Citatio.pl

Wpisy z tagiem "biskup":

2020-10-11

Bł. Wincentego Kadłubka, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1225.

(Żywot jego był napisany przez księdza Tarłę.)

Błogosławiony Wincenty urodził się w roku Pańskim 1161 z bogobojnych rodziców: ojca Boguchwała Kadłubka, ze staréj szlacheckiej rodziny przydomku Poraj herbu Róża, a z matki Bogny. Przyszedł na świat w ich dziedzicznéj wsi Karłów w Województwie Sandomierskiém, dziś gubernii Radomskiéj, blizko miasta Opatowa położonéj. Nie schodziło Wincentemu od lat najmłodszych w rodzinnym domu, i na przykładach cnót chrześcijańskich i na pobożném wychowaniu, gdyż rodzice jego przedewszystkiém starali się od kolebki wszczepiać w sercu jego zasady wiary świętéj. W początkowych naukach wykształcony w domu, gdy lat młodzieńczych doszedł wysłany został za granicę do akademii, dla słuchania wyższych wykładów. Zdolny i pilny w pracy Wincenty, przewyższał w postępie w naukach wszystkich swoich współuczniów, nieostygając wcale w duchu pobożności jaki wyniósł z pierwotnego wychowania. Unikał płochych rozrywek jakim się oddawała młodzież, a czas który jego towarzysza na to obracali, on spędzał po kościołach, starając się jak najczęściéj do świętych Sakramentów przystępować. Ukończywszy akademią, na któréj głównie oddawał się Teologii, otrzymał stopień Magistra, powrócił do ojczyzny i wstąpiwszy do stanu duchownego, wkrótce na kapłana wyświęcony został.

Pełka ówczesny Biskup Krakowski, zwrócił zaraz na niego uwagę, a widząc w nim wysoką świątobliwość, jako iż i znakomite w naukach teologicznych wykształcenie, używał go do rady i do załatwiania najważniejszych spraw swojéj Dyecezyi. Po niejakim czasie uczynił go Proboszczem przy kościele przenajświętszéj Maryi Panny w Kolegiacie Sandomierskiéj. Przyświecał na tym obowiązku Wincenty życiem wzorowego kapłana i gorliwego plebana, kiedy król Leszek Biały wybrał go na posła, aby Salome księżniczkę córkę jego zaręczoną z królewiczem Węgierskim Kolomanem, odwiózł do ojca jego Belli Króla Węgierskiego. Przebywając czas niejaki na dworze tym, zbudował wszystkich świątobliwością jaką jaśniał. Wkrótce potém zmarł Biskup Pełka, a Katedralna Kapituła Krakowska jednogłośnie wybrała Wincentego na Biskupa. Był zaś tak powszechnie i szczególnie poważanym, że chociaż nie należał do grona kanoników, wszyscy temu wyborowi przyklasnęli.

Skoro téż na biskupiéj stolicy zasiadł przekonano się że Pan Bóg obdarzył Krakowską Dyecezyą Pasterzem według serca swojego. Posiadając niepospolity dar wymowy, a pełen ducha Bożego, w gorliwych kazaniach i naukach, zasilał słowem Bożém powierzoną mu owczarnię. Skażone obyczaje gdziekolwiek się pojawiły gromił i wykorzeniał. Sam w życiu pobożném wysoko wyćwiczony , przygasłą w ludzie pobożność rozżywiał i utrwalał; przywilejów Kościoła niezachwianie bronił. Był przytém ojcem wszystkich ubogich wdów i sierót. Znaczne dochody Biskupstwa obracał całkowicie na miłosierne uczynki, gdyż na skromne, owszem ubogie jego własne utrzymanie, dziedziczny majątek jaki po rodzicach otrzymał, aż nadto wystarczał, a i ztego jeszcze znaczne włości różnym Klasztorom pozapisywał, a mianowicie wioski: Czerników i Sojezów Cystersom w Jędrzejowie, a Niekiściołkę i Karłów Cystersom Koprzywnickim. Ktokolwiek z prośbą o wsparcie do niego się udawał, znajdował w każdéj dnia porze przystęp, a prócz tego chorych ubogich po mieszkaniach sam nawiedzał i hojnie wspierał.

Lecz święty tén Pasterz o ile dbałym był w zaspokajaniu potrzeb dusz mu powierzonych, tych żywych przybytków Ducha Świętego, tak podobnież i o stan materyalnych przybytków. Pańskich to jest kościołów, pilne miał staranie. Kościołowi przenajświętszéj Maryi Panny w Kielcach nadał bogaty fundusz, na wieczyste utrzymanie przy nim dziesięciu Kapłanów Prebendarzy. Gdy w skutek pioruna, który uderzył był w skarbiec katedralny na Wawelu, spłonęło bardzo wiele najbogatszych sprzętów kościelnych, Wincenty sprawił swoim kosztom nowe, a także tejże Katedrze na światło i wino do Mszy Świętych i na lampy do przenajświętszego Sakramentu, znaczne dochody ze stołu biskupiego odstąpił.

Tak święcie rządził swoją Dyecezyą błogosławiony Kadłubek lat już dziesięć, kiedy spodobało się Panu Bogu powołać go na inne jeszcze drogi, zanim miał go wziąść do Siebie, dla wynagrodzenia tych zasług jakie na Biskupstwie położył. Wincenty zapragnął być w możności odezwania się do Pana Jezusa temi słowy świętego Piotra: „Panie otośmy opuścili wszystko a poszliśmy za Tobą” 1. Postanowił przeto złożyć Pastorał Biskupi i wstąpić do zakonu. Gdy zamiar swój objawił królowi i Kapitule Krakowskiéj, tak Leszek Biały jaki całe duchowieństwo błagali go, aby Dyecezyi swojéj nie osierocał. Lecz, że wolą Bożą było, aby ten sługa Jego zajaśniawszy na godności Pasterskiéj, zajaśniał także i wielce zbudował lud polski cnotami zakonnemi i dobrowolném wyrzeczeniem się, dla otrzymania zasługi jakie się w nich nabywają, najwyższych dostojeństw kościelnych, Wincenty odniósłszy się do Rzymu, uzyskał u Papieża Honoryusza III-go pozwolenie wstąpienia do zakonu. Złożył więc zarząd Dyecezyi w ręce kapituły Krakowskiéj, co tylko mu pozostawało z dziedzicznego majątku to wszystko rozdał biednym, a przywdziawszy suknię ubogiego pielgrzyma, udał się pieszo i boso do klasztoru Cystersów w Brzezinach pod Jędrzejowem, o dziesięć mil od Krakowa odległego.

Teodoryk rodem Francuz, drugi po wystawieniu tego klasztoru Opat Cysterski, przyjął świętego Prałata nie tylko z radością, lecz z największém uszanowaniem, i przy uroczystém w kościele nabożeństwie, wobec licznie zgromadzonego ludu, włożył na niego habit. Już w roku nowicyatu wszyscy ojcowie patrzali ze zbudowaniem na błogosławionego Wincentogo, który wtedy mając lat blizko sześćdziesiąt, żadnemu z najmłodszych nowicyuszów wyprzedzać się nie dawał w jak najwierniejszém spełnianiu wszystkich przepisów Reguły ostréj w ogólności, a jeszcze bardziéj dla będących na próbie obostrzonéj. Nietylko nie przyjął żadnych zwolnień, które mu dać chcieli przełożeni, przez słuszny wzgląd i na sam wiek jego i stargane na usługach Kościoła siły, lecz i dobrowolnemi umartwieniami trapił ciało. Nosił ciągle ostrą włosiennicę, i każdéj nocy zadawał sobie krwawe biczowanie. Prócz długich i ścisłych postów Regułą nakazanych, przydawał jeszcze i inne z własnéj woli, lecz za zezwoleniem przełożonego na którego każde skinienie był posłuszny. Najniższe usługi klasztorne: w kuchni, w ogrodzie, przy chorych braciach, pełnił ze szczególném upodobaniem, i widać było po nim, że wtedy był najweselszy i najrzeźwiejszy gdy go do takowych przeznaczono. Na wszystkie obowiązki, a szczególnie do chóru w dzień i w nocy był zawsze pierwszym. Zdarzyło się, że razu pewnego nie był obecny na Jutrzni o północy zwykłe odmawianéj. Zdziwiony tém Opat, który znał Wincentego w téj mierze pilność, poszedł do jego celi, i przez rozpadlinę we drzwiach ujrzał go w zachwyceniu, wzniesionego w powietrze o kilka stóp od ziemi i niebieską światłością otoczonego. Sługa Boży wyszedł w tejże chwili z zachwycenia, a upadłszy do nóg Opata, przepraszał go pokornie że nie był w chórze i prosił o naznaczenie mu za to pokuty. Przełożony uściskał go i uspokoił, późniéj dla zbudowania braci, zdarzenie to im odpowiedział.

Co tylko pozostawało mu czasu od obowiązków zakonnych i innych jego ćwiczeń bogomyślnych, te obracał Wincenty na pisanie dzieł uczonych, które po nim pozostały. Z téj liczby wielkiéj są ceny ułożone przez niego dzieje czyli Kroniki narodu Polskiego, z dawnych rękopismów i podań wiernie zebrane, w kształcie rozpraw wytwornym językiem łacińskim spisane. W dziele tém skreślił on nie tylko dzieje swojego kraju, lecz i postronnych obszernie dotyka.

Pięć at spędził w życiu zakonném, budując cnotami doskonałego syna świętego Benedykta nietylko swoich braci lecz i kraj cały, pozostawiwszy w nim najprzód pamięć po sobie jako Biskupa świętego, a potém również świętego zakonnika, wielkiego pokutnika i wysokiego bogomodlcy. Zapadłszy w ciężką chorobę, którą z niezachwianą, znosił cierpliwością, widząc nadchodzącą chwilę przejścia z tego Świata na tamten, zażądał ostatnich Sakramentów świętych, które przyjąwszy z oznakami najwyższéj wiary i pobożności, na ręku braci zakonnych oddał Bogu ducha, 8 Marca roku Pańskiego 1223. Po śmierci licznemi przy grobie swoim zasłynął cudami, w skutek czego Papież Klemens XIII ogłosił go błogosławionym a na obchód święta jego drugą niedzielę Października wyznaczył.

Pożytek duchowny

W jakichkolwiek różnych co do położenia i zwyczajów krajach, w jakiekolwiek wiekach i w jakimikolwiek stanie pojawili się święci Pańscy, wszyscy to mieli sobie wspólnego, że tém wszystkiém za czém świat goni, oni wzgardzali, a ciało ostrą pokutą trapili. Masz tego dowód i w życiu błogosławionego Wincentego, który najwyższe godności złożywszy, w wieku już podeszłym i w ostrym klimacie naszym, wiódł życie jak najsurowsze. Nich cię to uczy, że dla każdego nie masz innéj drogi do nieba zawsze i wszędzie i w każdym stanie, jak wzgarda dóbr doczesnych i życie pokutne.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, któryś Błogosławionego Wincentego wyznawcę Twojego i Biskupa, gdy on wzgardził zaszczytami tego świata, chwałą pokory przyozdobił; spraw prosimy, abyśmy z tylu cnót jego korzystając, za jego zasługami współuczestnikami chwały niebieski się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 869–871.

Footnotes:

1

Mat. XIX. 27.

Tags: bł Wincenty Kadłubek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora obowiązki stanu
2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-10-01

Św. Remiego, Arcybiskupa Remińskiego

Żył około roku Pańskiego 545.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Turoneńskiego.)

Święty Remigi przyszedł na świat przy końcu piątego wieku we Francyi, z ojca Emila udzielnego hrabiego na Leonie, i matki Cylinii którą Kościoł w poczet Świętych zaliczył. Małżonkowie ci podeszłego doszedłszy wieku a niemając potomstwa, stracili już byli nadzieję aby Pan Bóg raczył ich w tém pocieszyć.

Podówczas Francya w opłakanym była stanie, tak z powodu nieładu jaki panował wewnątrz, jak i niebezpieczeństw jéj grożących od zewnętrznych nieprzyjaciół ale co najsmutniejsza, większa część narodu była pogrążona w pogaństwie, i sam król był poganinem.

Na miejscu bardzo ustronném mieszkał wiolkiéj Świątobliwości pustelnik, nazwiskiem Montan, któremu gdy razu pewnego gorąco się modlił za kraj swój, Pan Bóg objawił że wysłuchał modlitwy jego, i że Emil i Cylinia będą mieli syna, który całe państwo nawróci do wiary świętéj i wyratuje od zguby, a on sam Montan który był ślepym, przy urodzeniu zapowiedzianego dziecięcia wzrok odzyska, co wszystko wiernie się spełniło. Święta Cylinia powiła syna, który od kolebki wychowywany pod okiem świątobliwéj matki, coraz wyższéj pobożności przedstawiał oznaki, a skoro do lat młodzieńczych doszedł, uchodząc przed niebezpieczeństwem grożącém każdéj duszy w życiu światowém, udał się na puszczę, mając zaledwie lat piętnaście. Tam oddany najostrzejszéj pokucie, udarowany łaskami wysokiéj bogomyślności, takiemi zajaśniał cnotami, że po śmierci Gennnada Arcybiskupa Remińskiego lud i duchowieństwo jednogłośnie jego na tę stolicę pasterską wyniosło, chociaż miał dopiéro lat dwadzieścia. Gdy wymawiał się od tego Remigi, a lud tłumnie go otaczał w kościele błagając aby przyjął Arcybiskupstwo, światłość zstąpiła na jego głowę, co i on sam ujrzawszy nie opierał się dłużéj, upatrując w tym cudzie objaw woli Bożéj.

Jakoż, objąwszy tę godność, dowiódł on niezwłocznie że go sam Duch Święty na nią powołał: niezmordowany w gorliwości o dobro dusz mu powierzonych, ojciec ubogich, wdów i sierot, przebiegał ciągle swoję dycezyą, głosząc słowo Boże i sprawując Sakramenta święte. Wszędzie poznosił pojawiające się nadużycia, i wielką liczbę dusz w pogaństwie jeszcze pogrążonych ma łono Kościoła przywrócił. Powstawał szczególnie przeciw niewierności małżeńskiéj, co było grzechem upowszechnionym podówczas w jego dyecezyi, gdzie obyczaje pogańskie jeszcze zgubny wpływ swój wywierały. Wkrótce téż nietylko wykorzenił tę zbrodnię, lecz i ducha pobożności w wiernych jego pieczy powierzonych rozżywił.

Obok wysokiéj świątobliwości jaką przyświecał na swojéj stolicy, obdarzonym był od Pana Boga i łaską czynienia cudów, z czego tak słynął, że wielki święty Benedykt założyciel zakonów na Zachodzie, żyjący za jego czasów, do niego odsyłał opętanych aby ich uzdrawiał. Zdarzyło się że gdy razu pewnego tenże Święty przysłał do niego nieszczęśliwą dziewicę w tym stanie będącą, Remigi przez pokorę nie chciał przystąpić do jéj egzorcyzmowania, mówiąc że kiedy tak wielki sługa Boży jak Benedykt napróżno to czynił, więc i on nie będzie miał mocy wygnać z niej szatana. Lecz na prośby rodziców opętanéj pomodlił się nad nią, i wnet od złego ducha ją wyzwolił. Co większa, gdy taż dziewica wkrótce potém umarła, wskrzesił ją w obecności licznie zgromadzonego ludu. W mieście Rejms powstał razu pewnego wielki pożar, który zniszczył już był trzecią część miasta, i resztę niechybnie miał ogarnąć, gdy doniesiono o tém Arcybiskupowi. Ten niezwłocznie udał się na modlitwę do kościoła świętego Nikazego Męczennika, dawnego Arcybiskupa Remińskiego, a po chwili zawoławszy: „O! Boże wysłuchaj mojéj prosby” pośpieszył na miejsco gdzie największy był ogień. Przybywszy tam przeżegnał płomienie, które w tejże chwili zaczęły opadać i uchodzić przed nim w miarę jak ścigając ja ciągle je żegnał, aż zebrawszy się jakby w kulę ognistą wyszły za bramy miasta na puste pole i zniknęły.

Miał sobie objawioném że ciężki głód spotka kraj cały. Nagromadził przeto wiele zboża do śpichlerzy, aby je mieć w zapasie. Niegodziwi ludzio podłożyli pod składy te ogień, który je zniszczył. Radzono Arcybiskupowi aby domagał się wykrycia i ukarania zbrodniarzy. Nie chciał tego uczynić, mówiąc iż sam Bóg zeszle na nich karę. Jakoż, nędznicy ci podpadli ciężkiéj chorobie głowy która przeszła w ich całe pokolenie, a niewiasty dostały rozdęcia gardła podobnego do woli, którą są dotknięte kobiety góralskie.

Na tronie francuzkim zasiadał wtedy Klodoweusz poganin, który miał za żonę Klotyldę królewnę Burgundzką chrześcijankę gorliwą, która wszelkiemi sposobami starała się małżonka nawrócić, lecz wszystkie jéj starania były próżnemi. Król tan znakomity wojownik, rozszerzając granice Francyi, w wojnie jaką prowadził z Niemcami i Szwedami, w wielkiém ujrzał się niebezpieczeństwie. W stanowczéj bitwie wojsko jego już miało iść w rozsypkę, gdy książe Orleański radny pan królewski, a który był chrześcijaninem, rzekł do niego: „Królu uwierz w Boga prowdziwego którego czci twoja małżonka, a wnet zwycięstwo odniesiesz.” Klodoweusz usłuchał téj rady i wśród wrzącéj walki wzniósłszy oczy i ręce do Nieba zawołał: „Jezu Chryste którego moja Klotylda wyznaje jako Syna Bożego, jeżeli dasz mi zwycięstwo uwierzę w Ciebie, i chrzest przyjmę.” Zaledwie tę modlitwę skończył, a los bitwy zmienił się nagłe. Francuzi jakby jaką niewidzialną siłą parci zwrócili się z zapałem na Niemców, którzy na głowę pobici, straciwszy króla który wojskiem dowodził, zdali się na łaskę i niełaskę Klodoweusza i lennikami jego pozostali. Klodoweusz po tém cudowném zwycięstwie odniósł drugie a nierównież dla niego i dla całéj Francyi szczęśliwsze, bo nad wrogiem dusz ludzkich. Spełnił uczynione Panu Bogu przyrzeczenie: został chrześcijaninem, pociągając do tego przykładem swoim i rycerstwo i cały lud francuzki.

Uszczęśliwiona z nawrócenia małżonka królowa, zawezwała świętego Remigiego aby przygotował Klodoweusza do Sakramentu Chrztu świętego i takowy mu udzielił. Pewnego wieczora gdy święty miał naukę do króla i wielu dworzan zgromadzonych w pałacowéj kaplicy królowéj, będącéj pod wezwaniem świętego Piotra Apostoła, nagle zstąpiła z nieba światłość tak wielka, że jaśniejszą wydawała się nad słońca, i dał się słyszeć głos z Nieba w te słowa odzywający się: „Pokój wam: nie trwóżcie się, a trwajcie w mojéj miłości.” Król królowa i wszyscy obecni rzucili się do nóg Świętemu, który nieprzerywając przemowy jaką miał wtedy, przepowiedział Klodoweuszowi wiele przyszłych wypadków tyczących się jego następców i całéj Francyi. Zapowiedział mu że państwo jego do wielkiéj dojdzie potęgi, lecz oraz ostrzegł że póty się przy niéj utrzyma, póki jego następcy i naród francuzki, wierni swojemu posłannictwu, wspierać będą Kościół i w téj swojéj powinności nie dadzą się wyprzedzić nikomu.

Wkrótce potém odbył się i chrzest Klodoweusza. Lud tłamnie zgromadzony w kościele czekał na niego, a zawiadomiony już dawno o cudownie odniesioném przez niego zwycięstwie nad nieprzyjacielem w skutek wezwania Imienia Chrystusowego i sam spragniony był przyjęcia wiary świętej. Przybył król otoczony orszakiem rycerzy i pierwszych panów dworu, prowadzony za rękę przez świętego Remigiego.

Gdy już zabrano się do świętych obrzędów spodobało się Panu Bogu uderzającym cudem objawić niejako iż władza królewska w tym narodzie z samego Nieba odbiera zatwierdzenie. Kiedy Arcybiskup miał już namaszczać Klodoweusza świętém Chryzmem czyli olejem poświęconym na to umyślnie, zdarzyło się że kleryk niosący z nim naczynie opóźnił się, niemogąc przedrzeć się przez ciżbę ludu zgromadzonego w kościele. Wtedy Arcybiskup się pomodlił, i ujrzano białą gołębicę nadlatującą, która w dziobie trzymała flaszkę pełną oliwy z nieba przysłanéj, złożyła je w ręce Remigiego i zniknęła napełniając kościół wonią przecudną. Cudowną tę flaszkę przechowano starannie, i oléj z niéj używano zawsze do namaszczania królów francuzkich gdy na tron wstępowali. Cud ten wielce pocieszył króla i jeszcze go bardziéj w wierze utwierdził, równie jak i wszystkich obecnych. Cały lud zgromadzony głośno zawołał: „i my wszyscy chcemy zostać chrześcijanami.” Arcybiskup zaś udzielając królowi chrztu świętego, gdy tenże schylał głowę pod wodę święconą, rzekł do niego: „Klodoweuszu poddaj kark twój pod jarzmo Chrystusa, i od tej chwili czcij tego któregoś dotąd prześladował, a prześladuj te bożki którym cześć oddawałeś.” Potém nadał mu imię Ludwika, które on pierwszy nosił z królów francuzkich, i stał się założycielem tego rodu długo i świetnie we Francyi panującego. Wraz z królem zostali chrześcijanami wszyscy Frankowie, a Klodowensz i wielu panów udzielnych francuzkich obdarzyło Remigiego wielkiemi posiadłościami, któremi on wzbogacił swój kościół Remiński, a w innych częściach kraju pozakładawszy dyecezye, uposażył je także i obsadził Biskupami. Papież bowiem święty Hormidasz zrobił go swoim legatem, upoważniając do zaprowadzenia w całym kraju Franków co potrzebném było do ustalenia kościoła i całej jego hierarchii. Zaopatrzony więc takiemi przywilejami, popierany powagą królewską, jak wielki Święty od całego narodu czczony, stał się on głównym Apostołem Francyi i założycielem monarchii chrześcjjańskiéj w tém potężném państwie. Długo jeszcze potém przyświecał Frankom swojemi cnotami, utwierdzał w wierze naukami i cudami licznemi, i nie ustawał w pracach apostolskich, chociaż w podeszłym wieku zesłał na niego Pan Bóg ślepotę; przed samą śmiercią wszakże wzrok odzyskał. Mając sobie objawiony dzień zgonu przyjął Sakramenta święte, a rzewnie żegnając otaczających go przyjaciół i duchownych, zasnął w Panu 13 Stycznia roku Pańskiego 545 mając lat siedemdziesiąt cztery.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Remigi wymówił do Klodoweusza gdy mu chrzest udzielał: „Nachyl kark swój pod jarzmo Chrystusa i czcij Tego któregoś dotąd prześladował, a prześladuj to coś czcił dotąd” zamykają w sobie całą treść tego, co każdy grzesznik szczerze się nawracający czynić powinien. Uważaj czy i tobie nie wypada do nich się zastosować, a jeśli tak jest nie zwlekaj! bo nie wiesz ani dnia ani godziny, w któréj stanąć ci przyjdzie na straszny sąd Tego, którego grzechami twojemi prześladujesz.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, aby błogosławionego Remigiego Wyznawcy Twojego i Biskupa czcigodna uroczystość, i przydała nam wzrostu w cnotach chrześcijańskich i zbawienie nasze zapewniła. Przez Pana naszego itd.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 838–840.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 785

Któż by nie podziwiał gorliwości, z jaką święty Remigiusz używał swych zdolności, czasu i władzy swego urzędu dla pozyskiwania Niebu dusz i mnożenia chwały Boskiej! Czyż może być coś piękniejszego nad taką pracę? I na nas ciąży obowiązek pozyskiwania dusz Niebu, a to z dwóch powodów:

  1. Z miłości ku Bogu. Wiemy przecież z katechizmu, jak drogie są Bogu dusze ludzkie, jak wysoko je ceni, co dla nich uczynił i co dzień czyni za pośrednictwem Kościoła. Stąd wynika, że nie możemy Bogu uczynić większej przysługi, jak wstrzymując bliźnich od grzechu, polecając im pokutę i zachęcając ich do umiłowania nade wszystko Boga. „Mniejszą ma zasługę – mówi święty Chryzostom – kto chłoszcze ciało, aniżeli ten, kto Bogu duszę pozyska; korzystniejsze działanie tego, kto ocala bliźnich, niż tego, co czyni cuda”. Świętą prawdę zamykają w sobie słowa świętego Grzegorza Wielkiego: „Żadna ofiara nie jest milsza Bogu od gorliwości w pozyskiwaniu dusz”.
  2. Miłość bliźniego wkłada na nas ten sam obowiązek. Pismo święte mówi: „Bóg nakazał każdemu troszczyć się o bliźniego”. Troska ta powinna daleko więcej dotyczyć duszy niż ciała i dóbr doczesnych, gdyż wartość duszy jest nieskończenie wyższa od wartości ciała. Gdy podróżny zabłądzi, każdy poczuwa się do obowiązku przestrzeżenia go i wskazania mu właściwej drogi. Czemuż tedy milczymy, gdy bliźni dopuści się czegoś, co wykracza przeciw moralności i czci powinnej Bogu? Słusznie żali się święty Bernard, pisząc: „Gdy upadnie osioł, znajdzie się, kto go podźwignie. Gdy upadnie nasz brat w Chrystusie, nikt mu nie poda ręki, aby mógł powstać”. A przecież nie brak sposobności do ratowania bliźnich. Módlmy się za nich rano i wieczorem, wstawajmy rychlej, aby pójść na Mszę świętą, przyjmujmy Komunię świętą na intencję bliźnich; bądźmy oszczędniejsi w wydatkach, aby odłożyć jakiś grosz na misje, a słodka nam będzie wdzięczność dusz, do których ocalenia przyczyniliśmy się w jakikolwiek sposób.
Tags: św Remigiusz z Reims „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup małżeństwo nawrócenie Francja
2020-09-26

Św. Cypriana Biskupa i Justyny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 900.

(Żywot ich był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego i Metafrasta.)

Święty Cypryan rodem z Antyochyi w Syryi, pochodził z rodziny znakomitéj i bardzo bogatéj, lecz w pogańskich zabobonach żyjącéj. Miał lat siedm, kiedy go rodzice oddali na naukę do czarnoksiężników, a że posiadał nadzwyczaj bystre zdolności, więc w téj szatańskiéj sztuce, wielki postęp uczynił. Gdy dorosł, przebywał jużto w Atenach, już w Argos, już w Frygii wyszukując wszędzie najsłowniejszych mistrzów nieszczęsnego zawodu któremu się oddawał, a w końcu najsławniejszych przeszedł, gdy i w Indyach i w Chaldei dla lepszego wykształcenia się długo przebywał. Nie godziłoby się nawet wymienić sprosności i zbrodni jakich się dopuszczał, sprawując te niegodziwe obrządki. Używał do swoich czarów ciał Judzkich, i w tym celu i mężczyzn i kobiety i dzieci zamordowywał na ofiarę szatanom, a według zwyczaju i przepisów téj piekielnéj sekty, roztwierał żywcem wnętrzności ludzkie aby z tego wyprowadzić swoje wróżbiarstwo, i wywoływać i dokonywać różne łudząca ludzi zjawiska.

Lecz uchodząc za najsławniejszego swoich czasów czarnoksiężnika, z chrześcijanami nic poradzić nie mógł: nad nimi bowiem, i tak wielkiego mistrza jakim on był, czary żadnéj mocy nie miały. Pałał też ku nim największą nienawiścią; czernił ich, wyśmiewał, w szyderstwo obracając najświętsze obrzędy Kościoła. Takim był Cypryan, aż do trzydziestego rom życia swojego, kiedy Bóg nieprzebranego miłosierdzia, wybrał go jak drugiego Szawła, aby uczynić z niego „naczynie wybrane”, 1 i przykładem takim największych grzeszników pobudzić do ufności.

Po wszystkich tych swoich po obcych krajach podróżach, Cypryan wrócił do Antyochii. W mieście tém, mieszkała pewna dziewica nazwiskiem Justyna, która chociaż zrodzona z rodziców pogańskich, będąc razu pewnego na kazaniu Preliusza Dyakona Antyocheńskiego, nie tylko się sama nawróciła, lecz i rodziców swoich do wiary w Chrystusa przywiodła. Zostawszy chrześcijanką, stała się i wybraną Pana Jezusa Oblubienicą; poślubiła czystość dozgonną i dla tém pewniejszego dochowania téj cnoty, wiodła życie o ile można odosobnione. Że zaś była nadzwyczaj powabnéj urody, ile razy z domu wychodziła, starannie zakrywała twarz gęstym welonem. Pomimo tego ujrzał ja pewien młody bardzo majętny człowiek, nazwiskiem Ablaidus, i postanowił poślubić koniecznie. Gdy dla dopięcia swoich zamiarów, napróżno wszystkich używał Środków, udał się do Cypryana, pewny będąc że za jego sztuką czarnoksięzką dopnie swego celu. Ten zachęcony sowitą nagrodą, i chcąc przy téj sposobności w Antyochii moc swoich czarów okazać, użył wszelkich środków, aby Justynę oczarować, i od wierności Chrystusowi Panu odwieść. Gdy mu to nie łatwo przychodziło, nasłał na nią szatanów, którzy przybierając różne postacie, to rozbudzali w niej najszpetniejsze chuci, to znowu nasyłali na nią różne znajome jej niewiasty, zachęcające ją do poślubienia Ablaidusa, i ani chwili spokoju jéj nie dawali. Lecz święta dziewica podwoiwszy postów, modlitw, i umartwień ciała, a szczególnie uciekając się pod obronę Matki Bożéj, do któréj serdeczne zawsze miała nabożeństwo, wyszła z tych strasznych walk zwycięzko. Święty Grzegorz pisze nawet, że raz wśród najstraszniéjszych pokus z któremi na nią napadli szatani nasłani przez Cypryana, przenajświętsza Panna objawiła się jéj, upewniając że zwycięży i świetną koronę w Niebie otrzyma.

Cypryan nie mogąc pojąć żeby tak wielkie jego wysiłki próżnemi się okazały, przywoławszy do siebie szatanów, wyrzucał im ich niedołęztwo, pytając co takiego tę młodę dziewicę chroni od ich potęgi, i jakiéj ona broni używa, aby się od nich zasłonić. Wtedy szatan wyznał mu że broń któréj używa Justyna przeciw niemu, jest takiej siły, że całe piekło przed nią ustąpić musi, a tą jest znak Krzyża świętego którym ona ciągle się zastawia, i nim czartów od siebie odgania. Usłyszawszy to Cypryan, rzekł sam do siebie: „Jakto? sam znak krzyża na którym umarł ten Bóg którego wyznają chrześcijanie, taką moc posiadał jakiéjże potęgi sam ten Bóg być musi. Szalony byłbym gdybym i ja go nie wyznał. Od téj chwili, wyrzekam się czarnoksięztwa i Bóg Justyny będzie i moim Bogiem.” Po takowém uczynioném przez niego postanowieniu, niezwłocznie rzucili się na niego szatani z najstraszniejszą zapalczywością, lecz odstąpić musieli, skoro i on znak krzyża uczynił na sobie i wezwał Boga Justyny.

Cypryan miał znajomego pewnego chrześcijanina nazwiskiem Euzebi, pośpieszył więc zwierzyć mu się ze swego nawrócenia. Euzebi uradowany uściskał go serdecznie, i zachęcał do wytrwałości. Lecz szatani widząc iż się im taka droga dla nich zdobycz wymyka, w nowy sposób na Cyprysna uderzyli. Rozbudzili w umyśle jego nieufność w miłosierdzie Boże. Nie chciał on wierzyć aby Bóg chrześcijański, który jest świętością samą, mógł posunąć dobroć i miłosierdzie swoje aż do tego stopnia, żeby po tylu i tak strasznych zbrodniach jakich się on przez całe życie dopuszczał chciał go przyjąć za swego wyznawcę, i uczynił uczestnikiem łask Swoich. Pod wpływem takich myśli przywodzących go do rozpaczy, może byłby upadł Cypryan zupełnie, gdyby nie to, że jego przyjaciel Euzebi, broniąc go od tej piekielnéj pokusy, doradził mu aby uciekł się do Matki Boskiéj, jako Matki miłosierdzia. Wśród największego więc niepokoju, i kiedy zdawało się że całe piekło uderzyło na niego aby go o rozpacz przyprawić, Cypryan wezwał z całego serca Matki miłosierdzia. Uczuł się w téjże chwili pełnym ufności, i od tego czasu szatani dali mu zupełnie pokój. Pragnąc więc jaż coprędzéj zostać chrześcijaninem, udał się z Euzebim do Antyma Biskupa Antyocheńskiego, który gdy się przekonał o szczerości jego nawrócenia, kazał go ochrzcić.

Cypryan na dowód swojéj szczerości, a oraz i dla wynagrodzenia zgorszeń jakie dawał będąc czarnoksiężnikiem, przyniósł do Biskupa wszystkie swoje czarnoksięzkie księgi, i te wobec zgromadzonych wiernych publicznie spalił. A jak dotąd wsławił się był przez sztukę którą szatanowi służył, tak stawszy się sługą Chrystusa, wkrótce odznaczył się i zasłynął jako najprzykładniejszy pobożny i gorliwy o chwałę Bożą chrześcijanin. Ponieważ posiadał wielką naukę, a przytém miał i niepospolity dar wymowy, uchodził poprzednio nietylko za najzdolniejszego czarnoksiężnika, ale i za najzdolniejszego z mężów pogańskich, teraz więc tych darów Bożych użył na służbę Boga prawdziwego. Wielki a najzbawienniejszy wpływ wywierał na pogan, i znaczną ich liczbę, pomiędzy którymi znajdowali się i bardzo uczeni, nawrócił. Sam zaś wiódł życie jakby publicznego pokutnika. Widywano go często przed drzwiami kościoła, klęczącego z posypaną popiołem głową, ze sznurem u szyi, proszącego przechodzących chrześcijan, aby się z nim jako wielkim grzesznikiem, do miłosierdzia Boskiego wstawiali. Aby jeszcze więcéj przygnębić w sobie wrodzoną pychę, uprosił aby go przeznaczono jedynie do zamiatania kościoła. Nie rozłączał się z Euzebim którego obrał sobie za ojca duchownego, i przewodnictwem jego wiernie się powodował. Nakoniec wkrótce do takiéj doszedł świętości, że cuda czynił i daleko niemi zasłynął. A że przytém po całych dniach przesiadywał nad Pismem Bożém i nad świętemi księgami, stał się jednym z najbieglejszych w rzeczach tyczących się religii, tak że i duchowni w najważniejszych zdarzeniach do niego po radę śpieszyli. Przyszło więc do tego że po śmierci Antyma Biskupa, całe duchowieństwo i lud wierny, jednogłośnie na następcę wybrali Cypryana. Wzbraniał się długo, a gdy zmuszony nakoniec uledz woli Bożéj, przyjąwszy wszystkie następne święcenia i na Biskupa miał być już konsekrowany, powodowany głęboką pokorą, w czasie nabożeństwa, kiedy lud w kościele tłumnie był nagromadzony, wstąpił na wyniesione miejsce, i uczynił publiczną spowiedź z całego życia, wyznając wszystkie najcięższe zbrodnie jakich się kiedy dopuścił. Czyn tak nadzwyczajnéj pokory i skruchy, poruszył i zbudował wszystkich, i wielu ciężkich grzeszników, którzy już rozpaczali o swojém zbawieniu, do szczeréj pobudził pokuty.

Tymczasem gdy takie dzieła miłosierdzia Boskiego spełniały się na Cypryanie, Justyna swoją drogą coraz milszą stawała się Panu Bogu. Jeszcze wtedy kiedy Matka Boża nietylko obroniła ją od czarów Cyprysna, ale i jego samego wyzwalając z rąk szatańskich uratowała, chcąc objawić za to swoją wdzięczność Panu Bogu i téj Matce miłosierdzia, rozdała całą swoję majętność ubogim, ostrzygła sobie włosy i poświęciła się na wyłączną służkę Bożą. Rodzice zaś nietylko się temu nie sprzeciwili, lecz i sami oddawszy się już tylko bogomyślności, dom swój zamienili na wspaniały kościoł. I nie dość na tém: ów Ablaidus na którego to żądanie Cypryan czarował Justynę, także się nawrócił, wielki swój majątek rozdał na biednych i w pokucie służył Panu Bogu.

Gdy Cypryan został Biskupem, wiele dziewic pobożnych, które były pod jego przewodnictwem duchowném, pragnęło na wzór Justyny odsunąć się od świata, i w dziewictwie służyć Panu Jezusowi. Tych wielką liczbę Święty połączył z Justynę, która wraz z niemi, a będąc ich przełożoną klasztor założyła.

Lecz nadchodziła chwila, w któréj Pan Bóg do wyższéj jeszcze nagrody Cypryana i Justynę przeznaczał. Przybył do Nikomedyi cesarz Dyoklecyan. Dowiedziawszy się o licznych nawróceniach pomiędzy poganami jakie dokonywał Cypryan, i o wysokiéj świątobliwości Justyny, do któréj klasztoru coraz więcéj dziewic się garnęło, kazał ich oboje uwięzić. Wielkorządca Fenicyi przebywający w Tyrze, kazał ich przed sobą stawić. Gdy Cypryan i Justyna w pierwszém posłuchaniu przekonali go iż ich od wiary w Chrystusa niczém odwieść nie potrafi, kazał Justynę okrutnie zbić rózgami, a Cypryana zawieszonego w powietrzu szarpać żelaznemi hakami tak barbarzyńsko, iż się aż na to sami poganie oburzali. Gdy te męki stałości ich nie zachwiały, kazał ich wrzucić w kocioł pełen smoły, tłuszczu i wosku wrzącego. Święci wśród téj katuszy najmniejszego bolu nie doznali. Obecny temu jeden z kapłanów pogańskich, nazwiskiem Atanazy, a który był uczniem Cypryana gdy ten jeszcze był czarnoksiężnikiem, przypisując to czarom że Cypryan i Justyna w kotle gotowani żadnego bolu nie doznali, chciał i sam tego dokazać. Zawezwawszy więc szatanów i używszy różnych sztuk czarnoksięzkich, wskoczył do kotła, aby przez to przekonać pogan że i Cypryana i Justynę nie moc Boga którego wyznają, lecz sztuka czarnoksięzka zasłania. Lecz skoro wszedł w kocioł spalił się na węgiel. Wielkorządca obawiając się aby to wszystko ludu nie rozburzyło, odesłał świętych Męczeników do Nikomedyi, gdzie przebywał cesarz, opisując mu wiarnie wszystko co się stało. Dyoklecyan po odczytaniu listu, wydał wyrok aby Cypryan i Justyna, niezwłocznie przez ścięcie głowy straceni zostali. Rozkaz ten wykonano, i Święci ponieśli męczeństwo 26 Września około roku Pańskiego 900.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotów Świętych dziś uroczystujących, jakiéj potęgi przeciw szatanom jest użycie znaku Krzyża świętego i wezwanie na pomoc Maryi. W każdém więc niebezpieczeństwie grożącém duszy twojéj, uciekaj się do tych środków a ujdziesz wszelkiéj szkody.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Cypryana i Justyny niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo abyś miłościwie wejrzyć raczył na tych, którym takiego poparcia udzielasz. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 818–821.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 769

Św. Cyprian zajmował się przed nawróceniem czarami i wieszczbiarstwem, wyzyskując łatwowierność i przesądy swych rodaków w sposób grzeszny i niegodziwy. I dzisiejsze czasy nie są wolne od zabobonu; zastanówmy się przeto, na czym on polega. Zabobonnym jest:

  1. kto przypisuje ziołom, zaklęciom, gwiazdom, pewnym dniom lub godzinom nadzwyczajną siłę i skuteczność, której im nie nadał ani Stwórca, ani Zbawiciel, ani Kościół katolicki;
  2. kto wierzy, że kładzenie kart, cyganie, cioty, czarnoksiężnicy i sny zdołają wywróżyć przyszłość i kto tym osobom i rzeczom przypisuje nadprzyrodzoną siłę;
  3. kto wierzy, że Bóg takimi drogami i przez takie osoby świadczy ludziom jakieś łaski i udziela im czegoś, co się przyczynić może do ich dobra doczesnego albo zbawienia wiekuistego.

Zabobon jest grzeszny dlatego, że jest bezpośrednim lub pośrednim odwoływaniem się do siły szatana. Pomimo to zapytać należy, czy w ogóle istnieją czarownicy i czarownice. Tak jest niewątpliwie. Jak bowiem są Święci, którym wskutek ich świątobliwości i bogobojności Bóg udzielił cząstki swej wszechmocy, tak też są i grzesznicy, którzy w miarę postępowania w złym wchodzą w ściślejszy stosunek z szatanem i przejmując od niego część piekielnej jego władzy, potrafią wskutek tego przewidzieć i odgadnąć rzeczy przyszłe i dokazać niekiedy rzeczy niepojętych. Ale tak ohydnym rzemiosłem zajmują się tylko ludzie pogrążeni w złym i moralnie podupadli. Trzymajmy się przeto zdala od bezbożników i miejmy niezłomne przekonanie, że przeciw woli Boskiej nie zdołają nam zaszkodzić w sprawie naszego zbawienia.

Footnotes:

1

Dz. Apost. IX. 15.

Tags: św Cyprian z Antiochii św Justyna z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup dziewica męczennik satanizm nawrócenie Krzyż Maryja
2020-09-22

Św. Tomasza z Wilanowa, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1555.

(Żywot jego był napisany prze Jana Mentona, biskupa Segewijskiego jegoo ucznia.)

Święty Tomasz nazwany z Wilanowa, jako z miejsca gdzie młodość spędził, przyszedł na świat w małém miasteczku Fuentana w Hiszpanii, z rodziców szlacheckiego rodu. Bylito przytém wzorowi chrześcijanie, znani w całéj okolicy z wielkiego miłosierdzia dla biednych. Tęż cnotę wziął po nich w spuściznie i Tomasz, i w dzieciństwié już się nią odznaczał. Codziennie wynajdywał sposób aby czém ubogich wesprzeć, jużto oddając im śniadanie lub obiad, już téż własne suknie. Razu pewnego, matka, która na to z wielką pociechą patrzyła, widząc jak się dla biednych ze wszystkiego prawie ogołocił, sprawiła mu bardzo piękne nowe ubranie. Święty chłopaczek w pierwszém wyjściu swojém na miasto, oddał je żebrakowi, za co go matka serdecznie uściskała. Inną razą sam był w domu, kiedy przyszło sześciu ubogich: nie mając nie dla nich do dania, wyszedł na podwórze, a obaczywszy sześcioro kurcząt przy kurze, dla każdego dał po jednemu. Gdy matka nadeszła, a Tomasz zdał jéj z tego sprawę, spytała co by był zrobił gdyby jeszcze i siódmy znalazł się ubogi? „Byłbym mu i kurę oddał” – odrzekł Święty, za co go także pobożna matka bardzo pochwaliła.

Obok takiego dla biednych miłosierdzia, od lat dziecinnych i innemi odznaczał się cnotami, dzięki chrześcijańskiemu wychowaniu jakie od kolebki odebrał. Za staraniem matki pierwsze wyrazy jakie wymówił, były to przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi, a zaraz potém wyuczyła go ona pozdrowienia Anielskiego. Przez cało téż życie szczególne miał do Maryi nabożeństwo, i trzy najważniejsze w życiu jego wypadki, w uroczystości przenajświętszéj Panny zaszły. Wstąpił do Zakonu w dzień Jéj Ofiarowania, Biskupem został w dzień Jéj Wniebowzięcia, a powołał go Pan Bóg do Siebie, w święto Jéj Narodzenia.

Ukończył niższe nauki w szkołach Wilanowskich, gdzie był pierwszym uczniem a następnie wysłali go rodzice do akademii w Alkala, świeżo przez kardynała Ksymenesa założonéj. Znalazłszy się w gronie świetnéj młodzieży, lecz wśród któréj jak to bywa, nie panował duch pobożności, młody Tomasz, nietylko nie uległ żadnym złym wpływom, lecz przykładem swoim drugich do dobrego pociągał. A jak odznaczał się wielką pobożnością, tak podobnież przewyższał wszystkich współuczniów zdolnościami i pilnością w naukach. Pomimo iż głęboka jego pokora, którą już wtedy w wysokim posiadał stopniu, sprawiła iż starał się ile możności, nietylko się nie odznaczać, ale i nie ściągnąć na siebie uwagi; gdy poznano jego niepospolite wykształcenie w wyższych naukach połączone z rzadkim darem wymowy, został w tymże uniwersytecie profesorem filozofii, mając lat dwadzieścia sześć. Po dwóch latach wykładu tego przedmiotu w Alkala, powołano go na takąż katedrę do sławniejszego jeszcze uniwersytetu w Salamanice.

Lecz święty Tomasz widząc się na drodze wielkiéj u ludzi sławy, im go ona pewniéj spotkać mogła, tém żywiéj zapragnął uchylić się od świata, obawiając się aby go w swoje sidła w końcu nie uwikłała. Chociaż więc w tym zawodzie pracując, prowadził życie bardzo odosobnione, oddawał się ćwiczeniom wyższéj pobożności, a ciągłemi postami i umartwieniami ciało swoje trapił, nie dość mu było na tém; chciał bowiem bardziéj stanowczo poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu. Nareszcie skłoniła go do tego ostatecznie wiadomość, iż przez wzgląd na jego zasługi w zawodzie naukowym położone, zamierzano wynieść go na wyższe uniwersyteckie urzędy. Wtedy zbadawszy pilnie wolę Bożą co do swego powołania, poznał iż Pan Bóg powołuje go pod regułę świętego Augustyna. Zakonnicy tego Zgromadzenia przyjęli go z otwartemi rękoma, i wstąpił do klasztoru ojców Augustyanów, a to w tymże dniu i roku, w którym nieszczęsny Marcin Luter Zakon ten opuszczał.

Skoro przywdział suknię zakonną, spostrzegli Ojcowie że nie nowicyusza, lecz wielkiego mistrza doskonałości Ewangelicznéj, do swego grona przyjęli. Jeszcze na świecie będąc, prowadził on życie tak ostre i pokutne, że wszelkie tego rodzaju przepisy jakie znalazł w klasztorze, nietylko łatwemi ale łagodnemi dla niego się zdały. Lecz co większa: mąż tem znakomitéj nauki, za jednego z najuczeńszych swojego czasu uchodzący, okryty sławą najpierwszego profesora w dwóch najsłynniejszych akademiach, nietylko w umartwieniach zewnętrznych nie dał się prześcignąć żadnemu z braci zakonnych, lecz i w najgłębszéj pokorze, w ślepém posłuszeństwie i zaparciu własnéj woli, przodował między nimi. A wszystko to tak dalece go nie kosztowało, że zdawało się iż od lat najmłodszych wyćwiczony był w karności zakonnéj. Wyświęcenie na kapłaństwo, które przyjął zaraz po skończonym nowicyacie, przydało nowego blasku jego cnotom. Przeznaczony niezwłocznie do zawodu kaznodziejskiego, z takim pożytkiem dusz głosił słowo Boże, że go wszystkie znaczniejsze miasta w Hiszpanii pragnęły słyszeć, i w krótkim czasie nazwano go Apostołem całego tego kraju.

Oddając się temu zawodowi święty Tomasz, znajdował czas i na inne uczynki miłosierdzia chrześcijańskiego, téjto cnoty w któréj tak już w dzieciństwie był się odznaczył. Wszędzie gdzie przebywał, stawał się ojcem ubogich: zbierał dla nich hojne jałmużny, odwiedzał ich w własnych mieszkaniach, chorym najtroskliwiéj usługiwał, przepędzając niekiedy i całe noce przy nich. Gdy zaś zostawał przełożonym po różnych klasztorach swojéj Reguły, śpichrze klasztorne stały otworem dla ubogich, a za to niekiedy, gdy już się wyczerpywały, ze modlitwą jego, Pan Bóg cudownie je napełniał.

Gdy miewał kazania w miastach Burgos i Walladolid, nietylko cały dwór cesarski, lecz i sam Karol V, żadnego nie opuszczał. Spytany raz przez tego cesarza zkąd czerpie tyle głębokich myśli i przekonywających uwag, jakiemi się odznaczają jego kazania, odpowiedział: „Krzyż Chrystusa powinien być główném źródłem, z którego ma czerpać kaznodzieja; a modlitwa najlepszem jest do kazania przygotowaniem.” Bo téż Święty Tomasz szczególne wśród niéj odbierał dary: często modląc się wpadał w zachwycanie, i wielokrotnie widziano go wtedy w powietrze uniesionego. Zdarzało się to często i w chórze pomiędzy braćmi, a nawet kiedy Mszą świętą odprawiał w kościele, w obec licznie zgromadzonego ludu.

Jak wszyscy tak i sam cesarz Karol V w szczególném miał go poważaniu. Zdarzyło się że za kilku więźniami politycznemi wstawiali się napróżno do cesarza nietylko pierwsi dostojnicy państwa, ale i książe Filip syn jego. Skoro przemówił z nimi święty Tomasz, cesarz ich ułaskawił, a gdy dworzanie objawili ztego powodu zdziwienie, rzekł do nich: „Prośby Przeora Augustyańskiego są dla mnie roskazami samego Boga.” Oczekując téż Karol V na pierwszą sposobność żeby pokornego tego zakonnika, wynieść ne Biskupstwo, zamianował go Arcybiskupem Grenady, skoro to miejsce zawakowało. Święty Tomasz tyle dołożył starania, tak usilnie błagał cesarza aby go do téj godności nie podnosił, że ten nie mógł prośbom jego się oprzeć. Lecz gdy w kilka lat potém, książe Grzegorz Austryacki, z Arcybiskupstwa Walenckiego przeż Papieża Pawła III przeniesiony został ma inne, cesarz, który ciągle żałował że poprzednio uległ prośbie świętego Tomasza, powołał go na Aroybiskupią stolicę Walencyi. Święty pocieszał się myślą, że i tą razą potrafi się od tego wyprosić, lecz Prowincyał Zakonu zagrożeniem suspensy i klątwy kościelnéj, zmusił go do przyjęcia tej godności.

Wyświęcony na Biskupa Waladolidskiego, udał się niezwłocznie do swojéj Archidyecezyi, odbywając tę podróż pieszo, w starym i wytartym habicie zakonnym. Przechodził blizko miejsca gdzie matka jego, kobieta wielkiéj świątobliwości, osiadła była przy szpitalu który sama założyła, a która napisała do niego prosząc, aby ją odwiedził, żeby jeszcze przed śmiercią chociaż raz widzieć go mogła. Święty zrazu zgodził się na to, lecz po modlitwie, czując że krew to i ciało głównie go do tego skłaniały, odmówił sobie téj pociechy.

Gdy przybył do swojéj dyecezyi, kanoni wiedząc iż wyszedłszy z Zakonu nic nie posiada, złożyli mu w darze cztery tysiące czerwonych złotych. Arcybiskup przyjął je z największą wdzięcznością, lecz tegoż dnia wszystko co do grosza rozdał biednym, mówiąc że ponieważ godność Biskupia nie przeszkadza mu być ubogim zakonnikiem, więc pragnie nim przez całe życie pozostać. Jakoż, objąwszy Biskupstwo jedno z najbogatszych w owych czasach, nic w sposobie życia swojego nie zmienił, powtarzając często i to święte zdanie, że „nie przepych w mieszkaniu, sprzętach, powozach i cugach, lecz szczególne dla biednych miłosierdzie, powinno odznaczać Biskupa.” Znaczne téż dochody swoje, poczytywał za własność ubogich, i tak dalece rozdawał im co tylko mógł, że w końcu gdy już śmiertelnie chorował, pokazało się że ubogie łóżko na którém leżał, było pożyczone od tego któremu je w jałmużnie niedawno był oddał.

Gorliwość jego o dusze, które mu Pan Bóg powierzył, nie mniejszą była, jak litość nad ubogimi. Prawie rok cały spędzał na zwiedzaniu swojéj Archidyeczyi. Kazywał codziennie, a niekiedy i kilka razy na dzień. Gdzie tylko przybył, odwiedzał ubogich i chorych, godził powaśnionych, znosił wszelkie zgorszenia, przywracał i utwierdzał zachwianą w duchowieństwie karność. A wszelako ten tak wielki Święty, drżał na samo wspomnienie sądu Bożego. Zdarzało się, że zaniepokojony myślą o tém, wśród nocy posyłał po spowiednika, i pytał go z przerażeniem: „Ojcze, jak sądzisz, czy będę ja zbawiony pozostając Arcybiskupem?” Po dziesięcioletniém téż zarządzie swoją Archidycezyą, usilnie i kilkakrotnie domagał się od Papieża, aby mu pozwolił uwolnić się od tego urzędu. Papież w żaden sposób zgodzić się na to nie chciał, lecz Pan Jezus go wysłuchał.

Gdy w święto Oczyszczenia Matki Boskiéj, rzewnie się modlił, prosząc aby go Pan Bóg z Biskupstwa uwolnił, usłyszał głos z krucyfiksu mówiący do niego: „Uspokój się Tomasza, poczekaj trochę, a w uroczystość Urodzenia Matki Mojéj, otrzymasz nagrodę za twoje trudy.” Od dnia tego już tylko gotował się ma śmierć, i ósmogo Września to jet w dzień Narodzenia Matki Bożéj, przyjął ostatnie Sakramenta Święte, rozdał ubogim wszystko co tylko posiadał, a gdy słuchał Mszy świętéj, przy łóżku jego odprawianéj, przy końcu jéj wymówiwszy te słowa: „Jezus, Marya” które z niemowlęctwa wychodząc pierwsze był wymówił, zasnął słodko w Panu roku Pańskiego 1555. Papież Aleksander VII w poczet Świętych go wpisał, dzień dzisiejszy na coroczną jego pamiątkę przeznaczając.

Pożytek duchowny

Szczęśliwe dziatki, których rodzice tak jak maska świętego Tomaaza, od lat najmłodszych zachęcają i zaprawiają do litości nad biednymi. Staraj się i ty wedle możności ich wspierać, a jeśli wychowaniem drugich kierujesz, do tego ich zachęcaj, żywo pamiętając na te słowa Pana Jezusa: „Błogosławieni miłosierni albowiem i oni sami miłosierdzia dostąpią.” 1

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Tomasza Biskupa, nadzwyczajną cnotą miłosierdzia nad biednymi przyozdobił; prosimy Cię przez jego pośrednictwo, abyś na wszystkich zanoszących do Ciebie prośby, skarby Twojego miłosierdzia zlewać miłościwie raczył. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 805–807.

Footnotes:

1

Mat. V. 7.

Tags: św Tomasz z Villanuevy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup wychowanie Marcin Luter
2020-09-19

Św. Januarego i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 305.

(Żywot ich był napiany przez Jana Dyakona, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty January, który żył przy końcu trzeciego wieku, był rodem z Benewento we Włoszech. Rodzice jego pochodzili ze starożytnego rodu Samnitów, którzy dawno tę krainę mieli w posiadaniu, i byli to bardzo zamożni i wzorowi chrześcijanie. O latach młodości świętego Januarego żadnych nie posiadamy szczegółów. To tylko wiadomo że gdy w Benewencie umarł Biskup, duchowieństwo jednogłośnie obrało na jego miejsce Januarego, już wtedy znanego powszechnie jako kapłana wysokiéj świątobliwości. Długo wzbraniał się on nie chcąc przyjąć téj godności, aż zmuszony był uledz wyraźnemu rozkazowi Świętego Marcellina Papieża.

Skoro zasiadł na stolicy biskupiéj, dowiódł że go sam Pan Bóg na nią powołał. Były to czasy prześladowania Kościoła, za cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, święty January miał więc obszerne pole dla swój gorliwości i poświęcenie dla dusz, które mu Pan Bóg powierzył. A że wysokie cnoty jego, zjednały mu były szacunek nawet u pogan, skorzystał z tego, i pomimo srogości jakich się dopuszczano względem chrześcijan, wielu niewiernych pozyskał Kościołowi. Wielka jego gorliwość o zbawienie bliźnich, nie ograniczała się nawet na jego własnéj dyecezyi. Jak tylko dowiedział się że w jakiém mieście prześladowanie więcéj się rozszerzyło, i z tego powodu wierni z większą trudnością mogli odbierać usługi duchowne, spieszył tam, i sprawując skrycie święto obrzędy, udzielając Sakramenta, utwierdzał wiernych w wytrwałości, hojnemi przytém jałmużnami ich wspierając.

W jednéj z takich świętych wycieczek swoich, będąc w mieście Miscenie, zapoznał się z pewnym dyakonem nazwiskiem Socyusz; wielkiéj świątobliwości młodzieńcem. Razu pewnego, gdy ten czytał ludowi Ewangelią Świętą, January ujrzał płomień cudowny unoszący się nad jego głową, z czego przepowiedział mu, że męczeńską śmiercią umrze. Jakoż wkrótce potém, Socyusz oskarżony został przed Wielkorządcą cesarskim jako chrześcijanin i uwięziony. Wielkorządca z początku chciał go ująć łagodnemi słowy: lecz gdy ani to, ani groźby niemogły zachwiać jego stałości, kazał go okrutnie ubiczować, i wydać na tortury. Święty dyakon zniósł te wszystkie katusze mężnie, szydząc sobie z mąk mu zadawanych, i wtedy tyran kazał go odprowadzić do więzienia w Puzzolli, a tymczasem daléj jego sprawę ciągnąć. Skoro to doszło do wiadomości chrześcijan, wielu z nich pośpieszyło do więzienia aby odwiedzić Socyusza, a najdłużéj tam z nim przebywali dyakon Perkulus i dwóch mieszczan, Eutychen i Akucy. Dowiedziewszy się o tém Wielkorządca, kazał i tych uwięzić, i zbił ich okrutnie, mając zamiar wkrótce na śmierć skazać.

Święty January na wieść że dyakon Socyusz był uwięziony, i że już mężnie przebył okrutne męki, w których zachował się jak godny wyznawca Chrystusa, poszedł do więzienia, aby go uczcić, pocieszyć i zanieść mu jakie wsparcie jeśli tego potrzebuje. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę miłość.

Przybył wtenczas do Misceny nowy Wielkorządca nazwiskiem Tymoteusz, któremu doniesiono że January mianując się Biskupem Benewentu, znajduje się tu od niejakiego czasu i nietylko utwierdza chrześcijan w ich wierze, lecz nawet wielu pogan nawrócił. Tymoteusz na wieść takową srodze rozgniewany, kazał niezwłocznie stawić przed sobą Januarego, żądając aby złożył ofiarę bożkom. Święty ani słyszéć o tém nie chciał; więc tyran skazał go na spalenie. Wyrok wykonano niezwłocznie: wrzucono Januarego w stos rozpalony, w którym długo przebywszy, wyszedł tak nietknięty, że ani odzież, ani jeden włos na głowie jego spalonym nie był. Zdziwiony takim cudem Wielkorządca, przypisując go czarnoksięztwu, zadał niesłychaną męczarnię Januaremu. Kazał mu nerwy z ciała wyrywać, a gdy sługa Boży wytrwał i tę mękę bez wzruszenia i jakby jéj nie czuł wcale, kazał go zaprowadzić do więzienia, mając zamiar zadać ma późniéj jeszcze sroższe katusze.

Gdy wieść o tém wszystkiém doszła do wiernych w Benewencie, ci wysłali do Januarego w imieniu swojém, dyakona Posta i lektora kościelnego Dydyusza. Lecz skoro przybyli do Misceny, Tymoteusz i ich kazał schwytać i stawić przed sobą, zapytując kto są i w jakim celu przyszli. Święci ma powiedzieli: „Jesteśmy chrześcijanami: sługami Kościoła którego Biskupem jest January. Przybyliśmy aby go odwiedzić w więzieniu, w nadziei że Pan Bóg da nam tę łaskę, że mu wiernie towarzyszyć będziemy nawet i w mękach jakie ma ponieść.” Wielkorządca w większą jeszcze złość wpadłszy, gdy usłyszał tak śmiałą i stanowczą odpowiedź, kazał i ich okuć w kajdany, i razem z Januarym prowadzić przed swoim wozem, jadąc na plac publiczny, gdzie miał ich wydać na pożarcie dzikim zwierzętom.

Gdy ma placu tym stanęli, święty January rzekł do swoich towarzyszy: „Cieszmy się bracia: oto dzień naszego trymmfu. Walczmy mężnie z wiarę w Jezusa Chrystusa, i nie żałujmy krwi naszéj za Tego, który nam dał życie. Pan Bóg nas tu przysłał, aby wasz Pasterz miał przy sobie swoje owieczki, i aby Biskup nie składał ofiary z życia Chrystusowi, bez swojego dyakona i lektora. Nie lękajmy się mąk które nas czekają, dochowajmy wiary naszemu Boskiemu Mistrzowi. W nim jednym całą naszą ufność złóżmy, i wsparci Jego łaską śmiało idźmy na śmierć.” Zaledwie Święty te słowa wymówił, aż oto wypuszczono na nich rozjuszone zwierzęta, w obecności wielkiego tłumu ludu przybyłego na to widowisko. Były tam lwy, tygrysy i lamparty, które wygłodzone przez dni kilka, z wielkim rykiem rzuciły się na Chrystusowych wyznawców. Lecz skoro się do nich zbliżyły, popadały na ziemię, lizały im nogi, głaskały ich ogonami, żadnego z nich nie tykając. Na widok tak wielkiego cudu poganie zaczęli wołać: „Bóg chrześcijański, jest prawdziwym Bogiem! Cud taki dziełem czarnoksięztwa być nie może.” Co słysząc tyran, z obawy większego wzburzenia w ludzie, kazał ich wyprowadzić z tego placu i ściąć za miastem.

Gdy ich tam wiedziono, święty January przechodząc przed Wielkorządcą, pomodlił się do Pana Boga, aby dla objawienia swojéj mocy, zesłał na Tymoteusza ślepotę. Ten w tejże chwili zaniewidział. Kara tak niezwłoczna i cudownie na niego zesłana, opamiętała go na chwilę. Poznał on moc Bożą i prawdziwość wiary chrześcijańskiéj; kazał więc wstrzymać wyrok śmierci wydany na Świętych, a udawszy się do swego pałacu, przyzwał Januarego, i rzekł do niego z pokorą: „January, który cześć oddajesz Wszechmocnemu Bogu, pomódl się do Niego, aby mi wzrok przywrócił, gdy mi go odjął za karę moich zbrodni.” Święty aby znowu objawić moc Bożą, pomodlił się, i Tymoteusz wnet wzrok odzyskał. Cud ten tegoż dnia pięć tysięcy pogan nawrócił. Lecz w ich liczbie nie był Tymoteusz. Obawiając się aby oszczędzeniem świętych Męczenników, których sprawa już wielkiego rozgłosu nabrała, nie ściągnął na siebie niełaski cesarskiéj, dał tajemnie rozkaz swoim urzędnikom, aby wyrok śmierci na nich wydany, coprędzéj spełnili.

Kiedy wiedziono ich na plac zwany Wulkańskim gdzie mieli być straceni, pewien pobożny starzec chrześcijanin upadł Januaremu do nóg, i płacząc prosił go aby mu dał cokolwiek z rzeczy które ma przy sobie, aby to mógł zachować w domu jako drogą relikwię. Święty odpowiedział mu: „Mam tylko chustkę którą będę musiał zawiązać sobie oczy; lecz przyrzekam ci że po mojéj śmierci ją otrzymasz.” Przybywszy na plac tracenia, sługa Boży, chustką zawiązał sobie oczy, i wymawiając te słowa Psalmu Pańskiego: „W ręce Twoje Panie polecam ducha mojego” 1, ścięty został wraz ze swoimi towarzyszami, Szymonem, Festem, Proklem dyakonami, Dydyuszem lektorem, Eustachym i Aleksym mieszczanami, 19 Września roku Pańskiego 305.

Kat, który słyszał był rozmowę Januarego z owym starcem, zdjąwszy mu chustkę z oczu, zdeptał ją mówiąc szydersko do trupa: „Pójdź teraz i oddaj ją temu któremuś ją obiecał.” Lecz wróciwszy do miasta, wielce się ździwił gdy ją całą skrwawioną ujrzał w ręku starca, któremu sam January ją przyniósł.

Chrześcijanie z miast z których pochodzili ci święci Męczennicy, wysłali po ich ciała. Relikwie świętych Prokla, Eutycha i Aleucego, pozostały w Puzzoli, świętych Festa i Dydyusza zaniesiono do Benewentu, Socyusza do Misceny, a świętego Januarego do Neapolu, gdzie złożono je w kościele katedralnym, i obrano go za głównego Patrona a szczególnie przeciw wybuchom góry ognistéj pod tym grodem będącéj, zwanéj Wezuwiuszem. Odtąd téż ile razy ten straszny wulkan grozi zniszczeniem miastu, mieszkańcy wystawiają do czci publicznéj Relikwie Świętego Januarego, i processyonalnie po ulicach je obnoszą. W wielu też już razach, za jego pośrednictwem, cudownie od téj klęski uwolnieni byli. W jednym szczególnie z takich wybuchów doznali cudownéj jego opieki. Straszny ogień wyrzucony przez Wezuwiusz groził zniszczeniem nietylko Neapolowi, ale i dalszym okolicom; lecz za zbliżeniem się do niego procesyi z Relikwiami świętego Januarego, płomienie raptem nietylko się wstrzymały, lecz napowrót do otchłani krateru wróciły i zagasły, wydając straszny dym z popiołem, który aż do brzegów Afryki, Syryi i Egiptu dolatywał. Prócz tego inny jeszcze cud przy Relikwiach jego powtarza się i to bardzo często. Krew tego świętego Męczennika zasuszona, jest przechowywaną w szklannéj zamkniętéj flaszeczce, gdy z tém naczyniem postawią ją przed jego głową, staje się płynną, i kipi jak woda wrząca. Cud ten właśnie miał miejsce i w roku w którym to piszemy (1872) jak to niedawno głosiły wszystkie pisma publiczne.

Pożytek duchowny

Święci Fentus i Dydyas, jak to dopiéro czytałeś, przyszli odwiedzić i pocieszyć świętego Januarego swojego Biskupa, kiedy trzymany w więzieniu miał być umęczonym, i uczynili to wiedząc nawet że za ten czyn miłości i czci względem swojego Pasterza, i ich podobnież niebezpieczeństwo czeka. Nie odmawiajże pociechy nawiedzania osób w strapieniu będących przynajmniej wtedy, gdy spełniając uczynek tego rodzaju miłosierdzia chrześcijańskiego, nie tyko jakiem wielkiem ale zgoła żadnem, nia jesteś zagrożony niebezpieczeństwem.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną błogosławionych Męczenników Twoich Januarego i towarzyszy jego, uroczystością pocieszasz; spraw miłościwie, abyśmy uciekając się do ich pośrednictwa, przykładem cnót ich do wiernéj Tobie służby się pobudzili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 796–798.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 749

  1. Cześć oddawana relikwiom jest czcią prawdziwą, wewnętrzną, uprawnioną, pochodzącą z wiary w zbawienie człowieka przez najświętszą krew Jezusa. Czcimy ciała Świętych jako przybytek Ducha św., jako ciała ludzi, którzy używali w pełni łask sakramentalnych, mieli nadprzyrodzone zasługi, słynęli z bohaterskich cnót i znosili niesłychane udręczenia z niebiańską pokorą i poświęceniem. Cześć taka jest wyrazem wdzięczności, podziwu i radości ze wspólnictwa, w jakim z nimi pozostajemy przez odrodzenie się w duchu. Święty Ambroży mówi: „Jeśli mnie zapytasz, co wielbię i co czczę w spróchniałym i stoczonym ciele, o które Bóg się nie troszczy, wtedy odpowiem ci: Wielbię w ciele Męczennika zarosłe blizny, które otrzymał w imię Chrystusa; wielbię pamiątkę wiekopomnych cnót jego, wielbię szczątki uświęcone żywą wiarą wyznawcy, wielbię ciało, które mnie uczy kochać Boga i niczego w imię Jego się nie lękać. Czemuż by nie mieli wierni czcić ciała, którego obawiają się szatani, co je brali na tortury? – Cześć relikwii jest tak dawna jak Kościół. Sama przecież Najświętsza Panna wielbiła pod krzyżem ciało swego Boskiego Syna i niewątpliwie przechowywała pozostałe po Nim pamiątki z należną czcią.
  2. Sobór trydencki oświadczył, że ciała Świętych świadczą ludziom wielorakie dobrodziejstwa, i że wyklęci są z Kościoła ci, którzy twierdzą, że cześć oddawana szczątkom i pozostałym po Świętych pamiątkom jest niepotrzebna i nie przynosi żadnej korzyści. Jest rzeczą niewątpliwą i popartą niezliczonymi dowodami, że wielu chrześcijan wskutek pobożnego dotknięcia świętych relikwii doznało rozlicznych łask na ciele i duszy. Doktor Kościoła św. Jan z Damaszku mówi: „Jezus Chrystus dał nam w relikwiach Świętych zbawienne źródła, z których na nas spływają wielorakie dobrodziejstwa. Relikwie te wyganiają z ciał złego ducha, leczą niemoce i kalectwa, uzdrawiają chorych, przywracają wzrok niewidomym, uwalniają od trądu, odpędzają pokusy, koją smutki i utrapienia. Za przyczyną Świętych zyskują chrześcijanie, mający silną wiarę, rozliczne dary od Ojca niebieskiego. Wszyscy Ojcowie Kościoła godzą się na to, że kto czci Świętych Pańskich w ich relikwiach, a ich relikwie w imię Świętych Pańskich, ten zyskuje tym samym ich opiekę, wyjednywa sobie u nich wstawienie się do Boga i staje się godniejszym łask i dobrodziejstw, jakimi Bóg nagradza tych, którzy wiernie Go się trzymają”.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 46.

Tags: św January z Benewentu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup relikwie
2020-09-05

Św. Wawrzyńca Justyniana, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1455.

(Żywot jego był napisany przez księdza Bernarda Justyniana, jego synowca.)

Błogosławiony Wawrzyniec, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży święci, pochodził ze znakomitéj włoskiéj rodziny Justynianów. Urodził się w Wenecyi roku Pańskiego 1381. Ojciec odumarł go dziecięciem, a matka Kwiryna, wielkiéj świątobliwości pani, wychowała go jak najpobożniéj. Razu pewnego, gdy jeszcze był dzieckiem, podziwiając w nim roztropność, a nawet i wielkoduszność przechodzącą wiek jego, powiedziała mu iż obawia się, czy nie jest to w nim skutkiem pychy, i chęci okazania się lepszym od drugich. „Niech droga matka nie obawia się tego, odrzekł jéj mały Wawrzyniec, ja tylko mam chęć stać się wielkim sługą Bożym, i z dzieci twoich być najpobożniejszym.”

Dalsze jego postępowanie stosowne było do téj zapowiedzi. Majętny, świetnego rodu, żyjąc wśród młodzieży bardzo zepsutéj i wylanéj na uciechy światowe, Wawrzyniec był wzorem młodzieńca chrześcijańskiego, i za takiego wszyscy go poczytywali. Chociaż matka z wielką pociechą patrzała na jego upodobania w ćwiczeniach pobożnych, i sama go na téj drodze prowadziła i utwierdzała jak słowem tak i przykładem, życzyła sobie jednak aby świata nie opuszczał, i ułożyła dla niego świetne zamęście, z bogatą, zacną i znakomitego rodu dziewicą. Lecz gdy dowiedziała się od syna iż pragnie poświęcić się na wyłączną służbę Bogu, zaniechała swego zamiaru, pozostawiając mu wszelką w téj mierze swobodę, jak to każda matka chrześcijańska, czynić w takich razach powinna.

Wawrzyniec jednak, nie nagle przystąpił co do wyboru stanu. Chciał wprzód pilnie zbadać co w téj mierze wolą jest Bożą. Przymnożył więc umartwień ciała, ćwiczeń pobożnych, uczynków miłosiernych, i długie, a szczególnie do Matki Bożéj którą od kolebki czcił i kochał serdecznie, odprawiał modlitwy, a wszystko w tym głównie celu, aby mu Pan Bóg raczył wskazać, gdzie go mieć chce na służbie Swojéj. Nie odmówił mu téż tego Pan najdobrotliwszy który każdą modlitwę ze skruszonego serca przyjmuje łaskawie, a szczególnie gdy Go prosimy aby nam wolę Swoję względem nas objawić raczył, i dał łaskę do jéj wiernego spełnienia.

Dnia pewnego, modląc się z wielką gorącością ducha przed wizerunkiem Matki przenajświętszéj, uczuł Wawrzyniec silniéj niż zwykle serce swoje rozgorzałe miłością Jezusa, i pragnieniem poświęcenia się Mu wyłącznie, a przytém poznał iż chce Pan Bóg aby wstąpił do Zakonu. Niezwłocznie więc potém, wyrzekając się świetnego zawodu jaki go czekał na świecie, robiąc nawet Panu Bogu ofiarę i z najgodziwszych uciech rodzinnego życia, gdzie wielkiego doznawał szczęścia, rozstając się i z matką którą nadzwyczaj kochał, – udał się na sąsiednią Wenecyi wyspę Alga, do Zgromadzenia Kanoników Regularnych świętego Grzegorza, z prośbą aby do grona ich mógł być zaliczonym. Znali go już ci ojcowie z wielkiéj świątobliwości jaką słynął żyjąc na świecie, z otwartemi téż rękoma przyjęli do nowicyatu. Miał wtedy lat dziewiętnaście. Zostawszy zakonnikiem, nietylko nie było mu trudno poddać się przepisom Reguły, i spełniać zwykłe w zakonném życiu umartwienia, lecz jeszcze musieli przełożeni miarkować te, jakie miał zwyczaj czynić gdy zostawał jeszcze na świecie: tak bowiem od lat najmłodszych, wiódł on ostre i pokutne życie. W klasztorze, ojcem jego duchownym został świątobliwy kapłan Maryn Kwiryni, rodzony wuj jego, który znalazł w tym nowicyuszu tak wysoką doskonałość, iż mawiał, że raczéj on jego mistrzem na téj drodze byćby powinien. Już wtedy postanowił sobie różne pobożne ćwiczenia i ostre pokuty, od których od téj pory aż do najpóźniejszéj starości, a nawet gdy Biskupem został, nigdy nie odstępował. O chlebie i wodzie pościł bardzo często, sypiał na gołéj ziemi, i długo w nocy czuwał na modlitwie. Zwykle czas od Jutrzni, którą z zakonnikami odmawiał o północy, do Prymy to jest do szóstéj rano, przepędzał na modlitwie w kościele. Wśród najostrzejszéj zimy, mając celę nieogrzaną, nigdy się do ognia, przy którym zwykli byli ogrzewać się inni bracia, nie zbliżał. W największe upały, poza stołem nie używał żadnego napoju. Po kilku latach jego pobytu w Zakonie, przełożeni obawiając się aby wielkie umartwienia jakie sobie zadawał, nie zaszkodziły jego zdrowiu, ograniczyli mu takowe. Usłuchał mówiąc: „Pan Bóg temu zaradzi.” Jakoż, zaraz potém zapadł w ciężką chorobę, i póty z niéj nie wyszedł, aż mu pozwolono wieść życie tak pokutne jak przedtém.

Wyświęcony na kapłana, z takiém skupieniem i namaszczeniem odprawiał Mszę świętą, przy któréj zalewał się słodkiemi łzami, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby wymowném kazaniem, pobudzającém obecnych do skruchy i nabożeństwa.

W wielkiém będąc w całém mieście poważaniu, spokrewniony z pierwszemi rodzinami w Wenecyi, nigdzie nie bywał, ani nawet w domu matki, którą odwiedził dopiéro wtedy, kiedy umierającéj przyszedł udzielić ostatnie Sakramenta święte. Lecz co go poniżało w oczach ludzkich, tego skwapliwie szukał. Prosił tedy przełożonych, aby go jak najczęściéj wysyłano do miasta po jałmużnę, którą gdy zebrał nietylko upokorzenia, lecz i dotkliwe obelgi go spotykały.

Nie zważając na młody wiek jego, bracia prędko powierzyli mu przełożeństwo klasztorne, a wkrótce potém obrali go Generałem Zakonu. Przemądre ustawy jakie wtedy ułożył i w wykonanie wprowadził, słusznie zjednały mu tytuł głównego Założyciela zgromadzenia do którego należał. Wybrany został powtórnie na Generała, kiedy Papież Eugeniusz IV zamianował go Biskupem Weneckim, a wkrótce potém, do téj jego godności przyłączył władzę Patryarchy, wprzód do Biskupstwa Gradniskiego przywiązaną. Długo opierał się temu sługa Boży, i wszelkich użył był sposobów, aby go Ojciec święty tą godnością nie obarczał, lecz w końcu musiał uledz wyraźnéj woli Papieża, który znając jego wysoką świątobliwość, chciał koniecznie mieć go Biskupem. Noc poprzedzającą jego wyświęcenie, całą przepędził w kościele na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj, Jéj szczególnéj opiece siebie i swoję Dyecezyą oddając na zawsze.

Zająwszy katedrę Biskupią, i to jednę z najbogaciéj uposażonych, w niczém nie zmienił swojego ubogiego trybu życia, i wszystkie umartwienia jakie zwykł był od wstąpienia do nowicyatu zadawać ciału, jak najściśléj dopełniał. Wielu sług i domowników Biskupich oddalił, ograniczając ich liczbę, gdyż jak zwykł był mawiać: „Domownikami Biskupa, są ubodzy jego Dyecezyi, a tych zawsze mieć może wielu.” Na nich téż obracał prawie wszystkie swoje dochody, i tak w tém był hojnym, że często zadłużał się byle im przyjść w pomoc. Razu pewnego, gdy z tego powodu spytano go na kogo rachuje że długi jego zapłaci, odpowiedział: „Na Pana Jezusa, któremu to nie trudno, i który już to nieraz uczynić raczył.” Jakoż, cudownie zsyłana mu w wielu wypadkach pomoc, gdy już jéj gwałtownie potrzebował, dowodziła że mógł na nią śmiało liczyć.

Czuwał z wielką pilnością nad swojém duchowieństwem, i wszelkie nadużycia przeciwne karności kościelnéj poznosił. Zakonów był wielkim dobrodziejem, i najmiłościwszym opiekunem. Sam nie szczędził trudów w przewodniczeniu na drodze doskonałości wielu zakonnicom, pod jego przewodnictwem duchownym zostającym. Piętnaście nowych klasztorów żeńskich zafundował i uposażył. Wielkie zbytki, które kaziły podówczas możniejszych mieszkańców Wenecyi, wykorzenił, i kobiety odwiódł od zwyczaju noszenia strojów przeciwnych skromności. Pozostawił wiele pism treści religijnéj, a głównie do postępu na drodze wyższéj pobożności służących, które nie tyle próżną erudycyą, jak raczéj wielkiém namaszczeniem Ducha Bożego się odznaczają. Słusznie téż poczytywany był za najświątobliwszego i najznakomitszego swojego wieku Prałata, a i sam Papież nazywał go zaszczytem i ozdobą Kościoła. W kilku ciężkich klęskach grożących Rzeczypospolitéj Weneckiéj, szczęśliwe od nich uwolnienie, przypisywano powszechnie jego modlitwom i wstawienia się do Boga.

Darów téż szczególnych, i łaskę czynienia cudów udzielił mu był Pan Bóg. Razu pewnego, gdy w uroczystość Bożego Narodzenia, odprawiał Mszę świętą, okazał mu się Pan Jezus w postaci dzieciątka. Wielu ciężko chorych cudownie uzdrowił, i kilka ważnych uczynił przepowiedni, o wypadkach rozumem ludzkim nieprzewidzianych.

Gdy śmiertelnie zachorował, domownicy którzy wiedzieli iż zawsze na ziemi sypiał, chcieli go skłonić aby się położył na łóżku. Nie uczynił jednak tego mówiąc: „Pan Jezus umarł na krzyżu: jakże chcecie aby taki jak ja grzesznik, umierał na wygodném posłaniu?” Podobnież i innych swoich umartwień do końca nie zaniechał, tak dalece że śmiertelnie już chory będąc nie chciał użyć mięsa, którego całe życie nie jadał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, widząc około siebie płaczących rzekł do nich: „Dzień najpiękniejszy z życia mojego, nie powinien być dla was dniem płaczu.” Poczém pobłogosławił obecnych, i udzieliwszy im zbawiennych nauk, czując iż się już chwila jego ostatnia zbliża, umilkł, zaczął się modlić i wymawiając bardzo głośno te słowa: „Idę do Ciebie o! dobry mój Jezu,” oddał ducha w ręce Jego. Umarł 8 Stycznia roku Pańskiego 1455, mając lat siedemdziesiąt trzy. Papież Aleksander VIII kanonizował go uroczyście, święto jego na dzień dzisiejszy wyznaczając.

Pożytek duchowny

Pięknyto przykład do naśladowania dla matek, pozostawiła matka świętego Wawrzyńca, kiedy ciesząc się jego wzorowém w dzieciństwie jeszcze postępowaniem, troskliwie go badała, czy to nie było w nim tylko skutkiem próżności ludzkiéj. Niech to każdego uczy, jak wystrzegać się powinniśmy aby pycha nie przywiązywała się do naszych spraw dobrych, a rodziców upomni aby Jéj sami w dzieciach nie rozbudzali, przez zachęcanie ich do dobrego dla względów tylko ludzkich.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc uroczystą pamiątkę błogosławionego Wawrzyńca wyznawcy Twojego i Biskupa, i w pobożności postęp uczynili, i zbawienia dostąpili. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 750–752.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 709

Podajemy tutaj złote myśli świętego Wawrzyńca o pokorze: „Modlitwa zmienia człowieka. Czyny człowieka mówią w ostatniej chwili do umierającego: Jesteśmy dziećmi twymi, pozostaniemy przy tobie i pójdziemy z tobą przed sąd. Najniebezpieczniejszą z pokus jest nieświadomość, że jesteśmy wystawieni na pokusę. I najlepsze mięso gnije, jeśli nie jest nasolone. Bez soli pokuszenia i najpiękniejsza dusza wystawiona jest na zgubę. Skutek cierpliwości jest ten, że nieprzyjaciel za nią koszta ponosi. Jeśli szatan cię nagabywa, jeśli wszyscy ludzie ci dokuczają, jeśli smutek cię trapi, jeśli utrapienia cię dręczą, a rozpacz nie daje spokoju, wymów najsłodsze imię Jezus. Wonności wtedy dopiero wydają zapach, gdy się żarzą, tak też i cała wartość cnót naszych okazuje się dopiero w probierczym ogniu utrapień i smutków. Wielu prostodusznych i pokornych wchodzi do Królestwa niebieskiego, ale dumni mędrkowie, choćby posiedli wszystkie wiadomości, nie wezmą udziału w biesiadzie niebieskiej. Ich cierpienia będą tym dotkliwsze, im gorzej korzystali z darów Boskich. Ile występków ciąży na duszy, tyle też wyciśnionych na niej oznak hańby. Jeśli śmierci ciała tak starannie unikamy, tak że każdy się jej strzeże, o ileż bardziej powinniśmy się obawiać śmierci wiekuistej! Jeśli rozum nakazuje unikać przemijających bólów, jak starannie powinniśmy strzec się udręczeń, które nie mają końca”.

Tags: św Wawrzyniec Justynian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora matka
2020-08-28

Św. Augustyna, Biskupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 430.

(Żywot jego napisany był przez jego ucznia Pasydoniusza, Biskupa Kłamińskiego.)

Święty Augustyn urodził się w Tagaście w Afryce, roku Pańskiego 354. Ojciec jego Patrycy był poganinem, lecz za wpływem matki jego świętéj Moniki, cała rodzina została chrześcijańską.

Wychowany bardzo starannie, a genialnemi obdarzony zdolnościami, wielki w naukach uczynił postęp. Lecz zetknąwszy się z zepsutą młodzieżą, zatarł w sercu nauki jakie z domu wyniósł od świętéj matki, i oddał się rozpuście. Łzy i upomnienia Moniki nie trafiały do niego, chociaż bardzo ją kochał, a idąc coraz daléj po zgubnéj drodze na którą się puścił, przyłączył się w końcu do kacerskiéj sekty Manichejczyków, lubo brednie ich oburzały jego bystry i zdrowy rozum. Matka zaś, srodze bolejąc nad opłakanym stanem duszy ukochanego syna, nie przestawała modlić się za niego, gorzkie łzy wylewając. Razu pewnego, rozmawiając o tém z bardzo świątobliwym Biskupem, usłyszała od niego te pocieszające słowa: „Nie przestawaj, córko moja, opłakiwać to nieszczęsne dziecię twoje i polecać je Bogu, a niesposób jest aby syn tyle łez kosztujący matkę, miał zaginąć.”

Augustyn tymczasem coraz większego nabywał rozgłosu, jako uczony i wielki mówca. Najprzód z wielką sławą wykładał publicznie w Kartaginie Retorykę, a chcąc stać się jeszcze głośniejszym, udał się do Rzymu, a następnie do Medyolanu, wszędzie zachwycając swoich słuchaczów. Święta Monika goniła go w każdym z tych miast, czuwając nad jego biedną wtedy duszą, a w Medyolanie postarała się aby się zapoznał ze świętym Ambrożym Arcybiskupem, jednym z pierwszych świeczników Kościoła. Augustyn miał z nim kilka rozmów, w skutek których rozbudziły się w nim wprawdzie silne wyrzuty sumienia, i nawet odstąpił on herezyi Manichejczyków, lecz stosunki z pewną kobietą z któréj miał nieprawego syna, zatrzymywały go w kajdanach grzechu, w który się był pogrążył.

Wszakże przyszła nareszcie pora, w któréj Pan Bóg łzy jego świętéj matki wysłuchał. Razu pewnego, Augustyn wraz ze swoim od młodości przyjacielem Alypem, słyszał opowiadanie o pokutném życiu świętego Antoniego na puszczy Egipskiéj i innych pustelników, których tam tak wielu podówczas było. Zrobiło to na nim najzbawienniejsze a silne wrażenie, i rzekł do swego przyjaciela: „Prostacy zdobywają Niebo, a my z całą naszą uczonością, w błocie ziemskiém grzęźniemy. Mogą oni zdobywać się na rzeczy tak nadzwyczajne, czemużbyśmy tego samego nie czynili?” I to rzekłszy wyszedł do ogrodu, gdzie czując silną walkę łaski Bożéj wyrywającéj go z grzechu w którym leżał, z pokusą która go do niego przykuwała, zaczął się modlić obfite łzy wylewając, i wtedy usłyszał głos z Nieba mówiący do niego: „Weźmij i czytaj” Otwiera więc Pismo Boże które miał przed sobą, i natrafia na te słowa z Listów świętego Pawła: „Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości… uczciwie chodźmy nie w biesiadach, i niewstydliwościach, ale się przyobleczcie w Pana Jezusa Chrystusa” 1. Po odczytaniu słów tych stał się od tejże chwili innym człowiekiem. Łaska Boża odniosła najzupełniejsze zwycięstwo.

Dotąd był nieochrzezonym, gdyż w owych czasach Chrzest święty odkładano do lat późniejszych. Dla przygotowania się więc do tego Sakramentu, udał się na samotne miejsce w okolicach Medyolanu, i tam przez kilka miesięcy oddawał się gorącéj modlitwie, wiodąc życie bardzo pokutne, a dzień i noc opłakujące swoje przeszłe a ciężkie zboczenia. Nareszcie ochrzczonym został przez świętego Ambrożego w katedrze Medyolańskiéj, i wtedyto, ci dwaj Święci, ułożyli Hymn Te Deum Laudamus, który odśpiewali naprzemian na podziękowanie Panu Bogu za tę wielką łaskę. Święty Augustyn miał wówczas lat trzydzieści trzy.

Święcie zbrzydziwszy sobie świat, który go był w takie ciężkie upadki wplątał, umyślił wieść życie samotne, i w tym celu udał się do swojéj ojczyzny. W drodze, zatrzymał się w porcie Ostyeńskim, i straciwszy tam ukochaną matkę, pewien czas zabawił w Rzymie, gdzie wydał sławne dzieło zbijające błędy Manichejczyków. Przybywszy zaś do Tagesty, rodzinnego swego miasta, sprzedał znaczne dobra które odziedziczył po rodzicach, większą ich część rozdał ubogim, a resztę obrócił na wybudowanie w odludnéj okolicy klasztoru, w którym zamknął się z kilku świątobliwymi towarzyszami, w których liczbie był i jego dawny przyjaciel Alypiusz, i syn jego Adeodat, który tam wkrótce umarł.

Ułożył Regułę zakonną, wielką roztropnością i umiarkowaniem odznaczającą się, według któréj żył ze swoimi braćmi, a która późniéj przez znaczną liczbę innych Zgromadzeń za podstawę do ustaw zakonnych wziętą została. „W tém odosobnieniu wiodąc życie wysokiéj bogomyślności i ostréj pokucie oddane, spędził lat trzy. Przez ten czas wiele dzieł napisał, które późniéj nietylko postawiły go w rzędzie Doktorów Kościoła, lecz jeszeze pomiędzy nimi niejako pierwszym uczyniły.

Miał zamiar w klasztorze swoim pozostać na zawsze, i o kapłaństwie nawet wcale nie myślał. Lecz zdarzyło się, że gdy był w kościele w Hyponie, podczas kiedy tam Biskup Walery, przedstawiał wiernym potrzebę w jakiéj był wyświęcenia jakiego kapłana któryby mu przyszedł w pomoc w zarządzie Dyecezyi, lud ujrzawszy Augustyna, którego już sława i świątobliwości i niezrównanéj nauki wszędzie się była rozeszła, porwał go jakby gwałtem, i pomimo oporu jaki stawił, uprosił Biskupa aby go wyświęcił na kapłana. Walery nietylko uczynił to najchętniéj, lecz niezwłocznie polecił naszemu Świętemu, aby w jego miejscu głosił słowo Boże ludowi w całéj jego Dyecezyi. Augustyn kazywał prawie codziennie z tą wymową którą jaśniał jeszeze na świecie będąc, i do któréj teraz przydawał mu Duch Święty swojego namaszczenia. Prócz tego, nie ustawał w wydawaniu pism najgłębszéj nauki, i któremi zbijał już nietylko błędy Manichejczyków, lecz i Pelagianów, Donastów i innych, i w końcu całą Afrykę z tych kacerstw oczyścił, pozostawiając w dziełach swoich, skarby najwyższéj ceny dla Kościoła, i dowody geniuszu któremu mało kto zrównał, a którego nikt dotąd, ani z pisarzy kościelnych ani świeckich, nie przewyższył.

Miał lat czterdzieści dwa, kiedy wyświęcony został na Biskupa Koadjutora, a jak u mas nazywają Sufragana, Biskupa Hyponeńskiego, po śmierci którego sam Biskupem tejże Dyecezyi został.

Wyniesiony na wyższą godność, tém świetniéj w Kościele Bożym zajaśniał, przedstawiając w sobie wzór najdoskonalszego Pasterza. Dom swój urządził na stopie bardzo skromnéj; sam wraz ze wszystkimi przybocznymi mu kapłanami i klerykami, wiódł życie jakby zakonne, zachowując ile możności Ustawy jakie był ułożył zakładając klasztor. Świętą cnotę czystości tak pokochał i strzegł jéj tak pilnie, że nigdy oczów na niewiastę nie podniósł. I u siebie, i w domach kapłanów jego Dyecezyi, nie dozwalał aby przemieszkiwały kobiety chociażby najbliżéj spokrewnione, i zwykł był mawiać: „Towarzystwo siostry mojéj lub siostrzenicy, zgorszeniem dla nikogo być nie może: – lecz może stać się zgorszeniem obecność w domu moim innych niewiast, do nich przychodzących.” Nienawidził obmowy, i dlatego nad stołem przy którym zasiadał z gośćmi, umieścił tablicę z napisem: „Kto pozwala sobie obmowy, niech wié, że przystęp mu tu wzbroniony.” Przy obiedzie do którego zasiadał z całym swoim Biskupim dworem, kazał zawsze czytywać książki duchowne. Na ubogich rozdawał prawie całe swoje dochody, a gdy zwracano mu uwagę, na jego w téj mierze na własne potrzeby nieoględność, odpowiadał: „Gdy który z ubogich w Dyecezyi doznaje głodu, Biskup powinien obejść się bez obiadu, a swój mu posłać.”

Używając sławy najuczeńszego swoich cząsów Prałata, do którego zewsząd udawano się po radę w najważniejszych sprawach Kościoła, na Soborach w których bywał obecny poczytany za wyrocznię, był obok tego nieporównanéj pokory. Chcąc niejako przytłumić sławę która go w całym świecie ówczesnym tak wysoko wynosiła, i zmniejszyć cześć jaką oddawano jego wysokiéj świątobliwości, wydał dzieło pod tytułem Wyznania, w których opisując całe swoje życie, wyznał swoje dawne najcięższe upadki, sądząc że tym sposobem odwróci od siebie powszechne uwielbienie. Lecz przeciwnie się stało: dzieło to pełne świętego namaszczenia, będące jakby ciągłym aktem skruchy i gorącéj modlitwy tego wielkiego Świętego, jęst po dziś dzień pociechą i zbudowaniem dla dusz pobożnych. Pism w ogólności pozostawił tak wiele, że na ich przeczytanie samo, pracowita osoba długie by lata obrócić musiała.

Trzydzieści sześć lat rządził kościołem Hypońskim, kiedy Wandalowie pustosząc Afrykę, oblegli Hyponę. Święty prosił Pana Bogą aby nie dał mu patrzeć na zniszczenie jego miasta dyecezyalnego, i wysłuchanym został. Augustyn w trzecim miesiącu oblężenia jego biskupiéj stolicy zachorował śmiertelnie. Czując jż do ostatniéj chwili zbliża się, kazał na ścianie przy łóżku wypisać sobie Psalmy pokutne, i te ciągle odmawiał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych otoczony swojém duchowieństwem, któremu udzielił najzbawienniejszych nauk, zasnął w Panu dnia 28 Sierpnia roku Pańskiego 430, mając lat siedemdziesiąt sześć.

Pożytek duchowny

Widzisz jak największe zboczenia nie przeszkadzają, gdy kto szczerze nawraca się do Boga, do zostania wielkim Świętym i wysoko jaśniejącym w Kościele Bożym świecznikiem. Uwielbiaj w tém nieprzebrane Boga naszego miłosierdzie; a póki ci czas pozostawiony, korzystaj i ty z niego, bo nie wiesz, czy jeszcze dłużéj będzie z niém Pan Bóg czekać na ciebie.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj miłościwie błagania nasze, wszechmogący Boże, a gdy nam pozwalasz mieć ufność w Twojém miłosierdziu, za wstawieniem się błogosławionego Augustyna wyznawcy Twojego i Biskupa, daj nam doznać skutków Twojój zwykłéj dobroci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 726–728.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 681

Oto kilka słów z kazania św. Augustyna o zmartwychwstaniu: „Osoba, którą miłujesz, już nie żyje; nie usłyszysz jej głosu, nie może ona brać udziału w radości żyjących, a ty płączesz. Czy płaczesz nad posiewem powierzonym ziemi? Gdyby ktoś niewiedzący biadał, co się stanie z ziarnem rzuconym w ziemię, i gdyby wzdychał nad tym, iż cały posiew stracony, gdyby patrzył na bruzdy łzawym okiem, czy byś nie litował się nad jego nieświadomością i nierozsądkiem, czy byś mu nie powiedział: „Nie upadaj na duchu. To, coś pokrył ziemią, nie jest w twym gumnie ani w twym ręku, ale bądź cierpliwy; gołe pole pokryje się za kilka miesięcy obfitym plonem, a widok ten rozraduje cię tak, jak nas, którzy wiemy, co tu wyrośnie i tą nadzieją się pocieszamy”. Żniwa zboża oglądamy co rok, ale żniwa rodzaju ludzkiego raz tylko się odbędą i to na krańcu czasów. Nie możemy ci wprawdzie ich pokazać, lecz poprzestaniemy na jednym przykładzie. Zbawiciel bowiem mówi: „Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostaje” (Jan 12). Jest to przykład, mówiący o jednym ziarenku; ale przykład ten jest tak przekonywujący, że wszyscy muszą mu dać wiarę. Prócz tego głosi nam każde stworzenie naukę zmartwychwstania, jeśli tylko chcemy jej słuchać, a codzienne wydarzenia powiadają nam, co Bóg uczyni z całym rodzajem ludzkim. Zmartwychwstanie raz się tylko odbędzie. Zasypianie i budzenie sie żywych istot dzieje sie codziennie, a my widzimy we śnie obraz śmierci, w ocknieniu obraz zmartwychwstania. Co więc teraz dzieje się codziennie, to może się stać i stanie sie kiedyś jeszcze raz. Wszakże liście opadaią z drzew i odradzają się! Dokadże ida opadając, skąd przychodzą odrastając? Zima przychodzi, wszystkie drzewa schną i zdaią sie martwe. Zawitała wiosna, i wszystko zielenieje w świeżej szacie. Czv to sie dzieje po raz pierwszy w tvm roku? Nie, tak bvło i zeszłego roku. Rok mija i znowu powraca, a ludzie, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, nie mieliby zmartwychwstać po śmierci?”

Footnotes:

1

Rzym. XIII. 13.

Tags: św Augustyn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor św Monika św Ambroży nawrócenie zmartwychwstanie
2020-07-23

Św. Apolinarego, Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 81.

(Żywot jego był napisany przez świętego Piotra Damiana Kardynała.)

Święty Apolinary w pierwszym wieku żyjący, był rodem z Antyochii. Gdy święty Piotr Apostoł, udawał się ztamtąd do Rzymu, pomiędzy wielu chrześcijanami których wziął z sobą, był i święty Apolinary. Wkrótce po przybyciu do Włoch, wyświęcił go na Biskupa, i posłał pomiędzy pogany do miasta Rawenny. Tam zamieszkał on najprzód u pewnego wojskowego imieniem Ireni, który miał syna ślepego, i który słysząc już o cudach jakie w imię Pana Jezusa czynili uczniowie Jego, oświadczył Apolinaremu, że jeśli przywróci wzrok jego synowi, nawróci się on z całą rodziną. Święty kazał przyprowadzić młodzieńca, i w obecności wielu osób przeżegnał mu oczy mówiąc: „Boże! wnieś w kraj ten znajomość Imienia Syna Twojego Jezusa Chrystusa, i nietylko oczy cielesne tego chłopięcia, lecz i oczy duszy ludu tego otwórz, aby kazania moje dały im poznać, iż Jezus Chrystus jest Bogiem prawdziwym.” Skoro to wyrzekł, ślepy wzrok odzyskał, a rodzice jego z całym domem ochrzczeni zostali. O cudzie tym, dowiedział się dowódca oddziału w którym służył ojciec uzdrowionego chłopczyka: a że miał żonę od wielu lat chorą i już bliską śmierci, zażądał aby przybył do niéj Apolinary. Udawszy się tam sługa Boży, zastał zgromadzony cały oddział wojskowy, a dowódca rzekł do niego: „Oto żona moja od lat wielu chora już umiera; jeśli masz na to środek jaki, ulecz ją.” A Apolinary: „Niech Bóg oświeci dusze wasze, abyście widząc cuda Jego, uwierzyli w Syna Jego Jezusa Chrystusa” i biorąc za rękę umierającą, powiedział do niéj: „W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa wstań, i uwierz iż On jest prawdziwym Bogiem.” Chora natychmiast wstała wołając: „Wierzę w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga.” Widząc to zgromadzeni żołnierze, razem z ich dowódcą, żoną jego i domownikami przyjęli wiarę świętą.

Apolinary zamieszkał wtedy w domu tego dowódcy, licznie gromadzących się na jego kazania pogan nauczał, i coraz ich więcéj nawracał. Dwanaście lat tak spędził, nie ściągając na siebie prześladowania. Lecz nakoniec kapłani pogańscy, widząc jak wielu z najzamożniejszych mieszkańców zostając chrześcijanami, pozbawiało ich dochodów jakie z nich mieli, oskarżyli Apolinarego przed Saturninem Wielkorządcą Rawenny, że onto głównie odwodzi lud od wiary w bogi cesarskie. Saturnin zawezwał go do świątyni Jowisza, i wskazując mu różne bożyszcza ulane ze złota i srebra, kazał mu składać im ofiary. Na to odrzekł mąż Boży: „Lepiéj by było gdybyście tak wiele złota i srebra tego na wsparcie ubogich obrócili, aniżeli leli bałwany, w których cześć oddajecie szatanowi.” Na te słowa Wielkorządca kazał go bić do śmierci, i gdy sądzili że już jest zamordowany, wrzucili go do morza. Lecz go Pan Bóg cudownie z głębi wód wyratował, a chrześcijanie nadbiegłszy, ukryli Świętego w swoim domu.

Po sześciu miesiącach, pewien zacny mieszczanin Rawenny nazwiskiem Bonifacy, który sparaliżowany stracił był mowę, dowiedziawszy się że Apolinary żyje, zawezwał go do siebie aby go uzdrowił. Wchodząc do domu Bonifacego, nasz Święty najprzód córkę jego, opętaną uwolnił od złego ducha, a potém nad nim samym tak się pomodlił: „Panie Jezu Chryste, któryś usta tego człowieka zamknął, aby już nie wzywał bałwanów; wróć mu mowę, aby Imię Twoje wychwalał, wierząc w Ciebie jako w Boga prawego.” A gdy obecni chrześcijanie odpowiedzieli: „Amen” w tejże chwili Bonifacy odzyskał mowę i zawołał: „Nie masz innego Boga, prócz tego którego Apolinary głosi.” Z nim razem pięciuset pogan nawróciło się.

Gdy z tego powodu, dowiedzieli się poganie że Apolinary w zadaném mu przez nich męczeństwie nie umarł, wyszukali go, i powtórnie okrutnie zbiwszy, zakazali aby już odtąd nie ważył się ogłaszać Chrystusa. Lecz on leżąc skatowany na ziemi wołał: „Jezus Chrystus jest Bogiem prawdziwym.” Porwali go tedy kaci, i rozsypawszy węgle rozżarzone, kazali mu stąpać po nich bosemi nogami. Święty chodził po nich nie czując najmniejszego bolu, i głośno Zbawiciela wychwalał. Widząc to oprawcy, zbili go znowu, i nawpół żywego wyrzucili za miasto. Sługa Boży wstał w kilka godzin zdrów zupełnie, i wróciwszy do miasta, znowu jak przedtém nauczał i chrzcił bardzo wielką liczbę nawracających się na widok takich nad nim i przez niego, spełniających się cudów.

Wielkorządca zawiadomiony że jeszcze żyje ten wielki cudotwórca, wskazał go na wygnanie do prowincji Emilii. Gdy go tam na baczném oku mieli, Rufinowi Senatorowi w Rawennie, śmiertelnie zachorowała jedyna jego córka. Strapiony ojciec, przypomniawszy sobie co słyszał o cudach Apolinarego, kazał go co prędzéj sprowadzić. Lecz gdy on zaledwie wchodził do jego domu, chora skonała, co widząc Rufin rzekł do Świętego: „Widzę, że mnie bogowie skarali za to, żem się udał do ciebie ich wroga.” – „Tak nie jest, odpowiedział Apolinary, przyrzecz mi że uwierzysz w Chrystusa, a ja będę Go prosił aby ci córkę wskrzesił, i uczyni ci tę łaskę.” Przyrzekł ojciec, a Święty przystąpiwszy do umarłéj rzekł: „Panie Jezu Chryste! proszę Cię przez zasługi Piotra Apostoła Twojego, wskrześ tę umarłą” a do umarłéj: „Wstań i wezwij Stwórcę Twojego.” I wnet dziewica wstała i zawołała: „Jedyny prawdziwy jest Bóg ten, którego wyznaje Apolinary.” Po tym cudzie nawrócił się Rufin z żoną i z całym domem swoim, w liczbie trzechset dwudziestu czterech osób, a córka jego po Chrzcie świętym, poświęciła się na służbę Bożą aż do śmierci.

Doszła tymczasem wieść do cesarza, że Rufin pierwszy senator Rawenny, został chrześcijaninem. Złożył go więc z urzędu, i rozkazał Wielkorządcy, którym wtedy był Messalion, aby Apolinarego albo zmusił do oddania czci bożkom, albo z kraju znowu wygnał. Gdy Święty odstąpić Chrystusa nie chciał, zadawał mu Messalion straszne katusze, wśród których okryty ranami, ciągle a głośno wyznawał Imię Pańskie. Messalion spytał go: „Co cię przywodzi do tego, żebyś się wystawiał na takie męki?” A Święty odrzekł: „Gdy wytrwam w nich do końca, otrzymam wieczne szczęście.” Wielkorządca kazał go na nowo bić i katować, i rany wrzącą wodą zlewać, a Apolinary wśród téj znowu męki wołał do niego: „Okrutniku! uwierz w Chrystusa, bo inaczéj sam nie ujdziesz nie takiego ognia jakim mnie palisz, ale wiecznego.” Poranionego tedy, zbitego i poparzonego, wtrącili do więzienia, a nazajutrz wywieźli go na wygnanie, lecz już zupełnie zdrowego, bo tejże nocy stanął przed nim Anioł i wyleczył go cudownie.

Gdy wieźli go morzem, wszczęła się wielka burza, okręt rozbiła i wszyscy potonęli prócz Apolinarego, dwóch kleryków którzy z nim byli, i dwóch żołnierzy którzy zostali chrześcijanami. Przybywszy do brzegu, Apolinary uwolniony od swoich strażników, udał się najprzód do Mizyi, a potém do Tracyi, gdzie długo przebywał, i wielką liczbę pogan nawrócił. Lecz gdy tam bałwan w świątyni wyroki wydawać zaprzestał, z powodu obecności Świętego, poganie zbili go kijmi, i na łódz bez steru i wioseł wsadziwszy, na morze puścili, a wiatry przygnały go do portu blizkiego Rawenny. Chrześcijanie przyjęli go z czcią największą, lecz gdy dnia pewnego odprawiał potajemnie Mszę świętą, schwytała go gromada chłopstwa i zawlokła do świątyni Apolina, aby tam złożył ofiarę. Apolinary wzniósł ręce do Nieba, wezwał Pana Boga i posąg runął, rozbiwszy się w kawałki. Poganie zaprowadzili go przed Sędziego nazwiskiem Taurus. Ten miał syna od urodzenia ślepego. Apolinary wzrok mu przywrócił, a sędzia przez wdzięczność wysłał go skrycie do wioski którą posiadał daleko od miasta, i tam przebył on lat cztery, służąc chrześcijanom którzy do niego ciągle przybywali.

Cuda jakie tam czynił, wydały go i tą razą przed poganami. Kapłani oskarżyli go przed cesarzem Wespazyanem, i wyjednali u niego rozkaz wygnania z kraju wszystkich którzyby w czémkolwiek uwłaczali bożkom. Jeden z urzędników Raweńskich, kazał stawić przed sobą Apolinarego, a nie mogąc wymódz na nim odstępstwa, postanowił zadać mu srogie męki. Lecz zostawiając mu czas do namysłu, zlecił straż nad nim jednemu z wojskowych, który będąc tajemnie chrześcijaninem, ułatwił Świętemu ucieczkę. Skoro się o tém dowiedziano, wysłano za nim w pogoń siepaczy. Ci dognawszy go zbili tak okrutnie, iż sądząc że już nieżywy, zostawili go leżącego na drodze. Znaleźli go nadchodząc chrześcijanie, poznali i zanieśli do mieszkania, gdzie po siedmiu dniach zakończył życie. Oddał Bogu ducha dnia 23 Lipca, roku Pańskiego 81. Rządził kościołem Raweńskim lat dwadzieścia pięć, podczas których tak wiele razy zarobił sobie na koronę męczeńską.

Pożytek duchowny

Tylokrotne cudowne zachowanie przy życiu świętego Apolinarego, którego żadne męki od sprawowania jego pasterskiego obowiązku nie powstrzymywały, były nagrodą jego mężnéj wytrwałości. Niech cię to uczy że wytrwałość w pełnieniu tego cośmy powinni, zawsze przezwycięża, za pomocą Bożą, wszelkie nastręczać się mogące do tego przeszkody.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który wierność w służbie Twojéj, zawsze hojnie wynagradzasz, a który dzień ten męczeństwem błogosławionego Apolinarego uświęciłeś, daj nam sługom Twoim, pokornie prosimy, abyśmy obchodząc jego uroczystość, za jego wstawieniem się odpuszczenia grzechów dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 611–613.

Tags: św Apolinary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik uzdrowienie
2020-06-22

Św. Paulina, Biskupa Nolańskiego

Żył około roku Pańskiego 431.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Świętych Augustyna i Grzegorza Turoneńskiego, w ścisłéj przyjaźni z nim zostających.)

Święty Paulin z rodu Rzymianin, przyszedł na świat roku Pańskiego 353 w mieście Bordo we Francyi, gdzie rodzice jego podówczas przebywali. Posiadał wielki majątek, a mając lat dwadzieścia pięć, został senatorem rzymskim, następnie konsulem, a wkrótce potém Wielkorządcą tego miasta. Przytém był znakomicie wykształcony w naukach świeckich, w których przy nadzwyczajnych zdolnościach jakiemi go Pan Bóg obdarzył, zasłynął jako jeden z najuczeńszych swojego wieku mężów. Lubił jednak światowe życie i za sławą się ubiegał.

Będąc jeszcze katechumenem, pojął w małżeństwo bogatą i świetnego rodu Hiszpankę imieniem Terezya, bardzo świątobliwą chrześcijankę. Ta najzbawienniejszy wpływ wywierając na męża, rozbudziła w nim wstręt do świata i wzgardę jego dóbr i zaszczytów. W podróżach jakie odbywał po różnych krajach, zapoznał się ze świętymi Augustynem, Ambrożym, Grzegorzem Turoneńskim i wielu innymi podobnież sławnymi w Kościele duchownymi, których nauki skłoniły go do przyjęcia Chrztu świętego, co ciągle poprzednio odkładał. Mając lat trzydzieści został ochrzczonym, uczynił wspólnie z żoną ślub czystości, i odtąd zaczął wieść życie już saméj bogomyślności i miłosiernym uczynkom oddane. Wkrótce potém rozmiłowując się coraz więcéj nietylko w prawach lecz i w radach Ewangelicznych, i Paulin i Terezya rozdali cały ogromny swój majątek ubogim, pozostawiając sobie tyle tylko ile im na bardzo skromne utrzymanie potrzebném było.

Zdarzyło się pewnego razu, że gdy nawet wszystko co mieli w śpiżarni wyszafowali na biednych, przyszedł do nich żebrak któremu święty Paulin, chociaż żona była temu przeciwna, chciał oddać ostatni bochenek chleba mówiąc: „Oddajmy mu to a nie żałujmy, Pan Bóg opatrzy nam pożywienie.” Żona jednak nie uczyniła tego. W parę godzin dano im znać, że pewien ich znajomy przysyła im wielką ilość zboża morzem, ale że jedna z łodzi wiozących ten zapas, przed chwilą już blizko portu będąc zatonęła. Usłyszawszy to Paulin rzekł do żony: „Gdybyś była owemu ubogiemu bochenka chleba nie pożałowała, łódź ta byłaby nie zatonęła.”

Chcąc jeszcze bardziéj odosobnione prowadzić życie, ten sługa Boży oddalił się od krewnych i znajomych i osiadł w mieście Noli, przy grobie świętego Feliksa kapłana, do którego miał wielkie nabożeństwo. Tam chciał on już tylko oddać się bogomyślności i zerwać wszelkie stosunki z ludźmi, a miał je bardzo liczne, gdyż sława jego głębokiéj nauki, wielkiéj świątobliwości i hojności na ubogich, mnóstwo do niego ściągała najznakomitszych a pobożnych osób. Lecz i w tém miejscu niedługo mógł on utaić się przed szacunkiem powszechnym. Duchowieństwo i mieszkańcy Noli po śmierci swojego Biskupa, na niego zwrócili oczy, i pomimo najsilniejszego oporu jaki stawił, zniewolili go do przyjęcia pasterstwa.

Sprawował tedy ten urząd biskupi Paulin czujnie, gorliwie i święcie, oddając się całkiem dobru powierzonéj mu przez Boga trzody. A nietylko duchowne lecz i doczesne potrzeby swoich owieczek miał w pieczy, i prawie całe a znaczne swoje dochody kościelne, obracał na wspieranie biednych. Zostawał w ciągłych stosunkach z uczonymi i świątobliwymi mężami, jużto pisując do nich, jużto widując się z nimi, jako to ze świętym Augustynem, który mu jedno z dzieł swoich zadedykował obsypując go wysokiemi pochwałami, ze świętym Ambrożym, który go nazywał podziwem świata, ze świętym Marcinem Biskupem Turoneńskim, który utrzymywał iż Paulin jest również uczonym i świątobliwym jak Augustyn i Ambroży, a także i z samym Papieżem świętym Anastazym, który go poczytywał za swego najbliższego przyjaciela.

Za czasów jego biskupstwa, Wandalowie pustosząc Włochy, wkroczyli i do dyecezyi Paulina, i tamże wielu dopuściwszy się okrucieństw, mnóstwo chrześcijan wzięli w niewolę i do Afryki uwieźli. Wtedy Paulin czém tylko mógł rozporządzać z posiadłości kościelnych, wszystko to obrócił na ratowanie ludu do nędzy przywiedzionego, i na wykupowanie więźniów: tak że nietylko wszystkie domowe sprzęty rozdał był, lub na ten cel sprzedał, lecz również i mniéj potrzebne kościelne rzeczy. Gdy zaś i sam zagrożonym był że go Wandalowie napadną, i według swojego okrutnego zwyczaju ogniem palić będą, aby wydał im skarby jakie posiada, tak do Pana Boga się modlił: „Panie! nie daj aby mnie o złoto i srebro męczono, boć Ty wiesz gdziem skarby Twoje złożył.”

Lecz wielka miłość bliźniego tego świętego Biskupa nie ograniczyła się na tém, że co tylko miał to na ratowanie swoich biednych dyecezyan oddawał. Przyszło do tego że się i sam za jednego z nich w niewolę zaprzedał, co tak opowiada Papież święty Grzegorz Wielki, Gdy już wszystko czém tylko mógł rozporządzać, rozdał był Paulin na ubogich i więźniow, zdarzyło się iż przyszła do niego, jako do swego Biskupa, uboga wdowa, któréj jedynego syna, będącego podporą jéj starości, Wandalowie uwieźli i za niewolnika w Afryce zięciowi króla przedali. Nieszczęsna ta matka, padła do nóg swojego Pasterza i wołała z płaczem: „Ojcze! syn mój, jedyna pociecha i i wsparcie moje, zaprzedany w niewolę; proszę i mnie daj czém bym go wykupić mogła.” Święty zasmucił się widząc że już niczém wesprzeć jéj nie może, lecz po chwili namysłu rzekł do niéj: „Nie już nie mam, i znikąd nie dostać nie mogę cobym ci dał: więc weź mnie samego, i oddaj w zamianę za syna twojego.” Z razu mniemała biedna wdowa że z niéj Biskup szydzi, lecz się przekonała inaczéj, gdyż niezwłocznie udał się z nią do Afryki, tajemnie opuszczając miasto.

Gdy tam przybywszy stanęli przed zięciem królewskim, a wdowa przełożyła mu prośbę swoję, aby w zamian jéj syna przyjął tego który się mu przedstawił, zaraz zgodził się na to on książe, ujęty dziwnie miłą powierzchownością Paulina. A spytawszy do czegoby go użyć mógł, na żądanie Świętego przeznaczył go do uprawy i dozoru ogrodów swoich, a matka z synem do domu wróciła.

Owóż, książe którego niewolnikiem został nasz Święty, przechadzał się często po ogrodach swoich, a zawiązując z nim rozmowę, poznał w nim uczonego i znakomitego męża, i tak dalece go polubił i szanował, że z nim chętniéj niż z kimkolwiek z dworzan swoich przestawał. Dnia pewnego rozmawiając z nim Paulin, a duchem prorockim obdarzony, przepowiedział mu blizką śmierć króla, która w istocie niedługo potém nastąpiła. Uderzony tém książe, zaczął pilniéj przypatrywać się swojemu niewolnikowi, a podziwiając w nim coraz więcéj wielki rozum, biegłość w naukach i nadzwyczaj słodki i miły charakter, spytał razu pewnego czém on był w ojczyźnie swojéj, i do jakiego stanu należał. Z razu nie wydał się Święty kim jest, lecz nalegany przez księcia, powiedział mu iż jest Biskupem, i że dobrowolnie dla wykupienia syna wdowy z jego dyecezyi do niewoli wziętego, zaprzedał się w jego miejsce. Poganin osłupiał, słysząc o czynie takiéj miłości bliźniego, lecz że byłto człowiek z natury szlachetny, nietylko udarował zaraz świętego Paulina wolnością, lecz rzekł do niego: „Proś mnie o co chcesz, abyś do ojczyzny swojéj z hojnemi darami powrócił.” Na co mu odpowiedział Paulin: „o jedno cię dobrodziejstwo proszę: oto abyś wszystkich więźniów z mojéj dyecezyi którzy są w Afryce, wolnością udarował.” Książe zgodził się na to, w całéj Afryce wyszukać kazał więźniów z dyecezyi Paulina, i wraz z nim odesłał ich do Włoch, z okrętami pełnemi zboża, dla mieszkańców Noli.

Wróciwszy do Noli, Święty rządził jeszcze tém biskupstwem lat wiele, a gdy już w bardzo podeszłym był wieku, ciężko zachorował na gwałtowne bole w bokach, które z największą cierpliwością znosił, ciągle się modląc. Około północy wpadł był jakby w letarg, w którym nie dawał już znaku życia, lecz gdy dzień zaświtał, a przyszła godzina w któréj Jutrznię odmawiał zwykle, ocknął się, wstał i z obecnymi przy nim dwoma Biskupami, całe te pacierze kapłańskie wyraźnie odmówił. Gdy je ukończył, prosił jednego z nich aby mu w pokoju przy łożu jego Mszę świętą odprawił, po któréj pożegnał duchowieństwo i lud swój, a tych wszystkich których za różne przewinienia dotknął był klątwą, rozgrzeszył. Potém znowu wpadł w takiż stan letargu, aż powtórnie pod wieczór ocucił się, przypomniał sobie że to pora odmawiania Komplety, i tę z wielką gorącością ducha odprawił. Resztę nocy strawił na modlitwie, przerywając ją tylko naukami jakie dawał młodym klerykom, których kazał przywołać, zachęcając ich do miłości wzajemnéj, gorliwéj służby Bogu i wierności prawom kościelnym. O czwartéj zrana, dało się czuć w mieszkaniu jego silne trzęsienie ziemi, co obecnych do tém żarliwszéj pobudziło modlitwy, a Święty wśród tego spokojnie Bogu ducha oddał. Zasnął w Panu dnia 22 Czerwca, roku 431.

Pożytek duchowny

Utrzymują bezbożni, że tylko charaktery słabe i umysły mniéj wykształcone, oddają się wyższéj pobożności i nie dbają o uciechy tego świata i jego zaszczyty. Patrz jakie kłamstwo zadaje takim bluźniercom żywot dzisiejszego Świętego, który będąc jednym z najznakomitszych mężów swojego wieku tak co do rozumu jak i co do stanowiska jakie zajmował na świecie, wzgardził wszystkiém za czém ludzie się ubiegają, a całém życiem swojém dowiódł że mu nie brakło najsilniejszego hartu duszy, którym zresztą, każdy Święty wsparty łaską Bożą, odznacza się.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże! aby błogosławionego Paulina Wyznawcy Twojego i Biskupa czcigodna uroczystość, i w pobożności dała nam ukrzepienie, i pragnienie zbawienia wiecznego w nas wzmogła. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 513–515.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 506

Jakże pięknego i wzniosłego usposobienia był święty Paulin! Będąc potomkiem znakomitego rodu, mając bogactwo, naukę, wysokie urzędy i godności, wszystko to opuszcza i dobrowolnie staje się niewolnikiem, poddaje się pod moc barbarzyńcy i pracuje pilnie dla jego dobra i poświęca się, aby syna oddać matce!

W nagrodę za to Pan Bóg wysłuchał i wsławił jego imię, tak że czczono go przez wiele wieków na ziemi i zawsze go czcić będą.

Czy ciebie, Czytelniku, Bolesna Matka Boska i Kościół św. także nie prosił, abyś był takiego usposobienia, jak był Jezus Chrystus? Czy nie żądano od ciebie, abyś miał miłosierdzie i modlił się za tymi, którzy obciążeni są grzechami i jęczą w więzach szatana? Jeśliś tego dotąd nie uczynił, rozważ to sobie i idź za wskazówkami, które ci daje Kościół święty, módl się szczerze za tych bliźnich nieszczęśliwych, bo pobożna i szczera modlitwa wiele ulgi przyniesie nie tylko tobie samemu, ale i innym dopomoże do zbawienia wiecznego. Przy tym naśladuj świętego biskupa Paulina w jego pokorze, miłosierdziu i wspaniałomyślności. Patrz, jak się ogołacał z dóbr ziemskich, aby tylko Boga posiąść, jak zrzekał się wszelkiej sławy światowej, aby w pokorze najgłębszej leżeć u stóp krzyża św. Wzór tego Świętego miej zawsze przed oczyma, a to wpłynie na umoralnienie twego życia.

Tags: św Paulin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup św Augustyn św Grzegorz z Tours św Ambroży niewolnictwo
2020-06-14

Św. Bazylego Wielkiego, Biskupa, Doktora Kościoła i Zakonodawcy

Żył około roku Pańskiego 376.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego, w ścisłéj z nim przyjaźni zostającego.)

Święty Bazyli dla wielkiéj świątobliwości swojéj, głębokiéj nauki i znamienitych zasług jakie położył w Kościele, wielkim przezwany, rodem z Cezarei w Kapadocyi, przyszedł na świat roku Pańskiego 328. Był synem świętego Bazylego i świętéj Emilii, wnukiem świętéj Makryny która go wychowała, a bratem świętego Grzegorza Biskupa Nissejskiego, świętego Piotra Biskupa Sebasty i świętéj Makryny młodszéj, któréj wpływowi przypisywał że i on sam i bracia jego świat opuściwszy, Panu Bogu się poświęcili na wyłączną służbę. Początkowe nauki pobierał w rodzinném mieście, wymowy i filozofii uczył się w Carogrodzie, a dla wydoskonalenia się w nich udał się do Aten. Tam chodząc do akademii razem ze świętym Grzegorzem późniejszym Biskupem Nazyazeńskim, zawiązał z nim ścisłą przyjaźń. Obaj ćwiczeniom pobożności oddając się pilnie, i w naukach się kształcąc, Boską chwałę jedynie mieli na celu. Po skończonym tym zawodzie w całéj Grecyi jako najuczeńsi mężowie zasłynęli. Wtedy cesarz Julian który z nim także w akademii Ateńskiéj razem pobierał nauki, wezwał Bazylego na dwór swój, na którym wielu uczonych trzymał. Lecz Bazyli wiedząc już o jego odstępstwie od wiary, nie przyjął tych zaprosin, i udał się do Egiptu, Palestyny, Syryi i Mezopotamii, w celu przypatrzenia się sposobowi życia zakonników tam będących, gdyż i sam podobny żywot wieść zamyślał. W téj podróży wielu znakomitych filozofów pogańskich i błędami aryanizmu zarażonych chrześcijan nawrócił. Po powrócie swoim, wyświęcony na kapłana, rozdawszy cały majątek jaki był odziedziczył po ojcu, na ubogich, wraz ze świętym Grzegorzem przyjacielem swoim, osiadł na puszczy w Poncie, i wielu towarzyszy do siebie zgromadziwszy, wiódł z nimi życie zakonne według ustaw jakie sam ułożył, a które późniéj stały się Regułą wszystkich tak męzkich jak i żeńskich zakonów na Wschodzie zakładanych, i Bazylego w rzędzie Zakonodawców postawiły.

Po śmierci Juliana, Walens na tron wstąpiwszy, jako zwolennik aryanów chrześcijan prawowiernych okrutnie prześladował. Biskup Cezarei rodzinnego miasta Bazylego, wplątany w sidła aryanów, już w wierze chwiać się był zaczął. Inni Biskupi, widząc iż to czyni jedynie z braku dostatecznéj nauki, zmusili niejako Bazylego aby opuścił swoję ukochaną pustynię, a przyszedł w pomoc własnemu Biskupowi, który błędom sekciarzy czoła stawić nie umiał. Jakoż świętą wymową, głęboką nauką i niezmordowaną gorliwością, i Pasterza swojego i jego owce od zguby wyratował, tak słowem jak i pismami, po dziś dzień sławnemi, zbijając bluźnierstwa aryanów na Bóstwo Chrystusa Pana miotane. Wkrótce potém Euzebiusz Biskup Cezarejski, żywota dokonał, a Bazyli widząc że lud i duchowieństwo na miejsce zmarłego zamierzają go powołać, ukrył się w miejscuu stronném, pilnie jednak ztamtąd strzegąc, aby stronnicy aryańscy swojego na stolicę Biskupa nie wysadzili, zalecał i popierał na to Biskupstwo świętego Grzegorza. Lecz w końcu sam od niego wymówić się nie mógł. Uległ woli sąsiednich Biskupów, którzy odniosłszy się w téj mierze do Rzymu, od Ojca świętego rozkaz uzyskali.

Obowiązki biskupie, chociaż ciągle bardzo wątłego był zdrowia, z największą gorliwością spełniał. Naukami, pismami a przedewszystkiém przykładem świątobliwego życia, owczarni swojéj służył. W czém aby mieć pomoc, przyzwał do siebie świętego Grzegorza, który z miłości ku niemu opuścił także puszczę. Z aryanami bezustanną toczył wojnę, pomimo iż cesarz Walens, zagorzały ich poplecznik, wielu Biskupów katolickich wygnał, na ich stolicę a aryanów poobsadzał, a innych bojaźliwszych groźbą i strachem do milczenia pozmuszał. Gdy więc Bazyli, pomimo tego przeciw aryanom silnie i stanowczo występował, szerzyć się im błędom w swojéj dyecezyi nie dawał, a wielu już w nie wplątanych z téj zguby wyrwał, ściągnął na siebie zawzięty gniew cesarza. Ten przybywszy do Cezarei, wszystkiemi sposobami starał się podejść Bazylego, aby go albo w błędy aryańskie uwikłać, albo przynajmniéj od obrony prawdy katoliekiéj powstrzymać. Widząc zaś że łagodnemi środkami nic wskórać nie może, wysłał do niego Modesta Wielkorządcę, który w imieniu cesarza zagroził mu zaborem dóbr biskupich, następnie wygnaniem, a w końcu męką i śmiercią okrutną. Święty odrzekł mu na to: „Boga raczéj niż cesarza słuchać winienem: jeśli mi majętność zabierze nie zuboży mnie, bo mi dosyć na tych wytartych szatach i kilku księgach; wygnania téż się nie boję, bo cała ziemia jest moją, jako Boża, na któréj wszędzie przytułek znajdę. A i o męki któremi mi grozisz nie stoję, bo one mnié przywieść mogą do pożądanéj przeze mnie dla Chrystusa śmierci. Przez nie wyświadczy mi cesarz największe dobrodziejstwo, gdyż mnie prędzej do Boga mego poszle.” Na co gdy rzekł mu Modest: „Nikt mi, gdym w imieniu cesarskiém występował, tak zuchwale nie odpowiadał.” — „Boś znać na Biskupa nie natrafił, odpowiedział Święty. W stosunkach naszych z każdym, a tém bardziéj, z piastującymi władzę, pokorę uległość i łagodność okazujemy, lecz gdy nam kto wiarę wydzierać chce, temu śmiało czoło stawimy.”

Cesarz z razu nie nalegał więcéj na Bazylego, ale wkrótce uległ intrygom aryańskim, i wskazał go na wygnanie. Lecz gdy przyszło podpisać wyrok, trzy razy pióro się mu psuło, w czém uznając moc Bożą zniszczył wyrok już gotowy.

Wkrótce potém synek cesarski śmiertelnie zachorował. Walens w rozpaczy, gdy modlitwy aryanów nic nie pomagały udał się do Bazylego, który mu powiedział: „Wyrzecz się cesarzu błędów aryańskich, a Pan Bóg ci syna na moje modlitwy uzdrowi.” Walens mu to przyrzekł, Święty pomodlił się i dziecko wyzdrowiało; lecz gdy cesarz wracając do swoich błędów aryanom kazał je ochrzcić, w ręku ich umarło.

Niewypowiedziane prace, trudy, prześladowania i niebezpieczeństwa przebył ten święty Biskup, rządząc swoją dyecezyą w czasach wielkiego ucisku Kościoła od aryanów przez cesarza popieranych, za co zaszczycony został listami Papieża świętego Damaza, który go głównym obrońcą wiary świętéj na Wschodzie nazywał. W ścisłych także stosunkach przyjaźni zostawał ze świętym Ambrożym, drugim w owym wieku filarem Kościoła, który poczytywał go za najgorliwszego i najznakomitszego Biskupa owego wieku. Za jego rządów ciężki głód dotknął był Cezareę i cały kraj okoliczny: Święty rozdawszy wszystek swój znaczny majątek, jaki wówczas spadł był na niego po śmierci matki, kazaniami swojemi i przykładem pobudził możniejszych obywateli Cezarei do tak wielkich ofiar, iż lud mało co uczuł téj klęski. Cały oddany obowiązkom swojego Pasterstwa, nie spuszczał z oczów ojcowskich i zakonu przez siebie założonego, który w późniejszych wiekach na całym Wschodzie się rozkrzewił i wysoko zakwitnął. Na Biskupstwie lat tylko ośm zasiadał.

Gdy już blizkim był śmierci, zawezwał pewnego znakomitego i uczonego lekarza Żyda, imieniem Józefa. Mąż Boży bardzo go lubił, często w rozprawach jakie z nim miewał, pociągał go do wiary katoliekiéj, i pomimo jego oporu, przepowiedział mu że chrześcijaninem zostanie, a nawet z rąk jego Chrzest święty przyjmie. Żyd ten wezwany do chorego Biskupa oświadczył iż żadnéj nadziei nie ma, i że śmierć za chwilę nastąpi. Usłyszawszy to Bazyli rzekł mu: „Nie wiesz co mówisz. Ja póty nie umrę aż cię ochrzczę.” — „Słońce nie zajdzie, odpowiedział lekarz, a umrzesz mój drogi panie.” — „A jeżeli do jutra żyć będę, co powiesz?” rzekł Biskup. — „O życie się zakładam, odparł znowu żyd, że to nie nastąpi.” — „Życia nie trać, powiada Biskup, lecz żyj Chrystusowi.” Zrozumiał Józef o co idzie, i przyrzekł Świętemu że się ochrzci jeśli zakład przegra. Bazyli zaczął się modlić, aby mu Bóg życia przedłużył dla pozyskania téj duszy, i Pan go wysłuchał. Przebył noc spokojną, a nazajutrz Żyd upadł mu do nóg widząc cud wyraźny, i oświadczył że chce zostać chrześcijaninem. Bazyli wstał z łoża o swéj mocy, poszedł do kościoła, ochrzcił lekarza z całą jego rodziną i wszystkiemi domownikami, odprawił Mszę świętą, pożegnał w kazaniu lub zebrany, i polecił im nowonawróconych, a przed wieczorem dnia tegoż, było to zaś 1 Stycznia roku Pańskiego 378, oddał Bogu ducha.

Pożytek duchowny

Otóż jak święci Pańscy i na łożu śmiertelném złożeni znajdują jeszcze siły, gdy idzie o pozyskanie Panu Jezusowi duszy przez Niego odkupionej. Czy czujesz w sobie chociaż trochę téj świętéj gorliwości o zbawienie bliźnich? A przedewszystkiém czyś nią ożywiony względem osób od ciębie zależących, lub o których zbawienie miłość chrześcijahska nakazuje ci szczególnie się troszczyć.

Modlitwa (kościelna)

Wysłuchaj prosimy Cie Panie, prośby nasze, które w uroczystość Błogosławionego Bazylego wyznawcy Twojego i Biskupa zanosimy, i racz nas od wszystkich grzechów naszych wyzwolić, za pośrednietwem tego któremu dałeś tak godnie Ci służyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 489–491.

Tags: św Bazyli Wielki „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor arianizm państwo gorliwość
2020-06-07

Św. Pawła, Biskupa Carogrodzkiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 351.

(Żywot jego napisany przez Teodoreta, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paweł, którego męczeństwa dziś uroczysta pamiątka przypada, był jednym z tych sławnych Biskupów, którzy w czwartym wieku, wraz ze świętym Atanazym, bronili wiary świętéj, przeciwko rozszerzającéj się wtedy herezyi aryańskiéj, i z téj przyczyny wiele wycierpieli. Był rodem z Tessaloniki w Macedonii. Pobożnie i starannie przez rodziców wychowany, w młodości odznaczył się jak świątobliwością tak i niepospolitą biegłością w naukach. Przybywszy do Carogrodu, gdy na téj patryarchalnéj stolicy zasiadał święty Metrofan, zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. Arcybiskup ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i Aleksandrowi którego jako Teologa posyłał w swoje miejsce na Sobór Nicejski przydał za sekretarza. Tam zawiązał on stosunki ze Świętym Atanazym, z którym odtąd w ścisłéj aż do śmierci zostawał przyjaźni. Święty Aleksander, zostawszy po śmierci świętego Metrofana Arcybiskupem Carogrodzkim, wyświęcił Pawła na kapłaństwo, i powierzył mu głoszenie słowa Bożego w swojéj stolicy. Święty pracując w tym zawodzie, najzbawienniejsze na wszystkich mieszkańców sprowadzał owoce. Wielkie to miasto, zarażone już wielu kacerstwami, a nawet wtedy głośne ze skażenia obyczajów, inną jeszcze więcéj, Paweł wytępił panujące tam błędy, rozżywił w ludzie ducha pobożności, i okazał się jednym z najdzielniejszych sekty aryańskiéj pogromcą. Święty Aleksander umierając, objawił duchowieństwu życzenie, aby w jego miejsce obrano świętego Pawła, lecz aryanie popierali jednego ze swoich, nazwiskiem Macedoniusz. Wszakże stronnictwo katolickie przemogło, Paweł wybrany i na Arcybiskupa wyświęcony został, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu.

Tymczasem aryanie użyli wszelkich środków aby się pozbyć Pasterza, którego znali dobrze gorliwość w ściganiu ich błędów. W tym celu oskarżyli świętego Pawła przed cesarzem Konstantynem, i oszczerstwa na niego miotane tak przebiegle fałszywemi dowodami poparli, że uwiedziony Cesarz, świętego Pawła, który zresztą obojętny na to co go spotka słabo się bronił, wskazał na wygnanie do Pontu, nie obsadzając jednak Biskupstwa Carogrodzkiego, innym Pasterzem. Nasz Święty na wygnaniu tém spędził lat kilka, i dopiéro po śmierci Konstantyna powrócił na swoję stolicę, równie jak i inni Biskupi przez tego cesarza wygnani. Miasto całe przyjęło go z oznakami wielkiéj radości i czci głębokiéj. Ubodzy szczególnie, wdowy i sieroty których był ojcem, wyszli na jego spotkanie, i ze łzami go witali. Przywrócony do swojéj godności, chociaż wiedział dokładnie kto byli ci co go głównie czernili i sprawcami stali się jego wygnania, nie tylko ich nie karał, nie tylko nie dał im uczuć najmniejszego żalu, lecz pomny na słowa Chrystusa Pana mówiącego: „Dobrze czyńcie tym którzy was mają w nienawiści”, 1 szczególną okazywał im łaskawość. Gdy niektórzy z nich w niedostatek zapadli, wspaniałomyślnie ich wspierał, i wielu przez to nie tylko sobie, lecz i Kościołowi pozyskał, wyrywając ich z aryanizmu.

Lecz nie długo i ta razą, nieprzyjaciele wiary świętéj dali mu zażywać spokoju. Konstancyusz który po Konstantynie ojcu swoim na tron wstąpił, uwiedziony także intrygami aryanów, przybywszy do Carogrodu, niezwłocznie wywarł gniew swój na Świętego. Podżegany od jego nieprzyjaciół, którzy zagorzałego aryanina Euzebiusza z Nikomedyi, na miejsce Pawła obsadzić starali się, postanowił pozbyć się go koniecznie. W tym celu zgromadził zbór z Biskupów na dworze jego przebywających, a którzy wszyscy zarażeni byli herezyą aryańską. Ci świętego Patryarchę, nie zawezwawszy nawet na sądy, od Biskupstwa bezprawnie odsądzili, a Cesarz skazał go na wygnanie, na miejsce jego wtrącając Euzebiusza.

Święty Paweł, to powtórne swoje wygnanie, przyjął z pokorném poddaniem się dopustowi Bożemu, a widząc iż już ludowi swojemu przewodniczyć nie może, i na całym Wschodzie, gdzie aryanie popierani przez Cesarza rozwielmożnili się byli, spokoju nie znajdzie, udał się do téj części kraju, która podlegała cesarzowi Konstantemu. Tam osiadł w Trewirze, gdzie zastał i świętego Atanazego, i gdzie Biskup miejscowy święty Maksymin, przyjął go jak Męczennika za wiarę, i wszelkim sposobem starał się osładzać mu gorycze wygnania. Wkrótce potém, wraz ze świętym Atanazym i wielu innymi Biskupami prześladowanymi na Wschodzie, udał się Paweł do Rzymu. Papież Juliusz przyjął go bardzo łaskawie, a na Soborze tam podówczas zgromadzonym, rozpatrzywszy sprawy Biskupów wygnanych ze Wschodu, i nieprawnie przez aryanów ze Stolic swoich złożonych, władzą swoją przywrócił prawych Pasterzy do ich dyecezyi. Śmierć przywłaszczyciela Euzebiego, która nastąpiła przy końcu roku 341, ułatwiła świętemu Pawłowi powrót do Carogrodu. Przewidywał on że go tam nowe niebezpieczeństwa czekają, lecz że wolą Papieża było aby wracał do swojéj owczarni, spełnił to chętnie. Przewidywania jednak jego, nie były płonnemi. Wprawdzie i tą razą katolicy uszczęśliwieni iż się pozbyli nieprawnego aryańskiego Biskupa, przyjęli go jak wprzódy z oznakami wielkiéj czci i radości, lecz aryanie, których stronnictwo ze śmiercią Euzebiego nie przycichło, nowe na niego uknuli spiski. Dwóch ich głównych przewódców: Teogoniusz z Nicei i Teodor z Heraklei, aryańscy Biskupi, wyświęcili Macedoniusza na Patryarchę Konstantynopolitańskiego. Odszczepieniec ten, poparty silném swojém stronnictwem, zasiadł na stolicy Carogrodzkiéj, czego ludność katolicka znieść nie mogąc, oburzyła się do tego stopnia, iż przyszło do wojny domowéj, pomimo tego że święty Paweł wszelkiemi środkami starał się lud uspokoić, i gotów był sam dobrowolnie ustąpić, byle rozlew krwi powstrzymać.

Konstancyusz przebywający podówczas w Antyochii, dowiedziawszy się o zaszłych zaburzeniach, a uprzedzony zawsze przeciw świętemu Pawłowi, wysłał jednego z wodzów swoich nazwiskiem Hermogenesa z wojskiem, aby katolików w Carogrodzie uśmierzył, a świętego Pawła z jego Biskupstwa złożył. Ten przybywszy, gwałtami jakich się odrazu dopuścił, całą ludność do najwyższego stopnia rozdrażnił. Napróżno nasz Święty, z narażeniem życia udał się na miejsce gdzie wzburzony lud się znajdował, prosił go, zaklinał i nakazywał aby się uspokoił, a przedewszystkiém do oręża się nie uciekał. Nietrafne postępowanie Hermogenesa, do takiéj ostateczności doprowadziło rzeczy, że sam to życiem przypłacił.

Zawiadomiony o tém Cesarz, miał zamiar na wszystkich katolikach w Carogrodzie najstraszniejszą zemstę swoję wywrzeć. Na prośby jednak Senatu, ograniczył się na tém, że na samym tylko świętym Patryarsze postanowił się pomścić. Najprzód tedy wydał rozkaz, aby on niezwłocznie miasto opuścił. Święty już dawno i sam chciał to uczynić, lecz nie mógł, gdyż katolicy dzień i noc trzymali go pod strażą w pałacu, zapowiadając że wolą zginąć do jednego, niż Biskupa swego wydać w ręce nieprzyjaciół. Wtedy Paweł, potajemnie w nocy spuściwszy się w koszu z okna, jak niegdyś Paweł Apostoł, uszedł i ukrył się w Tessalonice, mieście swojém rodzinném. Zamierzał już tam nieznany i ukryty, przebyć resztę dni swoich, kiedy nieustające wzburzenia między katolikami, zmusiły Cesarza do przyzwania go po raz trzeci z powrotem; lecz że czynił on to pomimo chęci, dozwolił téż aryanom, gdy święty Paweł znowu zasiadł na swojém Biskupstwie pastwić się nad nim do woli, prześladując go okrutnie. Trudno wypowiedzieć co ten mąż Boży, wycierpiał w ciągu tych sześciu lat, przez które zarządzał jeszcze swoją owczarnią: obelgi najdotkliwsze, oszczerstwa najszkaradniejsze, kilkakrotne czyhanie na jego życie, wszystko to znosił ten błogosławiony Pasterz, byle owieczek swoich, wystawionych na pastwę nieprzyjaciół Chrystusowych, nie zostawiać bez opieki. Nakoniec i życie swoje za nie położył. Konstancyusz, po śmierci Konstansa brata swojego cesarza Zachodniego a obrońcy katolików, tém śmieléj ich prześladując, wywarł szczególnie swoję zajadłość na świętego Pawła. Kazał go najprzód uwięzić, a potém skazawszy po raz trzeci na wygnanie, zasłał go na górę Tauryńską i oddał w ręce aryanów. Ci najprzód wtrącili go do podziemnego więzienia, i chcieli głodem umorzyć; lecz gdy szóstego dnia znaleźli go, pomimo iż żadnego ani pokarmu ani napoju nie używał, żywego, zadali mu śmierć przez uduszenie. Męczeństwo to poniósł 7 Czerwca, roku Pańskiego 351.

Pożytek duchowny

Święty Biskup, którego żywot czytałeś, tylekroć razy wygnany ze swego Biskupstwa, obejmował na nowo jego rządy, z całą gorliwością obowiązkom się swoim oddając. Niech cię to uczy, jak żadne przeszkody i prześladowanie od złych ludzi doznawane, nie powinny nas odstręczać od spełniania tego, czego po nas Pan Bóg wymaga, a przedewszystkiém od spełniania obowiązków naszego stanu.

Modlitwa

Boże! Któryś w błogosławionym Pawle Biskupie i Męczenniku, nieustraszonego obrońcę wiary świętéj wskrzesił, daj nam za jego pośrednictwem, abyśmy w téj wierze ukrzepieni, w niéj aż do śmierci trwając, wraz z nim w wieczności Cię chwalili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 468–470

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 471–472

Czym jest cierpliwość chrześcijańska? Jest ona potęgą moralną, jest cnotą, za pomocą której panować możesz nad wszelkim cierpieniem i smutkiem. Nie wymaga ona nieczułości na cierpienia i smutki, lecz wytrwania w miłości ku Chrystusowi, gdy one przyjdą.

Jakże się ma z twoją cierpliwością? Od krzyża na tej ziemi nikt się nie uwolni. Jakże znosisz krzyż cierpień swoich? Święty Augustyn pisze: „Na Górze Kalwarii były trzy krzyże. Na jednym przybity był złoczyńca, który został zbawiony, bo żałował za grzechy; na drugim złoczyńca, który poszedł na potępienie wieczne dla zatwardziałości serca swego; na trzecim, w środku, wisiał Chrystus. Krzyże były równe, ale ukrzyżowani nierówni".

Jak na owej Kalwarii, tak się dzieje i w życiu ludzkim. Wielu ludzi nosi ten sam krzyż, ale nie w ten sam sposób, przeto też krzyże te nie mają równych losów.

Jeżeli cierpisz niewinnie, a krzyż ten znosisz z pokorą, to czeka cię zbawienie wieczne; jeżeli cierpisz słusznie, a jesteś zatwardziały, to piekło będzie twoją nagrodą. Jakże tedy myślisz znosić ów krzyż cierpień, który nikogo nie minie? Namyśl się dobrze. Nosić ten krzyż koniecznie musisz, zdjąć go z siebie nie możesz, jak byś może tego pragnął; dla twego przyszłe go zbawienia ważne będzie, w jaki sposób ten krzyż poniesiesz. Patrz na Jezusa i na świętego Pawła, ucz się od nich i naśladuj ich.

Footnotes:

1

Mat. V. 44.

Tags: św Paweł I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Atanazy arianizm pokora cierpliwość krzyż
2020-06-06

Św. Norberta, Założyciela Zakonu Premonstratów, Arcybiskupa Magdeburskiego

Żył około roku Pańskiego 1134.

(Żywot jego pisany przez jednego z jego uczniów, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Norbert syn Haryberta udzielnego hrabiego Ganepskiego w Niemczech, spokrewnionego z cesarskim domem, i Jadwigi księżniezki Lotaryńskiéj, urodził się w miasteczku Santen w księstwie Klewińskiém roku Pańskiego 1080. Świetnie wychowany, urodziwy i bogaty, wstąpiwszy w młodości do stanu duchownego, przyjął święcenie Sub-dyakona, lecz co do obyczajów wiódł życie bardzo światowe i lekkomyślne. Przebywał najprzód na świetnym dworze Arcybiskupa Kolońskiego, a potém cesarza Henryka swojego krewnego, oddając się zapamiętale uciechom doczesnym. Przytém chwytał chciwie bogate posady kościelne: został kanonikiem Ksanteńskim w dyecezyi Kolońskiéj, hołdując coraz bardziéj próżnościom światowym.

Razu pewnego jechał konno, gdy nagle powstała burza: piorun uderzywszy w konia, obalił go na ziemię i w tejże chwili usłyszał on głos mówiący do niego: „Norbercie, Norbercie dla czego mnie prześladujesz? Jam cię przeznaczył na zbudowanie wiernych, a ty ich gorszysz!” Norbert omdlał zrazu, a przyszedłszy do siebie: „Panie! co chcesz abym czynił” zawołał do Boga, a głos znowu do niego: „Odwróć się od złego a czyń dobro, szukaj pokoju a ścigaj go.” 1 Postanowił tedy niezwłocznie poprawić się; opuścił dwór cesarski, i udawszy się do Ksantonu, ostréj oddał się pokucie.

Dotąd nie chciał przyjąć wyższych święceń, aby mu godność kapłańska nie przeszkadzała wieść życia światowego; lecz po nawróceniu sam się takowych domagał. Po wyświęceniu, zdjął z siebie bogate suknie, przybrał ubogą sutanę, zrzekł się wszystkich bogatych posad kościelnych jakie posiadał, rozdał cały własny majątek na ubogich, i udał się do klasztoru Sygebergeńskiego, w którym pod przewodnictwem świątobliwego Opata, przez pewien czas ćwiczył się na drogach Bożych. Wróciwszy ztamtąd do Ksantony, okazał się innym już człowiekiem, bo kapłanem pełnym ducha Bożego i ostréj oddanym pokucie.

Znajdując się na zebraniu Kapituły do któréj należał, wziąwszy w rękę Ustawy według których kanonicy ci żyć byli obowiązani, okazał je Dziekanowi mówiąc: „Oto prawa nasze, a czy według nich żyjemy? Ojcze, pomyśl o naprawie naszéj, abyśmy nie zgorszeniem, lecz. zbudowaniem „byli w Kościele.” – Potém i publicznie i prywatnie przemawiając do swoich współbraci, upominał ich z wielką miłością, sam w poświęceniu się służbie Bożéj i usłudze wiernych dając im przykład. Dobrzy mu poklaskiwali, lecz złych oburzyło to bardzo. Przyszło do tego, iż pewien kleryk przez nich wysadzony zelżył go publicznie, i w twarz mu plunął. Święty przyjął to pokornie za grzechy swoje, i ani słowa nie wyrzekł.

Najzawziętsi jego przeciwnicy w duchowieństwie, a ci właśnie w których, świątobliwość życia jakie wiódł już wtedy Norbert, potępiała złe obyczaje, oskarżyli go na Soborze odbywającym się pod tę porę w Niemczech, o niewłaściwe zachowanie się, a mianowicie że będąc znakomitego i bogatego rodu, i posiadając godność prałacką, nosił się ubogo, chodził boso i żył jakoby żebrak. Lecz zostali zawstydzeni, a święty Norbert widząc iż reformy współbraci swoich dokonać nie może, wystąpił z kapituły Ksanteńskiéj i o żebranym chlebie, bo już wszystko co miał rozdał był biednym, udał się do Francyi gdzie podówczas przebywał Papież Gelazy. Ten poznawszy w nim wielkiego sługę Bożego, chciał go przy sobie zatrzymać, lecz Norbert od tego zaszczytu się uchylił, mówiąc: „Ojcze Święty, młodość w grzechach spędziłem, miejsce to niewłaściwe pokucie którąm czynić powinien.” Tedy Papież nie zmuszał go do pozostania, i dał mu upoważnienie ogłaszania słowa Bożego gdzie tylko zechce.

Święty przybrawszy za towarzysza młodego kleryka imieniem Hugo, który poznawszy jego świątobliwość pragnął być jego uczniem, przebiegał Francyą i Niemcy, po wsiach, miastach i zamkach opowiadające słowo Boże i do pokuty wiernych pobudzając. A tak pociągająco przemawiał, że wszędzie gdzie się pojawił, lud tłumnie gromadził się aby go słuchać. Wymową swoją silnie poruszał serca, pobudzał grzeszników do skruchy, powaśnionych jednał, do pobożności wszystkich zachęcał, i mnóstwo dusz zbłąkanych Panu Bogu na stałą i gorliwą służbę pozyskał. Gdzie się tylko zbliżał w dzwony uderzano, całe miasta z duchowieństwem na jego spotkanie wychodziły, przyjmując go jak wielkiego a świętego Apostoła.

Zasłynął tedy święty Norbert z prac swoich apostolskich, a oraz i życia nadzwyczaj pokutnego, lecz właśnie w skutek i jednego i drugiego na zdrowiu podupadł. Doszło to do wiedzy ojca świętego Kaliksta II, podówczas przewodniczącego osobiście Soborowi który zwołał był we Francyi w mieście Rejms, gdzie przybył i Norbert. Papież polecił Biskupowi Laondońskiemu, aby wziął Świętego do swojéj dyecezyi, i tam zatrzymawszy go przy sobie, pilne miał o jego nadwątloném zdrowiu staranie. Udał się tam sługa Boży, i nowe rozpoczął, na chwałę Jezusa i dla dusz pożytku dzieło. Natchnął go Pan Bóg myślą, założenia nowego Zakonu. Biskup ofiarował mu samotną dolinę zwaną Premonstrańską, i na niéj osiadłszy Norbert z nierozdzielnym swoim towarzyszem i pierwszym uczniem Hugonem, zaczął i innych zgłaszających się pod jego duchowne przewodnictwo, przyjmować braci, którzy się do niego zewsząd w coraz większej liczbie garnęli. To dało początek założonemu przez niego nowemu zgromadzeniu zwanych Premonstratów. Nadał im Regułę świętego Augustyna, do któréj przydał przez siebie ułożone ustawy, przepisujące tryb życia bardzo pokutny, obsługę około wiernych, a szczególnie przez głoszenie słowa Bożego, i opiekowanie się biednymi. Wyznaczył braciom swoim habit koloru białego, według objawienia w którém mu go Sama Matka Boża wskazała. Wkrótce potém założył na tejże dolinie i klasztor żeński dla zakonnic, późniéj Norbertankami zwanych.

Gdy do jego klasztoru wstępowało wielu znakomitych rodem, bogactwy i dostojeństwami mężów, zdarzyło się że w téj liczbie był udzielny hrabia Teobald, pan nadzwyczaj możny, a który sam ofiarując się Panu Bogu na służbę w zakonie świętego Norberta, na klasztory jego cały swój ogromny majątek oddawał. Lecz Święty dowiedziawszy się iż wielki ten pan, był oraz i wielkim jałmużnikiem, z hojnością szczególną wspierał ubogich, bronił wdowy, opiekował się sierotami i na świecie żyjąc, nadzwyczaj wiele dobrego robił, nakłonił go swoją radą, aby pozostał świeckim i w stanie tym zarabiał sobie na Niebo.

Gdy założone przez niego Zgromadzenie ustalało się, udał się Norbert do Rzymu, gdzie od Papieża Honoryusza II otrzymał takowego zatwierdzenie. W powrocie z Rzymu, przybywszy do Magdeburga, zabawił tam czas pewien, proszony od ludu i duchowieństwa aby kazania miewał. W téj porze zmarł w tém mieście Arcybiskup, i święty Norbert, pomimo oporu jaki stawiała jego pokora, na tę stolicę powołany został.

Wyniesiony na tak wysoką godność, nie zmienił nic w sposobie swojego ubogiego i pokutnego życia. Uroczyste objęcie katedry swojéj to jest Ingres, odbył pieszo i bosemi nogami. Wmieszanego wśród tłumu przy samém wejściu do kościoła, odźwierny wziął za żebraka, i zrazu wpuścić nie chciał.

W rządach swoich pasterskich, z wielkiém męstwem i gorliwością uderzał na wszelkie nadużycia, a szczególnie karcił je w duchowieństwie. Ci których zdrożne życie ściągało najbardziéj słuszne kary przez Arcybiskupa wymierzone, podbudzili zabójców, z których rąk kilkakrotnie cudownie wybawionym został. Zawezwany przez Papieża do Rzymu, otrzymał urząd Legata do całych Niemiec, na wytępienie schizmy, w owych krajach podówczas powstałéj. Korzystając z wpływu jaki mu tak wysokie dostojeństwo nadawało, a w wielkiéj czci będąc w całych Niemczech, rozszerzył tam zgromadzenie przez siebie założone, którego Generalnym Opatem zrobił Hugona. Jeszcze za życia jego dziesięć stanęło klasztorów téj Reguły, około ośmiuset zakonników w sobie liczących. Zmarł w roku Pańskim 1134, dnia 6 Czerwca, mając lat pięćdziesiąt trzy; żył na Arcybiskupstwie lat ośm, a czternaście po założeniu zakonu Premonstratów czyli Norbertanów. Kanonizował go uroczyście Papież Inocenty III.

Pożytek duchowny

W cudownym głosie z Nieba, który dał się słyszeć świętemu Norbertowi w chwili gdy piorun u nóg jego uderzył, masz obraz tych różnych szczególnych wypadków, przez które Pan Bóg silniéj niekiedy przemawia do duszy naszéj, obudzając w niéj obawę sądów Swoich i chęć poprawy życia. Biada téj duszy która na takie wołanie Boże głuchą się staje. Strzeż się byś nie był z téj liczby.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Norberta wyznawcę Twojego i Biskupa, wielkim kaznodzieją uczynił, i przez niego Kościoł Twój nowém Zgromadzeniem zakonném obdarzył; spraw prosimy, abyśmy za pośrednictwem zasług jego, to co on i słowem i czynem nauczał, wsparci pomocą Twoją, wiernie spełniali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 465–467

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 470

Nawrócenie się świętego Norberta pokazuje nam, jak zrządzenia Boskie dziwnie wplatają się w życie człowieka. Jednym uderzeniem pioruna Opatrzność Boska zawróciła świętego Norberta z szerokiej drogi wiodącej ku potępieniu, a skierowała go na ciasną i niewygodną drogę cnoty.

I my za przykładem świętego Norberta winniśmy uznać, że to życie doczesne, chociaż ma wiele uroku i wabi człowieka, nie zdoła jednak zapewnić mu – nawet na tym świecie – ciągłej, nieprzerwanej szczęśliwości. Żaden człowiek na świecie nigdy zupełnie szczęśliwy nie był i nie będzie, zawsze się mieszają chwile goryczy, które zatruwają szczęście doczesne i dają poznać, że tylko tak żyć należy, aby się po śmierci stać uczestnikiem nieprzerwanego szczęścia wiecznego.

W tym przekonaniu żyjmy i tak życiem naszym pokierujmy, a przy jego końcu zamiast obawy przed śmiercią będziemy czuli radość, że nas Pan Bóg woła do wiecznej radości i szczęścia.

Footnotes:

1

Psalm XXXIII. 15.

Tags: św Norbert „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup nawrócenie bogactwo jałmużna
2020-06-05

Św. Bonifacego, Biskupa i Męczennika, Apostoła Niemiec

Żył około roku Pańskiego 755.

(Żywot jego był napisany przez błogosłnwionego Wilebalda, za jego czasów Biskupa Eichstadskiego.)

Święty Bonifacy rodem Anglik, przyszedł na świat około roku Pańskiego 680, w małém miasteczku Kirton, z rodziców bardzo bogobojnych. Na Chrzcie świętym nadano mu imię Winfryda. Od dzieciństwa objawiał pragnienie wstąpienia do Zakonu. Miał lat siedem, kiedy misyonarze przybyli do jego rodzinnego miasteczka i przyjęci w gospodę u jego rodziców, uderzeni roztropnością i pobożnością małego tego chłopaczka, w rozmowach jakie z nim miewali, utwierdzili go w jego świętych zamiarach. Po odejściu misyonarzy, mały Winfryd prosił ojca o pozwolenie wstąpienia do klasztoru; lecz ten miłując go nad wszystkie inne swoje dzieci, nie dał mu na to zezwolenia. Ze smutkiem wprawdzie lecz pokornie poddał się temu chłopczyna. Wkrótce potém, ojciec w ciężką zapadł chorobę, i poznał iż zsyłał mu ją Pan Bóg za karę sprzeciwienia się pobożnym zamysłom Winfryda. Niezwłocznie przeto, zwołał radę rodzinną, na któréj postanowiono zadośćuczynić żądaniu Świętego, i jeden z przyjaciół jego ojca odwiózł go do klasztoru. Z początku nie bardzo chętnie zbyt młodego Aspiranta przyjęto, lecz wkrótce tak się on tam odznaczył cnotami zakonnemi, że wtedy upatrywano już w nim wielkiego przyszłego sługę Bożego. Że przytém obdarzony był wielkiemi zdolnościami, i nie przygaszając w sobie ducha pobożności, z wielką pilnością pracował w szkole, gdy zaledwie miał lat dwanaście, wysłano go do innego klasztoru, gdzie wyższe nauki wykładane były. Tam, pod przewodnictwem wielkiéj świątobliwości Opata nazwiskiem Wimberta, nadzwyczajny uczynił postęp jak w pobożności, tak i w nauce. Ulubioném czytaniem jego były żywoty świętych Męczenników, których i sam pragnął szczęścia dostąpić, przelewając krew za wiarę.

W trzydziestym roku życia, wyświęcony na kapłana, został znakomitym kaznodzieją, i wykładem Pisma Bożego tak zasłynął, że już za jednego ze znamienitszych mężów w Kościele podówczas był poczytywany. Całe duchowieństwo Anglii, w najważniejszych sprawach udawało się do niego, wyrocznią był dla wszystkich, a do najważniejszych Kościoła tyczących się poselstw używany. W głębokiéj pokorze swojéj, przerażony oznakami czci powszechnéj, które go zewsząd spotykały, postanowił opuścić ojczyznę i udać się w obce kraje, dla nawracania niewiernych. Zaczął od części Niemiec zwanéj wówczas Fryzyą; lecz z powodu panującéj tam wtedy wojny, misya jego nie powiodła się wcale.

Sądząc iż błogosławieństwo Papiezkie, skuteczniejszém uczyni jego apostolskie prace, udał się do Rzymu, gdzie Papież który już wiele o nim słyszał, pomimo jego oporu zmusił go do przyjęcia święceń na Biskupa, a zmieniwszy jego imię Winfryda na Bonifacego, dał mu swoje błogosławieństwo i na opowiadanie Słowa Bożego do Niemiec posłał. Nadto, ojciec święty Grzegorz III, zaszczycił go Paliuszem i władzą Legata, i dał mu listy do króla francuzkiego, do Biskupów i książąt niemieckich w szczególny sposób go im polecając. Dzięki tak silnemu poparciu, święty Bonifacy wróciwszy powtórnie do Niemiec, w krótkim czasie przeszło sto tysięcy niewiernych nawrócił. Zaczął od Hesyi, gdzie nawróciwszy większą część pogan, ściął stare drzewo które poganie czcili jako poświęcone bożku Jowiszowi, i z niego wybudował pierwszą tam kaplicę, pod wezwaniem świętego Piotra Apostoła. Ztamtąd udał się do Turyngii, a następnie do Bawaryi, gdzie rozproszywszy szczątki pogaństwa, i odwiodłszy wielką liczbę już nawróconych chrześcijan od sekty pewnego apostaty (który zaraził był cała tę krainę błędnemi naukami będącemi mieszaniną zabobonów pogańskich z obrządkami chrześcijańskiemi), nie tylko tam wiarę ustalił, lecz i lud do pobożności wdrożył.

Pod tę porę, dla ważnych spraw Kościoła udawszy się do Rzymu, przyjęty przez Grzegorza III jako wielki Apostoł Niemiec, uczestniczył w Soborze, który tam pod przewodnictwem Papieża się odbywał. Po ukończeniu takowego, z woli Papieża powrócił do Niemiec. Opatrzony w nowe od stolicy apostolskiéj przywileje, a zamianowany Arcybiskupem Mogunckim, kilka nowych Biskupstw założył, a mianowicie: Strasburgskie, Fryzyngskie i Ratysbońskie. Powznosił wiele klasztorów tak męzkich jak i żeńskich, do których posprowadzał zakonników i zakonnice z Anglii, w których liczbie były święta Tekla, święta Walburga i święta Gontruda. Następnie w Turyngii założył cztery Biskupstwa, i podobnież kilka klasztorów, a między niemi wielki klasztor Benedyktynów w mieście Fuldzie, w którym niekiedy i sam dla wypoczynku na bogomyślności na kilka dni się zamykał. Zwołał Sobór prowincyonalny, na którym uchwalono najpotrzebniejsze ustawy tyczące się karności kościelnéj, obyczajów ludu wiernego, i stosunków jego z pozostałemi jeszcze poganami.

Obarczony tylu pracami apostolskiemi, wiódł życie bardzo umartwione: wiele czasu a szczególnie w nocy, odmawiając sobie spoczynku, poświęcał na modlitwę, wzdychając ciągle za koroną męczeńską: „Celem wszystkich pragnień moich, pisał on do Hutberta Biskupa Kantorberyjskiego, jest wylanie krwi za wiarę w Jezusa Chrystusa, i w obronie jego Ewangelii. Trzeba nam w walce nie ustawać, bo w ciężkich czasach żyjemy. Jeśli taka wola Boża, oddajmy życie za wiarę Ojców Świętych, abyśmy razem z nimi do Królestwa Niebieskiego się dostali. Spraw o! Boże, abyśmy nie usypiali na urzędzie najwyższego strażnictwa nam powierzonego, i nie stali się psami milczącemi, albo najemnikami, uchodzącemi przed wilkiem. Bądźmy pasterzami gorliwymi, czujnymi, w głoszeniu słowa Bożego nieustającymi, bez względu na osoby, i nie oglądając się co nas za to spotkać może.”

Gorliwość ta, którą zalecał drugim, a któréj sam dawał wysoki przykład, ściągnęła na niego z wielu stron prześladowanie, które mu nieraz groziło i śmiercią, od któréj prawie cudownie bywał zachowany. Między innemi dwaj wyrodni kapłani Albert i Klemens, zapadłszy w odszczepieństwo, wielką na niego wywołali byli burzę. Obaj jednak ustąpić musieli przy mężnéj stałości Świętego, i jeden przez sobór Suasoński, a drugi przez Papieża, wyklęci zostali.

Widząc sługa Boży, że wiara już w całych południowych i zachodnich niemieckich krajach rozkrzewioną była, a tylko jeszcze we Fryzyi, od któréj on był zaczął, bałwochwalstwo przemagało, umyślił wrócić do tego ludu, i na nowo prace swoje apostolskie rozpocząć. Za zezwoleniem tedy Papieża, złożył Arcybiskupstwo Mogunckie, i zamianował na swoje miejsce Lullę, towarzysza wszystkich jego prac apostolskich, i sam go wyświęcił, prosząc, żeby po śmierci, gdziebykolwiek go spotkała, ciało jego do klasztoru w Fuldzie przeniesione było. Wziąwszy tedy z sobą trzech kapłanów, trzech dyakonów i czterech zakonników, puścił się do Fryzyi. Tą razą w krótkim czasie niezmiernie wielką liczbę pogan tam ochrzcił, wiele kościołów i klasztorów założył, i ustanowiwszy w Trajekcie nową dyecezyą, wyświęcił tam na Biskupa, wielkiéj świątobliwości kapłana, nazwiskiem Eobana.

Razu pewnego przebiegając tę krainę, kazał rozbić namioty dla siebie i swoich towarzyszy, nad rzeką Bortną, gdzie nazajutrz miał nowonawróconym chrześcijanom, udzielać Sakramentu Bierzmowania. Tymczasem poganie, którzy ciągle na jego życie czyhali, korzystając z odosobnienia na jakiém się wtenczas Bonifacy znajdował, tegoż dnia wieczorem rzucili się na ten mały obozik sług Bożych. Święty widząc że garstka wiernych która przy nim była, chciała z orężem w ręku stawić opór napadającym poganom, wstrzymał ich od tego mówiąc: „Synowie najmilsi, walka orężem byłaby tu próżną przeciw tak wielkiéj zgrai. Widzę że Bogu podoba się dać nam dziś zapłatę za prace nasze, nie lękajmy się śmierci dla Jezusa Chrystusa, który z wielkiej ku nam miłości, sam ją za nas poniósł.” I to rzekłszy, z krzyżem i Ewangelią w ręku, wystąpił przeciw poganom, którzy rzuciwszy się na niego, zamordowali go w tejże chwili. Widać że zrazu mąż Boży, musiał się zasłonić księgą Ewangelii, bo znaleziona potém przebita była mieczem, chociaż żadna litera w niéj nie została uszkodzoną.

Lullus odzyskał ciało świętego Męczennika lubo z wielką trudnością, i przeniósł je według jego woli do klasztoru w Fuldzie. Święty Bonifacy sprawował urząd Biskupi lat trzydzieści sześć, a opowiadał Ewangelią w Niemczech lat czterdzieści. Otrzymał koronę męczeńską roku Pańskiego 754.

Pożytek duchowny

Czytanie żywotów świętych Męczenników, któremu od młodych lat święty Bonifacy oddawał się z upodobaniem, dopomogło mu do tego że i sam korony męczeńskiéj dostąpił. Wielu znakomitych sług Bożych, podobnież przez czytanie żywotów Świętych, świętymi zostało. Staraj się i ty być z téj liczby, ale pamiętaj że na to trzeba nie tylko ich sprawy podziwiać, lecz za łaską Pańską, i cnoty naśladować.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Bonifacego Biskupa i Męczennika, Apostołem ludów niemieckich postanowił; też ludy przez niego nawrócone, za jego pośrednictwem i zasługami, w jedności wiary zachowaj, a oderwanych od Kościoła, na łono jego racz co prędzéj przywrócić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 462–464

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 466

Wielkiego tego Świętego niczym lepiej uczcić nie zdołamy, jak tym, że żyć będziemy zawsze pełni wiary w te same nauki i zasady, jakie on wyznawał.

Ludwik I król bawarski uczcił pamięć tego Świętego postawieniem w Monachium kościoła i klasztoru. Kościół, ozdobiony w drogocenne malowidła przedstawiające życie i czyny świętego Bonifacego, jest jednym z piękniejszych w Niemczech. Klasztor obsadził król benedyktynami, w których żyje duch Świętego, wydając błogie owoce.

W roku 1849 założono wielkie stowarzyszenie pod opieką świętego Bonifacego, mające na celu wspieranie wszelkich dążeń Kościoła katolickiego wobec protestantów. Stowarzyszenie to obejmuje obecnie kilkadziesiąt biskupstw, z których corocznie płyną liczne ofiary na po pieranie jego zadań.

Tags: św Bonifacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Niemcy
2020-06-01

Bł. Jakóba Strzemienia (de Strepa) Arcybiskupa lwowskiego, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1411.

(Żywot jego był obszernie napisany przez Księdza Barnabę Kędzierskiego, a znajduje się i w zbiorze ojca Floryana Jaroszewicza pod dniem 8 Kwietnia.)

Błogosławiony Jakób ze starożytnéj rodziny Strzemieniów, za rycerskie czyny jednego z jéj przodków, na polu bitwy od Bolesława Chrobrego szlachectwem obdarzonéj, a wysokiemi w Polsce zasługami, i dostojeństwami zaszczyconéj, urodził się w Wielkiéj Polsce, w drugiéj połowie czternastego wieku, z rodziców wielce pobożnych, którzy go od młodości w cnotach chrześcijańskich wyćwiczyli i ustalili. Wcześnie téż łaską Ducha Świętego uprzedzony, nie przyłożył serca do marności tego świata, lecz robiąc Bogu ofiarę z rodzinnego szczęścia jakiego w domu zażywał, i ze znacznego majątku jaki go czekał, jak również i zaszczytów, które go w służbie krajowéj niechybnie spotkać mogły, zaledwie lat młodzieńczych dorosłszy, postanowił poświęcić się wyłącznie Panu Bogu na służbę.

Podówczas zakon świętego Franciszka Patryarchy Asyzkiego, tylko co i w Polsce był się ustalił, a jeszcze na późniejsze swoje nie rozdzielał się gałęzie. Błogosławiony Jakób, wstąpił do zakonu Braci Mniejszych w ich klasztorze w mieście Lwowie założonym. Pociągnął go do tego Zgromadzenia, duch ubóstwa i pokory, na których był on ugruntowany, a które to cnoty dla tém wierniejszego naśladowania Chrystusa Pana były, ulubionemi tego świętego młodzieńca cnotami. A jako drzewo młode na lepszy i właściwy grunt przesadzone, bujniejszego wzrostu nabiera, tak i nasz Święty przeniosłszy się ze świata do zakonu, od pierwszéj chwili przyjęcia habitu, tak wielki w cnotach zakonnych uczynił postęp, że wkrótce najdawniejszych i najostrzejszego życia współbraci, doskonałością przewyższał. Dla ukończenia zawodu nauk teologicznych, wysłany został do Rzymu. Wracając ztamtąd do kraju, zatrzymał się przez pewien czas w klasztorze Asyzkim, a przybywszy do Lwowa, niezwłocznie przyłączony został do braci swoich, misyą po całéj Rusi odprawiających, między którymi odznaczył się wielką ostrością życia, i niezmordowaną w pracach apostolskich gorliwością.

Podczas gdy w tym zawodzie pracował, obranym został na Przełożonego klasztoru Lwowskiego, a od Stolicy Apostolskiéj otrzymał urząd Wikarego Generalnego całéj misyi na Rusi, tak z Braci Mniejszych, jako i z Dominikanów złożonéj. Oba te obowiązki przydały i nowego bodźca Jakóbowi w służbie Bożéj, i jeszcze obszerniejsze pole do nabywania dusz Chrystusowi Panu otworzyły dla jego apostolskiéj gorliwości. Odbywając misyą obiegł całą Ruś, Wołyń, Pokucie, Wołoszczyznę i inne okoliczne kraje, nad któremi był także od Stolicy Apostolskiéj postanowiony Inkwizytorem, to jest najwyższym urzędnikiem w sprawach tyczących się wiary. Na urzędzie tym, zasłynął szczególną łagodnością i miłością, z jaką obchodził się z innowiercami lub katolikami od wiary świętéj odpadłemi. Zwykle odstępców, którzy z wyraźnemi oznakami szczeréj skruchy na łono Kościoła powracali, od wszelkiéj kary uwalniał.

Po śmierci Arcybiskupa Halickiego Bernarda, który naszego Świętego w wielkiém miał poszanowaniu, i nazywał zesłanym mężem dla zbudowania Kościoła Bożego w tych krajach, Władysław Jagiełło król polski, błogosławionego Jakóba przedstawił Papieżowi Bonifacemu IX na miejsce zmarłego Pasterza. Jakoż, Jakób zamianowany został przez Ojca świętego na Arcybiskupstwo Halickie, które odtąd Lwowskiém się stało, i tenże przez Macieja Biskupa Przemyślskiego w katedrze Tarnowskiéj wyświęconym został i Paliusz otrzymał.

Wyniesiony na tę godność, trudno jest wypowiedzieć w jak wysokim stopniu jaśniał cnotami doskonałego Pasterza, przez lat ośmnaście swego zarządu tą dyecezyą. Zasiadając na pierwszéj stolicy w tym kraju, i ubogą suknię swego zakonu zachował, i również ubogi jak kiedy był zakonnikiem, sposób życia prowadził. Umartwień ciała przydawał jeszcze więcéj, na modlitwie trawił wszystek czas który mu od koniecznych jego obowiązków zbywał, spoczynku nocnego w tym celu sobie często odmawiając. Z dochodów Arcybiskupstwa, na własne utrzymanie używając tyle tylko ile mu do wyżycia niezbędném było i dwór arcybiskupi znacznie zmniejszywszy, wszystko rozdawał ubogim, opatrywał biedniejsze kościoły, zakładał nowe klasztory, i wiele dobroczynnych zakładów powznosił. Na znak zaś doskonałego swojego ze światem i wszelką jego próżnością zerwania, do pieczęci swojéj arcybiskupiej, w miejscu świetnego herbu którym ród się jego szczycił, używał wizerunku Matki Boskiéj, do któréj od lat najmłodszych miał szczególne nabożeństwo. Wszelkiemi téż sposobami gdy został Arcybiskupem, starał się o rozszerzenie czci przenajświętszéj Panny. Przez odprawienie na Jéj cześć ćwiczeń pobożnych, codziennie wieczorem zbierał lud do katedry, i tam miewał do zgromadzonych nauki do nabożeństwa ku Maryi pobudzające, kończąc je modlitwami i pieśniami: Witaj Królowo, i Pomnij Matko Boga. Pobożny ten zwyczaj trwał długo potém, na czas pewien był przerwany, lecz w roku 1619 za staraniem Magistratu Lwowskiego wznowiony został.

Święty ten Pasterz, gorliwie starał się o rozbudzenie w sercach wiernych czci ku Panu Jezusowi w tajemnicy Ołtarza utajonemu. W tym celu nakazywał jak najczęstsze wystawienia przenajświętszego Sakramentu, tak w kościołach Lwowsskich jak i w innych jego Archidyecezyi, a dla zachęcenia wiernych do obecności wtedy w kościele, przywiązał do tego czterdzieści dni odpustu. Za jego rządów wielka liczba nowych parafii w Archidyecezyi powstała, w których on własnym kosztem kościoły budował i uposażał.

Jeszcze za Kazimierza Wielkiego, który Ruś przyłączył do Polski, wyszło było pozwolenie dla innowierców osiedlania się we Lwowie, byle wiarę katolicką przyjęli. Wielu téż z nich przybyło do tego miasta. Wkrótce po objęciu stolicy Arcybiskupiéj, błogosławiony Jakób dowiedział się, iż im z trudnością przychodzi dawać dziesięciny należne mu z gruntów na których osiedli, i że to obudza w nich sarkanie przeciw prawom Kościoła do którego się przyłączyli. Zwolnił ich przeto od téj daniny, i tym sposobem nietylko wsparł hojnie, lecz oraz i chwiejących się w wierze utwierdził.

Ciężkie Pasterskiego swojego urzędu obowiązki, aby przy zwątlonych pracami siłach mógł łatwiéj spełniać, przybrał sobie za Koadjutora czyli Sufragana, Zbigniewa Biskupa Laodyceńskiego, męża mądrością i cnotami obdarzonego, a który w bardzo rozległéj jego owczarni wyręczał go w niektórych pasterskich czynnościach.

Do arcybiskupiéj dostojności przywiązaną senatora królestwa godność, podobnież jak arcybiskupią, sumiennie gorliwie i święcie piastował. Na zjazdach tak publicznych jak i prywatnych, rady jakie dawał odznaczały się zawsze wielką roztropnością, trafnością, sumiennością i wszelką z jego strony gotowością chociażby na największe dla dobra ojczyzny ofiary. Wszyscy go téż nazywali ojcem ojczyzny, stróżem pokoju wewnętrznego i światłem najwyższéj Rady Państwa.

Sędziwym wiekiem, a bardziéj nieustannemi pracami na chwałę Boga i pożytek dusz mu powierzonych podjętemi, na siłach czując się osłabionym i sądząc się blizkim końca swojego żywota, wcześnie testament sporządził, w którym jako ubogi zakonnik którym nigdy być nie przestał, polecał tylko aby go pochowano w klasztorze Braci-mniejszych we Lwowie, a nieinaczéj jak w prostéj dębowéj trumnie. Należną zaś zapłatę dworzanom i sługom Arcybiskupstwa w gotówce złożoną przekazał, i prosił aby infułę któréj najczęściéj używał, a którą do późnych czasów w klasztorze Lwowskim jako relikwie przechowywano, kapelanowi jego oddano.

Nakoniec pełen cnót i zasług, po ośmnastoletnich i miesięcy trzy rządach swoich Arcybiskupich, w roku Pańskim 1411, w miesiącu Styczniu przeniósł się do wieczności, żadnej zgoła po sobie spuścizny nie pozostawiając, prócz pamięci świątobliwego życia i rzewnego żalu ubogich, wdów i sierot, których był ojcem najlepszym i opiekunem najtroskliwszym przez cały czas swojego pasterstwa.

Miejsce w którém zwłoki jego złożone były, według jego woli w klasztorze Braci Mniejszych, po upływie pewnego czasu odkryć nie można było, aż w roku 1626 wypadkiem wynalezione one zostały. To gdy zaszło, rozbudził Pan Bóg w ludzie wiernym szczególne do tego wielkiego sługi Swego nabożeństwo, i grób jego mnogiemi zajaśniał cudami. Ojciec święty Pius VI, cześć przez tyle wieków świątobliwemu Arcypasterzowi temu nieustannie oddawaną i coraz liczniejszemi cudami uświetnioną, wyrokiem apostolskim zatwierdził i w roku Pańskim 1790 w poczet go Błogosławionych wpisał, na uroczystość jego dzień 1 Czerwca wyznaczając.

Pożytek duchowny

Naśladuj świętego tego Arcybiskupa w jego nabożeństwie do Matki Bożéj. On zaprowadził zwyczaj w swojéj Archidyecezyi, aby Ją każdego wieczora pieśniami i pobożnemi ćwiczeniami uczczono. Staraj się i ty dzień każdy kończąc, uczcić Ją w sposób szczególny, a jeśli ci to możliwe, czyń to i w gronie domowników twoich, albo innych pobożnych osób.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś w błogosławionym Jakóbie Wyznawcy Twoim i Biskupie, ducha apostolskiego w ogłaszaniu Ewangelii przedziwnie wznowił: spraw prosimy, abyśmy za jego pośrednictwem, przez żywą wiarę i ćwiczenie się w cnotach, coraz ściśléj z Tobą się jednoczyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 450–452.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 457–458

Prawdziwa miłość Pana Jezusa objawia się w gorliwości o zbawienie bliźnich naszych, według tego, jak powiedział Pan Jezus do świętego Piotra: „Jeżeli Mnie miłujesz więcej aniżeli inni, paś baranki Moje”. Jeśli i ty chcesz jawnie okazać, że szczerze – a nie w słowach tylko – miłujesz Pana Jezusa, staraj się o zbawienie bliźnich twoich, zwłaszcza tych, którzy od ciebie zależą. Staraj się ich zachęcić do pobożności i miłości Bożej namową i przykładem własnym.

Naśladuj również tego błogosławionego biskupa w jego nabożeństwie do Matki Bożej. Zaprowadził on w swojej archidiecezji zwyczaj, aby każdego wieczora czczono Ją pieśniami i pobożnymi ćwiczeniami. Staraj się i ty, kończąc dzień, uczcić Ją w sposób szczególny, a jeśli to możliwe, czyń to w gronie domowników swoich.

Tags: bł Jakub Strzemię „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup Inkwizycja Maryja Polska Lwów
2020-05-28

Św. Hermana Biskupa Paryzkiego

Żył około roku Pańskiego 576.

(Żywot jego był napisany przez świętych Fortunata i Grzegorza Turoneńskiego Biskupów.)

Święty Herman, wielki swojego czasu cudotwórca, przyszedł na świat w Burgundyi, około roku Pańskiego 459. Ojciec jego Eleuter, a matka Euzebia, należeli do jednéj ze znakomitszych rodzin tego kraju. Lecz rodzice jego byli to ludzie bardzo zepsuci, a matka do tego stopnia wyrodna, że zasmucona tém iż wiele już miała dzieci przy małym majątku, gdy Hermana w łonie swojém nosiła, zadała sobie napój, przez który chciała dziecię swoje zabić zanim na świat przyjdzie. Cudem tylko Opatrzności Boskiéj nie stało się ono ofiarą tej zbrodni.

Herman którego wychowanie było bardzo niedbałe, oddany został do szkół w miasteczku Awalon, wraz z rówiennikiem i stryjecznym bratem swoim imieniem Stratydyasz. Czekał ich obydwóch znaczny spadek po bogatym stryju. Matka Stratydyasza powodowana chciwością, chcąc go jedynie swojemu synowi zapewnić, umyśliła Hermana otruć. Opatrzność i w tym wypadku czuwająca nad nim, dopuściła że sługa która miała mu zadać truciznę pomyliła się, i napój nią zaprawny podała Stratydyaszowi, który tylko co życiem tego nie przypłacił, i w skutek tego na całe życie trądem został dotknięty.

Biedny Herman, widząc się tak okrutnie prześladowanym od najbliższéj swojéj rodziny, rozstał się z nią na zawsze, i udał się do dalekiego krewnego swojego Skupiliona człowieka wielkiéj świątobliwości, który i przykładném życiem i staraniami około niego, wynagrodził mu to wszystko co wycierpiał w domu. Żyli jakby dwaj święci zakonnicy, oddając się głównie różnym ćwiczeniom pobożnym i uczynkom miłosierdzia. Chociaż o pół mili oddaleni od kościoła, codziennie według ówczesnego zwyczaju obecni byli na pacierzach kanonicznych, publicznie tam odprawianych, i od tego nie powstrzymywała ich ani zimowa pora roku, ani największa niepogoda i chłody. Resztę dnia spędzali na czytaniu ksiąg świętych i nawiedzaniu ubogich, którym z największą miłością służyli wspierając ich wedle możności.

Biskup miasta Otę (Autun) święty Agrypin, dowiedziawszy się o wielkiéj świątobliwości młodego Hermana, nakłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, a w lat trzy potém, pomimo oporu jaki stawiła w tém jego pokora, wyświęcił go na kapłana. W zawodzie kapłańskim, zajaśniawszy wszystkiemi cnotami temu stanowi właściwemi, został opatem klasztoru świętego Symforyana, na przedmieściu ówczesnego Paryża, będącego. Nowy Opat rządził braćmi swoimi z taką roztropnością, miłością i pilnością że wkrótce zgromadzenie to stało się wzorem najściślejszéj karności zakonnéj, która przed jego przełożeństwem była bardzo upadła. Sława świątobliwości Opata klasztoru świętego Symforyana, przyciągnęła do jego zgromadzenia wiele dusz wybranych; miłosierdzie jego dla ubogich zjednało mu serca mieszkańców całéj okolicy, a nauki jakie miewał do przybywających coraz tłumniéj aby je słuchać, najzbawienniejszy wpływ wywierały na wiernych, którzy z bardzo nawet odległych stron tam się zbiegali. Przytém już wtedy Pan Bóg obdarzył go był łaską przepowiadania przyszłości i czynienia cudów, co słowom jego i wpływowi jeszcze większą przydawało powagę.

Żadnego ubogiego nie odprawiał od furty klasztornéj bez wsparcia. Razu pewnego tak był wszystko rozdał biednym, że ani jeden bochenek chleba nie został w zapasie dla braci. Niektórzy z nich zaczęli na to szemrać. Święty udał się na modlitwę, i zaledwie ją skończył, a oto najniespodzianiéj, pewna pobożna pani przysłała klasztorowi kilka koszów chleba, i nazajutrz nadeszły wozy naładowane różnemi wiktuałami.

Lecz Pan Bóg chciał tego sługę Swego wyprobować i prześladowaniem złych ludzi. Ci do tego stopnia oczernili świętego Hermana przed Biskupem (którym podówczas nie był już święty Agrypin, który go znał dobrze i wielce poważał), że ten kazał go wtrącić do więzienia.

W kilka godzin po jego zamknięciu, drzwi więzienne cudownie otworzyły się, lecz Święty nie chciał wyjść bez pozwolenia Biskupa, który tym jego czynem zbudowany, poznał kim był Herman, i odtąd był dla niego z największém uwielbieniem. Pod tęż porę wszczął się jest pożar w zabudowaniach klasztornych, i groził zupełném zniszczeniem gmachu. Herman kilku kroplami wody święconéj ugasił go w jednéj chwili. Rozgłos tych i wielu innych cudów, tak rozniósł sławę jego świątobliwości po całym kraju, że gdy w roku Pańskim 554 umarł Biskup Paryzki, naszego Świętego na jego miejsce powołano. Długo się temu opierał, lecz w końcu musiał uledz woli króla Childeberta, który uczynił go swoim nadwornym jałmużnikiem, to jest kapelanem królewskim, i powierzył się jego przewodnictwu duchownemu.

Wysokie te godności nie zmieniły w niczém jego sposobu życia ubogiego i umartwionego, a tylko utwierdziły go w tém głębszej pokorze, i jego wielkiéj dla ubogich litości dozwalały tém hojniejsze sypać jałmużny, jako téż wspierać ich wpływem, jaki miał u dworu i u samego króla. Od rana do wieczora oddany sprawom tyczącym się zarządu jego dyecezyi, prawie całą noc spędzał na modlitwie, i zwykle w kościele przed przenajświętszym Sakramentem. Pościł niemal ciągle, a w najostrzejsze zimna nie ogrzewał swojego mieszkania. Posiadając całą ufność królewską, do spraw cywilnych nie wtrącał się wcale, zajęty jedynie pracą około uświątobliwienia swoich owieczek, i wspierania wszelkiego rodzaju nędzy. Król miał zwyczaj codzień dawać mu pieniądze dla ubogich. Razu jednego dostawszy bardzo wielką summę, gdy w ciągu dnia nie zdarzyła mu się sposobność użycia wszystkiego, resztę odniósł królowi. Lecz ten wspaniałomyślny monarcha, oddał mu to napowrót mówiąc: „iż może być pewnym, że znajdzie się w szkatule królewskiéj zasób niewyczerpany do czynienia jałmużny, ile mu się spodoba.”

Pod takim Królem i takim Biskupem, lud wielkiéj pomyślności zażywał, a Pan Bóg cudem głośnym podówczas w całym świecie, i jednego i drugiego hojność dla ubogich nagrodził i uświetnił. Childebert znajdując się w zamku swoim Celskim, w okolicach miasta Melun, zachorował śmiertelnie i już żadnéj nie było nadziei uratowania mu życia. Przybył do niego święty Biskup, całą noc spędził na modlitwie, a rano włożywszy na króla ręce, uzdrowił go najzupełniej. Childebert na pamiątkę tego cudu, zamek Celski z jego przyległościami zapisał katedrze Paryzkiéj, w akcie na to sporządzonym, opisując cud któremu życie zawdzięczał. Po wyprawie swojéj na Hiszpanią tenże monarcha, wybudował w Paryżu wspaniały kościoł, dziś będący właśnie nazwany kościołem świętego Hermana, i do niego przydał obszerne zabudowania dla zakonników, których tam umieścił pod przewodnictwem naszego Świętego. W krótkim czasie zapełnił on to zgromadzenie wielkiéj świątobliwości zakonnikami, których pierwszym opatem zrobił świętego Doroktoweusza. To dało początek sławnemu opactwu świętego Hermana pod Paryżem, z którego późniéj wyszło tak wielu znakomitych mężów kościelnych, tylu Kardynałów świątobliwych i uczonych Prałatów.

Lecz święty Herman stawiając na tak świetnéj stopie pod jego zarządem zostające zgromadzenie zakonne, również zbawiennych owoców swojéj biskupiéj gorliwości doczekał się i na duchowieństwie świeckiém. Seminaryum pod jego okiem będące, wydało mnóstwo kapłanów najzacniejszych, i nimi obdarzyło całą jego wielką dyecezyą. Używało takiéj sławy, że z obcych nawet i bardzo odległych Biskupstw, przysyłano do Seminaryum świętego Hermana młodych kleryków, którzy w tak doskonałéj szkole wyćwiczeni, po całym kraju roznosili ducha gorliwości i świątobliwości kapłańskiéj.

Za życia jeszcze uczynił był tak wielką liczbę cudów, że święty Fortunat Biskup Pitkawski (Poitiers) podówczas żyjący, w życiu jego, które napisał, wylicza ich około dziewięciuset i przydaje że wiele opuścił. Słoma z siennika na którym sypiał, kawałki a nawet nitki z jego sukni, łzy jego zebrane, listy przez niego pisane, okazanie się jego we śnie, wszystko to były cudowne lekarstwa, przywracające zdrowie najcięższemi chorobami lub kalectwem dotkniętym. Gdy wychodził z kościoła, umieszczano na drodze jego długie szeregi chorych, których uzdrawiał w tejże chwili. W miasteczku Medon, gdzie wybuchło powietrze, kilkudziesięciu niém dotkniętych, uzdrowionych zostało chlebem przez niego poświęcanym.

Dożył już był lat ośmdziesięciu, gdy mając sobie objawiony dzień śmierci, kazał wypisać jej datę nad swojém łóżkiem, i sporządziwszy testament wyraził w nim prośbę aby go pochowano przy kościele wybudowanym przez króla Childeberta, który dla tego poźniéj kościołem świętego Hermana został nazwanym. Umarł pełen cnót i zasług dnia 28 Maja roku Pańskiego 576. Gdy ciało jego z wielką czcią niesiono do Opactwa, na przejścia około więzienia stało się ono tak ciężkiém iż go z miejsca poruszyć żadnym sposobem nie mogli, aż więźniów z rozkazu króla uwolniono.

Pożytek duchowny

Święty Herman obarczony ważnemi sprawami zarządu swojéj dyecezyi, po całodziennym trudzie, zwykle większą część nocy przepędzał na modlitwie w kościele. Podobnie wielu Świętych czyniło i czyni. Czy nie jesteś czasem z téj liczby dusz oziębłych, którym na wszystko czas wystarcza, a nigdy na to aby przez cokolwiek dłuższe modlitwy wypraszać sobie łaski potrzebne do zbawienia, a których Pan Bóg udziela tylko tym którzy o nie ciągle proszą.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Hermana wyznawcę Twojego i Biskupa, darem gorącéj modlitwy obdarzył, za jego pośrednictwem błagamy pokornie, racz nam udzielić ducha wytrwałéj modlitwy, i ucz nas wypraszać sobie przez nią najpotrzebniejsze łaski. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 434–436.

Tags: św Herman „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup aborcja modlitwa wytrwałość
2020-05-13

Św. Serwacego Biskupa

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Turoneńskiego.)

Święty Serwacy był rodem z ziemi Żydowskiéj, z prowincyi Penestryjskiéj położonéj na południowéj granicy Persyi i Armenii. Miał to wielkie szczęście, iż pochodził z rodziny Matki Bożéj, a więc i Samego Pana Jezusa: był potomkiem w drugiém albo trzesiém pokoleniu Emeryi, siostry rodzonéj świętéj Anny Matki przenajświętszéj Panny Maryi, zaślubionéj Enimowi bratu świętéj Elżbiety. Jeden z najdawniejszych pisarzy kościelnych, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa żyjący, powiada że imię Serwacego od wyrazu łacińskiego servare co znaczy przechowywać, nadano mu z polecenia Anioła, który objawił się był przy Chrzcie jego, zapowiadając że miał żyć nadzwyczajnie długo, co w istocie się spełniło.

W młodym wieku przybył do Jerozolimy, gdzie wiódł życie bardzo pobożne: większą część dnia przepędzał w kościele, pilnie czytywał księgi święte, i wedle możności spełniał uczynki miłosierne, sam nawet usługując ubogim chorym. Cnoty jakiemi się odznaczył, i ród najświętszy z którego pochodził, zwróciły na niego uwagę Biskupa, który go, jak tylko do lat doszedł, wyświęcił na kapłana. Otrzymawszy wyższe święcenia, Serwacy jeszcze wyłączniéj oddał się bogomyślności, wiódł życie nadzwyczaj umartwione i z wielką gorliwością służył wiernym, sprawując święte obrzędy i słowo Boże głosząc.

Razu pewnego, gdy trwał na gorącéj módlitwie i polecał Bogu potrzeby powszechnego Kościoła, już w całym prawie świecie rozszerzonego, stanął przed nim Anioł mówiąc mu, iż jest wolą Bożą aby się udał do Francyi do miasta Tongru, a wówczas zwanego Oktawią, gdyż tam ma zostać Biskupem dyecezyi oddawna pozbawionéj Pasterza. Puścił się Święty w drogę, uzyskawszy na to błogosławieństwo od Biskupa Jerozolimskiego, a mając w podróży za nieodstępnego towarzysza tegoż Anioła, który mu był przyniósł rozkaz od Boga aby się w tak odległe kraje udał.

Przybywszy do miasta Tongru, wszedł do kościoła przenajświętszéj Panny, który był głównym tego miasta, to jest katedralnym kościołem, i zastał tam właśnie lud i duchowieństwo zgromadzone dla obrania Biskupa, po długo osieroconéj stolicy. Dawno już tam byli zebrani, a na wybór zgodzić się nie mogli, kiedy cudownym sposobem, wskazany im został na Biskupa, tylko co do ich miasta przybyły święty Serwacy. Jakoż wyświęcono go na tę pasterską godność, za panowania cesarza Konstantyna roku Pańskiego 315, jak to świadczą przechowane po dzień dzisiejszy akta tyczące się pierwszych Biskupów miasta Tongru.

Jak cudowném było jego przybycie do téj Dyecezyi, i cudowne wyniesienie na Biskupstwo, tak również cudownóm było i to że nie, znając języka ludu którego został Pasterzem, w skutek podobnego daru jaki mieli Apostołowie po odebraniu Ducha Świętego, wszyscy z jakiegokolwiek byli narodu, rozumieli go gdy miewał nauki i kazania. I co większa, dar ten posiadał jedynie do rzeczy tyczących się religii i spraw duchownych. Tylko wtedy gdy o takowych rozmawiał, każdy go rozumiał, lecz skoro miał potrzebę rozmówić się o sprawach doczesnych, nikt go nie rozumiał ani on nikogo, i musiał używać tłómaczów.

Jak z tego cudownego daru języków, tak i z życia swojego i świątobliwości podobny był. ten wielki cudotwórca do Apostołów. Miłośnik ewangelicznego ubóstwa; na wzór uczniów Pańskich, zawsze pieszo chodził. Nie nie zatrzymując z posiadłości i dochodów Biskupich, wszystko rozdawał ubogim, nic prawie na własne utrzymanie nie potrzebując, gdyż i tak ścisłych i ciągłych postów posiadał łaskę, że rzadko kiedy brał inny posiłek prócz przenajświętszego Ciała i Krwi Pańskiéj, podczas Mszy świętéj. Resztki z pokarmów które pożywał tylko niekiedy, posiadały tę własność, iż podane trędowatym, przywracały im zdrowie, a nawet woda którą umywał ręce po Mszy świętéj, miała tęż samę moc cudowną.

Za jego czasów powstała już była bezbożna herezya aryańska, i w całym Kościele nurtowała, jak najzgubniejsza dusz wiernych trucizna. Gorliwość Biskupów zgromadzała Sobory, aby błędy te potępić uroczyście, i wiernych od nich uchronić. Na kilku takowych zebraniach, znajdował się święty Serwacy, i na każdém z nich odznaczał się gorliwością, nauką i wymową, a szczególnie na Soborze Sardyckim, odbywającym się w roku Pańskim 347, gdzie głównie za jego staraniem błędy aryanizmu wyświecone i potępione zostały.

W trzy lata potém, wraz z Arcybiskupem Trewirskim Maksyminem, wysłany był przez Magnencyusza pretendenta de korony cesarskiéj, do cesarza Konstancyusza, i pośrednictwem swojém u niego powstrzymał wojnę, którą cesarz ten już zamierzał rozpocząć, a która byłaby całą Francyą na wielkie naraziła klęski.

Sława jego świątobliwości i dzielności w występowaniu przeciwko aryanom, skłoniła Ojców zebranych na soborze w Rimini, aby i jego tam zawezwali. Przybył téż nasz Święty, i gdy przewrotne a zręczne wykręty aryanów, już miały podejść wielu Biskupów na soborze tym obecnych, święty Serwacy, wyświecając ich podejścia i dzielnie stawiąc im czoło, wszystkich za sobą pociągnął.

Po powrocie do własnéj dyecezyi, zastał zbuntowanych przeciw sobie mieszkańców Tongru, którzy dali się powodować nieprzyjaciołom świętego Biskupa, korzystającym z jego obecności na soborze, aby przez ten czas dyecezyan jego przeciw niemu zniechęcić.

Przyszło do tego, iż go wygnali z miasta. Święty modląc się za zaślepiony i występny lud swój, udał się wraz z kanonikami do miasta Utrechtu, zkąd Dyecezyą swoją jak mógł zarządzał. W tym czasie objawił mu Pan Bóg napad Hunnów, dzikiego narodu, na Francyą, którą mieli zniszczyć, a najbardziéj miasto Tongr, które przez wygnanie świętego Biskupa, ciężko przed sprawiedliwością Bożą zawiniło. Zasmucony tém Serwacy, postanowił odbyć pielgrzymkę do grobów świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rzymie, w celu uproszenia za ich pośrednictwem zmiłowania Bożego nad Francją, a szczególnie nad miastem Tongrem. Przybywszy do grodu Piotrowego, trzy dni i trzy nocy nie biorąc żadnego posiłku, trwał na modlitwie przy grobie świętych Apostołów, a dnia trzeciego, objawił mu się święty Piotr oznajmując, iż za ciężkie grzechy mieszkańców Francji, sprawiedliwość Boża postanowiła nieodwołalnie dopuścić napad Hunnów na kraj ten, i że kościoł tylko w Mec, na prośby świętego Stefana, Patrona głównego tego miasta, ocaloném będzie: co téż się i stało.

Gdy Święty wracał do Francyi, już Hunnowie pojawili się i schwytali go w drodze, a związanego poruczyli straży kilku żołnierzy stojących na polu, obok ich obozu. Było to w samo południe, i w dniu letnim bardzo skwarnym. Kazali mu leżeć na ziemi, na miejscu wystawioném na słońce, bez żadnego cienia. Aż oto, ukazał się ogromnéj wielkości orzeł, który jedném skrzydłem osłaniał Świętego od słońca, a drugiém powiewał nad nim dla ochłody. Zdziwieni tym cudem barbarzyńcy, spytali go jakiéj był religii, a dowiedziawszy się iż jest chrześcijaninem, poprosili go aby ich pobłogosławił, i wolnego puścili.

Po przybyciu do Tongru, już tą razą mieszkańcy z wielką czeią go przyjęli, lecz że odebrał był od Boga rozkaz aby szedł do Utrechtu, gdzie wkrótce miał życia dokonać, pożegnawszy się z nimi, i w gorliwéj przemowie polecając aby czynili pokutę przy grożącéj im strasznéj klęsce, udał się w drogę w towarzystwie wielu pobożnych, którzy go z płaczem odprowadzali. Wśród podróży gdy chciał spocząć na polu, a nie było na czém usiąść, ziemia się koło niego uniosła w kształcie ławeczki darniowéj, i po dziś dzień pozostał tam wzgórek, wzgórkiem świętego Serwacego zwany.

Skoro stanął w Utrechcie, kazał przygotować sobie skromny grobowiec. W dni kilka zapadł na lekką gorączkę, a odprawiwszy jeszcze Mszę Świętą, i przyjąwszy ostatnie Sakramenta, zapowiedział ludowi iż umrze o godzinie dziewiątéj wieczorem, dnia tegoż, co téż nastąpiło, abyło to dnia13-go Maja, roku Pańskiego 388.

Przez lat wiele po jego zgonie, uważano iż w zimie, gdy śnieg najobfitszy okrywał całą okolicę, na grób jego nigdy nie padał. Było to znakiem, pisze święty Grzegorz Turoneński, że Pan Bóg chciał aby.grób tego wielkiego Jego sługi, uczczono wybudowaniem w tém miejscu kościoła. Jakoż, na tém miejscu wzniesiono dla jego zwłok wspaniały kościoł pod jego wezwaniem.

Pożytek duchowny

Podziwiając liczne cuda, jakimi jaśniał święty Serwacy jeszcze za życia, pobudź się do tém większéj w jego pośrednictwo ufności, gdy już teraz w chwale wiekuistéj króluje. Taką ożywiony, poleć mu potrzeby Kościoła Bożego, którego on był gorliwym obrońcą na ziemi, a teraz jest możnym przyczyńcą w Niebie; a także potrzeby własnéj duszy.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Serwacego wyznawcę Twojego i Biskupa, licznemi wsławił w Kościele cudami, tenże Kościoł Twój święty, za jego pośrednictwem, od wszelkich niepokojów i przeciw niemu powstających błędów, racz miłościwie uwolnić, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 390–392.

Tags: św Serwacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup św Anna Maryja św Elżbieta arianizm
2020-05-10

Św. Antonina Biskupa z Zakonu Kaznodziejskiego św. Dominika

Żył około roku Pańskiego 1459.

(Żywot jego był napisany z rozkazu Papieża Klemensa VII, przez ojca Wincentego Menarda, tegoż zakonu kapłana.)

Święty Antonin, co po włosku jest zdrobniałém imieniem Antoniego jak u nas Antoś, tak przezwanym został z powodu iż był nadzwyczaj małego wzrostu. Urodził się we Florencyi roku Pańskiego 1389, z rodziców zamożnych i wzorowych katolików. Ojciec jego Pierozzy, zajmował urząd Regenta w tém mieście. Antonin był jedynakiem bardzo starannie i pobożnie wychowanym. Od dzieciństwa okazywał szczególne nabożeństwo de Matki Bożéj, i zwykle ile razy wyszedł z domu, udawał się do kościoła, i tam klęcząc przed ołtarzem przenajświętszéj Panny, modlił się z takiém skupieniem, że zbudowaniem był dla wszystkich. Opiece to MARYI którą tak serdecznie czcił i kochał, zawdzięczał dochowanie niewinności na Chrzcie świętym nabytéj. W naukach czynił postęp nadzwyczajny, a doszedłszy do lat młodzieńczych, postanowił oddać się Panu Bogu na wyłączną służbę, i w tym celu udał się do ojców Dominikanów, prosząc o przyjęcie do ich zgromadzenia. Ówczesny Generał tego zakonu, chociaż wyegzaminowawszy młodzieńca, znalazł w nim wszystkie zalety które skłonić go były powinny do przyjęcia aspiranta bez zwłoki, zrażony jego jakby karłowatym wzrostem, aby się go pozbyć oświadczył mu, iż go przyjmie pod warunkiem że wprzód wyuczy się na pamięć pewnego obszernego dzieła o prawie kanoniczném, w którém już młody Antonin okazał mu się bardzo biegłym. Generał był pewnym iż tego nie dokaże. W kilka dni potém, Antonin stawił się przed Generałem, spełniając położony mu warunek. Tak niepospolite zdolności, obok innych zalet jego, skłoniły ojców Dominikanów do przyjęcia go do zakonu, chociaż wydawał się bardzo wątłego zdrowia.

Od wstąpienia do nowicyatu, dowiódł Antonin że wierne współdziałanie z łaską powołania, zastępuje zwykle brak sił fizycznych. Zajaśniał on w zakonie nie tylko cnotami zakonnika najściśléj przepisy Reguły zachowującego, lecz ostrością życia przechodził najsilniejszych. Wyświęcony na kapłana, jeszcze większy uczynił na téj drodze postęp. Pracowitości był niezmordowanéj: cały dzień zajęty obowiązkami klasztornemi, lub usługą około dusz wiernych w konfesyonale i na ambonie, po kilkogodzinnym spoczynku, pierwszy był zawsze do chóru na północne pacierze. Po ich ukończeniu, wróciwszy do celi już nie spoczywał, lecz resztę nocy spędzał na modlitwie, czytaniu i pisaniu ważnych dzieł, których wiele pozostawił. Gdy go sen morzył, opierał o mur głowę, i po kilku minutach powracał do pracy. Ściśle zachowując ustawy swojego zakonu, nigdy nie jadał mięsa, chyba w chorobie. Sypiał na ziemi albo na gołych deskach, ciągle nosił włosiennicę, i zwykle pod nią miał łańcuch żelazny z ostremi kolcami. Odznaczał się najgłębszą pokorą, która tém bardziéj w nim jaśniała, że był obdarzony niepospolitemi zdolnościami, i nabył znakomitéj nauki. Za to téż Pan Bóg obdarzył go był tak szczególną łaską roztropności, w udzielaniu rad po które do niego zewsząd się zgłaszano, iż nazywano go: Ojcem Antoninem od dobréj rady.

Wkrótce po wykonanych ślubach zakonnych, został Przeorem klasztoru w Rzymie, następnie w Neapolu, Gaecie, Kortonie, Siennie, Florencyi, Pistoryi i Fiezoli, a na każdym z tych urzędów przebywszy po lat trzy, i przewodnicząc braciom nie tylko władzą lecz i cnotami, został Prowincyałem i Wikarym generalnym Prowincyi Toskańskiéj, a potém razem i Neapolitańskiej.

Im go godność urzędu więcéj wywyższała, tém się on bardziéj uniżał, i w pokorze ćwiczył. Zwykle wizytę kanoniczną każdego klasztoru rozpoczynał od tego, iż przez dni parę oddawał braciom najniższe posługi, biorąc na siebie rożne obowiązki najmłodszych braciszków. Niezrównana jego słodycz, miłość i wyrozumiałość obok gorliwości o zachowanie przepisów Reguły, przynosiła najzbawienniejsze dla zakonnnych prowincyi jego pieczy powierzonych owoce, i w nich zakwitło jak najściślejsze zachowanie karności zakonnéj, miłość i jedność między braćmi, i duch apostolski świętego zakonodawcy.

Zawakowało było Biskupstwo Florenckie. Papież Kugeniusz IV powołał na nie Antonina. Święty który podówczas wracał z wizyty klasztorów w Neapolitańskiéj prowincyi odbywanéj, dowiedziawszy się o zamianowaniu swojém na tę godność niespodzianie, tak się tém przeraził, że postanowił ucieczką uchronić się od urzędu, którego odpowiedzialności, pokora jego obawiała się. W tym celu chciał się udać na wyspę Sardynia, i tam się ukryć, lecz nie dopuszczono mu wsiąść na okręt, przywieziono go siłą do Sienny, i tam już dłużéj opierać się nie mógł, odebrawszy wyraźny rozkaz Papieża aby Biskupstwo Florenckie przyjął.

Jak od chwili wstąpienia do nowicyatu, okazał się świętym zakonnikiem, tak od wstąpienia na stolicę Biskupią, stał się najwyższym wzorem doskonałego Pasterza. Żył nadzwyczaj skromnie, a wielkie dochody swojego biskupstwa, obracał na jałmużny. Żadnego ubogiego bez wsparcia nie odprawił. Zdarzało się iż gdy już wszystko co miał z pieniędzy porozdawał biednym, sprzedawał sprzęty najpotrzebniejsze, byle ich wspomódz. Założył swoim kosztem zakład dobroczynny, pod wezwaniem świętego Marcina, przeznaczony głównie na wspieranie podupadłych rodzin wstydzących się żebrać. Zakład ten z czasem utrzymywał do sześciuset familii.

Za jego czasów, gry hazardowne upowszechnione we Florencji, przywodziły do nędzy najzamożniejszych ludzi. Gorliwie powstał przeciw takowym święty Biskup, i zniósł je zupełnie. Pewien heretyk, biegły przytém lekarz, korzystając z wzięcia jakie to mu dawało, szerzył błędy swojéj sekty i wiele dusz gubił, bluźniąc szczególnie przeciw czci oddawanéj Matce Bożéj. Święty Antonin dokładał wszelkich starań aby go nawrócić, używając najłagodniejszych środków i ostrzegając iż go i doczesna ciężka kara nie minie. Lecz bezbożnik ten osłoniony protekcyą możnych kilku osób, głuchym się okazał na głos Biskupa i coraz więcéj wiernych odrywał od Kościoła: przyszło więc do tego iż poddany sądom świeckim, na śmierć został skazany.

Najwyższa rada Florencka, uwięziła była bezprawnie pewnego Prałata Papiezkiego. Antonin nie mogąc uzyskać jego uwolnienia, rzucił interdykt na miasto: to jest zamknął kościoły i zakazał nabożeństw publicznych. Nie ustąpił od tego, pomimo iż go władza świecka silnie uciskać poczęła, i zagroziła wygnaniem. „Jeśli mnie zmuszą do opuszczenia mojéj dyecezyi, odrzekł na to okazując klucz od swojéj celki zakonnéj który zawsze u pasa nosił, wrócę najchętniéj do mojego klasztoru, zkąd mnie mimo woli mojéj wywołano.”

Obarczony tylu i tak ważnemi sprawami kościoła swojego, nie odstępował nigdy od sposobu życia jaki wiódł w klasztorze. Cały dzień gotów na zawołanie zgłaszających się do niego w interesach duchownych, prócz kilku godzin spoczynku zawsze na gołéj ziemi, resztę nocy obracał na modlitwę i pisanie. Codziennie, prócz pacierzy kapłańskich, odmawiał pacierze kanoniczne o Matce Bożéj i Psalmy pokutne, dwa razy w tygodniu pacierze kościelne za zmarłych, a w każde święto cały Psałterz: to jest sto pięćdziesiąt Psalmów. Co dzień był obecny na jutrzni w katedrze, i zawsze na nią pierwszy przybywał. Po Mszy świętéj, którój nigdy nie opuszczał, i przy któréj często łzami się zalewał, zajmował się interesami dyecezyi aż do wieczora, przerywając to tylko posłuchaniem jakie dawał ubogim w każdéj dnia porze, i nawiedzaniem chorych albo umierających, których wielka liczba pragnęła mieć go przy sobie w chwili konania.

Z wielu dzieł które pozostawił wielkiéj wartości, odznaczają się szczególnie: jego Teologia moralna, Traktat o Sakramencie spowiedzi, różne pisma historyczne, obszerny i uczony wykład na Ewangelią na drugi dzień Wielkiéj nocy przypadającą, i Traktat o cnotach chrześcijańskich.

W szczególném był u Papieża poważaniu: Mikołaj V tak wysokie miał o jego świątobliwości mniemanie, iż razu pewnego oświadczył publicznie, że możnaby go jeszcze za życia kanonizować. Wysłany w poselstwie od Florentczyków w ważnych sprawach do Papieżów Kaliksta III i Piusa II, najpomyślniéj je załatwił. Chciano go użyć podobnież w poselstwie do cesarza Fryderyka, z czego wielki czekał go zaszczyt. Lecz Święty odmówił tego rodzaju usługi, tłómacząc się iż nie chodziło tam o sprawę Kościoła, a dla innych chociażby ważnych, nie wypadało mu opuszczać dyecezji.

Miał się udać do Rzymu na wezwanie Papieża, który chciał go użyć do zniesienia pewnych nadużyć, jakie się tam były zakradły, kiedy Pan Bóg powołał go do Siebie. Otoczony swoimi braćmi zakonnymi, z którymi, ciężko już chory, odmawiał Jutrznię, wymówiwszy te słowa przy rozpoczęciu Laudes: „Boże ku wspomożeniu memu przybądź”, oddał Bogu ducha, dnia 10 Maja roku Pańskiego 1459. W poczet Świętych zaliczony został przez Papieża Klemensa VII, a święto jego w dniu dzisiejszym Kościoł Boży obchodzi.

Pożytek duchowny

Wielkim dla ludu wiernego błogosławieństwem Bożém są tacy Pasterze jakim był święty Antonin, którego żywot czytałeś. Lecz w zwykłym biegu rzeczy, Pan Bóg obdarza łaską taką tylko te kraje i dyecezye, gdzie pobożność wiernych, ściąga na nich ten rodzaj błogosławieństw Jego. Porachuj się z sumieniem, czy z twojéj strony przyczyniasz się do pozyskania u Boga tego rodzaju dobrodziejstwa dla kraju twojego.

Modlitwa (kościelna)

Niech nas Panie, świętego Antonina wyznawcy Twojego i Biskupa, zasługi wspierają, abyśmy wielbiąc w nim przedziwne dary łaski Twojéj, miłosierdzia Twojego nad nami dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 381–383.

Tags: św Antonin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup jałmużna praca
2020-05-09

Św. Grzegorza Nazyańskiego Bisupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 389.

(Życie jego jest obszernie napisane przez Kardynała Baroniusza.)

Święty Grzegorz, dla wielkiéj nauki jaką posiadał przezwany Teologiem, pochodził z rodziny jakby z samych Swiętych złożonéj. Ojciec jego także Grzegorz, matka Nona i dwie siostry Gorgonia i Cezara, wszyscy przez Kościoł w poczet Błogosławionych są policzeni. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 330, w Aryanzyi małéj wiosce w Kapadocyi położonéj. Matka jego w wierze chrześcijańskiej zrodzona, zaślubiona była poganinowi, który zbudowany jéj świątobliwością, przyjął także chrzest święty, i takiéj i sam dostąpił świątobliwości, że owdowiawszy został Biskupem. Nasz Grzegorz był owocem modlitw pobożnej matki, która gorąco prosiła Boga aby jéj dał syna, żeby go mogła poświęcić Mu na służbę wyłączną. Wychowała go téż tak poboźnie, iż od lat dziecinnych okazywał wielką świątobliwość i szczególne do Matki Bożéj nabożeństwo. Sam opowiadał, iż gdy jeszcze był dziecięciem, okazały mu się we śnie dwie dziewice, które mu oświadczyły iż się nazywają Czystością i Wstrzemięźliwością, i że są główną ozdobą dusz miłych Jezusowi. Od téj pory tak on cnotę czystości umiłowsł, iż przez całe życie dochował ją bez skazy.

Pobierał nauki najprzód w Cezarei, następnie w Aleksandryi, a w końcu w sławnéj ówczesnéj akademii w Atenach. Tam wszedł w związki przyjaźni ze świętym Bazylim, i jak świadczą pisma tych dwóch wielkich Doktorów Kościoła, zawiązany wtedy stosunek w Bogu, do śmierci jak najwierniéj nieprzerwany dochowali. Tam także zapoznał się był z nim Julian krewny cesarza Konstantyna, głośny późniéj gdy po nim na tron wstąpił z nazwy Apostaty, a którego przewrótność już podówczas Grzegorz poznawszy, zawołał razu pewnego: „O, cóż to za poczwara wylęga się w łonie cesarstwa!”

Święty Grzegorz, po odjeździe z Aten świętego Bazylego, który udał się był na puszczę, miał się z nim połączyć co prędzéj, jak to sobie dawno ułożyli, lecz sprawy rodzinne zawezwały go na jakiś czas do rodzicielskiego domu. Niedługo tam przebywał: i sam wzdychając za życiem pustelniczém, i namawiany do tego przez przyjaciela, który mu święte uciechy jakich doznawał w samotności, w żywych wyrazach w listach swoich malował, pożegnał krewnych i połączył się z błogosławionym Bazylim na puszczy, gdzie anielski żywot na bogomyślności i pokucie wiodąc, do coraz wyższéj wznosili się świątobliwości. Po niejakim czasie dowiedziawszy się iż ojca jego, który już wiedy był Biskupem, podchodzą aryanie aby go w swoje błędy uwikłać, udał się co prędzéj do niego, i prostoduszność jego od sideł heretyckich wybawił. W czasie jego pobytu w Nazyańzie, ojciec który wtedy miał już około stu lat, wyświęcił go na kapłaństwo. Wszakże wkrótce po przyjęciu święceń, pomimo iż całe duchowieństwo i lud wierny chcieli go zatrzymać u siebie, zatęsknił za samotnością i swoim przyjacielem, i wrócił do Bazylego na puszczę.

Lecz znowu rozłączyć się musieli, lubo i tą razą nie nadługo. Święty Bazyli został Biskupem Cezarejskim, a pragnąc mieć towarzyszem w pracach swoich apostolskich, tego którego miał wspólnikiem dotąd wszystkich świętych swoich ćwiczeń, i którego znał wszystkie zalety, pomimo oporu jaki stawił Grzegorz, wyrwał go z puszczy i wyświęcił na Biskupa Sazymskiego. Święty atoli nie objął zarządu téj dyecezyi, a gdy ojciec jego, Biskup Nazyański, dla sił wiekiem i pracą nadwątlonych, z trudnością spełniał obowiązki swojego Pasterstwa, Grzegorz go w nich zastępował, z najzbawienniejszym dla wszystkich wiernych pożytkiem.

Śmierć ojca jego, a wkrótce potém i matki świętéj Nony, o któréj miał mowę pochwalną przy jéj pogrzebie, obudziła w nim nanowo tęsknotę za życiem pustelniczém. Przez pewien czas rządził kościołem Nazyańskim, lecz że nie był aktualnym téj dyecezyi Biskupem, więc pomimo prośb ludu i duchowieństwa które go chciało zatrzymać, potajemnie uszedł i zamknął się w klasztorze świętéj Tekli, gdzie przepędził około lat sześciu, oddając się, jak to czynił na puszczy, bogomyślności i pokutnym ćwiczeniom. Śmierć świętego Bazylego zaszła w roku Pańskim 879, utwierdziła go w zamiarach pozostania w samotności, lecz potrzeba Kościoła zmusiła go do wyrzeczenia się téj pociechy. Biskupia stolica w Carogrodzie osierocona z Pasterza, wystawiona była na pastwę różnych sekt heretyckich. Święty Grzegorz widział się w obowiązku zadośćuczynienia usilnym prośbom katolików tego miasta, błagających go aby przybył do nich, i słowem swojém i powagą walczył z szerzącém się kacerstwem. Opuścił więc swoję ulubioną samotność, i udał się do Carogrodu, lubo już wtedy i podeszłego był wieku, i bardzo wątły na zdrowiu. Heretycy wszelkiéj szkoły jako to aryanie, nowacyanie, macedonianie, apolinaryści, eunomiści, podali sobie rękę aby zgubić tego świętego męża, którego znali jako swojego najdzielniejszego przeciwnika. Pobudzili przeciw niemu lud prosty, oskarżyli go o złe obyczaje, o czarnoksięstwo, o bałwochwalstwo nawet, i tyle dokazali, że motłoch rzucał na niego kamienie gdy przechodził ulicami, a nawet kilkakrotnie stawiano go przed sądy świeckie. Wszystko to święty Grzegorz znosił jak najcierpliwiej miłością odpłacając najcięższe krzywdy, a niezachwianą łagodnością i pokorą jednając sobie powoli najzaciętezych swoich nieprzyjaciół, nawracał ich do wiary któréj odstąpili.

Ponieważ aryanie zagrabili byli wszystkie w Carogrodzie kościoły, więc nasz Święty, w prywatnym domu miewał nauki i spełniał, święte obrzędy, i tento dom przezwano późniéj po grecku Anastazya, (co znaczy wskrzeszenie wiary), zamieniając go na jeden z najwspanialszych kościołów w Carogrodzie. Jakoż coraz więcéj zbierało się tam około Grzegorza słuchaczów, coraz więcéj nawracał on heretyków i pogan. Z innych nawet miast i krain sława jego wymowy nauki i świątobliwości, ściągała do niego wielu najznakomitszych mężów, pomiędzy którymi był i święty Hieronim, który przybył tam aby go poznać, a który podziwiając jego biegłość w naukach, z wielką czcią był dla jego wysokiéj świątobliwości i niezmordowanéj gorliwości w pracach apostolskich, pomimo wszelkiego rodzaju trudów i przeciwności, jakie napotykał.

Skutkiem téż jego wytrwałéj pracy, liczba katolików codziennie wzrastała w téj wielkiéj stolicy, i w końcu przyszło do tego że Patryarcha Aleksandryjski wraz z innymi Biskupami katolickimi, pomimo najsilniejszego oporu jaki stawił temu Grzegorz, wynieśli go na biskupstwo Konstantynopolitańskie. Wielką to sprawiło radość w mieście całém, już przepełnioném katolikami, lecz spokoju niedługo zażywał święty Biskup. Niejaki Maksym, przezwany późniéj bezwstydnym, należący do sekty aryańskiéj, udał był nawróconego, pozyskał nawet łaski naszego Świętego i skutkiem tego nabywszy pewnéj powagi w Carogrodzie, użył jéj aby się wedrzeć na biskupstwo, zwalając z niego Grzegorza. Wywołało to w końcu rozruchy między ludem, i z tego powodu Grzegorz chciał zrzec się biskupstwa i wrócić do swojej puszczy, lecz nietylko lud nie dozwolił mu tego, ale i sam cesarz Teodozy, przybywszy do Carogrodu, wziął do serca sprawę jego uznając go prawym Biskupem: przywrócił mu wszystkie kościoły zajęte przez aryanów, kazał mu oddać zabrany pałac biskupi, i uczynił go nanowo panem dochodów kościelnych przez heretyków zagrabionych. Co wszystko zgromadzony za staraniem tegoż cesarza w Carogrodzie drugi z rzędu Sobór powszechny, zatwierdził. Na Soborze tym Grzegorz świetnie się odznaczył, tak miewanemi do zgromadzonych ojców przemowami, w których jaśniała jego głęboka nauka i znakomita wymowa, jakotéż i gotowością swoją do odstąpienia od władzy biskupiéj, co chciał uczynić i dla łatwiejszego porozumienia się ze swoimi przeciwnikami, i dla dogodzenia swojemu stałemu upodobaniu w życiu ukrytém i samotném, do którego pragnął koniecznie wrócić przed śmiercią. W końcu téż postawił na swojém. Po śmierci świętego Melecyusza Biskupa Antyocheńskiego, który przewodniczył Soborowi, w jego miejscu tymże Soborem sam kierując, gdy się on zbliżał do końca, Grzegorz wymógł na ojcach zgromadzonych zezwolenie, aby mógł zrzec się rządów swojéj dyecezyi, na co się oni z żalem wprawdzie lecz zgodzić musieli, przez wzgląd na zdrowie jego już zupełnie zniszczone.

Święty dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niego szczęścia, uroczyście pożegnał lud swój i soborowych ojców, świetną mową mianą w wielkiéj katedrze świętej Zofii, jego staraniami przywróconéj katolikom, i udał się do miejsc rodzinnych, aby tam w samotności przygotować się na śmierć. Żył jeszcze lat ośm, i przez ten czas napisał wiele dzieł znakomitych, które go w rzędzie Doktorów Kościoła umieściły. Zostawił wiele utworów poetycznych treści religijnéj i pełnych namaszczenia, a w których skreślił dzieje kościoła wschodniego za jego czasów, i swoję własną historyą.

Przy końcu życia już tylko w modlitwie zatopiony i ćwiczeniom najwyższéj bogomyślności oddany, mając lat blizko sto, z których ośmdziesiąt spędził na ostréj pokucie i na wielkiéj zasługi przed Bogiem i Kościołem pracach apostolskich, zasnął święcie w Panu, roku Pańskiego 390. Ciało jego najprzód w Nazyanzie pochowane, późniéj do Carogrodu przeniesione, w końcu umieszczone zostało w Rzymie, we wspaniałéj kaplicy umyślnie na to wzniesionéj przez Papieża Grzegorza XIIIL

Pożytek duchowny

Uważałeś w żywocie Świętego dopiéro przeczytanym, że on kilkakrotnie wracał do życia samotnego, z którego mimo jego chęci wywoływano go do prac apostolskich, które tak święcie i świetnie sprawował. Niech cię to nauczy, że zwykle najskuteczniéj pracują we wszelkiego rodzaja życiu czynném ci, którzy samotność miłują a wrzawą świata się brzydzą.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś lud Twój, dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Grzegorzu, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 378–380.

Tags: św Grzegorz z Nazjanzu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor czystość wstrzemięźliwość św Bazyli Wielki heretycy św Hieronim samotność
2020-05-08

Św. Stanisława Biskupa i Męczennika, głównego Patrona Kraju Polskiego

Żył około roku Pańskiego 1079.

(Żywot jego był napisany przez Jana Długosza, Kanonika Krakowskiego.)

Święty Stanisław syn Wielisława i Bogny Szczepanowskich, narodził się w dyecezyi krakowskiéj, we wsi Szczepanówce dziedzictwie tego starego szlacheckiego rodu, roku Pańskiego 1030. Rodzice jego byli bardzo zamożni i najprzykładniejsi katolicy, słynący w okolicy całéj z wielkiéj dla ubogich hojności. Mając szczególne nabożeństwo do świętéj Magdaleny, w jednéj z włości do dóbr ich należącéj, wybudowali kościoł pod jéj wezwaniem, i w nim nie tylko w dnie świąteczne lecz i powszednie, długie godziny na świętych ćwiczeniach spędzali. Trzydzieści lat żyjąc już w związku małżeńskim, nie mieli potomstwa. Wszakże nie tracąc nadziei że ich Bóg takowém pocieszy, uczynili ślub że jeśli będą mieć dziecię, zaofiarują je na wyłączną służbę Boga. Wkrótce potém Bogna poczuła iż się stanie matką, a wtedy podwajając dobrych uczynków, i pomimo stanu swego, nie zwalniając się od ścisłych postów jakie zwykle zachowywała, gorąco opiece Matki Bożéj polecała dziecinę którą już w łonie swojém nosiła. Dnia pewnego, wracając od stada krówek pasących się w gaju w blizkości jéj dworu położonym, na drodze pomiędzy krzewami i dębami, niespodzianie powiła najszczęśliwiéj synka, i sama go do domu przyniosła. Ochrzczono go niezwłocznie, i nadano mu imię Stanisław, a rodzice postanowili żyć odtąd w czystości.

Pomni na ślub uczyniony Bogu, wychowywali go starannie, a od kolebki w wierze świętéj i miłości Boga pilnie utwierdzając. Wnet téż i błógich doczekali się tego owoców: Stanisław ledwie dziewięć lat liczył, a już służyć mógł za wzór świątobliwości dla osób nawet dorosłych. Widywano go po całych godzinach klęczącego w kościele i modlącego się w największém skupieniu. Najczęściéj zastać go można było przed ołtarzem Matki Bożéj, do któréj od kolebki prawie okazywał szczególne nabożeństwo. Wstawał w nocy, i opuszczając wygodne swoje łóżeczko, sypiał na gołéj ziemi. Pościł prawie codziennie, i co chwila wynajdywał jakąś sposobność zadawania sobie różnego rodzaju umartwień ciała. Widok ubogiego pobudzał go do najtkliwszéj litości. Niczém łatwiéj i silniéj nie można go było ująć, jak przyrzeczeniem iż się mu da jałmużna do rozdzielenia jéj pomiędzy biednych. Co tylko od rodziców dostawał na wydatki od niego zależące, lub przeznaczone dla niego na jakowe rozrywki, to wszystko obracał na uczynki miłosierne.

Ucieszeni rodzice taką nagrodą pobożnego wychowania jakie dali synaczkowi, posłali go na nauki do Gniezna, zkąd po ukończeniu szkół, wyprawili do najsławniejszéj podówczas akademii paryzkiéj. Tam odznaczył się tak dalece w naukach, iż chciano zaszczycić go stopniem doktora: lecz z wielkiéj pokory która była głównę jego cnotą, nie chciał przyjąć téj godności. Po siedmioletnim świetnie odbytym akademickim zawodzie, wrócił do Polski, gdzie po śmierci rodziców jedyny ich spadkobierca, bardzo znaczne odziedziczył mienie. Zamożność atoli w jaką opływał zaledwie w świat wchodząc, nie wwikłała w swoje sidła serca tego świątobliwego młodzieńca, który i na zaofiarowanie go przez rodziców Panu Bogu na służbę pamiętając, i łaską powołania dotknięty, jeszcze będąc w Paryżu postanowił wstąpić do zakonu. Skoro więc wrócił do rodzinnego kraju, zamyślał o spełnieniu tych świętych swoich zamysłów, lecz ulegając woli Lamberta Żuli Biskupa Krakowskiego, wielkiéj świątobliwości Prałata, został księdzem świeckim, rozdawszy wprzód cały swój znaczny majątek na ubogich.

Lambert umiejący oceniać wysokie cnoty nowo wyświęconego kapłana, wkrótce uczynił go kanonikiem katedralnym, a Stanisław od chwili przyjęcia święceń, a tém bardziéj gdy kapłańską godnością został zaszczycony, oddał się całą duszą służbie Rożej i obowiązkom jakie na nim ciążyły. Biskup miał w nim nie tylko najgorliwszego i najświątobliwszego sługę ołtarza swojéj obszernéj dyecezyi, lecz powodowany jego głęboką nauką, wielką roztropnością, i podziwiając w nim coraz wyższe dary Ducha Świętego, używał go do rady i pomocy w najważniejszych sprawach swojego Kościoła, a wkrótce sam obarczony laty i słabego zdrowia, nim głównie wyręczał się w zarządzie swojéj dyecezyi. Miał nawet zamiar na niego zrezygnować Biskupstwo, lecz święty Stanisław w żaden sposób zezwolić na to nie chciał.

Wszakże niezadługo spotkać go miał ten ciężar. Po śmierci Lamberta Żuli, duchowieństwo i lud cały jednogłośnie Stanisława Szczepanowskiego zapragnęli mieć Biskupem, a pomimo iż usilnie się temu opierał, musiał w końcu uledz woli Papieża samego, i Infułę krakowską przyjąć.

Wyniesiony na godność Pasterską, Stanisław zajaśniał w kościele Polskim, jako najświątobliwszy Biskup. Nowemi i tak ważnemi obciążony obowiązkami, sposobu życia pokutnego w niczém nie zmienił, a większych stawszy się panem dochodów, większe czynił jałmużny. Wyszukiwał ubogich w całej dyecezyi; pałac jego był dla każdego z nich przytułkiem i przystęp do niego był dla nich zawsze otwarty. Dochody swoje podzielił na trzy części: jednę obracał na potrzeby biedniejszych kościołów, drugą na swoje skromne utrzymanie, trzecia była własnością ubogich których miał najdokładniejszy spis, ciągle odnawiany.

Lecz nadeszły nakoniec i trudne dla Świętego chwile. Bolesław II podówczas panujący, zamiast wdzięczności Bogu, który błogosławił w wielu wyprawach wojennych jego orężowi, wszelkiego rodzaju dopuszczał się w zarządzie krajem nadużyć, a życiem najrozpustniejszém gorszył wszystkich poddanych. Biskupi całéj Polski, poczuwali się do obowiązku zrobienia królowi pokornych lecz koniecznych przedstawień, przemawiając do jego sumienia w imieniu religii, którą postępkami swojemi tak zuchwale znieważał. Lecz żaden nie miał na to dość odwagi, znając gwałtowność i okrucieństwo Bolesława. Wszyscy oczekiwali tego głównie od Stanisława, którego powaga i świątobliwość, zdawały się najłatwiejszy dawać do króla przystęp, i powinny były najzbawienniejszy wpływ wywrzeć na niego. Święty udał się więc w tym celu do Bolesława, i w tajemnéj sam na sam rozmowie, prosił go i zaklinał, aby duszy swojej nie gubił, i czynami hańbiącemi jego najwyższą dostojność, nie ściągał na siebie i na kraj cały skutków gniewu Bożego. Piszą że nawet upadł do nóg królowi żeby go zmiękczyć, i dowieść mu że spełniając obowiązek swojego Pasterstwa, nie zapomniał iż przemawia do swego monarchy. Bolesław nie tylko okazał się głuchym na głos Boga, przemawiający do niego przez usta Swojego sługi, lecz obelżywemi wyrazami odprawiwszy świętego Biskupa, postanowił pomścić się na nim.

W tym celu pobudził oszczerców, którzy oskarżyli Stanisława o nieprawne posiadanie wioski zwanéj Piotrowin, nabytéj przez niego dla kapituły krakowskiéj, od szlachcica nazwiskiem Piotra. Święty nie mogąc dowieść praw swoich przez świadków, gdyż ci z obawy gniewu królewskiego stanąć nie śmieli, zobowiązał się stawić przed sądami samego Piotra, lubo od lat trzech zmarłego. Zgodzono się na to, a Stanisław przepędziwszy trzy dni na modlitwie i poście, po odprawieniu Mszy świętéj, wskrzesił dawnego dziedzica Piotrowin, który udawszy się z nim na sądy, wobec króla i panów radnych przyznał słuszność Biskupowi a potém wrócił do grobu.

I cud tak nadzwyczajny, nie opamiętał Bolesława. Po powrócie swoim z wyprawy na Kijów, nie kładł on już żadnych granic okrucieństwu i rozpuście. Przyszło do tego iż porwał gwałtem cnotliwą niewiastę imieniem Krystynę, żonę zasłużonego ojczyznie szłachcica Mścisława, i tę chciał zmusić do zostania jego nałożnicą. Wszyscy godniejsi i poczciwsi w kraju, znowu zwrócili się do Stanisława, aby skłonił króla do oddania mężowi porwanéj mu żony, i do odwołania różnych postanowień, przez które z barbarzyńskiém okrucieństwem, pastwił się nad poddanymi, a gdyby to nie pomogło aby go dotknął karą koscielną. Uczynił to w końcu Święty, gdy Bolesław i na powtórne jego przedstawienia, odpowiedział tylko groźbą. Biskup rzucił na niego klątwę kościelną, lubo nie wątpił, jak to sam oświadczył był swoim przybocznym Prałatom, iż życiem przypłaci spełnienie téj świętćj swojéj powinności.

Jakoż, Bolesław postanowił go zgładzić. W tym zamiarze gdy Stanisław odprawiał Mszę świętą w małym kościołku świętego Michała zwanym na skałce, udał się tam ze zbrojnym oddziałem: a gdy posłani żołnierze aby zamordować Biskupa, trzy razy wchodząc do kościołka, trzy razy cudownie od tego wstrzymani byli, sam Bolesław wpadł tamże z mieczem dobytym, i gdy Święty za niego głośno się modlił, ugodził go w głowę i na miejscu położył, a potém, w piekielnéj wściekłości swojéj, rozszarpawszy ciało jego na drobne kawałki, po polach okolicznych rozrzucić je rozkazał.

Święty Stanisław poniósł śmierć męczeńską dnia 8 Maja roku Pańskiego 1079. Przez dzień cały orły ulatujące nad cząstkami zwłók jego, strzegły ich od zwierząt, a w nocy każda z tych świętych relikwii, wydawała światło cudowne, które nawet sam król z wieży pałacu mógł dostrzedz. W skutek tego, odszukane zostały wszystkie cząstki jego błogosławionego ciała, które do siebie przytknięte zrosły się nanowo, jakby nigdy rozrąbane nie były, i w tymże kościołku na skałce pochowane zostały.

Święty Stanisław w poczet Świętych zaliczony został uroczyście przez Ojca świętego Inocentego IV, roku Pańskiego 1253.

Jest podanie, że Bolesław za zamordowanie świętego Stanisława powtórnie przez Papieża Grzegorza VII, z tronu złożony, ścigany powszechną niesławą, a w końcu tknięty wyrzutami sumienia, w ostréj pokucie, poznany aż przy śmierci, w klasztorze ojców Benedyktynów w Ossyaku blisko Insbruku, życia dokonał.

Pożytek duchowny

Święty Stanisław Biskup i Męczennik, jest głównym Patronem kraju naszego, i dla tego święto jego uroczyście się obchodzi. W dniu tym powinieneś szczególnie modlić się za potrzeby kościoła polskiego, prosząc Boga zą pośrednictwem świętego Stanisława, aby naród nasz w wierze świętéj utwierdzać raczył, i wszystkim nam dał według zasad tejże wiary zawsze postępować.

Modlitwa (kościelna)

Boże! za cześć którego błogosławiony Biskup Stanisław z ręki bezbożników poległ; spraw prosimy, aby wszyscy jego posrednictwa wzywający, prośb swoich zbawiennego dostąpili skutku. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 375–378.

Tags: św Stanisław „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup Polska św Magdalena jałmużna
2020-05-02

Św. Atanazego Biskupa i Doktora Kościoła

Żył około Roku Pańskiego 373.

(Żywot jego wyjęty jest z kazania świętego Grzegorza Nazyanzeńskiego, żyjącego za jego czasów.)

Święty Atanazy, jeden z filarów Kościoła, słynny obrońca Bóstwa Chrystusa Pana, urodził się w Aleksandryi w Egipcie, około roku Pańskiego 294. Rodzice jego szlachetnego rodu, zamożni i bardzo pobożni, wychowali go jak najstaranniéj. Od lat najmłodszych okazywał nadzwyczajną do nauk zdolność, i odznaczał się wielką pobożnością. Dzieckiem jeszcze był gdy dnia pewnego bawiąc się ze swoimi rówiennikami niechrześcijanami, ochrzcił ich wielu. Rzecz wytoczyła się przed Biskupa, który uznał ten chrzest ważnym, a Atanazego wziął odtąd w swoję szczególną opiekę. Ćwiczony w zawodzie nauk kościelnych, trudno wyrazić jak wielki w nich w krótkim czasie postęp uczynił.

Sława świątobliwości świętego Antoniego pustelnika, przyciągnęła go na puszczę. Pod tym wielkim mistrzem spędziwszy lat parę, wysokiéj nabył doskonałości, przez którą przygotował go Pan Bóg do świetnego zawodu, do którego go przeznaczał w Kościele Swoim. Pragnął pozostać na zawsze na puszczy, lecz Patryarcha Aleksandryjski zawezwał go do siebie dla służby kościołowi. Dwadzieścia lat miał wieku, gdy napisał przeciw poganom i heretykom traktat o Wcieleniu Słowa, po dziś dzień podziwiany jako arcydzieło w przedmiocie nauk Teologicznych. Jakoż, Pan Bóg przeznaczył go był głównie, za najdzielniejszego pogromcę bezbożnéj herezyi Aryusza, zaprzeczającego Bóstwa Zbawiciela, a właśnie pod tę porę powstającéj. W krótkim czasie rozszerzyła się ona tak dalece, że na jéj potępienie potrzeba było zebrać Sobór powszechny, zwołany w mieście Nicei. Udając się tam Aleksander Biskup Aleksandryjski, wziął z sobą Atanazego podówczas Dyakona. Na Soborze tym, odznaczył się on pomiędzy wszystkimi głębokością swojéj nauki, biegłością i wymową w rozprawach, i niezmordowaną gorliwością. Wśród tylu najznakomitszych dostojników kościelnych, był on duszą wszystkich obrad, i najtrafniejszym w zbijaniu czynionych przez heretyków zarzutów, tak że sława tego wielkiéj wagi Soboru, po większéj części na niego spływa.

Po powrocie jego do Aleksandryi, zmarł Biskup Aleksander, a Atanazy wybrany został na jego miejsce, i zmuszony do przyjęcia téj godności, lubo przewidując to, przez sześć miesięcy się ukrywał. Zasiadłszy na stolicy Biskupiéj, podwoił gorliwości w ścieraniu się z Aryuszem należącym do jego dyecezyi, i jego sekciarzami całym już światem wichrzącymi. Oni téż przeciw niemu całą swoję złość i zemstę zwrócili. Chcąc go zgubić, wszelkich dokładali usiłowań aby go oczernić jużto przed Soborami jakie wtedy się zgromadzały, już przed cesarzem. Zmyślili najprzód że zabił Arseniusza Biskupa do kacerstwa Meletystów należącego, i uciął mu rękę do czarnoksięzkich obrządków. Lecz Święty powołany przed sędziów, tegoż Arseniusza przedstawił im żywego i z obu rękoma. To znowu oskarżyli go o spalenie kościoła, który jak tego dowiódł Atanazy nigdy nie był wybudowany. Nakoniec zgromadziwszy w mieście Tyrze nieprawy Sobór z większéj części Biskupów aryanizmem skażonych złożony, podkupili niecną jakąś niewiastę, która oskarżyła Atanazego o zadanie jej gwałtu. Stawiony więc został przed sąd nasz Święty, a z nim przybył i pewien kapłan nazwiskiem Tymoteusz, który udając że jest Atanazym: „Czy jato byłem u ciebie, rzekł do onéj kobiety, i ja ci gwałt zadałem?” na co ona odrzekła: „Tak jest, tyś mi tę krzywdę wyrządził” i stwierdzając to przysięgą, domagała się od sędziów, aby tę wielką zbrodnię surowo ukarali, lecz oni na tak oczywisty dowód fałszywości oskarżenia zmuszeni byli Atanazego uniewinnić.

Umyślili tedy aryanie innym sposobem go zgubić. Oskarżyli go przed Konstantynem, iż onto przeszkodził przewozowi zboża z Egiptu do Grecyi, nakazanemu przez cesarza, w skutek czego ten nie dozwalając mu nawet tłómaczyć się z uczynionego zarzutu, skazał go na wygnanie do Trewiru. Święty przebył tam lat dwa, i dopiéro po śmierci Konstantyna, do dyecezyi swojej został przywrócony. Przyjęty przez lud i duchowieństwo jako Męczennik za sprawę Kościoła, nie długo i tą razą spokoju zażywał. Aryanie zgromadzeni na nieprawym zborze, złożyli go z godności Biskupiéj, i na jego miejsce przysłali do Aleksandryi Grzegorza aryanina. Ten siłą zbrojną zajmując kościoły, i licznych dopuszczając się gwałtów, zmusił Atanazego do udania się do Rzymu, gdzie go Papież Juliusz przyjął z czcią wielką, a zwoławszy Biskupów wschodnich do siebie, na Soborze odbytym pod jego przewodnictwem w roku Pańskim 342, kazał rozpatrzyć sprawę Atanazego. Uznano go jedynym prawym Biskupem Aleksandryjskim, lecz z powodu rozruchów jakie tam jeszcze przez aryanów podżegane były, Papież zatrzymał przez lat trzy świętego Atanazego przy sobie, używając go za głównego doradcę w najważniejszych sprawach całego Kościoła dotyczących.

Nakoniec poparty władzą samego cesarza Konstancyusza następcy Konstantyna, wrócił do swojéj dyecezyi. Za powrotem jego odżył Kościoł w Aleksandryi; lecz po śmierci Konstancyusza aryanie podnieśli głowę i na Atanazego jako ich najdzielniejszego pogromcę, znowu uderzyli. Pobudzili przeciw niemu nowego cesarza i dokazali tego, że nie tylko naszego Świętego, lecz i wielu Biskupów katolickich, a nawet samego Papieża Liberyusza, który nie chciał potępić Atanazego, wskazał on na wygnanie,

Atanazy pragnąc koniecznie nie wydalać się ze swojéj dyecezyi, zagrożony śmiercią jeśli w niéj zostanie, przez całe lat pięć ukrywał się w Aleksandryi, w suchéj studni, a ztamtąd zmuszony uchodzić, udał się na puszczę pomiędzy pustelników, którzy tam anielski żywot wiedli. Takiż jak oni prowadząc rodzaj życia, kilka znakomitych dzieł wtedy napisał, a między innemi Obronę katolickiéj wiary, którą przesłał cesarzowi, i Traktat o Synodach.

Śmierć tego cesarza, znowu przywróciła Kościołowi Aleksandryjskiemu jego świętego Pasterza. Przez czas pewien rządził nim spokojnie, utwierdzając zachwianą karność w duchowieństwie, i prostując skażone aryanizmem obyczaje wiernych. Wszakże niedługo potém, nowe spotkało go, a jeszcze sroższe prześladowanie. Juliusz Apostata, wiedząc jakim filarem ówczesnego Kościoła był Atanazy, wydał na niego wyrok śmierci, i wysłał oprawców aby go zgładzili. Święty dowiedziawszy się że lud postanowił siłą bronić go przeciw temu zamachowi, obawiając się krwi rozlewu, wsiadł na łódkę i zamierzał ukryć się powtórnie w puszczy Tebajdzkiéj. Gdy odpłynął, żołnierze wysłani dla zgładzenia go dowiedziawszy się o tém, drugą łodzią pogonili za nim, i byliby go niechybnie schwytali, gdyby nie następujące zdarzenie. Atanazy odpłynąwszy dość daleko od Aleksandryi, kazał żeglarzowi wrócić jeszcze do portu. W drodze spotkał goniących go wysłanników Juliana, którzy zatrzymawszy się spytali czy Atanazy daleko: „Bardzo blizko” odpowiedział im Święty, w skutek czego co prędzéj puścili się ci ludzie daléj, a Atanazy wróciwszy do Aleksandryi, przebył w niéj ukryty aż do śmierci Juliana, który w pół roku potém został zamordowany.

Jowian cesarz, bardzo gorliwy katolik, wstąpiwszy na tron, przyzwał do siebie Atanazego, i chciał go na dworze swoim zatrzymać, aby jego światłéj rady mógł w razie potrzeby zasięgać. Lecz Święty uprosił go aby mu pozwolił wrócić do Aleksandryi, gdzie obowiązki pasterstwa wymagały jego obecności. Po powrócie zaledwie ukończył wizytę wszystkich kościołów swojéj dyecezyi, kiedy śmierć pobożnego Jowiana wynosząc na tron Walensa stronnika aryanów, zwróciła nanowo ich zawziętość na Atanazego. Wymogli na cesarzu wyrok jego wygnania. Święty skrył się w grobie swojego ojca, w którym mieszkał cztery miesiące, aż cesarz obawiając się rokoszu ludu upominającego się o swojego Biskupa, odwołał swój wyrok.

Tyle więc razy wygnany i znowu zwracany święty ten Patryarcha, już odtąd swobodnie a święcie zarządzał kościołem Aleksandryjskim, aż do śmierci, która nastąpiła dnia 2 Maja roku Pańskiego 373.

W pismach swoich, pierwszorzędnéj wartości, pozostawił dzieła wielce uczone o najgłębszych tajemnicach wiary świętéj. Pisał przeciw aryanom w obronie dogmatu o Bóstwie Pana Jezusa, przeciw heretykom nazwanym macedończykami, o Bóstwie Ducha Świętego, a przy końcu życia o tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, przeciw Apolinarystom ten dogmat zaprzeczającym.

Pożytek duchowny

Ileż to rodzajów prześladowania, przeniósł ten Święty, i na ile przykrości, trudów i niebezpieczeństw narażonym był przez całe życie swoje, stając w obronie nauki katolickiéj i pragnąc jak najwierniéj spełnić obowiązki swoje! Niech cię więc w wypełnianiu twoich nie zrażają lada przeciwności, bo bez nich nie jest nikt, kto wiernie służyć chce Panu Bogu.

Modlitwa (kościelna)

Wysłuchaj prosimy Cię Panie prośby nasze, które w błogosławionego Atanazego wyznawcy i Biskupa Twojego uroczystości zanosimy, i niech on, który ci tak godnie umiał służyć, wyjedna nam wstawieniem się swojém za nami do Ciebie, wszystkich grzechów naszych odpuszczenie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 355–357.

Tags: św Atanazy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor św Paweł I
2020-04-23

Św. Wojciecha Arcybiskupa Gnieźnieńskiego i Męczennika

Żył około Roku Pańskiego 997.

(Żywot jego był napisany przez Ojca Jana Kanaparza Benedyktyna, mieszkejącego razem z nim w klasztorze rzymskim.)

Święty Wojciech jeden z głównych Polskiego Kościoła Patronów, rodem z Czech, przyszedł na świat około roku Pańskiego 956. Ojciec jego imieniem Sławnik hrabia na Lubiczu, spokrewniony był z domami panującemi, a mianowicie z cesarzem Henrykiem świętym. Zamożny w znaczenie i majątek, zastępował panującego księcia w sądzeniu spraw publicznych pomiędzy szlachtą wszczętych. Matka imieniem Strzeżysława, równie świetnego rodu, wielkiéj pobożności pani, słynęła z hojnych jałmużn jakie czyniła ubogim.

Dzieckiem będąc, święty Wojciech zapadł w niebezpieczną chorobę i blizkim był śmierci. Rodzice zanieśli go do kościoła, złożyli na ołtarzu Matki przenajświętszéj, i postanowili oddać go na służbę Bożą, jeśli przy życiu zostanie. Dziecię wyzdrowiało, i bardzo starannie i pobożnie pod dozorem świątobliwego kapłana wychowane było.

Gdy synek ich podrósł, rodzice oddali go na naukę do Biskupa Magdeburskiego imieniem Adalbertus, który tak go pokochał, iż przy Bierzmowaniu, nadał mu swoje imię, z czego nasz Święty, pod temi obu imionami jest znanym. Przepędziwszy tam lat dziewięć, wielki w naukach uczyniwszy postęp, wrócił Wojeciech do Czech, na łono swojéj rodziny. Dopóki był pod okiem świątobliwego Biskupa, oddawał się pobożności i był najprzykładniejszym młodzieńcem; lecz wróciwszy do domu, i zaniechawszy pobożnych ćwiczeń, zaczął wieść życie bardzo lekkomyślne. Wszakże zwróciwszy się z tych dróg zgubnych, wstąpił do stanu duchownego, i przy końcu roku 981 wyświęcony został na kapłana. Lecz nie od razu odpowiedział swojemu świętemu powołaniu. Przez pewien czas, był on bardzo oziębłym sługą ołtarza, i więcéj światem niż chwałą Bożą, i pożytkiem duchownym swoim i bliźnich zajętym. Wszakże łaska Boża i z tego, a jeszcze niebezpieczniejszego stanu jego duszy aniżeli były jego poprzednie zboczenia, wyrwać go raczyła. Wkrótce po jego wyświęceniu, Biskup Praski umierał. Święty Wojciech znajdując się przy nim, był obecnym jak ten w chwili konania, wpadłszy w rozpacz o zbawienie, wśród najstraszniejszych wyrzekań, ducha wyzionął. Tak przerażającym przykładem kary Bożéj, nad Prałatem nieodpowiadającym swojemu powołaniu, skruszony Wojciech, tejże nocy przywdział włosiennicę, na znak pokuty posypał głowę popiołem, obchodził kościoły, wszystko co posiadał rozdał ubogim, i postanowił już odtąd poświęcić się całém sercem Bogu i świętéj służbie Jego. Gdy zaś on, tak już tylko o życiu pokutném zamyślał, lud i duchowieństwo zamierzyło wynieść go na godność Biskupią, i w tym celu poparci wstawieniem się Bolesława II-go książęcia podówczas w Czechach panującego, udali się do cesarza Ottona II, i do Rzymu. Przyjęty na Biskupa od cesarza, i zatwierdzony w Rzymie, święty Wojciech w roku 983 dnia 29 Czerwca wyświęcony został na Praską stolicę, przez Wigiliusza Arcybiskupa Mogunckiego w Weronie, gdzie cesarz wtedy przebywał.

Wracając do Pragi dla objęcia swojej pasterskiéj Stolicy, wszedł do miasta pieszo i boso, udając się w licznie zgromadzoném gronie całéj ludności, do katedry, gdzie i siebie i swoje owieczki, w gorącéj modlitwie polecił Panu Bogu, i od pierwszéj chwili świętym okazał się Pasterzem.

Dochody biskupie podzielił na cztery części: jednę z nich obracał na utrzymanie kościołów; drugą dla duchownych przeznaczył, trzecią rozdawał ubogim, a czwartéj na swoje skromne utrzymanie używał. Prócz tego, w każde święto, hojne czynił jałmużny, i codziennie dwunastu ubogich u stołu własnego karmił. Zwykle prócz niedziel i uroczystości, posiłek przyjmował aż po zachodzie słońca, a snu zażywając bardzo krótko, nigdy przed północą nie udawał się na spoczynek, wstając o świcie. W sypialni jego było wygodne łoże, ale na niém kładł w każdą noc ubogiego, a sam na ziemi sypiał. Jeżeli mu pozostawało cokolwiek wolnego czasu od zajęć Biskupich, wychodził w pole należące do jego majętności, i sam na nim, dla przykładu i z pokory, pracował jak rolnik: ztamtąd wracając, klękał u podwojów katedralnych i długo w noc modlił się. Każdego dnia bardzo rano, miewał do ludu kazanie; po nabożeństwie dawał posłuchanie wszystkim zgłaszającym się do niego, a szczególnie ubogim, sierotom i wdowom; potém nawiedzał więźniów i chorych. Resztę czasu obracał na czytanie Pisma Bożego ze swojém duchowieństwem, i śpiewanie w dzień i w nocy Psalmów Dawidowych. Zdarzyło się razu pewnego, iż tak dalece wszystko co miał rozdał był biednym, że gdy przyszedł żebrak na pół nagi prosić go o odzienie, nie mając go czém obdarzyć, wypruł z bogatéj biskupiéj poduszki pierze, i pokrycie z niéj mu oddał.

Lecz niezmordowana gorliwość i święty przykład Biskupa, nie oddziaływał wcale na jego owczarnię. I ludu i duchowieństwa nawet obyczaje, kaziły najsprośniejsze występki. Po sześcioletniéj mozolnéj pracy, nie widząc z niéj owoców, święty Wojciech powziął zamiar zrzeczenia się Biskupstwa. Udał się do Rzymu, i tam od Jana XV otrzymawszy na to zezwolenie, postanowił odbyć pielgrzymkę do ziemi świętéj. Mieszkająca wtedy w Rzymie cesarzowa Teofania, matka Ottona III, dowiedziawszy się o tém, a wiedząc iż Święty był w niedostatku, ofiarowała mu na drogę tyle pieniędzy, ile tylko rodzony brat jego Radzin, nieodstępny jego towarzysz, mógł unieść. Wojciech rozdał wszystko ubogim, i bez grosza puścił się do Jerozolimy. Lecz przybywszy do sławnego klasztoru Benedyktyńskiego na górze Kasyńskiéj, w skutek uwagi jaką mu uczynił Opat, przedstawiając iż dla duszy bezpieczniejszym jest stan zakonny, niż pielgrzymowanie po świecie, wrócił do Rzymu i znowu za wiedzą Papieża, wstąpił wraz z bratem swoim Radzinem do zakonu ojców Benedyktynów, przywdziewając habit w Wielki Czwartek roku Pańskiego 989.

Tam zajaśniał od razu nasz Święty, wszystkiemi cnotami najdoskonalszego zakonnika, a pokorą, uległością względem przełożonych i słodyczą w obcowaniu z braćmi, budował wszystkich. W czasie jego w klasztorze tym pobytu, raczył Pan Bóg i kilku cudami świątobliwość jego uświetnić, a Wojciech już nie myślał nigdy tego drogiego mu schronienia opuszczać, gdy po pięcioletnim jego w zakonie i pobycie, Papież na przedstawienie Arcybiskupa Mogunckiego, kazał mu wracać do Pragi. Jednak oświadczył że jeśli Prażanie poprawić się nie zechcą, wolno mu będzie wrócić do klasztoru.

Czesi przyjęli go wprawdzie z wielką uroczystością, i przyrzekali poprawę, ale wkrótce wrócili do swoich bezprawiów i rozpusty, lekceważąc sobie świętego Biskupa i jego napomnienia. Przyszło do wielkich zbrodni, a gdy razu pewnego zamordowali w kościele pewną niewiastę, która schroniwszy się tam zostawała pod zasłoną praw kanonicznych, Wojciech znowu postanowił wrócić do Rzymu, do swojego zakonu. Po drodze udał się do Węgier, gdzie go król Giejza przyjął bardzo łaskawie. Zabawił tam przez czas dość długi, w ciągu którego wielką liczbę pogan nawrócił i wiele pobudował kościołów.

Po powtórnym powrocie do klasztoru, i tę razą nie długo mógł w nim Wojciech pozostawać. Przybył do Rzymu na koronacyą cesarza Ottona III, Arcybiskup Moguncki, i ten znowu wymógł na Papieżu, podówczas Grzegorzu V, aby Wojciecha zwrócił do Pragi. Udał się więc tam Święty, a wprzód nieco miał widzenie, w któróm objawił mu Pan Bóg, że go korona męczeńska czeka. Tą razą podobnież jak poprzednio, Papież pozwolił mu, w razie gdyby go Czesi nie przyjęli lub nie słuchali, udać się pomiędzy niewiernych, dla ogłaszania im Ewangelii. W téj podróży zwiedził wiele miejsc świętych, i zabawił nieco dłużéj w Moguncyi na dworze cesarza, który miał go w wielkiém poważaniu, a gdzie życiem pokutném i wielką pokorą, zjednał sobie powszechny szacunek, i wiele dusz Panu Jezusowi pozyskał. Podczas pobytu w Moguncyi, miał powtórne widzenie, w którém sama Matka Boża objawiła mu nagrodę która go w Niebie spotka, za śmierć męczeńską jaka go czeka.

Nakoniec puścił się do Pragi, lecz stanąwszy na granicy Czech, dowiedział się że Czesi tak oburzeni byli na wieść jego powrotu, że dla odstręczenia go od siebie, napadli na rodzinę jego, całe hrabstwo Lubiczowskie do niéj należące zrabowali, i czterech braci jego zamordowali.

Okrutny ten wypadek, zagrodził Wojciechowi drogę do Pragi. Postanowił on wtedy udać się do Polski, gdzie na dworze Bolesława Chrobrego, przebywał brat jego Poraj, i w imieniu tego książęcia zapraszał go do niego. Przybył najprzód do Krakowa, gdzie późniéj po jego męczeństwie, wzniesiono na pamiątkę tego, mały kościołek pod jego wezwaniem, dotąd istniejący, a ztamtąd udał się do Gniezna.

Działo się to wkrótce po śmierci Boberta, i pierwszego Arcybiskupa Gnieznieńskiego. Bolesław uzyskał u Papieża przemianowanie Wojciecha z Arcybiskupstwa Praskiego na Arcybiskupstwo Gnieznieńskie, które objąwszy, słowem Bożém i przykładem życia świętego, umacniał w wierze świętéj Polaków, świeżo podówczas nawróconych. Pozostawił nam pieśń do Matki Bożéj, zaczynającą się od tych słów: Boga Rodzico Dziewico, streszczającą w sobie wszystkie artykuły wiary.

Po trzechletnim pobycie w Polsce, zapragnął Wojciech udać się pomiędzy niewiernych, aby spełnić warunek pod którym pozwolił mu był Papież opuścić; Czechów. Obsadziwszy więc na swoje miejsce na Arcybiskupstwo Gnieznieńskie, brata swego Radzina, poszedł do Prusaków, ludu pogańskiego i barbarzyńskich obyczajów. Zaledwo zaczął ogłaszać im słowo Boże, ci z poduszczenia swoich pogańskich kapłanów, rzucili się na niego i pod miastem Romowe zwaném, sprawującego świętą Ofiarę, okrutnie zamordowali dnia 23 Kwietnia roku Pańskiego 997.

Ciało jego, Bolesław Chrobry sprowadził najprzód do Trzemeszna, a później do Gniezna gdzie dotąd spoczywa wielu cudami słynąc.

Pożytek duchowny

Święty Wojciech Biskup i Męczennik, jest jednym z głównych Patronów kraju naszego, jako ten który w początkach przyjęcia wiary chrześcijańskiej przez Polaków, apostolską pracą swoją i gorliwością, wielce się przyczynił do jej utwierdzenia i rozszerzenia pomiędzy ojcami naszymi. Dziś więc gdy ta wiara tak bardzo między nami ostygła, powinniśmy szczególne w sercach naszych rozbudzać do niego nabożeństwo, i gorąco go prosić, aby pośrednictwem swojém, potomków tych pokoleń którym niegdyś Ewangelią przyniósł, dziś chronił od nieszczęścia zamykania oczów na jéj światło.

Modlitwa (kościelna)

Twoje miłosierdzie prosimy Panie, błogosławiony Wojciech Biskup i Męczennik niech nam wyjedna, abyś nam i grzechy nasze litościwie odpuścił, i łaski o które prosimy udzielił. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 314–317.

Tags: św Wojciech „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Polska Bogarodzica benedyktyni
2020-04-21

Św. Anzelma Biskupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1109.

(Żywot jego był napisany przez Eadmera ucznia jego, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Anzelm, jeden z najświątobliwszych i najznakomitszych w wieku dwunastym Biskupów, urodził się w królestwie Piemonekiém, w mieście Aoście, roku Pańskiego 1033. Był synem hrabiego Gondulfa i Ermerberyi, którzy pochodzili z najszlachetniejszych rodzin Lombardyi. Pilność jego w naukach i wysokie zdolności, oraz pobożność jaką okazywał od lat najmłodszych, a którą wpoiła w niego świątobliwa matka, zapowiadały iż z czasem znakomitym stanie się mężem.

W piętnastym roku powziął zamiar wstąpienia do zakonu, lecz opat klasztoru do którego w tym celu zgłosił się, obawiając się gniewu ojca jego który był temu przeciwny, odmówił mu przyjęcia. Młodzieniec powrócił do świata, a po śmierci matki zaniedbawszy się w ćwiczeniach religijnych, ostygł w pobożności, i przez czas niejaki wiódł życie bardzo lekkomyślne i światowe, co ściągnęło na niego gniew ojca. Wkrótce jednak zwrócił się z tych dróg zgubnych: lecz że pomimo tego ojciec nie dawał przejednać się, tém bardziéj pociągnęło to Anzelma, szczerze już nawróconego, do Pana Boga. Wyrzekł się znacznego majątku, świaa, a nawet i ojczyzny, udał się do Francyi, i tam wstąpił do zakonu w klasztorze Beceńskim (du Bec), reguły świętego Benedykta, gdzie był Opatem sławny ze świątobliwości i nauki Lanfrankus. Wielka jego w ćwiczeniu się w cnotach zakonnych gorliwość, życie nadzwyczaj umartwione, którém pragnął wynagrodzić chwilowe zboczenia które odwiodły go były od Boga, i postęp jaki uczynił w naukach kształcąc się w nich pod najbieglejszymi podówczas mistrzami — sprawiły że w krótkim czasie stał się on wzorem świątobliwości, jaśniejąc obok tego znakomicie wykształconym rozumem.

Ścisłemi i ciągłemi postami, tak umorzył był w sobie zmysł smaku, że żadnego nie doznawał do pokarmu pociągu, i przyjmował go tylko z koniecznéj potrzeby utrzymania życia. Cały dzień zabierały mu wspólne ćwiczenia klasztorne, i wykładanie nauk dla młodzieży zakonnéj, jako téż i rozwiązywanie już to na piśmie, już ustnie, różnych ważnych zadań tyczących się religii, z któremi zewsząd udawano się do niego, jako do najuczeńszego podówczas kapłana. Większą zaś część nocy, ujmując sobie spoczynku obracał na modlitwę, na któréj zwykle łzami się zalewał.

Wybrany na Przeora klasztoru, tak wszystkich braci ujął miłością, pokorą i słodyczą w postępowaniu z nimi, że zaraz po objęciu tego urzędu, zjednał sobie serca tych nawet, którzy najprzeciwniejszymi byli jego wyborowi, a co największą dla niego było pociechą, ożywił w nich ducha powołania, i przywiódł do ścisłego zachowywania ustaw zakonnych, chociaż to byli właśnie ci którzy najwięcéj w tym względzie wykraczali. Skutkiem téż tego, cały ten, a wielką liczbę posiadający zakonników klasztor, zajaśniał najściślejszą karnością zakonną. Dokonał zaś tego środkami najłagodniejszemi, które za najskuteczniejsze w zarządzie podwładnych braci, poczytywał. W te słowa pisał do jednego z przełożonych zakonnych, zbyt surowo z braćmi postępującego, a który ubolewał nad niekarnością swoich podwładnych. „Jakże chcesz aby pokój i jedność istniały między podwładnymi twoimi, kiedy ich żółcią i piołunem karmisz.”

Po śmierci Opata, święty Anzelm, wbrew swojéj woli, został na jego miejsce zamianowanym. Wiedy, jako do wyższéj już wyniesionego godności, świątobliwość w dalekie rozsławiła się strony, i zwróciła na niego uwagę pierwszych książąt i najwyższych dostojników Kościoła. Święty Grzegorz VII Papież zaszczycał go swoją przyjaźnią, i wśród ciągłych a wielkich trudności na jakie wystawioném było jego najwyższe Pasterstwo, często pisywał do niego, zasięgając rady w sprawach Kościoła powszechnego, i polecając i swoję osobę i całe chrześcijaństwo jego modlitwom.

Wilhelm II, przezwany rudym, panował podówczas w Anglii, gdzie święty Anzelm bywał niekiedy, gdyż jego Opactwo posiadało w tym kraju wielkie dobra. Król ten, ciemiężył Kościoł, przywłaszczał sobie jego posiadłości, grabił dochody biskupstw wakujących, i nie chciał obsadzać na nich nowych Prałatów. Po śmierci Arcybiskupa Kantorberyjskiego, dyecezyą tę, przez lat pięć pozostawił bez Biskupa, a w bezbożnéj zawziętości swojéj przeciw świętemu Tomaszowi którego na téj stolicy zamoroował niejako, zaprzysiągł iż póki żyć będzie nie obsadzi tam żadnego. W ciągu tego ciężko zachorował, a wpadłszy w rozpacz na myśl jak ciężki czeka go przed Boglem za ucisk Kościoła rachunek, posłał po świętego Anzelma. Po jego przybyciu, król wyspowiadawszy się przed nim, uspokoił się i postanowił wynagrodzić wszelkie krzywdy Kościołowi wyrządzone. Pierwszym w tym względzie z jego strony czynem, było zamianowanie Anzelma na Arcybiskupa Kantorberyjskiego. Święty opierał się temu całą siłą, w końcu jednak musiał uledz woli i monarchy i duchowieństwa i całego ludu.

Lecz zaledwie przyszedł do zdrowia Wilhelm, rozpoczął na nowo swoję wojnę z Kościołem, i wkrótce sam święty Anzelm doznał skutków jego prześladowania. Głównym powodem nieporozumień między nim a królem, było to że Wilhelm nie uznawał Papieżem Urbana VI, i trzymał z antypapą to jest z nieprawnie obranym Gwibertem. Święty udał się osobiście do króla, lecz na wszelkie jego przedstawienia okazał się on głuchym. Owszem, gdy Anzelm widział się zmuszonym zwrócić jego uwagę na wiele innych nadużyć względem Kościoła, jakich się król ten dopuszczał, stracił i te łaski jakie u niego dotąd posiadał. Nakoniec gdy święty Arcybiskup, dla tém wyraźniejszego ze swojéj strony uznania Urbana VI, chciał udać się do Rzymu, aby z jego ręki otrzymać Paliusz, król nie dozwolił mu tego, zwołał wielu Prałatów swojego państwa do miasta Rochingamu, i tam popierał odszczepieńców nieuznających Papieżem Urbana. Anzelm śmiało wystąpił w jego obronie, z całą powagą Prymasa Anglii, w skutek czego Wilhelm z pewną liczbą zaprzedanych mu Prałatów, wypowiedział posłuszeństwo prawemu Papieżowi, i całą złość swoję wywarł na świętego Anzelma. Odsungął od niego najwierniejszych jego domowników i urzędników jego kancelaryi Biskupiéj, niektórych wskazał na wygnanie, i zagrabił wszystkie jego dochody. Widząc iż pomimo tego żadnych ustępstw nie może wymódz na Arcybiskupie, uznał Urbana Papieżem, a za to żądał od niego usunięcia Anzelma z Arcybiskupstwa. Papież uczynić tego nie chciał, a Święty udał się wtedy do Rzymu, z zamiarem przedstawienia Ojcu świętemu trudności na jakie Kościół w Anglii narażony jest z powodu zawziętości króla na niego, i prosząc go aby mu dozwolił zrzec się rządów Archidyecezyi.

Papież nie zgodził się na to, tylko dozwolił świętemu Anzelmowi pewien czas zabawić w Rzymie. Lecz że go tam zewsząd spotykały oznaki szczególnéj czci i poważania, wyjednał sobie u Papieża pozwolenie udania się do jednego z klasztorów Benedyktyńskich w neapolitańskiém królestwie, gdzie Opatem był jego dawny współtowarzysz z klasztoru Beceńskiego. Ztamtąd zawezwany został na Sobór Barski, na którym odczytał sławną swoję rozprawę o pochodzeniu Ducha Świętego, któréj wysłuchawszy ojcowie zgromadzeni zawołali, iż „Sam Duch Święty przez usta Anzelma przemawiał.”

Na tym Soborze rozpatrzono także całą sprawę zatargów Anzelma z królem, i w skutek tego Papież uznał właściwém karą klątwy kościelnéj dotknąć Wilhelma; lecz Święty prośbą swoją popartą rzewnemi łzami, powstrzymał ten krok ostateczny. Wkrótce potém, smutna śmierć króla Wilhelma, wprowadziła na tron angielski Henryka III, który Anzelma powołał do powrotu. Lecz i on niedługo pozostawił tego świętego Arcybiskupa w pokoju. Przywłaszczanie sobie prawa obsadzania Biskupów, którego dopuszczał się Henryk, poróżniło i tego króla z Anzelmem, który jak zawsze, tak i w téj sprawie bronił niezachwianie przywilejów Kościoła. Atoli wdanie się księżniczki Adeli siostry królewskiéj, która w wielkiém poważaniu miała Arcybiskupa, zjednało mu wreszcie i króla. Odtąd téż już mógł on spokojnie zarządzać swoją Archidyecezyą, dla któréj był Pasterzem wodług serca Bożego i ojcem najlepszym.

Pozostawił wielką liczbę dzieł pierwszorzędnéj wartości. Mało który z ojców Kościoła, tak wiele najgłębszych tajemnic wiary wyłożył. Chociaż wszystkie pisma jego odznaczają się duchem żywéj pobożności, szczególnie jaśnieje ona w tém co pisał o przenajświętszéj Pannie, do któréj miał zawsze szczególne nabożeństwo. Ile razy o niéj miewał kazanie, płakał rzewnie. Z ojców Kościoła on najobszerniéj pisał o przywileju Niepokalanego Poczęcia Boga Rodzicielki, i najuczeniéj go dowodził.

Czując się coraz słabszym, chociaż całém życiem swojém pokutném, i poświęconém służbie Kościoła, przygotowywał się do świętéj śmierci, gdy czuł iż się ona zbliża, podwoił ćwiczeń pobożnych. Nie mogąc już Mszy świętéj odprawiać, codziennie kazał zanosić się do kościoła, gdzie jéj słuchał zwykle ze łzami. W wielki-wtorek 21 Kwietnia roku Pańskiego 1109, odziany w wór pokutny, kazał się położyć na ziemi posypanéj popiołem, i gdy mu czytano Mękę Pańską, umarł wśród modlitwy. Miał lat sześćdziesiąt sześć, rządził Archidyecezyą lat szesnaście. Za życia i po śmierci zasłynął licznemi cudami.

Pożytek duchowny

Święty Anzelm, zaniedbawszy w młodości ćwiczeń religijnych, stracił był ducha pobożności i na wielkie niebezpieczeństwo duszę swoję naraził. Powrót do tychże ćwiczeń, zwrócił go do Boga, a wytrwałość na téj drodze wielkim go Świętym uczyniła. Staraj sie aby i twoje nawrócenie również było szczerém a więc i stateczném, a Pan Bóg coraz obfitazych łask ci nie odmówi.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś lud Twój dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Anzelmie wielkim sługą Twoim obdarzył, spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 309–312.

Tags: św Anzelm „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor Niepokalane Poczęcie stateczność nawrócenie
2020-04-04

Św. Izydora Arcybiskupa Sewilskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 639.

(Żywot jego był napisany przez świętogo Brauliasza Biskupa Cezar-Augustańskiego, ucznia Jego.)

Święty Izydor Arcybiskup Sewilski w siódmym wieku żyjący, pochodził z jednéj ze znakomitszych rodzin Hiszpańskich, która kilku świętych liczyła. Dwóch braci jego: Leander przed nim Biskup Sewilski i Fulgenty Biskup Kartagineński zostali świętymi kanonizowanymi, równie jak i siostra jego święta Florentyna i blizki krewny Hermenegild, królewicz i męczennik. Piszą że gdy jeszcze był w kolebce, widziano rój pszczół krążący przy ustach dziecięcia, w czém upałrywano przepowiednię jego znakomitéj wymowy, którą w istocie późniéj w wysokim stopniu odznaczył się. Skoro cokolwiek podrósł, tak nad wiek swój okazywał się rozważnym, że go rodzice niezwłocznie kazali ówiczyć w naukach. Z razu jednak szło mu to niełatwo, pomimo wszelkich jakie dokładał usilności. Zniechęciły go takowe trudności do tego stopnia, że zamyślał zupełnie nauki zaniechać, lecz przechodząc około studni marmurem wyłożonéj, zauważał że kamień ten wytarł się był w miejscu gdzie codziennie przesuwano po nim sznur, którym wodę ciągnięto. To mu żywo postawiło na pamięci tę prawdę: że czas i wytrwałość przemódz mogą największe przeszkody: z nowym tedy zapałem wziął się do nauk. Pan Bóg zaś tak jego usilności pobłogosławił, że stał się on najuczeńszym mężem swojego czasu i najbieglejszym w językach łacińskim, greckim i hebrajskim, jak to świadczą pozostałe po nim nadzwyczaj liczne i wysokiéj wartości, dzieła.

Święty Izydor skoro ukończył nauki, wstąpił do stanu duchownego, i zaraz z całym zapałem gorliwego kapłana i z geniuszem jakim go Pan Bóg obdarzył, uderzał w pismach przez siobie wydawanych na sektę aryańską, szerzącą się podówczas tém bardziéj, że ją popierał król Lewigild i sam aryanin zagorzały. Dwóch jego braci Fulgonty i Leander broniąc, także nauki Kościoła, skazani zostali przez tego króla na wygnanie. Izydor jednak nie ustawał w wojnie swojéj z aryanami, którzy widząc w tym młodym jeszcze podówczas człowieku, najstraszniejszego dla siebie przeciwnika, postanowili pozbyć sią go przez zabicie lub otrucie! Lecz go Pan Bóg od ich zasadzek uchował. Święty Leander brat jego i Biskup Sewilski, a który po śmierci króla Lewigilda wrócił był do swojéj dyecezyi, chcąc ukryć Izydora przed zbrodniczemi zamachami aryanów, nie mogąc pohamować jego przeciw nim zapału, zamknął go w miejscu bardzo ukrytém, gdzie zostawał aż gdy po śmierci brata, król Rekared powołał go na toż Biskupstwo. Sam bowiem święty Leander umierając, wskazał go był temu królowi bardzo prawowiernemu, jako jedynego swojego następcę, który potrafi najskuteczniéj walczyć z kacerzami.

Lecz gdy wszyscy wierni ucieszyli się nadzwyczajnie z wyniesienia go na Arcybiskupstwo Sewilskie, a sam Papież święty Grzegorz Wielki, nie tylko zatwierdził ten wybór, ale i zamianował go swoim Wikaryuszem czyli Legatem na całą Hiszpanią, on jeden płakał nad tém, i poczytując się niegodnym tak wysokiéj godności, błagał i Papieża i Króla aby kogo innego w jego miejscu wybrali. Musiał jednak w końcu uledz woli Bożéj, przez rozkaz Ojca świętego mu objawionéj.

Jak tylko objął zarząd swojéj Archidyecezyi, zaraz poznać można było jak wielki i święty powstał w Kościele Bożym Apostoł i Doktor. Ojcem najlepszym i Pasterzem najtroskliwszym dla swoich owieczek, niezmordowanym i niezwyciężonym pogromcą bezbożnéj sekty aryanów, się okazał. Pełen miłosierdzia dla ubogich, we wszelkich ich potrzebach doczesnych niósł im ratunek, dobrem dusz ich jeszcze bardziéj troszcząc się bezustannie. Karności kościelnéj w duchowieństwie przestrzegał najpilniéj, jako téż i najściślejszéj a należnéj uległości Stolicy Apostolskiéj, którą nazywał: „schronieniem najbezpieczniejszém dla wiary i portem Kościoła, we wszelkich burzach na jakie narażony być może.” Gorliwie zajął się stanem Zakonów w całéj Hiszpanii jako Legat Papiezki, i niektórym, upoważniony do tego przez Stolicę Apostolską, złagodził przepisy Reguły, byle przez to wprowadzić między nimi jak najściślejsze jéj zachowanie. Własnym kosztem wybudował kilka klasztorów. W całym także kraju wprowadził jedność w obrzędach kościelnych: w Mszałach i Brewiarzach, w których przed nim były powkradały się niewłaściwe różnice miejscowe. Ryt ten przez niego wprowadzony w Hiszpanii, nazywano najprzód obrządkiem świętego Izydora, a potém Toletańskim, gdy na Soborze w Toledo zatwierdzonym został, a także obrzędem Mozarabickim, jako zachowywanym przez chrześcijan żyjących wśród Maurów i Arabów. Ryt ten do ostatnich czasów, za zezwoleniem Stolicy Apostolskiéj, istniał w niektórych parafiach w Hiszpanii.

Święty ten Arcybiskup zajął się także z wielką pieczołowitością wychowaniem młodzieży, jako podstawy przyszłości każdego społeczeństwa. W tym celu założył w Sewilli, nie tylko dla swojéj dyecezyi, lecz i dla sąsiednich, zakłady naukowe, w których od lat najmłodszych aż do ukończenia najwyższych nauk, kształciła się młodzież, jak w umiejętnościach tak i w dobrych obyczajach. Gromadzono się tam z całéj Hiszpanii. Święty Izydor nie tylko sam miewał dla uczniów kazania, lecz był głównym Rektorem wszystkich wydziałów, i sam zajął katedrę jako profesor Teologgi, wykładając z całą genialnością swojego rozumu, najgłębsze tajemnice wiary. Z téjto prawdziwie świętéj Akademii, wyszła ta wielka liczba znakomitych mężow, którzy w owych czasach uświetnili Kościoł Hiszpański, a między nimi sławni: święty Ildefons Toletański i święty Brauliusz Kartagineński, Biskupi.

Święty Izydor przewodniczył czwartemu Soborowi Toletańskiemu i drugiemu Sewilskiemu. Powagą swoją, wymową a najbardziéj wielką świątobliwością która mu poważanie powszechne jednała, przyczynił się głównie w tych walnych zebraniach, do utwierdzenia prawd wiary, wyświecenia i potępienia błędów heretyckich, i ogłoszenia najpotrzebniejszych przepisów tyczących się karności kościelnéj.

Piszą że odbył także pielgrzymkę do Rzymu. Zawezwał go tam święty Grzegorz Wielki; który podczas pobytu swojego w Carogrodzie zaprzyjaźnił się był z bratem jego świętym Leandrem, i jemu przypisał jedno z najważniejszych dzieł swoich: Wykład na księgi Hioba. Przyjęli go w Rzymie, i Papież i duchowieństwo i cały lud, z oznakami czci szczególnéj, jako najznakomitszego w owych czasach, tak z nauki jak i świętéj gorliwości w sprawie Kościoła, Prałata. Sławnym jest list jego pisany do Eugeniusza Biskupa Toletańskiego, a tyczący się pierwszeństwa Papieża nad innymi Biskupami, w którym tak między innemi wyraża się o tém: „Jest to nauką podaną przez wszystkich ojców prawowiernych, a opartą na powadze Ducha Świętego, że Piotr przewodzi nad wszystkimi Apostołami, gdyż on to miał zaszczyt usłyszyć z ust Pana naszego te słowa: Ty będziesz zwan Cefas… i ty jesteś opoką i t. d. Od synato Bożego i od przenajświętszéj Panny, a nie od kogo innego, pierwszy on otrzymał godność najwyższego Pasterstwa. Jemuto podobnież po Zmartwychwstaniu Syna Bożego powiedziano było: Paś owce moje, a te owce oznaczają Rządców Kościoła. Przywilej władzy udzielonym został wszystkim Biskupom katolickim; lecz w sposób wyjątkowy, przywilejem odrębnym dany jest Biskupowi Rzymskiemu, po wszystkie czasy wyższemu nad wszystkich, jak głowa która w ciele złożonym z innych członków nad niemi góruje, Kto zatém odmawia mu czci i posłuszeństwa należnego, oddziela się od Głowy Kościoła, i staje się winnym acefalismu (Acéphalus po grecku znaczy tułow bez głowy). Taką jest nauka Kościoła, jest to artykułem wiary katolickiéj, i można tu powtórzyć toż samo co skład wiary świętego Atanazego mówi o wierze w Trójcę Przenajświętszą: „Kto w to nie wierzy mocno i słale, zbawionym nie będzie.”

Święty Izydor rządził dyecezyą Sewilską około lat czterdziestu, a chociaż całém życiem swojém gotował się na śmierć i wielkiéj dostąpił był świątobliwości, gdy widział iż mu już niedługo przyjdzie stanąć na sąd Boży, sześciomiesięczném odosobnieniem się, chciał się do tego przysposobić. Przepędził czas ten na modlitwie i jeszcze ostrzejszéj niż zwykle pokucie, a po jego upływie, przywołał do siebie kilku Biskupów z którymi w ścisłéj był przyjaźni, i prosił aby go uczniowie jego zanieśli do katedry. Tam położywszy się na ziemi posypanéj popiołem, przywdziany w wór pokutny, uczynił publicznie wyznanie grzechów, i przyjął ostatnie Sakramenta święte. Potém przepraszał wszystkich których zdało mu się że mógł był obrazić, a to z taką pokorą i skruchą, że lud obecny zachodził się od płaczu. Udzielił obecnym najzbawienniejszych nauk, wiele wypadków tyczących się Hiszpanii przepowiedział, co mu zostawało majątku ten oddał ubogim, i zasnął w Panu dnia 4 Marca 636 roku.

Ciało jego najprzód w Sewilli złożone, później przeniesione do miasta Leonu, wielkiemi dotąd słynie cudami.

Pożytek duchowny

Święty Izydor słusznie wielką wagę przywiązywał do chrześcijańskiego wychowania młodzieży, gdyż od troskliwego kształcenia dzieci zawisła ich cała przyszłość, a przez nich i przyszłość każdego społeczeństwa. Pamiętaj na tę ważną prawdę i strzeż się abyś czémkolwiek nie stawał się dla dusz młodych albo zgorszeniem, albo przeszkodą do ich chrześcijańskiego kształcenia.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś lud Twój, dla wskazywania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Izydorze wielkim sługą Twoim obdarzył, spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Paną naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 265–267.

Tags: św Izydor „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor nauka arianie ryt toletański edukacja wychowanie
2020-04-01

Św. Hugona Bisupa Grenopolitańskiego

Żył około roku Pańskiego 1135.

Swięty Hugo narodził się we Francyi, w mieście Szatonef (Chateau-neuf) w dyecezyi Walońskiéj, w Prowincyi Delfinackiéj, roku Pańskiego 1053. Pochodził z rodziny i znakomitéj i wielce pobożnéj. Odilon ojciec jego, odznaczywszy się w służbie wojennéj, w podeszłym już wieku został Kartuzem i zmarł świętobliwie na rękach błogosławionego Hugona, który mu udzielił ostatnie Sakramenta święte. Podobnież i matkę swoję dysponował na śmierć, która zostając na świecie, wiodła życie bardzo świątobliwe.

Wychowany był starannie, a po ukończeniu szkół w ojczyźnie, wysłany został za granicę, dla zwiedzenia obcych krajów i dalszego kształcenia się w naukach. Wielki uczynił w nich postęp, lecz jeszcze większy w gruntownéj pobożności, którą wyniosłszy z domu, przechował jak najwierniéj obcując z ludźmi wielkiego świata . Po powrócie do ojczyzny, wstąpił do stanu duchownego, i wkrótce w Walencyi został Kanonikiem.

Wielka jego świątobliwość, a oraz i głęboka nauka, zwróciły na niego uwagę Legata Papiezkiego imieniem także Hugo, później Arcybiskupa Lyońskiego, który wziął go do swego boku dając mu urząd w Nuncyaturze którą sprawował. Znajdował się nasz Święty z tymże Legatem na Soborze w Awinionie, gdy przybyli posłowie z Dyecezyi Grenopolitańskiéj z prosbą do Legata, aby im dał Hugona na Biskupa. Ten jako blizki świadek jego cnót wysokich zgodził się na to najchętniéj, lecz sam święty Hugo, przejęty uczuciem głębokiéj pokory, w żaden sposób godności téj przyjąć nie chciał. Wtedy Legat zawiózł go do Rzymu, gdzie Papież rozkazał mu przyjąć ofiarowane Biskupstwo, i sam go na nie wyświęcił. Hrabina Matylda, sławna z wielkich darów jakie poczyniła Kościołowi, obecna pod tę porę w Rzymie, przez wzgląd na wielką świątoblibliwość Hugona, podjęła wszystkie koszta jego konsekracyi, sprawiła mu bogaty pastorał i szaty Biskupie, obdarzając go oraz rzadkiém podówczas wydaniem wykładu Psalmów, przez świętego Augustyna.

Po powrócie z Rzymu do swojéj dyecezyi, któréj zarząd objął, święty Hugo wielce się zasmucił opłakanym stanem w jakim ją zastał. Lichwa, świętokupstwo i wszelkiego rodzaju zdrożności, panowały tam nie tylko w ludzie prostym, lecz i ci którzy ze swojego stanu i powołania przyświecać powinni byli drugim, takimiż występkami się kalali. Święty Pasterz wziął się niezwłocznie do swojego obowiązku: a sam w postach i modlitwie dzień i noc jęcząc przed Bogiem nad zepsuciem swoich owieczek, używał wszelkich środków aby ich ze zgubnych dróg na których ich zastał wyrwać co prędzéj. Nauczał, upominał, groził, błagał, przenosząc się ciągle z miejsca na miejsce w swojéj dyecezyi, i obiegając ją całą. Ale przedewszystkiém przykładem własnego życia, i miłością z jaką przyjmował nawracających się, starał się wszystkich pozyskać Panu Bogu.

Gorliwość tak świętą i niezrażającą się największemi trudnościami, w krótkim czasie nagrodził mu Pan Bóg najpożądańszą dla niego pociechą. Dyecezya jego inną przybrała postać, i po dwóch latach ciężkiéj wprawdzie pracy, zniósł w niéj wszelkie istniejące jak w ludzie tak i w duchowieństwie, nadużycia. Wtedy święty ten Biskup, pomimo zbawiennych owoców rządów swoich jakiemi się cieszyć tylko co zaczynał, przejęty żywszém niż kiedykolwiek uczuciem ciężkiéj przed Bogiem odpowiedzialności, przywiązanéj do godności pasterskiéj, postanowił zrzec się takowéj, i uszedłszy potajemnie, zamknął się w klasztorze ojców Benedyktynów, w dyecezyi Klaromontańskiéj w prowincyi Awerneńskiéj. Lecz zaledwie zaczął tam przyświecać wszystkim braciom cnotami najdoskonalszego zakonnika, Papież Grzegorz VII, zawiadomiony o jego zamiarze zrzeczenia się Biskupstwa, nie dozwolit mu na to, i przysłał rozkaz jak najprędszego do swojéj dyecezyi powrótu. Dopełnił tego niezwłocznie Hugo, a dyecezyanie uszczęśliwieni z powrótu swojego ukochanego Pasterza, tém szczerzéj wzięli się do poprawy życia, aby go przez to, między sobą koniecznie zatrzymać.

Trzy lata upływało od powrotu Hugona do jego dyecezyi, gdy święty Bruno przybył tam z sześciu swoimi towarzyszami, z którymi miał zakładać Zakon Kartuzów. Święty Hugo na kilka dni przed tém, miał we śnie widzenie w którém okazało mu się było siedem gwiazd przecudnéj jasności, skrywających się w pustyni będącéj w jego dyecezyi nazwanéj Kartuzyą, przyjął więc tych świętych przybyszów bardzo serdecznie. Dowiedziawszy się iż szukają osamotnionego miejsca, gdzieby odsunąwszy się od świata mogli żyć jak dawni pustelnicy Egipscy, nie tylko uczynił im dar z całéj puszczy Kartuzyańskiéj, o kilka wiorst od Grenoblu, miasta jego rezydencyi Biskupiéj, odległéj, lecz własnym kosztem wybudował im tam kościołek i chatki, czyli celki osobne, zaopatrując ich we wszystkie do życia potrzeby.

Uszczęśliwiony nad wszelki wyraz że we własnéj dyecezyi, posiadał takich zakonników, jakich przed kilku laty, gdy zamyślał złożyć Biskupstwo szukał w obcéj, przepędzał z nimi cały czas, jaki mu od jego obowiązków pasterskich zbywał. Wtedy odbywał najpilniéj wszelkie ich zakonne ćwiczenia, nie ustępując im wcale w postach i umartwieniach ciała, któremi tych wielkich nawet pokutników budował. A i w swoim pałacu Biskupim, żył jak Kartuz, tyle tylko różniąc się od przebywających na puszczy, że obok życia tak nadzwyczaj umartwionego, ciągle lud nauczał, Sakramenta święte sprawował, i opieką najtroskliwszą wszystkich ubogich rozległéj dyecezyi swojéj ogarniał. Tak przytém na straży trzymał swoje zmysły, iż nigdy oczów nie podniósł na niewiastę, i pięćdziesiąt lat rządząc dyecezyą, żadnéj tam kobiety nie znał z twarzy. Mawiał zwykle: „nie pojmuję jak może ustrzedz się szpetnych myśli, kto nie trzyma na wodzy oczów, będących wrotami przez które najłatwiéj wchodzi śmierć do duszy.” Brzydził się cieniem obmowy; a gdy kto w jego obecności pozwalał sobie źle mówić o drugich, „bracie kochany, odzywał się do niego, poco nam roztrząsać grzechy obce: czy nie dość nam na tém, abyśmy własne jak należy opłakiwali.” Obok tak wysokiéj świątobliwości, życia tak umartwionego i czynnego, nie był wolny od ciężkich nagabań złego ducha. Od lat młodych do najpóźniejszéj starości, dręczyły go bluźnierskie myśli, z któremi bezustannie musiął walczyć. Przytém nędznego zażywał zdrowia, a bole głowy i cierpienia żołądka których całe życie doznawał, w późniejszym wieku wzmogły się bardzo. Pomimo tego, i umartwień swoich nie umniejszył, i w pracy sobie nie folgował: za to téż Pan Bóg obdarzał go wielkiemi wewnętrznemi pociechami. Dar łez posiadał w wysokim stopniu. Widok Pana Jezusa ukrzyżowanego, ustęp rzewniejszy z jakiéj pobożnéj książki, pobudzał go do płaczu. Nie raz trzeba było przerywać czytanie odbywane przy jego stole w czasie obiadu, gdy święty Biskup usłyszawszy szczegóły męki Pańskiéj lub coś podobnie do serca przemawiającego, we łzach się rozpływał.

Kiedy w skutek zamieszek w Państwie Kościelném, wszczętych przez stronników samozwańca Anakleta, Inocenty II Papież, zmuszony był szukać schronienia we Francyj, święty Hugo, który sprawę jego najgorliwiéj popierał w całym kraju, przybył do Walencyi na jego spotkanie, i tam upadłszy do nóg Ojcu świętemu prosił go i błagał, aby mu dozwolił zrzec się Biskupstwa. Wszakże chociaż już wtedy bardzo podeszłego był on wieku, nie chciał uczynić tego Papież, widząc jak pomimo tego czynnie i święcie rządził swoją dyecezyą. Lecz nakoniec, gdy w skutek cierpień głowy jakich oddawna doznawał, w ostatnich już latach swojego życia osłabł na pamięci, Ojciec świę- ty pozwolił mu wybrać sobie zastępcę. Tym był Kartuz, również jak on mający na imię Hugo. Nasz Święty zaś nie długo już żył potém. Uwolniony od obowiązków pasterskich, którym przez lat pięćdziesiąt oddawał się sercem i duszą, już dnie całe i większą część nocy spędzał tylko na modlitwie, i nareszcie dnia pierwszego Kwietnia roku Pańskiego 1132, pełen zasług tak w zawodzie swoim apostolskim położonych, jak i życiem pokutném i umartwioném nabytych, poszedł po nagrodę za nie do Nieba. Umarł w Grenoblu mając lat przeszło ośmdziesiąt. We dwa lata potém Ojciec święty Inocenty II, wpisał go uroczyście w poczet Świętych.

Pożytek duchowny

Kto pragnie uchronić się od myśli przeciwnych czystości, powinien pamiętać na ostrzeżenie jakie nam zostawił dzisiejszy Święty gdy mawiał: iż nie pojmuje jak może wolnym być od szpetnych wyobrażeń, kto wzroku nie trzyma na wodzy. Słusznie téż z tego powodu poczytywał on oczy za wrota, któremi najłatwiéj wchodzi śmierć do duszy. Wiedz przeto o tém, że kto ich nie strzeże, dobrowolnie duszę na niebezpieczeństwo wystawia.

Modlitwa

Boże! czystości dawco i lubowniku, daj nam prosimy Cię o to przez zasługi błogosławionego Hugona Biskupa, tak na wodzy trzymać zmysły nasze, abyśmy nie narażając się dobrowolnie na szpetne pokusy, tém łatwiéj za łaską Twoją oprzeć się im potrafili, gdy bez naszéj winy nacierać na nas będą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 257–259.

Tags: św Hugon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup czystość Kartuzi
2020-03-26

Św. Ludgera Biskupa Monasterskiego

Żył około roku Pańskiego 809.

Święty Ludger rodem z Fryzyi, pochodzący z jednego ze znakomitszych rodów tego kraju, przyszedł na świat około roku Pańskiego 743. Ojciec jego Tiadgrino, a matka Lefuburga, wychowując syna bardzo pobożnie, gdy miał lat czternaście oddali go na naukę do świętego Grzegorza, Opata klasztoru w mieście Utrechcie, a ucznia i następcy świętego Bonifacego Męczennika.

Obdarzony był bystrém pojęciem, a przytém odznaczał się już wtedy wielką pobożnością, statecznością obyczajów i roztropnością przechodzącą wiek jego młody; słodyczą zaś w obcowaniu z drugimi wszystkich serca pozyskał. Towarzysząc Prałatowi Alubertowi, gdy ten udał się do miasta Jorku w Anglii gdzie został Biskupem, Ludger przyjął od niego święcenia na Dyakona. Pobudziło go to do tém staranniejszego ćwiczenia się we wszelkich cnotach stanowi duchownemu właściwych, i w tych wielki czynił postęp. Wkrótce potém wysłany został przez Alberyka, który po śmierci świętego Grzegorza został Opatem kla- sztoru do którego należał, do kraju zwanego wówczas Ower-Issel, dla przywrócenia obrzędów katolickich w dyecezyi Dewanterskiéj, zniesionych przez prześladowanie niewiernych Saksonów, długo tę krainę pustoszących. Ludger święcie z posłannictwa tego wywiązał się. Resztki wiary i obyczajów pogańskich, które tam zastał wyniszczył, a w krótkim czasie Kościoł z całą jego hierarchią i obrzędami przywrócił.

Opat Alberyk, zostawszy Biskupem, wyświęcił na kapłana Ludgera, lubo pokora jego długo wzbraniała się przyjęcia téj godności. Niezwłocznie potém wysłanym został jako Misyonarz do Fryzyi, w większéj części przez pogan jeszcze pod tę porę zamieszkałéj, i stał się Apostołem téj krainy. W ciągu siedmiuletniego tam pobytu narażony na zwykłe w takim zawodzie trudy i niebezpieczeństwa, większą część narodu tego przywiódł do uznania wiary świętéj. Byłby cały kraj nawrócił gdyby wszczęte przez Witykina księcia saksońskiego, jeszcze wtedy poganina, srogie prześladowanie chrześcijan, nie było uniemożniło dalszych prac apostolskich Ludgera.

Wygnany od nabytéj przez niego samego owczarni, udał się nasz Święty do klasztoru Benedyktynów, na górze Kasyneńskiéj, i nie mogąc pracować około zbawienia dusz, oddawał się ostréj pokucie i wysokiéj bogomyślności, gorąco błagając Boga, aby mu do prac jego apostolskich powrócić dozwolił. Wkrótce wysłuchał Pan Bóg modlitwy jego. Gdy cesarz Karol Wielki, podbiwszy całą niższą Saksonią przywiódł i księcia Witykina do przyjęcia wiary świętéj, Ludger mógł rozpocząć na nowo swój apostolski zawód. Pobłogosławił Pan Bóg jego pracy, albowiem we wszystkich nadmorskich prowincyach Fryzyi rozniósł i zaszczepił wiarę Chrystusową. Ustaliwszy tam Kościoł, założył i klasztor Benedyktyński, jakby strażnicę tych nowych dla Kościoła Chrystusowego nabytków.

Następnie przeniósł swoję gorliwość do Westfalii, gdzie Arcybiskup Koloński Hildebad, zmusił go do przyjęcia godności biskupiéj. Napróżno wzbraniał się od tego przedstawiając według swego przekonania, jako godniejszego tego urzędu jednego z uczniów swoich. Uledz musiał woli i Arcybiskupa i cesarza. Wyświęconym został na Biskupa Mimigarnefordzkiego, miasta które późniéj przezwano Monasterem, z powodu iż ten Swięty założył tam był sławny klasztor (monasteryum) Kanononików regularnych i przy nim wybudował wspaniały kościoł, służący mu za katedrę. Założył także, nieco późniéj, wielkie Opactwo Benedyktyńskie w księstwie Bruńswiekiém, a do swojéj dyecezyi przyłączył wszystkie pięć prowincyi wschodniéj Fryzyi, przez niego do wiary świętéj przedtém już nawrócone.

Nowa ta godność Biskupia, skłoniła go do tém surowszego życia, i przydała blasku jego wysokim cnotom. Stawszy się Pasterzem tak licznego ludu, stał się ich ojcem. Niezrównana słodycz jego obejścia się z każdym, pokora i serdeczna pobożność w każdym czynie jaśniejąca, przyciągnęły do niego serca wszystkich, nawet świeżo z pogaństwa nawróconych. Starając się być wszystkiém dla wszystkich, wszystkich wkrótce pozyskał Chrystusowi Panu. Całe dochody jego bogatego biskupstwa były własnością ubogich, których prócz tego wielu codziennie przy własnym stole żywił. Pod odzieniem biskupiém, nosił ciągle ostrą włosiennicę; pościł bezustannie, a tak mało zażywał posiłku, iż trudno było pojąć, jak mu to nie odbierało sił, do ciągłéj i ciężkiéj pracy.

Tak wysoka świątobliwość, ściągnęła na niego zawiść złych ludzi, którzy oczernić go usiłowali. Skromność jego stołu, sposobu odziewania się i mieszkania, miłość dla ubogich, z którymi najchętniéj przestawał i których nawiedzał, jego pokora cichość i łagodność, posłużyły obmowcom, aby go oskarżyć przed cesarzem Karolem Wielkim. Zarzucili mu iż sposobem życia jaki prowadzi, poniża godność biskupią, a dla prostactwa swojego, niegodzien jest tak wysokiego dostojeństwa. Cesarz który umiał oceniać cnoty prawdziwie zdobiące najwyższych dostojników Kościoła, wielce się zasmucił, widząc jak licznych nieprzyjaciół miał ten święty Biskup, którego sam wysoko poważał. Przyszło jednak do tego, że Ludger musiał osobiście udać się do cesarza, dla usprawiedliwienia się z czynionych mu zarzutów. Przybywszy do Karola, zajął mieszkanie obok pałacu cesarskiego, czekając wezwania, aby mógł się przed nim stawić. Cesarz zaraz nazajutrz obiecał mu posłuchanie, i z rana w godzinie o któréj Święty nie był jeszcze uprzedzony, przysłał do jego mieszkania swojego szambelana, z oświadczeniem, że cesarz czeka na niego. Sługa Boży odmawiał wtedy pacierze kanoniczne, i nie chcąc ich przerwać, nie widział się z przysłanym dworzaninem, który trzy razy wracając, za każdą razą zastawał go jeszcze na modlitwie. Przeciwnicy jego, skrzętnie skorzystali z tego wypadku, aby przedstawić cesarzowi dowód dziwactwa Ludgera, i poprzeć tém swoje na niego skargi. Gdy więc przyszedł Biskup, cesarz spytał go z niejaką goryczą, dla czego trzy razy wezwany, tak się opóźniał z przybyciem. „Sądzę najjaśniejszy Panie, odrzekł na to Święty, żem przez to właśnie był Waszéj Cesarskiéj Mości posłusznym.” „A to jak?” spytał znowu Karol. „Gdyż, odrzekł Ludger, odmawiałem moje pacierze kapłańskie, w chwili gdy przysłano po mnie: a racz Najjaśniejszy Pan przypomnieć sobie, że gdyś mnie zaszczycał twoim wyborem na Biskupa, polecałeś mi, abym zawsze przekładał służbę Bożą, nad służbę ludzką, nawet Twoję własną.” Odpowiedź ta tak dalece podobała się cesarzowi, że nie dozwolił aby Ludger tłómaczył się z zarzutów jakie mu czynili jego przeciwnicy, i odprawiwszy go z oznakami wielkiego poszanowania, prosił aby i nadal jak dotąd, z równąż miłością rządził powierzoną mu trzodą, i z równąż gorliwością służył Panu Bogu.

Dar cudów którym Pan Bóg uświetnił tego sługę Swojego, tém obfitsze sprowadzał w pracach jego apostolskich owoce. Nawróciwszy Fryzyą, Brabant, Saksonią i Westfalią, zamyślał Ludger o wyprawie misyonarskiéj do Normandów, dzisiejszą Szwecyą i Danią podówczas zaludniających, gdy go ostatnia zaskoczyła choroba, w któréj, lubo była ciężka i długa, ćwiczeń swoich pobożnych wcale nie przerywał. Pacierze kanoniczne najregularniéj odmawiał, i Mszę świętą codziennie miewał, a w ostatnim dniu Życia jeszcze wiele pracował. Była to niedziela Wielkopostna poprzedzająca Palmową. Bardzo rano miał kazanie w kościele Kosteldskim: pożegnawszy się z ludem swoim, i zapowiedziawszy iż téj nocy umrze, udał się o parę wiorst ztamtąd do kościoła w Bilberku, i tam odprawiwszy Mszę świętą znowu miał kazanie. Wieczorem tegoż dnia, już tylko trwał na modlitwie i w świętych aktach się rozpływał, a po północy dwudziestego szóstego Marca roku Pańskiego 809, oddał Bogu duszę. Ciało jego z wielką uroczystością pochowano stosownie do jego woli, w klasztorze Benedyktyńskim w Werden, gdzie niezwłocznie licznemi cudami słynąć począł.

Pożytek duchowny

Widzisz z jakiém uszanowaniem dla Boga, Święci zachowują się w chwili, gdy przez modlitwę przypuszczeni są do szczęścia rozmawiania z tym Najwyższym Panem. Oblicz się z sumieniem, jak swoje pacierze odmawiasz i czy czasem nieuszanowaniem Boga, jakiego się w nich dopuszczasz, nie zamieniasz sobie na szkodę duszy, tego co powinno być źródłem jéj największéj zasługi.

Modlitwa

Boże! któryś nam w błogosławionym Ludgerze Biskupie, wzór pobożnego odmawiania pacierzy przedstawił, daj miłościwie, abyśmy za jego przykładem, tak Cię modlitwami naszemi czcić umieli, abyśmy przez nie, wszelkie potrzebne łaski zawsze sobie wypraszali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 241–243.

Tags: św Ludger „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup modlitwa gorliwość pacierz
2020-03-22

Św. Ubalda Biskupa

Żył z około roku Pańskiego 1160.

Święty Ubald urodził się we Włoszech, w prowincyi Spoletańskiéj, w mieście Gubio, około roku Pańskiego 1084. Pochodził ze starożytnéj i znakomitéj rodziny. Straciwszy ojca w dzieciństwie, oddany został w opiekę stryja, człowieka bardzo pobożnego, który w pierwszych latach trudniąc się sam jego wychowaniem, późniéj umieścił go w konwikcie, przy kościele świętego Maryana, przez kanoników regularnych utrzymywanym. Bystremi obdarzony zdolnościami, wielki uczynił postęp w naukach, odznaczając się obok tego, coraz gorętszą pobożnością. Lecz zakład w którym się znajdował, był bardzo źle prowadzony, i młody Ubald, najskromniéj w domu wychowany, był tam na wielkie narażony niebezpieczeństwa. To spowodowało stryja, iż go ztamtąd przeniósł do innego zakładu szkolnego będącego przy kościele świętego Sekunda, gdzie wyższe nauki świetnie ukończył.

Były to czasy wielkiego zepsucia obyczajów. Wszakże Ubald wyniosłszy z domu pobożne wychowanie, a szczególnie wsparty opieką Matki Bożéj, do któréj miał wielkie nabożeństwo, stanowił rzadki, wśród rozpustnéj młodzieży z którą się wychował, wyjątek. Doszedłszy do lat dojrzałych, aby się tém lepiéj na drodze wyższéj pobożności, utwierdzić, uczynił ślub dozgonnéj czystości.

Świątobliwość jaką już wtedy jaśniał, wyższe wykształcenie i biegłość w naukach, którym się z upodobaniem oddawał, zwróciły na niego uwagę jego Biskupa, świętego Grameryana. Ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i po wyświęceniu na kapłaństwo, w krótkim czasie uczynił go Przeorem zgromadzenia kanoników świętego Maryana, w których właśnie zakładzie Ubald pobierał pierwsze nauki.

Zgromadzenie to, którego w tak młodym będąc wieku, został nasz Święty przełożonym, od lat kilku w wielkiém żyło rozwolnieniu. Nie było tam ani śladu karności zakonnéj, i prawie każdy z należących do niego, wiódł życie gorszące. Ubald srodze nad tém bolał. Dzień i noc modlił się, prosząc Boga o nawrócenie jego braci, a chociaż widząc ich tak zepsutych iż żadne z jego strony upomnienia skutkować by nie mogły, przykładem tylko świątobliwego życia własnego ich nauczał — przewrótni ci ludzie znienawidzili go od razu, i wszelkich dokładali środków. aby go przywieść do zrzeczenia się przełożeństwa. Lecz święty Ubald nie zrażał się niczém. Zaczął od tego, iż najłagodniejszém postępowaniem i wielką miłością, z jaką był dla wszystkich, pozyskał serca trzech kanoników, mniéj od innych od ducha swojego powołania odbiegłych. Z nimi zaczął prowadzić życie ściśléj zakonne, co do wspólności mieszkania, odzienia, stołu i pacierzy kapłańskich, które w chórze odmawiali. Dowiedziawszy się przytém, o świeżo założoném podobnémże Zgromadzeniu kanoników regularnych około miasta Rawenny, a odznaczającym się ścisłą zakonnością, udał się tam sługa Boży, i parę miesięcy spędził, aby się przejąć duchem i zwyczajem tego wzorowego klasztoru. Wróciwszy do własnego, wprowadził w nim tęż samę karność, i Pan Bóg tak mu pobłogosławił, że w krótkim czasie, wszyscy jego podwładni, ujęci w końcu słodyczą, pokorą i miłością przełożonego, poddali się mu zupełnie. Nie tylko stali się oni dla miasta całego wzorem świątobliwych duchownych, lecz w klasztorze ich, ustaliła się najściślejsza karność zakonna, wszystkim innym zakonom za przykład służyć mogąca.

Niedługo potém, pożar który zniszczył był większą część miasta, spalił i klasztor Kanoników regularnych, których Przeorem był święty Ubald. To mu podało myśl zrzeczenia się przełożeństwa, czego już dawno pragnął, mając zamiar udać się na samotne miejsce. Lecz w tak ważnéj rzeczy, nie chcąc schybić woli Bożéj, zasięgnął rady błogosławionego Piotra z Rimini, na puszczy mieszkającego. Ten skłonił go, aby zawodu do którego go Pan Bóg powołał nie opuszczał, gdyż zamiar jego był pokusą złego ducha, zamierzającego przez jego usunięcie się, przywieść Zgromadzenie które na tak dobréj stopie postawił, do nowego upadku. Święty usłuchał rady: zajął się odbudowaniem klasztoru i uskuteczniwszy to wkrótce, uczynił go klasztorem w całych Włoszech najpierwszym, co do ścisłości zachowania ustaw Zakonnych.

Lecz na wyższym jeszcze świeczniku, chciał Pan Bóg umieścić tego sługę Swego. Po śmierci Biskupa Peruzkiego, duchowieństwo i mieszkańcy tego miasta, powodowani sławą świątobliwości Przeora kanoników świętego Maryana, obrali go Biskupem. Święty najprzód ukrył się przed wysłanymi do niego z ofiarą téj godności posłami, a dowiedziawszy sę, że się udali do Papieża, sam pośpieszył do Rzymu, i tyle usilnemi prośbami swojemi dokazał, że Ojciec święty nie zatwierdził tego wyboru.

We dwa lata potém, gdy po śmierci Biskupa miasta Gubio, duchowieństwo zgodzić się nie mogło na wybór nowego, święty Ubald, wysłany został do Papieża, aby on swoją najwyższą władzą, położył koniec trwającemu sporowi. Ojciec święty, który poprzednią razą, nie chętnie ulegając prośbom Ubalda, zwolnił go był od przyjęcia Biskupstwa Peruzyjskiego rad był skorzystać z téj sposobności, aby go zamianować Biskupem jego rodzinnego miasta. Napróżno Święty uciekł się powtórnie do prośb najgorętszemi łzami nawet popartych. Papież nie miał już względu na jego pokorne wymówki, i z największém zadowoleniem duchowieństwa jego dyecezyi i ludu, musiał Ubald poddać się wyraźnemu rozkazowi Ojca świętego. Sam Papież wyświęcił go na Biskupa, roku Pańskiego 1129.

Łatwo było poznać niezwłocznie, iż wybór takowy z natchnienia Ducha Świętego nastąpił: dowiódł tego święty ten Pasterz, wysokiemi cnotami jakiemi jeszcze świetniéj zajaśniał i apostolską gorliwością. Przekonany, że wyższa godność na którą został wyniesiony, wyższéj jeszcze świątobliwości wymaga, podwoił pobożności i przymnożył ćwiczeń pokutnych, w których zawsze celował. Jakkolwiek Przeorem będąc, odznaczał się wielką wstrzemięźliwością w użyciu pokarmów, zostawszy Biskupem, jeszcze skromniejszy stół prowadził, i ścisłe zachowywał posty. Mawiał też zwykle: „Biskup powinien odznaczać się nie wykwintnością, lecz właśnie ostrością życia; nie wspaniałością stopy swojego domu, lecz ścisłém ubóstwem, a za to tém większą dla biednych hojnością.” Gdy mu razu pewnego, zwrócono uwagę, iż mając znaczne dochody, więcéj sług trzymać powinien: „Dostałem, odrzekł, większe dochody nie na to, abym więcéj sług płacił, lecz więcéj ubogich wspierał.”

Zpomiędzy wszystkich cnót któremi jaśniał, pokora i łagodność były jego głównemi cnotami. Pewien mieszkaniec miasto Gubio, chciał nieprawnie wznieść mur na gruncie swojego sąsiada. Wszczęła się ztąd między nimi gorsząca całe miasto sprzeczka. Święty Biskup pragnąc ich pogodzić, udał się sam na miejsce, gdzie jeden z nich już mur wznosić zaczął. Był to człowiek nadzwyczaj gwałtowny, i nie tylko nie usłuchał przedstawień Biskupa, z wielką łagodnością czynionych, lecz do tego stopnia się uniósł, że porwawszy się na niego, obalił go na ziemię, i w dół wapnem napełniony wrzucił. Święty bez najmniejszego wzruszenia odszedł, nie chcąc wcale poszukiwać tak ciężkiéj zniewagi. Lecz sam lud upomniał się o krzywdę swojego ukochanego Pasterza, i domagał się od władzy świeckiéj, aby winowajcę jak najsurowiéj ukarano. Ubald dowiedziawszy się o tém, zażądał aby sprawę tę poddano jego własnemu sądowi, jako ściągającą na obwinionego karę klątwy kościelnéj. Stawiono go przeto przed nim. Biskup, spytał czy uznaje wielkość winy swojéj, gdy własnego Biskupa, tak srodze znieważył. Obwiniony odrzekł, iż czuje dobrze jak bardzo wykroczył. „A czy gotów jesteś wszelkiéj poddać się ka- rze?” spytał go daléj. „Gotów jestem na to, odpowiedział znowu winowajca, chociażby mnie na śmierć skazano.” Wtedy Święty zstępując z tronu Biskupiego na którym zasiadał, rzucił mu się na szyję mówiąc: „Uściskaj mnie bracie kochany, i ten pocałunek pokoju niech ci będzie jedyną karą, byleś szczerze obżałował i ten i inne twoje grzechy.”

Świętość jego, w kilku zdarzeniach wybawiła miasto Gubio od różnych klęsk, grożących mieszkańcom. Gdy cesarz Fryderyk rudobrody, groził téj krainie zniszczeniem, Ubald wyszedłszy naprzeciw niego, skłonił go do odejścia, i takie zrobił na nim wrażenie, że upadłszy mu do nóg, prosił go o błogosławieństwo i polecił się jego modlitwie.

Na parę lat przed śmiercią, bardzo zapadł był na zdrowiu. Ciało jego pokrywało się cią- gle boleśnemi wrzodami. Pomimo tego nie folgował sobie w pracy, i najczynniéj zajmował się swoją ukochaną trzodą. W wigilią Zesłania Ducha Świętego, po odprawieniu obrzędów kościelnych w Katedrze, ciężko zachorował. Lud dowiedziawszy się iż jest umierającym, tłumnie otoczył pałac Biskupi. Swięty kazał wszystkich przypuszczać z kolei do siebie, najczulej się z nimi żegnał, i każdego błogosławił. Wieczorem przyjął ostatnie Sakramenta święte, i wśród gorącéj modlitwy i aktów nabożnych, oddał Bogu ducha roku Pańskiego 1160, 16-go Maja, w którym to dniu Kościół pamiątkę jego obchodzi.

Papież Celestyn III, zaliczył go w poczet Świętych w roku 1192. Wielu i za życia i po śmierci słynący cudami, jest szczególnym Patronem przeciw opętaniu od złego ducha.

Pożytek duchowny

Niech sposób w jakim święty Ubald postąpił z owym mieszkańcem miasta Gubio, który go ciężko znieważył, a którego on ukarał tylko pocałunkiem pokoju, nauczy cię, jak masz zachowywać się z tymi którzy tobie jakąkolwiek krzywdę lub przykrość zadali. Teraz więc zaraz postanów sobie, przy pierwszym z nimi spotkaniu, dać im jaki dowód twojéj miłości,

Modlitwa (kościelna)

Racz nam Panie z miłosierdzia Twojego użyczyć wsparcia, a za wstawieniem się błogosławionego Ubalda Wyznawcy Twojego i Biskupa, przeciw wszelkim złego ducha zasadzkom, prawicę Twojéj wszechmocności nad nami rozciągnij. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 230–232.

Tags: św Ubald „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup nieposłuszeństwo przełożeństwo miłość łagodność jałmużna opętanie
2020-03-17

Św. Patrycego Biskupa Apostoła Irlandii

Żył około roku Pańskiego 464.

Pożytek duchowny

Podziwiałeś zapewne w żywocie świętego Patrycego, jak mu obarczonemu najważniejszemi i najrozliczniejszemi sprawami, wystarczało czasu na tyle ćwiczeń pobożnych, które codziennie odprawiał. Niech to da ci ocenić twoję gnuśność w téj mierze, w skutek któréj, pewnie mniéj ważne i mniéj liczne zajęcia, służą ci za pozorny powód do zaniedbywania się w modlitwie i w innych pobożnych ćwiczeniach.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś do ogłoszenia chwały Twojéj przed poganami, błogosławionego Patrycego Wyznawcę i Biskupa wysłać raczył, za jego zasługami i pośrednictwem spraw prosimy, abyśmy to co nam przykazujesz czynić, z miłosierdzia Twego spełnić mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 216–219.

Tags: św Patryk „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup czas modlitwa
2020-03-16

Św. Cyryla i Metodyusza Apostołów Ludów Słowiańskich

Żyli około roku Pańskiego 880.

Pożytek duchowny

Czytając żywot tych Świętych dwóch braci, którzy światło wiary narodom Sławiańskim przynieśli, dziękuj za to Panu Bogu z całego serca, i proś Go gorąco aby ludy szczepu tego, w wierze świętéj utwierdzone, w obyczajach téż prawdziwie chrześcijańskich wzrostu nabierały.

Modlitwa

Boże! któryś przez świętych Cyrylla i Metodego Biskupow i Apostołów ludów Słowiańskich, do swiatła wiary świętéj, ojców naszych powołać raczył, spraw prosimy przez ich pośrednictwo i zasługi, abyśmy w wierze téj za łaską Twoją zrodzeni, według niéj żyjąc i w niéj umierajac, chwalić Cię mogli wraz z nimi na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 214–216.

Tags: św Cyryl św Metody biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Słowianie
2020-03-13

Św. Nicefora Patryarchy Carogrodzkiego

Żył około roku Pańskiego 828.

Cesarz groźnie domagał się od nich odstąpienia przyjętego od początku Kościoła zwyczaju oddawania czci obrazom świętym, na co Biskupi mu odpowiedzieli: „Ponieważ rzecz o którą chodzi, jak to widzisz najjaśniejszy Panie, tyczy się obrzędów koscielnych, dozwól przeto, aby nie kto inny, jak sami Rządzcy Kościoła ją rozstrzygali, jak to dotąd zawsze w sprawach tego rodzaju bywało. Ośmset lat już upływa, jak Jezus Chrystus przyszedł na świat, a od tego czasu, chrześcijanie wizerunkom Jego cześć oddają. Któżby śmiał obalać zwyczaj, upoważniony podaniem tylu wieków! Nie burz o! cesarzu porządku, w Kościele przez Boga ustanowionego, a którego zarząd tenże Bóg Biskupom, a nie Cesarzom powierzył. Rządź Państwem tobie od Boga zleconém, a zarząd Kościoła powierzony Pasterzom dusz, pozostaw w ich ręku.” Cesarz Leon rozgniewany, skazał kilku Biskupów na wygnanie, pozostawiając jednak Nicefora na swojém Biskupstwie, w nadziei, iż go innym sposobem na swoję stronę przyciągnie.

Pożytek duchowny

Cześć oddawana świętym wizerunkom, miłą musi być Panu Bogu, i pożyteczną dla dusz naszych, gdy chcąc od niéj odwieść wiernych, piekło wszczęło było na Kościół srogie za to prześladowanie. Czcij przeto serdecznie w Ich wizerunkach, i Pana naszego Jezusa Chrystusa, i Matkę Jego przenajświętszą, i swiętych sług Bożych, a ile razy na nie rzucisz okiem, podnoś do nich i serce.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste! Któryś dla utrwalenia w Kościele Twoim, miłéj Tobie czci świętych wizerunków, wzbudził w błogosławionym Niceforze mężnego tego zbawiennego zwyczaju obrońcę, spraw prosimy, abyśmy w obrazach Twoich, Matki Twojéj przenajświętszéj i wielkich sług Twoich, godną Ci cześć oddając na ziemi, w Niebie cieszyli się widokiem Twojego Oblicza na wieki. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 206–209.

Tags: św Nicefor „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup patryarcha tradycja obrazy
2020-03-01

Św. Albina Biskupa Andegawańskiego (Angers)

Żył około roku Pańskiego 530.

Zdarzyło się iż pewna młoda znakomita pani, bardzo pobożna i dobroczynna chrześcijanka, za długi uwięzioną została. Trzymana pod strażą, prócz wielu przykrości jakich tam doznawała, narażoną była na grubiańskie obchodzenie się z nią żołnierzy pilnujących więzienia, którzy nawet pozwolili sobie obrażać jéj skromność. Pani ta obawiając się ostatecznéj zniewagi, która dla niéj straszniejszą była od śmierci nawet, dała znać o tém Biskupowi. Święty pośpieszył do niéj i ofiarował się zapłacić za nią długi, byle ją zaraz wypuszczono na wolność. Gdy jednak nie uczyniono tego niezwłocznie, chcąc wprzódy odnieść się w téj mierze do wyższéj władzy, święty Albin został przy uwięzionéj, aby obecnością swoją, zasłonić ją od wszetecznych napaści strażników. Pomimo tego jeden z żołnierzy w obecności Biskupa, targnął się na nią i jego samego obelgami okrył. Wtedy Święty, na rzucającego się na tę nieszczęsną kobietę zuchwalcą, tchnął silnie, i ten w tejże chwili padł trupem. Taką bowiem moc cudowną dał w tém zdarzeniu Pan Bóg słudze Swojemu, broniącemu zagrożonéj cnoty niewinności świętéj.

Pożytek duchowny

Pan Bóg obdarzył był świętego Albina, tak cudowną mocą, iż samém tchnieniem swojém, położył trupem rozpustnika, targającego się na skromność niewiasty. Miarkuj z tego jak obrzydliwemi są w oczach Boga grzechy téj swiętéj cnocie przeciwne, i jak dalece i sam brzydzić się powinieneś każdą pokusą, cnotę czystości na niebezpieczeństwo wystawiającą.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Albina Biskupa, cudowną mocą, w uwolnieniu nieszczęśliwéj niewiasty od grożącego jéj skromności niebezpieczeństwa, obdarzył; przez zasługi tego sługi Twojego, proszę Cię, racz we wszelkich grożących téj cnocie niebezpieczeństwach, skuteczną a przemożną łaską Twoją, wspierać nędzę moję. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 176.

Tags: św Albin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup czystość
2020-02-27

Św. Leandra Biskupa Sewilskiego

Żył około roku Pańskiego 596.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak święty Leander, wpływu swojego jak miał na rodzinę króla, użył na to aby ją nawrócił, i przez nią cały wielki naród do wiary katolickiéj przywiódł. Tak każdy, wpływ wszelki jaki mieć może na drugich, powinien przedewszystkiém obracać na dobro ich duszy, i na rozszerzanie chwały Bożéj.

Modlitwa

Boże! któryś przez błogosławionego Leandra Biskupa, mnogie ludy do wyznania wiary świętéj przywiódł, racz za jego pośrednictwem, wskrzeszać w kraju naszym gorliwych Pasterzy, a dusze nasze, ku wiernemu, zbawiennym ich naukom poddaniu się, nakłaniaj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 147.

Tags: św Leander „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup ewangelizacja Ariusz
2020-02-26

Św. Aleksandra Biskupa Aleksandryjskiego

Żył około roku Pańskiego 326.

Pożytek duchowny

Błędy herezyi aryańskiéj zaprzeczającéj Bóstwa Chrystusa Pana, za dni naszych więcéj niż kiedy są rozpowszechnione. Wszelkiego rodzaju teraźniejsze niedowiarstwo, ten zasadniczy artykuł wiary chrześcijańskiéj odrzuca. Módl się za tych, którzy tym sposobem i chrześcijanami być przestali, a sam nie tylko ustami, lecz życiem swojém dowódź Panu Jezusowi, że w Bóstwo Jego wierzysz.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, prawdziwy Boże! przez zasługi i za pośrednictwem błogosławionego Aleksandra Biskupa, prosimy Cię, racz dać nam tak żywą w Bóstwo Twoje wiarę, abyśmy tak żyli i postępowali, jak Ty nas tego nauczyłeś, z Nieba na ziemię w tym celu zstępując. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 145.

Tags: św Aleksander „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup Ariusz herezja Bóstwo Chrystusa
2020-02-23

Św. Piotra Damiana Biskupa, Kardynała i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1072.

Pożytek duchowny

Widziałeś jakiemi łaskami nagrodził Pan Bóg świętemu Piotrowi Damianowi, jego pobożne uczczenie pamięci rodziców, przez niesienie ratunku ich duszom. Czy pamiętasz o duszach rodziców twoich, i tych wszystkich, za których po ich śmierci masz obowiązek modlić się?

Modlitwa (kościelna)

Racz sprawić wszechmogący Boże, abyśmy zbawienną nauką w pismach błogosławionego Piotra Wyznawcy Twojego i Biskupa pozostawioną powodując się, a za przykładem jego idąc, gardząc rzeczami doczesnemi, wiecznych dostąpili radości. Przez Pana naszego… i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 137–138.

Tags: św Piotr Damian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup kardynał doktor rodzice
2020-02-20

Św. Eucharyusza Biskupa Aurelianeńskiego (Orlean)

Żyła około roku Pańskiego 731.

Pożytek duchowny

Jak w historyi wielu Świętych, tak i w dopiéro przeczytanéj, widziałeś jak oni unikali wszelkich wyższych godności, uczuciem głębokiéj pokory powodowani. Porównaj z tém twoją żądzę wyniesienia, a jeśli się do niéj poczuwasz, zadrżyj o twoje zbawienie: bo jak pokora jest główną cechą wybranych, tak pycha, i z niéj wynikające pragnienie zaszczytów, jest oznaką bardzo złego stanu duszy.

Modlitwa

Boże! pokory lubowniku i dawco, któryś świętego Eucharyusza Biskupa, w téj cnocie ugruntowanego, do najwyższéj godności królowania z Tobą w Niebie wyniósł; daj nam, prosimy Cię przez jego zasługi, abyśmy w pokorze świętéj ćwicząc się pilnie, przez nią do wszelkich łask Twoich utorowali sobie drogę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 130.

Tags: św Eucharyusz biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora pycha
2020-02-18

Św. Symeona Biskupa Jerozolimskiego i Męczennika

Żyła około roku Pańskiego 109.

Pożytek duchowny

Nie dano nam, tak jak świętemu Szymonowi, być blizko spokrewnionym z Boską osobą Zbawiciela naszego. Lecz z wielkiego miłosierdzia Pańskiego, każdy z nas może nabyć do Jego Boskiego serca takiego prawa, jakby był Jego bratem lub siostrą. Sam On bowiem powiedział: Ktobykolwiek uczynił wolę Ojca mego, który jest w Niebiesiech, ten bratem moim i siostrą jest (Mat. XII. 50.).

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, któryś świętego Szymona, Twojego według ciała blizkiego krewnego, do chwały Twojéj wziąść raczył, daj nam tak wiernie wolę Ojca Twego Niebieskiego we wszystkiém spełniać, abyśmy wraz z nim w Niebie, miłość Twoję, która cię bratem naszym tu na ziemi uczyniła, wychwalali na wieki. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 125–126.

Tags: św Symeon biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna krewny Jezusa
2020-02-17

Św. Sylwina Biskupa Tuluzańskiego

Żyła około roku Pańskiego 720.

Pożytek duchowny

Święty Sylwin gorliwie zabiegał około utrzymania domów Bożych w przyzwoitym stanie, równie jak i wszelkich sprzętów kościelnych. Czy ty, wedle możnosci twojéj, starasz się w tym względzie przychodzić w pomoc kościołowi twojéj parafii? Może własne mieszkanie przyozdabiając nad możność twego stanu, na brak niezbędnych do domu Bożego, w którym się modlisz najczęsciéj, nie tylko ozdób ale i sprzętow, obojętnym się okazujesz.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, Zbawco i Boże nasz, a który w kościołach naszych w przenajświętszym Sakramencie ołtarza dla nas ciągle przebywasz, daj nam, przez zasługi świętego Sylwina Biskupa, tak godną Ci cześć w przybytkach Twoich ziemskich oddawać, abyśmy i w przybytku Twojéj chwały niebieskiéj, cieszyli się na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 123.

Tags: św Sylwin biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna troska o kościół lokalny
2020-02-04

Św. Andrzeja Corsini Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1373.

Pożytek duchowny

Opieka Matki Bożéj, któréj, przed przyjściem jeszcze na świat, przez pobożną matkę poruczony był święty Andrzéj, wyrwała go ze złéj drogi, na którą był wstąpił, i wielkim Świętym uczyniła. Szczęśliwy, kogo matka od najmlodszych lat, téj Matce Niebieskiéj odda za dziecię, i od kolebki wyucza być godnym tego szczęścia.

Modlitwa (kościelna)

Boże, który w Kościele Twoim nowe zawsze rozbudzasz przykłady świętości, daj ludowi Twojemu błogosławionego Andrzeja, wyznawcę Twojego i Biskupa tak naśladować, aby tychże nagród dostąpił, jakiemi on cieszy się w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 95.

Tags: św Andrzej Corsini biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna poświęcenie Matce Bożej
2020-02-03

Św. Błażeja Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 316.

Pożytek duchowny

Ile razy czytasz żywot Męczennika świętego, zwraca szczególną uwagę na męstwo z jakiém on wolał umrzéć wśród mąk zwykle najstraszniejszych, aniżeli przez zaparcie się wiary ciężki grzech popełnić. Sam zaś roztrząśnij twoje własne pod tym względem usposobienie; wiedzieć ci bowiem należy, że kto do grzechu śmiertelnego nie czuje w sobie większego wstrętu niż do śmierci saméj, ten nie posiada prawdziwéj miłości Boga. Przez zasługi więc to świętych Męczenników Pańskich, proś Boga o tę łaskę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Błażeja Męczennika Twojego i Biskupa, doroczną uroczystością rozweselasz; daj miłościwie, abyśmy jego chwalebnéj smierci pamiątkę obchodząc, posrednictwem się jego cieszyli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 93.

Tags: św Błażej biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna gardło grzech ciężki
2020-02-01

Św. Ignacego Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 110.

Niektórzy pisarze pierwszych wieków chrześcijaństwa utrzymują, iż święty Ignacy, którego dziś Kościół Boży obchodzi pamiątkę, był tém szczęśliwym dziecięciem, które Pan Jezus postawił był pomiędzy apostołami, gdy zalecając im pokorę, powiedział: iż nikt do Królestwa Niebieskiego nie wejdzie, kto przez tę świętą cnotę, nie stanie się do dziecięcia podobnym. (…) Dawne podanie kościelne utrzymuje, iż on pierwszy wprowadził zwyczaj śpiewania psalmów naprzemian, co uczynił po objawieniu, w którém słyszał dusze błogosławione, tym sposobem chwałę Trojcy Przenajświętszej opiewające.

„Oznajmiam wam, jak i wszystkim kościołom, że z wielką radością idę na śmierć dla Jezusa Chrystusa. Proszę was, nie kładźcie temu żadnej przeszkody, i nie brońcie mnie od pożarcia przez dzikie zwierzęta, które mnie zawiodą do Boga. Jestem ziarnem Chrystusowém, powinienem być zmielony zębami dzikich zwierząt, aby stać się czystym chlebem, godnym Pana Boga: powinniście więc pobudzać je przeciw mnie, aby mnie całkiem pożarły. Proście tylko za mną Jezusa Chrystusa, abym tym sposobem miłą mu stać się mógł ofiarą. Jedyna rzecz, któréj pragnę, jest aby zwierzęta, którym mnie na pastwę wydadzą, dobrze były wygłodzone, i żebym co prędzéj ujrzał się pomiędzy niemi. Oby to już nastąpiło, i oby mnie jak najrychléj pożarły! Nie chcę aby sie obeszły ze mną tak jak z niektórymi innymy Męczennikami, których ciał nie śmiały dotknąć. Jeśli sie na mnie nie rzucą, ja je sam pobudzę, aby mnie rozszarpały. Wybaczcie mi to, synaczkowie, ja sam wiem najlepiéj co dla mnie najkorzystniejszém być może. Teraz poczynam być uczniem Zbawiciela mojego: nie pragnę nic z rzeczy pod zmysły podpadających, i wszystkie je za nic sobie poczytuję, bylem Jezusa Chrystusa posiadł; niech ogień, krzyże, dzikie zwierzęta, połamanie wszystkich kości, poszarpanie wszystkich członków, i zgruchotanie całego ciała mojego, i wszystkie mędki szatańskie spadną na mnie, bylem cieszył się Chrystusem.”

Pożytek duchowny

Podziwiać należy, nietylko to męstwo z jakiém święty Ignacy śmierc za wiarę poniósł, lecz i to nadludzkie pragnienie, z jakiém szedł na męki. Gdy Pan Bóg tak nadzwyczajnéj cnoty po tobie nie wymaga: staraj się przynamniéj cierpienia wszelkie, jakie cię spotkać mogą, z miłości Boga, ze świętém poddaniem woli Jego, znosić.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę racz miłościwie wejrzeć, wszechmogący Boże; a gdy nas ciężar grzechów naszych przygniata, blogosławionego Ignacego Męczennika Twojego i Biskupa przemożne pośrednictwo niech nas wesprze. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 87-88.

Tags: św Ignacy biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczeństwo cierpienie
2020-01-29

Św. Franciszka Salezego Biskupa genewskiego

Żył około roku Pańskiego 814.

Pożytek duchowny

Święty Franciszek Salezy odznaczał się szczególną dla bliźnich miłością, i nadzwyczajną w obcowaniu z każdym słodyczą, przez co tak wiele dusz Bogu pozyskał. Obrachuj się z sumieniem, czy przeciw miłości bliźniego nie wykraczasz, a pamiętaj iż Pismo Boże mówi, że: Jeśliby kto rzekł iż miłuje Boga, a brata by swego nienawidził, kłamcą jest. (Psalm LXXXVIII. 2.)

Modlitwa (kościelna)

Boże, któryś dla zbawienia dusz, błogosławionego Franciszka, Wyznawcę Twojego i Biskupa, dla wszystkich wszystkiém uczynić raczył, daj miłościwie, abyśmy słodyczą miłości Twojéj przejęci, według jego napomnień postępując, i jego zasługami wsparci, radości wiekuistéj dostąpili. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 80.

Tags: św Franciszek Salezy biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna miłość
2020-01-26

Św. Polikarpa Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 169.

Podczas pobytu swojego w Rzymie, gdzie zawezwany był przez Papieża Aniceta do narady, w ważnéj podówczas kwestyi, tyczącéj się dnia w którym obchodzić się powinna Wielkanoc, widząc jak Marcyan i Walenty, głośni podówczas kacerze, szerzyli błędy swoje, gorliwie ostrzegał wiernych, aby unikali z nimi wszelkich stosunków, i aby ich do tego lepiéj pobudzić, następujące opowiadał im zdarzenie z życia świętego Jana: Razu pewnego ten ulubiony uczeń Pański, przybywszy z kilku uczniami swoimi do łaźni zastał w niéj kąpiącego się heretyka Ceryntego. Święty Apostoł wrócił się niezwłocznie, mówiąc do swoich towarzyszy: „uchodźmy ztąd bracia, i to co prędzéj, abyśmy nie polegli pod gruzami tych łazienek, które się rozwalą, gdyż Cerynt, wróg prawdy, w nich się kąpie”. Zdarzyło się także że Polikarp, spotkawszy wśróð Rzymu Marcyana heretyka, odwrócił twarz od niego aby się z nim nie przywitać. Marcyan bezczelnie przystąpił do niego, mówiąc: „czyż mnie nie poznajesz?” – „Owszem, odrzekł Polikarp, poznałem cię dobrze.” – „A któż ja jestem?” powiedział znowy Marcyan. – „Jesteś, odpowiedział mu Święty, najstarszym synem szatana.” W czasie tego pobytu swego w Rzymie, wielu odszczepieńców na łono Kościoła przywiódł.

Pożytek duchowny

Widziałeś jakim świętym wstrętem przejmowały błogosławionego Polikarpa, mowy przeciwne wierze. Bierz ztąd naukę, abyś sam, pewnie mniéj od tego Męża Bożego w wierze ukrzepiony, nie narażał jéj dobrowolnie, przez nastawianie ucha na zdania i rozmowy niedowiarków.

Modlitwa (kościelna)

Boże, który nas, błogosławionego Polikarpa męczennika Twojego i Biskupa, doroczną uroczystością rozweselasz, daj miłościwie, abyśmy czcząc pamiątkę jego przejścia do wieczności, pośrednictwem jego wsparci zostali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 73-74.

Tags: św Polikarp biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna ekumenizm herezja
2020-01-24

Św. Tymoteusza Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 97.

Chociaż wielkiemi umartwieniami trapił on ciało, i lubo słabego będąc zdrowia ściśle pościł, tak wielką jednak zachowywał prócz tego wstrzemięźliwość, że za napój używał tylko wody. Z tego też to powodu, jak to także czytamy w liście świętego Pawła do niego, Apostoł ten musiał aż nakazać mu wyraźnie, aby dla cierpień żołądka, którym podpadał, używał niekiedy trochę wina (1 Tym 5. 23).

(…)

Według zdania niektórych, święty Tymoteusza jest jednym z tych siedmiu Aniołów, o których święty Jan Ewangelista wspomina w swoich Objawieniach, i w których sam Pan Jezus wielkie oddaje mu pochwały w tych słowach: /Wiem sprawy Twoje i pracę i cierpliwość Twoję, a iż nie możesz cierpieć złych, i doświadczałeś tych, którzy się mienią Apostołami, a nie są, i znalazłeś je kłamcami, i masz cierpliwość, i znosiłeś wiele dla imienia mojego, a nie ustałeś/ (Objaw. II. 2. 3.). A jeśli w dalszych słowach Pana Jezusa, w tém że objawieniu wyrzeczonych, znajduje się niejaka przygana temuż Aniołowi, czyli Biskupowi Kościoła Efezkiego, i polecenie, aby czyniąc pokutę, powrócił do pierwotnych dobrych swoich czynów, niema się przez to wcale rozumieć, żeby Tymoteusz dopuścił się był niejakiego ciężkiego upadku, lecz tylko widać, że potrzebował nowego bodźca i zachęty, aby, jak go to spotkać miało, męczeństwo mężnie dla Pana Jezusa poniósł.

W istocie bowiem, w Objawieniach świętego Jana tak daléj Pan Jezus do Biskupa Efezkiego przemawia: /Pamiętaj-że tedy skądeś wypadł, i czyń pokutę, a uczynki pierwsze czyń. A jeśli nie, przyjdę do Ciebie, a poruszę lichtarz Twój z miejsca swego, jeśli nie będziesz pokuty czynił/ (Tamże 5). Zresztą dziwić się nie powinniśmy, że i Święci ostygali czasami w swojéj gorliwości służenia Bogu. Dopuszczał to niekiedy na nich Pan Bóg, aby ich w cnocie świętéj pokory utwierdzić, a przez ich wielką za najmniejszą niedbałość pokutę, do tém wyższych cnót doprowadzić.

Pożytek duchowny

Błogosławiony Tymoteusz upomnienie, uczynione mu od Pana Jezusa przez świętego Jana Ewangelistę, tak wziął do serca, iż świętym będąc Biskupem, męczeńskiéj korony stał się uczestnikiem. Postanów tak wiernie iść za głosem Boga, przez własne sumienie twoje cię upominającego, abyś i sam na koronę wieczną, za pośrednictwem dziś uroczystującego Świętego, zasłużył.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę racz wejrzeć miłościwie, wszechmogący Boże, a gdy nas uciska ciężar własnych grzechów naszych, niech nas błogosławionego Tymoteusza, Męczennika Twojego i Biskupa, pośrednictwo niebieskie wspiera. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 69.

Tags: św Tymoteusz biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Paweł wierność wstrzemięźliwość KWC Apokalipsa
2020-01-14

Św. Hilarego Biskupa

Żył około roku Pańskiego 350.

Pożytek duchowny

Aryusz, przeciw którego kacerskiéj nauce całe swoj życie walczył święty Hilary, bezbożnie zaprzeczał Bóstwa Chrystusa Pana. Pomnąc jak wielu i za dni naszych, na pozór tylko chrześcijan, nie wierzy w ten artykuł naszéj swiętéj wiary, pomódl się za nich. Lecz także obrachuj się z własném sumieniem, czy nie jesteś z liczby tych, którzy wyznając wiarę w Bóstwo Pana Jezusa, tak żyją i postępują, jakby w to nie wierzyli.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, prawdziwy nasz Boże! daj nam, za pośrednictwem świętego Hilarego Biskupa i Doktora Kościoła, tak żywą w sercach naszych w Bóstwo Twoje chować wiarę, abyśmy według niéj zawsze postępując, nagrody wieczne dla wyznających Cię, nietylko usty ale i czynem, zgotowane w Niebie otrzymać mogli. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem, w jedności Ducha Świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 42.

Tags: św Hilary biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna doktor arianizm
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.