Citatio.pl

Wpisy z tagiem "cierpienie":

2020-10-15

Św. Teresy, odnowicielki zakonu karmelitańskiego

Żyła około roku Pańskiego 1582.

(Żywot jej był napisany przez Jepeza, Biskupa Taraskońskiego jéj spowiednika.)

Święta Teresa urodziła się w mieście Avilla w Hiszpanii roku Pańskiego 1515. Była córką jednego ze znakomitych panów tego kraju Alfonsa Sanchez Zepede, i Beatryksy Zachumedy. Wychowana bogobojnie, w dzieciństwie już przedstawiała dowody zapowiadające przyszłą świątobliwość. Miało lat siedem, kiedy czytając z bratem mało co od niéj starszym, żywoty Świętych Pańskich, tak żywo zapragnęła ponieść śmierć za wiarę, że z tymże bratem wyszła potajemnie z domu rodzieielskiego z zamiarem udania się do Afryki pomiędzy niewiernych, aby tam dostąpić korony męczeńskiéj; lecz spotkał ich stryj w drodze, i przywiózł napowrót do domu. Tak ją już wtedy żywo przejmowała myśl o wieczności, że ciągle powtarzała: „A więc na zawsze! a więc bez końca!” Gdy nie powiodła się jéj wycieczka pomiędzy pogany, wybudowała sobie w ogrodzie chatkę jakby pustelniczą i tam kilka razy na dzień udawała się na modlitwę, wśród któréj już Duch Święty napełniał ją wielkiemi pociechami i darami, będącemi zadatkiem tych, które późniéj w tak wielkiéj obfitości miała odbierać.

Lecz co dobrego i świętego w duszy jéj zrodziło czytanie ksiąg pobożnych, wszystko czytanie powieści romansowych, od razu zniszczyło. To stało się powodem, że Teresa po stracie matki, zaledwie wchodząc w lata młodéj dziewicy, polubiła rozrywki światowe, stroje i zbytki. Byłaby niechybnie do smutnéj doszła ostateczności, gdyby nie to że zaraz po śmierci matki, obrała sobie za matkę przenajświętszą Maryą Pannę, i Jéj szczególnéj oddała się opiece. Wyrwała téż ją Marya z niebezpiecznéj drogi na którą wstąpiła. Ojciec człowiek bardzo bogobojny, widząc córkę zbyt światem zajętą, umieścił ją na pensyi w klasztorze panien Augustyanek. Po kilku dniach tam przebytych, Teresa inną się stała i dawna pobożność odżyła w jéj sercu. Przypisując to jedynie opiece Matki Bożéj, jeszcze serdeczniéj poleciła się Jéj macierzyniskiéj pieczy. Wtedy już powzięła myśl wstąpienia do klasztoru, lecz gdy się jeszcze wahała, utwierdziło ją w tém spotkanie w podróży którą z ojcem odbyła, jednego z jéj stryjów, który osiadłszy jakby na puszczy, wiódł życie bardzo świątobliwe a wkrótce potém czytanie listów świętego Hieronima, skłoniło ją ostatecznie, do opuszczenia świata.

Otrzymawszy na to błogosławieństwo i pozwolenie ojcowskie, wstąpiła do klasztoru panien Karmelitanek w Avilla, mając lat dziewiętnaście. Krok ten jednak kosztował ją nadzwyczaj wiele, jak to sama późniéj wyznawała, mówiąc że gdy opuszczała dom rodzicielski, zdawało się jej że tego nie przeżyje, tak się jéj serce od żalu krajało. Lecz skoro przywdziała habit zakonny, Pan Bóg wynagradzając męstwo z jakim przezwyciężyła dla Niego uczucia wrodzone, rozpalił w jéj sercu płomienie najgorętszéj Swojéj miłości, zalewając jéj duszę największemi niebieskiemi pociechami i łaskami, któremi wsparta, od pierwszego dnia wstąpienia do nowicyatu, objawiła cnoty doskonałéj zakonnicy. W umartwieniach ciała, posłuszeństwie, zaparciu własnéj woli i w darze modlitwy, wszystkie siostry przewyższała. Zapadła wkrótce potém na zdrowiu: wszakże w niczém to nie wstrzymywało jéj pokutnego życia, i po upłynionym roku uczyniła śluby uroczyste przejęta uczuciami najżywszéj radości i pobożności.

W klasztorze tym, nie było ścisłéj klauzury. Ojciec, dla poratowania jéj zdrowia, wziął ją do jednéj z sióstr rodzonych na wieś. Tam nie opuszczała wcale wszystkich zakonnych ćwiczeń, i coraz ściśléj się z Bogiem jednoczyła. Lecz zdrowie jéj coraz stawało się gorszém. Była już nawet chwila w któréj zdawało się że umrze, gdyż przez dni cztery jak nieżywa leżała, aż nakoniec udawszy się do pośrednictwa świętego Józefa, odzyskała zdrowie, i od téj pory, miała do tego Świętego przez całe życie szczególne nabożeństwo. Upewniała że o co tylko i kiedykolwiek prosiła Pana Boga za Jego pośrednictwem, zawsze wysłuchaną była. Stała się téż najgorliwszą apostołką nabożeństwa do tego świętego Partryarchy.

Lecz gdy odzyskała zdrowie co do ciała, okazało się że na duszy bardzo osłabła. Długi pobyt za klasztorem, jak to zwykle bywa, przygasił w jéj sercu pobożność. Kiedy wróciła do zgromadzenia, zaniedbała się we wszystkich zakonnych obowiązkach, najchętniéj przebywała w mównicy z osobami świeckiemi, a chociaż uchronił ją Pan Bóg pomimo tego od ciężkiego upadku, jednak z jednym z dalekich krewnych swoich utrzymywała stosunki przyjaźni uczciwéj wprawdzie, lecz którą jéj serce zanadto było zajęte. Była już na brzegu przepaści, ale i z téj znowu matka jéj niebieska wyratować ją raczyła. Spotkanie spowiednika, który wymógł na niéj aby bądź co bądź codziennéj modlitwy myślnéj nie opuszczała, czytanie wyznań Świętego Augustyna, objawienie się jéj Pana Jezusa ubiczowanego, nakoniec widzenie które miała miejsca w piekle, jakie ją czeka, jeśli na drodze na któréj się znajduje dłużéj pozostanie, wszystko to najzbawienniéj na nią wpłynęło. Teresa wróciła do wszystkich ćwiczeń zakonnych i pobożnych, i już od nich nigdy nieodstępując doszła do tego wysokiego stopnia zjednoczenia z Bogiem, jakiego mało która dusza na téj ziemi dostępowała, i stała się uczestniczką najszczególniejszych łask i darów niebieskich.

Wszakże na samym do tego wstępie, nową próbę podobało się Panu Boga zesłać na nią. Wysokie dary modlitwy, łaski najszczególniejsze jakie na niéj odbierała, życie nadzwyczaj umartwione jakie pod każdym względem zaczęła prowadzić, niesłychane pokuty jakie sobie zadawała, wszystko to nietylko jéj siostry zakonne lecz i jéj spowiednicy poczytywali za złudzenia i sprawę szatańską. Trudno wypowiedzieć, jakich przykrości, niepokojących ją zwątpień, i wewnętrznych utrapień stało to dla świętéj Teresy źródłem. Pokorna i nieufająca sobie, polegała na zdaniu drugich, a szczególnie kapłanów, ale nie było w jéj mocy. oprzeć się tym wszystkim nadzwyczajnym łaskom które wszyscy właśnie za sprawę złego ducha poczytywali, a któremi w istocie, Sam Pan Bóg co raz hojniéj ją obdarzał. Byłyto więc jak sama późniéj o tém pisała, męki wyobrażenie przechodzące! Aż nakoniec, spotkanie dwóch wielkich Świętych i wielkich mistrzów życia wewnętrznego: świętego Franciszka Borgiasza i świętego Piotra z Alkantary, których przewodnictwu się poddała, uspokoiło ją w téj mierze najzupełniéj i na zawsze.

Od téj téż chwili już nie postępowała, lecz leciała po drodze najżywszéj doskonałości, a szczególnie gdy razu pewnego na modlitwie, objawił się jéj Pan Jezus i rzekł do niéj: „Córko moja, chcę abyś odtąd żadnéj z ludźmi nie zawiązywała przyjaźni, a tylko z Aniołami obcowała.” Lecz i tu nowe, a ciężkie czekały ją przejścia. Pan Bóg dopuścił na nią najstraszniejsze wewnętrzne oschłości. Wszelako chociaż to trwało aż przez całe lat dwadzieścia, wśród tego Święta w dążeniu do najwyższéj doskonałości nie ustawała wcale, większe jeszcze skarbiła sobie walcząc z takiego rodzaju trudnościami zasługi, a co najszczególniejsza, ślubem nawet zobowiązała się do wykonywania zawsze tego, co doskonalszém i milszém Bogu będzie widziała.

Klasztor do którego należała, jak wszystkie podówczas klasztory Karmelitanek, na mocy otrzymanych od Stolicy Apostolskiéj zwolnień, bardzo był odstąpił od ścisłości pierwotnéj swojéj Reguły. Razu pewnego święta Teresa, ubolewała nad tém rozmawiając z trzema osobami: ze swoją siostrzenicą, która była na pensyi w tymże klasztorze, z pewną zakonnicą która z nią była w ściślejszéj zażyłości, i z obecną wtedy panią świecką, osobą bardzo pobożną. Te podały jéj myśl założenia nowego klasztoru, w którymby pierwotna Reguła Karmelitańska, w całéj ścisłości zachowaną być mogła, i na to też jéj siostrzenica bardzo bogata, ofiarowała cały swój majątek. Święta zrazu nie śmiała podjąć się tak trudnego dzieła. Lecz, gdy na modlitwie objawił się jéj Pan Jezus i nakazał to wyraźnie, a następnie gdy święty Piotr z Alkantary, podówczas jéj spowiednik, utwierdził ją w tém zamiarze, Teresa przedsięwzięła tę wielką i świętą sprawę. Uzyskawszy na to upoważnienie od Stolicy Apostolskiej, nabyła dom i w témże mieście Avilla, pierwszy klasztor odnowionéj ścisłéj Reguły Karmelitańskiéj założyła.

To pobudziło przeciw niéj nietylko wiele świeckich osób, nietylko najwyższych urzędników kraju, lecz i duchownych a nawet zakonników i zakonnice, innych rozwolnionych klasztorów, a w téj liczbie i jéj przełożonych. Nie było téż rodzaju trudności, przeciwności, prześladowania, i to ze wszystkich stron, którychby święta Teresa znosić nie musiała, przeprowadzając to dzieło, do którego ją Pan Bóg powołał. Przyszło nawet do tego, że ją oskarżono jako podejrzaną o wiarę, i karami kościelnemi dotknięto. Wszystko to jednak przezwyciężyła mężnie. Że zaś Sam Pan Bóg natchnął jéj to przedsięwzięcie, więc téż w końcu, tak pokierował sercami Papieża, i Biskupa miejscowego, i jenerała Karmelitańskiego, że w przeciągu kilkunastu lat, nietylko trzydzieści dwa klasztory, téj swojéj reformy i według ustaw które sama nadała założyła, lecz poparta w tém upoważnieniem Stolicy Apostoskiéj, z woli jenerała Karmelitańskiego, za pomocą świętego Jana od Krzyża Karmelity, takąż samę reformę, to jest ścisłość pierwotną Reguły, w wielkiéj liczbie męzkich klasztorów Karmelitańskich wprowadziła.

Wśród nadzwyczajnego natłoku spowodowanych przez to zajęć, nie ustawała w pracy około własnego uświątobliwienia. Przyświecając siostrom, a raczéj córkom i synom swoim duchownym, najwyższémi cnotami zakonnemi, ciało coraz ostrzejszemi umartwieniami trapiła, bez względu na to że na zdrowiu coraz bardziéj upadając, szczególnie przez ostatnie czternaście lat życia, ciężkim i bolesnym chorobom podlegała. Lecz dla niéj cierpień nigdy dość nie było, bo tak święcie rozmiłowana była w krzyżu Pańskim, że często słyszano ją mówiącą do Boga. „Panie! albo umrzeć albo cierpieć.”

Z rozkazu spowiednika napisała własny swój żywot, a także kilka innych dzieł tyczących się życia wewnętrznego, które ją stawiają w rzędzie pierwszych kościelnych pisarzy, a niektórzy nawet nazywają ją matką Kościoła, to jest poczytują że przez pisma swoje i nauki w nich zawarte, podobną się stała do tych wielkich świeczników chrześcijaństwa, których ojcami Kościoła nazywają.

Na pewien czas przed śmiercią odstąpiły owe oschłości wewnętrzne tak długo ją trapiące, i już jakby bez miary zsyłał na nią Pan Bóg łaski i pociechy, tak że niekiedy wśród nich na modlitwie wołała: „Panie albo serce moje rozszerz, albo pociech Twoich ujmij.” Nie tak chorobą i wiekiem znękana, jak raczéj niepojętemi płomieniami miłości Boga palona, ta wielka Święta doszła była do chwili w któréj od tego uczucia już dłużéj żyć nie mogła. Znajdując się w klasztorze w mieście Alva, nagle upadła zupełnie na siłach. Wtedy przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, utwierdzając córki swoje w ducha powołania, z uczucia najgłębszéj pokory przepraszając je za zgorszenia jakie im w życiu swojém dać mogła, wpadła w zachwycenie, i poszła do Nieba, w dzień świętego Franciszka Serafickiego, do którego właśnie miłością seraficzną którą pałało jéj serce, była tak podobną! Umarła roku Pańskiego 1582. Kanonizowaną została prze Papieża Grzegorza XV.

Pożytek duchowny

Opieka Matki Bożéj którą Święta Teresa za matkę swoję niebieską obrała, nietylko po kilkakroć zatrzymała ją nad brzegiem przepaści w któréj mogła na wieki zgubić duszę swoję, lecz wyjednała dla niéj łaski, z któremi stała się ona jedną z największych Świętych w Kościele Bożym. Obierz i ty przenajświętszą Maryą Pannę za matkę twoję niebieską; jako taką czcij Ją serdecznie, a doznasz skutków Jéj przemożnéj i litościwéj opieki nad sobą.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, ażebyśmy weseląc się uroczystością błogosławionéj Teresy dziewicy Twojéj, przejęli się niebieskiemi naukami jakie nam zostawiła i w świętéj pobożności nabierali wzrostu. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 882–885.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 832–833

Myśli z pism świętej Teresy:

„Masz tylko jednego Boga, jedną duszę, jedno życie. Jeśli obrazisz Boga, nie znajdziesz pomocy u drugiego. Jeżeli zgubisz duszę, nie będziesz miał drugiej, którą byś mógł zbawić. Jeżeli raz umrzesz, nie będziesz miał drugiego życia na poprawę złego. Ta myśl powinna cię wstrzymać od grzechu. Tęsknij za oglądaniem oblicza Boskiego, nie miej innej obawy, jak obawę utraty Jego, innej boleści, jak boleść, że Go nie masz w sobie, innej nadziei, oprócz nadziei pozyskania Go sobie”.

„Modlitwa jest drogą do Nieba i bramą, wiodącą do łask Pana. Mnie nigdy Bóg nie zostawił bez pociechy, a mówię to z doświadczenia. Kto się zaczął ćwiczyć w modlitwie, niech tego nigdy nie zaniecha, choćby jak najwięcej podlegał ułomnościom: modlitwa jest jedynym środkiem do poprawy”.

„Nie ma większej rozkoszy i pociechy, jak cierpieć dla Boga. Ciernista to droga, ale niezawodnie wiedzie do Nieba. Krzyż przeto winien być naszą pociechą i radością. Biada temu, komu krzyża kiedyś zabraknie”.

„Mów mało, zwłaszcza w towarzystwie. Nigdy nie wdawaj się w spory, zwłaszcza gdy chodzi o fraszki i rzeczy małej wagi”.

„Nie mów nigdy z przechwałką o sobie, swych zaletach, zdolnościach, urodzeniu, pokrewieństwie, chyba, gdy się to może na coś przydać; ale i wtedy nie przekraczaj granic pokory i skromności, pomnąc, że to niezasłużone dary Boże. Nigdy się nie uniewinniaj, chyba w razie konieczności”.

„Tak czyń wszystko, jakbyś miał Boga świadkiem. Jest to najpewniejsza droga postępowania w dobrym. Jeśliś wesoły, nie daj się nigdy uwieść zbytecznemu śmiechowi, radość twoja powinna być skromna, umiarkowana, budująca. Strzeż się dziwactwa, bo to razi w życiu rodzinnym i społecznym”.

„Hamuj swą ciekawość w sprawach wcale cię nie obchodzących, nie mów o nich, ani o nie pytaj. Nie dawaj ucha tym, co źle mówią o innych, ani sam nie mów źle o innych”.

„Nie karz nigdy podwładnych w gniewie, lecz czekaj, póki z gniewu nie ochłoniesz, jeśli pragniesz, aby kara twoja była skuteczna i sprawiedliwa”.

Tags: św Teresa z Avili „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja św Józef św Franciszek Borgiasz św Piotr z Alkantary św Jan od Krzyża cierpienie gniew
2020-08-19

Św. Ludwika, Biskupa z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1299.

(Żywot jego znajduje się w kronikach Braci Mniejszych, przez ojca Wadynga.)

Święty Ludwik był wnukiem świętego Ludwika króla Francuzkiego, siostrzeńcem świętéj Elżbiety Węgierskiéj synem Karola II, króla Neapolitańskiego i Maryanny królewny Węgierskiéj. Przyszedł na świat w mieście Bryniol we Francyi, roku Pańskiego 1274.

Dzieckiem, prawie nigdy co do rozumu nie był: ochmistrze nigdy nie potrzebowali go upomnieć, a od kolebki podziwiali w nim szczególne usposobienie do pobożności. Zwykle oddalał się od swoich rówienników, którzy dla jego towarzystwa na dworze królewskim razem z nim byli chowani, i gdy ci szli na jaką rozrywkę, on śpieszył do kaplicy pałacowéj i tam się modlił. Skromność tak mu była wrodzoną, że dzieckiem będąc, nigdy nie dozwolił aby niewiasty w jego pokoju przebywały. W siódmym roku, zaczął trapić niewinne swoje ciało: w nocy wstawał z wygodnego łóżka i sypiał na dywanie na ziemi rozesłanym. Gdy słuchał Mszy świętéj, odsuwał na bok klęcznik który dla niego był przygotowany, i klęcząc na posadzce, ze zbudowaniem wszystkich patrzących, z przedziwną gorącością ducha modlił się. Do Matki Boskiéj miał tak wielkie nabożeństwo i tak widoczną była Jéj opieka nad nim, że go nazywano ulubioném dzieckiem Maryi. Codziennie na Jéj cześć wiele odmawiał modlitw, i różne zadawał sobie umartwienia. Obdarzony niepospolitemi zdolnościami, a będąc pod kierunkiem najbieglejszych mistrzów, w naukach wielki postęp czynił.

W czternastym roku, Ludwik wraz z dwoma braćmi posłani zostali do króla Aragonii jako zakładnicy za ojca, który w bitwie wzięty był do niewoli. Nasz Święty w tym rodzaju więzienia przepędził lat siedem, gdzie niezawsze obchodzono się z nim jak z synem królewskim, co go właśnie najwięcéj cieszyło. Zwykł téż był mawiać do braci: „Przeciwności są najkorzystniejsze dla duszy pragnącéj służyć Panu Bogu; gdyż najlepiéj dowodzimy Mu miłości w cierpieniach. Pomyślność upaja człowieka, zaślepia go i rozbudza złe namiętności. Weselmy się przeto, ile razy Pan Bóg od tych niebezpieczeństw Sam nas uchrania.” Niepoprzestając téż na tych przykrościach jakie mu zadawali źli ludzie, przymnażał sobie dobrowolnych umartwień coraz więcéj. Kilka razy w tygodniu ścisłe zachowywał posty, i na gołém ciele nosił kolczasty łańcuch, który go do krwi ranił.

Podczas to tego swojego pobytu w niewoli, zawiązał bliższe stosunki z zakonnikami świętego Franciszka Serafickiego. Tak ich polubił, iż uzyskał pozwolenie aby dwóch było przy nim nieodstępnie, i w tymże co on sypiało pokoju. Większą część dnia spędzał z nimi na czytaniu ksiąg świętych i modlitwie. W nocy wstawał na jutrznię, każdego dnia odmawiał Officium o Matce Bożéj i godzinki o Męce Pańskiéj. Przed Mszą świętą codziennie się spowiadał, żeby z tém większém nabożeństwem być na niéj obecnym; a chociaż wolno mu było wychodzić, nigdzie nie bywał jak tylko w Kościele i w szpitalach, gdzie chorym najniższe oddawał usługi. Pod tę porę także zajął się pilnie nauką filozofii i teologii, pod przewodnictwem kapłanów zakonu Braci Mniejszych, i wyszedł na jednego z najuczeńszych swojego czasu teologów.

Powróciwszy na dwór ojca, znajdując się w zamku Sura, niebezpiecznie zachorował. Wtedy uczynił ślub wstąpienia do zakonu Braci Mniejszych, o czém już oddawna zamyślał. Tymczasem król umyślił ożenić go z siostrą króla Aragońskiego, o co tenże dobijał się, gdyż na Ludwika spadała korona Sycylijska. Święty dowiedziawszy się o tém, udał się do miasta Mąpelie we Francyi, i tam chciał wstąpić do zakonu świętego Franciszka, lecz Prowincyał i ojcowie, obawiając się króla Neapolitańskiego jego ojca, nie chcieli na to zezwolić. Ludwik tedy pojechał do Rzymu, i tam zrzekłszy się korony na brata swego młodszego, przyjął święcenia mniejsze, a wkrótce potém przez samego Papieża Bonifacego VIII, na kapłana wyświęcony został. Gdy zaś biskupstwo Tuluzkie zawakowało, Ojciec święty zamianował go Biskupem téj dyecezyi, chociaż miał lat tylko dwadzieścia dwa, mówiąc że jego świątobliwość dopełnia tego co mu braknie do wieku. Święty w żaden sposób godności téj przyjąć nie chciał, zasłaniając się i tém, że uczynił ślub wstąpienia do zakonu Braci Mniejszych. Wtedy Papież zwolnił go od obowiązku odbycia nowicyatu, i dozwolił zaraz uczynić uroczyste śluby zakonne, które Ludwik wykonał w klasztorze Araczeli, przed Generałem tego zakonu, w wigilią Bożego Narodzenia roku Pańskiego 1296, i niezwłocznie potém na Biskupa wyświęcony został.

Ponieważ król jego ojciec był bardzo przeciwny jego wstąpieniu do zakonu, więc Ludwik za poradą Papieża, nosił habit synów świętego Franciszka, pod szatą Biskupią. Lecz po kilku dniach, niemogąc znieść tego, dla okazania wszystkim iż jest Bratem Mniejszym, w habicie świętego Franciszka i z bosemi nogami, okazał się na ulicach Rzymu. Odtąd téż już téj pokutnéj sukni do śmierci nie zrzucał, a pomimo tego iż był Biskupem, ubóstwo jéj właściwe jak najściśléj dochował. Udając się do swojéj Dyecezyi, zajeżdżał zawsze do klasztorów Braci mniejszych i tam nie przyjmował przygotowanych dla niego pokojów: stawał w zwykłéj ubogiéj celce, a wszystkie wspólne zakonne obowiązki spełniał, pomywając i naczynia kuchenne.

Przybywszy do Tuluzy, przyjęty został z wszelkiemi oznakami czci należnéj królewiczowi, Biskupowi i Świętemu. Lecz sposobu życia umartwionego i ubogiego jakie wiódł dotąd, w niczém nie zmienił. Obliczywszy wielkie dochody swojego biskupstwa, małą ich część, wystarczającą na najskromniejsze utrzymanie przeznaczył dla siebie, a resztę na ubogich. Codziennie dwudziestu pięciu przyjmował do własnego stołu, i sam usługiwał im klęcząc, widząc w każdym z nich tego o którym powiedział Pan Jezus: „Cokolwiek najmniejszemu z tych uczynicie, mnieście uczynili.” 1 Codziennie także odwiedzał jużto szpitale, już więzienia, już biednych po ich mieszkaniach: pocieszał wszystkich, nauczał, udzielał im Sakramenta święte, a każdego hojnie wspierał. Dobrodziejstwa jego sięgały i poza Dyecezyą Tuluzką. Wszędzie gdzie mógł wstawiał się za nieszczęśliwymi. Razu pewnego uzyskał u ojca swojego przebaczenie dla stu pięćdziesięciu jeńców wojennych na śmierć skazanych. Ciągle prawie odbywał wizyty parafialne po swojéj dyecezyi. Codziennie Mszę święta odprawiał zalewając się w ciągu niéj łzami. W czasie krótkiego bo dwuletniego tylko swego pasterskiego zarządu, nawrócił wielką liczbę kacerzy i Żydów, których sekty w całych okolicach Tuluzkich bardzo się rozszerzyły. Ile razy miewał kazania, zawsze kilka albo kilkanaście dusz oderwanych od Kościoła, pozyskiwał Chrystusowi Panu.

Gdy już owoc ten do ogrodu niebieskiego ogrodnika okazał się dojrzałym, Pan Bóg dłużéj na ziemi pozostawić go nie chciał. W sprawie pewnych nieszczęśliwych których chciał polecić królowi, udawszy się do Prowancyi, w zamku Bryniol w którym się urodził, ciężko zachorował. Postanowił wtedy gdyby wyzdrowiał udać się do Rzymu, uzyskać od Papieża uwolnienie od Biskupstwa, i zamknąwszy się w klasztorze, oddać się tylko życiu zakonnemu, pokucie i bogomyślności. Lecz mu Pan Bóg objawił, że już się zbliża chwila jego nagrody wiekuistéj. Przygotowywał się więc na śmierć, przez większą jeszcze niż zwykle w ćwiczeniach pobożnych gorliwość. Prosił o ostatnie Sakramenta święte w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożéj, i święty Wiatyk przyjął klęcząc na ziemi i zalewając się łzami. Żył jeszcze potém dni cztery, które były jakby ciągłą modlitwą, a niekiedy zachwyceniem. Bezustannie odmawiał Pozdrowienie Anielskie, a gdy go spytano dla czego tak często to czyni odpowiedział, iż zawsze po Panu Jezusie największą miał ufność w przenajświętszéj Pannie, więc gdy widzi iż blizkim jest śmierci, szczególniéj się do Niéj ucieka. Odmawiając téż Zdrowaś Marya gdy kończył te słowa: „Święta Maryo Matko Boża, módl się za nami grzesznemi teraz i w godzinę śmierci naszéj,” oddał Bogu ducha 19 Sierpnia, roku Pańskiego 1299. Miał lat dwadzieścia pięć, a dwa lata na Stolicy Biskupiéj zasiadał.

Pewien świątobliwy zakonnik, obecny jego śmierci, widział duszę jego unoszącą się do Nieba pomiędzy Aniołami śpiewającymi te słowa: „Oto co spotyka dusze, które służą Panu Bogu w wielkiéj czystości i niewinności.” Zwłoki jego umieszczono w klasztorze Braci Mniejszych w Marsylii, gdzie życzył sobie być pochowanym. Liczne cuda jakie przy grobie jego zaszły, skłoniły Papieża Jana XXII do ogłoszenia go Świętym w roku 1317.

Pożytek duchowny

Widzisz jak oto Święci Pańscy najwyższemi dostojeństwami wzgardzali, i obierali dobrowolne ubóstwo dla miłości ubogiego Jezusa; albo opływając w dostatki z téjże pobudki ubogie życie prowadzili, czego właśnie jak jednego tak i drugiego, dzisiejszy Święty przykład na sobie przedstawia. Niech cię to zbawiennie zawstydzi, jeśli w zbytkach się lubujesz, albo, niebędąc dostatnim, za bogactwami wzdychasz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Ludwika Wyznawcę Twojego i Biskupa, nauczył królestwo Niebieskie przekładać nad ziemskie, a nieskażoną czystością i szczególną dla biednych miłością ozdobił, spraw miłościwie abyśmy naśladując cnoty jego na ziemi, korony wiecznéj wraz z nim dostąpili w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 696–698.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 660

Pan Jezus przez narodzenie swe w ubóstwie potępia zasady świata, a świat nie widzi w tym mądrości Bożej. Dlaczegóż to – mówi mądrość świata – rodzić się w ubóstwie, pokorze i cierpieniu? Czyliż to przystało Bogu? Alboż Pan Jezus nie mógł nas zbawić mniejszym kosztem i w inny, łatwiejszy sposób wprowadzić nas do Nieba? Tak świat rozumuje dlatego, że jest ciemny, a ponieważ Pan Jezus jest światłością i mądrością przedwieczną, przeto inaczej rozporządza. Przyszedł na świat, aby uleczyć naszą pychę, zmysłowość i łakomstwo; aby nas wyleczyć z przywiązania do bogactw, rozkoszy i żądzy pragnienia godności; gdyby nie był ukochał ubóstwa i nie dał nam tego przykładu, nie byłby w nas wygasił żądzy chciwości posiadania rzeczy światowych, które odwodzą dusze nasze od Boga. Jeżeli po tylu przykładach pokory, ubóstwa i umartwienia, które nam zostawił, nie mamy przecież zamiłowania do pokory, ubóstwa i umartwienia, cóż by się w duszy naszej działo, gdybyśmy nie mieli przykładów Jezusa Chrystusa?! Zaiste, namiętności, pycha i wyniosłość założyłyby w sercu naszym swe królestwo i nie dozwoliłyby wzróść w nim żadnej szlachetnej dążności.

Słusznie też Święci Pańscy gardzili najwyższymi dostojeństwami i obierali dobrowolne ubóstwo dla miłości ubogiego Jezusa, albo opływając w dostatki z tej samej pobudki prowadzili życie ubogie. Dzisiejszy Święty przedstawia właśnie na sobie przykład tak jednego jak i drugiego, niech cię to przeto zbawiennie zawstydzi, jeśli w zbytkach się lubujesz, albo będąc ubogim, wzdychasz za bogactwami.

Footnotes:

1

Mat. XXV. 40.

Tags: św Ludwik z Tuluzy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Ludwik IX cierpienie Officium parvum ubóstwo
2020-05-31

Św. Petronelli Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 60.

(Żywot jéj ze starych ksiąg męczeńskich wyjęty, znajduje się w dziełach błogosławionego Bedy, Suryusza i innych.)

Święta Petronella była, jak to nadmienia i Martyrologium rzymskie, córką świętego Piotra, który przedtém jeszcze zanim powołany został przez Pana Jezusa na Apostoła, żyjąc na świecie, pojął był za żonę świętą Perpetuę, która męczeńską śmierć poniosła za wiarę. Przyszła na świat w Galilei, jednéj z prowincyi Palestyny czyli Ziemi świętéj, na której narodził się, żył i umarł za nas Pan Jezus. Niewiadomym jest rok jéj urodzenia, lecz że rzeczą jest niewątpliwą, że Apostołowie odłączyli się od żon swoich skoro przez Chrystusa Pana powołani zostali, więc święta Petronella przyszła na świat przedtém nim święty Piotr powołany przez Zbawiciela imię Piotra otrzymał. Z tego téż wnosić trzeba, że imię jéj Petronelli, które jest imieniem pochodzącém od imienia Piotra, nie było jéj nadaném przy urodzeniu, lecz dopiéro przy Chrzcie świętym.

Gdy ten Książe Apostołów przebywszy morza, osiadł w Rzymie aby w tym grodzie założyć swoję stolicę jako Biskup świata całego, święta Petronella przeniosła się za nim, i przez lat kilka wiodła życie doskonałéj chrześcijanki, pod przewodnictwem i duchownego i rodzonego swego ojca, któremu ile to było w jéj możności dopomagała w jego pracach około rozszerzania Ewangelii.

Święty Marcel, syn Marka Wielkorządcy Rzymskiego, w liście swoim znajdującym się w Aktach męczeńskich świętych Nereusza i Achileja, pisząc o niéj, mówi iż byłato dziewica wielkiéj świątobliwości, znana pomiędzy wszystkiemi chrześcijankami w Rzymie z wielkiego swojego względem biednych miłosierdzia. Daléj powiada on, iż zapadła była w ciężką chorobę: dotknięta paraliżem z łóżka wstawać nie mogła, i ciągłych doznawała w całém ciele boleści. Że jednak przejęta wielką miłością krzyża Chrystusowego, oddawna wzdychała za cierpieniami, i nawet pobudzona do tego szczególną łaską Boską prosiła o nie Pana Jezusa, znosiła je téż z przedziwną cierpliwością i poddaniem się woli Bożéj. Nikt jéj nigdy nie słyszał uskarżającą się, a przez długi czas leżąc bezwładną i prawie ciągle dotkliwych doznając cierpień, ani na chwilę nie traciła spokoju wewnętrznego i swobody ducha, która się malowała na jéj obliczu, i budowała wszystkich którzy ją nawiedzali dla słuchania zbawiennych nauk, jakie im dawała. Tak w tym stanie ciągłego słabowania, była uderzającym przykładem cierpliwości chrześcijańskiéj, że dla tego właśnie tłumnie garnęli się do niéj chrześcijanie, podziwiając w niéj tę cnotę i nazywając ją ciągłym cudem cierpliwości najdoskonalszéj. Odznaczała się także szczególném nabożeństwem do przenajświętszéj Panny, któréj pośrednictwu przypisywała wszystkie łaski jakie od Boga odbierała, i w każdéj rozmowie zachęcała wiernych, aby się do Niéj we wszelkich potrzebach z największą ufnością uciekali.

Gdy ta ciężka choroba świętéj Petronelli, przedłużała się znacznie, niektórzy chrześcijanie dziwili się dla czego święty Piotr jéj ojciec rodzony, któremu Pan Bóg udzielił był łaskę uzdrowienia tak wielkiéj liczby innych chorych, owszem, którego, jak to wiemy z Dziejów Apostolskich, sam cień przywracał zdrowie słabym i kalekom, nie uzdrawiał córki swojéj. Razu nawet pewnego, jeden z chrześcijan imieniem Tytus, z wielkiém uszanowaniem ośmielił się mu zrobić w tym względzie uwagę, i to w obecności wielu wtenczas w mieszkaniu świętéj Petronelli zgromadzonych osób. Lecz święty Piotr oświecony w tém w szczególny sposób przez Ducha Świętego, wiedząc jak wielkiém polem zasługi była dla córki jego choroba któréj doznawała, a przeciwnie, będąc nadzwyczaj powabnéj urody, na jak wielkie niebezpieczeństwa narażoną by była, taką dał Tytusowi odpowiedź: „Niemoc ta dana jest córce mojéj od Pana Boga, na straż czystości i pokory, i gdyby teraz zdrową była w kwiecie swojéj młodości, mogłaby się dać uwieść pokusom świata tego. Niemoc cielesna, jest zdrowiem jéj duszy. Wszakże żebyście nie mniemali iż moc Chrystusowa, która mi jest dana na leczenie chorych, i jéj by wyleczyć nie mogła, oto jéj wstać każę, aby zupełnie zdrowa służyła nam, i wraz z nami do stołu zasiadła.” Jakoż, po modlitwie którą święty Piotr odprawił, Petronella wstała jak najzdrowsza, przez cały wieczór około obsługi licznych gości się krzątała, a późniéj z rozkazu ojcowskiego położyła się napowrót do łóżka, i w dawną chorobę zapadła.

Piszą że święta Petronella lat jeszcze kilka chorowała, i dopiéro po męczeńskiéj śmierci świętego Piotra, znowu cudownym sposobem przez niego uzdrowioną została, i, co także było cudem, nietylko odzyskała zupełne zdrowie, lecz niejako odmłodniała, i uroda jéj z któréj już pierwiéj w całém mieście słynęła, jeszcze okazywała się znamienitszą. Grodna córka książęcia Apostołów, przez niego samego na drogach wysokiéj świątobliwości wyćwiczona, jego teraz opieką z Nieba wsparta, wielki postęp w życiu doskonałéj chrześcijanki czyniła. Uwolniona od cierpień, które w ciężkiéj chorobie przez lat wiele doznawała, różnemi umartwieniami trapiła swoje ciało. Dnie całe spędzała na modlitwie i na uczynkach miłosierdzia chrześcijańskiego. Po śmierci świętego Apostoła, Kościoł w Rzymie przez czas niejaki zużywał spokoju, korzystając z tego, święta Petronella, nie kładła granic swojéj gorliwości w nawracaniu niewiernych, i w miłości bliźniego, oddając im wszelkiego rodzaju usługi, tak duchowne jak i doczesne. Dom jéj stał się przytułkiem najpobożniejszych dziewic chrześcijańskich, i tam pod jej przewodnictwem, żyły one jakby w klasztorze. Co tylko posiadała, rozdawała ubogim, i nawet własną pracą ręczną przyrządzała im odzienia. Zwykle z domu, gdzie przybywający kapłani skrycie odbywali święte obrzędy, nie wydalała się jak chyba tylko dla odwiedzenia chrześcijan chorych, albo trzymanych w więzieniu, lub téż dla grzebania ciał tych którzy męczeństwo ponieśli.

Pan Bóg wkrótce te wysokie jéj cnoty uświetnić raczył i darem czynienia wielkich cudów. Nie było choroby, któraby na jéj modlitwę nie ustąpiła. Sama jéj chęć pomodlenia się za jakiego chorego, jakto świadczą jéj Akta kościelne, już go uzdrawiała niezwłocznie. I można powiedzieć że w owym czasie w Rzymie, przez tęto święta Dziewicę, Pan Bóg najwięcéj przyciągał do Kościoła Swojego niewiernych, podziwiających jéj cnoty i uderzonych cudami jakie czyniła.

Sława jéj rozeszła się była po całym Rzymie. To obudziło ciekawość pewnego bogatego pana rzymskiego, nazwiskiem Flakus, który chciał ją poznać. W pierwszém spotkaniu tak był ujęty i jéj powierzchownością, i rozmową w któréj podziwiał jéj niepospolity, obok tych wszystkich cnót któremi jaśniała, rozum, że umyślił prosić o jéj rękę. W kilka dni téż potém przybył do niej z bardzo świetnym orszakiem swoich dworzan, i wręcz jej oświadczył iż pragnie pojąć ją za małżonkę. oznajmiając przytém jak bardzo jest bogatym, do jak świetnego rodu należy, i jak wysokie położenie czeka ją w świecie, gdy jego żoną zostanie. Święta, która oddawna poślubiła była dziewictwo swoje Panu Jezusowi, nie chcąc jednak przez wyraźną odmowę ściągać na siebie i na wszystkich swoich prześladowania tego możnego pana pogańskiego, prosiła go aby jéj pozostawił trzy dni czasu do namysłu. Flakus zgodził się na to chętnie, nie wątpiąc iż mu ręki swojéj nie odmówi. Tymczasem Petronella przez te trzy dni tak gorąco się modliła i tyle łez wylała przed Bogiem, prosząc Pana Jezusa aby ją od tego związku jakimkolwiek sposobem wyzwolił, że téż Oblubieniec jéj Niebieski wysłuchał ją miłościwie. Gdy nadszedł dzień trzeci, zawezwała do domu swego świątobliwego kapłana nazwiskiem Nikomeda, który wyspowiadawszy ją, odprawił w jej mieszkaniu Mszę świętą i dał jéj Komunią. Niezwłocznie po jéj przyjęciu, Petronella bez żadnéj choroby, zasnęła spokojnie w Panu. Umarła dnia 31 Maja, w którymto dniu Kościoł obchodzi jéj święto.

Ciało téj świętéj dziewiey, pochowane było na drodze Ardeatyńskiéj, gdzie dawniéj był cmentarz i kościoł pod jéj wezwaniem. Późniéj Papież Paweł I przeniósł jéj błogosławione zwłoki do Bazyliki Watykańskiéj świętego Piotra, i tam wzniósł dla niéj marmurowy grobowiec, z napisem: „Przezacnéj Petronelli, najdroższéj córce.” Nakoniec wybudowano dla niej w tejże Bazylice osobną kaplicę, i ciało jej tam złożono w roku 1606, głowę zaś, w bogatym Relikwiarzu przechowują w Zakrystyi.

Pożytek duchowny

Z żywotu dzisiejszéj Świętéj, poznaj jak wszelkiego rodzaju cierpienia, które Pan Bóg zsyła lub dopuszcza na nas, są zawsze dziełem Jego ku nam miłości i mądrości. Mądrość Jego wie co dla dobra duszy naszéj najpotrzebniejsze, a miłość Jego to właśnie nam zsyła. Pamiętaj na to, ilekroć jakie cierpienie lub choroba cię spotykają.

Modlitwa.

Boże! Któryś świętą Petronellę, cierpieniami ciężkiéj choroby cierpliwie znoszonemi, do wysokiéj doprowadził świątobliwości, daj nam za jéj wstawieniem się i przykładem, tak wszelkie spotkać nas mogące znosić cierpienia, aby one nam do zjednania tém obfitszych nagród w wieczności posłużyły. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 443–445.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z r. 1937 r., s. 442–442

Piękność przemija, cnota pozostaje. Jest to prawda niezbita, a mimo to ludzie więcej wierzą w piękność niż w cnotę. Ponieważ świat tak wielką przywiązuje wagę do piękności ciała, przeto niewiasty, chcąc się przypodobać, starają się wszelkimi sposobami podnieść wrodzony wdzięk ciała. Stroją się one w piękne szaty, w świecące ozdoby, splatają włosy i układają je na głowie w wszelkie możliwe kształty, barwią je nawet, chcąc je uczynić piękniejszymi, bielą i różują twarz i szyję, aby w ten sposób dodać sobie wdzięku i jeszcze więcej uwydatnić naturalne powaby ciała. Nie myślą o tym, że przez to same siebie oszukują, a nieraz przyśpieszają tym sposobem chwilę upadku i oszpecenia. Jak długo bowiem trwa ta piękność ich ciała? Krótki tylko czas – kilka tylko lat prawdziwego wdzięku, a potem jakże szybko więdnie! A jakże często dla piękności ciała ginie piękność duszy! Piękność ciała budzi chęć przypodobania się, duma i zarozumiałość napełniają serce i odciągają je od Boga, a w wielu wypadkach następują grzechy namiętności i nieczystości, które wiodą duszę do zupełnego upadku. Nieczysta dusza, chociażby w ciele najpiękniejszym, porównana być może z prześlicznym naczyniem, mieszczącym w sobie brudy.

A jednak tyle dziewic goni za tą ułudą zewnętrzną, zazdrości innym, posiadającym te zewnętrzne piękności w wyższym nieco stopniu! Jakże nierozsądny jest świat, pokładający szczęście na tej ułudnej a tak znikomej i krótkotrwałej piękności! Nigdy ona nie dosięgnie i nie dorówna piękności duszy.

Jedynie cnota jest długotrwała i wieczna. Cóż by święta Petronella była zyskała na swej piękności? Oczywiście świetne, wesołe, pełne rozkoszy doczesnych życie, ale jak krótko byłoby to wszystko trwało? Kilka lat, a może tylko kilka miesięcy, bo i tak się nieraz w życiu zdarzać zwykło. Na świecie rozkosz z boleścią zawsze idzie w parze, boleści cielesne nieraz nawet przeważają, bo rzadko spotkamy człowieka całkowicie zdrowego – a sama zewnętrzna piękność ciała nie wystarcza do zupełnego szczęścia doczesnego. Jedynie cnota po zostaje niezmienna, ona temu znikomemu ciału dodaje wartości i często chroni je od nagłego upadku, bo nie pozwala rozwinąć się namiętnościom.

Cóż by się było stało z świętą Petronellą, gdyby poddała się była zachciankom ciała? Byłaby krótki czas szczęśliwa ziemską szczęśliwością, tak szybko przemijającą, że jednak nie uległa zachciankom ciała, nosi teraz na wieki koronę czystości dziewiczej, która daje jej szczęśliwość wieczną.

Duszo chrześcijańska! miej zawsze w pamięci tę szczęśliwość, jaka oczekuje twą duszę, jeżeli zamiast starać się o zbyteczne podniesie nie piękności ciała, pomyślisz raczej o duszy i ćwicząc ją w cnocie, do coraz większej doskonałości doprowadzać ją będziesz! Dla tej pięknej i wiecznej nagrody warto dołożyć starań.

Rozważmy wszystko dokładnie i postępujmy podług podanych wskazówek, aby tym sposobem osiągnąć nagrodę w szczęśliwości wiecznej.

Tags: św Petronella „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica św Piotr cierpienie uroda cnoty
2020-05-27

Św. Maryi Magdaleny de Pacys (de Pazzis) Karmelitanki

Żyła około roku Pańskiego 1607.

(Żywot jéj był napisany przez ojca Wincentego Puczyni Karmelitę, jéj spowiednika.)

Święta Marya Magdalena ze znakomitéj włoskiéj rodziny Paców (de Pazzis) spokrewnionéj z panującym domem Medyceuszów, urodziła się we Florencyi roku Pańskiego 1566. Na chrzcie świętym otrzymała imię Katarzyny. Skoro przyszła do poznania Boga, starała się służyć Mu najdoskonaléj. Małém dzieckiem będąc, a nad wiek swój roztropna, wyszukiwała sobie odosobnione miejsca w domu rodzicielskim, aby swobodniéj oddawać się modlitwie. Wstawała wśród nocy dla biczowania się, i potém kładła się na słomianym worku. Gdy dla zbyt młodego wieku, nie mogła być jeszcze przypuszczoną do stołu Pańskiego, czego całém sercem pragnęła, starała się towarzyszyć matce gdy ta szła do kościoła dla przystąpienia do Komunii świętéj, i kiedy matka odchodziła od ołtarza po jéj przyjęciu, mała ta dziecina przysuwała się jak mogła najbliżéj do niéj, doznając wtedy takiéj pociechy na duszy, jakby i w nią wstąpił był Pan Jezus. Do Matki Bożéj uciekała się ze szczególną ufnością we wszelkich swoich potrzebach. Razu pewnego, a miała wtedy lat sześć, gdy z nadzwyczajną gorącością modliła się przed obrazem przenajświętszéj Panny, spytano ją o co tak usilnie prosi. „Proszę Matki Boskiéj, odrzekła, aby mnie nauczyła co mam czynić, aby się Bogu przypodobać.” W dziesiątym roku przystąpiła po raz pierwszy do Stołu Pańskiego, i już wtedy za zezwoleniem przewodnika duchownego ojca Rossi Jezuity, uczyniła ślub czystości. Odtąd téż poczytywała się za oblubienicę Chrystusową, o żadnych uciechach tego świata, chociażby najniewinniejszych, ani myśli nie dopuszczając. W świętéj cnocie czystości tak się przez to utwierdziła, że nigdy nie miała nawet wyobrażenia czém się ona naruszyć może. Od téj także pory zaczęła zadawać ciału rozmaite i ciągłe umartwienia. Miała lat dwanaście, kiedy rozmyślając mękę Pańską, a mianowicie cierniowe koronowanie Zbawiciela, zrobiła sobie wianek z cierni bardzo ostrych, i włożywszy go na głowę, całą noc w nim przepędziła. Spowiednik i matka zmuszeni byli pilnie czuwać nad nią, aby w umartwieniach jakie sobie zadawała, właściwą zachowywała miarę.

Ojciec jéj zamianowany Gubernatorem miasta Kortony, przenieść się tam musiał z Florencyi. Za poradą jéj spowiednika, umieszczono ją na ten czas na pensyi, u zakonnic klasztoru świętego Jana. Tam w pobożności jeszcze większy postęp uczyniła; lecz po powrocie rodziców, z wielkim i jéj saméj i zakonnic, które ją bardzo były pokochały żalem, musiała opuścić to miejsce, gdzie największém dla niéj szczęściem było to, że wszystek czas wolny od nauk, przepędzać mogła w kaplicy przed Przenajświętszym Sakramentem.

Po powrocie do domu, rodzice postanowili wydać ją za mąż. Ponieważ i urody była nadzwyczaj powabnéj, i bardzo bogata, a przytém słynęła ze skromności i świetnego wychowania, kilku młodzieńców z najpierwszych rodzin, przedstawiło się w zamiarze starania się o jej rękę. Lecz Święta oświadczyła stanowczo, że uczyniła ślub wstąpienia do zakonu. Rodzice z początku zezwolili na to bez żadnéj trudności; po kilkodniowym jednak pobycie jéj w klasztorze, kiedy już miała przyjąć suknię zakonną, za naleganiem reszty rodziny bardzo temu przeciwnéj, odebrali ją napowrót do domu: Przez trzy miesiące zmuszona była ta Święta dziewica, bolesne dla jéj synowskiego serca staczać walki, Wkrótce atoli zacni jéj rodzice, widząc jéj niezachwiane powołanie i wolę w tém Bożą, oddali ja ostatecznie Panu Jezusowi na wyłączną służbę. Katarzyna uszczęśliwiona, oblekła suknię córek świętéj Teresy w klasztorze Panien Karmelitanek przenajświętszéj Panny Maryi Anielskiej we Florencyi, mając lat szesnaście, i w zakonie przybrała imię Maryi-Magdaleny.

Jakkolwiek będąc jeszcze w domu, czyniła wielkie umartwienia i to z upoważnienia swego spowiednika, wstąpiwszy do nowicyatu, bez najmniejszéj przykrości zaniechała zupełnie tych które ze sposobem życia jakie prowadziły nowicyuszki, zgodzić się nie mogły, a to dla tego, aby się w niczém nie odszczególniać od nich. Wnet téż stała się wzorem doskonałości zakonnéj, godnym do naśladowania dla tych sióstr nawet które już długi czas w nich się wyćwiczyły. Wykonała śluby uroczyste w dzień świętéj Trójcy 27 Maja, z taką gorącością ducha, że odszedłszy od ołtarza, przed którym zaofiarowała się Panu Jezusowi na zawsze, wpadła była w zachwycenie kilka godzin trwające. Było to zadatkiem tych łask szczególnych, które miała odtąd doznawać w tak wielkiéj obfitości. Od téj chwili przez dwa lata, mało którego dnia nie wpadała w zachwycenia, od czterech aż do sześciu godzin trwające, a podczas których dano jéj było zatapiać się w najgłębsze tajemnice niebieskie. Ogień miłości Boga którym pałała był tak wielkim, że nie raz dla ochłody zimną wodą musiała okładać serce. Gdy wychodziła z zachwycenia, słyszano ją niekiedy głośno wołającą: „O! miłości! miłości! nikt Cię nie zna, nikt Cię nie miłuje!” W podobném uniesieniu porywała czasem za rękę drugą zakonnicę, mówiąc: „Pójdź ze mną siostrzyczko, biegnijmy wywoływać miłość!” Otrzymała od Przełożonéj, po usilnych prośbach i po odbytych próbach jej posłuszeństwa w téj mierze, pozwolenie poszczenia ciągle o chlebie i wodzie, i to przez lat dwadzieścia pięć zachowała bez przerwy, chociaż często zapadając na zdrowiu ciężkich doznawała cierpień.

Lecz spodobało się Panu Bogu, wybraną tę duszę, i w ogniu wewnętrznych utrapień oczyścić, wyprobować i zasługi jéj przymnożyć. Przez lat pięć doznawała wszelkiego rodzaju najcięższych pokus, jakby w ręce szatańskie wydana. Nietylko odstąpiły ją wszystkie łaski nadzwyczajne, jakie odbierała na modlitwie, lecz nawet pamięć takowych zatarła się w jéj umyśle. Wpadła w największe oschłości, czuła nadzwyczajny wstręt do wszelkich ćwiczeń pobożnych, znudzenie na modlitwie; wszystkie złe namiętności natarły na nią, a nawet najszpetniejsze, których dotąd ani wyobrażenia nie miała; mimowolna niechęć do zakonnego powołania, myśli bluźnierskie, rozpaczliwe, pokusy samobójstwa: wszystko to uderzało na nią, a obok tego zapadła i na zdrowiu i w całém ciele gwałtownych i strasznych doznawała boleści. Nakoniec dzień i noc ścigały ją jakieś przerażające widziadła. Wszystko to zaś przygnębiało ją bez żadnéj wewnętrznej pociechy, bez światła na duszy, słowem: przebywała najdotkliwsze i najcięższe do zniesienia męczeństwo. Łaska ją wprawdzie nie odstępowała, bo z tém wszystkiém walczyła mężnie, lecz że tak jest, nie czuła tego wcale.

Wśród tak okropnego przejścia, Magdalena nie folgowała sobie w niczém: zawsze tenże rodzaj życia umartwionego prowadząc, wszystkie ćwiczenia pobożne jak najwierniej spełniała. Do Matki Bożéj uciekała się bezustannie, i co miała czasu wolnego, w Jéj kaplicy przebywała, jęcząc i płacząc przed Jéj wizerunkiem. Znosiła to nietylko spokojnie, ale nawet chętnie, z wielkiego pragnienia cierpień dla Jezusa, i powtarzała: „/Nie umrzeć lecz cierpieć/” zmieniając hasło świętéj Teresy która mawiała: „/cierpieć albo umrzeć/.”

Po pięciu latach takiego oczyszczenia, gdy była na modlitwie, objawił jéj Pan Jezus iż próba ta już się skończyła. Oświadczyła to zaraz Przełożonéj, całując jéj ręce i mówiąc: „Burza już przeszła, niech droga matka podziękuje za mnie Panu Bogu.” Odtąd aż do śmierci, opływała jak przedtém w najwyższe pociechy niebieskie, coraz większy w świątobliwości i w jednoczeniu z Bogiem czyniąc postęp.

Jak we wszystkich cnotach zakonnych, tak szczególnie w posłuszeństwie i miłości ku siostrom, celowała. Taką czcią przejęta była dla każdéj, że całowała ich ślady gdy szła za niemi. Stan zakonny poczytywała za najszczęśliwszy na świecie. Całując ściany klasztorne, mawiała: „Gdyby ludzie wiedzieli jak się tu jest szczęśliwym, świat by się wyludnił i wszyscy wstąpiliby do zakonu.” Grzech, jako obraza Boża taki w niéj wstręt obudzał, że doznawała drżenia na całém ciele, na samę wzmiankę o nim. Odosobnienie tak miłowała, że było to dla niéj prawdziwą męką gdy zejść musiała do mównicy przy kracie. Pałała pragnieniem zbawienia dusz wszystkich, i na tę intencyą różne sobie zadawała umartwienia; niekiedy wołała: „O! miłości! miłości! daj mi głos tak silny, abym ludzi wszystkich od Wschodu do Zachodu, zwołać mogła do poznania Cię i umiłowania jako najwyższéj miłości!” W ostatnich latach zamiłowanie krzyża, do tego stopnia wzmogło się w jéj sercu, że dotknięta chorobą, w któréj doznawała tak strasznych boleści że lekarze podziwiali jak żyć mogła, błagała jeszcze Pana Boga, aby jej wszelkie wewnętrzne pociechy odjął, coraz częściéj powtarzając swoję ulubioną zwrotkę: „Ciągle cierpieć, i cierpieć tylko pragnę!”

Nakoniec wyniszczona długą chorobą, z anielską cierpliwością zniesioną, po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, otoczona siostrami których przez lat wiele była Przełożoną, poszła do Nieba dnia 25 Maja, roku Pańskiego 1607.

Klemens IX kanonizacyą jéj odbył ze zwykłą uroczystością roku 1669.

Pożytek duchowny

Widzisz w życiu dzisiejszéj Świętéj, jak wewnętrznemi utrapieniami, Pan Bóg oczyszcza dusze wybrane; a oraz jak one w takich razach mężnie z pokusami walczą. Postanów więc i ty opierać się pokusom jakich możesz doznać, i nie poddawaj się oschłościom w ćwiczeniach pobożnych, a tym sposobem i jedne i drugie, nie przeszkodzą ci do postępu na drodze doskonałości chrześcijańskiej.

Modlitwa (kościelna)

Boże dziewictwa lubowniku! któryś błogosławioną Maryą-Magdalenę dziewicę, Twoją miłością rozgorzałą, niebieskiemi darami zbogacił; daj abyśmy czcząc ją w dniu jéj uroczystości, w cnotach czystości i miłości naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 431–433.

Tags: św Maria Magdalena de Pazzis „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość noc ducha cierpienie
2020-04-28

Św. Pawła od Krzyża

Żył około Roku Pańskiego 1775.

(Żywot jego wydany został w Rzymie w roku jego beatyfikacyi przez ojca Pellegrino, z tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Paweł przezwany od krzyża dla szczególnego nabożeństwa jakie miał do męki Pańskiéj, urodził się w mieście Owedo we Włoszech w Liguryi położoném, roku Pańskiego 1694. Rodzina jego do szlachty należąca, pochodziła z prowincyi Kastlaceńskiéj. Na znak przepowiadający wysoką świątobliwość do jakiéj miał dojść z czasem, w nocy w któréj wydawała go na świat matka, pokój jéj napełniony został światłem niebieskiém. Wychowany bardzo starannie i pobożnie pod okiem świątobliwego kapłana, od lat dziecinnych okazywał wielkie, we wszelkiego rodzaju ćwiczeniach pobożnych, upodobanie, a szczególnie do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj serdeczne miał nabożeństwo. Obok tego, wówczas już czuwaniem na modlitwie i biczowaniem się trapił niewinne ciało, a każdy piątek susząc, pijał ocet z żółcią.

Doszedłszy do lat młodzieńczych, coraz stawał się pobożniejszym. Zostając pod przewodnictwem duchowném ojców Kapucynów, których klasztor znajdował się blizko miejsca pobytu jego rodziców, wielki na drodze świątobliwości czynił postęp. Co mu tylko od nauk zbywało czasu, przepędzał go w kościele, za największą mając pociechę odmawianie pacierzy kanonicznych wraz z zakonnikami. Ubogich hojnie wspierał, obracając na jałmużny te wydatki, jakie jego wieku i stanu młodzieńcy obracają na rozrywki i różnego rodzaju zbytki. Wszelkich biesiad, a szczególnie wieczorów na których tańczono unikał. Zdarzyło się iż pod niebytność zwykłego spowiednika, poszedł do spowiedzi do proboszcza. Ten nie tylko ostro go złajał, zarzucając mu fałszywą pobożność, lecz oraz surowo mu nakazał aby się znajdował na balu, który tegoż dnia miał być dany, i aby na nim koniecznie tańczył. Święty młodzieniec był tém nad wszelki wyraz zasmucony, lecz chcąc nie wykroczyć przeciw posłuszeństwu, udał się na onę biesiadę, i już ze ściśnioném sercem zabierał się do tańca, kiedy oto sam Pan Bóg uwolnił go od téj przykrości. W chwili gdy tańce miały się rozpoecząć, struny na wszystkich instrumentach się porwały.

Za serdeczne nabożeństwo jakie miał do Matki Bożéj, pozyskał razu pewnego Jej cudowną pomoc. Wpadł był w rzekę Tanaro i już tonął, lecz gdy wezwał Maryą, podała mu Matka niebieska rękę, i z wody go cudownie wywiodła.

Stroniąc od towarzystwa młodzieży lekkomyślne życie wiodącéj, zgromadził był przy sobie pewną liczbę młodych towarzyszy, którzy zachęceni jego przykładem i naukami jakie im dawał wprawiając ich szczególnie do rozmyślania Męki Pańskiéj, zaczęli uczęszczać do Sakramentów świętych, i stali się najprzykładniejszymi młodzieńcami. Kilku z nich wstąpiło późniéj do zakonu, inni wyszli na zacnych obywateli odznaczających się prawością i dobremi obyczajami. Poznał się był z dwoma młodymi francuzami wyznania protestanckiego. Uprosił rodziców aby ich na pewien czas przyjęli do domu, i tak wpłynął na nich, że oba przyjęli wiarę katolicką, a jeden z nich stał się bardzo świątobliwym zakonnikiem.

Święty Paweł coraz bardziéj, rozmyślaniem dowodów miłości Bożéj do ludzi w męce Pana Jezusa jaśniejącéj, miłością Zbawiciela przejęty, zapragnął i sam krew swoję w obronie wiary przelać. W tym celu wstąpił do wojska, które zbierano w Wenecyi przeciw Turkom grożącym całemu chrześcijaństwu. Lecz poznawszy na modlitwie, że go Pan Bóg do wyłączniejszéj Swojéj przeznacza służby, opuścił ten zawód.

Po powrocie do ojczyzny, stryj jego bardzo majętny a bezdzietny, przeznaczał mu cały majątek, z warunkiem aby poślubił pewną bardzo zacną i także majętną dziewicę. Nie przystał na to święty Paweł, i już wtedy mając lat dwadzieścia sześć, postanowił wieść życie odosobnione, oddane szczególnie rozmyślaniu Męki Pana Jezusa i usłudze duchownéj bliźnich, do czego miał już i gotowych kilku towarzyszy. Zwierzył się ze swojemi zamiarami Biskupowi, jako swojemu duchownemu zwierzchnikowi, który uznając w tém natchnienie Boskie, pobłogosławił mu i przyodział go w suknię zakonną, którą wskazała mu sama Matka Boża w objawieniu a która była w kształcie habitu koloru czarnego, z umieszczoném na boku piersi sercem białém, mającém na sobie znamiona Męki Pańskiéj, i którą noszą dotąd bracia, do założonego przez niego Zgromadzenia należący. Niezwłocznie udał się z jednym towarzyszem na miejsce bardzo odosobnione w okolicach miasta Kastellacio, i tam osiadłszy przy małym kościołku świętego Stefana, utrzymując się z jałmużny, wiódł życie tak pokutne i bogomyślne, jak dawni pustelnicy egipscy. Lecz obok tego, nie tylko nawiedzał ubogich chorych, doglądał ich z największą miłością i miewał nauki do coraz liczniéj odwiedzających go na pustyni, lecz nawet Biskup wzywał go z naukami do niektórych kościołów, chociaż jeszcze żadnych święceń nie miał. Wywiązywał się z tego nasz Święty z wielkim dla wiernych pożytkiem, a w każdéj przemowie swojéj rozwodząc się nad dowodami miłości Boskiéj do ludzi, jakie nam dał Syn Boży w Męce Swojéj, najgorliwiéj zachęcał słuchaczów, do jak najczęstszego jéj rozmyślania.

Ponieważ do miejsca jego pobytu, zgłaszać się poczęli niektórzy, pragnący pod jego przewodnictwem wieść tenże co i on rodzaj życia, więc już wtedy wziął się do pisania Reguły, zasięgając w tém rady Biskupa i ojca Kolumbana wielkiéj świątobliwości kapucyna, do którego nawet w tym celu odbył wśród zimy pieszo i o żebranym chlebie pielgrzymkę do Szwajcaryi, gdzie tenże przebywał.

Głównym celem należących do tego nowego zgromadzenia, miało być nie tylko własne uświątobliwienie przez najżywszą pamięć na niepojętą dobroć Boga, która przywiodła Go do tego że z miłości ku nam stał się człowiekiem i wydał się na okrutną mękę i śmierć haniebną, lecz i rozbudzanie w sercach wiernych jak najserdeczniejszego do tajemnic męki Chrystusowéj i Boleści Matki Bożéj, nabożeństwa.

Po roku pobytu swojego na puszczy, święty Paweł z polecenia Biskupa udał się do Rzymu, gdzie odbywszy zawód nauk teologicznych, z wyraźnego rozkazu samego Papieża Benedykta XIII, wyświęcony został na kapłana, i otrzymał od niego upoważnienie założenia nowego Zgromadzenia swojego. W tym celu z kilku już towarzyszami osiadł na samotnéj górze Argentaryjskiéj, w miejscu które mu także Matka Boża wskazała w objawieniu, i założył tam pierwszy klasztor tak nazwanych Pasyonistów, od wyrazu Passio Domini to jest Męka Pańska.

Jak w każdóm dziele świętém zwykle wielkie napotykają się trudności, tak i w swojém znalazł ich nie mało nasz Święty: lecz że był świętym i z Bożego działał natchnienia, przezwyciężył wszystkie, i zgromadzenie jego w krótce wielu znakomitych i nauką i świątobliwością posiadające braci, zatwierdzone zostało przez Stolicę Apostolską, z przydaniem do trzech zwykłych ślubów zakonnych i czwartego, obowiązującego zakonników do jak najgorliwszego rozszerzania nabożeństwa do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj. Za życia jeszcze świętego Pawła, stanęło około trzydziestu klasztorów jego Reguły. Założył on także i zgromadzenie żeńskie, w którym poświęconych Bogu dziewic głównym obowiązkiem jest oddawanie nieustającej czci niepojętéj miłości ku ludziom ich niebieskiego Oblubieńca, i ciągłe rozmyślanie Męki Chrystusowéj i Boleści Jego Matki przenajświętszéj.

Obarczony ważnemi i kłopotliwemi zajęciami, około nowo zakładanych zgromadzeń, pałający gorliwością o zbawienie dusz Męką Chrystusową okupionych, nieustannie głosił słowo Boże, niezliczoną liczbę grzeszników przywodząc do skruchy i poprawy życia, i najzatwardzialszych nawracając heretyków i niedowiarków. Cała zaś moc i skuteczność jego kazań, wypływała ze sposobu w jaki mówił o szczegółach Męki Zbawiciela, gdyż wtedy i sam łzami się zalewając i słuchaczów do płaczu pobudzając, najzimniejsze serca porywał i Panu Bogu pozyskiwał.

W piersiach jego taka gorzała miłość Boża, że odzienie serca dotykające niekiedy jakby od ognia było spalone, i dwa żebra z lewéj strony rozszerzone zostały. Podczas sprawowania Mszy świętéj, rzewne łzy wylewał, często w zachwycenie wpadał i w powietrze bywał uniesiony, a twarz jego widywano wtedy niebieską jasnością oślnioną. Podczas gdy kazywał, słyszano kilka razy jak Anioł z nieba dyktował mu słowa, a głos jego dochodził do uszu osób o kilka tysięcy kroków od niego będących. Obdarzył go był Pan Bóg i darem czynienia cudów: wielu ciężko chorych znakiem krzyża świętego uzdrowił, złym duchom rozkazywał; posiadał dar proroctwa i przenikania serc ludzkich. Tylu udarowany łaskami, czcią powszechną otaczany, u Papieża w szczególném będąc poważaniu, niezrównanéj był pokory. Poczytywał się za ostatniego z ludzi, wszelkie upokorzenia znosił z największą radością, i swój rodzaj życia nadzwyczaj umartwiony wiódł do najpóźniejszéj starości.

Miał lat przeszło ośmdziesiąt, gdy zapadł na zdrowiu. W chorobie nawiedzony przez ojca świętego Piusa VI, prosił go żeby wszelkiego dokładał starania, aby dogmat nieomylności Papieża został co prędzéj ogłoszony. Nakoniec pełen cnót i zasług, pobłogosławiwszy zgromadzonych około niego braci, i po udzielonéj im zbawiennéj nauce, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, polecając się Matce Bożéj Bolesnéj, w chwili gdy się mu Ona okazała w cudowném widzeniu, oddał Bogu ducha, jak to dawno był przepowiedział, w dniu ósmym Października roku Pańskiego 1775.

Licznemi i po śmierci słynącego cudami, Papież Pius IX najprzód w poczet błogosławionych, a następnie w roku 1867 w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zdaniem najświątobliwszych mistrzów życia duchownego, nie masz zbawienniejszego ćwiczenia, nad pobożne rozmyślanie męki Pańskiéj i Boleści Matki przenajświętszéj. Jestto najkrótsza droga do nabycia cnót wszelkich i wyjednywania sobie łask najpotrzebniejszych. Postanów więc jak najczęściéj uciekać się do środka tak dla każdego dostępnego, a tak pełnego niezrównanych korzyści dla duszy.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste, któryś do opowiadania tajemnicy Krzyża, świętego Pawła szczególną miłością obdarzył, i przez niego nowe Zgromadzenie zakonne w Kościele wskrzesić raczył, za jego pośrednictwem spraw prosimy, abyśmy Mękę Twoję pobożnie rozmyślając na ziemi, owoców jéj dostąpili w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 328–330.

Vide: Święto Siedmiu Boleści Matki Bożéj

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 812

Zakon świętego Pawła powstał w czasach, kiedy masoneria rozpanoszyła się w Europie i utorowała drogę krwawej rewolucji francuskiej i niemniej zgubnemu józefinizmowi w Niemczech. W tak smutnym okresie spoglądanie na krzyż i zwrócenie uwagi na Mękę Pańską było najskuteczniejszym środkiem ożywienia wiary. O wielkiej skuteczności rozpamiętywania Męki Pańskiej możesz się łatwo przekonać, jeżeli rozważysz dzieje i obrządki Kościoła.

  1. Rzućmy okiem na Dzieje Kościoła. Szymon Piotr był gorliwym apostołem, świadkiem nauk i cudów Chrystusa, Jego przemienienia na górze Tabor, lecz osłabł, a nawet wyparł się swego Mistrza; ale kiedy spojrzał na Jego oblicze, oszpecone uderzeniami, ocknął się z uśpienia, zapłakał i nawrócił się. Łotr Dyzma zestarzał się w nieprawościach, dopiero widok cierpień Jezusa przeniknął duszę je go promieniem łaski Bożej, rozrzewnił jego serce i skłonił go do odezwania się w te słowa: „Panie, pamiętaj o mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego”. Pan Jezus pocieszył go, mówiąc: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”. Również i setnika rzymskiego nie wzruszyły cierpienia Zbawiciela, chociaż był świadkiem Jego nauk i cudów i był przekonany o Jego niewinności; dopiero gdy Go ujrzał na krzyżu, uderzył się w piersi i publicznie przyznał, mówiąc: „Zaiste, ten jest Synem Bożym!” Rany Chrystusowe natchnęły Męczenników świętych bohaterstwem, męstwem i wytrwałością w znoszeniu mąk i katuszy, a widok krzyża dodał siły pokutnikom do oparcia się pokusom i pozostania na stromej drodze cnoty.
  2. Kościół przypomina nam ciągle Mękę Pańską w ofierze Ołtarza świętego i zobowiązuje pod grzechem wiernych, aby przynajmniej co niedzielę i święto słuchali nabożnie Mszy świętej. W Wielki Czwartek i Wielki Piątek zarządził Kościół osobne na tę pamiątkę nabożeństwa, gromadzi jak najczęściej wiernych przed Hostią Przenajśw. wystawioną w monstrancji, proteguje stowarzyszenia mające na celu uwielbienie cierpiącego Chrystusa, popiera przez zakon świętego Franciszka nabożeństwa stacyjne, przywiązuje do nich rozliczne odpusty, opatruje przywilejami słynące z cudów miejsca pielgrzymek, słowem, czyni wszystko, co tylko może się przyczynić do rozkrzewienia czci, jaka się należy pamiątce Męki Pańskiej. Pytamy się teraz, czy katolicy korzystają w całej rozciągłości z tych łask przez Kościół udzielanych? Niestety, bardzo o tym wątpić należy.
Tags: św Paweł od Krzyża „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna młodzież cierpienie Męka Maryja masoneria Krzyż nawrócenie
2020-04-15

Św. Lidwiny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 1433.

(Żywot jéj był napisany przez współczesnego jéj Tomasza a Kempis.)

Święta Lidwina, którą i Ludmiłą nazywają szczególna Patronka osób długą i ciężką chorobą złożonych, urodziła się roku Pańskiego 1380 w Hollandyi, w miasteczku Schiedam. Ojciec jéj miał imię Piotr, a matka Petronella: pochodzili ze szlacheckiego rodu, byli wzorowymi katolikami, a niezamożni. Lidwina była dziewiątém ich dzieckiem. Od lat najmłodszych okazywała się bardzo bogobojną; miała szczególne nabożeństwo do przenajświętszej Panny, którą przez całe życie czciła i kochała jak swoję najdroższą Matkę niebieską. W siódmym roku życia uczyniła ślub czystości.

Zaledwie wychodziła z lat dziecinnych, gdy z powodu znakomitéj urody i starannego wychowania, kilku młodzieży z wyższego stanu, ubiegało się o jéj rękę. Rodzice chcieli ją zmusić do zamęścia, lecz odpowiedziała im stanowczo, że ziemskiego oblubieńca nigdy mieć nie będzie, i że jeśli nie przestaną nakłaniać ją do tego, wtedy uprosi sobie u Pana Boga tak szpetną powierzchowność, że dla wszystkich stanie się obrzydzeniem.. Rodzice więc zostawili ją. w pokoju.

Miała lat piętnaście, kiedy razu pewnego, gdy przypatrywała się ślizgającym się na lodzie towarzyszkom, jedna z nich obaliła ją mimo chęci na ziemię, w skutek czego złamała sobie żebro. Odtąd zaczął Pan Bóg próbować ją i uświęcać cierpieniami tak wielkiemi, ciągłemi i nadzwyczajnemi, że trudnoby dać temu wiarę, gdyby nie to że najpoważniejsze świadectwa, stwierdzają te szczegóły.

Od piętnastego roku wieku swojego do pięćdziesiątego trzeciego, życie jéj było jakby bezustannem ciężkiém konaniem, albo raczéj ciągłém męczeństwem. Jeden ze współczesnych jej historyków powiada, że w przeciągu lat trzydziestu, nie zjadła tyle chleba, ile człowiek zdrowy spożywa go przez dni kilka. Ciało jéj wkrótce zamieniło się od stóp do głowy jakby w jednę jadowitą ranę. Lekarstwa w miejscu ulgi, pomnażały jéj cierpienia. Nie mogła chodzić inaczéj jak tylko rękoma i kolanami czołgając się po ziemi, a w końcu i na to już sił nie miała. Trzydzieści lat zupełnie z łóżka nie wstawała, a w siedmiu ostatnich rażona paraliżem, już tylko w głowie i w lewéj ręce miała władzę. Wnętrzności poranione wydawały ciągle zepsutą ropę, którą wraz ze krwią wyrzucała ustami, nosem, uszami, a nawet ciekła ona i z oczu. W głowie doznawała bezprzestannie bolu takiego, jakby w nią ćwieki wbijano. Do tego przyłączyły się cierpienia kamienia i stwardnienie wątroby. W ranach lęgło się robactwo. A gdy tak na wszystkich członkach strasznych bolów doznawała, całe ciało paliła, jakby aż do szpiku kości bezustanna trawiąca gorączka; trapiła ją ciągła bezsenność, a od czasu do czasu miewała mdłości i duszności istnego konania.

Lecz co najstraszniejsze: obok takich okropnych cierpień na ciele, i na duszy słabą była. Przez cztery pierwsze lata upadła była zupełnie na duchu, poddała się smutkowi i prawie rozpaczy; ledwie że nie złorzeczyła chorobie i cierpieniom doznawanym. Wszakże, po upływie tych lat czterech, prawdziwie dla niéj nieszczęsnych, najzbawienniejsza zmiana zaszła co do jej duszy. Zesłał jéj Pan Bóg świątobliwego spowiednika, nazwiskiem Jan Pot, który starał się przywrócić jej spokój wewnętrzny. Rozbudził w sercu jéj żywą wiarę w tę prawdę: że im więcéj cierpień dopuszcza Pan Bóg na kogo na téj ziemi, tém obfiteze przeznacza mu nagrody w Niebie, i polecił jéj szczególnie jak najczęstsze, a pobożne, Męki Pańskiéj rozmyślanie.

Polubiła wielce to święte ćwiczenie Lidwina, i w niém znalazła źródło swojego uświątobliwienia. Z początku odbywała je codziennie razy kilka, a zczasem prawie bezustannie, rozdzielając tajemnice Męki Pańskiéj na siedem części, odpowiadających siedmiu godzinom kanonicznym. Łącząc do tego swoje zwykłe serdeczne do Matki Bożéj nabożeństwo, w krótkim czasie przedziwne na drodze doskonałości uczyniła postępy. Nie tylko cierpliwie i spokojnie znosiła swoje cierpienia, lecz się w nich święcie rozmiłowała, i patrząc na Jezusa tyle cierpiącego w męce i śmierci swojéj, pragnęła cierpieć coraz więcéj. W najsroższych boleściach powtarzała: „Jeszcze więcéj Panie mój, jeszcze więcej cierpień mi zeszlij, jeśli taka wola Twoja, tylko w miarę tego, przymnażaj i łaski Twojéj.” Pan Bóg też hojnie obsypywał niemi tę duszę, właśnie przez cierpienia nadzwyczajne jakich doznawała, do wysokiéj świątobliwości przeznaczoną. Nie tylko opływała już odtąd w niezachwiany spokój wewnętrzny, nie tylko objawiała w sobie najchętniejsze poddanie się woli Bożój w najcięższych chwilach, lecz opływała w wielkie duchowne pociechy. Z Aniołem Stróżem często rozmawiała, widząc go obok siebie, a nawet objawiał się jéj i Pan Jezus pocieszał, nauczał i zachęcał do wytrwałości, i takiemi cudownemi widzeniami pokrzepiał i uświęcał. Lecz najczęstsze widzenia miała Matki Bożéj, i z Nią bardzo długo rozmawiała, różne odbierając łaski. Chociaż więc ciało jéj nie przestawało doznawać mąk ledwie że nie piekielnych, dusza opływała w radości niebieskie,

W miarę odbieranych łask takowych, Lidwina robiła postęp we wszystkich cnotach chrześcijańskich, a szczególnie w pokorze, będącéj probierczym kamieniem wszelkiéj prawdziwéj cnoty. Jak rozmiłowała się w cierpieniach ciała, tak również przez miłość wzgardzonego Jezusa, pokochała upokorzenia. Poczytywała sobie za szczęście gdy ją jakowa najdotkliwsza spotykała obelga, albo oznaki pogardy ze strony osób z któremi miała stosunki. Najbliższą jéj towarzyszką, była pewna kobieta gwałtownego usposobienia i grubiańskich obyczajów. Obchodziła się z biedną chorą bez litości, a niekiedy do tego stopnia unosiła się, że jéj w twarz pluła. Święta, nie tylko nigdy nie uskarżała się na to, ale nawet nigdy jéj nie objawiła najmniejszej niechęci. Gdy na koniec inne osoby w domu spostrzegłszy jak towarzyszka Lidwiny nieludzko się z nią obchodzi, pytały ją jak mogła tak długo znosić to w milczeniu: — „Przecież to dla nas wielką jest zasługa, odrzekła, chętnie znosić takie małe przykrości z miłości Pana Jezusa, a przez to niekiedy łatwiéj i osoby które względem nas zawiniają, przywieść do obżałowania swojéj winy.”

Pokora jéj przedewszystkiém ukrywała przed ludźmi szczególne dary, jakiemi ją Pan Bóg coraz hojniéj zbogacał. Dostąpiła była między innemi i téj rzadkiéj łaski, że Pan Jezus wyrył na jéj rękach i nogach, znamiona przenajświętszych Blizn swoich. Lidwina uprosiła u Chrystusa Pana, aby one znikły, a tylko aby bolu od nich doznawała.

Wielką także odznaczaąła się miłością bliźniego, a ztąd litością dla ubogich i cierpiących. Po śmierci rodziców, mały mająteczek jaki po nich odziedziczyła, rozdała biednym. Sama żyła z jałmużny; a że bardzo mało potrzebowała na własne utrzymanie, gdy tymczasem z różnych stron, przysyłano jéj znaczne wsparcie, więc sama będąc biedną, wielu ubogich wspierała. Podczas morowego powietrza, którém szczególnie dotknięci byli ludzie niezamożni, przejęta litością nad nimi, zaofiarowała się Panu Bogu za nich: „Panie, powiedziała na modlitwie, tym biednym ludziom zdrowie niezbędném jest do utrzymania życia i własnego i całych rodzin; zgrzeszyli to prawda, lecz racz mnie nieużyteczną sługę Twoję karać za nich, a ich oszczędź w miłosierdziu Twojém.” Zaraza ustała, a Lidwina dostała trzech bardzo bolesnych wrzodów, z których dwa nadługo a jeden na całe życie jéj pozostał.

Obdarzył ją był Pan Bóg i darem czynienia cudów. Tomasz a Kempis opisujący jéj życie, przytacza wiele takowych, a których naocznym był świadkiem. Jeden z jéj braci, którego szczególnie kochała, umarł był pozostawiając w niedostatku liczną rodzinę, i wielu wierzycieli niezapłaconych, którzy niepokoili biednych spadkobierców. Lidwina serdecznie się nad nimi litowała, pragnęła przyjść im w pomoc, lecz w jakiż sposób mogła to uczynić kiedy nic nie posiadała? Złożyła więc całą swoję ufność w Bogu, pomodliła się na tę intencyą, i wziąwszy woreczek w którym był cały jéj majątek, składający się z ośmiu franków, to jest dwóch rubli, oddała go drugiemu bratu, polecając aby z niego wszystkich dłużników zaspokoił. Ten ją usłuchał, poszedł, popłacił wszystkie a dość znaczne długi zmarłego brata, a gdy ostatniego zaspokoił dłużnika, znalazł jeszcze w woreczku 40 franków, które i Lidwina niezwłocznie kazała rozdać biednym. Na pemiątkę tego cudu, przechowywano ten woreczek i nazwano go Sakiewką Bożą. Miała także i dar proroctwa i wiele przyszłych wypadków przepowiedziała.

Na jakiś czas przed śmiereią, objawił się jéj Pan Jezus, trzymający w ręku wieniec przeznaczony dla niéj w Niebie, lecz w którym brakło kilku kwiatów i powiedział: „Córko moja, potrzeba aby ten wieniec został już wykończony.” Jakoż w dni kilka potém napadli na mieszkanie jéj rabusie, i zabrawszy jéj nawet ubogą kołdrę którą się przykrywała, zbili ją ciężko. Zaraz po zajściu tego zdarzenia, przepowiedziała godzinę swojéj blizkiéj śmierci; w trzeci dzień świąt Wielkanocnych przyjęła ostatnie Sakramenta święte, przeprosiła wszystkich obecnych, i prosiła aby ją pozostawiono samę. Potém modląc się długo, wpadła w zachwycenie, i dnia 14-go Kwietnia roku Pańskiego 1433 poszła do Nieba, po tę już całkowitą i wykończoną koronę, którą jéj zapowiedział i okazał był Sam Pan Jezus.

Gdy ją przebierano dla włożenia na katafalk, spostrzeżono że miała na sobie ostrą włosiennicę, którą ciągle trapiła ciało, i bez tego na tyle cierpień wystawione.

Pożytek duchowny

Zbawienną naukę i wielką pociechę znaleźć powinny osoby złego zdrowia zażywające, w szczegółach życia świętéj Lidwiny. Naukę: aby z takiém jak ona poddaniem się woli Bożéj cierpienia swoje znosiły; pociechę: bo widzą w tém dowód że i najgorszy stan zdrowia, nie przeszkadza wcale do nabycia najwyższéj świątobliwości.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz! Któryś ukazując błogosławionej Lidwinie wieniec chwały w Niebie dla niéj przeznaczony, zapowiedział jéj iż przez poniesienie nowych cierpień wysłuży go sobie tém świetniejszy; daj nam za jéj wstawieniem się i zasługami, z każdego cierpienia w duchu miłości Twojéj pokornie zniesionego, nagrodę wieczną sobie wysłużyć, Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 293–295.

Tags: św Lidwina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica cierpienie choroba Męka spowiedź Maryja stygmaty zaraza
2020-04-03

Święto Siedmiu Boleści Matki Bożéj

Święto to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1413.

(Krótka nauka o Boleściach Matki Bożéj, z dzieł świętego Alfonsa Liguorego wyjęta.)

Jak niezmiernemi i jakiéj przed Bogiem ceny, były poniesione przez przenajświętszą Maryą Pannę w ciągu całego jéj życia, a najbardziéj podczas męki i śmierci najdroższego Jéj Syna, boleści, i to już jest dowodem, że na ich uczczenie Kościół Boży odrębne święto ustanowił, które obchodzi w piątek przed niedzielą Palmową. Łącząc się przeto w duchu z tą intencyą Kościoła, święćmy dzisiejszą uroczystość przez rozważanie: że niezmierne boleści Maryi uczyniły Ją Królową Męczenników, gdyż i dłużéj cierpiała, i większe ponosiła cierpienia niż wszyscy razem Męczennicy.

Jak Chrystus Pan nazwany jest Królem Męczenników dla tego, iż w życiu Swojém więcéj ucierpiał niż wszyscy razem Męczennicy, tak i Maryi przenajświętszéj słusznie należy się tytuł Królowéj Męczenników, nabyty cierpieniami, po cierpieniach Jéj syna największemi jakie kiedy kto z ludzi poniósł. Nie możną bowiem zaprzeczyć Matce przenajświętszéj tytyłu i całéj zasługi prawdziwego męczeństwa, gdyż według Kartuza, Palberia, Katarinusa i wielu znakomitych Teologów, zasługa męczeństwa nie tyle na poniesieniu w mękach śmierci zawisła, jak raczéj na doznaniu cierpień mogących śmierć zadać. Tak naprzykład święty Jan Ewangelista poczytany jest za Męczennika, lubo zanurzony będąc we wrzącym oleju, żyć nie przestał, lecz owszem, według wyrażenia Brewiarza Rzymskiego, jeszcze zdrowszym i silniejszym niż był wprzódy, wyszedł z tój męki 1. Według świętego Tomasza Doktora Anielskiego, dość jest zaprzeć siebie samego aż do śmierci, aby chwały męczeństwa dostąpić.

Tym to sposobem Marya, nie tylko umieszczoną jest w poczet Męczenników, lecz wszystkich ich cierpienia trwałością swoich boleści przewyższyła, gdyż całe jéj przebłogosławione życie, było niejako długiém męczeństwem. Obdarzona szczególnym darem rozumienia Pisma Bożego, najdokładniéj pojmowała i do wypadków mających nastąpić stosowała, wszystkie ustępy proroctw Chrystusa Pana i Jego śmierci się tyczących, jak to Sama świętéj Brygidzie objawiła. Przeto Jéj męczeństwo poczęło się od chwili, gdy się Jéj okazał Anioł, zwiastując iż stanie się Matką Zbawiciela, mającego ponieść okrutną mękę dla zgładzenia grzechów ludzkich. Smutek i boleść jakiéj z tego powodu doznawała Panna przenajświętsza, wzmogły się jeszcze bardziéj, gdy została Matką Zbawiciela, tak że w istocie całe Jéj życie stało się bezustanném męczeństwem. Objawienie jakie miała święta Brygida w Rzymie, stwierdza to zdanie. W tém objawieniu, widziała ta Święta Matkę Bożą, a obok niéj świętego Symeona, wielkiego kapłana, który Jéj przepowiedział iż Jéj serce miecz boleści przeniknie, i Anioła trzymającego w ręku długi i skrwawiony sztylet, wyobrażający boleści, któremi przepełnione było życie przenajświętszćj Panny 2. „Jak róża wzrasta, rozwija się i zakwita pomiędzy kolcami, powiedział Anioł świętéj Brygidzie, tak Panna przenajświętsza żyła na tym świecie wśród ciągłych boleści; i jak w miarę rozwijania się róży, wzrastają około niéj i ciernie, tak i ta Róża duchowna Marya, im daléj zapuszczała się w lata, tém większych boleści doznawała.”

Marya przeto mogła w ścisłem ich znaczeniu, odnieść do Siebie one słowa psalmów Dawidowych: Ustał w boleści żywot mój, i lata moje we wzdychaniu. I ból mój przed oblicznością moją jest zawżdy 3. A nawet po Wniebowstąpieniu Pańskiém niemniejszą boleścią przyjęte było serce Maryi, jak to świętéj Brygidzie Sama objawiła: „Po Wniebowstąpieniu Syna Mojego, męka Jego zawsze mi w sercu tkwiła, i czy zajętą czémkolwiek byłam, czy posiłek brałam, wszystkie okoliczności Jego śmierci jakbym dopiéro co na nie patrzała, obecnemi były w pamięci mojéj” 4. Ztądto powiada Tauler: „Że Marya całe życie Swoje spędziła w ciągłéj boleści i nieustającym smutku, przepełniającym goryczą Jéj serce macierzyńskie.” 5

Lecz Marya jest Królową Męczenników nietylko dla tego że dłuższe od nich poniosła męczeństwo, lecz oraz i z tego powodu, że więcéj cierpiała niż wszyscy Męczennicy. Któż jéj cierpienia ocenić potrafi! Widząc w przyszłości boleści Matki przenajświętszéj, Prorok Jeremiasz powiada, że z niczém porównać ich nie można. Komu cię przyrównam, albo komu cię przypodobam, Córko Jerozolimska? bo wielkie jest jak morze skruszenie Twoje: któż cię zleczy? 6 Ztądto, utrzymuje Anzelm święty, że gdyby nie ciągły cud Boski, Marya w każdéj chwili życia Swojego powinnaby była umrzeć od boleści jakiéj doznawała. „Cierpienie bowiem i boleści Maryi były tak wielkie, przydaje święty Bernardyn Seneński, że gdyby je pomiędzy wszystkich ludzi rozdzielić, część jakaby na jednego przypadła, dostatecznąby była do zadania każdemu śmierci.” 7

Zastanówmyż się teraz nad powodami, dla których męczeństwo Maryi było większém od męczeństwa innych Męczenników. Najprzód cierpienia innych świętych Męczenników i Męczenniczek, byłyto cierpienia tylko ich ciału zadane. Żelazo Katowskie, albo ogień stosów rozpalonych, dotykał ich członki, gdy tymczasem Marya cierpiała na sercu i na duszy, według proroctwa Symeona: a Twoję własną duszę boleści miecz przeniknie 8. Jakby mówił: „O! Panno przenajświętsza! inni Męczennicy cierpieć będą musieli na ciele, lecz co się Ciebie dotyczy, Ty na duszy poniesiesz niezmierne boleści; serce Twoje umęczone zostanie męką Syna Twojego!” Owoż o ile dusza wyższą jest nad ciało, o tyle cierpienia moralne, boleści i utrapienia serca, przewyższają cierpienia na ciele tylko doznane. Pomiędzy cierpieniem duszy a cierpieniem ciała, powiedział Pan Jezus świętéj Katarzynie Seneńskiéj, żadnego nie masz porównania. „Na górze téż Kalwaryi, pisze Opat Arnoldus, dwa były ołtarze: jeden w sercu Maryi, drugi w ciele Chrystusa. Jezus ciało, a Marya duszę poświęcili na ofiarę Bogu.” 9

Nadto, powiada święty Antonin, ofiara Męczenników ograniczała się na tém, iż z samych siebie czynili ofiarę, gdy Marya poświęciła życie Syna, milion razy droższego Jéj od własnego życia. A tak w sercu Swojém ucierpiała to wszystko, co Jezus ucierpiał na ciele, lecz widok męki Syna zadawał jéj saméj mękę jeszcze dotkliwszą jeszcze boleśniejszą niźli gdyby ją Sama poniosła. Prócz tego nie masz wątpliwości, że Marya również boleśnie uczuła wszystkie zniewagi i obelgi któremi w Jej obecności okryto Zbawiciela. Inaczéj być nie mogło gdyż dla rodziców, a szczególnie dla matek, gdy są obecne cierpieniu swych dzieci, cierpienia te stają się ich własnemi cierpieniami. Święty Augustyn mówiąc o matce Machabeuszów obecnéj męczeństwu synów, powiada: iż patrząc na nich, w każdym z nich umęczoną została, bo każdego z nich sercem matki kochała; „nosząc ich w sercu, a oczyma widząc ich męczarnie, w duszy podobnąż mękę ucierpiała.” 10 Toż samo działo się z Maryą: biczowanie, koronowanie cierniem, przybicie do krzyża, ugodzenie w bok włócznią, nie zadały jednéj rany Jezusowi, nie obudziły jednego cierpienia w ciele Jego przenajświętszém, któregoby nie doznała Marya w duszy, i któreby nie zwiększało Jéj męczeństwa. Chrystus na ciele, mówi święty Amancyusz, Marya na duszy umęczoną została, tak dalece, że jak się wyraża święty Wawrzyniec Justynian, serce Maryi stało się najwierniejszem zwierciadłem męki Chrystusowej: w niém odbiły się rany boleści, gwoździe, wszystkie cierpienia Zbawiciela i wszystkie zniewagi. „A wszystkie rany i bole, przydaje Bonawentura święty, po całém ciele syna rozrzucone, w jedno serce matki się skupiły, niezmierną boleścią ją napełniając.” 11

Tak tedy Matka przenajświętsza, przez współczucie męki Syna Swojego, na sercu i na duszy była ubiczowaną, okrytą zniewagami, i z Nim do krzyża przybitą, co wyżej przytoczony święty doktor pięknie wyraża, mówiąc: „Gdzieś Ty przebywała Matko bolesna, gdyś na Kalwaryą wstąpiła? czy pod Krzyżem stałaś? O! nię, Tyś na Krzyżu była, z Synem ukrzyżowana.” A inny pobożny pisarz wykładając te słową Izajasza: Samem tłoczył prasę; szukałem, a nie było pomocnika, powiada: prawda Panie że w sprawie odkupienia ludzi nie było człowieka przy Tobie, któryby cierpienia Twoje podzielał; lecz stała obok ciebie Niewiasta jedna, Matka Twoja przenajświętsza, która wszystkie rany Twoje poniesione na ciele, na sercu odniosła.

Lecz i to nie dość powiedzieć, mówiąc o boleściach Maryi: bowiem patrząc na cierpienia Jezusa, więcéj bolała, aniżeli gdyby téż cierpienia Sama tylko była znosiła. Powszechne to jest zdanie, że rodzice w dwójnasób czują przykrości przez ich dzieci doznawane, i lubo to nie na każdych rodzicach się sprawdza, tu miało to bez wątpienia miejsce, gdyż bez wątpienia nad własne życie Marya kochała Syna swojego. „Marya, mówi święty Amancyusz, większą boleść poniosła z męki Zbawiciela, niż gdyby sama była umęczoną, gdyż nieporównanie więcéj niż Siebie Samę i własne życie, kochała tego którego w Jéj oczach umęczono, i nad którego męką bolała.” Co łatwo pojąć, pamiętając na ono zdanie Bernarda świętego, że dusza więcéj jest w przedmiocie który kocha, niż w ciele które ożywia. Anima magis est ubi amat, quam ubi animat. Co stwierdzają one słowa Chrystusa Pana mówiącego: Gdzie jest skarb wasz tam i serce wasze będzie. 12 Gdy przeto Marya więcéj żyła w miłości Jezusa, niż w Sobie Saméj, gdy Jezus był prawdziwie Jéj życiem i jakby duszą jej duszy; musiała patrząc na Jego skonanie większéj doznać boleści, niż gdyby Sama od podobnychże cierpień była umierała.

Lecz jest inna jeszcze okoliczność, męczeństwo Maryi wynosząca nad cierpienia wszystkich innych Męczenników: oto że Marya, przez cały ciąg męki Jezusowéj, cierpiała bez żadnéj ulgi i pociechy. Wśród najokropniejszych męczarni i pod mieczem katów, Męczennicy znajdowali największą pociechę w miłości Jezusa, i z niéj całe swoje męstwo czerpali. Lecz Matka nasza przenajświętsza, wśród boleści Swoich czyż mogła w miłości Syna Swojego znaleźć podobnąż pociechę? O! nie, — bo właśnieto Syn Jéj najdroższy był powodem Jéj cierpień, miłość to do Jezusa była jéj męczeństwem, miłość ta ją męczyła, a im była silniejszą, tém silniéj dręczyła, bo całe męczeństwo Maryi było w téj miłości Jezusa, męczonego w jéj oczach i w Jéj oczach na Krzyżu umierającego! Im więcéj Go i silniéj kochała, tém więcéj nie tylko cierpiała, ale tém więcéj pozbawioną była wszelkiéj pociechy!… O! zaprawdę. Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje, i któż Cię zleczy? 13 I dla tegoto, według słusznéj uwagi ojca Dieza, jak każdego świętego Męczennika malują zwykle z narzędziami jego męki: naprzykład świętogo Pawła Apostoła z mieczem którym go ścięto; świętego Andrzeja z Krzyżem do którego był przybity; świętego Wawrzyńca z rusztem na którym go smażono i t. d., tak Matkę Boleśną przedstawiają trzymającą na ręku zwłoki Jezusa, bo w istocie skutkiem Jéj miłości do Jezusa, Jezus to był narzędziem Jéj męczeństwa.

Pewna jest, że im więcéj kocha się jaki przedmiot, tém dotkliwsza jego strała. Śmierć brata rodzonego więcéj zasmuca niż śmierć obcego człowieka, śmierć dziecka więcéj niż zgon przyjaciela. Aby więc ocenić boleść Maryi przy męce Jéj syna, potrzeba ocenić jéj przywiązanie do Niego. Lecz któż tę miłość Maryi do Jezusa pojąć nawet potrafi? Święty Amancyusz powiada, że w przywiązaniu Maryi do Jezusa, łączyły się dwa uczucia najsilniejsze jakich serce człowieka doznać jest zdolne: uczucie nadprzyrodzonéj miłości Boga, a miłości duszy najświętszéj jaką sobie wyobrazić można, i uczucie przyrodzonego przywiązania Matki do Syna, a Matki najprzywiązańszéj do Syna najdoskonalszego, jakiego podobnież wyobrazić sobie tylko można. Dwa te uczucia w sercu Maryi łącząc się w jedno uczucie miłości i przywiązania niemających granic, sprawiały, że Marya kochała Jezusa całą potęgą miłości do jakiéj tylko serce ludzkie wznieść się jest zdolne. A ztąd, mówi błogosławiony Ryszard od świętego Wawrzyńca, jak nie było miłości podobnéj miłości Maryi, tak również nie było boleści podobnéj Jéj cierpieniom. Ponieważ bez miary kochała Jezusa Marya, przydaje Albertus Magnus, tedy bez miary cierpieć musiała, patrząc na mękę i śmierć jego. „Nie było i nie będzie, mówi święty Bernard cierpienia sroższego, bo nie było i nie będzie Syna droższego.” Mało więc jest powiedzieć, że Marya tak srogie przy męce Syna Swojego poniosła cierpienia, że męczeństwo Jéj większe było od męczeństwa wszystkich razem Męczenników. Święty Anzelm powiada, że cokolwiek ucierpieli Męczennicy, wszystko za niewielkie cierpienia, albo raczéj za żadne poczytać się może, w porównaniu z tém co ucierpiała Marya. Nakoniec jeden ze świętych Doktorów taką myśl wyraża: „Boleść Maryi przy męce Jezusa była tak wielka, że ona jedna mogła godnie opłakać śmierć Boga-Człowieka z taką boleścią i takiém współczuciem, jakiego tylko mógł po istocie stworzonéj wymagać Pan Bóg, za dobrodziejstwo odkupienia: ludzi krwią Syna swojego.

Lecz o! Panno przenajświętsza, woła święty Bonawentura, czyż potrzeba było abyś i Ty poświęcała się za nas na górze Kalwaryi i męczeństwo tam poniosła? Czyż nie wystarczała na odkupienie świata śmierć Syna, aż póki nie zostanie ukrzyżowaną i Matka? O! wystarczała bez wątpienia śmierć Jezusa do okupu świata i tysiąca światów: lecz przemiłościwa Matka nasza, łącząc Swoje boleści z męką Syna Swojego, chciała tym sposobem i Sama współdziałać w sprawie odkupienia naszego. Jak téż cały świat, mówi Albertus Magnus, zawdzięcza Zbawicielowi mękę poniesioną dla zbawienia ludzi, tak podobnież winniśmy wdzięczność Maryi za męczeństwo poniesione dobrowolnie za nas. Cierpienia te bowiem i niezmierne boleści Maryi, były dobrowolne i poniesione z wielkiéj Jéj ku ludziom miłości, gdyż według objawienia jakie miała święta Brygida, przenajświętsza Panna gotową była wszelkie ponieść męczarnie, byle ludzie zbawieni zostali, i byle zasługi Swoje za nas ofiarować mogła. I téj to jedynéj pociechy doznała Matka przenajświętsza wśród swoich boleści: myśl tylko że śmierć Jéj Syna pojedna ludzi z Bogiem, łagodziła Jéj niewypowiedziane cierpienia.

Taka miłość Maryi ku nam, godna, abyśmy przez wdzięczność ulitowali się przynajmniéj nad Jej boleściami. Lecz niestety! jakże mało kto o nich pamięta, jak mało je kto rozmyśla, jak wielu nigdy o nich nie wspomni! Uskarżała się na to Sama Matka Boleśna przed Świętą Brygidą, pobudzając tę Świętą aby często rozmyślała Jéj boleści: „Spoglądam, mówiła przenajświętsza Panna w objawieniu, na wszystkich żyjących na świecie i szukam między nimi rozmyślających Moje boleści i współubolewajacych ze Mną, lecz bardzo takich nie wielu znajduję. Gdy więc córko moja, tak mało kto z ludzi pamięta o tém co dla nich wycierpiałam, i gdy tak wielu zapomniało o Mnie, ty jednak miéj Mnie w swojéj pamięci. Rozmyślaj boleści Moje, ubolewaj wespół ze mną, i ile możności cierpliwość Moję w swoich dolegliwościach naśladuj.”

Jak zaś mile przyjmuje Pan Jezus nabożeństwo do Siedmiu Boleści Jego Matki przenajświętszéj, dowodem pomiędzy wielu innemi jest i to co razu pewnego powiedział błogosławionéj Weronice z Binasko. „Córko moja, rzekł do niéj w objawieniu Zbawiciel, drogiemi są w oczach Moich łzy wylane nad rozmyślaniem męki Mojéj, lecz tak Matkę Moję kocham, że wylane nad Jéj boleściami, jeszcze Mnie więcéj poruszają.”

Pożytek duchowny

Czcicielom boleści Maryi, Chrystus Pan przyrzekł szczególne łaski. Święty. Alfons Liguori pisże, że po Wniebowzięciu Panny przenajświętszéj, blogosławiony Jan Ewangelista, pragnąc obaczyć jeszcze raz ma ziemi tę Matkę swoję najdroższą, gorąco prosił Ją, aby mu się objawiła. Jakoż, ujrzał Matkę Bożą wraz z Panem Jęzusem, i usłyszał jak prosiła Syna o szczególne łaski dla wszystkich mających nabożeństwo do Jéj Siedmiu Boleści. Chrystus Pan zadośćuczynił Jéj prośbie i przyrzekł: 1-o Że ktokolwiek udawać się będzie do Matki przenajświętszéj, jako Matki Bolesnéj, i przez Jéj Boleści prosić będzie o potrzebne łaski, może być pewnym, iż nie umrze bez szczeréj pokuty za grzechy. 2-o Że uwolnionym będzie od przerażenia i ucisków wewnętrznych, jakich zwykle doznaje się w ostatniéj godzinie. 3-o Że za życia będzie pamiętał o męce Pańskiéj, aby po śmierci szczególną za to nagrodę otrzymał w Niebie. 4-o Nakoniec że wszyscy czczący pobożnie boleści Matki przenajświętszéj, mieć Ją będą za szczególną swoję Panią i Władczynią, i że Marya rozporządzać nimi będzie mogła według woli Swojéj. Różne pobożne dzieła liczne przytaczają wypadki i przykłady, na stwierdzenie tego podania. Rozważ to dobrze duszo pobożna.

Modlitwa (kościelna)

Boże w którego męce według proroctwa Symeona przenajsłodszą duszę błogosławionéj Matki Twojéj Maryi Panny miecz boleści przeszył, daj miłościwie, abyśmy przebicie to Jéj serca, i boleści Jéj ze czcią rozpamiętywając, błogosławionemi zasługami i modlitwami wszystkich Świętych, wiernie pod Krzyżem stojących wsparci, męki Twojéj zbawiennych skutków uczestnikami się stali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Boleśne pozdrowienie Matki Bożej

(Przez ś. Bonawenturę.)

Zdrowaś Maryo boleściś pełna Ukrzyżowany z Tobą, rozbolałaś Ty między niewiastami nad owocem żywota Twego Jezusem. Święta MARYO Matko Ukrzyżowanego, módl się za nami krzyżującemi grzechami naszymi Syna Twojego, a uproś nam łzy pokuty teraz, i w godzinę śmierci naszéj. Amen.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 156–160.

Footnotes:

1

Brev, Rom. Fest. S. Joan.

2

Objaw. Ś, Brygi. Ks. 7 r.

3

Ps. XXX. VII. 18.

4

Objaw. ś, Bryg.

5

Taul. vit. Chis.

6

Tren. II. 13.

7

Bern. hom XVI.

8

Łuk. II.

9

Arnold de Cruc. 7

10

Ś. Augu. Kaza. 109.

11

Ś. Bonav. de planetu B.N.

12

Łuk. XII.

13

Treny II 13.

Vide: Św. Pawła od Krzyża

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Machabeusze cierpienie
2020-03-29

Św. Eustazyusza Opata

Żył około roku Pańskiego 617.

Święty Eustazyusz przy końcu wieku szóstego żyjący, uczeń świętego Kolumbana i jego na Opactwo Lukselieńskie następca, pochodził z jednéj ze znakomitych rodzin Burgundyi. Wychowany był bardzo starannie i pobożnie przez stryja Biskupa Langrenańskiego, i wkrótce wielki uczynił postęp jak w naukach świeckich, tak i na drodze doskonałości chrześcijańskiéj. Zaledwie doszedł do lat młodzieńczych, a żywo przejęty uczuciem znikomości rzeczy ludzkich, wyrzekając się świetnego na świecie zawodu, który mu zapewniały i jego niepospolite zdolności i znakomite urodzenie, postanowił żyć w najściślejszém odosobnieniu.

W téj porze święty Kolumban zakonnik Irlandzki przybył do Francyi, i właśnie w Burgundyi, ojczyznie Eustazyusza, założył był sławny klasztor Lukselieński, który stał się na przyszłe długie wieki, kolebką wielkiéj liczby Swiętych, a w samych początkach zamieszkały już był przez sześciuset zakonników. Święty Eustazyusz jeden z pierwszych wstąpił do tego zakonu, i zajaśniał w nim zaraz jako wielki sługa Boży. Najściśléj zachowując wszelkie przepisy Reguły, wiódł życie nadzwyczaj umartwione, na skinienie przełożonego posłuszny, pokorą wszystkich przewyższał. On téż przyczynił się głównie, jako najbliższy uczestnik świętego Kolumbana w założeniu tego zgromadzenia, do zaszczepienia w niém ducha najwyższéj doskonałości zakonnéj, którym się ono od początków swego istnienia wsławiło.

Wszakże nie długo mógł tam zażywać ciszy klasztornéj. Święty Kolumban, przez gorliwość z jaką powstał na gorszące kraj cały nierządy królowéj Bruncholdy i jéj wnuka Tierego, króla Burgundzkiego, ściągnął ich zemstę na siebie. Wygnali go z kilku jego uczniami z klasztoru, a wkrótce potém i święty Eustazyusz, wystawiony na ciągłe prześladowanie ze strony urzędników królewskich, ze świętym Galem, udali się do Teodoberta króla Austrazyi, który na ziemiach swoich dał im przytułek. Tam wkrótce połączył się z nimi i święty Kolumban; tego Teodobert, który uczniów jego z łaskawością przygarnął, tém bardziéj jako ich mistrza i przełożonego chętnie i z oznakami szczególnego poważania przyjął. Dozwolił mu nawet z całego jego państwa wybrać jakie mu się spodoba miejsce, na pobudowanie klasztoru. Święty Kolumban, skrzętnie korzystając z tak łaskawéj ofiary, wziąwszy z sobą świętego Eustazyusza i świętego Gala, udał się brzegami rzeki Renu, aż do jeziora Konstancyjskiego, przeszedł do Szwajcaryi należącéj podówczas do Teodoberta, zatrzymał się w prowincyi Breganekiej, i tam klasztor wybudował.

Lecz zaledwie osiadł na tém miejscu, doszła go wieść że klasztorowi Lukselieńskiemu grozi zupełna zagłada, z powodu nowych gwałtów, jakich tam na zakonnikach dopuszczano się. Nie mogąc sam jako wskazany na wygnanie z Francyi udać się do tego kraju, aby braci ratować, posłał w swoje miejsce świętego Eustazyusza, mianując go tegoż klasztoru Opatem. Obaj ci Święci wielce się miłowali; cieszyli się nadzieją że już nierozdzielnie w jednym klasztorze służyć będą Panu Bogu, wielce ich przeto rozstanie to kosztowało. Lecz że właśnie taż służba Boża, którą oba jedynie mieli na celu, wymagała aby się rozłączyli, chętnie się zdobyli na tę ofiarę.

Święty Eustazyusz objąwszy Opactwo Lukselieńskie, wielką roztropnością, pokorą i miłością, tak potrafił zjednać sobie serca tych, którzy korzystając z niełaski królewskiéj w jaką popadli byli zakonnicy Lukselieńscy, usiłowali znieść ich klasztor zupełnie, że niebezpieczeństwo takowe odwrócił, a zachwiane istnienie tego zgromadzenia utrwalając na zawsze, stał się jakby drugim jego założycielem.

Lecz w skutek prześladowania jakiego doznawał ten klasztor od władzy świeckiéj, Eustazyusz zastał w nim nie tylko znacznie zmniejszoną liczbę: zakonników, lecz co było nierównie smutniejszém, znalazł i zupełny upadek karności zakonnéj. Wnet téż i przedewszystkiém zajął się przywróceniem jéj w całéj ścisłości, i rozbudzeniem w braciach ducha pokuty i bogomyślności. Ponieważ więcéj przykładem niż słowem nauczał, a bardziéj miłością i niezmordowaną słodyczą niż surowemi środkami brał się do tego trudnego dzieła, wkrótce tak mu Pan Bóg pobłogosławił, że zgromadzenie to wróciło do swoich karbów, i znowu zajaśniało cnotami najściślejszéj zakonności. Nadzwyczaj umartwione życie jakie prowadził, ciągłe posty, czuwania na modlitwie, wszystkie inne cnoty świętego zakonnika któremi w wysokim stopniu jaśniał, odżywiły siłą przykładu we wszystkich braciach ducha pokuty. Miłość jego ogarniająca wszystkich bez wyjątku i różnicy podwładnych mu zakonników, troskliwość i zabiegi o zaspokojenie wszelkich ich potrzeb, łagodność jego rządów obok nieustającéj czujności nad zachowaniem wszelkich przepisów Reguły, stosowanie się do nich przez niego samego w najdrobniejszéj wagi szczegółach — słowem wysokie cnoty osobiste jako Przełożonego, sprawiły że sława świątobliwości zakonników pod jego przewodnictwem zostających, daleko rozchodząc się, ściągnęła znowu do klasztoru Lukselieńskiego sam wybór dusz najprawdziwszego powołania, i wkrótce, miał on przeszło sześciuset braci pod swoim duchownym zarządem, a których prawie wszystkich imiona wpisane są w poczet Świętych lub błogosławionych.

Święty Eustazyusz, prócz cnót doskonałego zakonnika i świętego Opata, obdarzonym był od Boga i znakomitym darem wymowy. Ożywiony pragnieniem zbawienia jak największéj liczby dusz krwią Chrystusa Pana odkupionych, ustaliwszy w najdoskonalszéj karności swój klasztor, poszedł ogłaszać słowo Boże ludom jeszcze podówczas w pogaństwie żyjącym. Przebiegł najprzód krainę Warasków i dotarł aż do Bawaryi, a wszędzie mnóstwo dusz pozyskał Chrystusowi Panu.

Przez ten czas zły duch nowe nasunął mu w klasztorze Lukselieńskim trudności. Niejaki Apgrystus, dawniéj sekretarz króla Tierego, który wstąpił do tego klasztoru, najprzód wprowadził rozwolnienie w karności zakonnéj, a późniéj opuściwszy klasztor pod pozorem nawracania niewiernych, wwikłał się w sektę odszczepieńców w Akwilei powstałą. Eustazyusz wróciwszy ze swoich wypraw apostolskich, chciał go przywieść do posłuszeństwa: lecz zuchwalec ten nie tylko nie podał się swojemu Opatowi, lecz oskarżył go przed Soborem Makońskim, jako wprowadzającego do klasztoru Lukselieńskiego Regułę niewłaściwą i przeciwną duchowi Kościoła. Święty stawił się przed Ojcami na Soborze zgromadzonymi, oczyścił się z zarzutów mu poczynionych, i uzyskał zatwierdzenie Reguły, którą w klasztorze swoim wprowadził. Starał się zaś wszelkiemi środkami łagodności i miłości nawrócić Agrystusa, któremu nawet przepowiedział że jeśli się nie opamięta, wkrótce przyjdzie mu zdać z tego rachunek przed Bogiem. Agrystus głuchym się okazał na wszystko, i w tymże roku zamordowany przez sługę swego nędzną śmiercią zszedł z tego świata; co większa, podobnaż kara Boża, spotkała wkrótce i wszystkich jego współodszczepieńców.

Lecz za tego jednego odstępcę, dał Pan Bóg Eustazyuszowi wielką liczbę świętych uczniów. Z jego to klasztoru wyszli między innymi: Kagna Biskup Laoński, święty Eszaryusz Biskup Nojoneński, Ragnacy Biskup Bazylejski i mnóstwo im podobnych wielkich sług Bożych.

Eustazyusz widząc coraz bardziéj powiększającą się liczbę swoich zakonników w klasztorze Lukselieńskim, zaprowadził tam bezustanną Psalmodią; to jest, tak urządził odmawianie z kolei pacierzy kanonicznych w chórze, że dzień i noc bez przerwy najmniejszej, trwało tam opiewanie chwały Bożéj.

Nakoniec objawił mu Pan Bóg, blizką śmierć jego. Święty przymnożył pokuty, i w coraz większéj zatapiał się bogomyślności, gdy dotknięty został ciężką i nadzwyczaj dotkliwą chorobą. W niéj doznając niezmiernych boleści, usłyszał głos z nieba zapytujący go co woli: czy żyć jeszcze dni czterdzieści i doznać ulgi w cierpieniach, czy po trzydziestu dniach cięzkich boleści umrzeć. Święty pragnąc co prędzéj oglądać Boga, wolał więcéj cierpieć i żyć krócéj, byle tego szczęścia nie odwlekać, i dnia 29-go Marca roku Pańskiego 634 połą- czył się na wieki z Bogiem.

Pożytek duchowny

Jeśli nie możesz zdobyć się na to co Święci czynili, którzy woleli cierpieć aniżeli być od cierpień wolnymi, byle przez to przyśpieszyli sobie szczęście oglądania Boga, staraj się przynajmniéj przez pamięć na cierpienia Jezusa za ciebie poniesione, wszelkie dolegliwości jakie On na cię zsyła, bez szemrania i ze świętą cierpliwością znosić.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Eustazyusza Opata, łaską wielkiego pragnienia oglądania Cię co prędzéj w Niebie obdarzyć raczył; spraw prosimy, za jego zasługami, abyśmy wszelkie cierpienia nas dotknąć mogące, w duchu pokuty znosząc, tem prędzej po śmierci oglądać Cię mogli na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 248–250.

Tags: św Eustazyusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat cierpienie cierpliwość
2020-02-01

Św. Ignacego Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 110.

Niektórzy pisarze pierwszych wieków chrześcijaństwa utrzymują, iż święty Ignacy, którego dziś Kościół Boży obchodzi pamiątkę, był tém szczęśliwym dziecięciem, które Pan Jezus postawił był pomiędzy apostołami, gdy zalecając im pokorę, powiedział: iż nikt do Królestwa Niebieskiego nie wejdzie, kto przez tę świętą cnotę, nie stanie się do dziecięcia podobnym. (…) Dawne podanie kościelne utrzymuje, iż on pierwszy wprowadził zwyczaj śpiewania psalmów naprzemian, co uczynił po objawieniu, w którém słyszał dusze błogosławione, tym sposobem chwałę Trojcy Przenajświętszej opiewające.

„Oznajmiam wam, jak i wszystkim kościołom, że z wielką radością idę na śmierć dla Jezusa Chrystusa. Proszę was, nie kładźcie temu żadnej przeszkody, i nie brońcie mnie od pożarcia przez dzikie zwierzęta, które mnie zawiodą do Boga. Jestem ziarnem Chrystusowém, powinienem być zmielony zębami dzikich zwierząt, aby stać się czystym chlebem, godnym Pana Boga: powinniście więc pobudzać je przeciw mnie, aby mnie całkiem pożarły. Proście tylko za mną Jezusa Chrystusa, abym tym sposobem miłą mu stać się mógł ofiarą. Jedyna rzecz, któréj pragnę, jest aby zwierzęta, którym mnie na pastwę wydadzą, dobrze były wygłodzone, i żebym co prędzéj ujrzał się pomiędzy niemi. Oby to już nastąpiło, i oby mnie jak najrychléj pożarły! Nie chcę aby sie obeszły ze mną tak jak z niektórymi innymy Męczennikami, których ciał nie śmiały dotknąć. Jeśli sie na mnie nie rzucą, ja je sam pobudzę, aby mnie rozszarpały. Wybaczcie mi to, synaczkowie, ja sam wiem najlepiéj co dla mnie najkorzystniejszém być może. Teraz poczynam być uczniem Zbawiciela mojego: nie pragnę nic z rzeczy pod zmysły podpadających, i wszystkie je za nic sobie poczytuję, bylem Jezusa Chrystusa posiadł; niech ogień, krzyże, dzikie zwierzęta, połamanie wszystkich kości, poszarpanie wszystkich członków, i zgruchotanie całego ciała mojego, i wszystkie mędki szatańskie spadną na mnie, bylem cieszył się Chrystusem.”

Pożytek duchowny

Podziwiać należy, nietylko to męstwo z jakiém święty Ignacy śmierc za wiarę poniósł, lecz i to nadludzkie pragnienie, z jakiém szedł na męki. Gdy Pan Bóg tak nadzwyczajnéj cnoty po tobie nie wymaga: staraj się przynamniéj cierpienia wszelkie, jakie cię spotkać mogą, z miłości Boga, ze świętém poddaniem woli Jego, znosić.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę racz miłościwie wejrzeć, wszechmogący Boże; a gdy nas ciężar grzechów naszych przygniata, blogosławionego Ignacego Męczennika Twojego i Biskupa przemożne pośrednictwo niech nas wesprze. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 87-88.

Tags: św Ignacy biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczeństwo cierpienie
2019-11-02

Dzień zaduszny

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, Współżycie z Bogiem, 1960, t. II, s. 626-628:

Dzień Zaduszny zmusza nas do myślenia nie tylko o śmierci naszych drogich, lecz także o naszej własnej śmierci. Jest ona karą, a więc koniecznie niesie z sobą uczucie kary, lęku, niepokoju. Nawet Święci doświadczyli tego, a nawet sam Jezus chciał tego zaznać. Lecz Kościół przypomina nam słowa Pisma Świętego, mające nam dodać odwagi: "Błogosławieni umarli, którzy umierają w Panu… (Umierają bowiem) ażeby odpocząć od trudów swych; bo uczynki ich idą za nimi" (L. III Mszy: Obj 14, 13). Umiera życie ciała, umiera to, co ludzkie i ziemskie, lecz pozostaje życie ducha, zostają dobre uczynki spełnione, jedyne uposażenie, jakie dusza zabiera z sobą w tej wielkiej chwili i ono to czyni jej śmierć drogą: "Droga w obliczu Pańskim jest śmierć świętych Jego". Ta śmierć słusznie została nazwana dies natalis, dniem urodzin dla życia wiecznego. Jakże byśmy pragnęli, aby taką była nasza śmierć! Dies natalis, wprowadzający nas w szczęście oglądania Boga oraz rodzący nas dla niezniszczalnej miłości w niebie.

Lecz właśnie dzisiaj liturgia, zachęcając nas do modlitwy za wiernych zmarłych, przypomina nam, że między śmiercią a szczęśliwością wieczną znajduje się czyściec. Właśnie dlatego, że nasze dobre uczynki idą za nami, a nie wszystkie są dobre, albo jeśli nawet dobre, są pełne niedoskonałości i braków, koniecznym jest aby dusza, zanim zostanie dopuszczona do oglądania Boga, oczyściła się ze wszystkich swoich brudów. Gdybyśmy jednak byli doskonale wierni łasce, czyściec nie byłby potrzebny. Już tu na ziemi Bóg oczyszcza tych, którzy Mu się oddają całkowicie i pozwalają Mu urabiać się i kształtować wedle Jego upodobania. Nadto oczyszczenie dokonane na ziemi ma tę wielką korzyść, że jest zasługujące, czyli że pomnaża w nas łaskę i miłość na całą wieczność, podczas gdy w czyśccu cierpi się bez wzrastania w miłości. Oto powód, dla którego powinniśmy pragnąć oczyszczenia w tym życiu; ale nie możemy się łudzić: również na tej ziemi oczyszczenie całkowite wymaga wielkich cierpień. Jeśli teraz nie jesteśmy wielkodusznymi w cierpieniu, jeśli nie umiemy przyjąć tutaj na ziemie cierpienia pełnego ogołocenia, podobnego do cierpienia Jezusa na Krzyżu, nasze oczyszczenie będzie musiało koniecznie dopełnić się w czyśccu.

Myśl o tym miejscu zadośćuczynienia niechaj nas uczyni gorliwymi w modlitwach za dusze zmarłych, a równocześnie mężnymi w podejmowaniu cierpienia na wynagrodzenie własnych win.

Tags: Współżycie z Bogiem Czyściec cierpienie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.