Citatio.pl

Wpisy z tagiem "bogactwo":

2020-11-23

Mowa 95 o stopniach wiodących do najwyższej szczęśliwości – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 430–437.

  1. Najmilsi! Kiedy nasz Pan, Jezus Chrystus, głosił nowinę swego królestwa i wszędzie po Galilei leczył ludzi z różnych chorób, wieść o jego cudotwórczej mocy rozeszła się po całej Syrii. Rzesze ludzkie, szukając ratunku u niebieskiego lekarza, płynęły nieustannie ku niemu ze wszystkich krańców żydowskiej ziemi (por. Mt. 4, 23…; Mar. 3, 7…; Łk. 6, 17). Ponieważ bowiem nieoświeconych niełatwo jest nakłonić do wierzenia w to, czego nie widzą, i do spodziewania się tego, czego nie znają, należało tych, co mieli utwierdzić się w boskiej nauce, pobudzić dobrodziejstwami, przemawiającymi do zmysłów, i cudami, dostrzegalnymi dla wzroku; żeby nie powątpiewali, że głoszona im nauka tak samo będzie błogosławiona w skutkach, jak ta moc cudowna, której na sobie doznali. Aby więc leczenie zewnętrzne obrócić na dobro wewnętrzne i po uzdrowieniu ciał nieść odrodzenie duszom, Pan, odbiwszy się na pewną odległość od tłumu, wspiął się na pobliskie wzgórze. Zabrał tam z sobą Apostołów, aby z tej znaczącej wyniosłości zaprawiać ich do jeszcze wznioślejszej nauki. Tak przez wybór takiego miejsca, jak tym, czego tam dokonał, zaznaczył, że jest tym samym, co niegdyś zaszczycił Mojżesza swoim objawieniem (por. Wyj. 19, 1). Na górze Synaj, co prawda, objawił więcej sprawiedliwość – a ta budzi lęk – tutaj zaś okazał raczej swoją świętą łagodność, aby spełniła się obietnica, zawarta w proroctwie Jeremiasza: „Oto dni przyjdą, mówi Pan, a wykonam nad domem Izraelskim i nad domem Judy Testament nowy”. „Po onych dniach, mówi Pan, podam prawa moje w ich umysł i na ich serca je napiszę” (Żyd. 8, 8; Jer. 31, 33; LXX, 38, 33). Ten więc co mówił do Mojżesza, przemawiał do Apostołów. Prędko pisząca (Ps. 44, 2) ręka Słowa Bożego kładła głęboko w serca uczniów przykazania Nowego Przymierza; już nie wśród zwisających czarnych chmur powodzi, jak niegdyś, i nie pod grozą grzmotów i błyskawic, odstraszających lud od góry (por. Wyj. 19, 16, 21), ale w pogodnej aurze przyjacielskiej rozmowy, swobodnie rozlegającej się w uszach tych, co go otaczali; aby miejsce surowego prawa zajęła Ewangelia łaski i miast niewolniczego lęku zapanował stosunek dzieci do Ojca!
  2. Własne wypowiedzenia się Chrystusa najlepiej mówią o tym, do czego zmierzał w swej nauce. Kto tedy pragnie dojść do stanu wieczystej szczęśliwości, niech pozna stopnie, do niej wiodące. „Błogosławieni, powiada, ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie” (Mt. 5, 3; Łk. 6, 20). Mogłaby snadnie powstać wątpliwość, o jakich to ubogich mówi tutaj Wieczna Prawda, gdyby do słów „błogosławieni ubodzy” nie dodała nie, co by objaśniło, jak ich ubóstwo rozumieć należy. Mogło by się wydawać, że dla zasłużenia sobie na Królestwo Niebieskie wystarczy sam ten niedostatek, jaki wielu w ciężkich i trudnych warunkach musi znosić. Mówiąc jednak „błogosławieni duchem”, wyraźnie wskazuje, że Królestwo Niebieskie należy się tym, których więcej zaleca cnota pokory, niż bieda materialna. Nie da się wprawdzie zaprzeczyć, że pokora łatwiej przychodzi niezamożnym, niż bogatym; boć tamci, sami żyjąc w skromnych warunkach, także dla innych powolniejsi się stają, podczas gdy ci, wśród bogactw, łatwo przybierają wyniosłą postawę wobec innych. Mimo to jednak u bardzo wielu bogatych spotykamy ten rys charakteru, że nadmiar – poza koniecznymi do życia środkami – zużywają nie na wzbijanie się w pychę, jeno na dzieło miłosierdzia i za największy zysk poczytują sobie, co na złagodzenie cudzej biedy obrócą. Cnota ta dostępna jest dla wszystkich bez względu na ich stan i szczebel społeczny, boć jeśli nie zamożnością, to mogą innym dorównać nastawieniem ducha. Mniejsza o to, jaka stopa życiowa ich dzieli, byle dobra duchowe stawiały ich na równym poziomie. Tacy więc ubodzy wezmą błogosławieństwo, którzy nie dają się uwieść przywiązaniu do świata, i obrastają nie w doczesne, ale w niebieskie bogactwa!
    1. Przykład tak wielkodusznego ubóstwa w ślad za Panem dali nam Apostołowie. Na wezwanie boskiego Mistrza opuścili: oni dosłownie wszystko, co posiadali. Z poławiaczów ryb zmienili się w żarliwych łowców dusz ludzkich (Mt. 4, 19). Wiarą swoją zachęcili wielu do naśladowania siebie, kiedy to w owych początkach Kościoła „mnóstwo wierzących było serce jedno i dusza jedna” (Dz Ap. 4, 32). Podzielali oni z innymi swoje majętności i wszystko, czym rozporządzali, a tym wyrzeczeniem i świętym ubóstwem zaskarbiali sobie dobra wieczne. Cieszyli się, podług wyrażenia Apostołów, że mogą nie za swoje uważać wszystko, co ziemskie, natomiast całe swoje bogactwo widzieć w Chrystusie. Dlatego kiedy go chromy prosił o jałmużnę przy wejściu do świątyni, rzekł mu: „Srebra i złota nie mam; lecz co mam, to ci daję go wstań, a chodź”! (Dz. Ap. 3, 6). Cóż szlachetniejszego nad taką pokorę, cóż bardziej wzbogacającego nad takie ubóstwo? Apostoł nie ma pieniężnego wsparcia dla biedaka, ale ma czym dźwignąć jego ułomną naturę. Chromego z łona matki uzdrawia mocą ze Słowa. Nie obdarza pieniądzem z wizerunkiem cezara, ale za to kształtuje obraz Chrystusa w człowieku. A z obfitości tej skarbnicy skorzystał nie tylko ten, co chód odzyskał, ale i owych 5 tysięcy mężów, którzy wtedy, słuchając kazania Apostoła, uwierzyli w Pana, pod wrażeniem cudownego uzdrowienia (Dz. Ap. 4, 4). On, biedny Piotr, nie mający czym wesprzeć żebrzącego, rozsypuje hojnie łaskę Bożą, tak że przywraca zdrowie duchowe tylu tysiącom, podobnie jak jednemu władzę w nogach. Znalazł ich chromających na żydowską niewiarę, a uczynił rączymi Chrystusa wyznawcami.
    2. Zaleciwszy takie – najbardziej uszczęśliwiające ubóstwo – powiedział Pan następnie: „Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt. 5, 5). Płacz ten, któremu Chrystus zapewnia wieczną pociechę, nie ma nic wspólnego z narzekaniami tego świata. Powszechnie spotykane wśród ludzi biadania na niedolę nie przyczyniają szczęścia nikomu. W duszach pobożnych smutek powstaje z całkiem innej pobudki, ich łzy zupełnie inna wywołuje przyczyna. Religia każe opłakiwać grzechy, własne, albo cudze. Nie z tego zatem mamy się smucić, co nam zsyła sprawiedliwość Boża, jeno z tego, czego dopuszcza się ludzka nieprawość. Dlatego należy raczej nad tymi ubolewać, którzy zło wyrządzają, niż nad tymi, którzy go doznawają; boć na niesprawiedliwego ściąga pomstę własna złośliwość, sprawiedliwego zaś prowadzi do chwały to, że znosi zło cierpliwie.
    3. Potem tak Pan powiada: „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” (Mt. 5, 4; por. Ps. 36, 11), Cisi więc i łagodni, pokorni i skromni, słowem: przygotowani na to, że w ziemskim życiu trzeba umieć znieść wszelakie niesprawiedliwości, otrzymują obietnicę, że odziedziczą ziemię. Dziedzictwa tego nie należy uważać za błahe lub bezwartościowe, jako rzekomo całkiem odcięte od mieszkańców nieba – boć tylko takich można tu mieć na myśli. Otóż obiecana tutaj cichym i mająca dostać się łagodnym ziemia, to jest ciało świętych. W szczęśliwym zmartwychwstaniu w nagrodę za pokorę ulegnie ono przemienieniu i przyodzieje się chwałą nieśmiertelności. Między nim a duszą nie będzie już wtedy żadnej rozterki, przeciwnie, ustali się w nich doskonała jedność chcenia duchowego. Wewnętrzny człowiek całkowicie posiądzie zewnętrznego, panując nad sobą z niczym niezamąconych spokojem. Żadna ułomność cielesna nie przeszkodzi wtedy duchowi zatopić się całkowicie w widzeniu Boga; i już nie będzie konieczności mówić: „ciało, podległe skażeniu, obciąża duszę, a ziemskie mieszkanie tłumi umysł, wiele myślący” (Mądr. 9, 15). Boć ziemia (czyli cielesna natura) nie będzie śmiała ani stawiać oporu, ani podejmować cośkolwiek wbrew woli swego mieszkańca. Cisi będą ją posiadać w wieczystym pokoju. Nabytego do niej prawa nic im już nigdy nie zakłóci, „gdy to skazitelne przyoblecze się w nieskazitelność i to śmiertelne przyoblecze się w nieśmiertelność” (1 Kor. 15, 53), tak że to, co wystawiało nas na próbę, obróci się w nagrodę, i co nas obciążało, będzie tytułem do chluby.
    4. Ciągnąc dalej, tak Pam powiada: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt. 5, 6). Słowa te wyrażają tęsknotę dusz za chlebem sprawiedliwości, a nie za pokarmem i napojem materialnym i ziemskim. Wprowadzone w głąb tajemnic wiary, pragną one nasycić się samym Panem. Szczęśliwy to duch, co tego chleba łaknie i takiego napoju jest spragniony. Nie pożądałby go zapewne, gdyby raz nie zaznał jego wybornego smaku. Posłyszawszy jednak słowa proroka: „skosztujcie i obaczcie, iż słodki jest Pan” (Ps. 33, 9), serce swe zapala tak czystym płomieniem, że gardzi wszystkim, co ziemskie, a myśli tylko o tym, jak żyć bez zastrzeżeń chlebem i napojem sprawiedliwości. Dlatego chwyta skwapliwie prawdę najpierwszego wśród przykazań: „Będziesz miłował Pana Boga twego że wszystkiego serca twego, i ze wszystkiej duszy twojej i ze wszystkiej siły twojej” (Powt. Pr. 6, 5; Mt. 22, 37; Mar. 12, 30; Łk. 10, 27). Boć kochać Boga to nic innego, jak miłować sprawiedliwość. Wreszcie jak w miłość Boga wprząga się troska o bliźnich, tak z pożądaniem sprawiedliwości wiąże się cnota miłosierdzia. Oto jak brzmi następne powiedzenie:
    5. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt. 5, 7). Patrz, uczniu Chrystusa, co zawdzięczasz temu, który jest twoją Mądrością, zrozum, na jakie wyżyny ona ciebie powoływa, co to za szkoła ćwiczeń, co za nagroda cię czeka! Samo Miłosierdzie chce ciebie widzieć miłosiernym, sama Sprawiedliwość – sprawiedliwym, tak żeby znać było rękę Stwórcy w stworzeniu i rysy jego podobieństwa odbijały się w zwierciadle ludzkiego serca! Dobre uczynki nie zawiodą nigdy! Ziszczą się twoje pragnienia: co umiłujesz, na wieki twoim będzie! A że przez jałmużny „wszystkie rzeczy będą ci czyste” (Łk. 11, 41), więc i do tej szczęśliwości, która konsekwentnie jest ci przyrzeczona, dojdziesz podług następnego powiedzenia Pana:
    6. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają” (Mt. 5, 8; por. Ps. 23, 4). Cóż to za ogrom szczęścia spotka, najmilsi, tych, których taka czeka nagroda! A czego potrzeba, aby mieć serce czyste? Niczego więcej, jeno starać się o te cnoty, o których wyżej mówiliśmy. Ale czyż znajdzie się umysł tak pojemny, albo język odpowiedni, żeby ogarnąć szczęście z oglądania Boga? A jednak ono nastąpi. Kiedy natura ludzka zostanie przemieniona, będzie oglądała Bóstwo, niedostępne ludzkiemu wzrokowi na ziemi (Wyj. 33, 20; Jan 1, 18; 1 Tym. 6, 16 1 Jan 4, 12) już nie „przez zwierciadło”, lub „podobieństwo”, ale „twarzą w twarz” (por. 1 Kor. 13, 12) i będzie niewysłowienie szczęśliwa, że w wiecznej kontemplacji napawać się może tym, „czego oko nie widziało, i ucho nie słyszało, i w serce człowiecze nie weszło” (1 Kor. 2, 9; por. Iz. 64, 4). Obietnica takiego szczęścia słusznie tylko czystym sercom się dostaje. Nikczemny wzrok nie strzymałby blasku prawdziwego światła. Co dla dusz czystych stanie się rozkoszą, to dla zbrukanych – karą. Strzeżmy się tedy tej oćmy, jaką światowa próżność wzrok nam zasłania. Przecierajmy oczy ducha z najmniejszego pyłu nieprawości, żeby móc jasnym wejrzeniem wchłaniać w siebie wspaniałą wizję Boga! Drogę zasługiwania na nią toruje jeszcze, jak zobaczymy, następujące powiedzenie Pana:
    7. „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mt. 5, 9). Nie każdy kompromis, nie każda zgoda jest zasługująca na to błogosławieństwo, lecz tylko taka, do jakiej wzywa Apostoł tymi słowy: „pokój miejcie z Bogiem” (Rzym. 5, 1; 2 Kor, 13, 11), i o jakiej prorok Dawid mówi: „Pokój wielki tym, którzy zakon twój miłują, a nie ma dla nich zawady” (Ps. 118, 165). Nawet najściślejsze węzły przyjaźni i całkiem do siebie podobne usposobienia nie dadzą prawdziwej rękojmi pokoju, jeśli z przy kazaniami Bożymi nie będą w zgodzie. Wszelkie zmowy dla zaspokojenia niegodziwych namiętności, wszelkie zbrodnicze sojusze, czy występne pakty, są poza nawiasem wzniosłej pokojowości. Umiłowanie świata nie idzie zazwyczaj w parze z umiłowaniem Boga. Kto ze światowością rozstać się nie potrafi, nie wejdzie w społeczność synów Bożych. Ci, natomiast, co duchowo zawsze obcują z Bogiem, i „starają się zachować jedność ducha w związce pokoju” (Efez. 4, 3), nie wejdą nigdy w rozbrat z prawem wiecznym, a dotrzymają wierności słowom modlitwy „bądź wola twoja, jako w niebie tak i na ziemi” (Mt 6,) 10). Oto są ci, co iszczą w sobie pokój, oto na czym zasadza się ich dobra jednomyślność i serc święta zgoda. Oto też komu nazwa „Synów Bożych i współdziedziców Chrystusowych” (Rzym. 8, 17) będzie przysługiwała na wieki. Za umiłowanie Boga i bliźniego zasłużą sobie na to, że nie będą odczuwali najmniejszych rozterek wewnętrznych, ani obaw o to, by mogli jeszcze kiedy na nowo potknąć się i upaść. Po mężnym przezwyciężeniu wszystkich pokus i doświadczeń przejdą w stan niczym już nie zakłócanego pokoju Bożego, przez Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen
Tags: św Leon Wielki osiem błogosławieństw ubóstwo bogactwo
2020-07-30

Św. Abdona i Senesa, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 1249.

(Żywot ich wyjęty jest z akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święci Abdon i Senes, żyjący w Persyi w połowie trzeciego wieku, byli bogatymi panami, i należeli do najpierwszych tego kraju rodzin. Lecz co przedewszystkiém stanowiło ich zaletę i prawdziwy zaszczyt, to że byli chrześcijanami, a pobożnością swoją i miłosierdziem, zbudowaniem dla wszystkich wiernych. Za ich czasów cesarz Rzymski Decyusz, po wojnie którą wiódł z Persami, zdobywszy wiele miast w ich kraju, z największém okrucieństwem obchodził się tam z chrześcijanami. Prześladowanie to było tak srogiém, że jak się wyrażają niektórzy współcześni pisarze, zdawało się że nadeszły te czasy, które przepowiadając Pan Jezus, powiedział że wtedy i wybrani nawet, gdyby to być mogło, w błąd zostaliby wprowadzeni.

Wśród takiegoto więc stanu rzeczy, święci Abdon i Senes z największém poświęceniem się i gorliwością, oddawali wiernym różne usługi, pomimo iż to ich na największe niebezpieczeństwo narażało. Odwiedzali ich po więzieniach, pocieszając i dodając męstwa; a także i po najuboższych mieszkaniach, gdzie się kryli, i wszędzie wspierali ich hojnie. Co większa, widzieć ich można było przy rusztowaniach i torturach, na których męczono wyznawców Chrystusowych, których oni krzepili na duchu, a gdy śmierć za wiarę ponieśli, z należną czcią ciała ich grzebali. Będąc bardzo majętnymi, wiele mogli czynić dobrego, a wysokie poważanie w jakiém oddawna zostawali u wszystkich, sprawiało że za ichto głównie wpływem, w kraju tym wiara chrześcijańska, pomimo prześladowania, krzewiła się ciągle.

Owóż, taka ich święta gorliwość i poświęcenie sprawie Bożéj, wysłużyła im wkrótce nagrodę za którą jedynie wzdychali. Obaj ci znakomici panowie, oskarżeni zostali przed Decyuszem jako główni nieprzyjaciele bogów cesarskich.

Było to właśnie wtedy, kiedy Decyusz skończywszy najpomyślniéj wojnę z Persami, przypisując to zwycięztwo bożkom swoim, postanowił w zaślepieniu barbarzyńskiém, zawdzięczając się im za to, na cześć ich wymordować jak najwięcéj chrześcijan. Dowiedziawszy się że święci Abdon i Senes, byli jakby przewódcami wszystkich wiernych w Persyi, zdało się mu, iż przedewszystkiém należy nad nimi wywrzeć okrucieństwo, tém bardziéj że wnosił iż przywiodłszy ich do odstępstwa wiary, łatwiéj mu będzie z innymi poradzić. Z razu jednak chciał użyć łagodnych środków. Zawezwał ich do siebie, i przyjmując bardzo uprzejmie, jako najznakomitszych obywateli kraju który mu się poddał, rozpoczął z nimi rozmowę. Święci odpowiadali mu z wielkiém uszanowaniem, lecz gdy przyszło do tego że cesarz powiedział im, iż wie że są chrześcijanami, i oświadcza że albo mają odstąpić téj religii, albo ściągnąć na siebie gniew jego, Abdon i Senes odpowiedzieli mu bez wahania się: „Jesteśmy w istocie chrześcijanami, i poczytujemy to za największe szczęście. Jeśli dla spełnienia woli twojéj potrzeba abyśmy się wszystkiego co posiadamy pozbyli, a nawet na służbę twoję się oddali, gotowi jesteśmy na to. Lecz sam osądź cesarzu, czy godzi się nam przekładać człowieka nad Boga, i ściągnąć gniew Stwórcy, byle nie popaść w niełaskę twoję?” Na to cesarz odświadczył im, że on nie uznaje innego Boga, jak tych bogów którym oddają cześć jego poddani, i że wymaga po nich, pod karą śmierci, aby i oni im ofiary złożyli. „Tego uczynić nie możemy, rzekli Święci, gdyż jak wielu najwyższych władców w jedném państwie być nie może, tak i wielu bogów nie ma. Ci których ty cesarzu nazywasz bogami, sąto wymysły szatanów które was łudzą. Jednym jest tylko Bogiem prawdziwym Bóg chrześcijański, Stwórca wszech rzeczy, i Jemuto który jest najwyższym i naszym i twoim Panem, cześć oddajemy.”

Uniesiony największym gniewem cesarz zawołał: „Potrafię ja pomścić bogi moje, których bluźnicie, i pożałujecie tego, że mojéj woli spełnić nie chcecie.” Byłby nawet niezwłocznie zadał im męki, lecz obawiając się aby to w kraju gdzie oni w szczególném byli poważaniu, nie rozburzyło ludu świéżo podbitego, kazał ich zamknąć wraz z jeńcami wojennymi, którzy mieli być prowadzeni do Rzymu, przy jego tryumfalnym wjeździe do tego miasta. A przytém, ażeby ten tryumf świetniejszym uczynić, polecił aby ich okutych w kajdany, pozostawiono w ubraniu wielkich panów Perskich.

Trudno wyrazić jak wiele ucierpieli ci dwaj święci Męczennicy, w téj długiéj i trudzącéj podróży z Persyi do Rzymu, w ciągu któréj wywarły się na nich okrucieństwa siepaczy, barbarzyństwo dowódców, obelgi miotane przez żołdactwo, i grubijańskie obchodzenie się z nimi wielu więźniów pogańskich, należących do gminu najnieprzychylniejszego chrześcijanom. Wszakże pragnienie poniesienia cierpień z miłości Chrystusa, i nadzieja przelania krwi za Niego, słodziły im te już także z miłości ku Niemu poniesione męki. Trwały one długo, bo długą była ta podróż, w któréj wielu innych więźniów od trudu padło, a prawie cudem to było, że i naszych Świętych tenże los nie spotkał.

Skoro cesarz wszedł do Rzymu w tryumfie, przy którym za najświetniejsze ozdoby służyli mu święci Abdon i Senes, stawieni zaraz zostali przed wielkorządcą Waleryanem, jako najwięksi jacy dotąd byli, nieprzyjaciele bogów cesarskich. Gdy ich przed trybunał tego tyrana przywiedziono, wszystkich uderzył ich strój bogaty, lśniący się od kosztownych kamieni, a więcéj jeszcze ich pokorna, lecz poważna i świątobliwa postawa. Sam Waleryan nawet, chciał uchronić ich od mąk i śmierci: wszelkich więc używał środków aby ich od wiary i Chrystusa odwieść. A gdy to próżném się okazało, w téjże sali w któréj zasiadał, kazał ustawić ołtarz z posągiem Jowisza, i przedstawiał Świętym różne sposoby, aby pozornie tylko cześć mu oddali. Lecz oni zgodzić się na to nie chcieli. „Jesteśmy chrześcijanie, rzekli, i poczytujemy to sobie za najwyższy zaszczyt. W takiéj ostateczności w jakiéj się tu znajdujemy, gdzie idzie o wyznanie Chrystusa, nie godzi się nam używać pozorów, któreby w błąd wszystkich wprowadziły. Jednemu Bogu chrześcijańskiemu należy się pokłon. Wasi bożkowie, sąto bogi przez was urojone, nas Pan Bóg oświecił w téj mierze, i nigdy nie popełnimy téj bezbożności, abyśmy im cześć oddawali.” – „A czyż jestto bezbożnością, rzekł Wielkorządca, oddawać cześć słońcu, które czci jako Boga wasz naród i czcili wasi ojcowie?” – „Jestto bez wątpienia bezbożnością, odpowiedzieli Święci, bo nie godzi się czci jaka się należy Bogu, oddawać rzeczy która jest tylko Jego stworzeniem. Nasi ojcowie, i ci z naszego narodu którzy chrześcijanami nie zostali, są w podobnym jak i wy sami błędzie, i w tém naśladować ich nie możemy. Tośmy naszym ziomkom głosili, to samo tobie powtarzamy i od tego, wsparci łaską Chrystusową, nigdy nie odstąpimy.”

Waleryan, pomimo tego, nie przypuszczał aby się oni nie dali skłonić do jakiegokolwiek ustępstwa: a że bardzo mu chodziło o to aby ich uratować, udał się do cesarza, zdał mu w części tylko sprawę z tego co zaszło, i zrobił nadzieję, że byle ich zaprowadzić przed bożyszcze słońca, któremu i Persowie cześć oddają, mniéj oni będą robić trudności, i stanie się zadość woli cesarskiéj. Decyusz zgodził się na to: święci Abdon i Senes poprowadzeni zostali do świątyni słońca, a za nimi pociągnęła wielka rzesza ludu, zaciekawiona ich przepysznym strojem, i rozgłosem iż to byli jedni z najznakomitszych Persów.

Gdy weszli do świątyni, kazano im na znak czci i pokłonu zapalić kadzidło przed bożyszczem słońca; lecz oni w miejsce tego, z oburzeniem na bożyszcze plunęli. Lud zgromadzomy, zadrżał od złości i z krzykiem domagał się aby ich ukarano. Waleryan przeto, wydał niezwłocznie rozkaz aby świętych Męczenników zsieczono knutami, mającemi kule uwiązane u końców, i gdy już tak skatują że aż kości widać będzie, aby ich wydano dzikim zwierzętom w przygotowaném na to miejscu. Spełniono ten wyrok z największém barbarzyństwem: zbili ich tak okrutnie że tylko cudem te męki wytrzymali. Wśród tego obaj Święci głośno opiewali chwałę Bożą, dziękując Panu Jezusowi że im dał należeć do liczby tych, których za Niego męczą.

Kiedy w ten sposób napastwili się nad nimi kaci, wprowadzono ich pomiędzy dzikie zwierzęta, w przekonaniu iż te poduszczone widokiem świeżéj krwi lejącéj się z ich ran, w tejże chwili rzucą się na nich, i poszarpią w kawałki. Lud podług swego pogańskiego zwyczaju, spragniony tego rodzaju widowisk, zgromadził się był tłumnie. Wypuszczono od razu dwa lwy rozdrażnione, i cztery wygłodzone niedźwiedzie. Te z rykiem i wściekłością wyleciały ze swoich żelaznych klatek, i rzuciły się na Świętych. Lecz ledwie do nich się zbliżyły, straciwszy wrodzoną dzikość, u nóg się ich łasiły, jakby najbardziéj ułaskawione domowe zwierzęta. Obecny temu Wielkorządca, widząc jak silne zrobiło to na poganach wrażenie, wołał iż to są skutki czarów chrześcijańskich. Lecz lud nie podzielał jego zdania, i zewsząd wszczęły się okrzyki, że tylko Bóg chrześcijański, który jest Bogiem prawdziwym, mocen jest takie cuda czynić.

Waleryan przerażony tém wszystkiém, a obawiając się aby cesarz jemu nie przypisał winy, że zwlekając sprawę tych dwóch wielkich Świętych, takie wzruszenie wywołał w ludzie, nie mając pod ręką katów, kazał dwóm szermierzom wtedy tam obecnym, zarznąć świętych Męczenników, co téż spełniono niezwłocznie. Żeby zaś dowieść jeszcze lepiéj swojéj wierności cesarzowi i pogańskiéj religii, dla zniewagi ciał błogosławionych, kazał ich za nogi zawlec przed bożyszcze słońca, i tam bez grzebania porzucić. Zostawiono ich tak przez trzy dni całe, aż pewien Subdyakon nazwiskiem Kwiryn, uniósł te święte zwłoki potajemnie w nocy, i zamknąwszy w ołowianéj trumnie, przechował przez cały czas póki trwało prześladowanie chrześcijan w Rzymie. Odkryto je za Konstantyna Wielkiego, i z wielką czcią pochowano na cmentarzu Poncyańskim, przy drodze Portejskiéj, gdzie po dziś dzień jest kaplica w któréj znajdują się rzeźby tych dwóch świętych Męczenników, z wypisanemi ich nazwiskami. W roku Pańskim 828, gdy Papież Grzegorz IV, na żądanie króla francuzkiego posłał do Francyi różne relikwie, w ich liczbie były i ciała świętych Abdona i Senesa. Złożono je w opactwie świętego Medarda pod Lozanną, gdzie przez lat kilkaset, ze czcią je przechowywano, aż w wieku XVI wojska kacerzy Hugonotów napadłszy na klasztor, spaliły je wraz z kościołem.

Pożytek duchowny

Jak tych świętych Męczenników, których żywot czytałeś, nie śmiały tknąć się dzikie zwierzęta, oddając przez to cześć ich męstwu z jakiém za wiarę cierpieli, tak i wszelkiego rodzaju pokusy, te jakby dzikie zwierzęta przez piekło na nas wypuszczane, tracą srogość swoję, gdy w duszy na którą nacierają, żywą wiarę i wielką miłość Chrystusa znajdują. Staraj się aby wszelkie wysiłki złego ducha, znalazły cię taką świętą tarczą uzbrojonym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś świętym Twoim Abdonowi i Senesowi, obfitych łask udzielić raczył, aby chwały niebieskiéj dostąpili; daj nam sługom Twoim, grzechów naszych odpuszczenie, abyśmy przez zasługi tych błogosławionych Męczenników, od wszelkich przeciwności wyzwoleni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 632–634.

Tags: św Abdon św Senen „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik bogactwo męstwo
2020-06-23

Św. Marianny Egnijskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1213.

(Żywot jéj był napisany przez kardynała Jakóba z Witry, jéj spowiednika.)

Święta Maryanna nazwana Egnijską od miasta Egni, w którém długo przebywała, urodziła się w miasteczku Niwella, w biskupstwie Leodyńskiém (Louvain), w Belgii położoném, roku Pańskiego 1177, z rodziców w wielkie dostatki opływających. Od najmłodszych lat uprzedził ją Pan Bóg szczególnemi łaskami, zapowiadającemi wysoką świątobliwość, do jakiéj z czasem dojść miała. Już wtedy Pan Jezus który chciał aby w Nim jednym całe swoje szczęście znajdowała, oderwał jéj serce od rzeczy stworzonych. Maryanna wzgardziła wszystkiém, w czém młode dziewice zwykle największe mają upodobanie: to jest płochemi rozrywkami, uciechami światowemi i strojami. Rodzice dawali jéj przepyszne suknie, klejnoty, drogie perły, a ona starała się jak najrzadziéj takowych używać. Lecz za to wielkie miała upodobanie w samotności, na którą często się udając, modliła się gorąco i rozpamiętywała wieczne prawdy. O północy nawet wstawała, a ujmując sobie spoczynku, trwała na modlitwie. Dla ubogich okazywała wielkie miłosierdzie. Mając żywe pragnienie wstąpienia do klasztoru, z taką czcią była dla zakonnic, że gdy je gdzie spotkała, całowała ich ślady po ziemi.

Rodzice dopatrując w niéj skłonność do życia zakonnego, czemu byli najprzeciwniejsi, aby tego nie dopuścić, postanowili co prędzéj wydać ją za mąż i w czternastym roku zmusili ją niejako do zawarcia ślubów małżeńskich. Wyszła za bardzo znakomitego i również jak ona bogatego młodzieńca imieniem Jan. Na szczęście, w małżonku którego jéj Opatrzność zesłała, znalazła człowieka nietylko wielkiéj prawości, lecz i pobożnego katolika. W domu więc mężowskim, z większą jeszcze swobodą niż gdy była przy rodzicach, mogła oddawać się swoim ćwiczeniom pobożnym. Korzystając z tego, zadawała sobie różne umartwienia ciała, na które jéj dawniéj nie pozwalano: większą część nocy przepędzała na modlitwie, przez resztę zażywając krótkiego spoczynku na łóżku które stanowiły dwie gołe deski. Pod ubraniem nosiła ciągle gruby, ostry i węzłowaty sznur, który jéj służył za włosiennicę.

Jan który i miłował serdecznie swoję żonę i wielce ją poważał, nie sprzeciwiał się wcale rodzajowi życia jaki prowadziła. Co więcéj, mając ciągle przed oczyma przykłady cnót najwyższych, jakie mu dawała Maryanna, budując się jéj słodyczą w pożyciu domowém, jéj miłością w obchodzeniu się ze sługami, jéj miłosierdziem dla ubogich, a przytém jéj roztropnością i rządnością w prowadzeniu domu, postanowił i sam ile możności ją naśladować. Najprzód tedy wraz ze swoją świątobliwą małżonką, uczynili ślub czystości, stanowiąc żyć odtąd jak brat z siostrą. A że kto z łaską Bożą wiernie współdziała, temu Pan Bóg coraz nowych świętych natchnień i pomocy do ich spełnienia udzielać raczy: więc téż i ci błogosławieni małżonkowie, na drodze wysokiéj świątobliwości ciągły postęp czynili. Zaczęli ograniczać swoje stosunki ze światem coraz bardziéj, aby mieć więcéj czasu na ćwiczenia pobożne i uczynki miłosierne, następnie i to wkrótce te stosunki zerwali zupełnie, a w końcu przedawszy całe swoje mienie, rozdali je na ubogich, pozostawiając sobie to tylko, co do zaspokojenia potrzeb do życia niezbędném im było. Gdy zaś pod tę porę, w okolicach gdzie mieszkali, założono szpital dla trędowatych, Jan i Maryanna w nim się zamknęli, aby całkowicie poświęcić się na usługę tym nieszczęsnym odrzutkom społeczeństwa ludzkiego.

Dopóki żyli na świecie, i gdy opływali w wielkie dostatki, ludzie światowi szydzili z nich po kryjomu, zarzucali im dziwactwo, tak nazywając ich święty sposób życia, lecz pomimo tego, otaczali ich tą czcią i poważaniem z jakiemi zwykle jest świat dla osób bardzo zamożnych. Lecz gdy z miłości Chrystusa, stali się oni dobrowolnie ubogimi, wzgardzono nimi, okrywano zniewagami, a najzepsutsi światowcy, nawet zawziętą nienawiścią ich ścigali. Przytém gdy pozbyli się całego majątku i ubogie życie prowadzić zaczęli, najbliżsi nawet ich krewni odstręczyli się od nich, wyrzekli się ich niejako, a niektórzy przy każdém spotkaniu, najdotkliwsze zadawali im upokorzenia. Lecz oni na to nie zważali wcale: zrobiwszy Panu Bogu ofiarę ze wszystkiego przed czém świat czołem bije, miło im było z tego powodu cierpieć, i za szczęśliwych się poczytywali, że i z nimi tak się obchodzą ludzie jak zwykle ze Świętymi.

Maryanna, szczególnie już tym sposobem ze światem zupełnie zerwawszy, oddała się życiu pokutnemu, i nadzwyczajnym umartwieniom, do których jéj Pan Bóg coraz nowych łask udzielał. Jadała tylko raz na dzień i to dopiéro wieczorem, nie używając innych pokarmów jak surowych jarzyn, albo owoców i chleba razowego, bardzo czerstwego. Niekiedy kilka dni z rzędu bez brania żadnego posiłku przepędzała. Wtedy wpadała w długie zachwycenia, w których żyła już nie ziemskiém życiem. „W tych zachwyceniach, pisze kardynał Witry który był jéj ojcem duchownym i historykiem jéj życia, doznawała nasza Święta niewypowiedzianych uciech niebieskich, jakich zakosztowywał święty Paweł, gdy do trzeciego nieba bywał porwany, i wtedy zasłyszywała, na podobieństwo jak on, te tajemnice Słowa przedwiecznego, których ludzkim językiem wypowiedzieć niepodobna.” Obdarzał ją także Pan Bóg łaską łez rzewnych, które wylewała na modlitwie, a które jak się wyrażała, były dla niéj wyższą nad wszelkie ziemskie szczęście pociechą. Posiadała szczególny dar uspokajania dusz, wewnętrznemi utrapieniami dręczonych. Wiele osób, przebywających te ciężkie próby, po jednéj z nią naradzie, odchodziły na zawsze swobodne. Rozmowa jéj o Bogu i o rzeczach tyczących się duszy, poruszała najtwardsze serca, pobudzała do skruchy grzeszników oddawna w grzechach leżących. Zdarzyło się razu pewnego, iż z dwóch kapłanów przejeżdżających blizko miejsca gdzie Maryanna mieszkała, jeden chciał zboczyć z drogi, aby ją odwiedzić. Drugi który był duchownym bardzo nieprzykładnym, z tego powodu szydził ze swego towarzysza, i z nim razem nie poszedł. Lecz gdy ten trochę dłużéj u Świętéj zabawił, przybył i ów szyderca. Po krótkiéj z nią rozmowie rozpłakał się, wyszedł nadzwyczaj wzruszony, przygotował się niezwłocznie do spowiedzi z całego życia, i od tego czasu żył świątobliwie. Błogosławiona ta sługa Boża, miała zwyczaj co roku odbywać pielgrzymkę do przenajświętszéj Panny Egnijskiéj, i jak utrzymywała, przed Jéj to wizerunkiem, wypraszała sobie zawsze najszczególniejsze łaski. Miejsce te było dość odległe od Niwelli, gdzie dotąd Święta mieszkała, jednak odbywała tę drogę zawsze pieszo bez obuwia, chociaż zdarzało się iż zimą tam chodziła. Przez cały ten dzień pielgrzymowania, nie brała żadnego posiłku, a przyszedłszy na miejsce święte, w kościele Matki Bożéj trwała bez przerwy na modlitwie przez noc całą, aż do Nieszporów dnia następnego. Gdy z czasem wsławiła się jéj świątobliwość, a bardzo wiele pobożnych osób, jużto dla polecenia się jéj modlitwom, już dla zasięgnięcia jéj rady, jużto tylko dla przypatrzenia się Świętéj, nawiedzało ją w szpitalu przy którym mieszkała, przeniosła się do Egnii, i tam przy kościele przenajświętszéj Panny osiadła. Byłoto miasteczko ubogie, oddalone od większych gościńców, i dla tego je obrała Maryanna, aby w niém więcéj osamotnione życie wieść mogła. Tam już niewymowne pociechy duchowne zsyłał jéj Pan Bóg: w coraz częstsze i dłuższe wpadała zachwycenia, w których widywała Matkę Boską i swego Anioła Stróża. W dzień narodzenia świętego Jana Chrzciciela, będąc w zachwyceniu, usłyszała te słowa: „Pójdź wybrana moja, za rok koronowaną będziesz.” Przyszedłszy do siebie powiedziała to swojéj towarzyszce imieniem Klementyna, przydając że przez ten rok życia który jéj pozostaje, będzie jeszcze wiele cierpiała. Jakoż, zachorowała, i najrozmaitszym a strasznym podlegała boleściom. Pomimo to, umartwionego sposobu życia w niczém nie odstępowała; a ponieważ miała sobie objawioném, że w dzień poniedziałkowy powoła ją Pan Bóg do Siebie, więc dla uproszenia łaski dobréj śmierci, przez ten rok cały w poniedziałki nic nie jadała.

Na cztery dni przed śmiercią, to jest przed tym dniem który była przepowiedziała, wpadła w zachwycenie, które trwało trzy doby bez przerwy, i wśród którego ciągle śpiewała tak przecudnie, że to wszystkich do łez i do nabożeństwa pobudzało. Lecz co w tém najszczególniejszego było, a o czém wyż przytoczony kardynał Witry jako naoczny świadek pisze: śpiewała pieśni i hymny które sama wtedy układała i to po łacinie, chociaż tego języka wcale nie znała, i opiewała tajemnice o Trójcy przenajświętszéj, o Wcieleniu Syna Bożego, o niezrównanych przywilejach przeczystéj Dziewicy, a następnie o Aniołach i Wszystkich Świętych Pańskich, a to z taką głęboką znajomością Teologii, iż to najuczeńszych kapłanów zdziwiało. Przy końcu odśpiewawszy Magnificat, a po niém pieśń Szymonową: „Teraz wypuścisz mnie Panie w pokoju” wyszła z tego długiego zachwycenia. Potém kazała się zanieść do kościoła przed Wielki Ołtarz, tam przyjęła ostatnie Sakramenta święte, wiele rzeczy o czasach przyszłych przepowiedziała które się ziściły, i wymawiając kilkakrotnie te słowa: „O! jakżeś piękny Królu Panie wiecznéj chwały!” Bogu ducha oddała dnia 23 Czerwca roku Pańskiego 1213.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotu dzisiejszéj Świętéj, do jakiéj wysokiéj świątobliwości dochodzi się w stanie małżeńskim, gdy oboje małżonkowie jako dobrzy chrześcijanie, nawzajem się wspierają na drodze pobożności i są jedno dla drugiego przykładem i zachętą do coraz wyższego na niéj postępu. Biada temu, kto w małżeńskim związku dwóch dusz chrześcijańskich, nietylko nie jest dla drugiéj pomocą w wiernéj służbie Bogu, lecz jeszcze stawi temu przeszkody.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławioną Maryannę przedziwnéj ostrości i wysokiéj bogomyślności łaskami hojnie wzbogacił; daj nam za jéj wstawieniem się i przykładem, zmysły i ciało umartwiając, ducha naszego do niebieskich rzeczy zamiłowania, coraz więcéj sposobić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 516–518.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 508

Święta Marianna często była trapiona pokusami. Nie wiedząc, co czynić przeciw nim, do rozpaczy przychodziła, mniemając, że grzechem się splamiła, a były to myśli sprosne, nieprzystojne, o jakich Pismo święte mówi: „Od myśli nieuczciwych i głupich a nikczemnych, strzeż mnie, Panie!"

Pokusą tą jest czart, który wiedzie człowieka i pociąga ku sobie, aby go odwieść od dobrej drogi. Zwykle Pan Bóg nie dopuszcza pokusy na tych, którzy w grzechu śmiertelnym pozostają, albo za niego nie żałują, ale na tych, którzy pokutę zaczynają albo ku doskonałym cnotom i uczynkom dla zbawienia swego i miłości Bożej postępują.

Gdyby na kogo z dopuszczenia Bożego pokusa przypadła, niech nie sądzi, że te myśli szkaradne z niego wypływają. One są właśnie przez czarta wzbudzone i on je na myśl przywodzi, aby nimi człowieka zgubić.

Pokusy tej niechaj sobie nikt za grzech nie bierze, ale za osobliwsze nawiedzenie i doświadczenie Boże. Im więcej kto za grzech to mieć będzie, tym więcej nieprzyjaciela rozraduje.

Człowiek winien prosić Pana Boga, aby od niego pokusę oddalał, a jeśli Pan Bóg nie raczy tego uczynić, to pokusę tę winien znosić cierpliwie, a grzechami się brzydzić. Czytamy w żywocie świętej Katarzyny z Sieny, że mając długi czas sprosne, niemoralne myśli i widząc szatanów wabiących ją ku sobie, których potem Jezus od niej oddalił, zawołała: „Gdzie żeś był przez ten czas, Oblubieńcze mój miły?" „W sercu twym byłem” – odpowiedział Chrystus. Na co ona odrzekła: „A wszakże serce moje pełne było sprosności! Jakże Ty mogłeś w nim mieszkać, miłośniku czystości?" A Chrystus rzekł: „W tym, iżeś się owymi myślami brzydziła i żałość z nich wielką mając, miejsce dla Mnie zostawiłaś”.

Tak i my się tym cieszmy, gdyby to na nas przyszło, iż nie ustając w miłości ku Panu Bogu, gdy nas trapią pokusy, nie tylko nie utracimy łaski Boga, ale jej sobie jeszcze więcej przyczynić zdołamy.

Tags: św Marianna Egnijska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna bogactwo małżeństwo jałmużna dar języków pokusy
2020-06-06

Św. Norberta, Założyciela Zakonu Premonstratów, Arcybiskupa Magdeburskiego

Żył około roku Pańskiego 1134.

(Żywot jego pisany przez jednego z jego uczniów, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Norbert syn Haryberta udzielnego hrabiego Ganepskiego w Niemczech, spokrewnionego z cesarskim domem, i Jadwigi księżniezki Lotaryńskiéj, urodził się w miasteczku Santen w księstwie Klewińskiém roku Pańskiego 1080. Świetnie wychowany, urodziwy i bogaty, wstąpiwszy w młodości do stanu duchownego, przyjął święcenie Sub-dyakona, lecz co do obyczajów wiódł życie bardzo światowe i lekkomyślne. Przebywał najprzód na świetnym dworze Arcybiskupa Kolońskiego, a potém cesarza Henryka swojego krewnego, oddając się zapamiętale uciechom doczesnym. Przytém chwytał chciwie bogate posady kościelne: został kanonikiem Ksanteńskim w dyecezyi Kolońskiéj, hołdując coraz bardziéj próżnościom światowym.

Razu pewnego jechał konno, gdy nagle powstała burza: piorun uderzywszy w konia, obalił go na ziemię i w tejże chwili usłyszał on głos mówiący do niego: „Norbercie, Norbercie dla czego mnie prześladujesz? Jam cię przeznaczył na zbudowanie wiernych, a ty ich gorszysz!” Norbert omdlał zrazu, a przyszedłszy do siebie: „Panie! co chcesz abym czynił” zawołał do Boga, a głos znowu do niego: „Odwróć się od złego a czyń dobro, szukaj pokoju a ścigaj go.” 1 Postanowił tedy niezwłocznie poprawić się; opuścił dwór cesarski, i udawszy się do Ksantonu, ostréj oddał się pokucie.

Dotąd nie chciał przyjąć wyższych święceń, aby mu godność kapłańska nie przeszkadzała wieść życia światowego; lecz po nawróceniu sam się takowych domagał. Po wyświęceniu, zdjął z siebie bogate suknie, przybrał ubogą sutanę, zrzekł się wszystkich bogatych posad kościelnych jakie posiadał, rozdał cały własny majątek na ubogich, i udał się do klasztoru Sygebergeńskiego, w którym pod przewodnictwem świątobliwego Opata, przez pewien czas ćwiczył się na drogach Bożych. Wróciwszy ztamtąd do Ksantony, okazał się innym już człowiekiem, bo kapłanem pełnym ducha Bożego i ostréj oddanym pokucie.

Znajdując się na zebraniu Kapituły do któréj należał, wziąwszy w rękę Ustawy według których kanonicy ci żyć byli obowiązani, okazał je Dziekanowi mówiąc: „Oto prawa nasze, a czy według nich żyjemy? Ojcze, pomyśl o naprawie naszéj, abyśmy nie zgorszeniem, lecz. zbudowaniem „byli w Kościele.” – Potém i publicznie i prywatnie przemawiając do swoich współbraci, upominał ich z wielką miłością, sam w poświęceniu się służbie Bożéj i usłudze wiernych dając im przykład. Dobrzy mu poklaskiwali, lecz złych oburzyło to bardzo. Przyszło do tego, iż pewien kleryk przez nich wysadzony zelżył go publicznie, i w twarz mu plunął. Święty przyjął to pokornie za grzechy swoje, i ani słowa nie wyrzekł.

Najzawziętsi jego przeciwnicy w duchowieństwie, a ci właśnie w których, świątobliwość życia jakie wiódł już wtedy Norbert, potępiała złe obyczaje, oskarżyli go na Soborze odbywającym się pod tę porę w Niemczech, o niewłaściwe zachowanie się, a mianowicie że będąc znakomitego i bogatego rodu, i posiadając godność prałacką, nosił się ubogo, chodził boso i żył jakoby żebrak. Lecz zostali zawstydzeni, a święty Norbert widząc iż reformy współbraci swoich dokonać nie może, wystąpił z kapituły Ksanteńskiéj i o żebranym chlebie, bo już wszystko co miał rozdał był biednym, udał się do Francyi gdzie podówczas przebywał Papież Gelazy. Ten poznawszy w nim wielkiego sługę Bożego, chciał go przy sobie zatrzymać, lecz Norbert od tego zaszczytu się uchylił, mówiąc: „Ojcze Święty, młodość w grzechach spędziłem, miejsce to niewłaściwe pokucie którąm czynić powinien.” Tedy Papież nie zmuszał go do pozostania, i dał mu upoważnienie ogłaszania słowa Bożego gdzie tylko zechce.

Święty przybrawszy za towarzysza młodego kleryka imieniem Hugo, który poznawszy jego świątobliwość pragnął być jego uczniem, przebiegał Francyą i Niemcy, po wsiach, miastach i zamkach opowiadające słowo Boże i do pokuty wiernych pobudzając. A tak pociągająco przemawiał, że wszędzie gdzie się pojawił, lud tłumnie gromadził się aby go słuchać. Wymową swoją silnie poruszał serca, pobudzał grzeszników do skruchy, powaśnionych jednał, do pobożności wszystkich zachęcał, i mnóstwo dusz zbłąkanych Panu Bogu na stałą i gorliwą służbę pozyskał. Gdzie się tylko zbliżał w dzwony uderzano, całe miasta z duchowieństwem na jego spotkanie wychodziły, przyjmując go jak wielkiego a świętego Apostoła.

Zasłynął tedy święty Norbert z prac swoich apostolskich, a oraz i życia nadzwyczaj pokutnego, lecz właśnie w skutek i jednego i drugiego na zdrowiu podupadł. Doszło to do wiedzy ojca świętego Kaliksta II, podówczas przewodniczącego osobiście Soborowi który zwołał był we Francyi w mieście Rejms, gdzie przybył i Norbert. Papież polecił Biskupowi Laondońskiemu, aby wziął Świętego do swojéj dyecezyi, i tam zatrzymawszy go przy sobie, pilne miał o jego nadwątloném zdrowiu staranie. Udał się tam sługa Boży, i nowe rozpoczął, na chwałę Jezusa i dla dusz pożytku dzieło. Natchnął go Pan Bóg myślą, założenia nowego Zakonu. Biskup ofiarował mu samotną dolinę zwaną Premonstrańską, i na niéj osiadłszy Norbert z nierozdzielnym swoim towarzyszem i pierwszym uczniem Hugonem, zaczął i innych zgłaszających się pod jego duchowne przewodnictwo, przyjmować braci, którzy się do niego zewsząd w coraz większej liczbie garnęli. To dało początek założonemu przez niego nowemu zgromadzeniu zwanych Premonstratów. Nadał im Regułę świętego Augustyna, do któréj przydał przez siebie ułożone ustawy, przepisujące tryb życia bardzo pokutny, obsługę około wiernych, a szczególnie przez głoszenie słowa Bożego, i opiekowanie się biednymi. Wyznaczył braciom swoim habit koloru białego, według objawienia w którém mu go Sama Matka Boża wskazała. Wkrótce potém założył na tejże dolinie i klasztor żeński dla zakonnic, późniéj Norbertankami zwanych.

Gdy do jego klasztoru wstępowało wielu znakomitych rodem, bogactwy i dostojeństwami mężów, zdarzyło się że w téj liczbie był udzielny hrabia Teobald, pan nadzwyczaj możny, a który sam ofiarując się Panu Bogu na służbę w zakonie świętego Norberta, na klasztory jego cały swój ogromny majątek oddawał. Lecz Święty dowiedziawszy się iż wielki ten pan, był oraz i wielkim jałmużnikiem, z hojnością szczególną wspierał ubogich, bronił wdowy, opiekował się sierotami i na świecie żyjąc, nadzwyczaj wiele dobrego robił, nakłonił go swoją radą, aby pozostał świeckim i w stanie tym zarabiał sobie na Niebo.

Gdy założone przez niego Zgromadzenie ustalało się, udał się Norbert do Rzymu, gdzie od Papieża Honoryusza II otrzymał takowego zatwierdzenie. W powrocie z Rzymu, przybywszy do Magdeburga, zabawił tam czas pewien, proszony od ludu i duchowieństwa aby kazania miewał. W téj porze zmarł w tém mieście Arcybiskup, i święty Norbert, pomimo oporu jaki stawiała jego pokora, na tę stolicę powołany został.

Wyniesiony na tak wysoką godność, nie zmienił nic w sposobie swojego ubogiego i pokutnego życia. Uroczyste objęcie katedry swojéj to jest Ingres, odbył pieszo i bosemi nogami. Wmieszanego wśród tłumu przy samém wejściu do kościoła, odźwierny wziął za żebraka, i zrazu wpuścić nie chciał.

W rządach swoich pasterskich, z wielkiém męstwem i gorliwością uderzał na wszelkie nadużycia, a szczególnie karcił je w duchowieństwie. Ci których zdrożne życie ściągało najbardziéj słuszne kary przez Arcybiskupa wymierzone, podbudzili zabójców, z których rąk kilkakrotnie cudownie wybawionym został. Zawezwany przez Papieża do Rzymu, otrzymał urząd Legata do całych Niemiec, na wytępienie schizmy, w owych krajach podówczas powstałéj. Korzystając z wpływu jaki mu tak wysokie dostojeństwo nadawało, a w wielkiéj czci będąc w całych Niemczech, rozszerzył tam zgromadzenie przez siebie założone, którego Generalnym Opatem zrobił Hugona. Jeszcze za życia jego dziesięć stanęło klasztorów téj Reguły, około ośmiuset zakonników w sobie liczących. Zmarł w roku Pańskim 1134, dnia 6 Czerwca, mając lat pięćdziesiąt trzy; żył na Arcybiskupstwie lat ośm, a czternaście po założeniu zakonu Premonstratów czyli Norbertanów. Kanonizował go uroczyście Papież Inocenty III.

Pożytek duchowny

W cudownym głosie z Nieba, który dał się słyszeć świętemu Norbertowi w chwili gdy piorun u nóg jego uderzył, masz obraz tych różnych szczególnych wypadków, przez które Pan Bóg silniéj niekiedy przemawia do duszy naszéj, obudzając w niéj obawę sądów Swoich i chęć poprawy życia. Biada téj duszy która na takie wołanie Boże głuchą się staje. Strzeż się byś nie był z téj liczby.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Norberta wyznawcę Twojego i Biskupa, wielkim kaznodzieją uczynił, i przez niego Kościoł Twój nowém Zgromadzeniem zakonném obdarzył; spraw prosimy, abyśmy za pośrednictwem zasług jego, to co on i słowem i czynem nauczał, wsparci pomocą Twoją, wiernie spełniali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 465–467

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 470

Nawrócenie się świętego Norberta pokazuje nam, jak zrządzenia Boskie dziwnie wplatają się w życie człowieka. Jednym uderzeniem pioruna Opatrzność Boska zawróciła świętego Norberta z szerokiej drogi wiodącej ku potępieniu, a skierowała go na ciasną i niewygodną drogę cnoty.

I my za przykładem świętego Norberta winniśmy uznać, że to życie doczesne, chociaż ma wiele uroku i wabi człowieka, nie zdoła jednak zapewnić mu – nawet na tym świecie – ciągłej, nieprzerwanej szczęśliwości. Żaden człowiek na świecie nigdy zupełnie szczęśliwy nie był i nie będzie, zawsze się mieszają chwile goryczy, które zatruwają szczęście doczesne i dają poznać, że tylko tak żyć należy, aby się po śmierci stać uczestnikiem nieprzerwanego szczęścia wiecznego.

W tym przekonaniu żyjmy i tak życiem naszym pokierujmy, a przy jego końcu zamiast obawy przed śmiercią będziemy czuli radość, że nas Pan Bóg woła do wiecznej radości i szczęścia.

Footnotes:

1

Psalm XXXIII. 15.

Tags: św Norbert „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup nawrócenie bogactwo jałmużna
2020-03-14

Św. Matyldy Cesarzowéj

Żyła około roku Pańskiego 968.

Pożytek duchowny

Kto z dostatków i zaszczytów tego świata, taki robi użytek jak ta święta cesarzowa, któréj żywot czytałeś, ten to co innym zwykle zagradza drogę do Nieba, zamienia sobie na środki nabycia tam tém wyższych nagród. Patrz, czy z dostatków, jeśli je posiadasz, robisz taki użytek na jaki Pan Bóg ci je powierzył; a jeśli w nie nie opływasz, raduj się z tego, bo z téj strony przynajmniéj już cię nie czeka rachunek przed Bogiem.

Modlitwa

Boże! Któryś serce błogosławionéj Matyldy cesarzowéj, od zamiłowania marności tego świata odwracając, miłością Twoją i wielką nad biednemi litością udarować raczył; spraw prosimy za jéj pośrednictwem, abyśmy serca nasze od znikomych dóbr ziemskich odwracając, a wedle możności naszéj wspierając cierpiących bliźnich, najobfitszego miłosierdzia Twojego owoców, miłosiernym przez Ciebie przyobiecanych na wieki dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 209–211.

Tags: św Matylda „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cesarzowa jałmużna bogactwo
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.