Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Czyściec":

2020-12-22

Wielebnéj Krystyny, Dziwnéj

Żyła około roku Pańskiego 1224.

(Żywot jéj był napisany przez Jakóba z Witryaku Biskupa Achoeńskiego i Kardynała, naocznego świadka cudów które czyniła, a znajduje się w dziełach Dyonizyusza Kartuzyana i w Żywotach Świętych księdza Piotra Skargi, pod dniem 24 Lipca.)

Wielebna Krystyna, dla nadzwyczajnych szczegółów jakie w opisie jéj życia czytamy przezwana Dziwną, przyszła na świat około roku Pańskiego 1175 we Flandryi w małém miasteczku świętego Trudona z rodziców w ubogim stanie zostających. Po ich śmierci dwie jéj starsze siostry przeznaczyły ją do paszenia bydła w polu. Korzystając z samotności jakiéj tam zażywała, oddała się życiu bogomyślnemu i ostréj pokucie, tak że wkrótce do wysokiéj doszła świątobliwości.

Nie miała lat osiemnastu kiedy w ciężką chorobę zapadłszy umarła. Siostry, które ją bardzo kochały, rzewnie nad nią płakały, i na jaki mogły zdobyć się sprawiły jéj pogrzeb. Leżała na katafalku w kościele, kiedy w środku Mszy świętéj którą za jéj duszę odprawiał kapłan, wstała z trumny jak najzdrowsza, a gdy ludzie zgromadzeni uciekali, ona dostawszy się na schody wiodące na poddasze kościoła, tam się schowała. Gdy siostry i ludzie od strachu ochłonęli, sprowadzili ją z góry i zawiedli do domu, gdzie kilku kapłanów i wielu znajomych zeszło się zdziwionych i zaciekawionych tak nadzwyczajném zdarzeniem. Jeden z księży kazał jéj opowiedzieć co się z nią działo gdy umarła, aż do chwili gdy z trumny wstała. Na co Krystyna taką dała mu odpowiedź. „Jak tylko wyszłam z ciała, wzięli mnie słudzy światłości Aniołowie Boscy, i poprowadzili przez ciemne i straszliwe miejsce pełne dusz ludzkich, które tak srogie męki cierpiały, iż nietylko opisać, ale i wyobrazić sobie tego nie można. Ujrzałam tam i niektóre znajome mi osoby, i przejęta wielką litością, spytałam co to za miejsce, mniemając iż to jest piekło. Powiedziano mi iż to jest czyściec tych dusz które w pokucie zeszły, ale dostatecznie za grzechy swoje na tym świecie ukarane nie były. Ztamtąd zaprowadzili mnie do raju, i postawili przed tronem Boga; a ja widząc iż mnie Pan Bóg przyjmuje, niezmiernéj doznałam radości, sądząc iż tam już na wieki pozostanę. Lecz rzekł do mnie Pan Bóg: „Tak jest córko miła, będziesz tu ze mną, ale wprzód daję ci jeszcze dwie rzeczy do wyboru: albo w niebie już teraz pozostać, albo wrócić jeszcze do życia, abyś przez różne doznane w niém cierpienia wyzwalała z czysca te dusze, nad któremiś się dopiéro litowała, a pozostając jeszcze na ziemi, przykładem twoim drugich przywodziła do pokuty, i dopiéro potém z większą za moją łaską zasługą, tu napowrót przyjętą została.” Słysząc to, a przejęta wielką litością nad duszami w czyscu cierpiącemi, oświadczyłam że gotowa jestem powrócić do życia, i cierpieć za nich największe męki; poczém Pan Bóg rozkazał duszy mojéj połączyć się z ciałem. Niech tedy wszyscy wiedza pocom ja na ziemię na powrót posłana, i gdy widzieć będziecie dziwne moje sprawy, nie gorszcie się z tego, bo taka jest względem mnie, wola Boża.

Jakoż, od téj chwili, życie jéj było nie przerwaném pasmem rzeczy najnadzwyczajniejszych. Najprzód, tak jak zaraz po swojém zmartwychwstaniu pobiegła była na szczyt kościoła, tak odtąd ciągle takich miejsc szukała; wychodziła to na wieże, to na kościoły, to na najwyższe drzewa, i na nich zatopiona w bogomyślności, całe dnie bez pokarmu, i noce bez spoczynku przepędzała. Z początku, patrzano na to z podziwieniem, a pod wrażeniem tego co była wszystkiém o sobie opowiedziała zostawiono ją w pokoju. Lecz po niejakim czasie, przypisując to opętaniu, najprzód jéj tego zakazywano, a gdy nie słuchała, związano ją i do rodzaju więzienia wtrącono. Wiele tam i długo cierpiała, aż nocy pewnéj, chociaż silnie skrępowana była, uwolniła się od więzów i uciekła na puszczę. Tam przebyła dwa miesiące, mieszkając jak ptak po drzewach, a gdy jéj głód zaczął dokuczać, dziewicze jéj piersi wydawały rodzaj mleka, którém przez cały ten czas się żywiła. Wyszukana w tém miejscu znowu uwięzioną została, a po niejakim czasie krewni i znajomi uwolnili ją i zaprowadzili do miasta Luwaniu, do pewnego świątobliwego i uczonego kapłana, aby ten wziął ją pod swoje duchowne przewodnictwo. Znać że kapłan ten poznał w niéj Ducha Bożego, gdyż zaraz kazał Krystynie przystąpić do Komunii świętéj, i polecił aby jéj nie przeszkadzano w sposobie życia jaki prowadzi.

Odtąd zadawała sobie pokuty wszelkie ludzkie pojęcie przechodzące, a wszystkie ofiarując za dusze będące w czyscu. I tak: rzucała się w piec w którym ogień się palił; w nim takich cierpień doznawała że w niebogłosy krzyczała, a wychodziła ztamtąd bez najmniejszéj szkody i upalenia. Niekiedy znowu, gdy piec miał za mały otwór aby weń wejść mogła, kładła w ogień ręce albo nogi krzycząc od bolu, lecz wyjmując potém téż członki niespalone. To znowu, wskakiwała w kocioł wrząeéj wody, a stojąc w nim części ciała nieobjęte wodą polewała ukropem jęcząc i krzycząc od bolu, a wciąż ofiarując to za dusze czyscowe, i znowu z takiéj strasznéj kąpieli, wychodziła jakby ochłodzona. Kiedy rzeka Moza pod tém miastem płynąca, zamarzła, weszła pod lód przez przeręble, sześć dni tak przebyła, i wyszła zdrowa, skoro jéj to kapłan nakazał. Co jeszeze dziwniejsze: rzucała się w koło młyńskie kiedy było rozpuszczone; koło to gruchotało wszystkie jéj członki, lecz wychodziła z pod niego takąż jaką była kiedy podeń się rzucała. W mieście wiele było psów bardzo zajadłych; Krystyna szła pomiędzy nie, a czołgając się na czworakach, pobudzała je na siebie tak, że wszystkie na nią ze wściekłością się rzucały. Zdawało się że ją poszarpią w kawałki: lecz i z tego rodzaju zadanéj sobie za dusze czyscowe pokuty, bez szwanku wracała.

Po niejakim czasie, znowu zaczęli ludzie przypuszczać że jest opętaną. Krewni chcąc ją powtórnie uwięzić posłali po nią człowieka, który niemogąc jéj dogonić gdy przed nim uchodziła, cisnął za nią wielkim kamieniem, którym złamał jéj nogę i wtedy ją pojmał. Krystyna z największą cierpliwością i bez najmniejszéj do swego pokrzywdziciela urazy, związana i do krewnych odstawiona, w ściślejszém jeszcze więzieniu osadzoną została. Prócz tego skrępowali ją całą rodzajem drewnianych dybów, od których wkrótce ciało jéj pogniło, a na posiłek dawali jéj tylko trochę chleba tak suchego, że go ugryźć nie mogła. Leez i tam przyszedł jéj Pan Bóg w pomoc. Z piersi jéj znowu wydobyło się owo cudowne mleko, któróm się karmiła na puszczy, a którém i rany swoje namazawszy wnet je zleczyła, i chleb maczając posilać się niém mogła.

Nakoniec, niewiadomo z jakich powodów, krewni ci którzy ją tak dręczyli, upamiętawszy się nietylko uwolnili ją z więzienia, lecz przejęci wielkim żalem za okrucieństwo z jakiém się z nią obchodzili, z płaczem prosili ją o przebaczenie. Krystyna rzuciła się w ich objęcia i serdecznie uściskała mówiąc, że najmniejszego do nich żalu mieć nie może, bo przecież wiedzieć powinni iż ją na to Pan Bóg powtórnie na ziemię zesłał, aby jak najwięcéj cierpiąc, najwięcéj dusz z czysca wybawiła.

Gdy na wolności się znalazła, znowu owe cudowne pokuty o których wyżéj się powiedziało, zadawała sobie. Mnóstwo się ludzi do niéj zbiegało. Wielu ciężkich grzeszników pobudzało to do skruchy, a wszystkich zachęcało do tém gorliwszego za dusze czyscowe nabożeństwa. Lecz wielu téż słabéj wiary gorszyło się tém, i ci przypisywali to opętaniu. Co widząc osoby pobożne, prosiły Pana Boga aby uskromił owe cuda w Krystynie, i aby się w jéj sprawach nie tak wysoko ręka Boska wznosiła, przez wzgląd na słabość wiary wielu tamecznych mieszkańców. Wysłuchał Pan Bóg tych modlitw, i odtąd życie Krystyny nie było już tak nadzwyczajném. Częściéj przebywała z ludźmi, chorym po ich mieszkaniach i szpitalach usługiwała, największą zaś miała litość nad umierającemi. Tych do ostatniéj chwili nie odstępowała, posiadając szczególny dar do pobożnego przygotowania na przyjęcie ostatnich Sakramentów świętych i na godzinę śmierci. Od téj usługi nie wyłączała nawet Żydów, których tam wielu mieszkało, mówiąc, iż Pan Jezus tak dalece do karania nie jest skwapliwym, że i wielu z tych nieszczęśliwych zaślepieńców, w ostatniéj ich godzinie oświecać i nawracać raczy. Lecz z drugiéj strony, z wielką gorliwością nakłaniała wiernych, aby do ostainiéj godziny pokuty nie odkładali. Opowiadała bowiem że w czyscu, do którego zaprowadzona była niegdyś, widziała miejsce przy samém już piekle będące, przeznaczone dla tych, którzy po ciężkich grzechach, dopiéro przy saméj śmierci jednają się z Bogiem. Mówiła przytém że to miejsce nie mniejsze ma męki od tych których doznają w piekle potępieńcy, z tą tylko różnicą, że mają nadzieję wybawienia, i że szatani jeszcze wściekléj się nad temi duszami niż nad potępionemi pastwią, gdyż wiedzą że przyjdzie czas, gdy nad niemi władzy mieć nie będą.

Chociaż krewni chętnie ją chcieli swoim kosztem utrzymywać, nigdy nie chciała żyć inaczéj jak z jałmużny: mówiąc iż to dla tego czyni, żeby tym którzy ją wspieraią dała sposobność dobrze czynienia, gdyż przydawała: „Nic skuteczniéj u Pana Boga nie uprasza miłosierdzia dla największych grzeszników, jak gdy oni czynią miłosierdzie nad bliźnim.” Zwykle téż żebrała u ludzi najgorszych, doznając ztąd bardzo często upokorzeń i najdotkliwszych obelg; a za to wielu takim wypraszała u Pana Boga najszczersze nawrócenie. Był w Luwaniu pewien mieszkaniec, znany powszechnie z bezbożności i najgorszych obyczajów, a przytém bardzo skąpy. Razu pewnego Krystyna niespodziewając się dostać od niego nic więcéj, poszła prosić o szklankę wody. Ten widząc kobietę nadzwyczaj wątłą i mizerną, kazał jéj dać wina. Krystyna napiła się trochę, a człowiek ten wkrótce zachorował i umarł pojednawszy się z Panem Bogiem i objawiając największą skruchę.

Zdarzało się także, że kiedy dostawała posiłek od osób które się cudzą krzywdą były zbogaciły, i gdy go pożywała w ich oczach, takich strasznych doznawała boleści i takie wtedy czyniła akty skruchy z powodu że się cudzą krzywdą żywi, iż nieprawych właścicieli pobudzała do żalu, i niektórzy z nich sami z siebie połowę mienia swojego oddawali tym od których je nieprawnie nabyli.

Na takich uczynkach prawdziwego apostolstwa, spędziła Krystyna lat około trzydziestu, a trudno policzyć ile dusz z czysca wybawiła, i ile żyjących wyrwała z ciężkich grzechów i pojednała z Bogiem. Na rok dopiéro przed śmiercią, większéj samotności szukała. W tym celu osiadła u zakonnic w klasztorze świętéj Katarzyny. Tam budowała wszystkie siostry swoim przykładem, pokorą, słodyczą w obcowaniu z drugiemi, ostrą pokutą któréj do śmierci nie zaniedbywała i łaską wysokiéj bogomyślności, którą ją Pan Bóg obdarzał. Zpomiędzy wszystkich zakonnic, najbliżéj żyła z jedną imieniem Beatryks. Nie miała łóżka, i zwykle tam było miejsce jéj spoczynku gdzie ją noc zastała. Razu pewnego prosiła Beatryksę aby, nikomu nie niemówiąc, przygotowała jéj łóżko, a gdy się w nie położyła, przyzwała kapłana i wszystkie ostatnie Sakramenta święte z uczuciem najwyższéj wiary i pobożności przyjęła. Potém obawiając się aby gdy rozejdzie się wieść że umiera, nie ściągnęło to do niéj wiele osób, które mając ją w wielkiéj czci o błogogławieństwo prosić będą, a lękając się aby ją to w próżną chwałę nie wbiło, prosiła Pana Boga, aby zaraz umarła: co téż i stało się.

Tymczasem Beatryks, pobiegła po wszystkie zakonnice i sprowadziła je do łóżka Krystyny, a widząc ją już nie żywą, przyskoczyła do niéj i zawołała: „Czyż godziło się Krystyno, nie pożegnawszy nas i nie pobłogosławiwszy, tak z tego świata odejść?” A potém pełna ufności w Bogu, nachyliwszy się do jéj twarzy przydała: „Tyś żyjąc, zawsze mi posłuszną była: zaklinam cię teraz przez Pana Jezusa, abyś mnie i teraz usłuchała: powróć na ziemię i pobłogosław siostry moje.” Na te słowa Krystyna ożyła, a zwracając się do Beatryksy rzekła: „Czemuś siostro droga, przeszkodziła pokojowi mojemu? Jużem do Chrystusa zaprowadzona była.” A potém widzac siostry wokoło siebie klęczące, przeżegnała je, Matce Bożéj poleciła, i już tą razą na zawsze oddała Bogu ducha, roku Pańskiego 1224. Ciało jéj spoczywa w tymże kościele swietéj Katarzyny, i po dziś dzień wielkiemi cudami słynie; dotąd jeszcze jednak, w poczet tych Świętych którym cześć publiczną odawać wolno, przez Stolicę Apostolską nie jest zaliczona.

Pożytek duchowny

To coś czytał w żywocię wielebnéj Krystyny, o cierpieniach jakie dognają dusze w Czyscu zatrzymane, i o jéj gorliwości w niesieniu im ratunku, powinno cię pobudzić do wielkiego za dusze zmarłe nabożeństwa. Oblicz się szczególnie z sumieniem, czy pamiętasz o tych duszach, którym nieść ratunek po ich śmierci, jesteś z jakiegokolwiek powodu obowiązanym.

Modlitwa

Niech nas Panie przykład służebnicy Twojéj, wielebnéj Krystyny, którą szczególną nad duszami w czyscu zatrzymanemi litością obdarzyć raczyłeś, pobudzi za łaską Twoją do niesienia im, wedle możności naszéj, ratunku jakiego od nas oczekują. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1106–1109.

Tags: wiel Krystyna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pasterz Czyściec pokuta jałmużna
2020-11-03

Św. Malachiasza, Arcybiskupa Armachańskiego

Żył około roku Pańskiego 1148.

(Żywot Jego był napisany przez świętego Bernarda, Opata Klarowaleńskiego.)

Święty Malachiacz z rodziców znakomitych rodem i wielkim majątkiem, przyszedł na świat w Irlandyi roku Pańskiego 1094. Matkę miał wielce pobożną, która go w bojaźni Bożéj wychowała. W naukach znakomity uczynił postęp, u w pobożności jeszcze większy. Od najmłodszych lat zwykł był uchylać się na osobność, i tam długie godziny na modlitwie trawił, a i pracą jaką zajęty, lub z ludźmi obcując, ciągle myśl i serce do Boga podnosił.

Dorosłszy lat młodzieńczych, widząc że niełatwo zbawienie wśród światowego życia, postanowił usunąć się od niego. Mieszkał wówczas w mieście Arydonaku, gdzie właśnie ukończył był swoje nauki Malachiasz, pewien mąż wielkiéj świątobliwości imieniem Imaryusz, który przy kościele wystawiwszy mały domek, mieszkał w nim samotnie, prowadząc życie w wielkiéj surowości, a modlitwie i pracy tylko oddane. Malachiasz udał się do niego, prosząc aby go pod swoje przewodnictwo duchowne przyjął. Pozostając przy nim, ćwiczył się w posłuszeństwie i w pokorze, wiernym był cnót jego naśladowcą, i przykładem swoim wielu innych do podobnego żywota zachęcił. Biskup tedy tameczny, oceniając jego wysokie cnoty, wyświęcił go na Dyakona.

Święty Malachiasz spełniając z wielką pobożnością, obowiązki swoje w kościele, miał szczególne nabożeństwo do grzebania ubogich. Siostra jego osoba bardzo światowa, uważając tę usługę niezgodną z jego znakomitém urodzeniem, robiła mu z tego powodu ciągłe wymówki, stosując niewłaściwie do niego to słowa Pana Jezusa: „Pozostaw umarłym grzebać swoje umarłe” 1. „Biednaś ty, odpowiedział jej Malachiasz: znasz te Boskie słowa, ale znaczenia ich nie rozumiesz” i daléj tego rodzaju swoje uczynki miłosierne spełniał. Gdy zaś taż siostra jego, zapamiętale światowemu życiu się oddała, nie chciał jéj już odtąd widywać chociaż bardzo ją kochał.

Mając lat dwadzieścia pięć wyświęcony został na kapłana, a nawet Biskup uczynił go wkrótce potém swoim jeneralnym Wikaryuszem, zwierzył mu głoszenie Słowa Bożego i użył go wyłącznie do wykorzenienia różnych nadużyć, które wówczas w całym kościele Irlandzkim powkradały się były. Święty zajął się czynnie temi ważnemi obowiązkami, i wiele w całym kościele tego kraju dobrego zrobił, zwłaszcza przez zaprowadzenie wszędzie w obrzędach kościelnych zwyczajów Rzymskich, od których wielce odstąpili podówczas Irlandczykowie.

Tymczasem siostro jego, wyżéj wspomniana, umarła. Modlił się Malachiasz serdecznie za jéj duszę przez pewien czas, i odprawiał Msze święte. Lecz potém przez cały miesiąc tego zaniechał. Razu pewnego, we śnie usłyszał głos mówiący mu, że siostra jego na cmentarzu utyskuje z płaczem, że od trzydziestu dni zostaje bez posiłku. Przebudziwszy się zrozumiał że to chodziło o te trzydzieści dni przez które przestał za jéj duszę modlić się. Zaczął więc to znowu czynić, i co dzień za nią Mszę świętą odprawiał. Po niedługim przeciągu czasu, ujrzał ją przy drzwiach kościelnych, lecz niemogącą przejść progu i w czarném ubraniu. Modlił się więc za nią jeszcze usilniéj, i ujrzał ją w ubraniu popielatém, przypuszczoną do wnętrza kościoła, w którym wolno jéj było przybliżyć się do ołtarza. Nakoniec po raz trzeci okazała się mu w liczném gronie dziewic ubranych w białe szaty jaką i sama miała na sobie, a przy tém oblicze jéj było rozpromienione.

Święty Malachiasz, wierny swojemu pierwotnemu powołaniu, zawsze wzdychał do życia samotnego, a przynajmniéj klasztornego. Był w Irlandyi klasztor w Benchor, z którego powstało wiele klasztorów po całéj Irlandyi i Szkocyi. Posiadał on niegdyś trzy tysiące zakonników, którzy zmieniając się kolejno w chórze, dzień i noc chwałę Bożą opiewali. Korsarze Duńscy, napadłszy na ten klasztor, w jednym dniu wymordowali dziewięciuset zakonników, resztę rozpędzili i gmach obrócili w perzynę. Ziemia ta dostała się w posiadanie zamożnego pana Irlandzkiego, a wuja Malachiasza. Ten otrzymał ją od niego w darze, z jego hojności nanowo klasztor wybudował i zakonikami go napełnił, do któréj liczby i tenże wuj jego zależał. Gdy zaś i sam do niego wstąpił, został przez Biskupa zamianowany Przełożonym, i wtedy nietylko władzą, lecz przykładem wszystkich cnót zakonnych i osobliwszą surowością swoich umartwień, braciom przewodniczył.

Niedługo jednak téj ciszy klasztornéj, zażywać mógł Malachiasz. Wkrótce bowiem potém wybrany został na Biskupa Konereckiego. Wymawiał się od tego, lecz za radą i rozkazem Imaryusza którego zawsze miał ojcem duchownym, przyjął tę godność. Zastał w swojém Biskupstwie lud tak zepsuty, że tylko imię chrześcijan nosili, rzeczą samą byli poganami. Pożycia małżeńskie były nieprawne, do spowiedzi nikt nigdy nie chodził, kapłanów prawie nie mieli, a ztąd ani służby Bożéj, ani kazań, ani żadnéj nauki w religii. Zajął się téż święty Malachiasz z całą gorliwością nieszczęsną tą trzódką powierzoną jego pasterskiéj pieczy. Ale z dzikim i twardego serca ludem, miał do czynienia. Do kościoła oni na kazania nawet które chciał miewać kilka razy dziennie, nikt nie przychodził. Puścił się tedy na misyą pomiędzy nich święty ten Biskup. Już nie tylko od miasta do miasteczka, od wsi do wioski, ale od chaty do chaty roznosił im Słowo Boże, uczył prawd wiary, miękczył kamienne serca, błagał i zaklinał aby Boga i Jego świętą religią poznać chcieli, i jéj prawa wypełnić. A po całodziennéj ciężkiej takiéj pracy, i często niewdzięcznéj, całą noc przepłakał przed Bogiem, wzywając miłosierdzia nad ślepotą ludu tego, i pragnąc aby ich Pan Bóg nawrócić raczył. I nakoniec tak kołaczącemu otworzono, tak modlącemu się, dał Pan Bóg to o co prosi. Powoli ów lud zaczął się przysłuchiwać jego naukom; z początku to na ulicach, to na placach w miasteczkach i wsiach, które przebiegał a pociągnięty jego Świętą wymową, i do kościołów tłumnie zaczął się garnąć, obyczaje swoje prostować, do Sakramentów uczęszczać, aż nareszcie przyszło i do tego, że mieszkańcy Dyecezyi Konereckiéj zasłynęli jako wzorowi i bogobojni chrześcijanie.

Gdy taką świętobliwością zajaśniał mąż Boży na swojém Biskupstwie, obrano go na Arcybiskupa całéj Irlandyi. Stolica ta założona od świętego Patrycyusza, z upływem czasu wielkiemi dobrami uposażoną została. To sprawiło, że Arcybiskupstwo to stało się zdobyczą możnych rodów, z których ludzie świeccy, w skutek niesłychanego nadużycia, nie mając żadnego święcenia, przywłaszczali sobie tytuł Arcybiskupa, byle dochodów z dóbr tych używać, i jeszcze inne w Irlandyi kościoły ciemiężyć. Taki stan rzeczy trwał przeszło lat sto, do czego wielce się przykładały niesnaski ciągłe pomiędzy panującemi książętami, których podówczas bardzo wielu w tém państwie było. Lecz gdy Malachiasz, ze zgodą owych królików Arcybiskupem został, taką zjednał sobie swoją świątobliwością, nauką i gorliwością, między nimi powagę, że wszyscy zgodzili się, aby odtąd Stolica Arcybiskupia, według praw Kościelnych bywała osadzona i rządzona. Jednak niemało w tém wszystkiém doznał nasz Święty trudności.

Wielu z najzamożniejszych panów Irlandzkich przywłaszczywszy sobie dobra kościelne, nie tylko ich zwrócić nie chcieli, lecz się ciągle wdzierali do spraw duchownych. Musiał Arcybiskup mężnie, a nieraz z niebezpieczeństwem życia, stawić im czoło. Wielu tym sposobem przywiódł do upamiętania, innych Bóg jawnie pokarał, tak że nędznie poginęli: nakoniec przyszło wszystko do właściwego porządku, i Malachiasz spokojnie już swój urząd Pasterski mógł sprawować.

Lecz wtedy złożył on godność Arcybiskupią, naznaczając na swoje miejsce Galazyusza, Prałata wieliéj Świątobliwości, sam do pierwszego swego biskupstwa wróciwszy udał się do Rzymu, żeby dla Arcybiskupów Irlandzkich dla przydania im większéj przed udzielnymi Panami powagi, i w celu uniknienia nadal podobnych jakie przedtém pojawiły się były z ich strony nadużyć, wyjednać Paliusz u Papieża. W téj podróży gdy przez czas pewien zatrzymał się w klasztorze Klarawalli, gdzie był opatem święty Bernard, obaj ci wielcy słudzy Pańscy, bardzo się pokochali. Za przybyciem do Rzymu, uzyskał u Papieża Innocentego II wszystko o co prosił dla kościoła Irlandzkiego. Sam zaś chciał zrzec się i Biskupstwa, by w klasztorze świętego Bernarda zostać zakonnikiem. Lecz Papież na to nie przystał, a zdjąwszy z siebie Infułę i Stułę włożył je na świętego Malachiasza, i Legatem go swoim do całéj Irlandyi zamianował.

Wróciwszy do ojczyzny, zajął się gorliwie tym wysokim urzędem, a nietylko nie chciał mieć żadnych zapewnionych sobie dochodów, lecz nawet na codzienny stół swój i na mieszkanie, nie mając nic przeznaczonego, żył z jałmużny. Przebiegając całą Irlandyą, jako Legat Papiezki, wszystkie te podróże na wzór Apostołów, pieszo i o żebranym chlebie odprawiał.

Świątobliwość téż sługi Swojego, Pan Bóg, licznemi cudami za życia jeszcze, przed ludźmi uświetniać raczył. W pielgrzymkach apostolskich które ciągle odbywał, wielką liczbę ciężko chorych modlitwą swoją uzdrowił. Syna króla Dawida, już prawie umarłego do życia przywołał. Na tymże dworze królewskim nieméj niewieście mowę, a pomieszanie zmysłów cierpiącéj zdrowy rozum przywrócił, i wiele innych wleczeń, Pan Bóg przez niego sprawił. W mieście Korkagu, przy wyborze Biskupa do zgody przyjść nie mogli. Malachiasz udał się tam, i zamianował na Biskupstwo, wielkiéj świątobliwości pewnego ubogiego człowieka. Powiedziano mu że śmiertelnie chory, a on posłał po niego mówiąc: „Niech usłucha Legata Papiezkiego, a posłuszeństwo go uzdrowi.” Jakoż chory zdrów najzupełniéj przyszedł do kościoła, i zaraz na Biskupa wyświęcony został. Zawezwany do pewnéj umierającéj niewiasty, nieprzypuszczając żeby była blizką śmierci odłożył Olejem świętym namaszczenie do dnia następnego, a tymczasem chora w nocy umarła. Przybiegł Malachiacz, i z płaczem podniosłszy ręce ku Bogu zawołał: „Panie! jam zgrzeszył nieroztropną odwłoką udzielenia jéj Sakramentów, a nie ona, która ich pragnęła!” i całą noc z Kapłanami swoimi psalmy przy niéj śpiewał, ze łzami błagając Boga, aby jéj życie chociaż na chwilę przywrócił, i wysłuchanym został. Nad rankiem umarła ożyła, a Święty udzielił jéj ostatnie Sakramenta, które pobożnie przyjąwszy powtórnie zasnęła w Panu.

Święty Malachiasz bardzo sobie życzył, aby mógł umrzeć i być pogrzebion w klasztorze świętego Bernarda w Klarawalli. I tak się téż stało. W podróży, którą powtórnie odbyć miał do Rzymu w sprawach kościoła Irlandzkiego, przybywszy do Klarawalli zachorował. Dla przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych wstał i poszedł do kościoła. Powróciwszy, położył się napowrót, pobłogosławił zakonników, i prosił aby poszli ma spoczynek, bo to było w nocy. O północy zaś gdy święty Bernard nad nim psalmy odmawiał, Malachiasz oddał Boga ducha, dnia 2-go Listopada, roku Pańskiego 1148. Święto jego z powodu wczorajszéj uroczystości, na dzień dzisiejszy jest przeniesione.

Pożytek duchowny

Podziwiaj moc i miłosierdzie Boże, w cudzie jaki uczynił święty Malachiasz, wskrzesiwszy niewiastę umarłą przed przyjęciem ostatnich Sakramentów; lecz z tego naucz się, jak niebezpieczném jest odkładać takowe. Postanów téż, o ile to od ciebie zależeć będzie, nakłaniać niebezpiecznie chorych do wczesnego przyjęcia Sakramentów świętych, a dla siebie samego, zamów podobnąż usługę chrześcijańską, u którego z Twoich najbliższych przyjaciół.

Modlitwa

Boże! któryś na prośby błogosławionego Malachiasza Wyznawcy i Biskupa Twojego, cudowném wskrzeszeniem umarłéj, dał jéj czas przyjąć ostatnie Sakramenta święte, daj i nam, prosimy przez jego zasługi i pośrednictwo, w godzinie naszéj śmierci godnie je przyjąć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 942–945.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 878–879

Nie odkładajmy ostatniego na maszczenia Olejem ś w., lecz w razie ciężkiej niemocy sposóbmy się wcześnie na drogę wieczności, gdyż

  1. sakrament ten pomnaża łaskę uświęcającą;
  2. wyjednywa nam odpuszczenie grzechów powszednich, a nawet śmiertelnych, z których chory lub umierający nie mógł lub zapomniał się wyspowiadać;
  3. umarza i niweczy pozostałości grzechów już przebaczonych, przez co rozumiemy np. pewną skłonność do złego, stronienie od dobrego, ociężałość we wznoszeniu myśli do Boga, niepokój sumienia i wszystkie inne niedoskonałości i utrapienia, które pozostają w duszy i wtedy, gdy się z plam grzechowych oczyściła;
  4. pociesza i krzepi duszę chorego, dodaje mu siły do cierpliwego znoszenia bólów, oparcia się pokusom szatańskim i uwalnia go od obawy śmierci;
  5. niejednokrotnie przywraca choremu zdrowie, jeżeli to wyzdrowienie z dopuszczenia Boga ma wyjść choremu na korzyść. Nie odkładajmy przeto namaszczenia Olejem świętym aż do ostatniej chwili, jeśli dbamy o własne dobro, zdrowie ciała i duszy, jako też zbawienie duszy!

Footnotes:

1

Mat. VIII. 22.

Tags: św Malachiasz z Armagh „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pogrzeb Czyściec nawrócenie św Bernard Namaszczenie Chorych
2020-11-02

Dzień Zaduszny

Nabożeństwo to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1000.

(Historya tego nabożeństwa i pobudki do niego.)

Dzień Zaduszny, jest dniem poświęconym przez Kościół dla niesienia ratunku duszom w czyscu zatrzymanym. Jak więc w dniu wczorajszym Kościół wojujący, oddawał cześć Kościołowi tryumfującemu i polecał się jego pośrednictwu i modlitwom, tak znowu dziś swojemi modlitwami i pośrednietwém do Boga wspiera Kościół cierpiący, i stara się jak największą liczbę dusz przenieść z niego do Kościoła tryumfującego.

Jestto artykułem wiary naszéj, że Czyściec istnieje. Są dusze, które schodząc z tego świata, albo nie miały grzechu śmiertelnego na sumieniu, albo przez szczerą pokutę dostąpiły jego odpuszczenia, obciążone jednak grzechami powszedniemi, i niezupełnie zadość uczyniwszy sprawiedliwości Boskiéj za grzechy śmiertelne chociaż przebaczone, nie są dość doskonałemi i czystemi, aby wprost do Nieba pójść mogły. Takie więc, pozostają przez mniéj lub więcéj długi czas w pewném miejscu, gdzie się z tych pozostałości grzesznych oczyszczają, i dla tego miejsce to nazwano jest Czyscem. Od samego początku swego istnienia Kościół modlił się zawsze za te dusze, opierając się na tych słowach pisma Bożego: „Ścięta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów, [to jest od kary za grzechy jakie w czyscu ponoszą], rozwiązani” 1. Wyłączano od tego tych tylko, którzy schodząc z tego świata oderwani byli od jedności Kościoła. Mamy tego wyraźne ślady w dziełach Ojców Kościoła z pierwszego wieku, jako téż i w pozostałych z tejże pory różnych modlitwach Kościelnych. Lecz przez długi czas ograniczano się na modleniu się za zmarłych jużto prywatnie, już wspominając o nich przy każdéj Mszy świętéj i pacierzach kapłańskich, jużto odprawiając za nich zwykłe Msze święte. Nie było jednak dnia odrębnie na nabożeństwo w tym celu odprawiane wyznaczonego, i nastąpiło to dopiéro w początkach XI-go wieku.

Pod tę porę żył święty Odilon, Opat Kluniaceński, który szczególną był przejęty litością nad duszami w czyscu zatrzymanemi. Mając rozliczne dowody jak wieki przynosi się duszom tym ratunek gdy się za nie modlimy, i jak to mile Pan Bóg przyjmuje, wyznaczył we wszystkich klasztorach swojego zakonu dzień, w którymby w sposób szczogólny, corocznie odprawiało się nabożeństwo za dusze w czyscu będące. Obrał na to dzień zaraz po uroczystości wszystkich Świętych następujący, jako najwłaściwszy, aby przez wyprowadzenie wielu dusz w czyscu będących, rozweselić i powiększyć grono błogosławionych duchów, w wigilią tegoż dnia czczonych. Zaś odpowiadało to tak dalece duchowi i pragnieniu Kościoła powszechnego, że niedługo po tém, postanowienia Papieskie rozciągnęły to nabożeństwo do całego chrześcijaństwa, z wielką wszystkich wiernych pociechą.

Jakoż, cóż może być słuszniejszego, co bardziéj właściwego téj uczynnéj miłości bliźnich która powinna być cechą każdego prawowiernego chrześcijanina, jak gorliwe i skuteczne niesienie ratunku świętym duszom w Czyscu cierpiącym! Sąto wybrańcy Pańscy, którzy po pewnym czasie, w Niebie będą zażywać wielkich względów Bożych. Sąto wierni słudzy Chrystusowi nabyci przenajświętszą krwią Jego, którzy wprawdzie cierpią teraz, lecz z czasem dostawszy się do Jego królestwa, w stójnasób odwdzięczą się za to co się dla nich uczyni. Sąto blizcy nasi krewni, rodzice, dzieci, przyjaciele, dobroczyńcy, siostry i bracia, którzy wyglądają od nas ratunku, którzy mają do niego wszelkie prawo, i o który rzewnie nas proszą, z ciemnicy w jakiéj są zamknięci wołając temi słowy Pisma Bożego: „Zmiłujcie się nade mną, zmiłujcie się nade mną przynajmniéj wy przyjaciele moi” 2.

„Ojcze mój! matko moja! woła do ciębie dziecię które tak kochałeś, i tyleś łez po jego stracie wylał, doznaję cierpień wyobrażenie przechodzących, w tym przybytku boleści, gdzie mnie sprawiedliwość Boska zatrzymać musiała. Możecie mnie poratować nietrudną dla was rzeczą: jałmużna ubogiemu w tym celu uczyniona; modlitwa zaniesiona za mnie, Msza święta za moję duszę odprawiona, mogą mnie wywieść z tych gorejących płomieni, mogą przyśpieszyć moje wyzwolenie. Czyż obojętnemi będziecie, na tak ciężkie cierpienia moje? Bardzo podobném jest, że pędzéj czy późniéj, w takiéj jak ja teraz, wy zostawać będziecie potrzebie; jeśli już wtenczas będę w Niebie, wstawię się z całego serca do Pana Boga za wami, aby was z waszych cierpień wyzwolić, i was także na łonie Swojém czém prędzéj umieścić raczył.” – „Synu mój, córko moja, woła znowu ten ojciec lub matka, pogrążeni w płomieniach czyscowych, miejcie litość nad tymi którym tak wiele zawdzięczacie, którym po Bogu winniście i życie i to co na ziemi posiadacie. Niech nasze jęki poruszą serca wasze; poratujcież nas ciężko cierpiących. Nie wymagamy od was nic nadzwyczajnego: tylko uczynków miłosierdzia, modlitw, i pamięci o nas przed Bogiem. Co dla nas zrobicie, to wam Pan Bóg i na tym Świecie na którym żyjecie, i w Niebie nagrodzi.

Otóż dla pobudzenia to nas do spełnienia tego obowiązku miłości i sprawiedliwości nawet, Kościół Święty, przez obrzędy dnia dzisiejszego, stara się go nam przypomnieć, i rozbudzić w sercach naszych, należną o duszach zmarłych pobożną pamięć a to przez te wszystkie Msze święte za dusze zmarłych odprawiające się, przez to Nabożeństwo żałobne, przez ten Katafalk urządzony na środku Kościoła, a na którym widzieć powinniśmy jakby złożone ciała wszystkich najdroższych nam zmarłych, a szczególnie tych o których duszach mamy zkądkolwiek wypływający obowiązek pamiętania w sposób szczególny.

Żadne cierpienia doczesne tu na ziemi ponoszone, iść nie mogą w porównanie z cierpieniami, jakich doznają dusze w Czyscu zatrzymane. Jestto powszechnie przyjętém zdaniem że jedna godzina cierpienia: czystowogo, sroższą jest od największego cierpienia tu ma ziemi przez kilkadziesiąt lat ponoszonego. Co większa, niektórzy Ojcowie utrzymują że ogień którym dusze tam są oczyszczane, gwałtowniejszym jest nawet od ognia piekielnego; a to jak mówią dla tego, że będąc on czasowym a nie wiecznym jak piekielny, gwałowniejszym jest co do siły, nie mając być równym tamtemu co do trwałości. Tęsknota zaś za Bogiem, którą także dotknięto są dusze w czyscu zatrzymane, jest tak niezmierną, że gdyby kto z żyjących tu na ziemi chociaż na najkrótszą chwilę jéj doznał, wnetby od niéj umarł. Słowem, dusze w Czyścu zatrzymane, są to istoty tak cierpiące jak tu na tym świecie nikt, chociażby najbardziéj godnym był pożałowania, cierpiącym być nie może.

Gdybyś w tym stanie widział obcą ci zupełnie osobę, owszem wroga twojego, litością byś się przejął; a tymczasem ci o których tu idzie, sąto twoi przyjaciele, twoi krewni, twoi bracia, twoi dobroczyńcy, albo twoi rodzice, którzy goreją w tych strasznych ogniach! I kto wie może, takich niezmiernych doznają cierpień za to że cię zanadto kochali, zanadto ci pobłażali, zanadto ci dóbr, któremi się cieszysz, zostawili. Czyż nieczułym będziesz na ich stan tak bolesny? Strapione te dusze błagają cię o ratunek, żebrzą go u ciebie, domagają się go w imię téj miłości którą mieli ku tobie, a odwołują się do téj którą dla nich mieć powinieneś. A cóż dopiéro powiedzieć o tych duszach, które tam cierpią głównie z twojéj winy: bo albo dla tego żeś je nie powstrzymał od grzechu kiedy mogłeś i powinieneś to był uczynić; albo żeś swojém postępowaniem przywiódł je do takowego, albo-li téż słowem, przykładem lub jakiémkolwiek zgorszeniem, do złego zachęcił, a więc stałeś się głównym, a może jedynym sprawcą tych strasznych cierpień, jakie teraz ponoszą!

Owóż wszystkie te dusze tak srogo dotknięte, i zmuszone według wyrażenia Pisma Świętego co do ostatniego szelążka wypłacić się Sprawiedliwości Bożéj, same w niczém sobie ulgi przynieść nie mogą. Lecz ty, z nieprzebranego miłosierdzia Bożego, małym kosztem zadość uczynić możesz za nie, téjże sprawiedliwości Bożéj. Modlitwa za nich zaniesiona, jałmużna w tym celu uczyniona, Msza święta na tę intencją wysłuchana, umartwienie jakowe ciała, dobry jaki uczynek który spełnisz w chęci ratowania dusz tych, wielką w ich cierpieniach przynieść im może ulgę, a nawet i od razu wyzwolić i wprowadzić ich do przybytków niebieskich, gdzie ich czekają niewymowne radości i wieczne wesele na łonie Boga. Któż z nas, chyba bez serca człowiek, odmówiłby usługi tak mało go kosztującéj, a tak wielkie sprowadzającéj dobrodziejstwa na osobę dla któréj się czyni? Któżby, mówię jéj odmówił chociażby ostatniemu z ludzi w niewoli jęczącemu, i nie chciał go wyzwolić, gdyby wiedział że to może uczynić, byle się za niego pomodlił, albo na jego intencyą jakie dobro czyny spełnił. A więc, czyż możemy odmówić tak małéj rzeczy, naszym przyjaciołom, i osobom najbliższemi związkami krwi i przywiązania z nami połączonym? Gdybyśmy się na to nie zdobyli, dowodzilibyśmy że albo nie mamy wiary w tę prawdę katolicką ze istnieje Czyściec i że możemy ratować dusze w nim zatrzymane, albo bylibyśmy pozbawieni wszelkiéj miłości względem tych, których może najbardziéj miłować jesteśmy obowiązani. Pamiętajmy: że cokolwiek dla dusz tych uczynimy, małym trudem tak wielkie oddając im przysługi, owszem wyrządzając im największe dobrodziejstwa, to wszystko dla samych siebie czynimy. Czyż święte te dusze, nam niejako zawdzięczając swoje szczęście zapomną o nas, kiedy go już dostąpią? Miłość i wdzięczność w Niebie wcale się nie przytłumiają: owszem uczucia te stają się tém żywszemi i doskonalszemi. A gdy wiemy, że Pan Bóg Świętych Swoich prośby i wstawianie się za nami łaskawie wysłuchiwać raczy, czegoż nie możemy się spodziewać od Pana Boga z ich pośrednictwem, którego one nam bez wątpienia nie odmówią, gdy nam będą zawdzięczać to że się już i sami przyczyńcami przed Bogiem stali.

I to są pobudki, dla których w ogólności powinniśmy się modlić za dusze w Czyscu będące. Obowiązek zaś ten szczególnie nas obarcza względem tych dusz, dla których z powodu wdzięczności im od nas należnéj, bardziéj do tego obowiązani jesteśmy, Lecz przedewszystkiém wiedzieć powinniśmy, że według wszelkiej sprawiedliwości, ścisłym obowiązkiem jest dzieci wszelkiego rodzaju spadkobierców, spełnić jak najprędzéj wolę tych po których spadek odziedziczyli, jeśli oni w testamentach i zapisach swoich, obwarowali jakie sposoby ratowania swéj duszy.

Pożytek duchowny

Oblicz się sumieniem, czy tak jak powinieneś pamiętasz o duszach zmarłych tych osób, które z jakiegokolwiek powodu, mają prawo domagać się od ciebie tego rodzaju pomocy. Szczególnie patrz, czy nie masz na sumieniu zaległych jakich zapisów osób zmarłych, przez które one zapewniały sobie ratunek dusz swoich po śmierci. Samo opóźnienie w wykonaniu takowéj ich woli, może być ciężkim grzechem; a niestety, często się on powtarza.

Modlitwa (Kościelna)

Boże Stwórco i Zbawco wszystkich wiernych! duszom sług i służebnic Twoich, daj wszystkich grzechów odpuszczenie; aby miłosierdzia Twojego którego zawsze pragnęły, za naszemi pokornemi modlitwami dostąpiły. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 939–942.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 875–876

Otóż widzisz, kochany Czytelniku, w jaki sposób możesz dopomóc duszom w czyśćcu. Masz się jednak jeszcze dowiedzieć, dlaczego właściwie masz im pomagać. Zobowiązuje nas do tego: 1) Wzgląd na chwałę Boską, 2) na miłość, 3) na sprawiedliwość i 4) na własną korzyść.

  1. Wzgląd na chwałę Boską. Chodzi w ogóle o pomnożenie zastępu wybranych i o zwiększenie czci Trójcy świętej. Przechodzi to siły nasze, oddać należytą cześć Najwyższemu i przeprosić Go za zniewagi wyrządzane Mu codziennie przez grzechy i zgubę tylu dusz. Jeżeli przeto biednym duszom śpieszymy na pomoc, jeśli im wyjednamy zbawienie, wtedy one zwiększą zastęp wybranych, oddających Bogu ciągle cześć i chwałę, a tym samym sprawią radość Zbawicielowi, który pragnie się z nimi połączyć.
  2. Wzgląd na miłość bliźniego. Dusze czyśćcowe są duszami naszych współwierców, więc nie przestały być członkami jednego z nami Kościoła. Łączy je też z nami jeden i ten sam węzeł miłości, przeto Kościół poleca je codziennie miłosierdziu Bożemu w ofierze Mszy świętej. Łatwo być może, iż między nimi znajdują się nasi duszpasterze, którzy nas ochrzcili, utrwalali w wierze i zaopatrywali pokarmem niebieskim. Nadto są przecież między nimi dusze naszych rodziców, braci, sióstr, przyjaciół, dobroczyńców i spowiedników. Cierpienia ich są wielkie, może nawet spowodowane naszą winą, iż byli zbyt pobłażliwymi dla występków naszych. Wśród swych cierpień wyciągają do nas błagalnie ramiona, wołając: „Zlitujcie się nad nami, choćby tylko wy, przyjaciele nasi!” Któż z nas będzie głuchy na takie wołanie?
  3. Wzgląd na sprawiedliwość. Zapytajmy tylko, czy też pomiędzy skazanymi na karę czyśćca nie ma duszy cierpiącej z naszej winy? Czy przypadkowo grzechami, słowem, przykładem i lekkomyślnością nie daliśmy zgorszenia, którym kogoś przywiedliśmy do grzechu i tym sposobem ściągnęliśmy na niego karę? Jeśli tak jest rzeczywiście, natenczas tym świętszy cięży na nas obowiązek pokwapienia się nieszczęsnemu z pomocą.
  4. Wzgląd na własną korzyść. Umrzemy, a łatwo być może, że wkrótce umrzemy. Czy zawsze życie nasze było czyste, dusza nasza bez skazy, czy należycie odpokutowaliśmy winy nasze, abyśmy rzec mogli, że nie mamy obawy o zbawienie? Jeśli czeka nas kara czyśćca, jakąż to dla nas będzie pociechą, gdy ktoś się za nas pomodli i o duszy naszej pamiętać będzie! Święta Monika pocieszała się na łożu śmiertelnym tą myślą, że syn jej, święty Augustyn, przy ofierze Mszy świętej będzie o niej pamiętał. Jaką miarą przeto mierzysz, taką ci będzie odmierzone. Choćby o nas mieli zapomnieć żywi, dusze oswobodzone przez nas z mąk czyśćcowych nie zapomną o nas w Niebie; bo niewdzięczności i zapomnienia w Niebie nie masz. Pamiętajmy przeto o zmarłych, pamiętajmy, gdy się dzwony odezwą z wieży, gdy dzwonek da nam znać, że ktoś kona, pamiętajmy przy Mszy, pamiętajmy, ilekroć zwiedzać będziemy cmentarz!

Modlitwa za umarłych mówi nam, że grób nie dzieli nas całkowicie od drogich zmarłych, że możemy z nimi przestawać w duchu, chociaż ich ciało gnije. Protestanci nie mają modlitwy za umarłych, gdyż nie wierzą w czyściec. My katolicy nie tylko stroimy groby zmarłych w kwiaty, lecz zasyłamy za nich błagalne modły do Niebios, a te modły wracają do czyśćca i przynoszą biednym duszom pociechę, miłosierdzie i nadzieję bliskiego wyswobodzenia. Lepsze takie modły od okazałego grobowca i wspaniałego pomnika.

My biedni śmiertelni uważamy grzech powszedni za drobnostkę. Kłamstwo np. jest w oczach naszych małym uchybieniem, ale Bóg karze je dotkliwe. Wielu mniema, że Bóg nie może być tak surowy jak uczy Kościół katolicki, ale nie zapominajmy, że Bóg jest świętym i sprawiedliwym. Wybacza On wprawdzie i największemu grzesznikowi, byle by czuł serdeczny żal w sercu, wszakże karać musi każde przestępstwo tych wszystkich, którzy sie nie spowiadają i nie poczuwają do żalu i pokuty. Do żalu i pokuty poczuwać sie winien każdy grzesznik, bo to jest jedyna droga zadosyćuczynienia Bogu. — Unikajmy przeto grzechu, choćby najmniejszego. Świętej Małgorzacie Marii Alacoque ukazał się wśród modlitwy zakonnik w płomieniach i zeznał przed nią, że cierpi za to, iż zanadto dbał o dobre imię, nie miłował braci zakonnych i zbytecznie się przywiązywał do rzeczy zbytecznych. Innym razem widziała ta Święta mniszkę, która oświadczyła, że jest w czyśćcu za to, że szemrała na przełożoną klasztoru, dopuszczała się obrazy bliźnich i przestępowała ślub milczenia. — Bądźmy więc baczni, bo Bóg karze i za drobne przestępstwa. Pozbywajmy się grzechu, czyńmy pokutę i nie polegajmy zbytecznie na miłosierdziu Bożym, bo nie ujrzy Oblicza Pańskiego, kto ma jakikolwiek grzech lub zmazę na duszy.

Footnotes:

1

2 Mach. XII. 46.

2

Job. XIX. 21.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Czyściec
2020-10-31

Bł. Małgorzaty Maryanny Alakok (Alacoque), Wizytki, Założycielki Nabożeństwa do Najsłodszego Serca Jezusowego

Żyła około roku Pańskiego 1690.

(Żywot jéj był napisany przez księdza Languet, Biskupa Sasońskiego (Soissons).)

Błogosławiona Małgorzata z uczciwych i zamożnych rodziców zrodzona, przyszła na świat w małéj wiosce Lotkur (Lauthecourt) we Francyi w dyecezyi Antonodańskiéj (Anton) roku Pańskiego 1647. Ojciec jéj nazywał się Klaudyusz Alakok (Alacoque).

Przedziwnemi łaskami Bożemi od kolebki prawie uprzedzona, w dziecinnym wieku weszła na drogi wyższéj doskonałości. Miała lat cztery, kiedy uczyniła ślub czystości dozgonnéj. W rok potém umieszczoną została na pensyi w klasztorze Klarysek, i już wtedy spostrzegano w niéj wielką pobożność. Codziennie odmawiała Godzinki o niepokalaném Poczęciu i Koronkę, przy któréj gdy sama była, za każdém Zdrowaś Marya, całowała ziemię, a suszyła w każdą sobotę. Od téj téż pory Matka Boża objawiała się jéj często, rządziła nią jako wyłącznie do Niéj należącą, uczyła ją spełniać wolę Bożą, i nakoniec powiedziała, że sam Pan Jezus polecił ją Jéj szczególnéj opiece; lecz oraz upominała ją za najmniejsze uchybienie. Razu pewnego gdy Małgorzata odmawiała Koronkę siedząc, rzekła do niéj przenajświętsza Panna: „Dziwi mnie to córko moja że mi tak niedbale służysz.” Wskutek téż łask tak nadzwyczajnych, rozbudziła się w sercu Małgorzaty, coraz żywsza miłość Chrystusa, zwłaszcza od chwili gdy okazał się jéj Pan Jezus ubiczowany i ranami okryty, i dał jéj poznać że chce przez cierpienia jakie na nią zeszle, uczynić ją ile można podobną do Siebie. Rozmiłowawszy się tedy w cierpieniach, zadawała sobie wielkie umartwienia ciała, a znosiła z niezachwianą cierpliwością ciężkie i ciągłe obelgi jakich doznawała od pewnéj sługi która po śmierci ojca gdy Matka chora przez lat kilka z łóżka nie wstawała, sama domem rządziła i obchodziła się z nią jak z ostatnią niewolnicą.

Wszakże, zły duch i ze swojéj strony jéj nie oszczędzał. Gdy Małgorzata doszła lat młodéj dziewicy, i w świecie zaczęła popłacać, zaczęła téż podobać sobie w strojach i rozrywkach, a co więcéj, szatan nastręcza jéj myśli że ślub przez nią uczyniony w tak młodym wieku, nie mógł ją obowiązywać. Lecz pomimo tego Pan Jezus téj podarowanéj, prze niego przenajświętszéj Pannie duszy, nie opuszczał. Kołatał coraz silniéj do jéj serca, powołując ją do wyłącznéj Sobie służby, i nakoniec razu pewnego gdy wieczorem zrzucała ubranie, w które z niejaką próżnością była się przystroiła, objawił się jéj cały okryty ranami od biczowania i rzekł „Oto stan do jakiego mnie przywiodła twoja płocha próżność.” Po téj łasce i po wielu innych podobnych, Małgorzata już się więcej nie wahała, i powzięła zamiar wstąpić do zakonu. Wybrała zgromadzenie Panien Wizytek, jako szczególnie Matce: Boskiej poświęcone. Wstąpiła do klasztoru w mieście Paréj (Paray), i po roku upłynionym wykonała śluby uroczyste.

Odznaczyła się zaraz wszysikemi cnotami doskonałéj zakonnicy, a Pan Jezus udzielał jéj darów coraz wyższéj bogomyślności i w objawieniach przypuszczał ją do najgłębszych tajemnic Swojej nieprzebranéj ku ludziom miłości. Najważniejsze spomiędzy liznych widzeń jakie ciągie miewała, było to w którém Pan Jezus stanął przed nią w chwili gdy się modliła przed przenajświętszym Sakramentem, roztworzył pierś Swoję, okazał jéj Boskie Swoje serce gorejące miłością ku ludziom a otoczone cierniami, i pokazał aby dla wynagrodzenia niewdzięczności ludzkiéj, jakiéj On doznaje, dołożyła wszelkich starań do rozpowszechnienia nabożeństwa do najsłodszego Jego serca, przyrzekając najobfitsze łaski dla tych którzy w niém wytrwają. Po czém przydał: „Oto moje serce tak przepełnione miłością ludzi, że niemogąc powstrzymać w sobie płomienia téj miłości chcę z pośrednictwem twojém na świat cały je wylać. Chcę to serce moje, objawić ludziom, ażeby ich obdarzyć skarbami które ci odsłaniam, a które posiadają łaski uświęcające, mogące wszystkich uratować od piekła”. Słysząc to Małgorzata, powodowana głęboką pokorą, wymawiała się od tak szczytnego posłannictwa, uznając się tego niegodną. Wtedy Pan Jezus przyrzekł jéj szczególną w tém Swoję pomoc mówiąc: „Nie lękaj się niczego, Ja będę mocą twoją, pilnie tylko słuchaj głosu mojego, i bądź gotową spełnić wyroki Mojego szczególnego miłosierdzia nad światem”. Potém wskazał jéj w jaki sposób chcę aby serce Jego czczoném było, i znowu przydał. „Przyrzekam ci że serce moje rozszerzy się, aby jak najobficiéj obdarzyć płomieniami Swojéj Boskiéj miłości tych którzy mu szczególną cześć oddawać będą, i starać się aby mu drudzy ją oddawali.”

Od téj tedy chwili wierna ta służebnica Chrystusowa cała się temu oddała: każdém słowem swojém, przykładem, pismami przedziwném namaszczeniem i miłością Serca Jezusowego odznazającemi się, poświęceniem ku temu celowi całego życia swojego – słowem wszystkiém co od niéj zależało, już niczego innego nie szukała, o nic się nie starała, jak tylko aby wszędzie i wszyscy, prywatnie i publicznie, cześć oddawali najsłodszemu Sereu Jezusowemu, w sposób jaki jéj to Sam Zbawiciel objawić raczył.

Lecz obok tego, Małgorzata pamiętna zawsze na to że jéj Pan Jezus kazał naśladować siebie szczególnie w cierpieniach, prosiła Go aby i te nadzwyczajne łaski i zaszczyt do jakiego ją powoływał, obrócił na jéj upokorzenie i na tém większe cierpienia. I wysłuchaną została. Znalazła się wielka liczba osób tak w klasztorze jak i za klasztorem, duchownych i świeckich, uczonych i prostaczków, którzy wszystko to poczytywali za złudzenie albo jéj wyobraźni, albo złego ducha, co jak z jednéj strony utrudzało posłannictwo jakie Małgorzata odebrała szerzenia czci najsłodszego Serca Jezusowego, tak z drugiéj ją samą na najdotkliwsze od swoich i od obcych upokorzenia, a nawet obelgi wystawiło. Lecz wszystko to, posłużyło tylko na objawienie jej niezrównanéj pokory, cierpliwości, miłości nieprzyjaciół, i nieograniczonego dla przełożonych posłuszeństwa, gdyż tego głównie Sam Pan Jezus ciągle w niéj przestrzegał. W różnych bowiem objawieniach, nakazując jéj szerzenie czci Jego najsłodszego Serca, polecał oraz najsurowiéj, aby najuleglejszą będąc przełożonym, wolę ich jakby powiedzieć nad wolę Jego Samego zawsze przekładała. Że zaś błogosławiona ta dziewica stosowała się do tego jak najwierniéj, pomimo częstych i największych trudnosci i wątpliwości w jakie ją to wprawiało, więc dokonał przez nią Pan Jezus zapowiedzianego szczególnego miłosierdzia Swojego, i nabożeństwo do przenajświętszego Jego serca szerząc się w przedziwny sposób, cały już dziś świat chrześcijański ogarnęło.

Pociągnęła najprzód do niego Małgorzata nowicyuszki klasztoru swojego, w którym mistrzynią nowicyatu została, następnie pensyonarki w tymże klasztorze będące, gdy pod jéj dozór oddane zostały. Wkrótce potém zesłał jéj Pan Jezus, jak to był jéj także w objawieniu zapowiedział, wielkiéj świątobliwości kapłana, ojca Kollombiera Jezuitę, którego natchnął szczególną gorliwością w popieraniu tego wielkiego i świętego dzieła. Za jego téż staraniem nabożeństwo do najsłodszego serca Jezusowego upowszechniło się w jednéj z dyecezyi gdzie on najdłużéj przebywał, następnie inne to zaczęły naśladować, powznosiły się ołtarze i kaplice pod tém wezwaniem, założyło się pobożne stowarzyszenie które w przeciągu lat trzydziestu, liczyło ju trzysta bractw w całym świecie, potwierdzonych przez Papieżów i udarowanych wielkiemi odpustami, i nakoniec na pierwsze żądanie, wyszłe od Biskupów Polski, ustanowione zostało uroczyste Święto najsłodszego Serca Jezusowego, obchodzone w piątek po oktawie Bożego Ciała, jako w dniu Małgorzacie na jedném z objawień wskazanym.

Błogosławiona Małgorzata tymczasem z klasztoru swojego niewychylając się wcale, a coraz wyżéj w bogomyślności postępując, rozliczne dary i objawienia od Boga odbierała. Między innemi często na jéj prośby odkrywał jéj Pan Bóg stan dusz po śmierci. Razu pewnego, gdy modliła się za dwie osoby bardzo znakomite, zmarłe po przyjęciu z wielką skruchą ostatnich Sakramentów świętych, miała sobie objawione, że jedna z nich niezmiernie długie lata w czyscu zostawać będzie, chociaż jéj spadkobiercy starali się odprawiać za nią wiele nabożeństw i msze święte za jéj dusze zamawiali. Wszystkie te bowiem modlitwy i pomoce religijne, sprawiedliwość Boska policzyła za dusze tych poddanych, które zmarła owa osoba za życia swojego pokrzywdziła. Druga zaś bardzo prędko przeszła z czysca do Nieba za to głównie, że chociaż miała z czego rachować się przed sądem Bożym, za wielkie jednak zasługi policzył jéj Pan Bóg pokorne i cierpliwe znoszenie różnych upokorzeń, których żyjąc w świecie wiele doznała.

Gdy Małgorzata po upływie pewnego czasu, przekonała wszystkich o prawdziwości swoich objawień, już z téj strony żadnych nie doznawała od ludzi przykrości, owszem oceniając nakoniec jéj wysoką świątobliwość, jak wszyscy tak szczególnie siostry zakonne, z największą dla niéj były czcią i miłością. Lecz wtedy właśnie na tę miłośnicę krzyża zesłał Pan Jezus innego rodzaju ciężkie cierpienia. Zapadła na zdrowiu: doznawała różnych i bardzo bolesnych chorób, a które z dopustu Bożego zwiększały się nawet i to srodze, w skutek lekarstw jakie jéj w celu niesienia ulgi zadawano. Znosiła to wszystko z niezachwianą cierpliwością, owszem wierna swojemu zadaniu, prosiła Pana Jezusa aby jeszcze większe zsyłał na nią cierpienia. Nadzwyczaj bolesną operacyę przeniosła z taką cierpliwością i męstwem i ani stęknąwszy nawet chociaż długo trwała, że zdumiony chirurg powiedział: „Pokazuje się że najlepszym środkiem unieczulenia ciała do operacyi, jest stać się Świętym.”

Pomimo tak wątłego zdrowia, siostry chciały ją obrać przełożoną; wyprosiła się od tego, za główny powód dając że już roku nie pożyje, czego jednak lekarz który ją miał w kuracyi, ani przypuszczać nie chciał. Małgorzata wszelako na mocy tego uwolniwszy się od przełożeństwa, uprosiła sobie u przełożenéj pozwolenie odprawienia rokolekcyi, dla przygotowania się na śmierć. Po ich odbyciu zachorowała silniéj i prosiła o ostatnie Sakramenta święte, lecz opierając się znowu na zdaniu lekarza, odmówiono jéj tego; zrana jednak przyjęła naczczo Komunią świętą. Pod wieczór uczuła się znacznie gorzéj, a wśród ciągłéj modlitwy, nagle myśl sądu Boskiego napełniła ją takim przestrachem, że cała drżąca i łzami zalana, porwała krucyfiks i przyciskając go do serca zawołała: „Jezu miłosierdzia!” Lecz w téjże chwili uspokoiła się i wielkie pociechy niebieskie zalały jéj serce, wśród których powtarzała te słowa psalmu: „Miłosierdzia Pańskie na wieki wyśpiewywać będę”, 1 i prosiła aby przy niéj odmówiono litanią do Serca Jezusowego i do Matki Bożéj, i aby siostry polecały ją Świętemu Józefowi. Domagała się przytém aby wszystkie jéj pisma spalono. Tymczasem nadszedł kapłan, po którego posłano dla dania jéj ostatniego Olejem świętym namaszczenia. W chwili gdy je odebrała na ustach, wymawiając imiona Jezus Marya Józef, oddała Bogu ducha 17 Października roku Pańskiego 1690. Po śmierci wielu zasłynęła cudami, po których sprawdzeniu, Papież Pius IX, dozwolił oddawać jéj cześć jako błogosławionéj.

Pożytek duchowny

„Kościół i całe społeczeństwo w obecnych czasach nadzieję pokładać powinno w Sercu Jezusowém; Ono to, wyratuje was od wszelkich nieszczęść.” Sąto słowa które niedawno wyrzekł Ojciec święty Pius IX. Niech cię to pobudzi ku gorliwemu do najsłodszego Serca Jezusowego nabożeństwa, przez które Pan Bóg zamierzył największe miłosierdzia Swoje zsyłać ns świat tegoczesny.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Jezu Chryste, który niezbadane i niewyczerpane skarby łask Twojego Boskiego Serca, cudownie błogosławionéj Maryi Małgorzacie objawić raczyłaś; spraw abyśmy za jéj przyczyną i przez cnót jéj naśladowanie, we wszystkiém i nad wszystko Ciebie miłując, na wieki w Twojém Boskiém Sercu umieszczeni zostali. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 932–935.

Footnotes:

1

Psal. LXXXVIII. 3.

Tags: św Małgorzata Maria Alacoque „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokora serce Jezusa pokuta śmierć Czyściec powołanie
2020-09-10

Św. Mikołaja z Tolentynu, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1309.

(Żywot jego był napisany przez pewnego zakonnika w jego czasach żyjącego i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Mikołaj zwany z Tolentynu od miasta tego nazwiska w którém najdłużéj przebywał, był rodem z małego miasteczka Sant-Andżelo (Sant-Angelo) w Marchii Ankońskiéj położonego. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1239, z rodziców niezamożnych, stanu mieszczańskiego, a bardzo w cnoty chrześcijańskie bogatych. Długo niemając dzieci, w celu uproszenia sobie u Pana Boga potomstwa, odbyli oni razu pewnego pielgrzymkę do świętego Mikołaja Barskiego. Tam objawił się on im we śnie, zapowiedział że będą mieć syna, i polecił aby mu imię jego nadali, gdyż dziecię to stanie się wielkim sługą Bożym. Jakoż, wkrótce potém doczekali się syna któremu nadali imię Mikołaj.

Dziecię rosnąc pomnażało się i w łasce u Boga. Modlitwa i obecność w kościele, były dla małego Mikołajka najulubieńszą rozrywką, tak iż nieczém go łatwiéj nie można było ująć, jak przyrzeczeniem że się go zaprowadzi na jakie nabożeństwo. Dzieckiem jeszcze będąc, gdy usłyszał że święty Mikołaj jego patron, trzy razy na tydzień suszył, wiernie go w tém naśladował, i od siódmego roku życia aż do śmierci zachował to stale. Podczas Mszy świętéj w chwili Podniesienia, tak nadzwyczajne w sobie objawiał nabożeństwo, iż powszechnie mniemano, że wtedy dawał mu Pan Bóg tę łaskę iż naocznie widział Pana Jezusa w Hostyi przenajświętszéj. Matkę Bożą czcił serdecznie, i gorąco Ją prosił o dar czystości. Tak téż tę cnotę miłował i tak jéj pilnie przestrzegał, że i w dzieciństwie unikał towarzystwa niewiast, a żadnéj dotknąć się, a tém bardziéj pieścić się z sobą nie pozwalał. Z wielkiém upodobaniem słuchiwał słowa Bożego, i z każdego kazania wyprowadzał dla siebie różne potrzebne i zbawienne przestrogi. Czém tylko mógł rozporządzać z pieniędzy, wszystko to rozdawał ubogim, a gdy już nic nie miał, spotkawszy biednego na ulicy prowadził go do rodziców, i zawsze potrafił coś u nich wyprosić. Zdolny bardzo do nauk i pilnie się do nich przykładając, wielki w nich postęp uczynił.

Ponieważ od młodości okazywał skłonność do stanu duchownego, więc według ówczesnego zwyczaju, przez wzgląd na jego niepospolitą świątobliwość, Biskup miejscowy, zamianował go kanonikiem kościoła przenajświętszego Zbawiciela, chociaż wtedy miał zaledwie lat dwanaście, i jeszcze święceń żadnych był nie odebrał. Lecz że takowa posada, lubo mu znaczny zapewniała dochód i torowała drogę do wyższych godności kościelnych, pozostawiała go jednak w świecie, nie odpowiadała przeto jego zamiarom. Wtedy już bowiem, powołany do tego łaską Boską, postanowił wstąpić do zakonu. Gdy zaś wahał się któremu ma dać pierwszeństwo, po wysłuchaniu kazania o wzgardzie rzeczy doczesnych, jakie miał pewien Augustyanin, umyślił wstąpić do tego zgromadzenia. Objawił swój zamiar temuż kaznodziei, skoro on zszedł z ambony, a że kapłan ten już dawniéj znał Mikołaja, niezwłocznie zaprowadził go do przełożonego który go do nowicyatu przyjął.

Chociaż tak młody, bo i wtedy nie miał więcéj jak lat dwanaście, zajaśniał braciom jako wzór doskonałego zakonnika. Cnota posłuszeństwa, była cnotą którą szczególnie ukochał. Nietylko téż Przełożonemu lecz każdemu z braci i to z najmłodszych nawet, poddany i uległy, tém bardziéj się cieszył, im go bardziéj trudzącemi i upokarzającemi obarczono zajęciami. W pokorze tak się ćwiczył, iż zakonnicy klasztoru w którym mieszkał mawiali iż kto chce sprawić pociechę bratu Mikołajowi, niech go tylko upokorzy. Skromnością i czystością tak się odznaczał, że po śmierci w wizerunkach przedstawiano go trzymającego w ręku lilią, godło téj świętéj cnoty. Prócz trzech dni w tygodniu, które jak od dzieciństwa tak i w zakonie suszył, przydał jeszcze i poniedziałki. W inne dni mięsa, ryby, i nabiału nigdy aż do śmierci nie jadał, ani wina nie pijał. Pod habitem nosił ciągle włosiennicę, nabitą drucianemi haczykami, które go do krwi raniły, a co noc krwawe odprawiał biczowanie.

Życie tak umartwione, chociaż mu sił i rzeźwości nie odbierało, było jednak powodem że, w kwiecie wieku będąc, bardzo mizernie wyglądał. Blizki krewny jego, przełożony klasztoru w którym zakonnicy dość wygodne życie prowadzili, nakłaniał go aby przeszedł do jego zgromadzenia, przyrzekając mu na to dyspensę z Rzymu. Święty Mikołaj ani słyszeć o tém nie chciał, odpowiadając krewnemu, że wstąpił do zakonu nie po to aby żyć wygodnie, lecz aby pokutę czynić, i że ma nadzieję iż w swoim zakonie do śmierci wytrwa. Po téj rozmowie gdy się modlił, stanął przed nim Anioł oznajmując mu iż Pan Bóg za tę jego wytrwałość w powołaniu, wielkie gotuje mu łaski.

Przełożeni widząc jak zbawiennie przykład jego wpływa na braci przenosili go często z jednego klasztoru do drugiego, aż nakoniec w klasztorze Tolentyńskim, a już wtedy wyświęcony był na kapłana, stale go zatrzymali. Tam mieszkając przez lat przeszło trzydzieści, największe pożytki dla wiernych przynosił. Już sam widok jego przy ołtarzu, był wielkiém zbudowaniem dla obecnych, z takiém bowiem skupieniem i namaszczeniem sprawował świętą Ofiarę. Codziennie kazywał i za każdą razą wielu grzeszników jednał z Bogiem, a pobożniejszych na drodze doskonałości utwierdzał i do postępu na niéj pobudzał. Czyto miewał katechizmy do ludu prostego, czy na ambonie czy w konfesyonale pracował, wszędzie mu Pan Bóg dziwnie błogosławił, tak że miasto to i jego okolice, słusznie go poczytywali za jednego z najgorliwszych Apostołów, jacy się tam kiedy pojawili.

Co tylko mu zbywało czasu od takowych zajęć, i od obowiązków zakonnych, cały obracał na modlitwę i bogomyślność. Wtedy odbierał różne od Boga łaski: zalewał Duch Święty serca jego niebieskiemi pociechami, a nawet objawiał mu się Pan Jezus, Matka Boska i jego Patryarcha święty Augustyn, którzy z nim rozmawiali, uspakajali w wątpliwościach, i na drodze Bożéj go prowadzili. Tak naprzykład razu pewnego, szatan zaniepokoił go wielce myślą że życie nadzwyczaj umartwione jakie prowadził, było dziełem pychy i próżności, przywodzącéj go do pragnienia aby się od drugich odróżniał i nad nich wywyższał. Mikołaj gorąco się zaczął modlić prosząc Pana Boga aby go w tém oświecić raczył, i wyprowadził ze złudzenia zgubnego jeśli się w niém znajduje. Wtedy okazał mu się Pan Jezus, wykrył mu podejście szatańskie i zupełnie uspokoił. Odtąd téż Święty nietylko dawnych nie zaniechał umartwień, lecz jeszcze nowych sobie przydawał.

Dla wyćwiczenia go w cierpliwości, zesłał Pan Bóg na niego różne choroby, po których już nigdy do czerstwego zdrowia nie wrócił: lecz im słabsze stawało się jego ciało, duch był tém mocniejszy. W ciągu rozlicznych słabości jakie przebywał, ani postów ani innych umartwień, swoich nie zaniechał, a gdy, z polecenia lekarza i rozkazu przełożonych, zmuszono go dnia pewnego do użycia rosołu, przekonano się iż mu przykrość ztąd doznana więcéj szkody na ciele nawet, niż ten posiłek korzyści przynosi. Dozwolono mu więc i nadal wstrzymywać się od mięsnych potraw, co téż i do śmierci zachował. W jednéj ze swoich chorób, czując się bardzo na siłach upadłym, sądził iż śmierć nadchodzi. Wtedy czyhający na każdą, a szczególnie na świętą duszę, szatan, rozbudził w nim niepomiarkowaną obawę sądów Bożych. Święty był już blizkim ostatecznéj rozpaczy: lecz według swego zwyczaju uciekł się do Matki Bożéj. Marya stanęła przed nim, uspokoiła go najzupełniéj, i odtąd już wewnętrznego pokoju nie w nim zachwiać nie mogło. Wtedyto także przenajświętsza Panna, kazała mu aby pobłogosławił małe kawałeczki chleba i zjadł je, co uczyniwszy, w téjże chwili wyzdrowiał. Na pamiątkę to tego cudu, ojcowie Augustyanie poświęcają kawałki chleba, które mają własność uzdrawiania chorych.

Lecz dla większéj zasługi téj wybranéj duszy, nietylko wewnętrznemi niepokojami dozwalał Pan Bóg szatanowi nacierać na niego. Niekiedy zły duch okazywał się mu w strasznéj postaci, wszczynał nieznośny hałas, i całą celą tak wstrząsał jakby ją chciał obalić. Pewnego nawet razu natarłszy na Świętego, tak go zbił dotkliwie, że go potém znaleziono we krwi pływającego, a z rany jaką wtedy odebrał całe życie chorował. Gdy jednak sługa Boży zbliżał się aż do końca swojego ziemskiego zawodu, wszystkie te i zewnętrzne i wewnętrzne napaści wroga piekielnego odstąpiły go zupełnie, a za to tém częstsze cudowne miał objawienia, i rozmowy z Matką Boską. Przez sześć ostatnich miesięcy swojego życia, codzień słyszał przecudną muzykę anielską, po któréj za każdą razą coraz żywsze w sercu jego obudzało się pragnienie Nieba, i wtedy powtarzał: „O jakbym pragnął już umrzeć i być z Chrystusem.”

Gdy poznał iż zbliża się jego ostatnia godzina, poprosił aby mu udzielono ostatnie Sakramenta umierających, które przyjął z największą pobożnością: a oraz i z weselem, które się na jego twarzy i w tém co mówił objawiało. Gdy już miał konać, kazał sobie przynieść krucyfiks, w którym było drzewo Krzyża Świętego: przyciskał go do ust, z serdeczném nabożeństwem. Potém prosił zakonnika, który był przy nim obecny, aby gdy przestanie mówić, powtarzał mu te słowa z Psalmu Pańskiego do ucha: „Panie rozwiązałeś więzy moje, składać Ci będę na zawsze ofiarę chwały” 1. Jakoż, wkrótce zaniemówił i Bogu ducha oddał. Umarł 10 Września, roku Pańskiego 1309. Papież Eugeniusz IV kanonizował go uroczyście.

Pożytek duchowny

Jak w życiu świętego Mikołaja, tak i z historyi wielu innych świętych widzisz, jak Pan Bóg w skrytych, a zawsze miłosiernych i mądrych wyrokach Swoich, i na najwybrańsze dusze dozwala uderzać szatanowi. Bierz ztąd dwojstą naukę: jednę że powinieneś zawsze mieć się na baczności przeciw zasadzkom tego nieprzyjaciela duszy naszéj, drugą że chociażbyś najcięższych od niego doznawał nagabań, powinieneś nie upadać na duchu, byleś z pokusami temi mężnie walczył,

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie wysłuchać miłościwie prośby nasze, które w uroczystość błogosławionego Mikołaja Wyznawcy Twojego zanosimy, abyśmy na własnych nieopierając się wysiłkach wsparci zostali przez tego który za łaską Twoją wielkie przed Tobą położył zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 768–770.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 725

Nie każdemu dano naśladować to, co czynił święty Mikołaj z Tolentynu. Nie każdy może umartwiać ciało, miewać takie kazania jak on, ale każdemu łatwo naśladować go w miłości dusz, będących w czyśćcu. Co dusze biedne cierpieć muszą z powodu niedostatecznej na tym świecie pokuty, trudno wypowiedzieć, tak jak trudno opisać ich tęsknotę połączenia się z Bogiem. Same sobie niestety pomóc nie mogą, ani modlitwą, ani dobrymi czynami, my jednak możemy im wyświadczyć tę przysługę. Wszakże wierzymy w Świętych obcowanie, tj. wierzymy, że Święci w Niebie, dusze w czyśćcu i prawowierni chrześcijanie na ziemi są połączeni z sobą nierozerwalnym węzłem miłości. W imię tej wzajemnej miłości spodziewają się dusze zmarłych, że im pośpieszymy na pomoc i tęsknie wołają: „Zmiłujcie się nad nami, ratujcie nas!”

Czyż podobna zatykać uszy na takie wołanie? Może mamy w czyśćcu krewnych, przyjaciół, dobroczyńców, a nawet rodziców, którzy dla nas i za nas cierpieć muszą, którzy są naszymi współwiercami, braćmi w Chrystusie. Czyż będziemy nieczułymi na ich cierpienia? Możemy im pomóc, jeśli się za nich będziemy modlić, lub wspierać ubogich, jeśli dostąpimy odpustu i ofiarujemy go na ich korzyść, jeśli będziemy prosić o Msze święte za ich dusze. Msze bowiem za zmarłych są najskuteczniejszą pomocą dla ich dusz. Dusze za naszą przyczyną wyzwolone z mąk czyśćcowych będą nam wdzięczne i odpłacą nam sowicie za tę przysługę. Święta Katarzyna Bolońska otrzymała za przyczyną dusz czyśćcowych wiele łask niebieskich. Wyzwolone z mąk, stanąwszy przed tronem Najwyższego, uproszą Boga, aby nam dał to, co myśmy dla nich uczynili. Gdybyśmy – od czego Boże uchowaj – sami mieli się dostać do czyśćca, nie zaniechają one wstawiać się za nami do Boga, abyśmy i my najrychlej mogli oglądać Oblicze Jego. „Jaką bowiem miarą mierzysz bliźniemu, taką i tobie odmierzone będzie”. Jeśli zapominamy o duszach zmarłych, Bóg nam odmówi tego, czego im odmówiliśmy i na próżno wołać będziemy: „Zmiłuj się nad nami!”

Footnotes:

1

Ps. CXV. 16.

Tags: św Mikołaj z Tolentino „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość skromność posłuszeństwo post pokusy Czyściec
2020-03-11

Św. Katarzyny Bonońskiej

Żył około roku Pańskiego 1463.

Inną znowu razą, odebrała podczas modlitwy zbawienną, i dla wielu dusz pobożnych potrzebną naukę. Zdarzyło się, iż przeciągając zanadtwo czas trwania na modlitwie, utrudzona nad siły, usnęła. Wtedy stanął przed nią święty Tomasz Męczennik i Biskup Katorberyjski, do którego miała wielkie nabożeństwo, i upomniał że i w świętém ćwiczeniu się w modlitwie, należy właściwą zachowywać miarę: że trzeba właśnie dla utrzymania czerstwości głowy potrzebnéj do modlitwy, starać się niezbędnego do tego snu nie odmawiać sobie, a wypocząwszy dostatecznie wiernie i pilnie trwać na bogomyślności.

Pożytek duchowny

Iluż grzeszników, tak jak to w życiu świętéj Katarzyny czytałeś, winno zbawienie wieczne, modlitwom, które za nich drudzy zanosili. Módl się przeto za nawrócenie grzeszników, bo jeśli jest to uczyniem wielkiego miłosierdzia chrześcijańskiego, gdy modląc się za dusze w Czyscu zatrzymane, wyzwala się je z téj męki czasowéj, czyż nie jeszcze większym będzie, gdy modląc się za tych których piekło czeka, uchroni się ich od tego największego wiecznego nieszczęścia.

Modlitwa

Boże! nieprzebranego miłosierdzia, któryś Sam powiedział że nie chcesz śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył (Ezech. XXXIII, II.); prosimy Cię, przez zasługi świętéj Katarzyny i za jéj pośrednictwem, nas grzesznych i wszystkich w grzechach pogrążonych, łaską Twoją miłościwie dotknij, i szczerze nawróconych do chwały doprowadź wiekuistéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 201–203.

Tags: św Katarzyna Bonońska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica klaryska modlitwa grzech ciężki Czyściec odpoczynek
2019-11-02

Dzień zaduszny

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, Współżycie z Bogiem, 1960, t. II, s. 626-628:

Dzień Zaduszny zmusza nas do myślenia nie tylko o śmierci naszych drogich, lecz także o naszej własnej śmierci. Jest ona karą, a więc koniecznie niesie z sobą uczucie kary, lęku, niepokoju. Nawet Święci doświadczyli tego, a nawet sam Jezus chciał tego zaznać. Lecz Kościół przypomina nam słowa Pisma Świętego, mające nam dodać odwagi: "Błogosławieni umarli, którzy umierają w Panu… (Umierają bowiem) ażeby odpocząć od trudów swych; bo uczynki ich idą za nimi" (L. III Mszy: Obj 14, 13). Umiera życie ciała, umiera to, co ludzkie i ziemskie, lecz pozostaje życie ducha, zostają dobre uczynki spełnione, jedyne uposażenie, jakie dusza zabiera z sobą w tej wielkiej chwili i ono to czyni jej śmierć drogą: "Droga w obliczu Pańskim jest śmierć świętych Jego". Ta śmierć słusznie została nazwana dies natalis, dniem urodzin dla życia wiecznego. Jakże byśmy pragnęli, aby taką była nasza śmierć! Dies natalis, wprowadzający nas w szczęście oglądania Boga oraz rodzący nas dla niezniszczalnej miłości w niebie.

Lecz właśnie dzisiaj liturgia, zachęcając nas do modlitwy za wiernych zmarłych, przypomina nam, że między śmiercią a szczęśliwością wieczną znajduje się czyściec. Właśnie dlatego, że nasze dobre uczynki idą za nami, a nie wszystkie są dobre, albo jeśli nawet dobre, są pełne niedoskonałości i braków, koniecznym jest aby dusza, zanim zostanie dopuszczona do oglądania Boga, oczyściła się ze wszystkich swoich brudów. Gdybyśmy jednak byli doskonale wierni łasce, czyściec nie byłby potrzebny. Już tu na ziemi Bóg oczyszcza tych, którzy Mu się oddają całkowicie i pozwalają Mu urabiać się i kształtować wedle Jego upodobania. Nadto oczyszczenie dokonane na ziemi ma tę wielką korzyść, że jest zasługujące, czyli że pomnaża w nas łaskę i miłość na całą wieczność, podczas gdy w czyśccu cierpi się bez wzrastania w miłości. Oto powód, dla którego powinniśmy pragnąć oczyszczenia w tym życiu; ale nie możemy się łudzić: również na tej ziemi oczyszczenie całkowite wymaga wielkich cierpień. Jeśli teraz nie jesteśmy wielkodusznymi w cierpieniu, jeśli nie umiemy przyjąć tutaj na ziemie cierpienia pełnego ogołocenia, podobnego do cierpienia Jezusa na Krzyżu, nasze oczyszczenie będzie musiało koniecznie dopełnić się w czyśccu.

Myśl o tym miejscu zadośćuczynienia niechaj nas uczyni gorliwymi w modlitwach za dusze zmarłych, a równocześnie mężnymi w podejmowaniu cierpienia na wynagrodzenie własnych win.

Tags: Współżycie z Bogiem Czyściec cierpienie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.