Citatio.pl

Wpisy z tagiem "czystość":

2020-10-21

Św. Urszuli i Jéj Towarzyszek Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 383.

(Żywot ten zapisany jest według starego manuskryptu znajdującego się w Watykanie.)

Święta Urszula przyszła na świat około roku Pańskiego 362, w Wielkiéj Brytanii dzisiaj Anglią nazwanéj, gdzie już podówczas religia chrześcijańska w wielu częściach tego kraju kwitnęła. Była córką Dionota, króla Korunalskiego i Daryi, dostojnych małżonków wielką pobożnością słynących.

Wychowana bogobojnie od dzieciństwa, Urszula odwróciwszy serce swoje od uciech światowych, w ćwiczeniu się w cnotach chrześcijańskich, miłosiernych uczynkach i wyższéj pobożności, całe swoje szczęście zakładała. Doszedłszy do lat młodzieńczych, a zajaśniawszy obok wysokich zalet duszy, nadzwyczaj powabną urodą, poszukiwaną była w zamęście przez najpierwszych książąt w Europie. Starała się jednak ile mogła, odwlekać postanowienie w téj mierze rodziców, gdyż całém sercem pragnęła nie mieć innego oblubieńca prócz Chrystusa Pana. Przytém gorąco modliła się do przenajświętszéj Panny, do któréj szczególne miała nabożeństwo, aby ta Matka-Dziewica, dała jéj do śmierci pozostać w dziewictwie; i wysłuchaną téż została.

Maksym przezwany Flawiusz wielki, dowódca wojsk Cesarza Gracyana w Wielkiéj Brytanii, ogłosiwszy się cesarzem w roku 382, i zająwszy część Galii zwaną Armoryka, postanowił nad nią jednego z wodzów swoich nazwiskiem Konon, Książęcia Bretońskiego i chrześcijanina. Ten osiadł w mieście Nantonie (Nantes), w całéj téj krainie rozłożywszy wojska swoje, a zamierzając ożenić się wysłał do króla Korunalskiego posłów, prosząc o rękę córki jego Urszuli. Ponieważ zaś prawie wszyscy panowie będący przy nim dowódcy wojskowych oddziałów i żołnierze, byli nieżonaci, polecił więc posłom swoim, aby wraz z księżniczką Urszulą, przywieźli z sobą tyle dziewic z Brytanii, ile tylko ich nakłonić będą mogli do tego aby zaślubiły jego dworzan i wojskowych. Król Dionot łaskawie przyjął to poselstwo, i zgodził się na żądanie książęcia Konona. Lecz gdy oświadczył to córce, zasmuciła się ona bardzo, chociaż ojciec przedstawiał jéj jak świetnym jest dla niéj ten związek, i że Konon jest książęciem udzielnym największéj i najbogatszéj części Italii, a przytém bardzo gorliwym chrześcijaninem. Święta Urszula pomimo tego wyznała mu szczerze jak wstrętném jest dla niéj to zamęście, gdyż zawsze cieszyła się nadzieją iż w stanie dziewictwa do śmierci pozostanie. Jednak gdy po usilnych prośbach rzewnemi łzami popartych, nie mogła przemódz woli ojcowskiéj, poddała się jéj pokornie, nietracąc nadziei że ją Matka Boska w jéj pobożnych pragnieniach wesprzeć nie omieszka, a po ostatecznéj rozprawie o tém z ojcem udawszy się do kościoła, padła ma twarz przed przenajświętszym Sakramentem, i tak się modliła: „Ty znasz Panie serce moje: nigdym za wielkościami tego świata nie goniła, Tyś był i jesteś zawsze jedynym celem, do którego zdążam. A że Panem jesteś wszystkich wypadków i wszystko w Twoich jest ręku, mocen więc jesteś zmienić wszelkie postanowienia ludzkie. Nie odrzucaj przeto pokornéj prośby mojéj, a pokieruj mną tak, jak to lepszém widzieć będziesz dla zbawienia mojego i chwały Twojéj.”

Tymetasem robiono wszelkie przygotowania do odjazdu księżniczki, i do zebrania jak najwięcéj dziewie które jéj miały towarzyszyć, a które przeznaczano na żony panów i żołnierzy Konona. Gdy wszystko przyrządzono do téj zamorskiéj podróży, księżniczka wraz ze wszystkiemi swemi towarzyszkami, udała się do Londynu. Oczekując tam pomyślnych wiatrów aby wsiąść na okręty, Święta Urszula coraz bliżéj zapoznawała się z dziewicami z nią będącemi, i w rozmowach jakie z niemi miewała, żywo im przedstawiała znikomość wszystkiego co doczesne, i zachęcała do wzgardy wszelkich ziemskich uciech. A że wszystkie jéj towarzyszki byłyto bardzo dobre chrześcijanki, często rozmawiała z niemi o niewymowném szczęściu będącém udziałem tych dusz które dziewictwo swoje poślubiają Chrystusowi Panu. Że zaś Święta posiadała wielki dar przyciągania wszystkich do siebie, że była bardzo wymowną, i już w całém państwie znaną ze swojéj świątobliwości, wszystkich swoich towarzyszek pozyskała serca, i wszystkie pałały najżywszą żądzą przypodobania się tylko Panu Jezusowi. Słowem Urszula tyle dokazała, że wielka liczba otaczających ją dziewic, przedstawiała grono doskonałych chrześcijanek, w których sercu miłość Boga pierwsze zajmowała miejsca.

Nakoniec gdy nadeszła właściwa do puszczania się na morze pora, Urszula z tym licznym swoim orszakiem wsiadła na okręty, a chociaż wiatry pomyślne zapowiadały jak najrychiejsze na brzegi Galii wylądowanie, ona nie spuszczała z oczu swojéj Gwiazdy morza, to jest Maryi, ufna że Ta ją doprowadzi do tego portu, który dla niéj wolą Bożą skazany. Jakoż, zaledwie na pełne wypłynęły morze, aż oto straszna burza się wszczęła, czém przerazili się wszyscy, gdyż rozbicie okrętów było nieochybném. Lecz święta Urszula wtedy właśnie już nie wątpiła że Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy, i gdy największe było na okrętach pomieszanie, ona jedna spokojna i niczego się nie obawiając: „Nie lękajcie się siostry moje, mówiła do swoich towarzyszek, nie lękajcie się: służymy Bogu który rozkazuje wiatrom i bałwanom morskim. Zaofiarujmy mu życie nasze: niech ci, którzy na swoje nieszczęście nie mają Boga chrześcijańskiego, obawiają się śmierci, co do nas, złóżmy całą naszę ufność w nieprzebraném miłosierdziu Jego.” Słowa te wszystkim dodały odwagi, a burza wzmagając się i miotając okrętami, wszystkie uniosła w inną stronę i przyparła do północnych brzegów Galii Belgijskiéj. Ztamtąd udała się święta księżniczka ze wszystkiemi swojemi towarzyszkami do Tielu, który jest portem przy ujściu rzeki Renu do morza, i tąż rzeką, popłynęła do miasta Kolonii, gdzie jéj Pan Bóg wraz z całém jéj świętém gronem, przeznaczał palmę męczeńską.

Cesarz bowiem Gracyan, dowiedziawszy się o buncie Maksyma, i o zajęciu przez niego brzegów Galii, niemając dość wojska aby na niego uderzyć, zawezwał w pomoc Hunnów, naród barbarzyński z dawnéj Sarmacyi pochodzący, którzy opuściwszy kraj swój, rozleli się po Niemczech, nad brzegami Renu i w Galii Belgijskiéj. Dzicy i okrutni z natury, a przytém w bałwochwalstwie pogrążeni, szerzyli wszędzie zniszczenie. Oni tedy pod dowództwem Gaunusa, wysłanego wtedy w imieniu cesarza Gracyana przeciw Maksymowi, widząc jego okręty, uderzyli na nie i łatwo je zdobyli gdyż mała była na nich załoga wojenna. Lecz nadzwyczaj zdziwieni zostali gdy ujrzeli, że cała ta fota, wiozła tylko dziewice chrześcijańskie przeznaczone na żony dla dowodców i żołnierzy wojska nieprzyjacielskiego, a na czele swoim mające księżniczkę przyszłą małżonkę książęcia Konona, głównego wodza wojsk Maksyma.

Lecz gdy zdarzenie to w zdumienie wprawiło barbarzyńców, Święta Urszula widziała w niém skryte rozporządzenie Opatrzności Bożéj, które ją wialce pocieszyło. Zrozumiała wtedy jak dalece Pan Bóg uwzględnił jéj pragnienia, i że Pan Jezus przyjmując ją za Swoję oblubienicę, chciał jeszczo do zasługi dziewictwa, przydać i koronę męczeńską. Podniesiona więc na dachu, nowéj żarliwości pełna, przebiega wszystkie okręty, i do swoich towarzyszek przemawia jak na bohaterkę chrześcijańską przystoi. Przedstawia im w najżywszych wyrazach, nieoszacowane zalety dziewictwa, za które, jeśli tego byłaby potrzeba, życie swoje oddać powinny. Z takiém zaś namaszczeniem i z taką mocą ducha Bożego, zachęcała je do wylania krwi za wiarę, że wszystkie te błogosławione dziewice, pozbywszy się wszelkiéj obawy, poczytywały już cały ten wypadek jako dowód największego nad niemi miłosierdzia Bożego, i niczego nie pragnęły jak tylko śmierci męczeńskiéj.

Tymczasem dowódca Hunnów, gdy doszła do niego wiadomość kto się znajduje na okrętach przez niego wziętych, i że na nim była i królewna Urszula, o któréj nadobności nadawyczajnéj tak wiele słyszał, sam udał się do niéj. Ujęty jéj powierzchownością, ośmielił się żądać aby jego żoną została, i najprzód najłagodniejszemi słowy, a potém zagrożeniem nawet śmiercią, domagał się tego od niéj. Lecz Święta odpowiedziała mu z taką stałością chrześcijańską, z taką powagą i śmiałością, że i on sam i barbarzyńcy go otaczający, ulegając swojemu zwykłemu okrucieństwu wpadli jakby we wściekłość: w tejże chwil rzucili się na wszystkie te dziewice, i wymordowali je co do jednéj. Niektóre padły od miecza, inne przeszyte zostały strzałami; wszystkie poległy, i z palmą męczeńską poszły do Nieba, opiewać na wieki chwałę Baranka bez zmazy. Zaszło to 21 Października roku Pańskiego 383, i odtąd Kościół cały, w tym dniu obchodzi uroczystą pamiątkę świętéj Urszuli i jéj towarzyszek męczenniczek. Ciała ich pochowane zostały w Kolonii, zkąd te święte Relikwie rozeszły się po całym świecie chrześcijańskim.

Z upływem czasu, powstało zgromadzenie zakonic według Reguły świętego Augustyna, którego zakonnice obrały sobie za główną patronkę świętą Urszulę, i dla tego Urszulinkami się nazywają. Klasztory ich zostają pod bezpośrednim zarządem Biskupów miejscowych. Trudno wyrazić jak liczne i zbawienne spływają z tego świętego zgromadzenia pożytki, a to nie tylko z przykładów wzniosłych cnót zakonnych jakiemi to zgromadzenie zawsze się odznacza, lecz i z wychowania młodych panienek, którém się głównie to siostry trudnią. W naszym kraju w Poznaniu mają one swój klasztor i pensye, gdzie z różnych klas, a szczególnie ze średniéj, biegle kształcą młode panienki w naukach, i na wzorowe chrześcijanki je wychowują. Założycielką ich była błogosławiona Angela z Brescii, która w roku 1537 pierwszy taki klasztor założyła we Włoszech. Zgromadzenie to zatwierdzone zostało najprzód przez Papieża Pawła III-go, a potém w roku 1572 przez Grzegorza XIII-go. Za staraniem zaś świętego Karola Boromeusza, zakon Urszulinek otrzymał od Stolicy Apostolskiéj wszystkie przywileje Zgromadzenia w którém wykonywają się śluby uroczyste i ścisła klauzura jest zachowaną.

Pożytek duchowny

Oddając cześć pamiątce tak licznego grona świętych dziewic, które wraz z błogosławioną Urszulą, w obronie cnoty dziewictwa, życie położyły, naucz się tę cnotę jak najwyżej cenić, która właśnie dla tego cnotą czystości się nazywa, że onato dopiéro czystą przed Bogiem czyni duszę każdą. Ztąd postanów sobie, stosownie do stanu w jakim się znajdujesz, cnoty téj strzedz jak najpilniéj, gotowym będąc raczéj śmierć ponieść, niż przeciwko niéj wykroczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Panie Boże nasz, Świętych Dziewic Urszuli i jéj towarzyszek zwycięzkie palmy męczeństwa pobożnie uczcić, abyśmy nieumiejąc godnie je wysławiać, pokorną przynajmniéj służbą naszą, chwałę im oddali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 900–902.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 843

Święta Urszula dobrowolnie i z miłości ku Zbawicielowi ślubowała panieństwo, wiedząc, że stan ten jest Bogu miły. Czy dobrze uczyniła? Czy stan dziewiczy darzy szczęściem? Odpowiedź na to podajemy poniżej:

  1. Ze stanowiska wiary dziewictwo jest najszczęśliwszym stanem, polega bowiem na nadprzyrodzonej miłości ku Chrystusowi, który oblubienice swe Boską nagradza miłością. Podstawą małżeństwa jest miłość i przywiązanie do człowieka śmiertelnego, który pod względem dobroci, świętości i potęgi w ogóle nie może być porównany ze Zbawicielem. Ileż to razy widzimy małżeństwa niezgodne, swarzące się z sobą, szerzące zgorszenie i zły przykład dla dzieci i całego otoczenia! Nie przeczymy, że bezżenni są wystawieni na drwiny i szyderstwa, że uchodzą za dziwaków i oryginałów, ale zapytajmy, kto z nich szydzi i kto ich wyśmiewa? Czy szydercami są ludzie wykształceni, religijni, uczciwi i poważani? Bynajmniej! A czy drwiny i szyderstwa takie szkodzą bezżennym? Czy przez to tracą na sławie i reputacji? Przeciwnie, gdyż stają się podobniejszymi Zbawicielowi, a czyż może być większy nad to zaszczyt? A kiedy przyjdzie chwila zgonu, a po niej godzina sądu, bezżenny odpowiada tylko za siebie, natomiast żonaty dźwiga brzemię odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za żonę, dziatki, domowników i całe otoczenie.
  2. Ze stanowiska świata jest stan bezżennych o wiele szczęśliwszy, gdyż w oczach ludzi ten uchodzi za szczęśliwego, kto ma dostateczny majątek, wszelakie wygody, a mało kłopotów. Takim szczęściem pochlubić się mogą tylko ci, którzy dobrowolnie i w celach pobożnych wybrali stan bezżenny. Mają bowiem: a) tyle, ile im trzeba na utrzymanie. Na setkę żonatych i wdowców, potrzebujących wsparcia, przypada zaledwie jedna osoba bezżenna. Bezżenny, byle by żył oszczędnie, dużo może czynić dla kościołów, zakładów dobroczynnych, ubogich i chorych, podczas gdy żonaci i niewiasty zamężne muszą przede wszystkim myśleć o dzieciach i zaradzać potrzebom rodziny; b) mają o wiele mniej trosk i kłopotów. Jest rzeczą udowodnioną, że panny i kawalerowie nie tak często się procesują, nie mają tyle zatargów i nie stają tak często w sądach, jak żonaci. Nikt ich nie ściga zazdrością, nienawiścią, która zatruwa życie i mąci domowy spokój, wolni są od niepokoju, zmartwień i kłopotów ojca rodziny, nie znają utrapień, smutków i nocy bezsennych, jakie przechodzić muszą żony i matki; c) doznają o wiele większych wygód i przyjemności, aniżeli żonaci. Zdrowie ich jest o wiele trwalsze i czerstwiejsze, mają czas na pożyteczne zajęcia i odwiedziny, mogą się więcej oddawać modlitwie itd. Mądrze przeto postąpiła święta Urszula, wybierając stan bezżenny.
Tags: św Urszula „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik dziewica czystość Maryja
2020-10-20

Św. Jana Kantego, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1473.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Macieja Miechowity.)

Święty Jan urodził się roku Pańskiego 1397 w miasteczku Kenty w dyecezyi Krakowskiéj z ojca Stanisława ławnika miejskiego, i Anny cnotliwych i bogobojnych małżonków.

Od młodości karmiąc się przykładami domówéj pobożności, zarody wielkich cnót w sobie okazywał. Po ukończeniu niższych szkół w rodzinném miasteczku, wysłany do Akademii Krakowskiéj, nietylko postępem w naukach przewyższył wszystkich swoich towarzyszów, lecz, i to głównie, odznaczał się między nimi najskromniejszemi obyczajami i gorącą pobożnością. Już wtedy wnosić można było iż stanie się on wielkim sługę Bożym, i ozdobą kościoła kraju naszego. Otrzymawszy stopień magistra filozofii, tak się w téj nauce biegłym okazał, iż go powołano na profesora tejże katedry w Akademii, i kilka razy Dziekanem tegoż wydziału wybierano.

Wkrótce potém powołany do wyłącznéj służby Boga, wstąpił do stanu duchownego, został kapłanem, i w tymże uniwersytecie profesorem Teologii, w któréj stopień doktora otrzymał. Od chwili przyjęcia wyższych święceń, zaczął prowadzić życie bardzo umartwione: więcéj stroniąc od świata, długie godziny przepędzał na modlitwie, różne według tego jak mu stawało uczynki miłosierdzia spełniał, przez ćwiczenia bogomyślne, coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Widząc iż najbliższym nieprzyjacielem duszy naszéj jest ciało, trapił je rozmaicie pod władzę ducha podbijając, a chcąc więcéj się utrudzić, a razem dogodzić swemu nabożeństwu do tajemnic Męki Pańskiéj, umyślił odbyć pieszo pielgrzymkę do miejsca gdzie się Zbawiciel nasz narodzić raczył: to jest do Ziemi świętéj.

Otrzymawszy więc na to i pozwolenie i błogosławieństwo Biskupa, puścił się w tę drogę z pielgrzymskim kijem w ręku i małym tłomoczkiem na plecach. Skoro stanął Jan święty u celu swojéj podróży i ujrzał się na błogosławionéj téj ziemi po któréj Pan Jezus chodzić raczył, upadłszy na twarz ucałował ją i rzewnemi zlał łzami, a następnie zwiedzając wszystkie pamiątki pobytu Syna Bożego między ludźmi, składał Mu serdeczne dzięki, za takie poświęcenie się i podjęcie nawet śmierci okrutnéj za nas. Wzmocniony i wielce pocieszony na duszy zwiedzeniem miejsc tak drogich dla chrześcijanina, wrócił szczęśliwie do ojczyzny, gorliwszy jeszcze w służbie Bożéj, a opowiadaniem szczegółów pielgrzymki swojéj, wiele dusz do zbawiennego nabożeństwa ku tajemnicom Męki Pańskiéj pobudzając.

Zaledwie z téj podróży wypoczął, odbył znowu pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobów świętych Apostołów, i to w ciągu życia swojego cztery razy dokonał, niemało przez to, gdyż odbywał drogę pieszo, doznając trudu. Zapytany téż razu pewnego, dla czego to tak często czyni, odpowiedział: „Pielgrzymki te są moim czyscem; w nich grzechy moje obmywam.” W jednéj z nich napadli go byli rozbójnicy, którzy domagali się aby im złożył wszystkie jakie ma przy sobie pieniądze. Oddał im co miał w woreczku, a gdy pytali o więcéj, odpowiedział że nie ma. Lecz zaledwie rabusie odeszli, przypomniał sobie sługa Boży, że miał jeszcze kilka czerwonych złotych w sukni zaszytych. Zasmucony iż mimowolne kłamstwo popełnił, dogonił złodziejów i rzekł do nich. „Zapomniałem żem zaszył pieniądze i zataiłem to przed wami: otóż je macie, a nie gorszcie się kłamstwem które mimowoli popełniłem.” Złoczyńcy zbudowani takim postępkiem, i tych pieniędzy nie przyjęli i wprzód zabrane mu oddali.

A gdy tak naprawiał mimowolne nawet uchybienia, jakże tém bardziéj wystrzegał się i cienia wyraźnéj obrazy Bożej! Szczególnie miłował czystość, aby jéj dochować ścisłe przestrzegał posty, i gorąco o tę cnotę prosił Matki Bożéj, aż razu pewnego objawiła mu się przenajświętsza Panna z dzieciątkiem Jezus na ręku, i podała ma lilą, jako zadatek że prośby jego wysłuchane zostały. Szczególne téż miał do Matki Boskiéj nabożeństwo, a największe do Jéj Boleści. Na drzwiach gmachu akademiekiego, był obraz Matki Bożéj z sercem przebitém mieczem, przed nim święty Jan codziennie w nocy zimą i latem klęcząc, długie trawił na gorącéj modlitwie godziny. Dla ubogich był nadzwyczajnie miłosiernym. Razu pewnego napotkał na ulicy, zimową porą, biednego boso idącego: zdjął z nóg obuwie, i dał je ubogiemu, a sam spuściwszy płaczcz do ziemi, aby nie widziano że idzie boso, wrócił do mieszkania. Inną razą idąc o świcie na Jutrznię do kościoła świętéj Anny, ujrzał nędzarza na śniegu w łachmanach leżącego i drżącego od zimna. Zdjąwszy z siebie wierzchnią suknię dał mu ją, którą potém, gdy wrócił z kościoła do domu, oddała mu Sama przenajświętsza Panna, pochwalając ten jego postępek. Pewnego dnia, gdy siedział przy obiedzie w Refektarzu akademickim wraz z innymi profesorami, żebrak zbliżywszy się do okna, głośno o wsparcie prosił, wołając iż głodem od dni trzech jest męczony. Święty Jan oddał mu swoję porcyą, a w téjże chwili, wszyscy zasiadający u stołu ujrzeli jak Matka Boża zastawiła przed Kantym cały obiad. Na pamiątkę téż tego cudu, profesorowie od téj pory przyjmowali codziennie ubogiego do swojego stołu, co dopiéro w początkach bieżącego wieku zaniechano. Przytém i ten piękny a podobnież dziś już zniesiony, zachowywano zwyczaj, że gdy profesorowie już siedzieli u stołu, służący oznajmiał przyjście ubogiego mówiąc: „Ubogi przyszedł” a najstarszy z zasiadających odpowiadał: „Chrystus przyszedł!” i sadzano biednego przy stole. A także, na uczczenie miłości bliźniego, jaką okazał był razu pewnego nasz Święty gdy jednemu ubogiemu oddał swoje obuwie a drugiemu wierzchnią suknię, profesorowie akademii zapewnili odpowiedny fundusz, do przyodziewania corocznie kilku ubogich; lecz i to z postępem cywilizacyi tegoczesnéj, zaniedbaném zostało.

Miłość ku bliźnim obudzała w świętym Janie politowanie nad każdym ich frasunkiem, a Pan Bóg nagradzał mu to łaską czynienia w takich razach cudów. Zdarzyło się że przechodząc przez rynek Krakowa, spostrzegł uboga wieśniaczkę płaczącą nad dzbankiem zbitym, w którym mleko niosła. Kanty zbliżywszy się do niéj, pozbierał rozrzucone po ziemi skorupy, pomodlił się, i dzbanek cały oddał kobiecie, a przeżegnawszy go, kazał jéj zaczerpnąć wody z rzeki Rudawy obok murów miasta płynącéj. Co gdy uczyniła naczynie to wybornym mlekiem zostało napełnione.

Biskup oceniając wysoką świątobliwość Kantego, a wiedząc iż lubo niezamożny nadzwyczaj był hojnym dla ubogich, obdarzył go plebanią Olkuską, jedną z najbogatszych podówczas w dochody. Święty zajaśniał tam cnotami doskonałego Pasterza, niezmordowanie karmił trzódkę swoję słowem Bożém, a jeszcze bardziéj pobudzał ją do wiernéj służby Bogu przykładem własnym. Lecz zaniepokojony ciężką odpowiedzialnością przed Bogiem, jaka obarcza każdego sumiennego proboszcza z zarządu dusz mu powierzonych, zrzekł się tego obowiązku, i zajął na nowo swoją katedrę profesorską.

Cnotę miłości bliźniego, którą tak jaśniał, ceniąc najwyżéj, wystrzegał się najpilniéj czémkolwiek ją obrazić. Przestrzegał téż jéj i w rozprawach czyli dysputach naukowych, jakie według ówczesnego zwyczaju, miewał publicznie. A że zwykle przewyższał w nich swoich przeciwników nauką i biegłością wymowy, więc nazajutrz przed Mszą Świętą, chodził do nich aby ich przeprosić, jeśli czém mimowoli upokorzył; i mawiał wtedy: „Idę spełniać świętą Ofiarę: wybacz mi, jeślim ci w rozprawie naszéj, jakim słowem przykrość wyrządził.” Obmowy wrogiem był nieubłaganym: nigdy sam nie wyrażał się o drugich insczéj jak w ten sposób że gdyby to słyszał ten o którym mówi, żadnéjby z tego nie doznał przykrości, i mawiał że to jest prawidłem według którego o drugich mówić możemy bez grzechu. Żeby i drugich powstrzymać od szarpania sławy bliźniego, w pokoju w którym gości przyjmował, umieścił wypisany wielkiemi literami to napis po łacinie Infamatore cave, quianoe revocare grave, to jest: „Strzeż się czernienia bliźniego, bo pod ciężkim grzechem byłbyś obowiązany to odwołać.” Wielu różnemi cudami i darem proroctwa uświetnił Pan Bóg tego sługę Swojego. Zdarzyło się, że kiedy miał kazanie, wszczął się straszny pożar na ulicy Świętéj Anny, obok kościoła gdzie przemawiał. Święty ukląkł, a gdy tylko co zaczął się modlić, okazał mu się święty Stanisław Szczepanowski, upewniając że na jego prośby pożar wstrzymanym zostanie tą razą, lecz że jeżeli lud pokuty goriwszéj czynić nie będzie, dotknie ich straszniejszy. Jakoż ogień wszczęty w téjże chwili uagasł cudownie, a Kanty kończąc kazanie, ostrzegał o zapowiedzianéj od Boga karze i do pokuty zachęcał. Lecz gdy tę przestrogę jego w niepamięć puszczono i do dawnych nowe przydano grzechy, wkrótce potém gwałtowny pożar większą część miasta zniszczył, pomimo najdzielniejszego ratunku.

Gdy nadchodził czas zejścia jego, a miał już wtedy lat siedemdziesiąt sześć, ciężko zachorzał, z anielską cierpliwością znosząc dolegliwe boleści. Odwiedzali go przyjaciele, a między nimi błogosławiony Izajasz Boner, święty Szymon z Lipnicy, błogosławiony Stanisław Kazimierczyk, błogosławiony Świętosław Mansyonarz i błogosławiony Michał Giedrojć, gdyż takimito wielkimi sługami Bożymi cieszył się wtedy Kraków współcześnie z Kantym. A on już ciężko chory, i stęskniony za niebem, ciągle powtarzał one słowa Psalmu Pańskiego: „Biada mi Panie! że się mieszkanie moje przedłużyło” 1 i tym podobne akty pobożne odmawiał. Gdy widział już koniec swój blizkim, rozdał ubogim nietylko co miał z pieniędzy, lecz i sprzęty z mieszkania; uczynił spowiedź z całego życia z największą skruchą, potém przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, wśród słodkiéj modlitwy, zasnął w Panu pełen lat i zasług, w wigilią Bożego Narodzenia, roku Pańskiego 1473. W poczet świętych, wpisany został przez Papieża Klemensa XIII, który dzień dzisiejszy na uroczystą pamiątkę jego przeznaczył.

Pożytek duchowny

Wyrazy odwodzące drugich od obmowy, które święty Jan Kanty wypisał był na ścianie swojego mieszkania, wyryj i ty w pamięci twojéj, abyś się jak najpilniéj tego grzechu przeciw miłości bliźniego wystrzegał. A przy tém pamiętaj iż tak jest w istocie jak to ten napis wyrażał, że gdy kto bliźniemu sławę naruszył, pod ciężkim grzechem, obowiązany jest przywrócić mu ją co prędzéj.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy za przykładem błogosławionego Jana Wyznawcy, w nauce Świętych postęp czyniąc i względem drugich miłosierdzie okazując, za jego zasługami odpuszczenia grzechów naszych u Ciebie dostąpili. Przez Pana naszego i t. d. }

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 897–899.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 841

Miłość prawdy, jaśniejąca w świętym Janie Kantym, winna zdobić każdego chrześcijanina i prawego katolika. Wszystkie nasze myśli, słowa i czyny winny świadczyć, że jako dzieci Boże jesteśmy także i synami prawdy. Lekkomyślność, gadatliwość, żywość zbyteczna, złośliwość i nałóg bywa powodem tego grzechu, a kto nim jest dotknięty, częstokroć nie wie, jak szkaradna jest ta wada. Strzeżmy się tego nałogu, który Bóg ma w obrzydzeniu, kochajmy i mówmy zawsze prawdę z jak największą sumiennością i nie odstępujmy od niej ani na krok, choćbyśmy kłamstwem mieli ocalić życie albo zyskać jaką korzyść. Nie dość jest wystrzegać się grubego kłamstwa; należy unikać uchybień przeciw prawdzie i w najdrobniejszych rzeczach. Prawda w słowach i czynach powinna być hasłem każdego uczciwego człowieka; każdy powinien trzymać się jej ściśle w rzeczach drobnych i ważnych, nie mijać się z nią nigdy ani umyśl nie, ani żartem. Nade wszystko winna się wystrzegać kłamstwa młodzież, bo jak mówi przy słowie, „czego się skorupka za młodu napije, tym na starość trąci”. Zapatrujmy się na prostotę, prawdomówność i dziecięcą niewinność Świętych Pańskich, a nie na przewrotność, obłudę i chytrość tych, którzy kłamliwość zaliczają do potrzeb życia i uważają ją za ułomność, którą godzi się uniewinnić i przebaczyć.

Footnotes:

1

Psal. CXIX. 5.

Tags: św Jan Kanty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pielgrzym kłamstwo czystość Maryja jałmużna obmowa prawda św Szymon z Lipnicy
2020-10-19

Św. Piotra z Alkantary, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1562.

(Żywot jego wyjęty jest z Bulli jego Kanonizacyi.)

Święty Piotr, od miejsca urodzenia z Alkantary nazwany, przyszedł na świat w tém mieście w Hiszpanii w prowincyi Estramadura położoném, roku Pańskiego 1499, z ojca Alfonsa Garawito gubernatora téj części kraju.

Od dzieciństwa, ulubioném jego zajęciem była modlitwa, w któréj późniéj obdarzał go Pan Bóg darem tak wysokiéj bogomyślności do jakiéj mało kto z największych Świętych Pańskich bywał podniesiony. Ukończywszy wszystkie nauki w Salamance, gdzie nietylko wielkim w nich postępem lecz jeszcze bardziéj pobożnością się odznaczył, wrócił do miasta rodzinnego. Zły duch, przewidując jak wielkim sługą Bożym zostanie, probował go w sidła swoje uwikłać. Najprzód uderzył na niego zwykłą bronią jaką na młodych używa, chcąc w nim skalać cnotę świętéj czystości. Lecz Święty użył znowu ze swojéj strony przeciw temu najskuteczniejszéj broni: modlitwy, umartwienia ciała, uczęszczania do Sakramentów i serdecznego do Matki Bożéj nabożeństwa. Pokusy tego rodzaju odeszły, niezadając duszy jego żadnéj szkody, lecz szatan z inną wystąpił. Łudził Piotra świetnym zawodem w świecie, rozbudzając w nim próżność i żądzę wyższych zaszczytów, których łatwo mógł dostąpić. Wszakże poznał się on i na téj zasadzce, i żeby raz na zawsze pozbyć się tego znowu rodzaju pokus, postanowił świat opuścić i wstąpić do zakonu. W tym celu udał się do klasztoru Braci Mniejszych w wiosce Manzares w górach położonego, a Pan Bóg zaraz w pierwszych jego krokach nowego zawodu, cudem raczył go w tych zbawiennych zamiarach utwierdzić. Gdy przybył nad rzekę Tietar, a zakłopotany że niema go kto przewieść na brzeg drugi, zaczął się modlić, wtedy Anioł stanął przed nim i przeniósł go za wodę.

Miał lat szesnaście kiedy wstąpił do nowicyatu, i wówczas już stał się wzorem doskonałosci zakonnéj dla wszystkich braci. Po wykonanych uroczystych ślubach, przeznaczono go do innego klasztoru, w którym wybrał i uprosił sobie na mieszkanie celkę tak ciasną i nizką, że więcéj do grobu, niż do mieszkania podobną była. Tam już zaczął ten rodzaj życia umartwionego, w którym mu mało kto z najsławniejszych w Kościele pokutników wyrównał, któremuby nawet trudno było dać wiarę, gdyby nie to że Bulla jego kanonizacyi, wszystko to stwierdza. Oto jak dalece prowadził ostre i umartwione życie: Nabiału i mięsa nigdy nie jadał; posiłek brał tylko raz na dzień i to co trzy dni, a czasem cały tydzień bez pokarmu zostawał. Dwa razy na dzień zadawał sobie krwawe. biczowanie żelaznemi ostremi łańcuszkami; dzień i noc nosił włosiennicę, a raczéj rodzaj pancerza zrobionego a blachy podziurawionéj nakształt kuchennéj tarki, ostrzem w ciało obróconéj, a która ciągle rozdrażniała rany, jakie sobie biczowajem zadawał. Chociaż zwykle jadał jarzyny surowe bez żadnéj zaprawy, albo chleb suchy, skoro mu to cokolwiek smakowało, dosypywał popiołu. We wzroku tak był umartwionym, że po kilka lat mieszkając w jakim klasztorze, żadnego z braci nie znał z twarzy tylko z głosu. Gdy pomimo tak umartwionego życia razu pewnego doznał podniet zmysłowych, zanurzył się w zamarznięte jezioro, i tak długo w niém zostawał aż go ta pokusa minęła.

Lecz umartwienie które, jako sam wyznawał, najwięcéj go kosztowało, było ujęcie sobie spoczynku nocnego. Mawiał, że ze wszystkich potrzeb życia najprzykrzejszą dla niego była potrzeba snu, gdyż ta jedna, jak utrzymywał, pozbawiała go uczucia obecności Bożéj, czego nawet i śmierć nie czyni. Sypiał téż tylko godzinę, a najwięcéj półtory, i to przez lat czterdzieści, niekładąc się wcale, tylko siedząc na nogach, albo na stołku z opartą o mur głową. Noce téż całe przepędzał na bogomyślmości, i na zadawaniu sobie prócz tego różnych innych umartwień ciała. Celkę miał zawsze tak nizką i małą, że ani w niéj stać mógł wyprostowany, ani wyciągnięty leżeć. Z każdéj pory roku robił sobie także pokutę. Wśród największych mrozów, chodził z gołą głową; po największych śniegach bez obuwia, a mieszkając w górach gdzie zima bardzo ostra i panują silne wiatry północne, właśnie gdy było najzimniéj w dzień i w nocy okna od celi nie zamykał. Umartwienia téż jego sprawiały że, według wyrażenia współczesnych pisarzy, wyglądał jak szkielet chodzący.

Ale za to jakiemiż pociechami wewnętrznemi i darami cudownemi obdarzał go Pan Bóg! Prawie przy każdéj modlitwie wpadał w zachwycenie, i wtedy widywano go wzniesionego w powietrzu, co i przy Mszach świętych się zdarzało. Z twarzy jego, a szczególnie z oczów, kiedy się modlił lub Mszę świętą odprawiał, wytryskiwały promienie tak jasne, że bez olśnienia nikt wtedy na niego patrzeć nie mógł. Także wśród modlitwy, niekiedy nie mógł się wstrzymać od głośnego śpiewu, który był tak nadzwyczaj pięknym, że najbieglejsi muzycy z podziwieniem i zachwyceniem go słuchali. Posiadał przytém dar języków, to jest że gdy miewał kazania, lub potrzebował rozmówić się z kim w rzeczach duchownych, cudzoziemcy różnéj narodowości rozumieli go doskonale, a on ich nawzajem. Poznawał najskrytsze tajniki serc ludzkich, i zdarzało się, że przy spowiedziach wyjawiał penitentom ukryte przez nich grzechy, z których albo spowiadać cię nie chcieli, albo je zapominali. Biegły w przewodniczeniu dusz do wyższéj doskonałości dążących, długo był spowiednikiem świętéj Teresy. Onto głównie poznał iż dary nadzwyczajne w które ta Święta opływała, nie były wcale złudzeniem szatańskiém jakto wielu znakomitych teologów mylnie utrzymywało, a przez to uspokoiwszy tę wielką duszę, pomógł jéj do rączego postępu w doskonałości do którego późniéj doszła, i on właśnie skłonił ją do przedsięwzięcia reformy jéj zakonu. Święty Franciszek Borgiasz Towarzystwa Jezusowego, także w rzeczach tyczących się sumienia jego rady zasięgał, i nią się powodował. Cesarz Karol V, gdy zrzekłszy się korony cesarskiéj na pewien czas przed śmiercią osiadł w klasztorze, zażądał aby Piotr był jego stałym spowiednikiem; lecz Święty nie chciał w żaden sposób podjąć się tego w oczach świata tak zaszczytnego obowiązku.

Na prośby jednego z pobożnych swoich przyjaciół, napisał nie wielkie co do rozmiaru, lecz nieoszacowane dzieło co do treści „O modlitwie i bogomyślności”. Książka ta tak go rozsławiła, że Jan III król Portugalski uprosił u przełożonych, aby go na pewien czas na dwór jego przysłano. Pozostawał tam sługa Boży przez kilka miesięcy; zadziwil wszystkich swoim nadzwyczaj umartwionym życiem, którego w niczém nie odstępował, budował pokorą i słodyczą w obcowaniu z każdym, a kazaniami tak zbawienny wpływ wywarł, że nietylko na całym dworze królewskim rozbudził ducha pobożności, lecz kilku wielkich panów wyrzekło się świata i jego zaszczytów, i oddało się pokutnemu życiu, wstępując do najostrzejszéj Reguły zakonu. W téj liczbie był i brat królewski don Ludwik, który wybudowawszy klasztor w Salvatiera, sam został zakonnikiem, z wielkiém całego państwa zbudowaniem.

Po powrocie z Portugalii, święty Piotr wybrany na przełożonego prowincyi swojego zakonu, robił co tylko mógł, prosił i błagał braci aby go od tego urzędu uwolnili. Lecz z woli ich pozostawszy na nim położył największe swoje w tymże zakonie i w Kościele Bożym zaslugi, przez wprowadzenie po klasztorach całej pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Franciszka Serafickiego. Wiedział dobrze, że trudniéj jest zreformować zakon niż założyć nowy, lecz odebrawszy w téj mierze natchnienie od Boga, wytrwale walczył z wielkiemi napotykanemi na téj drodze przeszkodami, i wszystkie je przezwyciężył. Przybrawszy sobie kilku ojców skłonniejszych do tego, założył mały klasztorek w Arabida w Portugalii na górze stroméj i wysokiéj, gdzie prawie wszystkie cele urządzone były w ciasnych szpalinach po skałach. I tamto dał on początek temu szczepowi zakonu świętego Franciszka który u nas Reformatami nazywają, a który późniéj zatwierdzony został przez Papieża Juliusza III, a następnie Pawła IV.

Wszakże w samy początku tego wielkiego rozpoczętego dzieła, na ciężką był wystawiony próbę. Nadzwyczajna ostrość życia, jaką w swojéj reformie zaprowadzał, dotkliwe, a z różnych stron pochodzące prześladowania, które właśnie ta surowość na niego i na braci a nim będących ściągnęła, sprawiły że po pewnym przeciągu czasu, święty Piotr sam jeden znalazł się w klasztorze, a wszyscy zresztą go opuścili. Udał się wtedy do Rzymu, a otrzymawszy od Papieża i Jenerała nowe do przeprowadzenia swéj reformy upoważnienie, mocą którego zrobiony był Komisarzem jeneralnym wszystkich klasztorów w Hiszpanii, wziął się powtórnie do swojego dzieła. Wybudował bardzo mały klasztorek w Pedrozo, założył małą prowincyą pod wezwaniem świętego Józefa, i w téj w przeciągu lat sześciu tak mu Pan Bóg pobłogosławił, że dziewięć klasztorów napełnił braćmi, wedle pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Patryarchy Asyzkiego żyjących.

Już od niejakiego czasu udawało się że święty Piotr cudem tylko żyje, tak był wycieńczony rozmaitemi swoimi umartwieniami, i ciężkiemi trudami, jakiemi go w ostatnich czasach zarząd prowincyi reformowanéj obarczał. Zapadłszy na zdrowiu i widząc że śmierć się zbliża a niemogąc już chodzić, prosił aby go zaniesiono do klasztoru świętego Andrzeja w Arenas. Tam przepowiedział braciom dzień i godzinę swojego zgonu. Gdy ten nadchodził zwołał ich, zachęcał do wytrwałości w powołaniu, i przyjął przenajświętszy Wiatyk klęcząc na ziemi ze złożonemi rękoma, a we łzach się rozpływając. Wkrótce potém, znacznie na siłach upadłszy, przyjął i ostatnie Olejem świętym namaszczenie. Wtedy objąwiła mu się przenajświętsza Marya Panna i święty Jan Ewangelista, do których miał sczególne przez całe życie nabożeństwo, upewniając iż zbawionym będzie. To go wprawiło w tak świętą radość, że zaczął śpiewać ten wiersz psalmu Pańskiego: „Weselilem się z tego co mi powiedziano: do domu Pańskiego pójdziemy” 1, i kończąc go coraz cichszym głosem słodko zasnął w Panu, 18 Października roku 1562. Po śmierci objawił się świętéj Teresie otoczony światłem niebieskiém, i rzekł do niéj: „O! szczęśliwa pokuta, która mi wyjednała tak wielką chwałę!”

Kanonizowany został uroczyście przez Papieża Klemensa IX.

Pożytek duchowny

Przytaczają życiopisarze błogosławionego Piotra z Alkantary i to na dowód jego zamiłowania czystości, że gdy już był umierającym, a braciszek który go dozierał, chcąc go poruszyć na łóżku, dotknął się jego ciała, Święty go odsunął mówiąc: „Jeszcze żyję, a więc jeszcze przeciw skromności wykroczyć mogę”. Patrz jak Święci téj najtrudniejszéj do przechowania cnoty przestrzegali, a przypomnij sobie czy i ty równie w niéj jesteś ostrożnym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Piotra wyznawcę Twojego, przedziwnéj pokuty i najwższéj bogomyślności darami wsławić raczył, daj nam, prosimy, abyśmy za pośrednictwem zasług jego, zmysły umartwiając, łatwiéj pojmować rzeczy niebieskie umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 894–896.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 839

„Błoga pokuto, która mi zjednałaś takie szczęście!” rzekł święty Piotr do Teresy, aby ją pocieszyć w utrapieniach, zachęcić do wytrwałości i wypowiedzieć nadzieję, że Bóg mu w wieczności wynagrodzi zwalczanie żądz i porywów ciała. Weźmy sobie te słowa do serca i pomnijmy na to, że za grobem czeka nas odwet za to, co tutaj czynimy.

  1. Powiada nam to nasamprzód własne serce. Jakąkolwiek tutaj podejmujemy pracę i o cokolwiek się ubiegamy na tym świecie, zawsze nasuwa się nam pytanie, czy nasze zabiegi będą wynagrodzone. Jeśli nas kto chce zmusić do pracy bez wynagrodzenia, oburza się natura nasza, opieramy się rozkazowi, i żądamy od zwierzchności, aby nas wzięła w swą opiekę przeciw przymusowi i ukarała gwałciciela. Jeśli zwierzchność odmawia nam pomocy, pozostaje nam nadzieja, że tyran choć nie w tym, to w przyszłym życiu odpokutuje wyrządzoną krzywdę. Jeśli nam zaś kto wyświadczy łaskę lub przysługę, ulegając naturalnemu pociągowi serca, pragniemy mu się wywdzięczyć według możności. Niezatartymi głoskami wyryta jest w sercu ludzkim prawda: „Odwet jest konieczny. Dobre winno być wynagrodzone, a za złe winna być kara”. Odwetu i nagrody oczekiwać należy od tego, komu służymy i dla kogo pracujemy. Kto służy dumie i zmysłom, złego ma płatnika; kto służy opinii publicznej, komu chodzi o popularność, niech nie liczy na wdzięczność. Kto pracuje dla Boga i Jemu służy, jak św. Piotr, ten może się spodziewać sowitej nagrody i hojnej zapłaty.
  2. Że jest odwet, nagroda i kara, tego uczy nas wiara. Chrystus jasno wypowiedział, że On będzie Sędzią, że On wynagrodzi każdy łyk wody, każdą ofiarę, choćby szeląga, że On karać będzie za każde marne słowo, że On da szczęście łagodnym, miłosiernym, skromnym, a bezbożnych, złośników i gnuśnych karać będzie.

Footnotes:

1

Psal. CXXI. 1.

Tags: św Piotr z Alkantary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokuta umartwienie św Teresa z Avili
2020-10-13

Św. Edwarda Wyznawcy, króla angielskiego

Żył około roku Pańskiego 1066.

(Żywot jego był napisany przez błogoławionego Elreda, Opata Rewaleńskiego.)

Święty Edward, trzeci tego imienia król angielski przezwany Łaskawym, i który wysoką świątobliwością na tronie znjaśniał, przyszedł na świat w początku wieku jedenastego. Był synowcem króla także świętego i Męczennika tegoż imienia, a synem króla Etenreda i Emy córki Ryszarda książęcia Normandzkiego.

Wyborem jego na tron angielski, dziwnym sposobem pokierowała Opatrzność. W chwili gdy groził Anglii najazd Duńczyków, zgromadzone Stany Państwa na sejm walny, obawiając się niesnasków domowych, z powodu dwóch synów Etenreda z dwóch małżeństw jego spłodzonych, a o berło wspólnie się ubiegających, ogłosili prawnym następcą dziecię, które królowa nosiła jeszcze w łonie, i zaprzysięgli mu posłuszeństwo, zanim się urodziło. Zaledwie na świat przyszedł Edward, zawieziony został do księstwa Normandyi, dokąd udała się była cała królewska rodzina, uchodząca przed Duńczykami którzy Anglią opanowali.

Przez cały ciąg wychowania, które na tém wygnaniu odbierał, podziwiali w nim wszyscy, niewinność obyczajów, wstręt do wszelkiego grzechu, i zamiłowanie cnoty, a to nawet w wieku, w którym zdawało się że jeszcze wartości jéj ocenić niezdolny. Obok słodyczy w obcowaniu z każdym którą się szczególnie odznaczał, takie w nim objawiało się zamiłowanie czystości, że go nazywano Aniołem ziemskim, i poczytywano to w nim za dar szczególny i jakby cudowny. Najmniejsze słowo, wszelki przedmiot byle trochę tę świętą cnotę obrażający, oburzał go i skłaniał do ucieczki. W wieku w którym dzieci mają upodobanie tylko w rozrywkach, dla młodego książątka tego, najmilszą zabawą były ćwiczenia pobożne i modlitwa. Krótką mu się wydawała każda chwila którą w kościele spędzał, i nic mu większéj nie sprawiało uciechy, jak gdy bywał obecny obrzędom religijnym, a szczególnie gdy słuchał Mszy świętéj. Stroniąc od zabaw, którym się inni książęta jego bracia, oddawali, w chwilach na nie przeznaczonych, udawał się do klasztorów, i w nich po kilka godzin najchętniéj przebywał. Zauważano, że gdy jeszcze był dzieckiem, dla zakonników świątobliwych, okazywał szczególne względy.

Ojciec jego król Etenrod umarł, obaj starsi bracia jego zabici zostali przez Duńczyków, i święty Edward, już i przez to samo stał się jedynym prawym ma tron następcą. Lecz królestwo całe w najopłakańszym było stanie. Duńczyki mieczem i ogniem kraj cały zniszczywszy, porabowali kościoły, poburzyli klasztory, a ludność tak ciężką klęską dotknięta do nędzy przyszła wszędzie.

Podczas tego powszechnego nieszczęścia, pewien święty Biskup nazwiskiem Brytuwald, który schronił się był w górach w odlndne bardzo miejsce, i tam w płaczu i pokucie błagał Boga o miłosierdzie nad swoim ludem, miał objawienie, które go wielce pocieszyło. Ujrzał świętego Piotra Apostoła, a u nóg jego młodego książęcia Edwarda, którego tenże błogosławiony Apostoł wyświęcał na króla, przepowiadając mu błogie panowanie, gdyż Pan Bóg przeznaczał go na uszczęśliwienie jego narodu, za którego grzechy, sprawiedliwość Boża zesłała była na Anglią napad barbarzyńców.

Tymczasem młody książe, nabierał coraz większego wzrostu w pobożności i mądrości. Jak będąc dzieckiem, zachwycał wszystkich swoją niewinnością, tak i doszedłszy lat młodzieńczych, tąż cnotą jaśniejąc, był podziwem dworu całego. Razu pewnego dworzanie powiedzieli mu, a było to jeszcze przed śmiercią jego braci, że z powodu ich roszczeń do tronu, on nie wstąpi na niego inaczéj jak z mieczem w ręku. Pobożny książe odpowiedział na to: „Nie chcę korony, którąby trzeba krwią moich poddanych okupywać.”

Odziedziczywszy téż berło po ojcu bez żadnego krwi rozlewu, po śmierci przywłaszczyciela Kanuta Duńczyka i jego synów, w krótkim czasie przywrócił w państwie swojém pomyślność, jakiéj zażywało przed najazdem nieprzyjacielskim. Zaczął od naprawiania wszystkich kościołów, które Duńczyki byli zrabowali lub zburzyli; powznosił nowe, założył wiele klasztorów, a dawnym pozwracał zagrabione im posiadłości. Najmocniéj bowiem był przekonany, jak to często mawiał, że najpewniejszym środkiem przywrócenia pomyślności w narodzie, jest przywrócenie świetności Kościoła, i że te tylko ludy są prawdziwie szczęśliwe, w których stan Kościoła jest swobodny i świetny. Ponieważ długa wojna nietylko kraj zubożyła, lecz i przyczyniła się do zepsucia obyczajów w narodzie, starał się przeto głównie o zniesienie wszelkich nadużyć, o wprowadzenie we wszystkich wydziałach rządu, a szczególnie w sądownictwie, jak największego porządku i ścisłéj sprawiedliwości, Pozyskany tym sposobem szacunek swoich poddanych, pozyskał sobie i ich serca. Kochali go wszyscy serdecznie, bo żadnemu panującemu tak słusznie jak jemu, nie przynależał tytuł: Ojca narodu. Objawiło się to szczególnie, w dniu jego koronacyi, która nastąpiła w samę Wielkanoc roku Pańskiego 1043. Radość była powszechna, i naród cały jakby jeden człowiek podnosił ręce do Nieba, prosząc o jak najdłuższe zachowanie życia tak drogiego im króla.

Pragnąc obsadzić jego pokolenie na tronie, i utrwalić w następcach cnoty króla który uszczęśliwiał Anglią, najwyżsi panowie pańistwa, domagali się aby Edward zawarł śluby małżeńskie, i zapewnił im spadkobiercę tronu. Nie wiedzieli że święty ten król, uczynił był ślub czystości dozgonnéj. Wszelako, pełen ufności w Bogu i opiece Matki przenajświętszéj, którą od dzieciństwa czcił najserdeczniéj, skłonił się on do takowego żądania swoich poddanych, a pomimo tego dochował przyrzeczenia uczynionego Bogu. Opatrzność przeznaczyła ma małżonkę, która ozdobiona wszystkiemi zaletami odpowiednemi dostojeństwu wielkiéj królowéj, postanowiła podobnież jak on żyć do śmierci w dziewictwie, przekładając szczęście być Oblubienicą Chrystusową, nad zaszczyt stania się matką potężnego monarchy. Tą świętobliwą dziewicą była Edyta, córka hrabiego Goduwina, najpotężniejszego z panów angielskich. Edward zawiadomiony o jéj wysokiéj świątobliwości, wnosząc że ją łatwo przywiedzie do zrobienia takiegoż ślubu czystości jakim sam był związany, pojął ją w małżeństwo, i ślub odbył się z właściwą królewską okazałością. W pierwszéj rozmowie jaką po zawarciu małżeństwa mieli z sobą, uszczęśliwiona królowa dowiedziawszy się o postanowieniu Edwarda zachowania dozgonnéj czystości, oznajmiła mu że i sama ten zamiar miała. To ściśléj jeszcze w Bogu połączyło serca tych dwóch małżonków, którzy zasiadając na tronie i żyjąc wśród największych zbytków i świetności tego świata, dochowali nietkniętym kwiat świętéj czystości, który i dla żyjących na puszczy nie łatwym do pielęgnowania.

Cnoty tak rzadkie wynagradzał Pan Bóg świętemu Edwardowi tu jeszcze na ziemi, łaskami szczególnemi i darami nadprzyrodzonemi. Widywano go nie raz, a szczególnie gdy słuchał Mszy świętéj, wpadającego w zachwy- cenie. W czasie podniesienia, okazywał mu się Chrystus Pan widzialnie w ludzkiéj postaci. Obdarzył go był Pan Bóg także i darem proroctwa, i kilka ważnych wypadków przyszłości dokładnie przepowiedział. Król Duński przedsięwziął za jego panowania nową wyprawę na Anglią. Zauważano, że Edward słuchając Mszy świętéj w dzień Zesłania Ducha Świętego, był nadzwyczaj wzruszonym. Po ukończoném nabożeństwie obecni dworzanie, ośmielili się spytać go o powód tego. Święty Edward oznajmił im, iż w téj chwili miał widzenie, że flota nieprzyjacielska rozbitą została na morzu i sam król Duński życie postradał. Jakoż goniec który z granic państwa nazajutrz przybył, przyniósł wiadomość stwierdzającą to widzenie.

Dla biednych okazywał miłosierdzie największe. Co tylko mu zbywało czasu po załatwieniu spraw państwa, ten cały obracał na uczynki miłosierdzia: przyjmowanie i słuchanie prośb ubogich, nawiedzanie ich po mieszkaniach i szpitalach. Razu pewnego spotkał na ulicy ubogiego tkniętego paraliżem, który z trudnością wlókł się do kościoła. Król wziął go ma własne barki i zaniósł przed ołtarz. Przestrzegając w zarządzie kraju całego jak najściślejszéj sprawiedliwości, dla wszelkiego rodzaju winowajców okazywał się nadzwyczaj miłosiernym, a szczególnie względem tych którzy przeciw własnéj jego osobie wykraczali. Z tego téż to głównie powodu otrzymał przydomek łaskawego, pod którym go w historyi znają.

Po Panu Jezusie w tajemnicy Ołtarza utajonym, i Matce Bożéj, którą od dzieciństwa kochał najserdeczniéj, najszczególniejsze nabożeństwo miał do świętego Jana Ewangelisty, jako głównego patrona cnoty czystości. Zobowiązał się był ślubem, nie odmawiać nigdy jałmużny, gdy go kto w imieniu tego błogosławionego Apostoła o nią prosić będzie. Razu pewnego, święty Jan okazał mu się w postaci ubogiego proszącego o wsparcie. Król niemając przy sobie pieniędzy, dał mu swój pierścień. W kilka dni potém tenże Święty objawił się dwom pobożnym pielgrzymom, oddał im pierścień królewski, kazał odnieść królowi i oznajmić mu, że w pół roku przyjdzie on sam po jego duszę, aby ją do Nieba zaprowadzić. Święty Edward z widoczną radością przyjął tę wiadomość, chociaż miał wtedy lat tylko trzydzieści sześć. Nakazał w całém państwie modlitwy za siebie, podwoił ćwiczeń pobożnych, umartwień ciała i miłosiernych uczynków. Nakoniec w dniu przez świętego Apostoła zapowiedzianym, w roku Pańskim 1066 po krótkiej chorobie, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, błogosławiony ten król oddał ducha Panu Bogu, przez ręce świętego Jana, który mu się wtedy okazał. Zasiadał na tronie lat dwadzieścia trzy, w ciągu których naród swój uszczęśliwił i wzorem cnót swoich uświęcał. Za życia i po śmierci licznemi cudami słynącego, Papież Aleksander III uroczyście kanonizował.

Pożytek duchowny

Ile razy czytasz żywot jakiego Świętego, który tak jak dzisiejszy piastując najwyższą królewską władzę, a przez to otoczony będąc wszystkiém co nietylko uświątobliwienie ala nawet zbawienie utrudza, pomimo tego wielkim, sługą Bożym został, niech cię to przekona, że jeśli ty niedbale służysz Panu Bogu, nie położenia to w którém się znajdziesz, lecz twoją własna w tém wina.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego króla Edwarda wyznawcę Twojego, chwałą wiekuistą ukoronował; daj nam prosimy, tak go czcić na ziemi, abyśmy z nim panować mogli w Niebie, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 876–878.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 824–825

Łagodność, jakiej wzór widzimy w świętym Edwardzie, nie jest jedynie naturalnym usposobieniem duszy. Można ją w sobie wyrobić siłą woli i za pomocą łaski Bożej, a błogim jej skutkiem jest wewnętrzny spokój i miłość wszystkich, z którymi pozostajemy w jakiejkolwiek styczności. Można sobie tę cnotę przyswoić dwojakim sposobem.

  1. Zwalczajmy troskliwie w sobie wszystkie popędy, skłonności i przywary, które tamują wzrost łagodności i niweczą jej zaród w sercu. Jednym z takich popędów jest chęć przypodobania się wszystkim, z którymi przestajemy, i zyskania sobie na wszelki sposób wziętości i szacunku. Iluż to z nas dąży do tego celu drogą jak najniewłaściwszą! Iluż to lubi się przechwalać, mówić o swych zasługach i pracach, chlubić się swą nauką, aby swoją osobę postawić w jak najkorzystniejszym świetle! Próżne jednak ich wysiłki, daremne zabiegi! Nigdy na tej drodze nie dojdą do celu, gdyż tych, o których pochwałę i szacunek najwięcej im chodzi, zrażają i odstręczają swym gadulstwem i przechwałkami, a ponieważ sumienie wyrzuca im nieuczciwość, tracą spokój duszy i stają się drażliwymi i zrzędnymi, podobni do spekulanta, który się zawiódł w swych rachubach. Niejeden wpada w ten błąd ze wstrętu do milczenia i samotności, bo nie umie i nie chce trzymać języka za zębami, a rzucając się w odmęt świata, ułatwia nienawiści, zazdrości i nieżyczliwości przystęp do swego serca, w którym zakorzenić się powinna przede wszystkim miłość Boga, bliźniego i spraw niebieskich. Innych martwią i korcą wady usposobienia i ciała, niezadowolenie z obranego stanu, myśli o zmianie zawodu, a że sądzą, iż ludzkość się na nich nie poznaje, czują się jakby pokrzywdzonymi i tracą spokój i swobodę ducha. Skądże się ma u takich znaleźć łagodność?
  2. Starajmy się nasamprzód być łagodnymi w ciaśniejszym kole rodziny, domowników i bliższych znajomych. Święty Franciszek Salezy, ten baranek cierpliwości i łagodności, pisał do pewnej pani: „Proś co dzień Boga o dar tej łagodności, jakiej On żąda od dusz wiernie Mu służących, szczerze postanów ćwiczyć się w tej cnocie wobec osób, względem których masz pewne zobowiązania. Przywyknij panować nad sobą i przypominaj to sobie po sto razy na dzień, i czyń z tego pohamowania siebie samej ofiarę Bogu. Oddaj duszę pod rozkazy Boga, ćwicz ją w łagodności, stłumiaj jej namiętne porywy, a będziesz szczęśliwa; wtedy bowiem Bóg zamieszka w Twym sercu i ukoi jego niepokój. Gdyby ci się jednak zdarzyć miało, że się zapomnisz, nie trać ducha, lecz natychmiast upamiętaj się i uspokój, tak, jakbyś nigdy nie straciła równowagi. Krótkie to nasze życie jest tylko przedsionkiem żywota wiecznego. Dobrze go użyjesz, jeśli łagodnie postępować będziesz z tymi, z którymi się stykasz”.
Tags: św Edward Wyznawca „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król czystość jałmużna św Jan Ewangelista łagodność
2020-10-12

Św. Serafina z Monte Granario, Braciszka Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1604.

(Żywot jego był napisany przez Sylwestra z Medyolanu, tegoż Zakonu kapłana.)

Święty Serafin był rodem z Granaru, małéj wioski we Włoszech w dyecezyi Firmińskiéj położonéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1540. Ojciec jego ubogi malarz imieniem Hieronim, a matka Teodora wielce pobożni, wychowywali go jak młodego Tobiasza, ucząc od dzieciństwa aby się brzydził grzechem, a z całego serca miłował Boga i służył Mu jak najwierniéj. Gdy podrósł oddany był na usługi pewnemu włościaninowi, który go przeznaczył do paszenia owiec. Pobożny ten pastuszek dnie całe spędzał na modlitwie, niespuszczając jednak z oczu powierzonéj mu trzódki. Na korze u drzew wyżłabiał sobie jużto krzyże już imię Maryi, i przed tak skromnemi ołtarzami przez długie godziny zatapiał się w bogomyślności. Do Matki Bożéj miał szczególne nabożeństwo, i za Jéj pośrednictwem wtedy już cudowne swoje łaski Pan Bóg nad nim okazywał, gdyż po dwakroć wezbraną rzekę Potencyą, z podziwieniem nato patrzących, suchą nogą przebył.

Po śmierci ojca, starszy brat który mularkę po ojcu daléj prowadził, wziął go do domu. Byłło człowiek bardzo gwałtowny, od którego nasz Święty wiele wycierpiał. Przeciążał go robotą, a chociaż Feliks (takie bowiem miał imię zanim wstąpił do Zakonu) pracował nad siły, brat go ciągle łajał, a często bił bez miłosierdzia, co wszystko znosił on w milczeniu i z przedziwną cierpliwością.

Zdarzyło się że gdy razu pewnego był na robocie u pewnéj pobożnéj pani, słyszał ją głośno czytającą rozmyślania o strasznym sądzie Bożym, na którym każda dusza staje zaraz po śmierci. Wywarło to na nim takie wrażenie, że rzekł do osoby czytającej: „Gdy tak się rzeczy mają, trzeba iść na puszczę aby zbawienie swoje zabezpieczyć.” – „To w dzisiejszych czasach nie łatwo, odrzekła mu ta pobożna pani, lecz jeśli chcesz odsunąć się od świata, wstąp do zakonu Kapucynów, który oto świeżo założony, odznacza się wielką ścisłością w zachowaniu życia odosobnionego i pokutnego.” Niezwłocznie téż Feliks udał się do miasta Tolentynu, gdzie był klasztor Kapucynów, z prośbą aby go do zakonu przyjęto. Z razu robiono mu trudności, z powodu że byłło prostaczęk, który ani pisać ani czytać nie umiał; lecz po usilnych prośbach przyjęty został na Braciszka, i do nowicyatu w klasztorze w Wiesi odesłany, gdzie przywdział habit przyjmując imię Serafina. Miał wtenczas lat szesnaście. Od chwili wstąpienia do nowicyatu, tak zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika, że dla najstarszych był wzorem do naśladowania. Niepoprzestając na wielkich ostrościach przepisanych przez Regułę, zadawał sobie jeszcze inne umartwienia, które Magister jego musiał ciągle miarkować. W pokorze, która główną jest cechą synów świętego Franciszka Patryarchy tego zakonu, nikt mu z braci nie wyrównywał.

Po wykonaniu ślubów uroczystych, jeszcze gorliwiéj na téj drodze postępował. Pragnął być przeznaczonym za towarzysza kapłanom wysyłanym na misyą do niewiernych, wzdychając za koroną męczeńską, lecz Pan Bóg nie tą drogą miał go do Nieba poprowadzić. Przełożeni przeznaczyli go ma kwestarza klasztoru w Askoli, gdzie na tym obowiązku całe swoje zakonne życie spędził, a miasta tego, chociaż nie był kapłanem, stał się jakby Apostołem: tak zbawienny bowiem wpływ wywierał na wszystkich mieszkańców wysoką świątobliwością z któréj powszechnie był znany, a któréj przydawał Pan Bóg blasku darem cudów jakim zajaśniał.

Prosty ten braciszek zakonny, w tak szczególném był u wszystkich szacunku, i takiéj zażywał powagi, że każda rozmowa jego z osobami świeckiemi, zbawienniejsze nieraz wywierała ma nich skutki, niż najwymowniejsze kazania. W mieście Askoli za czasów jego tam pobytu, prawdziwą plagą dla dusz, była upowszechniona gra w karty, która najzamożniejszych przywodziła do straty majątków, w biedniejszych rozbudzała niepohamowaną chęć zysków, a dla wszystkich stawała się pobudką do kłótni, bitew, bluźnierstw i niesnasków domowych. Serafinowi Pan Bóg podał do serca aby na tę zdrożność uderzał. Jako kwestarz klasztoru często bywał w mieście: wtedy zachodził do domów gdzie się na gry zbierano; z początku przypatrywał się temu w milczeniu, a potém zawiązywał z grającymi rozmowę, po któréj przychodziło zwykle do tego, że najzapamiętalsi gracze oddawali mu karty, które on rozdzierając mówił: „nie gniewajcie się za to co czynię, gdyż krzywdzę tém nie was ale szatana, który przez wasze ręce temi kartami wygrywa dusze wasze.” Tak téż go powszechnie z téj strony znano, że niekiedy gracze do kart zasiadłszy, gdy ujrzeli go nadchodzącego, zaniechywali gry mówiąc: „Nie ma rady, porzućmy karty, gdyż oto brat Serafin idzie.”

Druga zdrożność na którą ten pokorny braciszek również gorliwie uderzał, byłto niechrześcijański zwyczaj, rozwieszania po ścianach obrazów skromność obrażających. Powstawał Serafin na te wszeteczeństwa z najświętszym zapałem. Po wszystkich domach gdzie tylko bywał, a w których go z największą czcią i uszanowaniem zawsze przyjmowano, jeśli coś podobnego widział, w najżywszych wyrazach przedstawiał wielkie ztąd dla każdej duszy szkody, i zapowiadał że noga jego w tym domu nie postanie, jeśli tego rodzaju zgorszenia nie usuną. Niekiedy gdy uważał to właściwém i najskuteczniejszém, sam własną ręką takie obrazy i sztchy niszczył i palił. A gdy je znajdował bogato przyozdobione, mawiał ze słuszném oburzeniem: „Czy godzi się chrześcijaninowi, grzechy śmiertelne w ramy złote oprawiać?” Mnóstwo téż tego rodzaju obrzydliwości, za jego wpływem usuniętych zostało z oczów ludzkich na zawsze.

Jak nieskromne obrazy obudzały w nim słuszne oburzenie, tak jeszcze bardziéj nieskromne noszenie się niewiast wzniecało w nim litość i nad temi płochemi istotami które się tego dopuszczały, i nad duszami, dla których stawało się to powodem do grzechu. Powstawał więc i przeciw temu Serafin, a że jak wszystko tak i to czynił z wielką miłością i pokorą, wiele niewiast od podobnego rodzaju strojów na zawsze odwiódł. Zdarzyło się że upominał o to pewną młodą kobietę, która mu szydersko odpowiedziała: „Jak się postarzeję, wtedy za tą radą pójdę, lecz pókim młoda trudno mi bez tego się obejść.” Na to odpowiedział jéj Święty: „Ja zaś radzę ci teraz słuchać głosu Bożego, bo wkrótce nie będziesz już miała na to czasu.” Co było proroctwem, gdyż lekkomyślna ta kobieta wkrótce potém, wiodąc życie bardzo naganne nagle umarła, niemając czasu pojednać się z Bogiem.

Sam, jakto wspomnieliśmy, nieumiejący czytać, Duchem Świętym oświecony, żywo był przejęty temi znowu niezrównanemi szkodami, jakie odnoszą dusze z czytania złych książek, a najbardziéj powieści tak zwanych romansowych. Pojmował on doskonale iż jestto środek przez który szatan najwięcéj dusz pozyskuje. I téj więc równie, już za jego czasów upowszechniającéj się, a podobno największéj dla serc i umysłów chrześcijańskich pladze, wypowiedział on wojnę. Korzystając z całéj swojéj powagi, która z latami wzrastała i uczyniła go już była jakby wyrocznią całego miasta, powstawał przeciw czytaniu złych książek z taką świętą gorliwością, wymową i trafnością, że je wyrywał z rąk tych nawet, którym zdawało się że bez tego zabójczego dla dusz pokarmu żyćby już nie mogli.

Także obdarzył go Pan Bóg darem jednania zagniewanych na siebie osób, i często się zdarzało że gdy długa nienawiść trzymała w ciężkich grzechach powaśnionych między sobą, jedno wdanie się w to świętego Serafina, wyrywało z tego nieszczęsnego stanu dusze, i przywracało serdeczną i trwałą zgodę tam, gdzie przedtém panowała nienawiść zawzięta.

Umiał podobnież trafiać do najzatwardzialszych grzeszników. W więzieniu w Askoli trzymany był przywódca zabójców, słynny ze swoich okrucieństw, a który śmiertelną chorobą złożony, spowiadać się nie chciał. Gdy napróżno starali się nakłonić go do tego najgorliwsi kapłani, posłano do niego Serafina. Po jednéj z nim rozmowie, zbójca ten z największą skruchą wyspowiadał się i przyjął święte Sakramenta.

Dla ubogich okazywał największe miłosierdzie, na jakie tylko, sam będąc ubogim zakonnikiem, mógł się zdobywać. Podczas panującego w Askoli i w okolicach tego miasta głodu, poprzestawał codzień na suchym kawałku chleba, a resztę przeznaczonego dla siebie posiłku, za pozwoleniem przełożonego ubogim rozdawał. Inną razą zdarzyło się, że gdy był w klasztorze odźwiernym, zauważał przełożony że Serafin bardzo wiele jarzyny z ogrodu rozdaje biednym. Kiedy chciał mu tego zakazać, Święty pokornie ma powiedział: „Dozwólcie Ojcze na takowe wsparcie biednych, a Pan Bóg wynagrodzi nam to większą urodzajnością ogrodu.” Jakoż, dnia każdego w którym Serafin wycinał jarzynę z wieczora dla rozdania ubogim, nazajutrz rano znajdowano ją jeszcze bujniéj odrośniętą. Nastał wkrótce potém inny Gwardyan to jest przełożony, który wyznaczył Serafinowi małą kwaterę w ogrodzie, aby z niéj tylko zbieranemi jarzynami wspierał ubogich. Chociaż sługa Boży nie wielkie miał około niéj starania, okazało się w końcu że więcéj z niej doczekał się warzywa i owoców, niż to z całego wielkiego ogrodu, pracowicie uprawionego, zbierano.

Cnoty takie raczył Pan Bóg wynagradzać w nim i uświetnić darem czynienia cudów. Niezliczoną liczbę ciężko chorych samym znakiem krzyża uzdrawiał. Przepowiedział także wiele przyszłych wypadków. Posiadał dar rozpoznawania najskrytszych tajników serc ludzkich, co mu szczególnie ułatwiało wpływ na największych grzeszników, gdy ich nieraz upominał o grzechy, o których według ich przekonania prócz Boga i ich samych nikt wiedzieć nie mógł. A i na modlitwie szczególne odbierał łaski, między innemi i tę, że przenajświętsza Marya Panna w objawieniach raczyła z nim rozmawiać. Razu pewnego kiedy doznał był od ludzi wielkiej przykrości i zniewagi, modląc się przed przenajświętszym Sakramentem, usłyszał głos z Puszki wychodzący, który zalecał mu jak największą cierpliwość, łagodność i pokorę. W tych téż cnotach tak był nietylko wyćwiezony lecz utrwalony, że pomimo tego iż jako prosty braciszek zakonny często na wielkie nietylko upokorzenia ale i obelgi bywał wystawiony, nigdy w nim najmniejszego obruszenia się albo zmieszania nie dopatrzono. Zapytany razu pewnego od jednego ze swoich znajomych, podziwiającego w nim niezachwianą łagodność, jakim sposobem takowéj dostąpił, odpowiedział: „Ciężko przez lat trzydzieści pracować musiałem na pokonanie w sobie pychy i porywczości; aż nakoniec dał mi Pan Bóg tę łaskę, że na największe upokorzenia najmniejszego oburzenia nie czuję.”

Czterdzieści lat już z górą upływało, jak święty Serafin służył Panu Bogu w Zakonie, kiedy lekko zapadłszy na zdrowiu prosił aby mu ostatnie Sakramenta udzielono. Gdy przełożony opierając się na zdaniu lekarza odpowiedział że nic nagłego nie ma, Serafin nienalegająć więcéj, gdy Gwardyan odszedł, podział do braci: „będziecie musieli potém z wielką skwapliwością udzielać mi Sakramenta święte.” Co się téż sprawdziło, gdyż nazajutrz wśród gorącéj modlitwy na któréj już trwał ciągle odkąd zachorował, zapadł nagle w konanie, i gdy zaledwie mu z pośpiechem udzielono ostatnie Olejem świętym namaszczenie, oddał Boga ducha 12 Października roku Pańskiego 1604. W poczet Świętych wpisany został przez Papieża Klemensa XIII.

Pożytek duchowny

Podziwiając w świętych Pańskich wysokie cnoty jakiemi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im w tém podobny, naśladujże ich najprzód w pracy przez którą oni też cnoty nabyli. Chcesz-li szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, który dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który w sercu błogosławionego Serafina, przedziwne płomienie miłości Twojéj roznieciłeś; spraw prosimy za jego pośrednictwem, abyśmy w jego ślady wstępując, takiemiż płomieniami rozpaleni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 872–875.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 822–823

Podziwiając w Świętych Pańskich wysokie cnoty, jakimi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im podobnym, naśladuj ich najprzód w pracy, przez którą oni cnoty nabywali. Chcesz szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale, jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, kiedy dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Pokora jest to cnota, która przez doskonałe poznanie samego siebie nie dopuszcza, aby wysoko o sobie rozumieć, nad innych się wynosić i pragnąć być szanowanym przez innych. Trzy są główne stopnie pokory: pierwszy polega na tym, aby człowiek uznał, że jest niczym i nic z siebie nie ma oprócz słabości i nędzy; że nic sam nie może, tylko grzeszyć. Potrzeba, aby miał o swym ubóstwie i nędzy prawdziwe przekonanie i z tego powodu upokarzał się przed Bogiem, nic sobie nie przypisywał, z niczego się nie chełpił, nie szukał u ludzi sławy i szacunku, chociażby mu się słusznie należały. Pochwały powinien za niesłuszne uznawać, i ciągle upokarzać się przed Bogiem, cieszyć się z tego, że Bóg jest wszystkim, a on niczym. Drugi stopień pokory polega na tym, aby z cierpliwością znosić, gdy się jest lekceważonym przez innych. Niemiło jest doznawać pogardy, ale Bóg godzien, aby ją znosić dla Niego. Nadto – albo zasłużyłem na to, aby mną gardzono, albo nie zasłużyłem; jeśli zasłużyłem, żadna mi się krzywda nie dzieje i niesłusznie się uskarżam; a jeżeli na wzgardę nie zasłużyłem, to ten, który mną pogardza, większą sobie aniżeli mnie krzywdę wyrządza, gwałci bowiem prawdę, grzeszy przeciwko miłości bliźniego, a przez to traci łaskę Boską. Czyż chrześcijanin może powiedzieć: pomścij wzgardę wzgardą? Jego obowiązkiem na wzór Chrystusa cierpieć spokojnie i ubolewać na tym, który mu wzgardę wyrządza. Niech mną gardzi kto chce, i niech o mnie mówi co chce, ja będę tylko tym, czym jestem w oczach Boga. Nie dbam o to, choć ludzie mną gardzą, abym tylko znalazł łaskę u Pana Boga.

Tags: św Serafin z Montegranaro „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora czystość nawrócenie jałmużna łagodność pokora
2020-10-06

Św. Brunona, Założyciela Kartuzów

Żył około roku Pańskiego 1101.

(Żywot jego był napisany przez błogosławionego Gwidona, z tegoż zakonu kapłana, za Jego czasów żyjącego.)

Święty Bruno ze znakomitéj i zamożnéj rodziny Westfalskiéj pochodzący, urodził się w Kolonii roku Pańskiego 1060. Wielkie od dzieciństwa mając do Matki Bożéj nabożeństwo, zawdzięczał Jéj łaskę nieskazitelnéj czystości, którą dochował chociaż wychowany był wśród wielkich zbytków i pierwsze lata na wielkim świecie spędził. W naukach znakomity postęp uczyniwszy, na uniwersytecie Paryskim otrzymał stopień Doktora, a biegły szczególnie w Teologii i Filozofii, téj ostatniéj nauki objął tam profesorską katedrę. Wkrótce zasłynął nietylko świetnym wykładem który ściągał na jego prelekcye najznakomitszych słuchaczów, lecz i wysoką świątobliwością. Święty Annon biskup Koloński, pragnąc go mieć w swojéj Dyecezyi która była jego ojczyzną, zawezwał go do siebie, skłonił do wstąpienia do stanu duchownego, i wkrótce po wyświęceniu na kapłaństwo uczynił kanonikiem katedralnym. Po śmierci świętego Annona, Bruno został kanclerzem katedry Remeńskiéj (Reims) i Rektorem akademii tegoż miasta.

Przyświecał na téj godności najwyższemi cnotami kapłańskiemi, a z wielkiéj przytém nauki i gorliwości w całym Kościele poważany był, jako jeden z najznakomitszych swojego czasu Prałatów. To téż, gdy niejaki Manases, który nieprawnie wdarł się był na Biskupstwo Remeńskie, przez stolicę apostolską złożony z niego został, duchowieństwo jednogłośnie Brunona na jego miejsce wybrało. Święty skoro dowiedział się o tém uszedł tajemnie, i krył się tak długo, aż inny obrany i obsadzony na téj stolicy został.

Bruno wyszedłszy ze swojego ukrycia udał się na pewien czas do Paryża, gdzie był świadkiem jednego z najstraszniejszych zdarzeń jakie kiedy zaszły. Umarł był wtedy pewien znakomity profesor uniwersytetu, przyjaciel Brunona, kanonik Rajmund Diokres, mąż powszechnie poważany i który przy śmierci przyjął był ostatnie Sakramenta święte. Gdy z wielką uroczystością odprawiano przy ciele jego egzekwie, a w czwartéj części pacierzy za zmarłych śpiewano te słowa Responde mihi „Odpowiedz mi”, umarły podniósł głowę na katafalku, i żałośnym głosem zawołał: „Stawiony jestem na straszny sąd Boży.” Przeraziło to wszystkich, i odłożono z tego powodu nabożeństwo na dzień następny, w którym zgromadziło się jeszcze więcéj osób; a gdy znowu powyższe słowa pacierzy odczytano, umarły jeszcze głośniéj i jeszcze żałośniéj odezwał się: „Sądzony jestem strasznym sądem Bożym.” Przestrach był nadzwyczajny i postanowiono i tą razą nie robić pogrzebu. Trzeciego dnia Katedra już tłumu ludzi pomieścić nie mogła, a po raz trzeci po tychże słowach Lekcyi brewiarzowéj „/odpowiedz mi/” umarły przeraźliwym krzykiem zawołał: „Potępiony jestem na wieki, sprawiedliwym sądem Bożym, i żadne modlitwy już mi nie pomogą.” Jakie wrażenie wywarło to na wszystkich, łatwo sobie wystawić.

Bruno wróciwszy do mieszkania, niezwłocznie postanowił opuścić świat, udać się na odludną puszczę, i tam w najostrzejszéj pokucie zapewniać sobie zbawienie, którego jak to dopiero przekonał się, nie dostąpił człowiek uchodzący powszechnie za świątobliwego, a za jakiego i on go zawsze poczytywał, i który umarł opatrzony Sakramentami świętemi. Tegoż wieczora zebrało się do Brunona sześciu jego najbliższych przyjaciół, równie jak wtedy wszyscy, straszném zdarzeniem zaszłém w Katedrze przerażonych. Zwierzył się im ze swoich zamiarów Święty i rzekł: „Drodzy przyjaciele, widzicie jak straszne i niezbadane są wyroki Boże! Człowiek który jak się nam wszystkim zdawało wiódł życie przykładne, potępiony został: któż o siebie nie zadrży? To co ten nieszczęsny zmarły objawił, nie dla siebie to uczynił, bo mu już nie pomocy przynieść nie może, lecz dozwolił mu tego Pan Bóg dla naszéj nauki. Co do mnie, postanowiłem zrzec się wszystkich moich godności, dochodów i majątku, opuścić świat, udać się na puszczę i tam przez resztę życia czynić pokutę.” Usłyszawszy to przyjaciele jego, oświadczyli iż to samo uczynią i chcą ma towarzyszyć. Bylito trzéj kanonicy, jeden kapłan i dwóch świeckich, znakomitych nauką i urodzeniem, młodzieńców.

Gdy zastanawiali się nad wyborem miejsca na którémby osiedli, jeden z kanoników poddał myśl aby udać się do świętego Hugona biskupa Gracionapolitańskiego (Grenoble), który posiadał odludną i dziką puszczę zwaną Kartuzyą, i prosić go aby pozwolił im tam osiąść. Przybywszy do świętego Hugona otrzymali bez trudności to o co go prosili, gdyż on w nocy poprzedzającéj przyjście do niego tych siedmiu pustelników, miał we śnie następujące widzenie. Okazało się mu siedem gwiazd unoszących się nad samą ziemią, i posuwających się przed nim. Gdy poszedł za niemi zaprowadziły go one właśnie na tęż puszczę Kartuzką, i na niéj ujrzał wspaniały kościoł który w oczach jego Aniołowie z rozkazu Boskiego wznosili. Upatrując przeto w widzeniu takowém cudowne zapowiedzenie mu przybycia do niego siedmiu świątobliwych sług Bożych mających zamiar osiąść na tém miejscu, podarował im tę całą swoję posiadłość, zastrzegając nawet aby nikt w lasach téj puszczy polować nie mógł, i nie przerywał ciszy i samotności, jkiéj szukał Bruno ze swoimi towarzyszami. Tam wybudowali oni najprzód małą kapliczkę pod wezwaniem Matki Bożéj, i siedem ubogich chatek trochę odległych jedna od drugiéj, w których osiedli, i zaczęli wieść życie tak ostre jak pustelnicy puszcz egipskich. Cały czas pracy ręcznéj i bogomyślności poświęcali, zostając pod przewodnictwem Brunona, który wszystkich cnotami najświątobliwszego pustelnika pokorą, miłością i ostrością życia przewyższał. I tym sposobem powstało to nowe Zgromadzenie pustelnicze, od miejsca tego zakonem Kartuzów późniéj nazwane,

Zakonnicy ci prócz zwykłych trzech ślubów zakonnych, wykonywają i czwarty, nieużywania mięsa w razie nawet najcięższéj choroby, i od tego nigdy o zwolnienie żaden nie prosił. Kartuzi wiodą życie jak najściléj odosobnione, i zgoła ze światem nie mają stosunku; mieszkają w oddzielnych małych pustelniach, schodząc się tylko na wspólne pacierze do kościoła, i ciągłe zachowują milczenie.

Lecz nie długo na puszczy swojéj święty Bruno zażywał szczęścia pustelniczego żywota. Papież Urban IT, który był uczniem jego w Paryżu i wielce go poważał, zawezwał go do Rzymu, chcąc go mieć przy sobie dla porady w najważniejszych sprawach Kościoła. Towarzysze jego samotności rozstać się z nim nie chcieli, i wraz z nim udali się do Rzymu. Lecz zatęskniwszy za puszczą, wrócili do Kartuzyi, czego Brunonowi Papież uczynić nie dozwolił. Wszakże, pozbawieni swojego ojca i przewodnika, wpadli w wielkie zniechęcenie, i już zamyślali się rozejść, gdy objawiła się im Matka Boża, utwierdziła w powołaniu, i przyrzekła że rozciągnie Swoję szczególną nad tym Zakonem opiekę, byle na Jéj cześć odmawiano codziennie pacierze o Niéj, zwane Officium parvum, co Kartuzi jak najwierniéj zawsze dopełniają.

Święty Bruno, niemogąc uzyskać u Papieża pozwolenia na połączenie się ze swoimi zakonnikami na puszczy, pisywał do nich listy, któremi chociaż nieobecny, ożywiał ich swoim duchem, i utwierdzał w zawodzie życia pastelniczego. Lecz gdy Urban II przekonał się że dłuższy pobyt na dworze Papiezkim zbyt mu był dolegliwym, z żalem wprawdzie lecz pozwolił mu nakoniec Rzym opuścić. Włady właśnie przybyła deputacya z Reżio w Kalabryi, zapraszająca go na Biskupstwo tego miasta. Papież z wielkiém zadowoleniem zgadzał się na to, lecz sługa Boży tak usilnie prosił aby mu pozwolił nie przyjąć téj godności, że Ojciec święty nie chciał go zmuszać, sam zaś udał się pod tę porę do Francyi. Bruno obawiając się aby Papież gdy bliżéj będzie Kartuzyi, nie zawezwał go znowu z tego miejsca do siebie, już nie tam, lecz w góry Kalabryjskie we Włoszech udał się, i na paszczy zwanéj Skwilacka, z kilku uczniami, których pozyskał w Rzymie, założył klasztor, prowadząc z nimi taki sam rodzaj życia jak w Kartuzyi.

Razu pewnego, Roger książe panujący nad tą krainą, polując w lasach okolicznych, natrafił na pustelnię Brunona. Poznawszy w nim wielkiego Świętego, serdecznie się w nim rozmiłował, obdarzył klasztor rozległemi posiadłościami, i często późniéj przybywał do Brunona, dla zasięgnięcia jego rady w rzeczach tyczących się sumienia. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę jego cześć dla sługi Swojego. Gdy książe ten oblegał miasto Kapuę, byłby padł ofiarą zdrady jednego ze swoich dowodców który miał zamiar go zamordować, gdyby nie to że Brano przebywający w swojéj samotni w Kalabri, okazał mu się we śnie, i spisek na jego życie wykrył.

Nasz Święty żył na puszczy Skwilackiéj już tylko lat pięć, w przeciągu których ułożył Ustawy dla swojego Zakonu, i takowe posłał i do Kartuzyi. Mając sobie objawiony dzień śmierci, przyjął ostatnie Sakramenta, wobec braci zgromadzonych uczynił głośne wyznanie głównych artykułów wiary, i słodko zasnął w Panu dnia 6 Października roku Pańskiego 1101, mając lat pięćdziesiąt.

Zakon jego nigdy wprawdzie tak wiele klasztorów nie liczył, jak zakony niektórych innych Reguł, lecz tém się odznaczył, że po dziś dzień w żadnym od ścisłości pierwotnych ustaw nigdy nie odstąpiono, i prawie jedynym wyjątkiem, jest to Zgromadzenie które nigdy reformy nie potrzebowało. „Kartuzi, pisze o nich uczony i świątobliwy kardynał Bona, są ciągle podziwem świata całego. Żyją na ziemi jakby ciał nie mieli; sąto ziemscy Aniołowie przedstawiający wiernie świętego Jana Chrzciciela na puszczy. Stanowią główną ozdobę Kościoła, jako dusze wybrane które na ziemi przebywając, obcują ciągłe w Niebie.” Kto aby raz miał pociechę patrzeć na nich bliżéj, ten prawdę tych słów uzna.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak zbawiennie wpłynęło na świętego Brunona i jego towarzyszy, przerażające zdarzenie, przez które Pan Bóg objawił jak skrytemi, chociaż zawsze sprawiedliwymi, są sądy Jego. Niech ten przykład i ciebie zbawiennie przerazi, i przyniesie jeśli nie do takiego kroku do jakiego przywiódł tego Założyciela nowego pustelniczego zakonu, to przynajmniej niech cię skłoni o ściślejszego rachowania się z sumieniem.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas wspomaga, prosimy Cię Panie, pośrednictwo świętego Brunona wyznawcy Twojego; a gdyśmy majestat Twój najwyższy ciężko grzechami naszemi obrazili, niech nam jego wstawienie się i jego zasługi, wyjednają przebaczenie wszystkich win naszych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 854–856.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 806

Ludzie nie wierzący twierdzą, jakoby zakony były niepotrzebne; że nie tylko nie ma z nich żadnego pożytku, ale co gorsza są szkodliwe dla społeczeństwa. Ponieważ i u nas dość często rozlegają się takie głosy, dlatego z okazji rozważania żywotu św. Brunona, założyciela zakonu, choćby pokrótce zajmijmy się tą sprawą.

  1. Zakony jako zgromadzenia ludzi, którzy wyrzekli się własności a nawet wolności osobistej, dają światu przykład dobrowolnego umartwienia, życiem swoim upominają i zachęcają ludzi żyjących w świecie do panowania nad sobą i walki ze zmysłowymi skłonnościami. Dla wielu przykład ten jest bardzo pożyteczny, ale ludziom nie mającym Boga w sercu jest on niemiły, tak samo jak pogrzeby i cmentarze, które w nieodparty sposób śmierć na myśl przywodzą. Drugą przyczyną, że tacy ludzie nienawidzą zakonów, jest to, że te pobożne zgromadzenia są silnym wałem obronnym przeciw niewierze. Nie mówiąc już o nabożeństwach, odprawianych w kościołach klasztornych, o kazaniach, które głoszą kaznodzieje zakonni itd., iluż prac pożytecznych dla wiary, a nawet innych dziedzin życia ludzkiego, dokonano i dokonywa się w klasztorach! Dość wspomnieć liczne dzieła i pisma pobożne, które opracowują i wydają zakony, albo olbrzymie zasługi zakonów dla sztuki i nauki. Dlatego
  2. ci, którzy twierdzą, że zakonnicy prowadzą próżniaczy tryb życia, to ludzie złej woli albo nieświadomi rzeczy. „Nie jedzą chleba, próżnując" (Przyp. 31, 27). Pisarz francuski Wiktor Hugo mówi: „Zawsze modlę się za tych, którzy się nie modlą”. Zasada „Módl się i pracuj” nie jest w klasztorach pustym zwrotem. Widzimy przecież, iż zakonnicy obsługują chorych (jak na przykład Bonifratrzy, Siostry Miłosierdzia), nauczają młodzież (Pijarzy, Jezuici, Bracia szkolni), dopomagają w duszpasterstwie – głoszą kazania, słuchają spowiedzi (Franciszkanie, Dominikanie, Redemptoryści), uprawiają rolę (Trapiści, dawniej Benedyktyni). A choćbyśmy wzięli pod uwagę nawet zakony bogomyślne, nie prowadzące działalności zewnętrznej, których zresztą jest bardzo mało, to i ich istnienie nie jest bez pożytku dla społeczeństwa. Pomińmy już to, że ich klasztory, zwłaszcza zasobniejsze, czynią dużo dobrego dla okolicznej ludności; co ważniejsza, to że te zakony przez swe modlitwy i ćwiczenia pokutne spełniają rolę pośredników między Bogiem a grzesznym światem.

Krótko mówiąc, zakony należą do najpożyteczniejszych filarów, na których wspiera się Kościół, dlatego nie słuchajmy niedowiarków, lecz brońmy sławy tych zgromadzeń Bożych.

Tags: św Brunon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość nawrócenie piekło Officium parvum
2020-10-04

Św. Franciszka Serafickiego, Założyciela Zakonu Braci Mniejszych

Żył około roku Pańskiego 1226.

(Żywot jego był napisany przez świętego Bonawenturę tegoż tegoż zakou Kardynała i Doktora Kościoła, za jego czasów żyjącego.)

Święty Franciszek założyciel zakonów żebrzących, a przez to odnowiciel karności zakonnéj w średnich wiekach; wpływom swoim wskrzesiciel ducha pokuty, pobożności i najżywszéj wiary w całém chrześcijaństwie; przed śmiercią cudownie naznaczony bliznami Pana Jezusa; przezwany Serafinem ziemskim, a największy od czasów apostolskich cudotwórca, przyszedł na świat roku Pańskiego 1182 w Assyżu mieście w prowincyi Umbryjskiéj we Włoszech położoném, za Papiestwa Honoryusza III, a za panowania Fryderyka II cesarza rzymskiego. Był synem Bernarda Morykoniego bardzo bogatego kupca, i błogosławionéj Piki ze szlachty assyskiéj pochodzącéj, a wielkiéj świątobliwości kobiety. Ponieważ miał on najbliżej po Matce Boskiéj wstępować w ślady Chrystusa Pana, więc od chwili swojego urodzenia stawał się Mu podobnym. Przyszedł na świat w stajence, gdzie matka ciężko chora przy wydawaniu go na świat, dopiéro szczęśliwie porodziła gdy z porady przybyłego do jéj domu nieznajomego którego sądzą być Aniołem, tam zaniesioną została. Także w chwili gdy wydawała go na świat, słyszeć się dały śpiewy anielskie jak nad szopką Betleemską, nad kościołkiem przy Assyżu będącym, przy którym późniéj Franciszek swój zakon założył.

Wychowany pobożnie, w pierwszéj jednak młodości z wielkiém upodobaniem oddawał się rozrywkom światowym; lecz pomimo tego skarb nieskazitelnéj czystości nietkniętym dochował. Przytém nadzwyczajnie był miłosierny dla ubogich. Zdarzyło się że razu pewnego odmówił jałmużny ubogiemu proszącemu o nią dla miłości Boga: pobiegł za nim niezwłocznie, hojnie go obdarzył, i uczynił ślub iż odtąd nigdy żadnemu wsparcia nie odmówi. Wzięty do niewoli w potyczce stoczonéj przez Assyżanów z Perużanami, gdy był w więzieniu, Pan Bóg silnie zakołatał do duszy jego, rozbudzając w nim już wtedy pragnienie poświęcenia się Mu na wyłączną służbę. Wszakże wróciwszy do domu jeszcze czas jakiś prowadził życie światowe, lecz obok tego tak dalece coraz hojniejsze czynił ubogim jałmużny, że zdarzało się iż im i odzienie swoje oddawał. Nakoniec po przebyciu wkrótce potém ciężkiéj choroby, postanowił świat opuścić i zacząć życia pokutne. Całém więc sercem poświęcając się miłosiernym uczynkom, z wielką miłością usługiwał trędowatym. Jadąc razu jednego konno, spotkał za miastem tak strasznie tą chorobą stoczonego, że się odwrócił od niego ze wstrętem; lecz chcąc się w tém przezwyciężyć zsiadł z konia i uściskał chorego, który w téjżo chwili znikł mu z oczu, gdyż byłto sam Zbawiciel, który dla wyprobowania go, w téj postaci mu się objawił.

Ubierał się wtedy jeszcze bogato, stosownie do swojego zamożnego stanu. Zdarzyło się że przechadzając się za Assyżem ujrzał ubogiego w bardzo nędzném odzieniu. Zamienił z nim szaty i w jego łachmanach wrócił do miasta. Wszyscy sądzili że zmysły postradał, a ojciec zbił go srodze, i zamknął do więzienia w domu własnym. Uwolniony z niego przez matkę Franciszek, udał się w odosobnione miejsce na jednéj z gór koło Assyża będących, i tam dość długo pustelnicze wiódł życie, prosząc Boga aby mu objawić raczył wolę Swoję względem niego. Pewnéj nocy miał sen w którym okazał mu się wielki gmach napełniony zbroją taką jaką nosili podówczas krzyżownicy; a gdy spytał dla kogo jest ona przeznaczoną, odpowiedziano mu że dla niego i jego żołnierzy. Przebudziwwszy się, wziął to za wskazówkę woli Bożéj, sprawił sobie rycerski rynsztunek, i puścił się w drogę do Włoch południowych, w celu zaciągnięcia się w szeregi wojsk hrabiego Gotwina z Brionu, broniącego podówczas posiadłości stolicy Apostolskiéj przeciw zaborom bezbożnego Fryderyka II. W drodze miał objawienie, z którego dowiedział się że Pan Róg przeznacza go nie na zbrojnego zwykłego, lecz na duchownego rycerza, i że w tymto zawodzie ma on Mu służyć. Wróciwszy więc do Assyża już starał się tylko poznać wyrażniéj czego Pan Bóg po nim wymaga.

Przechodząc obok opuszczonego i rozwalającego się kościołka świętego Damiana, położonego pod Assyżem, wszedł do niego; a gdy się modlił przed znajdującym się tam krucyfiksem, usłyszał głos z niego wychodzący po trzykroć w te słowa przemawiający: „Franciszku napraw dom mój który się rozpada.” Cudowne te wyrazy odnosiły się do wysokiego posłannictwa Franciszka, przez które Pan Bóg przeznaczał go do podparcia domu Jego mitycznego to jest Kościoła, a to przez założenie w nim trzech zakonów, i przez rozszerzanie wpływem i przykładem swoim w całym świecie chrześcijańskim, przygasłego podówczas ducha pokuty, pobożności i doskonałości Ewangelicznéj. Lecz święty w głębokiéj pokorze swojej, wtedy słów tych w takim znaczeniu nie brał. Zajął się więc gorliwie naprawą tego kościołka, i odnowił go swoim kosztem i staraniem. Prócz tego, gdy w tymże kościołku modlił się przed krzyżem, rozbudziło się w jego sercu najżywsze jakie w sercu jakiém po przenajświętszém sercu Maryi, mogło być nabożeństwo do Pana Jezusa cierpiącego, a ztąd powstało podobneż pragnienie naślnadowania Go jak najwierniéj we wszystkim, a najbardziéj w pokorze i ubóstwie. Wkrótce potém odbył pielgrzymkę do Rzymu, i tam po rzewnéj i gorącéj modlitwie przy grobach świętych Apostołów odbytéj, wyszedłszy z kościoła rozdał wszystko co miał przy sobie ubogim, z jednym z nich zamienił odzienie, i przyłączywszy się do żebraków u drzwi Watykanu siedzących, cały dzień z nimi spędził, od téj pory już i sam żebrakiem dobrowolnym na całe życie pozostając.

Ojciec świętego Franciszka, człowiek chciwy i próżny, najniechętniéj patrzał i na jego hojność dla biednych i na jego życie ubogie Obawiając się aby całego majątku jaki po nim dostanie nie użył na miłosierne uczynki, zażądał aby przed Biskupem zrzekł się wszelkiego prawa do spadku po rodzicach. Święty uczynił to z radością, i zdejmując nawet z siebie wierzchnie ubranie, a pozostając tylko we włosiennicy którą nosił pod niém, rzekł do ojca: „Dotąd nazywałem cię ojcem; odtąd z większą ufnością będę mówił do Boga: Ojcze nasz któryś jest w niebiesiech.” Obecny temu Biskup przyodział go własnym płaszczem, uściskał i pobłogosławił, a potém na jego żądanie ubrał go w prostą sukmanę z kapturem, jaką noszą ubodzy ludzie we Włoszech. Sukni téj już Franciszek od téj chwili nigdy nie zrzucał, i onato stała się późniéj habitom zakonu przez niego założonego.

Zerwawszy wtedy nietylko za światem wszelkie stosunki lecz i z rodziną, nasz Święty z większą gorliwością oddał się pokucie, bogomyślności i miłosiernym uczynkom. Razu pewnego znajdując się w kościołku przenajświętszéj Panny Maryi Anielekiéj na dolinie pod Assyżem będącym, usłyszał czytane z Ewangelii te słowa Pana Jezusa: „Nie miejcie ani złota ani srebra, ani pieniędzy we trzosach waszych, ani tłomoka w drodze, ani dwóch sukień, ani butów ani laski,” 1 a w téjże chwili Duch Święty natcknął go przekonaniem iż to było prawidłem według którego żyć on powinien. Zdjął więc obuwie, rzucił kij który miał w ręku, w miejsce pasa skórzanego przepasał prostym powrozem jedyną suknię którą miał na sobie i wyrzekł się na zawsze używania pieniędzy. Spełniając już tym sposobem co do słowa. i jak najdoskonaléj rady Ewangoliczne, otrzymał przytém natchnienie od Boga, aby iść i opowiadać drugim pokutę i do niéj pobudzać. Uzyskawszy na to upoważnienie od Biskupa, zaczął kazywać po różnych miejscach, a słowa jego poparte przykładom najświątobliwszego życia i licznemi cudami, całe tłumy ludzi garnęły do Boga. Wkrótce znalazło się kilka, którzy chcieli go naśladować, połączyli się więc znim zostając jego uczniami i niezadługo liczba ich wzrosła do dwunastu. Franciszek zawiązał z nich zgromadzenie, i znowu za błogosławieństwem Biskupa rozesłał ich w różne strony, dla głoszenia słowa Bożego i zgrzewania ludzi do pokuty.

Gdy ujrzał liczbę braci swoich powiększającą się, postanowił nadać im Ustawy według których żyć mieli. Udawszy się na samotne miejsce i tam czterdzieści dni poszcząc o chlebie i wodzie, napisał Regułę, którą Pan Jezus głosem z nieba słyszanym od wielu obecnych braci, zatwierdził, oświadczając iż Sam ją temu nowemu zakonodawcy podyktował. Główną jéj różnicą od wszystkich po owe czasy i dotąd istniejących Reguł zakonnych, było postanowienie najsurowsze aby bracia nietylko jak zakonnicy wszelkich innych Reguł osobistéj żadnéj własności nie posiadali, ale żeby nawet samo zgromadzenie czyli klasztory, nie miały zgoła żadnego rodzaju posiadłości, ani nawet zapewnionych dochodów. Owszem, chcąc braci swoich zasłonić od wszelkiéj możności przestania być ubogimi, zakazał im nawet przyjmować pieniędzy, polecając aby żebrząc wypraszali i przyjmowali tylko w naturze to co do wyżycia ubogiego niezbędnie jest potrzebném. Prócz tego zastrzegł w tychże ustawach wszystko co tylko najwyższa ubóstwo, a które Panią swoją nazywał, jako główną cechę jego zakonników zabezpieczyć w nich mogło, we wszystkiém i na zawsze.

Z Regułą tą udał się Franciszek do Rzymu, gdzie z razu Ojciec Święty Inocenty III przyjął go jako człowieka który sam zdobywając się na rodzaj życia tak nadzwyczajny, kładąc go za Regułę dla zakonu, wymaga rzeczy siły ludzkie przechodzących, i z tego powodu odprawił go z niczém. Lecz téjże nocy Papież miał objawienie, w którém ujrzał jakiegoś żebraka podpierającego kościół Lateraneński, który jakby się miał obalić, i w żebrsku tym poznał Franciszka. Posłał zatém po niego, zachęcił do przedsięwziętego dzieła, takowemu pobłogosławił i ustnie Regułę jego zatwierdził, co późniéj nieco Honoraryusz III uczynił przez Bullę Papiezką, obdarzając zakon ten najwiękozemi przywilejami. To dało początek zakonowi Braci Mniejszych, z upływem czasu najliczniejszemu w Kościele Bożym, z którego prócz wielkiéj liczby Świętych kanonizowanych, było czterech Papieży, wielu Kardynałów i Biskupów, kilku Doktorów Kościoła, a w każdym wieku mnóstwo wysokiéj świątobliwości zakonników, których za życia jeszcze świętego Patryarchy liczono przeszło sześć tysięcy, a przed końcem wieku XVIII około stu pięćdziesięciu tysięcy. Do Reguły świętego Franciszka należą: Franciszkanie, Bernardyni, Reformaci i Kapucyni, z których ci ostatni jéj pierwotną ścisłość bez żadnych zwolnień zachowują.

Prócz tego zakonu założył Franciszek i zakon żeński Siostr ubogich, podobnéjże Reguły, późniéj od świętéj Klary ich pierwszéj przełożonéj Klaryskami zwany a także i trzeci zakon Tercyarzy i Tercyarek, nadając im ustawy odpowiedne osobom żyjącym na świecie. Zakon ten w średnich wiekach ogarnął był prawie świat cały, przez co ten święty Patryarcha tak wielki i zbawienny wpływ swój na całe społeczeństwo chrześcijańskie rozciągnął.

Gdy te trzy zakony ustalił, spragniony korony męczeńskiéj, dwa razy udawał się na Wschód pomiędzy niewiernych, lecz wrócił ztamtąd tylko z zasługą pragnienia śmierci za wiarę, bo go Pan Bóg i bez tego miał wziąść prosto do Nieba.

Prowadził życie nadzwyczaj ostre: pościł bezustannie, i do chleba lub saméj jarzyny, których jedynie niekiedy używał, domieszywał zwykle popiół lub piołun. Każda jego modlitwa, szczególnie przez kilkanaście lat ostatnich życia, była zachwyceniem. Często w objawieniach rozmawiał z Panem Jezusem i Matką Bożą, do któréj najszczególniejsze miał nabożeństwo, i przez Nią najwyższe łaski i dla siebie i dla świata całego pozyskał w Jéj kościołku Porciunkulą zwanym, gdzie za wstawieniem się Maryi otrzymał największy odpust dla wszystkich wiernych 2. Gdy wpadał w zachwycenie widywano go tak wysoko w powietrze wyniesionego, że niekiedy znikał z oczu braci temu cudowi obecnych. Cnoty pokory był jakby uosobieniem, i nią téż powodowany nigdy święceń kapłańskich przyjąć nie chciał, pozostając tylko dyakonem. Był największym swoich czasów cudotwórcą, a na dwa lata przed śmiercią otrzymał blizny Pana Jezusa, 3 i odtąd już sam stawszy się jakby ciągłym cudem chodzącym i żywym męczennikiem, obnoszony po miastach i wioskach, samym widokiem swoim nawracał ludzi i do pokuty pobudzał. Gdy zbliżał się do jakiego miasta, we wszystkie dzwony uderzano, i duchowieństwo z ludom wychodziło naprzeciw niego.

Widząc się blizkim śmierci, prosił aby go zanieśli do jego celki przy kościołku Maryi Panny Anielskiéj, w którym najwyższe łaski odebrał i przy którym założył był główny chociaż mały i ubogi klasztorek swojéj Reguły, i tam gdy już miał ten świat opuścić kazał położyć się na ziemi. Potém, aby jak Chrystus Pan na krzyżu, nago umierać, zdjął habit, który dopiéro z rozkazu zakonnika którego poczytywał za swego przełożonego, przywdział na powrót, a gdy modlący się z nim bracia wymawiali te słowa Psalmu: „Na mnie czekają sprawiedliwi aż mnie wynagrodzisz,” 4 poszedł do Nieba 4 Października roku Pańskiego 1226, W rok po śmierci przez Grzegorza IX Papieża, w poczet Świętych wpisany został.

Pożytek duchowny

Wielki święty Franciszek przezwany został Serafickim, dla niezmiernéj miłości Boga którą serce Jego pałało; następująca téż modlitwa była jego ulubioną, modlitwą: „Niech siła miłości Twojéj o Jezu mój, ogarnie duszę moję: abym umarł dla miłości Twojéj miłości o! Panie, któryś raczył umrzeć dla miłości mojéj miłośći.” Staraj się i ty tę śliczną modlitwę często a serdecznie odmawiać.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś Kościół Twój, przez zasługi błogosławionego ojca Franciszka, nowym zakonem obdarzył, daj nam prosimy Cię, za jego przykładem, co ziemskiém jest wzgardzić, a dobrami niebieskiemi zawsze się cieszyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 847–850.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 802

  1. Gdybyśmy zapytali „Kto założył zakon tercjarski?”, odpowiedź powinnaby brzmieć: „Sam lud katolicki”. Przykład i kazania, jakie prawił święty Franciszek i jego bracia, roznieciły w tysiącach serc ducha pokuty i pragnienie naśladowania ubóstwa Chrystusowego przez zaparcie się świata i własnej osoby. Ponieważ niewszyscy mogli wstąpić do klasztoru, ze względu na to, że bardzo wielu miało żony i dzieci, przeto św. Franciszek utworzył regułę, która świeckim wszelkich stanów pozwalała nie porzucać rodziny i zajęcia, a jednak ułatwiała nabycie zasług życia klasztornego. Zatwierdziło tę regułę kilku papieży i w ten sposób powstał zakon tercjarski, rozkrzewił się po całym chrześcijaństwie i liczy pomiędzy swymi członkami wielu świętych: papieży, kardynałów, biskupów, królów, bogaczów i biednych, żonatych i bezżennych.
  2. Czego żąda zakon od swych członków? a) Zwrotu cudzej jako też nieprawnie nabytej własności, a przy tym pojednania się z bliźnimi i zobowiązania się do posłuszeństwa przykazaniom Bożym i kościelnym; b) każdy członek zobowiązuje się nosić szkaplerz i pasek, unikać rażącego ubioru, biesiad, tańców i hucznych zabaw, odmawiać codziennie modlitwy do Matki Boskiej, chodzić jak najczęściej na Mszę świętą, spowiadać się i komunikować przynajmniej trzy razy na rok, w pewne dni pościć, pełnić dzieła miłosierdzia, zajmować się chorymi, modlić się za umarłych, zwłaszcza za braci i siostry tercjarskie, i dążyć do życia chrześcijańskiego.
  3. Uczestniczy każdy tercjarz: a) we wszystkich zasługach i dobrych czynach trzech zakonów, tj. (Franciszkanów, Klarysek i Tercjarzy), gdyż te trzy zakony tworzą pod względem zasług jedną nierozerwalną i solidarną całość; b) wolno mu w wielu przez Kościół oznaczonych dniach dostąpić zupełnego lub częściowego odpustu i ofiarować go na korzyść zmarłych; c) pozostaje w styczności i pod dozorem braci i sióstr tercjarskich, którzy mają o nim staranie, chronią go od moralnych niebezpieczeństw, wzywają go na zebrania itd.; d) w obietnicach wymienionych pod 2, wymieniliśmy skuteczne dla tercjarzy środki wytrwania przy dobrym.

Footnotes:

1

Mat. X. 9–10.

2

Obacz dzień 2 Sierpnia.

3

O tém obszerniéj pod dniem 17 Września.

4

Psalm. CXLI. 3.

Tags: św Franciszek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość Męka krzyż pokuta św Klara
2020-10-03

Św. Gerarda, opata

Żył około roku Pańskiego 959.

(Żywot jego napisany był przez świętego Odona, Opata Klunaceńskiego)

Święty Gerard syn Stancyusza spokrewnionego z panującemi książętami niższéj południowéj Asturyi i Plektrudy siostry Stefana Biskupa Tygreńskiego, przyszedł na świat przy końcu wieku IX. Urodził się w małéj wiosce Staves w hrabstwie Namur we Francyi. Wychowany odpowiednio do zamożnego stanu z jakiego pochodził, wykształcony starannie w świeckich naukach, od lat najmłodszych odznaczał się wielką pobożnością. Szczególnie jaśniała w nim cnota świętéj czystości z któréj tak był znanym, że najlekkomyślniejsi młodzieńcy w obecności jego najskromniéj się zachowywali; a jeśli który z nich ośmielił się wyrzec jakie słowo było trochę obrażające skromność, rumieniec jaki wtedy okrywał twarz młodego Gerarda, powstrzymywał tego rodzaju żarty lub rozmowy.

Młodym był jeszcze, gdy z woli rodziców rozpoczął zawód wojskowy, któremu podówczas synowie wszystkich znakomitych rodzin się oddawali. Dwór Beranżera hrabiego udzielnego Flandryi, uchodził wtedy za najświetniejszy w całéj Europie. Tam posłano Gerarda dla nabrania jak najwykwintniejszéj ogłady światowéj. Przebywanie na takowym jak go nazywają wielkim świecie, który jest zwykle burzliwym polem na którém skromność młodzieńca szwank odnosi, dla Gerarda silnie utwierdzonego w cnocie, nie stało się niebezpieczném. Na dworze tym odznaczył się jako wzorowy młodzieniec chrześcijański, i tak umiał godzić obowiązki swojego świeckiego zawodu, z obowiązkami doskonałego chrześcijanina, że podczas całego we Flandryi pobytu w pobożności wcale nie ostygł. Owszem bliżéj przypatrując się ułudnym wielkościom ziemskim, i lepiéj poznając niebezpieczeństwa jakie dusze wśród gwaru światowego spotykają, już wtedy postanowił poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu.

Wracając razu pewnego z polowania w okolicach miasta Namur stolicy Flandryi, napotkał przy drodze w miejscu zwaném Brogne, małą kapliczkę wybudowaną przez króla Pepina. Wszedł do niéj aby się pomodlić. Strudzony długą drogą którą dopiéro co odbył, usnął, a we śnie ukazał mu się święty Piotr, nakazując aby na tém miejscu zbudował kościół, i postarał się umieścić w nim relikwie świętego Eugeniusza Męczennika, a książęcia Apostołów ucznia. Przebudziwszy się, tém bardziéj zdziwiony był widzeniem takowém, że o świętym Eugeniuszu nigdy nie nie słyszał, i nie wiedział gdzie jego są zwłoki. Lecz spełniając wiernie rozkaz świętego Piotra, niezwłocznie nabył tę miejscowość, wybudował tam wspaniały kościół i uposażył hojnie, dla utrzymania przy nim kilku duchownych, którzy go obsługiwać mieli. W kościele tym, co tylko miał wolnego czasu najchętniéj przebywał na modlitwie, a że był bardzo miłosierny a przytém bogaty, wszystkich ubogich w całéj okolicy z wielką wspaniałomyślnością wspierał.

Hrabiemu Flandryi wypadła: potrzeba wyprawienia posła do Roberta książęcia Paryża, dla załatwienia z nim pewnych spraw wielkiéj wagi. Ze wszystkich dworzan w największych łaskach był u niego Gerard, który i do przybocznéj rady jako panującego należał: jego więc do tego użył. Chcąc zaś aby on świetnie w Paryżu pana Swego przedstawiał, wysłał go tam z licznym pocztem sług i bogatych zaprzęgów.

Wszakże, gdy Gerard przybył do Paryża, rozłączył się z tym swoim dworem i pilnie zająwszy się przeprowadzeniem powierzonéj mu sprawy, objął mieszkanie w Opactwie świętego Dyonizego, aby przez ten czas nacieszyć się samotnością, za którą i na dworze hrabiego Flandryi ciągle wzdychał. Uczęszczając tam wraz z zakonnikami na pacierze do chóru tak dzienne jako i nocne, zauważył iż w modlitwach wtedy odmawianych, wspominano o świętym Eugeniuszu Męczenniku, o którym jak to wyżéj wspomnieliśmy, w widzeniu jakie miał niegdyś, święty Piotr mu był powiedział. To mu przypomniało także i polecenie jakie odebrał wtedy od tegoż Apostoła, co się tyczy relikwii świętego Eugeniusza. Pytał więc zakonników w których był opactwie, kto był święty Eugeniusz i gdzieby można znaleźć jego zwłoki. Dowiedział się że był on jednym z uczniów Świętego Piotra, że wkrótce po nim za wiarę świętą umęczony został, i że Relikwie jego znajdują się w témże opactwie świętego Dyonizego. Uradowany Gerard z téj wiadomości która go i o prawdziwości widzenia jakie miał tém bardziéj upewniła, że ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, najniespodzianiéj dostał się do miejsca gdzie zwłoki świętego Eugeniusza były przechowywane opowiedział zakonnikom jakie miał objawienie, i oświadczył iż pragnąłby przenieść te relikwie do kościoła w Brogne, który głównie na ten cel wystawił. Wszakże Opat świętego Dyonizogo i wszyscy zakonnicy przystać na to nie mogli, nie chcąc pozbawiać się tak drogiego dla nich zabytku. Gerard zaś po załatwieniu z księciem Paryża sprawy w któréj był wysłany wrócił do Flandryi, nietracąc jednak nadziei że prędzéj czy późniéj Relikwie świętego Eugeniusza dostaną się kościołowi który dla niego wybudował.

Lecz z pobytu swojego w Opactwie świętego Dyonizego, chociaż nie otrzymał świętości jakich sobie życzył, odniósł jednak inną wielką korzyść. Wyszedł ztamtad ze stałém postanowieniem wstąpienia do zakonu. A że przypatrując się zblizka życiu jakie prowadzili zakonnicy Opactwa świętego Dyonizego, znalazł w tém zgromadzeniu najściślejszą karność zakonną, wielką ostrość życia, i najzupełniejsze od świata odosobnienie, więc umyślił w tymże klasztorze przyjąć suknię zakonną. Powróciwszy tedy na dwór hrabiego Beranżera, postanowił niezwłocznie zamiar swój doprowadzić do skutku, w którego spełnieniu stawać mu mogło na przeszkodzie tylko wielkie do niego tegoż hrabiego przywiązanie. Od początku swojego na tym dworze pobytu, stał się on nie tylko największym hrabiego ulubieńcem, lecz najbliższym przyjacielem. Byłto bowiem pan wielkiéj pobożności, który wysokie cnoty Gerarda umiał jak należy ocenić i serdecznie go pokochał. Wszakże, skoro się dowiedział że ten jego najulubieńszy dworzanin miał zamiar poświęcić się na wyłączną służbę Rogu w zakonie, nietylko mu żadnych w téj mierze nie stawił trudności, nietylko go od tego nie odwodził, lecz jak to na człowieka żywéj wiary przystało, utwierdził go w jego świętych zamiarach, i ze łzami wprawdzie w oczach, lecz co prędzéj sam do klasztoru wyprawił. Gerard udał się tam bez zwłoki, zboczywszy tylko na chwilę do wuja swojego Biskupa Tygrieńskiego, aby na nowy zawód jaki rozpoczynał otrzymać od niego błogosławieństwo.

Zgromadzenie ojców w Opactwie świętego Dyonizego, przyjęło z otwartemi rękami męża ze wszech miar tak znakomitego, a już słynącego z wielkiéj świątobliwości. On zaś przywdziewając suknię świętego Benedykta, od samego nowicyatu jakby go już dawno był przebył, zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika. Wiedząc iż jako pochodzącemu ze znakomitego i zamożnego rodu, przedewszystkiém trzeba ćwiczyć się w cnocie pokory, w téj cnocie głównie celował, a i we wszystkich innych których ona jest podstawą wysoko zajaśniał. Wyświęcenie na kapłaństwo jeszcze więcéj rozżywiło w nim pobożność, ducha umartwienia i doskonałego zaparcia. Codziennie sprawując przenajświętszą ofiarę, zalewał się wśród niéj słodkiemi łzami, i z takim ją odprawiał skupieniem, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby najwymowniejszą nauką z jaką czcią dla téj tajemnicy każdy być powinien.

Lecz gdy tak w tém cichém ustroniu święty Gerard szedł drogą coraz wyższéj doskonałości zakonnéj, i w klasztorze spędził już był lat kilka, odżywiła się w jego myśli pamięć widzenia jakie miał w kaplicy w Brogne, równie jak i silne pragnienie spełnienia koniecznie danego mu wtedy przez Świętego Piotra polecenia. Na jednéj więc z kapituł zakonnych, za pozwoleniem Opata, zabrawszy głos, wobec wszystkich ojców opowiedział to swoje widzenie, objawiając przytém chęć spełnienia rozkazu jaki wtedy odebrał. Wszystko to przedstawił tak żywo, i oraz Pan Bóg taką moc dał słowom jego, że zakonnicy jednogłośnie zgodzili się aby jego żądaniu zadość uczynić, gdyż żaden nie miał serca odmówić prośbie brata, którego wszyscy dla jego wysokiéj świątobliwości w szczególném mieli poważaniu. Pan Bóg zaś w którego ręku są serca wszystkich, w ten sposób pokierował wolą tych ojców, gdyż miał w tém na celu większą chwałę Swoję i pożytek dusz wiernych, przez umieszczenie zakonników świętego Benedykta przy kościele w Brogne, a następnie i w wielu innych miejscowościach w ojczyznie Gerarda.

Jakoż, święty Gerard otrzymawszy to czego od tak dawna całém sercem pragnął, przeniósł Relikwie świętego Eugeniusza do swojego kościoła w Brogne. Cuda jakie tam niezwłocznie zaszły, ściągały do tego kościoła wielkie tłumy ludu, a gdy umieszczeni przy nim pierwotnie przez świętego Gerarda duchowni okazali się temu niechętni, Gerard za upoważnieniem Biskupa miejscowego, wydaliwszy ich ztamtąd Benedyktynów sprowadził, co dało początek sławnemu z czasem Opactwu Brogneńskiemu. Nasz święty został jego pierwszym Opatem, chociaż długo się temu opierał, a gdy zewsząd zaczęli garnąć się do niego jużto Prałaci okoliczni, już najznakomitsi panowie podający się pod jego przewodnictwo duchowne, urządził sobie w osobném miejscu w lasach do klasztoru należących pustelnię, i tam, o ile mu obowiązki opackie dozwalały, wiódł życie ostréj pokucie i bogomyślności tylko oddane.

Wszakże niedługo mógł téj ciszy zażywać. Biskupi okoliczni wzywali go z jednéj dyecezyi do dragiéj, jużto dla zakładania nowych klasztorów Benedyktyńskich, już dla zaprowadzenia w dawnych upadłéj karności zakonnéj. Przez lat dwadzieścia poświęcał się temu Gerard, jak z niewymownym dla zakonów pożytkiem, tak z tém większą dla siebie zasługą gdyż wiadomo że trudniéj jest w rozwolnioném zgromadzeniu klasztorném wprowadzić nanowo zachwianą karność, niż założyć nowy zakon z całą jéj ścisłością. W końcu jednak nasz Święty nietylko założył kilka klasztorów nowych, lecz w przeszło dwudziestu przywrócił najściślejsze zachowanie ustaw, tak że cała ówczesna Flandrya poczytuje go za odnowiciela w zakonach ducha świętego Benedykta i jakby za drugiego tychże zgromadzeń Patryarchę.

Znękany ciężkiemi trudami i ostrą przez całe życie pokutą, w podeszłym będąc już wieku, Gerard przedsięwziął podróż do Rzymu, dla otrzymania ostatecznego zatwierdzenia tak świeżo założonych przez niego klasztorów, jak i zreformowanych. Po powrocie zwiedził raz jeszcze wszystkie, a złożywszy godność opacką, zamknął się w swojéj pustelni przy klasztorze w Brogne. Tam już w najściślejszém żyjąc odosobnieniu, gotował się tylko na śmierć. Gdy ostatnia jego godzina nadeszła, zawołał braci, dał im najzbawienniejsze upomnienia, pobłogosławił i śmiercią sprawiedliwych zszedł z tego świata. Umarł 3 Października roku Pańskiego 959.

Pożytek duchowny

Rumieniec jakim okrywała się twarz świętego Gerarda, gdy w jego obecności ośmielał się kto nieskromném wyrażeniem obrażać cnotę świętéj czystości, powstrzymywał od tego i najlekkomyślniejszych. Staraj się i ty w takich razach tak się zachować, abyś tego rodzaju obrazy Bożéj nie był uczestnikiem.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Gerarda Opata, cnotą świętéj czystości od lat najmłodszych przyozdobić raczył; daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, czystém sercem i nieskażoném ciałem wiernie Ci służyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 844–846.

Nauka moralna

Tags: św Gerard Sagredo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat czystość relikwie św Eugeniusz pokora
2020-09-28

Św. Wacława, Księcia Czeskiego, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 938.

(Żywot jego był napisany przez Papieża Piusa II-go.)

Święty Wacław był synem panującego księcia Czeskiego Wratysława, pobożnego i wzorowego chrześcijanina, i Drachomiry poganki, zawziętéj nieprzyjaciołki wiary chrześcijańskiéj. Było ich dwóch braci, nasz Święty starszy, i Bolesław młodszy. Ojciec odumarł ich małymi. Babka ich po ojcu, święta Ludmiła, widząc na jakie niebezpieczeństwo wystawieni są jéj wnuki pod opieką tak niegodziwéj matki, nie mogąc obu ich wziąść do siebie, otrzymała jednakże to, że Wacław przy niéj się wychował. Czuwając nad nim z tém większą troskliwością że obawiała się zawsze zgubnego wpływu Drachomiry jego matki, przydała mu za ochmistrza swojego kapelana Pawła, wielkiéj świątobliwości kapłana. Młody książę wzrastał w cnoty chrześcijańskie, a przytém i w świeckich naukach wysoko się wykształcił. Od najmłodszych lat okazywał szczególne nabożeństwo do przenajświętszego Sakramentu i do Matki Bożéj, a obok tego, odznaczał się wielkiém dla ubogich miłosierdziem.

Tymczasem Drachomira przywłaszczyła sobie rządy państwa, i powodując się swoją nienawiścią do Kościoła, zaczęła srogo prześladować wiernych. Wydała rozkaz zamknięcia wszystkich kościołów, wzbroniła pod najsurowszemi karami kapłanom miewać kazania, i we wszystkich szkółkach, a nawet w domu rodziców, zabroniła dzieci uczyć katechizmu. Wszystkich urzędników i dowódców wojsk wyznania chrześcijańskiego pooddalała, na ich miejsce mianując pogan, których znała jako najzaciętszych wrogów imienia chrześcijańskiego. Nie dość na tém: wyrodna ta niewiasta, dozwoliła poganom bezkarnie zabijać chrześcijan, a jeśli który z nich broniąc się odjął życie napadającemu na niego poganinowi, wtedy w odwecie dziesięciu chrześcijan tracono.

Nie godziło się świętéj Ludmile patrzyć na to obojętnie. Zniosłszy się tedy z pierwszymi panami czeskimi, którym także obrzydło okrucieństwo nieprawéj przywłaszczycielki, Wacława jako prawego następcę po ojcu ogłosiła panującym. Drachomira ustąpić musiała, do czego ja tém łatwiéj skłoniono że dla położenia końca niesnaskom wewnętrznym, oddano jedną z prowincyi za rzeką Elbą Bolesławowi, młodszemu bratu Wacława, który z matką trzymał.

Wacław, chociaż bardzo młodo ma tron wyniesiony, starał się coprędzéj znieść wszystko złe i nieprowne, co wprowadziła Drachomira. Głównie zaś zajął się przywróceniem obrzędów chrześcijańskich, i wyswobodzeniem Kościoła tak srodze przez Drachomirę uciemiężonego. Usiłował także zbawiennie wpływać na obyczaje ludu, skożone nierządem pogańskiéj władzy, a przekonany że przykład panującego jest najskuteczniejszym do tego środkiem, sam przyświecał wszystkim, jako wzór najwyższéj świątobliwości. Cały dzień oddany sprawom państwa, które ile możności sam załatwiał, w wolniejszych chwilach dawał posłuchanie ubogim; chorych nawiedzał po mieszkaniach i szpitalach, i sam im posługiwał. Tak wielkie miał dla biednych miłosierdzie, że najczęściéj w nocy, żeby uwagi na siebie nie ściągnąć, odwiedzał ich, i zdarzało się że na własnych barkach nosił dla nich drzewo lub zboże. Dla uczczenia stanu ubogiego towarzyszył ich pogrzebom, przybrany wtedy w książęce szaty. Dochowując wiernie w sercu swojém nabożeństwa do Matki Bożéj, którém się od dzieciństwa odznaczał, większą część nocy spędzał zwykle w kościele na modlitwie, przed Jéj obrazami. A również stały w swéj czci ku przenajświętszemu Sakramentowi Ołtarza, dla okazania tego w szczególny sposób, własnemi rękami zasiewał pszenicę przeznaczoną na Hostye do Mszy świętéj, sam ją potém zbierał, mlił, i sam piekł opłatki. Podobnież i na wino przeznaczono do ołtarza, sam wyciskał winne jagody, z winnic które własną ręką obrządzał i na ten cel przygotowywał. Codziennie przynajmniéj do jednéj Mszy świętéj służył, a także dla uczczenia Niepokalanéj Matki Bożéj, całe życie czystość zachował.

Dla Biskupów i kapłanów największe okazywał uszanowanie, a szczególnie gdy ich publicznie spotykał. Na uroczystych nabożeństwach które chciał aby z jak największą odprawiały się okazałością, zachowywał się z takiém skupieniem, że sam jego widok, wszystkich do nabożeństwa pobudzał. W zarządzie zaś państwa, baczny, sprawiedliwy, niezmordowany, starający się wchodzić we wszystko, wielce ukochanym był od poddanych, a obok tego przy nadarzonych okolicznościach, w potyczkach z nieprzyjaciołmi, zawsze na czełe swoich, każdego męztwem i odwagą przewyższał. Wszyscy téż go, i swoi i postronni, czcili jak Świętego, a poważali jako najznakomitszego z zasiadających podówczas na tronie książąt.

Tymczasem, Drachomira nie posiadała się ze złości, widząc jak w całych Czechach wiara chrześcijańska przez nią niszczona zakwitła na nowo; a przypisując to wszystko wpływowi świętéj Ludmiły, powzięła zbrodniczy zamiar, pozbawienia jéj życia. Jakoż, wysłani przez nią przekupieni zbójcy, Świętą tę księżnę zamordowali, i w rzekę wrzucili. Uzuchwalona Drachomira spełnieniem téj zbrodni, i nie mogąc – chociaż wyrodna ta matka i tego pragnęła – dosięgnąć Wacława, pobudziła przeciwko niemu Radysława, księcia Gurymskiego, który najechał jego państwo z potężném wojskiem, przekonany że młodego i jeszcze nie bardzo w sztuce wojennéj wyćwiczonego książęcia, łatwo przemoże. Święty Wacław, który zawsze miał wielki wstręt do krwi przelewu, stanąwszy na czele swoich hufców, wysłał najprzód do Ratysława posłów, aby spróbować czyby do układów z nim przyjść bez bitwy nie można. Lecz ten dumnie odpowiedział, że chyba oddaniem mu całego państwa, możnaby go wstrzymać od wojny. Wtedy święty Wacław innego jeszcze użył środka, aby bądź co bądź nie wystawiać licznych wojsk na rzeź zawziętą. Udał się do obozu Ratysława, i oświadczył mu iż chce aby w obec obu wojsk, walcząc jeden z drugim w pojedyńczém spotkaniu, roztrzygnęli los wojny. Zgodził się chętnie na to Radysław, będąc olbrzymiéj postawy i atletycznéj siły, gdy Wacław był bardzo wątłéj budowy.

Nazajutrz o godzinie naznaczonéj, w obec wojsk nieprzyjacielskich uszykowanych naprzeciw siebie, obaj książęta stanęli do walki. Ratysław uzbrojony był od stóp do głowy jak drugi Goliat: miał ogromną dzidę i miecz nadzwyczaj długi. Wacław włożył na siebie lekki tylko pancerz, mając w ręku zwykły pałasz, całą bowiem ufność swoją, jak Dawid, w Boga był złożył. Gdy przyszło da starcia, podniósł dzidę którą miał Wacława ugodzić, a ten się przeżegnał, i w tejże chwili Ratysław wypuszczając z rąk oręż, padł do nóg swego przeciwnika, prosząc go o przebaczenie i zdając się na jego łaskę i niełaskę. Kiedy bowiem podnosił broń swoją, ujrzał przy Wacławie dwóch Aniołów którzy go zasłaniali, a z Nieba usłyszał głos wołający: „Nietknij.” I tak, bez kropli krwi ludzkiéj, zakończyła się ta wojna, która całemu krajowi wielką klęską groziła.

W inném zdarzeniu, podobnież doznał święty Wacław wsparcia od Aniołów. Znajdował się na walnym sejmie, przez cesarza Ottona I w mieście Worms zwołanym. Tam bywało codziennie na uroczystych zgromadzeniach, wielu innych książąt panujących, którym przewodniczył cesarz. Zdarzyło się dnie pewnego, że Święty chcąc służyć do dwóch Mszy w kościele, dłużéj się zabawił, i przez to opóźnił się na zebranie. Obrażeni tém zgromadzeni książęta, postanowili gdy nadejdzie, nie oddać mu oznaki uszanowania, podniesieniem się ze stołków, jak to dla każdego z wchodzących czynili. Lecz inaczéj się stało: bowiem gdy wchodził, ujrzeli przed nim dwóch Aniołów którzy nieśli krzyż złoty przedziwną jasność wydający. Nietylko więc wszyscy powstali, ale i sam cesarz wyszedł przeciw niemu i obok siebie go posadził. Wkrótce nawet potem Otton I poznawszy bliżéj tego świętego książęcia i wysoko go poważając, chciał księstwo Czeskie w jego osobie wynieść do godności królestwa. Święty Wacław sprzeciwił się temu, lecz z wielką wdzięcznością przyjął inny dur, a tym były Relikwie świętego Wita i świętego Zygmunta, do których miał szczególne nabożeństwo. Wróciwszy z temi skarbami do Czech, wybudował w Pradze wspaniały kościół, pod wezwaniem świętego Wita, i do tegoż kościoła sprowadził zwłoki świętéj Ludmiły swojéj babki.

Lecz im bardziéj za błogosławieństwem Bożém święty Wacław wsławiał się i utwierdzał na tronie, tém większą obudzało to zawiść w Drachomirze matce jego i Bolesławie bracie. W końcu postanowili i jego zgładzić. Wprawdzie, gdy dowiedzieli się że Wacław sprowadziwszy do Czech Benedyktynów, miał zamiar i sam zrzekając się tronu wstąpić do klasztoru, wstrzymali się z wykonaniem swoich zbrodniczych zamysłów, wszakże gdy za spełnieniem swoich świętych pragnień jeszcze się ociągał, zbrodniarze ci umyślili dłużéj już nie czekać, i uciekli się do zdrady. Bolesławowi żona powiła syna. Ten na wielką ucztę jaką z tego powodu wyprawiał, zaprosił Wacława. Święty przewidywał w téj niespodziewanéj uprzejmości zasadzkę, lecz mu nie wypadało odrzucać zaprosin brata. Udał się więc do niego, ale wprzód uczynił spowiedź z całego życia, i z wielkiém nabożeństwem przyjął Komunię świętą. Wśród uczty, o północy, Wacław wyszedł nieznacznie, i według swojego zwyczaju udał się do kościoła na modlitwę. Spostrzegłszy to Drachomira, nakłoniła Bolesława aby korzystał z téj sposobności, i zamordował Wacława. Bolesław pospieszył się dy kościoła wraz z kilkoma podobnymi mu niegodziwcami, których przydała do boku jego Drachomira, aby mu w razie potrzeby, do spełnienia zbrodni dopomogli. Wszedłszy do kościoła, podniósł miecz na Wacława, lecz mu go moc Boża z ręki wytrąciła. Siepacze będący przy nim podali mu pałasz, i szydząc z jego trwożliwości, podżegali aby spełnił zbrodnię, dla któréj tam przybył. Wtedy wyrodny ten brat przeszył mieczem Wacława, którego krew prysnęła na mary kościoła i po dziś dzień, ją tam widać. Męczeństwo to poniósł ten Święty 28 Września roku Pańskiego

Bezbożnego Bolesława, przezywanego późniéj okrutnym, Pan Bóg ukarał ciężkiemi klęskami jakich doznał przywłaszczywszy sobie tron po bracie zamordowanym. Drachomirę zaś jeszcze straszniejsza pomsta Boża spotkała, gdyż razu jednego kiedy z licznym orszakiem odbywała podróż, rozstąpiła się pod nią ziemia, i żywcem pochłonęła.

Pożytek duchowny

Jakże budującym jest w życiu świętego Wacława ten szczegół, iż on tak wielką czcią ku przenajświętszemu Sakramentowi był przejęty, że sam przyrządzał Hostye i wino do Ołtarza przeznaczone. Niech cię to pobudzi, byś ze swojéj strony, o ile ci to możliwe, przyczyniał się do zaopatrywania kościoła twojej parafii, w potrzebne do odprawiania Mszy Świętéj sprzęty i ozdoby.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Wacława, przez palmę męczeńską, z ziemskiego tronu do chwały niebieskiéj przeniósł; za jego wstawieniem się, racz nas od wszelkich przeciwności wybawić, i w Niebie w jego społeczności daj nam wiecznego zbawienia zażywać. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 824–826.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 772–773

Uczęszczanie na Mszę świętą jest jedną z najcelniejszych ozdób życia i charakteru świętego Wacława. Jeśli ten dostojny książę i monarcha przy swych tak licznych i ważnych zajęciach mógł znaleźć tyle czasu, aby pójść na Mszę, a czasem nawet służył do niej, to jakże powinni się wstydzić ci, którzy pod ladajaką wymówką albo wcale na niej w dzień powszedni nie bywają, albo też słuchają jej obojętnie i z roztargnieniem. Gdybyśmy choć w części przejęci byli tym duchem pobożności, jaki miał święty Wacław, to inaczej powinnibyśmy się zachowywać wobec tego najświętszego obrzędu Kościoła katolickiego i nie pożałowalibyśmy tej pół godziny, aby być przytomnymi bezkrwawej Ofierze, którą Kościół święty odprawia na chwałę Boga, na podziękowanie Mu i na przejednanie Go za nasze nieprawości i grzechy. Strata tej pół godziny nic nie znaczy wobec niezmiernych i niezliczonych korzyści i błogosławieństw, jakie na nas Bóg zlewa.

Cóż skłaniało świętego Wacława do uczęszczania na Mszę? Skłaniała go do tego:

  1. Żywa wiara w obecność Boga w Sakramencie Ołtarza świętego;
  2. miłość Boga, który zesłał Syna z Nieba, aby za nas cierpiał i umarł dla dobra naszego;
  3. niezłomne przekonanie, że Bóg wysłucha modłów i próśb jego;
  4. wdzięczność za łaski i hojne dary, którymi Bóg nas obsypuje.
Tags: św Wacław „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik książę czystość Msza święta
2020-09-25

Bł. Władysława z Gielniowa, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1505.

(Żywot jego był napisany przez ojca Wincentego Morawskiego tegoż zakonu kapłana.)

Błogosławiony Władysław był rodem z Gielniowa, małego miasteczka położonego w Województwie niegdyś Sandomierskiém a teraźniojszéj gubernii Radomskiéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1440, z rodziców stanu mieszczańskiego, którzy sami pobożni i jego od dzieciństwa w bojaźni Bożéj chowali. Na Chrzcie świętym miał nadane imię Jana.

Oddsny do szkoły miejscowéj, odznaczył się nadzwyczajnemi zdolnościami. To skłoniło jego rodziców że chociaż dla ich niezamożności z trudnością im to przyszło, wysłali go do Akademii Krakowskiéj niedawno wtedy założonéj. W niéj nasz młodzieniec spotkał się ze świętym Janem Kantym i świętym Szymonem z Lipnicy, z którymi już odtąd w stosunkach ścisłéj przyjaźni przez całe życie zostawał. Tam pilnie ćwiczył się w naukach, nie opuszczając wcale ćwiczeń pobożnych, do których od najmłodszego wieku był wprawiony. Codziennie, przed udaniem się na kursa akademickię miał zwyczaj słuchać Mszy świętéj, a co mu tylko od nauk zbywało czasu, ten przepędzał w kościele. Prócz kilku pobożnych młodzieńców towarzyszy swoich, których i przykładem i słowem do cnoty zagrzewał, nie miał innych stosunków jak tylko z niektórymi zakonnikami, u których przebywał najchętniej, gdyż i jego Pan Bóg łaską Swoją do życia zakonnego powoływać raczył.

Po świetnie ukończonym zawodzie uniwersyteckim, otrzymawszy stopnie naukowe, postanowił świat opuścić, lecz jeszcze się wahał do jakiego zgromadzenia ma wstąpić. Pod tęż porę Jan Długosz kanonik krakowski, powracając z Rzymu, gdzie sprawował urząd posła królewskiego, wprosił był i przywiózł z sobą do Polski świętego Jana Kapistrana, który świeżo we Włoszech wprowadził był w zakonie świętego Franciszka Serafickiego najściślejszą reformę. Przybywszy do Krakowa, toż samo i w Polsce uczynił i tak mu Pan Bóg w tém błogosławił, że po kilku miesiącach jego tam pobytu, w skutek kazań jakie miewał, z saméj Akademii Krakowskiéj stu ośmdziesięciu młodzieży do zakonu przez niego reformowanego wstąpiło. W téj liczbie był i święty Władysław. A że klasztor krakowski przepełniony był zakonnikami, odesłano go do Warszawy, do klasztora téjże reformowanéj Reguły tylko co przez księżniczkę Annę Mazowiecką zafundowanego. Wstąpił do nowicyatu w dzień świętego Piotra w Okowach, przybierając imię Władysława.

Od téj chwili rączym krokiem szedł po drodze doskonałości zakonnéj. Naśladując świętego Antoniego pustelnika; co tylko w innych dobrego upatrzył, sam starał się to spełniać. Świętą cnotę czystości, którą nieskalaną przyniósł ze świata, strzegł jak najpilniéj, martwiąc ciało i zmysły na wodzy trzymając. Ślubowi posłuszeństwa wierny, w najmniejszych rzecząch woli swojéj nie miał, a przełożonym jakby woli Samego Boga poddawał się. Ubóstwo zachowując, nietylko niczém zgoła rozporządzać sobie nigdy nie pozwalał, lecz i wiele a tych rzeczy których zakonnikowi nawet w całéj ścisłości Reguła Braci-Mniejszych zachowana użytku dozwala odmawiał sobie. Słowem od pierwszego dnia nowicyatu tak wszystkich i najstarszych braci w doskonałości wyprzedził, że dla całego zgromadzenia stał się najwyzszym wzorem świętego zakonnika.

Wyświęcony na kapłana, z wielką gorliwością zajął się głoszeniem słowa Bożego, do czego przełożeni niezwłocznie go przeznaczyli. A lubo każde swoje kazanie zawsze zaczynał od tego tekstu: „Jezus Nazareński Król Żydowski”, z tego jednak jednego źródła wyprowadzał najobfitsze, najwłaściwsze i najzbawienniejsze dla słuchaczów nauki. Ażeby wiernych zagrzewać do czci i miłości przenajświętszego i najsłodszego Imienia Jezus, na wzór Świętego Bernardyna Seneńskiego, toż Imię jak najczęściéj w kazaniach powtarzał, a nawet wypisane na tablicy wielkiemi literami z ambony ludowi okazywał. Dla pobudzenia ludu do nabożeństwa, pisał wierszem różne pieśni nabożne, i po kazaniu je ze zgromadzonymi śpiewał. Ułożył Koronkę, z rozmyślaniami tajemnic życia Pana Jezusa i Maryi przenajświętszéj, przeplataną rzewnemi modlitwami, a którą nawet Papież Paweł V, odpustem zupełnym obdarzył.

Pragnąc Władysław w tym to głównie zawodzie służyć Panu Bogu, bo mu w nim Pan Bóg wielce błogosławił, starannie unikał aby go jaki urząd w zakonie nie spotkał. Wszakże dla wysokich cnót zakonnych, bracia pomimo jego wypraszań się usilnych, nietylko wynieśli go na urząd przełożonego i to nie jednokronie i po różnych klasztorach, ale i zarząd całéj Prowincyi mu powierzyli, i pięć razy z rzędu na tę godność go wybierali. Spędził téż lat piętnaście, z niewymowném zakonu całego pożytkiem i zbudowaniem wiernych. Prowincya jego już wtedy dwadzieścia cztery liczyła klasztory, a niektóre bardzo jedne od dragich odległe. Wszystkie jednak i to co roku, pieszo zwiedzał, podróże te bez grosza, o żebranym chlebie odbywając. A nawet dwa razy do Rzymu tymże sposobem chodził: raz na Kapitułę generalną, drugi raz dla obrony braci zakonnych przed Stolicą Apostolską, przez niezawistnych ludzi oczernionych. W skutek czego, zakonowi swojemu znieważonemu sławę przywrócił, a niecni oszczercy klątwą Papieską ukarani zostali. Podczas Prowincyalstwa swojego, ułożył dla Prowincyi ustawy tak właściwe i mądre, iż je kapituła geralna w Urbino we Włoszech roku Pańskiego 1498 odprawiona, dla całego zakonu przyjęła.

Za jego czasów Alekeander królewicz Polski wnuk Władysława Jagiełły, rządził księstwem Litewskiém. A że tam w wielu częściach kraju pogaństwo jeszcze istniało, dla małéj zaś liczby kapłanów katolickich, szerzyło się coraz dalej, Książę ten, spowodowany rozgłosem świętobliwości Władysława i jego braci, udał się do niego z żądanie, aby mu ze swego Zgromadzenia posłał zdolnych i żarliwych kapłanów, do oparcia się szerzącemu złemu w krajach jemu podległych. Chętnie przyłożył się do tego błogosławiony Władysław: wysłał ma Litwę kilku świątobliwych ojców, którzy naprzód osiadłszy w Połocku, ztamtąd Missyę odprawiali po najdzikszych częściach Litwy, a Bóg dobry pracom ich pobłogosławić raczył, gdyż po pewnym czasie około dwóch tysięcy dasz nabyli Kościołowi.

Kiedy w miasteczku Skępe, w dawnéj ziemi Dobrzyńskiéj a dzisiejszéj Guberni Płockiéj położoném w skutek objawienia się Matki Bożéj, pewien bogobojny szlachcic, założył mały klasztorek dla ojców Bernardynów, a Władysław przybył do niego z kilkoma braćmi aby ich tam obsadzić, znalazł ku temu wielkie przeszkody, pochodzące głównie od plebana miejscowego, najnieprzychylniejszego zakonowi. Chcieli bracia odstąpić téj fundacyi, lecz Władysław upewnił ich że wkrótce ich główny przeciwnik, stanie się jednym z ich nejwiększych dobrodziejów. Tymczasem Pleban nie przestawał powstawać na błogosławionego Władysława i jego towarzyszy, i gdy razu pewnego słyszał ludzi opowiadających że podczas gdy Ojcowie w kaplicy Matki Bożéj śpiewali o północy Jutrznię słyszéć się dały Anielskie śpiewy, rzekł z gniewem: „Nie Anielskie to śpiewy lecz dyabłów i wilków piekielnych wycia wtorują tym mnichom.” Co większa: stojąc wtedy przy téj kaplicy, nogą w nią uderzył z pogardą. Lecz w téjże chwili kara Boża go spotkała. Rażony nagłą śmiercią padł nieżywy na ziemię. Dowiedziawszy się o tém Władysław, pomodlił się do przenajświętszéj Panny za nieszczęsnego zmarłego, który powrócił do życia, grzechu swojego szczerze żałował, zakonników pokornie przeprosił, i odtąd według przepowiedni błogosławionego sługi Bożego stał się już na zawsze ich największym przyjacielem i dobroczyńcą.

Kiedy za Jana Alberta w roku 1499, niezliczone hufce tureckich i tatarskich wojsk zalały Polskę, mieczem i pożogą niszcząc okolice do których wkraczały, Władysław nakazawszy w całéj Prowincyi zakonnéj posty i nabożeństwa, sam obiegał miasta i wioski, a gorliwemi kazaniami pobudzał lud do modlitwy i pokuty, przykładem swoim i duchowieństwo świeckie do tego zachęcając. Ułożył wtedy krótką następującą modlitewkę, i tę ile mógł rozpowszechniał: „Jezu Nazareński królu Żydowski! powstań i zetrzyj barbarzyńskie narody, a daj zwycięstwo chrześcijańskiemu ludowi, aby wielkiego Boga potęgę wysławiał na wieki.” Sam zaś przymnożył sobie różnych umartwień ciała i postów, a niekiedy noce całe na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj spędzał. Pan Bóg wszystkich tych modlitw wysłuchać raczył. Zesłał wczesną i nadzwyczaj ostrą zimę, która pohańców w obozach zaskoczywszy zniszczyła do szczętu, i od téj klęski Polskę uratowała.

Za każdą kapitałą zakonną, wypraszał się Władysław od dalszego sprawowania urzędu Prowincyalskiego na który go ciągle obierano. Ale tego od wielce miłujących go Ojców i braci nie otrzymał, aż kiedy już zwątlony nietylko ciężką pracą lecz i wiekiem do niejakiego wytchnienia miał prawo. Gdy więc uwolniono go od tego ciężaru, dano mu do wyboru klasztor w którymby chciał zamieszkać i towarzysza do posługi. Lecz Władysław na to odpowiedział: „Za łaską Bożą od kiedy jestem w zakonie w niczém własnéj woli nie miałem, pozwólcie abym jej nie miał i bliskim będąc już śmierci. Niech Ojcowie przeznaczą mnie gdzie się im podoba, jeszcze czuję w sobie dość siły do służenia zakonowi.” Przeznaczono go wtedy na przełożonego a razem i Kaznodzieję Warszawskiego klasztoru. Zajął się temi dwoma obowiązkami, jakby tylko co do zakonu wstąpił i zaczynał mu służyć. Gdy nadszedł post wielki, odbył go z większą jeszcze jak zwykle surowością. W wielki piątek miał kazanie, na którém wszystkich słuchaczy do rzewnych łez pobudził nad Męką Pańską, o któréj z przedziwném a świętém uniesieniem mówił. Gdy przeszedł do szczegółów biczowania Pana Jezusa, zwróciwszy się do obrazu na którym tajemnica ta wyrażoną była, powtarzając ta słowa: „O! Jezu! Jezu mój kochany!” wpadł w zachwycenie, i w oczach całego ludu w powietrze nad kazalnicą wyniesiony został. Wyszedłszy z tego stanu omdlał, tak że już skończyć kazania nie mógł a zakonnicy musieli go zanieść do celi. Od téj chwili już tylko albo modlił się, albo dawał braciom najzbawienniejsze nauki, lub z odwiedzającymi go mówił o Bogu. Czując się coraz słabszym, przyjął ostatnie Sakramenta święte, i spokojnie zasnął w Panu roku 1505.

Pochowany został na środku chóru ojców Bernardynów warszawskich, pod tém miejscem gdzie się pali lampa przed przenajświętszym Sakramentem. Lecz w roku Pańskim 1572. Arcybikup Karnkowski, będąc w Warszawie miał objawienie, w którém błogosławiony Władysław polecił mu w imieniu Pana Boga, aby zwłoki jego na właściwszém miejscu umieszczone zostały. Przeniesiono więc je z wielką czcią, i przy uroczystym obchodzie, na którym Król Zygmunt August był obecny, złożono po prowéj stronie wielkiego ołtarza, gdzie dotąd zostają w osobnéj kaplicy. Przy grobie jego wiele zaszło cudów, w skutek czego Papież Benedykt XIV, wpisał Władysława w poczet błogosławionych, i jednym z głównych patronów Polski i Litwy ustanowił.

Pożytek duchowny

Jakiéj to żywéj wiary były te czasy, w których jak to czytałeś w żywocie błogosławionego Władysława, kazania świętego Jana Kapistrana, pociągnęły do zakonu wraz z nim stu kilkudziesięciu akademików krakowskich, stanowiących kwiat ówczesnéj młodzieży! Widząc jak pod tym względem inne są czasy w których żyjemy, módl się goryco, aby tamte wróciły i o to głównie udawaj się do pośrednictwa Patronów kraju naszego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Władysława obdarzając wysoką doskonałością zakonną, jasnym świecznikiem w Kościele naszym uczynił, spraw miłościwie abyśmy za jego przykładem, we wszelkich cnotach wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 814–817.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 767

Jednym z najpotężniejszych środków do obudzenia w sercach naszych gorącej miłości Boga i prawdziwej pobożności jest rozpamiętywanie Męki Zbawiciela. Tam się uczymy, jak bardzo Bóg umiłował świat, jak wielkim złem jest grzech, który aby zmazać, potrzeba było męki i śmierci Boga-Człowieka. Tam także uczymy się, jak bardzo powinniśmy czuwać nad sobą, aby nie zmarnować tych skarbów łask, które nam Pan Jezus męką i śmiercią swoją wyjednał.

Tags: bł Władysław z Gielniowa „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Jan Kanty św Szymon z Lipnicy św Jan Kapistran czystość Męka
2020-09-21

Św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty

Żył około roku Pańskiego 85.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego, podania kościelnego.)

Święty Mateusz nazywany takie i Lewi, rodem z Kany w Galilei, był w mieście Kafarnaum Celnikiem, to jest poborcą podatków jakie Izraelici płacili cesarzom Rzymskim. Żydzi w nienawiści mieli tych urzędników, gdyż jako naród wybrany, poczytywali się za uwolnionych od wszelkiéj daniny, od obcych władców wymaganéj. Z tego nawet powodu takowi poborcy jakim był Mateusz, uważani byli powszechnie za ludzi z wszelkiéj czci i sławy odartych, i takim to był nasz Święty, kiedy go Syn Boży raczył powołać za Sobą.

Skoro Pan Jezus przechodząc około miejsca w którém on swój urząd sprawował, rzekł do niego: „Pójdź za mną” 1, w tejże chwili Mateusz dotknięty łaską Boga który go powoływał, nie zawahał się ani chwili, i zaraz stał się uczniem Chrystusa Pana. Żeby zaś wszyscy o tém wiedzieli, zaprosił Zbawiciela na wielką ucztę do domu własnego. Lecz na niéj, po większéj części, zgromadzeni byli sami publikanie, i inni im podobni używający najgorszéj sławy, z których Pan Jezus przypuszczał do Siebie, aby i ich obdarzyć Swoją łaską i nawrócić.

Ten postępek jednak Zbawiciela ze Świętym Mateuszem, wzbudził szczególnie szemranie Skrybów i Faryzeuszów, którzy powstawali na to że przestaje i ucztuje z grzesznikami. Wtedyto Syn Boży dał im tę pamiętną i pełną dla grzeszników pociechy, naukę, mówiąc: że ponieważ lekarz potrzebnym jest nie dla zdrowych lecz dla chorych, więc wypadało aby On, który jest dusz lekarzem, ratował przed innemi to właśnie, które są w niebezpieczeństwie zbawienia. I ta łaskawość Pana Jezusa, i dalsza rozmowa jaką miał wtenczas ze świętym Mateuszem, utwierdziła go témbardziéj w jego powołaniu: od téj chwili zrzekł się swego urzędu, i już nie odstępował swojego Boskiego Mistrza. Owszem, tak dalece starał się ciągle być przy Jego Osobie, z taką pilnością przysłuchiwał się Jego naukom i śledził każdy krok; że późniéj jego to Duch Święty użył do spisania Ewangelii która jest pierwszą pomiędzy czterema Ewangeliami, a najwięcéj zawiera w sobie szczegółów, tyczących się i tego co mówił i co robił Syn Boży.

Wkrótce po przyłączeniu się świętego Mateusza do grona uczniów Chrystusa Pana, nastąpił wybór dwunastu Apostołów, pomiędzy którymi raczył Pan Jezus i Mateusza umieścić. Jest on przez świętego Marka i Łukasza policzony jako siódmy z rzędu, sam zaś liczy się ósmym, a nadaje sobie zawsze imię Mateusza Poborcy, co czyni z wielkiéj pokory; inni zaś Ewangalistowie opuszczając ten tytuł pod którym był niekorzystnie znanym gdy żył na świecie, nazywają go Lewi synem Alfeusza.

Od téj pory aż do Zmartwychwstania Pańskiego, nic o nim Ewangelia święta nie wspomina. Po Wniebowstąpieniu Pańskiém i Zesłaniu Ducha Świętego, święty Mateusz wraz z innymi Apostołami, ogłaszał wiarę świętą w ziemi Żydowskiéj, gdzie trzy lata przebył.

Zanim udał się w inne strony dla rozniesienia słowa Bożego, użył go Duch Święty do spisania historyi Pana Jezusa i tego co Syn Boży nauczał. Dokonał tego spisując Ewangelię pierwszą w księgach Nowego Testamentu, a zawierając w niéj wszystko na co patrzał i co słyszał, i to o czém się dowiedział od przenajświętszéj Maryi Panny o pierwszych latach Pana Jezusa. W téj Ewangelii, przedstawia on nam szczególnie to co się tyczyło Człowieczeństwa Pana Jezusa, gdy znowu święty Jan w swojéj, więcéj mówi o Bóstwie Zbawiciela. Ztąd téż Ewangelia Świętego Mateusza przystępniejszą jest dla wszystkich, i najwięcéj zawierającą zasad tyczących się moralności chrześcijańskiej. Z tego téż powodu i w pacierzach kapłańskich i na ambonie, najczęściéj jest przytaczaną. Ponieważ przeznaczał on ją głównie dla Żydów nawróconych, napisał ją w języku wtedy u nich używanym Hebrajskim, który był mięszaniną Syryackiego i Chaldejskiego narzecza. Niezwłocznie przełożono ją na język Grecki, dla ludów które tym językiem mówiły, i to tłomaczenie przyjęto przez Kościoł, na równi z oryginałem jest uważane. W owych czasach pisywano na tablicach drewnianych. Święty Mateusz swoją Ewangelią pisał na drzewie cyprysowém bardzo kosztowném lecz trwałém. Późniéj cesarz Zenon w którego ręce się dostała, kazał ją w złoto oprawić i starannie przechowywał. Kiedy w roku Pańskim 488, na wyspie Cyprze, wynaleziono ciało świętego Barnaby Apostoła, znaleziono na piersiach jego Ewangelię świętego Mateusza, ręką Świętego Barnaby przepisaną. Jest podanie, że oryginał Ewangelii świętego Mateusza po hebrajsku napisany, przechowywany długo przez chrześcijan z narodu żydowskiego w Jerozolimie osiadłych, przed zniszczeniem tego miasta przez Rzymian, przeniesiony został do miasta Pelli, gdzie ciż Żydzi nawróceni schronili się byli, lecz z upływem czasu zaginął, i pozostało tylko tłomaczenie greckie, przez Kościoł za autentyczne przyjęte.

Wyszedłszy z ziemi Żydowskiéj na opowiadanie w innych częściach świata wiary chrześcijańskiéj, święty Mateusz udał się do Persyi, gdzie apostołował Persów, Medów i Karamanitów, a następnie do Etyopii. Święty Klemens Aleksandryjski, który żył w wieku blizkim czasów Apostolskich, pisze, że święty Mateusz wiódł życie nadzwyczaj surowe. Jadał tylko jarzyny, nie używając nigdy mięsa, ryb, nabiału, ani wina.

W wycieczkach swoich apostolskich, przybywszy do miasta Nadaber w Etyopii, z wielką tam czcią przyjęty został przez Eunucha królowéj Kandacejskiéj, którego święty Filip był nawrócił i ochrzcił. W témże mieście zastał dwóch sławnych czarnoksiężników: Zoroesa i Artaksata, którzy mamiąc lud prosty, wielkiego zdzierstwa się na nim dopuszczali, utwierdzając go w zabobonach. Święty Mateusz wykrył ich szalbierstwa, za co oni mszcząc się, sprowadzili na miasto z okolicznych lasów dwa straszne smoki, które przeraziły mieszkańców. Święty Mateusz przeżegnał te potwory, które w tejże chwili jak najłagodniejsze baranki, położyły się u nóg jogo, a on rozkazał im wrócić do pieczar, z których były wyszły. Cud ten spełniony w oczach licznie zgromadzonego ludu, wielką liczbę pogan nawrócił, a wkrótce i drugi jeszcze większego nabył rozgłosu.

W czasie pobytu świętego Mateusza w Etyopii, umarła Ifgenia, starsza a ulubiona córka Egipa, króla tam ponującego. Ten zwołał najsławniejszych swoich czarnoksiężników, domagając się aby ją wskrzesili. Ci wysilali całą swoją sztukę, lecz napróżno. Gdy powiedziano królowi o cudach jakie czynił święty Mateusz, ten posłał po niego, aby sprobował czy nie przywróci życia jego córce. Święty Apostoł ukląkł przy ciele zmarłéj, pomodlił się, potém podniósłszy się kazał jéj wstać w imię Jezusa Chrystusa, i dziewica ożyła. Cud tak nadzwyczajny sprawił, że król, cała jego rodzina, a następnie dwór i prawie cały naród, przyjęli wiarę świętą. Lecz co podobnież wielką dla świętego Mateusza było pociechą, to że wkrótce potém królowna Ifigenia, usłyszawszy kazanie jego o zasługach dziewictwa, postanowiła poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu w czystości dozgonnéj. Przykład téj księżniczki, pociągnął za nią i wiele innych pobożnych dziewic, i w krótkim czasie, w wielkiém tém mieście, które przed niedawnym czasem było główną siedzibą pogaństwa, ujrzano święte Zgromadzenie Oblubienic Chrystusowych wspólnie mieszkających i bogomyślności oddanych, jakto późniéj czyniły zakonnice.

Wszakżo to właśnie stało się powodem męczeńskiéj śmierci świętego Mateusza. Po śmierci Egipa, brat jego Hirtacy, nieprawnie a przebojem tron sobie przywłaszczył. Aby się na nim utwierdzić, postanowił poślubić Ifigenią, która była jedyną prawną po ojcu następczynią. Wysłał do niéj posłów w tym celu, lecz świątobliwa ta księżniczka, która już postanowiła nie mieć innego Oblubieńca prócz Jezusa Chrystusa, z oburzeniem odrzuciła jego żądanie. Niezraziło to jednak Hirtacego. Zdało mu się iż najłatwiéj dopnie swoich zamiarów, jeśli święty Mateusz wpłynie na Ifigenią aby wyszła za niego. Kazał go więc przywołać, i z nim udał się do księżniczki, nie wątpiąc iż Mateusz nie będzie śmiał sprzeciwić się jego woli. Lecz tak się nie stało. Święty Apostoł, nietylko nie namawiał Ifigenii do przełamanie ślubów które Panu Jezusowi uczyniła, lecz w obecności samego Hirtacego, utwierdzał ją w jéj powołaniu, błogosławiąc i przyrzekając, najobfitsze w Niebie, za jéj wierność Chrystusowi nagrody. Hirtacego wprawiło to w złość zapamiętałą. Skoro wrócił do swego pałacu, przywołał kilka żołnierzy z swojéj przybocznéj straży, i rozkazał aby natychmiast wyszukali Świętego i śmierć mu zadali. Było to w przedpołudniowéj porze, a Mateusz rozstawszy się z Hitacym i z Ifigenią, poszedł był do kościoła, i tylko co Mszę świętą zaczął. Wysłani przez Hirtacego zabójcy zastali go przy ołtarzu, i tam go zamordowali, zadając mu siekierami kilkakrotnie rany. Śmierć męczeńska tego Apostoła nastąpiła dnia 21 Września roku Pańskiego 90, po dwudziesto trzech letnim pobycie jego w Etyopii, którą całą nawrócił.

Święty Mateusz, jako pierwszy założyciel Zgromadzenia dziewic poświęconych Bogu, poczytywany jest za szczególnego Patrona cnoty dziewictwa i zakonów żeńskich, w czem także uważać potrzeba, że życie zakonne wyszło z ustanowienia Apostolskiego.

Święty Klemens wyżéj przytoczony, pisze że to święty Mateusz pierwszy, zaprowadził między wiernymi zwyczaj, używania wody święconéj.

Po męczeństwie jego, Hirtacy jeszcze nalegał ma Ifigenią aby wyszła za niego, a gdy stale opierała się temu, kazał klasztor jéj podpalić, lecz podczas pożaru ujrzano Świętego Apostoła unoszącego się w powietrzu, który ogień zagasił. Dziewicę tę Kościoł Boży w poczet Świętych zaliczył, i dziś także i jéj pamitąkę obchodzi.

Pożytek duchowny

Ewangelia świętego Mateusza, jak to w żywocie jego wspomnieliśmy, opisuje głównie sprawy Pana naszego Jezusa Chrystusa jako Człowieka. Spełniał je zaś nasz Zbawca głównie dlatego, abyśmy zapatrując się na nie, przez wierne naśladowanie Boskiego Mistrza naszego, łatwiéj potrafili żyć jak On nam przykazał. Staraj się przeto dokładnie znać szczegóły życia Syna Bożego na ziemi, i często a pobożnie nad nimi rozmyślaj. Pamiętaj, że ten tylko jest prawdziwym chrześcijaninem, kto Chrystusa naśladuje,a nikt Go naśladować nie może, kto nie zna dokładnie Jego życia, I nie rozmyśla nad niém.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas Panie, wstawieniem się swojém za nami, błogosławiony Mateusz Apostoł i Ewangelista wesprzeć raczy; abyśmy za jego pośrednictwem dostąpili tego, czego sami otrzymać nie możemy. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 802–804.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 754

Chociaż Pan Jezus nauczał tylko ustnie i nie polecił apostołom spisywać swych kazań i nauk, mimo to czterech z nich, tj. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, pozostawiło nam „Ewangelie”, czyli księgi nieocenionej dla każdego chrześcijanina wartości.

  1. Ewangelie święte są świadectwem objawienia Boskiego. Sprawozdania te o osobie, nauce i dziełach Zbawiciela powstały „pod bez pośrednim wpływem Ducha świętego, jedynego i prawdziwego zwiastuna prawdy”, stanowią przeto Boskie świadectwo o życiu, cierpieniach i czynach Boga-Człowieka, i są żywym słowem nauki, zbudowania i przeświadczenia w najważniejszej i najpotrzebniejszej sprawie szczęścia wiekuistego. Pożywiajmy się przeto tym drogocennym i życiodajnym pokarmem.
  2. Ewangelie są oryginalnym i niewątpliwym świadectwem, jakie dali pierwsi apostołowie Chrystusa o swym Mistrzu i Panu; zawierają one nauki uczniów, którzy widzieli Chrystusa, słuchali słów Jego i towarzyszyli Mu na każdym kroku. Z Ewangelii przekonać się możemy o zgodzie i harmonii nauki teraźniejszego Kościoła z głoszonymi przez Pana Jezusa prawdami.
  3. Ewangelie święte nie podają nam wiadomości o wszystkim, czego Pan Jezus nauczał i co zdziałał, ale z drugiej strony zawierają wiele drogocennych rzeczy, których podanie ustne nie mogłoby tak ściśle przechować aż do naszych czasów. Ewangelie stawiają nam przed oczyma tak wierny, jasny i prawdziwy obraz osoby, nauk i czynów Boskiego Zbawiciela, jaki tylko świadkowie naoczni za pomocą i przyczyną Ducha świętego nakreślić zdołali. Obraz taki ma niezawodnie nieocenioną wartość!

Footnotes:

1

Mar. IL. 14.

Tags: św Mateusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna apostoł nawrócenie św Barnaba czystość Ewangelia
2020-09-16

Św. Kornelego Papieża i Cypriana Biskupa

Żyli około roku Pańskiego 256 i 261.

(Żywoty ich pisane były przez świętego Damaza Papieża i świętego Poncyana ucznia świętego Cypryana.)

Święty Korneli Rzymianin, syn Kastyna zamożnego obywatela tego miasta, przeszedłszy wszystkie stopnie kapłaństwa, na których odznaczał się wielką świątobliwością, został Papieżem po świętym Fabianie Męczenniku, roku Pańskiego 251. Były to czasy prześladowania Kościoła przez cesarza Decyusza, a prześladowania tak ciężkiego że po męczeństwie świętego Fabiana, przez półtora roku nie można było przystąpić do wyboru jego następcy.

Gdy srogości wymierzone przeciw chrześcijanom, cokolwiek złagodziły się w Rzymie, duchowieństwo zgromadziwszy się, jednogłośnie obrało Papieżem świętego Kornelego upatrując w nim te cnoty, jakie w najwyższym sterniku całego Kościoła, niezbędne były, bardziéj niżeli kiedy w czasach gdy Papieże jeden po drugim śmiercią męczeńską musieli przepłacać wierne sprawowanie swojego Boskiego namiestnictwa. Takim był i święty Korneli, o którym pisząc współczesny mu Biskup święty Cypryan tak się wyraża: „Wyniesiony na Biskupstwo Rzymskie, bez zabiegów, bez gwałtów z woli samego Boga który jeden ma prawo kierować takim wyborem, ileż objawił cnót, jakie męztwo i jak żywą wiarę, już przez to samo że śmiał zasiąść na stolicy Apostolskiéj w czasach kiedy tyran, wróg zawzięty Kościoła wolałby widziéć współzawodnika dobijającego się o jego cesarstwo aniżeli Stolicę Apostolską obsadzoną Papieżem. Czy już ztego tylko powodu, nie powinniśmy wysławiać jego wiary i odwagi? Jakżebyśmy nie umieścili w rzędzie świętych Wyznawców i Męczenników tego, który objąwszy stolicę Piotrową, tak długo wyczekiwał na swoich katów, mających pastwić się nad nim mieczem, ogniem i innemi okrutnemi mękami, a właśnie za to że on mężnie oparł się niecnym wyrokom tyrana, i nie uląkł się gróźb jego, ani męczarni jakie go czekały. A tak, chociaż przez pewien czas, dobroć i potęga Boża ochraniała tego Papieża, którego Duch Święty obrał, można jednak powiedzieć, że Korneli przez swoją gotowość na wszystko, dla obrony praw Kościoła, cierpiał męczeństwo już od początku swojego Papieztwa, i swojém męztwem jako Biskup Rzymski, zwyciężał tyrana, zanim tenże pozbył go się gwałtem i siłą oręża.”

Za czasów to apostolskich rządów świętego Kornelego pojawił się po raz pierwszy Anty-Papież, to jest samozwaniec nieprawnie na Papieża obrany. Był nim niejaki Nowacyan kapłan w kacerstwo zapadły, a z którym trzymało kilku Biskupów jemu podobnych. Święty Korneli, zgromadził w roku Pańskim 251, Sobór w Rzymie, na którym Nowacyan został potępiony, i jego błędy wyklęte, a między innemi i to zdanie że dopuszczający się grzechu ciężkiego po Chrzcie świętym, nie może otrzymać rozgrzeszenia. Korneli wiele poniósł trudów i wiele wycierpiał z powodu rozterków wszczętych Kościele przez tych odszczepieńców, od których jednak zdołał Kościoł oczyścić.

Lecz wkrótce zkąd inąd wystawiony został na największe niebezpieczeństwa. Przesladowanie Kościoła które nieco przycichło było przy końcu panowania Decyusza, wzmogło się pod jego następcą Gallusem. Jednym z pierwszych pomiędzy chrześcijanami, padł ofiarą Papież. Najprzód skazanym został na wygnanie do miasta Czywita-Wekia, (Civita-Vechia) a potém przywołany do Rzymu. Uwięziony przeniósł mężnie najstraszniejsze męki, któremi chciano go przywieść do zaparcia się Chrystusa. Poganie, widząc jego niezachwianą stałość, obawiając się aby przykład tak wzniosły, nie utwierdził jeszcze więcéj chrześcijan w ich wierze, przyśpieszyli śmierć jego. Urzędnik cesarski, który miał zleconą sobie tę sprawę, nie czekając jéj końca, skazał go na śmierć. Poniósł męczeństwo 14 Września roku Pańskiego 252, lecz że w dniu tym przypada uroczystość podwyższenia Krzyża Świętego, więc jego Święto na dzień następny to jest dzisiejszy, przeniesione zostało.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościół pamiątkę śmierci męczeńskiéj, świętego Cypryana Biskupa Kartagińskiego, jednego z wielkich świeczników chrześcijaństwa w trzecim wieku. Był on rodem z tegoż miasta, synem bogatego senatora, a tak świetnie został wychowanym, i taki postęp uczynił w naukach, przy wielkich zdolnościach jakie posiadał, że młodym będąc, i wysokie urzęda piastował i uchodził za jednego z uczeńszych mężów swojego czasu. Słynął szczególnie z wymowy i wytwornego pisarstwa. Lecz był poganinem, a żyjąc wśród wielkich dostatków, oddał się rozpuście, chociaż był żonatym.

Pewien świątobliwy kapłan nazwiskiem Cecyliusz, nawrócił go do wiary świętéj, i od téj pory Cypryan stał się innym człowiekiem. Cnotę czystości, któréj dotąd ceny nie znał, zamiłowawszy szczególnie, za zgodą małżonki uczynił ślub, obowiązując się do jéj zachowania już odtąd przez całe życie, pozostawiwszy zaś żonie część swego mienia wystarczającą na jéj przyzwoite utrzymanie, cały swój wielki majątek rozdał na ubogich. Skoro został ochrzczonym, zerwał wszystkie stosunki ze światem i osiadłszy w samotném miejscu, oddał się bogomyślności, pokucie i czytaniu ksiąg świętych.

Wszakże nie długo mógł się tam ukryć, gdyż świątobliwość jego życia i wielka nauka, którą słynął, zwróciły na niego oczy duchowieństwa. Wyświęcony najprzód na kapłana, wkrótce potém został Biskupem Kartagińskim, pomimo że długo opierał się temu, i skrył się był tak że go ledwie odszukano. Prześladowanie Kościoła jak w całéj Afryce, tak szczególnie rozszerzyło się było w saméj Kartaginie. Święty Cypryan chciał się z razu z tego miasta nie wydalać, pragnąc z całego serca coprędzéj dostąpić korony męczeńskiéj. Lecz Duch Święty, natchnął go myślą udania się na miejsce bezpieczniejsze, z którego swobodniéjby zarządzał powierzoną mu od Boga trzodą. Ztamtąd nawiedzał wiernych nawet i po więzieniach trzymanych, pocieszał ich i utwierdzał w wierze. Obmyślił sposób aby ciała pomordowanych Męczenników, z należną czcią chowane były. Tych którzy po przebytych mękach ranami bywali pokryci, i sam doglądał najtroskliwiéj, i wyznaczył do tego osoby pełne miłości i poświęcenia, którzy zaś za wiarę pozbawieni bywali majątku, wspierał ich hojnemi jałmużnami, na jakie mu tylko stało.

Wybuchło było pod tęż porę srogie w Kartaginie powietrze; Święty Pasterz, pośpieszył na ratunek swoich owieczek, i duchowne ich potrzeby i doczesne mając na względzie, a że od tego i pogan nie wyłączał, więc ich przy téj sposobności wielu nawrócił.

Wszelako pomny na obowiązek Biskupów stałego przebywania w miejscu swojéj rezydencyi, odniósł się do Rzymu zapytując, czy mu się godziło za Kartaginą mieszkać, i odebrał odpowiedź upoważniającą go do tego. Także zgłosił się był do Stolicy Apostolskiéj, w kwestyi wyznaczania pokut na chrześcijan, którzy z obawy prześladowania, odstępowali wiary, a potém na łono Kościoła wracali, i z upoważnienia Rzymu takowe pokuty przepisał i określił. To dało powód niejakiemu Felicyssymowi, kapłanowi złych obyczajów, do wszczęcia schyzmy w kościele Kartagińskim, gdzie stronnicy tego odszczepieńca, ogłosili Biskupem Fortunata, księdza także niesfornego a trzymającego z Felicyssymem. Sprawa wytoczoną została przed Papieża świętego Kornelego zasiadającego wtedy na stolicy Apostolskiéj, który przy prawéj władzy utrzymał świętego Cypryana, a zbuntowanych przeciw niemu duchownych wyklął.

Gdy w pierwszych latach panowania Waleryana, i kościół Kartagiński zażywał większego pokoju, Święty osiadłszy w Kartaginie, zajął się gorliwie około wprowadzenia ścisłéj karności kościelnéj w całéj swojéj dyecezyi. Zgromadził był kilka Soborów, na których wydanemi postanowieniami, poznosił wiele nadużyć, które wkradły się były pomiędzy wiernych. Wtedy to, napisał on wiele rozpraw, odezw Biskupich i dzieł, wymierzonych przeciw panującym podówczas błędom, w których pozostawił świetne zabytki, tak swojéj głębokiéj nauki, jak i znakomitego daru pisarskiego.

Przez pewien czas był przekonania, że chrzest udzielony przez kacerzy jest nieważnym. Prowadził nawet w téj mierze piśmienną z Papieżem świętym Stefanem rozprawę, który przeciwne utrzymywał zdanie, a które było prawdziwém, i któremu w końcu poddał się i Cypryan.

Święty ten Biskup, pracował gorliwie w winnicy Pańskiéj, kiedy nowo przybyły do Kartaginy Wielkorządca cesarski Aspazyusz Paterna, używszy napróżno świetnych obietnic, a następnie różnych gróźb, aby zachwiać gorliwość i stateczność w wierze Cypryana, najprzód wskazał go na wygnanie, a potém gdy Święty wręcz mu odmówił składać ofiary bożkom, wydał wyrok jego śmierci. Wysłuchawszy go Biskup, rzekł: „Dzięki Ci Panie, że duszę moją już wywieść raczysz z więzów tego ciała.” Gdy przybył na miejsce stracenia, kazał dać katowi dwadzieścia pięć sztuk złota, dla wynagrodzenia go za łaskę jaką mu wyrządzi. Zdjął z siebie dalmatykę, krzyż Biskupi i komżę, które złożywszy oddał księżom będącym przy nim; potém sam zawiązał sobie oczy, ukląkł i kat ściął mu głowę, gdy tymczasem obecni chrześcijanie zarzucili go płachtami, aby na nie zebrać krew jego i zachować jako relikwie. Umęczony został 14 Września roku Pańskiego 261.

Pożytek duchowny

Kiedy święty Korneli Papież, przed swojém męczeństwem zostawał na wygnaniu, święty Cypryan, już wtedy Biskup Kartagiński, pisywał do niego listy z których ten Papież wielkiéj doznawał pociechy. Gdy widzisz kogo w strapieniu, zwłaszcza z osób dla których ze szczególną powinieneś być miłością, nieomieszkaj według możności twojéj przynieść im jaką pociechę.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych męczenników Kornelego Papieża i Cypryana Biskupa, niech nam Panie doroczna uroczystość ich pośrednictwo wyjedna, aby oni wstawiając się za nami polecili nas miłosierdziu Twojemu. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 787–789.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 743

Dziwne to i uwagi godne, że wszyscy sekciarze i krzewiciele błędów, którzy z powodu obrażonej dumy i fałszywej ambicji uczynili rozbrat z Kościołem Chrystusowym, nie szukali zwolenników pomiędzy poganami, nawracając ich do chrześcijaństwa, lecz zachęcali do odszczepieństwa chrześcijan, których przodkowie doznawali dobrodziejstw Ewangelii św. Tacy są o tyle niebezpieczni dla Kościoła, że złość i chytrość swoją ukrywają pod płaszczykiem świątobliwości i pozornej troskliwości o cielesne i duchowe dobro katolików i tym sposobem starają się uwikłać ich w swe sieci. Przed takimi obłudnikami ostrzegał Cyprian owieczki swoje, przypominając im słowa, które wyrzekł Pan Jezus do Piotra: „Ty jesteś Piotr (tj. opoka), a na tej opoce zbuduję Kościół, a bramy piekielne nie przemogą go. Tobie oddam klucze Królestwa niebieskiego. Paś jagnięta, paś owce Moje”. Chociaż Chrystus po zmartwychwstaniu swoim dał równą władzę apostołom, to jednak tylko na jednego z nich przelał zwierzchnictwo nad Kościołem i zarządem jego. Piotrowi przyznał najwyższą godność dla dobra jedności Kościoła. Kto nie uznaje jego jedności, czy ma mocną wiarę? Kto się tej jedności opiera, czy należy jeszcze do Kościoła? Wszakże św. Paweł mówi: „Jedno ciało, jedna dusza, jedna nadzieja, jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg”.

Tę jedność stwierdzać, za nią walczyć, przy niej silnie stać winni biskupi, naczelnicy Kościoła, aby dać dowód, że cały episkopat jest jeden i niepodzielny. Jeden i jednolity jest episkopat, a biskup jako jednostka ma znaczenie tylko o tyle, o ile się czuje częścią całości. Jeden tylko jest Kościół, chociaż się dzieli na wielość, tak jak jest wiele promieni słonecznych, ale jedno tylko światło, wiele konarów i gałęzi, ale wszystkie z jednego pnia wyrastają. Jeśli odłamiesz gałązkę od drzewa, gałąź ta nie przystroi się liściem i kwieciem, lecz uschnie. Odłącz strumień od źródła, a strumień wyschnie. Tak Kościół oświeca swymi promieniami świat cały, ale światło jego jest tylko jedno; rozpościera swe konary na wszystkie strony świata, ale pień jest tylko jeden. Komu Kościół nie jest matką, temu Bóg nie będzie Ojcem. Nie ma zbawienia poza Kościołem. Kto nie uznaje tej godności, temu obojętna wiara w Boga Ojca i Syna, obojętne życie i wiekuiste zbawienie.

Tags: św Korneliusz św Cyprian z Kartaginy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męstwo czystość jedność
2020-09-10

Św. Mikołaja z Tolentynu, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1309.

(Żywot jego był napisany przez pewnego zakonnika w jego czasach żyjącego i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Mikołaj zwany z Tolentynu od miasta tego nazwiska w którém najdłużéj przebywał, był rodem z małego miasteczka Sant-Andżelo (Sant-Angelo) w Marchii Ankońskiéj położonego. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1239, z rodziców niezamożnych, stanu mieszczańskiego, a bardzo w cnoty chrześcijańskie bogatych. Długo niemając dzieci, w celu uproszenia sobie u Pana Boga potomstwa, odbyli oni razu pewnego pielgrzymkę do świętego Mikołaja Barskiego. Tam objawił się on im we śnie, zapowiedział że będą mieć syna, i polecił aby mu imię jego nadali, gdyż dziecię to stanie się wielkim sługą Bożym. Jakoż, wkrótce potém doczekali się syna któremu nadali imię Mikołaj.

Dziecię rosnąc pomnażało się i w łasce u Boga. Modlitwa i obecność w kościele, były dla małego Mikołajka najulubieńszą rozrywką, tak iż nieczém go łatwiéj nie można było ująć, jak przyrzeczeniem że się go zaprowadzi na jakie nabożeństwo. Dzieckiem jeszcze będąc, gdy usłyszał że święty Mikołaj jego patron, trzy razy na tydzień suszył, wiernie go w tém naśladował, i od siódmego roku życia aż do śmierci zachował to stale. Podczas Mszy świętéj w chwili Podniesienia, tak nadzwyczajne w sobie objawiał nabożeństwo, iż powszechnie mniemano, że wtedy dawał mu Pan Bóg tę łaskę iż naocznie widział Pana Jezusa w Hostyi przenajświętszéj. Matkę Bożą czcił serdecznie, i gorąco Ją prosił o dar czystości. Tak téż tę cnotę miłował i tak jéj pilnie przestrzegał, że i w dzieciństwie unikał towarzystwa niewiast, a żadnéj dotknąć się, a tém bardziéj pieścić się z sobą nie pozwalał. Z wielkiém upodobaniem słuchiwał słowa Bożego, i z każdego kazania wyprowadzał dla siebie różne potrzebne i zbawienne przestrogi. Czém tylko mógł rozporządzać z pieniędzy, wszystko to rozdawał ubogim, a gdy już nic nie miał, spotkawszy biednego na ulicy prowadził go do rodziców, i zawsze potrafił coś u nich wyprosić. Zdolny bardzo do nauk i pilnie się do nich przykładając, wielki w nich postęp uczynił.

Ponieważ od młodości okazywał skłonność do stanu duchownego, więc według ówczesnego zwyczaju, przez wzgląd na jego niepospolitą świątobliwość, Biskup miejscowy, zamianował go kanonikiem kościoła przenajświętszego Zbawiciela, chociaż wtedy miał zaledwie lat dwanaście, i jeszcze święceń żadnych był nie odebrał. Lecz że takowa posada, lubo mu znaczny zapewniała dochód i torowała drogę do wyższych godności kościelnych, pozostawiała go jednak w świecie, nie odpowiadała przeto jego zamiarom. Wtedy już bowiem, powołany do tego łaską Boską, postanowił wstąpić do zakonu. Gdy zaś wahał się któremu ma dać pierwszeństwo, po wysłuchaniu kazania o wzgardzie rzeczy doczesnych, jakie miał pewien Augustyanin, umyślił wstąpić do tego zgromadzenia. Objawił swój zamiar temuż kaznodziei, skoro on zszedł z ambony, a że kapłan ten już dawniéj znał Mikołaja, niezwłocznie zaprowadził go do przełożonego który go do nowicyatu przyjął.

Chociaż tak młody, bo i wtedy nie miał więcéj jak lat dwanaście, zajaśniał braciom jako wzór doskonałego zakonnika. Cnota posłuszeństwa, była cnotą którą szczególnie ukochał. Nietylko téż Przełożonemu lecz każdemu z braci i to z najmłodszych nawet, poddany i uległy, tém bardziéj się cieszył, im go bardziéj trudzącemi i upokarzającemi obarczono zajęciami. W pokorze tak się ćwiczył, iż zakonnicy klasztoru w którym mieszkał mawiali iż kto chce sprawić pociechę bratu Mikołajowi, niech go tylko upokorzy. Skromnością i czystością tak się odznaczał, że po śmierci w wizerunkach przedstawiano go trzymającego w ręku lilią, godło téj świętéj cnoty. Prócz trzech dni w tygodniu, które jak od dzieciństwa tak i w zakonie suszył, przydał jeszcze i poniedziałki. W inne dni mięsa, ryby, i nabiału nigdy aż do śmierci nie jadał, ani wina nie pijał. Pod habitem nosił ciągle włosiennicę, nabitą drucianemi haczykami, które go do krwi raniły, a co noc krwawe odprawiał biczowanie.

Życie tak umartwione, chociaż mu sił i rzeźwości nie odbierało, było jednak powodem że, w kwiecie wieku będąc, bardzo mizernie wyglądał. Blizki krewny jego, przełożony klasztoru w którym zakonnicy dość wygodne życie prowadzili, nakłaniał go aby przeszedł do jego zgromadzenia, przyrzekając mu na to dyspensę z Rzymu. Święty Mikołaj ani słyszeć o tém nie chciał, odpowiadając krewnemu, że wstąpił do zakonu nie po to aby żyć wygodnie, lecz aby pokutę czynić, i że ma nadzieję iż w swoim zakonie do śmierci wytrwa. Po téj rozmowie gdy się modlił, stanął przed nim Anioł oznajmując mu iż Pan Bóg za tę jego wytrwałość w powołaniu, wielkie gotuje mu łaski.

Przełożeni widząc jak zbawiennie przykład jego wpływa na braci przenosili go często z jednego klasztoru do drugiego, aż nakoniec w klasztorze Tolentyńskim, a już wtedy wyświęcony był na kapłana, stale go zatrzymali. Tam mieszkając przez lat przeszło trzydzieści, największe pożytki dla wiernych przynosił. Już sam widok jego przy ołtarzu, był wielkiém zbudowaniem dla obecnych, z takiém bowiem skupieniem i namaszczeniem sprawował świętą Ofiarę. Codziennie kazywał i za każdą razą wielu grzeszników jednał z Bogiem, a pobożniejszych na drodze doskonałości utwierdzał i do postępu na niéj pobudzał. Czyto miewał katechizmy do ludu prostego, czy na ambonie czy w konfesyonale pracował, wszędzie mu Pan Bóg dziwnie błogosławił, tak że miasto to i jego okolice, słusznie go poczytywali za jednego z najgorliwszych Apostołów, jacy się tam kiedy pojawili.

Co tylko mu zbywało czasu od takowych zajęć, i od obowiązków zakonnych, cały obracał na modlitwę i bogomyślność. Wtedy odbierał różne od Boga łaski: zalewał Duch Święty serca jego niebieskiemi pociechami, a nawet objawiał mu się Pan Jezus, Matka Boska i jego Patryarcha święty Augustyn, którzy z nim rozmawiali, uspakajali w wątpliwościach, i na drodze Bożéj go prowadzili. Tak naprzykład razu pewnego, szatan zaniepokoił go wielce myślą że życie nadzwyczaj umartwione jakie prowadził, było dziełem pychy i próżności, przywodzącéj go do pragnienia aby się od drugich odróżniał i nad nich wywyższał. Mikołaj gorąco się zaczął modlić prosząc Pana Boga aby go w tém oświecić raczył, i wyprowadził ze złudzenia zgubnego jeśli się w niém znajduje. Wtedy okazał mu się Pan Jezus, wykrył mu podejście szatańskie i zupełnie uspokoił. Odtąd téż Święty nietylko dawnych nie zaniechał umartwień, lecz jeszcze nowych sobie przydawał.

Dla wyćwiczenia go w cierpliwości, zesłał Pan Bóg na niego różne choroby, po których już nigdy do czerstwego zdrowia nie wrócił: lecz im słabsze stawało się jego ciało, duch był tém mocniejszy. W ciągu rozlicznych słabości jakie przebywał, ani postów ani innych umartwień, swoich nie zaniechał, a gdy, z polecenia lekarza i rozkazu przełożonych, zmuszono go dnia pewnego do użycia rosołu, przekonano się iż mu przykrość ztąd doznana więcéj szkody na ciele nawet, niż ten posiłek korzyści przynosi. Dozwolono mu więc i nadal wstrzymywać się od mięsnych potraw, co téż i do śmierci zachował. W jednéj ze swoich chorób, czując się bardzo na siłach upadłym, sądził iż śmierć nadchodzi. Wtedy czyhający na każdą, a szczególnie na świętą duszę, szatan, rozbudził w nim niepomiarkowaną obawę sądów Bożych. Święty był już blizkim ostatecznéj rozpaczy: lecz według swego zwyczaju uciekł się do Matki Bożéj. Marya stanęła przed nim, uspokoiła go najzupełniéj, i odtąd już wewnętrznego pokoju nie w nim zachwiać nie mogło. Wtedyto także przenajświętsza Panna, kazała mu aby pobłogosławił małe kawałeczki chleba i zjadł je, co uczyniwszy, w téjże chwili wyzdrowiał. Na pamiątkę to tego cudu, ojcowie Augustyanie poświęcają kawałki chleba, które mają własność uzdrawiania chorych.

Lecz dla większéj zasługi téj wybranéj duszy, nietylko wewnętrznemi niepokojami dozwalał Pan Bóg szatanowi nacierać na niego. Niekiedy zły duch okazywał się mu w strasznéj postaci, wszczynał nieznośny hałas, i całą celą tak wstrząsał jakby ją chciał obalić. Pewnego nawet razu natarłszy na Świętego, tak go zbił dotkliwie, że go potém znaleziono we krwi pływającego, a z rany jaką wtedy odebrał całe życie chorował. Gdy jednak sługa Boży zbliżał się aż do końca swojego ziemskiego zawodu, wszystkie te i zewnętrzne i wewnętrzne napaści wroga piekielnego odstąpiły go zupełnie, a za to tém częstsze cudowne miał objawienia, i rozmowy z Matką Boską. Przez sześć ostatnich miesięcy swojego życia, codzień słyszał przecudną muzykę anielską, po któréj za każdą razą coraz żywsze w sercu jego obudzało się pragnienie Nieba, i wtedy powtarzał: „O jakbym pragnął już umrzeć i być z Chrystusem.”

Gdy poznał iż zbliża się jego ostatnia godzina, poprosił aby mu udzielono ostatnie Sakramenta umierających, które przyjął z największą pobożnością: a oraz i z weselem, które się na jego twarzy i w tém co mówił objawiało. Gdy już miał konać, kazał sobie przynieść krucyfiks, w którym było drzewo Krzyża Świętego: przyciskał go do ust, z serdeczném nabożeństwem. Potém prosił zakonnika, który był przy nim obecny, aby gdy przestanie mówić, powtarzał mu te słowa z Psalmu Pańskiego do ucha: „Panie rozwiązałeś więzy moje, składać Ci będę na zawsze ofiarę chwały” 1. Jakoż, wkrótce zaniemówił i Bogu ducha oddał. Umarł 10 Września, roku Pańskiego 1309. Papież Eugeniusz IV kanonizował go uroczyście.

Pożytek duchowny

Jak w życiu świętego Mikołaja, tak i z historyi wielu innych świętych widzisz, jak Pan Bóg w skrytych, a zawsze miłosiernych i mądrych wyrokach Swoich, i na najwybrańsze dusze dozwala uderzać szatanowi. Bierz ztąd dwojstą naukę: jednę że powinieneś zawsze mieć się na baczności przeciw zasadzkom tego nieprzyjaciela duszy naszéj, drugą że chociażbyś najcięższych od niego doznawał nagabań, powinieneś nie upadać na duchu, byleś z pokusami temi mężnie walczył,

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie wysłuchać miłościwie prośby nasze, które w uroczystość błogosławionego Mikołaja Wyznawcy Twojego zanosimy, abyśmy na własnych nieopierając się wysiłkach wsparci zostali przez tego który za łaską Twoją wielkie przed Tobą położył zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 768–770.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 725

Nie każdemu dano naśladować to, co czynił święty Mikołaj z Tolentynu. Nie każdy może umartwiać ciało, miewać takie kazania jak on, ale każdemu łatwo naśladować go w miłości dusz, będących w czyśćcu. Co dusze biedne cierpieć muszą z powodu niedostatecznej na tym świecie pokuty, trudno wypowiedzieć, tak jak trudno opisać ich tęsknotę połączenia się z Bogiem. Same sobie niestety pomóc nie mogą, ani modlitwą, ani dobrymi czynami, my jednak możemy im wyświadczyć tę przysługę. Wszakże wierzymy w Świętych obcowanie, tj. wierzymy, że Święci w Niebie, dusze w czyśćcu i prawowierni chrześcijanie na ziemi są połączeni z sobą nierozerwalnym węzłem miłości. W imię tej wzajemnej miłości spodziewają się dusze zmarłych, że im pośpieszymy na pomoc i tęsknie wołają: „Zmiłujcie się nad nami, ratujcie nas!”

Czyż podobna zatykać uszy na takie wołanie? Może mamy w czyśćcu krewnych, przyjaciół, dobroczyńców, a nawet rodziców, którzy dla nas i za nas cierpieć muszą, którzy są naszymi współwiercami, braćmi w Chrystusie. Czyż będziemy nieczułymi na ich cierpienia? Możemy im pomóc, jeśli się za nich będziemy modlić, lub wspierać ubogich, jeśli dostąpimy odpustu i ofiarujemy go na ich korzyść, jeśli będziemy prosić o Msze święte za ich dusze. Msze bowiem za zmarłych są najskuteczniejszą pomocą dla ich dusz. Dusze za naszą przyczyną wyzwolone z mąk czyśćcowych będą nam wdzięczne i odpłacą nam sowicie za tę przysługę. Święta Katarzyna Bolońska otrzymała za przyczyną dusz czyśćcowych wiele łask niebieskich. Wyzwolone z mąk, stanąwszy przed tronem Najwyższego, uproszą Boga, aby nam dał to, co myśmy dla nich uczynili. Gdybyśmy – od czego Boże uchowaj – sami mieli się dostać do czyśćca, nie zaniechają one wstawiać się za nami do Boga, abyśmy i my najrychlej mogli oglądać Oblicze Jego. „Jaką bowiem miarą mierzysz bliźniemu, taką i tobie odmierzone będzie”. Jeśli zapominamy o duszach zmarłych, Bóg nam odmówi tego, czego im odmówiliśmy i na próżno wołać będziemy: „Zmiłuj się nad nami!”

Footnotes:

1

Ps. CXV. 16.

Tags: św Mikołaj z Tolentino „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość skromność posłuszeństwo post pokusy Czyściec
2020-09-06

Bł. Czesława, Zakonu Kaznodziejskiego

Żył około roku Pańskiego 1242.

(Żywot jego był napisany przez ojca Abrahama Brzewskiego, tegoż zakonu kapłana.)

Błogosławiony Czesław pochodził ze starożytnego Odrowążów domu. Urodził się około roku Pańskiego 1185, we wsi Kamień na Szlązku, z ojca Eustachego hrabiego na Końskich. Dano mu na Chrzcie świętym imię Czesława, na pamiątkę jednego z czterech braci świętego Wojciecha, w Libiczu za wiarę przez Czechów zamordowanego.

Z dzieciństwa jego przytaczają następujący szczegół, zapowiadający przyszłą jego świątobliwość. W kolebce był jeszcze, kiedy widząc modlącą się piastunkę i sam oczki wznosił do Nieba i bił się w piersi. Uważano także że gdy się dziecię rozkwiliło, najłatwiéj można było je uspokoić zanosząc do kościoła. Gdy wzrastał w lata, coraz wyraźniejsze objawiał dowody pobożności. Małym chłopakiem będąc, zbierał swoich rówienników, miewał do nich jakby kazania, a skoro widział którego swawolącego, gromił go przypominając że Pan Bóg wszystko widzi. Rodzice wychowywali go najstaranniéj najprzód w domu, i przydali mu biegłych nauczycieli, którzy już wtedy podziwiali jego niepospolita pojętność, a szczególnie w rzeczach tyczących się Boga i religii.

Dla wyższego wykształcenia, wysłano go najprzód do szkół w Pradze, następnie do Paryża, a w końcu do Akademii Bonońskiéj, w owych czasach najsławniejszéj. Tam otrzymał stopień Doktora Teologii i prawa kanonicznego, i za pierwszego ucznia uchodził. Lecz pilnie oddając się naukom, nierównie jeszcze większy w pobożności czynił postęp. Tak wtedy w jednym z listów swoich pisał: „Przodkowie moi, poświęcali się zupełnie, dla osiągnięcia zbawienia i zachowania świętéj religii ojców naszych: pobożność i powściąganie złych namiętności, oraz inne cnoty były pierwszém ich zajęciem i ozdobą, więc i do mnie należy, dawną ich sławę nie cieniem osłaniać, ale tym samym blaskiem cnoty rozjaśniać.”

Wszakże i świątobliwy ten młodzieniec, od napaści złego ducha wolnym nie był. Zdarzyło się, iż podczas pobytu jego w Bononii, szatan kilkakrotnie nasyłał na niego niegodziwe niewiasty, które go do grzechu przywieść usiłowały, lecz za łaską Boską i opieką Matki przenajświętszéj do któréj miał wielkie nabożeństwo, oparł się Czesław mężnie téj piekielnéj pokusie. Rzekłszy wtedy sam do siebie: „Czesławie, stłumiaj w sobie w pierwszym zawiązku pożądliwość od tej pory, zaczął różnemi sposobami trapić ciało i różne zadawać mu umartwienia. Tak go wszyscy znali z nieposzlakowanéj skromności, że najrozpustniejsi, w jego obecności nie śmieli wymówić słowa nieprzyzwoitego. Ztąd téż co było młodzieży pobożniejszéj, wszyscy do niego jako do swego przywódcy się garnęli.

Skoro wrócił do ojczyzny, błogosławiony Wincenty Kadłubek, ówczesny Biskup Krakowski, poznawszy bliżéj świątobliwego młodzieńca, skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, uczynił wkrótce potém kanonikiem katedry Krakowskiéj, z tytułem Kustosza kościoła Sandomierskiego, i przy boku go swoim trzymał. Zlecił mu zarząd wielkich dóbr do katedry krakowskiéj należących, i do załatwienia najważniejszych spraw Kościoła używał. Pod zarządem jego liczni włościanie na ziemiach biskupich zamieszkali, zaznali pomyślności największéj, gdyż nie tylko sam obchodził się z nimi po ojcowsku, lecz i wszelkiego nadużycia ze strony zarządzających temi dobrami, nie dozwalał.

Posiadając znaczny majątek ojczysty, i wielkie dochody kościelne, żył bardzo ubogo, a wszystko na ozdoby kościołów i wsparcie ubogich obracał. Codziennie przypuszczał do stołu swojego biednych żebraków, wielu księży ubogich u siebie stołował, kilkunastu młodzieży sposobiących się do stanu duchownego swoim kosztem utrzymywał. Słusznie téż, dom jego wielkim dobroczynnym zakładem nazywano.

Kiedy błogosławiony Wincenty Kadłubek, zrzekając się godności biskupiéj aby wstąpić do zakonu, wysłał Iwona Odrowąża Prałata Krakowskiego do Rzymu, aby uzyskał na to od Papieża pozwolenie, ten za towarzysza podróży, przybrał błogosławionego Czesława. Przybywszy do Rzymu zastał tam świętego Dominika, który tylko co założył był swój zakon. Zdarzyło się, iż był obecnym, kiedy ten Patryarcha cudownie przywrócił życie synowcowi Kardynała Stefana, Napoleonowi, który spadłszy z konia na miejscu umarł. Iwo, który także na to patrzał, prosił świętego Dominika, aby z nowo założonego zgromadzenia wysłał kilku braci do Polski. Gdy się Święty od tego wymawiał, z powodu iż nie miał braci którzyby po polsku umieli, błogosławiony Czesław, prosił aby jego przyjął do nowicyatu, co téż święty Dominik z chęcią uczynił.

Skoro Czesław przywdział suknię świętego Dominika, okazał się niezwłocznie godnym jego naśladowcą. W posłuszeństwie, pokorze umartwieniu wyrównywał albo i przewyższał najstarszych swoich towarzyszy. W świętém ubóstwie zakonném, żadnemu wyprzedzić się nie dał. Po kilkomiesięcznéj tylko próbie życia zakonnego, za zezwoleniem Papieskiém wykonawszy śluby uroczyste, które przyjął od niego sam święty Dominik, wraz z bratem swoim stryjecznym świętym Jackiem wysłany został do Polski. Błogosławiąc go na drogę święty ich zakonodawca rzekł do niego: „Idź opowiadać pokutę, na odpuszczenie grzechów. Pamiętaj, że kto grzesznika na drogę prawą sprowadzi duszę jego zbawi, a sobie nieocenioną nagrodę w Niebie zaskarbi.”

Wracając na ojczystą ziemię, Czesław dopomógł Jackowi do założenia pierwszego w północnéj części Europy klasztoru ojców Dominikanów w mieście Fryzaku, i ztamtąd udał się do Pragi, gdzie za wstawieniem się Andrzeja Biskupa, otrzymał kościół świętego Klemensa, i założywszy tam klasztor Dominikanów, w krótkim czasie miał pod sobą stu dwudziestu sześciu zakonników. Z tego téż powodu i drugi tam klasztor założył, mając nawet i tę wielką pociechę, że Biskup Peregryn następca Andrzeja, został także Dominikanem. Święty pracując niezmordowanie na ambonie i w konfesyonale, rozbudził ducha pobożności w całym ludzie, i znalazło się wiele niewiast, pragnących pod Regułą świętego Dominika życie zakonne prowadzić. Założył więc błogosławiony Czesław i klasztor żeński, do którego wstąpiła Małgorzata, wdowa po cesarzu Henryku, a następnie kilka takichże klasztorów i w okolicy powznosił.

Ustaliwszy w Pradze to zgromadzenie, udał się sługa Boży do Wrocławia, gdzie go poprzedziła sława jego świątobliwości, i gdzie go Biskup Wawrzyniec przyjął jak wielkiego Apostoła, i dał mu kościół świętego Wojciecha przy którym Czesław założył klasztor Dominikanów. W tém mieście przyświecał on znowu swoją świątobliwością, a w pracach apostolskich niezmordowany, całą ludność garnął do Boga, nawracając grzeszników i zachęcając wiernych do uczęszczania do Sakramentów świętych. Tu znowu i mężczyzn i niewiast tak wielką liczbę do zakonu przyciągnął, że nietylko w Czechach lecz i w Polsce, Morawii, na Pomorzu i na Rusi, wiele pozakładał i męzkich i żeńskich klasztorów. Wśród życia nadzwyczaj czynnego, nie zaniedbywał wielkich umartwień ciała, jakie zwykł był zadawać sobie, a szczególnie od chwili wstąpienia do zakonu. Całe dnie poświęcając na prace około zbawienia bliźnich, większą część nocy na modlitwie i srogiém biczowaniu się trawił, zażywając zwykle snu na gołéj ziemi, gdzie go potrzeba spoczynku do tego zmuszała. Zdarzało się téż, że po kilka miesięcy nie gdzieindziéj nocowywał, jak albo w kościele drzémiąc na stopniach ołtarza, lub w jakim kącie klasztornym. Dbały o jak największą czystość sumienia, codziennie się spowiadał, podobnież codzień po Mszy świętéj miewał kazania.

Kiedy błogosławiony Jordan, generał zakonu kaznodziejskiego, zamianował go Prowincyałem wszystkich klasztorów w Polsce, Czesław podwoił ścisłości w zachowaniu ustaw zakonnych. Zwiedzając wszystkie klasztory, a podróżując zawsze pieszo i o żebranym chlebie, wszędzie utwierdzał braci w duchu ich powołania, przedstawiając na sobie żywy wzór najdoskonalszego zakonnika.

Za jego czasów, Tatarzy wtargnąwszy do Polski, wpadli na Szlązk, i Wrocław oblegli. Załoga miejska w żaden sposób oporu stawić nie mogła: niechybném więc było dla mieszkańców nieszczęście dostania się w ręce tych barbarzyńców. Wśród takiego strapienia wszyscy udali się do Czesława, aby swoim wstawieniem się do Boga ich ratował. Sługa Boży, całą noc spędził na modlitwie, wkrótce po północy odprawił Mszę świętą, a gdy jeszcze nie świtało, wyszedł na mury zamkowe, jakby sam chciał stawić czoło niezmiernéj liczbie wojska tatarskiego. W téjże chwili otoczył go cudowny ogień z Nieba spuszczony, a współcześnie słupy ogniste zaczęły spadać na obóz Tatarów, wielkie ich mnóstwo paląc. W skutek tego wszczął się między nimi największy popłoch, i w rozsypce jakby na głowę pobici odstąpili od miasta i uszli już więcéj niewracając.

Wielu i innemi cudami uświetnił Pan Bóg naszego Świętego. Zdarzyło mu się razu pewnego iść z kazaniem za rzekę Odrę, nad którą nie zastał ani łodzi, ani przewoźników. Czesław ufny w moce Boską, rzekł: „Wiem że Zbawiciel szukając dusz straconych, chodził po morzu jak po stałym lądzie: mocno ufam że dla mnie, który z miłości dusz ludzkich na drugą stronę rzeki chcę się dostać, przestanie ona być płynem.” I to rzekłszy rozpostarł na wodzie płaszcz swój, przeżegnał go, stanął na nim i na drugi brzeg Odry przepłynął. Kilku także umarłych wskrzesił, a między innymi utopionego młodzieńca, który cały tydzień pod wodą leżał. Nie miał jeszcze lat sześćdziesięciu, kiedy Pan Bóg objawił mu iż go ma do chwały Swojéj powołać. Uwolniwszy się wtedy za pozwoleniem przełożonych od wszelkich innych prócz zakonnych zajęć, pilnie na śmierć się gotował. Czując ją zbliżającą się zwołał do siebie braci, i w długiéj przemowie przedstawiał im szczęście jakie ich spotkało w powołaniu do zakonu, zachęcał do wytrwałości w témże powołaniu, polecając szczególnie jak najściślejsze zachowanie trzech ślubów zakonnych. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, ciągle się już tylko modlił słodkiemi nawet zalewając się łzami, i zasnął spokojnie w Panu, wymawiając te słowa: „Jezu ciebie Samego żywo pragnąłem, racz z miłosierdzia Twojego przyjąć mnie w Twoje objęcia.” Umarł roku Pańskiego 1242, a przez Papieża Klemensa XI, w poczet błogosławionych wpisany został.

Pożytek duchowny

Święty Czesław, jak to czytałeś w jego żywocie, młodym jeszcze będąc, mówił do siebie: „Czesławie stłumiaj w sobie w pierwszym jéj zawiązku pożądliwość”, i wiernie to spełniając, przyozdobił duszę swoję nieskażoną cnotą czystości, Pamiętaj, że kto cnotę tę pragnie zachować i uchronić się ciężkich przeciw niéj upadków, najmniejsze zmysłowe pokusy powinien nie lekceważyć sobie, lecz z niemi zaraz, za łaską Pańską, jak najmężniéj walczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Czesława, nieskazitelnéj czystości obyczajami jaśniejącego, i gorliwością o zbawienie dusz przejętego, w różnych narodach cudami i pracami apostolskiemi wsławił; spraw prosimy, abyśmy za jego wstawieniem się, w wierze świętéj utrwaleni, do Ciebie któryś jest wiecznego zbawienia Twórcą i dawcą, za łaską miłosierdzia Twojego dojść potrafili. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 753–755.

Tags: bł Czesław Odrowąż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokuta
2020-08-30

Św. Róży Limańskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1617.

(Żywot jéj był napisany przez ojca Leonarda zakonu kaznodziejskiego.)

Święta Róża urodziła się w Lima, stolicy państwa Peruańskiego w Ameryce południowéj, około roku Pańskiego 1586, z rodziców chrześcijańskich, chociaż podówczas, większa część mieszkańców tego miasta w pogaństwie żyła. Była to rodzina jedna ze znakomitszych w kraju, bardzo pobożna, lecz w dostatki ziemskie wcale nieopływająca. Nasza Święta na Chrzcie otrzymała imię Izabeli, lecz w trzy miesiące potém, matka ujrzała na jéj twarzyczce prześliczną różę, przyczém przenajświętsza Panna w objawieniu oznajmiła iż chce aby ją nazywano Różą, a na znak nawet Jéj szczególnéj nad tém dziecięciem opieki, Różą od przenajświętszéj Maryi Panny.

O niéjto można właściwie powiedzieć, że od saméj kolebki uprzedził ją Pan Bóg swojemi łaskami. W trzecim roku życia już podziwiać w niéj przychodziło wysoki dar modlitwy, a w piątym pełna dojrzałego rozumu, zrobiła ślub czystości dozgonnéj i na znak wyrzeczenia się świata i dla oszpecenia się w oczach ludzkich, (gdyż już wtenczas uderzającéj była piękności) obcięła sobie włosy.

Kiedy podrosła, rodzice straciwszy niewielkie swoje mienie, przyszli do niedostatku. Róża, pracą rąk własnych całe dnie i część nocy na to poświęcając, utrzymywała ojca i matkę. W razie choroby, nie odstępowała ich łóżka, a przytém, sama około gospodarstwa ubogiego ich domku się krzątała, sama przyrządzała im lekarstwa, i wszelkie inne oddawała usługi, gdyż na służących im nie wystarczało. Widząc iż pomimo nadzwyczajnie ścisłych postów, czuwań i różnych umartwień jakie ciału zadawała, powab jéj powierzchowności nietylko się nie zmniejszał, ale jeszcze więcéj wszystkich uderzał; gdy przytém kilku z majętniejszéj nawet młodzieży, chciało prosić o jéj rękę, wstąpiła do trzeciego zakonu świętego Dominika, mając sobie w tym względzie w objawieniu wskazaną wolę Bożą, i w dwudziestym roku życia przywdziała habit tego Zgromadzenia.

Po wykonanych ślubach, wszystkiemi cnotami właściwemi duszom do najwyższéj dążącym doskonałości zajaśniała. Pokorna, z największą chęcią podejmowała się najcięższych usług w domu, a nigdy jéj nie widziano bardziéj swobodną i wesołą, jak gdy ją jakie upokorzenie lub obelga spotkała. Czystości tak strzegła, i takim wysokim stopniem téj cnoty obdarzył ją Pan Bóg, że, a co prawie za cud poczytywać potrzeba, przez całe życie aż do śmierci, nigdy najmniejszéj pod tym względem pokusy nie doznała. Miłośnica krzyża Chrystusowego, na wzór świętéj Katarzyny Seneńskiéj, do któréj szczególne zawsze miała nabożeństwo, różnemi sposobami trapiła swoje, chociaż tak niewinne i uspokojone, ciało. Od dzieciństwa nigdy nie kosztowała żadnych owoców, które w jéj ojczystym kraju największy przysmak stanowią. Od szóstego roku, przez całe życie trzy razy na tydzień suszyła o chlebie i wodzie, a wtedy, raz tylko na dzień się posilała małym kawałkiem chleba i odrobiną wody. W piętnastym roku zrobiła ślub niejadania mięsa, chybaby jéj to ci od których zależała nakazali. Przez cały wielki post już nawet chleba nie jadała, tylko co dni kilka trochę wody piła, i kilka ziarnek cytryny połykała. W innych porach roku zdarzało się iż pięćdziesiąt dni bez przerwy przebyła o jednéj bułeczce chleba, i kilku szklankach wody. W lecie kiedy upały były najcięższe, a w tym kraju nadzwyczajne, po kilka tygodni nic zgoła nie piła. Tak nędznie żywiąc ciało, i spoczynku mu prawie nie dozwalała: sypiała na gołéj desce, którą często jeszcze posypywała ostremi kamykami, a pod głowę brała kamień chropowaty. Nigdy więcéj nad dwie godziny, a zwykle nierównie mniéj sypiała. W ogrodzie rodziców urządziła sobie odosobnioną chatkę, i tam jak na puszczy mieszkała, biorąc z sobą różne roboty kobiece, które z wielką zręcznością wykonywała.

W takiéjto samotności, jednocząc się coraz ściśléj ze swoim Niebieskim Oblubieńcem, tak podczas modlitw, jak i wśród pracy, która jéj bogomyślności nie przeszkadzała, zasłużyła na to, że Pan Jezus jednoczył się z nią nietylko sposobem niewidzialnym przez łaskę, lecz i szczególnym przez objawienie. Razu bowiem pewnego, gdy w kaplicy Różańcowéj w kościele ojców Dominikanów, modliła się gorąco, ukazał się jéj Zbawiciel, i napełniwszy jéj serce niebieską radością, rzekł do niéj: „Różo serca mojego, biorę cię Sobie za oblubienicę.” Święta najgłębszą pokorą przejęta, czując się niegodną tak nadzwyczajnéj łaski odpowiedziała: „Otom ja Boże mój służebnicą Twoją, a i to już za wielka dla mnie godność. W głębi duszy mojéj noszę ślady niewolnictwa grzechu, które mi niedozwalają być Twoją Oblubienicą.” Wtedy przenajświętsza Panna, aby ją tém lepiéj przekonać o prawdziwości objawienia jakie miała, stanęła przed nią i powiedziała: „Różo umiłowana od Syna Mojego, stałaś się teraz prawdziwą Jego Oblubienicą.” Od téj téż chwili święta Róża już nie postępowała po drodze coraz wyższéj doskonałości, lecz po niéj niejako leciała. Przyszła do tak wielkiego skupienia, i ciągłego zjednoczenia z Bogiem, że już zgoła nie znała co to jest roztargnienie w modlitwie chociażby chwilowe, i tak cała jéj myśl zatopiona była zawsze w Bogu, że gdyby nawet chciała była oderwać się od tego, nie mogła.

Zły duch, uderzający tém silniéj na dusze im większemi obdarza je Pan Bóg łaskami, nie szczędził i na tę duszę swoich napaści. Przez lat piętnaście, codziennie przez półtory godziny, dopuszczał Pan Bóg iż szatan tak straszne zadawał jéj męki, jak najsroższe męki czyscowe. Wszakże, gdy takowe przeniosła, za każdą razą niewymownemi pociechami napełniał duszę jéj Duch Święty, wśród których zapominała o tém co dopiéro cierpiała. Bardzo często okazywał się jéj Pan Jezus i z nią rozmawiał; toż samo i Matka Boska, która w takich objawieniach dawała jéj nauki i przestrogi tyczące się jéj duchownego. postępu. Anioł-Stróż, także stawał przed nią widzialnie, i oddawał jéj różne usługi. Nakoniec święta Katarzyna Seneńska, którą Pan Bóg przeznaczył jéj był na mistrzynią, często się jej okazywała, w skutek czego rysy twarzy świętéj Róży stały się podobne do wizerunku Katarzyny, który miał być bardzo do niéj podobnym, a mieszkańcy Peruańscy, z tego powodu przezwali ją swoją Katarzyną Seneńską.

Opływając tym sposobem w pociechy niebieskie tu jeszcze na ziemi, tém większą przejęta była litością na wszelkie cierpienia bliźnich. W niedostatku sama będąc, zwykle po kilka biednych kobiet i dziewcząt brała do siebie, i zaopatrując je we wszelkie potrzeby, opiekowała się niemi z największą miłością. Sama przyrządzała im jedzenie, uściełała łóżka, zamiatała izdebkę, opatrywała rany, i wszelkie najniższe oddawała im usługi.

Obdarzył był ją Pan Bóg także darem proroctwa. Między innemi, przepowiedziała matce swojéj, która już wtedy była niemłodą i wcale nieskłonną do tego, że zostanie zakonnicą, co téż i nastąpiło. Śmierci swojéj nietylko dzień i godzinę, lecz wszelkie najdrobniejsze szczegóły jak najdokładniéj miała sobie objawione. Przygotowała się na tę chwilę, stanowczą dla takiéj nawet jaka jéj była duszy, przymnażając jeszcze modlitw postów, czuwań i umartwień ciała. A Pan Bóg, który jéj przeznaczał bardzo świetną w niebie koronę, dopuścił na nią w ostatnich już jéj chwilach, nadzwyczajne i straszne cierpienia, które z niezachwianą spokojnością i poddaniem się woli Bożéj znosiła.

Na trzy dni przed śmiercią, przyjęła Wiatyk i Ostatnie Olejem świętym namaszczenie. Widząc około łoża swego zgromadzonych wszystkich domowników i wielu znajomych, przepraszała ich ze łzami w oczach, chociaż nigdy najmniejszego cienia winy przeciw nim nie miała. Modliła się za kilka osób które jéj w ciągu życia wielkie przykrości zadały, a trzymając w ręku mały krucyfiks, ciągle go do ust przyciskała. W tych kilku ostatnich już dniach życia kilka razy wpadała w zachwycenie. A na dwie godziny przed skonaniem, wychodząc z takiego stanu rzekła do swego spowiednika: „O mój ojcze! jakiemiż to pociechami, obdarza Pan Bóg Świętych swoich w wieczności. Idę i ja zapatrywać się na oblicze Boga mojego, któregom przez całe życie pragnęła.” Wkrótce potém powtórzywszy dwa razy te słowa: „Jezu bądź ze mną, Jezu bądź ze mną,” oddała Bogu ducha, mając lat trzydzieści jeden. Umarła roku Pańskiego 1617, a Papież Klemens X, w poczet Świętych zaliczył, dzień dzisiejszy na jéj święto przeznaczając.

Pożytek duchowny

Widziałeś, w żywocie świętéj Róży Limańskiéj, że ona pomimo wysokiego stopnia doskonałości jakiego dostąpiła, i obok nadzwyczajnych łask jakiemi ją Pan Bóg obdarzał, przez długi czas, codziennie ciężko od złego ducha była trapioną. Niech cię więc nie dziwi to że sam doznajesz różnych pokus, które byleś im nie ulegał, nie mogą ci przeszkodzić do postępu na drodze duchownéj.

Modlitwa (Kościelna)

Dobra wszelkiego Dawco, Wszechmogący Boże! który błogosławionéj Róży, darami łaski od dzieciństwa uprzedzonéj, cnotami dziewictwa i pokory w Indyach jaśnieć dałeś – spraw prosimy abyśmy w jéj ślady wstępując, jak ona Chrystusowi miłemi się stawali. Który z Tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 732–734.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 686

Autor opisu żywota świętej Róży powiada, że biskup Turybiusz udzielił Róży sakramentu Bierzmowania, gdy Święta była jeszcze małym dzieckiem. Sakrament ten darzy nas bowiem podwójną łaską:

  1. Udziela nam siły do walki z wrogami Kościoła, a siła ta może się spotęgować aż do gotowości męczeństwa. Święta Róża musiała walczyć z dwoma najpotężniejszymi wrogami, tj. własnym ciałem, hojnie uposażonym we wdzięki, i z matką, która powagą rodzicielską usiłowała zmusić ją do posłuszeństwa i zrzeczenia się własnej woli. Duch święty oświecił Różę i natchnął ją tak skutecznie, iż ani nie ubliżyła szacunkowi powinnemu rodzicom, ani nie poszła za błędnymi ich przywidzeniami. Duch święty natchnął ją siłą umorzenia w sobie porywów zmysłowości i cierpliwego znoszenia potwarzy i urągowisk. Czemuż Bóg nie pomaga nam w walce z pokusą i pożądliwościami ? Oto dlatego, że zimni i obojętni jesteśmy na głos Ducha świętego i że więcej się obawiamy ludzi i ich zdania, aniżeli Boga.
  2. Bierzmowanie utwierdza w nas zaufanie w ukrzyżowanym Chrystusie. Kapłan kreśli krzyżem świętym na czole naszym krzyż, abyśmy w walce z szatanem i przeszkodami zbawienia pamiętali o Chrystusie, „który – jak mówi święty Piotr (1 Piotr 2, 21) – ucierpiał za nas, zostawiając wam przy kład, abyście wstępowali w ślady Jego”, i za którego wstawieniem Duch święty, ten Pocieszyciel Boski, w nas zamieszkał. Dla tego święta Róża sypiała na twardych deskach, dlatego nosiła na głowie koronę ciernistą i prosiła o zwiększenie boleści nie z grzesznego zaufania do siebie, ale w celu zwiększenia w sobie miłości Boga. Krzyż jest sztandarem Króla niebieskiego, zwycięzcy piekieł i śmierci, a krzyż na czole naszym jest oznaką, że należymy do zastępu Chrystusowego i wiernie za Nim pójdziemy. Wstyd przeto i hańba zbiegom spod tego sztandaru, jako też hańba tym, którzy ten sztandar dlatego opuszczają, że półmędrek albo raczej półgłówek jakiś nazwie ich obłudnikami, świętoszkami lub podobnie.
Tags: św Róża z Limy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość św Katarzyna ze Sieny pokusy bierzmowanie krzyż
2020-08-20

Św. Bernarda, Opata i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1153.

(Żywot jego napisany był przez trzech znakomitych Prałatów, jemu współczesnych.)

Święty Bernard rodem Francuz, przyszedł na świat roku Pańskiego 1091, w zamku Frontańskim dziedzicznym jego ojca Tescelina, który pochodził z hrabiów Szatilońskich. Matka jego Aleta, spokrewniona była z panującymi książętami Burgundzkimi. Był trzecim z siedmiorga ich dzieci. Wychowanie jego powierzono duchownym w Szatylionie, gdzie były szkoły bardzo wówczas słynące.

Skupienie ducha, nieposzlakowana skromność, pokora, posłuszeństwo i wielka pobożność, byłyto cnoty któremi od dzieciństwa się odznaczył. Tak dalece miłował czystość, iż gdy razu pewnego rzuciwszy na przystrojoną dziewicę oczy, doznał pokus przeciwnych téj cnocie, zanurzył się po szyję w staw zamarznięty, aby się od nich uwolnić. Zniechęcony do świata, szczególnie niebezpieczeństwami na jakie na nim ta właśnie cnota jest narażoną, postanowił wstąpić do zakonu. Dał pierwszeństwo klasztorowi Cystersów, w którym niedawno przedtém, przez świętego Szczepana i błogosławionego Roberta opatów, zaprowadzona była tak ścisła Reguła, że przez długi czas, nikt się tam z wstępujących nie zgłaszał. Święty Bernard, miał wtenczas lat dwadzieścia dwa, i tak już wielki a zbawienny wpływ na drugich wywierał, że z nim razem wstąpiło do tego klasztoru trzydziestu młodzieży z najpierwszych rodzin, a także sześciu jego braci i stryj jeden z największych panów Francyi. Gwido najstarszy brat jego udając się tam podobnież, rzekł do Niwarda najmłodszego: „Zostawiamy cię dziedzicem wszystkich majętności naszych,” a chłopaczek odpowiedział mu na to: „Jakto! sami obieracie sobie Niebo, a mnie przeznaczacie ziemię,” i wkrótce za nimi do zakonu pośpieszył. Siostra świętego Bernarda została także zakonnicą; a późniéj i ojciec w jego klasztorze uczyniwszy śluby zakonne, święcie żył i umarł. Bernard téż tak był znany powszechnie z daru jaki miał rozbudzania w drugich powołania zakonnego że matki kryły przed nim synów, a żony mężów, z obawy aby ich za sobą nie pociągnął.

Zostawszy zakonnikiem, trudno wyrazić z jaką gorliwością i od razu, wstąpił na najwyższe szczeble doskonałości Ewangelicznéj. Zmysły do tego stopnia miał umartwione, że nie wiedział co jada lub co pije, i dla tego, gdy pewną razą postawiono przed nim oliwę zamiast wina, wypił ją niespostrzegłszy tego. Toż samo się zdarzyło gdy zamiast masła dano mu łój zepsuty. Oczy tak miał zawsze spuszczone, że po kilkoletniém mieszkaniu w klasztorze, nie wiedział czy cela jego ma sufit czy belki, i wiele i jakie są okna w kościele.

Zakonnicy téj Reguły oddawali się pracom bardzo ciężkim w polu. Przez wzgląd na słabe siły Bernarda, opat chciał go od nich uwolnić. Święty uprosił aby tego nie czynił, i nikt mu w najcięższych pracach nie wyrównał. Wśród tego, ciągle był skupiony na duchu, rozmyślając nad tém co w celi czytał w księgach świętych. Gdy téż późniéj zajaśniał w Kościele wielką nauką, która go w rzędzie Doktorów Kościoła postawiła, mawiał, że mistrzami jego były dęby i sosny w lasach, w których pracował, gdyż wtedy Pan Bóg nadprzyrodzoném światłem, w przedziwny sposób umysł jego wzbogacał.

Sława świątobliwości Bernarda, i pisma jego któremi już wtenczas zasłynął, ściągały coraz więcéj wstępujących do klasztoru Cystersów, i to ludzi najznakomitszych z różnego stanu. Wtedy Bernard zamianowany został na Opata, z poleceniem aby nowy klasztor, udając się na puszczę z dwunastu braćmi, założył. Święty przybywszy z nimi w głąb lasu w dyecezyi Langroskiéj (Langres), obrał tam wąwóz, który dla swojéj dzikości przezwanym był doliną goryczy. Założył na tém miejscu klasztor, do którego coraz więcéj przybywało braci, pomimo iż w początkach szczególnie, przyszło tam do ostatecznéj nędzy, tak że w przeciągu jednego roku, kilkunastu braci prawie od głodu wymarło. Po téj jednak ciężkiéj próbie, klasztor ten stał się jednym z najliczniejszych i najsławniejszych, i dolina goryczy przezwaną została od tego czasu Świetną doliną (Clara Vallis.)

Tymczasem sława świętego Bernarda coraz więcéj się szerzyła, Królowie, Biskupi, Prałaci najsławniejsi uczeni, wielcy urzędnicy państwa, śpieszyli do niego po radę, dusze najświątobliwsze poddawały się jego przewodnictwu, i klasztor Klarovalleński, stał się główną szkołą pobożności, ogniskiem nauki kościelnéj i kolebką wielkiéj liczby Świętych. Wkrótce, chociaż ciągle powiększano zabudowania, zakonnicy pomieścić się tam nie mogli, i rozsyłano ich w różne miejsca po dwunastu z jednym Opatem na czele, dla zakładana nowych klasztorów, których za życia świętego Bernarda stanęło sto sześćdziesiąt w różnych krajach, bo nie tylko we Francyi, lecz i we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii i Niemczech. Nie było prawie podówczas panującego, i nie było gorliwszego o dobro swoich diecezan Biskupa, któryby nie starał się o zakonników z Klaravalli.

Lecz święty Bernard, stając się tym sposobem jednym z najpierwszych odnowicieli ducha zakonnego, stał się oraz jednym ze świętych mężów, którego wpływ i usługi w całym Kościele były niezmierne. Za jego czasów chrześcijaństwo zasmucone zostało zątargami dwóch Papieżów (z których jeden był nieprawnie obranym), o tę najwyższą godność ubiegających się. Zgromadzony w Klermoncie i Etampie Sobór, na którym był obecny i sam król Ludwik przezwany otyłym, zawezwawszy świętego Bernarda, zdał na niego rozsądzenie kto z dwóch roszczących sobie do Papiestwa prawo, był prawdziwym Papieżem. Bernard po długiéj modlitwie i pilném roztrząśnieniu całéj téj sprawy, uznał Inocentego II prawdziwym następcą świętego Piotra, i za jego zdaniem cały sobór, a potém i cały świat katolicki poszedł.

Panujący książe Wilhelm, sławny ze swoich okrucieństw, sam jeden, na czele dość licznego stronnictwa, upierał się przy Antypapie, to jest nieprawym Papieżu. Udał się do niego święty Bernard, a gdy po długich kilkakrotnych rozprawach, nie mógł go odwieść od syzmy, w czasie Mszy świętéj, wziąwszy przenajświętszy Sakrament, poszedł od ołtarza prosto przed księcia, który jako wyklęty stał przede drzwiami kościoła, i tak groźnie do niego przemówił, że książe padł jakby nieżywy na ziemię, i nie wstał aż mu to Święty wyraźnie rozkazał, upominając w Imię Boga, aby dłużéj postępowaniem swojém Kościoła nie zasmucał. Wilhelm nawrócił się najszezerzéj, i odtąd jak najświątobliwsze wiódł życie.

W klasztorze który założył Bernard w Rzymie, zamianował Opatem tego, który późniéj pod imieniem Eugeniusza III, Papieżem obrany został. Na żądanie jego, Bernard podjął się poselstwa do wszystkich panujących w Europie, w celu skłonienia ich do wojny krzyżowéj. Uskutecznił to w krótkim czasie, obiegając wiele krajów, gdzie Pan Bóg dodawał mocy słowom jego, licznemi i wielkiemi cudami jakie wszędzie czynił. Wyprawa przyszła do skutku, lecz za grzechy jakich się dopuszczali należący do niéj, niepomyślny obrót wzięła. Stało się to dla Świętego powodem wielkich upokorzeń, gdy go bezbożni fałszywym prorokiem i burzycielem ludów nazywali, co wszystko zniósł on w duchu największéj pokory, sobie samemu i swoim grzechom, niepowodzenie świętéj sprawy przypisując.

Przy tylu pracach i zajęciach, trudno pojąć zkąd miał czas na napisanie tak wielu dzieł w najgłębszych przedmiotach religijnych, które stanowią jeden z wielkich skarbów piśmiennictwa kościelnego. Te jego pisma pełne namaszczenia Ducha Świętego, odznaczają się szczególném do Matki Bożéj nabożeństwem, tak że go z tego powodu kochankiem Maryi nazywają. Gdy razu pewnego będąc w katedrze Kolońskiéj napełnionéj tłumem ludu, który go zwykle otaczał, w czasie śpiewu Salve Regina (Witaj Królowo) wpadł w zachwycenie, po ukończeniu téj Antyfony zawołał: „O! clemens, o! pia, o! dulcis Virgo Maria. O! łaskawa, o! litościwa, o! słodka Panno Maryo,” któreto słowa i cały Kościoł do téj Antyfony odtąd przyłączył.

Zawsze będąc słabego zdrowia, w skutek nadzwyczajnych umartwień ciała do tego doszedł był stanu, iż żadnego pokarmu przyjmować nie mógł. Pomimo tego, długie odbywał dla spraw Kościoła podróże; w klasztorze przebywając o ile mógł na wspólnych bywał obowiązkach, i ze zbudowaniem braci, z nogami opuchniętemi, ciężkim kaszlem trapiony, na dziennych i nocnych pacierzach zawsze znajdował się w chórze.

Długi już czas, podziwiano w jaki sposób, przy zupełnym prawie braku posiłku, żyć może, aż nakoniec zapadł w ostatnią chorobę. Gdy blizkim był śmierci, wielka liczba Biskupów, Opatów i zakonników z okolicznych krajów, pośpieszyła aby otrzymać ostatnie jego błogosławieństwo. Pocieszał ich, sam nietracąc ani na chwilę wewnętrznego pokoju, a mówiąc że czas już wreszcie przyszedł aby niepożyteczne i bezowocne drzewo, jakiém się mienił, zrąbane zostało. W takich uczuciach głębokiéj pokory, wielki ten Święty przyjąwszy ostatnie Sakramenta, poszedł do Pana Jezusa 20 Sierpnia roku Pańskiego 1158, mając lat sześćdziesiąt trzy. Papież Aleksander III kanonizował go, a Pius VIII ogłosił Doktorem Kościoła.

Pożytek duchowny

Jak na wielu innych Świętych, tak i na świętym Bernardzie, widziałeś dowód jak wśród rodziny najliczniejszéj, jedna święta dusza i inne za sobą do Boga pociąga. Obyś był z téj liczby, a przykładem swoim i pobożnością całe swoje rodzeństwo do wiernéj służby Panu Jezusowi zachęcał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś lud Twój, dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Bernardzie, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 699–701.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 662–663

Ileż to razy słyszymy z ust oziębłych katolików słowa: „Nie mogę więcej czynić dla zbawienia duszy, ani też nie mogę częściej chodzić na Mszę i do Komunii świętej, i nie mogę w niedziele i uroczystości słuchać kazań i nauk, bo nie mam czasu. Moje prace i zajęcia nie pozwalają na to”. Jeżeli ktokolwiek na świecie mógłby się tłumaczyć i uniewinniać w ten sposób, to chyba jedyny Ojciec święty, który ma na głowie sprawy całego Kościoła, rozkrzewionego po wszystkich częściach świata. Bernard napisał też list w tej sprawie do papieża Eugeniusza III, dawniejszego ucznia swego, który tutaj podajemy w dosłownym brzmieniu:

„Mój Eugeniuszu, przemawiam do Ciebie z czcią i szacunkiem, który Ci się należy jako głowie Kościoła, ale zarazem z tak szczerą przychylnością, z jaką przemawiać winien ojciec miłujący Twą duszę. Żałuję Cię, że masz tyle zajęcia i wierzę, że Cię to smuci i trapi, że nie możesz więcej oddawać się nabożeństwu i że doznajesz przeszkód w pobożnym rozpamiętywaniu. Ale jeśli przy natłoku rozlicznych zatrudnień nie pamiętasz o sobie, jeśli nie zostawiasz sobie czasu na rozmowy z Bogiem, nie zapominaj o tym, ile przez to doznajesz spustoszeń w duszy, ile zatwardziałości stąd powstaje, ile szkód stąd ponosisz. Cóż mi to za życie, udzielać posłuchań od rana do wieczora, przyjmować i odczytywać prośby, godzić zwaśnione stronnictwa, słuchać ich skarg i zażaleń, sprawdzać akta kościelne i wygotowywać listy apostolskie! Gdyby to przynajmniej było we dnie tylko, ale i noce nie są wolne od tych za-

Tags: św Bernard „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat doktor czystość schizma II wyprawa krzyżowa Salve Regina
2020-08-12

Św. Klary z Asyżu, Założycielki Zakonu Sióstr Ubogich (Klarysek)

Żyła około roku Pańskiego 1253.

(Żywot jéj był napisany zaraz po jéj śmierci z rozkazu Papieża Aleksandra IV, który ją kanonizował.)

Święta Klara córka duchowna świętego Franciszka Serafickiego, założyciela zakonu Braci-mniejszych, i jego najwierniejsza naśladowniczka, była jak i on, rodem z miasta Asyżu we Włoszech. Przyszła na świat roku Pańskiego 1194, dnia 16 Lipca. Ojciec jéj Favorino Sceffi, był jednym ze znakomitszych panów swojego kraju, tak z rodu jak i z wielkiego majątku który posiadał. Matka Hortulana, bardzo pobożna niewiasta długo niemając dzieci, gorącemi modlitwami, postami, hojnemi jałmużnami i pielgrzymkami do miejsc świętych, wyprosiła sobie u Boga tę córkę. Kiedy ją jeszcze w łonie swém nosiła, w czasie modlitwy, usłyszała głos z Nieba zapowiadający jéj że szczęśliwie porodzi dziecię, które stanie się światłem dla świata całego. Dla tego nowonarodzonéj córeczce dano na Chrzcie świętym imię Klary, co po łacinie znaczy jasna albo świecąca.

Od lat najmłodszych, święta ta dziewica zapowiadała do jak wysokiéj dojdzie z czasem świątobliwości. Z latami wzrastały w niéj wszystkie cnoty chrześcijańskie, wielkie do Matki Bożéj nabożeństwo i zamiłowanie jak najwyższéj doskonałości ewangelicznéj. W samym téż kwiecie wieku i wśród wielkich dostatków żyjąc, postanowiwszy nie mieć innego oblubieńca jak Pana Jezusa, kilka małżeństw bardzo świetnych odrzuciła.

Gdy zamyślała wyłącznie poświęcić się Panu Bogu na służbę, przybył z kazaniami do Asyżu jéj rodzinnego miasta, wielki święty Franciszek, już wtedy założyciel zakonu Braci żebrzących. Usłyszawszy jednę z jego nauk, Klara postanowiła świat i rodzinę opuścić, i o ile to było w jéj możności, naśladować Franciszka, obierając sobie na wzór jego jak najwyższe ubóstwo, i za główną cnotę, cnotę pokory. Miała lat ośmnaście, kiedy w towarzystwie pobożnéj ciotki swojéj Bony, opuściwszy potajemnie dom rodziców, – których pozwolenia na zostanie zakonnicą nie spodziewała się otrzymać, – udała się do małego za miastem kościołka Panny Maryi Anielskiéj, przy którym mieszkał Franciszek z kilku braćmi swoimi. Tam zrzuciwszy bogate stroje, z rąk jego przyjęła najuboższą suknię zakonną, a ostrzygłszy włosy i przyjmując welon, została zakonnicą i na czas pewien zamieszkała w klasztorze Benedyktynek, także za miastem Asyża położonym.

Rozgniewany za to ojciec, udał się do tego klasztoru wraz z żoną i kilku krewnymi, w zamiarze wydobycia ztamtąd Klary jakimkolwiek sposobem. Z razu łagodnie do niéj przemawiał, a gdy to nie skutkowało, do gwałtu się posuwając chciał ją z sobą zabrać. Lecz Święta wpadłszy do kościoła i trzymając się bielizny na ołtarzu będącéj, zrzuciła welon, i okazawszy ostrzyżoną głowę ojcu, błagała go aby już nie stawiał przeszkód do ofiary, którą Ona Bogu nieodwołalnie uczyniła. W końcu téż, ojciec zgodził się na to, a późniéj był najszczęśliwszy z tego powołania córki.

W dni kilkanaście po zamieszkaniu Klary w klasztorze Benedyktynek, przyłączyła się do niéj młodsza jéj siostra Agnieszka, i kilka innych pobożnych towarzyszek. Wtedy Franciszek mając zamiar zakładać nowy Zakon żeński, jak już był założył męzki, umieścił Klarę wraz z jéj towarzyszkami przy ubogim kościołku świętego Damiana pod Asyżem, który w początkach swego nawrócenia sam był odbudował, i o którym miał objawienie, że stanie się on kolebką nowego świętego Zakonu żeńskiego, mającego rozszerzyć się w całym świecie chrześcijańskim. Jakoż, osiadłszy przy tymże kościołku Klara, gdy coraz więcéj towarzyszek zgromadziła, które pod jéj i świętego Franciszka przewodnictwem zamierzały wieść życie bogomyślne i najostrzejszéj oddane pokucie, została przez tegoż Patryarchę Asyzskiego zamianowana na Opatkę tego nowego klasztoru. Tenże Święty nadał im Regułę, zatwierdzoną późniéj przez Stolicę Apostolską. A że na mocy tejże, obowiązywały się siostry do najściślejszego ubóstwa, tak dalece że żadnych stałych ani funduszów ani dochodów posiadać nie mogły, więc nazwane zostały Zakonem Sióstr-Ubogich.

Klara rządziła jako Opatka klasztorem świętego Damiana przez lat czterdzieści dwa, przedstawiając na sobie najwyższy wzór doskonałości zakonnéj, do któréj głównie przykładem własnym, wszystkie swoje córki duchowne zagrzewała. Z tegoż klasztoru, w miarę jak się po to zgłaszano, wysyłała zakonnice przez nią w cnotach zakonnych wyćwiczone i pełne ducha serafickiego swojéj założycielki, które w innych krajach tejże Reguły zakładały domy zakonne. Za życia jeszcze naszéj Świętéj, wiele stanęło klasztorów jéj Reguły nietylko we Włoszech, lecz i we Francyi, Hiszpanii i Czechach. Przy końcu XVIII wieku, było ich w całym świecie katolickim około dziewięciuset, a w nich blizko pięćdziesiąt tysięcy dziewic z różnego stanu, w wysokiéj świątobliwości służących Bogu. Stanęło takich klasztorów kilka i w Polsce, założonych przez księżniczki królewskiego rodu, z których u nas sześć przywdziało habity córek świętéj Klary. Zakonnice te od pierwotnego ich pobytu przy kościele świętego Damiana zwane były i Damianistkami, lecz dziś najpowszechniéj od nazwiska ich Założycielki nazywają się Klaryskami.

Święta Klara wiodła życie nadzwyczaj umartwione, i to aż do późnéj starości, lubo przez lat bardzo wiele słabego używała zdrowie. Sypiała zawsze na gołéj ziemi, albo ścieląc pod siebie troche trzciny, i pod głowę biorąc kamień. Za całe odzienie nosiła tylko habit gruby, a pod nim nadzwyczajnéj ostrości włosiennicę. Trzy dni w tygodniu nic zgoła nie jadała, a w inne pościła bez przerwy, i w tak małéj ilości brała posiłek, że to innym ledwie za śniadanie wystarczyćby mogło. Przed zapadnięciem w ciężką chorobę, każdego roku, dwa czterdziesto-dniowe posty o samym chlebie i wodzie spędzała. Modliła się bezustannie: co jéj tylko w dniu zbywało czasu od koniecznych zajęć, ten na rozmowę z Bogiem obracała, a często całe noce bez przerwy na bogomyślności trawiła. Wtedy wpadała w zachwycenie, a razu pewnego, gdy chora leżąc w celi nie mogła być na Pasterce z siostrami, cudownie przeniesiona została do kościołka Panny Maryi Anielskiéj, i tam słuchała Mszy świętéj i Komunią przyjęła. Gdy w podeszłych latach ciężkiemi została dotknięta cierpieniami, i na wspólnych ćwiczeniach i robotach obecną być nie mogła, na łóżku leżąc kazała się podpierać wokoło poduszkami, aby w czasie przeznaczonym na zajęcia ręczne, mogła je wykonywać. Miłośnica szczególna ubóstwa, nie dała się niczém odwieść od niego, pomimo wszelkich na jakie ją to narażało trudności i niedostatków. Gdy Papież Grzegorz IX chciał klasztor jéj obdarzyć stałym dochodem, upadła mu do nóg błagając aby tego nie czynił.

Wielu téż cudami, za życia jeszcze zasłynęła. Jednę z siostr swoich zakonnych, która na długi czas straciła mowę, znakiem krzyża świętego uzdrowiła. Innéj przywróciła słuch, drugą znowu z wodnéj puchliny w jednéj chwili wyleczyła; kilka dotkniętych śmiertelną chorobą epidemiczną która panowała w okolicy, pobłogosławiwszy, w tejże chwili wnet przywiodła do zdrowia. Jednemu z Braci-mniejszych dotkniętemu pomieszaniem zmysłów, od razu przywróciła rozum. Gdy w klasztorze zabrakło zupełnie pożywienia, pół bochenka chleba tak rozmnożyła, że pięćdziesiąt sióstr miało czém do sytości się posilić. Saraceni obległszy Asyż, napadli na klasztor Klary, i kiedy już na mury jego się wdzierali, Święta chorą będąc, kazała się zanieść do furty, a wraz z sobą Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, i w te słowa do Boga wołać zaczęła: „Nie wydawaj Panie, w ręce dzikich zwierząt, dusze wyznające Ciebie, i strzeż służebnice Twoje, któreś drogą krwią Twoją odkupił.” A gdy się tak modliła dał się słyszeć głos z Puszki: „Ja was zawsze strzedz będę.” I w tejże chwili Saraceni będący na murze, olśnieni światłością jaka wybuchała od przenajświętszego Sakramentu, na ziemię pospadali, a reszta w największym nieładzie w rozsypkę poszła, jakby pobita na głowę.

Mając lat przeszło sześćdziesiąt, Klara oddawna już chora, ciężko zapadła na zdrowiu. Przez dni siedemnaście najmniejszego posiłku przyjmować nie mogła. W takim gdy była stanie, nawiedził ją sam Ojciec święty Inocenty IV, przebywający podówczas w Asyżu, od którego odebrała rozgrzeszenie z odpustem zupełnym. Potém czując już blizki koniec swojéj pielgrzymki ziemskiéj, podyktowała Testament duchowny, w którym pozostawiła siostrom wzniosłe i święte nauki. Nakoniec po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, pobłogosławiła swoje córki duchowne około niéj zgromadzone, pocieszając rzewnie płaczące; a gdy zapadła w lekkie konanie, ujrzano wchodzące do jéj celi grono dziewic niebieskich, na czele których była sama Matka Boża, i gdy te rozciągnęły nad nią jakby bogaty płaszcz królewski, Klara zasnęła w Panu. Poszła do Nieba dnia 12 Sierpnia roku Pańskiego 1258.

W dwa lata po śmierci, gdy nadzwyczajną liczbą cudów zasłynęła, Papież Aleksander IV w poczet Świętych ją wpisał.

Pożytek duchowny

Święta Klara, miała to niewymowne szczęście, że do zakonu przez nią założonego, wstąpiły nie tylko i dwie jéj siostry rodzone, lecz i jej matka, która z początku była przeciwna poświęceniu się Klary na wyłączną służbę Pana Jezusa. Niech cię to uczy wytrwałości w świętych twoich przedsięwzięciach, gdyż przez nią, pociąga się zwykle do naśladowania i tych nawet, którzy z początku byli im przeciwni.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który Kościoł Twój, błogosławionéj Klary dziewicy, przedziwnemi cnotami uświetniasz, i przez nią nowym zakonem obdarzasz; spraw miłościwie, abyśmy jéj śladami idąc, światłości wiecznéj chwały, dostąpić mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 675–677.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 640

Jeszcze raz, pobożni Czytelnicy, rzućmy okiem na klasztor „ubogich niewiast", w którym panuje ścisła klauzura. Zobaczmy, jakie w tym zakonie panują poglądy na życie; przy patrzmy się, czy te poglądy są rzeczywiście tak ponure, nienaturalne, grobowe, jakimi się wyda ją krzykaczom, którzy mając się za nieomylnych, chcieliby według swej mody świat przerobić i swoim sposobem go uszczęśliwić. Wystarczą na to następujące dwa przykłady z życia świętej Klary.

  1. Znakomita dama i troskliwa matka przychodzi do ksieni i prosi, aby przyjęła obie jej córki do klasztoru, podając następujące przyczyny swej prośby: „Starsza z mych córek jest dziewczyną cichą, skromną, nabożną, pokorną, nie lubi towarzystwa ani rozrywek, czuje zato pociąg do samotności; szkoda by było zostawić ją w świecie. Młodsza jest wcale inna: próżna, zalotna, lekkomyślna, szczebiocze cały dzień i gotowa śpieszyć z zabawy na zabawę; tę klasztor jedynie od moralnego zepsucia ocalić zdoła”.

    Klara tak na to odpowiedziała: „Uczynię próbę, czy na poprawę młodszej, światowej, wpłynie porządek zakonny i wspólna modlitwa. Jeżeli jej się u nas spodoba, niechże z Bogiem pozostanie; jeśli nie, to niechaj wraca do matki. Starsza natomiast niech pozostanie w stanie świeckim, gdyż w świecie trzeba właśnie takich niewiast, które by były żywym przykładem, że w każdym stanie można żyć uczciwie i po chrześcijańsku, a takie niewiasty, które w świecie pełnią swe powinności, są w obliczu Boga tyle warte, co zakonnice, które starają się tylko o własną świątobliwość”. – W końcu przyjęła Klara obie panny na pewien czas, po czym oddała je matce. Młodsza w istocie poprawiła się i spoważniała, a starsza postąpiła w doskonałości. Obie wyszły potem za mąż i służyły za przykład wzorowych żon i matek.

  2. Święta Klara była zawsze wesołego i pogodnego umysłu i nie lubiła patrzyć na twarze ponure i zachmurzone. Wesołość jej pochodziła z miłości do Chrystusa utajonego w Hostii Przenajświętszej, dlatego ciągle zachęcała zakonnice do zacieśnienia węzła świętej przyjaźni z Panem Jezusem, mówiąc: „My biedne mniszki potrzebujemy także towarzyskiego pożycia; ale jakaż różnica pomiędzy towarzystwem światowym, a towarzystwem Jezusowym? Tam gawędzą z sobą bez miłości, częstokroć bez znajomości wzajemnej. Tu rozmawiamy z Panem Jezusem, który nas zna dokładnie, którego my znamy z dzieł Jego miłosierdzia, dobroci i miłości ku nam, który nam dobrze życzy i pragnie naszego dobra. Tam jeden drugiemu nie wierzy, jeden drugiego podejrzywa, uśmiechy są udane, pochlebstwa obłudne; tutaj każdy serce ma w ustach, każdy otwarty i szczery. Im więcej jesteśmy wylane, tym więcej cieszy się Pan Jezus; Jemu można się z wszystkiego zwierzyć, ze wszystkim się użalić; wszakże On jest samą dobrocią i łaskawością. Znajdziemy tu i Maryję, drogą Mateczkę naszą, znajdziemy aniołów, którzy wspierają nas w słabości i nieudolności naszej i wstawiają się za nami tak szczerze, że nigdy nie odejdziemy bez obfitej pociechy”.
Tags: św Klara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Franciszek czystość post
2020-08-02

Św. Alfonsa-Marya Liguorego, Biskupa i Doktora Kościoła, Założyciela Zgromadzenia Redemptorystów

Żył około roku Pańskiego 1787

(Żywot jego był napisany przez Ojca Tanoja, tegoż Zgromadzenia kapłana i jego ucznia.)

Święty Alfons-Marya był synem jednego z pierwszych panów neapolitańskich Józefa de Liguorio. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1696 w pałacu swoich rodziców, na przedmieściu miasta Neapolu, zwaném Marianella, położoném. Pod tę porę przebywał w Neapolu święty Franciszek z Dzirolamo Jezuita. Ten będąc w domu rodziców świętego Alfonsa wkrótce po jego urodzeniu się, błogosławiąc dziecię powiedział: „Będzie ono żyło lat przeszło dziewięćdziesiąt, zostanie Biskupem i wielkie położy zasługi w Kościele.”

Gdy Alfons podrósł, ojciec umieścił go w szkolnym zakładzie księży Oratorianów, powierzając jego wychowanie ojcu Tomaszowi Pagano swojemu krewnemu, kapłanowi wysokiéj świątobliwości. Od lat najmłodszych Alfons był wzorem pobożności, i towarzyszów swoich do tego pobudzał. Doszedłszy lat młodzieńczych, nie zszedł wcale z téj drogi. Uczęszczał regularnie do Sakramentów świętych, ile tylko miał wolnego czasu obracał go na modlitwę i czytanie książek pobożnych; codziennie słuchał Mszy świętéj i z największą miłością służył ubogim chorym, po szpitalach i w ich mieszkaniach. Nie przeszkadzało mu to wcale do pilnego oddawania się i naukom, w których, niepospolitemi obdarzony zdolnościami, tak szybki zrobił postęp, że mając lat szesnaście otrzymał stopień Doktora obojga prawa.

Według ówczesnego zwyczaju, dla otworzenia mu drogi do wyższych urzędów w kraju, ojciec przeznaczył mu zawód prawnika. Alfons wsławił się w nim wkrótce, lecz gdy razu pewnego broniąc sprawy przed sędziami, mimowolną nawet popełnił omyłkę, opierając się na dokumencie, w którym nie dopatrzył był wyrażenia głównie o téj sprawie stanowiącego, tak żywo wziął to do serca, że wychodząc z posiedzenia sądowego zawołał: „O! świecie zdradliwy! znam cię już teraz: nie chcę żyć wśród ciebie.” Gdy jednak nie przedsiębrał jeszcze nic stanowczego co do swojéj przyszłości, rodzina ułożyła była jego małżeństwo z księżniczką Pressycią jego daleką krewną, bogatą, znakomitéj urody, i bardzo pobożną dziewicą. Lecz razu pewnego, gdy Alfons grał na fortepianie wraz ze swoją narzeczoną, ta miarkując że on nie bardzo chętnie ten związek zawiera, spytała go, czyby nie sądził że lepiéjby zrobili gdyby oboje poświęcili się Bogu na służbę wyłączną. Na to oświadczył jéj Alfons że i sam jest tegoż przekonania. Ułożone przeto małżeństwo rozeszło się: księżniczka wstąpiła do klasztoru i w wielkiéj świątobliwości długo tam żyła i umarła, a święty Alfons wszedł do Seminarium, pomimo wielkich trudności jakie z tego powodu napotkał w ojcu, który go przeznaczał do bardzo świetnego na świecie zawodu.

Miał lat trzydzieści, gdy przyjął święcenia kapłańskie. Oddany całém sercem obowiązkom tego świętego powołania, od pierwszéj chwili zajaśniał cnotami najgorliwszego apostoła i kapłana, wylanego całą duszą na usługi bliźnich. Kazania jego, które miewał w różnych kościołach Neapolu, tłumy słuchaczów ściągały, grzeszników do skruchy pobudzając, najzatwierdzialszych pozyskiwały Bogu, i byle trochę popracował na ambonie i w konfesyonale w jakiéj parafii, znikały w niéj wszelkie zgorszenia, a pobożność się rozbudzała. W słuchaniu téż spowiedzi téj wielkiéj liczby dusz które kazaniami swojemi pobudzał do skruchy był niezmordowanym, a takiéj łagodności w obchodzeniu się z grzesznikami największymi, i takiéj trafności w obudzeniu w nich potrzebnego do dobréj spowiedzi usposobienia że gdy już kilkadziesiąt lat spędził był w zawodzie kapłańskim, powiadał iż mu się nigdy nie zdarzyło odmowić komu rozgrzeszenia. We wszystkich swoich usługach kapłańskich, a szczególnie w słuchaniu spowiedzi, zawsze dawał pierwszeństwo ubogim, a między nimi znowu tym, których dusze w gorszym były stanie. W kazaniach, wykładając najwyższe tajemnice wiary, jak podobnież w dziełach, których mnóstwo pozostawił, dotykając najwyższych zadań życia wewnętrznego, obok głębokości która go postawiła w rzędzie Doktorów Kościoła, był takiéj prostoty, że go najmniéj wykształcone i najprostsze umysły łatwo rozumiały. Zwykł téż mówić, że gdy miewał kazanie chociażby do najświetniejszéj publiczności, starał się zawsze tak przedmiot swój wykładać, aby go każda babka kościelna zrozumiała.

Mając na głównym względzie potrzeby duchowne ludu prostego, a szczególnie wieśniaków, gdy około téj najliczniejszéj cząstki owczarni Chrystusowéj najwięcéj pracował, umyślił założyć Zgromadzenie kapłanów, temu rodzajowi usług wyłącznie poświęconych. Po rozpoczęciu tego zbawiennego dzieła, zebrał był wkrótce dwunastu braci. Lecz gdy po próbie dość długiéj, przyszło do nadania im Ustaw, wszczęły się z tego powodu trudności, i wszyscy ci pierwsi towarzysze świętego Alfonsa, odstąpili go co do jednego. Nie zraziło go to jednak wcale; znaleźli się inni, późniéj wrócili i niektórzy z dawnych, i w roku Pańskim 1732 Święty założył pierwszy dom swojego Zgromadzenia w mieście Skala (Scala), a w roku 1749, zatwierdził je Papież Benedykt XIII, z ustawami jakie mu nadał święty Alfons, który został téż pierwszym jego dożywotnim Generalnym przełożonym. Zgromadzenie to pod tytułem przenajświętszego Zbawiciela założone, od łacińskiego wyrazu Redemptor nazwane zostałe Zgromadzeniem Redemptorystów, w niektórych krajach Ligorianów, a u nas gdy istnieli w Warszawie na początku bieżącego wieku, Benonów, od kościoła świętego Benona, przy którym byli obsadzeni.

Za główne zadanie tego Zgromadzenia, położył święty Alfons, dawanie jakby ciągłych misyi. Zakonnicy téż jego Reguły miewają w kościołach swoich codziennie po kilka kazań; ciągle odprawiają wystawne nabożeństwa, od rana do wieczora słuchają spowiedzi, katechizują dzieci, wpisują do bractw, i tak bez przerWwy przez rok cały, przez co najzbawienniéj na ludność tych miejscowości gdzie mają swoje domy, wpływają.

O ile nasz Święty słynął ze swojéj słodyczy w obcowaniu z każdym, i łagodności dla największych grzeszników gdy się uciekali do jego rady lub konfesyonału, o tyle dla siebie był nadzwyczaj surowym. Nie było rodzaju umartwień, zwykłych największym pokutnikom, którychby nie spełniał, i to przez całe swoje życie, od chwili gdy do stanu duchownego wstąpił. Nigdy nie jadał nic więcéj jak zupę, trochę chleba i owoców; a na cześć Matki Bożéj, w soboty i w wigilie Jéj świąt żadnego zgoła nie brał posiłku. Zawsze miał na sobie ostrą włosiennicę i kolczasty łańcuch, którym się przepasywał na gołém ciele; codziennie biczował się do krwi; i to wszystko zachował do późnéj starości, mało nawet w czém folgując sobie, gdy mając już lat przeszło ośmdziesiąt, ostatnie dziesięć spędził dotknięty ciężkiemi cierpieniami. Cnotę pracowitości do tak heroicznego stopnia posunął, że był w stanie uczynić i wiernie zachować ślub, którym zobowiązał się był ani chwili czasu nie tracić napróżno.

Do Męki Pańskiéj i Matki Bożéj, a szczególnie do Jej tajemnic Bolesnych, miał szczególne nabożeństwo. W każdém swojém kazaniu, w każdej nauce, w każdym rodzaju pism które pozostawił, wspominał o Matce Bożéj, od tego je zaczynał i na tém kończył, i w dziełach jego, a mianowicie ascetycznych, nie masz rozdziału żeby o przenajświętszéj Maryi Pannie nie wspominał i do Niéj nie podniósł serca czytelnika. Napisał dzieło o Jéj Uwielbieniach nieporównanej zalety, a pełne namaszczenia i przedziwnie pobudzające do nieograniczonéj ufności w Tej Matce miłosierdzia. Szczególnemi téż łaskami od Niéj bywał obdarzony. Piszą że po razy kilka, gdy miał o Matce Bożéj kazanie, lud zgromadzony widział go w zachwyceniu uniesionego o kilka stóp nad kazalnicą, a z obrazu Matki Bożéj jużto światłość, już promień spadający na niego. Obdarzał go Pan Bóg wielu innemi cudownemi łaskami a między innemi i tą, iż w różnych miejscach znajdował się współcześnie. Widywano go razem i w konfesyonale i na kazalnicy.

Sława jego wysokiéj świętości i wielkiéj nauki, którą zajaśniał w wielu wydawanych dziełach treści religijnéj, a które wnet tłómaczone zostały na wszystkie języki, zwróciły na niego szczególną uwagę Klemensa XIII. Papież ten pomimo najusilniejszéj prośby Świętego, i wszelkich z jego strony starań aby to nie nastąpiło, zrobił go Biskupem Dyecezyi świętéj Agaty Gockiéj. Godność ta nie zmieniła w niczém jego sposobu życia ubogiego i nadzwyczaj umartwionego, tylko wielkie jego Cnoty i świętość, na wyższym postawiła świeczniku. Oddał się z gorliwością niemającą granic, obowiązkom pasterskim. Wytępiał najskuteczniéj w powierzonéj swojéj trzódce wszelkie zboczenia; zaszczepiał cnoty chrześcijańskie, zreformował klasztory żeńskie, i założył nowe Zgromadzenia swojéj Reguły. Rozbudził w kapłanach ducha poświęcenia, i w całéj Dyecezyi upowszechnił uczęszczanie do Sakramentów świętych, rozbudzające nietylko wiarę, lecz gorącą pobożność. Dowiedziawszy się pewnego wieczora, że do jego Dyecezyi przybyła trupa aktorów koczujących, już całą noc usnąć nie mógł, zakłopotany szkodami jakie to przyniesie dla dusz jego owieczek. Nazajutrz, wysłał do aktorów swego kapelana, aby ten zapłaciwszy im to co sądzą iż w jego Dyecezyi zarobićby mogli, wydalił ich niezwłocznie. Na ubogich obracał wszystkie swoje dochody. W roku w którym głód panował, rozdał na nich wszystkie sprzęty domowe, tak że nie było czém nakryć do stołu.

Słynął jako najuczeńszy swoich czasów Teolog i najbieglejszy przewodnik duchowny; zewsząd udawano się do niego po radę w najważniejszych sprawach Kościoła albo sumienia. Pisał we wszystkich ważniejszych kwestyach religijnych, za jego czasów poruszanych. Wielkie dzieło jego Teologia moralna, stanowi epokę w téj nauce: dotąd jéj używają na wszystkich katedrach Teologii i służy ona za podstawę do wszystkich dzieł téj treści późniéj wydanych.

Gdy ciężkie i długie choroby, zmusiły go do złożenia zarządu Dyecezyi, powrócił do swojego zgromadzenia tak ubogim jak z niego wyszedł. Chociaż skołatany był wielkiemi cierpieniami artrytyzmu który go połamał, i innemi chorobami, pełen gorliwości o chwałę Bożą, nie przestawał nauczać i pisać aż do śmierci, która nastąpiła roku Pańskiego 1787, kiedy miał lat dziewięćdziesiąt jeden.

Grzegorz XVI ogłosił go Świętym, a Papież Pius IX, na żądanie Biskupów prawie całego świata katolickiego, w roku 1871 zaliczył go do Doktorów Kościoła,

Pożytek duchowny

Niektóre dzieła świętego Alfonsa Liguorego, które odznaczają się szczególném namaszczeniem Ducha Świętego, a oraz i wielką prostotą, są i na nasz język przełożone. Są one poczytywane w Kościele Bożym za najpożyteczniejsze dla dusz dbałych o postęp na drodze doskonałości chrześcijańskiéj. Z takich zaś szczególnie odznacza się książeczka pod tytułem Jak kochać Jezusa. Staraj się ją mieć i pilnie się w niéj rozczytuj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś lud Twój, dla wskazywania mu drogi zbawienia, w błogosławionym Alfonsie-Marya, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 644–647.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 617

Często nasuwa się nam pytanie: jakim sposobem Święci tak wiele zdziałać potrafili? Tak np. święty Alfons mimo ustawicznych wytężających prac, mimo ciężkich chorób, napisał około 60 dzieł rozmaitej treści, na których napisanie trzeba by zupełnie poświęcić całe długie życie. Tłumaczy się to tym, że Święci nigdy nie próżnowali ani nie odpoczywali i z każdej chwili korzystać umieli. Bywało nieraz, że św. Alfons cierpiał nieznośny ból głowy; wówczas przykładał sobie lewą ręką na głowę kawałek zimnego marmuru, a prawą pisał.

Ażeby na podobieństwo Świętych umieć skorzystać z każdej chwili, trzeba sobie ułożyć porządek dzienny, który się stanie regułą życia; wtenczas wszystkie czynności, choćby były trudne, staną się łatwymi, bo przejdą w zwyczaj. Wypełniając bowiem czynności dzienne w swoim czasie, wypełnia się je dobrze i dochodzi się do doskonałości. Kto zaś doskonale i sumiennie swą pracę wykonuje, skarbi sobie zasługi i łaski u Boga.

Chrześcijanin, który się zaczyna opuszczać w służbie Bożej i opieszale wypełnia praktyki pobożne, nabiera do nich wstrętu i kończy na zupełnym lenistwie. Wtedy zwraca się ku stworzeniom, ku rozkoszom świata, lecąc na oślep w przepaść występku, w przepaść tym głębszą, im wyższy stopień doskonałości już osiągnął. Ileż dobrego moglibyśmy zdziałać na chwałę Boga, gdybyśmy mniej czasu na zabawę poświęcali, gdybyśmy mniej myśleli o sobie i o wygodach swoich, a więcej o służbie Boga i o wiecznym szczęściu myśleli! Szczęśliwy tedy chrześcijanin, który się trzyma zakreślonego planu na drodze doskonałości i od niego nie odstępuje. Serce jego płonie gorliwością, gdyż Opatrzność Boża włożyła weń wszystkie dary swoje. Zaiste, wszystko możemy z gorliwością, a nic bez niej! Kto jest wierny w dobrych postanowieniach, ma też dobre, spokojne sumienie i cieszy się doskonałym szczęściem; każda praca w dziennym porządku zda mu się łatwa, jarzmo Pańskie słodkie i lekkie; największe poświęcenie zmienia się dla niego w słodkie pociechy. Człowiek punktualny w swych obowiązkach spełnia każdy, nawet najmniejszy uczynek z nadnaturalnej pobudki, a przez to nadaje mu wartość i zbiera sobie w krótkim czasie niesłychane skarby dla Nieba. Co dzień więc rano po obudzeniu się odnawiaj dobre przedsięwzięcia swoje i pobudzaj się do korzystania z każdej godziny.

Tags: św Alfons Maria Liguori „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość spowiedź praca nawyki
2020-07-26

Św. Anny, Matki Przenajświętszéj Maryi Panny

Żyła około roku 5-go przed przyjściem Pańskiém.

(Żywot jéj wyjęty jest z dzieł świętego Epifaniusza i świętego Grzegorza Nisseńskiego.)

Święta Anna, matka przenajświętszéj Maryi Panny, przyszła na świat w Betleemie, w mieście w dawnéj ziemi żydowskiéj, dziś Ziemią świętą zwanéj, położoném. Narodziła się na lat około siedemdziesięciu przed przyjściem Pana Jezusa. Ojciec jéj należał do pokolenia Lewi, i pochodził z rodziny wielkiego kapłana Aarona: nazywał się Mathan. Matka jéj z pokolenia Judy, miała imię Marya Emerencyanna. Bylito ludzie zamożni i wielkiéj zacności, przyświecający przykładami cnót wszelkiego rodzaju. Mieli trzy córki: najstarsza z nich Marya, poślubiła Kleofasa i była matką świętych Jakóba, Szymona i Judy Apostołów, których dla tego że byli ciotecznymi braćmi przenajświętszéj Panny, według zwyczaju żydowskiego, nazywano braćmi Pana Jezusa, chociaż byli tylko Jego blizkimi krewnymi. Drugą córką Mathana i Emerencyanny była Sabe, matka świętéj Elżbiety, a więc ciotecznéj siostry Matki Bożéj. Nakoniec trzeciém ich dzieckiem, była święta Anna którą Pan Bóg przeznaczał na matkę Téj, z któréj miał się narodzić Syn Boży.

Skoro w dzieciństwie zaczęła przychodzić do rozumu, zaraz można było poznać, że ją Pan Bóg jakby od kolebki uposażał temi darami i łaskami, jakiemi obdarzać raczy najszczególniéj wybrane przez Siebie dusze. To téż stała się największą pociechą rodziców którzy ją nadzwyczaj miłowali, robiąc nawet w tém niejaką różnicę z innemi dziećmi, co jednak, jak piszą, tak było usprawiedliwioném jéj wyjątkowemi przymiotami, że nawet w jéj siostrach zazdrości nie rozbudzało.

Gdy z lat dziecinnych wyszła, uderzała w niéj wielce skłonność do samotności, wstręt do życia światowego i skromność dziewicza, przydająca największą cenę jéj wszelkiego rodzaju powabom. Znaczną część dnia każdego spędzała na modlitwie, najchętniéj przebywała w świątyni Pańskiéj, a rozczytując się w księgach świętych, z upragnieniem wyglądała przyjścia zapowiedzianego Zbawiciela, i dokładniéj od wielu najuczeńszych ówczesnych kapłanów, przewidywała, że chwila ta błogosławiona nie jest już daleką. Nie przypuszczając że z niéjto właśnie miała się narodzić Matka tegoż Zbawiciela, byłaby z najwyższą dla siebie pociechą, całe życie spędziła w dziewictwie, chociaż ta cnota tak mało znaną była przed przyjściem Pana Jezusa. Lecz że opatrzność Boska, przeznaczała ją na matkę Rodzicielki Syna Bożego, więc inaczéj nią rozporządziła. Gdy doszła lat w których rodzice o wydaniu jéj za mąż zamyślali, zpomiędzy wielu z pierwszéj młodzieży proszącéj o jéj rękę, wydano ją za Joachima, mieszkającego w Nazarecie, z rodu Dawidowego, męża wysokich cnót i bardzo bogatego.

Cnoty jakiemi jaśniała będąc w domu rodziców, przeniosła do pożycia małżeńskiego, poślubiając najświętszego jaki był podówczas na ziemi człowieka. Nie było téż lepiéj dobranego małżeństwa, które jak się wyraża święty Jan Damasceński, już wtedy mogło służyć za wzór do naśladowania, dla najświątobliwszych małżonków chrześcijańskich. Anna będąc panią znacznych dostatków, które oboje posiadali, obracała je głównie na miłosierne uczynki. Święci ci małżonkowie dochody swoje rozdzielali na trzy części; jednę składali w świątyni Pańskiéj, na utrzymanie kapłanów i na przyczynienie się do świetności obrzędów; drugą rozdawali ubogim, trzecią na swoje potrzeby obracali, bardzo skromnie żyjąc. Ubogich w każdéj porze widzieć można było przy jéj mieszkaniu, gdyż do słynącéj ze szczególnéj dobroczynności, schodzili się oni nietylko z odleglejszych okolic, lecz nawet z obcych krajów. Słowem życie świętéj Anny, było najwyższym wzorem doskonałéj niewiasty, jakiéj nam wzór Pismo Boże w księgach mądrości przedstawia.

Lat już upływało przeszło czterdzieści, jak święta Anna była zamężną, a potomstwa nie miała. W narodzie żydowskim, niepłodność w małżeństwie, poczytaną była za hańbę i jakby za znak niebłogosławieństwa Bożego. Anna znosiła to upokorzenie spokojnie, z doskonałém poddaniem się woli Bożéj, a im więcéj posuwała się w lata, tém mniéj miała nadziei, aby ją w tém Pan Bóg pocieszył. Wszelako bolało to ją niemało że ona z tego powodu ani przypuszczać nie mogła, aby z jéj pokolenia miał narodzić się Messyasz.

Zdarzyło się, iż mąż jéj święty Joachim gdy razu pewnego przyniósł według swojego zwyczaju największą ofiarę do świątyni Pańskiéj, i z tego powodu pierwszy miał prawo przystąpić z nią do ołtarza, kapłan odprawiający nabożeństwo odepchnął go publicznie. Nie dość na tém: jeszcze głośno w te słowa odezwał się do niego: „Odstąp ztąd starcze, na którego stadle małżeńskiém cięży sromota bezpłodności.” Święty Joachim zniósł tę ciężką obelgę pokornie, a wróciwszy do domu i opowiedziawszy to żonie udał się na puszczę w góry, i tam osiadłszy w małéj chatce, przez dni czterdzieści nie biorąc żadnego posiłku, modlił się dzień i noc do Boga, aby jeśli taka Jego wola, zdjął z jego małżeństwa sromotę bezpłodności. Anna zaś urządziła sobie także pustelnię w ogrodzie, i tam podobnież jak Joachim, błagała Boga o potomstwo, przypominając Mu że owa Anna żona Elkana, o któréj wspomina Pismo Boże, podobnież niepłodna, w późnéj starości wyprosiła sobie u Pana Boga syna Samuela.

Pan Bóg, który tych świętych małżonków, na to tylko dotknął tak długą niepłodnością, aby ich potém uczynić najszczęśliwszymi z rodziców jacy kiedy byli, są, lub będą pod słońcem, wysłuchał ich modlitwy, do których sam Duch Święty ich pobudził. I przed Joachimem modlącym się na samotnéj górze, i przed Anną trwającą na modlitwie w swojéj kaplicy w ogrodzie, stanął Anioł Pański, (a jak sądzi święty Hieronim, Anioł Gabryel) i oznajmił im w imieniu Boga który go przysłał, że będą mieć potomstwo.

Jakoż, święci małżonkowie ci, pełni wiary w słowa niebieskiego posłańca wrócili do domu, i wkrótce Anna poczęła w żywocie swoim Tę, któréj narodzenie, jak jutrzenka przed wschodem słońca, miało rozweselić nietylko ten świat, lecz i Niebo całe: poczęła przenajświętszą Maryą Pannę Niepokalaną od téjże chwili. Ojciec Trombelli, wielkiéj powagi pisarz kościelny, powtarzając zdanie świętego Augustyna i świętego Wincentego z Ferrary, powiada: „iż po odebraniu wiadomości od Anioła, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna, uniesieni najwyższém uczuciem miłości i wdzięczności względem Boga, wpadli w zachwycenie i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny” 1. W objawieniach zaś świętéj Brygidy, tak się Sama Matka Boża o tém do niéj wyraziła: „Syn mój Jezus Chrystus, małżeństwo rodziców moich taką wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj, świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmił im Anioł, że z nich narodzi się Dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleliby byli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, że jedynie z uczucia miłości Boga i na słowa Anioła zwiastującego im Moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński i stali się moimi rodzicami.” 2 Po upływie właściwego czasu, święta Anna wydała na świat Boga Rodzicielkę. Jakiéj doznała ztąd pociechy, jakiego zażywała świętego szczęścia pielęgnując i wychowując tę przenajświętszą swoję Córeczkę, ten tylko pojmie, kto sobie przypomni, że była matką najdoskonalszéj jaka kiedy wyszła z rąk Boskich istoty, matką Téj którą Pan Bóg przeznaczył na Swoję Matkę, na którą patrząc weselą się Anieli i Niebo całe.

Lecz niedługo cieszyła się tym skarbem najwyższym, niedługo święta Anna posiadała córeczkę swoję w domu. Zaledwie miała lat trzy, zaofiarowała Ją na służbę Pańską wyłączną, i sama do świątyni Jerozolimskiéj, przy któréj przebywały święte dziewice poświęcone Bogu jak dziś zakonnice, odprowadziła. Żyła jeszcze potém, jak niesie podanie, około lat trzynastu. Straciwszy męża, przeniosła się z Nazaretu do Jerozolimy, aby być bliżéj swojéj przenajświętszéj córki, i tam na Jéj błogosławionych rękach oddała ducha Bogu, który wkrótce potém, dla zbawienia ludzi, miał się stać człowiekiem, właśnie w przeczystém łonie Tejże jéj córki.

Pożytek duchowny

Ponieważ świętéj Annie dostało się w udziale szczęście wychowywania przenajświętszéj Maryi Panny, więc słusznie uważaną jest ona za główną patronkę wychowania dzieci. Rodzice, błagajcie ją aby wam wyjednała potrzebne łaski do chrześcijańskiego kształcenia waszych dziatek; dzieci, proście ją aby wam dała być taką pociechą dla waszych rodziców, jaką była dla świętéj Anny jej przenajświętsza Córeczka.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Annie tę wielką łaskę wyrządzić raczył, że godną się stała być matką Rodzicielki Jednorodzonego syna Twojego; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc jéj uroczystość, jéj do Ciebie pośrednictwem wsparci zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 620–622.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 595–596

„Po owocach poznacie drzewo”, – mówi dawne przysłowie. Cnoty i zalety córki świadczą o mądrości i pieczołowitości matki. Św. Anna wszczepiła w ukochane dziecię to, co sama posiadała, tj. zamiłowanie cnoty i czułe serce, cześć Boga, zarody bojaźni Bożej i panieńskiej wstydliwości, głęboki szacunek objawienia Bożego, dziecięce zaufanie do obietnic Boskich, nieprzeparty pociąg do samotności, wstręt do powabów tego świata i szczerą pokorę, w której Najwyższy tak wielkie znajduje upodobanie. Nieraz opowiadała córeczce szczegółv i wydarzenia z żywota niewiast świątobliwych, jakimi np. były Rut, Estera, Judyta i inne słynące z łagodności, miłosierdzia, cierpliwości białogłowy Starego Zakonu. Strzegła też pilnie i bacznie u Maryi drogocennej perły niewinności, którą Maryja zasłynęła w dziejach świata jako niedościgniony wzór niepokalanego dziewictwa i czystości. Dzięki przeto, cześć i sława matce, która wychowała taką dziewicę.

Zastanówmy się, jakie jest powołanie matki chrześcijańskiej. Matka chrześcijańska, która przez sakrament chrztu świętego stała się córką Bożą, oświecona nauką Ewangelii świętej, karmiona ciałem i krwią Zbawiciela, więcej dać może swemu dziecięciu, aniżeli święta Anna swej córeczce. Zaniósłszy bowiem owoc żywota swego do kościoła, aby je obmyć z grzechu pierworodnego i uczynić je uczestnikiem łaski Bożej, powinna się starać o to, aby dziecię nie zmarnowało i nie utraciło tego skarbu. Klęka przy kołysce, tuli dziecię do swego boku, uczy je zaczynać i kończyć dzień modlitwą, całuje serdecznie, widząc w nim przybytek Ducha św. i istotę, która ma kiedyś przyjąć Przenajświętszą Hostię, przestrzega i czuwa pilnie nad tym, ażeby na delikatną dziecinę nie padła kiedyś zaraza grzechu, ponawia nauki, jak trzeba przestrzegać \ bojaźni Bożej, pokory, posłuszeństwa, uprzejmości względem ubogich i nawiedzonych chorobą, zwraca jego uwagę na Świętych Pańskich, którzy z tych cnót słynęli, ożywia w nim nadzieję wiecznej nagrody i radości niebieskich.

Czemuż jest tylu rodziców na świecie, którzy nie pamiętają i nie chcą tego wiedzieć, że ich dzieci są własnością Bożą i że Bóg upomni się kiedyś o nie! Święta Anna nigdy tego z oka nie spuszczała, dlatego też dziecię, które wymodliła sobie u Niebios gorącymi modłami, czuwaniem nocnym, obfitym łez potokiem, sowitą jałmużną, ofiarowała temuż Bogu, od którego je otrzymała. Nieskażone i niepokalane złożyła je w ręce Ojca niebieskiego. Mili Czytelnicy! módlcie się za matki chrześcijańskie, proście Boga, aby się tą prawdą na wskroś przejęły, ażeby nigdy nie zapomniały, że przyjdzie im kiedyś zdać ciężki przed Bogiem rachunek, jeśli skutkiem ich niedbalstwa i obojętności dziatki ich zboczą z drogi cnoty i zapomną ślubów, wyznanych ustami rodziców chrzestnych.

Footnotes:

1

Trombelli Hist. Mariana. Pars. I. C. I. quest. I.

2

Objaw. b. Brig. Ks. 1. Roz. 9

Tags: św Anna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość małżeństwo wychowanie matka
2020-07-25

Św. Jakóba Starszego, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 44.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma świętego i dziejów Kościoła.)

Święty Jakób przezwany starszym, dlatego że od drugiego świętego Jakóba Apostoła pierwéj został do apostolstwa powołanym, był rodem z Betsaidy miasta Galilejskiego. Rodzicami jego byli Zebedeusz i Salomea, którzy mieli i drugiego syna, a tym był święty Jan Ewangelista. Mieszkał z ojcem w Betsaidzie, gdzie przebywali i święci Piotr, Filip i Andrzéj. Trudnił się rybołówstwem. Utrzymują jednak dawni pisarze kościelni, że był on zamożniejszy od Piotra i Andrzeja, gdyż ci trudniąc się tymże sposobem zarabiania na życie, własnych łodzi nie mieli; Jakób zaś i Jan, albo raczéj ich ojciec, miał łodzie własne.

Święta Salomea matka świętego Jakóba, która została jedną z pierwszych uczenic Pana Jezusa, i całą swoję rodzinę niezwłocznie przyciągnęła do wiary. Święty Epifaniusz utrzymuje nawet, że święty Jakób był jednym z uczniów świętego Jana Chrzciciela, i że jegoto Przesłannik Pański wysłał był do Chrystusa Pana, z zapytaniem czy On jest oczekiwanym Zbawicielem. Skoro téż Syn Boży zaczął ogłaszać Swoję naukę, święty Jakób już go nie odstępował, lecz do apostolstwa nieco późniéj powołany został.

Dnia pewnego, dwaj ci bracia z ojcem swoim siedzieli w łodzi, zasmuceni że przez całą noc trudząc się, nie złowić nie mogli, kiedy nadszedł Pan Jezus, otoczony wielką rzeszą ludu. Wstąpił w łódź świętego Piotra który tam był niedaleko, i kazał mu, wypłynąwszy na pełne morze, zarzucić sieci. Połów był tak obfity, że sieć rwała się. Wezwano więc na pomoce świętych Jakóba i Jana z ludźmi których mieli z sobą, Ci przybyli i taką wielką liczbą ryb napełnili obie łodzie, że tylko co nie zatonęły. Uderzony święty Jakób takim cudem, wraz z bratem swoim świętym Janem, postanowił opuscić już wszystko i iść za Chrystusem, co téż wkrótce i spełnili.

W kilka dni potém, Pan Jezus przechodząc ponad jeziorem Genezareckiém, mając już przy sobie świętych Piotra i Andrzeja, ujrzał Jakóba i Jana, którzy w łodzi swojéj sieci naprawiali. Zawezwał i ich aby szli za Nim. Obaj bracia nie zawahali się ani chwili, opuścili łodzie, sieci, rybaków którzy im służyli, ojca, słowem wszystko co posiadali i co im było najdroższego, i poszli za Chrystusem. Tak śpieszne posłuszeństwo na głos wołającego Pana Jezusa, zjednało im szczególne u Niego łaski. Święty Jakób jak to widzimy z opowiadania Ewangelii świętéj, używał zawsze szczególnych względów Zbawiciela. Był obecnym gdy Syn Boży uzdrowił świekrę świętego Piotra; toż samo gdy wskrzesił córkę Jaira. Późniéj gdy na górze Tabor miał się okazać chwałą niebieską otoczony, wziął był z sobą i świętego Jakóba. Tyle dowodów szczególnéj łaskawości Jego dla tych obydwóch braci (bo jak wiadomo święty Jan był ulubionym uczniem Pańskim) skłoniły ich matkę do zaniesienia do Niego za synami swymi bardzo dziwnéj prośby. Pan Jezus powiedział był, że dwunastu Jego Apostołów, zasiadać z Nim będą w Niebie, na dwunastu tronach. Matka świętych Jakóba i Jana przystąpiła do Niego, i uklęknąwszy prosiła żeby i jéj dwóch synów umieścił obok siebie: jednego po prawicy, drugiego po lewicy Swojéj. Zbawiciel na to, zwracając się do świętych Jakóba i Jana, zapytał ich, czy są gotowi pić z tego kielicha, z którego i On pić będzie, co znaczyło, czy są gotowi ponieść za Niego wszelką mękę i śmierć samę. Święty Jakób, z całego serca odpowiedział iż gotów jest na to. Co téż w istocie dotrzymał, gdyż męczeńską śmiercią z tego świata zeszedł.

Na sześć miesięcy przed męką Swoją, gdy Pan Jezus szedł z Galilei do Judei, a w pewném miasteczku Samarytanie zamknęli przed nim bramy, Jakób i Jan do żywego dotknięci taką obelgą wyrządzoną ich Boskiemu mistrzowi, zapytali czy pozwoli im aby sprowadzili z Nieba ogień, na tych zbrodniarzy. Pan Jezus naganił im to, przypominając iż duch Ewangelii którą On przyszedł ogłosić, jest przedewszystkiém duchem łagodności i miłości. Dwaj ci bracia jak to właśnie i z tego oto zdarzenia wnosić można, byli bardzo żywego usposobienia, i dla tegoto Pan Jezus przezwał ich Boanevges, to znaczy Synowie gromu, co znowu było przepowiednią, że Święci ci bracia, mieli gromić błędy bałwochwalstwa.

Święty Jakób był także jednym z tych trzech Apostołów, których Pan Jezus przypuścił był do tajemnicy Swojéj męki podczas modlitwy w Ogrójcu. Był on więc jednym z tych których Zbawiciel, niejako dla pociechy Swojéj, chciał mieć w téj strasznéj godzinie bliżéj Siebie obecnych. Po zmartwychwstaniu Pańskiém, święty Jakób znajdował się zawsze w gronie Apostołów, kiedy Pan Jezus się im objawiał. Po zesłaniu zaś Ducha Świętego, zaczął najprzód przebiegając miasteczka i wsie Ziemi Żydowskiéj, ogłaszać Ewangelią, a wkrótce potém, bo zanim jeszcze Apostołowie podzielili między siebie narody całego świata, Święty ten Apostół puścił się do Hiszpanii. Po dziś dzień w mieście Saragossie, widzieć można w kościele słup jaspisowy, na którym okazała mu się przenajświętsza Panna, jeszcze wówczas żyjąca, i kazała mu wybudować tam kaplicę pod Jéj wezwaniem, zamienioną późniéj na wspaniały kościół, nazwany kościołem Przenajświętszéj Maryi Panny od słupa. Piszą jednak, że święty Jakób niewiele dusz pozyskał Chrystusowi w Hiszpanii, i że tylko dziewięciu tam pogan podówczas nawrócił. Wkrótce téż wrócił do ziemi Żydowskiéj, gdzie z największą gorliwością i poświęceniem się głosił słowo Boże, i wielkie cuda czynił.

Żydzi którzy często wyzywali go na publiczne rozprawy, nie mogąc mu sprostać i za każdą razą przez niego pobici, a szczególnie widząc iż cuda jakie czyni, ułatwiają mu nawracanie wielu Starozakonnych, umyślili użyć przeciwko niemu sławnego w Jerozolimie filozofa i czarnoksiężnika, nazwiskiem Hermogenes. Przyszli więc do niego, prosząc go i bogate mu dary składając, żeby wdawszy się w publiczną rozprawę ze świętym Jakóbem, odniósł nad nim zwycięstwo. Przyrzekł to zrobić ów pyszny filozof, lecz utrzymując że niewarto aby się sam trudził, wysłał ucznia swego Fileta mówiąc: „Dość będzie tego ucznia mojego.” Filet rozpocząwszy hardą rozprawę ze Świętym Apostołem, w końcu tak został przez niego przekonany, iż wróciwszy do swego mistrza, wyznał iż zostaje chrześcijaninem i jemu toż samo radzi. Oburzony tém Hermogenes, używszy czarnoksięzkiéj sztuki, tak związał Fileta szatanami, iż się z miejsca ruszyć nie mógł i rzekł: „Niech cię twój mistrz Jakób teraz wybawi.” Święty dowiedziawszy się o tém, posłał mu chustkę swoję, i polecił aby wziąwszy ją w rękę powiedział te słowa Psalmu Dawidowego: „Pan rozwiązuje spętane” 1. Co gdy wyrzekł Filet, wolnym się uczuł i co prędzéj do świętego Jakóba pobiegł. Widząc to Hermogenes, wysilał się z całą swoją sztuką czarnoksięzką i wzywał szatanów, aby mu Jakóba i Fileta związanych przyprowadzili. Lecz gdy to czynił, zstąpił Anioł i kazał szatanom aby związawszy samego Hermogenesa, zaprowadzili do Jakóba, który ujrzawszy go powiedział do Fileta: „Pan go upokorzył; a że Pan każe nam dobrém za złe płacić, w imię tegoż Pana ty go od złych duchów oswobódź.” Gdy to Filet spełnił, rzekł Jakób do Hermogenesa: „Teraz idź gdzie chcesz.” Lecz Hermogenes obawiał się wyjść z domu Jakóba, mówiąc iż go złe duchy powtórnie opętają. Wtedy Jakób dał mu swoję laskę, z którą Hermogenes idąc, od złych duchów żadnéj nie poniósł szkody. Wróciwszy do domu, wszystkie księgi czarnoksięzkie i filozoficzne zebrawszy, odniósł je do świętego Jakóba i upadłszy mu do nóg zawołał: „Wybawicielu dusz ludzkich, przebacz mi i zmiłuj się nade mną, a tego który był twoim nieprzyjacielem, przyjm za ucznia twojego.” Święty Apostół przycisnął go do serca, co prędzéj wyuczył tajemnic wiary świętéj i ochrzcił. Odtąd Hermogenes stał się najwierniejszym sługą Chrystusowym; głosił Jego naukę i nawet cuda czynił.

Żydzi widząc iż tym sposobem nietylko nie pozbyli się świętego Jakóba, lecz jeszcze więcéj go rozsławili, dnia pewnego, gdy miał do licznie zgromadzonych kazanie dowodząc Bóstwa Chrystusa Pana i że spełnia się na Nim proroctwo o przyjść mającym Zbawicielu, rzucili się na niego tłumnie, zbili i zawiedli przed króla Heroda Agryppę, panującego podówczas w Judei, a wnuka tego Heroda który był zamordował świętego Jana Chrzciciela. Oskarżali go, o buntowanie ludu przeciwko niemu i cesarzowi rzymskiemu. Agryppa który oddawna szukał sposobności aby sobie zjednać Żydów ciągle mu niechętnych, skazał go na ścięcie. Żyd który go sam prowadził do Agryppy nazwiskiem Jozyasz, widząc stałość i odwagę z jaką przyjmował ogłoszenie wyroku śmierci święty Jakób, wyznał niezwłocznie iż i sam chce być chrześcijaninem, za co także na śmierć został skazany. Gdy ich obu prowadzili na ścięcie Jozyasz upadł do nóg Jakóbowych, prosząc go o przebaczenie. Święty podniósł go i ucałował, mówiąc: „Pokój z tobą” (pax tibi), i od téjto chwili ten rodzaj pozdrowienia upowszechnił się między chrześcijanami i nawet w obrzędach Mszy świętéj został zamieszczony.

Gdy przyszli na miejsce stracenia, święty Jakób ukląkł, modlił się, i gorąco dziękował Panu Jezusowi, iż jego to spotkało szczęście że z Apostołów pierwszy krew swoję za Niego przelewał. Umęczony został roku Pańskiego 44, około pory wielkanocnéj, a święto jego dziś Kościół Boży obchodzi. Po jego śmierci która nastąpiła w Jerozolimie, uczniowie tam pochowali jego ciało; lecz wkrótce, ci którzy z nim przybyli z Hiszpanii, zawieźli je do tego kraju i złożyli w mieście Kompostella. Sami zaś zajęli się opowiadaniem słowa Bożego, a poparci cudami któremi Pan Bóg grób tego Swojego sługi uświetnić raczył, niezliczone mnóstwo pogan nawrócili. Tak tedy zwłoki świętego Apostoła po jego Śmierci, dopełniły tego żniwa, które on za życia w tym kraju zaczął.

Pożytek duchowny

Piszą że tak jak święty Jan Ewangelista, ulubiony uczeń Pański, dla tego do szczególnych względów Zbawiciela został przypuszczony, że był niepokalanéj czystości, tak i święty Jakób dla tego miał wielkie u Pana Jezusa łaski, że tąż cnotą nieskalaną, od młodości jaśniał. Pamiętaj że jak cnota świętej czystości ściąga najobfitsze łaski dla duszy, tak grzechy jéj przeciwne szpecą ją najwięcéj w oczach Boga. Dla tego z cnót wszystkich ona głównie czystość duszy stanowi, i cnotą czystości jest nazwaną.

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie lad twój strzedz i uświęcać, aby Apostoła Twojego Jakóba wsparty pośrednictwem, i postępkami swojemi Tobie się podobał, i w swobodzie ducha Ci służył. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 617–619.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 594

Większej radości zaiste doznał święty Ja kub, niosąc życie w ofierze za swego Mistrza i Pana, aniżeli gdyby go Chrystus był posunął do wysokich godności i dostojeństw ziemskich. Było to niezawodnie skutkiem jego gorącej i żywej wiary. Stąd wynika nauka abyśmy:

  1. Niewzruszoną wiarę mieli w to, co Bóg ludzkości objawił na jej dobro i zbawienie. Nie wierzmy przeto ani własnym przekonaniom i urojeniom, ani cudzej powadze, ale poddajmy rozum pod powagę samego Boga, gdyż jedynie On sam jest prawdą. Człowiek mimo najlepszej chęci i najgorliwszego dochodzenia prawdy może się mylić, jak nas uczy codzienne doświadczenie. Cała ludzkość również mylić się może, a tylko jeden Bóg jest nieomylnym. Wierząc Bogu, mamy największą rękojmię prawdy tego, w co wierzymy, a poddając z potulnością dziecięcia wolę i rozum swój Jego powadze, przynosimy Mu najmilszą ofiarę.
  2. Treść wiary, jaką nam podaje Kościół katolicki, pochodzi od Boga i jest Jego objawieniem. Jest to prawdą niewątpliwą, nie potrzebującą dowodów. Tylko Bóg mógł dać 12 biednym rybakom siłę do wykorzenienia pogaństwa i osadzenia wszędzie krzyża, jako oznaki nowej wiary. Bóg tylko mógł natchnąć tysiące Męczenników taką siłą i stałością, że dumni cesarze rychlej znużyli się okrucieństwem, aniżeli Męczennicy zachwiali się w wierze; Bóg tylko mógł uszlachetnić naturę ludzką i zapalić ją do ubiegania się o cnoty, jakie podziwiamy u świątobliwych katolików wszelkich powołań, obojej płci i każdego wieku; Bóg tylko mógł obalić świątynie pogańskie, i zniszczyć ohydną niewolę, a na ich gruzach stawiać szpitale, przytułki dla sierot i szkoły. Kościół katolicki to wszystko zdziałał i dotychczas działa, na co są niezliczone świadectwa i dowody. On jeden jest narzędziem i głosem Boga; kto weń wierzy, wierzy w Boga samego.

Footnotes:

1

CXLV. 7.

Tags: św Jakub Starszy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna apostoł męczennik Ewangelia Ogrójec czystość
2020-07-20

Bł. Czesława, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1242.

Błogosławiony Czesław Odrowąż był bratem św. Jacka. Przyszedł na świat w Kamieniu na Śląsku w roku 1185. Już jako dziecię zasłynął z pobożności i niepokalanej czystości obyczajów. Najmilszym jego zajęciem było gromadzić około siebie dzieci i miewać do nich kazania, zachęcające do cnoty i pobożności. Było to zapowiedzią przyszłej jego gorliwości w opowiadaniu Słowa Bożego. Ponieważ pilnie przykładał się do nauk, wysłano go do Włoch, gdzie tak się odznaczył, że po kilku latach uzyskał stopień doktora praw. Przestrzegał też ściśle czystości obyczajów, a ilekroć odzywały się w nim żądze, uciekał się do modlitwy i mówił do siebie: „Walcz dzielnie i pokonuj nieczyste chuci, Czesławie, z małej bowiem iskry łatwo może powstać pożar wielki.”

Po powrocie do Polski mianowany został kanonikiem przez stryja, biskupa Iwona Odrowąża. Wkrótce potem pojechał wraz z nim i z bratem Jackiem do Rzymu, gdzie z rąk św. Domini ka przyjął habit \ zakonny. Zapatrując się na tego świętego zakonodawcę, niezadługo doszedł w postach, modlitwie, umartwieniu ciała, pokorze i posłuszeństwie do tak wysokiego stopnia doskonałości, że stał się przedmiotem powszechnego podziwu i wzorem godnym naśladowania.

Wyjechawszy z Rzymu, udał się Czesław najpierw do Pragi, stolicy pobratymczych Polakom Czechów, gdzie z wielkim skutkiem opowiadał słowo Boże i wielu zatwardziałych grzeszników nawrócił na drogę cnoty. Za jego też sprawą założony został w mieście tym klasztor dominikanów, do którego tak tłumnie cisnąć się poczęła młodzież i starsi, że wkrótce liczył stu zakonników. Dwudziestu sześciu z nich poszło niebawem głosić słowo Boże do Bośnii i przypłacili swą gorliwość śmiercią męczeńską.

Później zwiedził Czesław pieszo prawie cały Śląsk, nawołując wszędzie do poprawy życia i pokuty. Praca jego nie była bezowocna, gdyż bardzo wielu porzucało drogę grzechu i nieprawości i wstępowało na drogę cnoty. Przybywszy do Wrocławia, postarał się i tutaj o założenie klasztoru dominikańskiego. Osiadłszy w nim, cale dni trawił na posługach duchownych, już to odprawiając nabożeństwo, już też siedząc w konfesjonale i miewając kazania. W nocy większą część czasu trawił na rozmyślaniach i modlitwach. Umartwienie ciała posuwał do tego stopnia, że nieraz aż do krwi się biczował.

Nic dziwnego, że już za życia działał liczne cuda. Pewnej matce utonęło dziecię w rzece Odrze. Ciało znaleziono dopiero po ośmiu dniach, ale ufna w modlitwy i cudotwórczą moc Czesława, bieży niewiasta do klasztoru i prosi świątobliwego zakonnika, aby wskrzesił chłopca. Pobożny kapłan padł na kolana i gorąco się modlił, po czym rozkazał dziecku, by ożyło. I oto pacholę powstało żywe i zdrowe jak dawniej.

W roku 1241 Tatarzy, naród dziki, plondrując po całej polskiej ziemi, obiegli także Wrocław. Wrocławianie schronili się do zamku, ale mocno się lękali, gdyż mieli za mało wojska ku obronie i szczupłe zapasy żywności, udali się tedy do Czesława z prośbą o ratunek. Ten, padłszy na kolana, polecił miasto opiece Boskiej, po czym wyszedł na wały. Nagle ukazała się nad jego głową płomienista kula, która pędząc na tatarski obóz, tak pohańców przeraziła, że odstąpili od miasta.

Gdy go obrano prowincjałem, tj. zwierzchnikiem wszystkich klasztorów dominikańskich w królestwach polskim i czeskim, począł Czesław pieszo zwiedzać wszystkie klasztory, rozsiane po tych krajach. Władzy swej nigdy nie nadużywał, lecz miłością i dobrym przykładem starał się braci zakonnych zachęcać do wzorowego życia i przestrzegania reguły zakonnej.

Nadeszła nareszcie chwila, kiedy miał pośpieszyć po oczekujący go w Niebie wieniec. Przed śmiercią zwołał zakonników, a upomniawszy ich, aby na włos nie odstępowali od nadanej im przez świętego Dominika reguły zakonnej, oddał Bogu ducha w roku 1242 i pochowany został we Wrocławiu w kościele dominikanów. Papież Klemens XI zaliczył go w poczet Błogosławionych, a Klemens XII pozwolił, aby mu oddawano cześć na ziemiach polskich.

Nauka moralna

Niebezpieczeństwa, które czyhają na człowieka w świecie, porównać można do burzy morskiej. Pochodzą one z naszych namiętności, ze złego towarzystwa, od nieprzyjaciół naszych, jakimi są świat, ciało i czart, albo z niedbalstwa. Cóż trzeba czynić w podobnych razach? Trzeba na wzór uczniów Chrystusowych zbliżyć się do Zbawiciela, trzeba Go budzić szczerą modlitwą. Zdaje się On być śpiącym i jakoby nie widział twego niebezpieczeństwa, trzeba więc bez ustanku wołać do Niego: „Panie ratuj mię, bo ginę!” Jeśli zaś pokusa nie ustąpi po modlitwie, upadnij do nóg Chrystusowych, oddaj się Jego Opatrzności i nie lękaj się burzy. Bądź pewny, że ona wnet ustąpi, bo Jezus powstanie, uśmierzy wiatry i przywróci pogodę.

Mała iskra często bywa przyczyną wielkiego pożaru. Mała nieuwaga wobec pokus, zwłaszcza zmysłowych, niejednego już do zguby wiecznej przywiodła. Dlatego też Święci Pańscy tak wielce się strzegli tych pokus, i z tej przyczyny uważał je błogosławiony Czesław jakby za iskry piekielne, które niewinnemu sercu zgubę przynieść mogą. Potrzeba tedy czuwać, aby się oprzeć nieprzyjaciołom duszy, należy czuwać, aby nie wpaść w ich matnię. Czart, nieprzyjaciel chytry i okrutny, który na duszę naszą ma tysiące sposobów, pobudza nas, abyśmy więcej czuwali nad naszym zbawieniem, niźli nad zgubą naszą. Czemuż tedy tak spokojnie żyjemy bez troski o zbawienie naszej duszy, kiedy czart ani chwili nie traci, aby nas zgubić?

Czuwaj i ty, miły Czytelniku, nad zmysłami, jeśli niewinności dochować pragniesz. Łatwo ugasisz małą iskrę, niełatwo wszakże uchronisz się od nieszczęścia, gdy z tej iskry małej na pozór już pożar piekielny powstanie w twej duszy.

Modlitwa

Boże, który św. Czesława dziewiczą czystością ozdobionego i gorliwością zbawienia dusz płonącego przez czyny świętości i rozszerzanie wiary w różnych narodach cudownym uczyniłeś, prosimy Cię, abyśmy za jego przyczyną zawsze w wierze wytrwali i do Ciebie, któryś jest jedynym sprawcą zbawienia wiecznego, za łaską Twoją dostać się mogli. Amen.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1937), s. 579–581.

Tags: bł Czesław Odrowąż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Jacek Odrowąż czystość kazania
2020-07-17

Św. Aleksego Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 404.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Aleksy, syn jednego z najbogatszych senatorów rzymskich nazwiskiem Eufemiusz narodził się w tém mieście w połowie wieku czwartego. Rodzice jego byli to wielkich cnót chrześcijanie. Kilkuset ubogich codziennie żywili w swoim pałacu, i całe swoje ogromne dochody obracali na uczynki miłosierne, co im tém łatwiéj przychodziło że przez długi czas nie mieli potomstwa. Nakoniec Pan Bóg ubłagany ich jałmużnami, zesłał im syna, któremu dali imię Aleksy. Sami wielce pobożni, najbogobojniéj téż i tego swojego ukochanego jedynaka wychowali; a że był obdarzony wysokiemi zdolnościami, więc i w naukach znamienity postęp uczynił.

Chociaż świat, z każdego względu łudził go swojemi powabami, Aleksy od lat najmłodszych okazywał skłonność do życia odosobnionego, i poświęconego wyłącznie bogomyślności i pokucie. Widząc to rodzice jego, postanowili co prędzéj go ożenić. Skoro więc lat młodzieńczych doszedł, ulegając ich woli, lubo z wyraźnym do tego wstrętem, zaślubił młodą, pięknéj urody, bogatą i ze znakomitego domu dziewicę. Lecz zaraz po ślubie, gdy jeszcze u rodziców jego biesiadowano obchodząc wesele, Aleksy wszedł do pokoju swojéj małżonki, dał jéj kosztowny pierścień i naszywaną drogiemi klejnotami swoję przepaskę rycerską, prosząc aby to przyjęła jako upominek jego serdecznéj przyjaźni, a sam uszedł potajemnie z domu. Przebrany za ubogiego pielgrzyma wsiadł na odchodzący z portu Ostyjskiego okręt, i popłynął do Laodycei.

Szukano go wszędzie, lecz napróżno, gdyż Aleksy przybywszy do Laodycei, rozdał ubogim co mu jeszcze pozostawało z pieniędzy, i poszedł do Edessy, jako miejsca jeszcze odleglejszego, i w którémby nikt go już odszukać i poznać nie mógł. Tam wiódł życie ubogiego żebraka: a że wszyscy poczytywali go za jakiegoś włóczęgę i próżniaka, więc albo mu odmawiali jałmużny, nie szczędząc napomnień, albo mu mało co udzielali i to niechętnie; a uliczniki zwykle się nim bawili, zadając mu tysiączne przykrości, które on znosił najcierpliwiéj, i chętnie nawet wystawiał się na nie. W skutek tego i za upośledzonego na umyśle był od wszystkich poczytanym. Zawsze miał wielkie do Matki Bożéj nabożeństwo, więc jakby za stałe mieszkanie swoje, obrał sobie główny kościoł przenajświętszéj Panny w Edessie. Przy nim u drzwi wchodowych żebrał jałmużny, resztę czasu spędzał wewnątrz niego, na modlitwie, a na noc szedł pod krużganek kościelny, i tam po krótkim spoczynku na kamieniach, większą część nocy spędzał na rozmowie z Bogiem.

Sługa Boży żył w takiém ukryciu przez długie lata, nieznany od ludzi, a coraz ściśléj jednocząc się z Bogiem, przez coraz wyższe dary, jakie odbierał na modlitwie, i coraz to pokutniejszy żywot wiodąc. Chociaż zawsze uchodził za ubogiego mniéj od innych godnego litości, gdyż nie widziano w nim ani kalectwa, ani słabego zdrowia, ani podeszłego wieku, jednak z téj niewielkiéj jałmużny jaką codziennie otrzymywał, wspierał jeszcze innych ubogich, których i w chorobach doglądał najtroskliwiéj, a przez to otwierając sobie przystęp do ich serca, najzbawienniéj na nich wpływał.

Aleksy krył się z tém wszystkiém jak najstaranniéj, lecz z czasem mieszkańcy zaczęli zwracać uwagę na świętego żebraka, który od lat już siedemnastu przebywał w ich mieście. Niektórzy odgadywali w nim jakąś tajemnicę; wielu rozgłaszać poczęło to co w nim nadzwyczajnego zauważali: wszystkich uderzała postawa jego, gdy go widziano w kościele modlącego się, i pokora, cichość i cierpliwość z jaką znosił różne zniewagi. Słowem, zaczęli ludzie poznawać w nim Świętego. Zauważał to Aleksy, i zawahał się czy nie wypada mu opuścić miejsce, w którém już go cześć ludzka spotykać zaczynała, kiedy następujące zdarzenie ostatecznie go do tego skłoniło.

Razu pewnego, ksiądz zarządzający kościołem przenajświętszéj Panny w Edessie, patrząc z uwielbieniem na modlącego się przed kościołem Aleksego, usłyszał te słowa wychodzące z obrazu Matki Bożéj, będącéj nade drzwiami kościelnemi: „Ten żebrak jest wielkim sługą Bożym, i modlitwy jego wiele mogą przed Panem.” Usłyszawszy to ów kapłan, przystąpił niezwłocznie do Aleksego, i prosił go aby przyjął przytułek w jego domu. Święty podziękował mu za to pokornie, i tém bardziéj zamyślał o wydaleniu się z Edessy, kiedy nareszcie skłoniło go ostatecznie do tego to, że gdy w dni kilka potém, ukazał się przed tymże obrazem przed kościołem, a nadszedł odźwierny, z obrazu dały się znowu słyszeć następujące słowa: „Otwórz kościoł i wpuść tego sługę Bożego, którego modlitwy tak mile są przyjęte w Niebie.”

Widząc Aleksy, iż po rozgłoszeniu tych cudów w całém mieście, już w Edessie dłużéj życia upokorzonego i wzgardzonego wieść nie będzie w możności, wyszedł ztamtąd, i wsiadł na okręt odpływający do Laodycei, zkąd zamierzał udać się do Tarsu. Lecz wielka burza zapędziła ich do portu Ostyi pod Rzymem. Święty upatrując w tém skazówkę woli Bożéj, postanowił w Rzymie wieść taki rodzaj życia jak w Edessie, i to nawet w domu własnych rodziców. Przybywszy więc tam, udał się do pałacu Eufemiego, a spotykając go wracającego z senatu: „Panie, rzekł do niego, daj mnie ubogiemu pielgrzymowi przytułek w twoim pałacu, a Pan Bóg ci to nagrodzi.” Eufemi dziwnego doznał uczucia słysząc tę prośbę, i kazał jednemu ze sług swoich aby proszącego przyjął do pałacu, i pamiętał o jego potrzebach. Sługa spełnił rozkaz, lecz nierad że mu nowy ciężar przybywa, od pierwszéj chwili najgorzéj obchodził się z Aleksym, umieściwszy go w małéj ciemnéj komórce pod schodami będącéj.

Trudno wypowiedzieć co Aleksy wycierpiał w domu rodzicielskim, od sług którzy poczytując go za zbiegłego niewolnika ukrywającego się po spełnieniu jakiéj zbrodni, żadnéj nad nim nie mieli litości. Święty zaś jakby mu niedość było na tém, przydawał sobie jeszcze różnych umartwień ciała. Sypiał na gołéj ziemi; ciągle pościł o chlebie i wodzie, wychodził tylko do kościoła, a co niedziela przyjmował Komunią świętą.

Tak drugie siedemnaście lat przebył, aż gdy nadchodziła godzina jego śmierci, zawiadomiony o niéj przez objawienie, spisał całą swoję historyą, w któréj opowiadał pożegnanie z żoną, i wymieniał upominki jakie jéj zostawił, wyspowiadał się i Komunią świętą przyjął w kościele, a wróciwszy do swojéj komórki, wziął to pismo w rękę, i położywszy się na ziemi spokojnie oddał Bogu ducha.

W tymże dniu, Eufemi znajdował się w kościele świętego Piotra na Mszy świętéj, którą odprawiał Papież Inocenty pierwszy, w obecności cesarza Honoryusza i całego jego dworu. Przy końcu nabożeństwa, dał się słyszeć w kościele głos z Nieba, oznajmujący że w téj chwili, wszedł do raju wielki sługa Boży, i że umarł on w pałacu Eufemiego. Zdziwieni wszyscy pytali Eufemiego ktoby to mógł być, a on domyślał się iż był nim ten żebrak, który od lat wielu mieszkał u niego pod schodami. Papież więc, cesarz i wszyscy obecni, udali się do pałacu Eufemiego, zdjęci wielką ciekawością, jaką w nich obudził głos cudownie słyszany. Wszedłszy do komórki Aleksego, znaleźli go nieżywego, leżącego na ziemi z pismem w ręku. Eufemi chciał je wydostać, lecz w żaden sposób nie mógł. Wtedy Papież kazał wszystkim uklęknąć, i po krótkiéj modlitwie sam je wyjął, i wręczając Aecyuszowi Kanclerzowi kościoła Rzymskiego, kazał je głośno odczytać.

Łatwo domyślić się jakie było zdziwienie wszystkich, gdy okazało się że Aleksy był synem Eufemiego, i jakiego doznali wrażenia obecni tam jego rodzice i żona, gdy dowiedzieli się o całéj jego historyi. Rozgłos tego wypadku, sprowadził niezmierną liczbę ludu. Tłum był tak wielki, że jak piszą współcześni, rozrzucano pieniądze po bocznych ulicach, dla odprowadzenia ludu w inną stronę, aby zrobić drogę dla orszaku pogrzebowego, na którego czele postępował Papież, a sam Cesarz z Senatorami niósł ciało Świętego. Od tejże chwili zasłynęło ono wielkiemi cudami, a później przeniesione zostało do kościoła pod wezwaniem świętego Aleksego, z pałacu jego ojca przerobionego, w którym po dziś dzień widzieć można kawałek schodów pod któremi on mieszkał, i ten obraz Matki Bożéj, który w Edesie cudownie o nim przemawiał.

Pożytek duchowny

Otóż jak Święci Pańscy z wielkiéj miłości umartwień i wewnętrznych i zewnętrznych, umieją zadać mężny gwałt najżywszym uczuciom serca, i wyrzec się dla miłości krzyża, najgodziwszych nawet pociech téj ziemi. Staraj się przynajmniéj bez szemrania i spokojnie, znosić brak ich, jeśli mimo twojéj woli, nie znajdziesz takowych w pożyciu z ludźmi, a nawet z najbliższém ci rodzeństwem.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który nas doroczną uroczystością błogosławionego Aleksego wyznawcy Twojego rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, jego cnoty naśladowali. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 593–595.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 568–569

Dobrowolne ubóstwo miłe jest Bogu. Nie myślmy, ażeby Bóg od każdego z nas wymagał wyzucia się z wszystkiego mienia, jakie dzierżymy; ale żywoty Świętych Pańskich podają nam niejedną bardzo zbawienną wskazówkę. Zrzeczenie się świętego Aleksego wszystkiego tego, co ludziom jest drogie i miłe, przywodzi nam na pamięć słowa Chrystusowe: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo niebieskie”. Dobrowolne ubóstwo od nas samych zależy; winniśmy być ubogimi w rozkosze tego świata, ubogimi w pychę, zarozumiałość, upór, a bogatymi w pokorę i w przekonanie o nicości swojej. Do takiego ubóstwa łatwo dojść każdemu, jeśli pamiętać będzie o tym, że jest stworzeniem ułomnym, grzesznym, podległym różnym słabościom.

Jeśliś się urodził w stanie ubogim, jeśli ci trzeba walczyć z biedą i niedostatkiem, nie narzekaj i nie żal się na to, poprzestawaj na małym i wspomnij sobie, jak ubożuchną była Najświętsza Panna i Zbawiciel nasz. Człowiekowi mało potrzeba, a chciałby posiąść wszystko. Kto ma tyle, że może opędzić najniezbędniejsze potrzeby życia, niechaj dziękuje Bogu i sławi miłosierdzie Jego. Jeśliś bogaty, nie przywiązuj się do marnego kruszcu. Pamiętaj, że wszystko ostatecznie musisz opuścić i że są ubodzy na świecie, godni twego miłosierdzia i opieki. Iluż to było Świętych, którzy mogli być bogatymi, którzy mogli opływać we wszystko, używać rozkoszy, wygód i przyjemności życia, a mimo to skazali się na dobrowolne ubóstwo! Nie od każdego wymaga Pan Bóg, aby podobnie jak święty Aleksy wyrzekł się rodziców, znajomych, krewnych, żony i dzieci, ale żąda od każdego, aby Stwórcę swego miłował więcej od tego wszystkiego, co mu jest miłe na tej ziemi.

Tags: św Aleksy Wyznawca „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna ubóstwo małżeństwo czystość
2020-07-15

Św. Henryka, Cesarza

Żył około roku Pańskiego 1024.

(Żywot jego był napisany przez Adelalda Biskupa Utrechckiégo, jemu współczesnego.)

Święty Henryk syn Henryka panującego książęcia Bawarskiego, i Gizelli królewny Burgundzkiéj, urodził się w zamku Abaudzkim roku Pańskiego 972. Ochrzczony był przez świętego Wolfanga, Biskupa Ratyzbońskiego, który mając objawienie o jego przyszłéj wielkiéj świątobliwości, zajął się jego wychowaniem, i od lat najmłodszych w cnotach go chrześcijańskich i bogobojności ustalił. Z latami wzrastała w nim pobożność, i młody książę był już wzorem najwyższéj doskonałości dla całego dworu ojcowskiego, kiedy śmierć Wolfanga, pozbawiła go tego świętego ochmistrza, którego nadzwyczajnie kochał. Często téż udawał się na grób jego, zlewając go łzami i modląc się gorąco. Razu pewnego, objawił się mu ten Święty, i kazał przeczytać napis na będącym tam murze. Henryk tylko te słowa mógł dopatrzeć: po sześciu, reszta zaś była nieczytelna. Wnosząc iż to jest ostrzeżenie że za dni sześć umrze, gotował się na śmierć, przymnażając ćwiczeń pobożnych i dobrych uczynków. Po upływie tego czasu, sądząc że za sześć miesięcy to nastąpi, pół roku jeszcze podobnie przepędził. Gdy i po tym zakresie śmierć nie nastąpiła, myślał że go spotka za lat sześć, i te znowu obrócił głównie, na coraz wyższy na drodze Bożéj postęp i na zapewnienie sobie, szczególnie przez uczynki miłosierne, jak najliczniejszych pośredników w Niebie. Tymczasem Pan Bóg, inne miał w tém widoki, i chciał go przez to tém lepiéj uzdolnić do wysokiéj godności która go czekała, i usposobić aby wyniesiony na nią, łatwiéj mógł opierać się pokusom próżnéj chwały i wyniosłości. Jakoż, po upływie lat sześciu, umarł Otton III cesarz, a Henryk obrany został na jego miejsce i koronowany na cesarza Niemieckiego, przez Wigiliusza Arcybiskupa Mogunckiego.

Kilka lat przed tém, poślubił był świętą Kunegundę, hrabiankę Luxemburską, i z nią, obowiązawszy się do tego ślubem, żył w czystości. Zasiadłszy na tronie cesarskim, nie zmienił w niczém pobożnego trybu swojego życia. Poświęcając się całkiem dobru swoich ludów, znosząc wszelkie gdziekolwiek pojawiały się nadużycia, zaprowadzając we wszystkich gałęziach rządu najściślejszą sprawiedliwość, ojcem będąc sierot, wdów i ubogich, przyświecał przytém całemu światu wysoką świątobliwością, a Kościół Boży we wszystkich jego potrzebach popierał, wpływ jego ułatwiając i szerząc. Wielką liczbę kościołów i klasztorów powznosił i hojnie pouposażał; o ustanowienie nowych Biskupstw w Rzymie się wystarał. Katedry: Hildejzmańska, Magdeburska, Sztrasburska i Merzburska, jemu swoję świetność zawdzięczały. A jak w wewnętrznych rządach, ożywiony Duchem Bożym, zapewniał pomyślność powierzonych mu narodów, tak i na zewnątrz, bronił ich od nieprzyjaciół, których gromił mężnie i z przedziwném szczęściem.

Północni barbarzyńcy, grozili jego granicom, opanowawszy już Polskę i Czechy, i w nadzwyczaj wielkiéj sile występowali. Henryk przedsięwziął przeciw nim wyprawę. Udając się na nią w kościele w Wejbach, wziął miecz świętego Andrzeja Męczennika, przechowywany tam jako Relikwie, a przypasawszy go, w te słowa z psalmów Dawidowych modlił się: „Osądź Panie szkodzących mnie, zwalcz walczących przeciwko mnie. Porwij broń i tarczę, a powstań mi na pomoc” 1. Potém, rozłożywszy się obozem pod kościołem Merzeburskim bardzo zrujnowanym, tak się odezwał do świętego Wawrzyńca Patrona tegoż kościoła: „Wielki Święty umęczony za Jezusa Chrystusa! jeśli wsparty twoją pomocą, te barbarzyńskie ludy podbiję pod panowanie cesarstwa Rzymskiego i wiary chrześcijańskiéj, odbuduję ten kościół, na cześć twoję poświęcony.”

Gdy zbliżył się już do nieprzyjaciół i miał im wydać walną bitwę, ujrzał że była ich dwa razy większa liczba od jego wojska. Zrana kazał całemu wojsku przystąpić do Komunii świętéj, co i sam uczynił. Następnie uszykował je do boju, objechał szeregi zagrzewając żołnierzy do męstwa, a gdy już na ich czele miał uderzać na barbarzyńców, w te słowa modlił się głośno: „Panie! któryś jest Bogiem zastępów 2, podnieś prawicę Twoję, i te dzikie hufce znieś Ty Sam Boże! któryś jest obrońcą naszym; i spraw aby się stały jak słoma, którą wiatr rozwiewa.” Zaledwie te słowa wymówił a oto ujrzano na czele wojsk cesarskich świętego Adryana męczennika, i Anioła z ognistym mieczem w ręku, którzy uderzyli na szeregi nieprzyjacielskie, i stało się to co niegdyś spotkało wojsko Senacheryba. Ta niezliczona liczba barbarzyńców spłoszona, uchodzić poczęła w największym nieładzie, w zamieszce jedni na drugich sami uderzali i w końcu poszli w rozsypkę, a Henryk odnosząc najświetniejsze zwycięstwo, ani jednego żołnierza nie stracił. Na ten widok zawołał cesarz: „Niech Cię o! Boże chwalą wszystkie ludy, boś wspomógł, nadzieję w Tobie pokładających.” I całe jego wojsko powtórzyło te słowa, a okrzyki dziękczynne rozległy się wokoło.

Za jego panowania, zbuntowali się byli Longobardowie, na których czele stanął był Arduin. Święty Henryk, wydał im wojnę, pobił ich na głowę, i na króla Longobardów ukoronował się w Pawii. O ile mężnym był w bojach, o tyle łaskawym dla zwyciężonych. Mieszkańcy miasta Troi w Kalabryi, srodze znieważyli jego dowódców; postanowił przeto dla powstrzymania od tego innych, przykładnie ich ukarać. Winowajcy, znając jego serce, dla ubłagania go, wysłali w poselstwie wszystkie dzieci z miasta, które z płaczem upadły mu do nóg. Przebaczył im mówiąc: „Sam Pan Bóg nie byłby głuchym na prośby i łzy takie, jakżebym ja nie miał dać się przebłagać?”

Gorliwość jego o zachowanie pokoju dla Kościoła, była jeszcze większą jak o byt pomyślny doczesnego państwa. Z powodu nieprawnie obranego na papiestwo Antypapę Grzegorza, przeciw prawnemu Papieżowi Benedyktowi VIII, Kościół był wielce zaniepokojony. Cesarz przytłumił powstającą schyzmę, Papieża obsadził na Stolicy Apostolskiéj, a udawszy się do Rzymu wraz z małżonką swoją błogosławioną Kunegundą, przez Ojca świętego koronowany został na cesarza Rzymskiego. Wracając ztamtąd, kosztowną koronę cesarską, wraz z kulą złotą, ozdobioną drogiemi klejnotami i z krzyżem u wierzchu, które mu dał był Papież jako znamię godności cesarskiéj, złożył na ofiarę Panu Bogu, w sławnym klasztorze Kluniackim, gdzie wtedy był Opatem święty Odylon.

Za jego wysokim wpływem, zgromadzony został we Frankfurcie Sobór z Biskupów Niemieckich, w celu ustalenia w całém cesarstwie, karności kościelnéj. Cesarz wszedłszy na to zgromadzenie ukląkł, i aż na usilne prośby Biskupów zajął tron dla niego przygotowany. W celu przyprowadzenia całych Węgier, podówczas jeszcze w pogaństwie pogrążonych, do wiary świętéj, wydał za ich króla Stefana siostrę swoję Gizellę, która nawróciła męża, a ten stał się Apostołem całego tego kraju, w którym wprowadził religią chrześcijańską i sam kanonizowanym został.

Chcąc wyćwiczyć tego świętego cesarza w pokorze, dopuścił był Pan Bóg na niego dziwne zaślepienie. Uwierzył on niecnym oszczerstwom, i posądził małżonkę swoję o grzech przeniewierstwa. Święta, ufna w pomoc Bożą, ofiarowała się próbą ognia, jak to podówczas nazywano, dowieść swojéj niewinności. Przeszła bosemi nogami po rozpalonych szynach, a cud ten otwierając oczy cesarzowi, sprawił że publicznie wyznał winę swoję, i odtąd jeszcze większą czcią otaczał świętą Kunegundę.

Longobardowie targając się na posiadłości kościelne, powtórnie zmusili go do wojny. Henryk powtórnie ich pobił, wiele miast zdobył, należące do Państwa kościelnego przywrócił Papieżowi, i zwycięzcą jak zawsze z téj wyprawy wyszedł. Zapadł był wtedy na ciężkie cierpienie kamienia. Odbył pielgrzymkę na górę Kassynieńską do zwłók świętego Benedykta. W nocy gdy się tam modlił, Święty ten stanął przed nim, i kamień cudownie wydobyty oddając mu w ręce, w téjże chwili go uzdrowił.

Długo jeszcze potém rządził cesarstwem. Zwiedzając różne kraje sobie poddane dla utrwalenia w nich porządku i sprawiedliwości, zachorował ciężko w zamku Grumskim (Grum) pod Halberstatem. Przyzwał cesarzową, i przed samą śmiercią, wobec zebranych wielu Biskupów i dworzan, dziękował jéj za przykłady świątobliwości jakie mu całe życie dawała, a przy końcu rzekł do Prałatów: „Oto jest ta, którą Pan Jezus, przez wasze ręce, dał mi za małżonkę; oddaję ją Jemu i wam taką dziewicą, jakąm ją pojął.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, w ciągu modlitw do Matki Bożéj, zasnął w Panu dnia 15 Lipca roku 1024. Kanonizacyą jego odbył uroczyście Papież Eugeniusz III.

Pożytek duchowny

Objawienie jakie miał święty Henryk w młodości z którego wnosząc że wkrótce umrze, długo gotował się na śmierć, było dla niego źródłem téj wysokiéj świątobliwości jakiéj dostąpił, będąc nawet u szczytu potęgi, gdzie nie tylko świątobliwość lecz i zbawienie trudniejsze. Niech cię to uczy, jak jest zbawienną, żywa i ciągła na rzeczy ostateczne pamięć.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Henryka wyznawcę Twojego, ze szczytu cesarstwa ziemskiego, do królestwa Niebieskiego przeniósł, Ciebie pokornie prosimy, aby jak jemu, obfitością łask Twoich obdarzonemu, dałeś gardzić uciechami tego świata, tak abyś i nam przez jego naśladowanie, dał nie uwodzić się złudnemi téj ziemi dobrami, lecz z czystą duszą dojść do Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 587–589.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 563–564

Słowa „Po sześciu" skłoniły cesarza Henryka do ustawicznego sposobienia się na ostatnią godzinę i oderwania się od wszystkich spraw i rzeczy ziemskich. Jezus Chrystus, Pan i Zbawiciel nasz, napomina nas także słowami Łukasza św.: „Bądźcie gotowymi, gdyż Syn Boży przyjdzie w godzinie, kiedy się tego spodziewać nie będziecie” (Łuk. 12, 40).

Życie twoje jest wystawione na ciągłe niebezpieczeństwo, a sprawiedliwość Boża wisi nad tobą, jak miecz nad winowajcą. Bóg jest jedynowładnym Panem życia naszego. On policzył lata nasze, On ma w ręku życie i śmierć naszą. Jeśli w to wierzysz, jeśli ci wiadomo, że Bóg nienawidzi grzechu i że go karze, czyż nie uwierzysz, że cię może w swym gniewie zabrać z tego świata? Nie polegaj zbytnio na cierpliwości i miłosierdziu Jego, bo ono nie wyłącza wcale sprawiedliwości. Obsypuje cię On łaskami, ale nie obiecał ci, że jutro jeszcze żyć będziesz. Bóg pragnie twego dobra i jest miłosierny, a może lepiej dla ciebie rychlej umrzeć, aniżeli Go obrażać dłuższym życiem i zanurzać się w kałuży złego coraz głębiej!

Footnotes:

1

Psal. XXXIV. 5.

2

Psal. XXIII. 10.

Tags: św Henryk „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cesarz wychowanie uczynki miłosierdzia pokuta śmierć św Kunegunda czystość wojna św Stefan
2020-06-21

Św. Aloizego Gonzagi, Wyznawcy, Towarzystwa Jezusowego

Żył około roku Pańskiego 1591.

(Żywot jego był napisany przez księdza Aparyna z tegoż zakonu, a jemu współczesnego.)

Święty Aloizy pochodził z panującego domu Gonzagów, książąt Mantuańskich. Urodził się roku Pańskiego 1568, a był najstarszym synem na którego spadała korona książęca, Matka będąc nim brzemienną, tak ciężką odbywała słabość, iż lekarze ją odstąpili bez żadnéj nadziei. Po uczynionym ślubie pielgrzymki do Matki Boskiéj Loretańskiéj jeśli szczęśliwie porodzi, wydała na świat świętego Aloizego, który ochrzczony przed zupełném wyjściem na świat, pierwiéj niejako narodził się Niebu niż ziemi.

Pierwotną niewinność tak doskonale dochował przez całe życie, iż zdawało się jakby w łasce Bożéj od kolebki był utwierdzonym. Skoro przyszedł do rozumu, szczególnego nabożeństwa dawał oznaki. Modlitwa była ulubioném jego zajęciem, a ubogim wszystko co mógł rozdawał. Matkę Bożą czcił w szczególny sposób, w każdéj potrzebie do Niéj z największą udając się ufnością. Mając lat dziewięć, przed Jéj obrazem Zwiastowania uczynił ślub czystości, którąto cnotę ze szczególnéj łaski Boskiej dochował tak dalece nieskazitelną, że przez całe życie żadnéj przeciwko niéj ani w myślach ani w ciele nie doznawał walki. Zbogacony tym darem wyuczył się i nad innemi panować namiętnościami, i w końcu już żadnych, chociażby najlżejszych podniet do złego nie czuł. Nad zmysłami téż panował ciągle, a szczególnie nad wzrokiem, tak że posłany na dwór panującéj królowéj hiszpańskiéj Maryi Austryackiéj któréj przez lat kilka był paziem, widując ją codziennie nigdy na nią oczów nie podniósł. Co większa, piszą że nawet nie zatrzymywał wzroku na obliczu własnéj matki. Słusznie go téż przezwano człowiekiem bez ciała albo aniołem w ciele ludzkiém.

Do takiéj straży nad zmysłami, przydawał umartwienia ciała: trzy razy na tydzień suszył, używając wtedy bardzo mało chleba i wody, a prócz tego prawie ciągle pościł, gdyż nigdy na obiad nie spożywał pokarmu więcéj nad jednę uncyą. Często zadawał sobie krwawe biczowanie, niekiedy trzy razy dziennie. Nie mogąc dostać włosiennicy ani drucianego pasa, uplótł go sobie z ostrogów, i temi na gołe ciało się przepasywał. W łóżko pod prześcieradło kładł deski, aby bez ściągnienia uwagi drugich, sypiać mógł na tak twardém posłaniu, i łatwiéj ze snu się ocknąć, gdyż większą część nocy przepędzał zwykle na bogomyślności, a zimą nawet w nieogrzanym pokoju klęcząc lub leżąc krzyżem w jednéj koszuli na kamiennéj podłodze. Tak dalece starał się modlitwy swoje odprawiać z nieprzerwaną uwagą, że niekiedy cztery i pięć godzin je powtarzał z wielkiém wysileniem, aby przynajmniej jednę godzinę całą odbyć bez żadnego roztargnienia. Wytrwałość téż jego w tém ćwiczeniu, nagrodził mu Pan Bóg tak wielkiém skupieniem, że już późniéj w najdłuższych modlitwach najmniejszego nie doznawał oderwania myśli. Wszystkie jego władze umysłowe, jakby przez ciągłe zachwycenie, były bezustannie zatopione w Bogu. Razu pewnego gdy był cierpiący, lekarz polecił mu aby nie męczył głowy myśląc ciągle o Bogu. Święty chciał go usłuchać, lecz na to taki gwałt potrzebował sobie zadawać, iż o większe jeszcze cierpienie głowy się przyprawił.

Mając lat szesnaście zamyślał o wstąpieniu do zakonu, i aby rozpoznać w tém wolę Bożą, przymnożył pobożnych ćwiczeń i umartwień ciała, prosząc aby mu Pan Bóg wskazał do jakiego zgromadzenia ma wstąpić. Czytając listy ojców towarzystwa Jezusowego, pisywane z Indyi gdzie byli na misyach pomiędzy poganami, postanowił wstąpić do ich zakonu. A gdy jeszcze się wahał, przyjąwszy Komunią w téjże intencyi, prosił Matkę Boską aby mu wyraźniéj wskazała wolę Bożą, i otrzymał od niéj objawienie wskazujące mu właśnie to zgromadzenie o którém zamyślał. Aloizy z pierwszego razu nie uzyskał pozwolenia ojca, lecz ten po pewnym czasie widząc stateczność powołania synowskiego, dał mu swoje błogosławieństwo. Całe jednak trzy lata musiał wytrwale walczyć o to święty młodzieniec.

Zrzekłszy się na brata swego Rudolfa praw książęcych, wstąpił do towarzystwa ojców Jezuitów. Przywdział najprzód habit w Mantui, a potém udał się do Rzymu. Gdy odjeżdżał z domu jeden z dworzan rzekł do niego: „Wyobrażam sobie jak brat waszéj książęcéj mości, uszczęśliwionym być musi, że po tobie księstwo odziedzicza.” A. Aloizy mu na to: „Pewnie nie jest on szczęśliwszym ode mnie, który się téj marności dla królestwa niebieskiego wyrzekłem.” Od chwili wstąpienia do nowicyatu, darami coraz wyższemi, jeszcze go hojniéj Pan Bóg obsypywał. Odbywając nauki w kolegium rzymskiém, wielki w nich postęp uczynił, a współuczniowie jego przykładem jaki im dawał, najdzielniéj do Boga pociągani byli. Taka bowiem skromności świątobliwość w saméj już jego postawie jaśniała, że zbiegano się nieraz na miejsce gdzie miał przechodzić, aby się mu przypatrzeć tylko, jak wielkiemu Świętemu. Gdy go zaś wszyscy za takiego mieli, on w głębokiéj utwierdzony pokorze, za najlichszego się poczytywał, za ostatniego z ludzi chciał uchodzić i wszelkie jakie go kiedy spotkały upokorzenia, nie tylko chętnie lecz wesoło znosił. Gdy go razu pewnego spotkała dotkliwa miłości własnéj pokuta od przełożonego naznaczona, a drudzy się temu dziwili, odpowiedział: „Przecież przyszedłem do zakonu jako żelazo skrzywione; pokuta więc konieczna, aby mnie przez nią prostowano.” Gdy znowu niektórzy chcieli go powstrzymać od zbytecznych umartwień ciała, mówiąc że doskonałość zawisła na umartwieniu serca więcéj niż zmysłów, odpowiadał: „Te rzeczy trzeba czynić, i tamtych nie opuszczać” 1.

Przebywając w kolegium Medyolańskiém, miał sobie w objawieniu powiedziane, że mu tylko rok jeden do życia pozostaje. Od téj chwili już całkiem w Bogu zatopiony, o niczém inném jak o Bogu nie umiał mówić. W roku 1591 głód i powietrze morowe, jak w całych Włoszech, tak i w Rzymie grasowało. Święty Aloizy tam podówczas mieszkał. Ojcowie Jezuici otworzyli dla dotkniętych zarazą Szpital, i sami w nim obsługiwali chorych. Z początku, pomimo usilnych próśb jego, nie pozwolili Aloizemu tego poświęcenia się, znając iż w niém miary nie położy, i żadnych ostrożności nie zachowa. Przeznaczyli go tylko do żebrania po mieście jałmużny dla szpitala. Po niejakim jednak czasie pozwolili i jemu podzielać trudy jego braci, którzy zarażając się od słabych, byli przedmiotem pobożnéj jego zazdrości. Pan Bóg zaś który mu już koronę niebieską gotował, dopuścił na niego zarazę. Zapadł tak ciężko, iż siódmego dnia zdawał się dogorywać. Jednak po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, tak mu się polepszyło, iż go nakłaniano aby prosił Boga o przedłużenie życia. Lecz on odrzekł: „Lepiéj jest być rozwiązanym i dostać się do Chrystusa”, a pamiętając na objawienie jakie był odebrał i że rok się skończył, z pewnością twierdził iż go Bóg powoła.

Kiedy go Prowincyał nawiedził, prosił go chory, aby mu dyscyplinować się pozwolił: „Nie masz siły ręki podjąć”, rzekł na toze łzami przełożony. – „Więc niech mnie kto inny biczuje” powiedział Aloizy, i póty nalegał, aż mu pod posłuszeństwem zakazano o tém myśleć. W dzień Bożego Ciała rzekł do braci: „Pomóżcie mi odmówić Te Deum laudamus, gdyż za ośm dni mam umrzeć.” Spełniono jego życzenie, a on od téj chwili przez następne dni ośm, trwał ciągle na modlitwie i jakby w bezustanném był zachwyceniu powtarzając często te słowa Pisma Bożego: Pragnienie mam rozwiązanym być i być z Chrystusem 2. W dzień oktawy Bożego Ciała, brat zakonny przy nim będący widząc że nie ma się gorzéj, rzekł do niego: „Widać że Bogu podobało się przydłużyć ci życia, bo oto już ośm dni od twojéj przepowiedni, a żyjesz.” On zaś twierdził iż umrze niezawodnie. Prosił więc ojca Rektora aby mu kazał dać przenajświętszy Sakrament, co gdy spełniono, a ojciec Prowincyał przyszedłszy zapytał: „Cóż porabiamy bracie Aloizy?” on odrzekł; – „Idziemy ojcze” – „A dokąd” spytał prowincyał: „Do nieba” powiedział wesoło Święty i przydał: „Mam nadzieję w miłosierdziu Boskiém iż dziś tam jeszcze będę.” Pod wieczór twarz jego zaczęła się mienić, pot rzęsisty na ciało jego występował i prosił aby go na ziemi położono, a ponieważ miał uderzenie do głowy, więc mu na nią chustę z wodą zimną przykładano. Po niejakim czasie domagał się aby już tego zaprzestali. Spytany dla czego, ledwo już mogąc przemówić rzekł: „Wszak Chrystus na krzyżu umierał z nienakrytą głową.” Poczém zaczął spokojnie konać, powtarzając ciągle coraz ciszéj imiona Jezusa i Maryi, aż nakoniec lekko westchnąwszy błogosławioną duszę Bogu oddał.

Umarł dnia 21 Czerwca, mając lat trzydzieści cztery, roku Pańskiego 1591.

Wkrótce po jego Śmierci święta Marya Magdalena de Pacys, ujrzała w objawieniu chwałę jakiéj święty, Aloizy w Niebie używał a jak się wyrażała tak wielką że jéj sobie nigdy wyobrazić nie mogła. Zabłysnął wkrótce licznemi i wielkiemi cudami. Po ich sprawdzeniu i przeprowadzeniu całéj sprawy jego kanonizacyi, Papież Benedykt XIII w poczet Świętych wpisał tego Anielskiego młodziana, i jako wysoki wzór niewinności i czystości przeznaczył za Patrona szczególnego dla młodzieży.

Pożytek duchowny

Widziałeś z żywotu świętego Aloizego, przez jakie to umartwienie ciała i mężne panowanie nad zmysłami, dochowuje się nieskazitelną święta cnota czystości. Pamiętaj że napróżno chciałby ją zachować ten, kto ciału we wszystkiém dogadza, a zmysłów nie trzyma na wodzy.

Modlitwa (kościelna)

Niebieskich darów najwyższy szafarzu Boże nasz, któryś w anielskim młodzieniaszku Aloizym świętym, przedziwną niewinność życia z podobnąż pokutą połączył; za jego zasługami i pośrednictwem daj prosimy, abyśmy takiéj niewinności nie umiejąc dochować, pokutę jego naśladować potrafili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 510–512.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 504

Święta Magdalena de Pazzis ujrzawszy w zachwyceniu świętego Alojzego, rzekła: „Nigdy bym nie była sobie wyobraziła, iżby tyle było w Niebie jasności, gdym obaczyła św. Alojzego. To wielki Święty!”

Za przyczyną świętego Alojzego działo się wiele cudów, na jego wezwanie pierzchają duchy nieczyste.

Papież Benedykt XIII w bulli kanonizacyjnej ogłosił świętego Alojzego „patronem młodzieży”. Wzywanie tego Świętego o pośrednictwo u Boga u jego ołtarza, a do tego przystąpienie do Sakramentów świętych, połączone jest z odpustem. Papież Klemens XII udzielił w roku 1737 zupełnego odpustu tym, którzy co niedzielę odbywają nabożeństwo do świętego Alojzego. Nabożeństwo to tak należy urządzać: Przez sześć niedziel, jedną po drugiej, przystępować należy do Sakramentów świętych i odmawiać po sześć „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryja” i „Wierzę w Boga”, na pamiątkę sześciu lat, przez które święty Alojzy żył w zakonie i błogo w nim działał na chwałę Bożą. Owe sześć niedziel obrać można sobie do woli przed dniem 21 czerwca lub też po nim.

Z nabożeństwem tym należy połączyć prośby do Świętego, aby się wstawił za osobą proszącą do Boga w najgłówniejszych potrzebach żywota. Przy spowiedzi świętej osoba odbywająca to nabożeństwo winna spowiednikowi objawić cel spowiedzi, aby jej udzielił stosownych rad i polecił książki do czytania.

Od dwóchset przeszło lat miliony ludzi od młodości do późnej starości oddawały się temu nabożeństwu i znajdowały zupełne zadowolenie duszy.

Atoli, pomyśli niejeden, cóż na to powiedzą ludzie, że ja przez 6 niedziel mam chodzić do spowiedzi i Komunii świętej? Powiedzą niezawodnie, że mnie do tego zmuszają ciężkie grzechy. Na to zważać nie należy, ludzie mówią dużo. Zajmują się zwykle bliźnimi, ale gdy przyjdzie stanąć przed tronem Boga, któż stanie za ciebie? Zatem nie pytaj co mówią ludzie, tylko czyń, co ci sumienie wskazuje.

Footnotes:

1

Łuk. XI. 42

Tags: św Alojzy Gonzaga „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wyznawca czystość zmysły skupienie zaraza młodzież św Maria Magdalena de Pazzis śmierć
2020-05-27

Św. Maryi Magdaleny de Pacys (de Pazzis) Karmelitanki

Żyła około roku Pańskiego 1607.

(Żywot jéj był napisany przez ojca Wincentego Puczyni Karmelitę, jéj spowiednika.)

Święta Marya Magdalena ze znakomitéj włoskiéj rodziny Paców (de Pazzis) spokrewnionéj z panującym domem Medyceuszów, urodziła się we Florencyi roku Pańskiego 1566. Na chrzcie świętym otrzymała imię Katarzyny. Skoro przyszła do poznania Boga, starała się służyć Mu najdoskonaléj. Małém dzieckiem będąc, a nad wiek swój roztropna, wyszukiwała sobie odosobnione miejsca w domu rodzicielskim, aby swobodniéj oddawać się modlitwie. Wstawała wśród nocy dla biczowania się, i potém kładła się na słomianym worku. Gdy dla zbyt młodego wieku, nie mogła być jeszcze przypuszczoną do stołu Pańskiego, czego całém sercem pragnęła, starała się towarzyszyć matce gdy ta szła do kościoła dla przystąpienia do Komunii świętéj, i kiedy matka odchodziła od ołtarza po jéj przyjęciu, mała ta dziecina przysuwała się jak mogła najbliżéj do niéj, doznając wtedy takiéj pociechy na duszy, jakby i w nią wstąpił był Pan Jezus. Do Matki Bożéj uciekała się ze szczególną ufnością we wszelkich swoich potrzebach. Razu pewnego, a miała wtedy lat sześć, gdy z nadzwyczajną gorącością modliła się przed obrazem przenajświętszéj Panny, spytano ją o co tak usilnie prosi. „Proszę Matki Boskiéj, odrzekła, aby mnie nauczyła co mam czynić, aby się Bogu przypodobać.” W dziesiątym roku przystąpiła po raz pierwszy do Stołu Pańskiego, i już wtedy za zezwoleniem przewodnika duchownego ojca Rossi Jezuity, uczyniła ślub czystości. Odtąd téż poczytywała się za oblubienicę Chrystusową, o żadnych uciechach tego świata, chociażby najniewinniejszych, ani myśli nie dopuszczając. W świętéj cnocie czystości tak się przez to utwierdziła, że nigdy nie miała nawet wyobrażenia czém się ona naruszyć może. Od téj także pory zaczęła zadawać ciału rozmaite i ciągłe umartwienia. Miała lat dwanaście, kiedy rozmyślając mękę Pańską, a mianowicie cierniowe koronowanie Zbawiciela, zrobiła sobie wianek z cierni bardzo ostrych, i włożywszy go na głowę, całą noc w nim przepędziła. Spowiednik i matka zmuszeni byli pilnie czuwać nad nią, aby w umartwieniach jakie sobie zadawała, właściwą zachowywała miarę.

Ojciec jéj zamianowany Gubernatorem miasta Kortony, przenieść się tam musiał z Florencyi. Za poradą jéj spowiednika, umieszczono ją na ten czas na pensyi, u zakonnic klasztoru świętego Jana. Tam w pobożności jeszcze większy postęp uczyniła; lecz po powrocie rodziców, z wielkim i jéj saméj i zakonnic, które ją bardzo były pokochały żalem, musiała opuścić to miejsce, gdzie największém dla niéj szczęściem było to, że wszystek czas wolny od nauk, przepędzać mogła w kaplicy przed Przenajświętszym Sakramentem.

Po powrocie do domu, rodzice postanowili wydać ją za mąż. Ponieważ i urody była nadzwyczaj powabnéj, i bardzo bogata, a przytém słynęła ze skromności i świetnego wychowania, kilku młodzieńców z najpierwszych rodzin, przedstawiło się w zamiarze starania się o jej rękę. Lecz Święta oświadczyła stanowczo, że uczyniła ślub wstąpienia do zakonu. Rodzice z początku zezwolili na to bez żadnéj trudności; po kilkodniowym jednak pobycie jéj w klasztorze, kiedy już miała przyjąć suknię zakonną, za naleganiem reszty rodziny bardzo temu przeciwnéj, odebrali ją napowrót do domu: Przez trzy miesiące zmuszona była ta Święta dziewica, bolesne dla jéj synowskiego serca staczać walki, Wkrótce atoli zacni jéj rodzice, widząc jéj niezachwiane powołanie i wolę w tém Bożą, oddali ja ostatecznie Panu Jezusowi na wyłączną służbę. Katarzyna uszczęśliwiona, oblekła suknię córek świętéj Teresy w klasztorze Panien Karmelitanek przenajświętszéj Panny Maryi Anielskiej we Florencyi, mając lat szesnaście, i w zakonie przybrała imię Maryi-Magdaleny.

Jakkolwiek będąc jeszcze w domu, czyniła wielkie umartwienia i to z upoważnienia swego spowiednika, wstąpiwszy do nowicyatu, bez najmniejszéj przykrości zaniechała zupełnie tych które ze sposobem życia jakie prowadziły nowicyuszki, zgodzić się nie mogły, a to dla tego, aby się w niczém nie odszczególniać od nich. Wnet téż stała się wzorem doskonałości zakonnéj, godnym do naśladowania dla tych sióstr nawet które już długi czas w nich się wyćwiczyły. Wykonała śluby uroczyste w dzień świętéj Trójcy 27 Maja, z taką gorącością ducha, że odszedłszy od ołtarza, przed którym zaofiarowała się Panu Jezusowi na zawsze, wpadła była w zachwycenie kilka godzin trwające. Było to zadatkiem tych łask szczególnych, które miała odtąd doznawać w tak wielkiéj obfitości. Od téj chwili przez dwa lata, mało którego dnia nie wpadała w zachwycenia, od czterech aż do sześciu godzin trwające, a podczas których dano jéj było zatapiać się w najgłębsze tajemnice niebieskie. Ogień miłości Boga którym pałała był tak wielkim, że nie raz dla ochłody zimną wodą musiała okładać serce. Gdy wychodziła z zachwycenia, słyszano ją niekiedy głośno wołającą: „O! miłości! miłości! nikt Cię nie zna, nikt Cię nie miłuje!” W podobném uniesieniu porywała czasem za rękę drugą zakonnicę, mówiąc: „Pójdź ze mną siostrzyczko, biegnijmy wywoływać miłość!” Otrzymała od Przełożonéj, po usilnych prośbach i po odbytych próbach jej posłuszeństwa w téj mierze, pozwolenie poszczenia ciągle o chlebie i wodzie, i to przez lat dwadzieścia pięć zachowała bez przerwy, chociaż często zapadając na zdrowiu ciężkich doznawała cierpień.

Lecz spodobało się Panu Bogu, wybraną tę duszę, i w ogniu wewnętrznych utrapień oczyścić, wyprobować i zasługi jéj przymnożyć. Przez lat pięć doznawała wszelkiego rodzaju najcięższych pokus, jakby w ręce szatańskie wydana. Nietylko odstąpiły ją wszystkie łaski nadzwyczajne, jakie odbierała na modlitwie, lecz nawet pamięć takowych zatarła się w jéj umyśle. Wpadła w największe oschłości, czuła nadzwyczajny wstręt do wszelkich ćwiczeń pobożnych, znudzenie na modlitwie; wszystkie złe namiętności natarły na nią, a nawet najszpetniejsze, których dotąd ani wyobrażenia nie miała; mimowolna niechęć do zakonnego powołania, myśli bluźnierskie, rozpaczliwe, pokusy samobójstwa: wszystko to uderzało na nią, a obok tego zapadła i na zdrowiu i w całém ciele gwałtownych i strasznych doznawała boleści. Nakoniec dzień i noc ścigały ją jakieś przerażające widziadła. Wszystko to zaś przygnębiało ją bez żadnéj wewnętrznej pociechy, bez światła na duszy, słowem: przebywała najdotkliwsze i najcięższe do zniesienia męczeństwo. Łaska ją wprawdzie nie odstępowała, bo z tém wszystkiém walczyła mężnie, lecz że tak jest, nie czuła tego wcale.

Wśród tak okropnego przejścia, Magdalena nie folgowała sobie w niczém: zawsze tenże rodzaj życia umartwionego prowadząc, wszystkie ćwiczenia pobożne jak najwierniej spełniała. Do Matki Bożéj uciekała się bezustannie, i co miała czasu wolnego, w Jéj kaplicy przebywała, jęcząc i płacząc przed Jéj wizerunkiem. Znosiła to nietylko spokojnie, ale nawet chętnie, z wielkiego pragnienia cierpień dla Jezusa, i powtarzała: „/Nie umrzeć lecz cierpieć/” zmieniając hasło świętéj Teresy która mawiała: „/cierpieć albo umrzeć/.”

Po pięciu latach takiego oczyszczenia, gdy była na modlitwie, objawił jéj Pan Jezus iż próba ta już się skończyła. Oświadczyła to zaraz Przełożonéj, całując jéj ręce i mówiąc: „Burza już przeszła, niech droga matka podziękuje za mnie Panu Bogu.” Odtąd aż do śmierci, opływała jak przedtém w najwyższe pociechy niebieskie, coraz większy w świątobliwości i w jednoczeniu z Bogiem czyniąc postęp.

Jak we wszystkich cnotach zakonnych, tak szczególnie w posłuszeństwie i miłości ku siostrom, celowała. Taką czcią przejęta była dla każdéj, że całowała ich ślady gdy szła za niemi. Stan zakonny poczytywała za najszczęśliwszy na świecie. Całując ściany klasztorne, mawiała: „Gdyby ludzie wiedzieli jak się tu jest szczęśliwym, świat by się wyludnił i wszyscy wstąpiliby do zakonu.” Grzech, jako obraza Boża taki w niéj wstręt obudzał, że doznawała drżenia na całém ciele, na samę wzmiankę o nim. Odosobnienie tak miłowała, że było to dla niéj prawdziwą męką gdy zejść musiała do mównicy przy kracie. Pałała pragnieniem zbawienia dusz wszystkich, i na tę intencyą różne sobie zadawała umartwienia; niekiedy wołała: „O! miłości! miłości! daj mi głos tak silny, abym ludzi wszystkich od Wschodu do Zachodu, zwołać mogła do poznania Cię i umiłowania jako najwyższéj miłości!” W ostatnich latach zamiłowanie krzyża, do tego stopnia wzmogło się w jéj sercu, że dotknięta chorobą, w któréj doznawała tak strasznych boleści że lekarze podziwiali jak żyć mogła, błagała jeszcze Pana Boga, aby jej wszelkie wewnętrzne pociechy odjął, coraz częściéj powtarzając swoję ulubioną zwrotkę: „Ciągle cierpieć, i cierpieć tylko pragnę!”

Nakoniec wyniszczona długą chorobą, z anielską cierpliwością zniesioną, po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, otoczona siostrami których przez lat wiele była Przełożoną, poszła do Nieba dnia 25 Maja, roku Pańskiego 1607.

Klemens IX kanonizacyą jéj odbył ze zwykłą uroczystością roku 1669.

Pożytek duchowny

Widzisz w życiu dzisiejszéj Świętéj, jak wewnętrznemi utrapieniami, Pan Bóg oczyszcza dusze wybrane; a oraz jak one w takich razach mężnie z pokusami walczą. Postanów więc i ty opierać się pokusom jakich możesz doznać, i nie poddawaj się oschłościom w ćwiczeniach pobożnych, a tym sposobem i jedne i drugie, nie przeszkodzą ci do postępu na drodze doskonałości chrześcijańskiej.

Modlitwa (kościelna)

Boże dziewictwa lubowniku! któryś błogosławioną Maryą-Magdalenę dziewicę, Twoją miłością rozgorzałą, niebieskiemi darami zbogacił; daj abyśmy czcząc ją w dniu jéj uroczystości, w cnotach czystości i miłości naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 431–433.

Tags: św Maria Magdalena de Pazzis „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość noc ducha cierpienie
2020-05-20

Św. Bernardyna Seneńskiego, od którego zakon Ojców Bernardynów wziął swoje nazwisko

Żył około roku Pańskiego 1444.

(Żywot jego napisany był przez świętego Jana Kapistrana jego ucznia, i z tegoż zakonu kapłana.)

Święty Bernardyn, jeden z największych świeczników zakonu Braci-mniejszych świętego Franciszka Serafickiego, urodził się w małém miasteczku Massa, blizko Sienny we Włoszech położoném, roku Pańskiego 1380. Przyszedł na świat w samę uroczystość Narodzenia Matki Bożej, jakby na znak szczególnego nabożeństwa jakie miał do Niéj przez całe życie. Rodzice jego pochodzący ze znakomitéj rodziny Albizeskiów (Albiseschi), odumarli go w dziecinnych latach. Wychowany został przez ciotkę swoję Diannę, wielkiéj świątobliwości panią, która od lat najmłodszych wpoiła w serce jego miłość Boga i wielkie do przenajświętszéj Panny nabożeństwo. Dzieckiem jeszcze będąc, z upodobaniem przebywał w kościele, zajmował się przybieraniem ołtarzy, i z najpilniejszą uwagą przysłuchiwał się kazaniom, po których wróciwszy do domu, dokładną z nich zdawał sprawę i doskonale naśladował najlepszych kaznodziei, co zapowiadało w nim wysoki dar wymowy kościelnej, jakim późniéj zajaśniał. Codziennie widywano go klęczącego wieczorem przed cudownym obrazem Matki Bożéj, za miastem Sienna będącym. Skromnością obyczajów tak się odznaczał, że gdy już był młodzieńcem, nikt w obecności jego nie śmiał wymówić żadnego słowa cnotę czystości obrażającego, i zdarzało się że gdy lekkomyślni toczyli nieprzyzwoite rozmowy, za nadejściem Bernardyna, przerywali je mówiąc: „Milczmy, bo oto Bernardyn nadchodzi.”

Ukończywszy szkoły, obrał sobie w uniwersytecie wydział teologiczny, i w téj nauce tak wielki zrobił postęp, że świeckim jeszcze będąc, poczytywany był za jednego z najuczeńszych teologów. Przed wstąpieniem do Zakonu, wszedł do Bractwa przenajświętszéj Panny, założonego przy głównym szpitalu w Siennie, a do którego przyjmowano tylko osoby bardzo pobożne, i którego ustawy przepisywały nadzwyczaj ostry sposób życia, i wielkie dla ubogich chorych poświęcenie. Od téj już pory, rozpoczął święty Bernardyn ćwiczyć się w umartwieniach ciała: częste i ścisłe zachowywał posty, krwawe zadawał sobie biczowania, nosił włosiennicę, długie na modlitwie trawiąc godziny, dzień i noc z największą miłością obsługiwał chorych.

W roku 1400, straszne morowe powietrze wybuchło w Siennie. Szpital przy którym było bractwo do którego należał Bernardyn, przepełniony był zarażonemi, z których po ośmnastu na dzień umierało. To rozbudziło taki w obsługujących ten zakład popłoch, że gdy i z nich wielu padło, prawie wszyscy uciekli. Bernardyn nie tylko sam oddał się na usługi dotkniętych powietrzem i już ich ani na chwilę nie odstępował, lecz i dwunastu innych zachęcił przykładem swoim do podobnegoż poświęcenia, w skutek czego, gdy pilniejszy nastał około chorych dozór, i w zakładzie tym i w mieście całém wkrótce powietrze ustało. Chociaż nasz Święty dotknięty niém nie został, znużony atoli trudem jaki przez kilka miesięcy ponosił bez wypoczynku, zapadł na ciężką gorączkę, która go długo i bez nadziei życia w łóżku trzymała. Wyzdrowiał jednak zupełnie, a do sił przyszedłszy postanowił świat opuścić i wstąpić do Zakonu, — w czém go głównie utwierdziło widzenie w którém usłyszał głos z wizerunku Pana Jezusa ukrzyżowanego, w te słowa do niego przemawiający: „Bernardynie! widzisz mnie odartego z odzienia i do krzyża przybitego z miłości ku tobie: potrzeba więc abyś i ty, z miłości ku mnie, ogołocił się ze wszystkiego i wiódł życie ukrzyżowane.” Aby przeto odpowiedzieć tak miłościwemu wezwaniu, wstąpił do zakonu Braci - mniejszych, obierając sobie klasztor w którym wprowadzono reformę jak najściślejszą, według pierwotnego ducha synów ubogiego Patryarchy Franciszka Serafickiego.

Bernardyn, nie tylko od pierwszego dnia swojego nowicyatu, zajaśniał w Zakonie jak najwierniejszy naśladowca świętego Zakonodawcy Braci-mniejszych, lecz z czasem głównie przyczynił się do ustalenia téj reformy, od niego dopiéro właściwie swój wzrost i rozpowszechnienie biorącéj. Po wykonanych ślubach uroczystych, wyświęcony na kapłana, a jako już biegły teolog i nawet znany powszechnie z tego, na urząd kaznodziejski niezwłocznie wyniesiony został. Poddał się chętnie takowemu rozporządzeniu swoich przełożonych sługa Boży, lubo w zawodzie tym wielką miał trudność, z powodu nadzwyczaj niemiłego i ciągle silnie zachrypłego głosu. Uciekł się do przenajświętszéj Panny, któréj wszelkie łaski zawdzięczał, i prosił Ją, ponieważ wolą jest Bożą aby obowiązek kaznodziejski sprawował, żeby mu wyjednać raczyła zmianę głosu, lecz jeżeli to widokom Boga względem niego, to jest dobru jego własnéj duszy, nie sprzeciwia się. Matka Boża wysłuchała modlitwy tego wielkiego Swojego czciciela, który miał daru wymowy używać właśnie na głoszenie Jéj chwały, bo tém się głównie wsławił późniéj Bernardyn. Od téj chwili głos jego stał się nadzwyczaj dźwięczny i donośny, co niemało przyczyniało się do wielkich pożytków z jego prac apostolskich. Przytém bowiem, a także za przyczyną Matki Bożéj, obdarzył go Pan Bóg w wysokim stopniu, wszystkiemi przymiotami wielkiego kaznodziei.

Trudno téż wyrazić jak niezmierne pożytki przyniósł dla dusz wiernych, i jakie położył w Kościele zasługi, przez przeszło lat trzydzieści swojego kaznodziejskiego zawodu. Ogarnął nim całe Włochy, i we wszystkich znaczniejszych miastach miewał nauki, odbywał misye, dawał publiczne rekolekcye, wszędzie tysiące dusz pociągając do Boga, wyrywając z grzechów, nawracając z herezyi. Skoro czas pewien zabawił w jakiém mieście, w całéj ludności następowała najzbawienniejsza zmiana obyczajów: gry hazardowne, wówczas wszędzie zagęszczone, ustawały; niewiasty zarzucały zbytek w strojach, rozpustnicy szczerze się nawracali, najzaciętsze stronnictwa polityczne w wojnie z sobą zostające, broń składały i jednały się,

W kazaniach swoich i wielkiéj wartości pismach jakie pozostawił, przebija się przedewszystkiém szczególne jego nabożeństwo do przenajświętszego Imienia Jezus i do Matki Bożéj. Dotąd dzieła jego są najbogatszym skarbem pod tym względem, z którego czerpią wszyscy piszący o niezrównanych przywilejach przenajświętszéj Panny, a zwłaszcza o przywileju Jéj Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, które to tajemnice, nasz Święty najgorliwiéj ogłaszał, uczenie wyświecał, i do ich czci wiernych najskuteczniéj zagrzewał.

Gorliwość jego nie ograniczała się na pracach około zbawienia dusz na świecie żyjących, nie pominął i braci swoich zakonnych. Zamianowany przez Papieża Eugeniusza IV Wikarym generalnym wszystkich klasztorów Braci-mniejszych we Włoszech, zajął się całém sercem rozszerzeniem reformy rozpoczętéj w klasztorze w Siennie, do którego był wstąpił. Jak dalece Pan Bóg pobłogosławił temu trudnemu jego zadaniu, miarkować można z tego, że gdy został zakonnikiem klasztorów ścisłéj téj reformy było we Włoszech tylko dwadzieścia, i w nich około dwóchset braci, a pod jego zarządem, doszła za jego życia jeszcze liczba takich klasztorów do blizko trzechset, i w nich było około sześciu tysięcy zakonników, od jego imienia Bernardynami nazwanych.

Wielu także cudami za życia jeszcze słynął. Razu pewnego, udając się z kazaniem do Mantuy, gdy potrzebował przeprawić się przez rzekę, a przewoźnicy wziąść go na prom nie chcieli, gdyż nie miał czém zapłacić, przepłynął na drugi brzeg rozesławszy na wodzie płaszcz swój, który nawet nie został przemoczony. Wielu chorych uzdrowił znakiem krzyża świętego, lub wezwaniem nad nimi Imienia Jezus, albo pomodliwszy się do Matki Bożéj. Gdy w czasie kazania, w którém mówiąc o wielkiéj chwale i przywilejach Bogarodzicielki, te słowa Pisma Bożego do Niéj stosował „/Ukazał się wielki znak na niebie/” 1, cały lud zgromadzony, ujrzał nad głową jego gwiazdę przedziwnéj jasności.

Ojciec święty Eugeniusz IV wyżéj wspomniony, chciał kilkakrotnie wynieść go na Biskupią godność: ofiarował mu z kolei biskupstwa Sieńskie, Feraryjskie i Urbińskie; pewnego razu nawet sam włożył mu Infułę na głowę. Lecz Święty Bernardyn rzuciwszy się do nóg Jego świątobliwości, ze łzami uprosił aby go pozostawił w jego stanie ubogiego zakonnika, w którym jak mu się zdawało, lepiéj służyć może Kościołowi, mając swobodę przenoszenia się z miejsca na miejsce ze swojemi pracami apostolskiemi.

Wśród niech zaskoczyła go śmierć święta, jak było świętém całe życie jego. Znajdował się w królestwie Neapolitańskiém, gdy w objawieniu okazał się mu święty Piotr Celestyn, i zapowiedział mu dzień zgonu. Przygotował się do téj chwili z najżywszą pobożnością, a oraz i z największym pokojem. Po przyjęciu Ostatnich Sakramentów świętych, prosił braci żeby go położyli na ziemi, aby mógł umierać podobnie jak jego święty ojciec Franciszek Seraficki. W gronie téż ich skonał spokojnie, w chwili gdy w chórze, zkąd dochodziły go głosy, śpiewano tę Antyfonę: „Ojcze…. oznajmiłem Imię Twe ludziom któreś mi dał… a teraz za nimi proszę… nie za świat, gdyż idę do Ciebie.” 2 Miał wieku lat sześćdziesiąt cztery, umarł 20 Maja, roku Pańskiego 1444.

Pan Bóg licznemi cudami, jakie zaszły przy jego grobie, świętość tego wielkiego sługi Swojego objawił, co skłoniło Papieża Mikołaja V do ogłoszenia jego kanonizacyi, w sześć lat po jego zejściu.

Pożytek duchowny

Naśladuj tego wielkiego Świętego w jego gorącém nabożeństwie do przenajświętszego Imienia Jezus i do Matki Bożéj, a przez to najłatwiéj uprosisz sobie łaski, abyś go naśladował i w cnotach jakiemi jaśniał, a szczególnie w cnocie czystości, z któréj tak on był znany, że jak to czytałeś dopiéro, sama jego obecność nakłaniała najlekkomyślniejszych do skromnego zachowania się. O! jak miłym stałbyś się Bogu, gdybyś i ty był takim.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste! któryś błogosławionego Bernardyna wyznawcę Twojego, szczególną miłością przenajświętszego Imienia Twojego obdarzył; za jego zasługami i pośrednictwem prosimy, wlej w serca nasze ducha Twojéj miłości. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 410–412.

Footnotes:

1

Apok. XII. 1

2

Jan XVII. 6.

Tags: św Bernardyn ze Sieny „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie czystość zaraza Maryja imię Jezus Niepokalane Poczęcie Wniebowzięcie św Piotr Celestyn
2020-05-09

Św. Grzegorza Nazyańskiego Bisupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 389.

(Życie jego jest obszernie napisane przez Kardynała Baroniusza.)

Święty Grzegorz, dla wielkiéj nauki jaką posiadał przezwany Teologiem, pochodził z rodziny jakby z samych Swiętych złożonéj. Ojciec jego także Grzegorz, matka Nona i dwie siostry Gorgonia i Cezara, wszyscy przez Kościoł w poczet Błogosławionych są policzeni. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 330, w Aryanzyi małéj wiosce w Kapadocyi położonéj. Matka jego w wierze chrześcijańskiej zrodzona, zaślubiona była poganinowi, który zbudowany jéj świątobliwością, przyjął także chrzest święty, i takiéj i sam dostąpił świątobliwości, że owdowiawszy został Biskupem. Nasz Grzegorz był owocem modlitw pobożnej matki, która gorąco prosiła Boga aby jéj dał syna, żeby go mogła poświęcić Mu na służbę wyłączną. Wychowała go téż tak poboźnie, iż od lat dziecinnych okazywał wielką świątobliwość i szczególne do Matki Bożéj nabożeństwo. Sam opowiadał, iż gdy jeszcze był dziecięciem, okazały mu się we śnie dwie dziewice, które mu oświadczyły iż się nazywają Czystością i Wstrzemięźliwością, i że są główną ozdobą dusz miłych Jezusowi. Od téj pory tak on cnotę czystości umiłowsł, iż przez całe życie dochował ją bez skazy.

Pobierał nauki najprzód w Cezarei, następnie w Aleksandryi, a w końcu w sławnéj ówczesnéj akademii w Atenach. Tam wszedł w związki przyjaźni ze świętym Bazylim, i jak świadczą pisma tych dwóch wielkich Doktorów Kościoła, zawiązany wtedy stosunek w Bogu, do śmierci jak najwierniéj nieprzerwany dochowali. Tam także zapoznał się był z nim Julian krewny cesarza Konstantyna, głośny późniéj gdy po nim na tron wstąpił z nazwy Apostaty, a którego przewrótność już podówczas Grzegorz poznawszy, zawołał razu pewnego: „O, cóż to za poczwara wylęga się w łonie cesarstwa!”

Święty Grzegorz, po odjeździe z Aten świętego Bazylego, który udał się był na puszczę, miał się z nim połączyć co prędzéj, jak to sobie dawno ułożyli, lecz sprawy rodzinne zawezwały go na jakiś czas do rodzicielskiego domu. Niedługo tam przebywał: i sam wzdychając za życiem pustelniczém, i namawiany do tego przez przyjaciela, który mu święte uciechy jakich doznawał w samotności, w żywych wyrazach w listach swoich malował, pożegnał krewnych i połączył się z błogosławionym Bazylim na puszczy, gdzie anielski żywot na bogomyślności i pokucie wiodąc, do coraz wyższéj wznosili się świątobliwości. Po niejakim czasie dowiedziawszy się iż ojca jego, który już wiedy był Biskupem, podchodzą aryanie aby go w swoje błędy uwikłać, udał się co prędzéj do niego, i prostoduszność jego od sideł heretyckich wybawił. W czasie jego pobytu w Nazyańzie, ojciec który wtedy miał już około stu lat, wyświęcił go na kapłaństwo. Wszakże wkrótce po przyjęciu święceń, pomimo iż całe duchowieństwo i lud wierny chcieli go zatrzymać u siebie, zatęsknił za samotnością i swoim przyjacielem, i wrócił do Bazylego na puszczę.

Lecz znowu rozłączyć się musieli, lubo i tą razą nie nadługo. Święty Bazyli został Biskupem Cezarejskim, a pragnąc mieć towarzyszem w pracach swoich apostolskich, tego którego miał wspólnikiem dotąd wszystkich świętych swoich ćwiczeń, i którego znał wszystkie zalety, pomimo oporu jaki stawił Grzegorz, wyrwał go z puszczy i wyświęcił na Biskupa Sazymskiego. Święty atoli nie objął zarządu téj dyecezyi, a gdy ojciec jego, Biskup Nazyański, dla sił wiekiem i pracą nadwątlonych, z trudnością spełniał obowiązki swojego Pasterstwa, Grzegorz go w nich zastępował, z najzbawienniejszym dla wszystkich wiernych pożytkiem.

Śmierć ojca jego, a wkrótce potém i matki świętéj Nony, o któréj miał mowę pochwalną przy jéj pogrzebie, obudziła w nim nanowo tęsknotę za życiem pustelniczém. Przez pewien czas rządził kościołem Nazyańskim, lecz że nie był aktualnym téj dyecezyi Biskupem, więc pomimo prośb ludu i duchowieństwa które go chciało zatrzymać, potajemnie uszedł i zamknął się w klasztorze świętéj Tekli, gdzie przepędził około lat sześciu, oddając się, jak to czynił na puszczy, bogomyślności i pokutnym ćwiczeniom. Śmierć świętego Bazylego zaszła w roku Pańskim 879, utwierdziła go w zamiarach pozostania w samotności, lecz potrzeba Kościoła zmusiła go do wyrzeczenia się téj pociechy. Biskupia stolica w Carogrodzie osierocona z Pasterza, wystawiona była na pastwę różnych sekt heretyckich. Święty Grzegorz widział się w obowiązku zadośćuczynienia usilnym prośbom katolików tego miasta, błagających go aby przybył do nich, i słowem swojém i powagą walczył z szerzącém się kacerstwem. Opuścił więc swoję ulubioną samotność, i udał się do Carogrodu, lubo już wtedy i podeszłego był wieku, i bardzo wątły na zdrowiu. Heretycy wszelkiéj szkoły jako to aryanie, nowacyanie, macedonianie, apolinaryści, eunomiści, podali sobie rękę aby zgubić tego świętego męża, którego znali jako swojego najdzielniejszego przeciwnika. Pobudzili przeciw niemu lud prosty, oskarżyli go o złe obyczaje, o czarnoksięstwo, o bałwochwalstwo nawet, i tyle dokazali, że motłoch rzucał na niego kamienie gdy przechodził ulicami, a nawet kilkakrotnie stawiano go przed sądy świeckie. Wszystko to święty Grzegorz znosił jak najcierpliwiej miłością odpłacając najcięższe krzywdy, a niezachwianą łagodnością i pokorą jednając sobie powoli najzaciętezych swoich nieprzyjaciół, nawracał ich do wiary któréj odstąpili.

Ponieważ aryanie zagrabili byli wszystkie w Carogrodzie kościoły, więc nasz Święty, w prywatnym domu miewał nauki i spełniał, święte obrzędy, i tento dom przezwano późniéj po grecku Anastazya, (co znaczy wskrzeszenie wiary), zamieniając go na jeden z najwspanialszych kościołów w Carogrodzie. Jakoż coraz więcéj zbierało się tam około Grzegorza słuchaczów, coraz więcéj nawracał on heretyków i pogan. Z innych nawet miast i krain sława jego wymowy nauki i świątobliwości, ściągała do niego wielu najznakomitszych mężów, pomiędzy którymi był i święty Hieronim, który przybył tam aby go poznać, a który podziwiając jego biegłość w naukach, z wielką czcią był dla jego wysokiéj świątobliwości i niezmordowanéj gorliwości w pracach apostolskich, pomimo wszelkiego rodzaju trudów i przeciwności, jakie napotykał.

Skutkiem téż jego wytrwałéj pracy, liczba katolików codziennie wzrastała w téj wielkiéj stolicy, i w końcu przyszło do tego że Patryarcha Aleksandryjski wraz z innymi Biskupami katolickimi, pomimo najsilniejszego oporu jaki stawił temu Grzegorz, wynieśli go na biskupstwo Konstantynopolitańskie. Wielką to sprawiło radość w mieście całém, już przepełnioném katolikami, lecz spokoju niedługo zażywał święty Biskup. Niejaki Maksym, przezwany późniéj bezwstydnym, należący do sekty aryańskiéj, udał był nawróconego, pozyskał nawet łaski naszego Świętego i skutkiem tego nabywszy pewnéj powagi w Carogrodzie, użył jéj aby się wedrzeć na biskupstwo, zwalając z niego Grzegorza. Wywołało to w końcu rozruchy między ludem, i z tego powodu Grzegorz chciał zrzec się biskupstwa i wrócić do swojej puszczy, lecz nietylko lud nie dozwolił mu tego, ale i sam cesarz Teodozy, przybywszy do Carogrodu, wziął do serca sprawę jego uznając go prawym Biskupem: przywrócił mu wszystkie kościoły zajęte przez aryanów, kazał mu oddać zabrany pałac biskupi, i uczynił go nanowo panem dochodów kościelnych przez heretyków zagrabionych. Co wszystko zgromadzony za staraniem tegoż cesarza w Carogrodzie drugi z rzędu Sobór powszechny, zatwierdził. Na Soborze tym Grzegorz świetnie się odznaczył, tak miewanemi do zgromadzonych ojców przemowami, w których jaśniała jego głęboka nauka i znakomita wymowa, jakotéż i gotowością swoją do odstąpienia od władzy biskupiéj, co chciał uczynić i dla łatwiejszego porozumienia się ze swoimi przeciwnikami, i dla dogodzenia swojemu stałemu upodobaniu w życiu ukrytém i samotném, do którego pragnął koniecznie wrócić przed śmiercią. W końcu téż postawił na swojém. Po śmierci świętego Melecyusza Biskupa Antyocheńskiego, który przewodniczył Soborowi, w jego miejscu tymże Soborem sam kierując, gdy się on zbliżał do końca, Grzegorz wymógł na ojcach zgromadzonych zezwolenie, aby mógł zrzec się rządów swojéj dyecezyi, na co się oni z żalem wprawdzie lecz zgodzić musieli, przez wzgląd na zdrowie jego już zupełnie zniszczone.

Święty dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niego szczęścia, uroczyście pożegnał lud swój i soborowych ojców, świetną mową mianą w wielkiéj katedrze świętej Zofii, jego staraniami przywróconéj katolikom, i udał się do miejsc rodzinnych, aby tam w samotności przygotować się na śmierć. Żył jeszcze lat ośm, i przez ten czas napisał wiele dzieł znakomitych, które go w rzędzie Doktorów Kościoła umieściły. Zostawił wiele utworów poetycznych treści religijnéj i pełnych namaszczenia, a w których skreślił dzieje kościoła wschodniego za jego czasów, i swoję własną historyą.

Przy końcu życia już tylko w modlitwie zatopiony i ćwiczeniom najwyższéj bogomyślności oddany, mając lat blizko sto, z których ośmdziesiąt spędził na ostréj pokucie i na wielkiéj zasługi przed Bogiem i Kościołem pracach apostolskich, zasnął święcie w Panu, roku Pańskiego 390. Ciało jego najprzód w Nazyanzie pochowane, późniéj do Carogrodu przeniesione, w końcu umieszczone zostało w Rzymie, we wspaniałéj kaplicy umyślnie na to wzniesionéj przez Papieża Grzegorza XIIIL

Pożytek duchowny

Uważałeś w żywocie Świętego dopiéro przeczytanym, że on kilkakrotnie wracał do życia samotnego, z którego mimo jego chęci wywoływano go do prac apostolskich, które tak święcie i świetnie sprawował. Niech cię to nauczy, że zwykle najskuteczniéj pracują we wszelkiego rodzaja życiu czynném ci, którzy samotność miłują a wrzawą świata się brzydzą.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś lud Twój, dla wskazania mu drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Grzegorzu, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 378–380.

Tags: św Grzegorz z Nazjanzu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor czystość wstrzemięźliwość św Bazyli Wielki heretycy św Hieronim samotność
2020-04-12

Św. Sabby Męczennika

Żył około roku Pańskiego 372.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów Kościoła Gockiego, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Sabba w wieku IV żyjący, z narodu Gotów, był rodem z części kraju przez nich zamieszkałego graniczącego ze Scytyą, gdzie wielu już za czasów jeszcze Konstantyna Wielkiego, do wiary katolickiéj nawróconych było. Sabba w niéj wychowany od lat najmłodszych, wiódł życie doskonałego chrześcijanina. Odznaczał się szczególnie wielkiém do Matki Bożéj nabożeństwem, i wyjednaną mu przez Nią łaską nieskalanéj czystości. We wzroku tak był umartwiony, iż nigdy nie podniósł oczów na osobę płci obeéj. Lubo należał do narodu dzikiego i w ogólności tępego umysłu, gruntowna pobożność zastąpiła w nim wszystko, i byłto człowiek którego powszechnie wielce poważano. Mało wykształcony w naukach, lecz w świątobliwości wysoko posunięty, przedewszystkiém przykładem swoim najzbawienniéj wpływał na pogan, i wielu z nich nawrócił do wiary świętéj. Odziedziczywszy znaczny po rodzicach majątek, lecz w duchu ubogi, gardząc dla Chrystusa dostatkami, skarb swój składał w Niebie, przez hojne jałmużny jakie czynił, a stroniąc od uciech światowych, wiódł życie umartwione i bogomyślne. Długie na modlitwie trawił godziny, pościł codziennie, i prawie cały czas swój poświęcał na odwiedzanie chorych ubogich, i służenie im z największą miłością. Takim go maluje list jego Biskupa pisany do Biskupów w Kapadocyi, i przesłany po jego męczeństwie.

Prześladowanie katolików wszczęte przez Atanaryka króla Gockiego, rozpoczęło się w roku 370 z wielkiém okrucieństwem. Król ten prowadził wojnę z innym królem gockim nazwiskiem Frytygernus, który dla pozyskania sobie pomocy cesarza Walensa, przyjął wiarę chrześcijańską. Atanaryk pobity przez wojska rzymskie, całą zawziętość obrócił na tych swoich poddanych, którzy byli chrześcijanami, i postanowił albo ich wytępić, albo przywieść do odstąpienia wiary świętéj. Pastwił się nad nimi okrutnie. Kazał obwozić po kraju posąg bożyszcza pogańskiego na wielkim wozie, i wszyscy chrześcijanie nieoddający mu czci, niezwłocznie wymordowywani zostawali, albo żywcem paleni. W pewném miejscu, wielka liczba chrześcijan tak mężczyzn jak i niewiast unoszących dzieci na ręku, schroniła się do kościoła: poganie podłożyli ogień i wszystkich spalili.

Lecz najznakomitszym z ówczesnych w tym kraju męczenników, był święty Sabba. Sami pogańscy urzędnicy przerażeni barbarzyńskiemi morderstwami nakazanemi przez króla, starali się wynaleźć sposób ratowania chrześcijan. Nie wymagają li aby oni oddawali pokłon obwożonemu bożyszczu, lecz nagromadziwszy wielkie tłumy ludu z pogan i z chrześcijan złożone, urządzali uczty religijne, na których podawano mięsiwa bożkom poświęcone. Wnosili iż przy tego rodzaju obrzędzie, chrześcijanie na mniéj wyraźną próbę narażeni będą, a przez to łatwiéj im przyjdzie wielu z nich uratować życie.

W miejscu gdzie przebywał święty Sabba, gdy zgromadzono ludność na ten rodzaj uczty, a przybyli królewscy urzędnicy, spytali zebranych pogan, czy nie było między nimi chrześcijan, ci odpowiedzieli iż nie masz żadnego, i że gotowi stwierdzić to przysięgą. Czynili zaś to głównie przez wzgląd na świętego Sabbę, którego koniecznie uratować pragnęli. Lecz Święty, nie chciał dopuścić takowego krzywoprzysięstwa: wystąpił z tłumu i głośno zawołał że nie godzi się przysięgi téj wykonywać, gdyż on jest chrześcijaninem. Niezwłocznie więc powołano go przed sędziego. Sabba spragniony korony męczeńskiéj, tak mężnie się stawił, i tak otwarcie oświadczył iż jest wyznawcą Chrystusowym gotowym na śmierć, byle nie odstąpić świętéj wiary, że urzędnik przewodzący sądom i sam przejęty dla niego szczególnym szacunkiem, pragnął go oszczędzić. Dowiedziawszy się że Sabba, który rozdał był cały swój majątek na biednych, prócz ubogiéj szaty jaką miał na sobie, nic zgoła nie posiada, nie badał go daléj, i jako włóczęgę i żebraka, kazał wygnać za miasto.

W roku następnym, prześladowanie okrutniéj jeszcze szerzyć się zaczęło. Ponieważ z wioski w któréj przebywał Święty Sabba, ksiądz nazwiskiem Sanzalus, uszedł był przed poszukującymi go poganami, więc gdy nadchodziła Wielkanoc, nasz Święty umówiwszy się z drugim kapłanem Guttykiem szedł na inne miejsce, gdzie spodziewał się iż tę uroczystość spokojnie będą mogli obchodzić. Zaledwie puścił się w drogę, gdy spotkał go jakiś człowiek, dziwnie poważnéj postaci i wzrostu nadzwyczajnego, radząc mu aby się wrócił, i upewniając że w wiosce swojéj zastanie księdza Sanzala. Pomimo tego święty Sabba chciał iść daléj; lecz chociaż wtedy niebo było pogodne, niespodzianie spadł śnieg obfity, i tak coraz bardziej na drodze którą szedł powiększały się zaspy, że poznawszy w tém szczególne zrządzenie Boskie, wrócił do domu, i zastał w istocie księdza Sanzala, który przybył na święta Wielkanocne i tę uroczystość wspólnie z nim z wielkiém nabożeństwem obchodził.

We wtorek Wielkanocny, gdy jeszcze spoczywali, nadciągnął do wsi oddział żołnierzy pogańskich pod dowództwem Ataryda, jednego z najzawziętszych prześladowców chrześcijan, który obu z łóżek zabrawszy uwięził. Sanzala, dozwoliwszy mu ubrać się, posadzili na wozie, lecz Sabbę prawie nagiego i bez obuwia, pędzili pieszo po skalistéj i ciernistéj drodze, w ciągu któréj okrutnie go chłostali rózgami i kijem tłukli. Pokaleczyli go do krwi, lecz Pan Bóg cudem uwieńczył jego cierpliwość i wytrwałość, gdyż nad rankiem gdy poganie chcieli przypatrzyć się jego ranom, nie znaleźli takowych ani śladu, co dało powód Świętemu że szydził nawet ze swoich katów. To ich gorzéj jeszcze rozzłościło; przywiązali go nogami do jednéj osi wozu, a rękoma do drugiéj, najsilniéj jak mogli rozciągając, i w téj męce kilka godzin pozostawili. Działo się to w nocy: barbarzyńcy zbudzili gospodynię domu, w którym się zatrzymali, aby im przygotowała posiłek, a sami na spoczynek się udali. Przez ten czas, kobieta ta odwiązała Sabbę, lecz on nietylko nie uciekał, lecz wraz z nią przez resztę nocy zajął się przy kuchni, aby jego oprawcy mieli wszystko gotowe.

Gdy dzień się zrobił, żołnierze podziwiali postępek Świętego, lecz Ataryd jeszcze stał się zawziętszym. Kazał zawiesić Sabbę za ręce u belki sufitu i przynieść mięsiwa poświęcone bożkom, wymagając aby je i Sabba i ksiądz Sanzal pożywali. Obaj nie chcieli tego uczynić. A gdy powiedziano Sabbie że taki był rozkaz samego Ataryda: „Któż jest, odezwał się Święty, ten Ataryd, który ośmiela się przykazywać mi to czego Bóg zabrania? Kogoż z tych dwóch powinienem słuchać? Nie będę więc pożywał tych pokarmów.” Odwiązano go od belki, i po chwili jeden z żołnierzy ugodził go w brzuch pałką okutą ostrzem na końcu tak silnie, że Święty upadł na ziemię. Lecz wstając zdrów i rzeźwy: „Sądziłeś żeś mnie zamordował, powiedział do żołnierza, a oto za łaską Pana mojego Jezusa Chrystusa, jeszczem na nogach, i prawie nie czułem twojego ciosu.”

Dowiedziawszy się o tém Ataryd, kazał go niezwłocznie w rzekę wrzucić, a Sanzala uwolnić. Co widząc Sabba: „Jakiż występek popełnił ten kapłan Chrystusów, zawołał, żeby nie miał umierać wraz ze mną?” A potém złożywszy Panu Bogu dzięki że jego samego męczeństwo nie omija, udał się nad rzekę, wiedziony przez żołnierzy. Gdy nad brzegiem stanęli, żal się im zrobiło zadawać śmierć takiemu człowiekowi. Wnosząc więc że się o tém nie dowie Ataryd, chcieli go puścić na wolność, byle zaraz uchodził w obce jakie kraje. „Nie czyńcie tego, rzekł do nich Święty, największą przez to zadalibyście mi krzywdę. Widzę już tych którzy mnie zaprowadzić mają do chwały niebieskiéj. Nie pozbawiajcież mnie szczęścia wiekuistego.”

Wrzucili go tedy w rzekę, i Święty z koroną męczeńską poszedł do Nieba. Poniósł śmierć za wiarę dnia 12 kwietnia roku Pańskiego 372. Ciało jego wydobyte późniéj z wody, za staraniem wodza wojsk rzymskich Juliusza Sorana, męża bardzo pobożnego, przeniesione zostało do Kapadocyi jego ojczyzny, i wtedyto Biskup miejscowy przesłał w liście okólnym do wiernych, powyższe szczegóły jego śmierci męczeńskiéj.

Pożytek duchowny

Gdy na tak żywy akt wiary, przez jaki Święty dzisiejszy pragnął śmierci męczeńskiéj, zdobyć się nie możemy, oddawajmy głęboką cześć takim łaskom w świętych Męczennikach Pańskich. Z naszéj zaś strony zdobywajmy się przynpajmniéj na przyjmowanie w duchu wiary i miłości Boga, wszelkie cierpienia jakie spodoba się Bogu zesłać na nas, a także i śmierć samę.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Sabbę, w jego śmierci męczeńskiéj, przedziwném męstwem obdarzył, daj nam za jego wstawieniem się w każdém cierpieniu, a szczególnie w godzinie śmierci naszéj, pokorne i chętne przenajświętszéj woli Twojej poddanie się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 286–288.

Tags: św Sabba „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik czystość
2020-04-10

Św. Maryi Egipskiéj

Żył około roku Pańskiego 421.

(Żywot jéj był napisany przez Zofroniusza, Patryarchę Jerozolimskiego.)

W jednym z klasztorów w Palestynie, mieszkał na początku piątego wieku, wielkiéj świątobliwości zakonnik nazwiskiem Zozymas. Zachowawszy nieposzlakowaną niewinność od kolebki, już lat pięćdziesiąt trzy żył w zakonie, jaśniejąc wysokiemi cnotami, gdy razu pewnego przyszła mu myśl pyszna, że na całéj puszczy okolicznéj, gdzie było wiele klasztorów i pustelników, nie było doskonalszego od niego. Aby go z téj szatańskiéj pokusy uleczyć, Pan Bóg sprawił że go przeniesiono do innego klasztoru, gdzie zakonnicy mieli zwyczaj cały wielki post przepędzać na puszczy. Gdy więc nadeszła ta pora, i Zozymas w środę popielcową wyszedł z klasztoru, przeprawił się przez rzekę Jordan, i udał się w głąb puszczy, mając jakby przeczucie że znajdzie na niéj pustelnika, którego rodzaj życia nadzwyczajny, uwolni go od trapiących myśli zarozumiałych, których z całego serca pragnął się pozbyć.

Upłynęło już było dni dwadzieścia jak w tym celu chodził po puszczy, kiedy około południa zatrzymawszy się pod drzewem dla odśpiewania Psalmów, ujrzał jakby jakieś widziadło, bardzo spiesznie przed nim uchodzące. Przestraszony przeżegnał się, i spostrzegł iż była to jakaś postać ludzka. Jakoż, była to niewiasta, która przed nim uciekała. Zozymas sądząc, iż to być musi pustelnik jaki na téj puszczy żyjący, pogonił za nią i zbliżywszy się, zaczął wołać: „Sługo Boży, zaklinam cię na miłość tego Pana któremu służysz na téj puszczy, wstrzymaj się i rozmów się ze mną.” Nie uczyniła jednak tego postać uchodząca, aż gdy skryła się w gęste krzaki, tak się odezwała: „Ojcze Zozymasie, rzuć płaszcz twój biednéj grzesznicy, jeśli chcesz aby rozmówiła się z tobą.” Sługa Boży słysząc się nazwanym po imieniu, domyślał się iż ma do czynienia z jakąś wielkiéj świątobliwości duszą, która nie inaczéj jak przez cudowne objawienie, mogła się dowiedzieć o jego nazwisku. Rzucił więc jéj płaszcz, którym ona okrywszy się, wyszła do niego, a gdy zaczął wypytywać ją ktoby była i co tu robi, tak mu historyą swoję opowiedziała:

„Jestem rodem z Egiptu. Na nieszczęście moje, w dwunastym roku życia, opuściłam dom rodzicielski dla oddania się rozpuście, i przybywszy do Aleksandryi, przez lat siedemnaście dopuszczałam się najohydniejszego nierządu. Nie szukałam w tém zysku, lecz czyniłam to z saméj rozpusty, i zdaje mi się, że żadna niewiasta nie przyprawiła o wieczną zgubę tyle dusz, ile ja ich pozyskałam piekłu. Dnia pewnego, widząc że wielka liczba ludzi spieszyła do portu i wsiadała na okręty, spytałam się zaciekawiona, gdzie się udają. Powiedziano mi, iż sąto pielgrzymi udający się do Jerozolimy, na wielką uroczystość znalezienia Krzyża świętego. Wzięła i mnie ochota toż samo uczynić, wsiadłam na okręt, i dotąd dreszcz mnie przechodzi, na wspomnienie jakiém zgorszeniem stałam się dla wszystkich podróżnych. W Jerozolimie żyłam tak występnie jak w Aleksandrii.

Gdy nadeszła uroczystość, udałam się z innymi do kościoła, aby uczcić Drzewo Krzyża świętego, lecz przy wejściu, jakaś ręka niewidzialna odepchnęła mnie od wnętrza kościoła, i napróżno chciałam się tam dostać, gdyż za każdą razą, coraz silniéj mnie coś odrzucało. Zawstydzona tém i zasmucona, rozpłakałam się rzewnie. Szpetność grzechów moich stanęła mi żywo na pamięci, żal ogarnął serce moje, poszłam w kąt placu przed kościołem będącego, i usiadłszy na kamieniu, gorzkie łzy wylewałam.

Wśród tak ciężkiego udręczenia, podniosłam oczy w górę, i naprzeciw mnie spostrzegłam na murze Obraz Matki Bożéj. W tejże chwili przypomniawszy sobie, że przenajświętszą Pannę nazywają Matką miłosierdzia i Ucieczką grzeszników, Matko miłosierdzia! zawołałam do Niéj, zlituj się nade mną, która jako największa jaka kiedy była grzesznica, tém większe przez to właśnie, mam prawo do Twojego pośrednictwa. Czuję żem nie godna otrzymania tych łask, jakie Pan Bóg zlewa dziś na świątobliwe dusze, oddające cześć Drzewu Krzyża świętego; lecz otrzymaj mi tylko tę łaskę abym mogła ujrzeć to Drzewo święte, na którym Syn Twój a Zbawca mój, wylał krew Swoję za moje zbawienie, a zato przyrzekam Ci, że się udam na puszczę, abym tam już przez całe życie opłakiwała moje zbrodnie.

Po takiéj modlitwie wstałam, poszłam do kościoła, i już tą razą wszedłszy do niego bez trudności, rzuciłam się na ziemię dla oddania czci Drzewu świętemu i zalewając się gorzkiemi łzami żalu za grzechy moje. Potém wróciłam przed obraz Matki Bożej, i upadłszy przed nim na kolana: „Matko miłosierdzia! zawołałam, Tobiem po Bogu winna moje nawrócenie. Dokończ dzieła Twojego: w Tobie cała ufność moja. Wskaż mi teraz co mam czynić, i prowadź mnie drogą zbawienia.” A gdym słów tych domawiała, usłyszałam głos wyraźnie do mnie mówiący: „Przepraw się przez Jordan, a znajdziesz pokój duszy twojéj.” W tejże chwili wyszłam z miasta, wziąwszy z sobą tylko trzy bułki chleba. Pod wieczór przybyłam nad Jordan, gdzie znalazłszy kościół pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, przepędziłam w nim noc całą, na opłakiwaniu moich grzechów. Zrana wyspowiadawszy się z całego życia, przyjęłam Komunią świętą i poleciwszy się Matce Bożéj, przeprawiłam się przez rzekę: a udawszy się na tę błogosławioną puszczę, oto już lat czterdzieści siedem jak na niéj przebywam, i ciebie pierwszego z ludzi tu spotkałam.”

„Czóm więc żywiłaś się przez czas ten?” spytał ją Zozymas. — „Trochę chleba który wzięłam z sobą, rzekła mu Święta, wkrótce spożyłam, i potém żywiłam się już tylko korzonkami leśnemi.” — „A czy pokus jakich od złego ducha nie doznawałaś?” spytał ją znowu. „O! mój ojcze, powiedziała mu na to, nie mówmy już o tém; samo wspomnienie tego przeraża mnie dotąd. Trudno mi opisać ci, jak ciężkie przechodziłam próby. Wszystkie złe namiętności uderzały na mnie: wspomnienie dawnych niegodziwych uciech mnie ścigało. Żem nie zginęła, winnam i to Matce Bożéj. Do Niéj się uciekałam w najcięższych chwilach, i Ona to mnie ratowała, ciągle była wśród pokus moją wspomożycielką i do pokuty przewodniczką. Jéj zawdzięczam spokój jakiego już teraz doznaję, bo i po dziś dzień we wszystkim jest moim ratunkiem: Sama jakby za rękę mnie prowadzi.”

Po téj rozmowie pustelnica prosiła go, aby to wszystko póki ona żyje zachował w tajemnicy, i żeby na rok przyszły przyszedł w toż samo miejsce, w sam Wielki czwartek, i przyniósł jéj Komunią świętą: przytém przepowiedziała mu że wcześniéj nie będzie mógł wyjść z klasztoru na puszczę.

Zozymas złożywszy Panu Bogu dzięki, że mu dał odkryć tak cudowny sposób życia wiodącą pokutnicę, wrócił do klasztoru, gdzie cały rok zachował najściślejsze milczenie, i podwoił zwykłych swoich umartwień. W roku następnym przed samymw Wielkim postem, zapadł w gorączkę i nie mógł tak jak inni zakonnicy wyjść na puszczę w środę popielcową, lecz dopiéro w Wielki czwartek, jak mu to Święta przepowiedziała. Przybył już późno w nocy nad Jordan, niosąc z sobą w małéj puszce Przenajświętszy Sakrament. Ledwie tam stanął, a ujrzał przy świetle księżyca, świętą pustelnicę nadchodzącą do przeciwnego brzegu rzeki. Zakłopotany iż ani dla niego, ani dla niéj nie było łódki do przeprawy, patrzy aż ona przeżegnawszy wodę, przebyła rzekę jakby szła po ziemi.

Zozymas tak tym cudem został uderzony, że gdy się do niego zbliżała, ukląkł; lecz Święta zawołała na niego aby powstał, przypominając mu że był kapłanem, a co większa że miał przy sobie Przenajświętszy Sakrament. Sama przeto upadłszy przed nim na kolana, i rzewnie płacząc, poprosiła aby odmówił Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę. Co gdy on uczynił przyjęła Komunią świętą, a potém wzniosłszy oczy i ręce do nieba, zawołała: „Teraz to Panie, według słów Twoich, puścisz służebnicę Twoję w pokoju, gdyż oczy moje oglądały zbawienie któreś nam przyniósł.” A zwracając się do Zozymasa, „jeszcze ojcze, rzekła do niego, mam cię prosić o jednę łaskę: Na rok przyszły przyjdź znowu na toż samo miejsce na puszczę, gdzieś mnie pierwszy raz spotkał, i gdzie mnie znajdziesz jak się Bogu spodoba.” Poczém wziąwszy od niego błogosławieństwo, przeżegnała rzekę, przeszła po wierzchu wody jak wprzódy, i znikła w puszczy.

Roku następnego, Zozymas wyszedł na puszczę w zwykłéj porze, i udał się na miejsce gdzie przed dwoma laty spotkał był Świętą, i znalazł ją tam nieżywą. Ciało jéj leżało na ziemi tak świeże, jakby tylko co skonała, a obok niego były te słowa wyryte na piasku : „Ojcze Zozymasie, pochowaj tu ciało biednéj Maryi, która umarła w Wielki piątek, zaraz po przyjęciu z rąk twoich Komunii świętéj, i racz o niéj pamiętać przed Bogiem.”

Gdy Zozymas modlił się i płakał, a zabierał się do pogrzebania ciała, ujrzał nadchodzącego z głębi puszczy lwa ogromnego. Osłupiał z przerażenia, lecz zwierz ten przybliżył się do ciała Świętéj, a polizawszy jéj nogi i wygrzebawszy wielki dół w ziemi, odszedł spokojnie. Zozymas pochował tam ciało błogosławionéj pustelnicy odśpiewawszy Psalmy żałobne, i wrócił do klasztoru, gdzie wszystko to cośmy tu opisali, opowiedział najwierniéj.

Święto błogosławionéj Maryi Egipskiéj, obchodzono najprzód w Grecyi, a wkrótce potém i w Kościele zachodnim. Martyrologium Rzymskie wspomina o niéj drugiego tego miesiąca. Reiikwie jéj znajdują się w kilku kościołach, głowę z wielką czcią przechowują w Neapolu.

Pożytek duchowny

Do jakże wielkiego nabożeństwa do Matki Boźéj, i do nieograniczonéj ufności w Jéj miłosierne i wszechwładne pośrednictwo, pobudzać powinny każdego, szczegóły nawrócenia się téj wielkiéj grzesznicy, która wielką Świętą została. Uciekaj się więc do przenajświętszéj Panny, gorąco Ją błagając o wszelkie potrzebne dla duszy twojéj łaski, a nie wątp że każdą ci Ona wyjedna u Boskiego Syna Swojego.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste! Któryś błogosławioną Maryą Egipską, z otchłani grzechów, za pośrednictwem przenajświętszéj Matki Twojéj, od razu wywiódł i do wysokiéj doprowadził świątobliwości, spraw za jéj przyczyną i przez jéj zasługi, abyśmy we wszelkich duszy naszéj potrzebach uciekając się do Matki miłosierdzia, miłosierdzia Twojego na wieki dostąpili. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 280–283.

Tags: św Maria Egipska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Krzyż czystość spowiedź generalna Maryja Ucieczka grzesznych pokuta
2020-04-05

Św. Wincentego Feraryusza z Zakonu Kaznodziejskiego

Żył około roku Pańskiego 1419.

(Życie jege było napisane, w kilka lat po jego śmierci, przez Ojca Piotra Ranzani kapłana tegoż Zakonu.)

Święty Wincenty, ozdoba zakonu Dominikańskiego, a sławny w Kościele całym ze swojéj apostolskiéj gorliwości i wielkich cudów, urodził się roku Pańskiego 1357 w mieście Walencyi w Hiszpanii. Pochodził ze starożytnéj rodziny Ferraryuszów, odznaczającéj się cnotami chrześcijańskiemi, a szczególnie wielkiém dla ubogich miłosierdziem. On téż podobnie od dzieciństwa szczególną dla biednych okazywał litość. Nic mu większéj nie sprawiało uciechy, jak kiedy rodzice używali go do rozdawania jałmużny. Tak niepospolitemi obdarzony był zdolnościami, że w dwunastym roku przeszedł do wyższych klas szkolnych, w czternastym słuchał już wykładu Teologii w akademii, a w ośmnastym nie tylko wszystkich towarzyszów szkolnych, ale i najbieglejszych profesorów, przewyższył w naukach.

Lecz postęp tak nadzwyczajny czyniąc w umiejętnościach, jeszcze większy uczynił w pobożności. Wielkie miał nabożeństwo do Męki Pańskiéj i do Matki Bożéj, i za jéj pośrednictwem od młodości szczególne dary od Boga otrzymał, a między innemi dar wysokiéj modlitwy i ciągłego skupienia.

Po ukończeniu nauk powziął zamiar wstąpienia do zakonu ojców Dominikanów, na co otrzymał z łatwością pozwolenie od rodziców, tém bardziéj że ojciec jego miał we śnie widzenie, przepowiadające mu iż syn jego w Zgromadzeniu tém do wysokiéj dojdzie świątobliwości. Nowicyuszem będąc już stał się zbudowaniem dla wszystkich. Po wykonaniu ślubów zakonnych, wziąwszy za wzór do naśladowania świętego Zakonodawcę swojego, stał się w istocie bardzo mu podobnym, jaśniejąc wysoką świątobliwością, obok znakomitej biegłości w naukach tak duchownych jako i świeckich, które go w rzędzie najuczeńszych mężów ówczesnych postawiły. Podziwiano w nim i tę wielką między innemi łaskę: że oddając się głębokiéj nauce, nie ostygał w duchu pobożności, co rzadko się zdarza.

W dwudziestym czwartym roku życia został profesorem filozofii w klasztorze Walenckim, gdzie tak biegle wykładał ten przedmiot, że prócz zakonników, kilkadziesiąt świeckich osób przychodziło go słuchać. Wkrótce przełożeni posłali go do Barcellony, a następnie do Leridy, gdzie był Uniwersytet, aby tam zajął katedrę profesorską. Otrzymał wtedy mając lat dwadzieścia ośm, stopień Doktora Teologii, a po powrocie swoim do Walencyi wykładał publicznie Pismo Święte i Teologią, każąc prócz tego bardzo często po różnych kościołach z nadzwyczajnym dla wiernych pożytkiem. Kazania swoje układał zawsze u stóp krzyża Jezusowego i po długiéj do Matki przenajświętszéj modlitwie: odznaczały się téż one najbardziéj wielkiém namaszczeniem Ducha Świętego, i dziwnie poruszały serca najtwardszych grzeszników.

Wiódł życie nadzwyczaj umartwione. O północy odśpiewywał wraz z braćmi w chórze jutrznię. O świcie codziennie odprawiał Mszę Świętą, późniéj miał kazanie i po niém szedł zaraz do konfesyonału. Ściśle pościł rok cały, nigdy mięsa nie jadał, i raz tylko na dzień, prócz niedziel, brał posiłek, środy piątki i soboty susząc o chlebie i wodzie. Sypiał na gołéj ziemi, albo na prostéj słomie, krwawą dyscyplinę codziennie sobie zadawał, i ten rodzaj życia prowadził przez lat czterdzieści, stale go zachowując, pomimo ciągłych i ważnych prac apostolskich którym się oddawał, a nawet i wtedy gdy na zdrowiu zapadał.

To go jednak od srogich nagabań złego ducha nie uwalniało. Dla większéj jego zasługi i utrwalenia w cnocie świętéj pokory, dopuszczał Pan Bóg na niego pokusy najbardziej upokarzające. A gdy szatan, zawsze przez niego pobity zostawał, uciekł się do innego środka, i przywiódł pewną niewiastę do tego iż udając chorę, posłała po świętego Wincentego, którego, gdy do niéj przybył, usiłowała z piekielną zręcznością przywieść do grzechu. Lecz Święty odkrywszy zasadzkę, uszedł jéj szczęśliwie. Inna znowu kobieta daléj swoję bezwstydną odwagę posunęła. Wkradła się była do celi podczas jego niebytności, a gdy przyszedł i zabierał się do modlitwy i pracy, natarła na niego. Wincenty już samę ucieczką nie mógł odwrócić zgorszenia jakiego obecność kobiety w klasztorze mogła stać się powodem. Wsparty więc opieką Matki Bożéj, któréj wtedy z całego serca wezwał na swoję pomoc, zaczął upominać tę nieszczęsną nierządnicę, i tak skutecznie to uczynił, że szczerze nawrócona padła mu do nóg, i odtąd całe miasto podziwiało jéj pokutne i świątobliwe życie. Cnota téż świętéj czystości, była jego cnotą ulubioną: strzegł jéj tak pilnie, iż od wstąpienia do zakonu nigdy nie podniósł oczu na niewiastę, i tak wzrok trzymał na wodzy, ze przez całe życie z własnego ciała, prócz rąk, żadnéj innéj części nie widział nigdy obnażonéj.

W roku 1394, gdy po śmierci Klemensa VII kardynał de Luna pod nazwiskiem Benedykta XIIT, uważanym był za prawdziwego Papieża przez Hiszpanią i Francyą, święty Wincenty zawezwany przez niego do Awinionu, został jego spowiednikiem i Mistrzem świętego dworu, (Magister Sacri Palatii). Były to czasy owego smutnego rozdwojenia w Kościele z powodu kilku pretendentów do władzy Papiezkiéj, których rzetelne do tego prawa tak były trudne do rozpoznania, że i Święci nawet bez żadnéj swojéj winy, mogli się byli pomylić przyznając je fałszywemu Papieżowi. I to właśnie miało tu miejsce, gdyż Benedykt XIII był Antypapą: to jest nieprawnie obranym Papieżem, w wielkiéj jednak części katolickiego świata, uchodził dość długo za prawdziwego.

Święty Wincenty zasmucony ciężko rozdwojeniem Kościoła, nie tylko gorące zanosił do Boga błagania aby jedność w nim przywrócić raczył, lecz używany przez Benedykta XIII jako poseł do różnych dworów, wielce się przyczynił do zgromadzenia się Soboru powszechnego Konstancyjskiego, na którym właśnie miano zaradzić, téj ciężkiéj podówczas potrzebie chrześcijaństwa.

Zamianowany Misyonarzem Apostolskim na wszystkie kraje, obiegł całą Hiszpanią, część Francyi północnéj, Włochy, a nawet i Niemcy, wszędzie tysiącami nawracając niewiernych i podobnież niezliczoną liczbę grzeszników przywodząc do pokuty. Przeszło dwadzieścia pięć tysięcy Żydów, i około ośmiu tysięcy Saracenów i Maurów, przywiódł do wiary świętéj. Gdziekolwiek się pojawiał, lud tak podobał sobie jego kazania, iż zdarzało się że gdy przechodził z jednego miasta do drugiego, po dziesięć tysięcy i więcéj osób, udawało się za nim. Piszą iż taki miał dar pobudzania grzeszników do pokuty, że razu pewnego wielki zbrodniarz spowiadając się przed nim, przy konfesyonale skonał od skruchy. W miejscach gdzie odbywał swoję missyą, zakładano sklepy z włosiennicami, żelaznemi dyscyplinami, paskami drucianemi, i innemi narzędziami któremi pokutujący ciało swoje trapią, gdyż wtedy takowe przedmioty bywały najpokupniejsze.

Licznemi cudami tak zasłynął, i takie to tłumy ludzi sprowadzało to do jego klasztoru, że Przeor zakazał mu był na czas powien czynienia cudów. Zdarzyło się wtedy że mularz na dachu kościoła pracujący, wypadkiem spadał na ziemię, a widząc że Wincenty nadchodzi zawołał do niego o ratunek. Święty, któremu przełożony wzbronił czynić cuda, nie chcąc przełamać zakazu, krzyknął na mularza żeby zaczekał. Jakoż, człowiek ten zawisł jakby w powietrzu, aż Swięty wróciwszy od przełożonego z pozwoleniem uczynienia cudu, bez żadnego uszkodzenia sprowadził go na ziemię.

Benedykt XIII chciał go uczynić Arcybiskupem Walenckim i godność kardynalską mu ofiarował, lecz Święty wyprosił się od tego, a jak tylko przekonał się o nieważności wyboru tego Antypapy, użył wszelkiego jaki miał nad nim wpływu, aby go przywieść do dobrowolnego zrzeczenia się praw uroszczonych. Gdy zaś tego dokazać nie mógł, odstąpił go i przeszedł pod władzę Marcina V, który go na urzędzie generalnego misyonarza zatwierdził.

Król Angielski słysząc o cudownych owocach jego prac apostolskich, zawezwał go do swojego państwa i przyjał z oznakami czei najgłębszéj, a Wincenty jak wszędzie tak i w Angli mnóstwo dusz pozyskał Panu Bogu. W roku znowu 1417, Jan V, panujący książe Bretoński, zaprosił go do siebie. W tym kraju doznał takiego przyjęcia, jakby był najwyższym Pasterzem dusz wiernych. Miasta całe wychodziły na jego spotkanie, mając na czele Biskupów i najpierwszych urzędników. W całéj Bretanii i Normandyi odprawiwszy missye, najzbawienniejszy wpływ tam wywarł jak na lud wierny, tak i na duchowieństwo. W ciągu właśnie tych apostolskich prac swoich zapadł w ciężką chorobę, i w mieście Wan, dnia piątego kwietnia roku Pańskiego 1419, mając lat siedemdziesiąt, z których pięćdziesiąt dwa spędził w zakonie, zasnął w Panu, pełen cnót i zasług.

Wyliczają ośmset cudów które uczynił za życia, a po śmierci, po dziś dzień przy grobie jego, Pan Bóg wielkie udziela udającym się do jego pośrednictwa łaski. Święty Wincenty Feraryusz, jest szczególnym Patronem w chorobach piersiowych. Kanonizowany został przez Kaliksta III, roku Pańskiego 1455.

Pożytek duchowny

Kto miłuje cnotę świętéj czystości i pragnie ją bez skazy zachować, powinien na ciągłéj wodzy trzymać zmysły a szczególnie oczy. Czytałeś dopiéro, że święty Wincenty tak był w téj mierze ostrożnym, iż własnego nawet ciała obnażonego, nigdy nie widział. Oblicz się z sumieniem, czy pod tym względem zachowujesz właściwą skromność.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś Kościoł Twój błogosławionego Wincentego wyznawcy Twojego zasługami i kazaniami, uświetnić raczył, daj nam sługom Twoim, abyśmy z przykładów życia jego zbawiennéj nabyli nauki, i od wszelkich przeciwnoci za jego pośrednictwem wybawieni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 268–270.

Tags: św Wincenty Ferariusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość
2020-04-01

Św. Hugona Bisupa Grenopolitańskiego

Żył około roku Pańskiego 1135.

Swięty Hugo narodził się we Francyi, w mieście Szatonef (Chateau-neuf) w dyecezyi Walońskiéj, w Prowincyi Delfinackiéj, roku Pańskiego 1053. Pochodził z rodziny i znakomitéj i wielce pobożnéj. Odilon ojciec jego, odznaczywszy się w służbie wojennéj, w podeszłym już wieku został Kartuzem i zmarł świętobliwie na rękach błogosławionego Hugona, który mu udzielił ostatnie Sakramenta święte. Podobnież i matkę swoję dysponował na śmierć, która zostając na świecie, wiodła życie bardzo świątobliwe.

Wychowany był starannie, a po ukończeniu szkół w ojczyźnie, wysłany został za granicę, dla zwiedzenia obcych krajów i dalszego kształcenia się w naukach. Wielki uczynił w nich postęp, lecz jeszcze większy w gruntownéj pobożności, którą wyniosłszy z domu, przechował jak najwierniéj obcując z ludźmi wielkiego świata . Po powrócie do ojczyzny, wstąpił do stanu duchownego, i wkrótce w Walencyi został Kanonikiem.

Wielka jego świątobliwość, a oraz i głęboka nauka, zwróciły na niego uwagę Legata Papiezkiego imieniem także Hugo, później Arcybiskupa Lyońskiego, który wziął go do swego boku dając mu urząd w Nuncyaturze którą sprawował. Znajdował się nasz Święty z tymże Legatem na Soborze w Awinionie, gdy przybyli posłowie z Dyecezyi Grenopolitańskiéj z prosbą do Legata, aby im dał Hugona na Biskupa. Ten jako blizki świadek jego cnót wysokich zgodził się na to najchętniéj, lecz sam święty Hugo, przejęty uczuciem głębokiéj pokory, w żaden sposób godności téj przyjąć nie chciał. Wtedy Legat zawiózł go do Rzymu, gdzie Papież rozkazał mu przyjąć ofiarowane Biskupstwo, i sam go na nie wyświęcił. Hrabina Matylda, sławna z wielkich darów jakie poczyniła Kościołowi, obecna pod tę porę w Rzymie, przez wzgląd na wielką świątoblibliwość Hugona, podjęła wszystkie koszta jego konsekracyi, sprawiła mu bogaty pastorał i szaty Biskupie, obdarzając go oraz rzadkiém podówczas wydaniem wykładu Psalmów, przez świętego Augustyna.

Po powrócie z Rzymu do swojéj dyecezyi, któréj zarząd objął, święty Hugo wielce się zasmucił opłakanym stanem w jakim ją zastał. Lichwa, świętokupstwo i wszelkiego rodzaju zdrożności, panowały tam nie tylko w ludzie prostym, lecz i ci którzy ze swojego stanu i powołania przyświecać powinni byli drugim, takimiż występkami się kalali. Święty Pasterz wziął się niezwłocznie do swojego obowiązku: a sam w postach i modlitwie dzień i noc jęcząc przed Bogiem nad zepsuciem swoich owieczek, używał wszelkich środków aby ich ze zgubnych dróg na których ich zastał wyrwać co prędzéj. Nauczał, upominał, groził, błagał, przenosząc się ciągle z miejsca na miejsce w swojéj dyecezyi, i obiegając ją całą. Ale przedewszystkiém przykładem własnego życia, i miłością z jaką przyjmował nawracających się, starał się wszystkich pozyskać Panu Bogu.

Gorliwość tak świętą i niezrażającą się największemi trudnościami, w krótkim czasie nagrodził mu Pan Bóg najpożądańszą dla niego pociechą. Dyecezya jego inną przybrała postać, i po dwóch latach ciężkiéj wprawdzie pracy, zniósł w niéj wszelkie istniejące jak w ludzie tak i w duchowieństwie, nadużycia. Wtedy święty ten Biskup, pomimo zbawiennych owoców rządów swoich jakiemi się cieszyć tylko co zaczynał, przejęty żywszém niż kiedykolwiek uczuciem ciężkiéj przed Bogiem odpowiedzialności, przywiązanéj do godności pasterskiéj, postanowił zrzec się takowéj, i uszedłszy potajemnie, zamknął się w klasztorze ojców Benedyktynów, w dyecezyi Klaromontańskiéj w prowincyi Awerneńskiéj. Lecz zaledwie zaczął tam przyświecać wszystkim braciom cnotami najdoskonalszego zakonnika, Papież Grzegorz VII, zawiadomiony o jego zamiarze zrzeczenia się Biskupstwa, nie dozwolit mu na to, i przysłał rozkaz jak najprędszego do swojéj dyecezyi powrótu. Dopełnił tego niezwłocznie Hugo, a dyecezyanie uszczęśliwieni z powrótu swojego ukochanego Pasterza, tém szczerzéj wzięli się do poprawy życia, aby go przez to, między sobą koniecznie zatrzymać.

Trzy lata upływało od powrotu Hugona do jego dyecezyi, gdy święty Bruno przybył tam z sześciu swoimi towarzyszami, z którymi miał zakładać Zakon Kartuzów. Święty Hugo na kilka dni przed tém, miał we śnie widzenie w którém okazało mu się było siedem gwiazd przecudnéj jasności, skrywających się w pustyni będącéj w jego dyecezyi nazwanéj Kartuzyą, przyjął więc tych świętych przybyszów bardzo serdecznie. Dowiedziawszy się iż szukają osamotnionego miejsca, gdzieby odsunąwszy się od świata mogli żyć jak dawni pustelnicy Egipscy, nie tylko uczynił im dar z całéj puszczy Kartuzyańskiéj, o kilka wiorst od Grenoblu, miasta jego rezydencyi Biskupiéj, odległéj, lecz własnym kosztem wybudował im tam kościołek i chatki, czyli celki osobne, zaopatrując ich we wszystkie do życia potrzeby.

Uszczęśliwiony nad wszelki wyraz że we własnéj dyecezyi, posiadał takich zakonników, jakich przed kilku laty, gdy zamyślał złożyć Biskupstwo szukał w obcéj, przepędzał z nimi cały czas, jaki mu od jego obowiązków pasterskich zbywał. Wtedy odbywał najpilniéj wszelkie ich zakonne ćwiczenia, nie ustępując im wcale w postach i umartwieniach ciała, któremi tych wielkich nawet pokutników budował. A i w swoim pałacu Biskupim, żył jak Kartuz, tyle tylko różniąc się od przebywających na puszczy, że obok życia tak nadzwyczaj umartwionego, ciągle lud nauczał, Sakramenta święte sprawował, i opieką najtroskliwszą wszystkich ubogich rozległéj dyecezyi swojéj ogarniał. Tak przytém na straży trzymał swoje zmysły, iż nigdy oczów nie podniósł na niewiastę, i pięćdziesiąt lat rządząc dyecezyą, żadnéj tam kobiety nie znał z twarzy. Mawiał zwykle: „nie pojmuję jak może ustrzedz się szpetnych myśli, kto nie trzyma na wodzy oczów, będących wrotami przez które najłatwiéj wchodzi śmierć do duszy.” Brzydził się cieniem obmowy; a gdy kto w jego obecności pozwalał sobie źle mówić o drugich, „bracie kochany, odzywał się do niego, poco nam roztrząsać grzechy obce: czy nie dość nam na tém, abyśmy własne jak należy opłakiwali.” Obok tak wysokiéj świątobliwości, życia tak umartwionego i czynnego, nie był wolny od ciężkich nagabań złego ducha. Od lat młodych do najpóźniejszéj starości, dręczyły go bluźnierskie myśli, z któremi bezustannie musiął walczyć. Przytém nędznego zażywał zdrowia, a bole głowy i cierpienia żołądka których całe życie doznawał, w późniejszym wieku wzmogły się bardzo. Pomimo tego, i umartwień swoich nie umniejszył, i w pracy sobie nie folgował: za to téż Pan Bóg obdarzał go wielkiemi wewnętrznemi pociechami. Dar łez posiadał w wysokim stopniu. Widok Pana Jezusa ukrzyżowanego, ustęp rzewniejszy z jakiéj pobożnéj książki, pobudzał go do płaczu. Nie raz trzeba było przerywać czytanie odbywane przy jego stole w czasie obiadu, gdy święty Biskup usłyszawszy szczegóły męki Pańskiéj lub coś podobnie do serca przemawiającego, we łzach się rozpływał.

Kiedy w skutek zamieszek w Państwie Kościelném, wszczętych przez stronników samozwańca Anakleta, Inocenty II Papież, zmuszony był szukać schronienia we Francyj, święty Hugo, który sprawę jego najgorliwiéj popierał w całym kraju, przybył do Walencyi na jego spotkanie, i tam upadłszy do nóg Ojcu świętemu prosił go i błagał, aby mu dozwolił zrzec się Biskupstwa. Wszakże chociaż już wtedy bardzo podeszłego był on wieku, nie chciał uczynić tego Papież, widząc jak pomimo tego czynnie i święcie rządził swoją dyecezyą. Lecz nakoniec, gdy w skutek cierpień głowy jakich oddawna doznawał, w ostatnich już latach swojego życia osłabł na pamięci, Ojciec świę- ty pozwolił mu wybrać sobie zastępcę. Tym był Kartuz, również jak on mający na imię Hugo. Nasz Święty zaś nie długo już żył potém. Uwolniony od obowiązków pasterskich, którym przez lat pięćdziesiąt oddawał się sercem i duszą, już dnie całe i większą część nocy spędzał tylko na modlitwie, i nareszcie dnia pierwszego Kwietnia roku Pańskiego 1132, pełen zasług tak w zawodzie swoim apostolskim położonych, jak i życiem pokutném i umartwioném nabytych, poszedł po nagrodę za nie do Nieba. Umarł w Grenoblu mając lat przeszło ośmdziesiąt. We dwa lata potém Ojciec święty Inocenty II, wpisał go uroczyście w poczet Świętych.

Pożytek duchowny

Kto pragnie uchronić się od myśli przeciwnych czystości, powinien pamiętać na ostrzeżenie jakie nam zostawił dzisiejszy Święty gdy mawiał: iż nie pojmuje jak może wolnym być od szpetnych wyobrażeń, kto wzroku nie trzyma na wodzy. Słusznie téż z tego powodu poczytywał on oczy za wrota, któremi najłatwiéj wchodzi śmierć do duszy. Wiedz przeto o tém, że kto ich nie strzeże, dobrowolnie duszę na niebezpieczeństwo wystawia.

Modlitwa

Boże! czystości dawco i lubowniku, daj nam prosimy Cię o to przez zasługi błogosławionego Hugona Biskupa, tak na wodzy trzymać zmysły nasze, abyśmy nie narażając się dobrowolnie na szpetne pokusy, tém łatwiéj za łaską Twoją oprzeć się im potrafili, gdy bez naszéj winy nacierać na nas będą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 257–259.

Tags: św Hugon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup czystość Kartuzi
2020-03-21

Św. Benedykta Opata, Założyciela Zakonów na Zachodzie

Żył z około roku Pańskiego 543.

Święty Benedykt założyciel wielkiego i sławnego zakonu od niego zakonem Benedyktynów nazwanego, narodził się w księstwie Spoletańskiém we Włoszech, około roku Pańskiego 480, w Nursii, zamku dziedzicznym jego zamożnéj i znakomitéj rodziny. Ojciec jego imieniem Eutropiusz, pochodził ze starożytnego patrycyuszów rzymskich rodu Anicyuszów, a matka Abundancya, była udzielną hrabiną na Nursii.

Rozpocząwszy nauki w Rzymie, powołany od Boga do życia samotnego, mając lat piętnaście, udał się na miejsce odludne, i na górze zwanéj Sublako zamieszkał w jaskini. Tam wiódł życie nadzwyczaj umartwione, i tak starannie ukrył się przed wszystkimi, że prócz pewnego zakonnika, imieniem Romana, który co dni kilka przynosił mu trochę chleba i wody, nikt z jego krewnych ani znajomych, nie mógł go wyszukać. Zły duch wszelkich używał sposobów, aby go odwieść od rodzaju życia jaki prowadził, lecz Benedykt wsparty łaską Bożą każdą jego napaść mężnie odpierał. Razu pewnego, szatan tak silną rozbudził w nim pożądliwość, że Święty aby ją przezwyciężyć, wrzucił się bez odzienia w krzak cierniowy, i póty, do krwi zadając sobie rany, tarzał się w nim, aż pokusę zwalczył. Za to téż od niéj już przez całe życie był wolnym.

Trzy lata tam przebył, kiedy sława jego świątobliwości, pomimo ukrycia w iakiém zostawał, sprowadziła do niego wielu uczniów, którzy pod jego przewodnictwem, podobnyż rodzaj życia jaki on prowadził, przedsięwzięli; a gdy zmarł opat klasztoru sąsiedniego w Wikowaro, zakonnicy Benedykta na jego miejsce obrali. Wszakże nie długo tam przebywał. Niesforni bracia widząc iż Swięty zamierzał przykrócić wszelkie nadużycia, jakie pomiędzy nimi panowały, chcąc się go pozbyć, do tego stopnia złość swoję posunęli iż umyślili go otruć. Lecz kubek w którym mu z napojem podawano truciznę, rozpękł się gdy go Benedykt przeżegnał, poczém opuścił on ten klasztor i znowu w swojéj jaskini zamknął się wiodąc życie bogomyślne.

Tymczasem i tam coraz więcéj przybywało mu uczniów, tak dalece, że w krótkim czasie, nagromadziło się ich tylu, że na saméj puszczy w okolicach góry Sublako, założył dwanaście klasztorów, mających swoich przełożonych miejscowych, lecz w ogólnym zarządzie Benedyktowi podległych. Na stwierdzenie wielkiéj świątobliwości Benedykta, jak i jego posłannictwa jako odnowiciela, albo raczéj założyciela zakonnego życia na Zachodzie, udzielił mu Pan Bóg w wysokim stopniu daru czynienia cudów. Uzdrawiał chorych, wypędzał z opętanych złego ducha, i w wielu razach gdy braciom jego zbywało pożywienia, cudownie chléb i zboże rozmnażał.

Pewien kapłan zarządzający parafią przyległą do Sublaku powodowany zawiścią, a znany ze złych obyczajów, starał się różnemi sposobami prześladować świętego Benedykta. Razu jednego, nasłał był na klasztor kilka nierządnic, w celu zniesławienia zakonników. Podstęp jego został odkryty, a dla widocznej kary jego złości, dopuścił na niego Pan Bóg śmierć nagłą. Zawalił się pod nim ganek na piętrze będący, na którym ucztował wesoło, z którego zleciawszy zabił się na miejscu. Wkrótce potém Benedykt, odebrawszy od Boga w objawieniu rozkaz, opuścił miejsce swojego pobytu, i udał się na górę Kassyneńską, zamieszkałą jeszcze podówczas przez pogan. Tam zburzył posąg bożka Apollina, któremu cześć oddawano, nawrócił wszystkich mieszkańców do wiary świętéj, i wybudował na témże miejscu jednę kaplicę na cześć świętego Marcina, a drugą pod wezwaniem świętego Jana.

Tu znowu zaczęli gromadzić się do niego uczniowie, i na téj górze założył nowy klasztor, uważany odtąd za główny i pierwszy klasztor wielkiego zakonu Benedyktynów, który z upływem czasów rozszerzony po całym świecie katolickim, obdarzył Kościoł około pięciu tysiącami świętych kanonizowanych, niezliczoną liczbą znakomitych nauką i świątobliwością Prałatów, dwustu kilkunastu Kardynałami, i przeszło czterdziestu Papieżami. Wtedyto z natchnienia Ducha Świętego ułożył Benedykt swoję Regułę zakonną przedziwnéj mgdrości, którą od tego czasu wszystkie zakony po dziś dzień na Zachodzie istniejące, prócz braci mniejszych założonych w kilkaset lat potém przez świętego Franciszka z Assyżu, za podstawę ustaw swoich przyjęły.

Święta Scholastyka siostra świętego Benedykta, pobudzona przykładem jego, poświęciła się także na wyłączną służbę Panu Jezusowi. Z wielu pobożnemi towarzyszkami, osiadła w klasztorze blizko góry Kassyneńskiéj, i tam pod przewodnictwem duchowném swojego świętego brata, dała początek zakonowi Benedyktynek.

Sława świątobliwości Benedykta i jego braci, skłaniała wielu okolicznych mieszkańców, tak biedniejszych jak i najzamożniejszych, do powierzania dzieci swoich, ich światłemu i bogobojnemu wychowaniu. Z Rzymu nawet najznakomitsi panowie oddawali tam swoich synów. Między innymi uczyniło to dwóch senatorów Tertuliusz i Ekwicyusz, którzy synów swoich Placyda i Maura umieścili w klasztorze świętego Benedykta. Byli to ulubieni uczniowie Świętego i sami bardzo się nawzajem kochali. Zdarzyło się razu pewnego, że młody Placyd, kąpiąc się tonął w głębokiéj rzece. Na krzyk jego zbiegli się zakonnicy i sam Benedykt przybył wraz z Manrem, któremu kazał go ratować, i chociaż wiedział że pływać nie umie, rzucić się w wodę. Młodzieniec to uczynił, i cudownie idąc po wierzchu wody jakby po ziemi, wyratował swego ukochanego towarzysza.

Z różnych stron tłumnie przybywali ludzie wszelkiego stanu, aby widzieć świętego tego męża, i posłuchać jego zbawiennych nauk, których wszystkim przy każdej sposobności chętnie udzielał, czyniąc to z wielką miłością, trafnością i w duchu Bożym. Totilla świeżo wybrany na króla Gotów we Włoszech, zapragnął poznać tego sławnego sługę Bożego, o którym wiele słyszał. Chcąc zaś przekonać się czy posiadał w istocie, jak to powszechnie głoszono, dar odgadywania skrytych rzeczy, przywdział w królewskie szaty jednego ze swoich dworzan, i otoczonego orszakiem swoim posłał do Benedykta, aby mu się przedstawił, jakoby sam Totilla. Lecz Święty skoro go ujrzał: „Zrzuć mój synu, rzekł do niego, zrzuć te szaty, które ci nie przystoją, i nie chciéj uchodzić za tego kim nie jesteś.” Totilla prze- konany tém zdarzeniem o cudownym darze Benedykta, przybył i sam do niego, a upadłszy mu do nóg prosił o błogosławieństwo. Sługa Boży przyjąwszy go z oznakami uszanowania należnego jego godności, silnie go jednak upomniał, za gwałty i rabunki jakich się dopuszczał we Włoszech. Przepowiedział mu z najmniejszemi szczegółami, wszystko co mu się miało przydarzyć przez następne Jat dziewięć, prosząc go i zaklinając aby się nawrócił, i zapowiedział wyraźnie że w dziesiątym roku od téjże chwili, przyjdzie mu zdać z życia całego przed Panem Bogiem rachunek. Jakoż, wszystko to sprawdziło się najdokładniej, a Totilla od tego czasu stał się mniéj okrutnym i z wielkiém był zawsze uwielbieniem dla Opata Kasyniańskiego.

Wielki ten Święty, chociaż był podziwem świata całego, a monarchowie i sami Papieże poczytywali go za najznakomitszego owego czasu męża, był najgłębszéj pokory, i wśród braci swoich żył jakby z nich najmłodszy. Mając pod swoją władzą kilkadziesiąt klasztorów przez siebie założonych, nadzwyczajnym darem cudów jaśniejący, ostrością życia przechodząc wszystkich zakonników i najsławniejszych pokutników z puszcz egipskich, poczytywał się za ostatniego z ludzi, i wszelkie upokorzenia znosił jako rzecz mu należną i najwłaściwszą. Równą a najserdeczniejszą miłością ogarniał wszystkich braci, i serca ich do siebie pociągał.

Dzień swojéj śmierci przepowiedział długo przedtém. W ostatnich latach życia podwoił pokuty, i coraz wyższéj oddany bogomyślności, coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Na sześć dni przed zgonem, kazał otworzyć grób dla siebie przeznaczony, a gdy już uczuł się blizkim ostatniej chwili, prosił aby go zaniesiono do kościoła, i tam przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, na ręku braci oddał Bogu ducha, dnia dwudziestego pierwszego Marca, roku Pańskiego 543, mając lat przeszło sześćdziesiąt.

W chwili jego skonania, dwóch zakonników w dwóch odległych klasztorach przebywających, ujrzało jasną drogę od ziemi do nieba idącą, i usłyszało głos mówiący do nich: „Ta jest droga, którą Benedykt, ulubiony sługa Boży, poszedł do Nieba.”

Pożytek duchowny

Tarzaniem się w ostrych cierniach, święty Benedykt poskramiał podniety przeciwno cnocię czystości, i za tak mężne walczenie z tą pokusą, został od niéj na całe życie uwolniony. Bierz ztąd naukę, że jak w tego rodzaju pokusach, tak i w każdéj innéj najmężniejsze na jakie zdobyć się możemy jéj zwalczenie, uwalnia nas od niéj na długo, a niekiedy na zawsze.

Modlitwa

Boże! któryś świętego Benedykta, założycielem wielkiego Zakonu uczynił, przez jego zasługi prosimy, we wszystkich Zakonach właściwego w nich ducha utrzymuj i rozniecaj, w Kościele Twoim te święte zgromadzenia na chwałę Imienia Twojego, w świątobliwości utrzymuj i rozmnażaj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 227–230.

Tags: św Benedykt „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokusy reguła
2020-03-20

Św. Joachima Ojca Przenajświętszej Maryi Panny

Żył z około roku 10 przed przyjściem Pańskiém.

Święty Joachim z wybranego narodu Izraelskiego, narodził się w Galilei, na lat kilkadziesiąt przed przyjściem Chrystusa Pana i należał do pokolenia Judy. Pochodził z królewskiego rodu Dawidowego i Salomonowego, a prócz tego wielu Proroków liczył pomiędzy swoimi przodkami. Święty Jan Damasceński, tak ród jego wywodzi. „Z pokolenia Dawidowego, pisze on, Lewi zrodził Melchiego i Pantera, Panter zrodził, Barpantera, a Barpanter zrodził Joachima.” (S. Jos. Damas. fld. orto. 1.IV. esp. 15.)

Rodzice wychowali go jak najpobożniéj, i święty Grzegorz Niceński w kazaniu swojém na Narodzenie Pańskie, powiada: że był to mąż najwyższéj świątobliwości, słynący z najwierniejszego zachowania praw Starego Zakonu. Skoro doszedł lat młodzieńczych, a jak pospolicie utrzymują w dwudziestym czwartym roku życia, stosując się do przepisów starego prawa, wymagającego aby każdy we właściwym wieku zawierał śluby małżeńskie, dla tego jedynie, a nie z żadnych ludzkich lub zmysłowych pobudek, wybrał z tegoż pokolenia do którego należał, jak to także Zakon nakazywał, dziewicę wielkiéj świątobliwości, i z nią zawarł małżeństwo. Pochodziła ona z rodu kapłańskiego, z pokolenia Aaronowego, i również jak on była z potomków Dawidowych, mieszkała w Betleem i miała na imię Anna.

Święty Hieronim, i jeszcze dawniejszy od niego pisarz kościelny Eustacyusz, piszą, że błogosławieni ci małżonkowie, wiedli żywot wielce świątobliwy; mili Bogu i ludziom, posiadali wielkie dostatki w trzodach, co stanowiło także i w wiekach ich poprzedzających, zamożność Patryarchów Abraama, Izaaka, Jakóba i innych.

Z wielkich majętności w jakie opływał, święty Joachim taki czynił użytek. Całe dochody swoje podzielił na trzy części: jednę oddawał do Swiątyni Pańskiéj, dla utrzymania przy niéj kapłanów i na potrzeby obrzędów religijnych; drugą rozdawał ubogim, a trzecią obracał na utrzymanie swoje i swojéj świętéj małżonki. Oddając się przytém wyłączniéj ćwiczeniom wyższéj pobożności, miał zwyczaj dnie uroczyste prawie całe w Świątyni przepędzać, i dla tém lepszego uświęcenia dni takowych, podwajał dobrych uczynków: to jest dwa razy tyle co zwykle przynosił w ofierze do świątyni, i dwa razy większe czynił jałmużny dla ubogich.

Taki rodzaj życia, wysokiéj dowodzący w Joachimie świątobliwości, jak w jednych obudził dla niego szczególny szacunek, tak w drugich, jak to zwykle bywa, rozniecał zawiść, i ztąd pobudzał złych ludzi przeciw niemu. Święty ten Patryarcha, już blizko lat pięćdziesiąt żył w stanie małżeńskim, już i on i błogosławiona małżonka jego święta Anna, znacznie posunęli się byli w lata, a potomstwa nie mieli, co pod prawem Starego Zakonu poczytywane było za widoczne niebłogosławieństwo Boże, i wielką sromotą stadła niepłodne okrywało. I z tego więc powodu, pomimo wysokiéj świątobliwości Joachima, jego nadzwyczajnéj dla ubogich hojności, i pożycia w ogóle będącego zbudowaniem dlą wszystkich, owszem będącego wzorem doskonałości najwyższéj, która go czyniła najświętszym człowiekiem swojego czasu,— pomimo tego, wiele od ludzi znosić on musiał upokorzeń.

Razu pewnego spotkało go nawet takowe publicznie, i w sposób nader dotkliwy. W dniu jednéj z wielkich uroczystości, Joachim przybył do świątyni ze swoim zwykłym darem; a że najbogatszą ofiarę przynosił, więc pierwszy powinien był złożyć ją na ołtarzu. Gdy do tego właśnie zabierał się, kapłan przewodniczący podówczas obrzędom, nazwiskiem Isuchar, niezważając i na wiek już wtedy podeszły świętego Joachima, i na to że zwykle pierwszy przystępował z ofiarą do ołtarza, bo zawsze dawał najhojniejszą, odtrącił go publicznie, z wielkiém dla niego uchybieniem, przydając jeszcze i w tych słowach obelgę: „Wynijdź ! ztąd starcze: nie godzi się bowiem abyś pierwsze zajmował w Świątyni miejsce, ty, na którego stadle małżeńskióm, cięży sromota niepłodności: z tego powodu tyś tu ostatnim.”

Tak ciężką i niespodziewaną zniewagę, zniósł święty Joachim w najgłębszéj pokorze, i tylko wróciwszy do domu, otrzymał szczególne a silne natchnienie od Ducha Świętego, aby bez względu na podeszły wiek swój i swojej błogosławionéj małżonki, gorące zanosił do Pana Boga prośby, żeby go koniecznie obdarzył potomstwem. Niezwłocznie też potém, udał się na puszczę dość odległą od miasta, i tam na wysokiéj górze, zbudowawszy sobie ubogą chatkę, osiadł w niéj trwając na modlitwie, i zachowując post tak ścisły, jak Mojżesz i Fliasz: to jest przez czterdzieści dni, żadnego nie biorąc posiłku. Przez ten czas zaś, święta Anna pozostawszy w domu, także zamknęła się, odsuwając się od wszelkich stosunków z ludźmi, i na modlitwie i poście w tymże celu trwała.

Wkrótce téż Pan Bóg wysłuchał ich prośby, i zesłał świętemu Joachimowi Anioła, którym według mniemania świętego Hieronima był święty Gabriel, i ten oznajmił mu, w imieniu Pańskiém, iż zostanie ojcem. A gdy święty starzec, z pierwszego razu, przeraził się jego widokiem: „Nie lękaj się, rzekł do niego ten posłannik niebieski, gdyż ja jestem Aniołem Pańskim, przysłanym od Boga, aby cię upewnić że modlitwy twoje wysłuchane zostały, i pomimo niepłodności twojego małżeństwa i wieku waszego podeszłego, będziesz miał potomka.”

Joachim silniejszéj wiary od Zacharyasza ojca świętego Jana Chrzciciela, który gdy mu podobnież podeszłemu w lata Anioł zapowiadał potomka, nie uwierzył temu od razu, nie zwątpił ani na chwilę, iż się tak stanie, jak mu to Pan Bóg przez Anioła oznajmiał. Wrócił do domu, pewnym będąc że spełnienie się tego przyrzeczenia nastąpi w swoim czasie, i zastał tam i świętą Annę, podobnémże widzeniem Anioła pocieszoną, i pełną niezachwianéj wiary w wykonanie się obietnicy Bożéj.

Jakoż wkrótce potém, Anna poczęła w żywocie swoim Tę, którój narodzenie miało świat i Niebo całe napełnić radością najwyższą, i święty Joachim stał się Ojeem przenajświętszéj Maryi Panny.

Ojciec Trombelli, pisarz kościelny pierwszorzędnéj powagi, opierając się na zdaniu świętego Augustyna Ojca Kościoła, i świętego Wincentego Ferrarego pisze, iż po odebraniu wiadomości przez Anioła, zapowiadającego im, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna uniesieni najżywszém uczuciem miłości Boga i wdzięczności ku Niemu, wpadli byli w zachwycenie, i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny. (Tromb. Hist. Mariana. P, 1. C. 1. qu. 1) W objawieniach świętéj Brygidy, tak się o tém sama Matka Boża do niéj wyraziła „Syn mój Jezus Chrystus małżeństwo ojca i matki Mojéj, tak wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmioném im zostało przez Anioła, że z nich narodzi się dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, Że jedynie z uczucia miłości Boga, i na słowo Anioła, zwiastującego im moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński, i stali się mojemi rodzicami. (Convenerunt carne non ex concupiscentia aliqua voluptatis, sed contra voluntatem suam ex divina dilectione, et sic ex semine corum caro mea perfecta est. S. Birg. ReveL Lib. L C. 9.) Swięty Joachim, miał wtedy według najpowszechniéj przyjętéj rachuby, lat przeszło siedemdziesiąt.

Niepodobna wyobrazić sobie świętéj pociechy, jakiéj doznał, dostąpiwszy szczęścia, jakiego zażywał, gdy Marya wzrastając w lata, objawiała tę niezrównaną Swoję świętość, która miała Ją uczynić matką Syna Bożego. Wszelako, zaledwie doszła lat trzech, kiedy święty Joschim widząc, iż taką jest wola Boża, oddał Ją na służbę wyłączną Panu Bogu, i sam ze świętą Anną zaprowadził i umieścił w świątyni Jerozolimskiéj, w gronie dziewie poświęconych Bogu.

Żył jeszcze potém lat jedenaście, i w ośmdziesiątym roku życia, a na lat sześć przed narodzeniem Zbawiciela zasnął spokojnie w Panu, i poszedł na łono Abrahama, oczekiwać chwili, aż Syn jego córki, Pan nasz Jezus Chrystus, więc jego wnuk według Swego człowieczeństwa, otworzy mu Niebo i umieści bardzo blizko Siebie i Swojéj Matki, a tejże jego córki przenajświętszéj.

Grób świętego Joachima znajdował się dzwniéj w kościele grobu Matki Bożéj zbudowanym na dolinie Józefatowéj. Późniéj ciało jego przemienione zostało do Jerozolimy, a głowa jako droga Relikwia, przechowuje się dotąd w jednym z kościołów w Kolonii.

W Martyrologium Rzymskiém w dniu dwudziestym Marca jest o nim wspomnienie, lecz święto obchodzi się w Niedzielę po Wniebowzięciu.

Pożytek duchowny

Po wielkiém upokorzeniu jakie spotkało świętego Joachima, z powodu iż nie miał potomstwa, dostąpił on najwyższego jaki może być udziałem człowieka zaszczytu i szczęścia, stając się Ojcem Tej, z któréj nsrodził się Pan Jezus, Bóg prawdziwy i Zbawca nasz najdroższy. Postanów wszelkie upokorzenia znosić cierpliwie, bo jeśi nie na tym świecie, to tém hojniejszą na tamtym, odniesiesz za to nagrodę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nad wszystkich innych Świętych wynosząc błogosławionego Joachima, Rodzicielki Syna Twojego ojcem go uczynić raczyłeś, spraw prosimy, abyśmy czcząc dzień jego święta, jegoż nad nami opieki zawsze doznawali. Przez tegoż Pana naszego i t. d

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 225–227.

Tags: św Joachim „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja małżeństwo czystość pokora
2020-03-04

Św. Kazimierza Królewicza

Żył około roku Pańskiego 1483.

Hymn znaleziony po otwarciu trumny św. Kazimierza:

Póki żyję
Niech Maryję
Co dnia wielbi dusza;
Niech pamięta
Na Jej święta,
Jej się życiem wzrusza.

O bez końca,
Matce Słońca
Niech brzmią pieśni chwały;
Jej litoście
ciągle głoście,
roznieście w świat cały.

Nie znajdziecie
Na tym świecie
Tak wzniosłej wymowy,
Co Jej cnocie
W swym polocie
Zrównałaby słowy.

Za grzech Ewy
Spadły gniewy,
Śmierć ludzi zatraca;
Przez Maryję
Człowiek żyje
I do nieba wraca.

Modły Twemi
Dzieci ziemi
Ogrzej w zimnym świecie;
Weź to, Pani,
Co nas rani,
Co psuje i gniecie.

Daj ulżenie,
Wspomożenie
Twym sługom obficie;
Co gorliwie
Czczą prawdziwie
Twe święta i życie.

Pożytek duchowny

Każdy kto chce być zbawiony, powinien raczéj śmierć ponieść, niż dopuścić się ciężkiego grzechu. Uważ czy w takiém jesteś usposobieniu. Nie sądź bowiem że ono jest tylko właściwém nadzwyczajnéj świątobliwości, gdyż Pan Bóg wymaga tego od każdego, i każdemu daje do tego dostateczne łaski.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś wśród krolewskich roskoszy i świata niebezpieczeństw, świętego Kazimierza stałością w cnocie obdarzył; prosimy, aby za jego wstawieniem się, wierni Twoi, rzeczami ziemskiemi wzgardzali, a wzdychali zawsze za niebieskiemi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 184.

Tags: św Kazimierz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna królewicz czystość grzech ciężki
2020-03-01

Św. Albina Biskupa Andegawańskiego (Angers)

Żył około roku Pańskiego 530.

Zdarzyło się iż pewna młoda znakomita pani, bardzo pobożna i dobroczynna chrześcijanka, za długi uwięzioną została. Trzymana pod strażą, prócz wielu przykrości jakich tam doznawała, narażoną była na grubiańskie obchodzenie się z nią żołnierzy pilnujących więzienia, którzy nawet pozwolili sobie obrażać jéj skromność. Pani ta obawiając się ostatecznéj zniewagi, która dla niéj straszniejszą była od śmierci nawet, dała znać o tém Biskupowi. Święty pośpieszył do niéj i ofiarował się zapłacić za nią długi, byle ją zaraz wypuszczono na wolność. Gdy jednak nie uczyniono tego niezwłocznie, chcąc wprzódy odnieść się w téj mierze do wyższéj władzy, święty Albin został przy uwięzionéj, aby obecnością swoją, zasłonić ją od wszetecznych napaści strażników. Pomimo tego jeden z żołnierzy w obecności Biskupa, targnął się na nią i jego samego obelgami okrył. Wtedy Święty, na rzucającego się na tę nieszczęsną kobietę zuchwalcą, tchnął silnie, i ten w tejże chwili padł trupem. Taką bowiem moc cudowną dał w tém zdarzeniu Pan Bóg słudze Swojemu, broniącemu zagrożonéj cnoty niewinności świętéj.

Pożytek duchowny

Pan Bóg obdarzył był świętego Albina, tak cudowną mocą, iż samém tchnieniem swojém, położył trupem rozpustnika, targającego się na skromność niewiasty. Miarkuj z tego jak obrzydliwemi są w oczach Boga grzechy téj swiętéj cnocie przeciwne, i jak dalece i sam brzydzić się powinieneś każdą pokusą, cnotę czystości na niebezpieczeństwo wystawiającą.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Albina Biskupa, cudowną mocą, w uwolnieniu nieszczęśliwéj niewiasty od grożącego jéj skromności niebezpieczeństwa, obdarzył; przez zasługi tego sługi Twojego, proszę Cię, racz we wszelkich grożących téj cnocie niebezpieczeństwach, skuteczną a przemożną łaską Twoją, wspierać nędzę moję. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 176.

Tags: św Albin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup czystość
2020-02-25

Św. Martyniana Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 405.

Owóż w Cezarei, ludném mieście, niebardzo od puszczy na której mieszkał Martynian odległém, była głośna z urody, a oraz i z największéj rozpusty nierządnica, imieniem Zoe. Dnia pewnego, gdy przy niéj mówiono o wieliéj świątobliwości Martyniana, zrobiła zakład o znaczną ilość pieniędzy, iż dowiedzie, że cnota jego nie jest tak prawdziwą, jak o niéj sądzą, i że łatwo będzie jéj przywieść go do upadku.

W tym celu, niegodziwa ta niewiasta przybrała się w łachmany ubogiéj żebraczki, wzięła kij w rękę, a schowawszy w zawiniątko, swoje zwykłe odzienie, i ukrywszy je przy sobie, gdy wieczór nadszedł, a deszcz rzęsisty z wielką burzą padał, udała się na puszczę, i około północy przybyła do chatki Martyniana. Zapukała do drzwi jego, i poczęła wołać żałośnie: – „Sługo Boży, zmiłuj się nad nieszczęśliwą kobietą, która zabłądziła na puszczy, i od dzikich zwierząt może być pożartą.” Zawahał się na chwilę pustelnik, lecz wzruszony litością wpuścił ją do chatki, rozniecił ogień aby się rozgrzała, zastawił na stole daktyle dla jéj posiłku, polecając aby przenocowawszy, skoro świt odeszła. Sam zaś, poszedł do osobnéj komory, którą miał daleko od chatki, i całą noc na modlitwie i śpiewaniu psalmów przepędził.

Nazajutrz gdy już słońce wysoko było, pewny iż gość jego dawno odszedł, powrócił do swojéj celki. Jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał tam młodą niewiastę, nadzwyczaj powabnéj urody i świetnie ubraną. Zoe bowiem przystroiwszy się czekała na niego, a gdy on biorąc ją za jaką marę, pytał kim jest, głosem pełnym ułudy tak poczęła mówić do nieg. – „Powiem ci szczerze pocom przyszła: oto ujęta sławą twojéj świętobliwości, zamyślałam oddać ci moję rękę. Jestem z Cezarei, i po rodzicach odziedziczyłam wielki bardzo majątek. Ożenienie się twoje ze mną nie przeszkodzi ci do Twojego uświętobliwienia. Wszak wiesz że wielcy Święci starego testamentu: Noe, Abraham, Izaak, Jakób, Mojżesz, Jozue i wielu innych, żony mieli.”

Nieostrożny Martynian, zamiast wypędzić kuszącą go niewiastę, lub oddalić się niezwłocznie od niej, wdał się z nią w dalszą rozmowę, i już w myśli na grzech zezwalając, wyszedl z chatki, aby tylko obaczyć czy kto nie nadchodzi. Lecz w téj chwili, wejrzał Bóg miłosierdziem Swojém na niego, i otworzył mu oczy na otchłań, w którą już wstępował. Wraca więc do mieszkania, a roznieciwszy na kominku wielki ogień, wkłada weń obydwie nogi. Ciało palone poczęło skwirczyć, a on sam wijąc się od bolu, lecz nóg nie cofając z ognia, tak począł sam do siebie mówić: – „A cóż Martynianie, czy bardzo ogień cię piecze? a ten jednak wodą ugasić możesz, lecz piekielny, który cię czeka, jeśli z tą niewiastą zgrzeszysz, wiecznie goreć będzie.” Potém wysunąwszy nogi z ognia, powtórnie je znowu tam włożył i trzymał jęcząc, i krzycząc od bolu.

Widok ten łaski Boskiéj, walczącéj z pokusą szatańską, skruszył tę któréj zły duch do zguby świętego pustelnika chciał użyć. Zoe padła do nóg Martyniana, prosząc aby jéj wskazał sposób, jakim za grzechy swoje powinna pokutować. Ten odesłał ją do klasztoru świętych dziewic, które w Betleem, pod przewodnictwem świętobliwéj opatki imieniem Pauliny, mieszkały. Zamknąwszy się tam, żyła ona jeszcze lat dwanaście w najostrzejszej pokucie, jadając raz na dzień, a często co dwa dni tylko chleb i wodę, i w tak pokutném życiu wytrwawszy aż do końca, błogosławioną śmiercią zeszła z tego świata.

Tymczasem Martynian, przez siedem miesięcy nie mogąc stanąć na nogi, w skutek strasznego ich popalenia, gdy wyzdrowiał, postanowił udać się w jakie miejsce tak odludne, aby już tam żaden żywy duch ludzki dostać się do niego nie mógł.

Pożytek duchowny

Z téj przedziwnéj historyi Świętego, któregoś żywot przeczytał, bierz podwójną a wielce potrzebną naukę. Najprzód że nigdzie człowiek nie jest wolny od pokus wszelkiego rodzaju, i powtóre, że gdy idzie o zachowanie czystości, jedyny sposób uniknięcia upadku, dla dusz najświętobliwszych nawet, jest ucieczka od okazyi, która tę cnotę na byle najmniejsze niebezpieczeństwo naraża.

Modlitwa

Boże! któryś świętego Martyniana z ciężkiego upadku, miłosierdziem Twojém podźwignąć raczył, i w przedziwnéj pokucie aż do śmierci utwierdził; daj nam cięższemi od niego skalanym grzechami, za pośrednictwem jego, chociaż w części pokutę jego naśladować, a każdéj okazyi do grzechu wiodącej, więcéj niż niebezpieczeństwa życia obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 141–142.

Tags: św Martynian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik czystość pokusa
2020-02-12

Św. Eulalii Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 300.

Święta Eulalia, któréj tu historyą męczeństwa podajemy, jest podobnież jak święta Eufrozyna, któréj wczoraj żywot przypadał, jedną z tych Świętych, w któréj życiu nie każdy szczegół służyć może za przykład do naśladowania dla wszystkich. Jak to bowiem niżéj obaczymy, powodowana w tém szczególném natchnieniem Ducha Świętego, sama wydała się na męczeństwo w ręce katów, i z przedziwném męstwem wyzywała ich aby ją jak najsrożéj dręczyli. Tego zaś, wyjąwszy wyrażne i niewątpliwe natchnienie Boże, nikomu bez zuchwalstwa czynić się nie godzi. Każdy chrześcijanin powinien, wsparty łaską, któréj Pan Bóg nikomu nie odmawia z tych, których na tę próbę wystawia, być gotowym ponieść śmierć raczéj, aniżeli wyrzec się Chrystusa: lecz samemu, bez konieczności narażać się na to, byłoby zuchwałą zarozumiałością, która ściągnąćby na siebie mogła karę, w ujęciu właśnie potrzebnéj w takim razie łaski wytrwałości. Niezmiernie rzadki wyjątek stanowią te dusze, które natchnione do tego przez Boga, odważają się na krok, tak dla drugich niebezpieczny.

Pożytek duchowny

Śnieg, pokrywający cudownie świętéj Eulalii ciało, przez co Pan Bóg raczył oszczędzić jéj skromność dziewiczą, jest obrazem téj świetnéj białości, jaką w oczach Boga jaśnieje każda dusza, cnotą świętéj czystości przyozdobiona. Niech cię i to pobudza do zamiłowania téj cnoty, i strzeżenia jéj jak najstaranniej.

Modlitwa

Boże, czystości duszy Dawco i Miłośniku, tą świętą cnotą dusze nasze racz obdarzać, i od wszelkiego grożącego jéj niebezpieczeństwa miłościwie nas zawsze wybawiaj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 111–112.

Tags: św Eulalia dziewica męczenniczka „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość samobójstwo
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.