał na Apostoła kraju własnego, przełożeni nie wysłali go do niewiernych, lecz przeznaczyli na Misyonarza we Włoszech.

Odbywał więc Missye przenosząc się z miasta do miasta, ze wsi do wioski, zawsze pieszo, boso i o żebranym chlebie, nigdzie żadnego za prace swoje nieprzyjmując wynagrodzenia. Obywał się zaś bez żadnego towarzysza: sam miewał kazania, dzieci do pierwszéj spowiedzi i Komunii sposobił, nabożeństwu przewodniczył, spowiadał, co mu często pół nocy zabierało. Ledwie jednę Missyą skończył wnet na drugą się udawał, gdyż widząc nadzwyczajne tego pożytki, każdy z Biskupów pragnął aby w tym celu ten wielki Apostoł przybył i do jego Dyecezyi. Gdy w jakiém miejscu dłużéj zabawił, przytrafiało się że około stu tysięcy miewał słuchaczów. Wtedy urządzano mu kazalnicę na polach, a Pan Bóg przytém taki cud czynił, że zarówno ci którzy obok niego stali, jak i ci którzy niezmiernie byli daleko (gdyż tłumy ludu przeszło wiorstę się ciągnęły) słyszeli go najdoskonaléj.

Po pięciu latach niezmordowanej na takowych Missyach pracy, ciężko zapadł na piersi. Krew z płuc wyrzucał, wychudł jak szkielet, a lekarze zawyrokowali iż jest w ostatnim stopniu suchot, i ledwie mu parę tygodni życia obiecywali. Wtedy objawiła się mu przenajświętsza Marya Panna, uzdrowiła go cudownie, i odtąd jeszcze lat czterdzieści tenże rodzaj życia prowadził.

Lecz gdy się tak dla dobra dusz bliźnich na świecie żyjących poświęcał i braciom swoim zakonnym starał się przychodzić w pomoc. Widząc pomiędzy niemi wielu powołanych do życia jak najbardziéj odosobnionego, a i sam do niego zawsze wzdychając, skorzystał ze szczególnych względów jakie miał u Kozmy III-go panującego w Toskanii, i założył w tém księstwie w miejscu bardzo odosobnioném gdzie sam corocznie odprawiał długie rekolekcye, klasztor. W nim umieścił kilkunastu zakonników, którzy tam według ustaw przez niego ułożonych, a przez Papieża Klemensa XI-o zatwierdzonych, jakby na puszczy, w pokucie i bogomyślności Pana Boga chwalili. Sam jednak, rzadko kiedy mógł tam mieszkać, ciągle bowiem z missyi na missye się udawał, a najwięcéj przebywał w Rzymie, gdzie najobfitsze apostolstwa jego, do ostatnich czasów przetrwały ślady. Pozakładał tam różne pobożne stowarzyszenia i Bractwa. Najserdeczniejsze do Matki Bożéj nabożeństwo, którém od dzieciństwa był przejęty, w każdego pragnął przelać. Nie było kazania w którémby o niém nie wspominał, a wszystkie łaski jakie i sam odbierał i które w tak wielkiéj obfitości przez swoje prace apostolskie sprowadzał na drugich, Maryi przypisywał. Często z kazalnicy słyszano go mówiącego: „Kiedy przebiegam pamięcią wszystkie łaski jakie przez przenajświętszą Maryą w życiu mojém odebrałem, myślę sobie, że tak jak pewne kościoły, w których są cudowne obrazy Maryi, mają ściany pokryte wotami świadczącemi o łaskach jakie ludzie za Jéj pośrednictwem od Boga otrzymali, tak ja cały obwieszony być powinienem, takiemiż wotami: bo żadnéj łaski nie otrzymałem inaczéj, jak przez ręce Maryi. I jeśli zbawienia dostąpię, jedną z największych moich radości w Niebie, będzie myśleć i powtarzać przez całą wieczność, że i to Maryi winienem.” Miał zwyczaj za każdém uderzeniem godziny pozdrawiać tę swoję Matkę niebieską, i wszystkim to zalecał. Usypiając brał w rękę Jéj medalik, i za każdém ocknięciem się, całował go pobożnie.

Przedmiotem jego pobożnych rozmyślań, była najczęściéj Męka Pańska, a w niéj głównie szczegóły zaszłe w bolesnéj drodze Pana Jezusa, kiedy Go na Kalwaryą wiedziono. Uważał że kazania jego o tém najzbawienniejsze na słuchaczach wywierały skutki. Ułożył więc nabożeństwo, dziś już bardzo pomiędzy pobożnemi duszami upowszechnione, i wielkiemi nadane przez Stolicę Apostolską, odpustami, tak nazwane nabożeństwem Drogi Krzyżowéj. Zaprowadził je najprzód w Rzymie, w ogromnéj wielkości gmachu zwanym Kolizeum, uświęconym krwią wielu tysięcy Męczenników, za czasów prześladowania chrześcijan, podczas igrzysk ludowych na tém miejscu zamordowanych. Tam zbierał święty Leonard wielką liczbę słuchaczów miewał do nich kazania w których brał za główny przedmiot szczegóły ostatnich chwil Pana Jezusa, i potém odprawiał z nimi Drogę Krzyżową. Benedykt XIV, podówczas na stolicy Apostolskiéj zasiadający, wielki tego męża Bożego wielbiciel, nabożeństwo to licznemi obdarzył odpustami. Tenże Papież, na żądanie świętego Leonarda, dla rozbudzenia nabożeństwa do pamiątki śmierci Pana Jezusa, nakazał aby po wszystkich kościołach, każdego piątku o trzeciéj godzinie po południu, w któréj Pan Jezus konał, dawano znak dzwonem, a za odmówienie wtedy trzech Ojcze nasz, i trzech zdrowaś Marya, na cześć krzyżowej śmierci Zbawiciela, odpust nadał.

Od świętego to Leonarda także, powstał zwyczaj najprzód w całych Włoszech upowszechniony, nieustającéj czci przenajświętszego Sakramentu, i on pierwszy w kilku większych miastach we Włoszech, Bractwa w tym celu pozakładał.

Odbywał według zwyczaju swego Missyą w Bononii, na którą wysłał go był Benedykt XIV, kiedy w lekką zapadłszy chorobę, pośpieszył z powrotem do Rzymu, gdyż przyrzekł dawno Papieżowi, że w tém mieście umrze. Jakoż skoro wrócił do swojego klasztoru świętego Bonawentury, zachorował śmiertelnie, a po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych i rzewnéj a budującej do braci przemowie, poszedł po nagrodę zgotowaną mu w Niebie dnia 26 Listopada, roku Pańskiego 1741. Papież Pius IX w poczet Świętych go zapisał.

Pożytek duchowny

Zdaniem jestto powszechném, przez mistrzów życia wewnętrznego i największych Świętych przyjętém, że najzbawienniejszém z ćwiczeń pobożnych, jest rozmyślanie Męki Pańskiéj. Do tegoto właśnie rodzaju, należy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Staraj się z niém obeznać przez książeczki na to umyślnie sporządzone, i takowe przynajmniéj w Piątki wielkopostne odprawiaj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś dla skruszenia serc upartych grzeszników przez głoszenie Ewangelii, błogosławionego Leonarda Wyznawcę Twego przedziwną świątobliwością i wielką mocą wymowy obdarzył, spraw prosimy, gdy sami dla zatwardziałości serc naszych do doskonałéj skruchy pobudzić się nie możemy, abyśmy tego za jego prośbami i zasługami dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1019–1022.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 941–942

Przytaczamy tu wyjątek z kazania świętego Leonarda o wieczności:

„Jest artykułem wiary, że wszystkie dusze, jakie Bóg stworzył od tysięcy lat, żyją po dziś dzień i są nieśmiertelne; jest to artykuł wiary, że i ja i wy po 10, 20 i 100 tysiącach lat jeszcze żyć będziecie. Ale gdzież będziemy? W domu wieczności. Mędrzec Pański mówi: «Człowiek pójdzie do domu wieczności!» Wieczność jest owym niezmiernym krajem, do którego wchodzi człowiek, gdy pożegna się z tym światem. Dla tych, którzy umarli w grzechu, jest ona krajem wiekuistej kary”.

„Wpatrzcie się teraz w wieczność, jeśli się na to odważycie. Nazwać ją można «nigdy», które ustawicznie się zaczyna, i «zawsze», które się nigdy nie kończy. Nie mamy na to miary. Odciągnijmy coś od jakiej ilości, a zmniejszy się, dodajmy coś do niej, a zwiększy się. Jeśli odciągniecie od wieczności sto tysięcy lat, nie zmniejszy się ona ani na jotę, dodajcie do niej milion wieków, nie przedłuży się ani o jedną mi nutę. Wieczność jest nieruchoma, niezmienna, nie może się powiększyć lub zmniejszyć”.

„Pójdźcie ze mną do pustyń Egiptu i Palestyny. Dotrzyjcie do strasznych ustroni tych pustyń, patrzcie ze mną na zamkniętego w jednej jaskini Hilariona, w drugiej Makariusza, obok niego Pachomiusza, tu Pawła, ówdzie Hieronima. Idźcie w góry, oglądajcie w tej jamie Marię Egipcjankę, w drugiej Taidę, tu Pelagię, ówdzie Teodorę. Pytajcie te pokutnice, pytajcie świętych pustelników, kto ich zawiódł do tych pustyń, kto ich przyodział w te habity, kto ich pogrzebał w tych jamach, kto ich zmusił prowadzić żywot tak anielski i używać tak dobrze czasu? Odpowiedzą wam z Dawidem: «Miałem na pamięci dni dawne, a na myśli lata wieczności». O wieczności, która masz moc grzebania żywych, czy nie masz mocy wskrzeszenia umarłych, owych umarłych, którzy obumarli dla łaski?”

„Jest wieczność, istnieje wieczność! Wobec tej wieczności śmiejecie się, żartujecie i prowadzicie życie lekkomyślne z dnia na dzień? Jest wieczność, a wobec tej wieczności bawicie się wszeteczeństwem, grą i swawolną rozrywką? Jest wieczność, a wobec tej wieczności zioniecie przekleństwami i bluźnierstwem, tchniecie nienawiścią, kalacie duszę nieczystymi myślami, brudnymi żądzami, złymi uczynkami i obrazą Boską?”

Tags: św Piotr Aleksandryjski św Leonard z Porto Maurizio św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik arianizm Maryja Droga Krzyżowa wieczność
2020-11-11

Św. Marcina, Biskupa Tuoreńskiego (Tours)

Żył około roku Pańskiego 400.

(Żywot jego był napisany przez ucznia jego Sewera Sulpicyusza.)

Święty Marcin urodził się w mieście Sabaczu dawnéj Panonii a dzisiejszych Węgrach, około roku Pańskiego 320. Rodzice jego byli poganami, a ojciec dowódca w wojsku Rzymskiém i syna do tegoż stanu sposobił.

Marcin mając lat dziesięć, pomimo iż rodzice jego byli temu najprzeciwniejsi, został katechumenem, to jest postanowił zostać chrześcijaninem, i z Kościołem się już zewnętrznie połączył. Wkrótce potém zamyślał udać się na życie pustelnicze, lecz że wtedy właśnie wyszedł rozkaz cesarski, aby synowie wojskowych wstępowali w szeregi, musiał i Marcin to uczynić. Trzy lata przed przyjęciem Chrztu świętego na wojaczce strawił, lecz wśród zwykłego obozowemu życiu zepsucia, był i obyczajów najskromniejszych, i wielu już chrześcijańskiemi cnotami się odznaczał, a szczególnie miłosierdziem dla ubogich. Zdarzyło się, że podczas zimy wjeżdżając do miasta Ambis, ujrzał przy bramie żebraka prawie nagiego. Niemając przy sobie pieniędzy, rozciął mieczem swój płaszcz żołnierski, i połową okrył ubogiego. Następującej nocy, ujrzał przed sobą Pana Jezusa w tę połowę płaszcza którą oddał był ubogiemu przyodzianego, i mówiącego do Aniołów którzy go otaczali: „W suknię tę przyodział mnie Marcin, który wkrótce ma być ochrzczonym.”

Po przyjęciu Chrztu świętego, mając lat dwadzieścia, chciał niezwłocznie opuścić szeregi wojskowe. Lecz że wtedy właśnie spodziewano się wielkiéj bitwy z nieprzyjacielem, i sam cesarz posądzał go że to z braku męstwa czyni, więc pozostał jeszcze czekając na potyczkę, i oświadczył że pierwszy bez oręża uderzy na nieprzyjacielskie szeregi, i w Imię Pana Jezusa przebije się przez nie. Wszakże do bitwy nie przyszło, gdyż nieprzyjaciel poddał się naząjutrz bezwarunkowo.

Wyszedłszy święty Marcin z wojska, które podówczas w Galii przebywało, udał się do świętego Hilarego Biskupa Pitkawskiego, którego sława już wtedy wszędzie głośną była, i poddał się jego duchownemu przewodnictwu. Święty Hilary poznawszy w nim wielką świątobliwość, chciał go co prędzéj na kapłana wyświęcić, lecz Marcin wyprosił się od tego, a mając sobie nakazane przez Pana Boga w objawieniu, aby dla nawrócenia rodziców udał się do nich, puścił się do ojczyzny swojéj do Węgier. W drodze téj napadli go rozbójnicy, i związanego, aby potém domagać się za niego wykupu, wiedli w głąb lasu. Ten któremu powierzono straż nad nim, widząc go wśród takiego niebezpieczeństwa, (bo mu i śmiercią grozili), najspokojniéj modlącego się, spytał go kim jest, i dla czego niczego się nie lęka? „Jestem chrześcijaninem, odrzekł na to Marcin, a że wiem iż Bóg mój jest wszędzie obecny, więc się niczego nie obawiam.” Poczém wdawszy się z tymże strażnikiem swoim w rozmowę o religii, tak go sobie ujął, iż ten wraz z Marcinem uszedł, a zostawszy chrześcijaninem przykładne życie prowadził.

Przybywszy mąż Boży do rodziców, matkę tylko miał szczęście przywieść do Chrztu świętego, ojca nie mógł nawrócić; wszelako wielką liczbę innych pogan w kraju swoim, pozyskał Panu Jezusowi. Zastał tam także szerzące się bezbożne kacerstwa Aryanów. Gorliwie powstając przeciw niemu, nasz Święty na wielkie był wystawiony niebezpieczeństwa, a razu pewnego napadnięty przez kacerzy, publicznie a okrutnie został zbity.

Wróciwszy do Piktawy, gdzie chciał się znowu połączyć ze świętym Hilarym, już go tam nie zastał, gdyż go Aryanie siłą wygnali. Schronił się przeto przed nimi, bo i na niego powstawali, w jednym z klasztorów w Medyolanie, lecz i ztamtąd wypędził go Biskup heretycki. Wtedy przybrawszy sobie za towarzysza pewnego pobożnego kapłana, nasz Święty schronił się na dziką i bezludną wyspę Galinaryą, i tam przez czas pewien, wiodąc życie pustelnicze, samemi korzonkami polnemi żywił się.

Święty Hilary wróciwszy z wygnania do Piktawy, zawezwał go do siebie i umieścił w jednym z klasztorów blizko tego miasta będących. Tam powierzono mu do nauki młodego poganina, do Chrztu świętego gotującego się. Ten gdy Marcin na dni kilka wydalił się był z klasztoru, zachorował nagle i umarł. Święty wróciwszy, zastał go już na katafalku. Zdjęty wielką żałością że bez Chrztu zeszedł z tego świata ów młodzieniec, padł na kolana i gorąco modlił się, prosząc Pana Boga aby mu życie przywrócił, i dał dostąpić łaski Chrztu świętego. Trwał na takiéj modlitwie dwie godziny, rzewnemi zalewając się łzami, aż go Pan Bóg wysłuchał: umarły wstał i niezwłocznie ochrzczonym został. Cud ten nawrócił wielu pogan, i rozgłosił jeszcze bardziéj imię Marcina, już i wprzódy z wysokich cnót słynącego.

Pod tę porę właśnie, umarł był biskup Turoneński, a duchowieństwo i lud wybrało Marcina na jego zastępcę. Święty przyjąć téj godności w żaden sposób nie chciał, i pomimo wszelkich usiłowań, wywieść się z klasztoru nie dał, zamknąwszy się w celce. Nareszcie wyprowadzony ztamtąd pod innym pozorem, siłą stawiony przed wielu Biskupami okolicznymi zgromadzonymi w Turonie, uległ ich usilnym naleganiom, i na Pasterza téj Dyecezyi wyświęconym został,

Na Biskupstwie nie zmienił ubogiego i pokutnego życia jakie wiódł przedtém, a tylko cnotami doskonałego Pasterza okraszał godność swoję. Wybudował sobie przy kościele małą chatkę, i w niéj co mu zbywało czasu od służby w kościele i załatwienia spraw dyecezyi, zamykał się na modlitwie i czytaniu ksiąg świętych. Ale że i tam nie dość się widział od napływu świeckich osób wolnym, założył daleko za miastem na ustroniu klasztor nad rzeką Ligerą, i tam jakby na pustyni, z wielką liczbą uczniów i kapłanów na bogomyślności czas wolny od pasterskich obowiązków spędzał. Wiódł z tymi braćmi swoimi, których liczba dochodziła ośmdziesięciu, życie bardzo umartwione, a tak ich doskonalił, że wielu z nich późniéj na Biskupów powołanych zostało, gdyż każde miasto życzyło sobie mieć u siebie którego z uczniów świętego Marcina.

Wszelako nasz Święty nie ciągle w tym klasztorze przebywał: owszem częste odbywał z niego wycieczki apostolskie, tak dla obsługi ludu wiernego, jako téż i nawracania pogan, których jeszcze wielu było. Razu pewnego, znajdując się między nimi, nakłaniał ich aby dąb ogromnéj wielkości bałwochwalczéj czci poświęcony, zrąbali. Zgodzili się na to, lecz pod warunkiem, aby święty Biskup stanął po téj stronie na którą drzewo walić się będzie, gdyż jak mówili: „jeśli Bóg którego nam głosisz jest prawdziwym, to cię od śmierci uchowa.” Zgodził się na to Święty, a poganie nie dowierzając mu czy ustoi na miejscu, przywiązali go tam sznurami. Drzewo olbrzymie podrąbali, na Marcina zwalili, lecz gdy je on przeżegnał znakiem Krzyża świętego, na drugą stronę, jakby pchnięte siłą niewidzialną, padło, W inném miejscu, gdy chciał zburzyć świątynię pogańską, zbiegli się poganie tłumem, aby tego nie dopuścić. Sługa Boży przywołał kilku tylko chrześcijan, a słowem swojém tak ubezwładnił wszystkich niewiernych, że żaden z miejsca ani kroku ruszyć się nie mógł, patrząc jak Święty burzył świątynię i bałwany ich kruszył. Cud zaś tak widoczny wszystkich obecnych do wiary nawrócił.

Do leczenia chorych, taką mu Pan Bóg moc udzielać raczył, iż prawie każdy uzdrowiony od niego odchodził, i wszędzie Słowo Boże przez niego głoszone, takiemi cudami poparte, obfite przynosiło owoce. Pewnego razu, obchodząc swoję Dyecezyą, ujrzał wielki tłum pogan, którzy znając go ze sławy jako wielkiego cudotwórcę, zaszli mu drogę aby go tylko widzieć. Zatrzymał się przy nich i miał kazanie, ale nikt się nie nawrócił: aż oto nadbiega spłakana niewiasta niosąc umarłego syneczka, i padłszy do nóg Biskupa, błaga aby jéj dziecię wskrzesił. Święty wziął je na ręce, pomodlił się i oddał matce żywe. Wszyscy poganie zawołali iż Chrystus prawdziwym jest Bogiem, i po naukach świętego Marcina, nazajutrz Chrzest święty przyjęli.

Miał ważną sprawę do przedstawienia Walentyanowi, lecz cesarz ten, z poduszczenia żony która była Aryanką, nie chciał mu dać posłuchania, i dworzanom nie kazał go wpuszczać do siebie. Marcin po kilku dniach postu i modlitwy, udał się do pałacu cesarskiego, gdzie Anioł wśród straży i pokojowców wolno go przeprowadził aż do komnaty Walentynianina. Ten, obrażony jego śmiałością, miał zamiar nie wstawać z krzesła na jego przyjęcie, lecz ogień pod jego siedzeniem cudownie wszczęty, zmusił go do tego, co takie na nim zrobiło wrażenie, że ze czcią wielką przyjął Biskupa, jego żądaniu zadość uczynił, i do stołu go swojego zaprosił.

Lecz nietylko ludzkim szacunkiem, chciał Pan Bóg mieć uczczonym tego wielkiego sługę Swojego: i duchy niebieskie raczył posyłać do niego. Z Aniołami często obcował, którzy wykonywali jego zlecenia wszystkie, i prośby jego zanosili przed tron Boga. Święci Apostołowie Piotr i Paweł, okazując mu się w widzeniach, rady mu swoje co do sprawowania urzędu Biskupiego udzielali. Stanął téż w rzędzie najdzielniejszych obrońców wiary świętéj przeciw Aryanom, i innym kacerzom.

Mając lat ośmdziesiąt, przepowiedział dzień swojéj blizkiéj śmierci, a pomimo tego, puściwszy się jeszcze na zwiedzanie Dyecezyj, w wiosce Kanda, ciężko zachorował. Uczniowie jego będący przy nim, słysząc jak prosił Boga aby go już uwolnił z więzów téj ziemi, rzekli mu: „Ojcze! czemu nas opuszczasz? komuż powierzysz dzieci twoje zasmucone? Wilki drapieżne napadną twoję owczarnię. Wiemy jak pragniesz być już z Chrystusem: lecz nagrodą twoja w Niebie cię nie minie; zlituj się więc nad tymi których chcesz opuścić.” A Święty poruszony takiemi ich prośbami, w te słowa się modlił: „Panie! jeślim jeszcze ludowi Twojemu potrzebny, nie wymawiam się od pracy. Niech się wola Twoja spełni.” Widząc uczniowie iż ciągle w znak leży, chcieli dla ulgi, zmienić mu postawę, lecz rzekł do nich: „Pozostawcie mnie w tém położeniu, niech raczéj w Niebo a nie na ziemię patrzę, aby dusza moja zdążała do Pana, z którym ma się połączyć." W chwili gdy już konał, ujrzał obok siebie stojącego szatana: „Co tu robisz, zawołał na niego, poczwaro okrutna! sprawco wszelkiego złego, nie znajdziesz we mnie nic coby twoje było.” I to wymawiając oddał Bogu ducha. Wiele osób, a między niemi i święty Seweryn biskup Koloński, słyszało śpiewy Aniołów, duszę jego do Nieba unoszących.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Masz oto i w szczegółach śmierci świętego Marcina dowód, z jakim zuchwalstwem zły duch czyha na duszę ludzkie, a najbardziéj w godzinie ich wyjścia z tego świata. Przez całe więc życie ucz się walczyć mężnie z tym piekielnym wrogiem, abyś przy śmierci odniósł nad nim stanowcze na całą wieczność zwycięstwo; ale przedewszystkiém tę godzinę straszną, polecaj częste opiece Matki Bożéj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który widzisz że nie naszą mocą istniejemy; spraw miłościwie, abyśmy za wstawieniem się błogosławionego Marcina Wyznawcy Twojego i Biskupa, przeciw wszelkiemu złemu ubezpieczeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 968–970.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 896

Święty Marcin nie był uczniem gimnazjów ani uniwersytetów, ale nauki jego były skuteczne, bo był na wskroś przejęty wiarą. Nauczał zwykle porównaniami, gdyż wszystko, na co patrzył i co słyszał, pojmował w świetle prawdy Bożej i sercem wznosił się ku Bogu.

Widząc pewnego razu świeżo ostrzyżoną owcę, rzekł do mnichów: „Otóż widzicie owieczkę, która spełniła przykazanie Ewangelii świętej. Miała ona dwie sukienki, z których jedną podarowała temu, co nie miał żadnej. Tak i wy czyńcie!“

Innym razem przechodził przez łąkę, której jedna część była spasiona, druga zryta, a trzecia pokryta licznymi kwiatami. Przystanąwszy, rzekł: „Korzystajmy z nauki, jaką daje nam ta łąka. Spasiona część nasuwa obraz małżeństwa; widzimy tam świeżą zieleń, ale nieurozmaiconą kwiatami. Zryta ziemia przypomina nam szpetność życia wszetecznego, a reszta łąki przedstawia niejako chwałę i zasługę dziewictwa“.

Gdy pewnego razu stanął przed nim szatan, łając go następującymi słowy: „Zuchwale sobie poczynasz, rozgrzeszając tych, którzy przez ciężkie grzechy utracili łaskę chrztu świętego, bo kto raz upadł, temu Pan Bóg odmówi miłosierdzia” — Marcin odpowiedział: „Nieszczęsny kusicielu! Jeśli przestaniesz dręczyć ludzi pokusą, i teraz, gdy nadchodzi pora sądu, żałować będziesz swego odstępstwa od Boga, wtedy nie wątp, że w zaufaniu w miłosierdzie Boże i tobie nawet udzielę rozgrzeszenia!”

Tags: św Marcin św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna miłość bliźniego nawrócenie św Hilary arianizm śmierć
2020-06-14

Św. Bazylego Wielkiego, Biskupa, Doktora Kościoła i Zakonodawcy

Żył około roku Pańskiego 376.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego, w ścisłéj z nim przyjaźni zostającego.)

Święty Bazyli dla wielkiéj świątobliwości swojéj, głębokiéj nauki i znamienitych zasług jakie położył w Kościele, wielkim przezwany, rodem z Cezarei w Kapadocyi, przyszedł na świat roku Pańskiego 328. Był synem świętego Bazylego i świętéj Emilii, wnukiem świętéj Makryny która go wychowała, a bratem świętego Grzegorza Biskupa Nissejskiego, świętego Piotra Biskupa Sebasty i świętéj Makryny młodszéj, któréj wpływowi przypisywał że i on sam i bracia jego świat opuściwszy, Panu Bogu się poświęcili na wyłączną służbę. Początkowe nauki pobierał w rodzinném mieście, wymowy i filozofii uczył się w Carogrodzie, a dla wydoskonalenia się w nich udał się do Aten. Tam chodząc do akademii razem ze świętym Grzegorzem późniejszym Biskupem Nazyazeńskim, zawiązał z nim ścisłą przyjaźń. Obaj ćwiczeniom pobożności oddając się pilnie, i w naukach się kształcąc, Boską chwałę jedynie mieli na celu. Po skończonym tym zawodzie w całéj Grecyi jako najuczeńsi mężowie zasłynęli. Wtedy cesarz Julian który z nim także w akademii Ateńskiéj razem pobierał nauki, wezwał Bazylego na dwór swój, na którym wielu uczonych trzymał. Lecz Bazyli wiedząc już o jego odstępstwie od wiary, nie przyjął tych zaprosin, i udał się do Egiptu, Palestyny, Syryi i Mezopotamii, w celu przypatrzenia się sposobowi życia zakonników tam będących, gdyż i sam podobny żywot wieść zamyślał. W téj podróży wielu znakomitych filozofów pogańskich i błędami aryanizmu zarażonych chrześcijan nawrócił. Po powrócie swoim, wyświęcony na kapłana, rozdawszy cały majątek jaki był odziedziczył po ojcu, na ubogich, wraz ze świętym Grzegorzem przyjacielem swoim, osiadł na puszczy w Poncie, i wielu towarzyszy do siebie zgromadziwszy, wiódł z nimi życie zakonne według ustaw jakie sam ułożył, a które późniéj stały się Regułą wszystkich tak męzkich jak i żeńskich zakonów na Wschodzie zakładanych, i Bazylego w rzędzie Zakonodawców postawiły.

Po śmierci Juliana, Walens na tron wstąpiwszy, jako zwolennik aryanów chrześcijan prawowiernych okrutnie prześladował. Biskup Cezarei rodzinnego miasta Bazylego, wplątany w sidła aryanów, już w wierze chwiać się był zaczął. Inni Biskupi, widząc iż to czyni jedynie z braku dostatecznéj nauki, zmusili niejako Bazylego aby opuścił swoję ukochaną pustynię, a przyszedł w pomoc własnemu Biskupowi, który błędom sekciarzy czoła stawić nie umiał. Jakoż świętą wymową, głęboką nauką i niezmordowaną gorliwością, i Pasterza swojego i jego owce od zguby wyratował, tak słowem jak i pismami, po dziś dzień sławnemi, zbijając bluźnierstwa aryanów na Bóstwo Chrystusa Pana miotane. Wkrótce potém Euzebiusz Biskup Cezarejski, żywota dokonał, a Bazyli widząc że lud i duchowieństwo na miejsce zmarłego zamierzają go powołać, ukrył się w miejscuu stronném, pilnie jednak ztamtąd strzegąc, aby stronnicy aryańscy swojego na stolicę Biskupa nie wysadzili, zalecał i popierał na to Biskupstwo świętego Grzegorza. Lecz w końcu sam od niego wymówić się nie mógł. Uległ woli sąsiednich Biskupów, którzy odniosłszy się w téj mierze do Rzymu, od Ojca świętego rozkaz uzyskali.

Obowiązki biskupie, chociaż ciągle bardzo wątłego był zdrowia, z największą gorliwością spełniał. Naukami, pismami a przedewszystkiém przykładem świątobliwego życia, owczarni swojéj służył. W czém aby mieć pomoc, przyzwał do siebie świętego Grzegorza, który z miłości ku niemu opuścił także puszczę. Z aryanami bezustanną toczył wojnę, pomimo iż cesarz Walens, zagorzały ich poplecznik, wielu Biskupów katolickich wygnał, na ich stolicę a aryanów poobsadzał, a innych bojaźliwszych groźbą i strachem do milczenia pozmuszał. Gdy więc Bazyli, pomimo tego przeciw aryanom silnie i stanowczo występował, szerzyć się im błędom w swojéj dyecezyi nie dawał, a wielu już w nie wplątanych z téj zguby wyrwał, ściągnął na siebie zawzięty gniew cesarza. Ten przybywszy do Cezarei, wszystkiemi sposobami starał się podejść Bazylego, aby go albo w błędy aryańskie uwikłać, albo przynajmniéj od obrony prawdy katoliekiéj powstrzymać. Widząc zaś że łagodnemi środkami nic wskórać nie może, wysłał do niego Modesta Wielkorządcę, który w imieniu cesarza zagroził mu zaborem dóbr biskupich, następnie wygnaniem, a w końcu męką i śmiercią okrutną. Święty odrzekł mu na to: „Boga raczéj niż cesarza słuchać winienem: jeśli mi majętność zabierze nie zuboży mnie, bo mi dosyć na tych wytartych szatach i kilku księgach; wygnania téż się nie boję, bo cała ziemia jest moją, jako Boża, na któréj wszędzie przytułek znajdę. A i o męki któremi mi grozisz nie stoję, bo one mnié przywieść mogą do pożądanéj przeze mnie dla Chrystusa śmierci. Przez nie wyświadczy mi cesarz największe dobrodziejstwo, gdyż mnie prędzej do Boga mego poszle.” Na co gdy rzekł mu Modest: „Nikt mi, gdym w imieniu cesarskiém występował, tak zuchwale nie odpowiadał.” — „Boś znać na Biskupa nie natrafił, odpowiedział Święty. W stosunkach naszych z każdym, a tém bardziéj, z piastującymi władzę, pokorę uległość i łagodność okazujemy, lecz gdy nam kto wiarę wydzierać chce, temu śmiało czoło stawimy.”

Cesarz z razu nie nalegał więcéj na Bazylego, ale wkrótce uległ intrygom aryańskim, i wskazał go na wygnanie. Lecz gdy przyszło podpisać wyrok, trzy razy pióro się mu psuło, w czém uznając moc Bożą zniszczył wyrok już gotowy.

Wkrótce potém synek cesarski śmiertelnie zachorował. Walens w rozpaczy, gdy modlitwy aryanów nic nie pomagały udał się do Bazylego, który mu powiedział: „Wyrzecz się cesarzu błędów aryańskich, a Pan Bóg ci syna na moje modlitwy uzdrowi.” Walens mu to przyrzekł, Święty pomodlił się i dziecko wyzdrowiało; lecz gdy cesarz wracając do swoich błędów aryanom kazał je ochrzcić, w ręku ich umarło.

Niewypowiedziane prace, trudy, prześladowania i niebezpieczeństwa przebył ten święty Biskup, rządząc swoją dyecezyą w czasach wielkiego ucisku Kościoła od aryanów przez cesarza popieranych, za co zaszczycony został listami Papieża świętego Damaza, który go głównym obrońcą wiary świętéj na Wschodzie nazywał. W ścisłych także stosunkach przyjaźni zostawał ze świętym Ambrożym, drugim w owym wieku filarem Kościoła, który poczytywał go za najgorliwszego i najznakomitszego Biskupa owego wieku. Za jego rządów ciężki głód dotknął był Cezareę i cały kraj okoliczny: Święty rozdawszy wszystek swój znaczny majątek, jaki wówczas spadł był na niego po śmierci matki, kazaniami swojemi i przykładem pobudził możniejszych obywateli Cezarei do tak wielkich ofiar, iż lud mało co uczuł téj klęski. Cały oddany obowiązkom swojego Pasterstwa, nie spuszczał z oczów ojcowskich i zakonu przez siebie założonego, który w późniejszych wiekach na całym Wschodzie się rozkrzewił i wysoko zakwitnął. Na Biskupstwie lat tylko ośm zasiadał.

Gdy już blizkim był śmierci, zawezwał pewnego znakomitego i uczonego lekarza Żyda, imieniem Józefa. Mąż Boży bardzo go lubił, często w rozprawach jakie z nim miewał, pociągał go do wiary katoliekiéj, i pomimo jego oporu, przepowiedział mu że chrześcijaninem zostanie, a nawet z rąk jego Chrzest święty przyjmie. Żyd ten wezwany do chorego Biskupa oświadczył iż żadnéj nadziei nie ma, i że śmierć za chwilę nastąpi. Usłyszawszy to Bazyli rzekł mu: „Nie wiesz co mówisz. Ja póty nie umrę aż cię ochrzczę.” — „Słońce nie zajdzie, odpowiedział lekarz, a umrzesz mój drogi panie.” — „A jeżeli do jutra żyć będę, co powiesz?” rzekł Biskup. — „O życie się zakładam, odparł znowu żyd, że to nie nastąpi.” — „Życia nie trać, powiada Biskup, lecz żyj Chrystusowi.” Zrozumiał Józef o co idzie, i przyrzekł Świętemu że się ochrzci jeśli zakład przegra. Bazyli zaczął się modlić, aby mu Bóg życia przedłużył dla pozyskania téj duszy, i Pan go wysłuchał. Przebył noc spokojną, a nazajutrz Żyd upadł mu do nóg widząc cud wyraźny, i oświadczył że chce zostać chrześcijaninem. Bazyli wstał z łoża o swéj mocy, poszedł do kościoła, ochrzcił lekarza z całą jego rodziną i wszystkiemi domownikami, odprawił Mszę świętą, pożegnał w kazaniu lub zebrany, i polecił im nowonawróconych, a przed wieczorem dnia tegoż, było to zaś 1 Stycznia roku Pańskiego 378, oddał Bogu ducha.

Pożytek duchowny

Otóż jak święci Pańscy i na łożu śmiertelném złożeni znajdują jeszcze siły, gdy idzie o pozyskanie Panu Jezusowi duszy przez Niego odkupionej. Czy czujesz w sobie chociaż trochę téj świętéj gorliwości o zbawienie bliźnich? A przedewszystkiém czyś nią ożywiony względem osób od ciębie zależących, lub o których zbawienie miłość chrześcijahska nakazuje ci szczególnie się troszczyć.

Modlitwa (kościelna)

Wysłuchaj prosimy Cie Panie, prośby nasze, które w uroczystość Błogosławionego Bazylego wyznawcy Twojego i Biskupa zanosimy, i racz nas od wszystkich grzechów naszych wyzwolić, za pośrednietwem tego któremu dałeś tak godnie Ci służyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 489–491.

Tags: św Bazyli Wielki „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor arianizm państwo gorliwość
2020-06-07

Św. Pawła, Biskupa Carogrodzkiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 351.

(Żywot jego napisany przez Teodoreta, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paweł, którego męczeństwa dziś uroczysta pamiątka przypada, był jednym z tych sławnych Biskupów, którzy w czwartym wieku, wraz ze świętym Atanazym, bronili wiary świętéj, przeciwko rozszerzającéj się wtedy herezyi aryańskiéj, i z téj przyczyny wiele wycierpieli. Był rodem z Tessaloniki w Macedonii. Pobożnie i starannie przez rodziców wychowany, w młodości odznaczył się jak świątobliwością tak i niepospolitą biegłością w naukach. Przybywszy do Carogrodu, gdy na téj patryarchalnéj stolicy zasiadał święty Metrofan, zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. Arcybiskup ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i Aleksandrowi którego jako Teologa posyłał w swoje miejsce na Sobór Nicejski przydał za sekretarza. Tam zawiązał on stosunki ze Świętym Atanazym, z którym odtąd w ścisłéj aż do śmierci zostawał przyjaźni. Święty Aleksander, zostawszy po śmierci świętego Metrofana Arcybiskupem Carogrodzkim, wyświęcił Pawła na kapłaństwo, i powierzył mu głoszenie słowa Bożego w swojéj stolicy. Święty pracując w tym zawodzie, najzbawienniejsze na wszystkich mieszkańców sprowadzał owoce. Wielkie to miasto, zarażone już wielu kacerstwami, a nawet wtedy głośne ze skażenia obyczajów, inną jeszcze więcéj, Paweł wytępił panujące tam błędy, rozżywił w ludzie ducha pobożności, i okazał się jednym z najdzielniejszych sekty aryańskiéj pogromcą. Święty Aleksander umierając, objawił duchowieństwu życzenie, aby w jego miejsce obrano świętego Pawła, lecz aryanie popierali jednego ze swoich, nazwiskiem Macedoniusz. Wszakże stronnictwo katolickie przemogło, Paweł wybrany i na Arcybiskupa wyświęcony został, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu.

Tymczasem aryanie użyli wszelkich środków aby się pozbyć Pasterza, którego znali dobrze gorliwość w ściganiu ich błędów. W tym celu oskarżyli świętego Pawła przed cesarzem Konstantynem, i oszczerstwa na niego miotane tak przebiegle fałszywemi dowodami poparli, że uwiedziony Cesarz, świętego Pawła, który zresztą obojętny na to co go spotka słabo się bronił, wskazał na wygnanie do Pontu, nie obsadzając jednak Biskupstwa Carogrodzkiego, innym Pasterzem. Nasz Święty na wygnaniu tém spędził lat kilka, i dopiéro po śmierci Konstantyna powrócił na swoję stolicę, równie jak i inni Biskupi przez tego cesarza wygnani. Miasto całe przyjęło go z oznakami wielkiéj radości i czci głębokiéj. Ubodzy szczególnie, wdowy i sieroty których był ojcem, wyszli na jego spotkanie, i ze łzami go witali. Przywrócony do swojéj godności, chociaż wiedział dokładnie kto byli ci co go głównie czernili i sprawcami stali się jego wygnania, nie tylko ich nie karał, nie tylko nie dał im uczuć najmniejszego żalu, lecz pomny na słowa Chrystusa Pana mówiącego: „Dobrze czyńcie tym którzy was mają w nienawiści”, 1 szczególną okazywał im łaskawość. Gdy niektórzy z nich w niedostatek zapadli, wspaniałomyślnie ich wspierał, i wielu przez to nie tylko sobie, lecz i Kościołowi pozyskał, wyrywając ich z aryanizmu.

Lecz nie długo i ta razą, nieprzyjaciele wiary świętéj dali mu zażywać spokoju. Konstancyusz który po Konstantynie ojcu swoim na tron wstąpił, uwiedziony także intrygami aryanów, przybywszy do Carogrodu, niezwłocznie wywarł gniew swój na Świętego. Podżegany od jego nieprzyjaciół, którzy zagorzałego aryanina Euzebiusza z Nikomedyi, na miejsce Pawła obsadzić starali się, postanowił pozbyć się go koniecznie. W tym celu zgromadził zbór z Biskupów na dworze jego przebywających, a którzy wszyscy zarażeni byli herezyą aryańską. Ci świętego Patryarchę, nie zawezwawszy nawet na sądy, od Biskupstwa bezprawnie odsądzili, a Cesarz skazał go na wygnanie, na miejsce jego wtrącając Euzebiusza.

Święty Paweł, to powtórne swoje wygnanie, przyjął z pokorném poddaniem się dopustowi Bożemu, a widząc iż już ludowi swojemu przewodniczyć nie może, i na całym Wschodzie, gdzie aryanie popierani przez Cesarza rozwielmożnili się byli, spokoju nie znajdzie, udał się do téj części kraju, która podlegała cesarzowi Konstantemu. Tam osiadł w Trewirze, gdzie zastał i świętego Atanazego, i gdzie Biskup miejscowy święty Maksymin, przyjął go jak Męczennika za wiarę, i wszelkim sposobem starał się osładzać mu gorycze wygnania. Wkrótce potém, wraz ze świętym Atanazym i wielu innymi Biskupami prześladowanymi na Wschodzie, udał się Paweł do Rzymu. Papież Juliusz przyjął go bardzo łaskawie, a na Soborze tam podówczas zgromadzonym, rozpatrzywszy sprawy Biskupów wygnanych ze Wschodu, i nieprawnie przez aryanów ze Stolic swoich złożonych, władzą swoją przywrócił prawych Pasterzy do ich dyecezyi. Śmierć przywłaszczyciela Euzebiego, która nastąpiła przy końcu roku 341, ułatwiła świętemu Pawłowi powrót do Carogrodu. Przewidywał on że go tam nowe niebezpieczeństwa czekają, lecz że wolą Papieża było aby wracał do swojéj owczarni, spełnił to chętnie. Przewidywania jednak jego, nie były płonnemi. Wprawdzie i tą razą katolicy uszczęśliwieni iż się pozbyli nieprawnego aryańskiego Biskupa, przyjęli go jak wprzódy z oznakami wielkiéj czci i radości, lecz aryanie, których stronnictwo ze śmiercią Euzebiego nie przycichło, nowe na niego uknuli spiski. Dwóch ich głównych przewódców: Teogoniusz z Nicei i Teodor z Heraklei, aryańscy Biskupi, wyświęcili Macedoniusza na Patryarchę Konstantynopolitańskiego. Odszczepieniec ten, poparty silném swojém stronnictwem, zasiadł na stolicy Carogrodzkiéj, czego ludność katolicka znieść nie mogąc, oburzyła się do tego stopnia, iż przyszło do wojny domowéj, pomimo tego że święty Paweł wszelkiemi środkami starał się lud uspokoić, i gotów był sam dobrowolnie ustąpić, byle rozlew krwi powstrzymać.

Konstancyusz przebywający podówczas w Antyochii, dowiedziawszy się o zaszłych zaburzeniach, a uprzedzony zawsze przeciw świętemu Pawłowi, wysłał jednego z wodzów swoich nazwiskiem Hermogenesa z wojskiem, aby katolików w Carogrodzie uśmierzył, a świętego Pawła z jego Biskupstwa złożył. Ten przybywszy, gwałtami jakich się odrazu dopuścił, całą ludność do najwyższego stopnia rozdrażnił. Napróżno nasz Święty, z narażeniem życia udał się na miejsce gdzie wzburzony lud się znajdował, prosił go, zaklinał i nakazywał aby się uspokoił, a przedewszystkiém do oręża się nie uciekał. Nietrafne postępowanie Hermogenesa, do takiéj ostateczności doprowadziło rzeczy, że sam to życiem przypłacił.

Zawiadomiony o tém Cesarz, miał zamiar na wszystkich katolikach w Carogrodzie najstraszniejszą zemstę swoję wywrzeć. Na prośby jednak Senatu, ograniczył się na tém, że na samym tylko świętym Patryarsze postanowił się pomścić. Najprzód tedy wydał rozkaz, aby on niezwłocznie miasto opuścił. Święty już dawno i sam chciał to uczynić, lecz nie mógł, gdyż katolicy dzień i noc trzymali go pod strażą w pałacu, zapowiadając że wolą zginąć do jednego, niż Biskupa swego wydać w ręce nieprzyjaciół. Wtedy Paweł, potajemnie w nocy spuściwszy się w koszu z okna, jak niegdyś Paweł Apostoł, uszedł i ukrył się w Tessalonice, mieście swojém rodzinném. Zamierzał już tam nieznany i ukryty, przebyć resztę dni swoich, kiedy nieustające wzburzenia między katolikami, zmusiły Cesarza do przyzwania go po raz trzeci z powrotem; lecz że czynił on to pomimo chęci, dozwolił téż aryanom, gdy święty Paweł znowu zasiadł na swojém Biskupstwie pastwić się nad nim do woli, prześladując go okrutnie. Trudno wypowiedzieć co ten mąż Boży, wycierpiał w ciągu tych sześciu lat, przez które zarządzał jeszcze swoją owczarnią: obelgi najdotkliwsze, oszczerstwa najszkaradniejsze, kilkakrotne czyhanie na jego życie, wszystko to znosił ten błogosławiony Pasterz, byle owieczek swoich, wystawionych na pastwę nieprzyjaciół Chrystusowych, nie zostawiać bez opieki. Nakoniec i życie swoje za nie położył. Konstancyusz, po śmierci Konstansa brata swojego cesarza Zachodniego a obrońcy katolików, tém śmieléj ich prześladując, wywarł szczególnie swoję zajadłość na świętego Pawła. Kazał go najprzód uwięzić, a potém skazawszy po raz trzeci na wygnanie, zasłał go na górę Tauryńską i oddał w ręce aryanów. Ci najprzód wtrącili go do podziemnego więzienia, i chcieli głodem umorzyć; lecz gdy szóstego dnia znaleźli go, pomimo iż żadnego ani pokarmu ani napoju nie używał, żywego, zadali mu śmierć przez uduszenie. Męczeństwo to poniósł 7 Czerwca, roku Pańskiego 351.

Pożytek duchowny

Święty Biskup, którego żywot czytałeś, tylekroć razy wygnany ze swego Biskupstwa, obejmował na nowo jego rządy, z całą gorliwością obowiązkom się swoim oddając. Niech cię to uczy, jak żadne przeszkody i prześladowanie od złych ludzi doznawane, nie powinny nas odstręczać od spełniania tego, czego po nas Pan Bóg wymaga, a przedewszystkiém od spełniania obowiązków naszego stanu.

Modlitwa

Boże! Któryś w błogosławionym Pawle Biskupie i Męczenniku, nieustraszonego obrońcę wiary świętéj wskrzesił, daj nam za jego pośrednictwem, abyśmy w téj wierze ukrzepieni, w niéj aż do śmierci trwając, wraz z nim w wieczności Cię chwalili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 468–470

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 471–472

Czym jest cierpliwość chrześcijańska? Jest ona potęgą moralną, jest cnotą, za pomocą której panować możesz nad wszelkim cierpieniem i smutkiem. Nie wymaga ona nieczułości na cierpienia i smutki, lecz wytrwania w miłości ku Chrystusowi, gdy one przyjdą.

Jakże się ma z twoją cierpliwością? Od krzyża na tej ziemi nikt się nie uwolni. Jakże znosisz krzyż cierpień swoich? Święty Augustyn pisze: „Na Górze Kalwarii były trzy krzyże. Na jednym przybity był złoczyńca, który został zbawiony, bo żałował za grzechy; na drugim złoczyńca, który poszedł na potępienie wieczne dla zatwardziałości serca swego; na trzecim, w środku, wisiał Chrystus. Krzyże były równe, ale ukrzyżowani nierówni".

Jak na owej Kalwarii, tak się dzieje i w życiu ludzkim. Wielu ludzi nosi ten sam krzyż, ale nie w ten sam sposób, przeto też krzyże te nie mają równych losów.

Jeżeli cierpisz niewinnie, a krzyż ten znosisz z pokorą, to czeka cię zbawienie wieczne; jeżeli cierpisz słusznie, a jesteś zatwardziały, to piekło będzie twoją nagrodą. Jakże tedy myślisz znosić ów krzyż cierpień, który nikogo nie minie? Namyśl się dobrze. Nosić ten krzyż koniecznie musisz, zdjąć go z siebie nie możesz, jak byś może tego pragnął; dla twego przyszłe go zbawienia ważne będzie, w jaki sposób ten krzyż poniesiesz. Patrz na Jezusa i na świętego Pawła, ucz się od nich i naśladuj ich.

Footnotes:

1

Mat. V. 44.

Tags: św Paweł I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Atanazy arianizm pokora cierpliwość krzyż
2020-05-31

Mowa nr 75 na Zesłanie Ducha Świętego – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 360–365.

  1. Najmilsi! Wie o tym dobrze każdy katolik, że to dzisiaj jedno z głównych świąt, nas obowiązujących. Nie ma też dwu zdań co do tego, że w największej czci winniśmy chować dzień, uświęcony najwspanialszym cudem darów Ducha Św. Dziesiąty to dzień od chwili, kiedy Pan wstąpił nad najwyższe sfery niebieskie, ażeby zasiąść po prawicy Ojca. U nas zaczęliśmy 1 go święcić jako pięćdziesiątnicę, licząc od dnia zmartwychwstania. Zawiera on w sobie bowiem wielkie tajemnice i Starego, i Nowego Przymierza zarazem; z nich zaś bardzo wyraźnie widać, że, co Prawo naprzód zapowiadało, spełniła Łaska. Naród żydowski, wyzwolony od Egipcjan (por. Wyj. 19, 17), w pięćdziesiąt dni po złożeniu ofiary z baranka, otrzymał niegdyś na górze Synaj Prawo. Podobnie po ukrzyżowaniu Chrystusa, a więc po zabiciu prawdziwego Baranka Wielkanocnego, pięćdziesiątego dnia od jego zmartwychwstania, zstąpił Duch Św. na Apostołów i gromadę wiernych. Baczny chrześcijanin łatwo stąd zauważy, że wejście w życie Starego Przymierza przygotowało grunt pod zasady ewangeliczne, i że ten sam Duch, co zawarł pierwsze Przymierze, wprowadził w życie drugie.
  2. „Gdy dopełniły się dni Pięćdziesiątnicy” – świadczą Dzieje Apostolskie – „byli wszyscy razem na tym samym miejscu. I nagle stał się z nieba szum, jakby nadchodzącego wichru gwałtownego, i napełnił cały dom, w którym siedzieli. I ukazały im się rozdzielone języki jakby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym i poczęli mówić rozmaitymi językami, jak im Duch Św. wymawiać dawał” (Dz. Ap. 2, 1). O, jakże lotne jest słowo Mądrości! Jakże prędko przychodzi nauka, kiedy sam Bóg jest Nauczycielem! Nie potrzeba było wtedy żadnych objaśnień dla zrozumienia, ani ćwiczeń do wprawy, ani czasu do wydoskonalenia. Duch tchnął, kędy chciał (por. Jan 3, 8), i w uściech Kościoła odrębność językowa różnych narodów stała się łącznikiem. Od tego dnia rozlegał się donośnie po świecie zew Ewangelii. Od tego dnia na wyschnięte stepy, na spieczoną ziemię spadły deszcze łask, popłynęły rzeki błogosławieństw. Boć Duch Boży unosił się nad wodami (Rodz. 1, 2), aby odnowić oblicze ziemi. Ustępowały zadawnione ciemności przed błyskawicami nowego światła: w blasku ognistych języków poczynało się (w duszach) jasne słowo Pańskie i żar jego wymowy. Boć miało ono w sobie i własność takiego światła, co stwarza zdolność rozumienia, i siłę ognia, co grzech wypala.
  3. Chociaż, najmilsi, całe to zdarzenie odbyło się w sposób tak uderzający i cudowny, i nie ulega wątpliwości, że w nagłym pojawieniu się wspólnego języka dla wielojęzycznej ze wszystkich narodów rzeszy objawił się boski majestat Ducha Św., niechaj jednak nikt nie sądzi, że w tym, co cielesnymi widziano oczyma, ukazała się jego boska istota. On bowiem będąc ze swej natury – wspólnej mu z Ojcem i Synem – dla zmysłowego wzroku niewidzialnym, dał na zewnątrz poznać szczególny charakter swojego działania tak, jak mu się podobało, ale istotę, sobie właściwą, zachował w swoim Bóstwie. Ludzkim czysto wzrokiem nie dosięga się ani Ojca i Syna, ani Ducha Św. Boć w Trójcy Św. wszystko jest jednakie i równe; wszystko, co można pomyśleć o jej istocie, to ta sama moc, ta sama chwała, ta sama wieczność. Chociaż osoby – Ojca, Syna i Ducha Św. – są różne, ale nie różnią się one co do bóstwa i natury 2. I chociaż jednorodzony Syn z Ojca jest, a Duch Św. jest duchem Ojca i Syna, to jednak jest nim nie tak, jak jakieś stworzenie, przez Ojca i Syna powołane do bytu, jeno jest istotą, z nimi współżyjącą i wszechpotężną, jak oni, byt swój mającą z istoty Ojca i Syna odwiecznie. Dlatego to Pan w przeddzień męki swojej, przyrzekając uczniom przyjście Ducha Św., mówił do nich: „Jeszcze wam wiele mam powiedzieć, ale teraz znieść nie możecie. Lecz gdy przyjdzie on Duch Prawdy, nauczy was wszelkiej prawdy; bo nie od siebie mówić będzie, ale cokolwiek usłyszy, opowie, i co ma przyjść, oznajmi wam. Wszystko, cokolwiek ma Ojciec, moim jest; dlatego powie- działem, że z mego weźmie, a wam opowie” (Jan 16, 12). Nie co innego więc ma Ojciec, niż Syn i niż Duch Św., lecz wszystko, co posiada jeden, posiada też i drugi i trzeci. A wspólnota ta istnieje w Trójcy odwiecznie. Nie ma w niej pojęcia czasu, czy stopni, czy innych jakich różnic. Jeśli zaś nikt nie może wyjaśnić, czym Bóg jest, to niech nikt nie waży się twierdzić o nim, to, czym on nie jest. Raczej bardziej wyrozumiałym należałoby być dla nie dość odpowiednich wyrażeń o istocie Trójcy Św., nie dającej się wysłowić, niż przypisywać jej własności z nią sprzeczne. Wszystko zaś, co serca pobożne zdołają pojąć z wiecznej i niezmiennej chwały Ojca, to mają też rozumieć bez różnicy o Synu i Duchu Świętym. Właśnie bowiem dlatego wyznajemy w Trójcy Św. „jednego” Boga, że jej osoby nie różnią się z sobą w istocie, we władzy, w chceniu i w działaniu 3.
  4. My zatem, odżegnujemy się tak od Arian, czyniących pewną różnicę między Ojcem i Synem 4, jak i od Macedonianów 5. Ci przypisują wprawdzie równą naturę Ojcu i Synowi, ale Ducha Świętego uważają za jakąś niższą istotę, nie bacząc na to, że popełniają takie bluźnierstwo, jakie ani w tym życiu, ani na przyszłym sądzie nie będzie odpuszczone. Wszak sam Pan to powiedział: „Ktokolwiek by rzekł słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, ale kto by mówił przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone, ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt. 12, 32; por. Mar. 3, 29; Łk. 12, 10). Dla takiego więc, co uparcie trzyma się tej bezbożnej nauki, nie masz przebaczenia, ponieważ odwrócił się od tego, który mógł był Go doprowadzić do wyznawania. Kto tego rzecznika i obrońcy nie ma za sobą, taki na zawsze zamyka sobie drogę do rozgrzeszenia. Właśnie bowiem od Ducha Św. to pochodzi, że zwracamy się do Ojca. Od Ducha Św. są łzy pokutę czyniących, od niego błagalne westchnienia o zmiłowanie. „I nikt nie może mówić «Pan Jezus» jedno w Duchu Świętym” (1 Kor. 12, 3). To zaś, że równy on jest Ojcu i Synowi we wszechmocy i w jednym Bóstwie, bardzo dobitnie wyraża Apostoł, pisząc jak następuje: „Różne są dary łaski, lecz tenże Duch. I różna jest służba, ale tenże Pan. I różne są sposoby działania, ale tenże Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich” (1 Kor. 12, 4).
  5. Niechaj te i inne miejsca Pisma św. powagą boskiej nauki zagrzewają nas, by jednomyślnie czcić święto Pięćdziesiątnicy! Wezbranym tedy od radości sercem oddajmy hołd Duchowi Świętemu! Z niego bierze uświęcenie cały Kościół i każda dusza napełnia się rozumem. On jest natchnieniem wiary, nauczycielem prawdy, źródłem miłości, znamieniem czystej duszy, przyczyną sprawczą wszelkiej cnoty! Wierzące serca niechaj się cieszą, że jednego Boga w Trójcy – Ojca, Syna i Ducha – cała ludzkość chwali i wszystkimi wyznaje go językami! Niech się radują, że owo znamienne objawienie – w postaci ognistych języków – nie ustaje działać i darzyć łaskami. Boć sam Duch Prawdy napełnia dom swojej chwały blaskiem własnej światłości, nie chcąc, by w jego świątyni była jaka ciemność, albo li oziębłość. Z jego bogatego ogniska i nauki udziela się też oczyszczająca moc postom i jałmużnom. Boć po tym uroczystym święcie następuje ich zbawienna, zwyczajowa praktyka, najpożyteczniejsza w świecie po wsze czasy, jak tego doświadczyli na sobie wszyscy ludzie święci. Pasterskim sercem, dbałbym o wasze dobro, zachęcam przeto, najmilsi, do gorliwego jej zachowania: jeśli komu w ostatnich dniach zdarzyło się przez własne niedbalstwo ściągnąć na siebie jaką zmazę, niechaj ją postem oczyści i czynną miłością bliźniego naprawi. Pośćmy tedy w środę i w piątek, w sobotę zaś w tym samym celu odprawmy czuwania! Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego; On z Ojcem i z Duchem Św. jako „jeden” Bóg żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Liczono 50 dni od drugiego dnia żydowskich świąt wielkanocnych, czyli od pierwszego dnia w żydowskim tygodniu. – O 50-tym dniu wyraża się Leon: „zaczęliśmy go u nas święcić” ponieważ dzień ten, podobnie jak dzień Wielkiejnocy – od której zaczyna się rachuba – przypada na niedzielę. Zaznacza więc początek świętowania.

2

O 3 Osobach w Trójcy Św. i jedności istoty por. Mowy 25, 1; 77, 6

3

O tajemnicy Trójcy Św. por. M. 64, 2; 76, 2; 77, 1.

4

Por. M. 23, 2; 24, 5.

5

Błędną naukę Macedoniusza, uważającego Ducha Św. za stworzenie, potępił Kościół na soborze Konstantynopolitańskim 381 r.

Tags: św Leon Wielki Duch Święty arianizm Duchoburcy suche dni
2020-05-22

Św. Julii Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 439.

(Szczegóły jéj życia i męczeństwa, znajdują się w historyi prześladowania Kościoła przez Wandalów przez Rajnerta napisanéj.)

Święta Julia była rodem z Kartaginy, wielkiego miasta w Afryce, i należała do jednéj z najpierwszych rodzin tego kraju. Młodą jeszcze była, kiedy w roku 439 Genzeryk król Wandalski, jeden z najzagorzalszych popleczników herezyi aryańskiéj, zdobywszy Kartaginę, dopuszczał się na jéj mieszkańcach największych okrucieństw, pastwiąc się szczególnie nad katolickiemi zamożniejszemi rodzinami téj stolicy. Wielu z nich mieczem pozgładzał, inni porzuciwszy całe mienia pouchodzili, największą zaś liczbę zagrabiwszy: im majątki przywiódł do nędzy, i na domiar barbarzyństwa zaprzedawał w niewolę poganom.

Z téj liczby była i Julia, wychowana w zamożnym rodzicielskim domu bardzo starannie i pobożnie, a przytém z urody sławna w całym kraju, jak równie z wysokiéj cnoty i szczególnéj dla ubogich hojności. Porwana z łona ukochanéj rodziny, któréj była ozdobą i pociechą największą, zaprzedana została w niewolę pewnemu kupcowi poganinowi, nazwiskiem Euzebi, który zawiózł ją z sobą do Syryi. Łatwo wyobrazić sobie jak strasznym ciosem było to dla téj nieszczęsnéj dziewicy, przyzwyczajonéj do wielkiéj wystawności rodzicielskiego domu, a tak nagle zmuszonéj służyć poganon i być ich niewolnicą.

Jedyną jéj pociechą i jedynie w tak smutnéj ostateczności skuteczną, była jéj gruntowna pobożność i żywa wiara. Widok Pana Jezusa przybitego do krzyża, łagodził gorycz jéj serca i wstrzymywał ją od płaczu. Pamiętała że, czy będąc wielką panią jak wprzódy, czy teraz stawszy się niewolnicą poganina, miała zawsze szczęście być służebnicą Chrystusa, i tego szczęścia nikt jéj pozbawić nie mógł. Postanowiła więc spełniać jak najdoskonaléj obowiązki stanu w jakim spodobało się Bogu postawić ją, i uświęcić się w pokornym i uciążliwym zawodzie niewolniczéj służby. Wkrótce téż, sposób jéj zachowania się, wzbudził powszechne dla niéj między poganami uwielbienie, i pan jéj tak wielkim szacunkiem został dla niéj przejęty, iż obchodził się z nią z uszanowaniem i mawiał, że wolałby cały swój majątek postradać, aniżeli rozstać się z tą swoją niewolnicą.

Ze względów tak szczególnych jakich używała Julia u swojego właściciela, korzystała ona tylko na to, aby z tém większą swobodą oddawać się świętym ćwiczeniom swojéj religii i pobożności, którą nieszczęście jakie ją spotkało, jeszcze więcéj w jéj sercu rozżywiło. Posty zachowywała ciągłe; długie godziny, a szczególnie w nocy, trawiła na modlitwie, a w pracy tak sobie nie folgowała, że Euzebi często, chociaż napróżno, prosił ją usilnie aby się tak bardzo nie trudziła, i upewniał ją iż tak ciężkiéj służby od niéj nie wymaga. Przytém odznaczała się szczególnie skromnością dziewiczą, którą tak jaśniała, że pomimo iż rzadka jéj uroda wystawiała ją na wielkie wśród pogan niebezpieczeństwo, wszyscy zachowywali się z nią z największą przyzwoitością, i w jéj obecności najlekkomyślniejsi byli pod wpływem nakazującéj uszanowania powagi, jaką się ona w stanie swojego nawet niewolnictwa odznaczała.

Po załatwieniu roboty która do niéj należała, co zbywało jéj czasu, obracała na czytanie pobożnych książek, których wiele z domu jeszcze wyniosła, i na modlitwę która była jedyną jéj pociechą, a przez którą, potrzebne w tak trudném położeniu, wypraszała sobie łaski. A że trudy i przykrości przywiązane do stanu służebnego, zdawały się jéj niedostateczném umartwieniem i ciała i ducha, przydawała jeszcze i dobrowolne, nosząc włosiennicę, sypiając na ziemi, i tym podobne pokutne zadając sobie ćwiczenia.

Lecz wkrótce i tego nie dość było dla téj świętéj duszy, rozmiłowanéj w Jezusie i w krzyżu Jego. Oddawna, bo jeszcze gdy w domu rodziców była wzdychała za męczeńską śmiercią; teraz pragnienie to stało się w niéj jeszcze żywszém. W każdych modlitwach swoich błagała o tę łaskę Boga, a szczególnie prosiła przenajświętszą Pannę, którą jak najdroższą matkę swoję niebieską czciła i kochała; aby Jéj wyjednała szczęście wylania krwi za Jéj Boskiego Syna.

Matka Boża wysłuchała łaskawie próśb tej tak miłéj Jéj Synowi oblubienicy. Po kilkoletnim pobycie Julii w Syryi, Euzebi mając dla interesów swojego kupiectwa, odbyć podróż do Galii, postanowił, biorąc w tę podróż wielu domowników, wziąść z sobą i Julią. Puszczając się w drogę, miała ona jakby przeczucie że ją w niéj śmierć za wiarę świętą czeka, i poleciwszy się tém goręcéj opiece Maryi, starała się ciągle w tém ściślejszém zostawać z Panem Jezusem zjednoczeniu, aby na stanowczą próbę jéj ku Niemu miłości, w każdéj chwili gotową za Jego łaską była.

Jakoż, sposobność ku temu nadarzyła się jéj rychło, gdy przypłynąwszy do wyspy Korsyki zatrzymali się w porcie, Euzebi dowiedziawszy się iż wtedy właśnie obchodzono tam uroczystość pogańską, wysiadł na ląd ze wszystkimi swoimi niewolnikami, aby w niéj uczestniczyć, udał się z nimi do świątyni, a po odbytych obrzędach, zaproszony został na biesiadę, przez Feliksa wielkorządcę téj wyspy. Przez ten czas Julia, pozostawszy w porcie przy rzeczach Euzebiego, według swego zwyczaju modliła się gorąco, i serdecznie się smuciła przed Bogiem, na widok zaślepienia nieszczęsnych bałwochwalców. Słudzy Feliksa, którzy ją tam ujrzeli klęczącą, i dowiedzieli się że byłato chrześcijanka, która nigdy w obrządkach pogańskich nie chciała uczestniczyć, donieśli o tém Feliksowi. Wielkorządca ten był zawziętym chrześcijan wrogiem, i gdy mu o tém doniesiono, domagał się od Euzebiego, aby i Julii kazał przyjść i brać udział w ich obrzędach. Euzebi upewnił go, iż w żaden sposób uczynić ona tego nie zechce; a gdy Feliks zażądał żeby mu ją sprzedał jako niewolnicę aby ją potém zmusił do odstępstwa wiary, a poczciwy ten kupiec za żadne pieniądze uczynić tego nie chciał, Wielkorządca uciekł się do zdrady. Na owéj uczcie którą wyprawił dla Euzebiego, upoił go do najwyższego stopnia, a kiedy ten usnął, kazał porwać Julią, przyprowadzić do siebie, i zrązu najpochlebniejszemi obietnicami usiłował skłonić ją do oddania czci pogańskim bożyszczom. Przyrzekał jéj iż ją wykupi i nada jej wolność, byle poganką została. Na to odpowiedziała mu Święta, że dopóki jest służebnicą Jezusa Chrystusa, żadna niewola u ludzi, hańby jéj przynieść nie może, i przydała mężnie: „Obrzędami zaś pogańskiemi brzydzę się z całego serca, gdyż jestem chrześcijanką, i za największe poczytałabym sobie szczęście, żebym za wiarę moję życie oddała.”

Rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Feliks, kazał ją policzkować; co gdy słudzy jego spełnili z takiém okrucieństwem, że krew twarz jej zalała: „Zbawca mój, rzekła wtedy Święta, raczył dopuścić na siebie policzkowanie: jakiżto zaszczyt dla mnie gdy podobnejże zniewagi doznaję!” Wtedy Feliks kazał zawiesić ją w powietrzu za włosy, i okrutnie chłostać. Katowana była tak długo i tak strasznie, że zdawało się iż skona w téj męce, w ciągu któréj wołała: „Bądź na wieki błogosławiony Zbawicielu mój, za łaskę niewymowną, jaką wyrządzasz służebnicy Twojéj. Obym uczestniczyć mogła we wszystkich mękach, jakieś za mnie poniósł. Lecz cóż za różnica! Tobie głowę cierniową koroną przebito, a mnie tylko włosów trochę wyrwano; mnie chłostano, a Twoje przenajświętsze ciało kawałami bicze żelazne rozrywały; mnie złorzeczą, a Tyś był bluźniony i obelgami przesycony!”

Widząc wielkorządca że tak srogie męki nietylko zachwiać jéj stałości w wierze nie mogły, lecz ją jeszcze bardziéj i na duchu podnoszą, i w niepojętą dla patrzących na to radość wprawiają, a obawiając się aby Euzebi wytrzeźwiwszy się nie stanął w jéj obronie, kazał co prędzéj przygotować rusztowanie krzyża, i do niego przybić Świętą. Widok ten najwyższym napełnił Julią weselem. „Z całego serca pragnęłam umrzéć za Ciebie o! Zbawco mój, zawołała, lecz nigdym nie śmiała przypuszczać, że mnie spotka zaszczyt i szczęście poniesienia śmierci na krzyżu, jak Ty ją, Boski mój Mistrzu, poniosłeś za mnie. Przyjm Boże mój, życia mojego ofiarę, a odpuść tym nieszczęsnym zaślepieńcom to co ze mną, czynią, i zlituj się nad nimi.”

Po tych słowach przybito ją do krzyża, na którym już wycieńczona poniesioną męką w biczowaniu, wnet Bogu ducha oddała. Umęczona została dnia 22 Maja, około roku Pańskiego 439.

W chwili gdy skonała, trwoga nadzwyczajna ogarnęła i Wielkorządcę i pogan tam wtedy zgromadzonych, tak że wszyscy uszedłszy pozostawili na krzyżu ciało świętéj Męczenniczki. Tymczasem Aniołowie oznajmili zakonnikom mieszkającym na sąsiedniéj wyspie zwanéj Gorgonia, o tém co zaszło na brzegach Korsyki, i polecili im od Pana Boga, aby popłynęli tam, i zabrali ciało świętéj Julii. Co téż oni dopełnili. W roku zaś 768, zwłoki jéj przeniesione zostały do miasta Brescia we Włoszech, i umieszczone w kościele pod jej wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

W dniu wczorajszym czytałeś żywot ubogiego rolnika, który w swoim pracowitym stanie dostąpił doskonałości Ewangelicznéj; dziś przypada znowu doroczna pamiątka Świętéj, która nią została będąc niewolnicą u poganina. Uważaj więc że żadnego uczciwego stanu obowiązki, nie są przeszkodą do tego aby zostać Świętym, a zawstydź się przypominając sobie, jak często na zajęcia które cię obarczają, zwalasz trudność jakiéj doznajesz oziębłością twoją w ćwiczeniach pobożnych.

Modlitwa (kościelna dawna)

Boże Stwórco i opiekunie wszystkich wiernych, miłosierdzia Twojego pokornie wzywamy, abyśmy dzień ten uroczysty błogosławionéj Męczenniczki Julii, pobożnie obchodząc, wiekuistém weselem wraz z nią się cieszyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 416–418.

Tags: św Julia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik arianizm niewola obowiązki stanu
2020-05-13

Św. Serwacego Biskupa

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Turoneńskiego.)

Święty Serwacy był rodem z ziemi Żydowskiéj, z prowincyi Penestryjskiéj położonéj na południowéj granicy Persyi i Armenii. Miał to wielkie szczęście, iż pochodził z rodziny Matki Bożéj, a więc i Samego Pana Jezusa: był potomkiem w drugiém albo trzesiém pokoleniu Emeryi, siostry rodzonéj świętéj Anny Matki przenajświętszéj Panny Maryi, zaślubionéj Enimowi bratu świętéj Elżbiety. Jeden z najdawniejszych pisarzy kościelnych, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa żyjący, powiada że imię Serwacego od wyrazu łacińskiego servare co znaczy przechowywać, nadano mu z polecenia Anioła, który objawił się był przy Chrzcie jego, zapowiadając że miał żyć nadzwyczajnie długo, co w istocie się spełniło.

W młodym wieku przybył do Jerozolimy, gdzie wiódł życie bardzo pobożne: większą część dnia przepędzał w kościele, pilnie czytywał księgi święte, i wedle możności spełniał uczynki miłosierne, sam nawet usługując ubogim chorym. Cnoty jakiemi się odznaczył, i ród najświętszy z którego pochodził, zwróciły na niego uwagę Biskupa, który go, jak tylko do lat doszedł, wyświęcił na kapłana. Otrzymawszy wyższe święcenia, Serwacy jeszcze wyłączniéj oddał się bogomyślności, wiódł życie nadzwyczaj umartwione i z wielką gorliwością służył wiernym, sprawując święte obrzędy i słowo Boże głosząc.

Razu pewnego, gdy trwał na gorącéj módlitwie i polecał Bogu potrzeby powszechnego Kościoła, już w całym prawie świecie rozszerzonego, stanął przed nim Anioł mówiąc mu, iż jest wolą Bożą aby się udał do Francyi do miasta Tongru, a wówczas zwanego Oktawią, gdyż tam ma zostać Biskupem dyecezyi oddawna pozbawionéj Pasterza. Puścił się Święty w drogę, uzyskawszy na to błogosławieństwo od Biskupa Jerozolimskiego, a mając w podróży za nieodstępnego towarzysza tegoż Anioła, który mu był przyniósł rozkaz od Boga aby się w tak odległe kraje udał.

Przybywszy do miasta Tongru, wszedł do kościoła przenajświętszéj Panny, który był głównym tego miasta, to jest katedralnym kościołem, i zastał tam właśnie lud i duchowieństwo zgromadzone dla obrania Biskupa, po długo osieroconéj stolicy. Dawno już tam byli zebrani, a na wybór zgodzić się nie mogli, kiedy cudownym sposobem, wskazany im został na Biskupa, tylko co do ich miasta przybyły święty Serwacy. Jakoż wyświęcono go na tę pasterską godność, za panowania cesarza Konstantyna roku Pańskiego 315, jak to świadczą przechowane po dzień dzisiejszy akta tyczące się pierwszych Biskupów miasta Tongru.

Jak cudowném było jego przybycie do téj Dyecezyi, i cudowne wyniesienie na Biskupstwo, tak również cudownóm było i to że nie, znając języka ludu którego został Pasterzem, w skutek podobnego daru jaki mieli Apostołowie po odebraniu Ducha Świętego, wszyscy z jakiegokolwiek byli narodu, rozumieli go gdy miewał nauki i kazania. I co większa, dar ten posiadał jedynie do rzeczy tyczących się religii i spraw duchownych. Tylko wtedy gdy o takowych rozmawiał, każdy go rozumiał, lecz skoro miał potrzebę rozmówić się o sprawach doczesnych, nikt go nie rozumiał ani on nikogo, i musiał używać tłómaczów.

Jak z tego cudownego daru języków, tak i z życia swojego i świątobliwości podobny był. ten wielki cudotwórca do Apostołów. Miłośnik ewangelicznego ubóstwa; na wzór uczniów Pańskich, zawsze pieszo chodził. Nie nie zatrzymując z posiadłości i dochodów Biskupich, wszystko rozdawał ubogim, nic prawie na własne utrzymanie nie potrzebując, gdyż i tak ścisłych i ciągłych postów posiadał łaskę, że rzadko kiedy brał inny posiłek prócz przenajświętszego Ciała i Krwi Pańskiéj, podczas Mszy świętéj. Resztki z pokarmów które pożywał tylko niekiedy, posiadały tę własność, iż podane trędowatym, przywracały im zdrowie, a nawet woda którą umywał ręce po Mszy świętéj, miała tęż samę moc cudowną.

Za jego czasów powstała już była bezbożna herezya aryańska, i w całym Kościele nurtowała, jak najzgubniejsza dusz wiernych trucizna. Gorliwość Biskupów zgromadzała Sobory, aby błędy te potępić uroczyście, i wiernych od nich uchronić. Na kilku takowych zebraniach, znajdował się święty Serwacy, i na każdém z nich odznaczał się gorliwością, nauką i wymową, a szczególnie na Soborze Sardyckim, odbywającym się w roku Pańskim 347, gdzie głównie za jego staraniem błędy aryanizmu wyświecone i potępione zostały.

W trzy lata potém, wraz z Arcybiskupem Trewirskim Maksyminem, wysłany był przez Magnencyusza pretendenta de korony cesarskiéj, do cesarza Konstancyusza, i pośrednictwem swojém u niego powstrzymał wojnę, którą cesarz ten już zamierzał rozpocząć, a która byłaby całą Francyą na wielkie naraziła klęski.

Sława jego świątobliwości i dzielności w występowaniu przeciwko aryanom, skłoniła Ojców zebranych na soborze w Rimini, aby i jego tam zawezwali. Przybył téż nasz Święty, i gdy przewrotne a zręczne wykręty aryanów, już miały podejść wielu Biskupów na soborze tym obecnych, święty Serwacy, wyświecając ich podejścia i dzielnie stawiąc im czoło, wszystkich za sobą pociągnął.

Po powrocie do własnéj dyecezyi, zastał zbuntowanych przeciw sobie mieszkańców Tongru, którzy dali się powodować nieprzyjaciołom świętego Biskupa, korzystającym z jego obecności na soborze, aby przez ten czas dyecezyan jego przeciw niemu zniechęcić.

Przyszło do tego, iż go wygnali z miasta. Święty modląc się za zaślepiony i występny lud swój, udał się wraz z kanonikami do miasta Utrechtu, zkąd Dyecezyą swoją jak mógł zarządzał. W tym czasie objawił mu Pan Bóg napad Hunnów, dzikiego narodu, na Francyą, którą mieli zniszczyć, a najbardziéj miasto Tongr, które przez wygnanie świętego Biskupa, ciężko przed sprawiedliwością Bożą zawiniło. Zasmucony tém Serwacy, postanowił odbyć pielgrzymkę do grobów świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rzymie, w celu uproszenia za ich pośrednictwem zmiłowania Bożego nad Francją, a szczególnie nad miastem Tongrem. Przybywszy do grodu Piotrowego, trzy dni i trzy nocy nie biorąc żadnego posiłku, trwał na modlitwie przy grobie świętych Apostołów, a dnia trzeciego, objawił mu się święty Piotr oznajmując, iż za ciężkie grzechy mieszkańców Francji, sprawiedliwość Boża postanowiła nieodwołalnie dopuścić napad Hunnów na kraj ten, i że kościoł tylko w Mec, na prośby świętego Stefana, Patrona głównego tego miasta, ocaloném będzie: co téż się i stało.

Gdy Święty wracał do Francyi, już Hunnowie pojawili się i schwytali go w drodze, a związanego poruczyli straży kilku żołnierzy stojących na polu, obok ich obozu. Było to w samo południe, i w dniu letnim bardzo skwarnym. Kazali mu leżeć na ziemi, na miejscu wystawioném na słońce, bez żadnego cienia. Aż oto, ukazał się ogromnéj wielkości orzeł, który jedném skrzydłem osłaniał Świętego od słońca, a drugiém powiewał nad nim dla ochłody. Zdziwieni tym cudem barbarzyńcy, spytali go jakiéj był religii, a dowiedziawszy się iż jest chrześcijaninem, poprosili go aby ich pobłogosławił, i wolnego puścili.

Po przybyciu do Tongru, już tą razą mieszkańcy z wielką czeią go przyjęli, lecz że odebrał był od Boga rozkaz aby szedł do Utrechtu, gdzie wkrótce miał życia dokonać, pożegnawszy się z nimi, i w gorliwéj przemowie polecając aby czynili pokutę przy grożącéj im strasznéj klęsce, udał się w drogę w towarzystwie wielu pobożnych, którzy go z płaczem odprowadzali. Wśród podróży gdy chciał spocząć na polu, a nie było na czém usiąść, ziemia się koło niego uniosła w kształcie ławeczki darniowéj, i po dziś dzień pozostał tam wzgórek, wzgórkiem świętego Serwacego zwany.

Skoro stanął w Utrechcie, kazał przygotować sobie skromny grobowiec. W dni kilka zapadł na lekką gorączkę, a odprawiwszy jeszcze Mszę Świętą, i przyjąwszy ostatnie Sakramenta, zapowiedział ludowi iż umrze o godzinie dziewiątéj wieczorem, dnia tegoż, co téż nastąpiło, abyło to dnia13-go Maja, roku Pańskiego 388.

Przez lat wiele po jego zgonie, uważano iż w zimie, gdy śnieg najobfitszy okrywał całą okolicę, na grób jego nigdy nie padał. Było to znakiem, pisze święty Grzegorz Turoneński, że Pan Bóg chciał aby.grób tego wielkiego Jego sługi, uczczono wybudowaniem w tém miejscu kościoła. Jakoż, na tém miejscu wzniesiono dla jego zwłok wspaniały kościoł pod jego wezwaniem.

Pożytek duchowny

Podziwiając liczne cuda, jakimi jaśniał święty Serwacy jeszcze za życia, pobudź się do tém większéj w jego pośrednictwo ufności, gdy już teraz w chwale wiekuistéj króluje. Taką ożywiony, poleć mu potrzeby Kościoła Bożego, którego on był gorliwym obrońcą na ziemi, a teraz jest możnym przyczyńcą w Niebie; a także potrzeby własnéj duszy.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Serwacego wyznawcę Twojego i Biskupa, licznemi wsławił w Kościele cudami, tenże Kościoł Twój święty, za jego pośrednictwem, od wszelkich niepokojów i przeciw niemu powstających błędów, racz miłościwie uwolnić, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 390–392.

Tags: św Serwacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup św Anna Maryja św Elżbieta arianizm
2020-04-13

Św. Hermenegilda Męczennika

Żył około roku Pańskiego 586.

(Jego śmierć męczeńską opisali święty Grzegorz Wielki i święty Grzegorz Turoneński.)

Święty Hermenegild był synem starszym Lewigilda króla Wizygotów w Hiszpanii. Zrodzony i wychowany wśród błędów aryańskich, należał do téj sekty jak i cała jego rodzina i większa część Wizygotów. Ojciec za życia jeszcze swego, przypuścił go do rządów państwa, i wystarał mu się o rękę księżniczki Indegondy, córki króla Sygiberta. Królewna ta, prawowierna katoliczka wkrótce pozyskała Panu Bogu i serce swojego męża, a wsparta wpływem świętego Leandra Arcybiskupa Sewilskiego, jego wuja, odwiodła go od aryanizmu. Przyjął tedy Hermenegild powtórnie chrzest święty, którego mu udzielił błogosławiony Leander, gdyż chrzest aryański bez wezwania Trójcy przenajświętszéj dawany, był nieważnym. Zaraz potém przystąpił i do Sakramentu Bierzmowania z wielką uroczystością, na pamiątkę któréj kazał wybić medal złoty z napisem: każdego odszczepieńca unikaj.

Goswinda, druga żona Lewigilda, a macocha Hermenegilda, zawzięta aryanka, dokładała wszelkich starań aby księżniczkę Indegondę, odwieść od wiary świętéj. Widząc iż tego dokazać nie może, razu pewnego, w zapale wielkiéj złości, rzekła do niéj: „Kiedy nie chcesz być ochrzczoną po aryańsku, ochrzezę ja cię tak, że cię od stóp do głowy zmyję.” Jakoż, według świadectwa świętego Grzegorza Turoneńskiego, porwawszy za włosy tę nieszczęsną królewnę, kazała służącym swoim wziąść ją na sznur długi, i zanurzyć w sadzawce w porze zimowéj. Potém stojąc nad brzegiem co chwila do niéj wołała: „Powiedz że chcesz być aryanką, a każę cię wyciągnąć.” Lecz świątobliwa Indegonda za każdą razą odpowiadała: „jestem katoliczką i katoliczką chcę umrzeć.” Długo męczeństwo to znosiła, lecz w końcu stałość jéj przemogła złość niegodziwéj macochy. Indegonda wyszła z wody przy życiu, z koroną męczeńską przed Bogiem nabytą.

Hermenegild dowiedziawszy się o okrucieństwie, jakiego dopuściła się Goswinda na żonie jego, uniósł się bardzo i powziął zamiar pomszczenia się za nią. Król stanął po stronie swojéj niegodziwéj żony, która poduszczając gniew jego, przywiodła rzeczy do takiéj ostateczności, że przyszło do wojny domowéj między ojcem i synem. Wkrótce jednak, Hermenegild ulegając namowom bogobojnej małżonki, poddał się ojcu, upadł mu do nóg, i prosił o przebaczenie. Król szczerze czy nie szczerze, przyjął go bardzo serdecznie, i spytał gdzieby była żona jego. Książe odpowiedział, iż wkrótce na dwór przybędzie. Miał ten zamiar w istocie Hermenegild, tém bardziéj że Goswinda udawała iż także jest pojednaną i upewniała że żadnych już gwałtów na osobie jego żony niedopuści się odtąd. Lecz jeden z najwierniejszych przyjaciół Hermenegilda ostrzegł go, iż wtém ukrywała się zdrada. W wielkiéj więc tajemnicy wyprawił on żonę z synem najprzód do Afryki, a potém do Carogrodu, chroniąc przed złością macochy, te dwie najdroższe mu na świecie istoty.

Ostrzeżenie przyjaciela okazało się wcale niepłonném. Goswinda ujęła sobie najzaufańszych dworzan królewskich, postawiła przedajnych świadków, pofałszowała listy, i wbiła króla w przekonanie że syn udał tylko pojednanie się z nim, dla tém łatwiejszego zgubienia ojca. Cała ta intryga tak zręcznie poprowadzoną została, że Hermenegilda oskarżonego o zbrodnię stanu, król kazał wtrącić do więzienia, gdzie najokrutniéj się z nim obchodzono. Wtedy królewicz przewidując iż mu śmierć nawet grozi, już zajął się tylko przygotowaniem się na nią, i cały czas na modlitwie i pobożnych ćwiczeniach spędzał. Przejęty najżywszą skruchą za grzechy, jakby mu nie dość było na tém co ucierpiał od swoich prześladowców, przywdział ostrą włosiennicę i różne sobie umartwienia zadawał.

Długo jęczał w więzieniu. Dnia pewnego przybył do niego sam ojciec z urzędnikami, którzy sprawę jego prowadzili, a wpadłszy w złość największą, okrył go obelgami nazywając zdrajcą i ostatnim łotrem. W końcu spytał groźnie: czy dotąd obstaje przy wierze Rzymsko-Katolickiéj? „Tak jest ojcze, odpowiedział książe, i chciałbym sto razy umrzeć za tę wiarę świętą. Rozkaż, jeśli wola Twoja taka, poszarpać ciało moje w kawałki, a wtedy ile ran mi zadasz, tyle jakby ust wyznawać będzie Zbawcę mojego.” A gdy mu ojciec zagroził wydziedziczeniem od korony, jeśli aryaninem nie zostanie, „Ja, odrzekł książe, mam za nie koronę: wolę nie tylko z tronu ustąpić ale i życie utracić, byle nie odstąpić prawdy i nie dopuścić się tego, co jest przeciwném sumieniu mojemu i prawu Bożemu.” Odszedł ojciec srożéj jeszcze zagniewany, a Pan Bóg zlał w serce Hermenegilda wielkie pociechy, o których w liście swoim ostatnim z więzienia pisanym do żony, wspomina.

Wkrótce potém gdy nadeszła Wielkanoc, Lewigild posłał do więzienia Biskupa aryańskiego, z poleceniem aby Hermenogild z jego ręki przyjął komunią. Święty odmówił tego, gdyż wspólnictwo w obrzędach religijnych z kacerzami, jest zakazaném, za co król już nie kładąc żadnych granic swojemu zawziętemu gniewowi, skazał go na śmierć i posłał do więzienia katów, aby niezwłocznie wyrok ten wykonali. Królewicz, dowiedziawszy się o tém ukląkł, i w te słowa modlić się zaczął: „Boże mój i Panie! dzięki Ci nieskończone składam, że obdarzywszy mnie przez ojca mojego życiem nędzném i śmiertelném, z mocy wyroku przez niegoż wydanego, obdarzasz mnie życiem wiekuistéj radości.” Potém modlił się za ojca, za macochę i za wszystkich swoich nieprzyjaciół, i wspomniał z uczuciem serdecznego przywiązania o małżonce swejéj Indegundzie, wyrażając wdzięczność jaką ma dla niéj za to że go nawróciła do wiary katolickiéj, i zawsze ku wiernéj służbie Boga zachęcała. W końcu poleciwszy duszę swoję Bogu, i wezwawszy przenajświętszą Pannę i Anioła Stróża, schylił głowę pod miecz katowski. Ścięto go toporem dnia 13 Kwietnia, około roku Pańskiego 586. Zaraz po śmierci jego objawił Pan Bóg chwałę która go w Niebie spotkała. Przez całą noc następną, słyszano około ciała jego śpiewy anielskie, a więzienie napełnione zostało światłością niebieską. Święty Grzegorz Wielki, który pisał jego żywot, sądzi iż przez wzgląd na jego zasługi i za jego pośrednictwem, nawrócił się brat jego król Rekaret, po Lewigildzie panujący, a wkrótce po nim i cały naród Gotów Hiszpańskich, wrócił na łono Kościoła.

Co do księżniczki Indegondy: piszą że otrzymawszy wiadomość o śmierci swego ukochanego małżonka, wraz z ostatnim jego listem który pisał do niéj z więzienia, prosiła Pana Boga aby, jeśli taka wola Jego, i ją do Siebie powołać raczył i połączył z mężem i z dzieckiem. Gdy bowiem Hermenegilda tracono w Hiszpanii, w téj saméj porze straciła i jedynego synka, jakiego z małżeństwa z nim miała. Pan Bóg uwzględnił jéj pobożną tęsknotę: wkrótce po odebraniu wiadomości o śmierci męża, będąc w Afryce świątobliwie umarła.

Pożytek duchowny

Święty Hermenegild wzgardził i koroną i życie poświęcił, byle wiary świętéj nie odstąpić. Gdy Pan Bóg nie wymaga po nas tak wielkich ofiar, starajmyż się tém bardziéj nie dawać nigdy w sercu naszém pierwszeństwa czemukolwiek, nad posłuszeństwo jakieśmy winni Panu Bogu. Święty ten, jakto widzisz ze szczegółów jego życia, zamordowany przez własnego ojea za wiarę świętą, pomimo takiego z jego strony okrucieństwa, nie wykroczył przeciwko należnéj rodzicom czci i poszanowaniu. Bierzmy ztąd naukę z jaką uległością być powinny dzieci dla rodziców, jakimikolwiek by oni byli.

Modlitwa (kościelna)

Boże! kóryś błogosławionego Hermenegilda męczennika Twojego, koronę niebieską nad ziemską przekładać nauczył, spraw pokornie prosimy, abyśmy za jego przykładem ziemskiemi dobrami gardząc, o wieczne się starali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 288–290.

Tags: św Hermenegild „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik arianizm rodzice
2020-04-07

Św. Afraatesa Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 605.

(Żywot jego był napisany przez Teodoreta, pisarza Kościelnego jemu współczesnego.)

Święty Afraates ze znakomitéj i bogatéj ale pogańskiéj rodziny Perskiéj pochodzący, wychowany był w błędach bałwochwalstwa. Lecz Pan Bóg który miał szczególne na niego widoki, dał mu spotkać chrześcijan, którzy go do świętéj wiary nawrócili. Jak tylko obeznał się z prawdami naszéj religii, tknięty szczególną łaską Bożą, wzgardził światem i jego uciechami, które mu zapewniał wielki jego majątek, i ojczyznę swoję w pogaństwie pogrążoną opuszczając, udał się do miasta Edessy w Mezopotamii, gdzie wiara chrześcijańska kwitnęła. Wyuczywszy się dostatecznie zasad katolickich, osiadł na samotném miejscu w małéj chatce za miastem, i tam rozpoczął życie bogomyślności i pokucie oddane. Późniéj przeniósł się do Syryi, i w okolicach Antyochii zamieszkał w szczupłéj i ubogiéj celce, którą sobie urządził w blizkości jednego z klasztorów tam będących.

Podówczas kacerstwo aryańskie szerzyło się i górę brało, popierane całą potęgą samowładnego cesarza. Święty Afraates, chociaż sam z pogaństwa nie dawno nawrócony, wystąpił jako gorliwy obrońca wiary świętéj, a obdarzony wysokiemi zdolnościami i biegły w naukach, stał się jednym z najstraszniejszych dla tych odszczepieńców przeciwnikiem. Lecz walczył on nie tylko z herezyą: przemawiał prócz tego do ludu, powstając na wszelkie grzechy, zachęcając do cnoty i rozbudzając W duszach wiernych ducha wyższéj pobożności. Jako Pers rodowity, nie był wcale biegłym w języku greckim, w którym miewał nauki, nie ujmowało to jednak wcale wielkich pożytków jakie one przynosiły dla słuchaczów, gdyż namaszczenie Ducha Świętego wszystko w nich zastępowało i aż nadto wynagradzało. Pustelniczą chatkę jego, otaczali tłumnie ludzie wszelkiego stanu i wieku. Widzieć tam było i najpierwszych dostojników państwa i rzemieślników, i żołnierzy i włościan, i bogaczów i ubogich, i uczonych i prostaczków. Gdy wyznaczona na to nadchodziła godzina, święty pustelnik otwierał okienko od swojéj celki, i do zgromadzonych miewał nauki, albo jeśli tego potrzeba wymagała, rozmawiał z niektórymi zosobna, gdy do niego po radę jaką przychodzili.

Afraates w pustelni swojéj zamknięty wiódł życie bardzo pokutne. Nie widywał się z nikim prócz z osobami które w pewnych dniach przychodziły słuchać jego kazań, albo zasięgać jego rady, a i tych nie wprowadzał do mieszkania, lecz przez okno z niemi rozmawiał. Jadał raz na dzień, i to dopiéro po zachodzie słońca trochę chleba z wodą, które mu przynosił uproszony do tego człowiek mieszkający niedaleko od jego chatki. Tak ścisły post zachowywał prawie całe życie, gdyż dopiéro w późnéj starości przydał do tego lichego posiłku, trochę jarzyn surowych. Sypiał na rozesłanéj na ziemi słomianéj rohozie; a za odzienie nosił tylko gruby sukienny płaszcz, który zmieniał dopiéro wtedy, gdy już zużyty rozpadał się w kawałki. Razu pewnego Artemius wielkorządca cesarski na całym Wschodzie, wróciwszy z Persyi gdzie się udawał jako poseł tego monarchy, przybył do świętego Afraatesa, aby mu złożyć swoje uszanowanie i zafiarował mu płaszcz perski, mówiąc: „Jestto wyrób twojéj ojczyzny, sądzę więc że go przyjmiesz w darze odemnie” — „Bardzo ci wdzięczny jestem za to, odpowiedział Święty, lecz chciéj najprzód poradzić mi jak mam sobie w pewnéj wątpliwości postąpić: oto niedawno przybył do mnie Pers, prosząc abym go przyjął na służbę jako mojego rodaka. Czy więc powinienem dla umieszczenia go przy sobie, oddalić starego sługę, z którego zawsze byłem zadowolony?” — „Nie, wcale, odrzekł Artemiusz, powinieneś dawnego sługę zatrzymać.” — Zabierz więc płaszcz któryś dla mnie przyniósł, powiedział Afraates, gdyż oto już lat szesnaście jak mi służy ten który mam na sobie, i bardzo jest dogodnym; dwóch zaś posiadać nie mogę.”

Lat kilka, sługa Boży żył w swojéj samotnéj chatce, pokucie i bogomyślności oddany, i tylko tyle z ludźmi miewał stosunku, ile tego wymagała miłość bliźniego względem tych, którzy od czasu do czasu przychodzili zagrzewać miłością Boga swoje serca, słuchając jego przemów. Lecz przyszła chwila, w której Afraates dla tejże miłości bliżniego, zrobił ofiarę i z rodzaju pustelniczego życia, które i najbezpieczniéj wiodło go do Nieba, i już tu na ziemi uciech niebieskich dawało mu kosztować. Prześladowanie prawowiernych dzieci Kościoła, zaczęło się szerzyć coraz bardziéj. Cesarz Walencyusz zagorzały aryanin, nie kładł już miary w prześladowaniu katolików. Skazawszy na wygnanie Biskupów, uciskał bez litości i wiernych, nie oszczędzając szczególnie tych, którzy przeciw herezyi aryańskiéj powstawali i od niéj drugich odwodzili. Wtedy Afraates wyszedł ze swojéj pustelni, i pośpieszył na pomoc Kościołowi srodze dotkniętemu. Najprzód przyłączył się był, do sławnych podówczas z gorliwości w obronie wiary świętéj dwóch Prałatów: Flawiusza i Diodora, zarządzających Dyecezyą Antyocheńską po wygnaniu z niéj przez cesarza Biskupa świętego Melecyusza. Późniéj za ich szczególném upoważnieniem, w całém tém wielkiém mieście z największą gorliwością, a narażając się na wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa, zagrzewał wiernych do wytrwałości w wierze: słabszych pokrzepiał na duchu, chwiejących się oświecał, i wykazywał im złość i fałsz herezyi aryańskiéj. Wszystko zaś to czynił z tym większym dla dusz pożytkiem, że wszyscy podziwiali w nim męstwo, z jakiem dla obrony wiary dobrowolnie wystawiał się na gniew srogiego prześladowcy, i miłość bliźniego dla któréj wyrzekł się swojego cichego pustelniczego życia, a oddał się pracom apostolskim, właśnie wtedy, gdy one największém groziły mu niebezpieczeństwem.

Cesarz przebywał wówczas w Antyochii i osobiście przewodził prześladowcom. Pałac jego był przy głównéj ulicy tego miasta, i często z galeryi górnéj przypatrywał się on przechodniom. Dnia pewnego uderzyła go powierzchowność pewnego starca ubogo przyodzianego, a któremu lud oddawał oznak szczególnego szacunku. Spytał więc kto to był taki. — „Jest to Afraates, odpowiedziano mu, pustelnik, w wielkiém poważaniu u ludu będący.” — Afraatesie, zawołał wtedy na niego cesarz, gdzie tak spiesznie biegniesz?” — „Najjaśniejszy Panie, odrzekł mu Święty, idę modlić się za pomyślność twojego panowania.” — Lepiéjbyś zrobił, powiedział mu cesarz, żebyś siedział w twojéj pustelni, i w niéj się modlił, jak to Reguła dla pustelników nakazuje.” — „Prawda najjaśniejszy Panie, odrzekł mu na to Afraates, że w samotności milej byłoby mi pozostawać: nie wychodziłem też z niéj wcale, dopóki wierni żyli w pokoju. Lecz gdy teraz wystawieni są na srogie prześladowanie, czyż mogłem spokojnie siedzieć na mojéj puszczy? Cobyś cesarzu powiedział, gdybyś widział człowieka obojętnie patrzącego na dom ojca jego w płomieniach będący? Owoż tyś wniecił pożar w domu Ojca naszego niebieskiego, a ja spieszę aby go przygaszać.”

Cesarz nie obraził się tak śmiałą lecz trafną odpowiedzią, ale jeden z dworzan temu obecnych okrył Świętego zniewagami, i nawet domagał się aby go śmiercią ukarano. Wszakże Walencyusz kazał mu dać pokój, a dworzanina, który powstawał na sługę Bożego, tegoż dnia spotkała ciężka kara Boża. Doglądając kąpieli przyrządzanéj dla cesarza, wpadł wypadkiem w kocioł wody wrzącéj, i zginął tam nędznie.

Po śmierci Walencyusza, gdy prześladowanie chrześcijan ustało, Afraates wrócił do samotnéj chatki, i długo jeszcze wiódł w niéj świątobliwy swój sposób życia. Słynął także licznemi cudami, a szczególnie darem uzdrawiania chorych, przez namaszczenie ich olejem przez niego poświęconym. Zasnął w Panu na początku wieku piątego. Martyrologium Rzymskie w dniu dzisiejszym o nim wspomina.

Pożytek duchowny

Kto tak jak Święty, którego dziś żywot czytałeś, dla miłości bliźniego przerywa swoje bogomyślne ćwiczenia, ten nie opuszcza Boga, lecz właśnie dla miłości Jego robiąc ofiarę ze swoich ulubionych zajęć, jeszcze ściśléj się z Nim jednoczy. Niewłaściwie więc kłopoczą się niektórzy, gdy dla oddania jakowéj usługi bliźniemu, zmuszeni są przerwać swoje dowolne ćwiczenia pobożne.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Afraatesa, z miłości ku bliźnim z pustelni jego wyprowadził, obdarz nas przez jego zasługi, tak żywą dla miłości Twojéj miłością bliźnich naszych, abyśmy zawsze gotowymi byli z najprzyjemniejszych i najgodziwszych zajęć naszych zrobić ofiarę, gdy tego taż miłość wymagać będzie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 273–275.

Tags: św Afraates „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelink arianizm ofiara
2020-01-14

Św. Hilarego Biskupa

Żył około roku Pańskiego 350.

Pożytek duchowny

Aryusz, przeciw którego kacerskiéj nauce całe swoj życie walczył święty Hilary, bezbożnie zaprzeczał Bóstwa Chrystusa Pana. Pomnąc jak wielu i za dni naszych, na pozór tylko chrześcijan, nie wierzy w ten artykuł naszéj swiętéj wiary, pomódl się za nich. Lecz także obrachuj się z własném sumieniem, czy nie jesteś z liczby tych, którzy wyznając wiarę w Bóstwo Pana Jezusa, tak żyją i postępują, jakby w to nie wierzyli.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, prawdziwy nasz Boże! daj nam, za pośrednictwem świętego Hilarego Biskupa i Doktora Kościoła, tak żywą w sercach naszych w Bóstwo Twoje chować wiarę, abyśmy według niéj zawsze postępując, nagrody wieczne dla wyznających Cię, nietylko usty ale i czynem, zgotowane w Niebie otrzymać mogli. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem, w jedności Ducha Świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 42.

Tags: św Hilary biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna doktor arianizm
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.