Citatio.pl

Wpisy z tagiem "bł Władysław z Gielniowa":

2020-09-25

Bł. Władysława z Gielniowa, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1505.

(Żywot jego był napisany przez ojca Wincentego Morawskiego tegoż zakonu kapłana.)

Błogosławiony Władysław był rodem z Gielniowa, małego miasteczka położonego w Województwie niegdyś Sandomierskiém a teraźniojszéj gubernii Radomskiéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1440, z rodziców stanu mieszczańskiego, którzy sami pobożni i jego od dzieciństwa w bojaźni Bożéj chowali. Na Chrzcie świętym miał nadane imię Jana.

Oddsny do szkoły miejscowéj, odznaczył się nadzwyczajnemi zdolnościami. To skłoniło jego rodziców że chociaż dla ich niezamożności z trudnością im to przyszło, wysłali go do Akademii Krakowskiéj niedawno wtedy założonéj. W niéj nasz młodzieniec spotkał się ze świętym Janem Kantym i świętym Szymonem z Lipnicy, z którymi już odtąd w stosunkach ścisłéj przyjaźni przez całe życie zostawał. Tam pilnie ćwiczył się w naukach, nie opuszczając wcale ćwiczeń pobożnych, do których od najmłodszego wieku był wprawiony. Codziennie, przed udaniem się na kursa akademickię miał zwyczaj słuchać Mszy świętéj, a co mu tylko od nauk zbywało czasu, ten przepędzał w kościele. Prócz kilku pobożnych młodzieńców towarzyszy swoich, których i przykładem i słowem do cnoty zagrzewał, nie miał innych stosunków jak tylko z niektórymi zakonnikami, u których przebywał najchętniej, gdyż i jego Pan Bóg łaską Swoją do życia zakonnego powoływać raczył.

Po świetnie ukończonym zawodzie uniwersyteckim, otrzymawszy stopnie naukowe, postanowił świat opuścić, lecz jeszcze się wahał do jakiego zgromadzenia ma wstąpić. Pod tęż porę Jan Długosz kanonik krakowski, powracając z Rzymu, gdzie sprawował urząd posła królewskiego, wprosił był i przywiózł z sobą do Polski świętego Jana Kapistrana, który świeżo we Włoszech wprowadził był w zakonie świętego Franciszka Serafickiego najściślejszą reformę. Przybywszy do Krakowa, toż samo i w Polsce uczynił i tak mu Pan Bóg w tém błogosławił, że po kilku miesiącach jego tam pobytu, w skutek kazań jakie miewał, z saméj Akademii Krakowskiéj stu ośmdziesięciu młodzieży do zakonu przez niego reformowanego wstąpiło. W téj liczbie był i święty Władysław. A że klasztor krakowski przepełniony był zakonnikami, odesłano go do Warszawy, do klasztora téjże reformowanéj Reguły tylko co przez księżniczkę Annę Mazowiecką zafundowanego. Wstąpił do nowicyatu w dzień świętego Piotra w Okowach, przybierając imię Władysława.

Od téj chwili rączym krokiem szedł po drodze doskonałości zakonnéj. Naśladując świętego Antoniego pustelnika; co tylko w innych dobrego upatrzył, sam starał się to spełniać. Świętą cnotę czystości, którą nieskalaną przyniósł ze świata, strzegł jak najpilniéj, martwiąc ciało i zmysły na wodzy trzymając. Ślubowi posłuszeństwa wierny, w najmniejszych rzecząch woli swojéj nie miał, a przełożonym jakby woli Samego Boga poddawał się. Ubóstwo zachowując, nietylko niczém zgoła rozporządzać sobie nigdy nie pozwalał, lecz i wiele a tych rzeczy których zakonnikowi nawet w całéj ścisłości Reguła Braci-Mniejszych zachowana użytku dozwala odmawiał sobie. Słowem od pierwszego dnia nowicyatu tak wszystkich i najstarszych braci w doskonałości wyprzedził, że dla całego zgromadzenia stał się najwyzszym wzorem świętego zakonnika.

Wyświęcony na kapłana, z wielką gorliwością zajął się głoszeniem słowa Bożego, do czego przełożeni niezwłocznie go przeznaczyli. A lubo każde swoje kazanie zawsze zaczynał od tego tekstu: „Jezus Nazareński Król Żydowski”, z tego jednak jednego źródła wyprowadzał najobfitsze, najwłaściwsze i najzbawienniejsze dla słuchaczów nauki. Ażeby wiernych zagrzewać do czci i miłości przenajświętszego i najsłodszego Imienia Jezus, na wzór Świętego Bernardyna Seneńskiego, toż Imię jak najczęściéj w kazaniach powtarzał, a nawet wypisane na tablicy wielkiemi literami z ambony ludowi okazywał. Dla pobudzenia ludu do nabożeństwa, pisał wierszem różne pieśni nabożne, i po kazaniu je ze zgromadzonymi śpiewał. Ułożył Koronkę, z rozmyślaniami tajemnic życia Pana Jezusa i Maryi przenajświętszéj, przeplataną rzewnemi modlitwami, a którą nawet Papież Paweł V, odpustem zupełnym obdarzył.

Pragnąc Władysław w tym to głównie zawodzie służyć Panu Bogu, bo mu w nim Pan Bóg wielce błogosławił, starannie unikał aby go jaki urząd w zakonie nie spotkał. Wszakże dla wysokich cnót zakonnych, bracia pomimo jego wypraszań się usilnych, nietylko wynieśli go na urząd przełożonego i to nie jednokronie i po różnych klasztorach, ale i zarząd całéj Prowincyi mu powierzyli, i pięć razy z rzędu na tę godność go wybierali. Spędził téż lat piętnaście, z niewymowném zakonu całego pożytkiem i zbudowaniem wiernych. Prowincya jego już wtedy dwadzieścia cztery liczyła klasztory, a niektóre bardzo jedne od dragich odległe. Wszystkie jednak i to co roku, pieszo zwiedzał, podróże te bez grosza, o żebranym chlebie odbywając. A nawet dwa razy do Rzymu tymże sposobem chodził: raz na Kapitułę generalną, drugi raz dla obrony braci zakonnych przed Stolicą Apostolską, przez niezawistnych ludzi oczernionych. W skutek czego, zakonowi swojemu znieważonemu sławę przywrócił, a niecni oszczercy klątwą Papieską ukarani zostali. Podczas Prowincyalstwa swojego, ułożył dla Prowincyi ustawy tak właściwe i mądre, iż je kapituła geralna w Urbino we Włoszech roku Pańskiego 1498 odprawiona, dla całego zakonu przyjęła.

Za jego czasów Alekeander królewicz Polski wnuk Władysława Jagiełły, rządził księstwem Litewskiém. A że tam w wielu częściach kraju pogaństwo jeszcze istniało, dla małéj zaś liczby kapłanów katolickich, szerzyło się coraz dalej, Książę ten, spowodowany rozgłosem świętobliwości Władysława i jego braci, udał się do niego z żądanie, aby mu ze swego Zgromadzenia posłał zdolnych i żarliwych kapłanów, do oparcia się szerzącemu złemu w krajach jemu podległych. Chętnie przyłożył się do tego błogosławiony Władysław: wysłał ma Litwę kilku świątobliwych ojców, którzy naprzód osiadłszy w Połocku, ztamtąd Missyę odprawiali po najdzikszych częściach Litwy, a Bóg dobry pracom ich pobłogosławić raczył, gdyż po pewnym czasie około dwóch tysięcy dasz nabyli Kościołowi.

Kiedy w miasteczku Skępe, w dawnéj ziemi Dobrzyńskiéj a dzisiejszéj Guberni Płockiéj położoném w skutek objawienia się Matki Bożéj, pewien bogobojny szlachcic, założył mały klasztorek dla ojców Bernardynów, a Władysław przybył do niego z kilkoma braćmi aby ich tam obsadzić, znalazł ku temu wielkie przeszkody, pochodzące głównie od plebana miejscowego, najnieprzychylniejszego zakonowi. Chcieli bracia odstąpić téj fundacyi, lecz Władysław upewnił ich że wkrótce ich główny przeciwnik, stanie się jednym z ich nejwiększych dobrodziejów. Tymczasem Pleban nie przestawał powstawać na błogosławionego Władysława i jego towarzyszy, i gdy razu pewnego słyszał ludzi opowiadających że podczas gdy Ojcowie w kaplicy Matki Bożéj śpiewali o północy Jutrznię słyszéć się dały Anielskie śpiewy, rzekł z gniewem: „Nie Anielskie to śpiewy lecz dyabłów i wilków piekielnych wycia wtorują tym mnichom.” Co większa: stojąc wtedy przy téj kaplicy, nogą w nią uderzył z pogardą. Lecz w téjże chwili kara Boża go spotkała. Rażony nagłą śmiercią padł nieżywy na ziemię. Dowiedziawszy się o tém Władysław, pomodlił się do przenajświętszéj Panny za nieszczęsnego zmarłego, który powrócił do życia, grzechu swojego szczerze żałował, zakonników pokornie przeprosił, i odtąd według przepowiedni błogosławionego sługi Bożego stał się już na zawsze ich największym przyjacielem i dobroczyńcą.

Kiedy za Jana Alberta w roku 1499, niezliczone hufce tureckich i tatarskich wojsk zalały Polskę, mieczem i pożogą niszcząc okolice do których wkraczały, Władysław nakazawszy w całéj Prowincyi zakonnéj posty i nabożeństwa, sam obiegał miasta i wioski, a gorliwemi kazaniami pobudzał lud do modlitwy i pokuty, przykładem swoim i duchowieństwo świeckie do tego zachęcając. Ułożył wtedy krótką następującą modlitewkę, i tę ile mógł rozpowszechniał: „Jezu Nazareński królu Żydowski! powstań i zetrzyj barbarzyńskie narody, a daj zwycięstwo chrześcijańskiemu ludowi, aby wielkiego Boga potęgę wysławiał na wieki.” Sam zaś przymnożył sobie różnych umartwień ciała i postów, a niekiedy noce całe na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj spędzał. Pan Bóg wszystkich tych modlitw wysłuchać raczył. Zesłał wczesną i nadzwyczaj ostrą zimę, która pohańców w obozach zaskoczywszy zniszczyła do szczętu, i od téj klęski Polskę uratowała.

Za każdą kapitałą zakonną, wypraszał się Władysław od dalszego sprawowania urzędu Prowincyalskiego na który go ciągle obierano. Ale tego od wielce miłujących go Ojców i braci nie otrzymał, aż kiedy już zwątlony nietylko ciężką pracą lecz i wiekiem do niejakiego wytchnienia miał prawo. Gdy więc uwolniono go od tego ciężaru, dano mu do wyboru klasztor w którymby chciał zamieszkać i towarzysza do posługi. Lecz Władysław na to odpowiedział: „Za łaską Bożą od kiedy jestem w zakonie w niczém własnéj woli nie miałem, pozwólcie abym jej nie miał i bliskim będąc już śmierci. Niech Ojcowie przeznaczą mnie gdzie się im podoba, jeszcze czuję w sobie dość siły do służenia zakonowi.” Przeznaczono go wtedy na przełożonego a razem i Kaznodzieję Warszawskiego klasztoru. Zajął się temi dwoma obowiązkami, jakby tylko co do zakonu wstąpił i zaczynał mu służyć. Gdy nadszedł post wielki, odbył go z większą jeszcze jak zwykle surowością. W wielki piątek miał kazanie, na którém wszystkich słuchaczy do rzewnych łez pobudził nad Męką Pańską, o któréj z przedziwném a świętém uniesieniem mówił. Gdy przeszedł do szczegółów biczowania Pana Jezusa, zwróciwszy się do obrazu na którym tajemnica ta wyrażoną była, powtarzając ta słowa: „O! Jezu! Jezu mój kochany!” wpadł w zachwycenie, i w oczach całego ludu w powietrze nad kazalnicą wyniesiony został. Wyszedłszy z tego stanu omdlał, tak że już skończyć kazania nie mógł a zakonnicy musieli go zanieść do celi. Od téj chwili już tylko albo modlił się, albo dawał braciom najzbawienniejsze nauki, lub z odwiedzającymi go mówił o Bogu. Czując się coraz słabszym, przyjął ostatnie Sakramenta święte, i spokojnie zasnął w Panu roku 1505.

Pochowany został na środku chóru ojców Bernardynów warszawskich, pod tém miejscem gdzie się pali lampa przed przenajświętszym Sakramentem. Lecz w roku Pańskim 1572. Arcybikup Karnkowski, będąc w Warszawie miał objawienie, w którém błogosławiony Władysław polecił mu w imieniu Pana Boga, aby zwłoki jego na właściwszém miejscu umieszczone zostały. Przeniesiono więc je z wielką czcią, i przy uroczystym obchodzie, na którym Król Zygmunt August był obecny, złożono po prowéj stronie wielkiego ołtarza, gdzie dotąd zostają w osobnéj kaplicy. Przy grobie jego wiele zaszło cudów, w skutek czego Papież Benedykt XIV, wpisał Władysława w poczet błogosławionych, i jednym z głównych patronów Polski i Litwy ustanowił.

Pożytek duchowny

Jakiéj to żywéj wiary były te czasy, w których jak to czytałeś w żywocie błogosławionego Władysława, kazania świętego Jana Kapistrana, pociągnęły do zakonu wraz z nim stu kilkudziesięciu akademików krakowskich, stanowiących kwiat ówczesnéj młodzieży! Widząc jak pod tym względem inne są czasy w których żyjemy, módl się goryco, aby tamte wróciły i o to głównie udawaj się do pośrednictwa Patronów kraju naszego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Władysława obdarzając wysoką doskonałością zakonną, jasnym świecznikiem w Kościele naszym uczynił, spraw miłościwie abyśmy za jego przykładem, we wszelkich cnotach wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 814–817.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 767

Jednym z najpotężniejszych środków do obudzenia w sercach naszych gorącej miłości Boga i prawdziwej pobożności jest rozpamiętywanie Męki Zbawiciela. Tam się uczymy, jak bardzo Bóg umiłował świat, jak wielkim złem jest grzech, który aby zmazać, potrzeba było męki i śmierci Boga-Człowieka. Tam także uczymy się, jak bardzo powinniśmy czuwać nad sobą, aby nie zmarnować tych skarbów łask, które nam Pan Jezus męką i śmiercią swoją wyjednał.

Tags: bł Władysław z Gielniowa „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Jan Kanty św Szymon z Lipnicy św Jan Kapistran czystość Męka
2020-07-03

Bł. Szymona z Lipnicy, z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1482.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik klasztora OO. Bernardynów Krakowskich, gdzie był zakonnikiem.)

Święty Szymon urodził się na początku wieku XV w Lipnicy, małém miasteczku przy paśmie gór Karpackich o mil dziesięć od Krakowa położoném. Rodzice jego bylito poczciwi i bogobojni mieszczanie, i według ówczesnego zwyczaju, po chrześcijańsku wychowali synka swego. Dom gdzie on się urodził, za panowania Władysława IV, na uczczenie jego pamięci przerobiony został na kaplicę.

Szymon od najmłodszych lat stroniąc od lekkomyślnych zabaw, o ile mógł przepędzał czas na modlitwie, a szczególnie przed wizerunkami przenajświętszéj Maryi Panny, do któréj miał wielkie nabożeństwo. Często widywać go można było w poblizkim kościołku, przed Jéj ołtarzem jak aniołka klęczącego. Gdy podrósł, rodzice oddali go do szkółki w Lipnicy, a że okazywał nadzwyczajne zdolności i wielką w naukach pilność, posłali go do Akademii krakowskiéj świeżo wtenczas założonéj. Tam znowu, tak się młodzieniec odznaczył, iż po ukończonym zawodzie naukowym, otrzymał stopień Doktora.

Wtedy przybył właśnie do Krakowa święty Jan Kapistran, który wraz ze świętym Bernardynem Seneńskim, zaprowadził w Zakonach świętego Franciszka Serafickiego pierwotną ścisłość reguły. Na kazania tego wielkiego Apostoła, które głosił na rynku, mając przy sobie tłómacza (który na polski język przekładał to co po łacinie mówił Jan święty), gromadnie schodziła się nietylko ludność miejska, lecz i uczniowie Wszechnicy. Po jedném z kazań jego, wstąpiło od razu do zakonu ojców Bernardynów, których zakładał w Krakowie Jan Kapistran, stu trzydziestu, a niektórzy piszą trzechset uczniów i profesorów Akademii Jagielońskiéj, w których liczbie był i święty Szymon.

Przyjąwszy habit świętego Patryarchy Asyskiego, starał się od tejże chwili wstępować w jego ślady. Pokora, ubóstwo, najwyższe, posłuszeństwo, nieskalana czystość: oto były cnoty w których z dnia do dnia, coraz wyżéj postępował. A widząc, iż niezbędnym do nabycia takowych i ustalenia się w nich środkiem, były: modlitwa wytrwała i ostrość życia, ćwiczył się pilnie w bogomyślności i pokutnych czynach. Na wszystkie obowiązki zakonne pierwszy, do chóru nikomu nie dał się wyprzedzić, a niekiedy większą część nocy przebywał na modlitwie. Wierny nabożeństwu do Matki Boskiéj, które przyniósł jeszcze ze świata, miał zwyczaj codziennie odmawiać Jéj pacierze zwane Officium Parvum i koronkę. Wigilie Jéj uroczystości i czterdzieści dni przed Jéj Wniebowzięciem suszył, a w dniach Jéj święta, zwykłą włosiennicę którą nosił, na ostrzejszą zamieniał. Często téż za to, w objawieniach pokazywała mu się Bogarodzica, niebieską pociechą serce jego napełniając. Dla ćwiczenia się w pokorze, wypraszał zawsze aby mu najniższe w klasztorze posługi przeznaczano: zwykle on sam kloaki czyścił; a że zmysł powonienia miał nadzwyczaj czuły, naumyślnie wchodził aż na dno, aby się w tém umartwiać. Gdy z posłuszeństwa przychodziło mu sprawować urząd przełożonego, poczytywał to za jeden z najcięższych, za grzechy swoje, dopuszczonych od Boga krzyżów, i wzdychał za chwilą gdzie od tego bywał uwolniony. Prócz zwykłych zakonnych postów, inne jeszcze ścisłe i częste zachowywał; krwawe dyscypliny kilka razy odbywał w tygodniu, które trwały tyle, ile mu potrzeba było na odmówienie przy nich siedmiu Psalmów pokutnych. Kolczastym żelaznym paskiem na gołém ciele zawsze był przepasany. Gdy go bracia zakonni upominali, iż zbyt surowo z ciałem swojém postępując, odpoczynku mu nie daje, on wskazawszy na grób odpowiedział: „tu ono odpocznie, a teraz niech zarabia na nagrody niebieskie.”

Obdarzony znakomitą wymową, na kazalnicy wiele pracował, i mnóstwo dusz Panu Bogu pozyskał. Sława jego jako wielkiego kaznodziei i świętego zakonnika, pobudziła zazdrośnych przeciwko niemu. Oskarżyli go do władzy Dyecezalnéj, jakoby wprowadzał nowości w kościele Bożym, mając zwyczaj po każdém kazaniu, polecać ludowi trzykrotne wezwanie Imienia Jezusowego. Zawezwano go do władzy dla wytłómaczenia się. „Wszakże, odpowiedział Święty, Apostół Paweł Imię to roznosić kazał pomiędzy narody i króle i syny Izraelskie. Jan Ewangelista więcéj niż dwieście razy wymienił je w swojéj Ewangelii, a święty Bernard napisał: «suchym będzie pokarm dla duszy, jeśli tém Imieniem nie będzie okraszony,» i nakoniec w Piśmie Bożém stoi: że «każdy któryby wzywał imienia Pańskiego, zbawion będzie»”. 1 Te słów kilka dostatecznemi były na jego obronę. Szymon odszedł z pochwałą od władzy za gorliwość swoję o sławę imienią Jezusowego, a z gorącą modlitwą w sercu i na ustach za tych, którzy z zawiści ku niemu, chcieli mu zaszkodzić.

Po wieloletnich pracach około pożytku dusz wiernych w jego ojczyznie, święty Szymon żywo zapragnął wylać krew za Chrystusa. Otrzymawszy na to pozwolenie swoich przełożonych, w tym celu udał się do Ziemi. Świętéj pomiędzy pogany. Wszakże, Pan Bóg przyjął jego ofiarę, lecz mu nie w ten sposób dał położyć życie za Siebie. Sługa Boży zwiedziwszy najprzód groby Apostołów w Rzymie, a potém miejsca święte w Palestynie, powrócił zdrowo do Krakowa, a z naocznego przypatrzenia się miejscom, gdzie syn Boży za nas mękę i śmierć podjął, wyniósł jeszcze żywsze do tych tajemnic nabożeństwo. Odtąd każde kazanie jego, owszem każda rozmowa, rozbudzała w słuchaczu serdeczne do męki i śmierci Zbawiciela nabożeństwo. Także od téj pory przymnożył jeszcze różnych umartwień zewnętrznych, a szczególniéj w wewnętrznych się ćwiczył. Zachowywał już tak ścisłe milczenie, iż tylko z koniecznéj potrzeby parę słów, i to jak najkrócéj mówił, nietylko z klasztoru ale i z celi ile możności się nie wydalając. Dla trapienia ciała, różne wynajdywał sposoby. I tak: kładł się w miejscu gdzie bracia habity czyścili, i tam od robactwa ponosił istne męczeństwo. A znowu była w zabudowaniach klasztornych sucha studnia, gdzie lęgły się roje komarów; niekiedy zdjąwszy habit, tam większą część nocy na ich kąsanie wystawiał się.

Zostawszy magistrem nowicyuszów, ćwiczył ich w cnotach zakonnych, miewając do nich najzbawienniejsze nauki, a na sobie samym przedstawiając wzór najwyższéj doskonałości. Upominał ich, aby w kaznodziejstwie nie szukali czego innego jak pożytku słuchaczów, a więc strzegli się wytworności mowy, która dla prostaczków niedostępnemi czyni prawdy ogłaszane. Spytany razu pewnego, jakim sposobem najwłaściwiéj jest przygotowywać się na ambonę odrzekł: „módl się, pracuj, rozpaczaj,” to jest: proś Pana Boga o potrzebne do tego łaski, czytaj odpowiednie do przedmiotu o którym masz mówić dzieła, i nieufaj własnym wysiłkom, lecz zakładaj całą skuteczność słów twoich na pomocy Bóżéj.

Z nowicyuszami obchodząc się z największą miłością, gdy jednak ich przyjmował, tak dalece probował ich powołania, iż nakazywał każdemu deptać gołą nogą węgle rozpalone: a jeśli który zawahał się, wnet go wydalał z zakonu. Zdarzyło się iż jednemu z nich, w którym wielkiego ducha widział, dozwolił nawet wejść na palące się węgle, po których ten długo chodząc, doznał, jak powiadał, takiego wrażenia jakby po miękkiéj murawie stąpał. Pod jego przewodnictwem w nowicyacie, kszałcili się święty Jan Duklan, święty Władysław z Gielniowa, i błogosławiony Rafał z Proszowic. Prócz tego wielu innych wielkich sług Bożych, zostawało pod jego kierunkiem duchowném, a między innymi błogosławiony Michał Giedrojć, błogosławiony Stanisław Kazimiérczyk błogosławiony Izajasz Boner, i kilku im podobnych.

Za jego czasów nawiedził Pan Bóg Polskę a mianowicie Kraków, ciężkiém morowém powietrzem, pospolicie dżumą zwaném. Gdy wszyscy nad tą klęską boleli, Szymon widząc jak ona pobudzała ludzi do skruchy i pokuty, nazywał ją Jubileuszem wybranych, którego w końcu i sam dostąpił. Gdy bowiem wśród powszechnego popłochu uciekających z miasta przed morem, nawet niektórzy pasterze trzody swojéj odstąpili, Szymon podwajając gorliwości, dzień i noc obsługiwał zapowietrzonych, udzielając im ostatnie Sakramenta i doglądając ich, a szczególnie biedniejszych, gdy wszelkiego dozoru pozbawieni byli. Wśród takowych usług, w czasie kazania w oktawę Nawiedzenia przenajświętszéj Maryi Panny, będąc na ambonie, uczuł na lewéj łopatce zbierający się wrzód morowy. Pomimo tego, dopóki mógł chodzić służył umierającym. Nakoniec musiał się i sam położyć, a szóstego dnia choroby opatrzony świętemi Sakramentami, usnął w Panu odmawiając tę modlitwę: „Przyjdź o! słodki Zbawicielu, wywiedź moję duszę z więzów ciała, a zaprowadź ją na niebieskie gody. Pragnę rozstać się ze światem, a połączyć się z Tobą o! Chryste Jezu.”

Umarł 18 Lipca roku Pańskiego 1482. W lat zaś blizko dwieście od jego Śmierci, po wyprowadzeniu sprawy o cudach dokonanych przy jego grobie i za jego przyczyną, Papież Aleksander VIII cześć publiczną oddawać mu dozwolił.

Pożytek duchowny

Błogosławione byłyto czasy, gdzie po jedném kazaniu, dusze wybrane setkami opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zakonie Panu Bogu na służbę, i w których, jakto widziałeś z Żywota dopiéro przeczytanego, tak wielu Świętych współcześnie krainę naszę zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módl się gorąco aby Pan Bóg wskrzesić raczył lepsze.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący wieczny Boże, któryś błogosławionego Szymona Wyznawcę Twojego, szczególnemi łaskami w głoszeniu Ewangelii obdarzyć raczył; spraw miłościwie, abyśmy dusze nasze tąż nauką którą on głosił karmiąc, a co Tobie miłém jest spełniając, drogą sprawiedliwości do niebieskiéj ojczyzny szczęśliwie dojść mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 551–553.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 573

Święci Pańscy unikali świata i ludzi jak tylko mogli, bo milsze im było słodkie towarzystwo Pana Jezusa i Najświętszej Panny od wszystkich przyjemności i rozrywek światowych. Ale gdy bliźni potrzebował ich doczesnej lub duchownej pomocy, porzucali modlitwę, aby swą gorącą miłość ku Bogu okazać w czynnej miłości bliźniego. Ta też jest różnica między prawdziwą a udaną pobożnością. Prawdziwa pobożność zawsze i wszędzie szuka Boga i Jego chwały, fałszywa zaś najczęściej szuka siebie i swojej wygody, swojej próżności, swojego spokoju, swego zadowolenia.

Błogosławione to były czasy, gdzie po jednym kazaniu dusze wybrane opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zakonie Panu Bogu na służbę, i w których, jak to widziałeś z żywotu dopiero przeczytanego, tak wielu Świętych współcześnie krainę naszą zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módlmy się gorąco, aby Pan Bóg wskrzesić raczył lepsze.

Footnotes:

1

Joel II. 32.

Tags: św Szymon z Lipnicy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Bernardyn ze Sieny św Jan Kapistran pokuta św Jan z Dukli bł Władysław z Gielniowa bł Rafał z Proszowic zaraza dżuma Officium parvum pobożność
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.